No cześć – rzucił niedbale czarny kot, drapiący się intensywnie za uchem, Widząc moją osłupiałą minę, uśmiechnął się sardonicznie. – Nie bój się, nie przebiegnę ci drogi. Po czym dodał, widząc aparat – Ale nie życzę sobie żadnych zdjęć. Jeżeli już koniecznie musisz, zrób zdjęcie tej tam… – machnął łapą w kierunku nadbiegającej szkockiej owczarki.
– Widzę, że wybieracie się na spacer w tamtą stronę? Dobrze, świetnie. Uważajcie tylko na podsłuch. Wszędzie te mikrofony, nie tylko u sowy, u jej przyjaciół też. Niektóre całkiem bezczelnie, na widoku posadzili.
– Dobrze, że idziecie teraz, a nie wieczorem. Chamstwo się szerzy, łobuzeria i demolka. A już najgorsze są te bobry. Jak się szybko nie usuniesz, możesz nogę stracić, sami zobaczycie, jakie kikuty sterczą. A jeszcze ci powiem, że jak ostatnio żeremia rozkopywali, to znaleźli w środku telewizor i puszki po piwie. Ferdek Kiepski i syn!
– Potem przejdziecie koło fermy latających talerzy. Jest ich tam trochę. Rosną sobie, rosną, a jak dojrzeją, odrywają się od łodyżki i sruu w kosmos. Nie wierz w to, co opowiadają o małych zielonych ludzikach – talerze są bezzałogowe, z tym że rozsiewają zarodniki po całym Wszechświecie.
– Winogrona latoś obrodziły, pełno ich na drzewach. Trochę małe i czerwone, ale ujdą w tłoku. Że co, że nie rosną na drzewach? Ej, no chyba niepoważny jesteś, sam zobaczysz. I spróbuj, dobre są, znajome jemiołuszki je rąbią, aż im się czubki trzęsą.
– Jak będziecie przechodzili przez mostek, zwróć uwagę na portal międzywymiarowy. Widać go świetnie, trochę jak wormhol w projekcji Morrisa-Thorne’a. Tylko patrz z samego środka mostku, pod innym kątem już tak dobrze nie wygląda. Przy okazji – nie zabłądźcie do innego świata, droga powrotna może nie być taka prosta, potem się będziecie błąkać przez eony i z tego wszystkiego nie zdążycie na obiad.
– A, rozmawiałem wczoraj z jednym krasnalem. Żeby go wkurzyć, pojechałem solipsyzmem i prawie go przekonałem, że tylko mu się wydaje, że istnieje – wiecie, one są bardzo drażliwe na tym punkcie. Obraził się, poczerwieniał, odął i odwrócił do mnie tyłem. Zobaczcie, może jeszcze tam siedzi?
– Nie podchodźcie za blisko stawu, tam rosną grzypienie. Wyglądają trochę jak grzybienie, wiesz, te kwiatki, tylko że są czerwone i drapieżne. Pochylisz się, żeby takiego obejrzeć z bliska, albo spróbujesz zerwać, a on cap! Wciągnie pod wodę, utopi i zeżre. W zeszłym tygodniu w ten sposób chapnęły jednego dzieciaka, ale małego, więc pewnie znów są głodne.
– Jak już będziecie wracać, kierujcie się na tęczę. Co prawda garnek ze złotem już spod niej wygrzebałem, ale nadal ładnie wygląda…

Tu kot uśmiechnął się całkiem złośliwie. I rzeczywiście, w drodze powrotnej pojawiła się olbrzymia, piękna, trójwarstwowa tęcza. Zachwycaliśmy się nią do chwili, aż lunęło jak z cebra! Czarny kot nie musi przebiegać drogi, żeby przynieść pecha, wystarczy, że posłuchacie, co ma do wymruczenia. No, ale mamy na przyszłość nauczkę – nie rozmawiać z kotami. Niech sobie chodzą własnymi drogami.





Dzień dobry na nowym pięterku, witam w (mocno) fabularyzowanej relacji z wczoraj. Bardzo udane spotkanie towarzyskie wyprowadziłem przed nawias, a to, co zostało, plus kota (autentycznego, tylko faktycznie nieuwiecznionego na zdjęciu) zostawiłem, okraszając kreatywnym komentarzem.
Nie rozmawiać z kotami? A ja z moim rozmawiam całkiem miło… Ale to nie kot, tylko kotka i nie jest czarna, ale szara w prążki.
A tak prawdę powiedziawszy, to pięknie ten kot opowiadał, interesująco. Od Kotów też można się czegoś dowiedzieć
Ha, ale chyba Cię nigdy nie wpuściła w maliny, tak jak nas z tą przepiękną tęczą?
O nie, ona jest ze mną szczera 😆 Może dlatego, że to kotka, babska solidarność… 😆
Poza tym kot z własnym osobistym personelem ma jednak inne układy niż z obcymi…
Chyba że tak, nie mam osobistych znajomości z obcymi kotami. 😀
Idę zobaczyć, czy mnie nie ma na rowerku…
Dzień dobry
„Obśmiałem się jak norka” 🙂
Jednocześnie mam kilka uwag do tekstu:
1) Bobry to straszne „łobuzy”. Według urzędowych informacji, przerwanie wałów na Wiśle podczas ostatniej powodzi, to ich sprawka! Podobno Bobrowa Międzynarodówka (BM) ustaliła, że Polska zostanie przywrócona do stanu naturalnego i bobry wzięły się za podgryzanie wałów dla zwiększenia nawodnienia naszego kraju (to nie żart, o bobrach, które przegryzły wały przeciwpowodziowe ministerstwo wydało oficjalny komunikat). Jak żyć panie premierze…?
2) Zawsze myślałem, że to nie „Grzypienie” wciągają ciekawskich w toń, tylko nasze, swojskie, Utopce. Ponieważ jednak żadnego dotąd nie spotkałem, więc może to faktycznie „Grzypień”.
3)Słyszałem, że na końcu tęczy nie ma już garnka ze złotem odkąd narodowcy spalili tęczę w Warszawie. Warto ten temat „pogłębić” bo sprawa jest rozwojowa…
Pozdrawiam
Dzień dobry Krzysztofie
Uwagi godne przemyślenia, Chociaż co do tej pierwszej… Zawsze myślałam, że od podgryzania jest ktoś inny 
Wiedziałem, wiedziałem, że to wszystko spisek! Tylko nie wiedziałem, czyj. To dobrze, że wszystko się wyjaśniło. (Nb. relacja o znalezieniu w żeremiach telewizora i puszek po piwie jest autentyczna, oczywiście nikt nie sugerował, tak jak ja, że TV był sprawny, a zawartość puszek bobry zużyłu 😉 )
Utopce swoją drogą funkcjonują, ale są człekokształtne. Różnica między utopcem a grzypieniem jest mniej więcej taka jak między małpą a ośmiornicą 😉
Co do tęczy, to tak się rozpadało, że nie sprawdzaliśmy, co tam na końcu zakopano…
Pozdrawiam serdecznie!
Witajcie!
„Somewhere over the rainbow” jest zawsze piękniej niż tutaj, i kryją się niezdarnie garnki ze złotem. Sęk w tym, ze na sam kraniec tęczy docierają jedynie koty…
Pod tą w Warszawie też?
Ta w Wawie jest sztuczna, to i magii naturalnej nie ma…
I ciągle dymi
Sztuczna magia nie jest dobrą magią…
A ironia losu polega na tym, że kotom ten garnek (i zawartość) w zasadzie po nic.
I jeszcze na tym, że dr Kimble był niewinny…
No tak, tych przykładów to by się trochę znalazło.
Może i był niewinny (dr Kimble) ale Tommy Lee Jones I TAK swoje wie! (zupełnie jak prezes największej partii opozycyjnej w dalekiej Polsce) 🙂
Pozdrawiam „oglądaczy”
p.s.
A z tymi kotami i (niepotrzebnym mu) garnkiem złota to rzeczywiście ironia losu… Zupełnie jak z „psem ogrodnika”
A może są specjalne tęcze dla kotów (ze skrzynką śledzi na końcu) 🙂
Nie… te ze skrzynką śledzi są dla tych, którzy chcieliby choćby spod ziemi wykopać choćby ćwiartkę… 😉
Ale koty lubią psocić, więc dla draki wykopały.
Żeby to chociaż były wełniane kłębuszki, a co to za draka z zimnym metalem?
bo ten metal zmienia wielu ludzi w drżące kłębuszki… koty to wiedzą!
Wieczór dobry 😀 Behemot to był?? 😉 Ależ Pan ładną opowiastkę stworzyłeś. Troszkę mało tych prześlicznych grzybieni, a kolor cudny. Zawsze spotykam białe, które też są śliczne, zresztą 😀
Pojawienie się tęczy jest zapowiedzią końca opadów, tak kiedyś myślałam 😀 A to tylko w niektórych przypadkach jest prawdziwe. Zwykle tęcza zapowiada złą i deszczową pogodę.
Pięknie ją Pan uchwyciłeś w kadr.
Tęczę chwytałem komórką, z samochodu. Grzyb(p)ienie kwitły ponoć po raz kolejny w tym roku, więc już resztkami sił.
Zmykam, bo rano na szkolenie jadę, zatem dobranoc się z SzanPaństwem 😀
Dobrej nocy Skowronku, śpij spokojnie, żebyś rano mogła się dodrze wyszkolić
Również i mój czas do spania nadszedł, więc i ja mówię dobranoc, do jutra
Dobranoc wytrwałym!
Zmykam nadrabiać zaległości w spaniu! 🙂
Łoj! Co się stało? Czyżby w nocy serwer strajkował???

No chyba pierwszy raz w historii moje Dzień Dobry! jest pierwsze!
Chyba tak, usiłowałem parę razy wejść, żeby dobranockę zostawić, i za każdym razem widziałem błąd 503 🙁
Ale teraz już dzień dobry!
Dzień dobry
Nareszcie dopłynęłam do Wyspy
Od godziny szóstej usiłuję się tu dostać i wciąż był komunikat, że – Serwer jest czasowo niezdolny do obsługi żądania z powodu przestoju remontowego lub przepustowością. Spróbuj ponownie później.
Dodatkowo, 503 usługa chwilowo niedostępna błąd podczas próby użycia ErrorDocument obsłużyć żądania.
Dzień dobry:) Takiej komiksowej formy opowiadania chyba jeszcze nie było, lekkie, zabawne i fajnie się czyta tą narrację kota okraszoną obrazkami 🙂 🙂
Tak myślałem, jakby połączyć te zdjątka, żeby było niepoważnie 🙂
I wyszło znakomicie
Witaj Pani Poranna – prawda! wyszło znakomicie…. 🙂
Pozdrawiam o wspaniałym letnim, słonecznym i ciepłym poranku :)))
Tako i w Trójmieście. Aż żal do pracy zasuwać.
Tako i w Poznaniu. A ja zaraz idę w plener
W Szczecinie również tako 🙂 🙂
Znikam teraz 😛 praca woła, ale może dzisiaj nie będzie tak tragicznie. Dam znać, jak wrócę.
Może po drodze znów pogadasz z kimś interesującym?
Witaj Ukratku – fajne to było ….. bardzo !
Dzień dobry
! Błąd 503 trwał chyba przez całą noc ? Nie mogłam nic na to poradzić, więc było bez komentarza do urokliwej opowieści Kwakowej i nie było lampki. Za to ja zgrzytałam zębami…..
Bardzo mi sie spodobało kocie przesłanie, tylko dlaczego, taki zyczliwy, na koniec lunął deszczem ? Przewrotny czy cuś
Hyhy, chyba właśnie złośliwy? „Nie chce mi się przebiegać przez drogę, ale i tak wam zrobię wbrew!” 😉
8 godzin minęło jak chwilka 😉
Quackie, fajrant!
Już myślałam, że to Bezludna Wyspa
Zawsze warto wpatrywać się w ślady na piasku
Często tak robię, ale niczego nie dostrzegłam 🙁
Taa, żebym to ja miał ośmiogodzinny dzień pracy!
Pogadaj z szefem!
Sam sobie szefem, żeglarzem etc. Co rzekłszy, wracam jeszcze porobić to i owo. Chociaż troszkę :-/
Just joking!
Wiem, wiem, ale i tak w tle pracuję (wzdych).
Czasem wydaje się tylko, że poznajemy kto przechodzi:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/prix2014.aec.at/prixwinner/12662/
Mnie się nie udało rozpoznać
….
Też nie wiem co o tym myśleć
Dzisiaj rowerem mijałem na ścieżce rowerowej kobitę z dwiema córkami, jedna na hulajnodze (jechała w miarę przyzwoicie swoim torem i przy prawej krawędzi), druga na takiej deskorolce, dwukołowej, jednośladowej (jedno kółko ZA drugim) i kręciła kółka po całej szerokości ścieżki, a kobita za nimi po ścieżce na piechotę, już już miałem na ustach soczysty OPR (za te kółka w poprzek), a to pani Kasia Figura, którą pasjami uwielbiam (na ekranie) i jakoś tak mi kontrast między rzeczywistością a sztuką odebrał cały rozpęd do ochrzaniania.
Tyle tylko, że rozpoznałem, kto zacz.
Miałam ją za bardziej kulturalną osobę… Ale ci artyści… Szkoda gadać
E, no w sumie to największym problemem była córka (Koko Claire Figura-Schoenhals – sic!!!), z panią Katarzyną się kilka razy zetknąłem na gruncie, hmm, jej zawodowym (np. festiwal filmowy) i absolutnie nie mam zastrzeżeń.
Swoją drogą, ponieważ p. Katarzyna mieszka w Gdyni, to podejrzewam, że jeszcze kiedyś się zetknę (skoro chodzi z dziewczynkami na spacery), a jak będzie powód, to zapytam, czy to OK, żeby tak w poprzek kręcić po ścieżce.
Koniecznie by trzeba zwrócić jej na to uwagę, bo przecież tu chodzi o bezpieczeństwo jej córki i innych użytkowników drogi. Dziwię się, że osoba (chyba) inteligentna tego nie rozumie.
Dobrej nocy
Dzień dobry bez podziału na pory,
Pan jest barokowy, ale talenty ma klasyczne, idealne zespolenie treści i formy podane z nutą awangardy dla najnowocześniejszego smakosza.
Dobrze ludzie piszą, że się obśmiali czytając, wiemy coś o tym (tradycyjnie stukam w trzech osobach: Młażonka oraz dwuwymiarowe ja. Całej Trójcy czytam na głos, zatem Pańskie słowo promieniuje i niesie echem w samym Imperium, jak też być powinno).
I znowu wskrzesił Pan rzeczowniki wraz z powinowatym słownictwem, których brzmienie i znaczenie obijały się gdzieś po biernej znajomości. I znowu kołacze tu i tam tęsknota, że należałoby zabrać Pana na każdą wycieczkę i poprosić o jej opis. Człowiek by wtedy wiedział, gdzie był, co widział, a czego nie zobaczył, za to będzie mógł sobie o tym przeczytać, co jest chyba jeszcze lepsze.
I na koniec należałoby wyraźnie podkreslić zdumienie, że tak cudownie spiął Pan w całość wymyślność i realność, że chyba w końcu do mnie dotarło, jak się muszą czuć ludzie wielkiej wiary. Szwów nie widać, Panie Kłaku! To co, zakładamy religię? Na razie powiem Amen, dopóki nie wpadniemy na coś lepszego.
Dobry wieczór! Ależ Pan sięgnął wysokości, że aż chwała! A ja właściwie tak siedziałem i dumałem, jak tu napisać, żeby za dużo nie napisać o tym, po co tam właściwie pojechaliśmy, czyli o rozmowach z naszym tamtejszym Gospodarzem, które jednak z uwagi na Niego powinny zostać prywatne nawet na Wyspie.. I zafascynował mnie autentyczny kot, który siedział i drapał się i generalnie miał wszystko i wszystkich gdzieś. A jak sobie zacząłem wyobrażać, jak mógłby postrzegać to wszystko, co widzieliśmy na spacerze i nam o tym opowiedzieć, jak wszedłem w jego położenie i niezwykły charakter, który od wieków kazał ludności kojarzyć koty z czarownicami, to już samo poszło.
A teraz coś oryginalnego dla Pana i wszystkich Wyspiarzy, stworzone niedawno dzięki współpracy z Najjuniorem 😀
Dziękuję, a serce się cieszy, że wyobraźnia przechodzi na następne pokolenie. Obu Juniorom się kłaniam i mówię na dobranoc taką mądrość: jeśli nie doceniają wyjątkowości swojego Ojca, czyli take Him for granted, znaczy, że robi Pan dobrą robotę. Dobrego Ojca doceniają głównie ci, co go nigdy nie zaznali albo gdy odszedł. Nikomu się nie życzy. Misio! Strzelam!
Pora już po-kolacyjna, ale zapraszam chętnych na ziemniaczki – piętro wyżej
To ja jeszcze tu pożegnam dzień i Wyspiarzy.
Dzisiaj na dobranockę będzie po raz kolejny pewna pani – Claudia Rusca. Nietypowa, bo raz, że śpiewaczka, dwa, że organistka, trzy, że kompozytorka, a cztery, że zakonnica. I tak, proszę państwa, w klasztorze komponowała, że skomponowała całe 5 koncertów do psalmów.
Dzisiaj na dobranoc tercet dla jednego pana i dwóch pań z sopranami, którzy razem układają się w całkiem przyjemną polifonię.
Snów o świętym – spokoju!
Całkiem sympatycznie sobie onaż zakonnica komponowała , a i śpiew niczego sobie, że tak pospolicie się wyrażę. Przypomniało mi się przy tej okazji powiedzenie, że kto śpiewa, ten dwa razy się modli… tedy nader nabożna mniszka z pani Claudii była 🙂
I już dobranoc, bo pyry z ogniska wystygną 🙂
Z czerwonych nadrzewnych winogron to dżemik do ciasta 🙂 po przemrożeniu 🙂
A koty bardzo dobrze wiedzą co się robi z garnkami spod tęczy i jego zawartością – podnosi ogon… i tego…
Wszak złoto szczęścia nie daje 😉
Aaa mnie się wydawało, że koty najchętniej na piasek, bo w garnku złote to były monety? Ale co ja, alergik, tam wiem o kotach… 😉
Popularne ponoć bywają tez buty 😉 wśród bardziej złośliwych futrzatych 😀
Na samą myśl poczułem, że mam mokrawe skarpetki… Na szczęście wrażenie błyskawicznie minęło 🙂