« Annapurna Wzdłuż wybrzeża Lake Michigan. »

Tatry zimą – c.d.

Kolejny dzień przyniósł odmianę pogody. Przez noc padał drobny śnieg i stan ten utrzymywał się prawie do końca dnia; słońce nie przyznawało się do istnienia – przynajmniej w tej okolicy. Nie zakładaliśmy więc pięknych i rozległych widoków – wybór padł na Dolinę Małej Łąki, walną dolinę podchodzącą pod urwiska Czerwonych Wierchów. Trasa wiodła głównie przez las, szeroką, wygodną ścieżką. Dostawa świeżego śniegu zwabiła w dolinkę jakąś rodzinę z nartami biegowymi. Na rozgrzewkę zrobili sobie wielką bitwę na śnieżki, potem ambitnie ruszyli w górę na nartach, by po jakichś czterystu metrach zawrócić i uroczyście gęsiego zjechać z powrotem, nie bacząc, że pół godziny marszu wyżej rozciąga się ogromna Hala Małej Łąki, wręcz idealne miejsce do długiej wędrówki na lekkich nartach…

Dolinę od południa zamykają bardzo efektowne urwiska Małołączniaka, co jednak dane nam było bardziej wiedzieć niż widzieć – półgodzinne czatowanie na szansę dało przez chwilę tylko niewielką poprawę widoczności. Było zimno – kilkanaście stopni na minusie, więc aby nie uświerknąć wśród świerków, daliśmy sobie spokój z czekaniem na lepsze czasy i poszliśmy dalej.

Czarny szlak Ścieżki Nad Reglami poprowadził nas na Przysłop Miętusi – przełęcz oddzielającą Małą Łąkę od kolejnej Doliny Miętusiej – ta opiera się już o kolejny z Czerwonych Wierchów, Krzesanicę. Na Przysłopie krzyżują się liczne szlaki, ale w tych warunkach tylko na Ścieżce Nad Reglami widać było w miarę liczne ślady wcześniej przechodzących. My też ruszyliśmy nią w dół Doliny Miętusiej, mijając efektowny szpikulec Kończystej Turni.

Zawsze mnie fascynowała ciekawa własność świerkowych górskich lasów. Sąsiednie drzewa z nieznanych mi powodów układają swoje gałęzie na tych samych poziomach – w efekcie z daleka las wygląda, jak przesłonięty delikatną firaną o poziomym wzorze.

Dolina Miętusia nie dochodzi do przedpola Tatr, kończy się w dolnej części Doliny Kościeliskiej. Chwilę jeszcze popodziwialiśmy piękną barwę wody w potoku Kirowa Woda, który z Lodowego Źródła (chyba największego tatrzańskiego wywierzyska) wypływa przez Kościeliską do Kir. Pozostało nam już tylko przejście przez rozległą halę do wylotu doliny – tu po zachodniej stronie również widać ogrom zniszczeń dokonanych przez wiatr…

Ostatni dzień zaczął się mniej miło – szarym niebem i koniecznością spakowania. Na pożegnanie z Tatrami wybrałem Dolinę Olczyską po wschodniej stronie Nosala i Boczania. Zostawiliśmy samochód w Jaszczurówce (nazwa okolicy pochodzi od żyjących tam salamander) i ruszyliśmy w dolinkę. Trasa jest krótka – po ok. godzinie byliśmy na jej końcu, w pobliżu Olczyskiego Wywierzyska, zasilającego potok. Niestety, wywierzysko prawie w całości schowało się pod śniegiem, nie dając szans na interesujące fotografie… Ponieważ było jeszcze wcześnie, a niebo zaczęło się rozjaśniać, poszliśmy dalej szlakiem na Kopieniec, intensywnie wspinając się po coraz bardziej stromej ścieżce. Po kolejnej godzince osiągamy halę Kopieniec: nareszcie płasko, słonecznie i malownicze szałasy zdobiące zaśnieżoną polanę. Ale żeby w pełni nacieszyć się nieoczekiwanie dobrą widocznością, trzeba było jeszcze 15 minut dmuchać ostro pod górę. Tylko 15 minut? Łatwo powiedzieć! Pozorna bliskość celu sprawia, że trudno utrzymać spokojny rytm stałego wysiłku. Zysk? Minutę wcześniej na szczycie. Koszt? 10 minut łapania oddechu, zanim można się było rozejrzeć…

A było się za czym rozglądać! Jak na dłoni rysowały się przed nami Tatry Wysokie, od Koszystej po przełęcz Liliowe, i skraj Zachodnich z Kasprowym, Giewontem i Czerwonymi Wierchami. W dalszej perspektywie na wschodzie bieleją Tatry Bielskie i skrajne szczyty słowackich Tatr Wysokich, na zachodzie wystają wierzchołki dalszych szczytów. Krajobraz na północy stąd wydaje się całkiem płaski, choć przecież gdzieś tam Beskid Wyspowy i Gorce przesłaniają Kraków…

Wyczekiwane słońce, rysując wszystkie te piękne krajobrazy, jest też trochę złośliwe – najładniejsze ujęcia są właśnie pod słońce, a w dodatku na jaskrawo oświetlonych ekranach aparatów mało co widać. Fotografujemy więc na ogół „po kowbojsku”, na wyczucie, co skutkuje m. in. mnogością fotografii własnych palców. Ale… było z czego wybrać!

Gdy słońce zbliżyło się zbytnio do grani, trzeba było pokłonić się górom i wracać do Jaszczurówki na obiad, a potem – pod niskim księżycem – do domu.

88 komentarzy

  1. Tetryk56 pisze:

    Aby zdążyć przed Miralką, przedstawiam dokończenie relacji z Tatr. Przynajmniej powspominać sobie śniegi możemy 😉

    • miral59 pisze:

      Nie ma problemu zdążyć przed Miralką, bo dopiero na jutro planuję przysiąść się do roboty Wink Happy-Grin
      Twój opis i zdjęcia (jak dla mnie) rewelacyjne!!! Brawo! Poklon Brawo!
      Aż gdzieś tam w środku piknęła mi zazdrość Pleasure Uwielbiam takie wędrówki!!! W moim rejonie niemal wszystkie lasy są liściaste. Patrząc na Twoje zdjęcia czułam ten cudowny zapach jedliny… te igiełki mają coś w sobie Pleasure Żadne liście tego nie zastąpią…
      Dzięki Ukratku za tak wspaniałą wędrówkę (chociaż tylko wirtualną) Approve Buziak

  2. Quackie pisze:

    Ha, otóż faktycznie, z tymi widokami żaden zagraniczny kurort z grudnia równać się nie może.

    Chociaż jak wyobraziłem sobie, że w tym świeżym śniegu miałbym zasuwać… ciężko chyba? A propos, co mieliście na nogach? Śniegowce? Buty na wyrypę z jakimiś pokrowcami? Bo żeby w tych warunkach sobie nie przemoczyć obuwia, to coś trzeba pokombinować?

    Pierwsze zdjęcia z mgłą/ chmurami całkiem mi przypominają Peio z zeszłego sezonu, tam też teoretycznie wiedzieliśmy, że za tą chmurą jest góra, ale w praktyce było mleko.

    Te ujęcia rozemglone i wiatrołomowe z kolei przywodzą mi na myśl Naturę, która siedzi mocno nasępiona (i zachmurzona!) i patrzy na świat ze zmarszczonymi brwiami, jakby się zastanawiała, kto zarobił na bęcki.

    Końcówka wręcz pocztówkowa, a i przy błękitnym niebie taka ulga człowieka ogarnia.

    Pleasure

  3. Jo. pisze:

    A ja znowu nie śpię… To se chociaż pooglądam!

  4. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Już się przywitałam, to zabieram się do czytania i oglądania Happy

    • Bożena pisze:

      Hej, góry nasze góry… Shout Piękna wycieczka, aż żal serce ściska, że mnie tam nie ma. Tears Ale dzięki wspaniałym zdjęciom, mogłam pospacerować choć wirtualnie. Happy Brawo Ukratku, wspaniała relacja Brawo!

  5. Zoe pisze:

    O ja. Jak zazdroszczę tych widoków w słońcu…

  6. Quackie pisze:

    Dzień dobry bardzo pospieszne – od razu lecę do pracy, bo po południu – wspomniane już przygotowania do studniówki.

  7. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry
    Piję sobie kawkę (zapraszam spragnionych) expresso
    i oglądam widoki z gor.Wink
    Coż jeszcze potrzeba do szczęścia Approve

  8. korab pisze:

    DzieńDobry:))

  9. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Bożenka tak pięknie rozkoszuje się kawą, że i ja sobie zrobię! Pleasure

  10. Tetryk56 pisze:

    Bardzo ciekawa wypowiedź J. Brodskiego sprzed lat w Wyborczej:
    http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wyborcza.pl/magazyn/1,150174,19519785,josif-brodski-w-20-rocznice-smierci-noblisty.html

  11. Quackie pisze:

    Kochani, właśnie skończyłem, ale zgodnie z zapowiedziami lecę dalej pomagać przy dekorowaniu sal na studniówkę. Jakby był fachowcem w tym względzie…

    • Bożena pisze:

      Pokazałeś co potrafisz, to teraz dekoruj Wink1

    • Wiedźma pisze:

      Z moich studniówkowych dekoracji pamiętam nasz napis :”Nec Hercules contra belfry !”. I nie zatrudnialiś Wink my rodziców

      • miral59 pisze:

        Jeśli mam być szczera, to my też nie zatrudnialiśmy rodziców do dekorowania naszej sali na studniówkę. Ale czasy się zmieniają… nie wiem tylko czy na lepsze? Thinking

        • Quackie pisze:

          Za naszych czasów też rodzice nie dekorowali, tylko młodzież (i rocznik przed nami też. I dwa roczniki też). Muszę natomiast przyznać, że wczoraj sporo młodzieży się zjawiło, ale i tak część roboty odwalali rodzice.

  12. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

  13. Jo. pisze:

    Dzień dobrywieczór.
    Latałam cały dzień po lekarzach, bo nie mogli się zdecydować, czy to serce, czy tylko rozpad mięśni.
    Jeszcze dycham. Ale nie śpię trzeci tydzień. Że niby szkoda czasu?

  14. Jo. pisze:

    A, tak kurtuazyjnie powiem: dobranoc.

  15. Quackie pisze:

    Wróciłem, podpierając się nosem.

    Dlatego na dobranockę będzie piosenka o kimś, kto ledwie żyje i zaraz będzie duchem. Całkiem skoczna jak na dobranockę.

    Snów bujających w obłokach i przebudzenia wśród żywych!

  16. Ultra pisze:

    Nie mogłam nie dokończyć opowieści o górskich wędrówkach. Tęsknota zżera. Nawet poszłam na swój punkt widokowy, aby choć w dali same szczyty zobaczyć, ale nic z tego: niebo ołowiem zasnute.
    Serdeczności zasyłam.

  17. Quackie pisze:

    Aha, jutro wieczorem będę na tej studniówce, w roli tego wrednego, co pilnuje, żeby młodzież nie piła po kątach (niekulturalnie i nadmiernie). I mam nadzieję, że nic poza pokątnym alkoholem nie będzie!

  18. Wiedźma pisze:

    Ukratku, jestem cała przejęta ! Tak dawno nie byłam w Tatrach, a to moje ukochane góry pospołu z Gorcami i Bieszczadami !
    Jak dobrze zobaczyć bajkowy, zimowy świat ! Poklon

  19. Wiedźma pisze:

    Dobranoc i snów o pięknym i dobrym świecie !

  20. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Witam wszystkich sobotnio Happy

  21. miral59 pisze:

    Miałam nadzieję, że uda mi się skończyć to moje opowiadanko z naszych jesiennych wycieczek nad Lake Michigan, ale nie dam rady Tired W dzień nie miałam wystarczająco czasu, a teraz padam na dziób. Może jutro, a właściwie dziś (w sobotę) uda mi się to skończyć. Tak w przerwie między zakupami, gotowaniem obiadu, praniem, sprzątaniem i innymi paskudnymi zajęciami Wink Okroiłam tekst i zdjęcia ile się dało… Mam nadzieję, że dam radę Happy-Grin

  22. miral59 pisze:

    Idę spać Spanko
    miłego sobocenia się życząc Delighted

  23. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Będę trochę w kratkę, ale będę.

    Happy

  24. Quackie pisze:

    Tymczasem w Melbourne sensacja – Niemka Angelique Kerber (mieszka i trenuje w Puszczykowie pod Poznaniem! Ma tam dziadka, który zbudował dla niej kompleks kortów. Przynajmniej taki polski akcent) wygrała w finale Australian Open z Sereną Williams. Ciekawe, czy teraz tenisistki i tenisiści zaczną gremialnie przyjeżdżać na treningi do Puszczykowa.

    • Bożena pisze:

      Rozmawiałam na ten temat z synem i mi powiedział, że w Puszczykowie mieszkają jej dziadkowie. Jej rodzice wyjechali do Niemiec, gdzie urodziła się ta tenisistka. Ona ma podwójne obywatelstwo i mówi dobrze po polsku.

      • Quackie pisze:

        Pięknie.

        Znaczy ja pisałem o sensacji w kontekście wygranej w turnieju Wielkiego Szlema, nie mieszkania w Puszczykowie.

        Natomiast smętny aspekt sytuacji polega na tym, że dziewczyna mogła grać oficjalnie dla Polski:

        „Pogromczyni Sereny Williams mogła jednak grać dla Polski. Dwa lata trwały przepychanki między Andżeliką i Polskim Związkiem Tenisowym. – Wnuczka prosiła, żeby przedstawić dla niej ofertę i w tym czasie odmawiała reprezentowania Niemiec w Pucharze Federacji. Cały czas miała nadzieję na występy dla Polski. Niestety nic konkretnego nie otrzymała i po tym czasie zdecydowała się grać dla naszych zachodnich sąsiadów – mówi Janusz Rzeźnik, dziadek Andżeliki Kerber.” (cytat za http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.poznan.sport.pl/sport-poznan/1,124485,19559204,sensacyjna-triumfatorka-australian-open-andzelika-kerber-ma.html
        )

  25. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Wystarczy wykopać się z gorączki, i zaraz jest tyle rzeczy zaległych do załatwienia, że nie ma kiedy podejść do komputera…

  26. Quackie pisze:

    To ja wybywam.

  27. Bożena pisze:

    Musiałam zresetować kompa, bo nic nie chciało mi się otwierać.
    A tu już dzień chyli się ku wieczorowi, niedługo zapalę światło. Za pół godziny słońce zajdzie. Ale jest i pociecha – mamy już Happy dzień dłuższy o 1 godz. 17 minut.

  28. Quackie pisze:

    A ja jestem jeszcze chwilowo. Tak na dwie godzinki przed zasadniczą imprezą.

  29. Quackie pisze:

    To jeszcze parę zdjęć z przygotowań, aula/ sala balowa i okolice

  30. korab pisze:

    DobryWieczór:))

  31. Quackie pisze:

    Wybywam, będę po 22:00 (pewnie bliżej 23:00)

  32. Quackie pisze:

    Jestem, ale znów padający jak promyczek.

    Więc dobranocka – mruczący do kontrabasu Leo Cohen, z chórkami i plumkającym pianinem.

    Snów głębokich a ożywczych, zwłaszcza tym, co mają kłopoty ze spaniem.

  33. Wiedźma pisze:

    Dzisiejszy dzień był dla leniwców, nawet moja wnuczka dość wcześnie zasnęła. Mokro, wietrznie i aby do wiosny.

    • miral59 pisze:

      Na pocieszenie powiem, że Wielkanoc już za rogiem Happy-Grin
      Byłam zdziwiona, gdy małżonek mi powiedział, że w tym tygodniu jest „tłusty czwartek” Roll U Amerykanów to „paczki day” i jest nie tylko w czwartek, ale i we wtorek, na naszego „śledzika” Overjoy Biznes jest biznes…

  34. Wiedźma pisze:

    Dobranoc

  35. Bożena pisze:

    Dzień dobry! Delighted Niedzielmy się Happy

  36. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Zapraszam pięterko wyżej na obiecaną wycieczkę Delighted

Skomentuj Wiedźma Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)