Do znudzenia zawsze powtarzam, że Wyspiarze współtworzą moje pięterka. Inspiracją na kolejny temat wpisu jesteście zawsze Wy.
Czasem wystarczy jeden komentarz.
Tetryk „Napisz, jak się prezentowałaś na wystawie!” więc pokazałam Makówkę na Wyspie Lotofagów, a potem jakoś samo poszło; opowiedziałam o przesłaniu wystawy w ramach makówczyne między Dobranocką a lampką.
Rano Bożenka napisała ” z tych m-m byłoby niezłe pięterko” i pomyślałam …hm…coś w tym jest, to może być temat nie tylko na komentarz, ale samodzielny wpis skoro nawet Ultra tak uważa:
„O Wyspie Lotofagów wypada zrobić pięterko, ale Makówko pamiętaj, że W. Szymborska sceptycznie podchodziła do zakochanych, gdyś świat nie ma z nich pożytku, skoro zapatrzeni tylko w siebie„.
Ultro! Zapatrzeni w siebie, ale i zdolni „przenosić góry!”.
Szczęśliwi, więc promieniujący tym szczęściem na innych.
A nieszczęśliwie zakochani? – ileż „dzięki temu” powstało wierszy, powieści, utworów muzycznych, obrazów…
Ale wróćmy do wystawy – poniżej galeria, w której pokazuję dla przypomnienia to, co było w komentarzu między-między.
Osobno zdjęcie, które skopiowałam z fb i w moim odczuciu stanowi doskonałe uzupełnienie wystawy.

On – ona (Artystka, czyli dziewczyna w czerwonym sweterku) – para.
Dopiero po przeczytaniu tego krótkiego tekstu (proszę kliknąć zdjęcie!) można zrozumieć przesłanie. I oczywiście wysłuchaniu tego co opowiada urocza artystka. Same obrazy w ogóle nie wzbudziłyby mojego zainteresowania, ale całość była inspiracją do przemyśleń szczególnie w miejscu, o którym za chwilę.
Ktoś o wystawie napisał tak: W większości lokali, restauracji i klubów zlokalizowanych na terenie dawnej fabryki tytoniu nie słychać już rozmów i śmiechu. Wiatr nie wpada przez drzwi i okna, bo je zamknięto… Ale wiatr w postaci delikatnej morskiej bryzy jest obecny na „Wystawie Lotofagów” autorstwa Małgorzaty Kaczmarskiej.
Tu należy się parę słów o miejscu, którego historia jest dość ciekawa.
Początkiem działalności polskiego przemysłu tytoniowego była fabryka wyrobów tytoniowych w Krakowie, która mieściła się przy ul. Dolnych Młynów.
Przed wojną należała do Austriaków (C.K. Fabryka Tytoniu, Kaiserliche Koenigliche Tabakfabrik), którzy utworzyli ją w 1876 r. w celu zaopatrzenia w tytoń swoich żołnierzy licznie obsadzających fortyfikacje Twierdzy Kraków.
Cygarfabryka, bo tak nazywali ją Krakowianie była ogromnym zakładem pracy zatrudniającym 1000 pracowników, w tym aż 900 kobiet .
Po wojnie krakowska manufaktura wznowiła działalność dopiero w 1958 r. Jako Zakłady Przemysłu Tytoniowego w Krakowie. W 1973 r. fabryka podpisała z międzynarodową firmą Philip Morris International umowę licencyjną na produkcję papierosów Marlboro. To właśnie Philip Morris w 1996 r. odkupi krakowskie przedsiębiorstwo od Skarbu Państwa. Produkcja trwała do 2002 r., czyli do czasu uruchomienia na Czyżynach nowego centrum produkcyjnego.
Amerykanie kompleks wraz z przeprowadzką sprzedali hiszpańskiej firmie Immobilaria Camins, która zapowiedziała zbudowanie w pofabrycznych halach kompleksu hotelowego lub biurowego. Na zburzenie budynków nie zgodziłby się konserwator zabytków. Jednak po zakupie tej nieruchomości do Hiszpanii zawitał kryzys gospodarczy, który zahamował inwestycję na 10 lat. Wówczas teren pod zarząd przejęła Fundacja Tytano.
Wtedy w tym zapomnianym miejscu Krakowa wydarzył się cud. W kilkanaście miesięcy otworzyło się tam kilkanaście restauracji, barów, kawiarni i pracowni artystycznych. W industrialnej przestrzeni znalazła się także przestrzeń dla inicjatyw kulturalnych i społecznych.

Fabryka Wyrobów Tytoniowych w Krakowie — widok zewnętrzny 1935.
Tekst o Zakładach Tytoniowych oraz powyższe zdjęcie skopiowałam ze strony historia.org.pl.
Wszystkie lokale prowadzące działalność gospodarczą na terenie dawnych Zakładów Tytoniowych przy ulicy Dolnych Młynów muszą opuścić ten teren, który ma wrócić w ręce jego hiszpańskich właścicieli.
Czy będzie to zmiana na lepsze tego jeszcze nie wiemy?
„Tak oto kończą się epoki…” jak napisał Tetryk na swoim „mazurskim pięterku”.
Dla wielu takim miejscem były Dolne Młyny, dla Tetryka „Złota rybka”, a dla mnie Kontynenty, o których pisałam wiele razy na Wyspie.

Tak jak odchodzi często miłość, kochankowie przestają żywić się tylko owocami lotosu, opuszczają Wyspę Lotofagów, ale tamte chwile uniesienia zostają w ich pamięci; tak znikają różne miejsca, ale ich dawny wygląd zostaje w naszej głowie.
Takich chałupek też już coraz mniej …

Zaczęliśmy od Dolnych Młynów ( nazwa ulicy pochodzi od stojących tu niegdyś królewskich Młynów Dolnych) ) , kończymy na starej chałupce znajdującej się niedaleko od zabytkowego młyna.
Młynówka Królewska ( rzeczka, którą pamiętam z dzieciństwa, a której już nie ma), stary młyn nad potokiem Prądnik to temat na osobne pięterko…
Zapraszam do współtworzenia, chyba każdy ma coś takiego w swojej duszy (sercu?), co odeszło, ale w pamięci zostało. Ludzie, ale i przedmioty, miejsca…
Dziś Światowy Dzień Serca.
Obrazek wyróżniający -Odyseusz u Lotofagów, francuska rycina z XVIII wieku, zdjęcie z Internetu.
Do obrazka wyróżniającego pasuje ten wiersz.
Julian Tuwim – Odyseusz
Noc deszczem uczerniona, atramentowa ulewa,
Rozchlustało się niebo ciemnymi pomyjami.
Przywiążcie mnie, przyjaciele, do ściany powrozami,
Bo w ogrodzie syrena okrutnie, przeciągle śpiewa.
W krzakach, wichrem porwanych, rzuconych widmem
w okno,
Wije się wielką jaszczurką, śliska, dwupierśna, blada,
Uszy, na śpiew nanizane, zalepcie mi ziemią mokrą,
Bo się na muzę naprasza i dziwy opowiada.
Wspiął się ocean grzywiasty spienionym koniem-ogromem,
Rży niebo zachłystem burzy, chmury żubrami w puszczy.
Miotam się w izbach, żeglarz, głębina grzmi nad mym
domem,
Ogród od śpiewu oszalał i straszą żałobą pluszcze.
Poniosło mnie, Noego, rzuciło, Odysa, w zamęt,
W kipiącą otchłań podróży, w dzieje moje człowiecze,
Panna, pieśniarka sina, księżycem ułudnym ciecze,
Przemienia się, roztapia w rosnący, słodki lament.
Kto dobry, niechaj mnie zwiąże, oczy zaleje ołowiem,
Kto najlepszy, niech poda szklankę strutego wina!
Stań, wierna Penelopo, nad mym śmiertelnym wezgłowiem,
Dzisiaj do ciebie wróciłem – i nowa się podróż zaczyna.
Widzisz? teraz we wszystkich oknach ta sama się wspina,
Gdzież ja oczy podzieję od srebrnołuskich jej guseł?
Słyszysz? w powódź uwodzi, niemiłosiernie jedyna,
Głosem pierwszej miłości, niepokonanym przymusem!
Przyciągnęła ocean, żeby mi wył pod oknami,
Niebu huczeć kazała nieustającym łoskotem
I coraz groźniej śpiewa, że miłość jest między nami,
Żebym się słodko nie łudził lubym pod strzechę powrotem.
Otwórzcie, otwórzcie okna w głąb krzyczącego ogrodu,
Topielcem w pieśń popłynę, kipielą pochłonięty!
Leć, ukochany domie, zerwij się z ziemi okrętem!
O, żono! O, przyjaciele! Doprawdy: nie ma powrotu.




Zapraszam na pięterko, na którym można rozmawiać zarówno o Odyseuszu jak i o tym co zostaje w naszej pamięci po bliskich osobach lub ważnych miejscach albo…o wszystkim innym co może stać się inspiracją do kolejnego wpisu.
Dla tych co, zamiast czytać wiersz wolą posłuchać:
Interesujący, politematyczny wpis. Liczyłem tylko na więcej zdjęć obrazów z wystawy prócz tych już pokazanych wcześniej 🙂
Podoba mi się zestaw podpisów pod zdjęciami w galerii, tworzący razem zgrabną całość.
Dziękuję Tetryku!
Słowo politematyczny szczególnie mnie cieszy, gdyż o to zawsze mi chodzi; staram się poruszyć parę tematów, aby każdy miał w czym wybrać.
O tak, wybierać jest w czym. Aż zabrakło mi czasu żeby przeczytać i obejrzeć za jednym razem. CIEKAWE!
Dziękuję Bożenko!
Cieszę się, że nie jestem monotematyczna, staram się.
Witaj radosna Makówko 🙂 Jesteś jak encyklopedia wielotematyczna ,ale ostatnio z tytoniem modne jest hasło : Rzuć palenie . Zatem delikatna , ale jednak reklama wytwarzania tego specyfiku może być sprzeczna z tym hasłem . Ja permanentnie rzucam palenie , ale przed tym kupuję jakieś ekstra specyfiki , bo jak mam rzucić , to coś dobrego , a nie „sporty ” bez ustnika . Za ciężką pracę należa się jednak podziękowania i na zachętę przyjmij nasz bukiecik
Witaj Maksiu!
Dziękuję za bukiecik i miłe słowo.
Na tym pięterku wkleiłam trochę informacji o miejscu, gdzie odbywała się wystawa, aby przy okazji „przemycić” trochę wiedzy;sama się w ten sposób czegoś uczę.
Jednak jeśli coś reklamuję to MIŁOŚĆ, czyli uczucie, które nadaje sens naszemu życiu albo jest czymś do czego warto wracać we wspomnieniach.
Dzień dobry, właśnie wróciłem i włączyłem komputer, ogarnę się i postaram bardziej merytorycznie (chociaż w sumie o idei wystawy już się wypowiadałem w m-m).
Witaj Q!
Nikt tak nie potrafi merytorycznie i wszechstronnie jak Ty.
Może masz jakieś pytania?
Jeszcze chwila, bo przerwa.
A ja w tym czasie kolacja.
Wszak nie samą miłością człowiek =Makówka żyje!
Morska bryza z Lotofagów dotarła na Madagaskar.
Ciepły wpis w Światowym Dniu Serca, bo też Makówka lubi trafiać w miejsca, gdzie „wiatr nie wpada przez drzwi i okna”, a ona otwiera i wpuszcza czytelników na ciekawe wystawy z osobistym refleksem.
Na końcu chałupka… Jak dobrze, że znalazł się ktoś, kto uwiecznił i uchronił od zapomnienia, zapewne niebawem będzie rozebrana.
Witaj Ultro!
Bardzo dziękuję za tak miły komentarz.
Masz rację -lubię trafiać w takie miejsca i dzielić się tym z Wami na Wyspie.
O! Akurat dziecko przyszło (był na dwutygodniowym urlopie), a już miałam odpowiedzieć Tetrykowi na to co napisał o 15.10.
Przed Dobranocką zdążę…mam nadzieję.
Długo to nie potrwa, bo wszystko mi opowiadał na bieżąco. Pojechał w kierunku -Sudety.
Spał w namiocie, w schroniskach, na prywatnych kwaterach. Na koniec pojechał do Stróży, aby odpocząć od tego wypoczywania tzn. ciągłego zmieniania noclegu.
Wydawałoby się, że już odpowiedziałaś. Ale pewno była to odpowiedź spontaniczna, a teraz będzie refleksyjna i pogłębiona…
Faktycznie była spontaniczna tzn. czytam i od razu piszę co mi przyjdzie do głowy.
Całe pięterko jest wg. mnie refleksyjne, więc już bardziej się nie da, bo Wyspa to nie leżanka u psychoterapeuty.
Pełna odpowiedź wymagała wyszukania, pomniejszenia itd. trzech pstryczków, czyli trochę więcej czasu.
Zaraz będzie, dziecko już poszło do siebie.
Liczyłem tylko na więcej zdjęć obrazów z wystawy prócz tych już pokazanych wcześniej napisałeś Tetryku.
Otóż Tetryku nie było więcej obrazów. Był jeszcze krótki pokaz multimedialny.
Był jedynie ten krótki cykl z wykorzystaniem przestrzeni, czyli miejsca, które za parę dni będzie niedostępne.
Taka podwójna symbolika – Wyspa Lotofagów zagościła na chwilę w miejscu, które za parę dni zniknie z mapy miasta (nie całkiem, symbolicznie).
Stara opuszczona hala produkcyjna i w takim obskurnym, obdrapanym miejscu znajdujemy się nagle na Wyspie Szczęśliwości, patrzymy przez chwilę oczami zakochanych, czyli nie widzimy obdrapanych ścian.
Nie wiem, czy taka była intencja artystki, może to moja nadinterpretacja?
Nie mam więcej pstryczków oprócz tych dwóch.
Nie byłam sama, po obejrzeniu wystawy były w planie jeszcze domowe placki ziemniaczane.
Nie przypuszczałam, że będę robić z tego pięterko. Teraz żałuję, że nie obcykałam całości Dolnych Młynów, czyli miejsca, które za chwilę będzie wyglądać inaczej.
Na pociechę -zdjęcie, które znalazłam na fb na stronie artystki.
Podpisała je: kolory wyspy wiecznej szczęśliwości się zmaterializowały.
Och. I ten kobaltowy niebieski!
Ciekawa jestem czy to przypadek, czy też celowe działanie?
W czasie gdy tam byłam większość zwiedzających to byli „krewni i znajomi królika”, więc dziewczyny mogły się umówić jak się ubrać.
Tak, to wygląda na celowe działanie. Ale bardzo fajne!
Cała ta wystawa opiera się na symbolach; narracja artystki jest niezbędna.
Dobry wieczór, już jestem.
Ciekawe, że władze austriackie uważały zaopatrzenie swojej armii w tytoń za tak istotną sprawę, tak jakby to była żywność, woda czy inne podstawowe produkty, a nie używka i nałóg. Jeszcze rozumiałbym, gdyby chodziło o kawę, żeby nie zasypiać (np. na warcie). No ale najwyraźniej tak było, co jest niezłym świadectwem, jak to się zmienia przez wieki.
Co do idei miłości jako odbierającej poczucie rzeczywistości, Odyseusza i wiersza Tuwima, to jeszcze mi się kojarzy taka piosenka niekoniecznie najwyższych lotów, „Irlandia zielona”, w sumie też o tym. Albo o tęsknocie za tym właśnie.
„A Irlandia podobno jest taka zielona
Jak wlosy syreny o swicie
Za jej czule westchnienia biale ramiona
Moja szare oddalbym zycie
A Irlandia podobno jest taka szalona
Jak wiatr co ma czapke podarta
Za jej czule westchnienia biale ramiona
Moje nudne zycie oddac warto.”
A wiesz, że ja sobie cenię tę „Irlandię” Kowalskiego… Bardzo dobrze łączy sentymenty z ironicznym podejściem do tychże i do siebie samego.
Tak, jako ballada, owszem, jednak efekt wyszedł trochę… przaśnie, w mojej opinii. W sensie teledysku, bo muzyka wchodzi bardzo pod korę mózgową i trzyma.
Fakt, teledysku to w zasadzie nie kojarzę, tylko melodię i tekst.
A mnie się podoba ta „Irlandia”, można posłuchać… i obejrzeć.
Czas na mnie. Dobranoc
Spokojnej!
Śpij spokojnie i śnij kolorowo Bożenko!
Temat miłości i tęsknoty został skwitowany „Irlandią zieloną”, czyli
połączeniem sentymentów z ironicznym podejściem do tychże i do siebie samego.
Wróćmy więc może do dawnych Zakładów Tytoniowych.
Powyżej -Państwowa Fabryka Cygar i Wyrobów Tytoniowych w Krakowie przy ulicy Dolnych Młynów – pracownicy opuszczają fabrykę po pracy, widok od ul. Dolnych Młynów. Zdjęcie z 1926 roku.
„Okolica była przyjemna, ruchliwa: pobliska wytwórnia papierosów, zwana przez krakowian cygarfabryką, rozsiewała wokół duszny aromat tytoniu (…)W dzień wypłaty, na długo przed otwarciem szerokiej, warownej, podobnej do wrót więzienia bramy fabryki, wystawały już na chodnikach matki z dziećmi, prostytutki, wierzyciele i handlarze sznurowadeł, lusterek i prezerwatyw, sklepikarze i dziewczęta pragnące pójść do kina, a potem na spacer – wszyscy czekali, aż syrena oznajmi koniec pracy, a z bramy zaczną wychodzić ludzie z pieniędzmi w kieszeniach.”
Powyżej fragment książki Kornela Filipowicza, który oddaje klimat tamtych czasów.
Ciekawe, czy dzisiaj ktoś to wykorzystuje, tzn. wiedzę o dniu wypłaty, np. w dużej korporacji działającej w niedużym miasteczku, takim jak, dajmy na to, fabryka Volkswagena we Wrześni. To znaczy oczywiście to wychodzi przelewami, ale zasada chyba jest ta sama, sporej masie ludzi przybywa nagle na koncie, a chytry reklamodawca może potrafiłby to wykorzystać?
Pewnie tak, ale jednak to nie to samo jak pieniądze „w garść”.
Pamiętam dziewczynę, która w dniu wypłaty męża zwalniała się wcześniej z pracy u nas, aby czekać na niego „pod bramą”, bo inaczej mógłby przehulać całą wypłatę, zanim dotarłby do domu. Na zasadzie „W Polskę idziemy…”.
A to już w ogóle jest straszna sprawa z tym „W Polskę idziemy”, bo Młynarski napisał to jako satyrę na takich birbantów, a oni z czasem przyjęli to za swój hymn.
I z czegoś bardzo nagannego zrobiło się coś wywoływało pobłażliwy uśmiech na twarzy.
Tymczasem żonom i dzieciom takich panów daleko było do śmiechu.
Nie było i nie jest, jak sądzę.
Dobranocka, że tak nawiasem wtrącę
Dzisiaj Audrey Hepburn i „Moon River”. Hołd dla artystki przy okazji w ilustracjach.
Snów artystycznych, nawet jeśli nie przy księżycu.
Piękna Dobranocka, pasuje do nastroju Wyspy Szczęśliwości.
(m-m na moim pięterku to raczej ktoś inny, bo ja i tak będę pisać w komentarzach na temat i nie na temat przez cały wpis, nie tylko między-między).
O, to ja mogę napisać coś. Wróciliśmy dzisiaj od znajomych, u których między innymi oglądaliśmy w całościach i fragmentach musicale i filmy muzyczne. I „My Fair Lady”, właśnie z Audrey Hepburn i Rexem Harrisonem, a do tego „Deszczową piosenkę”, rzecz jasna z Gene’em Kellym i Debbie Reynolds. I tak nam się zauważyło, że tak jak Debbie (grająca Kathy Selden) śpiewała zamiast Jean Hagen (grająceej Linę Lamont), tak w piosenkach w „My Fair Lady” słyszymy głos Marnie Nixon, a nie Audrey. Z tym że oczywiście nikt nie udawał, że to naprawdę Audrey.
Dziękuję. Po to właśnie jest m-m , aby napisać coś nie na temat wpisu.
A jednak na temat, bo z tej wizyty pewnie wynikła Dobranocka?
A oczywiście
Dzisiejszą leniwą niedzielę zakończę wcześniejszym udaniem się spać – znów przez kilka dni będę wstawał o 5:30… Zostawiam więc już zapaloną lampkę, co w najmniejszym stopniu nie powinno blokować dalszych pogaduszek 🙂

Ukratku! Śpij dobrze, intensywnie i tylko pytanie czemu tak krótko?
Byli pracownicy „po wypłacie”, to teraz -czekający na rewizję.
Też 1926 rok.
Zdjęcie jest w bibliotece i mam „problem techniczny”, aby je dodać.
Może za długa nazwa pliku?
To z wypłatą było takie samo. Q spróbuj Ty jak możesz
Zresztą…nie tyle o zdjęcie mi chodziło ile o tę rewizję jako temat do pogaduszek.
Hm, dodałosię jakoś, mimo długiej nazwy…
Dziękuję.Już więcej dodawać nie będę -wystarczy.
Ad rem: jak rozumiem, rewizja konieczna ze względu na wynoszenie towaru do celów prywatnych (do użycia lub na handel). W pierwszej chwili pomyślałem, że może pies by był dobry, żeby wywąchać, ale po całym dniu roboty przy tytoniu wszystko tam musiało jechać tytoniem w stopniu nierozpoznawalnym, włącznie z pracownikami…
Zapewne.
Zazwyczaj wszędzie tam, gdzie produkcja towarów chodliwych podobna zasada.
Dlatego pracujący w „Polmosie”często coś tam wynosili „w sobie”.
– Chuchnij pan!
Podejrzewam, że tak jak z tymi papierosami pracownicy produkcyjni byli tak przesiąknięci zapachem, że chuchanie …
Sąsiadka piętro niżej pracowała w Polmosie i hm…z pracy wracała zazwyczaj na lekkim rauszu, więc z tym „wynoszeniem w sobie” to tak sobie nie wymyśliłam całkiem. Biedne były te dzieci…
A jakby pracowała w fabryce prezerwatyw, to może by i nie było komu być biednym, a?
Jak ja lubię Twoje poczucie humoru panie Q!
W tej kwestii też różnie tu bywało, gdy były awantury między mężem (pracował za granicą) a kochankiem.
Znaczy w kwestii dzieci? Które są czyje?
Dzieci (dwójka) były należy zakładać z mężem. Potem mąż wyjechał na kontrakt gdzieś aż na Syberię, przysyłał pieniądze, a w tym czasie żona odremontowała mieszkanie, w którym mieszkała z kochankiem.
I wszystko było dobrze do momentu, gdy mąż wrócił i hm…chciał zamieszkać z żoną i dziećmi. No i uważał, że należało odłożyć trochę pieniędzy, bo z boazerii nie ugotuje się zupy.
Mąż w mieszkaniu z dziećmi w mieszkaniu, a żona z kochankiem w piwnicy w węźle ciepłowniczym.
Mąż z kochankiem potrafili rzucać w siebie np. doniczkami.
Co za epopeja!
Ale niekoniecznie na nowe pięterko.
My tu sobie gadu-gadu o papierosach, wódce, zielonej Irlandii, a ja cały czas czekam na jakieś WSPÓŁTWORZENIE, czyli wspomnienie miejsca, rzeczy bliskiej w duszy/sercu, której już nie ma.
Zdjęcie jakieś?
Oj, na pewno takie były, ale jak na złość nic mi nie przychodzi do głowy.
Pięterko myślę nie zniknie dziś, jutro też będzie.
Dzień dobry
Dla mnie rzeczą bliską, której już nie ma była z pewnością Stocznia Gdańska. Zakład, w którym pracowało kilka pokoleń gdańszczan (ja też, gdyż całe studia pracowałem tam w spółdzielni studenckiej)
, zniknął. Miejsce po stoczni jest już zupełnie inne i wygląda zupełnie inaczej ale żal tamtego miejsca i tamtych ludzi 
Dziękuję Krzysztofie za to wspomnienie.
Masz może jakieś zdjęcie z tamtych lat?
No co ty?


(ale za to wypłaty mieliśmy wyższe od przeciętnej) 
Robić zdjęcia w zakładzie o strategicznym znaczeniu dla ludowego państwa?
SKĄDŻE!
Na bramie wyraźnie umieszczono tabliczkę ZAKAZ ROBIENIA ZDJĘĆ!
W „mojej” brygadzie była zresztą zasada: szybciej przychodzisz, szybciej bierzesz się do roboty, szybciej kończysz! Dlatego nie było czasu na zdjęcia
W tamtych czasach większość zakładów miała strategiczne znaczenie dla ludowego państwa. Tabliczki o zakazie fotografowania bywały wszędzie.
Dziś przy satelitach, dronach, komórkach…czasy się zmieniły.
Tylko państwo znów robi się jakby „ludowe” z nadprezesem niczym I sekretarzem i suwerenem w roli głównej.
W ludowym państwie (PRL) upłynęło moje dzieciństwo i młodość, dlatego mile wspominam tamte czasy – młodość…

Jednak WCALE NIE CHCĘ wracać do tamtego okresu i pomysł PRLbis zupełnie mi nie odpowiada
Mam dokładnie tak samo jak Ty Krzysztofie!
niechby diabli wzięli!
Z sentymentem wspominam tamte czasy, bo to dzieciństwo i młodość, ale to nowe PRLbis
A już się wydawało, że to o co walczyliśmy będzie nam dane raz na zawsze.
Tymczasem wolność jak miłość trzeba pielęgnować, szanować, doceniać, bo nic nie jest dane raz na zawsze.
W ten sposób samo mi się nawiązało do głównego tematu wpisu -MIŁOŚĆ.
Powoli będę się wycofywał na z góry upatrzone pozycje, ponieważ wizyta (i przejazd) były nieco męczące.
Dziękuję za podtrzymywanie konwersacji.
Życzę spokojnej nocy!
Pięterko zakończyłam wierszem Juliana Tuwima, na zakończenie dzisiejszej „nocnej zmiany” inny poeta.
Póki Leny nie ma muszę sama wybierać wiersze, ale mam nadzieję, że Lena się zjawi i uzupełni wpis jakimiś wierszami tematycznymi.
Leopold Staff – Odys
Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste
Lecz i manowce wszędy.
O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało.
Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki i taki.
Każdy z nas jest Odysem,
Co wraca do swej Itaki.
DOBRANOC WYSPO!
Dzień dobry


Ciekawe pięterko i bardzo pouczające
Faktycznie tematów w bród. Dziś już nie rozwinę żadnego, bo padam na dziób
Dziękuję Miralko!
Poczujesz się lepiej to pogadamy na dowolnie przez Ciebie rozwinięty temat, albo na …dowolny inny.
Każdy temat jest mile widziany.
Przy okazji jeszcze powiem, że już wiem czemu jestem taka zmęczona i mogę długo spać… na migdałach wyrosły mi ropne czopy, a to zawsze skutkuje zmęczeniem ogólnym



Pozbyłam się ile dałam radę, odkaziłam płynem do ust i mam nadzieję, że jutro już będzie lepiej
A na razie idę spać
Miłego dnia Wam życzę
A Tobie zdrówka, Mireczko
Zdrowiej szybko Miralko!
Dziękuję dziewczynki

Już prawie zdrowa jestem, chociaż trochę jeszcze mnie muli
Dzień dobry
Nowy dzień, nowy tydzień…
A za chwilę nowy miesiąc i …nowy wiersz KIGa.
A ma ktoś jakiś pomysł?
Jak dobrze, że jestem „poza pytaniem” jako ta, co właśnie wstawiła inne pięterko i nie zna się na poezji.
Mamy w naszym towarzystwie specjalistkę od wierszy-Lenę.
Albo hm…takich co sami piszą wiersze.
Niestety, Makówko, mam takie urwanie głowy, że nie dam rady.
Poza tym są chyba na Wyspie więksi ode mnie entuzjaści talentu pana Gałczyńskiego:)
Nie czuję się też „specjalistką od wierszy”:) Jeśli w ogóle od czegoś „specjalistką” jestem, to raczej od baśni:)
Pozdrawiam:)
Dzień dobry, póki co, nawet trochę pogodny, ale jak widzę, to się szybko zmienia.
Ale padać nie powinno.
Kawa, herbata?
O. Koniecznie kawa!
Ja też poproszę
O tej porze ktoś jeszcze się ze mną napije?
Ja

Właśnie zaparzyłem sobie kolejną kawę i chętnie się napiję w miłym towarzystwie
Drugie śniadanko?
O tym czasie już o obiedzie myślę
Bywają Skowronki i Sowy…
À propos stęskniłam się ZA NASZYM SKOWRONECZKIEM!
Ja też…
Witajcie!
Gdy wyjeżdżałem rano na wschodzie pysznie czerwieniły się chmury tuż nad słońcem, a na zachodzie widać było kawałek tęczy. Niestety, pod koniec drogi zaczęło padać…
Kto rano wstaje…ale ja jednak wolę w tym czasie spać.
Dzień dobry
W Gdańsku, niedaleko rzeki (potoku) Strzyża też jest ulica „Dolne Młyny”


Ale w Gdańsku wszystko jest inaczej niż gdzie indziej, bo te młyny wcale nie były w dolnym biegu rzeki lecz raczej górnym
W dolnym biegu rzeki też były młyny, od których dzielnica, nad ujściem Strzyży do Wisły, dostała nazwę Młyniska, ale nie ma tam obecnie młynów tylko są stocznie…
Ech… Gdańsk jest jednak specyficznym miastem
W Gdańsku nie było fabryki cygar za to była fabryka broni

Obecnie mieści się w niej Urząd Skarbowy
Wyobraźnia podsunęła mi pracowników Urzędu Skarbowego z kałasznikami!
Hmmm
bo po II wojnie światowej budynek był wykorzystywany jako fabryka telewizorów UNIMOR 
Zawsze wchodząc do tego Urzędu mam takie skojarzenia
Ale, na szczęście, bardziej prawdopodobne byłoby zobaczyć urzędnika z telewizorem
Większość z nas ma takie skojarzenia z US. Ale bywają sympatyczni pracownicy tegoż Urzędu, nawet bardzo sympatyczni, znam TAKIEGO JEDNEGO.
Bardzo specyficznym na pewno. Moim marzeniem jest zwiedzić Gdańsk, ale jakoś jeszcze mi się nie udało.Nigdy nie byłam w Gdańsku!
Nad wspomnianym we wpisie kanałem Młynówka Królewska były trzy młyny:
-Młyn Górny
-Młyn Dolny
-Młyn Kutlowski.
W jakimś kolejnym wpisie oprowadzę Was po młynie, który zwiedzałam tydzień temu. Wtedy może coś więcej napiszę o Młynówce Królewskiej?
Na tym pięterku pokazałam tylko pstryczek chałupki, bo i tak wpis się jakoś tak sam rozbudował wystarczająco.
W Gdańsku młynów już nie ma

Natomiast na Strzyży, od średniowiecza, młynów było w bród. Stały w górnym biegu (stąd nazwa ulicy Dolne Młyny), w środkowym, gdzie zamiast młynów postawiono kuźnie wodną (stąd nazwa dworu w Dolnym Wrzeszczu – Kuźniczki), wreszcie w dolnym biegu, gdzie był młyn od którego nazwano dzielnicę – Młyniska
W Krakowie (chyba?) też nie. Choć?
Natomiast na terenie OPN jest czynny i udostępniany do zwiedzania, ale nie chcę tego rozwijać w komentarzu, aby potem nie powtarzać się na pięterku.
Wyspane witajcie!
Kochani Wyspiarze!
Umykam, popołudnio-wieczorem będę i wtedy odpowiem gdyby ktoś miał jakieś pytania.
Do popotem, paaaa
Przyjemności, paaa
Dzień dobry, Makówko:)
Postaram się zajrzeć nocną porą, bo trochę mi wiruje, a czytanie wpisów po łebkach jest nie tylko niegrzeczne, ale także wydaje mi się lekceważeniem wysiłku Autora:)
Do później zatem.
Pozdrawiam:)
Leno!Też pozdr i też będę dopiero wieczorem.
Notofajrantiprzerwa.
Notojestemwdomu.
Deszczpada…
Najpierwkolacja:)
A ja wychodzę do dzieci.
Ten deszcz to przez Lenę i jej bluesa…
Co mi umknęło, że nie wiem, o jakiego bluesa Leny chodzi?
Chyba że to był indywidualny blues?
Deszczowy blues na blogu Leny…
Witaj, Tetryku:)
Nie wiem, czy dasz wiarę, ale najpierw był jednak deszcz, a dopiero później mój blues:)
Pozdrawiam:)
No i ja też wróciłam z poważnymi zakupami.
Bożenko! O tej porze z zakupami? To niepodobne do Ciebie.
I po przerwie.
I dobranoc
Spokojnej!
Spokojnej!
I dobrych snów! 🙂
Dobranocka.
Dzisiaj (chyba nie po raz pierwszy?) temat z duńskiego postapokaliptycznego serialu „Deszcz”. Nie żebym się napraszał, ale zdaje się, że na południu to pada lub będzie padać…
Snów kojących, mogą być przy szumie czegoś. Np. deszczu.
Po dobranocce pokażę jeszcze okoliczności przyrody, w jakich jechałem rano do pracy. Obiektyw skierowany na zachód, w biurowcu odbija się pożar wschodu, a obok tli się kawałek tęczy:

Ależ ujęcie! W sensie tyle naraz na jednej fotografii!
Kapitalne to Tetrykowe m-m !
Ja za chwilę też coś wlepię (jak zdążę przed lampką).
Wschodu nie widziałam, natomiast zachód słońca nad autostradą dziś wieczorem miałam okazję widzieć. Deszcz trochę padał i oczywiście tęczy nie było.
A teraz będę
Dziś „Kontynenty” zakończyły swą działalność!
Wspomniałam o tym na tym pięterku. Pisałam nieraz, że to jest (a teraz już było!) jedno z nielicznych miejsc, gdzie spotykają się obcy ludzie i wytwarza się rodzinna ciepła atmosfera. Wszyscy są usposobieniu życzliwie do prelegenta i do tego co opowiada.
Byłam tam wiele razy na różnych slajdowiskach jako słuchacz, ale i też parę razy z mikrofonem w ręce. To było dla mnie wyzwanie, ale właściciele wytwarzali tak przyjazną atmosferę, że mimo stresu wspominam te moje „wystąpienia” z sentymentem i dumą.
Po każdym prelegencie zostawał obrazek w Galerii Podróżników.
Powyżej fragment Galerii Podróżników. Akurat taki pstryczek znalazłam.
Szkoda tego miejsca, tych slajdowisk, tych stałych bywalców, tej atmosfery.
Nie ma szansy, żeby przenieść się w podobne miejsce? Na pewno dokładnie tej samej atmosfery się nie odtworzy, ale taka inicjatywa, przyciągająca ludzi do jakiegoś miejsca, powinna być mile widziana przez rozmaitych restauratorów. Tak się buduje markę!
To było miejsce w głębi osiedla, dopiero spotkania na slajdowiskach, klubu brydżowego, lekcje angielskiego itd. powodowało, że ludzie tam przychodzili później również np. na obiad.
Właściciele to byli kumple jeszcze z czasów szkolnych. Było kiedyś slajdowisko, na którym oglądaliśmy zdjęcia ze slajdów zrobione z wyprawy dwóch nastolatków. Inżynierowie, absolwenci Politechniki krakowskiej, prowadzili również firmę projektową; kuchnię nadzorowała żona jednego z nich, też inżynier, więc restauracja to była taka dodatkowa działalność.
Sam fakt, że przyjaciele z czasów szkolnych nadal razem prowadzą interes to już jest piękne, prawda?
Był pomysł slajdowisk on-line, ale to jakoś nie wyszło.
Niestety z doświadczenia wiem, że bardzo nielicznym udaje się wytrzymać w takiej spółce, niezależnie od tego, czy odniesie sukces, czy wręcz przeciwnie.
Wydaje mi się, że tylko restauracja została zamknięta, gdyż z powodów epidemiologicznych był problem z organizowaniem różnych imprez, slajdowisk itd. Ci panowie chyba dalej razem pracują w firmie projektowej.
Wiem tyle, co z fb.
Powakacyjny pomysł slajdowisk on-line nie znalazł zwolenników.
Ja np. napisałam do nich, że takie on-line mnie nie interesuje.
Zaskoczyła mnie ta informacja na fb, że zamykają knajpę Nowe Kontynenty. Może tylko knajpę, a reszta będzie działać? Część projektowa i podróżnicza?
Coś się pewnie wkrótce dowiem.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/Kontynenty4x4-674385802586954
Ach, wszyscy chyba tęsknią za spotkaniami w realu…
Dużo jednak się odbywa w realu z zachowaniem odległości, maseczki itd.
Na statku tańczyłam ostatnio w realu, nie on-line!
Wycieczki też były niewirtualne (całkiem realnie drapałam się do góry); wystawa „Wyspa Lotofagów”-również.
Hmm. Czyli z czym problem w kwestii slajdowiska? Z miejscem, gdzie by to można zorganizować? Czy też z tym, że gdzie indziej to już będzie nie to?
Slajdowiska odbywały się w sąsiedniej sali. W połowie slajdowiska słuchacze i prelegent przenosili się do restauracji na symboliczny poczęstunek potrawą z regionu, o której opowiadał prelegent.
To w czasie tej przerwy następowała integracja, odbywały się rozmowy z prelegentem „na luzie” , ta sytuacja stwarzała tą rodzinną atmosferę. To tam wisiała Galeria Podróżników.
Poczęstunek był darmowy, ale każdy zamawiał jakieś bodaj piwo, soczek, herbatę itd.albo coś do jedzenia.
Tak czy inaczej, samo doświadczenie musisz zapisać na plus.
Ależ oczywiście ! Sam fakt występowania (cztery razy!) publicznie to dla mnie było wyzwanie, bo nie miałam takich sytuacji.
No i jednak prawie dwie godziny sam na sam z mikrofonem i ekranem przed publicznością.
Albo (co było najtrudniejsze!) odpowiadanie na pytania publiczności.
Tu widać, jaką mam głupią minę jak głowię się nad odpowiedzią na zaskakujące mnie pytanie.
Co było, nie wróci i szaty rozdzierać na próżno (…)
a przecie mi żal…
Żal, żal, żal …wszak o tym jest to pięterko!
Pora na lampkę. Dobrych i spokojnych snów!

Spokojnych też.
Powoli będę się również zwijał.
Na nocną zmianę chyba nie ma co liczyć, chyba że Lena się „odwiruje”, albo zjawi się jakiś niespodziewany gość?
Czekam więc jeszcze…
Tetryk zacytował, a ja przywołam w całości na te moje żale za tym co nieuchronnie minęło…
i cichutko też umknę mówiąc:
DOBRANOC!
Bardzo to lubię
Dzień dobry
Jeszcze ciemno, nie wiem co przyniesie dzień…
Witajcie!
Dzień pochmurny, ale jakby weselej… Skąd mi się to bierze?
Z radości życia?
Dzień dobry, tutaj (jeszcze) słońce.
Dzisiaj jest „Dzień Kawy”. Już z nią idzie Gienia…
Poproszę jak zwykle!
Witam i jednak poproszę o herbatę.
Do termosu.
Znów wędrujesz? Więc masz termos…
Zostałam znudzona z głębokiego snu telefonem, więc nie było czasu na śniadanie.Zaproszona tak…do towarzystwa.
Zbudzona miało być. Wylogowało mnie, więc nie mogę wejść w edycję i poprawić.
Dzień dobry
Dołączam się nieco spóźniony
Dobry, dobry,imprezka się szykuje.
Witaj Krzysztof!
Dzień dobry
Ale musiałam być cichutko jak myszka, bo mój małżonek ma lekki sen… nie chciałam go budzić za wcześnie.

Co prawda to od godziny już nie śpię
U mnie jeszcze nie ma 4:30… oczywiście rano
Za oknem ciemno jak w wątpiach… kto wie co nam dzień przyniesie
Tu pochmurno,szaro,buro,zimno.Panowie pracują,ja robię herbatę i…
dobre wrażenie.
To jeszcze i tak dobrze, Makóweczko


U nas się mówiło, że ktoś robi „dobre wrażenie i wstyd rodzinie”
U Ciebie na dobrym wrażeniu się kończy
Nie jestem z rodziną tylko panami turystami, którzy ścinają drzewo,a ja tak „do towarzystwa”
Dziś już mogę napisać i mam nadzieję nie zapawiować klawiatury
Obrzydlistwo!!! 
Wczoraj, jak zwykle, mąż zrobił mi kawę. Dopijałam niemal do końca, gdy zauważyłam, że coś na dnie pływa… a to był zaparzony pająk
Nie wiem jak to się stało, że ani mąż, ani ja nie zauważyliśmy go wcześniej. Do tej pory, gdy o tym pomyślę, robi mi się niedobrze…
Dzień dobry
Po czymś takim ochota na kawę przechodzi na długo…
Proponuję wybić klin klinem – zrobić filiżankę najlepszej dostępnej w domu kawy
(oczywiście po sprawdzeniu, czy nie ma w kawiarce pająków)
i wypić w miłym towarzystwie 

Czasem pomaga
Witaj Krzysztofie



Dziś oczywiście piłam kawę, ale najpierw sprawdziłam bardzo dokładnie, czy nie ma w niej pająka
Nie było, więc na spokojnie wypiłam
Lubię kawę, nawet jak piję ją sama (mąż nie pija w ogóle, co najwyżej „Inkę”)…
Nie wiem skąd w naszym domu wziął się pająk, bo jeszcze latem, gdy tylko jakiegoś zauważyłam, wynosiłam na dwór. Nie chcę ich w domu!!! A co dopiero mówić w czymkolwiek do picia, czy jedzenia
O, a skąd tam u siebie bierzecie Inkę?
Jak to skąd? Ze sklepu… polskiego
Ja tam różnicy nie widzę, ale on, jako mężczyzna, ma więcej kubków smakowych, więc może i widzi 
I jeszcze mąż wybrzydza… bo ta w kartoniku ma inny smak niż ta z miękkiego opakowania
O, a mnie nic podobnego się nie przydarzyło.
Ostatnio chyba tylko jakaś mucha źle wycelowała i wleciała mi prosto do buzi. Wydaje mi się, że zdołałem ją wypluć…
Pal diabli muchy, ważne, że nie osa…
P.: Po czym poznajemy wesołego motocyklistę?
O.: Po muchach na zębach…
Na osy uważam szczególnie, od kiedy małżonka w plenerze zauważyła, że lubią włazić do szklanek i puszek z radlerem.
Mnie kiedyś osa ugryzła w język. Cała spuchłam i do końca dnia nie mogłam ani jeść, ani mówić.
Nie zauważyłam, że usiadła na kromce chleba z dżemem.
No tak, a pani Ewa Sałacka, aktorka, to nawet się przeniosła na tamten świat po takim użądleniu
To było nad jeziorem gdzieś na Mazurach.
W pierwszym momencie czułam, że zaczynam się dusić.
Koleżanka złapała jakąś wodę, którą miała pod ręką i natychmiast zaczęła mi ten język polewać.
Ej, to w ogóle szczęście, że nadal tu jesteś!
Prawda? Ileż spokoju byłoby na Wyspie bez takiej gaduły?
To było trochę lat temu -dzieci były jeszcze małe.
Tu pochmurno,szaro,buro,zimno.Panowie pracują,ja robię herbatę i…
dobre wrażenie.
Herbatę bez pająków.
Dużo tego dobrego wrażenia!
Dzień dobry, fajrant, a przerwa jeszcze za chwilkę.
I po przerwie, nieprawdaż.
Dobry wieczór, wróciłam zmęczona. Idę więc pod kordełkę
Dobranoc.
Spokojnej, relaksującej i odnawiającej siły!
Miłej kordełki! 🙂
Śpij dobrze!
Dobranocka.
Tak mi się zebrało na Marka Grechutę. I „Ocalić od zapomnienia”, z tekstem Mistrza Konstantego, rzecz jasna.
Snów zapamiętałych i zapamiętanych.
Dziękuję za Dobranockę tak bardzo tematyczną.
Marna dziś ze mnie była Gospodyni; dopiero wróciłam do domu.
Zmęczona tym „robieniem dobrego wrażenia” przez cały dzień.
(jak się wyprysznicuję i zjem kolację coś tam opowiem, na czym to polegało).
Coś w tym jest, że czasem podświadomość podsuwa, a dopiero po fakcie człek widzi, że wyszło tematycznie.
Gdybym była w domu pewnie prosiłabym o tematyczną Dobranockę, a tak -proszę! -jest bez proszenia!
Żebyście nie myśleli, że żartowałam z tym robieniem herbaty dla pracujących panów.
Drzewo musiało zostać wycięte, bo było ryzyko, że przy silnym wietrze może zwalić się na furtkę.
Taka piękna brzoza!!!
Niestety, ale działkowicze obawiali się, że spadnie na furtkę, albo na samochód za furtką lub co gorsze na kogoś.
Oczywiście były kiełbaski z ogniska (pst!-nalewki też) i na koniec nocny spacer pod klasztor Ojców Kamedułów na Bielanach.
Dla przypomnienia -klasztor za dnia wyglądał dziś tak.
W nocy zdjęcia nie robiłam. Spacer się udał jeszcze przed deszczem, bo teraz leje, pada i leje.
Dziś ukazał się taki wpis na fb. Skopiowałam w całości wraz ze zdjęciem. Jest to trochę odpowiedź na to o czym wczoraj rozmawialiśmy z Q nad przyczynami zamknięcia „Kontynentów”.
Tak wyglądała pierwsza impreza w Kontynentach – maj 2012 r.
Niestety projekt rozpoczęty ponad 8 lat temu wczoraj się zakończył. Dziękuję za pomysły, nadzieje i zapał wielu ludzi, którzy brali udział w tworzeniu i utrzymaniu tego miejsca. Codzienna praca lokalu, imprezy i zabawy, koncerty, prywatne przyjęcia, spotkania brydżowe no i to co mi było najbliższe czyli spotkania podróżnicze – to wszystko było wizytówką tego miejsca. Ciągle uważam, że takie lokale powinny działać nie tylko w centrum Krakowa, ale również niedaleko mieszkańców tego miasta, bo są tworzone przede wszystkim dla nich, a nie dla chwilowo pojawiających się turystów.
Trudno teraz powiedzieć co będzie dalej, czy będzie funkcjonował lokal o podobnym profilu, czy może będzie tu zupełnie inna działalność. Osobiście chciał bym wrócić do realizacji spotkań podróżniczych, które miały być niedługo wznowione w formie hybrydowej (modne ostatnio słowo). Zamknięcie lokalu nieco utrudniło sytuację, ale ciągle myślę nad kontynuacją – może w tym miejscu, a może gdzieś w pobliżu. Mieliśmy zaplanowane wiele ciekawych spotkań, a niezaplanowanych było jeszcze więcej Chwilowo – ze względów osobistych – mam trochę mniej czasu, ale postaram się wskrzesić nasze spotkania. Myślę, że nie skończymy na 156 prezentacjach – pierwsza była w październiku 2012, a ostatnia (jak na razie) w marcu br.
W każdym razie do zobaczenia.
PS W komentarzu pojawi się zdjęcie, które pokazuje jak wyglądało miejsce, gdzie znajdują się Kontynenty przed modernizacją budynku.
Piękne wspomnienie!
Smutne, dla mnie smutne.
Było 156 slajdowisk. W marcu-ostatnie z oczywistych powodów.
Wybierałam się na slajdowisko, które zostało odwołane z powodu koronowirusa.
Były już rozplanowane tematy prezentacji na każdą środę do końca roku.
To nie jedyne miejsce, niejedyna inicjatywa, która padła z powodu ograniczeń epidemiologicznych.
A ile osób z tego powodu za późno zgłosiło się do lekarza z różnymi innymi chorobami?
A ile osób, młodzieży szczególnie nie wytrzymała psychicznie braku kontaktów z innymi ludźmi?
Gdy wracałam pod moim blokiem stała karetka. Panowie w białych kombinezonach wynosili kogoś na noszach -przygnębiający widok.
W smutnych czasach przyszło nam żyć…
Ludzie zawsze chorowali, umierali, ale teraz ta epidemia jakoś nas przerasta. Nie tylko u nas. Na całym świecie.
Pora spać! Niech nas koi magiczna lampka!

Spokojnej, też powoli umykam…
DOBRANOC!
Dobry wieczór, Makówko:)
Wczoraj nie miałam już siły na żadne wygibasy. Również te intelektualne:)
„… to odludna wyspa na której las kołysze
nieznaną na kontynentach nad naturalną ciszę
na codzień tylko słowiki i mrówek długie szeregi
wyspę tę niepokoju wypełniona po brzegi
ciszą oddechu trawy, ciszą odległych żagli…
(„Cisza oddechu trawy” – M. Grechuta)
Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, to interesująca kolorystyka. Nie do końca przepadam za pełnymi kolorami w malarstwie, wolę pastele, ewentualnie pół-pastele, ale domyślam się, że tutaj miały wzbudzić niepokój, i to się Autorce świetnie udało. Szczególnie przy zestawieniu kobaltu z, jak mogę tylko zgadywać, amarantem (obraz II i III). Ta sepia z ugierem i refleksami, bodajże, tycjanu daje natomiast wrażenie większej harmonii (obraz I).
Trochę mi się ten dramatyzm kolorystyczny kłóci z ideą starożytnych Lotofagów i ich eliksirem zapomnienia, który miał, bądź co bądź, dawać ukojenie:) I, podobnie jak miłość, uszczęśliwiać:)
Podoba mi się metafora miłości – enklawy, bo tym, jak sądzę, miała być Wyspa Zapomnienia.
Nie chcę się rozwodzić nad symboliką barw, lotosu i meduz, wspomnę więc tylko, że sam kwiat ładnie mi współgra z miłością: lotosy uważa się przecież za jedne z najstarszych roślin, a miłość – uczuć:)
Jestem natomiast troszeczkę rozczarowana nieco „seksistowskim” podejściem do materii, z której „stworzono” meduzy (obraz IV). Ostatecznie w czym męska bielizna jest gorsza, by ją w tak ważnym akcie kreacji pominąć. Zwłaszcza, że do miłości ukazanej przez Autorką trzeba jednak dwojga:)
„Na początku było ciało.
Świetlista, krągła rzeczywistość.
Właśnie się rozpalało
płomykiem śniadym i bladym
życie w kobiecie
pod farbą przezroczystą.
W oczach malarza wybuchł ogień.
Zgasił go na palecie,
ochrą zdusił miejsce, skąd się pierś wypiętrza,
obnażył ciało raz jeszcze do wnętrza,
światłem rozjaśnił cienie
i nakrył zimnym kolorem cielistość,
którą rozpruwał spojrzeniem.”
(„Akt” – J. Kurek)
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
Bardzo dziękuję za merytoryczny i ciekawy komentarz. Tym bardziej doceniam, że zrobiłaś go mimo bycia w niedoczasie i niedospaniu.
Dodatkowo wzbogaciłaś mój wpis wierszami. Jeszcze raz wielkie dzięki.
Dzień dobry i dobranoc, Wyspo:)
Jestem tak wypruta, że muszę przespać się choć parę godzin:)
Dzień dobry
Dziś żegnamy wrzesień, mamy jesień w pełni, ale ciepłą, złotą…
Witajcie!
Wczoraj byłem po pracy na spotkaniu, dziś posiedzenie Rady… no i kiedy żyć?
Między – między…
Rada to może wątpliwa atrakcja, ale spotkanie to właśnie jest ŻYCIE!
Wyspa się budzi, potrzebna Gienia
Komu kawy, komu herbaty?
A może po kawę?
Dobry, dzisiaj na Wyspę jak po ogień…
Uważaj na palce!
Dzień dobry
Witam wszystkich i dosiadam się do kawy
Też witam Wszystkich, ale dosiadam się z herbatą.
Dziś MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ TŁUMACZA
oraz DZIEŃ CHŁOPAKA.
Wszystkim tłumaczom życzę dobrych przekładów, a chłopakom śle całusy.
Szczególnie temu jednemu, który podwójnie zasługuje na
Wasze (Twoje Q!) zdrowie
Dołączam do życzeń i toastu
Dla Wszystkich WYSPOWYCH CHŁOPAKÓW.
Dzień dobry



Do toastów tłumaczom i chłopcom z całego serca dołączę
Twoje zdrowie, Mistrzu Q
A także zdrowie wszystkich naszych chłopców
Sprawdziłem … Jestem z gatunku chłopców i mogę wypić za trzech : Max-a , Jana i Kazimierza . Ale okazja ! Pierwszy raz w żuciu za trzech !

No to zdrowie chłopaku! (Maksiu, Janie i Kazimierzu) stuka się z Tobą
Ewa, Elżbieta, Anna = Makówka.
I Bożena, Kazimiera = Szelma
Dziękuję przenajśliczniej!
Jako chłopak i tłumacz
Fajrant oraz przerwa.
Dziś dzień upłynął mi na załatwianiu spraw zaległych, odkładanych, bo „szkoda pogody” dlatego dopiero teraz odniosę się do komentarza Leny.
Jestem natomiast troszeczkę rozczarowana nieco “seksistowskim” podejściem do materii, z której “stworzono” meduzy (obraz IV). Ostatecznie w czym męska bielizna jest gorsza, by ją w tak ważnym akcie kreacji pominąć. Zwłaszcza, że do miłości ukazanej przez Autorką trzeba jednak dwojga:)
Uświadomiłam sobie, że zapomniałam zaznaczyć, że podpisy pod zdjęciami w galerii nie są podpisami, które były pod obrazami na wystawie, lecz są napisane przeze mnie i są moją interpretacją. Być może to ja wykazałam się „seksistowskim” podejściem, gdyż to ja zobaczyłam tam bieliznę damską i tylko damską. Faktycznie jedna z meduz przypominała kształtem stanik, ale reszta…trzeba by spytać artystkę.
To ja popatrzyłam na wystawę „z kobiecego punktu widzenia”, czyli subiektywnego i mojego, a więc dokonałam (być może) błędnej interpretacji.
Dziękuję Leno, że zwróciłaś na to uwagę.
Tego obrazu nie pokazywałam w galerii -to też meduzy, oceńcie sami, raczej jednak to Lena ma rację, że jest tu kłębowisko bielizny nie tylko damskiej.
Do fruwającej bielizny pasuje mi ta piosenka:
Chodź połóż się obok mnie
chcę w Księżycu, w Księżycu tulić Cię
Kochać, kochać, kochać tak bez pojęcia
ale odrzuć siebie, którą nosisz
którą nosisz w dzień
i pomóż bym i ja tak uczynić mógł
pozostańmy tak
Tylko Ty, Tylko Ja
Tylko Ty, Tylko Ja
Nie bójmy się swych ciał
niech się nasycą głodne oczy
rękom swobodę węży daj
we dwoje pokonamy strach
I jeszcze ten obraz (się mi skojarzył).
No, tu przynajmniej ani śladu damskiej bielizny… 😉
O, ten pan to potrafi znajdować plusy!
Czyżbyś nie podobała Ci się Tetryku ładna kobieta w seksownej bieliźnie…zanim ją z niej zdejmiesz …w myślach.
(Makówko co za pytanie? No przecież tak tylko spytałam. Żarcik, żarcik)
Mnie by się meduzy skojarzyły dość prosto, z miseczkami biustonosza. Męska bielizna nie jest tak, hm, wyrafinowana.
Otóż to. Mnie też tak się skojarzyło.
To ja po przerwie.
Mistrzu Q!
Czy póki jeszcze jesteśmy na tym pięterku i jeśli tu będziesz dziś zapodawał Dobranockę mogę prosić coś tematycznego?
Oczywiście. Muszę coś sprawdzić tylko…
Dobranocka.
Miała być a propos, no i jest. Czy każdemu dziełu sztuki nie towarzyszy taka niepewność? Ile w nim prawdy, a ile zmyślenia? Czy te postacie na obrazie to rzeczywiście kochankowie, czy tylko artystyczna wizja? „Czy było komu kochać kogo?”.
Grzegorz Turnau z tekstem Wisławy Szymborskiej.
Snów pełnych słodkiej niepewności.
Dziękuję. Zamyśliłam się, zadumałam, wzruszyłam…myśląc o niepewności czasem słodkiej czasem gorzkiej.
Istnieli albo nie istnieli
Na wyspie albo nie na wyspie.
To wspaniałe podsumowanie pięterka o Wyspie Lotofagów na Wyspie Madagaskarem zwanej.
Część smaczków staram się zostawiać Wyspiarzom do odczytania
Przemyślenia i własnej interpretacji, tak?
Tak jest. Można powiedzieć, że daję rybkę, ale niedużą, za to w komplecie wędkę
Małą rybkę albo maciupeńką meduzę?
Do meduzy nie wędkę, tylko siatkę, coś w rodzaju podbieraka, tylko gęstszą.
Na wędkę też można złowić meduzę.
Na tę to raczej kota.
Całkiem inny gatunek!
Przy takiej dobranocce, przyjemnie jest zasypiać.
Dobranoc
Spokojnej!
Spokojnie śpij!
I znowu północ! Dobrych, kojących snów!

Spok0jnej!
I znowu nowy miesiąc!
I dalej deszcz pada…
Spokojnej nocy tym, co już śpią albo spać idą:)
DOBRANOC WYSPO!
(jak to się stało, że już taka godzina?)
Dzień dobry
To już październik? Jak ten czas leci…
A „tak niedawno był maj…”
No właśnie!
Już październik i gdzie ten KIG ja się pytam?
Uderz w stół…a dlaczego uważasz, że było to skierowane TYLKO do Ciebie Tetryku?
…a nie, na przykład, do ciebie?
Zgubiłam się, ale jestem taka śnięta, że faktycznie kiepsko myślę, albo…wcale.
Możesz wyjaśnić co do mnie i czy do mnie?
Pytanie o KIG-a… Każdy mógł zaproponować wybrany wiersz, i zamiast poganiać innych lepiej wziąć sprawę w swoje ręce.
Pięterko po pięterku ta sama osoba. I na dodatek ta gaduła Makówka?
O, nie!
Dzień dobry, październik, ale za oknem jeszcze wrzesień. Się natura zapomniała, tak jakby.
Ja jestem zdechnięta, może Gienia postawi mnie na nogi…
Bardzo by się przydało



Zachciało mi się w nocy oglądać horror i nie dość, że się skończył późno w nocy to jeszcze spać potem nie mogłem
Tylko kawa może mnie teraz pobudzić
Wszystko przez to, że lubię prozę Stephena Kinga
(A co oglądałeś?)
„Mgłę”

Od czasu przeczytania „Carrie” uważam, że Stephen King jest najlepszym autorem horroru na świecie
Jeżeli chodzi o książki, jak na razie dla mnie „To” (i żadna ekranizacja niestety się nie umywa).
To ja też poproszę kawę.
Witajcie!
Gdzie złota, tam złota, w Krakowie Jeszce słotna 🙁
Ale Ci się rymło 🙂 W Poznaniu też słota.
Dzień dobry

U mnie zrobiło się zimno, ale jeszcze nie słotnie
Chociaż, tak prawdę mówiąc, deszcz by się przydał…
Pochmurne, jesienne witajcie!
Cisza na Wyspie, deszcz pada, jadę za chwilę do „Sokoła”…
paaaaa….
Nie było korka,cuda,panie cuda.No nie żeby wcale,ale spodziewałam się,że będzie gorzej.
Uff! Wróciłam
Niech to jasny gwint! Wyszłam z domu około 6 rano i dopiero teraz wróciłam. Ale mam już nowe prawo jazdy i wykupiony sticker na samochód męża 



A przecież nie mam trudnego nazwiska…
Dzięki temu, że wyszłam wcześniej (otwierają to biuro o 7:30), to załapałam się na pierwszą dwudziestkę… o 7 była już koleja przynajmniej 100-osobowa i stale dochodzili nowi
Co prawda nie załapałam się na „pierwszy rzut”, ale już byłam blisko drzwi
Matkojodyna!!! Ileż to czasu trwało!!! Nogi mi wrosły, nie powiem gdzie…
Najśmieszniejsze było, gdy po odejściu od kasy czekałam aż mi wydrukują nowe zastępcze prawo jazdy. Ta przy kasie powiedziała, że wyczytają moje nazwisko i mam się zgłosić. Ale ta co drukowała nie umiała mego nazwiska przeczytać… machnęła tylko do mnie papierem i powiedziała, że to moje
Dzielna jak zawsze!
Miralka prawo jazdy, a ja:
Kamieniarz
Sokół
Księgarnia
Wracam do domu chyba na chwilę tylko.
U Sokoła nauczyłaś się tak fruwać?
Tam raczej uczą gimnastykować, nie latać.
Jednak ja tam nie poszłam uczyć się latać, ani gimnastykować, ale odebrać kwartalnik lwowski CRACOVIA LEOPOLIS oraz zapisać się do Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo Wschodnich.
WAŻNA INFORMACJA:
Dziś jest ponoć Międzynarodowy Dzień Ptaków!
Ponieważ nikt nie sygnalizował swojego wyboru, proponuję drugi w rankingu najbardziej ptasich wierszy KIGa, jakie znalazłem (pierwszy był w kwietniu 😉 )
Zapraszam piętro wyżej
To ja jeszcze tutaj – fajrant i przerwa.
Ja też jeszcze tutaj powiem – dobranoc
Spokojnej nocy Bożence, a Quackiemu skutecznego przerywania!
Dobranoc, Bożenko!