Trochę znudziło mi się jeżdżenie w te same miejsca i gdy małżonek wspomniał o kanionach, rzuciłam się do mapy. Pomyślałam, że właściwie mało jeździliśmy nad Lake Michigan, a przecież to ogromne jezioro. Trochę przypomina mi nasz Bałtyk, chociaż jest od niego dużo mniejsze…
Popatrzyłam że na północ od nas, przy samej granicy z Wisconsin, jest North Dunes Nature Preserve, czyli duży park z jeziorkami i to przy samym Lake Michigan. Małżonek zgodził się pojechać tam bez protestów… Urocze miejsce!!! Nieduże jeziorko nazwane Sand Pond (Piaskowy Staw, czy jakoś tak…), otoczone drzewami było idealnym miejscem na ptasie gniazda… tylko już czas gniazdowania minął. A szkoda…
Dwa tygodnie później wybraliśmy się niemal w to samo miejsce, tylko trochę bardziej na południe. W zasadzie to samo… Piękne miejsca i ten wspaniały szum Lake Michigan… Nie pochodziliśmy za długo i wróciłam do miejsc sprzed dwóch tygodni. Małżonek śmiał się, że dokładnie wie o co mi chodzi. Miał rację. Miałam nadzieję spotkać rybaczka popielatego, przez małżonka zwanego wędkarzem. Przy okazji zajechaliśmy do ogromnej wiaty, wybudowanej na środku wydm. Gdy byliśmy poprzednim razem, widzieliśmy tam ludzi z lornetkami i chciałam zobaczyć co oni obserwowali. Pod wiatą stało kilka stołów, siedziało tam może z 10 osób. Na stołach leżały jakieś papiery i przyrządy. Jak nam wytłumaczyła jedna z siedzących tam kobiet, liczyli drapieżniki przelatujące nad tym terenem. Wycofaliśmy się się szybko, bo nie chcieliśmy przeszkadzać. Co prawda żadnego drapola nie było w pobliżu, ale gdyby się pojawił…
Minął prawie miesiąc, gdy znowu się wybraliśmy na wycieczkę w te rejony. Szukałam latarni morskiej (jeziornej?). Widziałam kilka zdjęć takich „zamrożonych latarni” i bardzo mi się podobały. Co prawda jeszcze nie było mrozów, ale chciałam „opatrzeć” teren. Córka mówiła mi, że czasami jeździła do Waukegan do przystani jachtów. Ten las masztów o wschodzie słońca wygląda bajkowo. Nie liczyłam na maszty, bo o tej porze roku nikt nie cumuje w przystani, ale chciałam zobaczyć jak to wygląda. Tym razem było zimno. Od jeziora wiał lodowaty wiatr i sama się dziwię, że zaszliśmy tak daleko. Ale podobało mi się…
Na początku grudnia wybraliśmy się do Fort Sheridan. Zaciekawiła mnie nazwa. To nazwa ulicy ciągnącej się wzdłuż wybrzeża Lake Michigan. Zaczęliśmy od cmentarza. Wyczytałam, że został on utworzony w 1889 roku, ale pierwszy pogrzeb odbył się rok później. Pochowani są tam żołnierze z amerykańskiej wojny domowej, z I Wojny Światowej, II Wojny Światowej, a także z Wietnamu i sama już nie wiem skąd jeszcze. Nie każdy może być tam pochowany… Nawet ciekawie ten cmentarz wygląda. Groby są umiejscowione koliście wokół tablic pamiątkowych i krzyża. Na tablicy znalazłam polskie nazwiska. Jedno – Olczyk, jest mi znane. Tak nazywa się jeden z komentatorów NHL (liga hokejowa), były hokeista. Nie ukrywa, że ma polskie korzenie… Nazwiska Grygiel, czy Jarecki też mi jakoś tak polskim „zalatują”… Chociaż wcale nie muszą być Polakami…
Za cmentarzem była ścieżka, no to poszliśmy nią… Szła prosto nad Lake Michigan. Doszliśmy nią do stanowiska jakiejś armaty (proszę mnie nie pytać jakiej, bo się nie znam). Przy okazji doczytałam na tablicach informacyjnych, że ten teren jest zamieszkały przez ok. 60 gatunków ptaków. To był wystarczający powód, żeby od razu to miejsce polubić!!! Dodatkowo doczytałam, że w okresie migracji (kwiecień-maj; październik-listopad) tą trasą przelatuje ok. 140 różnych gatunków. Od razu zapowiedziałam małżonkowi, że w okresie przelotów musimy się tu wybrać. Tym bardziej, że poczytałam jakie ptaki można spotkać!!! Chyba faktycznie zaczyna mi odbijać…
A i tak się tam wybiorę!!!




Właściwie są to wspomnienia z jesiennych wypraw, ale galeria nie działała, więc pokazuję je dopiero teraz…
Zapraszam na wycieczkę wzdłuż Lake Michigan
Może to trochę za długie… ale starałam się streszczać
Ale to piękne!
A jezioro faktycznie jak morze!
Prawda, że piękne? Ile razy jestem nad Lake Michigan, to widzę nasz Bałtyk… Zawsze mam takie skojarzenia
Witajcie!
Miralko, opowieść piękna, zdjęcia takoż. Etykietką „odbijania” się nie przejmuj – lepiej brzmi „pozytywnie zakręcony” 🙂
Co do typu żaglówki na zdjęciu CDD_1055, mogę tylko określić typ ożaglowania: slup z żaglami typu trójkątnego (lub „Marconi”), niosący z przodu spinaker – to ten wielki, wydęty żagiel po lewej stronie, czyli z przodu łodzi. Działa tylko przy wiatrach mniej-więcej z tyłu, ale wtedy daje znakomite efekty 😉 Na następnym zdjęciu żaglówka z tym samym typem ożaglowania, ale płynie w przeciwną stronę, pod wiatr, i niesie z przodu normalnego foka a nie spinakera.
P.S. Dopiero teraz sprawdziłem autorstwo filmiku!

A zoomem, jakim wyłuskałaś tę odległą żaglówkę, zaimponowałaś mi! W ogóle cały filmik znakomity – prosimy o częściej!
Mam trochę takich różnych filmików. Czasami używam swojego aparatu do ich kręcenia. Głównie są to ptaszki
ale czasami trafi się taki jak ten z Lake Michigan 
Dzień dobry. Na razie bez dostępu do komputera. Odezwę się.
No. Po studniówce nastąpiły pewne przetasowania lokalowe i dopiero teraz mam dostęp do kompa.
Zdjęcia nic to że wspominkowe, swoją drogą w pierwszej chwili się zacukałem, że w styczniu taka pogoda i jeszcze motylki fruwają. Ptaki jak zwykle świetne, czyżowa, która na zdjęciu dziwnie siedzi, dla mnie wygląda, jakby się maskowała – te rozwiane pióra i ogon, jak się zmruży oczy, wyglądają jak integralna część badyla, na którym siedzi.
Co do armatki natomiast, to to jest klasyczna przeciwlotnicza armata Boforsa (prod. szwedzkiej) kal. 40 mm. (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/40_mm_armata_przeciwlotnicza_Bofors) obecnie chyba już tylko ćwiczebna.
Filtration Plant to stacja uzdatniania wody, a National Gypsum – fabryka gipsowych wyrobów budowlanych – m.in. płyt gipsowo-kartonowych.
Dzień dobry


Jak to dobrze mieć fachowców pod ręką
Dzięki Ukratku i Mistrzu Q za dodatkowe wyjaśnienia
Och, drobiazg. Artyleria przeciwlotnicza jest dość charakterystyczna.
Plizzz… mój mąż dostaje zawału, bo ja na helikopter mówię „samolot”…
No to faktycznie niehalo.
Aczkolwiek, o ile pamiętam, był taki moment, że używało się określenia „śmigłowiec” na oznaczenie samolotu (nie helikoptera) wyposażonego w silniki ze śmigłami, w opozycji do „odrzutowca” (oczywiście z silnikami odrzutowymi). Chyba że to był tzw. powszechny błąd. Ale dawno nie słyszałem, żeby ktoś tak tego słowa użył.
Jak widzę, Jo, masz takie samo pojęcie o militariach, czy tym co lata po niebie, jak ja
W parku, we Franklin Park (czyli tu gdzie mieszkam) stoi „czołg”. To znaczy myślałam, że to czołg i dopiero moi bratankowie wyjaśnili mi, że to nie żaden czołg, a samobieżne działko przeciwlotnicze
A dla mnie jak coś ma gąsienice, to jest czołg i koniec 
Albo motyl…
Fakt, tylko motylowe gąsienice troszku inaczej wyglądają
Ale motyl nie ma gąsienic w tym samym momencie, co czołg, tylko trochę wcześniej.
Ho ho, na podwoziu gąsienicowym jest cała masa pojazdów. Wojskowe: Bojowe (czołgi, niszczyciele czołgów, działa samobieżne, przeciwlotnicze i nie tylko…), transportery (np. piechoty), pojazdy inżynieryjne (np. rozkładany prowizoryczny most), pojazdy wsparcia (np. holownik dla uszkodzonych czołgów)… W okolicach II wojny światowej były też pojazdy półgąsienicowe (np. ciągniki artyleryjskie), w tym i takie niemieckie dziwo – kombinacja pojazdu gąsienicowego z motocyklem – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Sd.Kfz.2
A jeszcze gąsienicowe pojazdy cywilne, i tu jest kolejna litania – od ciężkiego sprzętu budowlanego po pojazdy arktyczne.
Cywilnych nie liczę, bo wiadomo, że taki dźwig czołgiem nie jest
Te wojskowe to czołgi i koniec
Chociaż ten motocykl trochę dziwnie wygląda i czołgu nie przypomina… 

Może sprecyzuję… jeśli na gąsienicach i opancerzony – to czołg
A tu taki szpas – na gąsienicach, opancerzony, ba, uzbrojony (!), a z przodu – motocykl.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.kolyaska.pl/irbit_kettenkrad.html
No dobrze, powiedzmy, że to tylko projekt i poza fazę projektu nie wyszedł.
Ale i most szturmowy na podwoziu gąsienicowym, opancerzony, a jakże, można znaleźć.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.nowastrategia.org.pl/wdrozenie-do-produkcji-mostow-szturmowych-mg-20-daglezja-g/
Most szturmowy, ale na czołgowych gąsienicach
Czyli coś w rodzaju czołgu 
Lata? Samo? No.
Ej, ale samochód nie chodzi sam, ino jeździ?
Szczegóły…
Witam po południu
Dopiero teraz znalazłam czas, żeby tu wejść i zapoznać się z nowym pięterkiem. Jest co czytać i oglądać.
Zainteresowała mnie tablica z nazwiskami na cmentarzu, szczególnie jedno z nich. Grygiel – tak nazywali się właściciele domu, w którym się urodziłam i przeżyłam pierwsze lata.
Również zdjęcie, gdzie jest flaga opuszczona do połowy i tablice pamiątkowe. To mi przypomina pole prochowe na poznańskim cmentarzu. Też jest tam podobny mur a na nim tablice. Prochy rozsypuje się na tym polu, a na murze umieszcza się tabliczkę.
A w ogóle, wszystko jest bardzo ciekawe i te piękne zdjęcia!!! Brawo!
Czyli dobrze określiłam, że to nazwisko brzmi swojsko.
W Ameryce jest bardzo dużo Polaków i często się nasze polskie nazwiska spotyka. Niektórzy jeszcze pamiętają rodzimy język, ale duża część już nim nie mówi. I chyba zależy to od rodziców. Widzę to po swoich niektórych znajomych… Laura miała polskich rodziców, ale po polsku nie mówi ani słowa… nie nauczyli. Nasi znajomi mają podobnie. Ich dzieci niewiele potrafią już powiedzieć po polsku. Ale jak się używa angielskiego w domu… 
Otóż w tym miejscu muszę przyklasnąć mojej Kumie (tej z okolic DC), która wychowuje moją Chrześnicę w duchu szacunku dla polszczyzny. Mimo że Chrześnica chodzi do angielskiej szkoły (a tylko raz w tygodniu – czy może 2 x w miesiącu?) uczęszcza do polskiej szkoły przy ambasadzie polskiej w DC, jak przyjeżdża rokrocznie do Polski, za każdym razem bezproblemowo przechodzi na polszczyznę – czasem zaraz po przylocie, co wiem z własnego doświadczenia, bo kiedyś przez pół dnia w miarę swobodnie opowiadała, co się działo przed podróżą, co powiedziała pani w szkole etc., z rzadka tylko wtrącając angielskie słowa dla opisania złożonych procesów lub rzeczy, zwłaszcza tych, które niekoniecznie miały odpowiedniki w polszczyźnie.
Oczywiście jest i aspekt praktyczny, ponieważ polski jest ponoć jednym z najtrudniejszych języków świata, to z pewnością się kiedyś Chrześnicy przyda, a nawet jeżeli nie, to umiejętność mówienia i pisania po polsku będzie cenną pozycją w CV.
To prawda, polska język, trudna język…
Oto dowód.
Troszku dopasowałem rozmiar.
No więc Chrześnica z fonetyką nie ma problemu, do wieku przedszkolnego w domu mówiła po polsku i angielsku równolegle.
Moi znajomi Amerykanie czasami proszą żebym powiedziała coś po polsku, ale często nie chcą tego powtarzać
Trudność sprawiają im wyrazy, które moim zdaniem są prościutkie do powiedzenia 
Pół kościoła dusiło się ze śmiechu
Czyli małżonek będzie kochający, wierny, ale niekoniecznie uczciwy
Tak przysięgał…
Chyba już pisałam o znajomym małżeństwie. Ona Polka, on Amerykanin. Brali ślub w polskim kościele, po polsku. Przysięga małżeńska była cudna. Pan młody bez problemu przebrną przez „miłość”, „wierność”, ale „uczciwości” nie był w stanie wymówić
Hihi, to ładne, zmiana przysięgi w związku z trudnościami fonetycznymi 🙂 a nie mogli tak zrobić, żeby dla pana młodego była wersja językowa angielska?
Oczywiście, że mogli tak zrobić i sama nie wiem czemu tego nie zrobili? Może to pan młody chciał się popisać, jak to on już dobrze mówi po polsku?
Trochę nie za dobrze mu to wyszło 
Też przyklaskuję Twojej Kumie, chociaż jej nie znam
Polska szkoła nie nauczy języka tak jak praktyka w domu. Wielu rodziców uważa, że nasz język nie jest dzieciom do niczego potrzebny. To tylko niepotrzebne „zaśmiecanie” głowy… bo przecież żyją tutaj i angielski jest najważniejszy
U nas w domu do dziś mówi się tylko po polsku i nasze dzieci nie mają z rodzimym językiem żadnych problemów. Nawet nie mają angielskiego akcentu. Po angliczańsku zasuwają bez polskiego akcentu i Amerykanie czasami są zdumieni, że nie urodziły się tutaj, a przyjechały jako dzieci. Zawsze uważałam i uważam, że powinno się pamiętać o swoich korzeniach… 
Ha, a propos podwozi i napędów jeszcze – takie coś mi się przypomniało – pojazd na podwoziu… śrubowym?
Dlatego na początku przewożą go na naczepie i spuszczają dopiero w terenie na śnieg.
Dzisiaj często tu nie bywałam, a i teraz muszę się już pożegnać. Jutro będę miała więcej czasu, a teraz życzę Wam spokojnej nocy

Spokojnej
Się pożegnam na dziś.

Nie żebym miała nadzieję zasnąć. Będę udawać.
Dobrej nocy, Nierozłączki! I ciepłej kordełki!
Też spokojnej.
Dobranocka.
Dzisiaj Stanisław Sojka. Niby taki dynamiczny, ale spokojny w sumie. I przekaz, ten co trzeba. Saksofon do tego całkiem przyjemny.
Snów o rzeczach niewymiernych.
Dobranoc
Wszyscy poszli spać, to i ja się ułożę



Śpijcie spokojnie, a ja poprawię Wam kołderki, żeby się nie zmarzli
W poniedziałek rano do pracy
Aby do weekendu
Dzień dobry!
Ale mi się dzisiaj dobrze spało 
Dzień dobry.
A mnie się podoba fotka CDD 1004 – uchwycenie żaglówki z mewami. Fajna kompozycja. I kolor wody na CDD 1040.
I w ogóle ta Ameryka na tych fotkach to taka inna niż w wyobrażeniach. Uściślając – w wyobraźni Ameryka to zawsze drapacze w chmur w NY i most Golden Gate po drugiej stronie. No ale ja tam nigdy nie byłem.
Zoe, Ameryka to nie tylko drapacze chmur
Nie lubię tych zatłoczonych ulic w Downtown, wielkich budowli, sznurów samochodów… Tu jest niemal tak jak w Polsce. Wielkie miasta, ale i piękna przyroda. Każdy może sobie wybrać, co mu najbardziej pasuje… 
Nie tylko drapacze chmur… Co prawda mieszkam na przedmieściach Chicago, a nie w NY, ale to też Ameryka

Zapraszam do siebie wszystkich. Jak kiedyś będziesz miał ochotę, to przyjedź do mnie. Mogę pokazać Ci te różne miejsca na żywo
Dzięki za zaproszenie:-).
O, no patrzcie! Jest coś takiego jak granica wytrzymałości organizmu! Znaczy: noc prawie przespana!
Dzień dobry, że tak optymistycznie zaryzykuję.
Jak noc przespana, to i dzień będzie dobry 😉
No proszę! To obydwie z Bożenką dobrze dzisiaj spałyście
A może to dlatego, że przykrywałam Was w nocy kołderką?
W ramach eksperymentu, muszę to robić częściej
Żebyście już zawsze były wyspane 
Bardzo bym prosiła!
Dobry! Na chwilkę z kawą, a potem – jak zwykle w tygodniu.
O tak, kawa, kawusia… już zaparzam, kto chętny?

A do tego bułeczka?
Z tej strony pełnoziarniste ciasteczka tylko.
Zmykam, odezwę się jak zwykle.
Cisza na Wyspie… Wszyscy zapracowani, ja też tylko na chwilkę
Nooo… ferie się zaczęły. Trzeba dać dobry przykład i udawać, że internet nie istnieje.
Dzień dobry

Ja też tylko na chwilkę, bo do pracy
Rozmowa o Ameryce : Wiesz , ja o Ameryce , to mógłbym opowiadać ze trzy dni …. Byłeś tam ? Nie , nie byłem ,ale brat mojego bliskiego kolegi , przed trzema laty , o mało co , a by tam pojechał ! Kłaniam się lutowo i poniedziałkowo 🙂
Dałem się kiedyś zaprosić na zagraniczne odwiedziny .Korespondencyjnie naczytałem się o tych „och ach ” więc pojechałem , wróć …poleciałem ! Na lotnisku zostałem przywitany przez ” gospodarza ” , wsiedliśmy do TAXI i pojechaliśmy do biura w którym znajomy pracował .W gabinecie poczęstował mnie kieliszkiem ” wyborowej ” , po czym butelkę schował w barku i oświadczył , że zarezerwował mi miejsce w pobliskim hotelu . Nie było zaproszenia mnie jako gościa ,do domu gospodarza ,tylko jako turystę do hotelu Przespałem noc w hotelu , zwinąłem żagle i hoduuu w drogę powrotną ! I w taki to sposób zakończyłem znajomość z bardzo życzliwym ” znajomym ”
Widać, nie wszędzie są tacy gościnni jak w Polsce. Tylko nie rozumiem po co ten facet Cię zaprosił? Czy żeby poczęstować kieliszkiem „wyborowej”?
Wcześniej przez dwa tygodnie gościłem go w Warszawie . Starałem się , aby był zadowolony z prawdziwej , polskiej gościnności…..Chowając butelkę wyborowej do barku powiedział : ” czy wiesz ile tu kosztuje wyborowa” ? Zagotowałem się w środku i udałem że nie słyszę ,ale tylko przez grzeczność wyjechałem następnego dnia . A może my Polacy przesadzamy z naszą gościnnością ? Nie wiem , czy miałem rację ….
No to Ci Maksiu współczuję
Nie wyobrażam sobie, żeby mój gość szedł na noc do hotelu!!! Mam pokój gościnny z dużym łóżkiem, na parterze rozkładaną wersalkę i wykończoną piwnicę, gdzie można spokojnie rozłożyć kilka materacy. Także do 8 osób mogę spokojnie przyjąć
„Ucho” „Wyborowej”(1,75l) kosztuje u nas ok. 17 dolarów, czyli nie jest wcale drogie.
Co prawda nie kupuję tej wódki, ale synek pracował w sklepie, to mi podpowiedział cenę 
Z takimi osobami szkoda się zaprzyjaźniać. 
Dobrze zrobiłeś, że wyjechałeś.
Bozia ma różnych lokatorów. Ja dałem się zaprosić do Dublina, odstąpiono nam pokój, gospodarz jak nie pracował to nas oprowadzał, a jak nie mógł, to doradzał, gdzie warto zajrzeć – no i przyjaźnimy się do dzisiaj!
Też liczyłem na taki przebieg wyprawy .Wydaje mi się , że ” gospodarz ” spodziewał się moich kłopotów z paszportem , a tu bach i zjawia się ” niespodziewanie ” Max i co tu z tym fantem zrobić ? Na pewno trzeba poczęstować kielichem polskiej wódki , a dalej fru do hotelu i kłopot z głowy . I to pytanie : wiesz ile tu kosztuje polska wódka ? ….
Miałeś rację, że tak prędko wyjechałeś. Chyba też bym tak zrobiła.
A to pytanie było baaardzo nie na miejscu. Należałoby spytać – wiesz ile kosztuje samolot z Polski?
Nie chcę się chwalić, ale zaprosiłam Majeczkę do siebie, chociaż jej praktycznie nie znałam. Była u mnie (nie w hotelu!) trochę ponad miesiąc. Zapraszając od razu mówiłam, że u mnie nie hotel i żadnych pieniędzy za pobyt nie biorę
Gość jest gościem! Ile jeździłyśmy po różnych zakamarkach Chicago i Wisconsin, opisywałam na Wyspie. Ja tak rozumiem zaproszenie kogoś do siebie…
Z kolei Atyja (nie wiem czy tak się pisze jego imię), taki Arab z Libii, skarżył się kiedyś mojej mamie, że pan doktor był u niego z wizytą. Mieszkał i jadł za darmo przez kilka tygodni. A jak Atyja pojechał do niego z rewizytą, to pan doktor zaprosił go na kolację do restauracji i zamówił pokój w hotelu. Nawet go do domu nie zaprosił… Czyli dokładnie to co się Tobie, Maksiu, przytrafiło. Mama pracowała w Libii na kontrakcie i tak tego Atyję poznała…
Uważam też, że to nie zależy od narodowości, ale od osoby…
U Sandy, swego czasu przewalały się tłumy gości. Nocowali, dniowali, jedli co chcieli, a ona z mężem tylko dokupowali jedzonko
Także Ukratek ma rację, że „Bozia ma różnych lokatorów.”
Szok.
Witajcie!
Dziś się nawet nie przywitałem w porę, taki młyn i zaległości!
Ale – nadzieja umiera ostatnia – będzie lepiej!
Jak to mówią – lepiej późno niż wcale. Witaj!
Dobry, jestem!
Co do gościny zagranicznej, to mam wrażenia wręcz przeciwne do Maksowych – za pierwszym razem siedzieliśmy u Kumy i jej rodziny z Juniorem niemal miesiąc, wiem, że to nieprzyzwoite. No i niczego nam nie brakowało, ani jedzenia, ani wód… Ekhm, znaczy napojów dowolnej proweniencji. Junior wtedy miał trochę mniej lat niż teraz.
Może Max miał po prostu pecha, że trafił na takiego człowieka?
No cóż, jak to się mówi, trzeba zjeść z kim beczkę soli, żeby go poznać.
Prawda najprawdziwsza


Prawdą jest też to, że na mnie czas pod kordełkę.
Dobranoc
Spokojnej poniedziałkowej!
Coś mi się przypomniało. Chodziłam tu do szkoły i poznałam wiele osób. Jedna taka opowiadała mi, że jeszcze trochę i spłacą teścia. Nie bardzo zrozumiałam. No to mi wytłumaczyła. Teść ściągnął do USA swoje dzieci z rodzinami. Ona miała 4 dzieci (czyli razem 6 sztuk), jej szwagierka 2 (czyli 4 sztuki). Teść zażyczył sobie od każdej z rodzin (syna i córki) po 10 tys. dolarów. Za to sprowadzenie… byłam w szoku
Przecież na ten „sponsoring” nie wydał tyle!!! To było parę setek!!! Nie dotarło do mnie do tej pory, jak można tak wykorzystywać swoje własne dzieci?!!! 
I właśnie tak się naciąga ludzi, którym zależy na dostaniu się do USA
Bo przecież takie zaproszenie wcale nie gwarantuje dostania wizy…
Potem poznałam kilka osób normalnych, takich jak my i wróciła mi wiara w Polaka. Po prostu tych paskudników lepiej widać… niestety 
Podobnie było z zaproszeniami. Szwagier koleżanki poprosił mnie o zaproszenie. Nie ma sprawy!!! Pytał ile ma za nie zapłacić? Nic!!! Nie pamiętam dokładnie, ale zapłaciłam chyba $5, czy coś takiego… Dosłownie grosze!!! Był zdziwiony, bo jego kumpel za takie zaproszenie zapłacił kilka stów. Osoba, która mu je wysyłała tłumaczyła, że to są duże koszty… jakie koszty?!!!
I kiedyś się zastanawiałam… czy do USA przyjechały same „dziady kalwaryjskie”, „pazerne gangreny”, oszuści i wyzyskiwacze? I co my w takim towarzystwie robimy?!!!
Są ludzie i ludziska
Dobranocka.
Paul McCartney wydał na pierwszej solowej płycie w 1970 roku króciutki fragment pewnej piosenki (jako dziwne zakończenie innej piosenki). Przez następne 41 lat fani zachodzili w głowę, co to za utwór, aż w 2011 roku ukazało się ponowne wydanie tego krążka. Wtedy okazało się, że to kawałek napisany z myślą o Franku Sinatrze jako wykonawcy (do czego nigdy nie doszło). Ponieważ to ładna i melodyjna piosnka, myślę, że nada się na dobranoc, chociaż jakoś taka sobie. No i ten tytuł – „Suicide” czyli samobójstwo…
Snów bez tytułu, ale o ładnej treści.
Dobranoc jak zawsze
Dobranoc jak zawsze

Miłego wtorku życzę
Długi dzień w pracy mnie czeka, także rano muszę przygotować jakiś obiadek
Ale może mi się uda… 
Nie wiem, czy jutro (wtorek)znajdę czas na wskoczenie na Wyspę
Dzień dobry
Jak mi się dzisiaj nie chciało wstawać! 
Ciśnienie czy cóś…
Pierwszy, pierwszy – dzień dobry. Miral się nie liczy:-).
Ch….a. Bożena mnie ubiegła w trakcie pisania. Ona była 2 minuty wcześniej. …… …..:-)
Lubisz być pierwszy? Nie ma sprawy, jutro daję Ci fory
Właściwie to nie lubię być pierwszy. Zazwyczaj jak gdzieś jadę samochodem staram się jechać jako drugi w sznurku samochodów. Ten pierwszy przeciera szlak i zgarnia mandaty.
Ale Wyspa, to nie samochód, tutaj mandat Ci nie grozi
A teraz zapraszam na kawę
i ciasteczko do kawki 
Witajcie!

I kawa, i ciasteczko baaardzo mile widziane!
Dzień dobry. Witam się i zmykam, bo już kaducznie przeszła ósma… Znaczy zaliczyłem lekkie zaspanie.
Miłej pracki
DzieńDobry:))
Szczęść Boże Drogi Korabiu 🙂 o 09:58 oznajmiłeś obecność w porcie Madagaskar dobrym dniem i tym hasłem zamurowałeś Wyspę na amen . Uprzedzałem , że ” dobra zmiana ” wymaga powitania o akcentach katolicko-narodowych , inaczej bowiem moderatorzy tekstu będą blokować wszelką korespondencję . A przecież , każdy z nas chce się trochę wygadać i po co nam te kłopoty ?
Dzień dobry i cisza przez cały dzień na Wyspie

A ja niedługo wychodzę i wrócę po 21:00.
Dobry! Praca skończona, dzisiaj nawet całkiem, całkiem (w sensie, że nie padam na dziób).
Podziwiam Twój zapał do pracy … Za pozwoleniem Quackie , przypomina mi się pewien rysunek w Szpilkach , na którym uwijał się posiadacz ogródka , aby podlać rośliny przed nadciągająca burzą . Ostatnia konewka na grządki i zaczęło padać , a zmachany pracuś wyszeptał : a jednak zdążyłem ….
Ha, gdyby jeszcze faktycznie zlecenie zaczęło się samo robić, jak tylko ja skończę pracę, to analogia byłaby piorunująca.
Na szczęście nie jest też i tak, jak twierdzą niektórzy, że najpewniejszym sposobem na wywołanie deszczu jest umycie samochodu parkowanego pod chmurką.
Ha, gdyby jeszcze faktycznie zlecenie zaczęło się samo robić, jak tylko ja skończę pracę, to analogia byłaby piorunująca.
Na szczęście nie jest też i tak, jak twierdzą niektórzy, że najpewniejszym sposobem na wywołanie deszczu jest umycie samochodu parkowanego pod chmurką.
O, a to jakim cudem? Serwer się zająknął, czy zabezpieczenie przed dublowaniem komentarzy wyłączyło?
No widzisz ? Zaczęło się samo nakręcać !! Tak trzymać !
Edit:
„Tak jak grzmi się samo
i samo się błyska”
Byłem kiedyś świadkiem jak zdenerwowany gracz walił pięścią w automat ,ktory pozbawił go kasy . Za którymś uderzeniem automat wypłacił parę monet i wtedy dostał od gracza taki cios , że chyba wysypał z siebie cała objętość ,ku radości grającego . Jak widać , czasami przemoc jest koniecznym rozwiazaniem….
O ile automat nie miał starszego braciszka albo dobrze zbudowanego właściciela, to tak.
Powtórzenie ważnego życzenia to dwa razy większe prawdopodobieństwo wysłuchania przez dobrych bogów…
…i św. Serverusa?
Zwłaszcza!
Wróciłam do domu i zaraz wracam na Wyspę, żeby pożyczyć Wam dobrej nocy.
Idę pod kordełkę
O to i na mnie czas! Jakieś zasady trzeba mieć…

No to spokojnej.
Ech, te zasady u pań…
Moim skromnym zdaniem lepsze niż kwasy!
No i dobranocki czas nadszedł.
Kiedyś grałem na dobranoc Steve’a Vaia, niezłego wymiatacza, który na płycie „Passion and Warfare” pozwolił sobie na uroczy drobiażdżek „Ballerina”. Dzisiaj z tej samej płyty powolny, jazzrockowy, a może trochę bluesowy kawałek „Sisters”. Czyli siostrzyczki. Gitara sobie chodzi nieśpiesznie a melodyjnie, czyli w sam raz do snu.
Poza tym może jak Imć Misiek Pancerny zobaczy nazwisko Vai, to wysunie nos skądsiś?
Snów nieśpiesznych a melodyjnych, całkiem a propos.
Dotarłam w sam czas, by zapalić lampkę 🙂 przed północą.
A to – żeby było zabawnie od rana
Według Fengshui taki luty nie powtórzy się już podczas naszego życia.
Ponieważ ten luty ma
4 niedziele,
4 poniedziałki,
4 wtorki,
4 środy,
4 czwartki,
4 piątki
4 soboty.To się zdarza tylko raz na 823 lata i nazywa się torbą pieniędzy.
Dlatego prześlij tę wiadomość do co najmniej 5 osób lub grup osób, a pieniądze zaczną napływać w ciągu 4 dni.
Tak mówi chińskie Fengshui
Dzień dobry
Te dane, Wiedźminko, były aktualne w ubiegłym roku. Tegoroczny luty jest przestępny i ma 5 poniedziałków. 
Witaj Poranna ! Nie sprawdzałam tego, rozśmeszyla mnie ta ” torba pieniędzy „… a dzielić sie należy
Dzień dobry. Za oknem wiatr, który spokojnie może wiać zapowiadane w prognozach 100 km/h.
Obudziłem się, nie pamiętając kompletnie, CO mi się śniło, ale z granitową pewnością, że były to same powtórki, i to z filmów animowanych. Nie pytajcie, jak to możliwe.
Aaa, i kawa na rozruch! W dużych ilościach, a nawet jak nie w dużych, to intensywna.
Kawa zaczyna działać. Lecę do roboty. Na razie!
Ja dziś nie mam czasu na kawę, ale w biegu łyczka zrobię
i też lecę. Będę po południu.
Dziś mam zalatany dzień.
Witajcie!
Zastanawiam się, jak musiałby wyglądać 28-dniowy luty, żeby któregoś z dni tygodnia było mniej lub więcej niż 4?
29 dniowy?
Też się zastanawiałam

Dzień dobry
Ale wczoraj mieliśmy piękną burzę!!!
Chociaż nie słyszałam, żeby Amerykanie świętowali z okazji MBG…
Co prawda lał deszcz, ale błyskało i huczało pięknie!!! Kilka razy aż budynek się zatrząsł, tak gdzieś blisko walnęło… Widocznie tutaj święto MB Gromnicznej pochodzi nie od gromnicy, a od gromów
Wczoraj był też „dzień świszcza” (Groundhog Day). Sprawdziłam jaka jest przepowiednia
Świszcz nie zobaczył swego cienia, więc będzie wczesna wiosna
To, że te przepowiednie sprawdzają się bardzo rzadko, jakoś nikogo nie zniechęca. Co roku walą tam tłumy nie tylko z całej Ameryki, ale i z Europy. W tym roku jest to okrągła – 130 rocznica powstania imprezy. W tamtym roku uśmiałam się, bo świszcz Phil, wkurzony, że go budzą tak wcześnie, ugryzł jednego z „ważnych” w ucho
W tym roku, niestety nie… czyli o jedną atrakcję mniej


A w sumie, to nie miałabym nic przeciwko wczesnej wiośnie
A mnie się coś obiło wczoraj o oczy, że któryś z tych świszczów (w Polsce znanych raczej jako świstaki, wiem, że „świszcz” to poprawna systematyczna nazwa) był właśnie zszedł na dzień czy dwa przed swoim Dniem (a może to jakiś inny?), w każdym razie musieli wprowadzić na boisko rezerwowego?
Ale to dobrze, jak ma być taka zima do chrzanu, to niech już lepiej będzie wczesna wiosna.
A to było kilka lat temu i Phila (padłego) zastąpił Phil (żywy)
Te świszcze muszą się nazywać Phil, bo taka jest tradycja
I chyba ten co w ubiegłym roku dziabnął rajcę za ucho, to był jeszcze „świeży przepowiadacz”. Zupełnie nieobeznany z tymi tłumami na scenie i przed nią…
Ja wiem, że w lutym na wiosnę trochę za wcześnie, ale co mi szkodzi pomarzyć
I masz rację. Zima do chrzanu
Albo deszcz pada, rzadko kiedy śnieg (wcale nie tęsknię do odśnieżania), a większość dni jest burych i ponurych
Można się nabawić jakiejś „deprechy”
Ja już chcę wiosenki i słoneczka
Co z kolei nie oznacza, ze tęsknię za upałami 

Chciałabym, żeby przepowiednia Phila się spełniła i żeby już była wiosna
Ależ tym ludziom ciężko dogodzić!!!
Nareszcie w domu
Ale pod wieczór znów goście 
Miłych gości nigdy nie dość
Witaj Lordzie
Masz rację, lubię gości.
Dzień dobry
Dobry! Czy Lord W. od dawna taki kwitnący, i to na żółto? Czy to tylko ja tak rzadko w tygodniu na Wyspie bywam?
Pamiętam kto kochał tę róże i kogo nie ma wśród nas, Lordzie !
Ja też pamiętam…
Dzień jak zwykle , trochę taki , trochę siaki , ale niech będzie pochwalony, chociaż Miralka ma do takich dni dystans . Rozumiem tęsknotę dziewczyn za wiosną , bo wtedy można pokazać swoją krasę , jak piękny kwiat w Rajskim Ogrodzie , a nie przy garach w kuchni , gdzie nawet najpiękniejsze liczko skażone jest grymasem od róznych zapachów . Kiedyś , właśnie na wiosnę , babcia zauważyła , że wnuczka , jakoś skąpo ubrała się na spotkanie z chłopakiem . Zwróciła uwagę dziewczynie , że tak nie wypada …A na to wnuczka : Babciu kochana , czy ty , kiedy idziesz na koncert , to zakładasz nauszniki ??
To znaczy do jakich Maksiu? Lubię burze z piorunami, ale jak są latem. Na początku lutego, to trochę dziwne
Może moja wnuczka (której nie mam)…
Na randki już nie chodzę, a już na pewno nie skąpo ubrana
Ale piękną wystawę widziałam…
Udało mi się dokonać niemożliwego i wyciągnęłam chłopaków (pod pretekstem ferii zimowych i że dzieci biedne w domu siedzą) na multimedialny pokaz Van Gogh Live.
Biedne dzieci klęły mamusię, że muszą tyłki oderwać od kompów, ale chyba im się nawet podobało. Zwłaszcza pociąg, który jechał na ekranach dokoła namiotu.
Ja się na malarstwie kompletnie nie znam. Albo mi się coś podoba, albo nie. Podobnie mam z winem. Ale w Vincencie się nieco zakochałam. Może z powodu generalnej mojej wielkiej miłości do Południa Europy, ze szczególnym uwzględnieniem Prowansji. Ach, te kolory… I to niebo gwiaździste… Chociaż szczerze mówiąc żal Mistrza, bo stan jego psychiki widać aż nazbyt wyraźnie…
No i zastanawiam się, jak on był w stanie w ciągu 10 lat namalować 930 obrazów i zrobić ponad tysiąc szkiców??? Obłęd niejedno ma imię…
Jak był w stanie? Spytaj Quackiego…
Dobra dobra, a ten Wangog to na zamówienie tworzył, czy z natchnienia? Bo ja tam pracuję, jak mam dedlajn nad głową.
Inna sprawa, że go sobie ustalam zwykle w porozumieniu z wydawnictwem, ot co.
Jutro rano szpital, więc się pożegnam i spróbuję choć trochę przespać.

Spokojnej!
Dobrego snu i dobrego dnia jutro!
Przykryję Cię kołderką, żebyś lepiej spała
Mam nadzieję, że się wyśpisz i dzień będzie lepszy niż się spodziewasz

Dobry wieczór, chociaż tylko z powitania dobry. Takiej denerwującej końcówki dnia dawno nie miałem, spuszczę zasłonę milczenia jednakowoż.
Ważne, że pracę skończyłem, w związku z denerwowaniem – dopiero teraz.
A ja dzień kończę, też wyczerpujący, więc się dobranocnę z Państwem i też pod kordełkę wskoczę
No to spokojnej tyż. A ponieważ u mnie za oknem dysc, to i pogodnej!
Podczas dyscu dobze się sypio, ale u mnie nie padało.
Zmęczona jestem, ten zastrzyk był bardzo nieprzyjemnie bolesny, więc juz zapalam lampkę z nadzieją na cichą i spokojną noc.
Spokojnej po raz czeci dzisiaj. And I mean it, jak mawiają anglojęzyczni!!
Dobranocka po lampce. Wcale nie wina.
Dzisiaj Bitelsi, i piosenka jak dla Miral – o kosie. Czyli „Blackbird”, który ponoć powstał z fascynacji Bachem, a konkretnie jego bourree e-moll. Gitarka, głos i melodia.
Spokojnych snów wszystkim, po zastrzyku, przed szpitalem… No, wszystkim.
Faktycznie, blackbird, to jak dla mnie
Mam jedynie zdjęcia jego krewniaka – drozda wędrownego, bo kosy w USA nie występują 
Środa minęła, czyli mamy z górki
Jeszcze dwa dni i weekend!!! 
Jeden dzień w roku gdy można obżerać się pączkami do woli
Małżonek chciał z tej okazji zrobić swoje, ale mu zabroniłam. Po pracy musi odpocząć, a na dokładkę, jak zrobi sam te pączki, to będzie ich ze 30… kto to będzie jadł?!!! Mieszkamy we trójkę, a te dziesięć sztuk na głowę, to dużo za dużo
I potem te małe wredne z szafy na potęgę będą zmniejszały ubranka
Kupię trzy, no może sześć i wystarczy 
U mnie jutro, czyli w czwartek „Paczki Day”, czyli Tłusty Czartek
Miłego czwartkowania Wyspiarze!!!
Dżem dobry:-)
Dzień dobry
Witajcie!
Dzień Łasucha!
Nie trzymam się tej tradycji z dwóch powodów: Nie lubię pączków i nie chcę przytyć.
DzieńDobry:)) Czekam na Śledzia i na Wielkanoc :)))
To ja z Tobą poczekam, a tymczasem zapraszam na kawę
Z pączkiem:-)
Ufff, znów takie wielkie, a nie wiem jak to zmniejszyć 🙁
Po prostu odgryź połowę :)))
Pisałam, że nie lubię pączków, te są dla Zoe 🙂
Ja też ! Już sie umówiliśmy na wieczór śledziowy; mają wystąpić co najmniej w sześciu rodzajach
Do śledzika schłodzone „żytko”, by nie pomyślał ze go małpa zjadła :)))
To może być…
Dzień dobry. Z różnych powodów dopiero teraz mogę się przywitać i od razu rączo zmykam. A kiedy będę z powrotem, to nie wiem, bo szykuje się dzień mocno zajęty OPRÓCZ pracy, a to zwiastuje późną godzinę ukończenia tejże.
PS. Na temat pączków w ogóle nie wspominam, nic a nic.
No i mam problem. Nie tam jakiś dylemacik, ale problem prawdziwy i poważny. Tłusty Czwartek się nazywa. A ja właśnie na arechinie i jadłowstręcie schudłam jakieś trzy kilo, przy czym kluczowe są tu nie okoliczności schudnięcia, ile samo jego wystąpienie, po raz pierwszy od daaaawnaaa.
Ale Tłusty Czwartek…
Ale Tradycja… A jak to tak bez narodowej tradycji?! Aaaa… Pomocy…
Witaj Jo ! Są takie małe pączusie, to sobie zjedz jednego i będzie dobrze, bo zachowasz tradycję i te trzy kg mniej!

ps. Nie lubię pączków, więc niechętnie zjem jednego
A ja żadnego. Mam gdzieś tradycje, które mi mają zaszkodzić lub są mi niemiłe.
Czarodziejko, też znałem takiego, który pił dużo, często ale ze wstrętem i ogromną niechęcią:)))
Uwielbiam pączki, chociaż prawdę mówiąc od bardzo dawna nie mogę trafić na jakieś zjadalne. To, co jest w sklepach i cukierniach, w ogóle nie nadaje się do jedzenia. Ale… Moja macocha robi najlepsze pączki na świecie… I jak pączków nie jadam, tak u niej po prostu… Nawet nie będę Wam opisywać, bo to chyba karalne…
Dzień dobry !
Tłustoczwartkowo, rzecz jasna 
Największy pożytek z pączków to je dobrze obśmiać!
Zjadłem jednego, kupnego ale dobrego!
W jakim sensie obśmiać?
Tak jak powyżej! A jak brzuch się trzęsie, to i kalorie ulatują!
Dzień dobry
U mnie nagły nawrót zimy, w jednym krótkim rzucie napadało sporo śniegu, którego zupełnie po ostatniej odwilży nie było.
Dziś jaki dzień każdy wie, przede wszystkim tłusty a że czwartek przy okazji to już taki bonus.
Dlatego ja do popołudniowej kawy przygotowałem mały poczęstunek.
Smacznego !
To tak w opozycji do wszędobylskich pączków
Piękne:))) Na pierwszy rzut oka zobaczyłem jesienne liście, przyprószone pierwszym śniegiem:))
Faktycznie, mogą je przypominać, ale wyglądają smakowicie i na pewno takie są. Na ten widok ślinka cieknie
Dziękuję Lordzie W.
O smakowitości powyższych zapewniam Bożenko
Nic tylko się częstować 
Wygląda więc na to, że walory choćby wizualne chrustu zostały zachowane
Chyba nie powiesz, że sam piekłeś?
Nie Bożenko, nie piekłem
Jeno wiązałem i smażyłem na głębokim oleju 
No tak, źle się wyraziłam. Gratuluję, są na pewno smaczne. Szkoda, że mogę tylko wirtualnie się poczęstować
Chrust wygląda rewelacyjnie, i nie wątpię, ze smakuje podobnie! Przyznam, że też miałem skojarzenie z listkami wierzby pod śniegiem…
Ech, czemu internet przekazuje jedynie teksty, obrazy i dźwięki! A nie radzi sobie ze smakiem i zapachem… Trzeba jeszcze ostro popracować nad tym protokołem!
Może kiedyś i tego się doczekamy, technika prędko idzie do przodu
Internet 5D to byłoby coś
O, tak! Może kiedyś się takiego doczekamy?!
Ale z drugiej strony, drukowane jedzenie…
Jeżeli tylko jadalne?
Musiałoby zachować smak i zapach, inaczej by było jak trawa.
No to wrzucasz do drukarki 3D jajka, masło, mąkę, co tam jeszcze trzeba na faworki, czekasz czas jakiś i…
Brawo! Kupuję drukarkę 3D!
No właśnie na taką to jeszcze chwilę by trzeba poczekać, obawiam się…
Biorąc pod uwagę to To już długo czekać nie trzeba będzie
No proszę, a ja myślałam, że fantazjujemy
Od tego momentu minęło 2 lata więc kto wie, kto wie… 🙂
Bożenko, wiesz, jak wspaniale pachną trawy wiosną?
No to jestem, załatwiłem, com miał do załatwienia, i norma wykonana, więc w zasadzie sukces, ale właśnie poczułem, że muszę odejść od komputera. Na dłuższą chwilę. Tzn. oczywiście dzisiaj jeszcze wrócę, ale muszę dać oczom odpocząć jednak.
Czy ktoś z Państwa zmieni pięterko? To już jest bardzo wysokie, a ja nie mam pomysła
To ja się poturlam pod kordełkę.

Spokojnej!
Ja też. Dobranoc!
No to też spokojnej.
To ja może dobranockę.
Dzisiaj taki śmieszny duet, całkiem żwawy, a poza tym że giganci jazzu – Duke Ellington i Louis Armstrong – kawałek banalnie prosty, w zasadzie na dwóch nutach – C i G. Chociaż jak się tak wsłuchać, to jest ich trochę więcej. Trąbka, pianino i co ino.
Snów prostych a urodziwych.
Dobranocka tłuściutka tez ?
dobranoc
Nie wierzę. Czy to już piątek??? No to witam piątkowo.
Witaj Zoe i wdrap się piętro wyżej