« Osiemnastka Kettle Moraine cz.2 »

Kaczki Maksia.

Nie dam rady dziś skończyć swojej drugiej części opowieści z wyjazdu, to postanowiłam zrobić z Maksiowych zdjęć oddzielny wpis. Są faktycznie ciekawe. Nie wiem, ale wydaje mi się, że i kaczorki krzyżówek są jakoś inaczej ubarwione… może dlatego, że młode? Z resztą zobaczcie sami…

Ciekawa jestem jakie kolorki będą miały te wszystkie kaczorki i kaczki po osiągnięciu dojrzałości. Czy zachowają swoje inne barwy? Nie mam pojęcia. Mogę jedynie dodać, że te wszystkie mieszanki kaczek krzyżówek z innymi kaczkowatymi nazywają się „sołtys” i jak mi powiedzieli w grupie „Ptaki” mieszanki te mają różne kolorki i wzorki. Wszystko jest tam możliwe 😀
Można tylko pogratulować Maksiowi spostrzegawczości i podziękować za udostępnienie zdjęć 🙂

151 komentarzy

  1. miral59 pisze:

    Wpis nie jest długi, ale moim zdaniem ciekawy.
    Dzięki Maksiu za piękne zdjęcia Buziak zkwiatkiem

  2. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Rzeczywiście, zdjęcia ciekawe. Szczególnie ta żółtawa kaczka. Ale mnie zaciekawiło coś jeszcze… miejsce gdzie je zrobiono, do złudzenia przypomina mi park nad Maltą. Taki sam mostek, wierzby ścieżki i tu też zawsze są kaczki…

  3. miral59 pisze:

    Jeszcze dla uzupełnienia dodam, że wrony na zdjęciach, to wrony siwe.

    • Bożena pisze:

      A są inne? Bo ja chyba tylko takie widuję.

      • Max pisze:

        Dzień dobry :- Ale prezent od Miralki ! Mam swoje kaczki ! Dziękuję , obiecuję , że będę dbał o nie ,zwłaszcza zimą . Park Moczydło, w dzielnicy warszawskiej Koło , jest uroczym zakątkiem na osi miasta Wschód- Zachód . Wjazd z Poznania do Warszawy rozpoczyna się niską zabudową parterową , następnie mamy kolejno : Cmentarz katolicki , Cmentarz prawosławny , Park Wolski , mały stadion Olimpijka , Park Moczydło , Lasek na Kole ,Powązki i dalej już Wisła , a za Wisłą Cmentarz Bródnowski ,a jeszcze dalej – Syberia ! (żartuję)…. W Parku Moczydło ,są połaczone ze sobą przepustami cztery stawy ,o powierzchni łącznej ok. 4 hektarów .Elementem szczególnym Parku , jest górka usypana z gruzów powojennej Warszawy . Był tam nawet wyciąg narciarski , obecnie zlikwidowany , ale są ławeczki do odpoczynku i cały Park ładnie utrzymany , czysty , zachęcający do spacerów i podglądania przyrody .Bezcenne w dużym mieście . Amazed

        • Quackie pisze:

          O, to jeszcze jedno miejsce do odwiedzenia, gdybym kiedyś był w stolicy.

          • Max pisze:

            Dzielnica Koło ,była peryferyjną dzielnicą Warszawy .Tu odbywały się zjazdy polskiej szlachty , stąd główna ulica – to ulica Obozowa . W tym roku planowany jest generalny remont tej arterii , z czego nie wszyscy są zadowoleni . Na specjalnym zebraniu mieszkańców z władzami Dzielnicy doszło do bijatyki i póki co projekt jest zawieszony . Warszawę zawsze warto odwiedzić , bo faktycznie , dzieją się tu ciekawe wydarzenia i ciągle powstaje coś nowego , które jednym się podoba – innym nie bardzo . Jak zwykle , kwestia gustu . Zapraszam Amazed

        • miral59 pisze:

          Masz rację Maksiu. Takie miejsca w dużych miastach są bezcenne. Zwierzątka (przynajmniej te drobne) i ptaszki mają azyl i mogą tam mieszkać. Często zapomina się jak konieczna jest zieleń w naszym otoczeniu. nie tylko ze względu na pierzaste Wink Patrząc na zielone listki i trawę wzmacniamy nasz wzrok, oczy odpoczywają. To dobre dla osób, które dużo czytają, czy pracują przy komputerze… Happy-Grin

      • miral59 pisze:

        Są jeszcze czarnowrony i coś tam jeszcze, ale nie sprawdzałam Wink Delighted Te wrony są chyba najpopularniejsze…

  4. Jo. pisze:

    Dzień dobry. Znaczy – mam nadzieję. Bo po przedwczorajszych niespodziankach ze szkołą Kuby, dziś jest spotkanie w potencjalnej szkole BlueBlue. Jak i tam coś, wybaczcie słownictwo, pierdyknie – to następny komentarz będę pisać ze szpitala. Albo aresztu.

  5. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Kaczka może i mieszana, ale z wyglądu prześliczna, to złotawe upierzenie wygląda wśród „normalnych” krzyżówek jak bursztyn wśród kamyków na plaży.

    A ja dzisiaj się zajmuję czymś, co bywa u moich Rodziców określane jako debourdelisement, czyli inaczej sprzątanie. Co oznacza, że będę na Wyspie praktycznie przez cały czas, jeno z przerwami.

    Z innej beczki: Najjunior miał wczoraj bal gimnazjalny (znaczy ten na zakończenie) i dzisiaj jest wykończony. Nie, nie chodzi o kaca, na szczęście/ Jeszcze nie. Wink1

  6. Quackie pisze:

    Aha, zapomniałbym – wczoraj były urodziny Paula McCartneya. Z tej okazji na dobry dzień – „Say say say”. Z Lindą i Michaelem Jacksonem.

  7. Quackie pisze:

    No to bierę się za robotę

    Tired

  8. Quackie pisze:

    No to się jeszcze pochwalę, bo właśnie pojawiły się wyniki egzaminu gimnazjalnego Najjuniora:

    poziom podstawowy język angielski 100%
    poziom rozszerzony język angielski 95%
    część humanistyczna – historia i wos 94%
    część humanistyczna – język polski 81%
    część matematyczno-przyrodnicza – matematyka 97%
    część matematyczno-przyrodnicza – przedm. przyrodnicze 96%

    Pleasure

    • Bożena pisze:

      Moje najszczersze gratulacje Brawo! Ale czy mogło być inaczej przy takich Rodzicach? Delighted

      • Quackie pisze:

        Tu są dwie możliwości interpretacji: jedna zakłada, że rodzice zdolni, a te predyspozycje się dziedziczy, a druga – że rodzice cały czas stoją nad głową, mędzą i zmuszają dziecko do nauki, co przynosi wymierne efekty.

        Wink1

        • Bożena pisze:

          Jest jeszcze trzecia możliwość, połączenie tych dwóch możliwości. Jeśli dziecko zdolne dziedzicznie, przypilnowane i ma odpowiednie warunki do nauki, nie może mieć złych ocen. Happy

          • Quackie pisze:

            Ja bym powiedział, że to sukces, bo dziecko zdolne z pierwszego powodu jest również zdolne do niewyobrażalnych wysiłków, żeby się tylko wykręcić od pilnowania Worry

            • Bożena pisze:

              Oczywiście, że sukces! Mogłoby być na przykład patentowanym leniem i nie chcieć się uczyć, ale tu się kłania Wasz sukces wychowawczy. Tego też Wam gratuluję Approve

              • Quackie pisze:

                A dziękuję, dziękuję, chociaż biorąc pod uwagę takie codzienne wychowywanie, to perspektywy sukcesu – w sensie może bardziej wychowawczym, mniej naukowym – są raczej marne. Dobrze, że chociaż po części sam się różnymi rzeczami interesuje.

                • Jo. pisze:

                  🙂

                • Jo. pisze:

                  Fajnie jest mieć dzieci z zainteresowaniami – chyba, że usiłują wysadzić chałupę w powietrze 😉 Najgorzej, jak żadnych zainteresowań niet i potomek siedzi i się nudzi.

                  Dzisiaj mieliśmy taką fajną rozmowę z panią psycholog w nowej szkole:
                  – Porozmawiałam sobie z Jasiem o jego zainteresowaniach.
                  – Znaczy POZA lego i star warsem? To też bym chciała posłuchać!

                  ROTFL

    • Jo. pisze:

      Bardzo ładne te wyniki 🙂
      Gratulacje!

    • miral59 pisze:

      Brawo Najjunior!!! Rodzicom gratulacje Brawo! Congratulations
      Nie ma dwóch zdań, wiadomo po kim dzieci dziedziczą nie tylko zdolności, ale i chęć poszerzania wiedzy Happy Wyniki tego dziedziczenia widzimy… Happy-Grin

    • Bee (zetka) pisze:

      Gratulacje 🙂
      Acz tak mi się skojarzyło… mąż opowiadał, że gdy swego czasu przyniósł z języka obcego 5 na świadectwie, a z polskiego 3, to dostał porządne lanie…

      Inna sprawa, że wtedy był to (nie do końca popularny) rosyjski Overjoy

  9. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Delighted Kwaku, zmuszasz mnie do powtarzania, że masz dzieci po championach 🙂 Serdecznie Gratuluję Najjuniorowi i Rodzicom też. Brawo! Tak trzymać ! 🙂

  10. Wiedźma pisze:

    Ciągle jeszcze ” mieszkam ” z Jo….zostało mi 60 stron. Ale słow mi brakuje.

  11. Jo. pisze:

    Piszę oddzielnie, bo mi się drzewko pogubiło.

    Z grubsza jest tak: obaj moi panowie kończą w tym roku szkoły. I znalezienie następnych jest nieco hardcorowe. Ja to opiszę, słowo, ale za chwilę, bo pointa mi potrzebna, a scenariusz nie mój, tylko życie pisze.
    Dla BlueBlue znalazłam szkołę prywatną, gimnazjum, ale to było niby to łatwiejsze, bo dziecko z ZA. Ze starszym jest nieco trudniej, bo wymyślił sobie iść do liceum, a generalnie system nie przewiduje autysty z normą intelektualną. No i szkoła (obecna) Jakuba zasadniczo wymyśliła sobie inną koncepcję. W związku z tym rzuca nam kłody pod nogi i inne takie. Ja po prostu zwariuję…

    Dzisiaj mieliśmy spotkanie z panią psycholog w gimnazjum Jaśka, ale okazało się bezproblemowe i informacyjne, więc chwilowo mogę odetchnąć z ulgą. Od poniedziałku bierzemy się za dalszą walkę o liceum dla Jakuba, bo skoro on CHCE się dalej uczyć, to nie widzę powodu, żeby niewydolność polskiego systemu edukacji miała mu przeszkodzić w realizacji marzeń.

    Ale mówię Wam – trzeba mieć niezłe samozaparcie, żeby być rodzicem autysty… Na różnych płaszczyznach.

    • Quackie pisze:

      Znajomy ma syna (młodsze dziecko, bo jest jeszcze starsze, córka) z dość ostrymi objawami. Z tego, co opowiada, czasem włosy dęba stają. Najgorszy zaś jest brak kontaktu z autonomiczną jednostką, zachowującą się po swojemu, całkowicie w oderwaniu od większości norm społecznych.

      • Jo. pisze:

        No… Jakbym sama widziała… Słyszała… I tak dalej…
        Tylko wiesz – my mamy wieloletnią praktykę. Przywykliśmy. No i każdy autysta jest inny. W myśl najświętszej maksymy: Jeśli poznałeś jednego autystę – to poznałeś jednego autystę. Amen.

    • miral59 pisze:

      W sumie to niewiele wiem na temat dzieci autystycznych. W zasadzie nie miałam z nimi kontaktu i nie interesowałam się tym aż tak bardzo.
      Myślę, że bardzo trudno jest walczyć z błędnym systemem… ciężko jest przebić się przez mur głupoty ludzkiej…
      Trzymam kciuki, Jo, żeby Ci się udało załatwić wszystko z jak najmniejszą szkodą dla Twojego systemu nerwowego I-Wish Misio
      Wiem jak potrafi wykończyć nerwowo takie przebijanie się przez biurokrację i brak zrozumienia… Powodzenia!!!

      • Jo. pisze:

        Cały dowcip polega na tym, że my próbujemy żyć na tyle normalnie, na ile to możliwe. Zresztą książka też była nie-o-autyzmie, chociaż ten autyzm wyłaził z każdej dziury, cham bezczelny. Ale rzecz w tym, że ostatnią rzeczą, jaką przez lata bym robiła, jest filtrowanie wszystkiego przez autyzm. A tu sami widzicie – no nie da się. Po prostu się nie da. Bo nieużywanie tego słowa na A sprawia, że ludzie, którzy nas nie znają, po prostu nie są w stanie zrozumieć tych dziwnych zależności. Sama bym nie była. I tak można sobie zakładać życiowo.

        • miral59 pisze:

          Muszę Ci powiedzieć, że miałam w Polsce sąsiadkę, która miała dziecko z dziecięcym porażeniem mózgowym. Inne dzieci często dokuczały Małgosi i jej matka czasami siedziała przed blokiem, żeby inne dzieci nie zrobiły córce krzywdy. Słyszałam jak kiedyś skarżyła się innej sąsiadce, że ci ze zdrowymi dziećmi nawet nie zdają sobie sprawy ile trudu kosztowało nauczenia Małgosi zwykłego chodzenia. Ile w każdym jej kroku, ruchu jest wylanego potu, łez i zwątpienia. Widziałam też, że często rodzice nie reagowali, gdy ich dzieci popychały, czy wyśmiewały się z Małgosi. A to głównie ich, rodziców, wina. Swoim dzieciom tłumaczyłam, że to że Małgosia nie umie złapać piłki, to nie dlatego, że jest głupia, ale chora. Najpierw poczytałam o tej chorobie, żeby móc dzieciom dokładnie to wytłumaczyć. Pomogło, bo nigdy nie spotkałam się z żadną agresją swoich dzieci w stosunku do Małgosi… Czy inni nie mogliby zrobić podobnie? Wiem, że to nie to samo co autyzm, ale chyba brak jest w nas wiedzy na temat różnych chorób i przez to nie ma zrozumienia wśród ludzi dla takich osób…

          • miral59 pisze:

            Mogę jeszcze dodać, że tutaj też mam u sąsiadów dziewczynkę z dziecięcym porażeniem mózgowym (chyba). Tylko jej rodzice (Meksykanie) są jacyś głupi. Trzymali bardzo długo to dziecko w domu. Przyjeżdżał po nią specjalny autobus szkolny, a matka prowadzała tą córkę na parking po krzywym chodniku z tyłu domu. Rozglądała się przy tym na boki, czy ktoś to widzi. Najnormalniej w świecie wstydzili się tego dziecka Disapproval A przecież to nie jest zabawka kupiona w sklepie, gdzie możesz sobie wybrać co ci pasuje. Takie się dziecko urodziło i koniec. Kiedyś nie wytrzymałam i powiedziałam siostrze tej chorej dziewczynki parę słów do słuchu (matka nie mówi w ogóle po angielsku). Powiedziałam, że nie rozumiem czemu narażają to dziecko na jakiś uraz, skoro od frontu jest szeroki, wygodny i prosty chodnik. Przecież o wiele łatwiej jest tędy iść!!! I bezpieczniej, szczególnie zimą. Chyba podziałało, bo zaczęła chodzić od frontu. Najpierw nieśmiało, a teraz nawet czasami spaceruje w tą i z powrotem. Tylko tak temu dziecku wpoili, że jest kimś gorszym, że ucieka jak tylko ktoś się pojawi. To znaczy… „ucieka” to za dużo powiedziane, bo ledwie chodzi… ale wyraźnie przyśpiesza. Głupi rodzice zrobili tylko dziecku krzywdę… Angry

            • Jo. pisze:

              Właśnie. Ale może ja nie jestem normalna? Bo ja nigdy nie wstydziłam się chłopaków, nie robiłam nigdzie jakiegoś olabogarety, w żadną zresztą stronę. Nie czułam się „winna” – co też widziałam w kilku przypadkach. Ja mam za sobą szkołę specjalną dla autystów – to, co tam widziałam… No WSZYSTKO, co można sobie wyobrazić. W każdym razie moi panowie mają z lekka przerąbane, bo ja ich traktuję jak zdrowe dzieci, to znaczy: wymagam. I często opierdziel dostawałam od babć i cioć, bo nie pozwalałam wyręczać. I chodzić za dzieckiem z miską zupy. Oczywiście mam świadomość tego, co jest poza ich zasięgiem, ale całej reszty wymagam, jak od zdrowych nastolatków. Bo ja jestem egoistka życiowa.
              Oj można o tym kolejną książkę napisać, tylko kto by to czytał 😀

              • miral59 pisze:

                Ja bym czytała, Jo Pleasure Możesz być tego pewna.
                Pisząc o winie rodziców, miałam na myśli rodziców dzieci, które dokuczały Małgosi, a nie jej biologicznych rodziców. Oczywiście, że rodzice nie są winni, że ich dziecko urodziło się chore!!!
                Uważam, że to Ty jesteś normalna. Chodziłaś do szkoły i uczyłaś się jak postępować. Na pewno nie nauczyli wszystkiego. Pamiętam jak na studiach, na zajęciach z psychologi, docencik tłumaczył nam, że nie ma dwóch jednakowych osób. Ani fizycznie, ani psychicznie. Każdy jest indywidualnością i do każdego można inaczej trafić. Nie ma recepty na rozwój, ani wychowanie i dopiero po latach się okazuje jaka była nasza metoda… dobra czy zła.
                Wydaje mi się też, że przyjęłaś dobrą metodę, nie wyręczając chłopców we wszystkim. Oni muszą uczyć się samodzielności. Oczywiście w zakresie ich możliwości…
                Nie lubię prawić komplementów, ale uważam, że nie tylko nie jesteś egoistką życiową, ale masz w sobie wiele empatii, ciepła i zrozumienia. I chociaż czuję się z tym głupio, muszę Ci powiedzieć, że Cię podziwiam. Serducho

          • Jo. pisze:

            To samo. Brak przynajmniej próby zrozumienia, że ludzie są różni. No ale czego się spodziewać, jeśli ci inni nie funkcjonują w przestrzeni publicznej? Gdyby w normalnych szkołach były niepełnosprawne dzieci i odpowiedni program integracyjny, wyglądałoby to zapewne inaczej.

            • Tetryk56 pisze:

              Cóż, z problemem autyzmu zetknąłem się pierwszy raz chyba dopiero oglądając „Rain man”-a…

              • Jo. pisze:

                Jest świetny! Dla mnie to absolutne mistrzostwo. Tak wielkie, że nie jestem w stanie go oglądać, odkąd sama mam autystyczne dziecko. I to też był mój pierwszy kontakt z autyzmem.

            • miral59 pisze:

              Ale w tutejszych szkołach uczą się dzieci niepełnosprawne razem ze zdrowymi i jest program integracyjny. Kiedyś z moją córką chodził na lekcje śpiewu chłopak z zespołem Downa. To były prywatne lekcje śpiewu. Na zakończenie semestru był koncert tej młodzieży. Chłopak fałszował co nieco, ale od widowni dostał brawa na stojąco. Tyle było zapału, ekspresji i uczucia w tym śpiewie, że miałam łzy w oczach. Robił to co kochał i to wydaje mi się najważniejsze. Parę lat później widziałam go pracującego w wielkim sklepie. Uśmiechnęłam się do niego i powiedziałam, że pamiętam go ze sceny. Trudno mi opisać jego radość… Happy Nie zawsze w życiu robimy to co kochamy, ale takie wspomnienia pomagają przetrwać Pleasure

    • Bee (zetka) pisze:

      ych… my zaczynamy tę drogę, ale z każdym rokiem opór materii (szkolnej) rośnie…

      Za to jakie barwne dzienniczki Wink już 4 w tym roku (szkolnym)

  12. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ranek spędziłem na szkoleniu z systemu komputerowego który jeszcze nie działa, ale do szkoleń dopłaca UE – był więc nawet całkiem niezły obiad. To był powód nieprzywitania się z rana!
    Gratuluję NajJuniorowi, świadectwo zaprawdę imponujące OkOk

    • Jo. pisze:

      Fajne są szkolenia z czegoś, co nie działa Happy-Grin

      • Tetryk56 pisze:

        Rozwijają wyobraźnię! Who-s-the-man

      • Bożena pisze:

        Ale będzie działać Wink1

      • Tetryk56 pisze:

        W szkoleniu to pół biedy! Gorzej, jak takie coś wpół-działające wchodzi do eksploatacji! To dopiero rozwija wyobraźnię! Weary

        • Bee (zetka) pisze:

          ROTFL

        • miral59 pisze:

          Hihihi! Ale chyba kosztuje też sporo nerwów. Weary
          Brat mi opowiadał jak im wprowadzili nowy system komputerowy do prowadzenia zapisków. On pracuje w pogotowiu gazowy jako dyżurny operator. Przed wprowadzeniem mieli szkolenie. Nie wiem kto wysłał tą kobietę jako szkoleniowca, ale stare wygi zagonili ją w kozi róg. Na dokładkę na pokazie możliwości nowego systemu to uparte „stworzenie” za groma nie chciało działać Overjoy Oczywiście chłopy chciały wiedzieć co mają zrobić, jeśli im ten system tak się zatnie w czasie pracy? Biedna instruktorka nie wiedziała Delighted Po wprowadzeniu brat klął na czym świat stoi te „ulepszenia”, bo zajmowało to dwa razy tyle czasu niż w starym systemie. Jak to stwierdził, trzeba chyba zatrudnić dodatkowe osoby, które zajmowałyby się tylko tym wpisywaniem, bo on na te duperele bardzo często nie ma czasu, a po godzinach nie ma zamiaru siedzieć Weary No cóż… takie życie Weary Nie zawsze nowe jest lepsze…

  13. miral59 pisze:

    Dzień dobry Wyspiarze Happy-Grin

  14. Bożena pisze:

    A ja znów musiałam się schować, idzie wielka, ciemna chmura. Ciekawe, ulewa czy burza? Thinking Może być też, że z dużej chmury… Wink1

    • miral59 pisze:

      U mnie na razie słoneczko, ale nie wiem jak długo Weary Ta wiosna jest niesamowicie mokra. Praktycznie codziennie deszcz, temperatura skacze jak zwariowana i to jest chłodno,to gorąco. Nigdy nie wiadomo jak się ubrać. Na stałe położyłam w samochodzie bluzę, bo albo się topię z gorąca, albo zęby mi z zimna dzwonią. Niechby się już natura zdecydowała jaka to właściwie pora roku Disapproval Według kalendarza czas na lato Happy-Grin

  15. miral59 pisze:

    Zbieram zadek, bo czas mi już jechać. Ale tak się nie chce, że aż strach Amazed
    Do popotem sad-bye

  16. Bee (zetka) pisze:

    Mnie ciekawi ten sołtys – dlaczego?! Bo łączy „inne parafie”? Happy-Grin

    A tak prawie w temacie – z kaczek niezłe… tancerki? Happy-Grin

  17. miral59 pisze:

    Dziś pojechałam specjalnie do banku zrobić wpłatę. Przed drzwiami banku zorientowałam się, że nie wzięłam ani czeków, ani gotówki. Musiałam wrócić do domu po kopertę Brutal
    Normalnie i formalnie jakaś taka zakręcona jestem I-see-stars
    Aż strach z domu wychodzić, bo nie wiadomo co jeszcze nakręcę Wink Overjoy

    • korab1 pisze:

      DobryWieczór Wyspiarzom :)) Nie przejmuj się Mirelko, ja dzisiaj wracając do domu z nad Bałtyku, znowu się pogubiłem w Strykowie na zjeździe z autostrady. W ubiegłym roku zamiast na Katowice pojechałem na Konin, dzisiaj skręciłem na Warszawę nadrabiając dodatkowo około 50 kilometrów. Niemniej korzyścią dodatkową było to, że po raz pierwszy w życiu zobaczyłem Brzeziny i Koluszki :)))

      • Bożena pisze:

        Ponoć podróże kształcą? Wink Witaj w domu, Stateczku 🙂 Ja jeszcze dwa dni 😉

      • Quackie pisze:

        Och, podróżowaliśmy jakiś czas temu w odwrotnym kierunku, od strony Kielc, próbując ominąć remontowany most w Sulejowie (lub gdzieś w pobliżu), po czym okazało się, że w połowie tych miejscowości (Opoczno, Brzeziny etc.) RÓWNIEŻ są remonty, oddalające nas za każdym razem os Strykowa i A1. Cośmy się naklęli – ale i kawał Polski zwiedzili – to nasze.

        • miral59 pisze:

          To chyba wszyscy z tym jeżdżeniem mieli kłopoty Overjoy
          Ja kiedyś jadąc do Elgin minęłam zjazd z autostrady i musiałam skorzystać z następnego, a potem pojechałam w odwrotnym kierunku niż potrzeba. Wylądowałam w St. Charles, 10 mil za Elgin Overjoy Zajechałam na stację benzynową i zapytałam czy mają mapy w sprzedaży, bo zgubiłam drogę i nie mam pojęcia gdzie jestem. Dowiedziałam się gdzie jestem i palcem mi pokazali w którym kierunku mam jechać… właśnie stamtąd przyjechałam Overjoy Wróciłam tą samą drogą i znalazłam się na krzyżowaniu 31 (State St.) i Kimball, a stamtąd to już trafiłam bez problemu Happy Fakt, że miałam wytłumaczenie. Gdy rano zajechałam po wspólniczkę, stałyśmy i kopciłyśmy przed jazdą (w samochodzie nie palę), z sąsiedniej ulicy wyszedł zupełni goły facet i szedł w naszym kierunku. Miał na głowie kapelusz i to było jego jedyne ubranie. Do butów nie doszłam, bo wzrok zatrzymał się w środku jego ciała, zupełnie pozbawionym owłosienia Wink Rzuciłyśmy niedopalone papierosy i w tempie ekspresowym wskoczyły do samochodu. Ruszałam z piskiem opon. Dziś śmieję się z tej paniki, bo co jeden facet mógł zrobić dwóm babom Happy-Grin Może jakbym dłużej się przyglądała, to bym dziś wiedziała… miał te buty, czy nie? Wink Delighted Overjoy

          • Quackie pisze:

            Takich przeżyć to nie miałem, żeby człowiek pci dowolnej tylko w kapeluszu (i być może butach) wyszedł w pobliżu. Tylko zwierzęta, sarny albo dziki. Aha, no i raz w Bydgoszczy tuż nad wylotówką na Konin – może 10 czy 12 metrów nad jezdnią – podchodził do lądowania Mig-29, a to kawał samolotu. Widzieliśmy go doskonale przed sobą, na szczęście nie nad nami, a z przodu.

            Natomiast zabłądzenie (=przegapienie zjazdu) na autostradzie jest jednak boleśniejsze niż na zwykłej drodze – więcej trzeba nadrobić, żeby wrócić, bo zjazdy zazwyczaj są jednak rzadziej rozmieszczone niż na zwykłej drodze. A wtedy się wściekliśmy, bo co próbowaliśmy skręcić na zachód w kierunku Łodzi/ Strykowa, to po chwili się okazywało – nie, roboty, droga zamknięta, objazd, zasuwaj na północ albo południe, żeby objechać, i drogi nadkładaj.

          • Tetryk56 pisze:

            Kiedyś, w sobotni listopadowy poranek – akurat były pierwsze przymrozki – czekając na coś w samochodzie zobaczyłem dwóch panów, wracających najwyraźniej z udanej imprezy. Buty owszem mieli obaj, ale poza tym tylko jeden ferszalunek na spółkę: jeden świecił gołym torsem nad portkami, a drugi wręcz przeciwnie…
            Szli sobie bez pośpiechu, w zasadzie w centrum miasta Overjoy

  18. Wiedźma pisze:

    Dobry wieczór ! Delighted Jo, napisałam co sądzę o Twojej książce, ale i tu powtórzę : „że warto z różnych powodów”.

    • Wiedźma pisze:

      … nie odnosząc się do przecież bardzo osobistej treści – piszesz żywo, zajmująco i przejmująco . Poproszę o ciąg dalszy! Please

    • Jo. pisze:

      Dzień dobry wieczór.

      Bardzo uprzejmie dziękuję, mając nadzieję, że jednym z tych powodów nie jest szukanie obiektu do voodoo 😀

      A widzisz – żadne wydawnictwo nie było zainteresowane… Ech – ciężkie jest życie pisarza na dorobku…

      A poważnie – miło mi. I chyba odpuszczę moim chłopakom dzisiaj z tej okazji i zniosę im szlaban na kompa 😀

      • miral59 pisze:

        Chyba się nie doczekam tej książki. Co ktoś ją przeczyta, jest zauroczony. Też bym chciała poczytać Pleasure Tym bardziej, że już kolejna osoba pisze, że warto Happy

      • Wiedźma pisze:

        Jo, ponieważ nie jesteś grafomanką, więc pamiętaj o godziwym zarobku za swoją pracę. Na wydawnictwach się nie znam,. ale co i rusz wydają jakieś bzdety w rodzaju pięćdziesięciu twarzy kogoś tam i same ochy i achy lecą ./
        Oraz kasa. Niestety. Crazy
        Swoją drogą wrobiłam w czytanie tego Greya mojego, powiedziałabym , nobliwego znajomka. Nie wiem kto ma większą uciechę, pan czytając, czy ja odpytując z wrażeń Happy-Grin

        • Wiedźma pisze:

          Bo ja odpadłam po pierwszym tomie. Ustaliłam z moją siostrzenicą, że to jest płaskie i, niestety nudne. Worry

        • Quackie pisze:

          Co do godziwego zarobku, podpisuję się wszystkimi kończynami, którymi potrafię!

          • Tetryk56 pisze:

            W związku z powyższym możliwe są dwa wyjścia:
            1. Przekazywanie autorce całości ceny książki (jako że od wydawnictwa dostanie mizerny ułamek), po ustaleniu cichcem konta
            2. Potraktowanie egzemplarzy jak wkład w utrzymanie Wyspy

            • Quackie pisze:

              Bezczelnie nadmienię, że w moim przypadku w grę wchodzi jeszcze wyjście nr 3 – barter.

            • Jo. pisze:

              Powiem tak: wydawnictwa nie były zainteresowane, niektóre nawet dość błyskawicznie, podejrzewam, że nawet nikt do książki nie zajrzał, bo odpowiedź przyszła po 40 godzinach od wysłania.
              Książkę dostałam w prezencie od męża, na urodziny, wydaną na koszt własny. Tyle, że wydrukował trochę za dużo egzemplarzy… Powiedzmy, że promocyjnych z konieczności, bo nie mam prawa ich sprzedać. Prawo ma Sowa, czyli Wyczerpane.pl i oni mają jakąś dystrybucję. W empik.com, merlinie i jeszcze gdzieś. Podobno, bo póki co nie odzywają się z pytaniem, na jakie konto mi wysłać apanaże 😀
              Gdzieś tam jeszcze książka byłą wysyłana, na jakieś konkursy itd, ale bez odzewu.
              Postanowiłam zatem pisać dalej, dla własnej przyjemności, hobbystycznie i dla zabicia czasu, bo cholery można z nudów dostać siedząc w domu.

              No to tak w skrócie.

              • Wiedźma pisze:

                No to serdecznie żałuję.że zapłaciłąm empikowi, który w dodatku kazał mi długo czekać. I wcale nie musiałaby by to ” sprzedaż”… Wink

                • Jo. pisze:

                  Drugą dostaniesz w prezencie 🙂

                • miral59 pisze:

                  To ja też żałuję, że zmówiłam u brata. Myślałam, że w ten sposób przyczynię się do powiększenia Twoich zarobków, Jo. Bo nie chciałam, żebyś była stratna. Szkoda, że nie napisałaś tego wcześniej. Nie zamawialibyśmy w empikach czy gdziekolwiek, a u Ciebie Pleasure Zawsze można by było ustalić system rozliczeń. Tak żebyś oficjalnie nie sprzedawała tej książki, skoro Ci nie wolno, ale żebyś też nie ponosiła strat. Popieram zdanie moich przedmówców. Nie powinnaś rozdawać książki zupełnie za darmo. To Twoja praca, może traktowana jako dodatkowa, ale zawsze włożyłaś w to sporo trudu.
                  Ps. Rano zadzwonię do brata i zapytam, czy już zamówił. Jeśli nie, pomyślimy jak to załatwić inaczej. Pleasure Co mam dawać zarobić darmozjadom Wink

                • Bożena pisze:

                  A ja mam problem z Twoim adresem, Jo. U mnie ta poczta nie działa, nie wiem dlaczego. Po przeczytaniu powyższych wpisów, też bym chciała dostać od Ciebie tę książkę, ale cichaczem też numer Twojego konta, na które mogłabym przelać pieniążki żebyś nie była stratna. Please

                • Jo. pisze:

                  🙂
                  Nie wiem, dlaczego są problemy z pocztą. Adres jest OK, maile do mnie przychodzą. Być może nie działa jako link i trzeba go po prostu wpisać do maila? Nie mam innego pomysłu…
                  Mistrzu T – pomocy!

                • Bożena pisze:

                  Napisałam, doszedł?

  19. miral59 pisze:

    Wracam do moich zdjęć Tired Zdecydowanie przyjemniej się je cyka, niż przygotowuje do pokazania Weary

  20. Quackie pisze:

    No to vox madagascarii – vox Dei, jedziemy z dobranocką.

    Podczas poszukiwań stosownej piosenki z okazji wczorajszych urodzin Paula McCartneya trafiłem na jeden z tych utworów, co to się rozpoznaje na pierwszy rzut ucha, usłyszawszy, ale tytuł się nijak nie trzyma pamięci. Był to „prom przez rzekę Mersey” czyli w oryginale „Ferry Cross the Mersey”, z filmu pod tym samym tytułem (1965), dokumentującego scenę muzyczną Liverpoolu po odkryciu i wybuchowej karierze Beatlesów. Piosenkę tę, jak i pozostałe z tego filmu, śpiewał zespół Gerry & the Pacemakers.

    Utwór brzmi jak kwintesencja lat 60′ w brytyjskiej muzyce popularnej. To czasy, kiedy zaczynała cała masa zespołów, które później urosły do rangi światowych gwiazd (Bee Gees, Rolling Stones, The Animals czy The Who), a jeszcze więcej nie urosło i zaginęło w mrokach historii.

    Snów o Wyspach, może brytyjskich, a może i nie?

  21. Quackie pisze:

    Aaa, zapomniałbym. Jutro rano wybywam i nie będzie mnie do poniedziałku włącznie, może wieczorem zdążę.

    Być może dam radę telefonem? Ale co do dobranocek, to niestety raczej nie Pondering

  22. Jo. pisze:

    To ja też spać idę – dobranoc!
    lulu

  23. Wiedźma pisze:

    No to jeszcze lampka od uroku !

    Dobranoc…

  24. Quackie pisze:

    Zmykam do spania.

    Do poniedziałku!

  25. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Piękny, słoneczny…

  26. miral59 pisze:

    Dzień dobry Bożenko Delighted
    Jak masz trochę czasu, to zapraszam na nowe pięterko Happy-Grin Dalsza część z naszego wyjazdu… Oczywiście wszystkich zapraszam, nie tylko Bożenkę Happy-Grin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)