
Mewa stoi na dachu. Co kilkanaście sekund otwiera dziób i wtedy rozlega się niegłośne… gęganie? Kwakanie? Gdakanie? Jakiś zbliżony dźwięk, przeznaczony prawdopodobnie dla innych mew. Jeżeli znajdzie się ktoś wystarczająco bezczelny (i ekscentryczny), żeby ten dźwięk naśladować, mewa przekrzywia głowę, niepokoi się, gęga głośniej i częściej. Można się tak przekrzykiwać długo i namiętnie, aż mewa się obrazi i odleci. Albo dostojnie odejdzie na przeciwną stronę dachu.
Mimo wszystko jednak mewa oszczędza głos na wschód słońca, a właściwie – pierwszy brzask. Wtedy trzeba otworzyć dziób jak szeroko i drzeć się donośnym, jękliwym wrzaskiem, który podejmują sąsiedzi z okolicznych dachów. Ludzie pod tymi dachami patrzą wtedy na zegarki i klną, ponieważ jest około trzeciej rano, no, może czwarta, ale mewy to nie wzrusza – nikt nie wyposażył jej w zegarek ani nie powiedział, żeby zamknęła dziób. A nawet gdyby – mewa wie swoje.
Mewa stoi więc i czyha. Nie na ryby, ani też na rybaków, jak mewi pradziadowie i prapra zwykli byli czynić. O, idzie na dwóch nogach grube stworzenie z kawałem mięsa w bułce, potknęło się, mięso i bułka wypadają… Co? Stwór gramoli się, wydając dziwne, mlaszczące dźwięki, zamiast natychmiast chwycić z powrotem mięso i bułkę. Takiej okazji mewa nie przepuści, Lot nurkujący, wyhamowanie na ostatnich metrach z gwałtownym trzepotaniem skrzydłami, dziobowy celownik nastawiony – chaps! Teraz tylko uciec przed sąsiadami, którzy gwałtownie domagają się udziału w łupie i jesteśmy w domu, to znaczy na dachu. Podobna akcja powtarza się za każdym razem, kiedy ktoś wyrzuci resztki jedzenia, upuści coś jadalnego lub po prostu pozostawi to bez opieki.
Pozostawienie bez opieki dotyczy również istot żywych. Młode gołębie, sroki, czasem małe bezdomne kotki – to TEŻ jest jedzenie, z tym że trudniejsze do złapania. Ale za to świeżutkie! Trochę bałaganu bywa z ptaszkami, pierze się niesie z wiatrem, ale przecież mewa nie sprząta podwórka po jedzeniu. Leci na następne po prostu. No i na ogół trzeba uważać na dorosłe koty, które w kwestii młodych srok i gołębi są konkurencją, natomiast co do jedzenia młodych kotków są zdecydowanie przeciw. A przecież mewa by się podzieliła! (A guzik, nie podzieliłaby się, hehe)
Jeżeli ktoś wejdzie na dach, zobaczy oprócz dorosłej mewy dwójkę młodych, wyglądających dość żałośnie, pstrokatych, krępych stworów, które popylają po dachu na piechotę, człapiąc byle dalej od intruza. Za komin, za komin teraz! Może sobie pójdzie… W tym czasie mama mewa odchodzi od zmysłów, lata naokoło wstrętnego dwunoga, który przylazł bez zaproszenia NA PEWNO po to, żeby upolować młode mewy w odwecie za dziurawienie worków ze śmieciami w poszukiwaniu jedzenia. No. Poszedł sobie. Niech nie wraca!
Wracamy w takim razie na zwykłe stanowisko na dachu. Łypiemy żółtymi oczami. Stroszymy pióra na grzbiecie. Ruszamy na rekonesans, krążymy nad dachami, ulicami, podwórkami, śmietnikami – to jest teraz żerowisko, nie plaża, nie morze. Mewa ustawia teraz celownik, nie dziobowy tym razem, tylko ogonowy, a dokładnie podogonowy, na czyjeś okno, chlup! Bomba w celu. Mój teren, moje terytorium. Żeby to zaakcentować jeszcze jeden krzyk, przeciągły, głośny a obraźliwy. Lądowanie na swoim – i z powrotem na posterunek. Mewa stoi na dachu.





Dobry wieczór. Tekst jest sprzed ponad 4 lat, ale nic nie stracił na aktualności, mewy jak były upierdliwe i łapczywe, tak dalej są. Trudno zresztą oczekiwać, żeby to się zmieniło – tak szybko. Natura ma pewną bezwładność.
A sam tekst jest a propos ptasich galerii Miral. Wydał mi się odpowiednim uzupełnieniem „z drugiej strony” – po prostu trochę poobserwowałem, trochę spróbowałem myśleć jak mewa, i stąd się wziął ten tekst. A trochę też z wkurzenia na poranne darcie ryja/ dzioba latem.
Gęsi gęgają, k(w)aczki kwaczą, a czy mewy nie mewają? 😀
Mewy miewają…
Jak dla mnie skrzeczą. Aczkolwiek chyba tylko późną wiosną/ latem.
Pewnie dlatego, że mają najpierw okres dobierania się w pary, a potem okres lęgowy. W późniejszym okresie (jesień-zima) nie ma potrzeby drzeć dzioba na dzieci, bo już dorosły
Jak „mają okres” to nic dziwnego, że skrzeczą 😀
Ze skarbczyka starych dowcipów:
– Panie Rumian, dlaczego transformator buczy?
– Droga pani, gdyby pani miała 50 okresów na sekundę, to nie tak by pani buczała…
Świetny tekst, uśmiałam się szczególnie pod koniec z tych bomb lecących w stronę okna. Ale nie chciałabym być budzona krzykiem mew, to chyba nie jest zbyt romantyczne? Ani usuwania resztek ptasich pocisków z okien
No niestety nie, ani budzenie, ani sprzątanie nie jest szczególnie pociągające. Z drugiej strony jakiekolwiek mięsne resztki wystarczy wystawić na parapet…
Tylko jak wystawiasz takie resztki na parapet, to tym bardziej zachęcasz do odwiedzin (przy okazji parapet się brudzi)

To jeszcze dobrze, że w okno nie pukają. Kiedyś takie małżeństwo mieszkało przy stawie i codziennie dawali jakieś tam jedzonko kaczkom i gęsiom. I to codziennie o tej samej porze. Któregoś dnia zapomnieli… o porze karmienia usłyszeli łomot do drzwi od ogródka. Wystraszeni polecieli zobaczyć co to takiego? A to gęsi domagały się swojej codziennej porcji jedzonka, waląc dziobami w szklane drzwi
To prawda, dlatego nie robię tego regularnie. Tak samo można „wytresować” łabędzie nad jeziorem.
Chyba każde zwierzę, czy pierzastego


Ludzi z resztą też…
To coś na zasadzie efektu Pawłowa (czyli odruch warunkowy)
Quacku, ciesz się, że masz mewy… Lokata w szkolnej młodości mieszkała tuż obok niewielkiego, ale starego parku który w całości zaanektowały wrony. I tu powinienem wstawić ilustrację z Hitchcock’a…
Takie mocne się czuły? Sprytny chłopak z wiatrówką szybko by im zmienił to poczucie… W razie potrzeby, ma się rozumieć.
Wrony kraczą ponuro, ale mewy mają bardziej przeraźliwy głos. Szczególnie te większe. W sumie nie wiem co gorsze
Nie chciałabym ani jednych, ani drugich takich sąsiadów. Moje gołębie karolińskie, czy wróbelki nie robią takich hałasów i nawet jak ćwierkają, to nie są takie głośnie
Spać przy nich można 
Przeprowadzamy się do Ciebie! Przynajmniej na to mewie gniazdowanie.
Zapraszam


Mam tylko nadzieję, że na zapachy specjalnie nie jesteście uczuleni? Bo to wiecie… skunksy zimą śpią (czy też nie, bo nie wiem), a w każdym razie ich nie widać, ani nie czuć. Za to od wiosny… smród się często niesie…
Na pocieszenie – tego smrodu nie słychać
Właśnie się zacząłem zastanawiać, czy zatyczki do uszu pasują też do nosa? 😉 A jeszcze jest taka opcja, żeby dostać taktycznego kataru…
Nie wiem czy zatyczki pasują, ale wydaje mi się, że może nie będą konieczne
A czy zamiast tego taktycznego kataru, zatyczek, rozpychających nos (potem będzie jak u Murzynów), nie lepiej zastosować zwykłe spinacze do bielizny
Się niewygodnie śpi w klamerkach 😀
Ajtam, ajtam. Pod klamerki podłożysz filc i nie będą tak uwierały
Ostatecznie, może nie będzie ten smród tak przeszkadzał. Na naszym podwórku jeszcze się żaden nie wystraszył, a to co wiatr nawiewa nie zawsze jest aż tak intensywne
Da się wytrzymać… a nowe doświadczenia też coś warte
Przynajmniej nie ma wrzaskunów!!! O! 
E tam, w sumie – przyzwyczaję się. To nie może być takie straszne. Poza tym smród skunksa nie rozlega się tak gwałtownie jak mewie wrzaski, tylko jednostajnie – idzie przywyknąć.
Nigdy nie niuchałeś tego zapaszku? Tak myślę. Na pewno jeśli, to nie z bliska i nie taki świeży… Moja mama, która była ciekawa jak ten skunks tak na prawdę śmierdzi, mało nie puściła pawia, gdy ją wywołałam na podwórko na taką „świeżynkę”

Ale fakt, idzie przywyknąć
No wiesz, u nas nie ma za dużo okazji, tak na świeżo i na własnym podwórku, już prędzej w zoo. W Bydgoszczy, na Myślęcinku jest takie zoo, przede wszystkim polska fauna, ale skunksa tam też mają. Zastarzały smród jest obrzydliwy, ale żul w autobusie śmierdzi gorzej, rzekłbym. BTW słyszałem ostatnio taki paradoks: jeżeli żul jedzie tramwajem, to tym samym tramwaj jedzie żulem…
Świeży skunks nie da się porównać z niczym. To jest taki smród, że łzy same do oczu napływają i robi się niedobrze
Żaden żul nie jest w stanie doprowadzić się do takiego stanu
Inna sprawa, że ta „ciecz obronna” jest też żrąca. Delikatniejszą skórę może nawet poparzyć. Taki „przestarzały skunks” jest nawet przyjemny
Ostatecznie piżma używa się do perfum, żeby dłużej utrzymywać zapach…
Och, bardzo nie chciałbym szczegółowo omawiać stanu, do jakiego potrafi doprowadzić się – z premedytacją lub nie – żul, zwłaszcza taki, który doskonale wie, że smrodem może wymusić parę groszy od ludzi, którzy zgodzą się na wszystko, byle sobie poszedł.
Ponieważ jednak nie mam praktyki w miejscach świeżo spryskanych przez skunksa, nie będę się upierał 😉
Zdaje się, że Mireczka chce zniechęcić potencjalnego gościa do przyjazdu?
Absolutnie nie chcę nikogo zniechęcić
Mam nadzieję, że takie informacje zachęcą do odwiedzin. Tego nie znajdziesz w Polsce, bo skunks to „towar deficytowy” 
Przecież żartowałam, wiem że jesteś gościnna
Przypomniało mi się, a propos darcia dzioba, jak kiedyś nocowałem przez parę dni pod Poznaniem w takim motelu na brzegu jeziora w którym akurat odbywały się żabie gody, żaby darły się na cały regulator i nie dawały spać, ale można się było przyzwyczaić, gdyby nie napakowany testosteronem solista, który tak się pruł, że szyszki z drzew spadały. Pół dnia krążyłem wokół jeziorka usiłując utrupić draba, ale w dzień pewnie spał smacznie, a w nocy znowu zaczynał koncert, horror 🙂 🙂
To pewnie było w Kiekrzu (nad jeziorem Kierskim), tam jest/ było pełno takich ośrodków. Ale na żaby akurat tam nie trafiłem, poza tym żaby mi nigdy nie przeszkadzały – no chyba żeby był jakiś szczególnie przeraźliwy gatunek, ale pod Poznaniem?
Szybko odrobiłem lekcję, to był hotel, nie motel o nazwie „Daglezja” w Kórniku, nad Jeziorem Kórnickim 🙂
Znam! Co prawda raczej z zewnątrz, ale oczywiście kojarzę.
Musiałeś trafić na wiosenne romanse żab


Trzeba było pomyśleć, jakie to romantyczne… takie żabie zaloty
A ja lubię jak żaby rechocą. Można się wsłuchać w te głosy i usnąć
Nie przy każdych żabach da się spać… niektóre mają tak wibrujące głosy, że ciężko przy nich usnąć. Wiem coś o tym

Mistrzu Q! to jest świetne
To jest właśnie to o czym już dawno mówię. Nie potrafię tak opisywać jak Ty
Po opowiadaniu w takim stylu o ptakach, aż wstyd pokazywać swoją bazgraninę
Eeej, stop! Przecież to nie o to chodzi. Nie żadne płaskie i proste, tylko znakomicie faktograficzne. I powiązane ze zdjęciami, współgrające i uzupełniające się nawzajem.
Każde z Was pisze inaczej, ale oba style są wspaniałe!
Miral, każdy człowiek jest inny i każdy ma co innego i w inny sposób do powiedzenia. Każdy wpis jest tu witany z radością! Porzuć kompleksy!
A guzik prawda Miralko! Twoje opisy są popularno-naukowe, co nie znaczy, że mniej interesujące niż fabularno-narracyjne Quackiego i proszę mi tu nie deprecjonować swojej pisaniny, bo się zeźlę, już się zeźliłem, bo zaczynam używać słów. Jeśli weźmiemy pod uwagę przeistoczony energizm deizmu kreacyjno-mistycznego to jego ortodoksyjność resublimuje wszelkie strukturalizmy egzystencjalne ptaszków Miralko i tego się trzymaj 🙂
Pisz po ludzku Miśku, bo ten styl Ci nie przystoi
Czasami trzeba się wyindualizować Bożenko 🙂 🙂
O to to, z ust żeście mię to wyjęliście, jak mawiał kolega Kierownik.
Ale się posypało komentarzy!!! Nie deprecjonuję swoich opisów, tylko wiem, że brak im takiego polotu. I głównie o to mi chodzi…
Mam taki ścisły umysł i po prostu nie potrafię inaczej. Ale przecież opisuję, więc nie ma o czym mówić. A że lubię swoje pierzaste i zdjęcia, także i tak się nie uwolnicie od mojej bazgraniny 

Ale odrobiny zazdrości mi nie zabronicie, co?
bo już czasem nie mam słów 😉
Misiaczku, a czy mógłbyś to jakoś po ludzku napisać, żeby i takie niedouki jak ja zrozumiały

Nooo, Misiaku, toż to przepiękny …. no własnie, co ?
To ma swoją nazwę ino zapomniałam .. 
u nas na wsi, to pani, mówimy na to po prostu: chrzanienie…
powiedzialabym, że uprzejmie mówią
Nawet bardzo uprzejmie
No proszę!!! Misiek tyle pisał, a nasz Ukratek wyraził to jednym słowem
Jak zwykle

Nikt w tym nie pobije Ukratka
Z wrażenia nawet się nie przywitałam

Dobry wieczór Szanownym Wyspiarzom
Dobry wieczór!
Dobry wieczór, a zarazem dobranoc. Czas
najwyższy się pożegnać.
Zmiana warty, Bożenko?

Kolorowych i miłych snów
1. Mewy, białe mewy, wiatrem rzeźbione z pian,
Skrzydlate, białe muzy okrętów odchodzących w dal.
Kto wam szybować każe za horyzontu kres,
W bezmierne oceany, przez sztormów święty gniew?
Ref.: Żeglarzom wracającym z morza
Na pamięć przywodzicie dom,
Rozbitkom wasze skrzydła niosą
Nadzieję na zbawienny ląd.
2. Ptaki zapamiętane jeszcze z dziecięcych lat,
Drapieżnie spadające ze skał na szary Skagerrak.
Wiatr czesał w grzywy morze, po falach skacząc lekko biegł.
Pamiętam tamte mewy, przestworzy słonych zew.
edit 29.11, 9:03 🙂 wstawiona wersja zgodna z filmikiem.
Fajne, ale tekst, który podałaś niżej niedokładnie zgadza się z tym, co ten Tomek śpiewa.
A bo to jest „z repertuaru Tomka Opoki” wykonanie maciej69l…
Nie doczytałam, przepraszam
Ale zapatrzyłam się na zdjęcia (jakże by inaczej)


Ale też fakt, że tekst jest inny, a raczej niedokładnie taki sam
Miralka ma rację, to własnie ta śpiewana wersja jest właściwą, Tomka Opoki 🙂
Wrócę jeszcze tutaj, bo dopiero przeczytałam biografię autora tej piosenki.
Jako dziecko zachorował na raka mózgu i stracił wzrok. Tę piosenkę stworzył na podstawie wspomnienia znad morza, właśnie z dzieciństwa, jeszcze zdążył te mewy zobaczyć. Zadebiutował rok przed smiercią na Shanties, potem na Yapie. Zmarł jako niespełna 30-latek.
Jakże inaczej się jej słucha z tą wiedzą…
Tak Bezetko, teraz tej piosenki wysłuchałam do końca, bo zrozumiałam o czym śpiewa. Wcześniej mi się nie podobała.
Witam, bo na dzień dobry i dobry wieczór wyrażnie zbyt późno….
U mnie jeszcze wieczór

Także dobry wieczór, Wiedźminko
Jest i będzie miły, bo weekendowy

Współczuję Kwaku, bo u mnie mewy bywają wyłącznie zima i nie budzą nikogo wrzaskiem….. Mięsne resztki wypatrują błyskawicznie i być może – w dowód wdzięczności – oszczędzają moje okna.
A tekst – pierwszorzędny, jak zwykle i jak zwykle
Dobry wieczór. No to macie szczęście z tymi mewami… Ale z tego, co pamiętam, wielu nie-mieszkańców myli położenie Szczecina i Świnoujścia, a przecież to całkiem szmat drogi, więc i dla mew też.
Nie tak dawno moja koleżanka powiedziała, że chciałaby zobaczyć Chinatown. I tak sobie pomyślałam, że byłam tam chyba z 14 lat temu… Teraz te „czajnatałn” chodzi za mną cały czas.

To nie jest pogoda na zdjęcia 
Może czas się znowu wybrać? To dość specyficzna dzielnica Chicago i wydaje mi się, że chętnie byście to obejrzeli… Może byłby to impuls na nowe Harpie Miśka
Tylko nie wiem kiedy byśmy się mogli wybrać… sobota i niedziela mają być chmurne i możliwe, że deszczowe
Pogody, wobec tego Mirelko … ta czajna zapowiada się ciekawie 🙂
Chyba nie podziękuję, żeby nie zapeszyć
Dobranoc SzanPaństwu!
Jutro mnie nie będzie do wieczora, bo wybywam z miasta .
Dobranoc Ukratku

Udanego wyjazdu
… a ja wieczorem oglądam „Zemstę nietoperza”…. dawno niewidzianą 🙂
Chyba zapalę lampkę juz nie czekając na Kwaka, bo padam na nos…. 🙂
Dobranoc…
Akurat Wyspa pokazuje, że w tej samej minucie napisaliśmy 🙂
Dobranoc!
Kolorowych i miłych snów Wiedźminko
No to dobranocka – dzisiaj sentymentalna.
„Piosenkę dla Wojtka Bellona” śpiewaliśmy w liceum przy różnych okazjach. Zazwyczaj przy ognisku i gitarze albo dwóch (Krzysiek z Marcinem, którzy nawet pozwalali sobie na różne cuda, solówki etc.). I na głosy, przynajmniej dwa, i tu już mogłem się wykazać 🙂
Nie mówię, że Stare Dobre Małżeństwo odpada, ale – wiadomo: ten wiek, ten nastrój, ta świadomość, że to się robi samemu. Tego nic nie zastąpi.
Snów o najlepszych chwilach w życiu.
Tobie również Mistrzu Q
Halo? Jeszcze ktoś się przemyka po Wyspie? Jeżeli nie, to na rano zostawię.
Jak zacząłem wspominać lata, kiedy śpiewaliśmy te piosenki, to mi się jeszcze jedna przypomniała, która wychodziła nam… nooo… w stylu tej dziewczyny, co niżej. To NIE jest wykonanie idealne, dykcja i akcenty pozostawiają jeszcze trochę do życzenia, ale melodia już doprawdy niewiele, barwa i ton głosu też mi przypomina tamte lata. A co tam – kolejna harcersko-ogniskowa, jesienna piosenka.
Na razie nie mam jak tego odsłuchać, bo małżonek ogląda mecz w telewizji. Blackhawksi grają z kimś tam w hokeja i telewizor ryczy, że własnych myśli nie słychać
Tym bardziej nie usłyszę co kto śpiewa 
Spoko, mam nadzieję, że nie skasują w tym czasie nagrania z YouTube’a 😉
A u nas właśnie strzelają fajerwerki, zdaje się, że z okazji rocznicy założenia Marynarki Wojennej.
Szkoda że webcam na marinę nieczynny, na tym drugim nic nie widać.
To faktycznie szkoda. Lubię oglądać fajerwerki
Hm, już skończyli. Ale pogoda nieciekawa, więc i tak pewnie niewiele by było widać. No cóż, jak się wybiera taką datę na takie święto…
Ale śmieszna aplikacja na stronie Blackhawksów do śledzenia meczu bez odbioru obrazu TV.
W zasadzie koniec meczu. Wygrali
To gratuluję (mężowi?) 😀
Mężowi? On nie gra, jest tylko widzem.

W telewizji publicznej transmisje z meczów są tylko w weekendy. W tygodniu małżonek słucha właśnie tej aplikacji, czy też radia (sama nie wiem właściwie czego). Mnie ten sport za bardzo nie interesuje. Krążek malutki i prawie go nie widać. Widzę za to jak latają nie wiedzieć czego, czasami się tłuką… Także nie da się śledzić ich gry
A ja się przemykam, jak zwykle… gdy wszyscy już śpią
U mnie jeszcze wcześnie…
A ja właśnie poczułem, że wymiękam, więc obawiam się, że już definitywnie muszę rzec „Dobranoc!” Miłego słuchania.
Kolorowych i miłych snów Mistrzu Q
Słuchając tych piosenek doszłam do wniosku, że właściwie to ich nie znam… Za moich młodych czasów trochę inne piosenki się śpiewało przy ognisku na obozach harcerskich… Głównie jeździłam na Mazury, więc piosenka „Hej Mazury”, ale była też „Jak dobrze nam zdobywać góry…”. Były też piosenki o harcerzach. „Harcerska dola”, „Szara harcerka”. Czy typowo ogniskowe jak „Płonie ognisko w lesie”, czy „Płonie ognisko i szumią knieje”… Było tego trochę… nie jestem w stanie wszystkich wymienić i to nie dlatego, że nie pamiętam
Ja jeździłem głównie nad morze i w góry, nad morzem obowiązkowa na apelu wieczornym była pieśń patriotyczna „Morze nasze morze” 🙂
Chociaż każdy z nas jest młody,
Lecz go starym wilkiem zwą,
Strażnikami polskiej wody,
Marynarze polscy są.
Morze, nasze morze,
Wiernie ciebie będziem strzec.
Mamy rozkaz cię utrzymać
Albo na dnie, na dnie twoim lec,
Albo na dnie z honorem lec.
Żadna siła, żadna burza
Nie odbierze Gdańska nam.
Nasza flota, choć nieduża,
Wiernie strzeże portów bram
Tylko Gdańsk był zastępowany Szczecinem, przez co piosenka trochę gubiła rytm, ale to bez znaczenia, bo dorodna patriotyczna młódź i tak beczała jak stado baranów 🙂 🙂
Znam tę piosenkę, też ją śpiewałam. Ja jeździłam w góry i na Dolny Śląsk. Na przykład w Rudnie śpiewaliśmy nie tylko przy ognisku:
Piwniczko, piwniczko mała
Czemuś tak smutna i zła,
Tyś mi mą młodość zabrała
Zabierasz i resztę dnia.
Ref.: Pójdę i ja do kawiarni
Zmówię wina dzban,
Siądę przy stoliku z mymi kolegami
Piosenkę zaśpiewam.
Dziewczyno, dziewczyno moja
Do ramion przytulę cię.
Może ostatni to ranek,
Może ostatni to dzień.
Ref.: Pójdę i ja do kawiarni…
A gdy już północ wybiła,
Żegnaj piwniczko ma,
Już więcej się nie zobaczymy,
Bo jutro odjazd nasz.
Ref.: Pójdę i ja…
To była nasza obozowa piosenka. Patrzcie, jeszcze ją pamiętam, choć minęło już tyle lat… 🙂
A tej piosenki, Bożenko, to nie znam… Ale trudno znać wszystkie
Oczywiście, nawet nie wiem jak się tam dostała. Albo też śpiewaliśmy na nutę „Marina, Marina” piosenkę: „Na całym Rudnie znane Muchy wino”. To chłopaki ułożyli, bo w tej wiosce właścicielem sklepu był Mucha i zaopatrywał nas w ten szlachetny trunek 😉 Ale słów już nie pamiętam 🙂 Oj, były to czasy, jest co wspominać…
To też śpiewaliśmy, Misiaczku, tylko niczego nie zmienialiśmy i ten Gdańsk był na miejscu

Muszę przyznać, że oglądając (przymusowo) te różne ligi i mecze zauważyłam jedno. Nie ma meczu, żeby przed nim nie był śpiewany hymn USA. Nawet rozgrywki szkolne od tego się zaczynają. I każdy kibic, czy chce, czy nie, umie hymn na pamięć. Zastanawia mnie, dlaczego w Polsce tak rzadko się ten nasz hymn śpiewa?
Przecież nasz jest łatwiejszy do śpiewania… Może też wszyscy by go znali i nie byłoby więcej takiej „wolski”…
Dzień dobry
Widzę, że ominęła mnie ciekawa nocna dyskusja
Zaraz sobie poczytam 
Piosenki zostawionej na rano posłuchałam, ale choć też przy ognisku śpiewałam, to tej piosenki nie znam. Widocznie była to późniejsza piosenka, gdy ja już przestałam śpiewać w takim gronie. Ale jestem staaaraaaa
Ale widoczki piękne i jakby mi znajome…
To znaczy, że ja też jestem stara, bo nie znałam tej piosenki

Do dyskusji możesz łatwo się przyłączyć, bo przecież jest rozwojowa
A że jest na piśmie, to niczego się nie straci 
Więc właśnie to zrobiłam
Przybyła „zmiana warty”, czyli mogę spokojnie udać się na spoczynek. Krótko mówiąc, spadam na górę
U mnie ma być pochmurno, to niech chociaż Wam słoneczko świeci
Miłego dnia!!!
Miłego sobocenia się
Miłych snów „nocna wartowniczko”
Dzień dobry :)Ledwie zmrużyłem oko, a już drabinka się rozciągnęła niemożebnie 🙂
Witaj 🙂 Podobnie i mnie to zaskoczyło po przebudzeniu. Może przejść na nocną zmianę?
To zaparz Bożenko duży termos kawy i na posterunek, Mirelka się ucieszy, ja też jestem nocnym markiem 🙂 🙂
Trzeba to obmyślić, może to i dobry pomysł…
Drabinka się rozciągnęła, bo się rozpaplałam niemożebnie. Czasami tak mam. Gadam jak najęta
A że nie sama do siebie (bo to mało ciekawe), to i szybko drabinka rosła 
No i od stukania w klawisze człowiek nie zachrypnie. Najwyżej dostanie zespołu cieśni nadgarstka (apage!), ale to nie brzmi tak jak chrypa 😉
Ja od gadanie nie dostaję chrypy
Pod tym względem jestem długodystansowiec
Jak to kiedyś mówił mój dziadek – język mam dobrze zawieszony, to i obraca się bez przeszkód 

A z nadgarstkami to mam problem od dawna. Powinnam się udać na operację udrażniania tych kanalików. Ale jak sobie pomyślę, na ile operacji powinnam się udać, to mi się odechciewa wszystkiego i nie idę na żadną
Dzień dobry. Jak to w sobotę, pospałem sobie do naturalnego oporu, bezbudzikowo 😉 ale kawa już wypita i powoli wchodzę na normalne obroty.
Ja już szamam drugie śniadanie, a o kawie zapomniałam jak smakowała
Noo, Najjunior sam z siebie wstał. Chyba jakieś fanfary się należą. I flaga na maszt, czy cuś.
Nagroda się należy! Fanfary przebrzmią i co będzie z tego mieć?
Nagrodę będzie miał jutro, wyprawia urodziny i zaprasza paru kumpli.
Więc już dziś (jutro mogę zapomnieć) życzę mu stu lat a może i więcej zdrowia i szczęścia, i spełnienia wszystkiego czego sam zapragnie
Przekażę 🙂
Przekaż mu również i moje serdeczne życzenia

Jest młody, więc całe życie przed nim. Niech mu się szczęśliwie wiedzie w zdrowiu i spokoju
I tak ja wstałam najpóźniej z Was

W Polsce już prawie 15
No tak, okno kontaktu z inną strefą czasową zawsze jest ograniczone tak czy siak.
Za chwilkę wybywam, ale nie powinno to zbyt długo potrwać.
Miłego dzionka
No i jestem. Na dworze rześko, wg termometru minus pół, ale niebo bezchmurne i okulary przeciwsłoneczne się przydają. Zrobiliśmy z Najjuniorem zakupy na jutro (wszystko niezdrowe i tuczące obrzydliwie, tudzież sama chemia – ładnych parę lat musi minąć, zanim nastolatki nauczą się doceniać lepsze i zdrowsze jedzenie).
Powoli wychodzi z mody, ale (i m.in. dlatego) wciąż się kłaniam. Tekst nie tylko się nie zestarzał, nie tylko jest na czasie, ale w jakimś sensie przepowiedział szerzącą się grozę. Przykład pierwszy z brzegu, wybrzeże. W 2005 roku mewy można było spotkać w Yorkshire głównie tam. Później systematycznie zbliżały się do mnie (a trzeba Państwu wiedzieć, że jako ośrodek i centrum, mieszkam tak daleko od mórz i oceanów, jak to tylko na Wyspach możliwe), aż kilka lat temu pojawiły się, najpierw w okolicznych wioskach, ostatnio zaś w miastach i miasteczkach. Mewy słyną z bezczelności i wpraszania się na ryby z frykasami (fish – and cheap!), jakimi raczą się tutejsi kuracjusze na świeżym powietrzu i cała nadzieja, jak dotąd jeszcze o dziwo niewyrażona żadnym brukowcem, że Polacy przerzucą się w końcu z wyjadania królewskich łabędzi i zaczną polować z procy właśnie na mewy.
Nie wiem dokładnie kiedy, bo nie pamiętam, ale ostatnio – i proszę potraktować to określenie czasu ze stosowną wyrozumiałością – napisałem w jednym z przypływów psychiatryczego natchnienia coś o ptakach, że niby wyżej od nas, a i tak niżej latają. Mewa więc może na dachu, ale dach jest nasz, i to nad głową, i to jaką! Niech tak nam wszystkim zostanie. Obyśmy nie mieli nasr… w niej i na nią, Państwu oczywiście grozi wyłącznie to drugie.
Pozdrowienia, idę trochę przytyć.
Dzień dobry i smacznego. Co do ekspansywności mew, to akurat tutaj, w centrum Gdyni, trudno mi coś na ten temat powiedzieć, bo mewy były zawsze, tj. od kiedy tu mieszkam. Musiałbym mieszkać trochę dalej w głąb lądu, żeby ocenić, czy się tam te ptaszydła częściej widuje. Mówi się w Trójmieście, że na gdańskim wysypisku śmieci w Szadółkach żerują mewy, które w związku z tą niewyszukaną dietą ulegają pewnym zmianom genetycznym i dlatego określa się je pieszczotliwym mianem mutantów. Również nie miałem z takimi do czynienia (albo miałem, ale nie wiedziałem, bo wcale się nie wyróżniały). W każdym razie jednak ekspansywności sprzyja fakt, że są one pod ochroną, swoją drogą nie widziałem tłumów ludzi chętnych do polowania na nie, więc nie bardzo wiem, po co ta ochrona. Mam nadzieję, że nie okaże się, że mewy zaczną sprawiać taki kłopot, jak króliki w Australii, z tą różnicą, że Hitchcock nigdy nie nakręcił filmu o królikach. Tymczasem co do mew, to nie wiem, czy stosowne filmiki na YouTube pochodzą z Wysp, czy też ze Stanów Zjednoczonych, ale widziałem już w sieci mewy kradnące ludziom jedzenie z rąk, jak również ze sklepu – wchodzące normalnie przez drzwi i wynoszące sobie towar. Tego to już trochę za dużo.
Dzień dobry 🙂 Moim zdaniem ekspansywność mew , nie może wynikać z przepisów o ochronie tego gatunku , ale raczej z konkurencji na ” rynku ” żywieniowym . W świecie zwierząt nie ma zmiłuj się , jak nie ma co jeść – to pojawia się kanibalizm . W stolicy , zaobserwowałem znaczny spadek ilości gołębi , a pojawiły się tysiące kawek , gawronów i wron . Być może , że przyczyna tkwi w obecnej modzie zabudowy parapetów w blokach linkami z gestymi , ostrymi szpilkami ,co radykalnie ogranicza miejsca odpoczynku ptaków . Konkurencja psiakrew . Osobiście wolę kolorowe gołębie , niż czarne ,rozwrzeszczane kawki i gawrony .
Dzień dobry
Mam zdanie podobne do Twojego, Maksiu. Nie tylko linki z kolcami zmuszają gołębie do zmiany miejsca zamieszkania. To problem wielowarstwowy. Wrony, gawrony i kawki przenoszą się do miast, bo zmniejsza się ich teren poza nimi. Poza tym łatwiej im w mieście o pożywienie. Przy okazji wyjadają jajka i młode gołębi. Ptaki dość szybko przystosowują się do nowych warunków. Te, które nie potrafią, giną.
Osobiście też wolę gołębie niż to całe rozwrzeszczane towarzystwo krukowatych
Mewy są też duże, silne i mało czego się boją. Gdyby jednak nie były pod ochroną, to jestem przekonany, że nie byłoby im się tak łatwo gnieździć na dachach.
Gołębie nie są tak upierdliwe, jeżeli chodzi o głos, ja znów najbardziej lubię dom w Żywcu, gdzie w ogrodzie poza szpakami, dzięciołami, kwiczołami, kosami, wróblami i rodziną bażantów… jest jeszcze mnóstwo ptaków, których rozpoznać nie potrafię. No ale to zalety domu z ogrodem w otoczeniu zieleni, może nie na obrzeżach miasta, ale wystarczająco odległego od ciągłej zabudowy i hałasu głównych ulic.
Fakt. Mewy są duże i silne, a na dokładkę bezczelne
Chyba właśnie dlatego, że są silne, nie tak łatwo je odstraszyć. Tutaj ptaki żyją nawet w Downtown Chicago, gdzie jest bardzo gęsta zabudowa i duży ruch kołowy. Też fakt, że szczególnie w pobliżu Lake Michigan, co dwa kroki są jakieś parki. I to tym ptakom wystarcza.
Ale ja się nimi interesuję i często przeglądam atlas ptaków, czytając różne informacje. No i wertuję strony internetowe. Zauważyłam też, że często są różnice między informacjami na polskich stronach i angielskich. I w sumie nie wiem gdzie napisali prawdę 
Z tych ptaków, które żyją w mieście, rozpoznaję wszystkie. Gorzej z tymi spoza miasta. Czasami mam kłopoty. Szczególnie gdy jakiegoś ptaka widzę po raz pierwszy w życiu
Może to zależy od obszaru występowania? Znaczy te informacje? W sensie że Amerykanie piszą, jak to wygląda od ich strony, a Polacy – od swojej? No i jeszcze są przyjęte metodologie naukowe, obowiązujące, dominujące poglądy etc. Słowem, co kraj, to obyczaj.
Gołębie nie są tak upierdliwe… Proszę to powiedzieć latającemu, ale tylko po drzewach, pythonowi. Niezły cyrk.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.dailymail.co.uk/news/article-2853205/Dove-lands-tree-thinking-safe-spot-approaching-predator-unaware-landed-python.html
Może to jest jakiś sposób, ściągnąć węża z drzewa, żeby nie kusił Ewy, i wysłać jako gastarbeitera do UK, niech wyręczy Polaków, skoro lenie i nie chce się im sięgać po mewy na obiad.
Nie wiem jak jest w USA, ale tutaj rzeczywiście mewy potrafią podnieść dziób na rękę, która ich nie karmi.
Lecę.
No wie Pan, i to nieletni pyton tak rozrabia! Ale jakbym miał tresowanego pytona i pewność, że wróci do swojego kącika, to bym go od czasu do czasu wypuszczał na mewy 😀
Uwiązać go na sznurku… 😆
Uprząż i smyczka 🙂
Dzień dobry





Na szczęście mew w moich okolicach nikt nie zobaczy
Jednak borykałam się nie tak dawno z podobnym problemem. Na moim dachu punkt widokowy obrały sobie dzikie gołębie. Siadały całą chmarą na dachu, obrabiały dachówkę, okna, balkony, wyjadały świeżo dosianą trawę i oczywiście systematycznie pojawiały się kleksy na masce samochodu. Te ostatnie „wybryki” okropnie mnie rozdrażniały, jako że wiadomo, co może to spowodować
Po wprowadzeniu się zamontowałam kolce na wszystkich wystających krokwiach. Pomocny okazał się również mój „wilk” (York), który ma alergię na wszelkie ptactwo i skutecznie przeganiał je z posesji . Problem znikł, pojawiają się jedynie sroki, wróble, sikorki. Mają swój karmik i nie są szkodliwe, a ich ćwierkot jest bardzo przyjemny, zwłaszcza o poranku
Miałam/mam okazję często przebywać na Władka Czwartego,łącznie z „nockowaniem”,zatem mogę jedynie współczuć
QMistrzu, może jakiegoś „strachoMewa” w okno?
Dzień dobry. Gdyby na mewy działał jakikolwiek strach, to bym się zastanowił. Być może atrapa drapieżnika? Gdzieś w okolicy czasem słychać odgłosy jakiegoś drapieżnego ptaka, ewidentnie z taśmy, więc ktoś to stosuje, pytanie tylko, jakie zwierzaki/ ptaki w ten sposób chce odstraszyć i czy to skuteczna metoda. Poza tym zamienić mewie wrzaski na kwilenie jastrzębia czy tam innego myszołowa, to trochę zamienił stryjek siekierkę na kijek. No ale jeszcze pozostaje taka okoliczność, że stracha to sobie mogę powiesić na własnym balkonie, względnie dachu, i być może faktycznie mewy wyniosą się z mojego dachu, ale wiosną/ latem wyraźnie słychać, że skrzeczą ze wszystkich stron, więc jeśli nawet nie będą ujadać mi nad głową, to i tak wrzask będzie dochodził z dachów 2-3 domy obok i dalej. A jeżeli nocowałaś na Władka IV, to wiesz, że w centrum niesie się on daleko 🙁
Niestety tak to wygląda. Albo by trzeba się kompleksowo pozbyć mew ze śródmieścia, albo dawać im do jedzenia coś, od czego dostaną chrypki. Może lody?
Lody? To dobry pomysł! Szczególnie o tym czasie gdy jest zimno, mewy zaczną chrypieć i nie będą wrzeszczeć
Tylko musiałbym złapać jakiegoś ornitologa za guzik, żeby mi potwierdził, że to zadziała. A nuż mewy nie dostają chrypki od lodów? W końcu w zimie wpylają wszystko, co leży na śniegu i lodzie, względnie z lodowatej wody, i jakoś nie słychać, żeby chrypiały.
No i trzeba by się zastanowić, jak by to brzmiało, bo mogłoby się okazać, że wpadłem z deszczu pod rynnę – rozumiesz, zamiast skrzeczenia byłoby skrzeczenie ochrypłe i zgrzytające, przerywane kaszlem? 😉
Oj to rzeczywiście lepiej zaniechaj tego pomysłu… 😉
Ten straszak oczywiście z przymrużeniem oka 😉 aczkolwiek pomysł z lodami bardzo mi się podoba 😀

Sam problem rzeczywiście trudny, a raczej chyba niemożliwy do rozwiązania niestety 🙁
A tu „koleżanka” z Władka IV 🙂
O losie jaki gigant 🙁 Niech Ktoś to poprawi
Ufff dziękuję
A proszę bardzo 🙂 Zaraz jeszcze spróbuję swoje wsadzić..
Ooo!!! Ta mewa wygląda jak mewa popielata
Ma charakterystyczną czerwoną plamę na spodzie dzioba…
No i mamy ornitologa 😆
Mamy takie straszaki na ptaki i wiewióry, ale szkoda na nie czasu i zachodu. Gdy tylko małżonek to zamontował, faktycznie się wystraszyły. Po kilku dniach przywykły i nie robi to na nich żadnego wrażenia
Jak wyżerały moje sadzonki, tak i wyżerały dalej. Swojego czasu kupiliśmy też takie straszaki na myszy, bo nie chciałam ich zabijać, a tylko przegonić z mojego domu. Zwątpiłam, gdy zobaczyłam myszę może z pół metra od takiego straszaka. Została nam tylko trutka 
Przerabialiśmy już różne cuda w związku ze szczurami, włącznie z emiterem ultradźwięków (chyba by trzeba z 10 kupić, żeby działały). Najskuteczniejsze są niestety pułapki „letalne”, czyli szczęki na sprężynach, łamiące kręgosłup, ale i tak łapie się w nie nieznaczna ilość tego świństwa, nawet jak się odpowiednio zanęci i zamaskuje 🙁
A, no i jeszcze są takie kleiste mazie, które wystarczy zostawić na płaskim kawałku większej dechy z kawałkiem mięsa na środku, ale to… kłopotliwa rzecz, bo z tak złapanym gryzoniem trzeba coś zrobić, żeby mu skrócić męczarnie
W naszych piwnicach też kiedyś były szczury. Wciąż Spółdzielnia wysypywała trutkę, ale jak zadomowiły się koty, szczurów nie ma. Pewnie same się wyniosły.
O widzisz, koty, to by było to. Na działce obok jest cała kolonia takich bezdomnych-zdomnych kotów, tzn. ktoś im wybudował takie budki mieszkalne i nawet zdaje się są dokarmiane, ale jakby istniał jakiś sposób, żeby je zatrudnić/ zwabić/ przekonać do odszczurzania w naszych piwnicach, to z chęcią bym skorzystał. Tylko jak to zrobić?
Zacząć je dokarmiać, same przyjdą. Wystarczy jak się trochę pokręcą, to szczury je poczują i uciekną. Tylko te koty musiały by być karmione systematycznie, żeby się i u Was zadomowiły.
Niby brzmi łatwo, ale jak technicznie zaprowadzić/ zwabić koty do piwnicy, gdzie urzędują szczury? Wyłożyć ścieżkę żarciem co kawałek? Tylko że do piwnicy wchodzi się przez klatkę schodową, którą chodzą normalnie ludzie i będą raczej płoszyć koty.
A okienek piwnicznych nie macie? Kłaść żarełko przy okienku, później coraz dalej aż do piwnicy. Nasze dzikie koty zadomowiły się w piwnicach, bo zimą mają tam ciepło.
Ładnie to brzmi, Bożenko
Tylko może być o tyle niebezpieczne, że jeśli w pobliżu nie ma dzikich kotów, to na to żarełko mogą się skusić szczury i zamiast zmniejszyć ich populację, to się ją zwiększy 
I nie mam lepszego pomysłu na zdobycie kotów do swojej piwnicy. To znaczy ja nie potrzebuję (jak na razie) żadnego wabienia. A gdybym potrzebowała kota, to nie ma problemu, żeby się wybrać do schroniska i sobie jednego „adoptować”, bo tak się tutaj nazywa zaopiekowanie takim zwierzakiem. 
Oczywiście żartuję
Amerykanie często z takich pułapek korzystają. Część z tych bezdusznych ludzi po prostu wyrzuca tą kleistą pułapkę razem z myszą do śmietnika i po sprawie
Uważają, że skoro to szkodnik, to nie ma się co przejmować męczarniami, które taka myszka przeżywa. Inni wrzucają pułapkę do plastykowej reklamówki i walą czymś ciężkim… Reklamówka jest po to, żeby bryzgi nie szły na boki. Potem się taką reklamówkę wyrzuca do śmietnika… 
Dobrze, że Margaret tego nie widziała, bo chyba by zemdlała. Ona na widok myszy dostaje histerii
Nie tylko myszy jako takiej. Gdy widzi poszatkowany papier, a powiem jej, że to wygląda jak poszatkowanie przez myszy, to zaczyna wiszczeć i robi się taka czerwona na twarzy
Jestem wredna i czasami ją straszę. Mówię na ten przykład, że coś tam wygląda jak ugryzione przez mysz. Ona nawet na to patrzeć nie chce i od razu piszczy. Śmieję się i mówię, że żartowałam i nie ma tu żadnego ugryzienia
Ale i tak boi się na to popatrzeć, bo nie wie kiedy żartuję i może jednak to ugryzienia tam jest 
Muszę przyznać, że żaden ze sposobów mi nie odpowiada. Kiedyś u Margaret znalazłam taką przylepioną myszkę. Całę szczęście tylko ogonkiem. Nie mogła uciec, bo ten plaster skutecznie ją blokował. Wzięłam nożyczki, wycięłam pułapkę odpowiednio, tak że na ogonku zostały tylko resztki tego kartonu z mazią… całość kartonu poszła do kosza, a myszka na podwórko
A tu mewa od mojej strony. Trochę gorsze zdjęcie, bo z komórki i pod światło, ale też widać tę czerwoną plamkę na dziobie.
Też cudna!!! I widać plamkę wyraźnie
Nie znam się na ptakach i nie wiem czy jeszcze jakiś gatunek mew ma takie plamki. Tutaj są tylko dwa gatunki. Mewa popielata i delawarska. Z tym że delawarska ma zamiast tej plamki, czarną obwódkę dokoła dzioba…
Ale przecież ona jest biała, a nie popielata…
Dokładnie rzecz biorąc, to grzbiet i skrzydła ma popielate, ale co to dokładnie za gatunek, to nie wiem. Spróbuję poguglać.
Może tu ? 🙂
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/forum.przyroda.org/topics31/mewy-srebrzysta-bialoglowa-i-romanska-vt1468.htm
Aa, zastanawiałem się, która jest która, i nie wiem, te różnice są tak subtelne, że ich nie łapię. Moim zdaniem najpopularniejsze tutaj są romańskie lub białogłowe, ale z kolei ze zdjęć z Wikipedii wynikałoby, że równie dobrze mogą to być srebrzyste.
O ile mnie pamięć nie myli, to te srebrzyste są odpowiednikami amerykańskich popielatych. Nawet nie wiedziałam, że aż tyle tych mew ma czerwone plamki na dziobach
Jak pisałam, tutaj są tylko dwa gatunki, więc rozpoznawanie jest dość proste. Chociaż młodych nie rozróżniam
Za bardzo są do siebie podobne… jednakowo w brązowe ciapki i nie mają tych plamek. Pewnie żeby wiedzieć które są które, trzeba być ornitologiem, a nie takim amatorem jak ja

Wg Wiki to prawie to samo – popielata jest wydzielonym podgatunkiem srebrzystej – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Mewa_popielata
Tak mi się jakoś wydawało, że czytałam o tym. Ale dzięki za sprawdzenie

Pomijając to, że są bardzo „szkudne”, nie ulega wątpliwości, że są piękne
Ale i nieco przerażające. Jak już pisałem gdzieś indziej, kojarzą mi się z dinozaurami z filmów Spielberga – nieruchome spojrzenie, żółte oczyska, gwałtowne, podejrzliwe ruchy…
Mnie też się podobają, jak wszystkie ptaki
Ciekawe , kto wymyślił na ród męski ,już od kołyski wredne epitety takie jak : bęben , smyk , fujara , cymbał ,trąba ,tylko wiolonczela przypada dziewczynom .Chłopcy jak widać mają całą orkiestrę ,czy mozna coś jeszcze dodać ?
Jak na razie nic nie przychodzi mi do głowy, Maksiu

Ale faktycznie masz rację – cała orkiestra
No i jeszcze raz o mewach
Dzień dobry 🙂 A u mnie wszystko w porządku! Nic nie tupie.
U mnie też nic nie tupie

A Gołas to klasyka
U mnie już po dziesiątej, a ja ciągle przy kompie
Czas brać się za coś, bo przecież nie mogę całego dnia spędzić tylko na miłych pogawędkach
Chociaż nie zaprzeczam, że byłoby to miłe 
U nas wpół do szóstej – i też muszę troszkę nadrobić w realu.
Czy ktoś ma pomysła na nowe pięterko? Bo to już się robi coraz bardziej „ciężkie”
i zaczyna mulić.
Tylko może by zrobić jakąś przerwę w tych pierzastych. Bo Mistrz Q o mewach, a teraz ja o kaczkach… Z naszej Wyspy zrobi się „Ptasia Wyspa”
I nie wiem, czy wszystkim to będzie pasowało? 
Jak nikt nic nie planuje, to dam kolejny „kaczy” odcinek. Mam gotowe nawet dwa
Ja mam niezły obrazek mewy 🙂

Twardzielka 😉 Ale sądząc po zardzewiałych torach, to nie taka wielka :))
Konduktor 🙂 🙂
Faktycznie, też sobie miejsce na gniazdo wybrała
Że też nie boi się, że jej ten pociąg dziób obetnie, albo pokroi małe?!!! 
Mniej dziobów do podziału 🙂 Wstałem dzisiaj rano, odsłoniłem okno, a za oknem kotłowało się stado mew, wiem że wygląda to na konfabulację, ale nie zmyślam, ogromne stado dodam, ze 150 sztuk, jeszcze czegoś takiego nie widziałem w mieście, a między nimi ze 20 kruków, niesamowita woltyżerka, bo mewy latały w ordynku w koło, a kruki na przełaj, jakimś cudem się nie pozderzały w powietrzu, widok jak z „Ptaków” Hitchcocka 🙂
Czasami widok ogromnego stada ptaków tak nas zaskakuje, że tracimy poczucie rzeczywistości. Wczoraj jeździłam do South Elgin (tak z godzinę jazdy samochodem w jedną stronę) i mijając nieduże jeziorko aż się na nie zagapiłam. Nie wiem ile sztuk było w tym stadzie, ale wody nie było praktycznie widać. Łeb przy łbie, na gęsto gęsi kanadyjskich. Dobrze, że sobie przed zakrętem przypomniałam, że siedzę za kierownicą i że nikt przede mną nie jechał, bo jakby zahamował… miałabym te swoje pierzaste
Masz rację Miralko, stałem jak cielę i zanim wpadłem na to żeby zrobić zdjęcia lub film komórką, którą miałem w łapie, to odleciały, zrobiłem tylko zdjęcie gorejącego jak wściekła pomarańcza słońca 🙂
Ja za kaczymi 😉
Ja też nie przepadam 🙂

Wiem, Tobie bardziej by pasowało jakieś miasteczko z ciekawą zabudową. Czyż nie Misiaczku?

A pewnie, ale w tym przypadku akurat posłużyłem się politycznym terminem, bez związku z Twoimi kaczkami Miralko, które z przyjemnością oglądam, bo są swojskie 🙂 🙂

Wierzę, że sobie je oglądasz, ale wiem też, że wolisz inne tematy. I masz do tego prawo
Nie każdy ma bzika na punkcie pierzastych i nie każdy musi go mieć 
A ja proszę mi nie wciskać dziecka w brzuch na dusia, jak mówię, że lubię oglądać ptaszyska na Twoich zdjęciach, to tak jest, a to co bym wolał nie ma nic do rzeczy 🙂

Niczego Ci nie wciskam, tym bardziej, że przez internet trocha trudno
A popyskować zawsze można 
Tsyt, ponoć to tabu tutaj!
Polityka to tabu, ale nie wciskanie, Bezetko
Chyba że ktoś wciska politycznie 
Do tego cisza wyborcza 🙂
Tutaj nie ma ciszy wyborczej
Idźmy na kompromis – jakieś kaczki na superbudynku z obfajdanym wyborczym plakatem? 😀
Muszę przyznać, że prawdziwe jest powiedzenie: „człowiek uczy się całe życie i głupim umiera”
Nie to, żeby się już wybierała
Sprawdziłam ile tych mew mieszka w Ameryce i naliczyłam ich 21
Też fakt, że takie kalifornijskie, karaibskie, czy kanadyjskie nawet do Illinois nie zalatują
Na naszym terenie są głównie te dwa gatunki o których pisałam. Ale uważałam, że sprostowanie się należy, bo wprowadziłam Was w błąd 
21 gatunków jak rozumiem, a nie sztuk jednostkowych? 🙂 🙂
Oczywiście, że gatunków

21 sztuk, to byłby pod tak ścisłą ochroną, że nawet kichnąć by nie było można w ich pobliżu
Ale za to łatwo by było je policzyć 🙂

Fakt, byłoby łatwo
Tak jak te szpaki balijskie, których na wolności zostało 6 sztuk. Do tylu to i przedszkolaki liczyć umieją 
Cholewka
Słońce świeci całym niebem i moglibyśmy pojechać na te „czajny”, a tu małżonek w pracy i nijak się wybrać. Pewnie zanim wróci, to już będzie za późno żeby ruszać gdziekolwiek. Miałby Misiek swoją ulubioną, ciekawą zabudowę 
Poczekam, cierpliwy jestem 🙂 🙂

I tak nie masz wyjścia
A z Twoją cierpliwością… no cóż… kiedyś był film o „niespotykanie spokojnym człowieku”. Czy Twoja cierpliwość też jest taka „niespotykana”?

Zdecydowanie! Taka jak tego tam z filmu 🙂

Wiedziałam!!! Od razu wiedziałam
Ja naprawdę jestem niesłychanie spokojny i cierpliwy, schodzę z linii strzału, mówię proszę i przepraszam do czasu, aż ktoś mnie naprawdę wkurzy, a wtedy łykam diabła, dostaję berserka, zalewa mnie krew, wiatr huczy w tunelu powietrznym miedzy moimi uszami i beret mi sie filcuje, ale to strasznie rzadko się zdarza 🙂

Strasznie bojowo to brzmi
Aż sprawdziłam co to dostajesz („dostaję berserka”), bo nie słyszałam o takim dziwie
Ale poczytałam i się doszkoliłam 
Jestem na chwilkę, bo zaraz idę kręcić. Ale zanim, to jeszcze coś mi się przypomniało na temat inteligencji krukowatych – nie wiem, czy poniższy film to prawda, czy też komuś się chciało podziałać na komputerze (??? ponoć filmowano to w Rosji), ale jeżeli to prawda, to byłaby rewelacja – w takim sensie, że ptak (wrona) robi coś, co nie mieści się w walce, zalotach, wychowywaniu młodych ani ucieczce. Jeżeli już, to raczej w rozrywce.
Rozrywce, albo zdobyciu pożywienia
Nie wiem co to było, na czym ta wrona jeździła? One często używają różnych narzędzi do dostania się do żarełka. Może w tym krążku było coś do jedzenia. Szorując po dachu ścierała warstewkę i próbowała, czy już dość. Popatrz, że te zmyślne ptaki potrafią wykorzystać też ludzi, a właściwie ich samochody. Rzucają orzechy, czy jakieś niedostępne dla nich jedzonko, pod koła samochodu. Autko rozjeżdża to, bez problemu łamie skorupkę, a one potem siadają i wcinają. 
chyba się miesci w żarciu 🙂 tylko za głupie ptaszysko by od razu na płaskie polecieć 🙂
Albo rumuńskie wrotki odpalić 🙂 🙂

Ale po płaskim trudniej byłoby szorować, także może nie takie głupie to ptaszysko

Jak kiedyś czytałam, krukowate używają różnych narzędzi do wydobywania pokarmu. To kamieni, to patyków, to znalezionych drucików. Także asortyment duży.
Na to ścieranie nie wpadłam, przyznaję 🙂
Zapraszam pięterko wyżej.
To już niesamowicie muli 