« Listy Juliusza Słowackiego do matki... Konstanty Ildefons Gałczyński »

Atompasta cz.2

Prawdę mówiąc omyłki nie było; zapomnieli jedynie na końcu dopisać:
W konia zrobiliśmy don Camilla, który dopiero teraz, jak ma na karku półtora kwintala Atompasty, dyskretnie się wywiedział i zrozumiał, że duże opakowanie, jako termin handlowy, oznacza nie duże pudełko, ale dwanaście tuzinów dużych pudełek.

Ale nawet przez myśl mu nie przeszło, by protestować i robić szum. Jedyną jego troską było staranne ukrycie stu ze stu czterdziestu czterech pudełek Atompasty, żeby nikt we wsi nie mógł podejrzewać, że don Camillo dał się tak nabrać, bo cała gmina miałaby uciechy na trzydzieści albo czterdzieści lat.

Don Camillo wiedział, z kim ma do czynienia.
Jeżeli pojedziecie w te strony i zatrzymacie się w okolicach R., z pewnością opowiedzą wam historię, jaka wydarzyła się czterdzieści lat temu, historię pewnego kowala, który zrobił sobie skrzydła z blachy, a potem z pomocą zaufanego przyjaciela nocną porą wdrapał się na topolę i skoczył w dół. Wpadł do bagna i zwichnął sobie rękę. Ale pierwszym jego zmartwieniem było nie to, żeby się o nią zatroszczyć; natychmiast sięgnął zdrową ręką do kieszeni i wyciągnąwszy srebrnego skuda (to była duża suma czterdzieści lat temu), powiedział do przyjaciela: „Na miłość Boską, tylko nikomu nic nie mów!”
Przyjaciel poszedł do domu i nic nie powiedział. Noc miał niespokojną. O piątej rano pobiegł do kowala i wsadziwszy mu w dłoń srebrnego skuda powiedział zatroskanym głosem: „Wybacz mi, ale nie mogę milczeć”.
I wszystko rozpowiedział, a ludzie jeszcze dziś o tym gadają i śmieją się, jakby to się zdarzyło wczoraj.

Drugie zmartwienie don Camilla polegało na znalezieniu sześćdziesięciu czterech tysięcy lirów, które miał wysłać do wytwórni Atompasty. Problem w tym, że dla takiego biednego księdza jak don Camillo, wyciągnąć z sakiewki sześćdziesiąt cztery banknoty po tysiąc, to jakby dostać obuchem po głowie. I to nie raz, ale każdego dnia, bo pożyczone pieniądze trzeba oddać.

Don Camillo zaciskał pasa, póki mógł, potem osiągnąwszy stan czarnej rozpaczy z powodu terminu płatności, i nie wiedząc już, w którą stronę się obrócić, zwrócił się do Peppona.

Zastał go w warsztacie zajętego grzebaniem w brzuchu traktora na gąsienicach.
-Panie wójcie – wyjaśnił niedbale don Camillo – czy nie przydałoby się panu do magistratu i do Domu Ludowego parę pudełek Atompasty, nadzwyczajnej pasty do posadzek? Nadarza się doskonała okazja. Zwrócił się do mnie pewien pański przyjaciel będący w tarapatach.

Peppone przerwał pracę i spojrzał nienawistnie na don Camilla.
-Kim jest ten łotr, który księdzu to powiedział? – spytał dziko.

Don Camillo rozłożył ręce.

-Proszę księdza, niech ksiądz dobrze uważa i trzyma język za zębami, bo jeżeli rozniesie się ta historia, to będziemy mieli na pieńku. Ksiądz ostrzeżony, na wpół ocalony!

Don Camillo westchnął.
-A jednak ten żarcik z dużym pudełkiem i opakowaniem wcale nie jest głupi, towarzyszu wójcie.

Peppone zacisnął pięści.
-To żadna sztuka! A co ksiądz chce, żeby taki nieszczęśnik, który ledwie czyta i pisze, wiedział o pudełkach i opakowaniach? Ja nie uczyłem się łaciny w ogóle!
-A co to ma do rzeczy. Ja się uczyłem, a w piwnicy mam sto czterdzieści pudełek Atompasty.
Peppone podskoczył.
-No nie! – ryknął.
-*** No tak! – odparł pokornie don Camillo.
-Słowo?
-Słowo!

Wtedy Peppone cisnął kapeluszem o podłogę i zaczął skakać jak wariat. Wyglądał niczym nowo narodzony.
Don Camillo potrząsnął głową.
-No dobrze, ale teraz, jak już wiesz, to co ci z tego?
-Mnie? Nic! Ważne, że księdzu się dostało!
Don Camillo westchnął.
-Ta ludzka głupota! Jeżeli spadnie ci na głowę dachówka, to cieszysz się, jak twojemu bliźniemu też spadnie?
-Ksiądz nie jest moim bliźnim – stwierdził Peppone. – Ksiądz jest wrogiem ludu, a uszczerbek, jaki ponosi wróg ludu, jest dla ludu zyskiem.
-Słusznie – dodał don Camillo. – Natomiast strata, jaką ponosi przyjaciel ludu, wychodzi na niekorzyść ludu, ponieważ za sto czterdzieści cztery pudełka Atompasty nie płaci towarzysz Peppone, ale idzie to z konta gminnego.
Peppone zagrodził mu drogę.
-O nie, mości klecho! Za tę przeklętą pastę sam osobiście muszę zapłacić, bo ja ją zamówiłem, a jeżeli wpiszę te sześćdziesiąt cztery tysiące lirów do bilansu, to wasi zbóje z opozycji powieszą mnie na krzyżu jak Jezusa Chrystusa!
-Jak Barnabę – sprostował don Camillo.

Peppone zabrał się z powrotem do roboty, lecz w pewnej chwili wytknął głowę spod maski silnika.
-Proszę księdza, niech ksiądz zaspokoi moją ciekawość: w jaki sposób się przedstawił?
-Mówił, że przychodzi z polecenia komitetu. Przyniósł mi broszurkę.
-I nawzajem! – wykrzyknął Peppone. – U mnie też był komitet i koperta, a w środku obrazek z nowym gołąbkiem pokoju. Sprytny gość, nie ma co! Ale przysięgam, jeśli wpadnie mi w ręce, to mu skręcę kark!
Peppone splunął w kąt i ciągnął dalej rozjuszony:
-Jak mi wpadnie w łapy, złapię go za kark, dołożę mu sierpowym, a potem zapytam: „Odpowiada panu ten rodzaj? Doskonale, więc dołożę jeszcze większą porcję”.

Don Camillo nie odpowiedział, również dlatego, że oczy Peppona stały się nagle wielkie jak młyńskie koła.
Rozklekotana pięćsetka zatrzymała się przed drzwiami warsztatu.
-To on – powiedział Peppone ochrypłym głosem. – Niech się ksiądz schowa. Może wejdzie. Widzieliśmy się w magistracie. Nie wie, że to mój warsztat!

I rzeczywiście wszedł chudy człowieczek w okryjbidzie i ze skórzaną torbą przewieszoną przez ramię.
Kiedy Peppone odwrócił się i pokazał swoją twarz, mężczyzna chciał zawrócić do drzwi. Ale tu na szeroko rozstawionych nogach stał don Camillo.
Mężczyzna zrobił się blady jak trup.
-Chciałbym ćwiartkę oleju silnikowego – wybełkotał.
-Gęstszy czy rzadszy? – spytał Peppone, zbliżając się z miarką do dozownika.
-Rzadszy – powiedział, drżąc, mężczyzna.
Peppone napełnił miarkę i podał mu.
-Pije pan tutaj, czy woli na zewnątrz, w swoim aucie?
Mężczyzna spojrzał na Peppona, potem na don Camilla i z przerażenia oczy zaszły mu łzami. Zrozumiał, że nie ma wyjścia.
-Tutaj – wyszeptał. – W samochodzie siedzi moja żona.
Mężczyzna wziął miarkę i zbliżył ją do ust.
Wtedy Peppone wyrwał mu ją z rąk, wyszedł z warsztatu, podniósł maskę pięćsetki i wlał olej do silnika.
Mężczyzna oparł się o stół w warsztacie.
-Może pan jechać – powiedział Peppone, wchodząc.
-Ile płacę? ~ wydusił z siebie mężczyzna.
-Nic, usługa gratis dla zapoznania się z produktem. Jedź pan!
-Chciałbym, ale zaciął mi się rozrusznik – wyjaśnił z trudem biedaczek, chwytając się stołu.
-Przecież nie wypił pan ani kropelki! – zauważył don Camillo.
-No właśnie, proszę księdza – powiedział mężczyzna. – Ale tak się czuję, jakbym to wszystko wypił.
Peppone wyciągnął z szafki butelkę koniaku i nalał szklaneczkę, a mężczyzna wychylił jednym haustem.
Don Camillo wetknął mu do ust połówkę toskańskiego, długimi szczypcami wyciągnął z ognia żarzącą się szczapę i przypalił mu.
Mężczyzna zaciągnął się parę razy i oderwał od stołu.
-Jedzie się? – spytał Peppone.
-Trochę ślizga się sprzęgło – odpowiedział mężczyzna, ruszając powoli. – Ale jakoś idzie.
Nabrał odwagi po drodze i doszedłszy do drzwi odwrócił się.
-Do widzenia – powiedział, siląc się na prawie dobroduszny ton głosu. – A jak będą panowie czegoś potrzebowali, to macie mój adres.
-Dziękujemy; na razie jesteśmy zaopatrzeni – odparł przez zęby don Camillo.
Mężczyzna wsiadł do samochodu i pięćsetka ruszyła.

Peppone nie był zadowolony z załatwienia całej sprawy.
-No właśnie – powiedział w pewnej chwili – zawsze jestem stratny. Ksiądz się wykręcił połówką cygara, a ja musiałem mu dać olej i koniak!
-I jeszcze musisz mi pożyczyć osiem tysięcy lirów – powiedział don Camillo. – I żeby zapłacić za pastę, narobiłem długów i jestem w tarapatach.
Peppone pokręcił głową.
-Nie pożyczam pieniędzy! – wykrzyknął. – Jak ksiądz chce osiem tysięcy, to niech mi ksiądz da dwadzieścia pudełek pasty.
-Wyzyskiwacz kleru! Oszwabiasz mnie na tysiąc lirów!
-Bierze ksiądz, czy nie? Interes to interes !

Don Camillo poszedł po dwadzieścia pudełek.
Kiedy wrócił, Peppone otworzył magazynek za piwnicą.
-Niech ksiądz wrzuci do tych stu czterdziestu czterech – powiedział.
Potem zamknął drzwi na klucz i zapytał:
-Jak ksiądz myśli, gdybym mu pozwolił wypić, wypiłby?
-Nie – odpowiedział don Camillo – bo gdybyś ty mu dał wypić, ja bym mu nie dał.
-I co teraz poczniemy z całą tą pastą? – wymamrotał Peppone.
-Nie obchodzi mnie to. Nie musimy brać Atompasty ze sobą, kiedy się przeniesiemy na tamten świat.

Postawiwszy tak całą sprawę, problem stawał się dużo mniej poważny i Peppone uspokoił się.

191 komentarzy

  1. Bezetka pisze:

    To druga część tego nienajkrótszego-najkrótszego rozdziału, zgodna z hasłem przewodnim „nie każdy kompromis kończy się kompromitacją” 🙂

    Pozdrawiam i życzę miłego popołudnia i wieczoru, do mnie właśnie jedzie wspomniany gdzieś wcześniej pies! :))

    • Wiedźma pisze:

      Ciekawa jestem co to będzie, Bezetko ! Delighted

      • Bezetka pisze:

        Na razie cisza 🙂 Spodziewałam się pisków, jak pani odjedzie, ale póki co nie. I pierwszy spacer za nami (kurzawa z gradem) i kot się specjalnie nie przejmuje i nie dystansuje…

        Oby tak dalej (pomijając pogodę) Happy

        • miral59 pisze:

          Czyli zapowiada się przyjemna opieka nad futrzakiem Pleasure Oby tak dalej (oczywiście mam na myśli opiekę, a nie pogodę) Happy-Grin

          • Bezetka pisze:

            Śmiesznie jest, kot który zwykle śpi u małolata na piętrowym, tę noc w całości spędził na dywanie, jak strzałka skierowany ku psu pod stołem – wyglądał jak kapo 😉
            Rano pierwszy musiał obejrzeć miski, choć gotowana kasza z marchewką i puszką nie wzbudziły jego zachwytu, a na każdą próbę przybliżenia się psa do człowieka, on leci też i demonstruje „moje państwo, mnie się głaszcze” 😀 Boję się tylko, że ona w końcu kłapnie przy tych miskach (kot ma swoje gdzie indziej).

  2. Quackie pisze:

    Dzień dobry na nowym pięterku. Już, już myślałem, że jak im się ten kombinator s…syn sprzedawca napatoczył, to go poczęstują luparą albo innym sycylijskim krawatem, a ci go jeszcze poczęstowali koniakiem i cygarem! Zaiste dobrotliwi to władcy dusz, z lewej i z prawej.

    • Bożena pisze:

      Witam na nowym pięterku Delighted Takiej wspaniałomyślności ja też się nie spodziewałam Happy

    • Bezetka pisze:

      Moja mściwa natura tez z lekka zawiedziona Wink1

      • miral59 pisze:

        Też byłam zdziwiona. Ale tak to czasami bywa Pleasure Wydaje nam się, że jak kogoś tam (kto się nam naraził) dorwiemy, to mu ręce z tyłka powykręcamy, a jak przychodzi co do czego, miękniemy Wink Happy-Grin
        Przypomina mi się, jak kiedyś mój małżonek (jeszcze w Polsce) długo nie wracał z pracy. Byłam wściekła i obiecywałam, że jak wróci, to już mu powiem. Wrócił prawie na czterech Disapproval bo mieli jakąś tam balangę w pracy i nie zdążył mnie powiadomić. Z pijanym szarpać się nie będę, więc ułożyłam go grzecznie na łóżku, obiecując sobie, że rano z nim konkretnie porozmawiam. Ale rano miał kaca giganta i tak biednie wyglądał, że nawet o pretensjach nie wspomniałam Overjoy Chociaż… gdyby się to zdarzało częściej, pewnie nie byłoby mi go szkoda i nawet na kaca dałabym mu popalić Pleasure W sumie na te prawie 34 lata małżeństwa chyba dwa razy wrócił w takim stanie… da się wytrzymać Overjoy

  3. Tetryk56 pisze:

    No patrzcie państwo! Taki prosty sposób na uspokojenie się, a tak rzadko stosowany!!! Approve

    • Quackie pisze:

      Znaczy koniak i cygaro, czy „Nie musimy tego brać ze sobą, kiedy się przeniesiemy na tamten świat.”?

    • miral59 pisze:

      Tak prawdę mówiąc… wiem z własnego doświadczenia, że jak ktoś zrobi nam jakieś świństwo, podświadomie oczekuje rewanżu. Robimy mu wielką krzywdę, odpłacając dobrem. Wink Delighted Tego się nie spodziewa i czuje się znacznie gorzej, niż gdybyśmy się faktycznie zemścili Overjoy

      • Bezetka pisze:

        Coś w tym jest, pytanie czy taki się „skruszy”, czy raczej oburzy brakiem rewanżu i pomyśli, skoro tak, to następnym razem dopiero pokażę łaskawcom jednym! 😉

        • Bożena pisze:

          To zależy od charakteru tego, który zrobił świństwo. Choć już samo to nie świadczy o nim dobrze, jednak resztki przyzwoitości powinny dać mu coś do myślenia 😉

  4. korab1 pisze:

    DobryWieczór:)) Ciekawe czy z tej atompasty można było upędzić bimbru ???

  5. Wiedźma pisze:

    Zaskakujące rozwiązanie problemu Atompasty ! Słabą stroną końcowej refleksji jest to, że n ie tylko Atompasty się ze sobą nie zabierze przy przeprowadzce na tamten świat Wink A koniaczek i cygarko byłby pewnie pożądane. Choć kto wie, czy pilot Kreci nie załatwiłby sprawy 🙂

  6. Quackie pisze:

    Pokrętnymi drogami idę kręcić.

  7. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry
    Czy będzie jeszcze trzecia część tej zajmującej opowieści? Thinking

    Przyznam, że po przeczytaniu dotychczasowych epizodów mam poczucie pewnego niedosytu (brakuje mi morału tej opowieści). Wink1

    • Bezetka pisze:

      Nie 🙂 Zachęcam do sięgnięcia po Mały światek don Camillo (w bibliotekach, antykwariatach lub w sklepach internetowych), ostatecznie mogłabym pożyczyć swój, gdyby nie utknął gdzieś na Oruni 😉

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        Dzień dobry
        Czytałem opowiadania o Don Camillo w młodości, ale zdążyłem już pozapominać to i owo…
        Z kolei w adaptacji kinowej tego opowiadania nie ma 🙁

  8. Bożena pisze:

    A ja już bez kręcenia mówię dobranoc Spanko

  9. Tetryk56 pisze:

    Obejrzałem „Jak zostać królem” i przekonałem się, że niestety ten poradnik nie dla mnie – jedyne, w czym mogę się porównywać to nieznacznie lepsza dykcja! Sad

    • Quackie pisze:

      Ach, znakomity film! Oprócz ról głównych (król i nauczyciel) bardzo spodobała mi się królowa (Helena Bonham-Carter) i epizodycznie (oburzony) arcybiskup Canterbury (Derek Jacobi).

      Natomiast co do dykcji, nieodmiennie przypomina mi się ballada Mistrza Waligórskiego w wykonaniu wiadomym:

      • Tetryk56 pisze:

        4 Oskary, 1 Złoty Glob, 7xBAFTA a jeszcze więcej nominacji!
        I w dodatku satysfakcjonujący do oglądania! Ha!

        A balladki wtedy jeszcze nikt nie mógł Jerzemu VI zaordynować – a przydałaby mu się!

        • Quackie pisze:

          Pamiętam jeszcze z takich specjalistycznych (=na temat kunsztu teatralnego) piosenek jedną śpiewaną na koncercie lub czyimś benefisie przez połączone siły kilku (?) kabaretów, na temat ruchu scenicznego, ale nijak nie mogę filmu namierzyć, o ile jest.

        • Quackie pisze:

          Takoż wizja Anglii tużprzedwojennej jest świetna. Aaa, no i jeszcze cała sprawa abdykacji Edwarda i pani Simpson! I Timothy Spall jako (epiozdyczny) Winston Churchill – w pierwszej chwili myślałem, że się nie nadaje do tej roli, ale obronił ją.

          • Wiedźma pisze:

            Po prawdzie wątek sympatii króla Edwarda do nazistowskich Niemiec został dość stonowany 🙁

            • Tetryk56 pisze:

              Dawid Hanowerski był w ogóle przedstawiony jako człowiek opętany przez Willis Simpson, w zasadzie niepoczytalny, to i jego poglądy nie miały zdaniem autorów znaczenia. A sympatie pronazistowskie nie były w Anglii rzadkością…

        • Bezetka pisze:

          Chyba nawet się zdziebko wzruszyłam Happy-Grin

      • Wiedźma pisze:

        To prawda, film znakomity ! Też obejrzałam ten film, po raz drugi zresztą !

      • miral59 pisze:

        Do ćwiczenia dykcji ten wierszyk też jest dobry Delighted
        „Chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie,
        Strząsa skrzydła z dżdżu,
        A trzmiel w puszczy, tuż przy Pszczynie,
        Straszny wszczyna szum
        Mąż gżegżółki w chaszczach trzeszczy,
        W krzakach drzemie kszyk
        A w Trzemesznie straszy jeszcze
        Wytrzeszcz oczu strzyg.

        Trzynastego w Szczebrzeszynie
        chrząszcz się zaczął tarzać w trzcinie.
        Wszczęli wrzask Szczebrzeszynianie
        – Cóż ma znaczyć to tarzanie?
        Wezwać trzeba by lekarza,
        zamiast brzmieć, ten chrząszcz się tarza!
        Wszak Szczebrzeszyn z tego słynie,
        że w nim zawsze chrząszcz brzmi w trzcinie!
        A chrząszcz odrzekł nie zmieszany:
        Przyszedł wreszcie czas na zmiany!
        Dawniej chrząszcze w trzcinie brzmiały,
        teraz będą się tarzały.”

    • Bezetka pisze:

      To sobie zapuszczę na CDA, a Wam ogólne dobranoc

  10. Wiedźma pisze:

    No i co z dobranocką ?

    • Wiedźma pisze:

      No to…… romantycznych snów Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      No to się spóźniłem nieco dzisiaj.

      Będzie tolkienowsko nieco i hobbicio, oczywiście na podstawie filmu. A jednocześnie nowocześnie, bo Ed Sheeran to idol współczesnej młodzieży (może nie na skalę bardzie popowych gwiazd, ale…)

      Snów fantastycznych!

  11. Wiedźma pisze:

    A lampka sobie i nam świeci 🙂

  12. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Faktycznie, kolejny odcinek powieści przynajmniej tak odlotowy jak pierwszy Delicious Jeśli cała powieść taka, to warto poczytać Delighted

    • Bezetka pisze:

      Nieobiektywnie uważam, że warto, bo to nie był najbardziej reprezentatywny rozdział 😉 Ot, najkrótszy, w miarę podzielny i bez bezpośredniej kontynuacji.

      A jest tam trochę i śmiechu i wzruszeń i zwykłej refleksji nad ludzkimi zachowaniami… A nawet… wkurzenia (przynajmniej z mojej strony 😉 )

  13. miral59 pisze:

    U mnie śnieg zaczął znowu sypać, a że mróz (-19C), to miło chrzęści pod nogami Pleasure Chyba mamy zimę Delighted

  14. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted I znów mamy święto Happy Polacy lubią świętować… Wink

    • Bezetka pisze:

      Hi Jutro wreszcie do pracy! Po takim czasie, aż strach co tam będzie czekało Wink1

      Czas zacząć dzień l

      • Bożena pisze:

        Po długiej przerwie to na pewno nic przyjemnego. Ja na szczęście nie muszę o tym myśleć. Wink

      • Alla pisze:

        Nie życzę Ci tego co ja mam. Wczoraj poukładałam dokumenty i zaznaczyłam, że niech się nikt nie waży cokolwiek przełożyć na moim biurku. Bo… zamorduję 😉
        U mnie zawsze początek roku jest b.pracowity, ale w tym roku pobił wszystkie poprzednie lata..

  15. Alla pisze:

    Zimowe dzień dobry bardzo Delighted
    Jak to człekowi zawsze lżej, gdy się dowie, że inny też się dał nabrać Wink
    A swoją drogą, onegdaj kupiłam od domokrążcy „znakomity” ekspres do kawy, który dobrze służył do zaparzania herbaty, gdy więcej osób w domu było 😀 Aha i znakomite noże laserowo (?) ostrzone, które podarowałam /nieużywane/ komuś tam – w prezencie Happy-Grin
    Na szczęście był to tylko jeden raz /mam nadzieję 😉 / i też dlatego, że zwyczajnie, chłopaka sprzedającego, było mi po ludzku żal 😀

    • Bożena pisze:

      Witaj Skowronku 🙂 Domokrążcom z zasady dziękuję. Wczoraj takim w białych komeżkach też podziękowałam Wink1

      • Alla pisze:

        A nie, tym nie dziękuję 😀 Byli w niedzielę i całkiem fajnie pogadaliśmy. Moją małą parafię obsługują o.Franciszkanie. Nie moralizują, nie politykują, nie dopytują, nie stwarzają wrażenia mędrców tego świata.. Ot, tacy fajni sąsiedzi, co to wpadli z wizytą Wink

  16. korab1 pisze:

    Słoneczne i błękitne pozdrowienia z Górnego Śląska :)))

  17. Alla pisze:

    Zbieram się, by ostatnią świąteczną wizytę zaliczyć Tired
    No to narka i do popotem 😀

  18. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Jak dla mnie, największym urokiem opowiadań o Don Camillo i Peppone jest ich obu immanentna dobroć i poczciwość, wielekroć granicząca wręcz z głupotą, jak w przypadku atompasty. Obaj są zdecydowanymi przedstawicielami bynajmniej nie pokojowych ideologii (rzecz się dzieje w biednych, tuż-powojennych Włoszech, gdzie po upadku faszystów partia komunistyczna zyskała duże i dość naturalne poparcie), ale gdy przystępują do zalecanych przez nie działań agresywnych, wszystko im się rozłazi… bo jakże to tak?

  19. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Mistrz Tetryk powyżej wydaje się trafiać w sedno, poczciwość (i uczciwość) obu panów skutecznie łagodzi krwiożerczość ideologii. Kwestia „Jakże to tak?” wydaje się wyrażać zwykłą ludzką przyzwoitość, a poza tym zakorzenienie obu panów w lokalnej społeczności, które ma dla nich tak naprawdę większe znaczenie niż oficjalnie wyznawane ideologie. Coś z tego mieliśmy i w Polsce, gdzie lokalny pierwszy sekretarz chrzcił dzieci (pardon) ukradkiem u lokalnego proboszcza, a potem (lub przedtem) odwdzięczał się temuż np. przydziałem materiałów budowlanych albo innych trudno dostępnych dóbr.

    • korab1 pisze:

      Mam wrażenie, iż to jest cecha narodowa Włochów, Polaków również. Pięknie o tym wyśpiewał G.Turnau. Hiszpanie, Arabowie, Niemcy są inni.

      • Quackie pisze:

        No tak, coś w tym jest. Piosenka uderza w nieco żałobne tony, ale w sumie sama cecha wydaje się być dość pozytywna, nieprawdaż? Do Włochów i Polaków dorzuciłbym jeszcze Czechów, którzy często kierują się zdrowym rozsądkiem, mimo że oficjalnie wyznają tę czy inną ideolo.

        Przypomina mi się także dowcip francusko-niemiecki, jak to spotkało się na gruncie pokojowym (przed II wojną światową) dwóch generałów z tych państw:

        (N)iemiecki generał: – drogi kolego jestem zdumiony brakiem dyscypliny we francuskiej armii
        (F)rancuz: – przesadza Pan kolego…
        (N) – No to się przekonamy (i tu wola swojego adiutanta) – Otto!
        (Otto): Jawohl Herr General!
        (N): Otto, weź ten pistolet
        (Otto): Jawohl Herr General!
        (N): Otto, przyloz pistolet do skroni
        (Otto): Jawohl Herr General!
        (N): Otto, nacisnij spust
        BUM! …i Otto pada martwy
        Francuski general zbladl, ale żeby ratować honor Francji, woła swojego adiutanta:
        (F): Jean!
        (Jean): – Pan mnie wołał mon general?
        (F): Jean, weź ten pistolet
        (Jean): – O! Dziękuje mon general!
        (F): – Jean przyłóż pistolet do skroni (Jean spojrzał zdziwiony, ale wykonał polecenie)
        (F): -Jean naciśnij spust
        A na to Jean ze śmiechem odkładając pistolet:
        (Jean): – Jak Boga kocham, 9 rano a mój generał już zalany!

  20. miral59 pisze:

    Zimowe dzień dobry Happy-Grin
    Co prawda tego śniegu zapowiadali więcej, ale i tego wystarczy jak na moje potrzeby Wink Biały puch pokrył wszystko kilkucentymetrową warstwą. Wygląda czyściutko i świeżo… a że jest -11C, to jest nadzieja, że się utrzyma Delighted

    • Quackie pisze:

      U nas rano poprószyło, ale wyglądało to jak cukier puder na babce piaskowej w wykonaniu BARDZO oszczędnej gospodyni.

      A ja na jakiś czas wybywam.

    • Kneź pisze:

      A w onecie pisali, że was zasypało, jest katastrofa, prądu nie ma i mrozy arktyczne!

      • Quackie pisze:

        W Trójmieście? Nie, całkiem spokojnie, najwyżej gołoledź. Takie rzeczy z brakiem prądu to raczej na Kaszubach, bardziej w głębi lądu. Czytałem, że pod Puckiem wiatr przewrócił 60-metrowy maszt nadawczy Radia Kaszebe, ale w samym Trójmieście raczej bez szaleństw.

        Chyba że miałeś na myśli Poznań?

        • Krzysztof z Gdańska pisze:

          Potwierdzam.
          Cisza, słoneczko świeci(ło) cały dzień. Tylko mróz (chyba) większy. 😀

        • Kneź pisze:

          Niedokładnie określiłem – chodziło w tym onecie o Chicago – oni nie mogą napisać normalnie, zawsze musi być katastrofa, bo inaczej się nie liczy!. 🙂

          • Kneź pisze:

            A po prawdzie, to o innych miejscach nie czytałem w onecie, bo niby po co? Wiadomo – katastrofa!!! Happy-Grin Happy-Grin Happy-Grin

            • Quackie pisze:

              No jasne, jakby nie było katastrofy, to po co pisać/ relacjonować?

              (tu chciałem wkleić skecz Grupy Rafała Kmity na temat całkowitego niedziania się, ale wygląda, że na YouTube jest bez dźwięku, co jakby odbiera sens wklejaniu 😛 )

      • miral59 pisze:

        Zasypało, ale nie Chicago Happy-Grin Jakoś te największe śniegi idą bokami. Albo południową stroną Chicago do Indiany, albo północną do Wisconsin Wink Nas tylko trochę zaprósza… A mrozy są i to niekiepskie Worry

  21. Tetryk56 pisze:

    Byliśmy na spacerku…

  22. Tetryk56 pisze:

    Miłośników KIG zapraszam wieczorem do TVP Kultura: Ja się nie boję braci Rojek

    • korab1 pisze:

      Dziękuję za informację, rewanżuję się moją ulubiona Brendą Lee :))

      • Bożena pisze:

        Bardzo ją lubiłam słuchać, niespotykany głos…

      • Tetryk56 pisze:

        Z tą piosenką wiąże się moje bardzo dawne wspomnienie.
        Wiele lat temu, ledwie rozpocząwszy pracę po studiach, pojechałem na miesiąc na kurs do Wrocławia, z zakwaterowaniem w hotelu Polonia. W pierwszą noc zeszliśmy z kolegą na kolację do hotelowej restauracji (jako goście nie musieliśmy płacić wstępu na dancing 😉 ), zamówiliśmy po herbatce, i doczekawszy przy szklankach do pierwszej w nocy przeszliśmy (ze szklankami w garści) do tej części restauracji, gdzie kobitka tańczyła o tej porze strip-tease – właśnie pod słodki śpiew Brendy Lee.
        Mimo interwencji kelnera, który odnalazł nas i usiłował oskarżyć o kradzież szklanek ze swojego rewiru, wytrwaliśmy do końca spektaklu. ROTFL
        Potem – ponieważ mieliśmy pokój dokładnie nad salą dancingową – co noc o pierwszej słuchaliśmy słodkiego „I’m sorry…” i nie było już po co schodzić na dół. Wink

        • Max pisze:

          Dobry wieczór 🙂 Praktykę studencka odbywałem w ELWRO i też mieszkałem w Polonii . Ciekawe wspomnienia mam z innego wrocławskiego lokalu , ale nie sposób opisać je w kilku zdaniach . Tak ,czy inaczej mamy na sumieniu grzeszki kombatantów z okresu słusznie minionego ,których zapomnieć się nie da Worry

      • Wiedźma pisze:

        A kto pamięta tę dziewczynę ” o wagnerowskim głosie”? Wink

  23. Max pisze:

    Zdradzę jeden szczegół : Ukratek był ze szklanką herbaty , a ja cudem tylko nie oberwałem butelką w studencki łeb . Rozwalone zostało piękne , ścienne lustro , a potem było trochę kłopotów z kasą Tears

    • Quackie pisze:

      Ajj… No to Tetryk wyszedł na tym chyba lepiej (minus awantura z kelnerem o szklanki na rewirze). Swoją droga, ciekawe, czy obaj widzieliście tę samą panią do wtóru piosenki…

  24. Tetryk56 pisze:

    Obejrzałem spektakl – i stwierdzam, że wolę jednak czytać Gałczyńskiego, niż oglądać realizacje jego surrealistycznych pomysłów.
    Ale przynajmniej wiem, że Mistrz o nas wspomniał. I to jest budujące…

  25. Quackie pisze:

    Ponieważ w tej piosence „każdy o podróży sobie śnił”, to chyba nadaje się na dobranockę 😉

    Jest tu Grechuta (w muzyce), Turnau, do pomyślenia i posłuchania i Mann (dla przyprawienia dania, moim zdaniem).

    Snów o podróżach!

  26. Wiedźma pisze:

    Bardzo udana nie- barokowa dobranocka …. lubię ten utwór:)

  27. Wiedźma pisze:

    Już tylko zapalę lampkę, żeby się nam dobrze spało 🙂

  28. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Dziś cały dzień w telewizorni tylko straszą Delighted Jutro ma być straszliwiście zimno, odczuwalna nawet do -37C. Czyli prawdziwa zima Overjoy Większość szkół zamknięta ze względu na zimno, zalecają też pozostanie w domach. Oczywiście kto może… A ten kto wychodzi powinien być zakutany w ciepłe ciuchy, szaliki i czapki Wink Taki medialny wrzask, jakby nigdy wcześniej takich temperatur nie było Worry A ubiegłej zimy też takie temperatury mieliśmy… Happy-Grin

  29. miral59 pisze:

    A to z dzisiaj. Nie ma tego śniegu aż tak dużo, ale całkiem, całkiem Happy-Grin

  30. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Piękny widok Mireczko, ale nie zamieniłabym się z Tobą na klimaty. Latem jak w pralni, zimą jak w zamrażalce. No i te nagłe skoki temperatury… Wink1

  31. Bezetka pisze:

    Dzień dobry i miłego dnia 😉 Koniec świątm, czas wracać do kieratu 🙂

  32. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Nie wiem, czy dam radę się przyzwyczaić… 😛

  33. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    U nas też wschód płonął czerwienią! jak dawno nie widziałem…

  34. Bożena pisze:

    Poszukałam i to znalazłam:
    Zjawiska wskazujące pogorszenie pogody.
    – krwistoczerwony wschód słońca.
    Tylko nie wiem na czym ma polegać to pogorszenie…

    • Quackie pisze:

      Większy mróz? Ale znajoma, która mieszka jakieś 20 km w głąb lądu, mówi, że w nocy było ok. -15? Może śnieżyce?

      Nb. u nas też wschód krwistoczerwony, o czym się przekonałem naocznie, chociaż niekoniecznie bym wolał.

    • Tetryk56 pisze:

      „Kiedy słońce krwawo wschodzi
      w marynarzu bojaźń rodzi.
      Gdy purpura na zachodzie
      wie marynarz o pogodzie”
      (stare żeglarskie porzekadło)

  35. Quackie pisze:

    O, a tak wyglądał ten wschód nad Twierdzą Wisłoujście w Gdańsku:

  36. korab1 pisze:

    Ogólnopolskie DzińDybry :)))

  37. Wyimaginowany pisze:

    Skoro już podróżujemy to lokalne mazowieckie dzień dobry SzanPaństwu Happy

  38. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Zimno Happy Muszę podsypać pierzastym i zaraz do pracy Pondering Nie wiem jak długo będę rozmrażała samochód Pleasure To wolę wyjść wcześniej…

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry zza oceanu! Jak już być może wspominałem, w drugie święto odmrażanie auta zajęło mi 40 minut (skrobanie szyb i reflektorów, odmrożenie zamków i odlodzenie szyb od środka).

      Szkoda, że musisz lecieć do pracy, może byś zrobiła jakieś fajne foty tych zachęconych wyżerką pierzastych.

  39. Kneź pisze:

    Region środkowo-wschodni też mówi dzień dobry! Delighted

  40. Wiedźma pisze:

    Dzień ( jeszcze) dobry z Zachodniopomorskiego. Leniuszek Misiek mnie nie wyręczył … Sad
    A Kopciuszek to co ? Jakoś cicho, pewnie ma takie samo urwanie głowy jak Skowronek…

    • Quackie pisze:

      Szkoda że tym urwaniem głowy nie da się dzielić, chętnie bym poświęcił trochę swojego czasu i głowy w zamian za czyjś czas (i głowę), kiedy sam będę miał urwanie…

    • Bożena pisze:

      I ja miałam urwanie głowy, jeszcze mi pot po piętach spływa. Przywieźli lodówkę, niby nic wielkiego. Jednak trzeba było prawie całą kuchnię przemeblować… uffff… Tired

  41. Eliza F. pisze:

    Witam serdecznie Wyspowiczów i mam chwilową niedyspozycję zdrowotną z tych grypopodobnych i się ,nie udzielam ale podglądam i pamiętam Helen Shapiro i kupowałam wtedy ”nowości” czyli pocztówki dźwiękowe – czy ktoś jeszcze to pamięta ? Ile było tych prywatek z nią i z Cliffem R.-wtedy to był Inny świat i my z głową pełną marzeń ….. Happy-Grin Smile

  42. Eliza F. pisze:

    Bożenko miła -wiem jakie to zamieszane ,miałam to 2 lata temu -pozdrawiam ale radość z zakupu wszystko wyrówna i będziesz miała komfort jaki chciałaś – Happy-Grin Delighted

  43. Quackie pisze:

    Idę kręcić, w sumie myślałem, żeby poodśnieżać zamiast, ale po pierwsze pada, a po drugie za parę dni zapowiadają znów odwilż…

  44. Bożena pisze:

    Dobrej nocy kochani, jutro też jest dzień Bye

  45. Eliza F. pisze:

    Dobrej nocki i do jutra 🙂

  46. Quackie pisze:

    To czas zadobranockować. Dzisiaj jeden z utworów, do których kręcę – „Let’s Get Together” w wykonaniu Jefferson Airplane z 1966. Nie jest to wykonanie oryginalne, bo po raz pierwszy utwór ten wykonali w 1964 r. mniej znani The Kingston Trio, ale chyba najlepiej znane – między in. dzięki filmowi „Forrest Gump”, w którym się pojawiło.

    Snów o lecie i miłości, albo i o lecie miłości 🙂

  47. Tetryk56 pisze:

    Dobrych snów! Kojących! 🙂

  48. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Wiosna idzie Happy-Grin

  49. bezetka pisze:

    Dzień dobry, będą ptaszki albo cóś? Jakiś relaks w porze kolacyjnej by się przydał 😉
    Ashamed

Skomentuj Tetryk56 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)