Jeżdżę często autostradą I-90 do Elgin. Mijam jeziorko z wysepką i za każdym razem aż mnie ssało, żeby tam zajrzeć. Na krzakach pojawiło się więcej białych plam, a to oznacza, że czaple białe mają już młode… Gdy próbowałam namówić małżonka na wizytę u moich ulubieńców, wyraził kategoryczny sprzeciw. Nie należę jednak do osób, które tak łatwo rezygnują ze swoich planów…
Trzeciego sierpnia zastanawialiśmy się dokąd by tu pojechać na niedzielną wycieczkę. Najpierw pomyślałam o Lords Park w Elgin, ale potem przyszedł mi do głowy inny plan. Już kiedyś byliśmy w Crabtree Preserve, ale nie zaszliśmy daleko. Było późno, a oni zamykają dość wcześnie. Doszliśmy tylko do błota przy jeziorku i zawróciliśmy. Powiedziałam, że może tam pojedziemy? Oczywiście małżonek zgodził się bez cienia protestu.
Zdziwił się, gdy zjechałam na Roselle, a nie na Barrington (to jeden zjazd wcześniej). Powiedziałam, że chcę po drodze zajrzeć do swoich czapli i kormoranków 😀 Tylko pokręcił głową. Na miejscu powiedziałam mu, że jak się nie podoba, to może poczekać na mnie w samochodzie, bo ja i tak tam pójdę. Poszedł ze mną… Początkowo oboje pilnie oglądaliśmy swoje nogi, czy nie pojawią się na nich kleszcze. Nie było… odetchnęliśmy z ulgą.
Na wyspie ruch jak na Marszałkowskiej w Warszawie. Młode czaple chyba jeszcze nielotne, bo siedziały w gniazdach. Ale kormorany latały w tę i nazad. Widziałam nawet młodego kormorana, który przeleciał mi przed nosem, zanim zdążyłam w niego wycelować aparatem… Młode różnią się od dorosłych kolorem upierzenia. Nie są takie czarne… Wyspa dość daleko od brzegu, ale posługiwałam się aparatem jak lunetą. Zauważyłam, że prawie nie ma czapli modrych. W ubiegłym roku sporo ich było. Może przeniosły się w inne miejsce? Wyspa też zmieniła swoje oblicze. Podejrzewam, że jeszcze trochę i zostaną na niej tylko kikuty drzew. Ptaki „obrobiły” dokładnie wszystkie drzewa i wyglądają one jakby przysypane śniegiem. A to ptasie odchody… Jezioro też ulegnie degradacji… za dużo amoniaku… Żadna ryba i większość roślin się nie uchowa… Gdy ptaki zniszczą to miejsce, przeniosą się w inne rejony. Natura pomału to wszystko odbuduje…
Usatysfakcjonowana pojechałam grzecznie do tego Crabtree Preserve. Wysiedliśmy na parkingu i podeszliśmy kawałek, gdy obskoczyły nas komary. Całe chmary tego latało dokoła nas. Wróciliśmy do samochodu, bo mam w nim środek odstraszający… i nawet działa. Obsikani odstraszaczem wróciliśmy na trasę 😀 Przy Visitor’s Center wisi kilka karmników. Głównie siedziały na nim epoletniki krasnoskrzydłe, ale gdy podeszliśmy bliżej, uciekły. Zauważyliśmy też sporą grupkę pręgowców amerykańskich. Biegają one tak szybko, że trudno je złapać w kadr… Jakoś się nam udało 😀
Poszliśmy ścieżką wzdłuż jeziorka… Ta odnoga jeziora zarośnięta jest rzęsą wodną. Normalny kożuch. Nie wiem jak te krzyżówki mogły tam pływać… Żabkę zobaczyłam przez przypadek. Małżonek nie zdążył jej zobaczyć. Nurknęła w wodę (a właściwie w ten kożuch) i tyle było ją widać… Czapla zielona (nie wiem czemu tak się nazywa, bo zielonego u niej nie widziałam) złapała sobie jedną. Szkoda żabki, ale taka jest natura… Zastanawiałam się, czy ta czapla będzie w stanie połknąć upolowaną… z tego co wyczytałam, zdarza się, że czapla, gdy złapie za dużą rybę, może się udławić próbując ją przełknąć. Ta się nie udławiła. Widocznie żaba jest wystarczająco mała…
Idąc dokoła jeziora, szliśmy trochę lasem, trochę łąkami. Zachwyciła mnie łąka, która miała wiele barw… te trawy były jakby cieniowane. Nie udało się nam tego uchwycić na zdjęciach… a szkoda…
Doszliśmy do klatek. Duże wrażenie robił puchacz wirginijski. Gdy małżonek podszedł zbyt blisko klatki, nastroszył się i zaczął syczeć 😀 Niestety, siedział za blisko krat i nie widać dokładnie tego nastroszenia. Od krat są na zdjęciu jasne plamy…
Ja od razu poleciałam do myszołowa rdzawosternego. Wydaje mi się, że to bardzo młody osobnik. Ma takie żółte paski przy dziobie. Tuż obok był sępnik różowogłowy. Jak mu się przyjrzałam, nie miał palców u prawej nogi. Na wolności nie byłby w stanie przeżyć. Tu ma szansę… chociaż o tym nie wie. Gdy podeszłam bliżej, przybiegł od razu. Wyciągnęłam rękę, a on przybliżył głowę do krat. Trochę się bałam go pogłaskać, bo wiem jak ostre dzioby mają te ptaki… Lepiej nie ryzykować. Zabrałam rękę, a różowogłowy zaczął dziobać pręty klatki… Wierzę, że każda niewola miła nie jest…
Mieliśmy już wracać do domu… Nie wytrzymałam i zajechałam do Paul Douglas Forest Preserve. Małżonek nie był zadowolony. W ubiegłym roku napadły nas tam całe stada kleszczy… ale zima w tym roku była długa i ciężka…
Nic na nas nie napadło 😀 Jedynie wkurzyło mnie jakieś towarzystwo. Rozbili sobie obozowisko niedaleko stanowisk czapli modrej. Muzyka na cały regulator i wesoła zabawa. Miałam nadzieję na ryżojady, ale taki hałas wypłoszy wszystko co żyje… i to na dużą odległość. Miałam ochotę iść tam i przywalić im z liścia… tak dla opamiętania. Czy trzeba jechać do parku, żeby włączyć muzykę na cały regulator? Nie można tego robić w domu? I czyż nie piękniejszy jest śpiew ptaków i świerszczy? Widocznie jak komu…
Wracając do domu zajechałam w jeszcze jedno miejsce – „Medival
Time”. (A zajechałam tam głównie ze względu na Miśka, który bardziej woli oglądać mury, niż moje ptaszki 😉 ) Nigdy nie byłam w środku, ale wiem z opowiadań, że nie jest to zwykła knajpa. Już sam budynek jest stylowy. Wygląda jak zamek warowny… Na środku jest ogromna arena i tam odbywają się turnieje rycerskie, popisy woltyżerki, i tresury zwierząt. A dokoła areny są trybuny z których goście podziwiają widowisko. Za sam wstęp płaci się $50 od osoby, co nie jest taniutkie. Pewnie się kiedyś wybierzemy… na pewno będę miała co opisywać 😀
Małżonek nawet nie wysiadł z samochodu. Cierpliwie poczekał, aż mi ten szał cykania minie… Potem już prawie prosto do domu… Zajechaliśmy jeszcze do nowo otwartego sklepu niedaleko naszego domu. Małżonek chciał zobaczyć co to jest. Kolejny sklep z tanimi ciuchami… Na parkingu zobaczyłam jakieś rozsypane jedzonko i gołębie skalne przy nim… Małżonek poszedł do kolejnego sklepu w tym ciągu, a ja zostałam, żeby te gołąbki dokładnie obcykać. Wiadomo jak uwielbiam łażenie po sklepach 😉





Zapraszam na wycieczkę po moich ulubionych miejscach, a także tam, gdzie byłam w zasadzie po raz pierwszy
Miralko cudowna wycieczka ! Oczy me bardzo zachwycone 🙂
Może to znowu trochę za długie, ale nie chciałam tego dzielić. Mam nieopisaną wycieczkę nad Mallard Lake, a na niedzielę (dziś) planujemy kolejną… Nie wiem czy będzie co opisywać… ale jak będzie?
Jak to jest w powiedzeniu? „Strzyżonego Pan Bóg strzyże”? Czy jakoś tak…
Chcę się przy okazji przyznać, że uczę się obsługi programu GIMP, do obróbki zdjęć. Dzięki niemu „zlikwidowałam” kraty na zdjęciach myszołowa i u puszczyka. Może nie jest to jeszcze takie profesjonalne, ale zawsze to jakiś postęp
Chociaż z drugiej strony… naturalne zdjęcia są lepsze. Czasami widzę gwiazdy na fotosach, które widziałam w rzeczywistości
Różnica jest ogromna!!! Czy to na prawdę jest konieczne? Każdy powinien starzeć się z godnością. Przybywa zmarszczek, czy kilogramów… Podretuszowane zdjęcie nie zmieni niczego…
Mirelko – czasem myślę, że zyjemy w epoce iluzji i iluzjonistów photoshopowych 🙂
Witam jeszcze raz i na tym pięterku, a właściwie na ogromnym piętrze. Nie przeczytałam jeszcze wszystkiego, bo na to teraz mam za mało czasu, więc nie odniosę się na razie do treści.
Dzień dobry Poranna Pani

Może kwiatka zerwiesz?? Mirelka nie napisała, że pod ochroną :
Witaj Skowronku
Szkoda kwiatka zrywać, w naturalnym środowisku ładnie wygląda i dłużej kwitnie. Nie mówiąc już o tym, że więcej oczu ucieszy 
No, ale nosek zanurzyłaś, w którymś kielichu??? Kwiatu kielichu, oczywista oczywistość, jak mawia klasyk??? 😀
Oczywiście, wąchałam te nibymalwy, piękne kwiaty
Te niby malwy, których nazwę zapomniałam są uroczymi krzewami. Miałam taki różowy iiii… on na zimę przemarza, a na wiosnę wypuszcza nowe pędy. A ja durnowata nie wiedziałam i w tym miejscu co był posadzony kosiłam każdej wiosny
I już go nie mam 🙁
Oj, to szkoda. A czy one może są cebulowe?
Nie, z nasion 😀 I dostanę od siostry nasionka. Obiecała. Przynajmniej 😀
No to je odzyskasz, ale już nie koś
Powbijam paliki 😀
Dobry pomysł. 🙂
Jak nie siostra, to mogę ja Ci je przysłać, Skowronku
U moich sąsiadów podobne rosną… Tylko kolor mają trochę inny. Są bardziej fioletowe…
Ja bardzo proszę zbierać nasionka!! Bo siostra ma tylko białe:D
Dzień dobry !
Mirelko, to cała wyprawa! Termos i kanapki będą nie od rzeczy ! Ale…. dam radę 
Bez zadyszki!

Witaj Wiedźminko
Troszkę się zmachałam, ale… warto było. 🙂 Przyznam, ze ta imitacja zamku warownego niespecjalnie mnie urzekła… Najwyraźniej stara Europa jednak fascynuje 🙂
Dzień dobry

Przelazłam przez urocze łąki, ścieżką w lesie iii… z dala od gęstej, zielonej wody (brrr) 😀
Myszołowa zapraszam serdecznie do mnie!!! Nie będzie się bidaka nudził i żarełka pod dostatkiem cały rok będzie miał
Śliczny jest Czyż złotawy, a nawet drogocenny 😉
Świetne i pomysłowe karmniki, tylko uważam, że w lecie ptactwo dokarmiać, to już naprawdę lekka przesada! Tak się ptactwo rozleniwia! Zapewne nie są dokarmiane bez celu 😀
A na murach hotelu lwy, zapewne, angielskie

To takie lordowskie
Aha, ja tam widziałam dzikie wino i dziki bez czarny.. Jeśli mnie oko nie myli, a pamięć nie oszukuje
Nooo a czaple próbowały wciągnąć Cię do pogaduch! Nie zrozumiałaś??
Ależ czyściutkie, aż bielutkie! Jakby w waniszu się kąpały 😀
Witaj Skowronku !
Zachwycające sa szaty godowe czapli – nic dziwnego, że takie pióra służyły do ozdoby kołpaczków 🙂
Niooooo
Kormorany bez tego pana?? Nie może być 😀
Na czasie jak nic
Zwiewam, bo się będziecie bać oczu przymknąć
A nie! Jeszcze dodam, że suche osty się farbuje i piękny kolorowy bukiety na zimę mamy 😀
Tylko nie wszystkie, troszkę trzeba na zimową karmę dla ptactwa zostawić
No to papa? I do popotem 😀
… a łąki i tak były cieniowane 🙂
No były 😉
Niedzielne dzień dobry SzPaństwu
Wycieczka przednia Miralko,w sam raz na chłodny niedzielny dzionek
A ja pojawiam się i znikam, tym razem na jakieś trzy godziny
Dzień dobry

Trochę Was przegoniłam po tych łąkach i lasach, ale jak widzę się podobało
Oddychałam pełną pierwsiom
A ja aż się zmęczyłam… Tak mnie przegonić na stare lata, no no…
Mogła jaki wózek, choćby pchany, podrzucić

Łał, mój prawy staw skokowy!!
Łał,mój kręgosłup!!
A ręce??? Znaczy palce od wskazywania: popatrz, popatrz jaka piękna ważka, aaa taaam motylek
Nie posiedzę z Wami. Już mnie małżonek goni do wyjścia i zaraz wychodzimy…
Do popotem
Dzień dobry! Zglaszam się, że jestem, ale komentarze ad rem muszę odłożyć do nieco późniejszej pory, szczerze mówiąc, z jednej strony muszę odpocząć po urlopie, a z drugiej – załatwić via Internet kilka spraw niecierpiących zwłoki…
Witaj pourlopowy Kwaku
! Czy to koniec wypraw czy jeszcze masz rozległe plany ? 
Plany są, ale całkiem nierozległe. Otóż jutro rano jadę z Najjuniorem do stolicy, skąd wracam w środę wieczorem, a potem… Osobiście nic nie wiem, ale może jakieś tajne plany jeszcze istnieją?
Melduję się po trzygodzinnej nieobecności i co ja widzę? Mistrz Q we własnej osobie, ale wrócił tylko na chwilę. A oprócz tego pustki na wyspie
A ja siedzę, bo mam prombel ze sformatowaniem jednego pliku…
Gdybym mogła pomóc jak nie mogę…
A chciałbyś, żeby istniały??? 😀
Zadowolony z podróży??
Witaj Mistrzu
Witam! Zadowolony – dość. Z pewnych etapów. Większości.
Tak jak napisałem, pobyt polegał ma byczeniu się, spacerach pieszych i rowerowych, również po lesie, takoż pławieniu się w jeziorze. Doprawdy, zastanawiałem się, jakby tu sklecić z tego relację, ale niewiele ciekawych momentów by było. A zdjęć tośmy chyba w ogóle nie robili.
Nerwowy był tylko ostatni wieczór, albowiem Junior miał jechać na obóz w góry z młodszym synem Gospodarzy, który jednak jako alergik oddechowy jest osobą wysokiego ryzyka zaziębieniowego, no i właśnie takowe zaziębienie jak na złość podłapał. Junior nie chciał się na początku zgodzić na jazdę samemu, wreszcie, po dłuższych namowach, ustąpił, a co starzy (my i Gospodarze) nerwów się najedli, to ich (nasze).
Najważniejsze, że wypocząłeś, o! Pal sześć relacje! Chociaż
Bo pewnie Junior dobrze się czuł w towarzystwie syna Gospodarzy i przykro Mu było samemu jechać. Na szczęście wszystko dobre, co się dobrze kończy 😀 Nerwy minęły, a Junior odzywał się?? No pewnie, że odzywał! Co za durne pytanie 😀 Zadowolony z obozu??
Na razie okazało się, że na „jego” obóz (znaczy – tematykę – horror i groza) jest za mało chętnych, bo w takim ośrodku mieszka młodzież z kilku lub kilkunastu obozów tematycznych, organizowanych przez jedno biuro, ale już sobie coś wybrał zamiast. No, jeżeli wybrał, myślę, to było z czego.
Rozpisałem się conieco, a na pytanie nie odpowiedziałem.
Wolałbym, żeby żadnych sekretnych planów już nie było.
Aha, masz ochotę posiedzieć we własnych pieleszach. Wreszcie..
To też. I w ogóle wolę nie być zaskakiwany w żaden sposób ostatnio.
Ja też nie lubię. I to od dawna:)
Bo w ogrodzie rośnie pnącze, w dzikim winie świat się plącze,
bo w ogrodzie dzikie wino, kto je tutaj siaaaał
Wgląda na to, że ja tu dzisiaj najwięcej pyskowałam! Idę pomilczeć. Znowu
Poświrowałam 😀
Znany serwer drgnął, ale IP nie jest tym, które znam… To tak na wszelki.
Też zauważyłam…
Się z Państwem na dzień dzisiejszy pożegnam… Koniec świrowania, jutro do pracy, ale ból!!
Wciągnęła mnie książka, a to znaczy, że spać jeszcze nie idę 😀

Można dzwonić do 22:00
Dobrej nocy Kochani i do.. oczywiście, że jutra 😀
PS Zostawiam do posłuchania, wszak pan S.Trofanov min. na Madagaskarze lubił występować
Dobranoc Skowronku
I ja się już pożegnam, a na dobranoc posłuchajcie jak śpiewa moja ulubiona piosenkarka, Cesaria Evora i Kayah
Rodzinne uroczystości zaliczone, jutro dieta, bo hmmm…. drobne nieumiarkowanie, aż mówić hadko, że obżarstwo….
Podobno zbyt rzadko się udzielam….
Muzyka jest, a gdzie Lord W.? Gdzieś w pobliżu ? a ja czekam….
I Stateczek się nie pokazuje
No i nie wyrobiłem się z komentarzem ad rem.
A chciałem napisać o kormoranach, że w Gdyni obsrywają falochron, który od tego nie więdnie, więc się nie przenoszą.
A dobranocka też spóźniona :/
Nic to, Kwaku !
Dobranoc….
Dobranocka krótka i treściwa, bo późno i nie ma co się rozwodzić.
Francis Pilkington, angielski lutnista, mnich, komponujący jednak głównie muzykę świecką, i jego „Rest, sweet nymphs”, czyli „Odpoczywajcie, słodkie nimfy”. To do pań. A dla panów – snów o nimfach, mogą być słodkie.
Wróciłam z wycieczki i poczytałam coście napisali.

Chociaż słoneczko tylko co jakiś czas wyłaziło. Ale jakoś tak jest, że nad wodą „bierze” mocniej… Wcale mnie to nie cieszy 
Szkoda, że Mistrz Q nie pisze swojej relacji. Są bardzo ciekawe
My byliśmy na Goose Lake i w Morris (takie miasteczko po drodze). W Morris zajechaliśmy nad Illinois River i połaziliśmy nad kanałem. Najgorzej, że się jeszcze opaliłam
Dzień dobry
No to już po długim weekendzie. Następny może być w listopadzie, jeśli ktoś weźmie wolne w poniedziałek 
To ja, to ja wezmę
Na dobry początek tygodnia…
Dzień dobry

Aklimatyzuję się
Dobra, a tera do pracy, albo roboty. Jak kto woli 😀
Ja też, czeka mnie dziś dużo roboty, albo pracy. Jak kto woli 😆
W celu ułatwienia aklimatyzacji i ogarnięcia pracy 🙂
.. a ja mam dziś dzień lenia !
Mnie tam też nie bardzo robota się pali
Dzień dobry… wiatr całkiem silny za oknem…. ” zapachniało jesienią …”
….a ekranizacja „Wiedźmina” była koszmarna, ostała się jedynie muzyka Ciechowskiego…
Kopciuszku ? Znów widac tren Twojej sukni, ale nie Ciebie 🙁
Chwila odpoczynku celem nabrania sił do dalszej pracy

A ja sukienki Kopciuszka nie widzę… Ani ni Kopciuszka, ni sukienki, nic niebieskiego…
..to przeze mnie, przykryłam ten tren Kopciuszka bom zalogowana 🙂
Nie ! nie! nie !
Próbowałam się do Was dostać, nawet mi się w połowie udało, jednak wpisać z telefonu komentarz to już marzenie 
Choróbsko mnie dopadło i dwa dni przeleżałam w łóżku
Hej, hej… Znowu babiniec??
Rumaku…
I cóżeś nam uczynił
Cisza??? Aż w uszach dzwoni
A za oknem wiatr szaleje.. No to se idę… w książkę 😀
Znów babiniec i cisza. Ja dopiero teraz jestem wolna, ale chętnie też poczytam. Dostałam link do ciekawej książki o Powstaniu Warszawskim napisaną przez byłych uczestników tego powstania. Jest to właściwie dokument, który opisuje „drugą stronę medalu” tych wydarzań. No to na razie mnie nie ma…
A ja dostałam nową książkę Hanny Bakuły i jakby tego było mało – „Pięćdziesiąt twarzy Greya” – tom pierwszy…. no to sięgam po Bakułę na początek 🙂
No i nie poczytałam sobie, przyszli niespodziewani goście…
Dziś na dobranockę udajemy się w rejony muzyki relaksacyjnej. Wykonawca,którego chciałem Wam przedstawić tworzy muzykę mającą na celu wprowadzenie nas w głębokie odprężenie fizyczne i psychiczne.Może ona służyć przemyśleniom i wyciszeniu a co poniektórym do pracy albowiem wykonawca ów komponuje również wydania tematyczne odnośnie różnych form medycyny alternatywnej.Osobiście jest to mój ulubiony wykonawca tego gatunku.A używany jest przeze mnie we wszystkich celach,które wypisałem powyżej.
Anielskich snów
Zaiste, przy takiej muzyce mogą być tylko anielskie sny
I Tobie..
Wspaniale Lordzie W. ! I dziękuję
Dobranoc 😀
Na poranek? Jak kto woli 😀
I w takt takiej muzyki zbieram się do snu…
Dobranoc Lordzie W. Dobrej nocy wszystkim…
Dobranoc Kochani….. i tylko nie wiem co robić ? spac czy się budzić ?
Dzień dobry
Ale jeszcze sobie napiszę co nieco 
Muzyka kołysze mnie do snu
U mnie jeszcze dziś (w poniedziałek) byłam zniesmaczona. A nawet oburzona…

Kto się przejmuje takimi małymi stworzonkami…
Steve przygotował pułapki na moje ulubione pręgowce amerykańskie. One są takie milutkie
Jak mi wytłumaczyła Sandy, te milutkie stworzonka zapakowały na amen dreny. Steve położył dokoła domu specjalne rury z otworami, żeby ściągały wodę z całej posesji. W czasie ulewnych deszczy, woda im się przelewa przez piwniczne okna i wali do domu. Te dreny mają temu zapobiegać. A te małe czorty, zatkały je definitywnie. Efekt – znowu zalana piwnica… Steve, wkurzony na maksa, ponalewał do wiaderek po farbie (całkiem spore) wody, na wierzch nasypał ziarenek różnych roślin (m.in. kukurydzy i słonecznika). Położył na to deskę, żeby pręgowcom łatwiej było się tam dostać… Na pewno niejeden tam wskoczy. One są bardzo skoczne i na pewno będą myślały, że bez problemu się wydobędą… A tam woda… nie będą miały z czego się odbić, bo nie sięgną dna… utopią się
W pierwszej chwili pomyślałam, że to takie bezduszne… ale jak się zastanowiłam… my też trujemy myszy, które włażą nam do domu… Czy to się czymś różni?
I tak się zastanawiam… czy przypadkiem nie jestem hipokrytką. Bo to że trujemy myszy uważam za coś normalnego… a te pręgowce wyrządzają znacznie większe szkody, niż nasze myszki…
Chyba nie jestem normalna, skoro mam takie moralne problemy
Idę spać, czyli tradycyjnie spadam na górę


Jutro też jest dzień, chociaż u Was to dzisiaj
Miłego wtorku Wam życzę
Dzień dobry
Widzę Mireczko, że masz dylemat. Tak myślę, że jeśli chodzi o myszy, to są w naszym domu intruzami i jakoś trzeba się ich pozbyć. Inaczej „zamysisz” sobie cały dom. Co innego ze stworzeniami na zewnątrz. Ale i na to widzę radę. Żeby one tych rur nie zatykały, można by zabezpieczyć je drucianą siatką na obu końcach. Woda przepłynie, ale nic żywego nie dostanie się do środka. Czy Twoim zdaniem jest to wykonalne? 
Witaj Poranna Pani
– uważam, że masz rację z ta ochronna siatką, bo pomysł na topienie pręgowców jest taki sobie…i przecież przyjdą następne….
Witaj Wiedźminko
Oczywiście, wszystkich pręgowców nie potopi, a i szkoda zwierzątek…
Dzień dobry
Nie, Bożenko, to nie jest wykonalne, bo one nie włażą w otwory końcowe, a wygryzają dziury z boku. To są położone płytko pod ziemią plastikowe rury o dużej średnicy. Te małe czorty kopią tunele i przy okazji powiększają otwory boczne w tych rurach. Robią w nich zapasy na zimę. Jak naznoszą różnego rodzaju liści i patyków, to i zatykają…
No to klops…
Klops
Na ile znam Sandy i Steva, nie staraliby się zaczynać od zabijania zwierzątek, najpierw próbowaliby je odstraszać… Te wiadra do ich topienia to wynik desperacji… Mieli wykończoną i umeblowaną piwnicę, ale prawie wszystko musieli powyrzucać… Wody im się nalało do kostek, bo te dreny były zapchane i woda nie odpływała w bezpieczne miejsca. To ogromne straty… 
Dzień dobrrrryy zimno, tylko 7°C.. i do kitu, w ogóle
Się pracuje, znaczy się zabiera do pracy 😀
Witaj Skowronku, nie płacz, zaraz się ociepli. Miłego dzionka życzę przy pracy
Dzień dobry !
wczorajszy wiatr otrzepał mi kwiaty na balkonie….. ale za to jak dobrze mi się śpi w tym chłodku ! 
Moje pelargonie na balkonie też otrzepane, powili odzyskują kwiatki.
A jeśli chodzi o sen, to w czasie upałów ratowałam się wiatrakiem i też mi się dobrze spało. 
A na pięterku coś jesiennie sie zrobiło ! Zapraszam …. „)
To już niedługo…
Kneź się też jako facet liczy? Bo ostatnio to latam w sukience, podobno shopping uprawiam, jestem podejrzewany o szafiarstwo i nieomal hipsterstwo, to już nie wiem? Zaczynam spoglądać czy poniżej bujnej brody cycki mi nie wyrastają, ale nie, chwała Bogu tylko to czego się należy spodziewać po chłopie w wieku dojrzałym – no to może ie jest jeszcze wszystko stracone?

Wiem, wiem, u Was trzeba wędrować po pięterkach, ale jak piętro wyżej wyrażać zachwycenie fotkami które są akurat TU? Przejrzałem wszystkie razem z podpisami – fotka bez podpisu nie ma tego smaku – co innego jak jest opis!
Od razu wiadomo co autor chciał przekazać i nie trzeba zgadywać, co gorsza często błędnie, przez co człowiek się naraża na coraz to inne fochy, czego miałem już okazje doświadczyć. Na fotce owoż była nastrojowa galeria ze schodkami, rodem ze średniowiecza, a ja buch dowcipas, a miałem kontemplować i się obraza zrodziła straszliwa – musiałem udawać że nie zrozumiałem owego wiekopomnego przesłania. Co gorsza banda nierozumnych komentatorów uznała mój dowcipas za hasło do zabawy – fochy latały potem po blogu od ściany, do ściany! 🙂
Wczoraj pokręciłem się nad Wkrą, ale niestety poza krowami na skarpie, w dodatku pod światło nawet żywej żaby nie było. Gołąb jeszcze okoliczny na drucie był, ale żeby za gołębiem z aparatem latać to nie, aż tak wyrywny nie jestem 🙂
A tu tyle stworzeń i to takich kolorowych!
Rybki nie rozpoznałem, pewnie jakaś amerykańska uklejka czy inna leszczawka? Za to mogę powiedzieć co dodatkowo przyciąga ważki nad wodę, poza komarami. One tam składają jaja w wodzie na roślinach częściowo zanurzonych. Po locie godowym, gdzie wyglądają jak podwójne helikoptery, siadają na takim badylu i składają jaja wkłuwając się w roślinę poniżej linii wodnej, z jaj wykluwają się małe maszyny do zabijania – monstra w miniaturze!
Świetny komentarz Kneziu !
i madry i dowcipny ! 
Drogi Kneziu, nikt Ci tu fochów stroić nie będzie, nawet jeślibyś napisał, że te wszystkie zdjęcia są do bani, łącznie z podpisami
Nie wszystkim musi się podobać…
Jak były krowy, to i muchy, a jak muchy, to na pewno albo ważki, albo pierzaste… żuczki też do przyjęcia 

A nad tą Wkrą trzeba było się lepiej rozejrzeć, na pewno cóś latało, tylko nie zauważyłeś
A ważki mają jakiś szósty zmysł i potrafią za komarem pogonić, przewidując jego nagłe skręty. To że larwy są żarłoczne, to mało dziwne. Muszą się porządnie najeść, żeby mieć siłę na kolejne przeobrażenie. Takie jest życie w naturze
Komary to na pewno latały, ale ważki to nawet na lekarstwo nie było. Żaby w zaroślach i jedna w rzęsie wodnej. Poza tym gdzieś kwaknęła kaczka, przeleciał drozd i na horyzoncie trzy wrony, ale nie zawróciły. 😀


Pozostało tylko obfocić pejzaż nadwkrzański i okoliczne krzaczory.
A, jeszcze były okoliczne szczeżuje, ale czy to jest atrakcja to ja nie wiem.
Dla naszej Mireczki każde zwierzątko jest atrakcją i zaraz pstryka w jego stronę. Ale przecież pejzaż też może być ładny, szczególnie taki nadwodny.
To prawda, jak dla mnie każde stworzonko jest ciekawe i o każdym można napisać historię
Pejzaż i krzaczory też do przyjęcia 
Pięknie, cudnie!:-))))