Czy Polacy mają poczucie humoru?
Czy na takie pytanie da się jednoznacznie odpowiedzieć? Czy można to zrobić poważnie, naukowo, ale i dowcipnie?
20 stycznia 2020 panom, których tu widzicie za stołem udało się tego dokonać.

Ci panowie to:
Prof. Zbigniew Bajka – historyk i socjolog. Z jednej strony badacz rynku mediów i ekspert, często komentujący – w prasie, radiu, telewizji, internecie – wydarzenia i problemy z tym rynkiem związane, z drugiej – wykładowca historii komunikowania, zajmujący się także dziejami reklamy. Prowadził spotkanie.
- Tomasz Olbratowski– dziennikarz radiowy, satyryk i felietonista. Od 1992 pracownik radia RMF FM.
- Jacek Wasilewski- medioznawca, doktor habilitowany nauk politycznych, dziennikarz, pisarz .
- prof. Jerzy Bralczyk
Rozmowa o poczuciu humoru Polaków odbywała się w sali Baltazara Fontany w kamienicy przy ulicy Szczepańskiej. Kamienica ta została wybudowana ok. 1300 r. Od 1556 roku funkcjonuje pod nazwą „Sub Pira” lub „Sub Pyrn” – czyli „Pod Gruszką”. Jest wpisana do rejestru zabytków.
Mieści się tu Klub Dziennikarzy „Pod Gruszką”. To jedno z kultowych miejsc Krakowa, gdyż bywały tu oprócz dziennikarzy gwiazdy filmu, teatru i estrady.
Słuchając dowcipnych przekomarzań wyżej wymienionych panów można było podziwiać jedno z najpiękniejszych wnętrz mieszczańskich w Polsce, a na widowni spotkać Andrzeja Sikorowskiego i innych znanych krakusów.

Andrzej Sikorowski nie występował.
Natomiast stojący skromnie w drzwiach Piotr „Kuba” Kubowicz dał się namówić na występ.


„Kuba” to artysta od 1997 roku związany z Piwnicą pod Baranami. Pisałam już o tym na Wyspie.
Na spotkaniu Pod Gruszką miało być tak:

Tymczasem wieczór okazał się pełen niespodzianek .
Pierwszą był brak Michała Ogórka. Drugą występ „Kuby”.Trzecią zaproszenie na poczęstunek.
Była więc okazja swobodnego pogadania z wcześniejszymi dyskutantami przy lampce wina z czego jak domyślacie się skwapliwie skorzystałam (i z okazji do pogadania i z wina).
.W czasie spotkania Pod Gruszką uśmiałam się, zadumałam, jak również wzruszyłam gdy śpiewał „Kuba”.
Może i my uśmiejmy się i zadumajmy?
Zastanówmy czy mamy poczucie humoru.
„Czy ma Pan/Pani poczucie humoru?”
„Nie mam, zapomniałem/łam zabrać z domu!”.
HUMOR JEST NAJWSPANIALSZĄ PRZYPRAWĄ W CZASIE UCZTY ŻYCIA!
„Ania na uniwersytecie” Lucy Maud Montgomery
To piękny i prawdziwy cytat, prawda?
Wyciągnijmy więc nasze poczucia humoru!
Jako obrazek wyróżniający mój pstryk z 8.02.2018. Byłam wtedy na spotkaniu pt. „Tradycje literackie Zakopanego”.
.





Ostatnio na Wyspie zrobiło się jakoś poważnie.
Zrobiłam tę wycieraczkę jako pretekst do opowiadania kawałów, anegdot lub wklejania zabawnych memów.
Zapraszam do wspólnego zastanowienia się nad naszym poczuciem humoru.
Opowiedzcie zabawne historie z własnego życia lub odświeżmy sobie wspólnie anegdoty z życia znanych ludzi, skecze z kabaretów, zabawne piosenki, wierszyki.
Współczesność też warto wyśmiać, bo to dobre jej odreagowanie.
Czasami jednak stare teksty robią to doskonale albo nawet lepiej niż współczesne memy.
Zróbmy wspólne pięterko, proszę!
Podpisuję się pod apelem!
Może zacytujesz kilka zabawniejszych powiedzonek z tego wieczoru?
Jedno już zacytowałam na zielono we wpisie.
Zrobię to chętnie, ale to ma być wspólna zabawa, a nie monolog Makówki na własnym pięterku.
Natomiast planowałam faktycznie jako komentarze wspomnieć co nieco o tym co zapamiętałam ze spotkania.
Myślę że to dobry pomysł, więc się dołączam…
Po zamknięciu restauracji, kelner pyta się kolegi:- Dlaczego nie wyrzucisz w końcu tego gościa, który śpi pod oknem?
– Bo za każdym razem kiedy go budzę, on płaci mi rachunek…
Dziękuję Bożenko. Na Ciebie zawsze można liczyć!
No to jeszcze jeden…
– Mamusiu, jezdem w ciąży.
– Bój się Boga dziewczyno! Dwa miesiące przed maturą, a ty mówisz „jezdem”?
No to ja à propos coś z życia Makówki.
Pod jednym dachem mieszkaliśmy (ja z mężem i synem) z moimi rodzicami.
Kiedyś do rodziców przyszli w odwiedziny znajomi.
Po ich wyjściu moja mama do mnie:
„Jadwisia mnie spytała, czy ty PRZYPADKIEM nie spodziewasz się drugiego dziecka?”.
„Uhmu!” wymruczałam w odpowiedzi.
„Czemu mi nic powiedziałaś?”
„A pytałaś?” usiłuję się bronić.
„Czyś ty zwariowała!?! wykrzykuje moja mama.
„Sama widzisz dlaczego nic nie mówiłam, bo WIEDZIAŁAM co powiesz!” już teraz z satysfakcją odpowiadam.
Na usprawiedliwienie mojej mamy zaznaczę, że urodzenie pierwszego dziecka cudem nie przepłaciłam życiem, ale tego wątku nie będę rozwijać, bo mamy żartować, a nie rozmawiać o chorobach.
Zabawność tej sytuacji polega na tym, że byłam wtedy w 6 miesiącu ciąży co znajoma wypatrzyła, a moi rodzice nie zauważyli mimo wspólnego mieszkania.
W pracy natomiast moja szefowa na informację, że spodziewam się drugiego dziecka jęknęła:
„Jezus Maria! Pani -też! To co my teraz zrobimy?”
Przy pierwszej ciąży było jeszcze zabawniej. Teraz zabawnie z perspektywy czasu, bo wtedy raczej wolałabym słyszeć gratulacje.
Ściągnięte od Klarki:

Ten dwukropek od Klarki Tetryku?
Doskonały pomysł -teraz każdy sobie może dopisać co chce?
Ale ja nie znam Klarki!!!
Przed chwilą był tylko dwukropek, znów się pośpieszyłam!
Ten dowcip dla mnie na czasie, gdyż jestem aktualnie w ciągu technologicznym sprawdzania stanu zdrowia Makówki. Egzemplarz co prawda już dawno po gwarancji, ale różne serwisy (= Przychodnie) jeszcze nie odmawiają sprawdzania.
Paaa-właśnie pędzę na badanie….
Jak zwykle niecierpliwa?
Teraz raczej spóźniona lekko.
Hm…cierpliwie czekam na wyniki z tamtego tygodnia.
Nie wystarczy? A na to co po dwukropku to już mniej cierpliwie -nie wymagajcie ode mnie za dużo!
Najedź i kliknij w Klarkę, to ją poznasz…
Dziękuję. Najechałam, kliknęłam. Nawet wlepiłam swoje trzy grosze…)
Dzień dobry. Właśnie wróciłem.
Na pięterko egipskie pewnie trochę trzeba będzie poczekać, bo na razie robię listę zaległości i jeszcze nie skończyłem, a potem będę musiał jeszcze pozałatwiać sprawy z listy… ale tutaj mogę się dopisać ze świeżutką sytuacją z dzisiaj.
Otóż siedzieliśmy z panią Q. w samolocie po przeciwnych stronach przejścia (miejsca w każdym rzędzie oznaczone są literami: A (okno), B, C, przejście środkiem, D, E, F (okno)) – na miejscach C i D. Na miejscu B, koło mnie, siedziała pewna miła, gadatliwa pani. W pewnej chwili zacząłem rozwiązywać krzyżówkę w aplikacji na telefonie, aż tu pani stuka mnie w ramię i mówi: – Tu jest żona.
Odwracam się, zaskoczony, patrzę w lewo, małżonka siedzi na swoim miejscu, więc mówię: – Nie, żona jest tam!
Pani na to: – Ale tu, w krzyżówce, pasuje słowo „żona”!
Zapewne w naturze było to śmieszniejsze, niż jak się opowiada, ale to najświeższe, co mam
Wracam do swojej listy, będę zaglądał.
Q jak miło Cię widzieć!

Witam serdecznie Quacku, miło Cię widzieć.

Sytuacja w samolocie rzeczywiście zabawna
Bardzo dziękuję, kochane Wyspiarki
Uwielbiam taki humor sytuacyjny. Dziękuję panie Q.
Nie mogłam się głośno śmiać, bo akurat w Przychodni byłam.
Chcąc Ci dać trochę czasu na zbudowanie pieterka zrobiłam tą moją przeczekajkę.
Witam Cię powrócony Kwaku…. a choć trochę wypoczęty ?
Dzień dobry 🙂 Stosunki Polsko- Rosyjskie zawsze były byle jakie , takie jak obecnie Ale , w 1956 roku kiedy w Polsce do władzy dostał się Władysław Gomułka , krytyk ZSRR , to do Warszawy natychmiast przyleciał Nikita Chruszczow , a na Lotnisku przywitał Go transparent : Nikita , z nami kwita . Żyj sto lat jak Solski i od…..ol się od Polski . Nikita nie wysiadł z samolotu ,odleciał do Moskwy , a przez pewien czas stosunki Polsko- Radzieckie ,były nawet gorsze od byle jakich . Zwłaszcza kiedy setki oficerów z Polskiego Wojska pospiesznie pakowało swój dobytek i wyjeżdżało do Rosji . A wszystko przez jeden transparent z akcentem poetyckim
Zupełnie inaczej wyglądało to z Gierka i Breżniewa. Gierek wysiadającego z samolotu genseka witał wzniesionymi w górę otwartymi dłońmi, co znawcy mowy ciała tłumaczyli jako
– Nic nie mamy, nic nie damy!
Gość odpowiadał na to, wznosząc ręce ze splecionymi dłońmi:
– Wyciśniemy, wyciśniemy!
Krótko po wyzwoleniu, na wystawie sklepowej widniał portret Stalina. Zatrzymuje się starsza pani i mu się przygląda. Jakiś młody mężczyzna pyta się – Wiecie babciu kto to jest? To człowiek, który wyrzucił Niemców z Polski.
Babcia na to: – Oj, to dobry człowiek, ale żeby tak jeszcze chciał wyrzucić od nas Rusków, to by było bardzo dobrze…
W sumie mógłby!
Trochę humoru muzycznego: „Competitive Foursome”
Ha, w Polsce Grupa MoCarta nie robi aż takiej ekwilibrystyki, ale też nieźle gra
Jeszcze jedna , wieczorowa opinia na temat wiary . Pyta się Rabin wiernego . Czy wierzysz w to , że Mojżesz przeprowadził Żydów przez Morze Czerwone ? W to , to ja wierzę , ale żeby tam było głęboko – to ja nie wierzę ! Trzeba podziwiać mądrość naszych Braci Starszych w wierze
Tam, gdzie ja byłem – było głęboko.
Widocznie Mojżesz prowadził w innym miejscu.
Wczoraj był taki kawał opowiadany.
JK przeprowadza suwerena przez Morze Czerwone. Wśród obserwujących to z krzaków pada komentarz:
„Popatrz taki ważny, a nawet pływać nie umie!”
(przepraszam, ale politycznie też żartowano).
Wróciłam właśnie do domu. Lekko zmarznięta, mimo że zaledwie minus jeden stopień. Jakiś taki wiatr nieprzyjemny. Czy to już ten niż Joyce?
Zanim Quackie ogrzeje nas egipskimi opowieściami trzeba przeczekać testując nasze poczucie humoru ?
Jak ja się cieszę, że nasz Mistrz Q już wrócił!
Wypoczęty, cały i zdrowy!
Mam nadzieję
A co do „wypoczęty”, to właściwie można powiedzieć, że po takim urlopie przydałoby się trochę wolnego dla odsapnięcia.
Odsapniesz ha, ha PRACUJĄC !
Nie bij, nie bij, przecież wiesz, że Cię lubię!
To chyba większość tak ma, że po urlopie przydałoby się odpocząć, Mistrzu Q


Miło Cię widzieć z powrotem
No i ja wróciłam zmarznięta i zaraz idę ogrzać się pod kordełką.
Dobrej nocy, Wyspiarze
Spokojnej!
Śpij dobrze i wesoło Bożenko!
O godzinie 13 Tetryk napisał:
Może zacytujesz kilka zabawniejszych powiedzonek z tego wieczoru?
Odpowiadam więc:
Dowcipów w większości nie zapamiętałam. Zresztą najwięcej śmiechu było z dialogu między panami, którzy coś wzajemnie sobie dopowiadali, przerywali, ale wszystko w atmosferze widocznej raczej zażyłości.
W łapaniu za słówka mistrzem jest prof. Bralczyk. To był taki humor sytuacyjny, którego nie da się odtworzyć. Wyraźnie było w tym dużo spontaniczności.
Gdy podeszłam do prof. Bralczyka w czasie poczęstunku z pytaniem, „czy mogę?” też odpowiedział błyskawicznie coś bardzo zabawnego. Cała krótka rozmowa polegała na tym, że zanim coś powiedziałam już byłam „złapana za słówko”.
Uwielbiam takich błyskotliwych facetów! Jest to podobno typowe, gdyż wczoraj padło stwierdzenie, że kobiety cenią u mężczyzn odpowiedzialność i poczucie humoru. Było to potem logicznie uzasadniane. Bo to był wieczór, w którego czasie rozmawiało się również poważnie i naukowo o poczuciu humoru.
Dobranocka.
Też z humorem, od Disneya. Z „Księgi dżungli”, żeby było egzotycznie.
Snów o tych, co chce misie!
Kapitalna Dobranocka wpisująca się w pięterko!
Niech życie rozśmiesza
Przez lata, bez przerw
Bo przecież bawiąc się – uczysz,
a ucząc się bawisz
Widocznie urlopik posłużył
Bo od tego są jednak urlopy!
Witaj, Quackie:)
To jeszcze kilka słów od znawcy niedźwiedzi, pana Herberta:):
„Niedźwiedzie dzielą się na brunatne i białe oraz łapy, głowę i tułów. Mordy mają dobre, a oczka małe. One lubią bardzo łakomstwo. Do szkoły nie chcą chodzić, ale spać w lesie to proszę bardzo. Jak mają mało miodu, to łapią się rękami za głowę i są takie smutne, takie smutne, że nie wiem.”
Pozdrawiam:)
Cudne!
Dziękuję, Makówko:)
A propos niedźwiedzi, to ostatnio rżałem ze śmiechu jakiś czas temu nad zaleceniami strażników parkowych z USA (aj, coś nie wskoczyło):
„Turyści powinni nosić ze sobą coś brzęczącego np. małe dzwoneczki, które można przypiąć do ubrania albo plecaka, a które sprawią, że nie zaskoczymy śpiącego niedźwiedzia. Zalecane jest także zaopatrzenie się w gaz pieprzowy w sprayu. Według instrukcji dobrze jest także nauczyć się rozpoznawać oznaki obecności niedźwiedzi w okolicy. Ludzie powinni umieć rozróżnić odchody czarnego niedźwiedzia od odchodów grizzly. Odchody niedźwiedzia czarnego są mniejsze i zawierają jagody, a czasami także kawałki futra wiewiórki. Odchody niedźwiedzia grizzly są znacznie większe, zawierają małe dzwoneczki, a ich zapach przypomina gaz pieprzowy.”
Dawno się tak nie uśmiałam!
W Yosemite przed wejściem na teren pola namiotowego każdy musiał obowiązkowo obejrzeć film, na którym można było zobaczyć jak „misio” rozwala auto, w którym ktoś zostawił w środku coś o miłym dla misia zapachu.
Jedzenie, ale i kosmetyki nie wolno było zostawiać w samochodzie ani brać ze sobą do namiotu. Na to były specjalne skrzynki.
Och! Świetne, Quackie:)
Aż dwa dowcipy sobie przypomniałam:):
Niewidomy poszedł na grzyby, ale z racji swojej ułomności poszukiwał ich, że się tak wyrażę – organoleptycznie:
– O! – ucieszył się, głaszcząc ręką poszycie – rydzyk!
– I kania!
– Maślaczek!
– Ych! Gówienko… Dobrze, że nie wlazłem!
Pewien myśliwy postanowił zapolować na niedźwiedzia.
Zaczaił się w lesie, a gdy w krzakach zaszeleściło, wymierzył, wstrzymał oddech i wypalił.
Niestety – nie trafił.
Zawiedziony, zbierał się do domu, gdy poczuł klepnięcie w ramię. Odwrócił się i ujrzał swoją niedoszłą ofiarę.
– Próbowałeś mnie zabić – powiedział niedźwiedź. – Nie udało ci się, więc zgodnie z prawem puszczy muszę cię wykorzystać.
Myśliwy prawu puszczy sprzeciwić się nie ośmielił i – rad-nierad – uległ niedźwiedziowi, poprzysięgając sobie, że następnym razem nie spudłuje.
Niestety. Z jakichś powodów kule zupełnie się niedźwiedzia nie imały i myśliwy notorycznie musiał stosować się do puszczańskich zakonów.
Pewnego dnia, totalnie zdesperowany, zajął swoje stanowisko i wyjątkowo przyłożył się do strzału. W krzakach pisnęło, zaszurało i nabrał nadziei, że może w końcu tym razem…
Kiedy poczuł znajome klepnięcie w ramię, odwrócił się z niedowierzaniem.
Przed nim stał cały i zdrowy niedźwiedź.
– Słuchaj, gościu – odezwał się wreszcie, po dłuższej chwili zadumy – czy ty tu aby na pewno na polowanie przychodzisz?
Sorki za z lekka (s)ekskrementalne skojarzenia:)
Pozdrawiam:)
O misiach (za mistrzem Andrzejem):
Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące
W dość niewybredny sposób podtarł się zającem.
Zając się potem żonie chwalił po obiedzie:
– Wiesz stara, nawiązałem współpracę z niedźwiedziem!
Ten wątek podoba misie!
Nie wiecie, dlaczego zając skojarzył misie z niektórymi osobami z …naszego życia publicznego?
Jeszcze jedno powiedzonko z wczoraj:
Charakter człowieka najbardziej poznaje się, gdy powie co go śmieszy.
Po tym stwierdzeniu dyskutanci po kolei odpowiadali co ich najbardziej śmieszy oraz opowiadali swój ulubiony dowcip.
A co Wy byście odpowiedzieli na takie pytanie?
(próbuję odpowiadać na pytanie Tetryka i udawać moderatora pięterka)
Różne grupy ludzi różnie reagują na kawały.
Przeciętny inteligent śmieje się z kawału trzy razy: jak usłyszy, jak mu wytłumaczą, i wreszcie jak zrozumie.
Chłopek-roztropek śmieje się dwa razy: jak usłyszy i jak mu wytłumaczą; na zrozumienie trudno liczyć.
Oficer śmieje się tylko raz: jak usłyszy – bo wytłumaczyć sobie nie da
Rabin uśmiechnie się raz, po czym powie: – Sza! Stary kawał! – i opowie po swojemu.
Tetryku!
Dobry kawał, dziękuję.
Zawsze śmieszy, choć bywa opowiadany w różnych wersjach „grup ludzi”. Najbardziej ubawił mnie rabin.
Kawał ten nawiązuje trochę (już tak poważnie) do czegoś, co nazywamy wspólnotą śmiechu. O tym też wczoraj była mowa.
Wesołych snów! 🙂
Wesołych i Tobie Panie Mikser!
Takich z finezyjnym drugim dnem.
Wkrótce skończy się DZIEŃ BABCI.
Jutro DZIEŃ DZIADKA.
Wszystkim babciom i dziadkom przesyłam kwiaty.
Czy ktoś zna jakiś sympatyczny kawał o babci, dziadku ? Szukałam w Internecie, ale te, co znalazłam były żałośnie prymitywne.
Zamiast kawału piosenka w wykonaniu dzieci
I taki cytat.
To ja bym się musiał zastanowić, co mnie bawi najbardziej, czy też bawiło ostatnio 🙂
A na razie zmykam spać po męczącym dniu.
Jutro też jest dzień panie Q!
Do jutra się zastanów i opowiesz nam
Dobranoc Quackie!
Może wobec tego i mój ukochany a stary dowcip: Pewien niezbyt lotny krytyk zapytał pisarza: W swojej powieści napisał pan, że ” po stracie bliskiej osoby było mu pusto i boleśnie” Jakże można doświadczać takiego uczucia ?
A pisarz uprzejmie zapytał: Przepraszam czy pana nigdy nie bolała głowa ?.
Mam wyjątkowy antytalent do zapamiętywania dowcipów
Pamiętam jeszcze o gulgutierze, ale jest dłuugi.
Kawał doskonały. Jako zwierzę polityczne w myśli krytyka zamieniłam na….
Wiedźminko a anegdoty z życia znanych ludzi, skecze z kabaretów, zabawne piosenki, wierszyki ?
Nie trzeba korzystać z własnej pamięci wystarczy skopiować najbardziej ulubione.
To kiedy będzie gulgutierowe pięterko?

Wiedźminko, jestem za!
…gulgutierowym pięterkiem…
dobranoc Wszystkim
Dobranoc!
Dzień dobry
A to się nocna zmiana rozgadała! Będzie co czytać, ale to za chwilkę…
Witajcie!
Jest wesoło na Wyspie!
Więc zacznijmy wesoło:
Spotykają się dwie sąsiadki…
– Co tam u syna słychać?
– Siedzi w Anglii, otworzył sklep jubilerski.
– O, jak mu się to udało?
– Zwyczajnie, łomem. Dlatego siedzi.
Edit: z tego typu dowcipów przypomniał mi się ten żydowski, jak spotykają się na dworcu dwaj Żydzi, z których jeden ma się zgłosić do więzienia w sąsiednim mieście w celu odbycia wyroku:
– Icek, a ty dokąd się wybierasz?
– Idę jechać siedzieć…
Facet cały czas chodzi po celi.
Wkurzony współwięzień: „czy myślisz, że jak chodzisz to nie siedzisz?”
Jak wesoło to chyba dobrze na dzisiejsze czasy panie Mikser?
Przed śniadaniem : Czy wierzysz , ze Jezus w Kanie Galilejskiej nakarmił bochenkiem chleba pięć tysięcy ludzi ? W to , ja wierzę , ale żeby się Oni najedli – to ja nie wierzę ! Dzień dobry 🙂
Dzień dobry Maksiu!
Cóż wiara jest subiektywna…
Dzień dobry. W co najpierw ręce włożyć?
Może dowcip poranny, krzywo zeskanowany, ale bardzo a propos. Bawi mnie niezmiennie, mimo że to zdecydowanie czarny humor. A może właśnie dlatego?
Faktycznie, CZARNY…
Czarny i czarno -biały.
Idę się podłączyć pod herbatę.
Ze snu i posiłków nie planuję rezygnować.
Gimnastyka…hm dobra rzecz, ale oprócz sytuacji typu wf w szkole, albo obowiązkowa gimnastyka w sanatoriach jakoś nigdy mi się nie chciało. A szkoda!
Takie pytanie mam (Makówko przestań zadawać pytania!) –kto z Was się gimnastykuje?
Nie chce mi się…
To mnie pociesza, gdyż mnie też, ale ogarniają mnie wyrzuty sumienia gdy słyszę od koleżanek, że zaczynają dzień od gimnastyki.
To może zacząć je naśladować?
Ale jakoś mi się nie chce 
Raz zdarzyło mi się po powrocie z sanatorium takie postanowienie. Zapału starczyło mi na …dwa dni.
To może kawał gimnastyczny?
Do wsi słynącej z długowieczności swoich mieszkańców przyjeżdża telewizja.
– W jaki sposób-pyta reporter staruszka — można dożyć tak sędziwego wieku?
– Rano gimnastyka, po południu gimnastyka, wieczorem gimnastyka.
– A ile lat sobie liczycie ?
– 96.
– A wy, dziadku, jaką macie dewizę? – pyta reporter drugiego.
– Rano mleko — odpowiada dziadek- po południu mleko, wieczorem mleko…
– A ile macie lat ?
– 106.
– A wy, dziadku ?
– Rano kobietki, po południu kobietki, wieczorem kobietki — odpowiada rozmówca.
– Coś podobnego! A ile macie lat, dziadku ?
– 36.
Cóż… z wykładu prof.Jerzego Vetulaniego zapamiętałam co innego:
Dużo seksu i czerwonego wina to warunek, aby żyć długo i szczęśliwie.
Ależ obydwie macie gimnastykę niemal codzień!!! Przecież głównie chodzi o ruch, a tego Wam nie brak!!! Że nie robicie bezsensownych wymachów rąk, czy nóg? Że nie ćwiczycie przysiadów? Przecież to nudne i bez sensu
Nawet jak mi się nie chce… 
Ja tam nie mam wyrzutów sumienia. Codziennie rano przelecę się kilka razy po schodach (z sypialni do kuchni i z powrotem) bo zawsze czegoś tam zapomnę. I chociaż nie gimnastykuję się, to i tak mam gimnastykę
No właśnie Miralko- nudne.
Natomiast kiedyś w sanatorium była NIEOBOWIĄZKOWA gimnastyka o 7 rano, jeszcze przed śniadaniem.
Dla mnie nieludzka godzina, ale ZAWSZE wstawałam. Bo to była gimnastyka w parku, w grupie, prowadzona ze śmiechem i będąca równocześnie zabawą.
Otóż to -humor, śmiech wystarczy, aby coś nudnego było przyjemne.
Wybacz Makóweczko, ale dla mnie 7 rano, to prawie południe
I już dość późno… jeśli śpię do tej godziny (co czasami mi się zdarza), to mam wrażenie, że zaspałam 
Podczas śmiechu pracuje wiele mięśni (nie tylko brzucha) i nasz system nerwowy się regeneruje… więc śmiejmy się więcej, a i gimnastyka nie będzie taka konieczna 
Wyczytałam gdzieś, że godzina szczerego śmiechu jest najlepszą gimnastyką i żadnej innej do szczęścia nie potrzeba
Dobry wieczór.
Lubię ludzi, którzy są wyznawcami teorii mówiących o bezsensownych i nudnych wymachach tą czy tamtą kończyną. 🙂 Ba! Ja im wszystkim bardzo dziękuję! Między innymi to właśnie dzięki nim funkcjonuję. I to ich utarte „Panie! Ja to mam codziennie tyle ruchu…”. 🙂
Wyimaginowany!
Bardzo się cieszę, że wyjrzałeś z krzaków.
A teraz do rzeczy – jeśli uraziły Cię żarty z gimnastyki -bardzo, bardzo przepraszam.
Jestem ostatnią osobą, która mogłaby nie doceniać rehabilitacji, na którą składają się zabiegi oraz gimnastyka. Wiem doskonale, że same zabiegi to za mało jeśli pacjent sam nie włoży wysiłku w ćwiczenia.
Dwa razy byłam w sytuacji, gdy mówiono mi, że już NIGDY nie będę chodzić sprawnie, normalnie.
Że już do końca życia będę skazana na kuśtykanie z pomocą dwóch kul.
Raz gdy nastąpił niedowład nogi jako skutek drugiego udaru. Drugi raz gdy miałam uszkodzoną rzepkę i naderwane ścięgno. Było to parę lat temu, a więc w wieku kiedy organizm się już tak łatwo nie regeneruje. Wtedy płacząc z bólu wykonywałam w domu zalecone ćwieczenia, gdyż ortopeda i rehabilitant powiedzieli, że jak się zrobią zrosty to już( w moim wieku) będzie za późno.
Rozpisałam się, ale bardzo mi zależy, abyś dobrze mnie zrozumiał.
Oprócz własnych doświadczeń mam też doświadczenia pośrednie, gdyż pracowałam z osobami z niepełnosprawnością ruchową lub wręcz na wózkach.
Buziaki zasyłam.
Oczywiście, że nie jestem urażony. Wręcz to ja czułem, że troszkę przegiąłem ze swoim komentarzem a właściwie z zawartą w nim ironią. Moja reakcja wynika z faktu iż nie lubię bagatelizowania nawet najprostszego lecz ukierunkowanego ruchu. Bardzo wiele osób to czyni, nie robiąc sobie nic ze wskazaniań do jego wykonywania. Moje słowa nie były skierowane do kogokolwiek, to tylko pewne przemyślenie, które może niedosłownie lecz dość często powtarzam różnym osobom, głownie w formie mobilizacyjnej. 🙂
I masz w tym Lordzie W. stuprocentową rację. Znam osobę,która gdy zaczęły się u niej problemy z kręgosłupem na propozycje rehabilitacji, zabiegów, gimnastyki prychała z pogardą, że szkoda jej na to czasu.
„Jak będzie źle pójdę na operację!”. No i poszła. Jednak operacja nie do końca się udała i teraz ma różne problemy. Jednak nadal odrzuca pomysł rehabilitacji. Ona chce cudowne proszki i ma być lepiej!
Tymczasem nic nie jest w życiu ot tak nawet gdy ma się na to pieniądze (jak ta moja znajoma).
Bardzo się cieszę, że wyjrzałeś z krzaków! Podwójnie, bo zrobiłeś to na moim pięterku!
Rozumiem Cię Lordzie. Masz prawo nie lubić tych, którzy są przeciwnikami gimnastyki.

Tylko nam bardziej chodziło o rekreację, niż rehabilitację. Bo co tych drugich ćwiczeń, nie mam złudzeń. Są konieczne z wielu względów i sam śmiech nic tu nie pomoże
Kawy, herbaty?
Z uśmiechem witam!
I z filiżanką na herbatę.
Mamy rok KIG na Wyspie to może zadanie maturalne opublikowane kiedyś w „Odrodzeniu”?
Czy gdyby Juliusz Słowacki (jak niektórzy inni!) stał całe życie na głowie, mógłby Juliusz Słowacki, stojąc na głowie, stanąć jednocześnie na świeczniku?
Dzień dobry


Pośmiałam się czytając
Świetny pomysł, Makóweczko! Gratulacje
Od razu przypomniało mi się, jak wiele lat temu, na imprezie, mój brat opowiadał kawał…

W autobusie, na podwójnym siedzeniu siedzi matka z synkiem, naprzeciwko młoda parka, a nad nimi „wisi” pijany facet. Chłopak opowiada coś dziewczynie i w pewnej chwili pyta, czy ona wie, czemu milicjanci nie jedzą kiszonych ogórków? Dziewczyna nie wie… „Bo im głowa nie wchodzi do słoika” – śmieją się oboje. Chłopczyk ciągnie matkę za rękaw i mówi szeptem: „Mamo, ale nasz tato je ogórki?!”
„Chyba, k**wa z beczki” – dopowiada pijany
Nasi goście śmieją się dość długo. Po wybuchu nasz sąsiad z góry pyta przyciszonym szeptem „Ale czemu z beczki?!!”
Śmieliśmy się z tego jeszcze bardziej niż z kawału i trochę trwało, zanim ktokolwiek mógł wytłumaczyć sąsiadowi o co w tym kawale chodzi
Jak widać, życie samo dopisuje zakończenie niektórych kawałów
Witaj Miralko!
Miło, bardzo miło usłyszeć, że uznałaś ten temat za dobry na pięterko.
A co do kawałów najlepsze są te z „życia wzięte”, humor sytuacyjny.
Witaj Makóweczko
Przynajmniej nie miałam za dużo zaległości do poczytania 

Wstałam dziś trochę wcześniej (o 4) to i miałam czas, żeby sobie usiąść do kompa
A kawały z „życia wzięte” czasami są lepsze do przeżywania, bo opowiadane sporo tracą i na ogól są mniej śmieszne… trudno jest pokazać miny i gesty ludzkie, a zbyt długi opis psuje cały efekt…
Miralko!
Te kawały z życia wzięte najbardziej śmieszą osoby, które w tej sytuacji uczestniczyły. Stanowią taki jakiś wspólny kod. Teraz wystarczy powiedzieć „ogórki z beczki”, aby Was to śmieszyło.
Tak jak Quackiego wyraz „żona” w krzyżówce.
Dlatego „Pod Gruszką” rozmawiano m.in. o tym, że śmiech jest wspólnotowy.
Podobne poczucie humoru łączy ludzi. Jest dobrą podstawą do zakumplowania, przyjaźni. Pomaga w pracy, ułatwia rozładowywanie stresowych sytuacji. Dla mnie jest podstawą spotkań osób, które np. razem chodziły do szkoły, na studia, z którymi łączy mnie bliższa zażyłość.
Dzień dobry, Miralko:)
Czekając na przystanku komunikacji miejskiej (w Szczecinie, tam była literkowa linia H zamiast cyferkowej) byłam świadkiem takiego zdarzenia:
-Ha szło? – zagaiła jakiegoś nieszczęśnika bardzo zagoniona kobietka, która właśnie dobiegła do przystanku.
– Naj… najlepsze kasztany są na Placu Pigalle? – odpowiedział niepewnym głosikiem zagadnięty.
🙂
Pozdrawiam:)
Muszę też przyznać, że w czasach mojej młodości lubiłam oglądać kabarety. Mało który nie mówił dwuznacznikami i trzeba było się domyślić o co tak właściwie im chodzi
Czyżby uważali, że widownia ćwierćinteligentów nie zrozumie podtekstów? Trzeba wszystko wyjaśnić, bo nikt śmiać się nie będzie? Żałosne…
Duża część z obecnych kabaretów, rzuca nazwiskami, jak żongler piłeczkami… tak żeby nie było wątpliwości o kogo chodzi. Mierzi mnie to i nie chcę tego oglądać
Też wolę dawne kabarety. Cenzura powodowała, że widz musiał się doszukiwać drugiego dna.
W barze mlecznym.
„Ruskie są?”
„Wyszły!” i cały bar się śmieje.
Najnowsze kabarety są sztuczne, nie wiadomo w którym miejscu się śmiać. Mam wrażenie, że najlepiej bawią się sami wykonawcy. Macie rację, dawniej były lepsze.
„Pod Gruszką ” żartowano z poziomu współczesnych kabaretów.
Publiczność się śmieje? Im więcej zapłaci za bilet, tym bardziej się śmieje! Skoro zapłacone za śmiech to trza się śmiać!
Fajne!!! W pierwszej chwili pomyślałam, że cóś obraz się zamazał
Dopiero po krótkiej chwili zobaczyłam, że to panorama miasta nocą… świetne ujęcie 
Bożenko! A gdzie się podział obrazek?!!! Moja wypowiedź brzmi bez sensu bez niego
Pięć razy odświeżałam, potem przeleciałam całe pięterko, bo jakoś nie miałam odwagi się zapytać, o jaką panoramę chodzi. Żeby nie zachować się jak ten sąsiad Miralki.
W bibliotece nic nie widzę, ale Bożenka za chwilę pewnie nam wyjaśni.
Proponuję jednak nie kasujmy Miralko naszych pytań, bo to też jest w pewnym sensie humor sytuacyjny -znikający obrazek!
I dlatego zapytałam Bożenkę o ten obrazek
Dała go i zaraz wykasowała… a szkoda, bo był fajny
Bożenko!
Pokaż obrazek!
Jaki obrazek? Żadnego obrazka nie dawałam!
Czyżby ten? Żadnego innego miasta nie widziałam, ale też nie wstawiałam go na Wyspę…
Później dowiedziałam się, że to Hongkong.
To najlepszy dowcip tego pięterka!!!
Zamazany, znikający obrazek!
Który potem się zjawia…super!
Też jestem ciekawa co to było
To nie był obrazek, ale link do niego.


Nie wiem dlaczego nie zauważyłaś, Bożenko, że go wstawiasz?
Ale też faktem jest, że bardzo mi się podoba… te mieszkalne bloki z pozapalanymi światłami i te ulice… jak mozaika… cudo
Miło się gada, ale czas mi się zbierać do pracy


Jeszcze muszę zjeść śniadanie i nakarmić swoje pierzaste
Miłego dnia Wyspiarze!!!
Spokojnej pracy Miralko!
Miło, że zaglądnęłaś!
Wesoło się zrobiło, posypały się kawały, historyjki z życia wzięte. Dziękuję Wam!
Teraz jednak jako ta nudna gospodyni zwrócę Waszą uwagę na miejsce, w którym dyskutowano o poczuciu humoru.
Od 1889 roku na I piętrze kamienicy zaczęła działać kawiarnia Franza Sauera. Salę Fontanowską przeznaczył Sauer wyłącznie dla pań, co w owym czasie było rzeczą niezwykłą. Znana jest anegdota związana z zakazem wstępu tam mężczyzn. Otóż zasada owa upadła, gdy nieobsłużony, samotny klient przyprowadził z pobliskiego rogu znaną damę lekkich obyczajów i spokojnym głosem rzekł do oniemiałego kelnera: „Poproszę o herbatę”. U Sauera poza kawiarnią był także bilard i pokój do gry w karty, co przysparzało dodatkowych gości. Wieczorami schodziła się tu chętnie brać artystyczna, tu bywali: Tetmajerowie, Wyspiański, Boy-Żeleński, Rydel, Frycz, Noskowski i wielu innych .
Po wojnie była tu najpierw Izba Lekarska, a potem Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.
Wtedy zaczęli tu bywać artyści Krakowa m. in. L. J. Kern, Tadeusz Kwiatkowski, Tadeusz Śliwiak, L. i J. Skarżyńscy, Sławomir Mrożek. Wpadał tu także do swojego ulubionego kącika – Jan Kaczara, „zaczarowany dorożkarz”, który siedząc tyłem do sali wypijał wzmocnioną herbatę. Wszyscy go tu poważali, bo wiadomo, przecież woził samego Gałczyńskiego, a do tego mówił wierszem.
Powyższe informacje skopiowałam ze strony OIL.
Kochani już nie nudzę.
Bawcie się dobrze, a ja jadę do mamy, a potem -knuć.
Cicho się zrobiło, to może ja…
Mąż wrócił z saksów, smartfon przywiózł. Pochwalił się żonie i poszedł do łazienki się wykąpać. Stamtąd dzwoni na domowy:
– Chodź, umyj mi plecy.
– Nie mogę kochany, ten głąb już wrócił…
Panowie mężowie, zanim zadzwonicie na domowy pomyślcie chwilkę. Choć teraz coraz mniej osób ma telefon stacjonarny.
Dziękuję Bożenko za wypełnianie ciszy. Akurat mogłam sobie kuknąć i jadę dalej.
Zdarzenie podobno autentyczne, opisywane kiedyś w felietonach okołosądowych przez Jerzego Kibica (Urbana).
Gość wyjeżdża na kilkudniową delegację, żegna się z żoną, lecz windą zamiast w dół do autobusu, jedzie dwa piętra w górę do sąsiadki… Po całym dniu gruchania zostaje poproszony o wyrzucenie śmieci. Jest już późno, facet w piżamce i w kapciach schodzi do zsypu – zatkany! Schodzi więc piętro niżej – też zatkany! Dopiero kolejny zsyp przyjął zawartość, i facet tryumfalnie wrócił z pustym wiaderkiem … do żony, bo był już na własnym piętrze!
Dobry w zasadzie wieczór, bo ciemno za oknem. Jak na pierwszy dzień po urlopie to całkiem nieźle. I fajrant, i przerwa.
I jeszcze dowcip, który – jak wierzę – wymyśliłem. Tzn. można go znaleźć, nawet w internecie, ale mnie się to zdarzyło naprawdę. Otóż pewnego dnia u zarania mojego małżeństwa, kiedy jeszcze nie wiedziałem, że małżonka o pewnej porze przestaje kontaktować, wparowałem do sypialni rechocząc (ale jeszcze światło się paliło!) i mówię:
– Słuchaj, jaki dowcip właśnie usłyszałem: Wchodzi szkielet do baru i zamawia trzy piwa i ścierkę do podłogi!
Milczenie przez dłuższą chwilę. W końcu małżonka otwiera jedno oko i pyta dość niewyraźnie:
– …to on będzie sikał, czy rzygał?
Jak na osobę przestającą kontaktować odpowiedziała bardzo przytomnie!
O tak, tyle że ta odpowiedź sama w sobie stanowiła dowcip!
I takie kawały są najlepsze!
Większość kawałów bierze się wszak z obserwacji życia.
Obecnie coraz częściej mówimy „Bareja by tego nie wymyślił!”
Jak o barze, to przypomniałam sobie:
Klient w barze zamawia 10 kieliszków wódki. Barman nalewa, stawia na blacie. Klient bierze pierwszy i ostatni i wylewa. Barman pyta:
– Dlaczego wylał pan te kieliszki?
– Pierwszy jest zawsze niedobry, a po ostatnim rzygam.
Ooo, to z tej serii, co dowcip o policjancie, co kazał sobie tort pokroić na 8 kawałków, bo 12 to za dużo i nie dałby rady zjeść!
Też dobrze
No i nadszedł czas pożegnania, zatem dobranoc Wyspiarze…
Spokojnej!
Wróciłam z knucia.
W autobusie uśmiałam się z Waszych kawałów.
Teraz czas na kolację.
Spokojnych i wesołych snów Bożenko!
Dobranocka.
Chyba nigdy nie było dobranocki deklamowanej? Jeden z moich ulubionych tekstów na temat poczucia humoru i poczucia własnej ważności.
Snów o czasach, kiedy kasjerowi się odmieni.
Doskonałe! Czy tylko mnie się wydaje takie jakieś jakby aktualne?
Dzięki Ci wielkie panie Q!
To jest aktualne niemal przez cały czas od 1991, kiedy powstało. W sumie – niestety.
Jeden z moich ulubionych wierszy, „przekłuwających balonik”.
Taaa… „gupi kaowiec” 🙂
O to to. Czyli nie tylko po 1991.
Profesor Bralczyk znany się z doskonałego poczucia humoru, ciętej riposty, ale jest również osobą pełną ciepła.
Parę minut do posłuchania.
Czy tylko ja tak mam, że lubię słuchać tego pana?
ŻEBYŚ WIĘCEJ MÓGŁ NIŻ CHCESZ
ŻEBYŚ WIĘCEJ CHCIAŁ NIŻ MUSISZ.
Dziś DZIEŃ DZIADKA.
Dziadzio Stasiek parkuje starego rozgruchotanego maluszka pod sejmem.
Wyskakuje ochroniarz:
– Panie, zjeżdżaj pan stąd! To jest sejm, tu się kręcą posłowie i senatorowie!
Dziadek na to:
– Ja się nie boję, mam alarm!
Tak się zastanawiam skąd ten dziadek wziął Malucha.No i jednak widać, że kawał stary z czasów gdy jeszcze nie było barierek.
I jeszcze jeden o dziadku, bo Dzień Dziadka jeszcze niepełną godzinę jest.
Jaki jest szczyt bezczelności?
Zaśpiewać dziadkowi sto lat na 99 urodziny.
Pamiętacie te kawały o szczytach?
Tak, oczywiście. Np. jaki jest szczyt siły? Tak dmuchnąć baranowi w tyłek, żeby mu się rogi rozprostowały.
Szczyt bezczelności -nasr..ć komuś na wycieraczkę, zapukać i poprosić o papier.
Tych szczytów, to kiedyś znałam wiele, ale część z nich nie nadaje się do opowiadania w kulturalnym towarzystwie


Tak od ręki przypomniał mi się szczyt prędkości… biegać dookoła słupa, żeby z przodu była d… domyślcie się co
Był jeszcze szczyt zręczności – złapać komara za lewe jajko będąc w rękawicach bokserskich.
I ostatni szczyt… lenistwa – położyć się na atrakcyjnej laseczce i czekać na trzęsienie ziemi…
Na razie wystarczy
Ze szczytów bardzo mi się podobał „Szczyt mini” czyli „gumka bez majtek”:)
Doskonałe! Nie znałam albo zapomniałam!
Dobranoc, Wyspo!
Chcę i muszę iść spać…
Spokojnej.
Chcę i mogę powiedzieć Ci Dobranoc!
Jakich by tu jeszcze czasowników modalnych użyć?
Wypada? …pożyczyć Ci spokojnego snu.
Potrafię? zrobić to rysunkowo…
Postanowiłam poszukać dowcip nawiązujący do miejsca, w którym rozmawiano o poczuciu humoru.
Młody rolnik poucza właściciela sadu:
– Pan ciągle pracuje starymi metodami. Będę zdziwiony, jeśli z tego drzewa uda się Panu zebrać chociaż 10 kilogramów jabłek.
– Ja też będę zdziwiony, bo zawsze zbieram z niego gruszki.
Dowcip taki sobie, ale tak naprawdę chodziło mi o gruszkę.
Zmykam! Dobranoc.
Myk, myk …wesołych snów!
Dobranoc. Pchły na noc.
Karaluchy pod poduchy,
a szczypawki do zabawki.
Nietoperze za kołnierze,
a biedronki do skarbonki.
Ślimaki w kozaki.
Krety do skarpety.
Krecik wlazł w skarpetę, a ja pod kołderkę.
…i czekam na lampkę.
No i się doczekałaś
Nawet jeśli nie widać, to lampka jest uśmiechnięta !
Dobranoc
Dzień dobry
Wesoła była ta noc, dowcipy mnie rozśmieszały nawet gdy spałam 
Witajcie!
Pod uśmiechniętą lampką nawet sny są weselsze!
Witajcie!
To ma być kolejny wesoły dzień?
Po nieprzespanej nocy jednak się więc do Was uśmiecham.
Dzień dobry, na oko faktycznie całkiem niczego sobie.
Czekając na Gienię i Wasze dowcipy zacytuję prof. Bralczyka.
Najważniejsze jest stosowanie dwóch zasad, do których jego zdaniem sprowadza się retoryka – mówić raczej ludziom niż do ludzi i intensywnie myśleć o tym, co chce się powiedzieć.
Skojarzyło mi się znane powiedzenie Klaudiusza
Nie zawsze mów, co wiesz, ale zawsze wiedz, co mówisz.
Sobie na zgubę to przypomniałam chyba? Tak oto brak snu działa na Makówkę -teraz zacznie myśleć ZANIM coś powie?
To jest ważna i mądra zasada.
Nie przejmuj się, myślenie boli tylko kompletnie nieprzyzwyczajonych!
Jak dobrze, że mnie ostatnio bolą różne części mojego ciała, a głowa (odpukać!) -nie.
Jaki to był ten kawał, który się kończył „czy nigdy nie bolała pana głowa?”…)
Była to odpowiedź pisarza na wyszydzanie przez krytyka określenia „bolesna pustka”, użytego w którejś z książek…
Dzień dobry, Makówko:)
Rymowaną wersję Twojego aforyzmu sobie przypomniałam:):
„Wpierw wołu przywieś do języka,
nim powiesz co publicznie,
a sprawa ci nie poutyka…
Wpierw wołu przywieś do języka.
Tę cnotę rzadko się spotyka,
zaś brak jej ustawicznie.
Wpierw wołu przywieś do języka,
nim powiesz co publicznie.”
(autora nie poznałam nigdy:))
Pozdrawiam:)
Dzięki Leno!
Czy na Wyspie to już jest publicznie, czy też w wąskim gronie przyjaciół?
Gienia już biegnie z napojami
O, bardzo w porę. Poproszę kawę, czarną, mocną i gorzką.
Herbartęęęęęęęęęę poproszę!
Dobra nasza, i to dosłownie. Iga Świątek w III rundzie Australian Open po wygranej z Carlą Suarez-Navarro, można brać się do pracy w dobrym humorze
Praca Quacka przypomina mi dowcip o literaturze:
Przychodzi gość do biblioteki i pyta:
– Są kroniki Gala?
– Anonima – kończy bibliotekarka…
– A to szkoda – gość odwraca się i wychodzi.
Znaczną część swojego życia mieszkałam na ulicy Kronikarza Galla -takie skojarzenie luźne. Bibliotekę widziałam przez okno.
I wiecie co -tu akurat się nic nie zmieniło. Ulica dalej się tak nazywa i biblioteka dalej jest po drugiej stronie ulicy.
Więc dowcip nie był bezsensowny
Dzień dobry

Wstałam już godzinę temu (3:30), ale najpierw przygotowałam obiad na dziś, bo wiem, że pracuję długo i nie będę miała czasu. A to trochę mi zajęło
Witaj pracusiu!
A może jakichś kawał kulinarny ktoś zna?
Dopóki nikt nie przypomni sobie kawału kulinarnego ja mam taki:
Wchodzi dwóch prawników do baru, wyciągają kanapki i zaczynają jeść.
Podchodzi kelner i mówi:
– Panowie, tu nie wolno jeść swoich kanapek.
Na to prawnicy popatrzyli na siebie, pokiwali głowami i… zamienili się kanapkami.
Tak à propos prawników… hm…kolejny „ciekawy” dzień nam się szykuje.
Już wolałabym, aby rzeczywistość stała się mniej ciekawa.
Dzień dobry:)
Wskaźnik mojego poczucia humoru nieco poszedł w górę po wreszcie przespanych paru godzinach we własnym łóżku. Może zostało pod poduszką albo w piżamowej kieszeni, bo ostatnio jakoś nie było mi do śmiechu:)
Pozdrawiam i idę nadrabiać netowe zaległości:)
Witaj Leno!
Cieszę się, że zaglądnęłaś na Wyspę.
Mam nadzieję, że jak już wypoczniesz zerkniesz znów i zobaczymy jakichś zabawny wierszyk, dowcip albo anegdotkę.
Zanim Lena nam coś opowie wkleję takie coś znalezione w necie.
Dobre i prawdziwe, niestety
Dlatego jadę dziś knuć.W kulturalnym towarzystwie.
Do popotem,paaaa
Będę odpowiadać sukcesywnie, jeśli coś mi się nasunie w trakcie czytania:)
Bardzo lubię wszelkie literackie smaczki, a za mistrza takowych uważam choćby T. Różewicza:)
Uwielbiam te jego „deratyzacje wierszy”, „nie pchania się do autobusu-karawanu po trupach” czy choćby „Życiorysy Wieszczów”:):
„(…) wręczył wieszczowi Adamowi Mickiewiczowi
puchar
ale ten nie bacząc na gest
pojednania
chwycił Juliusza Słowackiego
za kołnierz i z okrzykiem
„paszoł won”
wyrzucił młodszego od siebie
za drzwi w czasie zebrania u Towiańskiego(…)”
(„Juliusz Słowacki”)
Chyba najbardziej treściwym przekrojem tego, co mnie bawi „kurtularnie”, jest mój cykl „Z piątku…”:)
Pozdrawiam:)
Dziękuję Leno i czekam na jeszcze.
Proszę uprzejmie:):
„Przedmioty martwe są zawsze w porządku i nic im, niestety, nie można zarzucić. Nie udało mi się nigdy zauważyć krzesła, które przestępuje z nogi na nogę, ani łóżka, które staje dęba. Także stoły, nawet kiedy są zmęczone, nie odważą się przyklęknąć. Podejrzewam, że przedmioty robią to ze względów wychowawczych, aby wciąż nam wypominać naszą niestałość.”
(„Przedmioty” w: „Hermes, pies i gwiazda” – Z. Herbert)
Dziękuję Leno! Poproszę o jeszcze…
Dobry wieczór. Fajrant i przerwa. Wczoraj jakby było nieco mniej do ogarniania.
No to wreszcie odpoczniesz. A ja gości miałam…
A ja wróciłam zmarznięta z knucia pod Ratuszem.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,25628095,sad-najwyzszy-zakwestionowal-sedziow-powolanych-przez-neokrs.html?fbclid=IwAR2NjIaZvRNHVto9WZTHUF6tWo2o
Ja już też dotarłem. Wysłuchaliśmy trzech sędziów na żywo, a potem sentencji wyroku połączonych Izb SN – już w transmisji. Trochę lżej się zwijało sprzęt…
Tetryku, masz rację.
Pod Ratuszem była radość i nadzieja.
W domu z przyjemnością wysłuchałam w TVN Uzasadnienia Uchwały wygłoszonego przez Sędziego Włodzimierza Wróbla.
Gdy jednak posłuchałam Patryka Jakiego, a potem na konferencji prasowej PIS usłyszałam, że SN obradował z rażącym naruszeniem prawa i w związku z tym Uchwała SN jest bezskuteczna wyłączyłam telewizor i uciekłam na Wyspę.
Strach się bać co będzie dalej.
Przepraszam…może ktoś opowie jakichś kawał albo wesołą piosenkę poproszę lub wierszyk.
No właśnie tak niesporo w obliczu tego, o czym piszesz. Chyba nie było jeszcze tak ostrej konfrontacji na linii władza wykonawcza/ sądownicza.
Ja bym to raczej nazwała inaczej.
Wykonawcza + Ustawodawcza + Prezydent (w jednych rękach zwykłego posła) kontra Sądownicza.
Jestem po przerwie.
A ja idę spać, może jutro będzie lepszy dzień…
Dobrej nocy życzę, mimo wszystko
Śpij spokojnie Bożenko!
Spokojnej!
Czy wiecie, że właśnie mijają 115te urodziny KIG? Uczcijmy je jego limerykiem:
Był pewien poeta w Łodzi,
który ciągle na rzęsach chodził.
gdy go koledzy z płaczem
błagali, chodź inaczej,
odpowiedział: co was to, do cholery, obchodzi?
Taki jakiś taki mam dziś nastrój na skumbrie.
Chcieliście Polski, no to ją macie!
(skumbrie w tomacie pstrąg)
I tyle w tym tomacie…
Dobranoc Państwu! 😉
Dobranoc Ukratku w tomacie!
Prawda. I to by mogła być dobranocka na dzisiaj, lepszej nie znajdę.
Ależ mnie zaszczyt spotkał!
Tego jeszcze nie było!
Makówka zapodała Dobranockę!?
(bynajmniej, bynajmniej nie było to moim zamiarem).
Jak tu wesoło i radośnie! Okazuje się, że Wyspa ma poczucie humoru, a humor, wiadomo, świadczy o wysokim IQ.
Z dylematów chemika: wokół tyle butelek, a napić się nie ma czego…
Mąż przynosi pączki, a żona przerażona:
– Czy wiesz, ile trzeba wysiłku, by spalić pączka?
– A po co masz palić tego pączka…
Witaj Ultro!
Bardzo się cieszę, że zaglądnęłaś!
Zaglądam, Makówko, ale jak się ma podwójne widzenie, lekko nie jest. Pozdrawiam Wyspę.
Wiem, wiem i dlatego podwójnie doceniam. Ba, nawet pięciokrotnie!
Kochana jesteś!
Dobranoc kochani. Na nic wię
cej dziś mnie nie stać. Snów bez horrorów.
Dzięki i nawzajem.
Też będę zmykał.
Dobranoc!
Dzień dobry
To znów piątek 
Witajcie!
Piątek – chłodny, mglisty i nieco smożasty… Niech będzie dobry!
Podobnie w Poznaniu, ale może będzie lepiej gdy słońce wzniesie się wyżej…
Dzień dobry. Już coś wiem o egipskim pięterku – będę je budował w weekend.
Już się cieszę
No to czekamy na weekend!
To czekamy na weekend?
Też już się cieszę!
Planujesz ile części?
Chyba czas na kawę lub herbatę?
Kawę bardzo chętnie, bo jeszcze ziewam.
O rany, jak ja dzisiaj ziewam! A spać poszedłem wyjątkowo wcześnie…
Może za długo spałeś?
Za długo to spałam ja!
Dziś mój organizm postanowił odespać poprzednią nieprzespaną noc.
Słonecznie witajcie!
Wyspiarze zapracowani, zajęci albo nieobecni?
A Makówka (uwaga!) myśli…od wczoraj.
Śniło mi się, że jestem na AGH, mam przed nosem zadanie matematyczne i zupełnie nie wiem jak się do niego zabrać. Zbudziłam się w momencie, gdy stanął nade mną asystent, a ja coś jąkałam, że chora byłam jak ten materiał był przerabiany.
Oto widać jak to myślenie na mnie wpływa. Czy podświadomość pokazuje mi, że za wysoko ustawiam poprzeczki dla mojego organizmu ?
Przypłynęłam na wyspę, by zaprosić na moje „wyspy leniwe” na kolejnej stronie 🙂
Już prawie wychodziłam, ale przed wyłączeniem laptopa jeszcze zerknęłam na Wyspę i …warto było!
Już pędzę piętro wyżej!