Jako ten dyrektor teatru chciałabym, po wielu latach zapalania,
w dobre i chętne ręce przekazać lampkę wieczorną magiczną Następczyni
lub następcy takichże sympatycznych, co najmniej pięciu lat serdecznie życzę 🙂
| « Silniejsze od miecza | Kaczkowate cd. » |
Jako ten dyrektor teatru chciałabym, po wielu latach zapalania,
w dobre i chętne ręce przekazać lampkę wieczorną magiczną Następczyni
lub następcy takichże sympatycznych, co najmniej pięciu lat serdecznie życzę 🙂
Kaganek przez Tetryka przysposobiony – znajduje sie w bibliotece… lub można posłużyć się linkiem 🙂
Kaganek w innych rękach nie będzie już tak magiczny…
C’est la vie, Ukratku
. innym wyjściem jest zaniechanie tej tradycji….
Albo przekazanie osobie nieco kontrowersyjnej. 😀
Ale na Wyspie zostajesz wszak?
Jakoś tak….
No chyba nie myślisz o emigracji?
Dobry wieczór!
Zawsze mówię, że jak się człowiek włóczy po nocy zamiast spać, nic dobrego z tego wyniknąć nie może.
Idę sobie i nagle jak nie rymsnę o te jakieś krypto- się potknąwszy treści czy inne węzły w hipertekście.
Nic nie rozumiem, Wiedziemko.
Ale pozwolę sobie uważać, że nie muszę.
A bo to raz na Wyspie?
Pozdrawiam!
Nie mów Wiedźminko, że przestaniesz bywać na Wyspie!!!


Już parę wartościowych ludzi straciliśmy i Wyspa nie jest taka jak dawniej. Jak jeszcze Ty przestaniesz tu przychodzić, to będzie kolejna niepowetowana strata. Proszę!!! Nie rób nam tego!!!
Jeśli nie chcesz już dłużej zapalać tej lampki, to może znajdziemy kogoś, kto będzie to robił w Twoim zastępstwie. Chociaż… muszę przyznać, że magiczna lampka i Wiedźma jakoś tak do siebie pasują
Dzień dobry
Jak grom z jasnego nieba zwaliło mnie z nóg to pięterko. Wiedźminko, czy naprawdę chcesz nas zostawić? Czy nie liczą się dla Ciebie przyjaźnie i wola naszego Rumaka, żeby dbać o Wyspę?
Już od jakiegoś czasu widzę, że Ty i Skowronek mało tutaj bywacie… Czyżby i Ona chciała nas porzucić? Bez Was to już nie będzie ta Wyspa 
Kochani… i Cytrynka i Mirelka i Bożenka wiedzą co piszą. Tak, Wyspa nie jest taka sama, jak była, ale… ” coś się kończy i coś zaczyna”… i taka jest kolej rzeczy.
W Wyspę tworzą ludzie i jest ci ona taka jak jej mieszkańcy, prawda ?:)
Wyspę tworzy społeczność i niedobrze, gdy się ona rozsypuje, prawda?
Nigdy nie umiałam czytać wierszy i pomiędzy nimi, ale nie zauważyłam słów o odchodzeniu, a póki co przekazaniu tradycji późnego chodzenia spać 🙂
Jestże więc duży powód do zmartwienia, czy tylko tyci?
Bezetko, mogłabyś nie odpowiadać za mnie ?
Wiedźminko, wszyscy jesteśmy trochę „zdetonowani”, „skonfundowani”, „zdezorientowani”*
Stąd próby tłumaczenia „co autor miał na myśli”
* niepotrzebne skreślić
Rozumiem, że temat jest zbyt poważny na rozważania i zapytania obcych, bardzo przepraszam za kolejne „wejście smoka”, jak to określiłaś kiedyś.
Nie znam, nie rozumiem, moja życzliwość operuje widać innym kodem językowym.
Baba taka ze mnie wiejska nieokrzesana, a i… naiwna.
Wszystkiego dobrego.
Witajcie!
To na którym piętrze dziś pijemy kawę?
Witaj Ukratku 😉 Ze zmartwienia zapomniałam nawet o kawie… Ale poprzednie piętro było chyba milsze i jeszcze niewykorzystane.
Dzień dobry
Mocno spóźniony dołączam się do kawy.
Z powodu dużej ilości obowiązków „zapuściłem się” w ostatnich dniach, ale już (powoli) dochodzę
Może być na niższym (wyższym?) piętrze 🙂 tam też jest ładnie 😀
A więc jednak tu pijemy? Proszę bardzo, już zaparzam…
Trochę się zgubiłem
To „tu” czy „tam”?
No jak już jesteśmy tu, to pijmy bo wystygnie
Dobrze, zaczynam.
Ostatnio kupiłem etiopską kawę sidamo i dokonałem organoleptycznego testu.
Po pierwsze wygląd: Kawa sidamo jest nieco mniejsza i bardziej okrągła od kawy brazylijskiej.
Pachnie bardziej aromatycznie od typowej „brazylijki”.
Po zmieleniu dokonałem zaparzenia w dwu technikach:
– w kawiarce oraz
– tradycyjnie zalewając wrzątkiem
Smak ciekawy, przyjemny z nutką czegoś nieokreślonego (jakby ziół) przywodzącego na myśl wzgórza Etiopii.
Reasumując – wygląd, zapach i smak bardzo dobry, cena zbyt duża na codzienne spożywanie (2 razy droższa niż normalna kawa brazylijska) jednak na szczególne okazje w sam raz

Nie wiem czy by mi smakowała. Ja jestem przyzwyczajona do swojej i inna mi nie „włazi”. Albo za mocno, albo za słabo palona…
Zrobiło się trochę zamieszania, ale myślę że komentować możemy na obu pięterkach. Zależy co nas zainteresuje
Dzień dobry
Dobry
Może czekoladkę do kawy?
Chętnie, przyda się trochę osłodzić …
Witam 🙂 Przyznaje, że nic nie zrozumiałem z tych żaluzji, zwłaszcza zaintrygowało mnie to, „coś się zaczyna” 🙂
Prawdę mówiąc, ja też nie wszystko rozumiem. Mam nadzieję tylko, że źle zrozumiałam to „coś się kończy”.
Dzień dobry, znowu ktoś oświadcza, że znika??? To jakaś epidemia czy co? Mam nadzieję, że to nie dlatego, że się częściej zacząłem pojawiać?
Kneziu kochany, to na pewno nie jest za Twoją przyczyną. Zaglądaj tu, pisz, może wniesiesz nieco świeżości i optymizmu na tę smutną od pewnego czasu Wyspę
Się pojawiam zgodnie z zapowiedzią. Ale się dzień porobił! Znaczy co i raz coś nowego spada z maila i jeszcze chwila, a nie będę wiedział, w co ręce włożyć.
No to najlepiej na chwilkę odsapnąć na Wyspie 🙂
Dobrze zrobisz, odsapnij
Mieliśmy podobnie wczoraj, a gdy wreszcie wszystko się przewaliło pod koniec dnia i WSZYSTKO zostało przesłane do redakcji, korekty i drukarni, to przyszła drobna informacja, że wkładka z ilustracjami ma być nie czarno biała, a kolorowa!!!! Do tego padł serwer ftp, przestała działać poczta i wreszcie padł net. A godzina była wczesnonocna, czyli po północy! TADAAAMMMM!!!! :))
Oo. XXX Plenum spółdzielni Zenum, tak to chyba szło u Barei? 🙂 Też tak bywało. A jak w agencji, w której pracowałem, wrócił od klienta kalendarz, w którym znalazło się parę dodatkowych dni… Ech, a tak by się czasem przydały 😉
Widocznie klient ich nie potrzebował
Taa, ale jakbyś tak poszła i spytała, czy nie potrzebuje, to wziąłby z pocałowaniem ręki. A do kalendarza się, pardon, przychrzanił. Niekonsekwentny.
Dobry wieczór
Czy agencja w której pracowałeś zamówiła kalendarze w drukarni w Gdańsku?

Bo miałem kiedyś podobną historię w pewnej gdańskiej drukarni z którą wówczas współpracowałem.
Tak, to była agencja z Gdańska. Dojeżdżałem wtedy do pracy. Mniej więcej 1997-1999. Widzę, że sprawa się rozniosła? 😉
Mniej więcej w tym czasie pracowałem w poligrafii.


Zaprzyjaźniona drukarnia w której zlecałem różne prace 9m.in. kalendarze) zrobiła kiedyś kalendarz w którym luty miał 30 (a może nawet 31) dni. Mnie to nie przeszkadzało, bo w następnym miesiącu ten dzień się jakoś bilansował ale klienci nie byli zadowoleni i drukarnia musiała wykonać korektę tysięcy zrobionych kalendariów. Poza tym w Telewizji Gdańskiej opisano ten feralny kalendarz z odpowiednim komentarzem…
Ech… człowiek był wtedy jeszcze młody… łza się w oku kręci
No cóż, wtedy się urodził Junior i Najjunior, więc dla mnie to też pamiętne czasy 🙂
Kiedyś szef wydawnictwa zdumiał się, że nie da się wstawić wklejki z ilustracją między stronę nieparzysta, a parzystą. Usiłowałem mu to wytłumaczyć ale nie uwierzył. 😀 Zapytał więc starego red. technicznego, który spokojnie, z kamienną twarzą, odpowiedział – nie da się. Widząc, że ten nadal nie rozumie podał mu książkę, otworzył i powiedział – wstaw teraz między stronę piątą i szóstą cokolwiek – wtedy dopiero nastąpił błysk zrozumienia.

Aaaa…
???????????????
Co Ci, Stateczku?
Zdaje się, że tyle rozumie, co i my…
Pewnie nawet mniej :)))
Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Potrzeba tylko czasu
Zmęczenie materiału…
Toż to nasza Wyspa!
Raczej nie :)) Nie widzę ani Velomody, ani Benaczehiny :))
Fiedler to miał klawe życie
Fakt :)) Dwie żony, a tylko jedna teściowa :)))
Mój ukochany Mareczek dla Wiedźminki
Idę kręcić, proszę Państwa, jak każdy prawdziwy artysta!
Jaką drogą pedałujesz?
Aż tak szczegółowo, jak w skeczu, to nie wiem.
Ale jesteś pierwszym artystą tej klasy na tej trasie, czyż nie?
Na tej – tak. I od razu w koszulce lidera!
Bo innych kolarzy na tej trasie nie zauważyłem…
Dobranoc Państwu!
Dobranoc….
Dzięki za dobranockę i miłego dnia
Dzień dobry!

Dziś trochę więcej na kawie będzie? Dzień taki paskudny, że gorąca filiżanka jest niezbędna.
Dzień dobry
Dołączam się do kawy. Dzień chłodny, więc kawa musi być gorąca
Hoho, to dzisiaj kawę przy dwóch stoliczkach naraz pijemy? Tego jeszcze nie było 🙂
Więc i ja dosiądę do tego stoliczka jeśli Panowie pozwolą
Cała przyjemność po naszej stronie
A może po irlandzku?
Czyli np. tak? 😉
Też ładnie 😉
Kawa po irlandzku? W pracy?
W dobie alkomatów w każdym zakładzie?
Ajtamajtam, wszystko można, lecz z ostrożna
Dzień dobry 😀 Już po kawie, niestety i nawet nieco pchniętej pracy. Ale tylko pchniętej 😉 Dzionek smętnawy, jednak mniej ponury niż dnia wczorajszego. I oby takim się okazał.
Serdeczności
Na poprawę nastroju 😀
Czekając Na Słońce
W Edenu pierwszym blasku pobiegliśmy
nad morze
Stanęliśmy na brzegu wolności
Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając
Czekając aż pójść zechcesz
Czekając aż usłyszysz pieśń
Czekając aż pójść zechcesz
Czekając aż powiesz co było złe
To najdziwniejsze życie,
jakie znam
Czy czujesz – teraz, gdy nadeszła
wiosna
Czas żyć w jaśniejących promieniach
słońca
Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając na słońce
The Doors
Czekając na słońce dopijam kawę i biorę się za codzienność

Dziękuję za towarzystwo
Ja (niestety) też już kończę 🙁
Do zobaczenia po południu

Ja mam dzisiaj trochę pracy na miejscu, trochę biegania, więc będę się meldował w miarę możności. A na razie – praca. Nara.
Dzięki 😀 A może tak??
Dzień dobry :)Baczyński pisał świetne erotyki i wiersze miłosne.
Stojąc przed lustrem ciszy
Barbara z rękami u włosów
nalewa w szklane ciało
srebrne kropelki głosu.
I wtedy jak dzban — światłem
zapełnia się i szkląca
przejmuje w siebie gwiazdy
i biały pył miesiąca.
Przez ciała drżący pryzmat
w muzyce białych iskier
łasice się prześlizną
jak snu puszyste listki.
Oszronią się w nim niedźwiedzie,
jasne od gwiazd polarnych,
i myszy się strumień przewiedzie
płynąc lawiną gwarną.
Aż napełniona mlecznie,
w sen się powoli zapadnie,
a czas melodyjnie osiądzie
kaskadą blasku na dnie.
Więc ma Barbara srebrne
ciało. W nim pręży się miękko
biała łasica milczenia
pod niewidzialną ręką.
Tak Misiaczku
I jeszcze 🙂
Ty jesteś moje imię i w kształcie, i w przyczynie,
i moje dłuto lotne.
Ja jestem, zanim minie wiek na koniu-bezczynie,
ptaków i chmur zielonych złotnik.
Ty jesteś we mnie jaskier w chmurze rzeźbiony blaskiem
nad czyn samotny.
Ja z ciebie ulew piaskiem runo burz, co nie gaśnie,
każdym życiem i śmiercią stokrotny.
Ty jesteś marmur żywy, przez który kształt mi przybył,
kształt w wichurze o świcie widziany,
który o mleczne szyby buchnął płomieniem grzywy
i zastygł w dłoni jak z gwiazdy odlany.
I jesteś mi imię ruchów i poczynaniem słuchu,
który pojmie muzykę i sposób,
który z lądu posuchy wzejdzie żywicą-duchem
w łodygę głosu…
Umiał chłopak pisać, bez dwóch zdań
Madonno moja, grzechu pełna,
w sen jak w zwierciadło pęknięte wprawiona.
Duszna noc, kamień gwiazd na ramionach
i ta trwoga, jak ty — nieśmiertelna.
Madonno moja w grzechu poczęta,
to nie są winy, którym łez brak.
Noc jak zwierzę zatulone w strach,
noc, która zawsze pamięta.
Usta są gorzkie i suche, do łodyg
spalonych tak młodo podobne,
oczy ogniem niepłodne —
złoty orzech.
Czym łuskać z zamyślenia?
Wiarę uczynić po zgonie?
Jestem jak blask twój, co tonie
w morzach powrotnych jak ziemia.
Madonno, czym mnie wybawisz od nocy?
Czy dziecko przywrócisz wygięciem warg na dół?
Snom kolistym, kwiatom, wodospadom
dasz się przeze mnie toczyć?
Uczyń ruch nieomylny, daj nazwanie
wiatrom chłodnym, które z dzbanów leją
płyn, co jak płomień jest.
Dziś noc i budzę się, zanim dojrzeję
w lusterkach twoich łez.
Mówi Ci coś nazwisko/pseudonim (?) Czesław Mozil?? 😀 Nie z mojej on bajki, ale dzięki niemu, moja tegoroczna maturzystka wzięła do ręki tomik wierszy Baczyńskiego iii… zachwycona, a to cieszy niezmiernie. W zamian ja zaczęłam przysłuchiwać się tekstom piosenek p.Czesia 🙂 Wszystkie płyty swojego idola kupuje za własne, zapracowane pieniądze. Nie uznaje piractwa, taka z niej ambitna osiemnastolatka 😉
PS Ostatnio p.Duda zrobił Czesiowi niezłą reklamę 😀
P. Mozil (występujący często jako Czesław Śpiewa) to niewątpliwie ciekawy człowiek – i zupełnie nie z mojej bajki. Ma interesujące teksty, lecz w jego dziwacznym, miauczącym wykonaniu nie da się ich słuchać… Zdaje się jednak, że młodzieży to się podoba.
A wiesz Ukratku, że można posłuchać… 😀 I ja to czasem robię.
Tę nawet dość często 😀
I oczywiście, tę najbardziej kontrowersyjną 😉 Proszę nie krzyczeć, że uszy bolą, i że tego nie da się słuchać. Da się, zapewniam 😀
Ogólnopolskie DzińDybry :))
Dzieńdoberek, Stateczku 😀
Będzie publikacja?? Noo ta co tam wisi w szkicach już tydzień! Noooo
W sobotę ??? Będzie wolne okienko ? Muszę przemyśleć, który fragment wkleić, by zainteresować jak największą część Wyspiarzy :))
Jasne!!!!

Obecność obowiązkowa!! Słyszeli Pomponiaści??? I nie tylko
Podkuty skowronek to mówi, znaczy – pisze!!
Podkuty i brzęczący ostrogami 🙂 🙂
Tak jest, Podkuty Skowronku
Dziś dopiero środa…
A czy ja mogę przed tą sobotą pokazać kolejne swoje kaczkowate?
Do soboty to te dwa wątki będą niesamowicie długie
Hi,hi… a dlaczego pytasz??? Hę??


Chętnych do publikowania nowych tematów nie widzę
Dawaj kaczki i kaczkowate, i mogą być gąski – też
My z malolatem czekamy :)))
Świetnie, czeka z utęsknieniem na sobotę!
Dzień dobry. Melduję się w środku dnia, zgodnie z zapowiedzią. Sprawy pozałatwiane, czas na pracę stacjonarną.
Witam i życzę owocnej i mało męczącej
Dzisiaj w ogóle będzie raczej ulgowo, mam nadzieję. Ale nie całkiem bezboleśnie… 😉
Komu będzie ulgowo, temu będzie. Mnie się taki nie zapowiada
Wczoraj zrobiłam sobie okład z liści kapusty i trochę jakby lżej… właściwie powinnam iść do lekarza… ale chyba kupię więcej kapusty
bo tą którą miałam zużyłam do gołąbków 
Kolano mi spuchło do podwójnych rozmiarów i sama nie wiem od czego
Eeee… Tę zdjętą z kolana?
Z kolana zdjęłam dziś rano, a gołąbki były gotowe już wczoraj

A z resztą, jako okład, kapusta musi być trochę potłuczona, żeby puściła soki. Jak w taką dziurawą zawinąć mięsko? Rozlazłoby się po garnku
Mozna ewentualnie w wersji bez zawijania 😉 Tam w sam raz taka posiekana
To by nie były gołąbki, tylko bigos
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.winiary.pl/przepis.aspx/71013/golabki-bez-zawijania
🙂
Się nie otwiera
A to jakiekolwiek pod tym haslem w google 🙂
U mnie się otwarło. Ale to nie gołąbki, gdy wszystko osobno.
W formie kotleta, to razem 😉 Ze dwa razy robiłam, smak niemal ten sam, ale nie ma tej przyjemności z rozwijania i konsumowania liscia kapustki PO mięsie 😀
Do gołąbków dodaję zawsze wędzonego boczku, są wtedy moim skromnym zdaniem znacznie lepsze :))
Nigdy nie próbowałam gołąbków z boczkiem… Może trzeba będzie kiedy spróbować?

To może być ciekawy eksperyment
I tłuściutkie??
Dzień dobry

Na ile będzie dobry, to się jeszcze zobaczy
Dzień dobry. Pogoda parszywa, ale poza tym całkiem, całkiem.
W poniedziałek widziałam na niebie klucz żurawi
Ich klangor słychać było z daleka… Oczywiście próbowałam zrobić im zdjęcia, ale nie za bardzo wyszły. Było za ciemno, a one leciały za wysoko… szkoda 
Czaple w locie mają szyje esowato wygięte, a żurawie te szyje prostują… Rozmiarowo są podobne…
Co prawda sylwetki są wyraźne, ale nie widać co to za ptaki… Nawet gdybym ich nie słyszała, to i tak wiedziałabym co to leci
Esowate ?? W takim razie, nigdy nie widziałam czapli w locie
Ja chyba też…
Coś podobnego? To łatwo naprawić…
O właśnie, takich nie widziałam
Dokładnie rzecz biorąc tutaj czapla ma szyję wygiętą w „Z”, ale z drugiej strony to będzie prawidłowe „S”
😀 I nóżki ma pięknie wyciągnięte!! Niczym baletnica 😀
No niech będzie eSka 😀
Baletnica, co balansuje. Nogi równoważą szyję z głową, widocznie takie wygięcie w „S” albo „Z” również służy wyważeniu?
Mirelka nas oświeci zapewne 😀
Czapla ma w swojej szyi dwa stawy (taki rodzaj kręgów szyjnych), które pomagają jej dosięgnąć piór „pudrowych” na kuprze. Ten puder, to blaszki tłuszczu, które rozprowadzane przez czaplę po wsiem, chronią ją przed wilgocią. Ale też dzięki tym stawom, utrzymanie prostej szyi w locie wymaga od czapli dużego wysiłku. Podczas lądowania, czy startu, jej szyja jest prosta, dopiero jak rusza troszeczkę dalej, to tą szyję zgina. Pomaga jej to zaoszczędzić energię
Chociaż może i łatwiej „złapać balans” przy wyciągniętych nóżkach i zgiętej szyi 
Miłego popołudnia życząc, lecę do pracy

Ze spuchniętym kolanem? Uważaj na siebie!
Dzień dobry po południu
Widzę, że niektórzy już się nawet nauczyli latać od ptaków? Też bym tak chciała, ale jestem za ciężka 
No wiesz, jak kolano boli, to lepiej polecieć niż pójść. W sumie to logiczne.
Oczywiście, ja to rozumiem ale zazdraszczam
Za ciężki kuperek Bożenko??
Niestety, nie da się ukryć
Nie przesadzaj Bożenko, mój kuper cięższy
Latanie to nie kwestia wagi, a siły skrzydełek
Zobacz jak trzmiel… Nie wie, że ma za ciężki kuper (bo nikt mu nie powiedział), naukowcy są zdumieni, bo nie ma prawa latać (według praw fizyki) a lata!!!!
Bożenko, jest taki wierszyk o trzmielu:
„Obliczyli mądrzy ludzie, że lot trzmiela to pomyłka:
mała zbyt powierzchnia skrzydeł, dla tak znacznej masy tyłka.”
Dlaczego lata? Bo nie wie, że mu na to prawa fizyki nie pozwalają – znaczy, nie trać wiary choćby nie wiadomo co 🙂
Ups. Nie poczytałam co jest niżej i napisałam prawie dokładnie to samo co Ty Bezetko
Utrwali się 😀 To jeszcze trzeba jakieś zgrubienia na końcach czegoś wypracować, nie wiem… rąk? 🙂 Coby latać jak trzmiel 🙂
A może mogłabyś być motylem?
Motylem byłam, ale utyłam
Ale piosenki chętnie posłuchałam
Po takich zachętach, od dziś uczę się latać
Wybywam do dentysty
na szczęście zaprzyjaźnionego, ale i tak strach.
Dobranoc się z SzanPaństwem
PS Magiczna lampka będzie Wyspę chronić?? Nadal? 😀
Dobranoc, Skowronku! 🙂
Dobranoc Skowronku 🙂 Ja jeszcze trochę poczytam, bo mam zaległości przez gościa, który niedawno wyszedł. Lampki raczej nie zapalę, bo bym musiała dłużej siedzieć przy kompie, co by było dla mnie uciążliwe. Wstaję bardzo wcześnie.
No cóż, i ja się już pożegnam. Poczytałam, zaległości nadrobiłam, a teraz czas na mnie
Dziękuje za Baczyńskiego, za Mozila jakby mniej.
…. a do gołąbków dobrze jest dodać łyżkę chrzanu ze słoika i drobno pokrojoną, świeżą paprykę. Boczek jest bardzo wskazany 🙂
Próbuj zrozumieć młodzież! Bo Ci rośnie
Wiedżmo ,idąc Twoim tropem poszukałam tekstu „Wyprzedaż teatru” i zrozumiałam Twoje odniesienie …Chciał odpocząć i te swoje skarby sprzedawał? …Choćby głowę lwa,który jeszcze ryczeć potrafi ,sztylet na którego ostrzu zastygła kropla krwi i flaszeczka na której dnie została jeszcze odrobina laudanum .Pod tekstem foto Piotra S – wpis mocno okrojony pochodzi z 1 wydania książki Piwnica pod Baranami-Joanny Olczak-Ronikier…Pozdrawiam serdecznie -Eliza F.
„Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa „….
… tak, mam tę książkę 🙂
Dobry wieczór. Wróciłem już jakiś czas temu, ale czuję się dość sponiewierany tym zabiegiem, więc poszukam tylko jakiejś miłej dobranocki i się pożegnam.
Dzisiaj dobranocka z ziemi włoskiej do Polski. A było tak:
Giovanni Valentini, kompozytor, wirtuoz instrumentów klawiszowych i poeta (aha!) urodził się (prawdopodobnie) w okolicach Wenecji i tam też uczył się swojej sztuki. Młodego kompozytora zaproszono na dwór króla… Zygmunta III Wazy! Przyjął to zaproszenie i spędził w Polsce około 10 lat, po czym przeniósł się do Grazu, do rezydencji arcyksięcia Ferdynanda, który po pewnym czasie został cesarzem Ferdynandem II. Valentini nie tylko został dworskim kapelmistrzem, ale był także odpowiedzialny za muzyczną edukację przyszłego cesarza Ferdynanda III. Pod koniec kariery w Wiedniu współtworzył jedną z pierwszych oper na terenie Austrii (dzisiaj powiedzielibyśmy, że był jej producentem).
Komponował muzykę sakralną i świecką, w ramach tej ostatniej – madrygały i koncerty, a także kancony, kaprysy i sonaty. Dzisiaj na Wyspie sonata nr 5, określana jako „egzotyczny eksperyment harmoniczny”. Czy ja wiem? Dość spokojna, wręcz melancholijna muzyka, w sam raz na zasypianie w jesienny wieczór.
Snów, które przynoszą u(spo)kojenie – dobranoc!
Zapraszam pięterko wyżej
Nowe kaczkowate czekają i nie uciekną
Można je spokojnie obejrzeć 