Koliberek rubinobrody… cudny malutki ptaszek. Jego wielkość to 7-10cm. Trudno mi powiedzieć dokładniej, bo różne źródła różnie podają. Na polskiej Wiki jest 8-10cm, na angielskojęzycznej 7-9cm. W sumie to i tak nie ma znaczenia, bo gołym okiem widać, że jest malutki. Kolibry należą chyba do najmniejszych ptaków świata. Są niesamowicie szybkie. Czasami trudno za nimi nadążyć wzrokiem. Kilka zwodów i niknie nie wiadomo gdzie… I chyba dlatego jestem dumna, że udało nam się złapać je w locie. Fakt, że często przez przypadek…
Nie tak dawno oglądałam w telewizji film o koliberkach. Właśnie takich, rubinobrodych. Co prawda nie wszystko zrozumiałam, bo te angielskie fachowe nazwy są często czarną magią dla mnie, ale zupełnym zaskoczeniem była dieta tych ptaszków. Do tej pory myślałam, że żywią się one głównie nektarem kwiatów, a dowiedziałam się, że równie dobrze wcinają muszki i pająki. Jest to dla nich wspaniałe uzupełnienie diety.
Podziwiam te maluchy. Co roku przemierzają nawet 900 mil (1440km) ze swoich zimowisk na lęgowiska (czyli z Zatoki Meksykańskiej do Kanady). A przecież nie mogą one wykorzystywać prądów powietrznych, jak inne, dużo od nich większe ptaki. Muszą cały czas machać skrzydełkami!!! Niektóre przelatują Zatokę Meksykańską, a mała nie jest. Przed taką podróżą jedzą na potęgę. Potrafią przytyć do dwukrotnej swojej normalnej wagi. Do tak długiego przelotu bez odpoczynku potrzebują dużo energii.
Na wspomnianym filmie dowiedziałam się również, że w nocy koliberki zapadają w letarg. Obniża się ich temperatura ciała, zwalnia oddech, bicie serca… po prostu zasypiają. Budzą się rano strasznie głodne… wtedy jest je najłatwiej „obcykać”. Lecą do kwiatów, czy karmników i jedzą nie zwracając zbytnio uwagi na otoczenie. Tylko trzeba do nich dotrzeć przed wschodem słońca…
Jak widać, zaznacza się u nich dymorfizm płciowy, czyli samiczka znacznie różni się do samczyka. Oczywiście samczyk jest pięknie ozdobiony, ale jak zauważyłam, ta ich „rubinowa broda” nie u każdego jest taka sama. I nawet nie wiem od czego to zależy…
Koliberki są bardzo terytorialne. Walczą między sobą o lepsze żerowiska. U Wendy i Jima są trzy pary (chyba) i przy karmnikach trwa wieczna wojna. Jeszcze jeden nie zdąży się porządnie najeść i już go goni inny koliberek. Ostatnio mało mi na głowę nie wpadły, tak zawzięcie walczyły. Gdybym się nie uchyliła, pewnie któryś wylądowałby mi na nosie. A tak usłyszałam tylko furkot skrzydełek tuż przy uchu…
Wendy opowiadała nam, że one wcale się jej nie boją. Gdy nalewa im tego „nektaru” (woda z cukrem) do poidełek, to latają jej nad samą głową i tłuką się, kto pierwszy się napije. Aż jej zazdroszczę…
Nie tak dawno u Sandy zauważyłam parkę koliberków latających przy podjeździe. Powiedziałam o tym Sandy. Zauważyła je wcześniej i jak mi powiedziała, próbowała znaleźć ich gniazdko. Nie znalazła… Oczywiście ja musiałam… mój charakterek nie pozwolił mi odpuścić. Stałam dłuższą chwilę i patrzyłam gdzie najczęściej siadają, jak się przemieszczają…
Wypatrzyłam!!! Podeszłam bliżej… nisko nie było, ale mój aparat ma całkiem niezły zoom. Poleciałam oczywiście do Sandy. Oboje ze Stevenem byli niesamowicie zdziwieni, że mogłam takie maleństwo znaleźć. Też fakt, że byłam dumna jak paw… Szkoda, że nie będę mogła śledzić jak te małe dorastają… Sandy i Steve przeprowadzają się na Florydę, a przecież nie mogę leźć do cudzego domu zobaczyć co z młodymi… Sandy zapraszała mnie z mężem do nowego domu, ale nie wiem czy się wybierzemy. To daleko od Illinois…
U Wendy i Jima udało mi się w końcu „ustrzelić” samczyka. Nie wiem dlaczego tak trudno go złapać w kadr. W sobotę zabrałam nawet swojego małżonka, bo jego aparat jest lepszy i miałam nadzieję na lepsze zdjęcia. Jak na złość przez ponad godzinę czatowania, ani jeden się nie pojawił. Byłam wściekła. Co prawda Wendy powiedziała nam, że możemy do niej w każdej chwili przyjechać, a Jim bardzo mojego męża lubi i też chętnie go u siebie widzi, tylko nie wiem kiedy znowu znajdziemy czas. W tygodniu oboje pracujemy, a w weekendy… różnie to bywa. Tym bardziej, że do nich mamy ok. godziny jazdy samochodem, czyli to dość daleka wyprawa… Na razie cieszę się z tych zdjęć samczyka, które mam…
Mogę jedynie dodać, że koliberki mają przekichane. Jako najmniejsze padają ofiarą niemal wszystkich ptaków i drapieżnych ssaków. Też prawda, że niewielu potrafi je złapać, ale wieczorową porą, gdy śpią, są łatwym łupem… Aż żal…





Podzieliłam na dwie części te zdjęcia. Mam ich jeszcze więcej, ale jak są do siebie bardzo podobne…
Doszłam do wniosku, że za długie wyjdzie, a jak ktoś zainteresowany, to sobie informacje „wygoogla” 
Proszę zapoznać się z najmniejszym ptaszkiem jakiego kiedykolwiek w życiu widziałam
Może dałam mniej wiedzy encyklopedycznej, ale chyba mi wybaczycie
coś
kiepsko mi idzie wprowadzanie komentarzy ….
Dziś posadziłam rabarbar. Wydarłam dwa małe „krzaczki” z ogródka Virginii. Ciekawe czy się przyjmą… Sadziłam w czasie deszczu, także nie podlewałam… Wróciłam do domu mokra na wylot
Lubimy rabarbar… z kilku łodyżek zrobiłam kompot. Kwaśny i dobry
Reszty nie tnę, bo chciałabym, żeby się u nas zadomowił 
a jutro (w sobotę) trzeba wszystko zrobić, bo na niedzielę planujemy te wiśnie
Też będzie trochę roboty, bo przecież nie można na zbyt długo ich zostawić.
Poczytam jak Wam się podobały moje koliberki rano (u mnie) 
Idę już spać, bo u mnie prawie północ
Miłej soboty życzę
uwielbiam rabarbarową szarlotkę
O, to jest pomysł! Muszę zrobić 🙂
Koniecznie z bezą na wierzchu
Ja szarlotkę będę mogła z niego zrobić, jak mi urośnie. Na razie jest to kilka cieniutkich patyczków
Nie bardzo jest z czego 
Więc i tu powiem wszystkim jeszcze raz dzień dobry i idę na spotkanie z koliberkiem
Dzień dobry!
Ładny ten koliberek. Dla mnie to takie egzotyczne zjawisko z filmów z dzieciństwa. Aż trudno uwierzyć, że istnieje naprawdę i to u kogoś w ogrodzie, a nie w jakiejś dżungli amazońskiej 😉
teeeż bym chciała takie maleńkie cudo w naturze zobaczyć ale u mnie to tylko wróble, sikorki i szpaki na szpakowym drzewie
Dzień dobry, Malino. Przekonałem się, że nasze sikorki czy szpaki potrafią być dla niektórych podróżników równie egzotyczne, co dla nas kolibry w cieplejszych krajach. Punkt widzenia zależy więc… może nie od punktu siedzenia, ale na pewno od punktu wyjścia
A poza tym, w Polsce jest cała masa przepięknych ptaków. W grupie „Ptaki” oglądam przecudne zdjęcia przecudownie kolorowych pierzastych i za każdym razem jestem zachwycona
Dla niektórych obcokrajowców, to przepiękna egzotyka 
Coraz częściej widuję ptaki, o których może miałem pojęcie, że istnieją, ale widziałem w życiu wcześniej raz, może dwa. Ostatnio widziałem całkiem sporego ptaszka, chyba kwiczoła.
A w temacie fauny nie-skrzydlatej: wczoraj, jadąc przez las, zauważyłem stwora na czterech łapach, z początku myślałem, że lisa, ale na drugi rzut oka okazał się nie rudy z białym końcem ogona, tylko bardziej rudo-brązowo-bury i zastanawiam się, czy to czasem nie był jenot, tym bardziej, że sylwetkę też miał niższą niż lis.
Wiele osób nie widzi ptaków, bo nie zwraca na nie uwagi. Ale jak się poprzyglądać…
Niektórych ptaków w życiu nie widziałam na oczy, a o niektórych nawet nie słyszałam. Także teraz uczę się również o naszych rodzimych pierzastych. I w sumie czy to nie śmieszne? Trzeba było wyjechać za ocean, żeby poznać rodzime gatunki 

Wspominałam już kilka razy grupę „Ptaki”. To ludzie głównie mieszkający w Polsce. Jakie piękne ptaki pokazują, to się w głowie nie mieści!!! A moje zdjęcia w porównaniu z niektórymi, to są jakieś niewyraźne zmazy
Trudno powiedzieć co zobaczyłeś w tym lesie, Mistrzu Q. Szkoda, że nie obcykałeś zwierzaka, łatwiej byłoby wydedukować co to jest
Kiedy bo właśnie zjeżdżałem na rowerze z góry na dół, zanim bym się zatrzymał, wyciągnął komórkę, włączył aparat i cyknął, to by go już nie było. I tak dobrze, że go w ogóle dojrzałem, przemykającego przez drogę, a potem na wysokim zboczu pełnym krzaków.
No właśnie…
Z tymi ptakami i zwierzakami tak bywa. Sprzyszczają w szybkim tempie i nie dają się obcykać. Przecież to nie boli

Boli… Nie boli… A bo to wiadomo?
[myśli sobie taki zwierz]
Chyba dlatego spryszczają, bo nie wiedzą, że nie ma zagrożenia i że to nie boli
Aż dziwne, że niektórzy nie wiedzą nic o kolibrze. Ostatnio w teleturnieju „Jeden z dziesięciu” facet nie wiedział jaki jest najmniejszy ptak. Po co taki idzie do takiego programu? Tylko wstydu się najadł, odpadł na samym początku jako pierwszy.
pewnie „przeintelektualizował” i wydawało mu się, że pytanie zbyt proste i gdzieś w nim haczyk siedzi
Oj bo kiedyś w szkole uczono o świecie. A teraz zalicza się punkty.
A to prawda. Ten wspomniany facet nie odpowiedział na żadne pytanie, a miał bardzo łatwe. A jaki haczyk mógłby siedzieć w tym pytaniu?
Właśnie pod postem znajomej na Faceooku trwa podobna dyskusja, więc pozwolę sobie przekleić komentarz, pod którym w zasadzie mógłbym się podpisać: „Czasy się mocno zmieniły. Oceny a umiejętności to dwie różne rzeczy. My mieliśmy się dobrze uczyć, nasze dzieci mają mieć umiejętności i być dobrzy przede wszystkim w swojej dziedzinie.” Co oczywiście nie zmienia faktu, że szkoła bazuje na ocenach i punktach 😛
Bożenko, niektórzy się nie wstydzą swojej niewiedzy, a pewnie był dumny, że wystąpił w telewizji

Ostatecznie ktoś musiał odpaść jako pierwszy
Ale żeby nie odpowiedzieć na żadne pytanie…
Jakoś eliminacje musiał przejść. Widocznie trema go „zjadła”
Czasami tak jest. Niby wiesz dużo, a jak się zdenerwujesz, to masz pusto w głowie i nie jesteś w stanie sobie niczego przypomnieć. Nawet zapytana o imię i nazwisko masz problem z przypomnieniem

Dzień dobry! Zdjęcia re-we-la-cyj-ne. Ptaszki takie maleńkie, a jednak udało Ci się je zdjąć ze szczegółami (te podgardla!). 8 lat temu też próbowałem zrobić zdjęcia kolibrów w Marylandzie, znajomi mają poidełko powieszone na drzewie tak, żeby dało się obserwować kolibry, siedząc spokojnie na ławeczce od frontu domu. Niby mi się udało (efekt poniżej), ale bez porównania z Twoimi zdjęciami, jeżeli chodzi o ostrość, nie mówiąc już o zdjęciach w locie.
A to, że wypatrzyłaś gniazdo, to w ogóle ukłony. Toć ono wygląda, jak kawałek korka przylepiony do gałęzi.
No i relacja z walk terytorialnych świetna
Dzisiaj będę w kratkę, ale na pewno co jakiś czas zajrzę.
też piękne zdjęcie
Nie wiem co chcesz od swego zdjęcia Mistrzu Q? Przecież koliberek jest wyraźny i niczym się nie różni od moich zdjęć
Wystarczyło śledzić latające ptaki. W tym jednym miejscu siadały na dłużej i to obydwoje. Jeszcze to gniazdko budowały. Gdyby nie one, ich latanie, na pewno bym nie znalazła.
Trudność polegała jeszcze na czymś innym. Nie wiedziałam jak takie gniazdko wygląda. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że jest wiszące, jak u remiza
Także zaskoczeniem był ten „koreczek” przyklejony do gałęzi
Samiczkę w gnieździe widać wyraźnie i nie ma mowy o pomyłce 
Zostają tylko relacje słowne…
Wypatrzenie gniazda wbrew pozorom nie było aż takie trudne
Walki terytorialne koliberków widziałam już wcześniej. Nie wyobrażacie sobie jak mi jest przykro, że nie udało mi się tego obcykać. Niestety te ptaszki są niesamowicie szybkie… za szybkie na mój aparat (na aparat małżonka również)
Witam:))) Piękne:)) Ktoś nazwał kolibry fruwającymi klejnotami, nie ma w tym przesady. Zwłaszcza na tych zdjęciach :))
Zdjęcia, jak zwykle, nie oddają całego uroku tych ptaszków. Szczególnie w słońcu przepięknie się mienią
Brzuszki są po prostu białe, ale te grzbiety!!! Wyglądają jak szmaragdowe!!! O rubinowych gardełkach nie wspomnę 
Samiczki jak zwykle są skromnie upierzona, za to samczyki mnie urzekły kolorami
mnie się podoba ten z cienkim czerwonym paskiem … wygląda jaz z podwiązką na szyi
Ja nie mogę się zdecydować, żeby powiedzieć który piękniejszy. Szkoda że u nas nie ma tych ptaszków…
Ja też nie potrafię powiedzieć, który jest najładniejszy. Gdybyśmy mieli wybierać „Mistera foto”, byłabym w poważnym kłopocie

Dzień dobry

Cudne te maleństwa i te gniazda… A z czegóż one je budują?? Taż trza mieć sokoli wzrok, żeby je dostrzec wśród gałęzi!!
Mirelko, masz jakieś specjalne okulary czy cooo
Dobry zoom w oczach i aparacie
Też fakt, że Sandy i Steven nie mogli uwierzyć, że faktycznie to gniazdko znalazłam
Szukali go przez kilka dni. I w sumie nie dziwię się, że nie znaleźli. Bez koliberków, które pokazały mi drogę, do tej pory bym tego gniazdka szukała

Witaj Skowroneczku
Trudno mi powiedzieć jak, ale zawsze wypatrzę gniazda ptaków. To jak zboczenie
Po prostu zwracam uwagę jak i gdzie latają. Rzadko który ptak leci prosto do gniazda. Nie chce pokazać drogi drapieżnikom. Trzeba je po prostu obserwować, a każde można znaleźć 
Nie za bardzo wiem z czego budują te gniazda… a co do wzroku… hmm… bez okularów jestem ślepa jak kret, a że ich nie lubię, to ciągle zapominam założyć
No właśnie, obserwować, i to jeszcze takiego małego i tak szybko latającego ptaka jak koliber! Toć ja mam problem, żeby prześledzić, jak latają szpaki, wróble czy sójki (no fakt, wyjątkowo ciche i skryte ptaki), a co dopiero kolibra! Znikają mi między drzewami i krzakami, jak chcą!
Nie tylko Tobie znikają z pola widzenia. Mnie też
Ale jak człowiek uparty jak osioł, to w końcu się dopatrzy
Czasami cierpliwości brakuje…
Aaa widzisz, cierpliwość. Tu jest pies pogrzebany…
Piies? A jaka rasa?

Norrrrdycka rasa!
A gdzie „psia krew”?

Pewnie mały, biały dupelek…
…albo łyżew
No bo chyba nie jajnik 
Albo bulgot?
No właśnie
Aleście mnie panie wydudkały!
Dzień dobry

Bardzo, bardzo się cieszę, że Wam też te koliberki się podobają. To prawdziwe klejnociki. Samiczka niby mniej ubarwiona, ale na grzbiecie, ten zieloniutki kolorek jest z widocznym połyskiem. Na zdjęciach tego dokładnie nie widać, ale w słońcu mieni się takim metalicznym blaskiem. Po prostu cudo!!!
Dzień dobry 🙂 Przepiękne zdjęcia Miralko, ptasia biżuteria, ależ Wy tam macie różnorodność ptaszków w tej Hameryce, tylko pozazdrościć 🙂

Witaj Miśku
Moje ulubione – kraska i żołna są bajecznie kolorowe!!! Zimorodek wygląda jak niebieściutki klejnocik, a dudek? Z tym swoim pięknym czubem na głowie? Prześliczny!!! Mogłabym tak długo wymieniać
Może nie są tak małe jak koliberki, ale równie piękne 
W Polsce też takich klejnocików nie brakuje
Dudka w Polsce nie widziałem, tylko w Turcji.
Ja w ogóle nie widziałam na żywo. Tylko na zdjęciach

Aż zazdraszczam
A to akurat było bardzo fajne, bo łaziliśmy sobie po ośrodku wypoczynkowym na wczesnowieczornym spacerze, aż tu patrzę, latają, czy bardziej nawet podfruwają takie nieduże, jasnobrązowe ptaki, wielkości może gołębi, ale przecież nie tego kształtu. I tak sobie fruwają, goniąc się, między krzakami, a siatką zabezpieczającą boisko przed wypadnięciem piłki. Dopiero po chwili zauważyłem, że jeden z nich, siadając na siatce, rozkłada i składa czubek – i wtedy już wiedziałem, co to za ptak. Przy okazji dowiedziałem się od miejscowego, że dudek po turecku nazywa się „ibibik”. Co język, to nazwa oparta na powtarzających się dźwiękach – po łacinie przecież „upupa epops”, a przynajmniej tak było napisane na okładce płyty kabaretu „Dudek”
Takie piękne spotkania… Miło powspominać
Ja widuję tylko gołębie, wrony, jerzyki i rybitwy.

Cieszę się najbardziej z jerzyków, bo mamy mniej much, a komarów prawie wcale.
Obserwowanie nawet tych popularnych ptaków też może być ciekawe
Często wychodzę na balkon i obserwuję jak jerzyki uganiają się z piskiem za owadami. Pod okapem domu pobudowały gniazda. Niestety z dołu są one niewidoczne, widzę tylko jak ptaszki wlatują w te miejsca i wylatują. Dziś mnie ubawił widok gołębia, który dziobał skórkę chleba. Dołączyły się do uczty wróbelki, aż jeden z nich porwał resztę skórki i uciekł
Ja bardzo lubię takie obserwacje. Mogę długo się przyglądać takim zabawom, czy walkom o pokarm, terytorium, czy współmałżonka
Lecą dwa jerzyki i jeden mówi do drugiego:
Będzie padał deszcz!
A drugi: Skąd wiesz?
No bo ludzie na nas patrzą
To trochę tak jak dowcip o Indianach, co chrust na zimę zbierali 🙂
Muszę skosić trochę trawy, bo już się w niej powoli zaczynają tygrysy bengalskie lęgnąć… Dam znać, jak wrócę.
To może przy okazji skosisz i moją
Nie ma kiedy i nie ma komu tego zrobić. Albo my w pracy, albo leje
Tam już nie tylko tygrysy bengalskie mogą się zalęgnąć, ale i słonie indyjskie miałyby niezłą kryjówkę

Jak tylko będę w pobliżu, chętnie skoszę. Macie kosiarkę na prąd, czy spalinową? Czy może mam własną przywieźć???
Kosiarkę mamy na prąd (kontakt na zewnętrznej ścianie domu w ogródku), taką żyłkową. Bo ogródek tak wielki, że taką normalną, dużą, to nie byłoby gdzie wykręcić
W sumie to robota na 10 minut… skoro już parę razy kosiłam trawę nożyczkami i zajmowało mi to ok. godziny…
Ale nie umiem obsługiwać i nie lubię tej naszej kosiarki…
Jakoś trzeba sobie radzić 
Nożyczkami jeszcze nie kosiłam, ale wszystko przede mną
No co?

Minęła (u mnie) 8 rano, więc czas się za coś brać, niestety



Trudno przesiedzieć przed komputerem cały dzień
Także do popotem
Będę naglądać na Wyspę
Jak widać, wróciłem, ale gwoli prawdy przyznam, że zaraz po skoszeniu trawy (i uprzednim wypłoszeniu tygrysów
) wsiadłem na rower i przejechałem się, krótką trasą, ot, przy sobocie, bez poważniejszych podjazdów właściwie.
Po drodze zdążyłem zrobić jeszcze zdjęcie, z tym że nie faunie, a przedmiotowi nieożywionemu. Za to latającemu! Co prawda nie był to Latający Holender, ale prawie…
Faktycznie, chyba raczej nie Holender, chociaż latający

Tylko pozazdrościć takich widoków
Żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia paru motorówkom, ale już musiałem jechać – jedna była pomalowana na szaro i wyglądała jak miniaturowy okręt, tylko bez uzbrojenia, a druga, na brzegu, miała namalowaną nazwę: „Ale Nuda” – potężna, fajna motorówa, na której ostatnie, co można robić, to się nudzić
Aaa… kiedyś chyba urlopowaliście ze znajomymi na motorówce, czy jachcie, prawda??
No, płynęliśmy w rejsik po Zatoce. Raz na Hel (i z powrotem) i raz do Jastarni.
A cioto??? Bo ja ślepa… Mimo, że okulary na nosie mam

Coś z tym moim wzrokiem chyba kiepsko, bo w piątek zagłębiając się w KPA, w pewnym momencie, mówię na głos: dlaczego męczę wzrok czytając bez okularów?? Rozejrzałam się po biurku i… okularów nie ma… Wściekam się niemiłosiernie, nadymam – gdzie ja je znowu zostawiłam!!!
Odzywa się spokojnie koleżanka – spójrz w lustro!
Hmm, wodowanie jachtu drogą napowietrzną za pomocą dźwigu.
Aha, teraz jak już mnie oświeciłeś, to nawet jacht widzę
Kłania się tu „Pan Hilary”
Właśnie przyłożyłam głową w betonową belkę i cudne gwiazdy zobaczyłam
Może ja się jednak położyć powinnam! O!
Ale głowa cała???
Idę zimny okład przyłożyć, bo śliwa będzie na pewno
Mam nadzieję, że nic poważniejszego Ci się nie stało, Skowroneczku?
Bo to oczywiście wina belki, a nie Twoja

A tak w ogóle, to gdzieś Ty chodziła, że belka Ci na głowę wlazła?
No pewnie, że belki


A wlazłam pod taras po miskę dla psa, którym się opiekujemy. To taka sunia przylepa. Jako podlotka ktoś z samochodu wyrzucił, a my nakarmiliśmy i jest już z nami ponad dziesięć lat, a może więcej? Nikt jej wolności nie ogranicza, wyleguje się gdzie chce, zawsze ma jedzonko. Tylko wredota nie da się wyczesać. Jeszcze parę lat temu regularnie ją szczotkowałam, nawet wykąpać się dała, a teraz jak widzi szczotkę w ręce to wieje ile sił w nogach
Nie, nic… oprócz śliwki na łbie
Skaranie z tymi wyrzucającymi psy z samochodu
Dobrze, że na Was sunia trafiła. A co do kąpania i czesania… kiedyś mieliśmy psa, który uwielbiał spać na węglu w szopie. Jeszcze jako młodego psiaka wykąpaliśmy go pięknie, wyczesali… Piętnaście minut później już się tarzał w miale węglowym i był tak samo brudny. Efekt taki, że jak znowu zobaczył wanienkę, to wiał i piszczał jak szalony. Nawet zaczynał warczeć… Wyczesać też nigdy więcej się nie pozwolił. Widocznie uważał, że ten jeden raz wystarczy mu na całe życie 

Śliwka zejdzie po jakimś czasie
Kłania się Hilary ?
bywa i tak pozdrawiam serdecznie 
A ja w ogóle nie rozpoznaję ptaszków

To znaczy, no srokę rozpoznam, zwłaszcza po dźwięku o szóstej rano… Bociana… Znaczy bociana nie po dźwięku, tylko po wyglądzie. Te małe szare to mi się mylą dokumentnie. Ale raz widziałam dudka, na swoim własnym polu. Ładny był, skubaniec. W starym domu miałam przed oknem kuchennym jabłonkę ozdobną i mi tam cała masa takich kolorowych siadała, no to sie gapiłam, ale co to było??? Nie mam pojęcia…
A, teraz jeszcze bażanta rozpoznam, bo mi się pod oknami kłócą z upodobaniem.
Dzięcioła też rozpoznasz i sowę, i jaskółkę, i sikorkę

Jeszcze sarenki czy jelenie/daniele nooo i zające!! I co z tego, że to nie ptaki
Srokę (wkurzoną) potrafię względnie dobrze naśladować
ale nie o szóstej rano.
Sikorka jest niebiesko-żółta, jakby była kibicem Arki Gdynia.
Sójka jest beżowo-brązowo-czarno-biała z niebieskimi fragmentami na skrzydłach, no i z czubkiem na głowie.
Jemiołuszka też ma czubek, ale jest raczej brązowa, czy też bura, no i mniejsza od sójki.
Szpak jest ciemnobrązowy w plamki.
Kos jest cały czarny z żółtym lub pomarańczowym dziobem.
Gil ma czerwony brzuch.
I tak dalej, i tak dalej.
O, szpaka też znam. Chyba… I gila zdaje się widziałam zimą. Ale najlepiej wychodzą mi te bociany, kaczki (ale jako jeden gatunek), na podwórku to i kurę rozpoznam, z indykami daję sobie radę (zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem…), gęś też mi nie obca. Kuropatwa wiem, jak wygląda. No ludzie – ja po gastronomii lecę! Poza bocianami.
A, no i łabędzie. Spoko.
A co do sowy…
Miałam znajomych, Włochów. Mieszkali w 300-letnim domu, z freskami na ścianach. I tam był ogród, stary jak ten dom. Mieszkały tam sowy i żółwie. I oni nigdy sów nie widzieli. Słyszeli, ale nigdy nie widzieli. Przez jakieś 15 lat.
Pojechałam do nich na wakacje. I od drugiego wieczora widywałam sowy regularnie. Prawie mnie znienawidzili 😀
Kiedyś na działce u rodziny Małżonki siadła taka sowa, na gałęzi tuż obok domku i darła ryja w sposób niesamowity, nie do odtworzenia, wszyscy byli tym przerażeni. Wyszliśmy z takim jednym kuzynowiczem, który natychmiast ochrzcił ptaka „poćwir”, i usiłowaliśmy ją skłonić do zmiany lokalizacji, ale gdzie tam. Nawet jak świeciliśmy mocnymi latarkami, to tylko głowę odwracała o 180 stopni i dalej się darła. Potem ktoś tam doszedł chyba, że to była pójdźka?
Pójdźka i nie poszła? No wiesz co? Bezczelna!

A bez!
Sikorek jest kilka gatunków i nie koniecznie muszą być niebiesko-żółte

Jemiołuszka oprócz czubka na głowie ma też czarną opaskę na oczach…
Nie wiem, czy Wam się ten link otworzy, ale to jest link do grupy „Ptaki” Sami możecie zobaczyć jakie cudne ptaszki tam pokazują. I w zasadzie głównie z Polski
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/groups/ptaki/
To co mi się podoba w tej grupie, to profesjonalizm niektórych osób. Nawet po piórku są w stanie określić kto je zgubił. Czasami ktoś pokazuje zdjęcie tak niewyraźne, że tego ptaszka ledwie widać, a oni potrafią powiedzieć co to jest
Niesamowite!!!
Pełen podziw. Słowo!
Miralko -mnie się otworzyło dodałam do ulubionych -serdeczne dzięki pozdrawiam
Zachwycił mnie ten gąsiorek – cudna sprawa …już Cię miałam prosić o te nasze ptaki ale TY jak zwykle zgadujesz -na co mamy ochotę ,dzięki Tobie zresztą edukujemy się -pozdrawiam
Ciszy mnie Elizko, że Ci się podobały. Mnie też


Sama się dopiero uczę o tych paszkach, ale co wiem, to chętnie się z Wami dzielę. Tym bardziej, że Was to interesuje
Pozdrawiam również
I mnie się otworzyło. To jest strona na fejsie, gdzie można oglądać Mireczki ptaszki. Ale my je znamy!
Nie tylko moje ptaszki, Bożenko. Moje znacie, przynajmniej część z nich…
Ale gąsiorek, o którym pisała Elizka, jest typowo polskim ptaszkiem. I jest ich tam cała masa… różnych, różniastych. Pasjonaci znajdują je w polskich lasach, parkach i na łąkach. Cudowne!!! 
Zastanawiałam się Quacku, gdzie Ty ten czubek u sójki widziałeś? Ale chcąc się upewnić, spytałam ciotkę Wiki. Faktycznie, czubek ma sójka błękitna.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.google.pl/search?q=s%C3%B3jka&es_sm=93&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=L-eOVd-rEaeiygOL37qQAQ&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1366&bih=643
No proszę, a ja byłem przekonany, że właśnie zwyczajna! Dziękuję!
Zwyczajną widziałam kiedyś w lesie i nie widziałam u niej czubka. Ale chciałam się upewnić.
Hi,hi… do przypalonego garnka wlać colę, podgrzewać energicznie mieszając… Wylać colę, umyć garnek!
Oglądnęłam na Onecie! Działa!!
Można przypalać
Ha, jeszcze jedno praktyczne zastosowanie coli!
Po usuwaniu rdzy z kłódek?
Waldemar Łysiak w „Asfaltowym Saloonie” wspominał również o odkręcaniu zapieczonych świec samochodowych…
Odkąd dowiedziałam się, że cola usuwa rdzę, zapieczenia i wszelki bród, nie biorę jej do ust. Ona musi mieć właściwości żrące, co na pewno nie jest obojętne dla wnętrzności człowieka.
Gdy czujesz rosnące uczucie pełności, rozpierania, ogólny dyskomfort… to tylko ze dwa łyki coli!! Pomaga, sama się o tym przekonałam po zjedzeniu pół kilograma bobu
Wolę jednak nie próbować…
Odgazowana sprawdza się też na uspokojenie żołądka przy wymiotach 😉
Co do śrubek – był taki program Pogromcy Mitów, o ile pamiętam, wodą poszło im tak samo jak colą, za to zęby cola szybko rozpuszcza 😉
Nie rozpuszcza zębów, a barwi na brąz
Też oglądałam ten program…
A racja 🙂 Tylko demineralizuje 🙂
Dobranoc Szan.Państwu
Spokojnej nocy, Skowronku
Kolibrem byłam zafascynowana od dzieciństwa, od pewnej ilustracji w atlasie ptaków… nigdy nie widziałam go na żywo i szczerze zazdroszczę 🙂
Cudnie je złapałaś Miralko.
Dziękuję Bezetko

Jak mi się w końcu uda, to pokażę filmiki z tymi kolibrami, które nakręciłam swoim aparatem. Będzie prawie jak na żywo
Na mnie pora, bo nie mam zapałek do podparcia opadających powiek.


No to dobranocka.
Jakiś czas temu grałem z animowanego polskiego filmu „O dwóch takich, co ukradli księżyc” piosenkę „Siedmioramienna tęcza”. To dzisiaj będzie lepiej znane „Marchewkowe pole”. Mimo że to Lady Pank, to da się słuchać całkiem, całkiem.
Snów o tym, że wszystko się może zdarzyć.
PS. Oczywiście jeszcze wrócę z lampką… za jakiś czas.
Lubię te chmurki i galopy strażników i całą resztę 🙂
Niektóre wykonania Lady Pank są całkiem niezłe. A to co mi się u nich podoba najbardziej, to świetna dykcja, dość rzadka rzecz w zespołach i to nie tylko polskich

A przecież nie zapomniałam ojczystego języka i posługuję się nim zupełnie sprawnie, co może potwierdzić Bożenka i Ukratek
Podobnie jest z tymi angielskimi, czy amerykańskimi zespołami. Czasami za groma nie mogę zrozumieć o czym śpiewają. Nawet Amerykanie nie potrafią mi tego wytłumaczyć, bo sami nie rozumieją słów, a przynajmniej nie wszystkie 
Nie zapomnę jak kiedyś słuchałam w radiu jakiegoś zespołu zastanawiając się w jakim właściwie języku śpiewają. Bo chociaż poliglotką nie jestem, ale każdy z europejskich języków ma swoje brzmienie i chociaż nie rozumiem słów, da się określić skąd dana osoba pochodzi. Jakież było moje zdziwienie, gdy pod koniec refrenu zrozumiałam dwa wyrazy po polsku
To ja dobranoc na dzisiaj mówię. Bardzo wyczerpane dobranoc.
Podlatuję w takim razie lotem koliberka i zawieszam lampkę na noc. Dobranoc, Wyspo!
Witajcie!
Koliberki prześliczne! W Berlinie z ptaków obserwuje dużo wróbli, których w Krakowie jest coraz mniej…
Odezwę się w poniedziałek, bo jutro wrócę późno.
Witaj Ukratku

Dobrze, że już wracasz
Dzień dobry
Niedziela obudziła mnie deszczem.
…bry…
Kot łazi i miauczy od kwadransa.
Wszyscy go słyszą, poza moim mężem.
Jasiek nawet wstał i pofatygował się na dół uzupełnić michę.
Kot łazi i miauczy. Znowu. Wyjść chce.
Wszyscy go słyszą. No PRAWIE.
Zgadnijcie, kto jest miaukoodporny?

„Kot miauczał? Ale nasz? Od pół godziny? NO COŚ TY???”.
Domyślam się, kto jest miaukoodporny
A już miałam nadzieję odespać ostatnie stresy… Chyba jakąś kawusię zrobię…

Wy kawusię, a ja do łóżeczka
Dopiero wieczorem sprawdziłam ich stronę internetową, a tam pisze, żeby się dowiadywać telefonicznie, czy wiśnie już dojrzały do zbiorów
I w sumie nie wiemy, będą, czy nie. A dwugodzinna jazda w jedną stronę po nic, wcale się nam nie uśmiecha. To tylko zmarnowany czas… że o benzynie nie wspomnę
Może uda się nam dodzwonić rano i dopiero potem jechać… ale sama nie wiem…
Mieliśmy w niedzielę jechać na wiśnie, ale nie wiem czy coś z tego wyjdzie
Miłej niedzieli życzę
A dla Ciebie pięknych snów
O tak, kawusia konieczna…
Raczej dźwiękoodporny

Oj tak…
Twój małżonek, Jo, ma taki sen jak ja
Jak już zasnę, to można mnie z łóżkiem wynieść na dowolną odległość… i tak tego nie zauważę
Miauczenie kota? A kto by to słyszał? Oczywiście wiadomo, mój małżonek. Bo on tak na prawdę nigdy nie śpi, ma tylko zamknięte oczy. Najlżejszy szmer go budzi
To jakie to spanie? 
DzieńDobry:)) Mam podobnie, wystarczy szelest wiatru i otwieram oczy. Podziwiam tych potrafiących spać na kamieniu :))
Witaj Stateczku
Mnie obudzi też byle szmer. Dzisiaj jednak spałam ze stoperami, bo pies sąsiada z góry bawił się jakąś twardą zabawką, a może kością… Sąsiada pewnie nie było. Muszę mu zwrócić uwagę. 
Nie mogę używać stoperów – mam na nie gigantyczną alergię

Dzień dobry. Co do uodpornienia na różne dźwięki, to mnie się co jakiś czas wydaje, że uodporniłem się na poranne skrzeczenie mew. Aż do chwili, kiedy rzeczywiście nie zaczną skrzeczeć.
Witam
Ale można się chyba wsłuchać w to skrzeczenie i tak zasnąć?
Zaczynają skrzeczeć nad ranem, więc raczej zasnąć po obudzeniu.. jeżeli w ogóle.
Faktycznie, nad ranem trudno zasnąć, szczególnie gdy w dalszym ciągu skrzeczą. Trzeba by wygłuszyć okna
Zmykam na świeże powietrze, dam cynk, jak wrócę.
A ja biorę się za robotę. Obiadek sam się nie ugotuje.
Patrz… u mnie też nie chciał… Co to za życie… Bez kucharki, pokojówki i guwernantki. Jak żyć, panie elekcie i wszyscy święci?

Dzień dobry


Usiłuję dojść jak wstawić swoje filmiki na YouTube
Chyba nawet mi się udało. Muszę tylko sprawdzić czy działa
Pierwszy, to samiczka koliberka http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/Jjr9Wl4AaSI
A drugi to samczyk http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/AnL4-o4HfPU
Ciekawi mnie, czy się otworzą…
[komentarz poniżej edytowany!]
Samiczka
I samczyk
Ciekawa jestem, czy Wam też się otwiera i czy coś widać

Jeśli tak, to znaczy, że jestem niesamowicie „mondra”, bo sama doszłam jak i co
Dzień dobry. Widać! Zaraz zagnieżdżę w Twoich postach!
Dzięki Mistrzu Q

A tak w ogóle, to w tle słychać trele kardynała. Darł się niesamowicie… to znaczy pięknie śpiewał
No to jeszcze dwa nagrania ze strzyżykiem śpiewnym. Samczyk wołał samiczkę, bo znalazł, jego zdaniem, wspaniałe miejsce na gniazdko
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/36EoSkw9noA
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/KSqAsRcg7D4
Otwierają się wszystkie filmiki.
Brawo! 
Na pierwszym filmiku ten strzyżyk mi gdzieś zwiał i nie mogłam go znaleźć. Mało dziwne, bo jest on niewiele większy od koliberka (jakieś dwa centymetry), i praktycznie za listkiem może się schować. Ale słychać go wyraźnie
Ty większy szacunek, że go jednak złapałaś w obiektyw. Ale faktycznie drze ryja, jakby był ze trzy razy większy
No tak, ten akurat dzioba.
A tak w ogóle, to widać, że siedział spokojnie, więc nie było tak trudno go złapać
Trudniej było go wypatrzeć, bo małe toto… dobrze, że głośne 
Dziękuję Bożenko za uznanie
Zobaczyłam 4 filmiki i jak to u Ciebie -super
Dziś w Krakowie szaro,buro i ponuro ,poranna kawa niewiele pomogła ,ciężki dzień .Rano oglądałam polskie ptaszki a po obiedzie Twoje …trochę mi to poprawiło nastrój ,pozdrawiam Ciebie i Wyspiarzy 
Co tak wszyscy umilkli
Do łóżeczek jeszcze czas!
A może w śpiew strzyżyka się wsłuchani?
A bo pogoda taka…
No to ja siusiu,
paciorek,
i spać 

Ja też już spać pójdę.

Zostałem wyciągnięty za uszy na wieczorny rower… i skończyło się tym, że musiałem go prowadzić do domu. Bo po alkoholu nie jeżdżę.
A na dobranoc piosenka, która towarzyszyła mi na wychodnym – „Holding Back the Years” Simply Red. Spokojna, klasyczna już rockowa „dobranocka”, z niebywałymi w sumie jak się tak zastanowić przejściami harmoniczno-tonicznymi.
Snów o tym, że mamy mniej lat!
Jestem pewna Quacku, że po alkoholu nie jeździsz. Szkoda by go było, lepiej jeździć po jezdniach
Brawa za filmy dla tej Pani!

Wróciłem cało, choć z przygodami – o których opowiem wam w następnym odcinku 😉
Dzięki Ukratku
Dzień dobry
No i padam na dziób
Nazbieraliśmy w godzinę (we trójkę) 88 funtów, czyli ok. 40 kg
Wróciliśmy około 16 i dopiero teraz usiadłam. Coś trzeba było z tymi owocami zrobić. Część popakowałam do zamrażarki, część przesypałam cukrem na powidła, a reszta poszła do gąsiorków na nalewkę. Potem jeszcze trzeba było posprzątać kuchnię, bo te wiśniowe bryzgi jak zaschnął, to chociaż zębami skrob
Idę zaraz spać, bo nosem ciężko się pisze



Jednak pojechaliśmy na te wiśnie
Miłego dnia Wyspiarze
Z niecierpliwością czekam na opowiadanie nasze Ukratka. Na pewno będzie ciekawe
Dzień dobry
Też jestem ciekawa „Przygód Ukratka”.
Dzień dobry

Świergolą, jak o czwartej rano! Super, Mirelko. Se zagwizdam, chociaż nie umiem ładnie gwizdać
2.15 – kot.
3.27 – ptaszki.
Zaczynamy wakacje.
Ja się zastrzelę…
Nie rób tego Jo! Błagam

Lepiej napij się kawy
Też prawda. W imieniny męża to byłoby dość niestosowne.



To ja może Pawłom i Piotrom najlepszego pożyczę?!
Kawusia
Czekuladki
I TOAŚCIK!
Burżuazja piła szampana od śniadania! Tylko to śniadanie było tak ze trzy godziny później
Dzień dobry.
Dołączam się do zdania Bożenki!
Zamiast strzelania lepiej się napić kawy (mniej dotkliwe skutki uboczne) 😉
Witajcie!
Kawa z rana to jest to!
Wawa z rana jak śmietana.
Niektórzy mówią tak o piwie, ale ja obstaję przy kawie.
Dlaczego w zaazulkach nie ma jakiejś bułeczki do porannej kawy? Ile można te czekuladki? Toż to zemdli człowieka…
Propozycje nowych zazulek można zgłaszać w sposób ciągły – wystarczy wygrzebać obrazek w czeluściach sieci, zamieścić w komentarzu wraz z życzeniem. Staram się jedynie o niewydłużanie listy do stopnia dysfunkcjonalności…
Oczywiście, ale żeby nie była zbyt długa, można by jakieś zazulki usunąć. Mam na myśli takie, które nie są używane.Na przykład :Valentine-s-Day1: :Love-Gift: :Woodstock: :Kupido: :I-m-Bored:
:Slam-Dunk: 
One chyba nigdy nie były w użyciu. Co o tym myślicie?
:I-m-Bored: ???
TUTAJ???
NA WYSPIE???
Tak, w zazulkach.
No wiesz co?
Ale księżniczki czasem używam…
Tą ostatnią czasami używam (
), ale wcale nie muszę

No to by mogła zostać, jeśli z Ciebie taka złośnica
Po prostu nie pamiętam, ale musisz mi wybaczyć. To ta moja skleroza… 
Hmm 🙂
Fajne zazulki, akurat do kawy
Ooo… ja bym bajgla rano spożyła… Takiego z serkiem i łosssosiem… Ale to chyba musiałabym go sobie sama upiec, bo skończyły się czasy piekarni pod nosem.
Pragnę dodać ,że masz dość wysublimowane smaki – mnie by łosoś przeszkadzał na śniadanie – wolę tak jak dziś – biały ser ,szczypior ,rzodkiewki ,kleks śmietany i jogurt… ale przecież z gustami się nie dyskutuje a szanuję innych …pozdrawiam
Dzień dobry. Przyłączam się do zdania PT. Przedmówców odnośnie kawy i przysiadam się na Wyspę.
Wszystkiego co najlepsze życzę Twojemu Małżonkowi, Jo
Dziękuję. Przekażę.
I nawet wybaczę mu… uwaga! Bo właśnie się przyznał, że książki wysłał dopiero w sobotę… Że woził je w samochodzie i jak mi napisał – faktycznie pojechał na pocztę, ale była koszmarna kolejka, więc już mi nie powiedział, że zrezygnował, bo myślał, że „jutro” sprawę załatwi. No i załatwił. W sobotę. Ale przyznał się do tego w imieniny, więc nie wypada mi teraz robić awantury, nie? Zwłaszcza, że przecież WYSŁAŁ.
A podobno to kobieca logika jest… dziwna…
Cwany jest, że własnie dziś się przyznał
Ale nie rób mu wymówek, co się odwlecze, to nie uciecze. Ważne, że wysłał.
No też tak pomyślałam…
Uf, a już zaczynałem się bać, że zginęło po drodze. A tak, to niechże sobie, lepiej późno niż wcale.
Bardzo przepraszam – byłam święcie przekonana, że poszło…
Mogłaś tak pomyśleć. Ja z kolei czekałam na wiadomość od Ciebie, że wysłałaś. Ale było, minęło, grunt że wysłane.
Ciężki tydzień był…
Słuchajcie – to, to nic. Wy myśleliście, że nie wysłałam, albo że na poczcie utknęło. A ja byłam przekonana, że właśnie użyliście kartek na rozpałkę i z grzeczności nic na ten temat nie mówicie
Jak mogłaś tak pomyśleć?!
Czekam na tę książkę i wiem, że po przeczytaniu znajdzie poczesne miejsce na mojej półce z książkami. 
Nie chwal dnia przed zachodem…
A męża, dzieci i psa – dopóki żyją
Ale książkę chyba mogę? Opinia o niej już tu dotarła, Wiedźminka nie mogła się od niej oderwać
NO właśnie nie ma naszej Wiedżmy ,choć miała wyjechać we wtorek – co z NIĄ ?
Już jest wyjechana na dwa tygodnie
Zasada numer jeden: nie sprawdzone, nie chwalone.
Dołączę się do życzeń Szan. Małżonkowi

Sto lat w zdrowiu i pomyślności
To ja z okazji Piotra i Pawła oraz śniadania chciałabym przypomnieć mój ulubiony kawałek, tylko nie umiem go tak wrzucić, żeby się tu wyświetlał, więc trza sobie w linkę kliknąć, czy co tam.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/tcAwDdxYWw4
Se pozwoliłem zagnieździć filmik.
Dzięki
Dzień dobry. Pijąc kawusie na Wyspie przypomniało mi się, że w roku ubiegłym ktoś wspomniał tego dnia o imieninach naszego Mistrza T…Zatem dużo zdrowia ,pomyślności i wszystkiego najlepszego wszystkim SOLENIZANTOM

Orrrany, ale wtopa
Oczywiście i ja składam najszczersze życzenia naszemu Solenizantowi, zdrowia, szczęścia, pomyślności…
Bożenko super

Kochani, jak się okazało po weekendzie, roboty jest huk, bieżączka i jeszcze powyłaziły jakieś zaległości, więc zmykam.
Na razie!
Ooo, św. Tetryka tez dzisiaj? 😀
Ogromniaste uściski więc dla Solenizanta!
Dołączam się z kielichem Łąckiej 70 woltowej :))
A to nie zabija?
Nie, nie zabija!
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/_ifJapuqYiU
Może ja wyjaśnię, żeby mnie tu kto nie zrozumiał niewłaściwie: chodzi mi o tytuł, nie o zawartość 😀
Ale empirycznie sprawdzać, czy nie zabija, nie będę.
Tak na wypadek
Piłem, lat temu 22 lub 23. domową, austriacką, i żyję. Potem również, już nie pamiętam, jaką.
Empirycznie sprawdziłem.
Ja tego nie piłam i też żyję
Ale NIE PAMIĘTASZ jaką!!!
A nie, pardon, pamiętam. Piłem na weselu i poprawinach (!!!) najmłodszego brata Q., jakąś taką dziwną, z ręcznie robionymi etykietami, śliwowicę 70% i wiśniówkę chyba z 55%, a także raz u serdecznego kumpla, przywiezioną kędyś ze ściany wschodniej, woltaż nieznany, ale na pewno wysoki.
Potrzebowałem chwili, żeby sobie przypomnieć.
Oczywiście, że nie pamiętam jakiej nie piłam
No to jeszcze raz: z okazji św. Tetryka!

Sto lat!
Sto lat bez kielicha?
Bez kielicha to przecie fałszywie 😀

Wszystkiego najlepszego Ukratku!!! Przede wszystkim zdrówka


Po toastach same nogi niosą…
Jak życzenia, to nie może być bez imprezki
Zatańczymy?
Trochę te tańce krótkie, ale czas mi już do pracy

Hehehe! O ile mi wiadomo, wszyscy święci są już mocno zmurszałymi tetrykami – nawet ci z najnowszego rozdania – tak więc życzenia imieninowe przyjmuję w każdy dzień roku; buziaki mile widziane!
Serdeczności

A to nie będziemy żałować!

Ależ skąd! Buziaki zawsze i codziennie
Ooo… ja nie mam takiej ładnej kokardki…
A chcesz mieć?
No ba!
Złap gołąbka 🙂
Z największą chętnością przesyłam buziaka
i to niejednego 
DzińDybry:)) Miłe koliberki z Madagaskaru :))
O, koliberki z Madagaskaru bardzo mi się podoba!
Nawet się nie przywitałam, tak mnie zaabsorbowały imieniny Ukratka



Dzień dobry Wyspiarze!!!
I od razu do widzenia
Muszę, niestety, lecieć do pracy
Leć Miralko – będziemy czekać na Twój powrót do nas – na szampana może się załapiesz
My też mamy swoje obowiązki i jak toast to wieczorkiem 
Nooo tak, wszak dzisiaj 29, a mnie się wydawało, że we wtorek


Wszystkiego dobrego kochany Ukratku
Alla a tak swoją drogą to przecież TY o tym w zeszłym roku wspomniałaś 🙂 pozdrawiam 🙂
Noo ja. Pamiętałam. Tylko ostatnio za dużo na me wątłe barki nabrałam i umckło, że dwóch św. Panów P. jest w poniedziałek, a nie wtorek. 🙁
A w ogóle to przecie mówiłam, że się starzeję?? Mówiłam! Trza mi podłączyć pamięć zewnętrzną lub dołożyć gigabajtów czy inszych jottabajtów
Każdemu może się zdarzyć. Toż i ja wiedziałam, jakie imię nosi nasz Ukratek. Jest On przecież imiennikiem mojego syna. Ale wyleciało mi zupełnie z głowy. Ty się starzejesz, a mnie skleroza już całkiem bajty zatkała
Dzień dobry po południu! Niestety jeszcze dzisiaj muszę popracować, ale to nie znaczy, że nie mogę sobie zrobić przerwy.
Dołączam się do życzeń, o 70-woltowej śliwowicy niestety mogę tylko pomarzyć, niemniej Solenizantowi życzę wszystkiego najlepszego, a do życzeń dołączam mocny uścisk męskiej prawicy, mojej, nie tej politycznej
Ale powiedzcie mi coś więcej o tej śliwowicy… Bo nie miałam nigdy przyjemności. Czym ona smakuje?
Smakuje trochę jak wtedy, kiedy dotknąć językiem końcówek płaskiej baterii 4,5 V, z lekkim aromatem i posmakiem śliwek. To najbliższe, co mi się kojarzy.
Bardzo zachęcające. Zwłaszcza to 4,5 V dotykane językiem.
Śliwki zmieniają wszystko.
Ale tych śliwek dużo na języku? Czy tylko gdzieś w oddali majaczą „Lily was here”?
O, pomysł na dobranockę, jakby kiedy zabrakło.
Pomysł zacny, a co do śliwowicy, to chyba jednak częściej pija się ją dla sportu niż dla smaku 😉
Jak by kto chciał se przeczytać, co się dzisiaj u mnie działo, to zapraszam do szkiców…
Oj. Tym bardziej czekam na „Codziennik”. :-/
Teraz wszystko w rękach Poczty Polskiej.
No i nic nie poradzę, ale Shrek mi się włącza: „Ja nie jestem jakimś posłańcem, tylko DORĘCZYCIELEM.”

Widzę, że rzucanie cytatami do celu się udziela?
Lubię intelektualne rozrywki.
Skoro dziś jest dobry dzień do buziaków, to i do postawienia:

Najzabawniejsze jest to, że jak twierdzi moja znajoma z tamtych okolic, zdecydowana większość produkcji opiera się o chiński koncentrat śliwkowy – w każdym razie to, co przywoziła od swojaków dawało się po smaku odróżnić od sklepowej Łąckiej.
O, i imprezka się rozkręca 😀
No to łykniem zdrowie Solenizanta
Bożenko, ale tym, co na zdjęciu???
A będziemy śpiewać?
Jasne! Śpiewajcie!
Nie próbowałam, ale mogę zaryzykować
A co chcesz śpiewać, Jo? „Góralu czy ci nie żal”?
Nie – ja aktualnie ćwiczę piosenkę francuską. W tej chwili kończę Mamy Blue i przechodzę do Viens, Viens.
Więc zaśpiewaj
Tylko, chorobcia, wklejać nie umiem tutaj…
Już się robi…
Marie Laforet :)) Przepiękne :)))Podrzuć :))
Jo, łap gołąbka! Już do Ciebie leci…
Idę spać, bo w głowie mi szumi. Chyba za dużo wypiłam
To ja lecę Dalidą. A potem Adamo.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/raZoPxmHYrA
Spróbuj jeszcze raz, klikaj na wąski link.
Nie wiem czy zauważyliście, dzień coraz krótszy, Wielkanoc tuż, tuż :)))
Wielkanoc, wielkanocą, a teraz śpiewamy: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=OQKSU6j1-8U
Nie martwcie się – do jutra mi przejdzie i znowu będę nudziarą. I coś Wam napiszę 😀
Ale się impra rozkręciła. A ja musiałem byłem na dłuższą chwilę odejść!
No to ja nadobranockam.
Skoro taka impreza tu była, to ja też biesiadnie, ale nie tak od razu „Pije Kuba do Jakuba”, czy cuś. Owszem, Maryla, ale spokojna, w sumie refleksyjna i oooczywista z tekstem Osieckiej.
Snów o leżeniu pod gruszą, na dowolnie wybranym boku.
Oj no OSIECKA. Nic więcej nie trzeba. Genialna ciotka była.
Sensu stricto czy sensu largo?
Że genialna, czy że ciotka?
Że genialna, to można dyskutować, chodzi, czy ciotka? I jaka ciotka? Ciotka rzeczywista, przyszywana czy korespondencyjna???
Powinowata.
Oj ale cię proszę – teksty pisała dobre.
Teksty pisała dobre, z genialnym wyczuciem nastrojów i potrzeb tzw. społeczeństwa, co nie znaczy, że genialne same w sobie. Co też oczywiście zależy od definicji genialności. Dla mnie, epigońskiego wyznawcy zapyziałego strukturalizmu, po poznańsku podlanego odrobiną poetyki odbioru, do genialności brakuje tym tekstom rozbudowanych metafor. Inna sprawa, że teksty z rozbudowanymi metaforami nie nadają się do wykonywania w formie piosenek… więc tak, jako teksty piosenek są genialne.
Dokładnie to miałam na myśli 🙂
To co? idziem brać przykład z pani Marylki?
Dobranoc!
Spokojnej! Ja za chwilkę też się pożegnam…
Czas najwyższy. Jutro apel poranny o świcie… te ptaszki za oknem…
Słuchajcie – 300 komentarzy. Nie czas na nowe pięterko? Ja mam lęk wysokości…
Dobranoc zatem!
Dzień dobry




Ale imprezka była
Aż żal, że musiałam do pracy
Przejrzę butelki, może coś zostało i dla mnie na dobry sen
Zdrowie Uktartka po raz pierwszy
Mam nadzieję, że Ukratek coś napisze o tych swoich wojażach, bo pięterko nieprzyzwoicie długie. Od tego latania palce bolą
… chociaż raz nie nogi… 
Idę spać wcześnie, bo wczoraj padłam przy komputerze i obudziłam się ok. 2 nad ranem z boląca szyją. Kto to widział spać na siedząco?!!!
Pewnie już bym spała, ale jutro w miarę wcześnie wracam z pracy, to zaplanowałam na obiad kartacze
Już mam przygotowane (ugotowane) mięsko i ziemniaki. Czyli połowa roboty (no może mniej niż połowa) zrobiona
Chłopcy już się cieszą 
Małżonek włączył telewizornię… W tym roku czerwiec był najbardziej mokry od 120 lat
A tak zimno nie było od 3 dekad… To znaczy… zimno to kwestia gustu. Jak jest tak w granicach 20C, to trudno to nazwać zimnem
A do tych upałów po 40C, to jakoś dziwnie nie tęsknię
Tak jak jest, jest OK. Tylko żeby mniej padało…
Dzień dobry
Kto się zlituje nad koliberkiem i dobuduje pięterko?
Witajcie!
Zamierzam opowiedzieć o Berlinie, ale nie wcześniej niż wieczorem – i to nie wiem, czy się wyrobię. Tak więc, gdyby ktoś miał coś innego, to bardzo proszę – Berlin nie ucieknie 😉
Dzień dobry!
Tak mi się nad ranem skojarzyło odnośnie własnych postanowień życiowych….
To może teraz dobudujesz pięterko? Bo ja tylko – Waligórski…
Weny nie mam…
Nad ranem, bo wiecie – te upiorne ptaszki za oknem… Kot dzisiaj chyba nocował poza domem i nikt niczego nie zrzucał, ani nie miauczał pod drzwiami, ale ptaszki za wygraną nie dały.

Więc nie ma wyboru, będzie Waligórski.
Daj Waligórskiego. Mnie też nogi bolą od tego latania po schodach.
Dzień dobry, dzisiaj niestety w przelocie, ponieważ mam całodzienne wyjście – odrywają mnie granatem od komputera i wołami wyciągają dalej.
Jak będę mógł, to się zgłoszę.
Ale najsampierw kawusia!!!

Więc bierzcie kawusię i przyjdźcie piętro wyżej.
Zapraszam.
Na szczęście nisko, to się nie wyleje
Przyłączam się do kawy i idę z nią na pięterko
