Tak jak obiecałam pokażę Wam „dekoracje” na Halloween w domu Margaret.
Najsampierw podwórko i schody na werandę.
Weranda…
Kuchnia i łazienka
I pokoje…
Nie bardzo wiem co mam napisać… Nie podobają mi się takie dekoracje przed domem, a tym bardziej w domu. Nie wiem jak ta Margaret może w nim mieszkać. Niby człowiek wie, że to tylko guma i plastiki, trochę tektury i papieru, ale nie chciałabym w nocy potknąć się o trupa leżącego na werandzie. Zanim bym sobie przypomniała, że to tylko dekoracja, umarłabym na serce…
Muszę się też przyznać, że trochę przyłożyłam ręki do tego „dekorowania”. Zajmował się tym Kyle, siostrzeniec Margaret. To dwudziestoletni młodzieniec leczący się w poradni psychiatrycznej. Matka mu nie pozwoliła „udekorować” swojego domu, to poszedł do ciotki… Tam też wspólnie zorganizowali Halloween party. Nie wiem co ten Kyle namieszał w słoiczkach, które stały na półkach (nie mam ich na zdjęciach, półki są puste), ale zaraz po imprezie Margaret wywaliła to na śmietnik. Razem ze słoiczkami… Carl, brat Margaret chciał mi je pokazać. Gotów był nawet pogrzebać z tej okazji w śmietniku, ale nie chciałam. Jak mi powiedział, że wyglądało to tak, jakby ktoś zwymiotował do tych słoiczków, to zwątpiłam… Wiem jak to może wyglądać… Dziękuję za takie widoki.
W sumie Kyle mnie poprosił o pomoc, bo nie mógł sobie z niektórymi sprawami poradzić. Pomogłam, chociaż nie podoba mi się takie strojenie. Może gdyby chciał tak ustroić mój dom, to odmówiłabym kategorycznie. U Margaret mi tak to nie przeszkadza…
Zapomniałam dodać, że w kilku miejscach w domu ukryte były magnetofony z halloweenowymi nagraniami. Jakieś ryki, wrzaski, rechoty, czy odgłos pracującej piły… Miało to wzmocnić efekty wizualne…
Także podziwiajcie galerie, chociaż za bardzo nie ma czego…
Chciałam podziękować Mistrzowi T. za nauczenie mnie jak się te wpisy robi nową metodą. Stokrotne dzięki 




Nie jest to napisane, ani opisane jak należy, ale nie mam do tego serca. Powtarzam się – nie lubię takich dekoracji…
W zasadzie pokazuję to Wam jako ciekawostkę, a nie coś ładnego…
Ja też nie lubię i za żadne skarby nie chciałabym mieć tego w domu. Ale jako ciekawostkę, chętnie obejrzę
Może lepiej to oglądać z rana, a nie przed snem… Jeszcze coś z tego się przyśni…
Witaj Mirelko
i podziękowanie za pokazanie autentyku ! 
Zdaje mi się, że te maszkary dosyć utrudniają życie mieszkańcom i łatwo sie w coś zaplątać ?
Jak długo taka dekoracja ” przystraja” dom ?
Ha! jednak zdążyłaś!
Byle jak napisane, ale jest
Jeszcze dodawałam napisy do zdjęć, bo doszłam do wniosku, że tak się będzie lepiej oglądało.
I jeszcze raz dzięki za pomoc
Za Wiki:
Bates Motel (od 2013) – amerykański serial grozy stworzony przez Roberta Blocha.
Odciekawiacz:
Norma Bates (Vera Farmiga) przeprowadza się z synem Normanem (Freddie Highmore) do Kalifornii i kupuje motel. W chłopcu zaczynają się budzić mordercze skłonności…
Czyli dobrze mówiłam. Amerykanom, którzy kochają horrory, ta nazwa coś tam mówi… Ja zrozumiałam tylko, że to jakiś „gniewny motel”… A filmu i tak oglądać nie będę. Nie znoszę horrorów
Dobry wieczór i tutaj. Janowicz przegrał, ale walczył b. dzielnie i był godnym przeciwnikiem dla Nadala.
Po meczu jeszcze to… i tamto… i poczta… i w końcu się zrobiła dość późna godzina.
Co do domku i galerii, to tak, tak właśnie lubią robić to Amerykanie. Bezdzietni szwagrostwo mojej Kumy urządzają rokrocznie w ogródku na tyłach domu dla sąsiadów i gości cały labirynt, przez który przechodzi się jak przez „pałac strachów” właśnie z takimi efektami, jak w Miralowej galerii. Mnie się to wydaje zabawne, chociaż naturalnie również potężnie kiczowate. Amerykanie mają nazwę na taki nurt w kulturze (literaturze, filmie, sztukach wizualnych) – „camp”, spolszczone mało oryginalnie na „kamp”; takie wystawy to esencja oddolnego kampu. Odgłosy upiorne mam gdzieś na płycie CD, co to ją Kuma gwoli facecji kiedyś z USA przysłała. Bardzo miło, że właśnie w Halloween się taka galeria na Wyspie pojawiła!
Co do motelu i rodziny Batesów, to po raz pierwszy pojawili się w „Psychozie” Hitchcocka z 1960 r., z pamiętnym Anthonym Perkinsem jako Normanem Batesem.
Córka też mi coś wspomniała o Psychozie, gdy jej wieczorem (u nas) przesłałam zdjęcia, rozmawiając na Skype.
Moim skromnym zdaniem, to trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby takie coś lubić. Ale Amerykanie mają zupełnie inną mentalność niż my. I też fakt, że duża ich część panicznie boi się klaunów. I to ludzie, którzy są mniej więcej w moim wieku. Jak mi wyjaśniła córka, na początku lat 60 modny był film, gdzie taki klaun mordował dzieci. Wiele dzieci to oglądało… Uraz pozostał im do dziś… Kto pozwolił dzieciom takie filmy oglądać, nie mam pojęcia…
A to, że Janowicz przegrał z Nadalem, nie jest wcale dziwne. Ostatecznie Nadal od wielu lat utrzymuje się w czołówce światowej i coraz to zajmuje pierwsze miejsce w rankingu (chyba w tej chwili znowu jest „jedynką”). Oczywiście byłoby cudownie, żeby Janowicz wygrał, ale nie wymagajmy za wiele
Tak, myślę, że masz rację z tym serialem, z drugiej strony swoje zapewne dołożył Stephen King z powieścią, a potem filmem „To”, gdzie po miasteczku grasował potwór, który również przybierał postać klauna.
Co do tenisa, to chyba w autobiografii Nadala jest taka złota myśl, że to sztuka wygrywania w DECYDUJĄCYCH momentach. Janowicz grał naprawdę dobrze, wygrywał gemy do zera, jednego wygrał w 49 sekund (!) czterema (!!) asami serwisowymi. Z Nadalem(!!!). Serwował z prędkościami nieosiągalnymi dla Rafy (w którymś momencie 231 km/h – a jego rekord to aktualnie 240 km/h, 12 wynik na świecie). Ale co z tego, kiedy w decydującym momencie – końcówce pierwszego seta – to Nadal umiał pocisnąć i wytrzymać, a potem w drugim secie – przełamać JJ. Znakomity mecz, myślę, że Janowicz absolutnie ma warunki do wygrywania, a z pewnością do tego, żeby wejść do pierwszej dziesiątki na świecie, tylko musi się jeszcze otrzaskać z czołówką. Po tym meczu sądzę, że nie tak wiele mu brakuje; z Nadalem grał absolutnie bez kompleksów, chociaż może jak zauważył pan Bohdan Tomaszewski, za często próbował dropszotów, a Nadal jest na tyle szybki, żeby po pierwszym zaskoczeniu być na to przygotowanym i zdążać pod siatkę. JJ ma dopiero 22 lata, więc jeszcze sporo czasu, żeby się otrzaskać. Niech tylko unika kontuzji i będzie naprawdę dobrze.
Asy serwisowe są widowiskowe, ale nimi nie da się wygrać meczu z doświadczonym tenisistą… Jerzykowi życzę jak najlepiej i mam nadzieję, że nauczy się na tyle, że będzie wygrywał z najlepszymi. Masz też rację, że jest młody i ma czas na otrzaskanie się… On jest bardzo wysoki. To z jednej strony zaleta (większa rozpiętość ramion, a co za tym idzie większy „zasięg”), ale też i wada. Osoby tak wysokie nie są tak zwinne i szybkie. Chociaż jak na taki wzrost Jerzyk jest bardzo zwinny
Swego czasu oglądałam sporo koszykówki i wiem, że ci najwyżsi są najbardziej ciężcy i najmniej ruchliwi. Taki Jordan, legenda koszykówki amerykańskiej, jak na koszykarza jest niewysoki. Ma „tylko” 198 cm.
I chyba właśnie to jest jego atutem. Był bardziej zwinny i zwrotny, niż jego przeciwnicy 
To prawda, że duży wzrost nie gwarantuje sukcesu w tenisie. Z Wielkiej Czwórki żaden nie przekracza 190 cm (Djoković 188 cm, Andy Murray 190 cm, Federer 185 cm, Nadal 186 cm), a świetnie ostatnio grający Ferrer w ogóle jest niski (175 cm). Duży wzrost daje również większą dźwignię przy serwisie – stąd ta prędkość piłki i znakomite asy.
To prawda, że wzrost pomaga przy serwisie, ale nie samymi serwisami tenis stoi 😀 Podejrzewam, że Jerzyk miał już niejaką wprawę w grze, kiedy zaczął intensywniej rosnąć. To pomogło mu w utrzymaniu sprawności. Przed nim jeszcze sporo nauki, ale mam nadzieję, że w rankingu dojdzie wysoko. Po cichu marzy mi się dla niego „jedynka”
Jak będzie, zobaczymy…
Święta prawda z tym serwisem. Taktyka tenisowa, strategia, stabilność psychiczna, umiejętność niewpadania w panikę i opanowania „strachu przed wygraną”… Jest tyle rzeczy, które trzeba równolegle robić! Technika gry powinna być automatyczna, tak jak się mówi, że w piłce nożnej zawodnik nie może patrzeć pod nogi – musi rozglądać się po boisku, jednocześnie wiedząc, co się dzieje (=co jego nogi robią) z piłką. A jeszcze praca nóg, kondycja, „czytanie” gry przeciwnika… Nie wiem, czy JJ ma szansę na jedynkę, trochę dużo ambitnych pretendentów po drodze – sam Djoko, który już posmakował liderowania rankingowi, a z tych, którzy jeszcze nie, np. Murray czy Del Potro.
Edit: wśród pretendentów pominąłem Davida Ferrera, który wydawał mi się graczem solidnym, ale bez polotu, a tu siupryza – Ferrer właśnie wyeliminował Nadala w półfinale. No proszę!
Ale to jest właśnie sport i rywalizacja. Teoretycznie każdy ma szansę. Od jakiegoś czasu nie oglądam już tenisa (od czasu jak zlikwidowaliśmy satelitę w domu) i trochę już mam zaległości. Ale z tego co pamiętam, Jerzyk na niektóre sprawy reaguje zbyt nerwowo. To nie jest dobre, bo to znaczy, że nie umie nad sobą panować. A w tenisie to jest konieczne. Tylko Ferrer jest rówieśnikiem mojej córki i nie sądzę, żeby w przyszłości mógł Jerzykowi zagrozić. Jest od niego o 9 lat starszy
Aha, jeszcze się przyjrzałem – ostatni slajd z pierwszej serii: ta postać to Freddie Krueger z serii filmów „Koszmar z ulicy Wiązów”, który ma stalowe szpony na palcach.
Tak myślałam, ale nie byłam pewna. Nie oglądałam tego filmu, ale o nim słyszałam. Wystarczyło mi obejrzeć niektóre fragmenty, żeby na dobre zniechęcić do obejrzenia całości. Nie znoszę horrorów…
Na zakończenie wieczoru proponuję w takim razie coś amerykańskiego i ładnego, ale z poniekąd ponurym podtekstem. „Hotel California” grupy The Eagles to całkiem ładna, melodyjna piosenka (plus przegenialne solo gitary w środku, mniej więcej od 4’20”), ale całkiem sporo ludzi na poważnie doszukuje się w niej treści satanistycznych i w ogóle potwornych. Ja osobiście sądzę, że to piękna rockowa ballada.
Snów bez podtekstów i doszukiwania się ukrytych treści!
Nie wiem czemu się doszukują takich paskudnych treści w tak uroczej piosence
Ja ją lubię… Bez żadnych podtekstów…
Witaj Kwaku….. tez nie słyszę w tej piosence żadnej potworności. Nie szukam emocji tam gdzie ich nie ma ? 🙂
Miłego dnia Wam życzę, chociaż według kalendarza nie jest to szczególnie radosny dzień
Dzień dobry
Udanego świętowania życzę. Trzy dni to już coś. Za tydzień powtórka 
Dzień dobry 😀 I chwała, że do nas te makabreski nie dotarły /jeszcze?/ 😀 Cóż, co kraj, to obyczaj.. Ja tam im nie wróg, ale za te zwyczaje, zwyczajnie – dziękuję 😉
JESZCZE nie dotarły do nas, ale poczekaj, to tylko kwestia czasu. Niedługo będziemy obchodzić Dzień Dziękczynienia i jeść indyka. Resztę już chyba od nich mamy?
Witaj Bożenko 😀
Nie sądzę, ale..? Któż to może wiedzieć, zresztą 😀
Witaj Bożenko ! jeszcze nam do tego brakuje …. chęci do zabawy:)
Chęci może by się znalazły… Ale czy każda okazja jest dobra?
Wolę coś pięknego a nie straszydła.
One są rzeczywiście paskudne…. ale za tym przeciez kryje się kasa, bo ktoś to produkuje i sprzedaje…. nawet te dynie! Nie zdaje mi się,żeby Amerykanie wycinali je sami, tak oryginalnie jak nasz Kwak 🙂
Oj! Toć przecież sam zwyczaj wycinania wziął się właśnie stamtąd, a obecnie to jest cały przemysł, obejmujący konkursy, pokazy etc. Kuma rzeźbi sama i ze znajomymi, a w efekcie ma tak przystrojone schody:
Natomiast cały festiwal dyniowy (niezwiązany z Kumą) można obejrzeć tu – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.thisiscolossal.com/2013/10/great-jack-o-lantern-blaze – kto zobaczy, ten przyzna, że moje wycinanki są na bardzo kameralną skalę.
Nieporozumienie… pisząc o Twojej oryginalności miałam na uwadze ” mysl przewodnią „, nie tylko biegłość w wycinaniu stosownych fragmentów dyni
Aha. No ale Amerykanie z okazji Halloween też nie ograniczają się do tematów potwornych – są dynie patriotyczne (z urzędującym prezydentem, jego kontrkandydatem, flagą amerykańską, Statuą Wolności etc.), są i ogólnokulturowe (np. z postaciami z filmów animowanych lub aktorami), czy też celebryckie (np. ze Stevem Jobsem dla wyznawców Apple), czy wreszcie religijne (ze scenami lub cytatami z Biblii). Są i takie z dość realistycznymi wizerunkami dzikich zwierząt, bez akcentu na „straszymy!” No i wreszcie są wycinanki nie „dyniowe” i na Halloween, ale „arbuzowe” na cały rok – np. z motywami weselnymi lub biesiadnymi. Powiedzmy, że ten Mickiewicz jest tylko twórczym rozwinięciem idei na gruncie polskim.
No właśnie. Za wszystkim stoi czyiś zysk. Amerykanie zazwyczaj kupują gotowe „ozdoby”, jak mi pisała Mireczka.
Owszem, kupują. Ale są też osoby, które same, jak to pisał Mistrz Q, tworzą dekoracje. I nie każdy lubi takie, jak u Margaret. Wśród moich znajomych Amerykanów nie wszyscy używają maszkar. U niektórych są to tylko dynie (i to nawet niekonieczne powycinane). Florence była bardzo niezadowolona, że jej córka, na żywopłocie przed domem, umieściła jakąś wiedźmę. Jak mi powiedziała, to jest paskudne i działa jej na nerwy
Także i sami Amerykanie mają różne podejście do tego święta…
I na szczęście!
Nie sądzę, Bożenko, żebyśmy przejęli od Amerykanów Thanksgiving Day
To święto jest, że tak powiem, regionalne
I chociaż jest tu bardziej celebrowane niż Boże Narodzenie, czy Wielkanoc, nie ma podstaw, żeby zaistnieć w Polsce
Podejrzewam też, że Halloween przyjmie się w Polsce jedynie w postaci rzeźbionych dyń i dzieci latających po prośbie
Polacy mają inną mentalność i do pewnych spraw podchodzą inaczej. I całe szczęście 
Prawda, my nie mamy Indian, żeby im dziękować za ocalenie przed głodem!
Jak większość Rodaków i ja udaję się w drogę odwiedzić tych co pozostawili po sobie ślad, a których już nie ma……..
A jednak…Żyją. W naszych sercach.
Przez parę lat Senator każdego 1 listopada zapalał tę świeczkę na blogu, zatem podtrzymam tradycję Rumaka..:)

Witaj Skowronku ! Niech ta świeczka płonie dla naszych Nieobecnych ….
Ja nie mam tu żadnych bliskich mi grobów, ale w domu zapalam świeczki swoim bliskim. Uważam, że nie ma to znaczenia gdzie się je stawia… Ważna jest pamięć… Z tego co kiedyś słyszałam, człowiek umiera na prawdę dopiero wtedy, kiedy nikt już o nim nie pamięta… I to chyba jest prawda…
Tak
Dziękuję: )))
Dzień dobry. Makabreski poniekąd dotarły, dzięki globalizacji, na szczęście nie w takiej formie; poza tym wydaje mi się, że u nas ludziom po prostu szkoda czasu, sił i pieniędzy na aż takie przygotowanie domu; chociaż w lokalach takich jak kluby czy knajpy mogą się zdarzać podobne wystawy.
Ale myślę, że u nas jest sporo innych strasznych rzeczy do straszenia. Na zamku książęcym w Darłowie widziałem swego czasu zaiste potworną wystawę „Średniowieczne narzędzia tortur”, która była mocniejsza niż wszystko, co widziałem w ramach halloweenowych dekoracji ze Stanów. Podobna, tyle że mniejsza ekspozycja jest w Katowni zamku w Ogrodzieńcu, a kolejna – również w Katowni, tyle że gdańskiej. Amerykanie po prostu nie mają tyle historii – i takich potworności, no ale nie będą się przecież chwalić sposobami eksterminacji Indian, zresztą koce z ospą nie są tak spektakularne jak szkielety i wampiry.
Witaj Kwaku ! trochę to brzmi, jakby Amerykanie wymazali z pamięci swoich europejskich ( czy tylko ?) przodków i ich historię… pewnie tak jest, sa przecież odrębnym „narodem”..? społeczeństwem?
Swoją drogą…. ciekawie byłoby sprawdzić narodziny Halloween…powiadają, że Halloween ma korzenie celtyckie ?
Tak mi się wydaje. All Hallow’s Eve(ning) = Wigilia (czy też Wieczór przed) Wszystkich Świętych, samo słowo zresztą dość młode, Wiki mówi o połowie XVIII w. „Niektórzy badacze folkloru uważają, że początki tego święta tkwią w rzymskich obrzędach ku czci Pomony, bogini owoców i nasion, lub w celebracji zmarłych, zwanej Parentalia, ale najczęściej wywodzi się je z celtyckiego święta Samhain. To staroirlandzkie słowo oznacza „summer’s end”, koniec lata.”
.. nasze Zaduszki mają inny rodowód… powiedziałabym, że bardziej osobisty, choć pogański 🙂
Tak, zgoda. Niemniej należy pamiętać, że Kościół Katolicki, z całym szacunkiem, dziwnym sposobem „przejął” daty świąt obchodzonych przez tych, których sam określał jako pogan.
Inteligentnie się wciął…… podmieniając tradycję 🙂 czyż nie dlatego tak zdecydowanie przeciwstawia się wszelkim zmianom, wiedząc, że mogą być istotnym zagrożeniem:)
Dziś to przejmowanie pogańskich świąt, mogłoby być nazwane „integracją”
A tak w zasadzie chodzi o to samo co zawsze, czyli o kasę. W Polsce w te dwa dni odprawianych jest wiele mszy za dusze zmarłych. Czyli tak zwane „wypominki”. A to też jest komercjalizacja i wyciąganie kasy. Tylko na to jakoś niewielu Polaków narzeka…
Kiedy chodziłam tu jeszcze do szkoły, nasza nauczycielka mówiła, że to święto pochodzi ze Skandynawii. To tam młodzi chłopcy chodzili od domu do domu z koszyczkami i zbierali żywność. Oczywiście nie były to cukierki
Wiki podaje inne korzenie tego święta. Podejrzewam, że to się wszystko łączy w jedno. Tak jak wszystko tutaj. Przecież to zbieranina kultur z całego świata
Oczywiście nie było w Skandynawii tych wszystkich maszkar, ani dyń…
Quacku, gdybym nawet na forsie spała, nie żal by mi było czasu ani wysiłku, za nic w świecie w ten sposób bym nie dekorowała swojego domu. Twoje dynie są piękne i coś przedstawiają, ale to co robią Amerykanie, zakrawa na paranoję.
Czy to normalne, że ludzie kochają się w makabrze? 
Tu by się musiał psycholog wypowiedzieć. Słyszałem/ czytałem, że w ten sposób ludzie odreagowują jakieś lęki i napięcia, strasząc się w sposób kontrolowany i niegroźny. Zresztą gdyby tak nie było, to skąd popularność horrorów – w formie książek czy filmów?
Może masz rację, ale chyba nie każdy ma odchyłki i lubi się bać
Dzień dobry ! Mokro za oknem, więc spokojnie przystąpię do oglądania domu Margaret…. 🙂
Paskudne to, a miejscami obrzydliwe….. co kraj, to obyczaj, więc nie będę wybrzydzała, skoro Mirelka pokazała nam autentyk
Witajcie!
U nas słonecznie, więc wychodzimy.
Witaj Tetryku…. u mnie przez ten czas słoneczko próbuje się przebić przez chmury…. może się rozpogodzi? 🙂 Nie idę dziś z wizytą. Ostatnio robię to następnego dnia, bo dziś jest strasznie tłoczno na naszym CC….. całe miasto sie zjeżdża, to lewo- i prawobrzeżne…Jeszcze wcześniej – chodziliśmy z wizytami po zmroku, ale wyrosłam już z tego…..
Kiedyś lubiłam cmentarz w te święta właśnie wieczorową porą. Te łuny od zniczy… całe morze maleńkich światełek… to był niezapomniany widok
Tutaj tego nie ma. Na cmentarzach nie wolno palić zniczy ze względów przeciwpożarowych. Co roku była o to wojna pomiędzy kościołem i miastem
Raz wygrywał kościół, raz miasto… Poza tym inaczej się odwiedza cmentarz, gdy ma się tam kogoś bliskiego…
Amerykanie nie palą zniczy na grobach swoich bliskich. Kupują kwiaty (sztuczne) i zanoszą je w ostatni poniedziałek maja na groby. Jest to Memorial Day, czyli Dzień Pamięci. Święto ustanowione by uczcić żołnierzy poległych w wojnach. Dziś jest to odpowiednik naszego Święta Zmarłych…
Czy to jest dobra ilustracja muzyczna do dzisiejszego tematu ? 🙂
Może być, może być!
To jeszcze ten utwór…..Chris Rea po raz pierwszy na Wyspie ?
Bardzo ładne. Utwór kojarzy mi się z nieżyjącym kolegą (pisałem o nim kiedyś na kontro – o koledze, nie utworze), więc naprawdę w sam raz na dziś.
Cisza,spokój, każdy jeszcze myśli i przeżywa dzisiejszy dzień.
Ja też już mam dość na dzisiaj i myślę tylko o spokojnym śnie.Na dobranoc umieszczę więc tu moją ulubioną, nastrojową piosenkę…
Dzisiaj całkiem wcześnie. „Perfect Day” oznacza po angielsku „Idealny dzień”. Mimo że Święto Zmarłych niekoniecznie takie jest, to autor i wykonawca bardzo dzisiaj pasuje – od kilku dni jest już po Tamtej Stronie. A piosenka – proszę samemu ocenić.
Snów o takich właśnie dniach życzę!
Piękna. Niech będą dobre, skoro nie mogą być idealne 🙂
Kończy się święto wszystkich Świętych…. jutro Zaduszki, coraz rzadziej wspominane i juz nie świętowane.

Spokojnej nocy…..
Wiedźminko, np. w Czechach obchodzi się Zaduszki.
Moja siostra twierdzi, że w Polsce to wszystko na odwyrtkę 😀
Dzień dobry
Nawiązując do wspomnień o zmarłych… Trafiłam na internecie na tegoroczne brytyjskie „Mam Talent”. Wygrał je węgierski zespół „Attraction Shadow Theatre”. Muszę przyznać, że się poryczałam, oglądając ich występy. Bożence bardziej podobał się ich pierwszy występ, mnie chyba półfinałowy… Może Bożenka wstawiłaby je tutaj. Ja nie umiem. Sami byście ocenili, który jest lepszy… A może obydwa są takie same…
Dzień dobry
Nie ma sprawy, zaraz wstawiam. Też bylam zachwycona tymi pokazami.
Ciekawe co na ten temat powiecie
Też jestem ciekawa
Wzrusza.. Są cudni. Ileż godzin ciężkiej pracy kosztowało dojście do mistrzowskiego poziomu. Dziesięć tysiący godzin skoncentrowanego, intensywnego treningu? Trening /ponoć/ odgrywa większą rolę niż talent…
Myślę, że jedno i drugie musi iść w parze, niestety 🙂
No i jeszcze reżyseria i scenariusz. Przecież to wszystko trzeba odpowiednio ułożyć… Masa pracy.
Witaj Bożenko….. to jest wspaniale zrobione 🙂
Jest nawet powiedzenie, że trening czyni mistrza. Talent tylko pomaga w szybszym dojściu do perfekcji…
Stare powiedzenie głosi, że trening czyni vicemistrza. Do mistrzostwa potrzebny jest jednak talent…
To chyba zależy też od dyscypliny, czy właściwie dziedziny, w której się chce do tego mistrzostwa dojść 😀 Artysta beztalencie, żeby się zatrenował na amen i tak mistrzem nie zostanie. Nawet nie wicemistrzem 😀 Będzie tylko wprawnym rzemieślnikiem…
Dzień dobry 😀
Witaj Skowronku
U mnie pada i padać będzie…. i w następne dni tez, bo to listopada. A ode mnie przeniesie się do Was:(
DzięDobry:)) Obskoczyłem wczoraj Kraków, Będzin i Bytom, odwiedziłem Tych którzy odeszli. Nie było żadnego problemu na drogach, pogoda też była znakomita. Dzisiaj również dzień się miło zaczął :)))
Ps. Nie znoszę liturgii w żadnej formie, niestety czasem trzeba się jej poddać. Mam na myśli zarówno halloween, jak i również nasze obyczaje świąteczno-religijne :))
Masz rację Stateczku, ja też nie lubię żadnych obrządków. Po prostu nie znoszę być zmuszana do niczego,bo tak trzeba, wypada, taka tradycja itd.
Witaj Stateczku.. :)…nieco szerzej pojęta liturgia organizuje ludziom życie :” niedziela, kościółek i msza; rosół na obiad”….
Wielkanoc : sprzatamy po zimie…..Boże Narodzenie sprzątamy przed zimą…. a jeszcze wcześniej było, że przygotowujemy zapasy na Gody… dużo tego… itd i itp. .Wystarczy pomyślec jak nieatrakcyjne są cywilne śluby i pogrzeby….. bez ceremoniału i obrzędowych gestów i zachowań
Czarodziejko widziałem kilka „nadań” imienia w czasach PRLu, które były nową świecką tradycją, podobnie śluby cywilne też się odbywają w sposób coraz bardziej udziwniony. Większość jednak lubi ceremonie, medale, ordery, fanfary, śmieszne ubrania i czapki. Pamiętam jak wszyscy(poza mną) się oburzali na mojego młodszego brata, który przyszedł na mój ślub w dźinsach i kolorowej koszulce(czerwiec i upał. Podobnie denerwowały mnie wojskowe imprezy z krokiem defiladowym, werblami, wciąganiem flagi, fanfarami tym podobnymi bzdetami :)))
Stateczku…. dużo gromkich fanfar, jakieś „wagnerowskie” tony i robi się podniośle… A na pogrzebie koniecznie „Cisza” na trąbce….. Może nie powinniśmy tak na to patrzeć ? To chyba pozwala oswajać emocje, jakoś je ” układać „… ?
Bo te wszystkie ceremoniały jednak czemuś służą…..sterowaniu emocjami przede wszystkim :), może oswajaniu się z nową sytuacją ?
Liturgie mają sens, jeżeli wyrażają cokolwiek, a nie są odbębniane. Co zrobić, gdy w jednej uroczystości dla jednych jest tak, a dla innych przeciwnie?
Sens mają dla głęboko wierzących, a pozostali mają ” uporządkowane zachowania”… tak ja to widzę ….
Bardzo trafne spostrzeżenie!
Dzień dobry ! Oglądam ten zespół !
Uff…. sztuka wyrażania emocji ciałem…. !
Zupełnie nie pamiętam, kiedy ostatnio oglądałam mimów na żywo!
Ireneusz Krosny – mim nad mimy!
Witaj Tetryku ! :)A tak ! ale znam go tylko z telewizji:(
Też znam Krosnego tylko z telewizji, ale tu więcej niż mimy.
To jest teatr cieni i z ludzkich ciał utworzone różne obiekty i sytuacje. Jestem nimi zachwycona i wzruszona opowieściami, które przedstawiają.
Bożenko….Attration – to jest cały spektakl….. Krosny na scenie jest sam. I to jest też miara jego mistrzostwa, w niczym nie ujmując tej świetnej grupie.
Oczywiście, każdy świetny w swoim rodzaju. Krosny nie może przecież pokazać tego, co cała grupa.
Krosny jest mistrzem, to nie ulega wątpliwości. Oglądałam go wiele razy (oczywiście nie na żywo). To jednak trochę inny gatunek widowiska. Krosny jest aktorem, który gra nie tylko ciałem, ale i minami. Jego mimika jest zabójcza
Tu, w teatrze cieni, nie widzimy twarzy. Oni muszą grać tylko ciałem… I chyba to jest trudniejsze…
Witam.
Witajcie!
Attraction’s są niesamowici, zarówno w technicznym wykonaniu, jak i w pomysłach!
Bardzo oszczędnie używają rekwizytów, a to co robią ciałami jest mistrzowskie !
Dzień dobry. Dzisiaj będzie dziwnie, bo Junior okupuje główny komputer, a ja się snuję bokami, poza tym poniekąd odrabiam pańszczyznę w realu.
hmmm…. wylogowało mnie, choć nie prosiłam, kliknięcie na „Zaloguj się ” otwiera kokpit….Mistrzu Tetryku, co to za cuda i dziwy ???? Piszę niezalogowana, tylko na adres….. łeeeee
OOOO… a teraz juz jestem zalogowana….. nic nie rozumiem 🙁
Znowu ci podłożyło nie twój obraz strony? A adres i podpis był twój, czy go w ogóle nie było?
Nie było nic. A teraz pozwolił się zalogować 🙂
Aha, znowu zmiany!
Dzień dobry po raz drugi
Posiedziałam i czas mi się brać za robotę… Chociaż mi się nie chce
Za oknem pochmurno i chłodno. Jak to się kiedyś u nas mówiło – butelkowa pogoda…
Nigdy nie zrozumiem po co zmieniać coś co jest dobre i dobrze działa!
Witaj, Senatorze!
O jakich zmianach wspominasz?
Witaj: )
Ja się wprawdzie na nie jeszcze nie nadziałem, ale widzę, że współtowarzysze na coś narzekają. Znaczy – było dobrze ale teraz jest jeszcze lepiej i przez to cosik się chrzani!
Dobry wieczór!

Dobry wieczór! Powitać szczęśliwie z powrotem!
Radość ze spotkania z Waćpanem łzami wzruszenia kaprawe oczy mi przesłania!: )
Witaj Senatorze !
cniło mi się za Tobą !!!
Witaj Senatorze!!!!! Jak miło znowu Cię widzieć

Jeszcze jedna!! Haremik rośnie, rośnie… Troszki to wprawdzie późno, no, ale od czego medycyna – jak powiada nasz Stateczek-optymista!: )))
Dobry wieczór Senatorze. Witaj nam

Jak dobrze, że znów jesteś z nami
Taki sułtan turecki to mi leży jak neptek!!
Należy Ci się Senatorze
Bez Ciebie Wyspiarze śpią, lub uciekają w real 
Dobry wieczór wszem i wobec. Właśnie wróciłem z Juniorami z kina. Dzisiaj na tapecie, tj. ekranie, była „Gra Endera”. Oczywiście bez problemu mógłbym coś o tym filmie napisać, z tym że:
a) jest to science-fiction dla młodzieży przede wszystkim;
b) jest to adaptacja książki, którą znam może nie na pamięć, ale bardzo dobrze, co ma wpływ na mój punkt widzenia;
c) gra tu Harrison Ford, co jest kolejnym punktem, dla którego mogę być nieobiektywny.
Czyli jeżeli te zastrzeżenia nikomu nie przeszkadzają, to ja bym pisnął. Tylko prosiłbym o wyrażenie swojego zdania w obliczu powyższych podpunktów.
Z całą pewnością nie wybiorę się na ten film bo :
a) młodzież jestem nieco przechodzona
b) książki nie czytałam
C:) bardzo lubię Harrisona Forda, ale nie do szaleństwa.
Pisz więc, skoro pióro Cię świerzbi 🙂
Piskaj Quacku, piskaj. Nie mam nic naprzeciwko
Jestem za. Twój nieobiektywizm zupełnie mi nie przeszkadza 🙂
Mnie nie przeszkadza 😀 Możesz piskać
Aha. No to zaraz.
Piskaj, mam zamiar obejrzeć, czytała nie będę.
Może nadepnąć Ci na ogonek? Naturalnie jedynie po to cobyś głośniej piskał!
Witam nie witanych i wszystkim życzę Dobrej Nocy. 🙂
Z najnowszej płyty ode mnie na dobranoc.
Witaj Podstępna ! Wrzuciłaś Bajora
i już uciekasz przed Senatorem ? ?
Senator gołębie serce posiada. Nic a nic się Go nie boję.

Dobrej nocy i ja powiem i udaję się w pielesze
No to dobranoc wszystkim
Kolorowych snów Wam życzę 
Rzeczywiście….. Wyspiarze poszli spać, to zapalę lampkę na dobrą, spokojną noc 🙂

Ponieważ usilnie staram się pisać o filmie, a cały czas wychodzi mi o książce, to jeszcze chwilę potrwa. Jak skończę, to wrzucę, na żer rannym ptaszkom, a tymczasem dobranoc.
I dzisiaj na dobranoc dość nowocześnie, polecone przed chwilą przez kolegę, jakby bossanova, ale i całkiem nasennie. Pozytywnie w każdym razie.
Spokojnych snów!