Prawdę mówiąc omyłki nie było; zapomnieli jedynie na końcu dopisać:
W konia zrobiliśmy don Camilla, który dopiero teraz, jak ma na karku półtora kwintala Atompasty, dyskretnie się wywiedział i zrozumiał, że duże opakowanie, jako termin handlowy, oznacza nie duże pudełko, ale dwanaście tuzinów dużych pudełek.
Ale nawet przez myśl mu nie przeszło, by protestować i robić szum. Jedyną jego troską było staranne ukrycie stu ze stu czterdziestu czterech pudełek Atompasty, żeby nikt we wsi nie mógł podejrzewać, że don Camillo dał się tak nabrać, bo cała gmina miałaby uciechy na trzydzieści albo czterdzieści lat.
Don Camillo wiedział, z kim ma do czynienia.
Jeżeli pojedziecie w te strony i zatrzymacie się w okolicach R., z pewnością opowiedzą wam historię, jaka wydarzyła się czterdzieści lat temu, historię pewnego kowala, który zrobił sobie skrzydła z blachy, a potem z pomocą zaufanego przyjaciela nocną porą wdrapał się na topolę i skoczył w dół. Wpadł do bagna i zwichnął sobie rękę. Ale pierwszym jego zmartwieniem było nie to, żeby się o nią zatroszczyć; natychmiast sięgnął zdrową ręką do kieszeni i wyciągnąwszy srebrnego skuda (to była duża suma czterdzieści lat temu), powiedział do przyjaciela: „Na miłość Boską, tylko nikomu nic nie mów!”
Przyjaciel poszedł do domu i nic nie powiedział. Noc miał niespokojną. O piątej rano pobiegł do kowala i wsadziwszy mu w dłoń srebrnego skuda powiedział zatroskanym głosem: „Wybacz mi, ale nie mogę milczeć”.
I wszystko rozpowiedział, a ludzie jeszcze dziś o tym gadają i śmieją się, jakby to się zdarzyło wczoraj.
Drugie zmartwienie don Camilla polegało na znalezieniu sześćdziesięciu czterech tysięcy lirów, które miał wysłać do wytwórni Atompasty. Problem w tym, że dla takiego biednego księdza jak don Camillo, wyciągnąć z sakiewki sześćdziesiąt cztery banknoty po tysiąc, to jakby dostać obuchem po głowie. I to nie raz, ale każdego dnia, bo pożyczone pieniądze trzeba oddać.
Don Camillo zaciskał pasa, póki mógł, potem osiągnąwszy stan czarnej rozpaczy z powodu terminu płatności, i nie wiedząc już, w którą stronę się obrócić, zwrócił się do Peppona.
Zastał go w warsztacie zajętego grzebaniem w brzuchu traktora na gąsienicach.
-Panie wójcie – wyjaśnił niedbale don Camillo – czy nie przydałoby się panu do magistratu i do Domu Ludowego parę pudełek Atompasty, nadzwyczajnej pasty do posadzek? Nadarza się doskonała okazja. Zwrócił się do mnie pewien pański przyjaciel będący w tarapatach.
Peppone przerwał pracę i spojrzał nienawistnie na don Camilla.
-Kim jest ten łotr, który księdzu to powiedział? – spytał dziko.
Don Camillo rozłożył ręce.
-Proszę księdza, niech ksiądz dobrze uważa i trzyma język za zębami, bo jeżeli rozniesie się ta historia, to będziemy mieli na pieńku. Ksiądz ostrzeżony, na wpół ocalony!
Don Camillo westchnął.
-A jednak ten żarcik z dużym pudełkiem i opakowaniem wcale nie jest głupi, towarzyszu wójcie.
Peppone zacisnął pięści.
-To żadna sztuka! A co ksiądz chce, żeby taki nieszczęśnik, który ledwie czyta i pisze, wiedział o pudełkach i opakowaniach? Ja nie uczyłem się łaciny w ogóle!
-A co to ma do rzeczy. Ja się uczyłem, a w piwnicy mam sto czterdzieści pudełek Atompasty.
Peppone podskoczył.
-No nie! – ryknął.
-*** No tak! – odparł pokornie don Camillo.
-Słowo?
-Słowo!
Wtedy Peppone cisnął kapeluszem o podłogę i zaczął skakać jak wariat. Wyglądał niczym nowo narodzony.
Don Camillo potrząsnął głową.
-No dobrze, ale teraz, jak już wiesz, to co ci z tego?
-Mnie? Nic! Ważne, że księdzu się dostało!
Don Camillo westchnął.
-Ta ludzka głupota! Jeżeli spadnie ci na głowę dachówka, to cieszysz się, jak twojemu bliźniemu też spadnie?
-Ksiądz nie jest moim bliźnim – stwierdził Peppone. – Ksiądz jest wrogiem ludu, a uszczerbek, jaki ponosi wróg ludu, jest dla ludu zyskiem.
-Słusznie – dodał don Camillo. – Natomiast strata, jaką ponosi przyjaciel ludu, wychodzi na niekorzyść ludu, ponieważ za sto czterdzieści cztery pudełka Atompasty nie płaci towarzysz Peppone, ale idzie to z konta gminnego.
Peppone zagrodził mu drogę.
-O nie, mości klecho! Za tę przeklętą pastę sam osobiście muszę zapłacić, bo ja ją zamówiłem, a jeżeli wpiszę te sześćdziesiąt cztery tysiące lirów do bilansu, to wasi zbóje z opozycji powieszą mnie na krzyżu jak Jezusa Chrystusa!
-Jak Barnabę – sprostował don Camillo.
Peppone zabrał się z powrotem do roboty, lecz w pewnej chwili wytknął głowę spod maski silnika.
-Proszę księdza, niech ksiądz zaspokoi moją ciekawość: w jaki sposób się przedstawił?
-Mówił, że przychodzi z polecenia komitetu. Przyniósł mi broszurkę.
-I nawzajem! – wykrzyknął Peppone. – U mnie też był komitet i koperta, a w środku obrazek z nowym gołąbkiem pokoju. Sprytny gość, nie ma co! Ale przysięgam, jeśli wpadnie mi w ręce, to mu skręcę kark!
Peppone splunął w kąt i ciągnął dalej rozjuszony:
-Jak mi wpadnie w łapy, złapię go za kark, dołożę mu sierpowym, a potem zapytam: „Odpowiada panu ten rodzaj? Doskonale, więc dołożę jeszcze większą porcję”.
Don Camillo nie odpowiedział, również dlatego, że oczy Peppona stały się nagle wielkie jak młyńskie koła.
Rozklekotana pięćsetka zatrzymała się przed drzwiami warsztatu.
-To on – powiedział Peppone ochrypłym głosem. – Niech się ksiądz schowa. Może wejdzie. Widzieliśmy się w magistracie. Nie wie, że to mój warsztat!
I rzeczywiście wszedł chudy człowieczek w okryjbidzie i ze skórzaną torbą przewieszoną przez ramię.
Kiedy Peppone odwrócił się i pokazał swoją twarz, mężczyzna chciał zawrócić do drzwi. Ale tu na szeroko rozstawionych nogach stał don Camillo.
Mężczyzna zrobił się blady jak trup.
-Chciałbym ćwiartkę oleju silnikowego – wybełkotał.
-Gęstszy czy rzadszy? – spytał Peppone, zbliżając się z miarką do dozownika.
-Rzadszy – powiedział, drżąc, mężczyzna.
Peppone napełnił miarkę i podał mu.
-Pije pan tutaj, czy woli na zewnątrz, w swoim aucie?
Mężczyzna spojrzał na Peppona, potem na don Camilla i z przerażenia oczy zaszły mu łzami. Zrozumiał, że nie ma wyjścia.
-Tutaj – wyszeptał. – W samochodzie siedzi moja żona.
Mężczyzna wziął miarkę i zbliżył ją do ust.
Wtedy Peppone wyrwał mu ją z rąk, wyszedł z warsztatu, podniósł maskę pięćsetki i wlał olej do silnika.
Mężczyzna oparł się o stół w warsztacie.
-Może pan jechać – powiedział Peppone, wchodząc.
-Ile płacę? ~ wydusił z siebie mężczyzna.
-Nic, usługa gratis dla zapoznania się z produktem. Jedź pan!
-Chciałbym, ale zaciął mi się rozrusznik – wyjaśnił z trudem biedaczek, chwytając się stołu.
-Przecież nie wypił pan ani kropelki! – zauważył don Camillo.
-No właśnie, proszę księdza – powiedział mężczyzna. – Ale tak się czuję, jakbym to wszystko wypił.
Peppone wyciągnął z szafki butelkę koniaku i nalał szklaneczkę, a mężczyzna wychylił jednym haustem.
Don Camillo wetknął mu do ust połówkę toskańskiego, długimi szczypcami wyciągnął z ognia żarzącą się szczapę i przypalił mu.
Mężczyzna zaciągnął się parę razy i oderwał od stołu.
-Jedzie się? – spytał Peppone.
-Trochę ślizga się sprzęgło – odpowiedział mężczyzna, ruszając powoli. – Ale jakoś idzie.
Nabrał odwagi po drodze i doszedłszy do drzwi odwrócił się.
-Do widzenia – powiedział, siląc się na prawie dobroduszny ton głosu. – A jak będą panowie czegoś potrzebowali, to macie mój adres.
-Dziękujemy; na razie jesteśmy zaopatrzeni – odparł przez zęby don Camillo.
Mężczyzna wsiadł do samochodu i pięćsetka ruszyła.
Peppone nie był zadowolony z załatwienia całej sprawy.
-No właśnie – powiedział w pewnej chwili – zawsze jestem stratny. Ksiądz się wykręcił połówką cygara, a ja musiałem mu dać olej i koniak!
-I jeszcze musisz mi pożyczyć osiem tysięcy lirów – powiedział don Camillo. – I żeby zapłacić za pastę, narobiłem długów i jestem w tarapatach.
Peppone pokręcił głową.
-Nie pożyczam pieniędzy! – wykrzyknął. – Jak ksiądz chce osiem tysięcy, to niech mi ksiądz da dwadzieścia pudełek pasty.
-Wyzyskiwacz kleru! Oszwabiasz mnie na tysiąc lirów!
-Bierze ksiądz, czy nie? Interes to interes !
Don Camillo poszedł po dwadzieścia pudełek.
Kiedy wrócił, Peppone otworzył magazynek za piwnicą.
-Niech ksiądz wrzuci do tych stu czterdziestu czterech – powiedział.
Potem zamknął drzwi na klucz i zapytał:
-Jak ksiądz myśli, gdybym mu pozwolił wypić, wypiłby?
-Nie – odpowiedział don Camillo – bo gdybyś ty mu dał wypić, ja bym mu nie dał.
-I co teraz poczniemy z całą tą pastą? – wymamrotał Peppone.
-Nie obchodzi mnie to. Nie musimy brać Atompasty ze sobą, kiedy się przeniesiemy na tamten świat.
Postawiwszy tak całą sprawę, problem stawał się dużo mniej poważny i Peppone uspokoił się.




To druga część tego nienajkrótszego-najkrótszego rozdziału, zgodna z hasłem przewodnim „nie każdy kompromis kończy się kompromitacją” 🙂
Pozdrawiam i życzę miłego popołudnia i wieczoru, do mnie właśnie jedzie wspomniany gdzieś wcześniej pies! :))
Ciekawa jestem co to będzie, Bezetko !
Na razie cisza 🙂 Spodziewałam się pisków, jak pani odjedzie, ale póki co nie. I pierwszy spacer za nami (kurzawa z gradem) i kot się specjalnie nie przejmuje i nie dystansuje…
Oby tak dalej (pomijając pogodę)
Czyli zapowiada się przyjemna opieka nad futrzakiem
Oby tak dalej (oczywiście mam na myśli opiekę, a nie pogodę) 
Śmiesznie jest, kot który zwykle śpi u małolata na piętrowym, tę noc w całości spędził na dywanie, jak strzałka skierowany ku psu pod stołem – wyglądał jak kapo 😉
Rano pierwszy musiał obejrzeć miski, choć gotowana kasza z marchewką i puszką nie wzbudziły jego zachwytu, a na każdą próbę przybliżenia się psa do człowieka, on leci też i demonstruje „moje państwo, mnie się głaszcze” 😀 Boję się tylko, że ona w końcu kłapnie przy tych miskach (kot ma swoje gdzie indziej).
Dzień dobry na nowym pięterku. Już, już myślałem, że jak im się ten kombinator s…syn sprzedawca napatoczył, to go poczęstują luparą albo innym sycylijskim krawatem, a ci go jeszcze poczęstowali koniakiem i cygarem! Zaiste dobrotliwi to władcy dusz, z lewej i z prawej.
Witam na nowym pięterku
Takiej wspaniałomyślności ja też się nie spodziewałam 
Moja mściwa natura tez z lekka zawiedziona
Też byłam zdziwiona. Ale tak to czasami bywa
Wydaje nam się, że jak kogoś tam (kto się nam naraził) dorwiemy, to mu ręce z tyłka powykręcamy, a jak przychodzi co do czego, miękniemy

bo mieli jakąś tam balangę w pracy i nie zdążył mnie powiadomić. Z pijanym szarpać się nie będę, więc ułożyłam go grzecznie na łóżku, obiecując sobie, że rano z nim konkretnie porozmawiam. Ale rano miał kaca giganta i tak biednie wyglądał, że nawet o pretensjach nie wspomniałam
Chociaż… gdyby się to zdarzało częściej, pewnie nie byłoby mi go szkoda i nawet na kaca dałabym mu popalić
W sumie na te prawie 34 lata małżeństwa chyba dwa razy wrócił w takim stanie… da się wytrzymać 
Przypomina mi się, jak kiedyś mój małżonek (jeszcze w Polsce) długo nie wracał z pracy. Byłam wściekła i obiecywałam, że jak wróci, to już mu powiem. Wrócił prawie na czterech
No patrzcie państwo! Taki prosty sposób na uspokojenie się, a tak rzadko stosowany!!!
Znaczy koniak i cygaro, czy „Nie musimy tego brać ze sobą, kiedy się przeniesiemy na tamten świat.”?
Miałem na myśli refleksję, kończącą opowiadanie. Koniak i cygaro niekoniecznie uspokoiły kanciarza…
.. ale polecił swoje usługi… taki obowiązkowy był:)
Tak prawdę mówiąc… wiem z własnego doświadczenia, że jak ktoś zrobi nam jakieś świństwo, podświadomie oczekuje rewanżu. Robimy mu wielką krzywdę, odpłacając dobrem.
Tego się nie spodziewa i czuje się znacznie gorzej, niż gdybyśmy się faktycznie zemścili 
Coś w tym jest, pytanie czy taki się „skruszy”, czy raczej oburzy brakiem rewanżu i pomyśli, skoro tak, to następnym razem dopiero pokażę łaskawcom jednym! 😉
To zależy od charakteru tego, który zrobił świństwo. Choć już samo to nie świadczy o nim dobrze, jednak resztki przyzwoitości powinny dać mu coś do myślenia 😉
DobryWieczór:)) Ciekawe czy z tej atompasty można było upędzić bimbru ???
Podobno bimber można pędzić z wszystkiego ? Ale ja nie jestem fachowiec
Ja też nie bardzo, ponoć najlepiej orientują się ci, co byli w wojsku w czasach wyjątkowo dotkliwych przejściowych trudności w zaopatrzeniu rynkowym…
To zależy, czy odpowiada ci „bukiet” tepentynowy…
A bardzo się różni od bukietu „Przemysławki”? 😉
Bardzo. Uwierz mi!
Hmmm, t
ak na słowo?
Dodaj trochę terpentyny do drinka, sprawdzisz doświadczalnie!
Bueeeee… Toć to chyba nawet znajomy malarz dwa dni przed wypłatą nie próbował…
Jednego nie rozumiem, skoro terpentyna jest jakimś tam ekstraktem z żywic drzew iglastych, a uszkadza płuca, nerki, wątrobę i układ nerwowy, to jakim cudem przebywanie w takim żywicznym lesie koi i wzmacnia? 😀 I jakim cudem burszyn działa leczniczo?
Może terpentynę też trzeba wrzucić do morza lub zakopać?
A czy Włosi też się specjalizują w samogonach? 😉
Sądząc po zaopatrzeniu sklepów w przeróżne likiery i nalewki, to w sumie są w tym względzie dość kreatywni, może nie tak jak Polacy, trochę inaczej. Ale podstawą do tego wszystkiego jest chiba ichnia grappa, czyli wóda/ bimber z wytłoczyn po winie?
Wydaje mi się, że jeśli potrafiłbyś, Stateczku, zniwelować ten smród, to pewnie dałoby się z tej pasty zrobić solidny bimber
Jest przecież powiedzenie, że dla chcącego nic trudnego 
Zaskakujące rozwiązanie problemu Atompasty ! Słabą stroną końcowej refleksji jest to, że n ie tylko Atompasty się ze sobą nie zabierze przy przeprowadzce na tamten świat
A koniaczek i cygarko byłby pewnie pożądane. Choć kto wie, czy pilot Kreci nie załatwiłby sprawy 🙂
Słyszałam kiedyś powiedzenie, że trumna kieszeni nie ma i niczego ze sobą nie zabierzemy na tamten świat… Tylko swoje uczynki i serce… I chyba coś w tym jest
Ja to mam zamiar zażyczyć sobie jakiejś książki – a nuż się obudzę? 😉
p.s. i latarki 😀
Jak latarki, to i zapasowe baterie… 😉
Może od razu elektryczność sobie doprowadzić? 😉
A najlepsza by była komórka, można zadzwonić gdzie trzeba…
Na przykład do kaplicowego…
Porządnie naładowaną i na wszelki wypadek z zapasową baterią 😀
To może i podręczną wiertareczkę akumulatorową ???
To by się chyba najlepiej przydało, bo jak z powyższego przykładu widać, na kaplicowego zbytnio liczyć nie można
Pokrętnymi drogami idę kręcić.
Bardzo lubisz kręcić…
Nawet jeśli nie, rozsądek nakazuje 🙁
Dzień dobry
Czy będzie jeszcze trzecia część tej zajmującej opowieści?
Przyznam, że po przeczytaniu dotychczasowych epizodów mam poczucie pewnego niedosytu (brakuje mi morału tej opowieści).
Nie 🙂 Zachęcam do sięgnięcia po Mały światek don Camillo (w bibliotekach, antykwariatach lub w sklepach internetowych), ostatecznie mogłabym pożyczyć swój, gdyby nie utknął gdzieś na Oruni 😉
Dzień dobry
Czytałem opowiadania o Don Camillo w młodości, ale zdążyłem już pozapominać to i owo…
Z kolei w adaptacji kinowej tego opowiadania nie ma 🙁
A ja już bez kręcenia mówię dobranoc
Obejrzałem „Jak zostać królem” i przekonałem się, że niestety ten poradnik nie dla mnie – jedyne, w czym mogę się porównywać to nieznacznie lepsza dykcja!
Ach, znakomity film! Oprócz ról głównych (król i nauczyciel) bardzo spodobała mi się królowa (Helena Bonham-Carter) i epizodycznie (oburzony) arcybiskup Canterbury (Derek Jacobi).
Natomiast co do dykcji, nieodmiennie przypomina mi się ballada Mistrza Waligórskiego w wykonaniu wiadomym:
4 Oskary, 1 Złoty Glob, 7xBAFTA a jeszcze więcej nominacji!
I w dodatku satysfakcjonujący do oglądania! Ha!
A balladki wtedy jeszcze nikt nie mógł Jerzemu VI zaordynować – a przydałaby mu się!
Pamiętam jeszcze z takich specjalistycznych (=na temat kunsztu teatralnego) piosenek jedną śpiewaną na koncercie lub czyimś benefisie przez połączone siły kilku (?) kabaretów, na temat ruchu scenicznego, ale nijak nie mogę filmu namierzyć, o ile jest.
Takoż wizja Anglii tużprzedwojennej jest świetna. Aaa, no i jeszcze cała sprawa abdykacji Edwarda i pani Simpson! I Timothy Spall jako (epiozdyczny) Winston Churchill – w pierwszej chwili myślałem, że się nie nadaje do tej roli, ale obronił ją.
Po prawdzie wątek sympatii króla Edwarda do nazistowskich Niemiec został dość stonowany 🙁
Dawid Hanowerski był w ogóle przedstawiony jako człowiek opętany przez Willis Simpson, w zasadzie niepoczytalny, to i jego poglądy nie miały zdaniem autorów znaczenia. A sympatie pronazistowskie nie były w Anglii rzadkością…
Chyba nawet się zdziebko wzruszyłam
To prawda, film znakomity ! Też obejrzałam ten film, po raz drugi zresztą !
Do ćwiczenia dykcji ten wierszyk też jest dobry
„Chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie,
Strząsa skrzydła z dżdżu,
A trzmiel w puszczy, tuż przy Pszczynie,
Straszny wszczyna szum
Mąż gżegżółki w chaszczach trzeszczy,
W krzakach drzemie kszyk
A w Trzemesznie straszy jeszcze
Wytrzeszcz oczu strzyg.
Trzynastego w Szczebrzeszynie
chrząszcz się zaczął tarzać w trzcinie.
Wszczęli wrzask Szczebrzeszynianie
– Cóż ma znaczyć to tarzanie?
Wezwać trzeba by lekarza,
zamiast brzmieć, ten chrząszcz się tarza!
Wszak Szczebrzeszyn z tego słynie,
że w nim zawsze chrząszcz brzmi w trzcinie!
A chrząszcz odrzekł nie zmieszany:
Przyszedł wreszcie czas na zmiany!
Dawniej chrząszcze w trzcinie brzmiały,
teraz będą się tarzały.”
Super

To sobie zapuszczę na CDA, a Wam ogólne dobranoc
Ci szczegółowo też!
No i co z dobranocką ?
No to…… romantycznych snów
No to się spóźniłem nieco dzisiaj.
Będzie tolkienowsko nieco i hobbicio, oczywiście na podstawie filmu. A jednocześnie nowocześnie, bo Ed Sheeran to idol współczesnej młodzieży (może nie na skalę bardzie popowych gwiazd, ale…)
Snów fantastycznych!
A lampka sobie i nam świeci 🙂
Dzień dobry
Jeśli cała powieść taka, to warto poczytać 
Faktycznie, kolejny odcinek powieści przynajmniej tak odlotowy jak pierwszy
Nieobiektywnie uważam, że warto, bo to nie był najbardziej reprezentatywny rozdział 😉 Ot, najkrótszy, w miarę podzielny i bez bezpośredniej kontynuacji.
A jest tam trochę i śmiechu i wzruszeń i zwykłej refleksji nad ludzkimi zachowaniami… A nawet… wkurzenia (przynajmniej z mojej strony 😉 )
U mnie śnieg zaczął znowu sypać, a że mróz (-19C), to miło chrzęści pod nogami
Chyba mamy zimę 
Dzień dobry
I znów mamy święto
Polacy lubią świętować… 
Czas zacząć dzień
Po długiej przerwie to na pewno nic przyjemnego. Ja na szczęście nie muszę o tym myśleć.
Nie życzę Ci tego co ja mam. Wczoraj poukładałam dokumenty i zaznaczyłam, że niech się nikt nie waży cokolwiek przełożyć na moim biurku. Bo… zamorduję 😉
U mnie zawsze początek roku jest b.pracowity, ale w tym roku pobił wszystkie poprzednie lata..
Zimowe dzień dobry bardzo


Jak to człekowi zawsze lżej, gdy się dowie, że inny też się dał nabrać
A swoją drogą, onegdaj kupiłam od domokrążcy „znakomity” ekspres do kawy, który dobrze służył do zaparzania herbaty, gdy więcej osób w domu było 😀 Aha i znakomite noże laserowo (?) ostrzone, które podarowałam /nieużywane/ komuś tam – w prezencie
Na szczęście był to tylko jeden raz /mam nadzieję 😉 / i też dlatego, że zwyczajnie, chłopaka sprzedającego, było mi po ludzku żal 😀
Witaj Skowronku 🙂 Domokrążcom z zasady dziękuję. Wczoraj takim w białych komeżkach też podziękowałam
A nie, tym nie dziękuję 😀 Byli w niedzielę i całkiem fajnie pogadaliśmy. Moją małą parafię obsługują o.Franciszkanie. Nie moralizują, nie politykują, nie dopytują, nie stwarzają wrażenia mędrców tego świata.. Ot, tacy fajni sąsiedzi, co to wpadli z wizytą
Z takimi mogłabym pogadać. Ale tu chodzi proboszcz 🙁
Słoneczne i błękitne pozdrowienia z Górnego Śląska :)))
Słoneczne odpozdrowienia z Wielkopolski 😉
A czy Górny opatulony śnieżną pierzynką?? Witaj Stateczku 😀
Dolny ładnie pobielony. Będzie tak ze 30 cm puchu z lekkim mrozikiem 😀
U mnie wczoraj ładnie sypało, ale już prawie nie ma po śniegu śladu 😉
Ciut, ciut śniegu, więcej błota pośniegowego :))
Zbieram się, by ostatnią świąteczną wizytę zaliczyć
No to narka i do popotem 😀
Witajcie!
Jak dla mnie, największym urokiem opowiadań o Don Camillo i Peppone jest ich obu immanentna dobroć i poczciwość, wielekroć granicząca wręcz z głupotą, jak w przypadku atompasty. Obaj są zdecydowanymi przedstawicielami bynajmniej nie pokojowych ideologii (rzecz się dzieje w biednych, tuż-powojennych Włoszech, gdzie po upadku faszystów partia komunistyczna zyskała duże i dość naturalne poparcie), ale gdy przystępują do zalecanych przez nie działań agresywnych, wszystko im się rozłazi… bo jakże to tak?
Dzień dobry. Mistrz Tetryk powyżej wydaje się trafiać w sedno, poczciwość (i uczciwość) obu panów skutecznie łagodzi krwiożerczość ideologii. Kwestia „Jakże to tak?” wydaje się wyrażać zwykłą ludzką przyzwoitość, a poza tym zakorzenienie obu panów w lokalnej społeczności, które ma dla nich tak naprawdę większe znaczenie niż oficjalnie wyznawane ideologie. Coś z tego mieliśmy i w Polsce, gdzie lokalny pierwszy sekretarz chrzcił dzieci (pardon) ukradkiem u lokalnego proboszcza, a potem (lub przedtem) odwdzięczał się temuż np. przydziałem materiałów budowlanych albo innych trudno dostępnych dóbr.
Mam wrażenie, iż to jest cecha narodowa Włochów, Polaków również. Pięknie o tym wyśpiewał G.Turnau. Hiszpanie, Arabowie, Niemcy są inni.
No tak, coś w tym jest. Piosenka uderza w nieco żałobne tony, ale w sumie sama cecha wydaje się być dość pozytywna, nieprawdaż? Do Włochów i Polaków dorzuciłbym jeszcze Czechów, którzy często kierują się zdrowym rozsądkiem, mimo że oficjalnie wyznają tę czy inną ideolo.
Przypomina mi się także dowcip francusko-niemiecki, jak to spotkało się na gruncie pokojowym (przed II wojną światową) dwóch generałów z tych państw:
(N)iemiecki generał: – drogi kolego jestem zdumiony brakiem dyscypliny we francuskiej armii
(F)rancuz: – przesadza Pan kolego…
(N) – No to się przekonamy (i tu wola swojego adiutanta) – Otto!
(Otto): Jawohl Herr General!
(N): Otto, weź ten pistolet
(Otto): Jawohl Herr General!
(N): Otto, przyloz pistolet do skroni
(Otto): Jawohl Herr General!
(N): Otto, nacisnij spust
BUM! …i Otto pada martwy
Francuski general zbladl, ale żeby ratować honor Francji, woła swojego adiutanta:
(F): Jean!
(Jean): – Pan mnie wołał mon general?
(F): Jean, weź ten pistolet
(Jean): – O! Dziękuje mon general!
(F): – Jean przyłóż pistolet do skroni (Jean spojrzał zdziwiony, ale wykonał polecenie)
(F): -Jean naciśnij spust
A na to Jean ze śmiechem odkładając pistolet:
(Jean): – Jak Boga kocham, 9 rano a mój generał już zalany!
U Francuza mniejsza dyscyplina, ale za to rozum lepszy. Adiutant wyciągnął właściwy wniosek
Zimowe dzień dobry
Biały puch pokrył wszystko kilkucentymetrową warstwą. Wygląda czyściutko i świeżo… a że jest -11C, to jest nadzieja, że się utrzyma 
Co prawda tego śniegu zapowiadali więcej, ale i tego wystarczy jak na moje potrzeby
U nas rano poprószyło, ale wyglądało to jak cukier puder na babce piaskowej w wykonaniu BARDZO oszczędnej gospodyni.
A ja na jakiś czas wybywam.
A w onecie pisali, że was zasypało, jest katastrofa, prądu nie ma i mrozy arktyczne!
W Trójmieście? Nie, całkiem spokojnie, najwyżej gołoledź. Takie rzeczy z brakiem prądu to raczej na Kaszubach, bardziej w głębi lądu. Czytałem, że pod Puckiem wiatr przewrócił 60-metrowy maszt nadawczy Radia Kaszebe, ale w samym Trójmieście raczej bez szaleństw.
Chyba że miałeś na myśli Poznań?
Potwierdzam.
Cisza, słoneczko świeci(ło) cały dzień. Tylko mróz (chyba) większy. 😀
Niedokładnie określiłem – chodziło w tym onecie o Chicago – oni nie mogą napisać normalnie, zawsze musi być katastrofa, bo inaczej się nie liczy!. 🙂
A po prawdzie, to o innych miejscach nie czytałem w onecie, bo niby po co? Wiadomo – katastrofa!!!

No jasne, jakby nie było katastrofy, to po co pisać/ relacjonować?
(tu chciałem wkleić skecz Grupy Rafała Kmity na temat całkowitego niedziania się, ale wygląda, że na YouTube jest bez dźwięku, co jakby odbiera sens wklejaniu 😛 )
Zasypało, ale nie Chicago
Jakoś te największe śniegi idą bokami. Albo południową stroną Chicago do Indiany, albo północną do Wisconsin
Nas tylko trochę zaprósza… A mrozy są i to niekiepskie 
Byliśmy na spacerku…
O, to całkiem przyzwoita ilość śniegu, jak na zimowe pobielenie krajobrazu. Ale chyba dalszy kawałek od Was?
A będzie z 500 metrów… może 800…
Coś podobnego, w którą stronę? Jakoś tak mi się wydawało, że naokoło macie raczej zabudowę, ale najwyraźniej byłem w mylnym błędzie.
Na północ, po drugiej stronie torów. Niestety, coraz szerzej wkracza tam zabudowa i pewno niedługo otoczy nas całkowicie.
Przyjedź kiedyś na parę dni, połazęgujemy po okolicy 😉
Brzmi kusząco, a co będzie, to się okaże…
Były takie zimy, że mogłem przypiąć narty biegowe pod garażem i ruszać w pola.
Ech, czasem chciałbym tak mieć ze zjazdowymi…
To wybrałeś zły kierunek, trzeba było zamieszkać w górach
A żebyś wiedziała. Szkoda tylko, że refleksja przyszła tak późno.
Miłośników KIG zapraszam wieczorem do TVP Kultura: Ja się nie boję braci Rojek
Dziękuję za informację, rewanżuję się moją ulubiona Brendą Lee :))
Bardzo ją lubiłam słuchać, niespotykany głos…
Z tą piosenką wiąże się moje bardzo dawne wspomnienie.

Wiele lat temu, ledwie rozpocząwszy pracę po studiach, pojechałem na miesiąc na kurs do Wrocławia, z zakwaterowaniem w hotelu Polonia. W pierwszą noc zeszliśmy z kolegą na kolację do hotelowej restauracji (jako goście nie musieliśmy płacić wstępu na dancing 😉 ), zamówiliśmy po herbatce, i doczekawszy przy szklankach do pierwszej w nocy przeszliśmy (ze szklankami w garści) do tej części restauracji, gdzie kobitka tańczyła o tej porze strip-tease – właśnie pod słodki śpiew Brendy Lee.
Mimo interwencji kelnera, który odnalazł nas i usiłował oskarżyć o kradzież szklanek ze swojego rewiru, wytrwaliśmy do końca spektaklu.
Potem – ponieważ mieliśmy pokój dokładnie nad salą dancingową – co noc o pierwszej słuchaliśmy słodkiego „I’m sorry…” i nie było już po co schodzić na dół.
Dobry wieczór 🙂 Praktykę studencka odbywałem w ELWRO i też mieszkałem w Polonii . Ciekawe wspomnienia mam z innego wrocławskiego lokalu , ale nie sposób opisać je w kilku zdaniach . Tak ,czy inaczej mamy na sumieniu grzeszki kombatantów z okresu słusznie minionego ,których zapomnieć się nie da
Właśnie w ELWRO byłem na tym kursie!
Może opiszesz te wspomnienia w osobnym wpisie?
Spróbuję to jakoś poskładać , może się uda .
A Panowie uzgodnili, który z Was w jakim czasie tam był?
To uzgodnijcie, a ja idę coś wykręcić.
Nie uzgadnialiśmy – ale jednego jestem pewien: to nie Max tańczył w rytm „I’m sorry”
Czy na pewno?
A może byliście chociaż tam w jednym czasie? 
A kto pamięta tę dziewczynę ” o wagnerowskim głosie”?
Tańczyło się twista, tańczyło…
Dobrej nocy
Dobrej! To ja pewnie zaraz coś podrzucę na dobranoc 🙂
Zdradzę jeden szczegół : Ukratek był ze szklanką herbaty , a ja cudem tylko nie oberwałem butelką w studencki łeb . Rozwalone zostało piękne , ścienne lustro , a potem było trochę kłopotów z kasą
Ajj… No to Tetryk wyszedł na tym chyba lepiej (minus awantura z kelnerem o szklanki na rewirze). Swoją droga, ciekawe, czy obaj widzieliście tę samą panią do wtóru piosenki…
Obejrzałem spektakl – i stwierdzam, że wolę jednak czytać Gałczyńskiego, niż oglądać realizacje jego surrealistycznych pomysłów.
Ale przynajmniej wiem, że Mistrz o nas wspomniał. I to jest budujące…
Ponieważ w tej piosence „każdy o podróży sobie śnił”, to chyba nadaje się na dobranockę 😉
Jest tu Grechuta (w muzyce), Turnau, do pomyślenia i posłuchania i Mann (dla przyprawienia dania, moim zdaniem).
Snów o podróżach!
Bardzo udana nie- barokowa dobranocka …. lubię ten utwór:)
Już tylko zapalę lampkę, żeby się nam dobrze spało 🙂
Dzień dobry
Jutro ma być straszliwiście zimno, odczuwalna nawet do -37C. Czyli prawdziwa zima
Większość szkół zamknięta ze względu na zimno, zalecają też pozostanie w domach. Oczywiście kto może… A ten kto wychodzi powinien być zakutany w ciepłe ciuchy, szaliki i czapki
Taki medialny wrzask, jakby nigdy wcześniej takich temperatur nie było
A ubiegłej zimy też takie temperatury mieliśmy… 
Dziś cały dzień w telewizorni tylko straszą
To „Amierikance” też mają onet? 😀 😀 😀
Tego nie wiem, ale nawet jakby jakiś tam wlazł, to i tak nie zrozumie ani słowa
Tu nawet Polacy zapominają swojego języka
A onet jest chyba tylko w języku polskim 
A to z dzisiaj. Nie ma tego śniegu aż tak dużo, ale całkiem, całkiem
Dzień dobry
Piękny widok Mireczko, ale nie zamieniłabym się z Tobą na klimaty. Latem jak w pralni, zimą jak w zamrażalce. No i te nagłe skoki temperatury… 
Dzień dobry, Bożenko
Do wszystkiego można się przyzwyczaić… nawet do skoków… 
…jak mawiał swego czasu Adam Małysz…
Dzień dobry i miłego dnia 😉 Koniec świątm, czas wracać do kieratu 🙂
Ale ten tydzień krótki, dla przyzwyczajenia do tego kieratu
Mnie to na razie nie dotyczy, ale pewnie są tacy, co usłyszą, że mają od środy do piątku zrobić normę za cały tydzień…
Dzień dobry. Nie wiem, czy dam radę się przyzwyczaić… 😛
Witaj 🙂 Łatwiej jest przyzwyczaić się do dobrego…
Spojrzałam w okno… słońce wschodzi purpurą. Dawno takiego wschodu słońca nie widziałam, zupełnie jakby paliło się niebo
Witajcie!
U nas też wschód płonął czerwienią! jak dawno nie widziałem…
Zdaje się, że to zapowiada wichurę?
Poszukałam i to znalazłam:
Zjawiska wskazujące pogorszenie pogody.
– krwistoczerwony wschód słońca.
Tylko nie wiem na czym ma polegać to pogorszenie…
Większy mróz? Ale znajoma, która mieszka jakieś 20 km w głąb lądu, mówi, że w nocy było ok. -15? Może śnieżyce?
Nb. u nas też wschód krwistoczerwony, o czym się przekonałem naocznie, chociaż niekoniecznie bym wolał.
„Kiedy słońce krwawo wschodzi
w marynarzu bojaźń rodzi.
Gdy purpura na zachodzie
wie marynarz o pogodzie”
(stare żeglarskie porzekadło)
O, a tak wyglądał ten wschód nad Twierdzą Wisłoujście w Gdańsku:
U mnie podobnie, ale na większy mróz bym nie liczyła. Podobno idzie ocieplenie. Zapowiadali jednak silny wiatr, nawet w porywach do 100 km/h.
O, dopiero co wiało i znów by miało. Nie rozpieszcza nas klimat, nie ma co.
Niestety. Teraz muszę wyjść, dopóki nie wieje…
Ogólnopolskie DzińDybry :)))
Dzień dobry lokalne, trójmiejskie 🙂
Również lokalne wielkopolskie dzień dobry 😆
No to i małopolskie, do kompletu! 🙂
Wychodzi ładnie, przekrojowo przez Polskę 🙂
Skoro już podróżujemy to lokalne mazowieckie dzień dobry SzanPaństwu
No i kółko się zamyka. Dzień dobry Lordzie W.
Dzień dobry
Muszę podsypać pierzastym i zaraz do pracy
Nie wiem jak długo będę rozmrażała samochód
To wolę wyjść wcześniej…
Zimno
Dzień dobry zza oceanu! Jak już być może wspominałem, w drugie święto odmrażanie auta zajęło mi 40 minut (skrobanie szyb i reflektorów, odmrożenie zamków i odlodzenie szyb od środka).
Szkoda, że musisz lecieć do pracy, może byś zrobiła jakieś fajne foty tych zachęconych wyżerką pierzastych.
Region środkowo-wschodni też mówi dzień dobry!
Dobry! Je Szcze Cin i Dolny Śląsk…
Fajny kalambur 😆
A u mnie posypało na biało i jeszcze sypie
U nas jakąś godzinę temu zaczęło i sypie dość pokaźnie. Dzisiaj nie ma mowy o oszczędnościach, solidnie biało się robi.
Dzień ( jeszcze) dobry z Zachodniopomorskiego. Leniuszek Misiek mnie nie wyręczył …
A Kopciuszek to co ? Jakoś cicho, pewnie ma takie samo urwanie głowy jak Skowronek…
Szkoda że tym urwaniem głowy nie da się dzielić, chętnie bym poświęcił trochę swojego czasu i głowy w zamian za czyjś czas (i głowę), kiedy sam będę miał urwanie…
I ja miałam urwanie głowy, jeszcze mi pot po piętach spływa. Przywieźli lodówkę, niby nic wielkiego. Jednak trzeba było prawie całą kuchnię przemeblować… uffff…
Witam serdecznie Wyspowiczów i mam chwilową niedyspozycję zdrowotną z tych grypopodobnych i się ,nie udzielam ale podglądam i pamiętam Helen Shapiro i kupowałam wtedy ”nowości” czyli pocztówki dźwiękowe – czy ktoś jeszcze to pamięta ? Ile było tych prywatek z nią i z Cliffem R.-wtedy to był Inny świat i my z głową pełną marzeń …..

Pocztówki dźwiękowe, płyty długogrające… Pamiętam
Też sobie pomyślałem o Gąsowskim i tej piosence! 🙂
Czasy mojej młodości
Nie tylko twojej! Nie indywidualizuj się aż tak!
Bo jestem z Was najstarsza, nie da się ukryć…
Mistrzu T ,tak sobie pomyślałam ,że chyba nie chodziłeś na prywatki i nie miałeś szczęścia zakosztować takiego wina jak :La crima lub Mistella… To nie były jeszcze czasy PeWeKsu a te wina były dobre a jak to były pierwsze lampki w życiu to dlatego tak w pamięć zapadły… Ta nasza młodość ,ten Szczęsny czas …ach płakać się chce ,że tak szybko to mija -ze wzruszeniem wielkim to wspominam – pozdrawiam i szczęścia na ten Nowy Rok Wyspowiczom ,przyjaciołom i ich bliskim

La Crimę owszem pamiętam, Mistelli faktycznie nie 😉

A dlaczegoż to uważasz, że nie chodziłem na prywatki? Gdzie u licha podpatrzyłaś, że kiepsko tańczę???
Nigdzie nie podpatrzyłam i bardzo się cieszę ,że jest jak jest pozdrawiam
A Calabres pamiętasz? Tak, młodość przeleciała tak że się człowiek nawet nie obejrzał…
Bożenko miła -wiem jakie to zamieszane ,miałam to 2 lata temu -pozdrawiam ale radość z zakupu wszystko wyrówna i będziesz miała komfort jaki chciałaś –

Dziękuję za zrozumienie Elizko droga. Masz rację, teraz już tylko się cieszyć z nabytku
Idę kręcić, w sumie myślałem, żeby poodśnieżać zamiast, ale po pierwsze pada, a po drugie za parę dni zapowiadają znów odwilż…
No to dziś mogła być ostatnia szansa na odśnieżanie! Nie marnuj, Quacku, okazji, bo karta lubi się odwrócić!
No i niestety przepadło. Pokręciłem i jestem z powrotem, zanim ochłonę, będzie już w ogóle za późno, żeby cokolwiek odśnieżyć. W sumie, niech se i będzie przez chwilę biało, w końcu styczeń 😉
Jutro wszystko spłucze deszcz
Mam nadzieję. Trend idzie z zachodu, więc jak u Was się zacznie odwilż, to za dzień-dwa i u nas 🙂
Masz rację, śnieg przyszedł z zachodu, to i odwilż też stamtąd przyjdzie. 😉
Dobrej nocy kochani, jutro też jest dzień
Dobrej nocki i do jutra 🙂
To czas zadobranockować. Dzisiaj jeden z utworów, do których kręcę – „Let’s Get Together” w wykonaniu Jefferson Airplane z 1966. Nie jest to wykonanie oryginalne, bo po raz pierwszy utwór ten wykonali w 1964 r. mniej znani The Kingston Trio, ale chyba najlepiej znane – między in. dzięki filmowi „Forrest Gump”, w którym się pojawiło.
Snów o lecie i miłości, albo i o lecie miłości 🙂
A jak nam z tego wyjdzie miłość w leciech?
Ale w ilu?
Obecnie może już w zbyt wielu… 😉
Dobrych snów! Kojących! 🙂
Dzień dobry
Wiosna idzie 
Dzień dobry, będą ptaszki albo cóś? Jakiś relaks w porze kolacyjnej by się przydał 😉

Witam 🙂 Tymczasem może być KIG.? Zapraszam piętro wyżej.