« O sierpniu... Wrzesień »

Crabtree Preserve.

Jeżdżę często autostradą I-90 do Elgin. Mijam jeziorko z wysepką i za każdym razem aż mnie ssało, żeby tam zajrzeć. Na krzakach pojawiło się więcej białych plam, a to oznacza, że czaple białe mają już młode… Gdy próbowałam namówić małżonka na wizytę u moich ulubieńców, wyraził kategoryczny sprzeciw. Nie należę jednak do osób, które tak łatwo rezygnują ze swoich planów…
Trzeciego sierpnia zastanawialiśmy się dokąd by tu pojechać na niedzielną wycieczkę. Najpierw pomyślałam o Lords Park w Elgin, ale potem przyszedł mi do głowy inny plan. Już kiedyś byliśmy w Crabtree Preserve, ale nie zaszliśmy daleko. Było późno, a oni zamykają dość wcześnie. Doszliśmy tylko do błota przy jeziorku i zawróciliśmy. Powiedziałam, że może tam pojedziemy? Oczywiście małżonek zgodził się bez cienia protestu.
Zdziwił się, gdy zjechałam na Roselle, a nie na Barrington (to jeden zjazd wcześniej). Powiedziałam, że chcę po drodze zajrzeć do swoich czapli i kormoranków 😀 Tylko pokręcił głową. Na miejscu powiedziałam mu, że jak się nie podoba, to może poczekać na mnie w samochodzie, bo ja i tak tam pójdę. Poszedł ze mną… Początkowo oboje pilnie oglądaliśmy swoje nogi, czy nie pojawią się na nich kleszcze. Nie było… odetchnęliśmy z ulgą.

Na wyspie ruch jak na Marszałkowskiej w Warszawie. Młode czaple chyba jeszcze nielotne, bo siedziały w gniazdach. Ale kormorany latały w tę i nazad. Widziałam nawet młodego kormorana, który przeleciał mi przed nosem, zanim zdążyłam w niego wycelować aparatem… Młode różnią się od dorosłych kolorem upierzenia. Nie są takie czarne… Wyspa dość daleko od brzegu, ale posługiwałam się aparatem jak lunetą. Zauważyłam, że prawie nie ma czapli modrych. W ubiegłym roku sporo ich było. Może przeniosły się w inne miejsce? Wyspa też zmieniła swoje oblicze. Podejrzewam, że jeszcze trochę i zostaną na niej tylko kikuty drzew. Ptaki „obrobiły” dokładnie wszystkie drzewa i wyglądają one jakby przysypane śniegiem. A to ptasie odchody… Jezioro też ulegnie degradacji… za dużo amoniaku… Żadna ryba i większość roślin się nie uchowa… Gdy ptaki zniszczą to miejsce, przeniosą się w inne rejony. Natura pomału to wszystko odbuduje…
Usatysfakcjonowana pojechałam grzecznie do tego Crabtree Preserve. Wysiedliśmy na parkingu i podeszliśmy kawałek, gdy obskoczyły nas komary. Całe chmary tego latało dokoła nas. Wróciliśmy do samochodu, bo mam w nim środek odstraszający… i nawet działa. Obsikani odstraszaczem wróciliśmy na trasę 😀 Przy Visitor’s Center wisi kilka karmników. Głównie siedziały na nim epoletniki krasnoskrzydłe, ale gdy podeszliśmy bliżej, uciekły. Zauważyliśmy też sporą grupkę pręgowców amerykańskich. Biegają one tak szybko, że trudno je złapać w kadr… Jakoś się nam udało 😀

Poszliśmy ścieżką wzdłuż jeziorka… Ta odnoga jeziora zarośnięta jest rzęsą wodną. Normalny kożuch. Nie wiem jak te krzyżówki mogły tam pływać… Żabkę zobaczyłam przez przypadek. Małżonek nie zdążył jej zobaczyć. Nurknęła w wodę (a właściwie w ten kożuch) i tyle było ją widać… Czapla zielona (nie wiem czemu tak się nazywa, bo zielonego u niej nie widziałam) złapała sobie jedną. Szkoda żabki, ale taka jest natura… Zastanawiałam się, czy ta czapla będzie w stanie połknąć upolowaną… z tego co wyczytałam, zdarza się, że czapla, gdy złapie za dużą rybę, może się udławić próbując ją przełknąć. Ta się nie udławiła. Widocznie żaba jest wystarczająco mała…
Idąc dokoła jeziora, szliśmy trochę lasem, trochę łąkami. Zachwyciła mnie łąka, która miała wiele barw… te trawy były jakby cieniowane. Nie udało się nam tego uchwycić na zdjęciach… a szkoda…

Doszliśmy do klatek. Duże wrażenie robił puchacz wirginijski. Gdy małżonek podszedł zbyt blisko klatki, nastroszył się i zaczął syczeć 😀 Niestety, siedział za blisko krat i nie widać dokładnie tego nastroszenia. Od krat są na zdjęciu jasne plamy…
Ja od razu poleciałam do myszołowa rdzawosternego. Wydaje mi się, że to bardzo młody osobnik. Ma takie żółte paski przy dziobie. Tuż obok był sępnik różowogłowy. Jak mu się przyjrzałam, nie miał palców u prawej nogi. Na wolności nie byłby w stanie przeżyć. Tu ma szansę… chociaż o tym nie wie. Gdy podeszłam bliżej, przybiegł od razu. Wyciągnęłam rękę, a on przybliżył głowę do krat. Trochę się bałam go pogłaskać, bo wiem jak ostre dzioby mają te ptaki… Lepiej nie ryzykować. Zabrałam rękę, a różowogłowy zaczął dziobać pręty klatki… Wierzę, że każda niewola miła nie jest…
Mieliśmy już wracać do domu… Nie wytrzymałam i zajechałam do Paul Douglas Forest Preserve. Małżonek nie był zadowolony. W ubiegłym roku napadły nas tam całe stada kleszczy… ale zima w tym roku była długa i ciężka…
Nic na nas nie napadło 😀 Jedynie wkurzyło mnie jakieś towarzystwo. Rozbili sobie obozowisko niedaleko stanowisk czapli modrej. Muzyka na cały regulator i wesoła zabawa. Miałam nadzieję na ryżojady, ale taki hałas wypłoszy wszystko co żyje… i to na dużą odległość. Miałam ochotę iść tam i przywalić im z liścia… tak dla opamiętania. Czy trzeba jechać do parku, żeby włączyć muzykę na cały regulator? Nie można tego robić w domu? I czyż nie piękniejszy jest śpiew ptaków i świerszczy? Widocznie jak komu…

Wracając do domu zajechałam w jeszcze jedno miejsce – „Medival
Time”. (A zajechałam tam głównie ze względu na Miśka, który bardziej woli oglądać mury, niż moje ptaszki 😉 ) Nigdy nie byłam w środku, ale wiem z opowiadań, że nie jest to zwykła knajpa. Już sam budynek jest stylowy. Wygląda jak zamek warowny… Na środku jest ogromna arena i tam odbywają się turnieje rycerskie, popisy woltyżerki, i tresury zwierząt. A dokoła areny są trybuny z których goście podziwiają widowisko. Za sam wstęp płaci się $50 od osoby, co nie jest taniutkie. Pewnie się kiedyś wybierzemy… na pewno będę miała co opisywać 😀
Małżonek nawet nie wysiadł z samochodu. Cierpliwie poczekał, aż mi ten szał cykania minie… Potem już prawie prosto do domu… Zajechaliśmy jeszcze do nowo otwartego sklepu niedaleko naszego domu. Małżonek chciał zobaczyć co to jest. Kolejny sklep z tanimi ciuchami… Na parkingu zobaczyłam jakieś rozsypane jedzonko i gołębie skalne przy nim… Małżonek poszedł do kolejnego sklepu w tym ciągu, a ja zostałam, żeby te gołąbki dokładnie obcykać. Wiadomo jak uwielbiam łażenie po sklepach 😉

119 komentarzy

  1. miral59 pisze:

    Zapraszam na wycieczkę po moich ulubionych miejscach, a także tam, gdzie byłam w zasadzie po raz pierwszy Pleasure

  2. miral59 pisze:

    Może to znowu trochę za długie, ale nie chciałam tego dzielić. Mam nieopisaną wycieczkę nad Mallard Lake, a na niedzielę (dziś) planujemy kolejną… Nie wiem czy będzie co opisywać… ale jak będzie?
    Jak to jest w powiedzeniu? „Strzyżonego Pan Bóg strzyże”? Czy jakoś tak… Wink

  3. miral59 pisze:

    Chcę się przy okazji przyznać, że uczę się obsługi programu GIMP, do obróbki zdjęć. Dzięki niemu „zlikwidowałam” kraty na zdjęciach myszołowa i u puszczyka. Może nie jest to jeszcze takie profesjonalne, ale zawsze to jakiś postęp Wink Chociaż z drugiej strony… naturalne zdjęcia są lepsze. Czasami widzę gwiazdy na fotosach, które widziałam w rzeczywistości Amazed Różnica jest ogromna!!! Czy to na prawdę jest konieczne? Każdy powinien starzeć się z godnością. Przybywa zmarszczek, czy kilogramów… Podretuszowane zdjęcie nie zmieni niczego…

  4. Bożena pisze:

    Witam jeszcze raz i na tym pięterku, a właściwie na ogromnym piętrze. Nie przeczytałam jeszcze wszystkiego, bo na to teraz mam za mało czasu, więc nie odniosę się na razie do treści. Happy-Grin

  5. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Delighted Mirelko, to cała wyprawa! Termos i kanapki będą nie od rzeczy ! Ale…. dam radę Wink

  6. Wiedźma pisze:

    Troszkę się zmachałam, ale… warto było. 🙂 Przyznam, ze ta imitacja zamku warownego niespecjalnie mnie urzekła… Najwyraźniej stara Europa jednak fascynuje 🙂

  7. Alla pisze:

    Dzień dobry Delighted
    Przelazłam przez urocze łąki, ścieżką w lesie iii… z dala od gęstej, zielonej wody (brrr) 😀
    Myszołowa zapraszam serdecznie do mnie!!! Nie będzie się bidaka nudził i żarełka pod dostatkiem cały rok będzie miał Wink
    Śliczny jest Czyż złotawy, a nawet drogocenny 😉
    Świetne i pomysłowe karmniki, tylko uważam, że w lecie ptactwo dokarmiać, to już naprawdę lekka przesada! Tak się ptactwo rozleniwia! Zapewne nie są dokarmiane bez celu 😀

  8. Alla pisze:

    A na murach hotelu lwy, zapewne, angielskie Wink
    To takie lordowskie Happy-Grin

  9. Alla pisze:

    Aha, ja tam widziałam dzikie wino i dziki bez czarny.. Jeśli mnie oko nie myli, a pamięć nie oszukuje Wink

  10. Alla pisze:

    Nooo a czaple próbowały wciągnąć Cię do pogaduch! Nie zrozumiałaś?? Wink
    Ależ czyściutkie, aż bielutkie! Jakby w waniszu się kąpały 😀

  11. Alla pisze:

    Kormorany bez tego pana?? Nie może być 😀
    Na czasie jak nic Wink

  12. Wyimaginowany pisze:

    Niedzielne dzień dobry SzPaństwu Happy

    Wycieczka przednia Miralko,w sam raz na chłodny niedzielny dzionek Delighted

  13. Bożena pisze:

    A ja pojawiam się i znikam, tym razem na jakieś trzy godziny Bye

  14. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Trochę Was przegoniłam po tych łąkach i lasach, ale jak widzę się podobało Wink

  15. miral59 pisze:

    Nie posiedzę z Wami. Już mnie małżonek goni do wyjścia i zaraz wychodzimy…
    Do popotem Bye

  16. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Zglaszam się, że jestem, ale komentarze ad rem muszę odłożyć do nieco późniejszej pory, szczerze mówiąc, z jednej strony muszę odpocząć po urlopie, a z drugiej – załatwić via Internet kilka spraw niecierpiących zwłoki…

    • Wiedźma pisze:

      Witaj pourlopowy Kwaku Hi ! Czy to koniec wypraw czy jeszcze masz rozległe plany ? Delighted

      • Quackie pisze:

        Plany są, ale całkiem nierozległe. Otóż jutro rano jadę z Najjuniorem do stolicy, skąd wracam w środę wieczorem, a potem… Osobiście nic nie wiem, ale może jakieś tajne plany jeszcze istnieją?

        • Bożena pisze:

          Melduję się po trzygodzinnej nieobecności i co ja widzę? Mistrz Q we własnej osobie, ale wrócił tylko na chwilę. A oprócz tego pustki na wyspie Who-s-the-man

        • Alla pisze:

          A chciałbyś, żeby istniały??? 😀
          Witaj Mistrzu Delighted Zadowolony z podróży??

          • Quackie pisze:

            Witam! Zadowolony – dość. Z pewnych etapów. Większości.

            Tak jak napisałem, pobyt polegał ma byczeniu się, spacerach pieszych i rowerowych, również po lesie, takoż pławieniu się w jeziorze. Doprawdy, zastanawiałem się, jakby tu sklecić z tego relację, ale niewiele ciekawych momentów by było. A zdjęć tośmy chyba w ogóle nie robili.

            Nerwowy był tylko ostatni wieczór, albowiem Junior miał jechać na obóz w góry z młodszym synem Gospodarzy, który jednak jako alergik oddechowy jest osobą wysokiego ryzyka zaziębieniowego, no i właśnie takowe zaziębienie jak na złość podłapał. Junior nie chciał się na początku zgodzić na jazdę samemu, wreszcie, po dłuższych namowach, ustąpił, a co starzy (my i Gospodarze) nerwów się najedli, to ich (nasze).

            • Alla pisze:

              Najważniejsze, że wypocząłeś, o! Pal sześć relacje! Chociaż Wink

              Bo pewnie Junior dobrze się czuł w towarzystwie syna Gospodarzy i przykro Mu było samemu jechać. Na szczęście wszystko dobre, co się dobrze kończy 😀 Nerwy minęły, a Junior odzywał się?? No pewnie, że odzywał! Co za durne pytanie 😀 Zadowolony z obozu??

              • Quackie pisze:

                Na razie okazało się, że na „jego” obóz (znaczy – tematykę – horror i groza) jest za mało chętnych, bo w takim ośrodku mieszka młodzież z kilku lub kilkunastu obozów tematycznych, organizowanych przez jedno biuro, ale już sobie coś wybrał zamiast. No, jeżeli wybrał, myślę, to było z czego.

          • Quackie pisze:

            Rozpisałem się conieco, a na pytanie nie odpowiedziałem.

            Wolałbym, żeby żadnych sekretnych planów już nie było.

  17. Alla pisze:

    Bo w ogrodzie rośnie pnącze, w dzikim winie świat się plącze,
    bo w ogrodzie dzikie wino, kto je tutaj siaaaał Whistling

    Wgląda na to, że ja tu dzisiaj najwięcej pyskowałam! Idę pomilczeć. Znowu Pleasure

  18. Alla pisze:

    Się z Państwem na dzień dzisiejszy pożegnam… Koniec świrowania, jutro do pracy, ale ból!! Pondering

    Wciągnęła mnie książka, a to znaczy, że spać jeszcze nie idę 😀
    Można dzwonić do 22:00 Wink
    Dobrej nocy Kochani i do.. oczywiście, że jutra 😀
    PS Zostawiam do posłuchania, wszak pan S.Trofanov min. na Madagaskarze lubił występować Wink

  19. Bożena pisze:

    Dobranoc Skowronku Misio

  20. Bożena pisze:

    I ja się już pożegnam, a na dobranoc posłuchajcie jak śpiewa moja ulubiona piosenkarka, Cesaria Evora i Kayah

  21. Wiedźma pisze:

    Rodzinne uroczystości zaliczone, jutro dieta, bo hmmm…. drobne nieumiarkowanie, aż mówić hadko, że obżarstwo…. Ashamed Podobno zbyt rzadko się udzielam….

  22. Wiedźma pisze:

    Muzyka jest, a gdzie Lord W.? Gdzieś w pobliżu ? a ja czekam….

  23. Quackie pisze:

    No i nie wyrobiłem się z komentarzem ad rem.

    A chciałem napisać o kormoranach, że w Gdyni obsrywają falochron, który od tego nie więdnie, więc się nie przenoszą.

    A dobranocka też spóźniona :/

  24. Wiedźma pisze:

    Dobranoc….

  25. Quackie pisze:

    Dobranocka krótka i treściwa, bo późno i nie ma co się rozwodzić.

    Francis Pilkington, angielski lutnista, mnich, komponujący jednak głównie muzykę świecką, i jego „Rest, sweet nymphs”, czyli „Odpoczywajcie, słodkie nimfy”. To do pań. A dla panów – snów o nimfach, mogą być słodkie.

  26. miral59 pisze:

    Wróciłam z wycieczki i poczytałam coście napisali. Delighted
    Szkoda, że Mistrz Q nie pisze swojej relacji. Są bardzo ciekawe Pleasure
    My byliśmy na Goose Lake i w Morris (takie miasteczko po drodze). W Morris zajechaliśmy nad Illinois River i połaziliśmy nad kanałem. Najgorzej, że się jeszcze opaliłam Crazy Chociaż słoneczko tylko co jakiś czas wyłaziło. Ale jakoś tak jest, że nad wodą „bierze” mocniej… Wcale mnie to nie cieszy Weary

  27. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted No to już po długim weekendzie. Następny może być w listopadzie, jeśli ktoś weźmie wolne w poniedziałek Wink1

  28. Bożena pisze:

    Na dobry początek tygodnia…

  29. Alla pisze:

    Dzień dobry Delighted
    Aklimatyzuję się Happy-Grin

  30. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry… wiatr całkiem silny za oknem…. ” zapachniało jesienią …”

  31. Wiedźma pisze:

    Kopciuszku ? Znów widac tren Twojej sukni, ale nie Ciebie 🙁

    • Bożena pisze:

      Chwila odpoczynku celem nabrania sił do dalszej pracy Happy
      A ja sukienki Kopciuszka nie widzę… Ani ni Kopciuszka, ni sukienki, nic niebieskiego… Pondering

      • Wiedźma pisze:

        ..to przeze mnie, przykryłam ten tren Kopciuszka bom zalogowana 🙂

        • Kopciuszek pisze:

          Nie ! nie! nie ! No!No!
          Choróbsko mnie dopadło i dwa dni przeleżałam w łóżku Weary Próbowałam się do Was dostać, nawet mi się w połowie udało, jednak wpisać z telefonu komentarz to już marzenie Worry

  32. Alla pisze:

    Hej, hej… Znowu babiniec?? Happy-Grin
    I cóżeś nam uczynił Weary Rumaku…

  33. Alla pisze:

    Cisza??? Aż w uszach dzwoni Wink
    A za oknem wiatr szaleje.. No to se idę… w książkę 😀

  34. Bożena pisze:

    Znów babiniec i cisza. Ja dopiero teraz jestem wolna, ale chętnie też poczytam. Dostałam link do ciekawej książki o Powstaniu Warszawskim napisaną przez byłych uczestników tego powstania. Jest to właściwie dokument, który opisuje „drugą stronę medalu” tych wydarzań. No to na razie mnie nie ma…

  35. Wyimaginowany pisze:

    Dziś na dobranockę udajemy się w rejony muzyki relaksacyjnej. Wykonawca,którego chciałem Wam przedstawić tworzy muzykę mającą na celu wprowadzenie nas w głębokie odprężenie fizyczne i psychiczne.Może ona służyć przemyśleniom i wyciszeniu a co poniektórym do pracy albowiem wykonawca ów komponuje również wydania tematyczne odnośnie różnych form medycyny alternatywnej.Osobiście jest to mój ulubiony wykonawca tego gatunku.A używany jest przeze mnie we wszystkich celach,które wypisałem powyżej.

    Anielskich snów Happy

  36. Alla pisze:

    Dobranoc 😀
    Na poranek? Jak kto woli 😀

  37. Bożena pisze:

    I w takt takiej muzyki zbieram się do snu…
    Dobranoc Lordzie W. Dobrej nocy wszystkim… Spanko

  38. Wiedźma pisze:

    Dobranoc Kochani….. i tylko nie wiem co robić ? spac czy się budzić ?

  39. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Muzyka kołysze mnie do snu Pleasure Ale jeszcze sobie napiszę co nieco Wink

  40. miral59 pisze:

    U mnie jeszcze dziś (w poniedziałek) byłam zniesmaczona. A nawet oburzona…
    Steve przygotował pułapki na moje ulubione pręgowce amerykańskie. One są takie milutkie Misio
    Jak mi wytłumaczyła Sandy, te milutkie stworzonka zapakowały na amen dreny. Steve położył dokoła domu specjalne rury z otworami, żeby ściągały wodę z całej posesji. W czasie ulewnych deszczy, woda im się przelewa przez piwniczne okna i wali do domu. Te dreny mają temu zapobiegać. A te małe czorty, zatkały je definitywnie. Efekt – znowu zalana piwnica… Steve, wkurzony na maksa, ponalewał do wiaderek po farbie (całkiem spore) wody, na wierzch nasypał ziarenek różnych roślin (m.in. kukurydzy i słonecznika). Położył na to deskę, żeby pręgowcom łatwiej było się tam dostać… Na pewno niejeden tam wskoczy. One są bardzo skoczne i na pewno będą myślały, że bez problemu się wydobędą… A tam woda… nie będą miały z czego się odbić, bo nie sięgną dna… utopią się Sad
    W pierwszej chwili pomyślałam, że to takie bezduszne… ale jak się zastanowiłam… my też trujemy myszy, które włażą nam do domu… Czy to się czymś różni?
    I tak się zastanawiam… czy przypadkiem nie jestem hipokrytką. Bo to że trujemy myszy uważam za coś normalnego… a te pręgowce wyrządzają znacznie większe szkody, niż nasze myszki…
    Chyba nie jestem normalna, skoro mam takie moralne problemy Wink Kto się przejmuje takimi małymi stworzonkami…

  41. miral59 pisze:

    Idę spać, czyli tradycyjnie spadam na górę Spanko
    Jutro też jest dzień, chociaż u Was to dzisiaj Wink
    Miłego wtorku Wam życzę Buziaczki

  42. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Widzę Mireczko, że masz dylemat. Tak myślę, że jeśli chodzi o myszy, to są w naszym domu intruzami i jakoś trzeba się ich pozbyć. Inaczej „zamysisz” sobie cały dom. Co innego ze stworzeniami na zewnątrz. Ale i na to widzę radę. Żeby one tych rur nie zatykały, można by zabezpieczyć je drucianą siatką na obu końcach. Woda przepłynie, ale nic żywego nie dostanie się do środka. Czy Twoim zdaniem jest to wykonalne? Thinking

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Poranna Pani Delighted – uważam, że masz rację z ta ochronna siatką, bo pomysł na topienie pręgowców jest taki sobie…i przecież przyjdą następne….

    • miral59 pisze:

      Dzień dobry Delighted
      Nie, Bożenko, to nie jest wykonalne, bo one nie włażą w otwory końcowe, a wygryzają dziury z boku. To są położone płytko pod ziemią plastikowe rury o dużej średnicy. Te małe czorty kopią tunele i przy okazji powiększają otwory boczne w tych rurach. Robią w nich zapasy na zimę. Jak naznoszą różnego rodzaju liści i patyków, to i zatykają…

        • miral59 pisze:

          Klops Tears Na ile znam Sandy i Steva, nie staraliby się zaczynać od zabijania zwierzątek, najpierw próbowaliby je odstraszać… Te wiadra do ich topienia to wynik desperacji… Mieli wykończoną i umeblowaną piwnicę, ale prawie wszystko musieli powyrzucać… Wody im się nalało do kostek, bo te dreny były zapchane i woda nie odpływała w bezpieczne miejsca. To ogromne straty… Sad

  43. Alla pisze:

    Dzień dobrrrryy zimno, tylko 7°C.. i do kitu, w ogóle Delighted
    Się pracuje, znaczy się zabiera do pracy 😀

  44. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Hi wczorajszy wiatr otrzepał mi kwiaty na balkonie….. ale za to jak dobrze mi się śpi w tym chłodku ! Spanko

    • Bożena pisze:

      Moje pelargonie na balkonie też otrzepane, powili odzyskują kwiatki. Wink A jeśli chodzi o sen, to w czasie upałów ratowałam się wiatrakiem i też mi się dobrze spało. Delighted

  45. Wiedźma pisze:

    A na pięterku coś jesiennie sie zrobiło ! Zapraszam …. „)

  46. Kneź Okrutnik pisze:

    Kneź się też jako facet liczy? Bo ostatnio to latam w sukience, podobno shopping uprawiam, jestem podejrzewany o szafiarstwo i nieomal hipsterstwo, to już nie wiem? Zaczynam spoglądać czy poniżej bujnej brody cycki mi nie wyrastają, ale nie, chwała Bogu tylko to czego się należy spodziewać po chłopie w wieku dojrzałym – no to może ie jest jeszcze wszystko stracone? Pondering Whistling Devilish

  47. Kneź Okrutnik pisze:

    Wiem, wiem, u Was trzeba wędrować po pięterkach, ale jak piętro wyżej wyrażać zachwycenie fotkami które są akurat TU? Przejrzałem wszystkie razem z podpisami – fotka bez podpisu nie ma tego smaku – co innego jak jest opis! Delighted
    Od razu wiadomo co autor chciał przekazać i nie trzeba zgadywać, co gorsza często błędnie, przez co człowiek się naraża na coraz to inne fochy, czego miałem już okazje doświadczyć. Na fotce owoż była nastrojowa galeria ze schodkami, rodem ze średniowiecza, a ja buch dowcipas, a miałem kontemplować i się obraza zrodziła straszliwa – musiałem udawać że nie zrozumiałem owego wiekopomnego przesłania. Co gorsza banda nierozumnych komentatorów uznała mój dowcipas za hasło do zabawy – fochy latały potem po blogu od ściany, do ściany! 🙂
    Wczoraj pokręciłem się nad Wkrą, ale niestety poza krowami na skarpie, w dodatku pod światło nawet żywej żaby nie było. Gołąb jeszcze okoliczny na drucie był, ale żeby za gołębiem z aparatem latać to nie, aż tak wyrywny nie jestem 🙂
    A tu tyle stworzeń i to takich kolorowych!
    Rybki nie rozpoznałem, pewnie jakaś amerykańska uklejka czy inna leszczawka? Za to mogę powiedzieć co dodatkowo przyciąga ważki nad wodę, poza komarami. One tam składają jaja w wodzie na roślinach częściowo zanurzonych. Po locie godowym, gdzie wyglądają jak podwójne helikoptery, siadają na takim badylu i składają jaja wkłuwając się w roślinę poniżej linii wodnej, z jaj wykluwają się małe maszyny do zabijania – monstra w miniaturze!

    • Wiedźma pisze:

      Świetny komentarz Kneziu ! Poklon i madry i dowcipny ! In Love

    • miral59 pisze:

      Drogi Kneziu, nikt Ci tu fochów stroić nie będzie, nawet jeślibyś napisał, że te wszystkie zdjęcia są do bani, łącznie z podpisami Happy-Grin Nie wszystkim musi się podobać…
      A nad tą Wkrą trzeba było się lepiej rozejrzeć, na pewno cóś latało, tylko nie zauważyłeś Wink Jak były krowy, to i muchy, a jak muchy, to na pewno albo ważki, albo pierzaste… żuczki też do przyjęcia Pleasure
      A ważki mają jakiś szósty zmysł i potrafią za komarem pogonić, przewidując jego nagłe skręty. To że larwy są żarłoczne, to mało dziwne. Muszą się porządnie najeść, żeby mieć siłę na kolejne przeobrażenie. Takie jest życie w naturze Pleasure

      • Kneź Okrutnik pisze:

        Komary to na pewno latały, ale ważki to nawet na lekarstwo nie było. Żaby w zaroślach i jedna w rzęsie wodnej. Poza tym gdzieś kwaknęła kaczka, przeleciał drozd i na horyzoncie trzy wrony, ale nie zawróciły. 😀
        Pozostało tylko obfocić pejzaż nadwkrzański i okoliczne krzaczory. Happy Roses-are-red
        A, jeszcze były okoliczne szczeżuje, ale czy to jest atrakcja to ja nie wiem. Happy-Grin Happy-Grin Happy-Grin

        • Bożena pisze:

          Dla naszej Mireczki każde zwierzątko jest atrakcją i zaraz pstryka w jego stronę. Ale przecież pejzaż też może być ładny, szczególnie taki nadwodny. Happy

          • miral59 pisze:

            To prawda, jak dla mnie każde stworzonko jest ciekawe i o każdym można napisać historię Happy-Grin Pejzaż i krzaczory też do przyjęcia Wink

  48. Talka pisze:

    Pięknie, cudnie!:-))))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)