Było to dawno, dawno temu, gdzieś koło początku ubiegłego wieku. Ludziska pod Tatrami już się zapoznali z pożytkami z turystyki, za dutki przyjezdnych zaczęły nawet powstawać nowe chałupy. Nie wszyscy jednak górale z takim samym entuzjazmem witali najazd ceprów. Józek od Ślimaków, chłop jeszcze młody, ale już gospodarz, zagrodę swoją miał na uboczu, u wylotu jednej z niewielkich dolinek tatrzańskich – walnych, czyli wychodzących na przedpole. Od gór oddzielała go tylko stara droga hamerników, która w przyszłości zyskać miała miano „drogi pod reglami” i status zakopiańskiego deptaka, ale za Józka czasów rzadko kiedy można tam było spotkać. Żył więc z rodziną na swoim, ciesząc się pięknym miejscem i żwawym strumieniem, który przepływał mu przez obejście i wypłukiwał wszystko, co trzeba było usunąć. Bliskość targu też była zaletą tej lokalizacji; z czasem postarał się też o dostawy do zakładów leczniczych organizowanych przez doktora Chałubińskiego. Był Józek dobrym gospodarzem, pracowitym, oszczędnym – dorobił się kilku krów, jakieś świnki zawsze w zagrodzie były, owce swoje w kierdelach też miał. I może ta pozycja self-made-mana sprawiała, że nie był szczególnie dobrze usposobiony do ceprów.
Nie to, żeby był agresywny – jak na górala Józek był dziwnie łagodny, nawet się czasem w karczmie podśmiewali, że taki do bijacki nieskory – po prostu wolał trzymać się na dystans. Toteż zgniewało go, gdy wyszedłszy rano któregoś dnia rozejrzeć się po swoim obejściu i okolicy zobaczył cepra, stojącego na mostku tuż powyżej jego obejścia. Cepr, jeszcze dziwaczniej wyglądający niż dotychczas spotykani, zachowywał się też odmiennie. Zamiast udać się w swoją drogę, stał na mostku i pluł do potoku.
Józek stanął obok i delikatnie zwrócił mu uwagę:
– Panocku, a dyć nie plujta mi do potoku, toć to woda dla mojego obejścia…
Cepr nie reagował, więc Józek rzucił bardziej dosadnie:
– Panocku, nie plujta, jesce mi krowy wyzdychajom…
Cepr zignorował go znowu, no, ale w końcu sobie poszedł…
Słowo wyleci wróblem, a powróci wołem, jak mówi stare przysłowie. Krowy Józka faktycznie padły w dość krótkim czasie; świnki zabił i sprzedał, zanim stało się jasne, że i im taki los sądzony. Dobrze, że owce były na hali! Józek zacisnął zęby, poszedł robić przy drwalce, żonie i dzieciskom zostawiając obejście i poletko. Harówka dała rezultat: po roku miał już dwie krówki i świnka też się na resztkach tuczyła.
Życie nie zna jednak happy end’ów. Prawie dokładnie rok później znów na mostku pojawił się ten sam cepr i tak samo jak przed rokiem zabawiał się pluciem w żwawo płynącą wodę. Józek się wziął za tłumaczenie:
– Panocku, nie plujta! Łońskiego roku wytruliście mi całą żywinę…
Znajdując się ignorowanym wrócił się wreszcie Józek po jakąś sztachetę, ale cepr się już zabrał do licha… Nieznajomy odszedł, krówki zaś znów padły – szczęście się od Józka widać odwróciło. Znów musiał harować na cudzym…
Było potem jeszcze wiele dramatycznych przeżyć: wojna, międzywojenna bieda, kolejna wojna… Nieubłagana logika historii sprawiła jednak, co sprawić miała: po latach nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej w Lublinie, w cyklu „Pamiętniki świadków historii” ukazała się obszerna książka pod tytułem „Moje rozmowy z Leninem”.




Wachmistrzowe wspomnienie plakatu skojarzyło mi się z zamierzchłą historyjką, ilustrującą powszechne onego czasu wykorzystanie Lenina do każdego celu, do którego się choć trochę nadawał 😉
Puenta mnie rozwaliła 🙂 🙂 Ale jajako czujny czekista, chciałbym zapytać towarzysza, komu to służy? Czyż nie lepiej zanucić pogodną piosnkę „Niech żyje na towarzysz Stalin, co usta słodsze ma od malin..” Niż snuć miazmaty i iść na lep imperialistów? 🙂

Witaj Pancerny.. w przedszkolu dawali cukierki od Dziadka Stalina.
„Dziadek”….. hmmmmm….
Witaj Czarodziejko 🙂 Ja odziedziczyłem po wujku kurtkę lotniczą na kożuszku z UNRY, prawdziwe cudo, niestety jakieś 10 lat temu dosłownie się rozsypała, ale i tak wytrzymała jakieś 60 lat 🙂
Życie i fikcja literacka dzisiaj, widzi mi się, łeb w łeb?
We wspomnieniach Nadieżda Koinstantinowna pisze, że Lenin miał zwyczaj dolewać ciepłą wodę do wazonów z kwiatami…
Życie zawsze, prędzej czy później, fikcję literacką wyprzedzi…
Dzień dobry
Lenin zatruwał wodę w potoczku, lał ciepłą wodę do kwiatów, co jeszcze potrafił Lenin? Szkoda, że już go nie ma bo może by coś poradził na ten cyrk w Warszawie na Wiejskiej? 
Dzieńdoberek, Bożenko
Jak nasza Pani zza Wielkiej Wody???
Witaj Poranna ….Na ten cyrk, to „Żelazny Feliks”… 🙂
Witajcie!
To jeszcze króciutkie opowiadanko o dobrym człowieku:
„– Co robisz? – spytało dziecko.
– Golę się – odpowiedział Lenin.
A mógł zastrzelić…„
Ten co to się mu zmarło 5 marca bodajże 1953 roku, na pewno by zastrzelił.
Oj, to wczoraj…
Witaj, Panie T.
Lenin na łożu śmierci. Przychodzi do niego Stalin. Lenin pyta:
– Stalinie…, a Ci wszyscy ludzie to pójdą za Tobą?
Stalin odpowiada:
– Jak nie pójdą za mną, to pójdą za Tobą Leninie.
Dzień dobry w tym najpiękniejszym dniu tygodnia roboczego 😀
Zapraszam na kawę
Dziękuję, chętnie
Zawsze mogę na Ciebie liczyć!

Dzień dobry, Panie Krzyś 😀
Kawę zimną kończę, bo jak to w pracy bywa…, że trzeba coś zrobić na wczoraj 🙁
Dzień dobry 😀
Dzień dobry.
O matulu! A mógł użyć sztachety – i ile by to problemów rozwiązało! Cudne opowiadanie, w sam raz do księgi pamiątkowej muzeum w Poroninie, o ile jeszcze takowe istnieje 🙂
Gdyby użył sztachety, to losy świata mogły by się potoczyć inaczej 😉
„Efekt skrzydła motyla”
PS. Kochani, po południu wybywam, będę z powrotem w niedzielę… po południu lub wieczorem. Zobaczymy, w jakiej kondycji, bo jakoweś wirusy krążą, jak donoszą znajomi ze wszystkich właściwie stron Polski 🙁
Ale, dzisiaj czujesz się zdrów???
Witaj Panie Q 😀
Owszem, dziękuję, w miarę zdrów. Trochę się obawiam tego wyjazdu, żeby nie wrócić z niego MNIEJ zdrowym, ale wszystko już poumawiane i poukładane, więc pozostaje opatulić gardło, wyposażyć się w stosowne środki przeciwbólowe i przeciwprzeziębieniowe… i hajda.
Pakuj Pan w torbę z kilo cytryn i codziennie rano dla zdrowotności, pij Pan z niej sok zmieszany z ciepłą wodą. Najlepiej na czczo.
Jeśli nie uchroni przed wirusami, to na pewno złagodzi objawy.
Ja tak piję, ale na zimno. Czasem mam tylko katar…

A Quackowi radzę omijać wszelkie krążące wirusy
Hmm, spróbuję i tego, dziękuję.
Dzień dobry



Doszłam do wniosku, że mam nieziemski talent do (?).. spania
Przespałam, gdzieś od 19-tej dnia wczorajszego do 5-tej z minutami dnia dzisiejszego 😀
Poczytałam wczorajszy wątek i stwierdzam, że Miśku jest cudny!! Jeno się zbyt rzadko pokazuje! Pracuś Jeden!
Ile zagród (czyt:krajów), pluciem, zatruł Lenin… nieziemską zarazą. Chociaż, wracając w szczenięce lata, przypomniałam sobie słowa mojego Tatki: ” Lenin się w grobie przewraca patrząc na to, co komuniści wyprawiają”.
Zbyt ambitną nie będąc, dzieł Lenina nie czytałam!! To tak na wszelki…
Górale w czasie wojny niezłe dudki, za żywność, zbierali od ceprów.
Noo, jak to Mistrz T. wyżej napisał … życie zawsze, prędzej czy później… itd.
Żeby tylko pluciem! I jakby Józek wiedział, że krówki czy świnki zamiast wyzdychać, będą jechały na wschód…
Ze skarbczyka starych dowcipów:
P. Jaki jest związek między rzeźnią a sklepem mięsnym?
O. Radziecki…
Dzień dobry Skowronku ! ” socjalizm tak, wypaczenia nie”…. stary zabieg socjotechniczny 🙂 I na to wielu, oj wielu się złapało. 🙁
Mój ojciec opowiadał, ze przed wojną niektórzy komunizm wyobrażali sobie tak : położą się na zielonej tawie, na podeszwach butów napiszą za ile na godzinę zgodzą się wstać do roboty…. naprawdę nie zmyślam !
Mi dziadek opowiadał, że najbardziej wszystkich przerażała wizja.. wspólnych żon 🙂 🙂
Sześć podejść robiłam, żeby się z Szan.Państwem przywitać!! Skaranie boskie z beneficjentami

I z MPiPS-em, a dokładnie z samym ministrem, też
Dzień dobry 🙂 Pokazuję się i… znikam 🙂
Ps. Dowcip mi się przypomniał 🙂
Władze rosyjskie postanowiły wydać Czukczom dowody osobiste.
Do takich dowodów potrzeba naturalnie zdjęć. Jedynemu fotografowi na Czukotce szybko się robota znudziła i stwierdziwszy, że i tak wszyscy jednakowo wyglądają, doszedł do wniosku, że wystarczy sfotografować jednego, a wszystkim pozostałym robić odbitki z tego jednego negatywu.
Wszystko szło pięknie do momentu, kiedy jeden z Czukczów zgłosił reklamację:
– To nie moje zdjęcie!
– No jakże nie twoje? Twoje! Twoja morda!
– Morda moja, kufajka nie moja! 🙂
Dziwnie bystry był ten Czukcza – kufajki wszak wg jednego modelu były ?
Po plamach poznał ?
Może negatyw nałożył odświętną kufajkę 🙂
A’propos kufajki to spomniała mi się dykteryjka, której mnie jeden powiedał Moskal (choć po prawdzie był ci on z Peterburka), a ponoś owa autentyczna z kręgów budowniczych magistrali bajkalsko-amurskiej… Owoż między inszemi robił tam z niemi pewien już mocno wiekowy dziadek, niechże mu będzie Wania, który posuwał w koperczaki do jakiej kuchty ze stołówki, ta zaś nie żeby była nie od tego, ale warunek postawiła dwojaki: primo, że dopiero po ślubie, secundo, że dziadek ma się najpierw wykąpać… Wania na ślub się godził, na kąpiel w żadnym razie. Chłop swoje, baba swoje… Żądała wyjaśnień zadziwiającego uporu, nareszcie Wańka wyznał, że to przez to, że się zwyczajnie boi, bo za każdym razem, jak się wykąpał, to zaraz było jakieś nieszczęście. Za pierwszym razem zmarł Lenin, za drugim razem na Rodinu najechali faszyści, a za trzecim nie dość, że zmarł towarzysz Stalin, to mu jeszcze kufajjka zginęła…:(( Kuchta jakoś mu wreszcie wytłumaczyła, że to wszystko przesądy światło ćmiące i przypadki i niechże się nie wygłupia tylko idzie do jeziora, wykąpie się porządnie i sam zobaczy, że się nic złego nie stanie.
Dziadek poszedł, wyszorował się, wrócił, najpierw przejrzał gazety, potem wysłuchał wiadomości przez radio, a na końcu mówi do niewiasty: „Wiesz, miałaś rację! Nie tylko, że się nic złego nie stało, ale jeszcze jak się rozebrałem, to się kufajka znalazła!”
Kłaniam nisko:)
Cudo
A teraz do pracki jeszcze na trochę…
Dzień dobry ! 🙂
Bardzo gustowne opowiadanko, Ukratku…. żal,że sztacheta została w płocie…
Takich sztachetek więcej by się przydało…
No to jeszcze coś na temat kufajki:
Odbywał się załadunek wagonu ze zbożem, który miał trafić do Rosji. Jeden z robotników zrzucił kufajkę, bo się rozgrzał przy robocie i rzucił ją na worki. Wagon zamknięto, kufajka odjechała. Po jakimś czasie nadszedł pociąg z Rosji wielkim z napisem: „Dary ze Związku Radzieckiego”. Otwarto wagon i robotnik zobaczył swoją kufajkę tam gdzie ją rzucił.
Nic w przyrodzie nie ginie
Oj tak…. w porcie importowaną pszenicę odlichtowywano na rosyjskie statki…. tak głosiła szczecińska cicha plotka 🙂
My za zboże zapłaciliśmy dolarami, a Rosjanie nam rublami transferowymi, tak się robiło interesy za PRL-u 🙂 🙂
Rublami czy wróblami? 😆
Trzeba jeszcze znać relacja między walutami… w owych czasach określano je tak:
funt rubli = 1 dolar
Dzień dobry
Ja pamiętam taką piosenkę (a właściwie jej fragment) „… my wam węgiel, wy nam banana…”
Zacne opowiadanko
Oczywiście niby nie chodziło o naszych sąsiadów, a o jakiś tam afrykański kraj, ale i tak wszyscy wiedzieli o co chodzi.
Witaj, Mirelko!
Co się z tobą dzieje? Mało cię tu ostatnio…
Odpowiem cytatem

Czasami real nas dopadnie i dokopie. Nie ma się wtedy ochoty nawet dzioba otworzyć…
„Są takie dni w tygodniu, gdy nic ci się nie układa…”
Czasami lepiej pomilczeć, niż rozsiewać swoje problemy i zły humorek…
I od razu odpowiem Skowroneczkowi. Nie obraziłam się na nikogo, bo i powodu nie było
Oj tak, ale mam nadzieje, że dałaś radę !
Jak się musi… to się daje radę
Są takie dni… ale może właśnie wtedy warto wydać parę treli oznaczających”tu jestem, w tym dołku siedzę”? A nuż ktoś odkląska (co bardzo prawdopodobne!) i opuszczenie dołka stanie się łatwiejsze?
Każdy ma inny charakter i każdemu czego innego potrzeba. Ja skorzystałam z tego, że nie tak dawno był dzień sprzątania komputera i każdą wolną chwilę poświęcałam na segregowanie zdjęć
To idealnie pomaga na odprężenie… Myśli i ręce czymś zajęte i nie myśli się o tym co jest. A jeszcze na dokładkę mąż mi się zbiesił i nie chciał jeździć na wycieczki. A to też pomaga. Jak taki lodowaty wiatr powieje po głowie, od razu jest ostudzona 


Co prawda byliśmy raz w The Field Museum of Natural History w Chicago, ale to spacer po budynku i wiatr tam nie wieje
A z dołków już od dawna nauczyłam się wyskakiwać sama. Tak jest lepiej, bo przynajmniej nikt nie dotknie i nie urazi.
I tak mnie naszła refleksja… Kiedyś w kabaretach mówiło się dwuznacznikami, nigdy wprost. A ludzie i tak wiedzieli o co chodzi i kwiczeli dokładnie. Teraz często kabarety rzucają nazwiskami, żeby nikt nie miał wątpliwości o kogo chodzi i jakoś przestało to być śmieszne… Czyżbyśmy stracili poczucie humoru? Czy może kabarety zeszły na psy?
W zdecydowanej większości zeszły, niestety…
Pamiętam też, że sporo było uciekinierów z dawnego ZSRR do Polski. Tych wyłapywali żołnierze WOP-u i odstawiali do granicy, a stamtąd pakowano ich prosto do więzienia. Raz się zdarzyło, że Polak nielegalnie przekroczył granicę, ale tego po odstawieniu wysłali do psychiatryka
Osobiście znałem pewnego poważnego, było nie było, pracownika naukowego UJ (autor biografii Ludwika XIV), który peregrynując w Bieszczadach nagle stanął oko w oko z patrolem pograniczników sowieckich. Na dzień dobry dostał kolbą w zęby (cztery czy pięć miał wstawianych na nowo) i pytanie: „Zacziem ty chatieł ujti iz Sowietskowo Sojuza?”.
Noc spędził w celi pod ichnią strażnicą, gdzie mu jeszcze nerek odbili, rano przewieźli go do Lwowa, gdzie z kolei śledczych najbardziej interesowało, gdzie kupił tak dobrze podrobiony polski dowód osobisty i inne dokumenty. Wersji przez niego przedstawianej w ogóle nawet nie sprawdzano, a wolność zawdzięcza temu, że jak nie wrócił z urlopu, to koledzy i służby pracownicze UJ zgłosiły zaginięcie i dopiero nasza milicja, skojarzywszy że zaginął w Bieszczadach, rutynowo zapytała odpowiednie służby w CSRS i ZSRR, czy taki to a taki nie zabłądził czasem gdzie na ich stronę, albo może gdzie kto jakiego niezidentyfikowanego ciała nie znalazł.. Dopiero wtedy podobno komendant strażnicy skojarzył, że faktycznie mieli podobnego na dołku miesiąc temu i że go odesłali do Lwowa. Oddano go na granicy bez jednego papieru wyjaśniającego cokolwiek i jeszcze miał człowiek kłopoty, że miał nieusprawiedliwione nieobecności w pracy…
Kłaniam nisko:)
No to faktycznie miał pecha. Można sobie wyobrazić, jak zostali potraktowani Rosjanie przyłapani na ucieczce z tego „socjalistycznego raju”
Pewnie Sybir, albo długoletnie więzienie. Całe szczęście mojego ojca dorwali nasi, to ani go tam pobili, ani niczego mu nie zrobili. Sprawdzili dokumenty, gdzieś tam zadzwonili, pogadali z nim i wypuścili. To znaczy wsadzili do pociągu jadącego do Białegostoku. Nad ranem był w domu 
I jeszcze jedno wspomnienie…
Puścili w końcu bez żadnych konsekwencji… wytłumaczył im, że 5 lat odsiedział w Tomsku i nie ma zamiaru tam wracać 
Mój ojciec, jako prawnik firmy, wygrał kiedyś sprawę w Sądzie Najwyższym w Warszawie. Oczywiście uczcili to zakrapianym obiadem i ojciec wsiadł do pociągu. Zasnął biedak i nie obudził się w Białymstoku, a pojechał dalej. Na granicy obudził go celnik w obstawie WOP-istów. Oczywiście zabrali go do aresztu, jako chętnego do nielegalnego przekroczenia granicy
Pogadałam sobie i czas mi się zbierać do pracy

Miłego popołudnia życząc…
Praca nie zając, ptaszki gdzie? Uzależniłem się 🙂 🙂
Świergolą, wczesnym rankiem, gdzieś na drzewach 😀
Część już Ci Skowronek odpowiedziała
U mnie też są na drzewach, w lesie, w parkach, no i na karmnikach 
Zdjęcia mam przygotowane, opisy ptaków w specjalnym folderze. Najdłużej zajmuje dodanie opisów pod zdjęciami… Gdyby nie to, to 10 minut i nowy wątek jest 
W sumie… „zmontować ptasi wątek”, to minuta osiem
Kochani, zaniedługo wybywam, jeżeli będę miał możliwość odezwania się wcześniej niż w niedzielę (wieczorem?), to tak zrobię.
Pozdrawiam!
Zdrowia i dużo przyjemności życzę
Wspaniałych wrażeń na wyjeździe, Mistrzu Q

I wracaj zdrowy
Dzień dobry 😉 Obecnie , w jednym ze sklepów futrzarskich w Moskwie . Poproszę Krasawica , jedno karakułowe futro dla mojej żony . Z przykrością , ale już nie ma futer .Nie ma ? Niestety , nie ma .Hm … no to ja poproszę dwa futra . Co , dwa ? Zwariowałeś ? Po co ci dwa futra ? Gołąbeczko , dwa futra , bo jedno jest dla ciebie ! Ach, ty Saszka ,nie mogłeś od razu ? Poczekaj , już idę na zaplecze … No i transakcja została zawarta …
Szapka uszanka z karakułów gratis 🙂 🙂
Saszka, kiedy już kupił futro i czapkę uszankę jak słusznie przypomniał Misiek ,postanowił wpaść do Mauzoleum Lenina , bo od CUM-u ,gdzie dokonywał zakupów , to rzut beretem .Miał jednak pecha , bo kiedy stanął przed wejsciem , to przeczytał na dużej tablicy ;PEMOHT . Pomyślał ,podumał i wyjął flaszkę ,kiedy zagadnął go jeden z robotników : Co tak sam ? Daj łyka ! No i zaczęli zakrapianą pogaduszkę , a kiedy była już prawie pusta flaszka, robotnik powiedział : Saszka , po cholerę będziesz właził do tego lochu ,postaw jeszcze jedną , a ja tego Lenina , tutaj , do ciebie przyprowadzę !
Niemrawo tu dziś, a i ja na jakieś trzy godziny wybywam…
Do zobaczenia
P. Po jaki towar stoją w Moskwie najdłuższe kolejki?
O. Po mysi olej.
P. Gdzie można dostać w Moskwie mysi olej?
O. Nad jednym tylko punktem wisi wielki napis M a u s o l e u m…
Ostatnio (chyba czytałam 😀 ), że garniturek świeży otrzymał. Nie wiem tylko czy naftaliną posypany. Może lawendą kieszenie ponapychali 😉
Mysi olej… hmmm… że też wcześniej nie skojarzyłam
Super…. w końcu to skarb narodowy…. błeeee:(
😀

Dobranoc się z Szan.Państwem
Dobry wieczór
Wróciłam do domu i zaraz siup, na Wyspę. 
No i co z tego, że wróciłam? Nie ma z kim pogadać, idę spać.
Dobranoc
Jesteś przykładem prawdziwej kobiety , która jest zadowolona tylko , kiedy się n a g a d a …..
Ja się nie muszę n a g a d a ć, tylko lubię pogadać. Nie lubię monologu, Maksiu.
Tak , rozumiem , ale słowo n a g a d a , składa się z przymiotnika i czasownika , stąd możliwe różne interpretacje , co niczego nie ujmuje ” prawdziwej kobiecie ” Wiosenne dzień dobry 🙂
N a g a d a ć, też się składa z dwóch słów… Ja też zrozumiałam 😆
Cieplutkie, słoneczne dzień dobry
No i dla jasności – żeby się n a g a d a ć, musiałabym mieć partnera.
Wieczór filharmoniczny…. to i Wyspę porzuciłam … na trochę 🙂
Ponieważ Nie ma dziś Quackiego, proponuję na dobranoc kołysankę góralską:
ooo, a już myślałam, że pora szukać dpbranockowej melodii…a tu proszę, Krywań wyniosły i całkiem łagodna melodia:) Pięknie !
dobranoc
Dobry wieczór?
A może by tak mistrza Waligórskiego?
Dzień dobry !
A tego nigdy nie słyszałam !
Dzień dobry
Dobrze się budzić w towarzystwie Włodzimierza 
Bożenko…. a co na to Mania ?
Mania, to inny rozdział
Słoneczne i wiosenne DzieńDobry Wyspiarzom :)))
Dzień dobry …. tup…tup…. chyba wiosna idzie 🙂
Nie „chyba”, tylko na pewno. Przyleciały już niektóre bociany, żurawie i inne ptactwo. Aha… skowronki nad polami też już śpiewają… Wiosna
Wczoraj widziałam drozdy wędrowne, czyli już początek wiosny
One zwykle przylatują pierwsze… chociaż to bywa mylące… niektóre zostają tutaj na zimę 
Jedno z pięknych zdjęć Missjonash: dzwoniec

Faktycznie, piękne zdjęcie

Sobotnioporanne ogólnowyspiarskie Dzień dobry!
Piękne, słoneczne, cieplutkie Dzień dobry!
Dzień dobry
W końcu mróz zelżał i może nawet śnieg i lód zacznie się topić
Jak na razie w miejscach, gdzie nie chodzą ludzie, lodowa pokrywa. Jak się jedzie za miastem, pola wyglądają jak pokryte blachą
Co prawda białą i świecącą, ale blachą…
U mnie też coś w rodzaju wiosny
Witaj Mireczko
cieplej
W Poznaniu 10 st. powyżej zera i piękne słoneczko. To dopiero wiosna, a jutro ma być jeszcze
U mnie na razie 0C, ale nie napisali, czy na plusie, czy na minusie
Docelowo ma być +6C, czyli prawie jak u Ciebie. 
Dzień dobry 🙂 Wiosna nadejszła 🙂
Dzień dobry Misiaczku
Teraz się cieszysz z wiosny, a potem, latem, będziesz narzekał na to „żółte paskudztwo” lejące żar z nieba 
Przeglądałam zdjęcia i opis wycieczki do muzeum… Trochę to przydługie jak na Wyspę…
A nie można podzielić?
Widziałaś opis w Zaciszu, to wiesz jak jest długi (całość, ze zdjęciami, zajęła 4 strony i trochę)
Spróbuję to jakoś podzielić… 
Nie wszystkie też zdjęcia musisz pokazywać, tylko te najciekawsze, mniej znane, które wymagają opisu.
Ja i tak okroiłam do niemożliwości te zdjęcia. Mam ich wszystkich prawie cztery setki


Jak wrócę, to poopisuję te wybrane i założę nowy wątek.
4 setki??? Ja po jednej już leżę
To z Tobą dobrze kupować na spółkę
Mnie po pięciu zaczyna się troszeczkę kręcić w głowie 

To znaczy kiedyś, bo ostatnio nie próbowałam
Muszę jechać
Ale chyba najpierw wypiję drugą kawę, bo jakoś mnie muli do spania. Czyżby zanosiło się na deszcz? Jak na razie słońce świeci całym niebem 
Nic mi się robić nie chce, nawet jechać, chociaż lubię siedzieć za kierownicą 
Mam takiego lenia, że aż strach
Też dziś mam lenia, ale wypiłam kawę i trochę mnie obudziła
Pożyczę atrybutu od Wiedźminki
A! Przypomniało mi się coś jeszcze. Muszę się pochwalić

Cała klasa biła mu brawo
Pytałam syna, czy ten test był aż tak bardzo trudny, to mi odpowiedział, że wcale… było kilka podchwytliwych pytań, ale on za stary wróbel na te plewy 
Mój synek pisał nie tak dawno test. Nie wiem dokładnie z jakiego przedmiotu, bo na tych amerykańskich komputerowych terminach w ogóle się nie znam i nie jestem w stanie tego zapamiętać
W każdym bądź razie wykładowca stwierdził, że od wielu lat już uczy i nikomu jak do tej pory nie udało się napisać takiego testu na 100%, a mój syn to zrobił
Gratulacje dla Marka

Dziękuję w jego imieniu
Mamuśce też 😀 za zdolne dziecię 😀
No wiadomo, dziecię zdolności odziedziczyło po mamuśce, więc i jej gratulacje się należą

A czemu nie po tatusiu?
Przeca zdolny 
Tatusia nie znam, ale mamusie tak
Pogratulować!
Jak to mawialiśmy przy okazji Najjuniora: po championach!
Dziękuję pięknie w imieniu całej rodziny (tak na wszelki wypadek)
Kawa wypita, ruszam w drogę.

Myślę, że dłużej niż godzinkę nie powinno mi zająć…
Także do popotem
Miło Cię widzieć Zamorska Pani
Dzień dobry, jeszcze


Państwo trele, morele… wiosną się zachwycają, ptaszkami (?) świergolącymi, a ja jak wół od bladego świtu prawie gruntówkę w mieszkaniu odstawiłam
Zamieniam na mniejsze, nie mam zdrowia ni chęci pucować te m2, które same się brudzą, kurzą i w ogóle na co mi tyle metrów?? Połowa by wystarczyła…
Są chętni na zamianę??? Jeśli ma ktoś mniejszy metraż – proszę o kontakt! W trybie pilnym! Bo się rozmyślę
34 m wystarczą?
W sam raz!! Coby nogi w siedzenie nie chowały się, a ręce do samiutkiej gleby – nie wydłużały się
Jak chcesz, zamień się ze mną
Moje metry chyba mniejsze niż Twoje
Tylko trochę daleko byś miała do pracy…

Ponaddźwiękowcem np. TU – 144
A gruntówkę odwaliłam w ubiegły weekend i nie mam zamiaru się powtarzać
Ileż można konserwować te powierzchnie płaskie? W tym tygodniu nie dotykam, może nie zarosną
W dodatku mam lenia i zawsze na niego mogę całą winę zwalić
A co? Niech małpa zielona nie siedzi mi na kołnierzu 
Chyba jeszcze śpię


Miało być
Narka
Wykładam się w pozycji horyzontalnej. Zatem do … popotem
Narka
A ja się właśnie z takowej ruszyłem!
A ja wróciłam
Zabiorę się za to opisywanie…
Chyba dużo zmieniać nie musisz?
Chodzi mi o opisy zdjęć, bo sam tekst „zerżnęłam” na czysto
Całkiem słusznie.
Skończyłam

Zapraszam pięterko wyżej