Ziemniaki, kartofle, pyry, grule… pewnie jeszcze wiele nazw można by było znaleźć w różnych stronach kraju. Ale jak byśmy nie nazywali, jemy zazwyczaj z wody, całe albo pogniecione, czasem z jakimiś dodatkami. Ale czy tak być musi? Nie musi!
Okrutną i despotyczną decyzją Knezia Blogodzierżcy dzień 13 września tego roku został zadekretowany Międzyregionalnym Świętem Kartofla, w skrócie Kartofliskiem. Przygotowania zaczęliśmy od remanentu możliwych do sporządzenia potraw:
– ziemniaki z wody
– puree ziemniaczane
– placki ziemniaczane
– ziemniaki pieczone w ognisku
No dobra, to wszyscy jedli! Co zatem dalej?
– kluski śląskie
– kluski szare
– prażucha (na dwa sposoby )


– kartacze
– babka kartoflana
– pyzy
– kiszka ziemniaczana
– … i kto jeszcze coś zechce wymyślić!
Centralne obchody odbyły się w dobrze już znanym miejscu na Jurze, dzięki poświęceniu i gościnności Watry. Zjeżdżało się asynchronicznie towarzystwo w miarę liczne, jak komu czas pozwalał i zdrowie dopisywało – rozjeżdżaliśmy się też o różnych porach, ale z tym samym stanem ostatecznego napełnienia żołądków. Oczywiście nie udało się sporządzić wszystkich potraw z powyższej listy – brakło i czasu, i miejsca w konsumenckich brzuchach, i wreszcie – trzeba sobie zostawić jakąś zachętę na następne świętowanie… Wszak oprócz potraw głównych było jeszcze sporo dodatków – skwareczki, sosiki, gulasz, jarzynki, ogóreczki, dynia marynowana i tak dalej. Ale nie poprzestawaliśmy na najprostszych – ba, pojawiły się też – i zostały starannie zdegustowane – wcale wysoko przetworzone produkty ziemniakopochodne. Fakt – tych już nie przygotowywaliśmy sami od początku do końca, choćby z braku aparatury…
| « Rozmowy z kotem | Truskawiec .Lato 1936 » |
15
wrz 2014





Niniejszy tekst stanowi krótkie usprawiedliwienie weekendowej nieobecności na Wyspie
Ajj, litości! Dlaczego o tej porze? Toć mi ślina pociekła, zwłaszcza na ziemniaki z ogniska… ale i babkę ziemniaczaną… i kiszkę (ze skwareczkami koniecznie!).
Sam też jestem pyrą z pochodzenia wszak, ale nie odbieram tego wpisu jako nawoływania do kanibalizmu 😉
Przy okazji przypomniał mi się Pyra Bar, który odwiedziliśmy z Amerykanami w Poznaniu – mają oddział również w Gdańsku, a w menu być może znajdziesz inspiracje na za rok?
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.pyrabar.pl/index.php?str=menu
A, skwareczki.. jak najbardziej!
Fakt, że mamy zdumiewająco mało zdjęć potraw – widać, że potrawy same bardziej absorbowały niż fotografowania 😉
Dobrze to świadczy o kucharzach! A że u fotografów wola nie taka silna, cóż… 😉
Pominąłeś całkiem pospolite frytki
i były jeszcze ziemniaki pryskane, ale chyba nie chcę nikomu odbierać apetytu ! 🙂
A wiesz, że o tym też pomyślałem zaraz po opublikowaniu! Ale tam jakoś nikomu frytki w głowie nie świtały – takie banalne i macdonaldowate…
Hmmm… Jakby co, to u nas jest trochę więcej fotek, niestety za hasłem, po które można zgłosić się do Tetryka – notka nie jest tajna, a jedynie ma ograniczona hasłem widoczność, bo tam są nie tylko kartofle. Niestety fotografowie popadli chyba w niejaka obsesje monotematyczna bo na wszystkich prawie fotkach prażucha zwana psiochą!
Witaj Kneziu
co to jest prażucha zwana psiochą ?
To jest to, co na tych talerzykach u góry.

Przepis poproszę – z tych kleksów nic mi nie wynika !
A nie, nie trzeba, wujek Google mnie oświecił….
Ta jasna jest przygotowywana z gotowanych kartofli i części wywaru. Do tego dosypuje się mąki i praży aż się uzna, że wystarczy – smaczna dość. Nadaje się do odsmażenia. 🙂

Ta druga jest z tartych ziemniaków, prażonych dość długo z tłuszczem i np. smażonym boczkiem. Smakowo są to bardzo różne potrawy.
Obie przygotowane były ze względu na to, że nikt z obecnych ich wcześniej nie próbował. No i nazwę maja ten, tego – onomatopeiczną.
Z lubelskich potraw jadłam pierogi z białym serem i kaszą gryczaną i ziemniaki omaszczone cebulką smażoną na śmietanie …bardzo to było dobre 🙂 Ta śmietana miała jakąś specjalną nazwę, ale jej nie pamiętam.
Ale to już chyba by trzeba Dzień Pieroga zorganizować? 😀
Takie pierogi z kaszą gryczaną to są gryczaki – lubelska specjalność, obok cebularzy. Ja preferuje takie z serem, kasza i cebulką, coś na kształt ruskich ale bez kartofli.
Przyznam się, że jako przybysz nie ceniłem tutejszych specyfików, ale po latach nabrałem upodobania niejakiego. Za to zdecydowanie połączenie doświadczeń z północnego wschodu, Litwy i Białorusi z tymi tu, daje rewelacyjne wyniki, szczególnie w wędliniarstwie.
Smażenie na śmietanie jest praktykowane na całym wschodzie Polski, aczkolwiek teraz już bardzo rzadko. Polega ono z grubsza na tym, że należy odparować na patelni wodę i smażyć w zasadzie jak na maśle. Efekt jest taki, że uzyskuje się bardzo bogate smakowo potrawy. Doskonała jest np. jajecznica na śmietanie. Ja uwielbia, ale już np. Starsza nie.
Dzień dobry
Widzę, że nam nowe pięterko przybyło 
Pomijając te pryskane pyry…
A jakie apetyczne
Dzień dobry
Niedawno przeczytałem, że ziemniaki (jabłka ziemne jak je nazywają Francuzi – dla nich wszystko co okrągłe to „jabłko”) zawierają dużo witaminy C. Z tego powodu jedzenie ziemniaków oprócz wartości odżywczych ma też własności zdrowotne. W związku z tym, może zamiast herbaty z cytryną zafundować sobie herbatę z plasterkiem ziemniaka? 🙂
Pozdrawiam
Witaj Krzysztofie
Niezły pomysł, ale czy ten plasterek ziemniaka ma być ugotowany, czy surowy? 
Tylko surowy :)) Ugotowany „zabije” witaminy!
Ewentualnie możemy zastosować wysoko przetworzone produkty ziemniakopochodne, które mają dodatkowy plus, że oprócz wartości zdrowotnych (witamina C) posiadają własności odkażające 🙂
Z dziecinnych lat pamiętam, że zeżarcie kawałka surowego ziemniaka było gwarantowanym sposobem na nagły atak gorączki chroniący przed wysłaniem tego dnia do szkoły – np. na klasówkę
Słyszałam o tym sposobie, choć go nie stosowałam. Jednakże o działaniu odkażającym ziemniaka wysoko przetworzonego przekonałam się niejednokrotnie, gdy mnie rozkładała grypa.
OOOO, to jest to ! „Ziemniak wysokoprzetworzony”… a ja się zastanawiałam
. Dzięki Poranna Pani 🙂
Witajcie w kolejny ciepły i DOBRY dzień!
Ciepły będzie, ważne żeby był udany
Kartofel wiecznie żywy!
Dzień dobry
Ja jestem głównie „makaronowy”, dzięki temu dania z ziemniaków rzadko jedzone traktuję jak wyszukany rarytas 🙂
Wyobraź sobie jak wtedy smakują np. „ziemniaki z wody” – pyyychota!
Pioseneczka – śliczności
Świetna! I te obrazki!!!
Dzień dobry! Po dniu względnie lekkim dzisiaj znów intensywny (chociaż owszem, słoneczny), więc przekąszam porannego ziemniaczka i lecę do pracy.
Witaj Pracku…. leć i omijaj kominy ( to co prawda było zalecenie dla mnie, ale mmoże i Tobie sie przyda 🙂
A ja też lecę, ale po zakupy. W lodówce tylko światło zostało
Skłamałam
Światła w lodówce też nie mam, bo się zepsuło. Ale teraz jest już pełna 
DzieńDobry :)) Polecam „Dzienniki Gwiazdowe” S.Lema i zdziczałe kartofle buszujące w kosmosie :))
… a ekologiczne ziemniaki kosztują u nas 5,20 zł/kg . Drożej niz owoce ….
Wszystko co ma miano ekologicznego (tutaj to się nazywa „organic”) jest pierońsko drogie. Czasami małżonek kupuje takie mleko. Faktycznie ma smak podobny do tego prosto od krowy, ale jest ponad dwa razy droższe od normalnego. W sklepach można też kupić mleko beztłuszczowe, ale wygląda toto jak woda (i to nie ta pierwsza) po myciu kanki w gospodarstwie mojej ciotki
To już oczywiście nie jest organic 
Jest też w sklepach śmietana beztłuszczowa, ale tego świństwa to nawet nie próbowałam
Już chyba kiedyś pisałem o tej farmie w Maryland, co to Kuma ma wykupione udziały i z tego tytułu w sezonie od wiosny do jesieni ma co tydzień właśnie rychtyczne organiczne jarzyny, warzywa i owoce?
Ano – nie pisałeś ! a szkoda 🙂
…ale nie tak żeby poświęcać na to osobny wpis (aż tak dobrze się nie znam), tylko w komentarzach, wydawało mi się, że o tym pisałem?
Pisałeś, Mistrzu Q o tej Kumie i jej udziałach. Tego jestem pewna. Było to bodajże na wątku opisującym nasze wiśniobranie…
… ale nie jestem na 100% pewna, a nie chce mi się szukać i nie mam na to teraz czasu…
W dzieciństwie często jadałem u babć na wsi ziemniaki z kwaśnym mlekiem, ale u każdej babci inaczej: w Małopolsce ziemniaki pomaszczone skwareczkami albo i kawałkami surowego, chłodnego masła kładzionego na kęs gorącego ziemniaka popijało się mlekiem z kubeczka, a na Mazowszu gorące kartofle ze skwarkami zalewało się na głębokim talerzu kwaśnym mlekiem.
Ale też co to było za mleko…
Podczas ostatniej mojej wizyty w Polsce, ciocia pytała mnie co nam przygotować na obiad. Chciałam tylko zsiadłe mleczko z ziemniakami. Takiego mleka się tutaj nie kupi
Albo kefir, albo jogurt… a to nie jest to samo…
A jedliśmy tak jak w Małopolsce, czyli ziemniaczki na talerzu, a mleko w kubeczku
Nie uwierzycie, ale niedawno mleko ze sklepu się pięknie ukwasiło. Właściwie już ukwaszone kupiłam, choć to miało być słodkie. Po prostu w sklepie popsuła się lodówka i nie zauważyli, że mleko zsiadło. Jakież było moje zdumienie, gdy nalewając do kubka, stwierdziłam, że jest gęste. Chciałam już odnieść z reklamacją, ale na wszelki wypadek spróbowałam. Nie było gorzkie! Muszę z tym mlekiem zrobić jeszcze jedną próbę i jeśli się uda, mogę je odstawiać na kwaśne.
Ale to nie było takie jak w Biedronce w kartoniku, tylko w plastikowej butelce z uchwytem jak u dzbanka. Jako słodkie też jest smaczniejsze od tego kartonikowego 
Mleczarnia z Piątnicy może? lubię ich produkty!
Zgadza się. Ale z tego wynika, że mleko jest bez konserwantów.
Rrany, ja już wieki nie jadłem takich ze zsiadłym mlekiem. Jak sobie człowiek przypomni te smaki z dzieciństwa…
Ja miałam to szczęście, będąc na wsi u siostry. Kupowałam mleko prosto od krowy, w dodatku za 1 zł/litr. Teraz robię eksperyment z tym, o której pisałam wyżej. Napiszę jutro, czy się ukwasiło.
Dzień dobry
Ależ smakowity wątek 
Dobrze, że już jestem po śniadaniu, bo chyba od razu poleciałabym do lodówki
Jako dziecko byłam wybitnie ziemniaczana
Mięsko mogło nie istnieć, byle na obiad były ziemniaczki z sosem i surówką
Jakieś ryże, kasze, czy makaron też nie były mi do życia potrzebne… Teraz smak mi się zmienił i jestem wybitnie mięsna, a makaron mogę jeść ze wszystkim 
Poczytałam poprzedni wątek i muszę…

Mistrzu Q, to było wspaniałe!!! Opowieść kota jest cudowna!!!
Och, dziękuję pięknie, ale – jak już pisałem – skleciłem taką kocią narrację, żeby jakoś przyprawić wspólnym sosem zdjęcia (którym nijak do Twoich, żeby była jasność)
Nie rozumiem o czym piszesz, Mistrzu Q? Co było nie tak z Twoimi zdjęciami? Bo jakoś nie zauważyłam…


A co do narracji… chciałabym umieć tak „klecić”
Moje opisy do pięt Twoim nie dorastają
Ale to zależy, kto czego w nich szuka. Przecież Twoje są faktograficznie bezbłędne, łączą realizm z humorem, a te moje to taka trochę rzeczywistość może nie całkiem magiczna, ale troszeczkę umagiczniona. To mi trochę przypomina niedawne spotkanie ze znajomą niewidzianą od lat …nastu, prawie …dziestu i dyskusję, co kto lubi, bo ja opowiadałem o science fiction, a ona – o swojej ulubionej literaturze faktu. I to, i to potrafi być dobre, każde w swoim rodzaju.
Już nie mówiąc o tym, że (prawdopodobnie) zadziałała synergia, o której wspominał Mistrz Tetryk, i zacząłem pisać te relacje, zachęcony Twoim przykładem 🙂
Muszę zaraz lecieć do pracy
ale przypomniało mi się jak wczoraj w wiadomościach wieczornych usłyszałam, że w tym roku 11 września był najzimniejszy od ponad stu trzydziestu lat
To chyba wynik tego globalnego ocieplenia
Bardzo długa zima, chłodne lato (oczywiście w porównaniu do lat ubiegłych) i przymrozki już we wrześniu… nic tylko nam się klimat „ociepla”…
Dobry wieczór! Fajrant na dzisiaj, swoje odrowerowałem, dzisiaj pani Figury z córkami na ścieżce rowerowej nie było, pewnie dlatego, że rusza pełną parą festiwal filmowy (przejeżdżałem mimo i mignął mi tylko z daleka pan Andrzej Chyra, ale nie zatrzymywałem się – utknąłbym w tłoku łowców autografów).
Dobrze, że zdjęcia to po fakcie się ogląda, bo jeszcze bym wyskoczyła z pociągu 😉
Witaj Bezetko 🙂 Nie widok, ale smak jest najważniejszy
Dobry wieczór:)
Co do smaku to wątpliwości najmniejszych nie miałam :)) Ale zdjęcia mogą go jeszcze rozbudzać!
To prawda, człowiek je również oczami.
Znaczy, trzeba staranniej dobierać terminy!
Hmm, drugi termin to gdzieś w czerwcu 😉 ale też nie pasuje na drugiej imprezy wyżerkowej 😀
Niedługo przyjdzie nocna zmiana, a na mnie już czas. Dobranoc
Ja też zaraz zmykam, bo Juniorzy zapuścili jakieś ściąganie dużych plików i transfer mam jak mucha w smole. Jeszcze za chwilę dobranocka i…
…i dzisiaj Francja, a dokładnie jej północna połowa… No, Ile-de-France… Znaczy Paryż… Znaczy sam środek Paryża, a dokładniej to katedra Notre Dame.
I wcale nie będzie o dzwonniku z Notre Dame, tylko o organiście. Nazywał się Charles Racquet i był doskonale ustosunkowany – pracował również jako nadworny muzyk Marii Medycejskiej i Anny Austriaczki. Jego przyjaciel, jezuita Marin Mersenne, zainspirował go swoim „Traktatem o harmonii” do napisania utworu, który pokazywałby, „co można wykonać na organach”.
I właśnie tego utworu, zatytułowanego „Fantazja”, posłuchamy dzisiaj na dobranoc. Właściwie najbardziej przypomina mi architekturę barokową – pod spodem potężny, monumentalny, a z wierzchu udekorowany ozdóbkami i drobiażdżkami.
Snów pod dachami Paryża, niekoniecznie tego barokowego.
Piękny utwór
Dziękuję w imieniu słuchaczy 🙂
Wychowałem się w Oliwie, miejscu znanym z pięknego parku, zawarcia pokoju ze Szwedami oraz organów (prawdopodobnie największych w Polsce). Pamiętam, że czasem, po mszy, jak organista miał akurat wenę twórczą to wygrywał na tych organach takie kawałki, że „klękajcie narody”. Szkoda, że nie udało mi się tego zarejestrować dla potomności 🙁
Dobranoc
Hej, Krzysztofie z Gdańska – miło, że i Ty doceniasz Kwakowe dobranocki 🙂 Jest jeszcze ciekawy muzycznie Lord W. – niestety utajniony
Słucham sobie tych organów i przypominam koncerty w Kamieniu Pomorskim – pięknie było 🙂
No to – dobranoc
Dzień dobry
Na miłą pobudkę, posłuchajmy tej pięknej melodii
Dzień dobry. Zapowiada się pracowity dzień, nie tylko przed komputerem, ale i w pobliżu. Trzymajcie kciuki!
Dzień dobry!
Jak pracowity, no to pracujmy, trudno…
Czy ktoś wie, czy Skowronek na długo wyjechał na to szkolenie?
Chyba o tym nie napisała… Może Wiedźminka będzie wiedziała?
Witam Ciepło i słonecznie :))
Witaj Stateczku
Kiedyś Zbigniew Rawicz był moim ulubieńcem 🙂
W odpowiedzi…
Dzień dobry

I jak na razie słoneczny, a to lubię
Witaj Mireczko
Ja mam też słoneczny i ciepły dzień. I chociaż noce są coraz chłodniejsze, to w dzień lato nie pozwala o sobie zapominać 
Dzień dobry Bożenko
A kilka takich dni było…
U mnie różnie z tym ciepłem bywa, chociaż zapowiadają chwilowe ocieplenie. Jak pisałam wcześniej, ten wrzesień jest wyjątkowo zimny. Kto to widział, żeby o tej porze roku było tylko 14C?
Zwykle zaczynało się robić zimno dopiero na przełomie października i listopada, czasami na początku grudnia… ale nie we wrześniu!!!
Pamiętam jak wiele lat temu przylecieli nasi przyjaciele (dokładnie 19 stycznia) i parę dni później byliśmy na plaży w Wilmette. Chodziliśmy w ubrankach z krótkimi rękawkami, a niektórzy nawet kąpali się w Lake Michigan. Dopiero po kilku dniach zrobiło się zimno… a teraz jest dopiero wrzesień!!!
To dziwne. Dziś rozmawiałam ze znajomym z Kanady i u nich jeszcze są upały!
Upały? U nas nie tak dawno mówili, że w Kanadzie spadł śnieg
Może zależy w jakich rejonach… W USA też gdzieniegdzie są upały, a gdzieniegdzie trochę poprószyło śniegiem 
Ech, w styczniu się jeszcze nigdy w jeziorze nie kąpałem… najpóźniej w listopadzie, a i to w ubraniu
Ja też się nie kąpałam w styczniu, tylko widziałam kąpiących się. Jakoś nie przyszło mi do głowy wzięcie kostiumu kąpielowego, a o kąpieli w ubraniu nie pomyślałam
W zachodniej. W Vancouver.
Czyli praktycznie po drugiej stronie kontynentu…
Ja też nie – to grawitacja zwyciężyła zamysł
Brrr, na samą myśl mi się zimno zrobiło!
Zaczęłam już dokarmiać ptaszki
Robi się coraz chłodniej i czas je przyzwyczajać do karmnika. Muszę tylko znaleźć im nowe miejsce, bo małżonek się wścieka. Karmnik stoi za blisko naszego stołu i ptaszki często na niego siadają, a co za tym idzie, ofajdały jeden jego koniec dokumentnie
Mnie to aż tak strasznie nie przeszkadza, bo jak będziemy tego stołu używać, to i tak, jak zwykle, najpierw go umyję, a poza tym zawsze kładę na nim wielką ceratę. Bezpośrednio na stole jedzonka się nie kładzie… No, ale małżonek sam ten stół zrobił i pewnie dlatego aż tak go boli, że ptaszki zrobiły sobie na nim toaletę 
A nieprawda!!! Najwyżej z pięćdziesiąt sztuk…
Ubarwienie mają identyczne…
Ale one przecież też muszą coś jeść… Tylko te małpy jedne, wcinają ziarno ptaków, a swoje cóś nie za bardzo
Nie kupię im więcej, skoro i tak wyjadają ptakom. Lepiej kupić więcej tego ptasiego… 
Wczoraj spóźniłam się do pracy, bo z podziwem obserwowałam całe stado wilgowronów(chyba z 15 sztuk), które przyleciało do mnie się pożywić. Nie odwiedzały mnie do tej pory. Miałam głównie wróble i gołębie karolińskie. Małżonek twierdzi złośliwie, że z całej dzielnicy do mnie przylatują i jest ich chyba setka
Zauważyłam też, że wróbelki różnią się od siebie. Niektóre mają ogonki proste, z lekkim wcięciem na końcu, a inne mają ogonki zwężające się ku końcowi, prosto zakończone i mające na tych ogonkach takie boczne piórka… i tylko tym się między sobą różnią
Kupiłam specjalny pokarm dla wiewiórek, chociaż małżonek trochę pyszczył, że po co te prostytutki dokarmiać
„Wilgowronów” w pierwszej chwili przeczytałem „winogronów” i najpierw się zdziwiłem, że tak niegramatycznie, potem zastanowiłem, jak winogrona by się miały pożywiać, a dopiero na końcu przeczytałem jeszcze raz – poprawnie.
Czy przypadkiem małżonek w stosunku do wiewiórek nie użył nieco innego słowa? 😉
Ej, chyba na to jest zbyt kulturalny… 😉
Jest, Bożenko
Nie używa wulgaryzmów w potocznej mowie 
No to faktycznie z tymi wilgowronami ciekawie Ci wyszło, Mistrzu Q
Ja czasami tak rozwiązuję krzyżówkę. Przeczytam i myślę, że chyba jakiś głupek ją układał, bo zupełnie nie pasuje! A potem czytam hasło jeszcze raz… 

A małżonek na 100% powiedział to co powtórzyłam. Za jego siostrą tak czasami te wiewiórki nazywamy… nie inaczej
Aaa, to przepraszam za insynuację.
Zapomniałam napisać, że oprócz tych ptaszków i wiewiórek widzę czasami malutką myszkę, która zbiera ziarenka z ziemi
Jest bardzo płochliwa, boi się wszystkiego, nawet wróbli… Wolę dokarmiać ją na podwórku, niż mieć w domu 
Widzę, że bez wyjeżdżania z domu, mogłabyś zbudować nowe pięterko, tylko pstrykając przy drzwiach
Właściwie przez okno w kuchni
Specjalnie tak postawiłam karmnik, żebym mogła poobserwować swoje pierzaste 
Za płotem, u sąsiadów rośnie wielkie drzewo. Często siedzą na nim całe stada ptaków. Przed chwilą widziałam, jak jakiś niewielki ptak poleciał między gałęzie. Musiał to być jakiś drapieżnik (chyba coś z sokołowatych), bo ptaki rozleciały się na wszystkie strony w popłochu. Nawet te z mojego karmnika uciekły
Tylko wiewiórki zostały… widocznie drapieżnik jest za mały żeby im zagrozić 
Mój czas na pisanie się skończył, niestety
A tego nie lubię. W obydwie strony w korkach 


Czas się zbierać do pracy… Dzisiaj później jadę, ale też i później kończę
Jakoś przeżyję, przecież to nie pierwszy raz
Do Jasminkowego popotem
A czy ktoś wie gdzie jest Wiedźminka?
Dzisiaj się wcale nie pokazała
Ani Lorda W, ani Miśka dziś nie było, nie mówiąc o Skowronku, który nie wiadomo jak długo będzie się szkolić… 
Och, Bożenko, wiesz przecież, że czasem są takie dni, kiedy człowiek żałuje, że w ogóle wstał z łóżka… Różnie to bywa.
Czasem zdarza mi się być tak wściekłym, że aż nie mam ochoty wchodzić na Wyspę, żeby innych tą wściekłością nie zarazić. Podobnie bywa ze smutkami i jeszcze innymi nienazwanymi uczuciami… Niestety i ja, i świat, bywamy czasem bardzo nie-idealni i nie-gładcy, ja się mogę ewentualnie ogolić, ale świat nadal będzie chropawy i kanciasty, i każde zetknięcie nas obu skutkuje wtedy zbytnim tarciem.
Wiem, Quacku, znam świat… Ale żeby wszystkich tak wymiotło na caluśki dzień? Po prostu martwię się… Ja też czasem nie mam ochoty kompa otwierać, ale chociaż przyjdę się przywitać
No, to jeszcze są awarie przeróżne, nie tylko psychiki, komputera, prądu albo połączenia z netem. Nie żebym życzył, ale…
Zobaczymy co będzie jutro, może te „awarie” ustąpią…
Dobry wieczór! Dzisiaj zdążyłem zacząć wyrowerowywanie jeszcze przed 18:00, a skończyłem dobrze po siódmej. Wspiąłem się z centrum Gdyni pod samą obwodnicę (zjazd na Chwarznie), nie macie pojęcia, jak MIŁO się zjeżdża z powrotem 😀
Dobry wieczór 😀 Wierzę, bo po podjeździe pod górę, dobrze się jedzie gdy nogi mogą odpocząć 😆
A potem to już po względnie płaskim, chyba że trzeba przejechać pod albo nad jezdnią.
Kiedyś lubiliśmy z mężem jeździć rowerami wokoło Malty. Po drodze wchodziliśmy do zaprzyjaźnionego barku na kawę i jechaliśmy dalej. Czasem kilka kółeczek. Teraz samej mi się nie chce i nie jeżdżę. 🙁
Widzisz, a ja mam całkiem zupełnie odwrotnie, dopiero samemu mi się chce jeździć 🙂
Ech, nie ma do kogo ust otworzyć… Oczywiście nie podczas jazdy, ale na postoju chciałoby się pogadać. A bez odpoczynku daleko już nie zajadę…
No… Może to dlatego, że ja nie robię postojów, chyba że wymuszone, na światłach przez jezdnię.
Więc i ja zrobię sobie już fajrant i powiem dobranoc.
Dobrej nocy, Bożenko!
Może jeszcze ktoś się objawi…
Ja też powolutku będę się wycofywać na z góry upatrzone pozycje horyzontalne. Ale powolutku.
Ale dobranocka będzie, Kwaku ?
No jasssne! Zaraz!
Dobry wieczór ! 🙂 Ze skruchą przyznaję, że się zaniedbałam, a wszystko przez grzyby, dynię i buraki…. Zostałam zaopatrzona solidnie i szybko musiałam te grzyby zrobić.Buraki też życzyły sobie mojej uwagi 🙁 ..Szczęśliwie dynia znalazła się na balkonie i tam sobie poleżakuje !
Do listopada?
Zupa z dyni, dynia w occie, marmolada z dyni z pomarańczą….
Co jeszcze można zrobić z 10-kilogramowego potwora ?
Lampion na Haloween?
też ! Takie lampiony przepięknie robił Kwak ! Ja niestety mam do tego obie lewe ręce 🙁
Rób przed lustrem! Wtedy nawet lewa ręka wygląda i działa jak prawa!
Dory wieczór : )) Dostrzegłem pewną usterkę przy temacie ziemniaczanym .Moim zdaniem warto omówić sposoby pozyskiwania z ziemniaków różnych ,doskonałych napojów , niekoniecznie chłodzących .
Zauważ, że przynajmniej w komentarzach pojawia się „ziemniak wysokoprzetworzony” 🙂
Hehe, prowokator 🙂
Kiedyś zapomniałem o jednym ziemniaku zostawionym w worku w piwnicy .Ów ziemniak ,kiedy poczuł wiosnę , przebił kłaczem materię worka i dotarł do małego okienka położonego ponad dwa i pół metra od worka na wysokości ok.170 cm. Patrzyłem na ten wyczyn z niedowierzaniem . Co za siła witalna !!
Znaczy, że jak się tę siłę wydestyluje, to człowiek po spożyciu destylatu jest jeszcze w stanie przepełznąć 2,5 m i wspiąć się na 1,7 m? 😉
Witaj wieczorowa porą Maksiu
Dobranocka więc! Ponieważ lwia część kompozytorów barokowych pochodzi z Włoch, to staram się… nie prezentować ich za często, żeby przynajmniej na Wyspie była większa różnorodność.
Dzisiaj jednak Włoch. Bonaventura Rubino, kapelmistrz katedry w Palermo, skomponował nieszpory, zatytułowane „Vespro dello Stellario”. W 1996 po rekonstrukcji wykonało je 120 muzyków: czterech organistów (każdy na innych organach!), grupa wokalistów/solistów, 12 chórów i orkiestry, rozstawione na planie gwiazdy.
Z tych nieszporów – antyfona do Maryi Dziewicy na osiem(!) głosów.
Snów całkiem odwrotnych, znaczy kameralnych i przytulnych!
Słuchając tych pień zaglądałam do książki pan Masłonia z nadzieją, że znajdę coś nie tylko ciekawgo ale i niezbyt długiego 🙂
Bowiem ” lenistwo jest rękojmią dobrego zdrowia”…..
Rubino chyba nie podzielał tego poglądu…..Laudate bardzo dobrze się kojarzy 🙂
Lampka świeci, by wygodnie było wdrapywać się na nowe pięterko ?
Dobranoc…
Pyszne są ugotowane ziemniaki, ostudzone, pokrojone w talarki i polane tłustą wiejską śmietaną. Mniaaaammmm
Na „Kartoflisku” nie byłem – boleję nad tym okropnie.
Ale by sobie i innym trochę to zrekompensować, dodaję swój wkład w kartoflane menu:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/leszek-moje-reflesje-blog-onet.blogspot.com/2014/03/kluchy-ziemniaczane.html