« Skrzydła, dzioby, płetwy, szczypce Uczta wakacyjna »

Poezji! Ty nad poziomy…

Nie powiem, żebym była jakoś przesadnie rozpieszczana (nie – że przez facetów, bo tu to ostatnio zupełna pustynia, ale nawet) przez mojomiasteczkowych dysydentów, ale od czasu do czasu ktoś tam sobie o mnie przypomina i bywam. Zapraszana. Tu i ówdzie. Przeważnie są to jakieś okolicznościowe imprezy z zapotrzebowaniem na robienie dobrego wrażenia. Więc idę i robię. To wrażenie. Tak domniemywam, że o owoż chodzi, bo przecież nikt nie zaprasza mnie w charakterze ozdoby.
Ostatnio jednak przypomniano sobie o mnie jakoś bardziej i napomknięto (tytułując – uwaga! – panią poetką), że odbędzie się koncert, a że jestem autorką większości śpiewanych tam utworów, to oni zapytują, czy bym nie zechciała uświetnić, bo oni serdecznie zapraszają. Skoro aż serdecznie, to kto by nie zechciał?
Średnio miałam na to ochotę, ale jeśli oni pamiętali, nie mogłam i ja nie… tego, ten… uświetnić.
Pomyślałam sobie, że to takie tam pewnie wydarzonko pomniejsze, więc przyodziewek standardowy – jakieś spodnium, biały bluz i żakiecik, i – wystarczy. Nie ma się co przejmować. Nie przejmowałam się więc, ale parę dni później coś mnie tknęło i postanowiłam zrobić rozeznanie. Bardziej dla spokoju sumienia niż z jakichś innych powodów. I muszę powiedzieć, że to było bardzo dobre posunięcie, bo intuicja (he he) mnie nie zawiodła. Krótko mówiąc, okazało się, że garniturek, nawet w pięknym, fioletowo-grafitowym kolorze – nie wystarczy…
Nie, żebym narzekała na brak ubrań, raczej przerażało mnie (bo od razu wykluczyłam łażenie po sklepach) rycie między wieszakami. Musiałam się na to przygotować psychicznie i już trzy dni później weszłam do garderoby i rzuciłam okiem w kierunku rurek z sukienkami. Następnego dnia zdecydowałam się podejść bliżej i nawet rozgarnęłam kilka.
Mój wzrok padł na taką czerwoną, czy raczej – w odcieniu czerwonego wina.
Ciekawe, czy w nią wlazę… – pomyślałam, ale jeszcze się wahałam, bo szukałam w pamięci czegoś mniej kłopotliwego.
Pamięć zawiodła, więc z ciężkim westchnieniem sięgnęłam po sukienkę, zaklinając w myślach wszelkie znane mi bóstwa, by okazała się za ciasna.
Nic z tego.
Leżała jak ulał. Jakbym wczoraj przyniosła ją od krawcowej…
Lekko zawiedziona, przyklękłam i wyłuskałam kremowe szpileczki. Też okazały się dobre. Miałam jeszcze nadzieję, że może są passe i z braku laku wskoczę w zawsze modne tenisówki. Niestety, klasyczne szpilki też zawsze są modne, a że trendy wracają co jakiś czas, okazało się, że te moje (nie)szczęśliwie są właśnie bardzo na topie. Rada-nierada – dołożyłam je do sukienki. Torebkę od kompletu z butami znalazłam szybko. Postawiłam jeszcze na masoperłową biżuterię i stwierdziłam, że więcej cudować nie będę. Nie wyszłam też jakoś specjalnie z wprawy czesalniczej, uznałam zatem, że tak zwany fryzur machnę sobie w dniu koncertu, a że pacykowania się na wieczorowo również nie zapomniałam, bo zdarza mi się od czasu do czasu jednak dokądś wychodzić – z zadowoleniem stwierdziłam, że temat wizerunku mam ogarnięty w miarę bezboleśnie i przestałam się tym zajmować.
Czas do wydarzenia minął szybko, ale nie miałam zamiaru jakoś szczególnie się spinać, kiedy więc znajomi zaproponowali wypad na żagle – bez namysłu, a nawet z radością – zgodziłam się.
Jako że nie bardzo chciało mi się szukać opieki dla Psiuły, postanowiłam ją wziąć ze sobą i był to nasz pierwszy raz. To znaczy – mój pierwszy raz na żaglach w tym roku i pierwszy raz na żaglach w życiu Psiuły.
Pomysł, zgodnie z przewidywaniami – okazał się wielkim niewypałem.
Kiedy już udało mi się przekonać Rudą, żeby weszła na łajbę, po paru halsach tak zaczęła szczekać, że czym prędzej wróciliśmy do brzegu. Miałam zamiar zrezygnować z pływania, ale napatoczyła się bardzo miła Pani Hangarowa, która zaoferowała pomoc. Psiule nie trzeba było dwa razy powtarzać, że zostaje na brzegu, a kiedy dostała od nowej opiekunki bułę z serem, prawie nie zauważyła, że sobie poszłam. Zakładałam, że jeśli po wypłynięciu się rozszczeka – wrócę, ale… była grzeczna.
Słońce świeciło, wiatr nam sprzyjał, więc sobie trochę poszaleliśmy. Żałowałam, że nie mogłam zostać na ognisku, ale – słowo się rzekło.
Psiuła wstydu mi nie przyniosła – Pani Hangarowa wyszła z podjętej misji bez szwanku. Nie ukrywam też, że zrobiło mi się bardzo miło, kiedy stęskniony Rudzielec wystrzelił do mnie, gdy tylko zamajaczyłam na horyzoncie.
Wróciłyśmy do domu, a ja uznałam, że trzaa się sposobić do wyjścia.
Odstawiłam się i z nieprzesadnym zainteresowaniem spojrzałam w lustro. Muszę powiedzieć, że zrobiłam na sobie całkiem niezłe wrażenie. Już zapomniałam, że w tym kolorze jest mi do twarzy, a moje nogi w szpilkach są długie do samej ziemi i jeszcze się zawijają. Nie wyglądałam może jak milion dolarów, ale jak sto – na pewno.
Usatysfakcjonowana konterfektem, siadłam sobie z filiżanką herbaty i czekałam na kolegę, bo zaproponował, że po mnie podjedzie. Miałam wielką pokusę, by jeszcze czymś się zająć – pomalować coś albo wyszyć, ale wyperswadowałam sobie wszelkie działania – wszak nie po to mozoliłam się całe dwadzieścia minut nad wzorkami na paznokciach, żeby teraz je sobie zniszczyć. Postanowiłam być wytworna przez tę ostatnią godzinę, więc gdy znudziło mi się wpatrywanie w pobłyskujące pończochy na zasupłanych na Elżbietę Jaworowicz nogach, popijając waniliową herbatę, dłubnęłam sobie w laptopku. Odwiedziłam znajome blogi, na jednym nawet się przywitałam i wstawiłam piosenkę, na innym nawymyślałam autorowi, ale tylko w myślach, na kolejnym…
I tak doczekałam przyjazdu kolegi.
W drodze do samochodu nic się nie zdarzyło – nie złamałam paznokcia, nie fiknęłam ze schodów, nie zapomniałam torebki. W – że się tak wyrażę – komplecie dojechałam na miejsce. A spojrzenia męskiej części ekipy potwierdziły, że nie jestem jeszcze taka od macochy, co wprawiło mnie w nieco lepszy nastrój. Prawie przestałam żałować, że ominęło mnie ogniskowe wędzonko.
Koncert był bardzo fajny, także dlatego, że okazał się imprezą zamkniętą.
Nie wiem, czy to wcześniejsze żagielki dały mi pozytywną energię, ale gdy okazało się, że powinnam powiedzieć parę słów – nie tylko się nie zblamowałam, lecz nawet – dostałam oklaski.
A potem słuchałam sobie koncertu, siedząc w loggii i coś tam cichutko podśpiewywałam, bawiąc się całkiem, całkiem.
Gdy koncert dobiegł końca – wywołano mnie ponownie. Byłam trochę zaskoczona, ale udało mi się dotrzeć pod scenę w jednym kawałku. Myślałam, że mam coś jeszcze powiedzieć na zakończenie i w drodze układałam sobie jakieś w miarę dowcipne i krótkie podziękowania, więc gdy znalazłam się przed widownią, początkowo umknął mojej uwadze fakt, że znani mi przecież muzycy mają podejrzanie… chmmm… bo ja wiem… uroczyste miny. Zdążałam, zaaferowana, ku środkowi i wśród sprzętu nie dostrzegłam również niewysokiego jegomościa z kwiatami.
A kiedy już kurczowo ściskałam wielki bukiet i przytulałam do piersi ciężkawą figurkę, wciąż nie docierało do mnie, że Miasteczko postanowiło uhonorować skromną panią poetkę nagrodą za dotychczasową tfurczość…

A potem był jeszcze bankiet, bardzo przyjemny. Ale to już zupełnie inna historia… 😉

146 komentarzy

  1. Lena Sadowska pisze:

    Witam na nowym pięterku:)

    Co tu by jaszcze napisać?
    Chyba nic – wszystko jest wyżej;)

    Zapraszam:)

  2. Makówka pisze:

    Pochmurne dzień dobry na nowym pięterku!

    Gratulacje dla Pani Poetki!

    Congratulations

    • Lena Sadowska pisze:

      Bardzo dziękuję.
      Wciąż jestem w lekkim szoku i oniemieniu, że nikomu ze znajomków udało się nawet nie zająknąć i nie wygadać:)

      Dzień dobry, Makówko:)

  3. Makówka pisze:

    Zanim umknę do zwykłych nudnych czynności domowych zawołam Gienię.

    Koffie

    Gienia poproszę dla każdego wedle życzeń, dla Pani Poetki coś szczególnego.

  4. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dopiero dotarłem na Wyspę, a tu takie nowiny! Gratulacje, Pani Poetko!

    • Lena Sadowska pisze:

      Dziękuję bardzo.
      Nie ukrywam, że to docenienie trochę mi zrekompensowało przykrości ostatniego czasu:)

      Dzień dobry, Tetryku:)

  5. krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    Bardzo miłe sprawozdanie…

    Uważam, że jest się czym szczycić Congratulations

    Dopełnieniem całego tekstu (moim zdaniem) powinien być utwór wygłoszony podczas koncertu przed audytorium. Brawo!
    A jeśli takowego nie było – dyżurny utwór autorki trzymany na podobne okazje
    Please

    • Makówka pisze:

      Popieram!
      Bodaj zdjęcie poproszę.

      • Lena Sadowska pisze:

        Maczku, jakieś zdjęcia robili, nawet filmowali chyba, ale (znając tutejsze realia) nie spodziewam się ekspresowego upublicznienia tego:)
        Muzykom fotek nie szczelałam, sobie – tym bardziej, więc nie zadowolę Cię w tym względzie, niestety:)

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Krzysztofie:)

      Wielkie dzięki.
      Może nie uwierzysz, ale nie mam jakiegoś sztandarowego utworu ani na okazje, ani na – brak okazji, bo niespecjalnie zamęczam rozmówców swoimi literackim dokonaniami:)
      Najłatwiej znaleźć mnie na „kartce…”
      ( https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/kartkazbrulionu.wordpress.com ),
      jeśli masz ochotę sobie poczytać:)

      Ale na otarcie łez znalazłam jeszcze coś takiego:):

      Pierwsza piosenka jest moja:)

  6. Makówka pisze:

    Umykam,zebranie,obiadowe spotkanie,knucie na barce,knucie na Zoomie…

  7. Lena Sadowska pisze:

    Deszczykowe dzień dobry, Wyspo:)

    Bardzo dziękuję Szanownym Wyspiarzom:)
    Nie spodziewałam się, że będziecie chcieli czegoś posłuchać, ale skoro tak, to po dość żmudnym przeszukiwaniu jutubka znalazłam coś takiego:):

  8. Lena Sadowska pisze:

    Umykamy na codzienną porcję spacerku:)

  9. Wyimaginowany pisze:

    Dobry wieczór. 🙂

    Maj mamy już za sobą, przekwitanie jaśminu też już zmierza ku końcowi, a jeszcze chwilę temu obłędnie nim wszędzie pachniało… Co nie oznacza iż nie możemy się pokołysać, biorąc pod uwagę porę, to nawet byłoby wskazane. 🙂

    Również gratuluję wspomnianej nagrody i oczywiście życzę kolejnych, nawet jeżeli nie do końca Ci Leno na nich zależy. 🙂

    • Lena Sadowska pisze:

      Dobry wieczór, Lordzie:)

      Jak miło, że zajrzałeś.
      I jeszcze zostawiłeś ślad w postaci tylu sympatycznych słów oraz kolejnego z moich utworków:)
      Dziękuję.

      To nie jest tak, że mi nie zależy, bo zawsze miło jest, gdy ktoś doceni nie tylko trud, ale również serce włożone w to, co się robiło:)
      Mnóstwo radości sprawia mi najmniejszy nawet ślad uznania, tylko ja cieszę się raczej do środka, w głębi siebie:)

      • Wyimaginowany pisze:

        To naturalne, że każdy lubi być doceniany, za to co robi, daje z siebie, za poświęcony komuś/czemuś czas. Pisząc o tym, że „nie do końca Ci zależy”, miałem bardziej na myśli kontekst rozmachu/szumu, towarzyszącego owemu docenianiu/nagradzaniu. Odnoszę wrażenie, że nie jesteś osobą, która łaknie nadmiernego poklasku, a kończące zdanie w Twoim powyższym komentarzu jest dla mnie kolejnym tego dowodem. Skoro zaś tak jest, to odwołam się do jednej z najkrótszych form docenienia tego o czym wspomniałem na wstępie, mianowicie: dziękuję, Leno (że mogę Cię Tu czytać). 🙂

        • Lena Sadowska pisze:

          Dziękuję, Lordzie – takie słowa wiele dla mnie znaczą.
          Masz rację – nie tylko nie lubię tego rodzaju szumu wokół siebie, ale taki rodzaj zainteresowania trochę mnie deprymuje:)
          A ostatnie zdanie pewnie powiedziało Ci też, że równie mocno przeżywam wewnątrz siebie wszelkiego rodzaju przykrości:)

          Dobry wieczór:)

  10. Lena Sadowska pisze:

    Och! jak bardzo oberwanochmurkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Leje jak z cebra, więc przemokłyśmy doszczętnie, bo deszcz zaskoczył nas w połowie spaceru:)
    Ale warto było, bo nim lunęło, stałyśmy się świadkami wyjątkowo rzadko spotykanego widowiska – srebrzystego zachodu słońca:)
    Cyknęłam kilka zdjęć, ale one nie oddają, niestety, urody tego zjawiska. Jego przebieg pozostawiam zatem Waszej wyobraźni:)

  11. Ultra pisze:

    GRATULACJE! Tak rzadko doceniana jest poezja, więc tym bardziej – radość.

    • Lena Sadowska pisze:

      Dziękuję, Ultro:)

      Nawet nie wiesz, ile przyjemności sprawiłaś mi swoim pojawieniem się tu dziś:)
      Tak, z tego docenienia poezji cieszę się chyba jeszcze bardziej:)

      Dobry wieczór:)

  12. Tetryk56 pisze:

    Wybacz, Leno, dopiero teraz zakończyłem zebranie na zoomie… Z pracy trudno było mi szerzej komentować.
    Bardzo optymistyczna relacja i pierwsze, o czym pomyślałem, to że brakło choć jednej piosenki — co wkrótce wyrazili inni komentatorzy. Przeszukałem okolice Miasteczka, ale znalazłem jedynie zapowiedź innego koncertu z twoimi piosenkami — z 2016 roku 🙂
    Miło być docenionym — niechaj cię to jak najczęściej spotyka! A swoją drogą, mogłabyś tu od czasu do czasu zaprezentować inne swoje piosenki, Please1

    • Lena Sadowska pisze:

      Nie ma czego wybaczać – to zrozumiałe, że obowiązki przodują:)

      Jaszcze raz dziękuję za gratulacje.

      Tak. Tu informacje rozprzestrzeniają się dość opieszale – taki już urok tego miejsca:) Kiedyś było tych grajek więcej na jutubku, różnych zespołów i wykonawców, ale – znikły:)
      Nie to, że żałuję Wyspie swoich utworków, nie wiem tylko, czy przytaczanie suchych tekstów ma jakiś sens, bo piosenka to jednak nierozerwalna całość – słów i muzyki.
      Mam wprawdzie kilka płytek z takimi piosenkami, bo przeważnie coś tam było chałupniczo nagrywane, więc nie odżegnuję się od zaprezentowania tego czy owego, ale żeby ewentualnie to wstawić, muszę zaczekać na powrót Smarkactwa, bo Ono mi powie, czy w ogóle – da się to zrobić:)

      Dobry wieczór, Tetryku:)

  13. Tetryk56 pisze:

    Sądzę, że po dwóch piosenkach Leny dodatkowe dobranocki nie są potrzebne! 🙂

  14. Kneź pisze:

    Gratulacje!!!
    Się ci należało, jak Psiule buła!!!
    A dyplom dali?
    Jak nie, to trzeba jakieś zażalenie, abo co?
    Jak filmowali to może co na youtubku będzie?
    A na Watrowisku prosimy o te 100 dolarów, my też chcemy popaczeć! Bo na Kartoflisko, to nie wiem czy wypada? 😛
    😀 😀 😀

  15. Makówka pisze:

    Te zebrania, spotkania itd. trochę mnie zmęczyły, chyba zaraz umknę

  16. Tetryk56 pisze:

    Dobranoc, rozśpiewana Wyspo!

  17. Makówka pisze:

    Jednak poczekałam na lampkę i dopiero powiem dobranoc.

    GoodNight

  18. Lena Sadowska pisze:

    Mili Wyspiarze, jeszcze raz dziękuję za wszystkie ciepłe słowa:)
    Trochę mnie po tym zmoknięciu telepie, więc zaaplikowałam sobie kubełek mocnej herbaty z miodem i rumem i umykam się wygrzać, bo głupio byłoby się zagrypić w czerwcu:)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  19. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ukołysany piosenkami Leny, wstałem jakby w pogodniejszym humorze Pleasure

  20. Makówka pisze:

    Witam!

    Może Gienia poprawi Ci nastrój Tetryku? I rozgrzeje zmarzniętą Lenę i Makówkę?

    Koffie

    • Lena Sadowska pisze:

      Gienia rozgrzała Lenę telepatycznie, więc – dziękuję, Makówko:)

      I dobry wieczór:)

      • Makówka pisze:

        Proszę, proszę Leno. Ja wczoraj bardzo zmarzłam między knuciem na barce a knuciem na Zoomie w czasie głupiego rzucania literkami i już myślałam, że jestem chora, ale tfu, tfu…

        A więc dobry wieczór i (wkrótce) dobranoc.

        • Lena Sadowska pisze:

          My, jak pisałam, bardzo zmokłyśmy na spacerze, bo lało naprawdę solidnie:)
          I też rano myślałam, że mnie rozłoży, ale – chyba nie:)

  21. Quackie pisze:

    Kochani, melduję się nieco zdyszany i trochę przelotnie.

    Byliśmy w Słowenii, w ponoć znanej miejscowości Bled z jeziorem, zameczkiem i kościołem na wyspie. Stąd wycieczka do wąwozu Vintgar, gdzie z wielką uciechą ufotopolowałem między innymi pluszcze oraz pliszkę górską, a także do wodospadu Pericnik (który można obejść naokoło, tj. od tyłu, co też uczyniłem) i potem jeszcze do końca tej samej doliny, do miejsca, z którego rozciąga się przepiękny widok na północną ścianę Triglava (najwyższego szczytu Słowenii i Alp Julijskich) (zdjęcia nastąpią w swoim czasie). Następnie przeskoczyliśmy do Chorwacji, w okolice Karlobaga, gdzie moczenie w morzu, a dzisiaj wycieczka do Zadaru. Jutro Jeziora Plitwickie, pojutrze wracamy do Słowenii, ale gdzie indziej. Vidimo se!

  22. Tetryk56 pisze:

    Proponuję dziś nietypową, bo raczej tańczoną dobranockę. Za to wpisującą się w atmosferę niedawnej Kupalnej nocy. Czy którejś z pań przyśnią się tańce przy ogniu?

  23. Lena Sadowska pisze:

    Bardzo spóźnione i bardzo skruszone dobry wieczór, Wyspo:)

    Myślałam, że nie zwlekę się z łóżka, ale czy to mi dadzą się pogrypić?
    Seria telefonów skutecznie wybiła mi myśl o jakimś chorowaniu – wybiegałam je w ciągu dnia, więc efekt końcowy – zadowalający:)

  24. Tetryk56 pisze:

    Spróbuję zatem sam prześnić polowe tańce w cieple słońca lub ogniska. Może pojawi się któryś z mniej utrudzonych aniołów?
    Dobranoc!

    • Lena Sadowska pisze:

      Czyli jakich snów Ci tu życzyć?
      Rozkołysanych szelestem anielskich skrzydeł?
      Dziwnie brzmi…

      Dobrej nocki, Tetryku:)

  25. Makówka pisze:

    Czy ognisko dziś jest zamiast lampki?

  26. Wyimaginowany pisze:

    Dobry wieczór.

    Spokojnych snów, dobranoc. 🙂

  27. Lena Sadowska pisze:

    Miłej nocki, Wyspo:)

  28. tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Sorry, lampka była, ale tuż przed wysłaniem mnie wylogowało, a niezalogowanym wycina większość htmla i lampka zniknęła – a ja nie zwróciłem uwagi i wysłałem…

    • Lena Sadowska pisze:

      „Patrzę się!…
      W światło kaganka patrzę się,
      Tak drżące, blade, złudne;
      I w jego skrach spostrzega wzrok,
      Obrazy mgliste, cudne.”
      („W świetle kaganka” – A. Dworzakowa-Mraczkowa
      tł.: Wł. Ordon)

      Dzień dobry, Tetryku:)

  29. krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    Dzisiaj mnie wypadło zaprosić Wyspiarzy na kawę?

    Zapraszam Delicious expresso
    Gieniu, czyń swoją powinność
    Koffie

  30. Makówka pisze:

    Witajcie!

    Gieniaaaaa! Mocną herbatę poproszę!

  31. Lena Sadowska pisze:

    Słoneczne dzień dobry, Wyspo:)

    Pogoda bardziej z tych żeglarskich – przyjemnie wieje:)
    A że raczej żaden wypadzik mi się nie kroi, dofarbuję ostatnią porcję tkaniny i niecnie wykorzystam panią Wiejbę do wysuszenia:)

    I może na powitanie takie trzy Wietrznice w dobranockowym klimacie:


    🙂

  32. Lena Sadowska pisze:

    To ja umykam do farbowania:)
    Ale bede zaglondau.

  33. Lena Sadowska pisze:

    To my na spacerek:)

  34. Tetryk56 pisze:

    A ja siedzę na zoomie…

  35. Lena Sadowska pisze:

    Wyjątkowo ciepły i miły wieczór, Wyspo:)

    Spacerowało się niezwykle uroczo. Przed nami, łapiąc ostatnie promienie słońca, baraszkowały wielkie żagnice. Z jednej strony, kiedy tak warczą mi nad głową niczym helikopterki – napawają mnie lękiem, ale z drugiej – nie wyobrażam sobie bez nich lata:) Tyle w nich dziecięcej radości, gdy gonią się wzajemnie, okrążają w locie, przysiadają na wysepkach nagrzanego piasku… 🙂

  36. Makówka pisze:

    Prawie cały dzień jestem domowa, a bałagan jak był tak jest.

  37. Tetryk56 pisze:

    Po siedzeniu w pracy i na zoomie trzeba rozprostować nogi. Cóż na to lepszego, jak Taniec w zaczarowanym gaju? Taki relaks przed spaniem, na dobranoc 🙂

  38. Makówka pisze:

    Praliny

    Cheers

    Rose

    Serducho

    dla Solenizanta!

  39. Tetryk56 pisze:

    Dobrej nocy, Wyspo!

  40. Lena Sadowska pisze:

    Nie idę jeszcze spać, ale chcę już definitywnie zakończyć sprawę z tkaninami, więc:

    miłych snów, Wyspo:)

  41. Makówka pisze:

    Dobrej nocy Wyspiarze!

  42. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Zapowiada się ciepły i pogodny piąteczek. Jakie plany na weekend?

  43. Makówka pisze:

    Słonecznie witam!

    Gienia serwuje kawę, herbatę, ale i chłodne napoje.

    Koffie

  44. Lena Sadowska pisze:

    Przez chwilę domowe dzień dobry, Wyspo:)

    Dzień przepiękny, aż grzech siedzieć w mieście, ale czasem trzeba pogrzeszyć 😉

  45. Makówka pisze:

    Bagry,knucie taki plan na dziś

  46. Tetryk56 pisze:

    A ja właśnie jadę do domu Pleasure

  47. Lena Sadowska pisze:

    Więc chodź!
    I zabierz mnie już
    na ten spaceeerek!

    No to umykamy:)

  48. Tetryk56 pisze:

    Leno, czy znajdziesz coś na lipcowy przebój Patronki? Please1

  49. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Dziś dreptałyśmy sobie w zagajniku czerwonych dębów. Teraz zachwycają filigranową zielenią, ale najbardziej lubię je w ich jesiennej odsłonie. Wystarczy odrobina słońca, by płonęły jak różnobarwne latarnie:) Są chyba nawet piękniejsze od klonów:)

  50. Tetryk56 pisze:

    Na dobranoc coś w tonie waszych spacerków, Leno 🙂 (ależ ta Psiuła ma dar przekonywania!)

    • Lena Sadowska pisze:

      I to wszystko wirtualnie:)
      A wyobraź sobie, co dzieje się, gdy siada przy Tobie i patrzy Ci prosto w oczy… 😉

      Piękne wykonanie – dziękujemy:)

      • Lena Sadowska pisze:

        A tak na marginesie – kiedyś podarowanie gałązki dzikiego tymianku miało wzmóc odwagę, a wrzosu – zobowiązywało do zachowania sekretu:)

  51. Tetryk56 pisze:

    Nie doczekam Patronki, przeczytam jutro. Dobranoc!

  52. Lena Sadowska pisze:

    Po nobelonie zapraszam na patronackie pięterko:)

  53. Lena Sadowska pisze:

    Mili Wyspiarze, dziękuję za podzielenie ze mną mojej małej radości, czemu daliście wyraz w przesympatycznych komentarzach i gratulacjach.

    Zapraszając na kolejne pięterko, tu żegnam się zwyczajowym:

    dobrej nocki, Wyspo:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)