Wszystko się chwieje, proszę pań,
I myśl to niebezbożna,
Że świat ten to jest stary drań,
Któremu ufać nie można.
Na przykład ktoś dolara miał,
A jutro ma dwa centy,
Więc oczywiście wpada w szał
I wbija nóż do pięty.
Bo głupiec nie wie, że wszystko się chwieje,
A tylko ja, ja patrzę i się śmieję.
Przypuśćmy, że już wszystko mam:
Mieszkanko idealne,
I fotel, a wśród złotych ram
„Jagiełło pod Grunwaldem”.
Więc sobie patrzę w książkę P.K.O.
I słucham, jak milion śpiewa,
A nagle burza, wiatr i deszcz, i grom
I wszystko woda zalewa –
I fotel płynie obok mistrza Jana,
I to jest właśnie życie, proszę pana.
Ach, smutnym jak Leopold Staff,
Gdy wchodzę w parku aleję;
Pokrył się kirem smętny staw,
Wierzba się nad nim chwieje.
To jesień już, szafarka aspiryny,
To jesień już, panie majorze,
Bolesny brydż i rozpacz złej godziny
O Boże, Boże.
I klon, i dąb, i słoń, i koń się chwieje,
A tylko ja, ja patrzę i się śmieję.
KIG




Dzień dobry… 😀
Moi Mili, stwierdzam ewidentny brak dyscypliny, poczucia obowiązku, lenistwo i… ? Proszę sobie samemu dopowiedzieć!!! Niooo
Aha, wiadomo, że KIG jest dobry na wszystko, co nie??
Na bolący kręgosłup – też 😀
Dzień dobry
Czyżbym był pierwszy?
KIG jest moim ukochanym poetą, można powiedzieć, że wychowywałem się na Jego poezji…
Pozostaje mi więc pogratulować i ponapawać się pięknem Jego twórczości…
p.s. zalewam właśnie kawę w filiżance, więc, jeśli ktoś ma ochotę na poezję KIG przy kawie, to będzie mi bardzo miło
Dobry
Ciepły poranek z lekkim deszczykiem niczym w maju – wita 😀
Na razie bez burz, wiatru, deszczu i gromów
Proszę w ślicznej porcelanowej filiżance, bez dodatków 😀
Mówisz i masz
A dodatkowo kwiatki na miły początek dnia
Miał być wiersz KIG o kawie, ale (jeszcze) nie znalazłem, dlatego, tymczasem, coś z Francji
Kawa musi być gorąca jak piekło,
czarna jak diabeł, czysta jak anioł,
słodka jak miłość.
– Charles-Maurice de Talleyrand
Teatrzyk Zielona Gęś
ma zaszczyt przedstawić
dramat z życia pt.
„W szponach kofeiny”
czyli
„Straszne skutki niedozwolonej operacji”
Występują:
Robert, Robertowa, Szarlatan Jamayka Scena I i III przedstawiają willę nad przepaścią.
Scena II w gabinecie szarlatana.I Jamayki.
Scena I
Robert:
I love coffee. I love coffee. Kocham kawę. Pić.
Robertowa:
Robercie, przestań żłopać tę ohydną kawę. Przecież wiesz, jak kawa okropnie szkodzi ci na serce.
Robert:
(z piekielnym btyskiem w oczach) Na co?
Scena II
Robert:
Czy pan jest szarlatanem Jamayką?
Szarlatan Jamayka:
Tak jest. Zmieniam płeć i wzrost. Uwłosiam. Odmładzam. Wykonuję cudy. Na życzenie unoszę się w powietrzu jako miss Ofelia w postaci metamorfozy. Specjalność zęby i serce.
Robert:
Niech pan rypie.
Szarlatan Jamayka:
Co? Ząb?
Robert:
Nie. Serce.
Szarlatan Jamayka:
Kto nie chce kochać, kto chce pić kawę,
niech wie, choć to brzmi jak bajka,
że leczy każdą sercową sprawę
sławny szarlatan Jamayka.
800 złotych proszę do skrzynki.
Dziękuję. Nóżki na łóżko.
Nożykiem ko-ko. Kozikiem ki-ki;
hopla, kochane serduszko!
(usuwa serce Robertowi. Robert natychmiast idzie na kawę)
Scena II
Robertowa:
Nareszcie wróciłeś, ukochany. Jest doskonała grochówka w stołówce.
Robert:
Nigdy. I love coffee. Kawa. Teraz już kawa wyłącznie.
Robertowa:
Znowu kawa. Ty sobie do reszty zniszczysz serce, Robercie.
Robert:
O, teraz już nie.
Robertowa:
(zauważa czarna czeluść w miejscu, gdzie Robert normalnie nosil wieczne pióro) Wielkie nieba, jak ty dziwnie wyglądasz! Przysuń się do mnie. Pocałuj. Na Jowisza, zupełnie nie słyszę bicia twojego serca.
Robert:
I nie usłyszysz więcej. Za skromne 800 złotych kazałem sobie serce usunąć. I teraz bez obawy o apopleksję będę dniem i nocą pił kawę. I love coffee. Pić. Pić.
Robertowa:
(podaje mu wiadro z kawa)
Robert:
(rozczarowany*) Kawa mi nie smakuje. Pocałunki odpycham. Okazuje się, że we wszystko trzeba wkładać serce. A teraz już serca nie mam. I dlatego też nie mogę kochać ani kawy, ani ciebie, Robertowo. Czymże jest życie? (rzuca się w przepaść)
K U R T Y N A
Konstanty Ildefons Gałczyński
1946
A piecyk jak dymił, tak dymi :)))
Uwielbiam zielone gęsi w każdej postaci!
A gdzie zaginęły wyjaśnienia rozczarowania, sygnalizowane gwiazdką?
w czeluściach biblioteki 😉
A to dla Pana, Panie Christophe (? ufff, nie wiem czy prawidłowa pisownia, wpadnę w kompleksy, normalnie ;))
„..Świt. Sekwana ziewa. Trzy

koty miauczą. Deszczyk mży
i w śmiesznych rynnach woda płacze.
Gdy wróci noc, znów pójdę sam
na pusty plac przed Notre Dame
i cień mój pomknie za mną tam
z wielką walizką rozpaczy…”
Bardzo dobrze madamme
Wiesz też bardzo mi się podoba.
W rewanżu złota myśl Wł. Reymonta (Chłopi t. II)
Kawa zimna warta grosz albo patyk złamany.
A to mnie Władzio zaskoczył, bo tego zdania nie pamiętałam
ja też nie pamiętam 🙁
Więc i ja aforyzmem…
Zbyt gorzka
kawa
wykrzywiła usta
w niesmak.
Zbyt bolesna
prawda pozostawiła
na sercu ślad..
Jak tam Państwa milioniki się mają?? Bezpiecznie na koncie leżakują?? Stopa procentowa spadła.. No ale życiowa – chyba nie??
Moim milionikom żaden spadek stopy procentowej nie jest straszny
Mnie pasi, bo odsetki mniejsze od debetu
A, to insza inszość…
Witam również i na tym pięterku
Ktoś mi tu od leni zasuwa?
Już pracuję od piątej rana, tylko na pięterko pomysła nie miałam…
Ciężka ta moja łepetyna, oj ciężka od rana…
Kto widział, że Pani zasuwa, proszę Pani??
Moja Mania to widzi, proszę Pani
Mania z miłości do Pani, nawet nie miauknie
Ale pomruczy
z miłości do Ciebie – witaj Poranna 🙂
Ale kawę już zaparzam, będzie mi się lepiej przy kompie myślało…
Taż on zara w powietrze wyleci

Ten komp
No to widzisz jak ciężko pracuję…
Bry! Kawa – jest. Ja – jestem. Chyba na tę porę wszystko, czego trzeba?
Do! 😀 Dobrego humoru???
Dobry humor najważniejszy
No, to jest towar nie żeby deficytowy, ale od rana, hmm, niełatwo dostępny 😉
Quackie, kochany – zimny prysznic z rana i od razu się człek robi lżejszy, a patrzałki świat widzą piękniejszym
Właśnie dopiłem
Dzisiaj wyjątkowo szybko kończę poranną kawę.
W pośpiechu nie zdążyłem nawet dokończyć 🙁
Życzę wszystkim Wyspiarzom pięknego dnia.
Odezwę się po pracy 😉
Miłej pracki zatem życzę
Jak zwykle spóźniony, też witam, przełykajęcy…
Witaj Ukratku 😀 ale nie wrzątek???
Nie, ostrożny jestem!
Kawka, kawka i już po. A dobrego humoru jakby przybyło, więc jest korzyść 🙂
Przemiłego dnia wszystkim życzę i lecę popracować!
Pracuj i niech Ci praca lekką będzie
DzieńDobry:)) Do pracy dobry Pan Bóg stworzył konia, natomiast ludzie rękawy do podwijania :)))
Dzieńdoberek Stateczku

Nawet te gorącokrwiste, szlachetne i eleganckie ?? Mowa o koniach, oczywiście 😀
Ciekawe coby na to powiedział nasz nieodżałowany Rumak
Witaj – uśmiechnąłby się, bo wczorajsze piosenki by Go ucieszyły ! I Krzysztof, który gada jak Francuz :)mogliby sobie poparlować 🙂
Prawda, Wiedźminko:)
No to zakończę fraszką Sztaudyngera:
Oddam Erosa płoche sprawy
Za filiżankę czarnej kawy.

Hmm, a może najpierw kawa, a potem płoche sprawy? 😉
Nie da się jednocześnie ???
Wszystko można, lecz z ostrożna…
Dobra kawa może być dobrym początkiem…
Złota myśl…
Dzień dobry ! Specjalny pokłon dla Skowronka
-za całokształt, Skarbie nasz ! 
i proszę, Krzysztof też jest od KIG-a – a toś nam brat ! 🙂
Jak ja niegdyś nie cierpiałem KIGa za „Westerplatte”, którego nie byłem w stanie się nauczyć na pamięć z powodu rymowstrętu. To była moja zmora w liceum, zwłaszcza że mój nauczyciel był wielbicielem słowa wiązanego :))
Ja z kolei najbardziej lubiłam uczyć się wierszy, już od najmłodszych lat. Jak dostałam nową książkę do j. polskiego, to zanim przyszedł pierwszy wrzesień, wszystkie wiersze z niej umiałam na pamięć. I tak było do końca…
Tylko rymowstrętu, czy w wersji białej też?
Szukasz bratniej duszy?
Dooookładnie!
Przez długi czas uważałem poezję za odchylenie umysłowe. Teraz nawet japońskie haiku, powodują drgania w „duszy” :)))
Człowiek się zmienia, jego upodobania też. 🙂
Wsio pławiot, skazał Pantarejew :)))
A może skazał Pan Tarejew?
Skazali to Pietia Goras, Iwan Gog, Iwan Dajk oraz Iwan Hoł :)))
Wsje ani szutniki!
A mnie urzekł wiersz „Serwus Madonna” …. a potem nastąpił ciąg dalszy z Osiłkiem Porfirionem na czele 🙂
A dla mnie odkryciem był „wróbelek”
…kochajcie wróbelka dziewczęta…
Dzień dobry po pracy (a dokładniej pomiędzy pracami)

Pacholęciem będąc zaczytywałem się wierszami KIG, głównie tymi w stylu „zielono gęsiowym”. Uczyłem się ich potem na pamięć… Niektóre pamiętam do tej pory
Geostat pokazuje kolorowe znaczki, a ja nie potrafię wszystkich rozpoznać. Kto mnie oświeci ?
albo coś podpowie ? Cały świat nas odwiedza ? 
Z tych 33 rozpoznaę 21 – a reszta to już mgła
Który znaczek Cię interesuje? Mam tu 8-letniego eksperta od flag 😉
11 znaczków oznaczonych tak:
BR, KW, TH, PT, MX,ZA,AR,PH,PR,RS,VE – może powinnam poszukać sama, ale skoro jest ośmioletni ekspert, to poproszę
Brazylia, Kuwejt, Tajlandia, Portugalia, Meksyk, RPA, Argentyna, Filipiny, o tu się zacukal i poleciał sprawdzić – Portoryko, Serbia, Wenezuela.
Jest ekspertem…
Pełen „szacun” dla eksperta
…znaczy to, że mówiący po polsku są i tam, gdzie diabeł mówi dobranoc……
Niekoniecznie, mogli trafić po obrazkach 😉
Któż się za młodu nie egzaltował Mistrzem Ildefonsem?:) No może poza Słomczyńskim, który jak wieść (i Kisiel 🙂 niesie miał ongi rzeczonemu oklepać fizjonomii na tyle skutecznie, że sprowadził Mistrza do pozycji horyzontalnej i usłyszeć pełen skromności wyrzut: „Gówniarzu! Zabiłeś Europę!”…
Kłaniam nisko:)
Na trzeźwo ta Europa ginęła?
Nie sądzę
Bezetko, ale dowcip się nie zalał
TA Europa? 🙂 W życiu…:))
Kłaniam nisko:)
Dzień dobry
Dobry, i niech Tobie w pracy szybko minie 😀
Dzięki za życzenia, ale ciągnęło się jak guma do żucia
Myślałam, że nigdy stamtąd nie wyjdę…

Ale wyszłam i nawet jakoś żyję…
Mimo paskudnej pogody (od wczoraj pada) muszę walczyć o chociaż odrobinę optymizmu
Chmurno, deszczowo, ale ciepło
No i zaraz do pracy…
Na nocną zmianę pracujesz ??? Jacy ci kapitaliści są okrutni. Noc jest do wypoczynku !!!
Toteż nocą odpoczywam
W Polsce pracowałam w szpitalu na 3 zmiany. Na noc też. A był wtedy u nas „socjalizm realny”, zwany obecnie „komunizmem”, a nie kapitalizm 
Wachmistrz mnie sprowokował 😉 zatem dołożę co nasza Marysia Dąbrowska o Gałczyńskim pisała w swych dziennikach 😀
18 luty 1949 – na spotkaniu dziennikarzy radiowych z pisarzami, zorganizowanym w siedzibie rozgłośni w Alejach Ujazdowskich 21 poznała Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, a także Jana Stefczyka, znanego później jako Władysław Kopaliński.
W Dzienniku Dąbrowska narzekała na marną kawę, cierpkie wino i jałową dyskusję. ” Przy sposobności tego zebrania zobaczyłam po raz pierwszy Gałczyńskiego, a nawet m u s i a ł a m podać mu rękę. A raczej uczyniłam to w zupełnej nieświadomości, gdyż dopiero, kiedy podając mu rękę przedstawił mi się, usłyszałam szepnięte nazwisko. Bardzo mi się ten człowiek nie spodobał, zrobił niemal odrażające wrażenie. I nie przypuszczałam, że to już taki starzec. Mocno siwiejąca nieporządna czupryna rozwichrzona ŕ la Mickiewicz, a pod tym gęba zmięta jak stary kapciuch po zżutej prymce. Jedyna rzecz, dla której warto było pójść, to oświadczenie jakiegoś młodego Stefczyka (dyrektora programowego, który był podpisany na zaproszeniach), że najlepszym pisarzem radiowym jest po dziś dzień … Szekspir (Gałczyński krzyknął w tym miejscu: „I Platon”).”
W maju 1950 miała w ramach Tygodnia Książki spotkanie w Liceum im. N. Żmichowskiej w Warszawie, na jej pytanie, jacy pisarze współcześni podobają się uczennicom, te odpowiedziały, że Kazimierz Brandys z powodu cyklu Między wojnami. Jeden tylko głos wywołał nazwisko Gałczyńskiego, powitane, jak pisze Dąbrowska „chóralnym śmiechem”. „Zapytałam, czy ten śmiech wyraża zachwyt nad poezją Gałczyńskiego, czy jej krytykę? Odpowiedziało mi dziwne, wieloznaczne milczenie, u niektórych wymowne spojrzenia i uśmiechy. Przypuszczam, że Gałczyński jest przedmiotem wielu nieporozumień, bo nie wiadomo czy jest aż nieprzyzwoitym piewcą reżymu, czy kpi z niego pod pozorem zachwytów; nie wiem, jak uczy o nim szkoła, ja sama uważam go za genialnego, ale bezwstydnego załgańca; więc nie podjęłam tej sprawy”

Takich smakowitości jest znacznie więcej
Jeżeli chodzi o skłonność do ferowania ocen Dąbrowska i Gałczyński różnili się zasadniczo. Jak wspominała Jadwiga Cierniak, „Gałczyński rzadko kiedy coś ostro krytykował i bardzo piękną cechą jego było to, że prawie nigdy nie mówił źle o innych
ludziach, najwyżej żartobliwie”.
No to tyle na dzisiaj o Mistrzu KIG
Pani M. Dąbrowska to tez było nieliche kuriozum
A było
Czasy były takie, jakie były…
Losy i postawę KIG opisał Czesław Miłosz w Zniewolonym Umyśle. Być może jego przemyślenia rzuciły inne światło na postawę KIG.
Ja natomiast z innej beczki.
W tymże „Zniewolonym Umyśle” Cz. Miłosz opisał kapitalną historyjkę o tym jak KIG napisał w szkole długie wypracowanie o twórczości i życiu wielkiego poety angielskiego, który w rzeczywistości nigdy nie istniał
nauczyciel (chyba) nie zorientował się w mistyfikacji 
Szkoda….. ale to takie pospolite posługiwać się kimś dla ” naprzykładu”. Nieodmiennie przypomina mi się zwrot ” patrz pan, jak sam wyglądasz”. 🙂
Jeśli dobrze pamiętam, to Noblista przedstawił Mistrza KIG jako mocno potrzebującego pieniędzy na zaspokojenie pragnienia (?).
To też, ale również jako „szałaputa” żartującego sobie ze wszystkiego. Dodatkowo jako osobę, którą komuniści „usidlili” właśnie okazując rewerencje i tolerując różne żarty i błazeństwa…
Wiedźminko, Twoje ostatnie zdanie jest bardzo słuszne, bo nasz noblista przed opuszczeniem Polski(że zacytuję nadsz. Kilkujadka) sam TEŻ był „polokoktowiec”, więc nie powinien innych obgadywać!
O tak – i nawet zaszczyty go nie omijały. Dyplomatołkiem był jak się patrzy 🙂
😀 Nie miał bidaka wujka G, ani cioci W
Ot jak pomaga w życiu mądra rodzina
Dobry wieczór! Zimno, ciemno i mokro – za oknem, na szczęście, bo kaloryfery z tej okazji nieco ruszyły i przed oknem – ciepło i sucho.
A co do zimnego prysznica rano, to obawiam się, że po takim jeszcze dłużej szukałbym dobrego humoru…
Eee tam 😀 Zapewniam Cię, że się można przyzwyczaić.. I stanie się poranną, niezbędną czynnością 😀
Skończył pracę?? I co? Idziesz Pan kręcić?? W miejscu 😀
Idę.. Zbieram się… Już… Wychodzę… Jak tych dwoje z opery u Wańkowicza chyba, co to uciekali już, uciekali wraz… 😉
Bierz kijki dla odmiany i choćby po mieszkaniu se połaź, wszak masz duże 😉
Właśnie.
Felicjan Dulski to w pokoju nawet na Kopiec Kościuszki potrafił dojść!
.. srodze pilnowany
Spadam i się z SzanPaństwem serdecznie do jutra pożegnam.
Dobranoc 😀
Mistrzu Q, co na noc?? 😀
Zanim Mistrz Q wyśle Wyspę spać, dobranocny koncert życzeń?
i moja ulubiona:
Dziękuję za przepiękne kołysanki.
Jeszcze tylko wysyłka pisma, nad którym się biedzę od 2 godzin oraz „dobranocka” mistrza Q i można iść na zasłużony (dzisiaj jak najbardziej) odpoczynek
Jestem, nieco zmordowany. Jednak kręcenie w miejscu to nie to samo, co po trasie, nawet tej samej. Na trasie a to człowiek mija korek samochodów pod górkę i ma satysfakcję, że oni stoją, a on jedzie… A to skręca w las i na te kilka minut zagłębia się w inny świat (a na tej trasie, co ostatnio jeździłem, są takie melioracyjne betonowe progi i spusty, co to mi się kojarzą ze stacjami pomp w powieści „To” Kinga…) A to mija tego lub owego na bulwarze… A to musi zwolnić, a to przyspieszyć. Nie ma nudno.
Jedyna rzecz in plus na stacjonarnym to to, że można sobie poczytać.
Właśnie dlatego zrezygnowałam z roweru stacjonarnego, bo mnie za bardzo nudził. Wolę steper. Stoi sobie przy oknie, a ja patrząc na ulicę, depczę sobie i mam wrażenie jestem na spacerze.
Jak czytam, to chwilami zapominam, że jadę – jak lektura dobra. Na ulicę nie patrzę, bo raz, że za wysoko, a dwa, że ciemno i mokro. To już wolę świat z książek.
To przecież możesz dalej jeździć po tych ścieżkach, nawet zimą
Tu Meksyki jeżdżą jak rok długi… po śniegu też
Będziesz miał podczas jazdy trochę dodatkowych atrakcji, ale się przyzwyczaisz 

Sama przyjemność
Hmm, trochę niebezpiecznie po śliskim i mokrym…
Chyba o takich atrakcjach Mireczka myślała…
Pomyśl może o oponach z kolcami… na śnieżną zimę jak znalazł! 😉
Ha, a nie pomyślałem! Swoją drogą, brzmi strasznie specjalistycznie.
Taaa, to są właśnie te atrakcje
Dodatkowo, jak się nie ma błotników przy kołach, to jest się upaćkanym w błocie po sam czubek głowy. Wiadomo jak taka śnieżna breja się lepi
Ale jeździć się da, bo widziałam to na własne oczęta 
No dobra, a nawet dobranocka.
Dzisiaj na dobranoc będzie nietypowo. Louis Saladin mieszkał w Prowansji i był związany zdaje się nie tylko profesjonalnie z jedną z tamtejszych gmin żydowskich, dla której pisał muzykę. Nie miałem pojęcia, że ktoś taki istniał i tworzył właśnie tak.
Właściwie jedynym jego dziełem, które znalazłem, jest „Canticum Hebraicum” – pieśń napisana dla uczczenia ważnego wydarzenia w życiu (zapewne) zleceniodawcy – obrzezania syna. I to właśnie jej pierwsza część zabrzmi dziś na Wyspie.
Dość skoczna muzyka nie zawiera jednak aż tak etnicznych odniesień, jakich się spodziewałem. Harmonie bardzo ładne, instrumentacja ciekawa, jak na barok momentami archaiczna (ten fragment z piszczałkami/ flecikami), całość – ciekawa!
Snów o ważnych momentach w życiu każdego z nas, najlepiej tych radosnych!
Saladin brzmi jakoś saraceńsko (żeby nie powiedzieć kurdyjsko)
Kurdyjsko, masz rację. Choć z pewnym zaskoczeniem, bo Kurd to jednak nie Arab, za jakiego miałam Saladyna :
Czytałem, że Kurdowie uważają go za swojego największego bohatera narodowego 🙂
Dobranoc.

Pora na sen
Wszystkiego dobrego „nocnym Markom” i mieszkańcom „drugiej półkuli”
„Druga półkula” odwzajemnia życzenia
Dobranocki były, wiec już tylko lampka ….
i dobranoc…. 🙂
Co prawda nie idę jeszcze spać… ale pożyczę Wam miłego dnia i się już pożegnam

Dzień dobry
To już połowa miesiąca! Wierzyć się nie chce jak ten czas leci
Ale to dobrze, Wielkanoc blisko, coraz bliżej… 
Dzień dobry
Zalewam kawę i zapraszam do towarzystwa
Juuuuż? Pędzę do kuchni!!!
Śpiochy!
Śpiochy!
Poranna kawa na rozbudzenmie raz!
Więc pijmy
Kawa z rana jak śmietana 
Dzień dobry


Gdzie śpiochy, jakie śpiochy?? Ja się bardzo grzecznie zapytowuję
Cześć pracy!!
Prawda! Skowronki wcześnie wstają
Ale koty jeszcze wcześniej 
Dzień dobry! Czarna i gorąca, tym razem kawa 😉
Mówisz i masz!
„kawa to kawa, powinna być czarna i gorzka jak smar do czołgu”
(Anonim).
Czy ktoś próbował jak smakuje smar do czołgu?
Nie byłem w wojskach pancernych
Ale sprawdzę na flimie (4 pancerni i pies), może jakiś pancerniak to pił
Wojsko jest w stanie przepędzić i wypić wszystko – byle kopało! 😉
Nie próbowałem smaru, ale zgodzę się z anonimem! 🙂
PS. Czołg? To może Szarik Anonim 😉
Pewnie ten Anonim się nie ujawni… Z takim gustem smakowym…
To następny cytat. Tym razem osoby z innymi gustami smakowymi
– Jaką kawę pijasz?
– Czarną jak noc, słodką jak grzech.
(Anonim)
Tu bym się prędzej zgodziła z Anonimem
Dzień dobry optymistycznie!
Słonko świeci, herbatka się zieleni!
Dzieńdoberek. Herbatka? A kawka?
Komu świeci, temu świeci. U mnie szaro, buro i ponuro

Witaj Ukratku
W porównaniu z wczoraj, dzisiaj rano u nas wręcz optymistycznie – słońce przebija się między chmurami, chociaż do końca dnia ma być raczej gorzej.
Jest takie przysłowie: Nie chwal dnia przed zachodem słońca…
Godzina „W” – „Wpółdodziewiątej”. Kawka wypita w miłym towarzystwie, praca ante portas. Odmeldowuję się, proszę państwa.
Ja też właśnie dopiłem kawę.
Dziękuję za miłe towarzystwo i ruszam do pracy
Ja też ruszam do codziennych zajęć. Dziękuję za przemiłe towarzystwo, dzięki niemu kawka lepiej smakowała a patrzałki szerzej się otwarły
Dzień dobry
Za oknem wprawdzie szaro, ale ja, jak ten Żyd, co sprzedał kozę …. moja Jasna Panienka wróciła do domu po pięciodniowym pobycie u mnie! Cisza i spokój, aż dziw…… zwierzaczki zaspały razem ze mną 
Bużka mi się do Was uśmiecha…. jak miło się pije kawę, nawet jeś
li notorycznie nie zdążam na gorącą 🙂
Witaj Czarodziejko :)) Ja również piję dzisiaj późną kawę :)) Na dodatek rozpuszczalne świństwo, zamiast porządnej „brazylijki” :))
Dla towarzystwa Cygan dał się powiesić
Zalewam kawę i siadam z Tobą
Specjalnie dla Ciebie przygotowałem aforyzm:
„To bardzo dobra kawa. Sam parzyłem. A z doświadczenia wiem, że nawet najlepsza kawa w samotności nie smakuje tak dobrze jak przeciętna w dobrym towarzystwie…”
Ewa Stec – Klub Matek Swatek

W dobrym towarzystwie smakuje nawet „Wiśniak na Rumie”, pod śledzika po japońsku :))
Mnie zdarza się tylko „zupa na winie” (co się nawinie to do zupy 🙂 )
A „piwo ze sliwek”?
Dzień dobry

Zapraszam do nowego pięterka