« INKUBLAMAŻ SKOWRONKU RADOSNY, DLA CIEBIE IMIENINOWO.... »

Antoni Czechow „Komik”

Komik Iwan Akimowicz Worobiow–Sokołow wsunął ręce w kieszenie szerokich spodni, odwrócił się i wlepił leniwe oczy w okno z naprzeciwka. Pięć minut upłynęło w milczeniu…
– Nu–udno – ziewnęła pierwsza naiwna, Maria Andriejewna. – Czego pan ciągle milczy, Iwan Akimycz? Skoro pan już przyszedł i przeszkadza mi się uczyć roli, to proszę przynajmniej rozmawiać. Nieznośny z pana człowiek, doprawdy…
– Hm… zbieram się wciąż powiedzieć pani jedną rzecz, ale jakoś mi nie bardzo… Jak powiem prosto z mostu, bez delikatnych omówień… po chamsku, to mnie pani, naturalnie, zgromi,wyśmieje… Nie, lepiej nic nie powiem! Wolę trzymać język za zębami. „Co on mi chce powiedzieć? – zastanawiała się pierwsza naiwna. – Podniecony i patrzy jakoś dziwnie, przestępuje z nogi na nogę… Czy aby nie ma zamiaru oświadczyć się? Hm…prawdziwe utrapienie z tymi gałganami! Wczoraj oświadczył się pierwszy skrzypek, dzisiaj przez całą próbę rezoner5 wzdychał i wzdychał… Powściekali się wszyscy z nudów!” Komik odwrócił się od okna, podszedł do komódki i zaczął oglądać nożyczki i słoik ze szminką.
– No, tak… chce mi się, a boję się powiedzieć… Jakoś nie tego… Jak powiem po prostu, po rosyjsku, to pani zaraz: gbur, cham! A to, a sio… znamy was… Lepiej przemilczę… „A co mu powiedzieć, jeżeli rzeczywiście się oświadczy? – myślała w dalszym ciągu pierwsza naiwna. – Prawdę mówiąc, człowiek dobry, sympatyczny, utalentowany, ale… nie podoba mi się i basta! Straszny brzydal… Zgarbiony, pryszcze na twarzy… głos schrypnięty… i w dodatku – te jego maniery… Nie, nigdy w życiu!” Komik milcząc przeszedł się po pokoju, ciężko opadł w fotelu i z hałasem pociągnął ku sobie ze stołu gazetę. Oczy jego biegały po gazecie, jak gdyby czegoś szukając, wreszcie utknęły na jakiejś jednej literze i osowiały.
– Boże… Bodajby tu muchy były! – mruknął. – Zawszeć to weselej…
„Zresztą, oczy ma niebrzydkie – myślała Maria Andriejewna. – Ale co w nim najbardziej cenię, to charakter. Cóż, nie tyle uroda jest ważna u mężczyzn, co dusza, umysł… Za mąż za niego, prawdę mówiąc, wydać się można. Ale żeby żyć z nim tak, na wiarę… nigdy w życiu! Patrzcie, jak na mnie popatrzał… aż parzy! I czego on taki nieśmiały – nie pojmuję!” Komik westchnął głęboko, potem chrząknął. Widać, że ogromnie mu ciążyło dłużące się milczenie. Poczerwieniał jak rak, wykrzywił usta…. Na twarzy odmalowało się cierpienie… „Prawdę mówiąc, z nim to i tak żyć można – nie przestawała medytować pierwsza naiwna.
– Gażę ma dobrą… W każdym razie lepiej z nim niż z jakimś golcem–kapitanem. Słowo daję, powiem mu, że zgadzam się! Czy godzi się krzywdzić człowieka odmową? I tak ma niesłodkie życie!”
– Nie! Nie mogę! – wykrztusił komik podnosząc się z fotela i odrzucając gazetę. – To moja przeklęta natura! Nie potrafię się przezwyciężyć! Bij, wymyślaj, a ja powiem swoje, Mario Andriejewno.
– Mów pan, mówże, dosyć tego dziwaczenia!
– Dobrodziejko, ptaszyno moja, daruj wielkodusznie, do nóżek padam, łapki całuję…
W oczach komika zakręciły się łzy wielkości grochu.
– Mówże pan… wstrętny człowieku! No, co?
– Czy nie znajdzie się u pani, ptaszyno moja… no, kieliszeczek wódki? Płonę! Takie mam po wczorajszej popijawie kwasy w ustach, takie niedokwasy i nadkwasy, że żaden chemik się nie połapie! Czy da pani wiarę? Wszystko się we mnie skręca! Żyć już nie mogę!
Pierwsza naiwna zarumieniła się, zmarszczyła brwi, ale opamiętawszy się szybko, dała komikowi kieliszek wódki… A on wypił, odżył i zaczął opowiadać anegdoty.
 Przełożył Aleksander Wat

155 komentarzy

  1. misiekpancerny pisze:

    Lepiej nie trzymać damy w niepewności, co do intencji, bo zamiast kieliszeczka, można wianek dostać 🙂
    Wink

    • Bożena pisze:

      Jeśli go jeszcze dama ma Wink1

    • Tetryk56 pisze:

      Dobry wieczór!
      Po prostu trzeba wiedzieć, czy w grę wchodzą damy, czy nie-damy, czy może nie-każdemu-damy…

      • Quackie pisze:

        Jak to było? Bawimy się jak damy, a jak nie damy, to się nie bawimy.

        Przy okazji, Mistrzu T. – coraz częściej mam tak, że jak otwieram w nowej karcie stronę z wpisem, żeby skomentować, to serwis pokazuje mi okienka do skomentowania tak, jakbym nie był zalogowany (mimo że wcześniej logowałem się z głównej strony Wyspy), ale po odświeżeniu już jest wszystko OK. A przed chwilą, jak pierwszy raz otworzyłem w nowej karcie stronę z opowiadaniem Czechowa, to zobaczyłem ten formularz dla niezalogowanych, wypełniony Twoimi danymi?

        • Tetryk56 pisze:

          Niestety, nie jest to działanie dodatków, które ja instalowałem – ten podejrzany wyłączyłem chwilę temu. Jak znajdę chwilę czasu, postaram się skasować podpowiadanie przez skrypt niezalogowanym ich danych, co powinno usunąć problem o tyle, że najwyżej pojawi się okno bez cudzych danych, natomiast komentarz zalogowanego i tak pójdzie pod jego godłem. Niezalogowany zaś będzie musiał wpisywać dane, albo zapamiętywać w przeglądarce.
          Podejrzewam, że to nasz ulubiony dostawca zainstalował jakieś keszowanie poza nami – i jeżeli czytasz stronę zaraz po tym, jak ja ją (niezalogowany) odświeżyłem, to dostajesz dokładnie to samo, co ja czyli i mój podpis i adres.
          Niezależnie od tego – jeżeli jesteś zalogowany, komentarz pójdzie z twoim godłem – skrypt wtedy nie czyta formularza.

          • Wiedźma pisze:

            Zgadza się…. ale bywa i tak, że mnie wylogowuje, choć wcale o to sie nie ubiegałam… Kliknięcie na ” zaloguj się ” ( po prawej stronie) sprawia, że ląduję w kokpicie, a po przejściu na stronę jestem zalogowana ….. „Spadł kiedyś w lipcu snieżek niebieski „…. Wink

  2. Quackie pisze:

    Dobry wieczór i tu. Humoreskę można streścić słowami: wino, kobiety i kac.

  3. misiekpancerny pisze:

    Jeżu, po godzinnej walce, wreszcie tekst wygląda mniej więcej jakbym chciał, orka na ugorze 🙂 🙂

  4. Wiedźma pisze:

    Dobry wieczór… 🙂 Pierwsza naiwna szybko się opamiętała i ten kieliszeczek wydzieliła !:) A Misiek od razu … do ołtarza:)

  5. Wiedźma pisze:

    Swoją drogą : rozważania pierwszej naiwnej są urocze…..od pryszczy do pełnej sakiewki 🙂 Delicious

  6. Alla pisze:

    Witam wieczorową porą 😀 No tak, bo łzy w męskich oczach, i to wielkie jak grochy, ukazują się jeno na kacu! Wink

  7. Incitatus pisze:

    Dobry wieczór: )))

  8. Alla pisze:

    Quackie pedałowaniem mnie zaraził, więc idę pokręcić 😀
    Spokojnej nocy… Dobranoc..
    PS Jasminko!!!!

  9. Tetryk56 pisze:

    Kiedyś wspominaliśmy tu o eko-logach i eko-terrorystach. ciekawy artykuł na S.O.;
    http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/studioopinii.pl/juliusz-sumorok-klopotliwe-pytania-o-srodowisko/

    • Quackie pisze:

      To są doskonałe pytania, jak najwłaściwsze. Szkoda, że nie było odzewu. Ale kto by się tam przejmował, przecież trzeba rozwikłać kwestię certyfikatów energetycznych i limitów CO2. Po co szersze spojrzenie, skoro tu przed ekologię wysforowała się ekonomia?

      • misiek pancerny pisze:

        W myśl tych pytań, przerobiliśmy temat globalnego ocipienia na forum z Senatorem, doskonałe pytania i przydadzą się na zaś 🙂

  10. Quackie pisze:

    Na koniec dnia jedna z najpiękniejszych ballad od panów, którzy potrafią także przy… grzmocić. „More Than Words” zespołu Extreme. Jedna gitara, dwóch młodych i długowłosych. Snów tak harmonijnych jak te głosy!

  11. Tetryk56 pisze:

    To i ja dodam swoje Dobranoc! 🙂

  12. Wiedźma pisze:

    Przekazuję pozdrowienia od Jaśminki ! Wróci do nas….. w swoim czasie. Ale mamy się nie martwić …. Happy

  13. Wiedźma pisze:

    Dobranoc…..

  14. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

  15. miral59 pisze:

    Próbowałam odpowiadać, ale strasznie muli i wywala Sad Nie wiem co jest. Może już będzie dobrze?

  16. Alla pisze:

    Dzień dobry Delighted

  17. Alla pisze:

    Śpijcie, bo jeszcze nie świta 😀

  18. miral59 pisze:

    Przypomniało mi się coś… Wiele lat temu, jak jeszcze pracowałam w serwisie, czasami zabierała mnie koleżanka. Naszemu (tfu) bossowi kobiety nie mieściły się w vanie i chętnie z jej pomocy korzystał. Zabierała mnie z domku i była pijana. Gdybym zauważyła to wcześniej, nie wsiadłabym do jej samochodu. Nie znoszę pijanych kierowców!!!! I tak, jak nigdy nie byłam przesadnie religijna, całą drogę modliłam się, żeby dojechać do domu Delighted Co chwilę darłam się na nią, żeby hamowała, bo najeżdżała na samochody przed nią. Nie mieściła się też w pasach. A są przecież szerokie…
    Miałam jeden domek, na który zawsze nasz (tfu) boss przyjeżdżał i tylko przeszkadzał mi w pracy. Musiałam mu powiedzieć o pijanym kierowcy (kierownicy?) i nie bardzo wiedziałam jak. Nie mam charakteru „kabla”. Zaczęłam może trochę niefortunnie, bo powiedziałam mu, że muszę o czymś powiedzieć, ale nie bardzo wiem jak. Zrobił tak obleśną minę, że mało mnie nie zemdliło Delighted Nie wiem o czym sobie pomyślał i nawet nie chcę się domyślać Wink Wiem, że niektóre baby z nim sypiały (o ile to można tak nazwać) żeby tylko mieć „lepsze” domki. Gdy wyłuszczyłam problem, spoważniał Delighted Widać było, że tego się nie spodziewał Overjoy I tak to właśnie bywa. Wszystko zależy od tego, co komu w głowie siedzi Delighted Tak jak i tutaj. On chciał się po prostu wyleczyć z kaca, a ona myślała o wyjściu za mąż… Overjoy

  19. miral59 pisze:

    Coś mnie naszło na wspomnienia Delighted
    Przypomniało mi się, jak zaraz po przyjeździe tutaj byliśmy na imprezie wielkanocnej. Rozmawiałam z takim Polakiem i powiedział mi, że moja duma będzie mi przeszkodą w pracy i jeśli chcę tu się utrzymać, muszę ją schować do kieszeni. Nie mogłam się z nim zgodzić, ale on się tylko śmiał, jako doświadczony, z długoletnim stażem tutaj…
    Nie miał racji. Nie schowałam swojej dumy do kieszeni, a i tak się utrzymałam Happy-Grin
    Mój boss w vanie lubił przeklinać (co mnie razi). Lubił też zwracać się do „swoich bab” „ty k..wa”, co było dla mnie nie do przyjęcia. I kiedyś (fakt, że bez świadków) go opierdzieliłam. Powiedziałam, że to że tutaj sprzątam, nie oznacza, że pozwolę się traktować jak szmata!!!! I że połączenia mojego imienia z k…wą jest dla mnie nie do przyjęcia. O dziwo zrozumiał Happy-Grin I już nigdy więcej się do mnie tak nie odezwał Delighted Czyli jednak można?

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Mirelko 🙂 masz zupełną rację, ale …. Twoje koleżanki były zalęknione i niepewne siebie. Bały się, o pracę, o to czy sobie poradzą, a strach emanuje i wyzwala w niektórych ludziach chęć poniewierania innymi…

      • miral59 pisze:

        Witaj Wiedźminko Happy-Grin Ja to wszystko rozumiem, tylko ten strach przed utratą pracy powinien mieć swoje granice. Rozumiem też, że większość tych kobiet była tu nielegalnie, czy na wizach turystycznych bez pozwolenia na pracę, a takim osobom jest trudniej znaleźć pracę. Ale czy to oznacza, że taki (tfu) boss może sobie na wszystko pozwalać? Czy to znaczy, że stał się panem i władcą życia zatrudnianych kobiet? Jakby tak wszystkie na raz nie przyszły do pracy, to przecież sam by tych wszystkich domków nie sprzątną… Także on też od swoich pracownic zależał Worry

        • Quackie pisze:

          Właśnie ostatnio na stronie gazeta.pl można poczytać cykl takich artykułów – kilka reporterek GW z różnych stron kraju zatrudniło się incognito w różnych miejscach (jako straganiarka na targowisku, pakowaczka krówek, sprzątaczka w hipermarkecie etc.) i obraz pracodawców (w Polsce, mind you!), jaki się wyłania z tych reportaży, nie odbiega zbytnio od tego, co Ty piszesz… Tyle że kiedyś można było po takich doświadczeniach wrócić do kraju, żyć jak basza z zarobionych tam pieniędzy i grać bohatera, a teraz już za bardzo nie ma dokąd wracać.

          • miral59 pisze:

            Zawsze jest dokąd wracać Happy-Grin Tylko przelicznik dolarowy jest duuużo mniejszy Wink Pisałam już może, jak mąż koleżanki był w USA kilka miesięcy (dłużej nie wytrzymał 🙂 ). Przysłał jej $100 i ona kupiła za to lodówkę, pralkę i odkurzacz. Teraz za te same $100 może byś kupił odkurzacz (co nie jest takie pewne), bo na lodówkę czy pralkę na pewno by Ci nie wystarczyło Wink

            • Quackie pisze:

              Prawdaż. Ale jak się nie wraca z tarczą, tylko na tarczy? Z drugiej strony, są jeszcze miejsca, gdzie można zarobić dużo w bardzo ciężkich warunkach. Jechałem ostatnio na południe Polski w przedziale z facetem, dość prostym w obyciu, który – jak twierdził – spędził kilkanaście lat na statkach rybackich, wypływając z Seattle, czyli na łowiskach pacyficznych. Opowiadał ledwie przez 2 h, ale wynikało z tego, że praca nie jest – łagodnie mówiąc – obojętna dla psychiki. I pewnie właśnie dlatego dobrze płatna.

              • miral59 pisze:

                Wydaje mi się, że dużo zależy od tego z kim pracujesz. Niewłaściwe towarzystwo może mieć zły wpływ na psychikę. Wiem to z własnego doświadczenia. Pomogłam dwóm koleżankom i potem dostałam za to po nosie. Powiedziałam sobie, że nigdy więcej. Żadnych spółek, żadnych wspólniczek. Mnie nikt nie pomagał i sobie poradziłam. I muszę powiedzieć, że od czasu rozstania się z tą drugą „wspólniczką”, humor mi się znacznie poprawił i każdy mi mówi, że się zmieniłam. Jestem dużo bardziej radosna. Krótko mówiąc wróciłam do normy Happy-Grin Praca fizyczna jest sama w sobie wyczerpująca, a jak masz do tego osoby, które działają na Ciebie depresyjnie… Musi się to odbić na zdrowiu…

              • Wiedźma pisze:

                Każda praca w takich warunkach : oddalenie od rodziny, wąskie grono osób z którymi się przebywa 24 godiny na dobę, musi zostawić rysy na psychice…..

                • miral59 pisze:

                  Szczególnie jeśli ktoś nie jest odporny psychicznie. Bo nie na każdego taka sama sytuacja tak samo działa. Jeden znosi to lepiej, drugi gorzej…
                  Przylecieliśmy do USA całą rodziną. Po dwóch tygodniach wróciłam z dziećmi, a mąż został. Miał zarobić tyle, żeby nam wystarczyło na początek. Wytrzymał dwa miesiące i wrócił do nas. Powiedział, że ma Amerykę w d… i że chce być z nami Happy-Grin
                  A przecież mieszkał u siostry, razem ze swoim bratem i bratankiem. Także nie był zupełnie sam w nowym środowisku…
                  Także rozumiem, że jeśli ktoś jest zupełnie sam wśród obcych i na dokładkę ciężko pracuje, może mieć kłopoty z psychiką…

              • miral59 pisze:

                A tak w ogóle, to są miejsca gdzie można zarobić dużo wcale nie harując jak wół. Tylko trzeba znać perfekcyjnie język angielski i mieć odpowiedni fach. Takie osoby też znam. Na ten przykład taki Wiesiek. Wylosował wizę do USA. W Polsce był programistą. Tutaj najpierw zaczepił się w jakiejś fabryce, skończył jeszcze jakieś tam kursy i pracuje w komputerach. Tu się nie rozmawia za bardzo o zarobkach, bo nie wypada, ale kiedyś jego żona przyznała, że Wiesiek nie chciał nawet rozmawiać z nowym pracodawcą, jeśli nie miał dla niego propozycji przynajmniej 90 tys rocznie. A to i tak jak na programistę nie są wygórowane zarobki…

        • Wiedźma pisze:

          Oczywiście Mirelko…. sama mam za soą takie doświadczenie, gdy powiedziałam swojemu dyrektorowi, żeby poszukał sobie mojego następcy, bo ja dłużej nie będę znosić jego krzyków ….. A gdy wróciłam do siebie… pomyślałam: no dobrze, ale gdzie ja teraz będę pracowac ? 🙂

          • miral59 pisze:

            Ale sobie poradziłaś? Mam nadzieję Pleasure Czasami wydaje nam się, że nie damy rady, boimy się odezwać i znosimy cierpliwie czyjeś humory. A potem się zastanawiamy dlaczego tak długo nie mieliśmy odwagi, bo udało nam się zmienić nasze życie Delighted I właśnie często tak jest, że jakiś szef się wyżywa, bo nie spodziewa się sprzeciwu…
            Pamiętam jak pracując jeszcze w szpitalu na centrali, zadzwoniła do mnie pani dyrektor. Darła japę, że któraś z moich koleżanek coś tam narozrabiała. Co drugie zdanie krzyczała „Proszę mi to wyjaśnić!!!”, ale do głosu mnie nie dopuszczała. W końcu nie wytrzymałam i sama na nią huknęłam Delighted Przerwałam jej i zapytałam, czy chce sobie pokrzyczeć, czy chce wyjaśnień. Bo jeśli chce wyjaśnień, to niech mi da dojść do głosu i może przez moment posłucha Overjoy Na parę sekund ją zamurowało, a potem, już spokojnym głosem, powiedziała „słucham”… Wyjaśniłam jej na spokojnie o co chodzi, podziękowała grzecznie i się rozłączyła Overjoy Potem powiedziała mojej mamie, że ma bardzo stanowczą córkę Overjoy A ja nie tyle jestem stanowcza, ile nie lubię jak ktoś na mnie drze japę. Głucha nie jezdem i jak ktoś mówi ciszej, też słyszę i rozumiem…

  20. miral59 pisze:

    Przypomniało mi się też, jak znajoma mojej koleżanki pracowała u takiej starszej pani. I ta koleżanka współczuła biedaczce, bo starsza pani kazała swojej opiekunce wejść pod stół i szczekać. A to było takie poniżające… Aż mi się coś przewróciło w środku Mad To po grom właziła pod ten stół!!!! Już ja bym jej weszła i zaszczekała!!! Sama by szczekała!!!! I to na żyrandolu!!!! Same siebie nie szanują i są zdziwione, że nie mają szacunku u innych!!!!
    Książkę bym mogła napisać (gdybym umiała) o takich różnych zdarzeniach. Happy-Grin Mam trochę znajomych Amerykanów, a i Polaków znam trochę Pleasure To się słyszy takie różne historyjki…

    • Bożena pisze:

      Mireczko, zamiast książki mogłabyś takie historie opisywać tutaj i zrobić z tego nowe pięterka. Przecież Twoje wspomnienia są ciekawe. Chyba wszyscy zgodzą się z moimi słowami?

      • misiek pancerny pisze:

        Dzień dobry :)Zgadzam się z Bożenką, wspaniałe anegdoty 🙂

      • miral59 pisze:

        Nie wiem czy te historyjki są na tyle ciekawe, żeby budować z nich pięterka. Fakt też, że poznałam Amerykę z trochę innej strony, niż się o tym w Polsce mówiło. Z tego co kiedyś słyszałam na temat pobytu tutaj niewiele się sprawdziło. Ale to rozumiem. Nie każdy chce się przyznać co i jak tutaj robił. Do kraju wracali bohaterowie, a nie zwykłe sprzątaczki, czy sprzątacze…

  21. miral59 pisze:

    U mnie już późno, więc czas mi do łóżeczka Spanko
    Miłego dnia życzę Buziaczki

  22. Incitatus pisze:

    Dzień niechaj będzie dobry: )))

    Dziwnym trafem jakoś mi z naszymi bohaterami ta piosenka natrętnie się kojarzy :

  23. Incitatus pisze:

    A to specjalnie dla Wiedźmineczki!

    Rose

  24. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Nareszcie piątek, jutro powrót z zesłania Overjoy

  25. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Roboty troszkę, wychodzenia drugie troszkę… W sumie będzie czas i na Wyspie posiedzieć.

    • Incitatus pisze:

      Cześć. Za kokosz? Delighted

      • misiek pancerny pisze:

        Cześć Senatorze :)Forum znikło na Omlecie, czy to u mnie coś nie działa? 🙂

      • Quackie pisze:

        A jest coś do wysiedzenia?

        • Incitatus pisze:

          Na początek, jak sądzę, jajka!

          • Quackie pisze:

            Jakie duże? Bo na niczym mniejszym od strusich nie siadam. Nie opłaca się. Stosunek wielkości do wkładu czasu i sił mają najlepszy.

            • Incitatus pisze:

              A jak później takie strusie będziesz wodzić? Może lepiej na takich koliberka. Drobiazgu wprawdzie z tego interesu może się uzbierać dużo ale przynajmniej sam se lata!

              • Quackie pisze:

                Strusia do zagrody i szlus! Nie wyfrunie. Byle mu żarcie podrzucać. A koliberek w świat poleci… Sroka go zeżre… Albo wrona… Na mrozie zmarnieje… W zimie z kwiatka się nie napije, więc trzeba by mu paśniczek z wodą pocukrzoną wywieszać… Już nie mówiąc o tym, że wysiadywanie przeze mnie jajek koliberka mogłoby się skończyć tragicznie dla jajek.

                • Incitatus pisze:

                  Najpierw temu strusiu musisz pokazać jak ma jeść. Ty wiesz ile byś się robaków i pośladu wszelkiego nadziobał zanim nauczyłbyś tak z piątkę tego tałatajstwa samodzielnie wcinać? A koliberku wonny demonstrujesz kwiatuszek wdzięcznie przed nim zawisając i słodki nektarek smukłym dziobkiem sobie spijasz! Same zyski z koliberka!

                • misiek pancerny pisze:

                  No raczej, jaja kolibra są wielkości tic-taca 🙂

                • Quackie pisze:

                  Pierwsze słyszę, żeby strusiu trzeba było pokazywać, jak ma jeść, raczej wręcz przeciwnie, trzeba przed nim chować wszystko poza karmą, bo zeżre, co mu pod dziób podejdzie.

                  Ale nawet jakby było trzeba uczyć, to i tak bardziej prawdopodobne, że nauczę strusięta, niż że zawisnę swobodnie przed kwiatkiem.

                • Incitatus pisze:

                  A jak jakiś sadysta strusięta na betonie Ci przestraszy? Będziesz znowu siedział….

                • Incitatus pisze:

                  O proszę, Miś zdecydował się na kolibry!: )))

                • Quackie pisze:

                  Muszę zadbać, żeby w zagrodzie betonu nie wylewać.

                • Incitatus pisze:

                  A widzisz… i z betonem kłopot!
                  A koliberek beton ole…. , on na niego niewrażliwy!!

                • Wiedźma pisze:

                  Witam Panów 🙂 Senator fermy drobiu zakłada? Struś praktyczny,i mięsko i piórka, koliberek wyłącznie ozdobny, ale żeby az taki rozrzut w tych jajkach ?:)

                • Incitatus pisze:

                  Quackie rozrzutu narobił! Od razu mu dawaj strusie jaja! Może jeszcze ptaka dodo sobie do wysiadywania zażyczy!! Niech siada na tym co ma….pod ręką!! Delighted

                • Wiedźma pisze:

                  ROTFL pod ręką ????

                • Incitatus pisze:

                  No…. na podorędziu!! Tak może być? Delighted

  26. Incitatus pisze:

    CBA zakapowało Adasia Hofmana do prokuratury i to za pięć lat działania czynem ciągłym!!
    Mój Boże!….i co teraz!!??

  27. Quackie pisze:

    Pod rękę mam klawiaturę i myszkę (komputerową) i tych nie będę wysiadywał. Od wysiadywania klawiatury robi się na ekranie asdgdefnsdfbsdfbhsdfbsdfbsasdfbserbhwerhqwerbhqwergqwergew;lmk;lmdfv;nwugfkwejnfw;elg,we’rlbh,er’lhmerignwelrgbw;lb,w
    s[,.qwql;kv w2kl;egnroghmweporgmw;eklgnmw;erognwl;gn;rn.

  28. Incitatus pisze:

    Wszyscy piętro wyżej marsz!!
    Quackie, zostaw już ten hełm!! Dorosły chłop, a jak dziecko…

Skomentuj Tetryk56 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)