Podobnie jak rok temu, wyruszyłem z Gdyni do Val di Sole na narty, z tymi samymi organizatorami, w grupie zajmującej w sumie dwa autokary… i na tym podobieństwa się kończą. Tym razem bowiem byłem solo, bez Najjuniora, a okoliczności przyrody różniły się znacznie od ubiegłorocznych – o czym za chwilę.

Dużo mniejszy niż autobus, ale jakże przydatny narciarzom!
Przejechaliśmy dobrze znaną trasą, koło Szczecina, naokoło Berlina, potem A9 obok Monachium, przez Innsbruck i przełęcz Brennera, a potem Mezzolombardo i Cles, żeby ostatecznie wylądować w Dimaro, w hotelu pod wezwaniem św. Kamila. Trudno mi powiedzieć, czy hotel zyskał takiego patrona raczej ze względu na pierwszy, hulaszczy okres życia późniejszego świętego, czy też na jego późniejsze powołanie i usługiwanie chorym. Wymagający modernizacji budynek okazał się jednak przy bliższym poznaniu dość przyzwoitym, chociaż nieco zaniedbanym miejscem wypadowym dla w sumie 80 osób.

Dimaro w nocy – widok z balkonu był najmocniejszą stroną pokoju.
Już w sobotę pojawiły się pierwsze symptomy pogody, która miała nam towarzyszyć przez większość pobytu: nadciągnęły chmury, rozrywające się na skalistych szczytach, i zaległy na niebie, od czasu do czasu pokapując drobnym deszczykiem. – Nic to, jeżeli tutaj pada deszcz, to na stokach na pewno śnieży, w sam raz na jutrzejsze jeżdżenie – pocieszaliśmy się takimi opiniami z braku lepszych pomysłów. Prognoza wywieszona na drzwiach hotelu nie pozostawiała jednak większych złudzeń: niedziela – chmury, poniedziałek – trochę słońca, a od wtorku znów chmury, tym razem dla odmiany z opadami. I tak też się stało.

Widok z kolejki linowej. Zachmurzenie jeszcze umiarkowane…
W niedzielę jeździliśmy w mleku. Tak to wygląda, kiedy startujecie spod górnej stacji kolejki linowej i okazuje się, że widoczność wynosi od 20 do 50 m, więc jedziecie ostrożnie, powoli, kręcąc szerokie łuki, za poprzedzającym znajomym, który też nie rżnie z góry w niewidoczny dół, ale stara się wypatrzyć następną tyczkę, wyznaczającą przygotowany do jazdy stok. Można tak zjeżdżać, czy też ostrożnie się zsuwać, ale niewielka stąd przyjemność dla narciarza. O! Czyżby się przejaśniało? Nagle wyjeżdżamy z chmur, czy też zjeżdżamy poniżej ich pułapu, raptem widoczność się poprawia, można się pochylić do przodu i przyspieszyć, wypłaszczenie, potem stromiej, następne płaskie miejsce, znów stromo i… wjeżdżamy w nowe chmury. Pół biedy, gdy są to „tylko” chmury, wtedy jest to jazda we mgle, ale kiedy jeszcze dodatkowo z nich pada? Raz śnieg, zacinający po twarzy, że nic, tylko szczelniej dociskać gogle, a od dołu – naciągać na szyję komin lub chustę… a po chwili, nieco niżej, deszcz: oj, teraz bez suszenia całości się nie obejdzie, przecież nie wszyscy mają kurtki i spodnie z hydrofobowej tkaniny.

…ale im wyżej, tym mleko było gęstsze.
Poniedziałek był dużo łaskawszy, chmury w niewielkich ilościach trzymały się z daleka, więc hulaliśmy po stokach, uciekając przed ich cieniem w łaskawsze okolice. Natomiast we wtorek… tośmy jedli placki, jak opowiadał Krzysztof Litwin w Piwnicy Pod Baranami. A dokładnie chmury powróciły. My jednak również powróciliśmy na stok, i to nie tak po prostu. We wtorek mianowicie przypadał nasz Dzień Świra – ci, którzy chcieli i mogli, poprzebierali się w niemodne, kiczowate kurtki i jednoczęściowe kombinezony z kreszu lub ortalionu, w kolorach i fasonach sprzed 20, czy nawet 30 lat, do tego ubraliśmy fantazyjne czapki, peruki i kolorowe okulary… I teraz wyobraźcie sobie bandę kilkudziesięciu osób przebranych w ten sposób, wylegających razem na stok i jadących wężykiem w akompaniamencie chóralnych śpiewów lub okrzyków 🙂 nic to pogoda i furda chmury! Dzień Świra zakończyła tradycyjna impreza apres ski („po nartach”) w barze u podnóża stoku.

Okulary typowe dla Dnia Świra: „Widzę pijanych ludzi” 🙂
We środę pojechaliśmy do okolicznej niewielkiej stacji narciarskiej Peio. Właściwie jest to jedna długa trasa z kilkoma wariantami – można tu wjechać kolejką na grań Crozzi di Taviela (3000 m npm) i zjechać w dół do miejscowości Peio Fonti (1400 m npm), pokonując ponad 7 km stoku i ponad 1,5 km w pionie. Okoliczne szczyty wznoszą się na jeszcze większą wysokość – rzędu 3600-3700 m, ale w tej sprawie zmuszony byłem uwierzyć na słowo mapie i bywalcom, ponieważ pogoda… Tak, zgadliście, przepiękne ponoć widoki zasłaniały gęstsze lub rzadsze chmury. W dodatku w dolnej części trasy temperatura podniosła się do 7-8 stopni Celsjusza, a śnieg zaczął tam przypominać gęstą, rozmokniętą kaszę mannę. Pozostało nam więc jeżdżenie po środkowym odcinku trasy, po względnie przyzwoitym śniegu i we względnie przyzwoitej widoczności. A także przystanki w znakomicie zaopatrzonym barze w połowie trasy.

Peio – gdzieś w tej mgle ukrywa się piękny widok.
Czwartek był najbardziej mokry ze wszystkich. Tego dnia wybraliśmy się większą grupą na wycieczkę do Pinzolo, niedużej stacji, którą łączy od niedawna z Madonną di Campiglio dłuższy odcinek kolejki linowej Pinzolo Express. Brzydką pogodę zrównoważyło przemiłe towarzystwo i legendarne ciasto czekoladowe w barze na szczycie Dos del Sabion. Po powrocie w okolice „naszego” parkingu, gdzie czekały autokary, usiłowaliśmy jeździć, ale w końcu – kompletnie przemoczeni – daliśmy za wygraną. Za to udało nam się zjeść znakomitą pizzę, tym razem na szczycie Monte Spolverino 🙂 wróciłem KOMPLETNIE przemoczony, jak jeszcze mi się nie zdarzyło na nartach, no, może jakieś 30 lat temu w Bukowinie Tatrzańskiej, ale tam dopiero uczyłem się jeździć i w związku z tym miałem na sobie więcej śniegu niż statystyczny bałwan.

Lądowisko helikoptera na szpitalu w Madonnie di Campiglio, tym samym, w którym Najjuniorowi gipsowali rękę rok temu.
A następnego dnia był piątek. Zapowiadany przynajmniej od wtorku jako dzień „lampy” na stoku, upragniony, wspaniały, widokowy, opalający twarze, z wyżem atmosferycznym za pasem, z lekkim mrozem, z wyratrakowanym śniegiem typu „sztruks”, a do tego z jedną niespodzianką – otóż dzięki Facebookowi spotkałem na stoku koleżankę z roku, z którą ostatnio widziałem się, hmm, jakieś 20 lat wcześniej. Zdecydowanie piątek był najlepszym dniem pobytu, szkoda tylko, że ostatnim. Żeby dopełnić obrazu całości, dopiszę tylko, że oprócz pogody dopisał również duch dobrej zabawy, który pojawił się po południu w tym samym barze, co we wtorek, tyle że bez przebrań. Grappa lała się z pistoletów na wodę!
Piątkowe Dolomiti di Brenta, widok z Monte Spinale. Creme de la creme tego wyjazdu.
Pozostał powrót, przed którym pożegnaliśmy się z Dimaro i – tym razem zasługującą na swoją nazwę – Val di Sole lampką spumante, ufundowaną przez organizatorów wyjazdu, a potem już bez przygód spakowaliśmy narty oraz bagaże i ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. Podsumowując – przez cztery dni na sześć pogoda nas nie rozpieszczała, ale ostatni dzień dopisał znaczną sumę po stronie „ma”. W Gdyni natomiasy niedzielny poranek przywitał nas przymrozkiem i słońcem, szkoda że niedługo potem pogoda się popsuła. Chociaż, biorąc pod uwagę, że i tak musiałem odespać noc w autokarze, może i lepiej, że w znacznej cześci przespałem tę trójmiejską siąpawicę?




Dobry wieczór! Relacja powyżej do poczytania, a ja spróbuję jeszcze coś podziałać – podpisy do zdjęć jakby wsiąkły? Czy tylko ja ich nie widzę?
Jest ok. Kwaku ! A relacja arcysympatyczna 🙂
No, to by było to 🙂
Wspaniale, że już jest to sprawozdanie, ale przeczytam jutro rano. Teraz muszę się pożegnać. Dobranoc.
Spokojnej nocy!
Przynajmniej i te wstrętne kalorie spłynęły 😉
Ten Dzień Świra to tam taka tradycja? Barwna 😀 Podoba mi się 😀
Dobrej nocy
No właśnie z kaloriami to wygląda tak, że we Włoszech rano (7:30 – 8:00) podają w miarę pożywne śniadanie, a potem przez cały dzień człek musi sobie sam regulować, bo obiadokolacja o 19:00-19:30 (!!!) i to od razu z czterech dań. Jeszcze nie wchodziłem na wagę po tegorocznym wyjeździe, ale sądząc po pewnej polarowej bluzie, może i obędzie się bez scen gorszących?
Nie przesadzaj ! Wyglądasz fajnie i nie musisz się aą
tak frustrować !
No, jak podczas Dnia Świra kadra (znaczy instruktorzy narciarscy) zaczęła robić striptiz do toplessu, to nabrałem kompleksów! 😉
Maksymalista z Ciebie….. oni fiz.-kulturę mają zawodowo
Dobry wieczór
Jednak jak czytam, potrafiliście sobie miło organizować czas
Osobiście uważam, że samo „wyrwanie się” od codzienności, od otoczenia, chociaż na kilka dni, bardzo pozytywnie wpływa na samopoczucie
Dimaro nocą przepiękne
Od kilku lat, obserwując miasta, dochodzę do wniosku, że nocą zdecydowanie pięknieją. Piątkowe Dolomiti di Brenta po prostu perełka
mam wrażenie, że można dotykać już chmur. Aaaa i staram się wyobrazić ekipę podczas „Dnia Świra” …
musiało być bardzooo wesoło, a fotka rewelacja … I see you 

Jako, że jestem miłośniczką gór z ogromną przyjemnością przeczytałam relację. Cieszę się, że wyjazd się udał, mimo tych niekoniecznie wymarzonych warunków pogodowych
Żałuję, że na nartach jeździć nie potrafię i raczej już się nie nauczę
Ależ tak, oderwanie się od codzienności daje wiele, aż dzisiaj po powrocie jestem wręcz zdołowany, że po takim narciarskim i w ogóle psychicznym „haju” trzeba wracać do codzienności.
Ekipa z Dnia Świra wyglądała tak (mam nadzieję, że będzie widać):
Włochy w ogóle stwarzają mnóstwo możliwości spędzania czasu – bary, kawiarnie, kluby dla rozrywkowych, enoteki i restauracje dla smakoszy, zabytki dla ciekawych historii i architektury… Tyle że trzeba raczej wybrać, bo jeżeli na narty, no to nie bardzo na pozostałe atrakcje. Na nartach się jeździ od 8:30-9:00 z przerwami do 14:00-15:00, jeżeli komuś wystarczy kondycji, to nawet do 16:00 albo i 16:30 (mnie niestety coraz częściej brakuje). Potem trzeba dojechać do hotelu, przebrać się, umyć, buty do suszenia… i robi się 17:00 albo i 17:30, co na większość zabytków jest za późno, na szczęście pozostałe atrakcje wchodzą w grę.
Po powiększeniu zdjęcia, widać wszystkich bardzo wyraźnie. Niestety, nie dostrzegłam tam Ciebie, Quacku? Pewnie byłeś fotografem?
Ha, otóż nie. Faktem jest, że wyszedłem mocno niewyraźnie, pół twarzy mam zasłonięte. Czarna kudłata peruka z goglami na wierzchu, 2 osoby w prawo (nasze prawo) od niebieskiej peruki w ostatnim rządku.
Rzeczywiście, trudno poznać. 🙂
Anglicy twierdzą, że mgła zbawiennie wpływa na cerę – tak więc być może straciłeś co nieco widoków, za to wróciłeś zapewne gładszy. A najważniejsze, że zrelaksowany!
Ha, w piątek i sobotę się nawet nieco opaliłem!
Ciekawa wyprawa i ciekawie opisana. Narty mają coś takiego w sobie, ze towarzystwo się świetnie bawi…. A skoro o pizzy mowa, to do mojej legendy przeszły pyzy na Stożku – tez były rewelacyjne ! 🙂
Tam pizza, tu pyzy – jak widać, niektóre słowa po polsku i włosku są bardzo podobne, brzmieniem, a i znaczeniem 🙂
O takiej porze dzieci chodzą spać….mam sie przyzwyczajać
! Lampka piętro niżej, bo narty są radosne 🙂
No to spróbujmy nieco rozkołysać na dobranoc: w tym roku przebojem wyjazdu był utwór „Come And Get Your Love” grupy Redbone, co prawda z 1974 roku, ale przypomniany ostatnio przy okazji ścieżki dźwiękowej do „Strażników Galaktyki”. Cały autobus śpiewał to „Heej” razem z wokalistą 🙂
Na dobranoc może trochę za skoczne, ale jak się tak pokołysać, to dobre wibracje przez człowieka przechodzą.
Snów o wyjeździe gdzieś daleko od codzienności!
Pioseneczkę Ci zadedykowałam 🙂 na poprzednim pięterku 🙂
Tak jest, i nawet skomentowałem. Dobranoc wszakże, bo pewnie do równowagi nocno-dziennej będę chwilę dłuższą wracał.
To i ja się dobranoc z Państwem! 😉
Dzień dobry
Relacja wspaniała, szkoda tylko, że pogoda nie dopisała. Ale najważniejsze, że towarzystwo i humory były na medal. A z niepogodą też sobie jakoś poradziliście 
Witajcie w zapłakanym świecie!
Dzień dobry

Patrzy na mnie, przysłoniętymi oczami, sam Mistrz Q! Trzeźwa jestem! To tak na wszelki
Panie Q, proszę nie ironizować z kreszu, bo ja taki kombinezon posiadam i dzielnie mi służy do… (?) odśnieżania 😀 Jest w ślicznym kolorze malinowym i co pół roku, przy generalnych porządkach, wędruje do torby ze zbędnymi ciuchami. Po to, żeby go w ostatniej chwili wyciągnąć, no bo przecież; jeszcze się może przydać 😀 Poza tym jest dobrą miarą mojej objętości 😉 i świetnie się w nim, na siedzeniu, z górki zjeżdżało 😀
Widok z balkonu przepiękny. Uwielbiam takie panoramy w dzień, w nocy… wsje rawno 😀
Kolejny raz Facebook całkiem przydatnym się staje, co stwierdzam mimo, że mało na nim bywam, ale dzięki Messengerowi mogę gadać za darmo ze znajomi z różnych zakątków świata 😀
Jednym słowem, wyprawa udana, chociaż nieco za krótka (? pewnie) i to jest najważniejsze 😀
Załóż konto na Skyp-ie, będziesz mogła gadać, pisać, pokazywać się (o ile masz kamerkę), oglądać rozmówców (o ile oni…), pokazywać swój pulpit dla szybkiej pomocy technicznej, szybko i łatwo przekazywać pliki…
I wszystko za darmo!
Skype mam, tylko na kompie, a „meska” używam na komórce 😀 Działa całkiem dobrze. Może i spróbuję Skype ściągnąć, choćby, dla porównania jakości 🙂
skype na komórce też działa – znajomi używają 🙂
Potwierdzam, u mnie też działa!
Jasne, działa Panom, ale mnie nie chce zalogować! O!
Zostaję przy Messengerze 😀
Dzień dobry, ale na zdjęciu z okularami to nie moja buzia tylko kolegi (na zdjęciu ekipy kuca z przodu, w granatowo-żółtym kombinezonie), chociaż może i z tego fragmentu, co widać, to podobna.
Kurtki i kombinezony z kreszu stały się cennym towarem na rynku wtórnym, od kiedy organizatorzy wymyślili Dzień Świra, więc gdzieżbym śmiał ironizować 😉 jakieś 20 lat temu sam jeździłem na nartach w prześlicznym czarno-biało-fioletowym (!) komplecie, którego się chyba kiedyś pozbyliśmy – niby szkoda, ale i pewnie dzisiaj bym się w niego nie wcisnął.
Jak tak się podoba widok, to proszę bardzo jeszcze dwie sztuki – nieco pochmurny i w pełnym słońcu (tuż przed wyjazdem, ale nie z balkonu, chyba raczej spod hotelu):
Co do długości – takie wyjazdy zawsze są za krótkie, ale szczególnie wkurzająca była sytuacja, w której dopiero ostatniego piątku wylazło słońce i w sobotę „wyjazdową” dalej sobie świeciło.
Czyż nie piękne?? Nawet z tymi łysymi drzewami 😀
Może trzeba było tydzień później się wybrać? Ale to tylko – może, niestety.
Otóż właśnie rok temu to było tydzień później, ostatni weekend marca i początek kwietnia – wracaliśmy ok. 5 kwietnia. W tym roku jednak w paradę narciarzom weszła Wielkanoc.
No tak, jak nie urok, to… przemarsz wojsk 🙂
Już w tym roku zaplanuj przyszłoroczny wyjazd, aa kiedy wypadnie przyszłoroczna Wielkanoc?? 😀
PS. I to się sprawdza niemal dokładnie – jak wracaliśmy, w dolinie, przy autostradzie krzaki były już zielone i nawet powoli zabierały się do kwitnięcia, a tydzień wcześniej – łyse. A w zeszłym roku jechaliśmy na narty autostradą już w zieleni.
To dobra rada, korzystam z niej od dawna. Mogę rozmawiać za darmo z całym światem.
Dzień dobry, nieco spóźnione, ale jeszcze dochodzę do się.
Uważaj, żeby się nie minąć…
Bardzo uważam, przytrzymując się oburącz 🙂
Ogólnopolskie DzieńDobry:)) Piękna ta mgła :))
Dzień dobry. Ja z kolei osobiście uważam, że tym piękniejsza, im dalej ode mnie. Krótko mówiąc, lubię ją podziwiać z większego dystansu, np. kilka do kilkunastu km.
Najlepiej widać ją w górach ze szczytu.
Tak jest! Najlepiej daleko, daleko w dolinach! 🙂 Czyli widok zwany inaczej „chmury od góry”.
Dzień dobry
Pomimo złej pogody 
Uwielbiam takie wyjazdy!!! A ten Twój pięknie opisany, też jak widać był udany
Aż sam byłem zaskoczony, jak może się udać wyjazd mimo takiej pogody.
Idzie burza, już jest pod Poznaniem

A ja ledwo zipię, pół nocy nie spałam i z nosa leci jak z kranu
Współczuję Poranna – jakiś wredny wirus Cię napadł…
Współczuję, Bożenko

Sama burza, to nic, ale najgorszy ten katar
Dziękuję Wam za wyrazy współczucia. Burza mi nie przeszkadza, to tylko informacja.
Nawet zamglone widoki są cudne
A nocny widok miasta przepiękny!!! A to że deszcz, czy mgła? Nie ma znaczenia. W sumie takie wyjazdy są najlepsze, bo jak wszystko zaplanowane i wykonane, nie jest takie pasjonujące. Może w danym momencie nie jesteśmy zadowoleni, ale później mamy więcej ciekawych wspomnień i lepiej wszystko zapamiętujemy 
Dzień dobry …” jak w garncu”… Łeb urywa, zmiany w chmurach mogą przyprawić o zawrót głowy . Pięknie jest
U nas wieje i leje naraz, w koszach na śmieci sporo połamanych parasoli.
Jeszcze muszę się pochwalić, że małżonek do lekarza nie poszedł
Siostra zaczęła go sztorcować, bo załatwiła wszystko z lekarzem, tylko pacjent się nie zjawił
A małżonek spokojnie jej odpowiedział, że z czym miał iść? Bo go paluszek boli?!!! Zbił ją tym z tropu i zapytała ze zdziwieniem – Jaki paluszek?!!! A on jej na to, że w pracy się skaleczył…
Chyba się wściekła, bo tylko gwizdnęła słuchawką
Ale powiedziałam małżonkowi, że jestem z niego dumna… nie poszedł na lep podszeptów swojej siostry i postąpił uczciwie 
Brawo Twój małżonek
Tak trzymać 
Dzięki, Bożenko


Nasze dzieci też się ucieszyły, chociaż w zasadzie to wszyscy byliśmy przekonani, że tak właśnie postąpi… Jestem z nim od 36 lat i zdążyłam trochę poznać
I chociaż siostra ma spory wpływ na niego, to w niektórych sprawach nie ulega jej podszeptom
No cóż, wyrazy uznania dla małżonka. W Polsce różnie to bywa.
Nie tylko w Polsce. Tutaj też niektórzy nie przegapią takiej okazji. Byle wyciągnąć kasę…
A dla mnie to złodziejstwo i nic więcej 

A w imieniu małżonka dziękuję
Zepsuł mi się odkurzacz. Małżonek go obejrzał, coś tam zrobił, ale nie przywrócił sprawności
Orzekł, że chyba trzeba będzie kupić nowy… Jak żyć bez odkurzacza? Czy dywany mam zamiatać miotłą? 
Znalazłam przełamany kabelek… dosztukowałam kawałkiem drucika, zaizolowałam i odkurzacz zaczął działać
Oczywiście od razu się pochwaliłam, jak tylko małżonek wrócił z pracy. O dziwo, wcale się nie ucieszył
Stwierdził tylko sucho, że już w ogóle w tym domu nie jest do niczego potrzebny… Aż mnie wkurzył, bo mąż jest nie tylko do naprawy uszkodzonych urządzeń… do innych rzeczy też jest konieczny

Zamiast się ucieszyć, że nie trzeba kupować nowego, bo jednak ten stary działa i zamiast pochwalić żonę, to się jeszcze obraża
Na drugi raz nic mu nie powiem, po cichu naprawię (jak dam radę) i będzie po sprawie

No to w sobotę, gdy małżonek pojechał do pracy, sama obejrzałam ten odkurzacz
Kto tych facetów zrozumie?
Tak będzie najlepiej. Widocznie głupio się poczuł w takiej sytuacji, a to znaczy, że jest ambitny.
Właśnie myślę, to chyba faktycznie ambicja.
Oj tam, oj tam, pojechałaś chłopu po ambicji i dziwisz się brakowi entuzjazmu!
Czy to znaczy, że jak ten mój chłop upichci coś lepiej niż ja (na ten przykład naleśniki, spaghetti, czy pizzę), a ja się nie obrażam, tylko wcinam ze smakiem, to nie jestem ambitna?
Bo powinnam się obrazić i nie jeść? I nawet stwierdzić, że nie jestem potrzebna w tym domu, bo moi chłopcy sami potrafią sobie ugotować? 


A jednak wyrażam entuzjazm, chwalę i się cieszę… Dlaczego to ma działać tylko w jedną stronę?
A ten odkurzacz, gdyby się małżonkowi chciało dokładniej obejrzeć, to naprawiłby minuta osiem. I pewnie lepiej niż ja, bo on ma lutownicę w samochodzie i ten kabelek połączyłby normalnie, a nie jak ja, na styk
Bo szczera jesteś, cieszysz się to i chwalisz. A on to (odkurzacz) odbiera jako zakamuflowany wyrzut „znowu nie chciało ci się palcem ruszyć…”, i trochę go to gryzie…
A co do gotowania, czy nie wiesz, że najlepszymi kucharzami są właśnie mężczyźni?
Wiem, bo mają więcej kubków smakowych

Tylko czy przypadkiem w Polsce (i chyba nie tylko w Polsce) nie jest to domeną kobiet? Ilu panów gotuje w domu? A żona w tym czasie „ćwiczy pilota”? I czy nie jest zakodowane w naszej mentalności, że to kobieta ma obowiązek dbać o dom i domowników. Jak wpadnie sąsiadka i zobaczy bałagan w domu, to nie pomyśli, że małżonek właśnie czegoś szukał, tylko od razu, że żona flejta
I od razu przypomniało mi się coś na temat szukania…
Policjant do poszkodowanej:
– Nie podejrzewała pani, że złodzieje włamali się do domu, choć szafy zostały splądrowane, alkohol wypity, a wszystko leżało wywrócone do góry nogami?
– Nie, byłam przekonana, że to mąż szukał czystej koszuli…
I jeszcze jedno, na temat wielofunkcyjności kobiet

Wchodzę do domu i co widzę?
Żona stoi w kuchni, lewą ręką miesza zupę, prawą przeciera blat ścierką, jednym okiem obserwuje bawiącego się syna, drugim śledzi swój ulubiony serial, nogami froteruje podłogę, prawym policzkiem przyciska do ramienia komórkę i mówi do niej: „Nie, Kryśka, nic nie robię w tej chwili, dobrze, że zadzwoniłaś”
Może nie tak „znowu”
Większość rzeczy to on w domu naprawia, czy remontuje. Ja najwyżej pokażę palcem co i jak chciałabym zmienić
Za to sprzątanie po takich remontach, to już głównie moja robota.
I dlatego wkurzyło mnie, że się obraził
Całę szczęście nie na długo 
Poznań nawet burze omijają, nie wiem czy to dobrze czy źle…
Teraz idzie w kierunku na gdynię
Hmm, w prognozach jej nie ma, chyba że jakoś niespodzianie? Pamiętam natomiast jedną styczniową lub lutową burzę śnieżną z piorunami, którą przeżyliśmy na autostradzie w Bawarii (pewnie już o niej pisałem), z zielonymi i fioletowymi piorunami na pół nieba (śnieg tak rozpraszał), z wiatrem miotającym gałęzie drzew na asfalt.
50 km. od Poznania była burza gradowa. Ja tylko z daleka widziałam granatowe chmury, a teraz przebija się słońce. Burza może się wyładować w Wielkopolsce, bo jakoś się dalej nie posuwa. Obserwuję na mapie.
Fakt, anomalie pogodowe coraz częściej się zdarzają. Byłbym bardzo zaskoczony, gdyby przy tej pogodzie, którą mam za oknem, nadeszła burza z piorunami, a co dopiero z gradem!
U nas takie burze z piorunami zimą są na porządku dziennym
I chyba nikt nie traktuje ich jako anomalie pogodowe. Podczas pierwszej takiej burzy byłam bardzo zdziwiona, ale teraz nie traktuję tego jako coś dziwnego. „Taki mamy klimat” – że się posłużę cytatem

Hm, a u nas nie. Nie wiem, czy w Polsce chociaż raz widziałem coś takiego. Wtedy to było w Bawarii, w okolicach Bayreuth i Hof.
Jest przecież wiosna, a wiosenne burze są normalnością.
Ale nigdy przedtem (ani potem?) ze śnieżycą. Deszcz albo grad, to tak.
Czas mi się zbierać do pracy (chociaż się nie rozsypałam)

Wczoraj cały dzień padało, a one nie lubią mokrego ziarna. 
Nie mogą mieć pusto w karmniku…
Muszę coś zjeść, no i przede wszystkim nakarmić pierzaste
Drozdy wstały przed 5, bo jak wychodziłam, to słyszałam ich świergolenie… Ciemna ściana nocy zaczyna się przejaśniać i niedługo cała wataha przyleci na śniadanko
Do popotem…
Cisza taka się zrobiła…
Ja jestem w lekkim dołku po powrocie z narciarskiego „haju” 🙁
Twoje zmęczenie jest zrozumiałe.
Bardziej nawet spadek nastroju… ale cóż, minie.
Troszkę za krótki. Jeszcze (chociaż) kilka dni by się przydało, prawda?
Jakby słońce było, to i te 6 by starczyło.
Jednym słowem rozczarowanie…
No przecież towarzystwo było udane, ej Panie Kwak, Pan jeszcze jesteś w słonecznej Italii 😉 Po prostu 😀
samo życie Kwaku….. tam radość istnienia, tu… głównie obowiązki…
Powrót do codzienności nie jest przesadnie przyjemny 🙁
Proponuję lampkę wina
na uśmiech 🙂
…. naszego Mistrza
No jasne, że na uśmiech naszego Mistrza wypiję
… to i ja


… za Mistrza Q, żeby mu się humor poprawił
Cudna aura dzisiaj u nas: grad, wielkie płaty śniegu, ulewny deszcz, słońce i znowu; grad, wielkie płaty…. itd. przy tym niesamowicie wiało. Teraz się już uspokoiło. Tylko nie wiadomo na jak długo.
Mówili, że jutro wiatr się nieco uspokoi, ale opady będą, nawet śnieg pod koniec tygodnia. 🙁
U nas? Wszystko możliwe.
Dzisiaj jedynie kumkających spadających z nieba brakowało 😀
Śnieg w całym kraju. Podobno Wielkanoc ma być zimniejsza od Gwiazdki.
A miała być już wiosna 
Buuuu
Nie płakusiaj, Bożenko 😀 Gwiazdka była całkiem przyjemna, więc na święconkę, wielkich mrozów nie spodziewam się
Nie smutaj… toć to nie pierwszy raz ! Ale ” wiosna buchnie majem”….
Dopiero majem… 🙁
Że mgła jest znakomita na cerę i włosy, to święta prawda! Przynajmniej kiedyś tak było, gdy powietrze było czyściejsze 😀
No to do jutra.. i dobrej nocy Szan.Państwu
PS Bożence – zdrówka, Quackiemu – poprawy nastroju.
Ogólnie snów miłych i przyjemnych życzę 😀
Dziękuję Skowronku, miłych snów
Kochani, właśnie życie udowodniło, że nie ma się co przejmować nastrojem. Podczas wizyty w kuchni udało mi się stłuc kubek, i to tak wrednie, że rozciąłem sobie środkowy palec lewej dłoni, do kości. Właśnie wróciłem z pogotowia, trzy szwy założone. W sumie nawet nie za bardzo bolało – ani rozcięcie, ani szycie. Teraz mogę pokazywać zabandażowany brzydki gest 😉
Współczuję, Quacku. 🙁 Niech Ci się prędko goi, ale mimo wszystko tego palca raczej nie podnoś
Ktoś mógłby to źle odczytać 
Ale właśnie gest byłby mocno zawoalowany 😀
Aż się zdziwiłam…. palce sa takie unerwione i ukrwione…. Dzielny jesteś! Nie będzie Ci to przeszkadzało w pracy ?
Właśnie nietypowo sobie to rozwaliłem – od wierzchniej, zewnętrznej strony, gdzie nie jest tak wrażliwie. Owszem, dostałem przed szyciem zastrzyk na znieczulenie miejscowe, ale i tak mnie tylko lekko rwie, nie żeby jakiś potworny ból. Nie narzekam zresztą. Edit: co do pracy, to się okaże, z tym że i tak zaczynam następne, sakramenckie zresztą co do trudności, zlecenie dopiero po świętach.
Oj, ta dzisiejsza burza to może być zaś dopiero przygrywka 🙁
Wiedźmo, Miśku, Bożenko – uważajcie jutro!
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/lowcyburz.pl/2015/03/30/grozny-uklad-nizowy-zmierza-w-kierunku-polski/
Oglądałam prognozę pogody i śledzę burze w internecie. Najniebezpieczniejsze mogą być wichury.
W podlinkowanej prognozie dopuszczają nawet możliwość trąby powietrznej?!?
Ja otrzymuję na pocztę ostrzeżenia w razie takich zagrożeń.
Prognoza mówi o porywach wiatru powyżej 108 km/godz. Oby nie…
Będę trzymała kciuki, żeby wiatr się uspokoił i nawet jak będzie wiał, to nie tak mocno

Bo życzenie, żeby wiał gdzie indziej to raczej nie jest dobry pomysł
Dobrej nocy życzę, idę za Skowronkiem.Pa!
Dobrej, spokojnej!
Powoli zmierzamy ku dobranocce, więc…
Dzisiaj tak mi się skojarzył dzisiejszy wypadek z tym, że nigdy nie wiadomo, co komu wyjdzie na dobre ostatecznie.
I przypomniała mi się taka stara piosenka Skaldów.
Snów refleksyjnych i na dobre wychodzących!
Noooo, lepiej niech nie wisi ta katastrofa nad nikim
No, ale gdyby to była taka piękna katastrofa? Jak u Zorby na przykład?
Najpiękniejsze są katastrofy na filmach
Bo nikomu nie szkodzą… i niech tylko na filmach pozostaną 
Pójdę w Wasze ślady… dobranoc
dobranoc…
Dzień dobry
No i mamy już nareszcie ostatni dzień marca, miesiąca przeze mnie nielubianego.
Witaj Bożenko

Wygoniłaś troszeczkę chorobę ?
Witaj Kopciuszku
Niestety, choroba nie che mnie opuścić,
ale mam nadzieję, że do Wielkanocy minie.

Witajcie!
Marzec żegna nas iście marcową pogodą.
A ja Ci kwiecie podaruję, o!


A dasz buzi???
To zawsze!
Witaj Ukratku 🙂
U nas identycznie, a po nocy to trochę niektóre elementy z ogrodu pozmieniały miejsca 😉
Dziś niestety może wiać jeszcze więcej. Dostałam ostrzeżenie na maila, że nawet di 110 km/h.
Dzień dobry… kocham cię, już posmarowałem tobą chleb…



Dzień dobry kocham cię, to zapyziałe miasto niech o tym wie..
No, wejście smoka! Zrobiłam
A śnieg sypie, sypie…
Może Quackie na narty przyjedzie???
„…. Nie chcę cię z oczu stracić, więc

Jeszcze więcej, jeszcze więcej, jeszcze więcej
Dzień dobry, kocham cię
Podzielimy dziś ten ogień na dwoje……”
Witaj Skowroneczku
Mam nadzieję, że masz już swoje Szczęście w domku i autko 🙂 Współczuję, przecież to bardzo daleko 🙁
Hej, hej Księżniczko…



…Tu chodzi o to, by od siebie nie upaść za daleko
Kiedy długo drugie nie widzi pierwszego
Bo gdy siedzi człek samemu z czarnymi myślami
Człowiek rzuca słuchawkami…
Nie, jeszcze nie dojechał, ale już z pracy mnie zabierze!!! Mam nadzieję
I zwolnię Dyrekcję (osobistego kierowcę 😉 ) z obowiązku wobec podwładnego
Ha, oczywiście że chciałbym, ale niestety na chęciach się tym razem musi skończyć 🙁
Jak paluszek? Nie dokucza nazbyt? 🙁
Dokucza niestety, ale nie nazbyt. Dziękuję. Jestem w stanie unikać ruchów, które go urażają.
Tylko nie podnoś paluszka w wiadomym geście, bo możesz doznać urazu innych części ciała niż palec 😀
Dziękuję, wystarczy mi urazów. Kciuk u tej samej dłoni też mi dokucza, bo go sobie lekko wybiłem na stoku. I w kręgosłupie mi nadal strzyka, od kiedy próbowałem spać w autobusie w drodze powrotnej.
Dzień dobry

Jak ten czas ucieka….jeszcze tylko cztery dni do Wielkanocy, a wydawało się, że to tak daleko gdy Stateczek nam o niej przypominał
Dzień dobry. U nas całkiem ładnie i nawet niespecjalnie wietrznie, bardziej wiało wczoraj wieczorem.
Dzień dopiero się zaczyna…
Z dziennej prognozy wynika, że to długo nie potrwa. W zasadzie powinienem się iść opalać, póki można.
U mnie pada śnieg… poziomo 😉
DzieńDobry:)) Zamiast nart w mleku, jajecznica z trzech piw :))) Zdrowiej ???
Podoba mi się 🙂 we Włoszech rano była jajecznica, która znikała w błyskawicznym tempie („polowanie” przy szwedzkim stole), ale zwykła z jajek, a nie z trzech piw.
Dzień dobry

Wydaje mi się, że Dololmity to (jeszcze) „strefa piwna” (Południowy Tyrol) więc trzy piwa do śniadania nie powinny być niczym niezwykłym.
W ubiegłym roku byłem na wczasach nad Bałtykiem, obiad był podawany na jednej tacy ziemniaki, mięso, surówki, przystawki. Każdy sobie dobierał indywidualnie tyle na ile miał ochotę, na szczęście nie jestem żarłokiem. Pewnie chodziłbym głodny, gdybym się spóźnił choć o minutę na obiad. Dwie panie które siedziały z nami przy tym stoliku potrafiły pochłonąć trzy czwarte zawartości w ciągu pierwszej minuty posiłku :))
Hihi, owszem, ale akurat w naszym hotelu żadnych napojów poza kawą i herbatą do śniadania nie podawano 🙂
Dzień dobry
Dobry!
Aż tak wieje, że wszystkich wywiało?
W Wielkopolsce, ok. 50 km od Poznania przeszła trąba powietrzna. Pomimo, że trwała zaledwie 30 sekund, wyrządziła wiele szkód. Ale przecież nie wszyscy tu mieszkają i też ich wywiało?
O rany, to jednak była trąba? Mnie wywiało na rodziny łono, wymienialiśmy się z małżonką wrażeniami z podróży.
W ramach wizyt sąsiedzkich: u Missjonash znalazłem zdjęcie Pani Kopciuszek! 😉
Ładna ta Pani Kopciuszek, jestem pod wrażeniem.
Kochani, cosik mi się widzi, że mnie łapie jakieś przeziębienie, być może pani na poczcie rozgłośnie kaszląca sprzedała mi jakieś paskudztwo, a może szczepionka przeciwtężcowa, wkłuta na pogotowiu przy okazji rozciętego palca, obniżyła mi jakoś odporność, dość, że zaczyna mi z nosa lecieć i kicham jak opętany… Takoż po głowie i okolicach czuję, że coś jest nie tego. A przecież rutinoscorbin i witaminy łykam od 2 tygodni, właśnie na odporność 🙁 no nic, zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie.
Trzymaj się, Quacku! Rozgrzewające żarełko i pod ciepły kocyk – to może do jutra wybijesz!
Taki mam zamiar i oby to pomogło. Wypocić gadzinę.
Poprawy życzę
Ja jeszcze walczę z przeziębieniem. Za oknem znów coraz mocniej dmucha. 
Burza dotarła do Krakowa – grzmi, błyska, wieje i wali czymsi o szyby. Spektakl Natury na całego!
Wali o szyby na pewno grad. U mnie już tylko wicher został.
A ja się już pożegnam, bo temperaturka ciągnie mnie pod kołdrę.
Dobranoc.
U mnie jak u Bożenki. Uciekam zaraz 🙁
A na dobranoc zostawiam Stinga z ciepłą, kojącą muzyką, jak z mórz południowych. Czyli z Madagaskaru 😉
Snów kojących i uzdrawiających.
Niespokojny dzień, jutro może będzie ciut lepiej…. Spokojnej nocy, bez wiatru tłukącego o szyby….
Dobranoc….
Dzień dobry
niech będzie. Chciałabym mieć optymizm Wiedźminki co do wichru, ale dziś nad ranem znów dostałam ostrzeżenie przed silnym wiatrem do 90 km/h.
Bożenko, może dzisiaj to tylko żart na Prima Aprilis? 😉
Dobrze by było, ale to jest poważny portal i na takie żarty chyba by sobie nie pozwolił. 🙂
Dzień dobry. Nie mogę powiedzieć, żebym był zdrowy, chociaż pod pewnymi względami jest lepiej niż wczoraj. Ale katar w pełnym rozkwicie 🙁
Dzień dobry
! Dopiero jutro wiatr się uspokoi… przeżyjemy, oby bez większych strat…
Witaj Wiedźminko 🙂 Najgorsze minęło chyba dzisiejszej nocy.
Dzień dobry. Może mu dać coś na uspokojenie, rozpylić w powietrzu Nervosol czy inny jakiś środek? 😉
Myślisz, że pomoże?
Trzeba spróbować!
A może spalić jakieś ziółka? Podobno też skuteczne…
Ostatnio w jakimś południowoamerykańskim państwie policja spaliła parę ton zarekwirowanego haszyszu. Policjanci byli w maskach przeciwgazowych, ale okoliczni mieszkańcy już nie. Chcąc nie chcąc, nawąchali się więc…
… i to za darmo
Tak jest, ale najlepsze, że niektórzy z nich pozwali policję za niepożądane efekty zdrowotne. I to nie jest prima aprilis, czytałem o tym ładne parę dni temu 🙂
Nie wszyscy lubią stan odurzenia. 😆
Witajcie żartobliwie!
Dobra wiadomość! Może zostaniemy drugim Kuwejtem? Znalezione w sieci:
Spadające ceny ropy zmniejszają przychody firm petrochemicznych. Szczególnie jeśli wydobywają one surowiec w miejscach, gdzie jest to kosztowne. Wydobycie z polskich złóż wciąż jest opłacalne – ze względu na niskie koszty tego procesu, ale problemem może być rozwój eksploatacji. Mniejsze przychody firm mogą przyczynić się bowiem do ograniczenia inwestycji.
To w ramach pierwszego kwietnia?
Tak przypuszczam
Wow… zupełnie zapomniałam, że dziś jest Prima Aprilis….
a to pech…albo skleroza ?
Yyy, ale dałaś się nabrać?
Trójka dała dziś nieźle popalić: ogłosili uruchomienie systemu „Trójka osobista”, na razie tylko dla odbiorników samochodowych. Podczas audycji z politykami wciśnięcie przycisku spryskiwacza szyb ma zmieniać gadającego polityka na innego, którego dany słuchacz woli słuchać!
A przycisk od świateł awaryjnych ma umożliwiać odsłuchiwanie przegapionych programów, jeśli się nie mylę 🙂
DzińDybry:)) Wigilia tuż, tuż ……..
Ale bym sobie pociskała
Dzień dobry

Muszę przyznać, że na mnie to zdjęcie zrobiło WIELKIE wrażenie 
A może ktoś by się pokusił o nowy wątek? Taki żartobliwy? Stosowny do okazji
Wczoraj zrobiłam zdjęcie zdjęcia, ale nie wiem czy taka golizna nadaje się na Madagaskar
Czyżby jakiś dowód na osławioną amerykańską wielkość, a nawet otyłość? 😉
Tu chyba sami dorośli i dokładnie dorośli?
Dokładnie dorośli
OK. Skoro sami dorośli…

http://madagaskar08.pl/?p=11477
Opisywać nie ma co
Znowu coś pochrzaniłam



Ale obejrzeć się da i to najważniejsze
Ciekawe jak się Wam modelka podoba?
Czyż nie robi WIELKIEGO wrażenia?
Hmm, starczyłoby tego dla tak na oko 3-4 kobiet, ee, mniej hojnie obdarzonych przez naturę(?).
Patrząc na te krągłości(?) można się wyzbyć wszelakich kompleksów

I przy okazji mam pytanie do naszych Pań… Czy to są oponki? Czy już może opona?
Według mnie, to wielka opona. Przyjemnie się na nią patrzy hehehe. Jestem szczupła!!!
No zobacz… a jak pokazałam małżonkowi to zdjęcie wieczorem, to się trochę oburzył i powiedział, żebym mu takich rzeczy nie pokazywała przed snem, bo się jeszcze przyśni i będzie miał koszmary

A Ty mówisz o przyjemności patrzenia…
Bo na pewno On jest szczupły
Jest szczupły
Ale żony szczupłej nie ma
Oczywiście do tej modelki to mi jeszcze duuuuuuuuuużo brakuje 
Czy to przeciętna Amerykanka? 😉
Nie wiem czy przeciętna, ale widuję takie w sklepach i na ulicach…

Czytałam kiedyś, że przeciętne wymiary Amerykanek to 90x60x90… tyle że mierzone w calach
Czytałam również, że co czwarty Amerykanin ma kłopoty z nadwagą… a to już zabawne nie jest…
Otóż w pewnym kinie kilka lat temu widziałem siedzenia dzielone na pół, ale z opcją USUNIĘCIA (złożenia) dzielącego podłokietnika, przeznaczone właśnie dla takich osób. Co prawda w pierwszym rzędzie, ale to chyba ze względu na logistykę – do wyższych rzędów ciężko by było takim osobom przejść między fotelami.
Natomiast na lotniskach widziałem podobne egzemplarze korzystające bez najmniejszego skrępowania z (lotniskowych) wózków inwalidzkich. Nie wiem, czy bardziej przykre, czy oburzające.
Edit, bo może niewystarczająco jasno napisałem – chodzi o kino i lotniska w USA.
Tacy ludzie korzystają też z elektrycznych wózków inwalidzkich w sklepach. I muszę przyznać, że między innymi dla nich są one przeznaczone. Czy wyobrażasz sobie jak ciężko takim ludziom chodzić? Nasze nogi nie są przystosowane do dźwigania tak wielkich ciężarów. Szczególnie to widać u dzieci. Od tej masy stawy nie wytrzymują i kolana „puszczają”… i dziecko ma iksowate nogi… Nawet trudno sobie wyobrazić jak bardzo są skrzywione
A rodzice nic nie robią, żeby takiego grubasa odchudzić… i dalej karmią tymi hamburgerami i gotowym jedzeniem kupowanym w sklepach (czyli „czysta żywa chemia”, która zdrowa na pewno nie jest). To z lenistwa i przekonania, że nie tylko moje dziecko jest grube… inne też są takie… Normalna zgroza!!!
Prawda, straszne to. I niezależne od koloru skóry, chociaż np. aż tak rozrośniętych Latynosów nie widziałem. Pozostałe grupy etniczne tak.
Latynosi też bywają grubi… ja z kolei nie widziałam tak grubego Azjaty. Oni z natury są szczupli. Oczywiście o ile nie liczymy zawodników sumo, bo ci pasą się specjalnie, żeby walczyć…
Właśnie nie wiem, czytałem, że rozpuszczani jedynacy w Chinach potrafią się nieźle rozrosnąć wszerz. Ale może do USA docierają przede wszystkim ci szczupli?
Co do nowowątku, to mogę wieczorem opowiedzieć o teatrze (wróć! Teatrze!), ale gdyby ktoś miał coś primaaprylisowego, chętnie odłożę…
Ja nic lepszego nie mam, na mnie nie liczcie. Właściwie to nie mam głowy do niczego
Na mnie nie ma co liczyć, bo zaraz lecę do pracy i też nie mam głowy do nowego wątku…
Piękne dziewczę, Rubens pewnie by oszalał z zachwytu :)))
Nie jestem pewna, Stateczku, bo ruda nie jest
I czy nie sądzisz, że jak dla Rubensa, to te kształty są cokolwiek ZA obfite? 
Szczęścia nigdy za wiele, rudość w dzisiejszych czasach to nie jest problem gardłowy :)))
Autor „Wenus z Willendorf” również 🙂
Czas na mnie

Wieczorkiem mam nadzieję poczytam o Teatrze
Dzisiaj też będę się nieco wcześniej zbierał, gorączki na szczęście nie mam, ale nos i gardło pozostawiają wiele do życzenia.
Cóż więc na dobranoc? Skoro Włochy pożałowały słońca na śniegu, to może pokazać, że Polacy nie gęsi i mają swój śnieg [ze słońcem to już różnie]? A że dziarsko, to już trudno.
Snów o radości jazdy po śniegu przed siebie 🙂
Idę za Quackiem, dobranoc
Ponieważ wieczór już, zdaje się, nastał, zapraszam na pięterko do pięknego gmachu Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie…
Dobranoc …. ta obfita piękność może mi się nie przyśni ….. Na wszelki wypadek odczynić uroki ?