« Od słonych do słodkich wód Uwertura „Nocne niebo” »

Wyspa Lotofagów w Zakładach Tytoniowych.

Do znudzenia zawsze powtarzam, że Wyspiarze współtworzą moje pięterka. Inspiracją na kolejny temat wpisu jesteście zawsze Wy.

Czasem wystarczy jeden komentarz.

Tetryk „Napisz, jak się prezentowałaś na wystawie!” więc pokazałam Makówkę na Wyspie Lotofagów, a potem jakoś samo poszło; opowiedziałam o przesłaniu wystawy w ramach makówczyne między Dobranocką a lampką.

Rano Bożenka napisała ” z tych m-m byłoby niezłe pięterko” i pomyślałam …hm…coś w tym jest, to może być temat nie tylko na komentarz, ale samodzielny wpis skoro nawet Ultra tak uważa:

O Wyspie Lotofagów wypada zrobić pięterko, ale Makówko pamiętaj, że W. Szymborska sceptycznie podchodziła do zakochanych, gdyś świat nie ma z nich pożytku, skoro zapatrzeni tylko w siebie„.

Ultro! Zapatrzeni w siebie, ale i zdolni „przenosić góry!”.
Szczęśliwi, więc promieniujący tym szczęściem na innych.
A nieszczęśliwie zakochani? – ileż „dzięki temu” powstało wierszy, powieści, utworów muzycznych, obrazów…

Ale wróćmy do wystawy – poniżej galeria, w której pokazuję dla przypomnienia to, co było w komentarzu między-między.

Osobno zdjęcie, które skopiowałam z fb i w moim odczuciu stanowi doskonałe uzupełnienie wystawy.

On – ona (Artystka, czyli dziewczyna w czerwonym sweterku) – para.

Dopiero po przeczytaniu tego krótkiego tekstu (proszę kliknąć zdjęcie!) można zrozumieć przesłanie. I oczywiście wysłuchaniu tego co opowiada urocza artystka. Same obrazy w ogóle nie wzbudziłyby mojego zainteresowania, ale całość była inspiracją do przemyśleń szczególnie w miejscu, o którym za chwilę.

Ktoś o wystawie napisał tak: W większości lokali, restauracji i klubów zlokalizowanych na terenie dawnej fabryki tytoniu nie słychać już rozmów i śmiechu. Wiatr nie wpada przez drzwi i okna, bo je zamknięto… Ale wiatr w postaci delikatnej morskiej bryzy jest obecny na „Wystawie Lotofagów” autorstwa Małgorzaty Kaczmarskiej.

Tu należy się parę słów o miejscu, którego historia jest dość ciekawa.

Początkiem działalności polskiego przemysłu tytoniowego była fabryka wyrobów tytoniowych w Krakowie, która mieściła się przy ul. Dolnych Młynów.

Przed wojną należała do Austriaków (C.K. Fabryka Tytoniu, Kaiserliche Koenigliche Tabakfabrik), którzy utworzyli ją w 1876 r. w celu zaopatrzenia w tytoń swoich żołnierzy licznie obsadzających fortyfikacje Twierdzy Kraków.

Cygarfabryka, bo tak nazywali ją Krakowianie była ogromnym zakładem pracy zatrudniającym 1000 pracowników, w tym aż 900 kobiet .

Po wojnie krakowska manufaktura wznowiła działalność dopiero w 1958 r. Jako Zakłady Przemysłu Tytoniowego w Krakowie. W 1973 r. fabryka podpisała z międzynarodową firmą Philip Morris International umowę licencyjną na produkcję papierosów Marlboro. To właśnie Philip Morris w 1996 r. odkupi krakowskie przedsiębiorstwo od Skarbu Państwa. Produkcja trwała do 2002 r., czyli do czasu uruchomienia na Czyżynach nowego centrum produkcyjnego.

Amerykanie kompleks wraz z przeprowadzką sprzedali hiszpańskiej firmie Immobilaria Camins, która zapowiedziała zbudowanie w pofabrycznych halach kompleksu hotelowego lub biurowego. Na zburzenie budynków nie zgodziłby się konserwator zabytków. Jednak po zakupie tej nieruchomości do Hiszpanii zawitał kryzys gospodarczy, który zahamował inwestycję na 10 lat. Wówczas teren pod zarząd przejęła Fundacja Tytano.

Wtedy w tym zapomnianym miejscu Krakowa wydarzył się cud. W kilkanaście miesięcy otworzyło się tam kilkanaście restauracji, barów, kawiarni i pracowni artystycznych. W industrialnej przestrzeni znalazła się także przestrzeń dla inicjatyw kulturalnych i społecznych.


Fabryka Wyrobów Tytoniowych w Krakowie — widok zewnętrzny 1935.

Tekst o Zakładach Tytoniowych oraz powyższe zdjęcie skopiowałam ze strony historia.org.pl.

Wszystkie lokale prowadzące działalność gospodarczą na terenie dawnych Zakładów Tytoniowych przy ulicy Dolnych Młynów muszą opuścić ten teren, który ma wrócić w ręce jego hiszpańskich właścicieli.

Czy będzie to zmiana na lepsze tego jeszcze nie wiemy?

Tak oto kończą się epoki…” jak napisał Tetryk na swoim „mazurskim pięterku”.

Dla wielu takim miejscem były Dolne Młyny, dla Tetryka „Złota rybka”, a dla mnie Kontynenty, o których pisałam wiele razy na Wyspie.

Ta informacja zmartwiła wszystkich stałych bywalców Kontynentów.

Tak jak odchodzi często miłość, kochankowie przestają żywić się tylko owocami lotosu, opuszczają Wyspę Lotofagów, ale tamte chwile uniesienia zostają w ich pamięci; tak znikają różne miejsca, ale ich dawny wygląd zostaje w naszej głowie.

Takich chałupek też już coraz mniej …

Zaczęliśmy od Dolnych Młynów ( nazwa ulicy pochodzi od stojących tu niegdyś królewskich Młynów Dolnych) ) , kończymy na starej chałupce znajdującej się niedaleko od zabytkowego młyna.

Młynówka Królewska ( rzeczka, którą pamiętam z dzieciństwa, a której już nie ma), stary młyn nad potokiem Prądnik to temat na osobne pięterko…

Zapraszam do współtworzenia, chyba każdy ma coś takiego w swojej duszy (sercu?), co odeszło, ale w pamięci zostało. Ludzie, ale i przedmioty, miejsca…

Dziś Światowy Dzień Serca.

Obrazek wyróżniający -Odyseusz u Lotofagów, francuska rycina z XVIII wieku, zdjęcie z Internetu.

Do obrazka wyróżniającego pasuje ten wiersz.

Julian Tuwim – Odyseusz

Noc deszczem uczerniona, atramentowa ulewa,
Rozchlustało się niebo ciemnymi pomyjami.
Przywiążcie mnie, przyjaciele, do ściany powrozami,
Bo w ogrodzie syrena okrutnie, przeciągle śpiewa.

W krzakach, wichrem porwanych, rzuconych widmem
                                                                             w okno,
Wije się wielką jaszczurką, śliska, dwupierśna, blada,
Uszy, na śpiew nanizane, zalepcie mi ziemią mokrą,
Bo się na muzę naprasza i dziwy opowiada.

Wspiął się ocean grzywiasty spienionym koniem-ogromem,
Rży niebo zachłystem burzy, chmury żubrami w puszczy.
Miotam się w izbach, żeglarz, głębina grzmi nad mym
                                                                             domem,
Ogród od śpiewu oszalał i straszą żałobą pluszcze.

Poniosło mnie, Noego, rzuciło, Odysa, w zamęt,
W kipiącą otchłań podróży, w dzieje moje człowiecze,
Panna, pieśniarka sina, księżycem ułudnym ciecze,
Przemienia się, roztapia w rosnący, słodki lament.

Kto dobry, niechaj mnie zwiąże, oczy zaleje ołowiem,
Kto najlepszy, niech poda szklankę strutego wina!
Stań, wierna Penelopo, nad mym śmiertelnym wezgłowiem,
Dzisiaj do ciebie wróciłem – i nowa się podróż zaczyna.

Widzisz? teraz we wszystkich oknach ta sama się wspina,
Gdzież ja oczy podzieję od srebrnołuskich jej guseł?
Słyszysz? w powódź uwodzi, niemiłosiernie jedyna,
Głosem pierwszej miłości, niepokonanym przymusem!

Przyciągnęła ocean, żeby mi wył pod oknami,
Niebu huczeć kazała nieustającym łoskotem
I coraz groźniej śpiewa, że miłość jest między nami,
Żebym się słodko nie łudził lubym pod strzechę powrotem.

Otwórzcie, otwórzcie okna w głąb krzyczącego ogrodu,
Topielcem w pieśń popłynę, kipielą pochłonięty!
Leć, ukochany domie, zerwij się z ziemi okrętem!
O, żono! O, przyjaciele! Doprawdy: nie ma powrotu.

275 komentarzy

  1. Makówka pisze:

    Zapraszam na pięterko, na którym można rozmawiać zarówno o Odyseuszu jak i o tym co zostaje w naszej pamięci po bliskich osobach lub ważnych miejscach albo…o wszystkim innym co może stać się inspiracją do kolejnego wpisu.

    Dla tych co, zamiast czytać wiersz wolą posłuchać:

  2. Tetryk56 pisze:

    Interesujący, politematyczny wpis. Liczyłem tylko na więcej zdjęć obrazów z wystawy prócz tych już pokazanych wcześniej 🙂
    Podoba mi się zestaw podpisów pod zdjęciami w galerii, tworzący razem zgrabną całość.

    • Makówka pisze:

      Dziękuję Tetryku! Cmok

      Słowo politematyczny szczególnie mnie cieszy, gdyż o to zawsze mi chodzi; staram się poruszyć parę tematów, aby każdy miał w czym wybrać.

  3. Bożena pisze:

    O tak, wybierać jest w czym. Aż zabrakło mi czasu żeby przeczytać i obejrzeć za jednym razem. CIEKAWE! Approve

    • Makówka pisze:

      Dziękuję Bożenko!

      Buziaczki

      Cieszę się, że nie jestem monotematyczna, staram się.

      • Max pisze:

        Witaj radosna Makówko 🙂 Jesteś jak encyklopedia wielotematyczna ,ale ostatnio z tytoniem modne jest hasło : Rzuć palenie . Zatem delikatna , ale jednak reklama wytwarzania tego specyfiku może być sprzeczna z tym hasłem . Ja permanentnie rzucam palenie , ale przed tym kupuję jakieś ekstra specyfiki , bo jak mam rzucić , to coś dobrego , a nie „sporty ” bez ustnika . Za ciężką pracę należa się jednak podziękowania i na zachętę przyjmij nasz bukiecik Bukiet

        • Makówka pisze:

          Witaj Maksiu!
          Dziękuję za bukiecik i miłe słowo.

          Na tym pięterku wkleiłam trochę informacji o miejscu, gdzie odbywała się wystawa, aby przy okazji „przemycić” trochę wiedzy;sama się w ten sposób czegoś uczę.

          Jednak jeśli coś reklamuję to MIŁOŚĆ, czyli uczucie, które nadaje sens naszemu życiu albo jest czymś do czego warto wracać we wspomnieniach.

  4. Quackie pisze:

    Dzień dobry, właśnie wróciłem i włączyłem komputer, ogarnę się i postaram bardziej merytorycznie (chociaż w sumie o idei wystawy już się wypowiadałem w m-m).

  5. Ultra pisze:

    Morska bryza z Lotofagów dotarła na Madagaskar.
    Ciepły wpis w Światowym Dniu Serca, bo też Makówka lubi trafiać w miejsca, gdzie „wiatr nie wpada przez drzwi i okna”, a ona otwiera i wpuszcza czytelników na ciekawe wystawy z osobistym refleksem.
    Na końcu chałupka… Jak dobrze, że znalazł się ktoś, kto uwiecznił i uchronił od zapomnienia, zapewne niebawem będzie rozebrana.

    • Makówka pisze:

      Witaj Ultro!

      Bardzo dziękuję za tak miły komentarz. Buziak
      Masz rację -lubię trafiać w takie miejsca i dzielić się tym z Wami na Wyspie.

  6. Makówka pisze:

    O! Akurat dziecko przyszło (był na dwutygodniowym urlopie), a już miałam odpowiedzieć Tetrykowi na to co napisał o 15.10.

    Przed Dobranocką zdążę…mam nadzieję.

    Długo to nie potrwa, bo wszystko mi opowiadał na bieżąco. Pojechał w kierunku -Sudety.
    Spał w namiocie, w schroniskach, na prywatnych kwaterach. Na koniec pojechał do Stróży, aby odpocząć od tego wypoczywania tzn. ciągłego zmieniania noclegu.

    • Tetryk56 pisze:

      Wydawałoby się, że już odpowiedziałaś. Ale pewno była to odpowiedź spontaniczna, a teraz będzie refleksyjna i pogłębiona… Wink

      • Makówka pisze:

        Faktycznie była spontaniczna tzn. czytam i od razu piszę co mi przyjdzie do głowy.

        Całe pięterko jest wg. mnie refleksyjne, więc już bardziej się nie da, bo Wyspa to nie leżanka u psychoterapeuty.

        Pełna odpowiedź wymagała wyszukania, pomniejszenia itd. trzech pstryczków, czyli trochę więcej czasu.
        Zaraz będzie, dziecko już poszło do siebie.

        • Makówka pisze:

          Liczyłem tylko na więcej zdjęć obrazów z wystawy prócz tych już pokazanych wcześniej napisałeś Tetryku.

          Otóż Tetryku nie było więcej obrazów. Był jeszcze krótki pokaz multimedialny.
          Był jedynie ten krótki cykl z wykorzystaniem przestrzeni, czyli miejsca, które za parę dni będzie niedostępne.
          Taka podwójna symbolika – Wyspa Lotofagów zagościła na chwilę w miejscu, które za parę dni zniknie z mapy miasta (nie całkiem, symbolicznie).
          Stara opuszczona hala produkcyjna i w takim obskurnym, obdrapanym miejscu znajdujemy się nagle na Wyspie Szczęśliwości, patrzymy przez chwilę oczami zakochanych, czyli nie widzimy obdrapanych ścian.
          Nie wiem, czy taka była intencja artystki, może to moja nadinterpretacja?
          Nie mam więcej pstryczków oprócz tych dwóch.

          Nie byłam sama, po obejrzeniu wystawy były w planie jeszcze domowe placki ziemniaczane.
          Nie przypuszczałam, że będę robić z tego pięterko. Teraz żałuję, że nie obcykałam całości Dolnych Młynów, czyli miejsca, które za chwilę będzie wyglądać inaczej.
          Na pociechę -zdjęcie, które znalazłam na fb na stronie artystki.

          Podpisała je: kolory wyspy wiecznej szczęśliwości się zmaterializowały.

  7. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, już jestem.

    Ciekawe, że władze austriackie uważały zaopatrzenie swojej armii w tytoń za tak istotną sprawę, tak jakby to była żywność, woda czy inne podstawowe produkty, a nie używka i nałóg. Jeszcze rozumiałbym, gdyby chodziło o kawę, żeby nie zasypiać (np. na warcie). No ale najwyraźniej tak było, co jest niezłym świadectwem, jak to się zmienia przez wieki.

    Co do idei miłości jako odbierającej poczucie rzeczywistości, Odyseusza i wiersza Tuwima, to jeszcze mi się kojarzy taka piosenka niekoniecznie najwyższych lotów, „Irlandia zielona”, w sumie też o tym. Albo o tęsknocie za tym właśnie.

    „A Irlandia podobno jest taka zielona
    Jak wlosy syreny o swicie
    Za jej czule westchnienia biale ramiona
    Moja szare oddalbym zycie
    A Irlandia podobno jest taka szalona
    Jak wiatr co ma czapke podarta
    Za jej czule westchnienia biale ramiona
    Moje nudne zycie oddac warto.”

  8. Bożena pisze:

    Czas na mnie. Dobranoc lulu

  9. Makówka pisze:

    Temat miłości i tęsknoty został skwitowany „Irlandią zieloną”, czyli
    połączeniem sentymentów z ironicznym podejściem do tychże i do siebie samego.

    Wróćmy więc może do dawnych Zakładów Tytoniowych.

    Powyżej -Państwowa Fabryka Cygar i Wyrobów Tytoniowych w Krakowie przy ulicy Dolnych Młynów – pracownicy opuszczają fabrykę po pracy, widok od ul. Dolnych Młynów. Zdjęcie z 1926 roku.

    „Okolica była przyjemna, ruchliwa: pobliska wytwórnia papierosów, zwana przez krakowian cygarfabryką, rozsiewała wokół duszny aromat tytoniu (…)W dzień wypłaty, na długo przed otwarciem szerokiej, warownej, podobnej do wrót więzienia bramy fabryki, wystawały już na chodnikach matki z dziećmi, prostytutki, wierzyciele i handlarze sznurowadeł, lusterek i prezerwatyw, sklepikarze i dziewczęta pragnące pójść do kina, a potem na spacer – wszyscy czekali, aż syrena oznajmi koniec pracy, a z bramy zaczną wychodzić ludzie z pieniędzmi w kieszeniach.”
    Powyżej fragment książki Kornela Filipowicza, który oddaje klimat tamtych czasów.

    • Quackie pisze:

      Ciekawe, czy dzisiaj ktoś to wykorzystuje, tzn. wiedzę o dniu wypłaty, np. w dużej korporacji działającej w niedużym miasteczku, takim jak, dajmy na to, fabryka Volkswagena we Wrześni. To znaczy oczywiście to wychodzi przelewami, ale zasada chyba jest ta sama, sporej masie ludzi przybywa nagle na koncie, a chytry reklamodawca może potrafiłby to wykorzystać?

      • Makówka pisze:

        Pewnie tak, ale jednak to nie to samo jak pieniądze „w garść”.
        Pamiętam dziewczynę, która w dniu wypłaty męża zwalniała się wcześniej z pracy u nas, aby czekać na niego „pod bramą”, bo inaczej mógłby przehulać całą wypłatę, zanim dotarłby do domu. Na zasadzie „W Polskę idziemy…”.

        • Quackie pisze:

          A to już w ogóle jest straszna sprawa z tym „W Polskę idziemy”, bo Młynarski napisał to jako satyrę na takich birbantów, a oni z czasem przyjęli to za swój hymn.

  10. Quackie pisze:

    Dobranocka, że tak nawiasem wtrącę Wink1

    Dzisiaj Audrey Hepburn i „Moon River”. Hołd dla artystki przy okazji w ilustracjach.

    Snów artystycznych, nawet jeśli nie przy księżycu.

    • Makówka pisze:

      Piękna Dobranocka, pasuje do nastroju Wyspy Szczęśliwości.

      (m-m na moim pięterku to raczej ktoś inny, bo ja i tak będę pisać w komentarzach na temat i nie na temat przez cały wpis, nie tylko między-między).

      Delicious

      • Quackie pisze:

        O, to ja mogę napisać coś. Wróciliśmy dzisiaj od znajomych, u których między innymi oglądaliśmy w całościach i fragmentach musicale i filmy muzyczne. I „My Fair Lady”, właśnie z Audrey Hepburn i Rexem Harrisonem, a do tego „Deszczową piosenkę”, rzecz jasna z Gene’em Kellym i Debbie Reynolds. I tak nam się zauważyło, że tak jak Debbie (grająca Kathy Selden) śpiewała zamiast Jean Hagen (grająceej Linę Lamont), tak w piosenkach w „My Fair Lady” słyszymy głos Marnie Nixon, a nie Audrey. Z tym że oczywiście nikt nie udawał, że to naprawdę Audrey.

  11. Tetryk56 pisze:

    Dzisiejszą leniwą niedzielę zakończę wcześniejszym udaniem się spać – znów przez kilka dni będę wstawał o 5:30… Zostawiam więc już zapaloną lampkę, co w najmniejszym stopniu nie powinno blokować dalszych pogaduszek 🙂

  12. Makówka pisze:

    Byli pracownicy „po wypłacie”, to teraz -czekający na rewizję.
    Też 1926 rok.
    Zdjęcie jest w bibliotece i mam „problem techniczny”, aby je dodać.

    • Quackie pisze:

      Może za długa nazwa pliku? Worry

      • Makówka pisze:

        To z wypłatą było takie samo. Q spróbuj Ty jak możesz Please
        Zresztą…nie tyle o zdjęcie mi chodziło ile o tę rewizję jako temat do pogaduszek.

    • Quackie pisze:

      Hm, dodałosię jakoś, mimo długiej nazwy…

    • Quackie pisze:

      Ad rem: jak rozumiem, rewizja konieczna ze względu na wynoszenie towaru do celów prywatnych (do użycia lub na handel). W pierwszej chwili pomyślałem, że może pies by był dobry, żeby wywąchać, ale po całym dniu roboty przy tytoniu wszystko tam musiało jechać tytoniem w stopniu nierozpoznawalnym, włącznie z pracownikami…

      • Makówka pisze:

        Zapewne.

        Zazwyczaj wszędzie tam, gdzie produkcja towarów chodliwych podobna zasada.
        Dlatego pracujący w „Polmosie”często coś tam wynosili „w sobie”.

        • Quackie pisze:

          – Chuchnij pan!

          Happy-Grin

          • Makówka pisze:

            Hihihi!
            Podejrzewam, że tak jak z tymi papierosami pracownicy produkcyjni byli tak przesiąknięci zapachem, że chuchanie …

            Sąsiadka piętro niżej pracowała w Polmosie i hm…z pracy wracała zazwyczaj na lekkim rauszu, więc z tym „wynoszeniem w sobie” to tak sobie nie wymyśliłam całkiem. Biedne były te dzieci…

            • Quackie pisze:

              A jakby pracowała w fabryce prezerwatyw, to może by i nie było komu być biednym, a?

              • Makówka pisze:

                Jak ja lubię Twoje poczucie humoru panie Q!

                W tej kwestii też różnie tu bywało, gdy były awantury między mężem (pracował za granicą) a kochankiem.

                • Quackie pisze:

                  Znaczy w kwestii dzieci? Które są czyje?

                • Makówka pisze:

                  Dzieci (dwójka) były należy zakładać z mężem. Potem mąż wyjechał na kontrakt gdzieś aż na Syberię, przysyłał pieniądze, a w tym czasie żona odremontowała mieszkanie, w którym mieszkała z kochankiem.
                  I wszystko było dobrze do momentu, gdy mąż wrócił i hm…chciał zamieszkać z żoną i dziećmi. No i uważał, że należało odłożyć trochę pieniędzy, bo z boazerii nie ugotuje się zupy.
                  Mąż w mieszkaniu z dziećmi w mieszkaniu, a żona z kochankiem w piwnicy w węźle ciepłowniczym.

                  Mąż z kochankiem potrafili rzucać w siebie np. doniczkami.

                • Quackie pisze:

                  Co za epopeja!

                  Ale niekoniecznie na nowe pięterko. Pondering

  13. Makówka pisze:

    My tu sobie gadu-gadu o papierosach, wódce, zielonej Irlandii, a ja cały czas czekam na jakieś WSPÓŁTWORZENIE, czyli wspomnienie miejsca, rzeczy bliskiej w duszy/sercu, której już nie ma.
    Zdjęcie jakieś?

    • Quackie pisze:

      Oj, na pewno takie były, ale jak na złość nic mi nie przychodzi do głowy.

    • Dzień dobry

      Dla mnie rzeczą bliską, której już nie ma była z pewnością Stocznia Gdańska. Zakład, w którym pracowało kilka pokoleń gdańszczan (ja też, gdyż całe studia pracowałem tam w spółdzielni studenckiej) Tired , zniknął. Miejsce po stoczni jest już zupełnie inne i wygląda zupełnie inaczej ale żal tamtego miejsca i tamtych ludzi Cry

      • Makówka pisze:

        Dziękuję Krzysztofie za to wspomnienie.
        Masz może jakieś zdjęcie z tamtych lat?

        • No co ty? Pondering
          Robić zdjęcia w zakładzie o strategicznym znaczeniu dla ludowego państwa? Amazed
          SKĄDŻE!
          Na bramie wyraźnie umieszczono tabliczkę ZAKAZ ROBIENIA ZDJĘĆ! Police
          W „mojej” brygadzie była zresztą zasada: szybciej przychodzisz, szybciej bierzesz się do roboty, szybciej kończysz! Dlatego nie było czasu na zdjęcia Tired (ale za to wypłaty mieliśmy wyższe od przeciętnej) Delicious

          • Makówka pisze:

            W tamtych czasach większość zakładów miała strategiczne znaczenie dla ludowego państwa. Tabliczki o zakazie fotografowania bywały wszędzie.
            Dziś przy satelitach, dronach, komórkach…czasy się zmieniły.

            Tylko państwo znów robi się jakby „ludowe” z nadprezesem niczym I sekretarzem i suwerenem w roli głównej.

            • W ludowym państwie (PRL) upłynęło moje dzieciństwo i młodość, dlatego mile wspominam tamte czasy – młodość… Delicious
              Jednak WCALE NIE CHCĘ wracać do tamtego okresu i pomysł PRLbis zupełnie mi nie odpowiada Distort

              • Makówka pisze:

                Mam dokładnie tak samo jak Ty Krzysztofie!
                Z sentymentem wspominam tamte czasy, bo to dzieciństwo i młodość, ale to nowe PRLbis Devil niechby diabli wzięli!

                A już się wydawało, że to o co walczyliśmy będzie nam dane raz na zawsze.

                Tymczasem wolność jak miłość trzeba pielęgnować, szanować, doceniać, bo nic nie jest dane raz na zawsze.

                W ten sposób samo mi się nawiązało do głównego tematu wpisu -MIŁOŚĆ.

  14. Quackie pisze:

    Powoli będę się wycofywał na z góry upatrzone pozycje, ponieważ wizyta (i przejazd) były nieco męczące.

  15. Makówka pisze:

    Pięterko zakończyłam wierszem Juliana Tuwima, na zakończenie dzisiejszej „nocnej zmiany” inny poeta.
    Póki Leny nie ma muszę sama wybierać wiersze, ale mam nadzieję, że Lena się zjawi i uzupełni wpis jakimiś wierszami tematycznymi.

    Leopold Staff – Odys

    Niech cię nie niepokoją
    Cierpienia twe i błędy.
    Wszędy są drogi proste
    Lecz i manowce wszędy.

    O to chodzi jedynie,
    By naprzód wciąż iść śmiało,
    Bo zawsze się dochodzi
    Gdzie indziej, niż się chciało.

    Zostanie kamień z napisem:
    Tu leży taki i taki.
    Każdy z nas jest Odysem,
    Co wraca do swej Itaki.

  16. Makówka pisze:

    DOBRANOC WYSPO!

    Spanko

  17. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Ciekawe pięterko i bardzo pouczające Pleasure
    Faktycznie tematów w bród. Dziś już nie rozwinę żadnego, bo padam na dziób Tired

    • Makówka pisze:

      Dziękuję Miralko!

      Poczujesz się lepiej to pogadamy na dowolnie przez Ciebie rozwinięty temat, albo na …dowolny inny.
      Każdy temat jest mile widziany.

  18. miral59 pisze:

    Przy okazji jeszcze powiem, że już wiem czemu jestem taka zmęczona i mogę długo spać… na migdałach wyrosły mi ropne czopy, a to zawsze skutkuje zmęczeniem ogólnym Tired
    Pozbyłam się ile dałam radę, odkaziłam płynem do ust i mam nadzieję, że jutro już będzie lepiej Delighted
    A na razie idę spać Spanko
    Miłego dnia Wam życzę Delighted

  19. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Nowy dzień, nowy tydzień…

    • Makówka pisze:

      A za chwilę nowy miesiąc i …nowy wiersz KIGa.

      • Tetryk56 pisze:

        A ma ktoś jakiś pomysł?

        • Makówka pisze:

          Jak dobrze, że jestem „poza pytaniem” jako ta, co właśnie wstawiła inne pięterko i nie zna się na poezji.

          Mamy w naszym towarzystwie specjalistkę od wierszy-Lenę.
          Albo hm…takich co sami piszą wiersze.

          • Lena Sadowska pisze:

            Niestety, Makówko, mam takie urwanie głowy, że nie dam rady.
            Poza tym są chyba na Wyspie więksi ode mnie entuzjaści talentu pana Gałczyńskiego:)
            Nie czuję się też „specjalistką od wierszy”:) Jeśli w ogóle od czegoś „specjalistką” jestem, to raczej od baśni:)

            Pozdrawiam:)

  20. Quackie pisze:

    Dzień dobry, póki co, nawet trochę pogodny, ale jak widzę, to się szybko zmienia.

  21. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Gdy wyjeżdżałem rano na wschodzie pysznie czerwieniły się chmury tuż nad słońcem, a na zachodzie widać było kawałek tęczy. Niestety, pod koniec drogi zaczęło padać…

  22. Dzień dobry

    W Gdańsku, niedaleko rzeki (potoku) Strzyża też jest ulica „Dolne Młyny” Wink
    Ale w Gdańsku wszystko jest inaczej niż gdzie indziej, bo te młyny wcale nie były w dolnym biegu rzeki lecz raczej górnym Thinking
    W dolnym biegu rzeki też były młyny, od których dzielnica, nad ujściem Strzyży do Wisły, dostała nazwę Młyniska, ale nie ma tam obecnie młynów tylko są stocznie…
    Ech… Gdańsk jest jednak specyficznym miastem Happy-Grin

    • W Gdańsku nie było fabryki cygar za to była fabryka broni Yes-Sir
      Obecnie mieści się w niej Urząd Skarbowy Wink

      • Makówka pisze:

        Wyobraźnia podsunęła mi pracowników Urzędu Skarbowego z kałasznikami!

        ROTFL

        • Hmmm
          Zawsze wchodząc do tego Urzędu mam takie skojarzenia Afraid
          Ale, na szczęście, bardziej prawdopodobne byłoby zobaczyć urzędnika z telewizorem Tired bo po II wojnie światowej budynek był wykorzystywany jako fabryka telewizorów UNIMOR Happy-Grin

          • Makówka pisze:

            Większość z nas ma takie skojarzenia z US. Ale bywają sympatyczni pracownicy tegoż Urzędu, nawet bardzo sympatyczni, znam TAKIEGO JEDNEGO.

            Ssshh

    • Makówka pisze:

      Bardzo specyficznym na pewno. Moim marzeniem jest zwiedzić Gdańsk, ale jakoś jeszcze mi się nie udało.Nigdy nie byłam w Gdańsku! Cry

      Nad wspomnianym we wpisie kanałem Młynówka Królewska były trzy młyny:
      -Młyn Górny
      -Młyn Dolny
      -Młyn Kutlowski.

      W jakimś kolejnym wpisie oprowadzę Was po młynie, który zwiedzałam tydzień temu. Wtedy może coś więcej napiszę o Młynówce Królewskiej?

      Na tym pięterku pokazałam tylko pstryczek chałupki, bo i tak wpis się jakoś tak sam rozbudował wystarczająco.

      • W Gdańsku młynów już nie ma Cry
        Natomiast na Strzyży, od średniowiecza, młynów było w bród. Stały w górnym biegu (stąd nazwa ulicy Dolne Młyny), w środkowym, gdzie zamiast młynów postawiono kuźnie wodną (stąd nazwa dworu w Dolnym Wrzeszczu – Kuźniczki), wreszcie w dolnym biegu, gdzie był młyn od którego nazwano dzielnicę – Młyniska Wink

        • Makówka pisze:

          W Krakowie (chyba?) też nie. Choć?
          Natomiast na terenie OPN jest czynny i udostępniany do zwiedzania, ale nie chcę tego rozwijać w komentarzu, aby potem nie powtarzać się na pięterku.

  23. Makówka pisze:

    Wyspane witajcie!

  24. Makówka pisze:

    Kochani Wyspiarze!

    Umykam, popołudnio-wieczorem będę i wtedy odpowiem gdyby ktoś miał jakieś pytania.

    Do popotem, paaaa

  25. Lena Sadowska pisze:

    Dzień dobry, Makówko:)

    Postaram się zajrzeć nocną porą, bo trochę mi wiruje, a czytanie wpisów po łebkach jest nie tylko niegrzeczne, ale także wydaje mi się lekceważeniem wysiłku Autora:)

    Do później zatem.

    Pozdrawiam:)

  26. Quackie pisze:

    Notofajrantiprzerwa.

  27. Tetryk56 pisze:

    A ja wychodzę do dzieci.
    Ten deszcz to przez Lenę i jej bluesa…

  28. Bożena pisze:

    No i ja też wróciłam z poważnymi zakupami.

  29. Quackie pisze:

    I po przerwie.

  30. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj (chyba nie po raz pierwszy?) temat z duńskiego postapokaliptycznego serialu „Deszcz”. Nie żebym się napraszał, ale zdaje się, że na południu to pada lub będzie padać…

    Snów kojących, mogą być przy szumie czegoś. Np. deszczu.

  31. Tetryk56 pisze:

    Po dobranocce pokażę jeszcze okoliczności przyrody, w jakich jechałem rano do pracy. Obiektyw skierowany na zachód, w biurowcu odbija się pożar wschodu, a obok tli się kawałek tęczy:

    • Quackie pisze:

      Ależ ujęcie! W sensie tyle naraz na jednej fotografii!

    • Makówka pisze:

      Kapitalne to Tetrykowe m-m !

      Ja za chwilę też coś wlepię (jak zdążę przed lampką).

      Wschodu nie widziałam, natomiast zachód słońca nad autostradą dziś wieczorem miałam okazję widzieć. Deszcz trochę padał i oczywiście tęczy nie było.

  32. Makówka pisze:

    A teraz będę Chlip

    Dziś „Kontynenty” zakończyły swą działalność!

    Wspomniałam o tym na tym pięterku. Pisałam nieraz, że to jest (a teraz już było!) jedno z nielicznych miejsc, gdzie spotykają się obcy ludzie i wytwarza się rodzinna ciepła atmosfera. Wszyscy są usposobieniu życzliwie do prelegenta i do tego co opowiada.

    Byłam tam wiele razy na różnych slajdowiskach jako słuchacz, ale i też parę razy z mikrofonem w ręce. To było dla mnie wyzwanie, ale właściciele wytwarzali tak przyjazną atmosferę, że mimo stresu wspominam te moje „wystąpienia” z sentymentem i dumą.

    Po każdym prelegencie zostawał obrazek w Galerii Podróżników.

    Powyżej fragment Galerii Podróżników. Akurat taki pstryczek znalazłam.

    Szkoda tego miejsca, tych slajdowisk, tych stałych bywalców, tej atmosfery.

    Cry

    • Quackie pisze:

      Nie ma szansy, żeby przenieść się w podobne miejsce? Na pewno dokładnie tej samej atmosfery się nie odtworzy, ale taka inicjatywa, przyciągająca ludzi do jakiegoś miejsca, powinna być mile widziana przez rozmaitych restauratorów. Tak się buduje markę!

      • Makówka pisze:

        To było miejsce w głębi osiedla, dopiero spotkania na slajdowiskach, klubu brydżowego, lekcje angielskiego itd. powodowało, że ludzie tam przychodzili później również np. na obiad.
        Właściciele to byli kumple jeszcze z czasów szkolnych. Było kiedyś slajdowisko, na którym oglądaliśmy zdjęcia ze slajdów zrobione z wyprawy dwóch nastolatków. Inżynierowie, absolwenci Politechniki krakowskiej, prowadzili również firmę projektową; kuchnię nadzorowała żona jednego z nich, też inżynier, więc restauracja to była taka dodatkowa działalność.
        Sam fakt, że przyjaciele z czasów szkolnych nadal razem prowadzą interes to już jest piękne, prawda?

        Był pomysł slajdowisk on-line, ale to jakoś nie wyszło.

        • Quackie pisze:

          Niestety z doświadczenia wiem, że bardzo nielicznym udaje się wytrzymać w takiej spółce, niezależnie od tego, czy odniesie sukces, czy wręcz przeciwnie.

          • Makówka pisze:

            Wydaje mi się, że tylko restauracja została zamknięta, gdyż z powodów epidemiologicznych był problem z organizowaniem różnych imprez, slajdowisk itd. Ci panowie chyba dalej razem pracują w firmie projektowej.
            Wiem tyle, co z fb.
            Powakacyjny pomysł slajdowisk on-line nie znalazł zwolenników.
            Ja np. napisałam do nich, że takie on-line mnie nie interesuje.
            Zaskoczyła mnie ta informacja na fb, że zamykają knajpę Nowe Kontynenty. Może tylko knajpę, a reszta będzie działać? Część projektowa i podróżnicza?

            Coś się pewnie wkrótce dowiem.

            https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/Kontynenty4x4-674385802586954

            • Quackie pisze:

              Ach, wszyscy chyba tęsknią za spotkaniami w realu…

              • Makówka pisze:

                Dużo jednak się odbywa w realu z zachowaniem odległości, maseczki itd.

                Na statku tańczyłam ostatnio w realu, nie on-line!

                Wycieczki też były niewirtualne (całkiem realnie drapałam się do góry); wystawa „Wyspa Lotofagów”-również.

                • Quackie pisze:

                  Hmm. Czyli z czym problem w kwestii slajdowiska? Z miejscem, gdzie by to można zorganizować? Czy też z tym, że gdzie indziej to już będzie nie to?

                • Makówka pisze:

                  Slajdowiska odbywały się w sąsiedniej sali. W połowie slajdowiska słuchacze i prelegent przenosili się do restauracji na symboliczny poczęstunek potrawą z regionu, o której opowiadał prelegent.

                  To w czasie tej przerwy następowała integracja, odbywały się rozmowy z prelegentem „na luzie” , ta sytuacja stwarzała tą rodzinną atmosferę. To tam wisiała Galeria Podróżników.

                  Poczęstunek był darmowy, ale każdy zamawiał jakieś bodaj piwo, soczek, herbatę itd.albo coś do jedzenia.

                • Quackie pisze:

                  Tak czy inaczej, samo doświadczenie musisz zapisać na plus. Pleasure

                • Makówka pisze:

                  Ależ oczywiście ! Sam fakt występowania (cztery razy!) publicznie to dla mnie było wyzwanie, bo nie miałam takich sytuacji.
                  No i jednak prawie dwie godziny sam na sam z mikrofonem i ekranem przed publicznością.
                  Albo (co było najtrudniejsze!) odpowiadanie na pytania publiczności.
                  Tu widać, jaką mam głupią minę jak głowię się nad odpowiedzią na zaskakujące mnie pytanie.

    • Tetryk56 pisze:

      Co było, nie wróci i szaty rozdzierać na próżno (…)
      a przecie mi żal…

  33. Tetryk56 pisze:

    Pora na lampkę. Dobrych i spokojnych snów!

  34. Makówka pisze:

    Tetryk zacytował, a ja przywołam w całości na te moje żale za tym co nieuchronnie minęło…

    i cichutko też umknę mówiąc:

    DOBRANOC!

  35. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Jeszcze ciemno, nie wiem co przyniesie dzień…

  36. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dzień pochmurny, ale jakby weselej… Skąd mi się to bierze?

  37. Quackie pisze:

    Dzień dobry, tutaj (jeszcze) słońce.

  38. Bożena pisze:

    Dzisiaj jest „Dzień Kawy”. Już z nią idzie Gienia… Koffie

  39. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Co prawda to od godziny już nie śpię Delighted Ale musiałam być cichutko jak myszka, bo mój małżonek ma lekki sen… nie chciałam go budzić za wcześnie.
    U mnie jeszcze nie ma 4:30… oczywiście rano Pleasure
    Za oknem ciemno jak w wątpiach… kto wie co nam dzień przyniesie Happy

  40. miral59 pisze:

    Dziś już mogę napisać i mam nadzieję nie zapawiować klawiatury Weary
    Wczoraj, jak zwykle, mąż zrobił mi kawę. Dopijałam niemal do końca, gdy zauważyłam, że coś na dnie pływa… a to był zaparzony pająk Amazed Obrzydlistwo!!! Distort
    Nie wiem jak to się stało, że ani mąż, ani ja nie zauważyliśmy go wcześniej. Do tej pory, gdy o tym pomyślę, robi mi się niedobrze…

    • Dzień dobry

      Po czymś takim ochota na kawę przechodzi na długo… Distort

      Proponuję wybić klin klinem – zrobić filiżankę najlepszej dostępnej w domu kawy expresso (oczywiście po sprawdzeniu, czy nie ma w kawiarce pająków) Wink i wypić w miłym towarzystwie Delicious
      Czasem pomaga Hihihi!

      • miral59 pisze:

        Witaj Krzysztofie Delighted
        Dziś oczywiście piłam kawę, ale najpierw sprawdziłam bardzo dokładnie, czy nie ma w niej pająka Overjoy
        Nie było, więc na spokojnie wypiłam Delicious
        Lubię kawę, nawet jak piję ją sama (mąż nie pija w ogóle, co najwyżej „Inkę”)…
        Nie wiem skąd w naszym domu wziął się pająk, bo jeszcze latem, gdy tylko jakiegoś zauważyłam, wynosiłam na dwór. Nie chcę ich w domu!!! A co dopiero mówić w czymkolwiek do picia, czy jedzenia Distort

        • Quackie pisze:

          O, a skąd tam u siebie bierzecie Inkę?

          • miral59 pisze:

            Jak to skąd? Ze sklepu… polskiego Happy-Grin
            I jeszcze mąż wybrzydza… bo ta w kartoniku ma inny smak niż ta z miękkiego opakowania Overjoy Ja tam różnicy nie widzę, ale on, jako mężczyzna, ma więcej kubków smakowych, więc może i widzi Wink

    • Quackie pisze:

      O, a mnie nic podobnego się nie przydarzyło.

      Ostatnio chyba tylko jakaś mucha źle wycelowała i wleciała mi prosto do buzi. Wydaje mi się, że zdołałem ją wypluć…

      • Tetryk56 pisze:

        Pal diabli muchy, ważne, że nie osa…
        P.: Po czym poznajemy wesołego motocyklistę?
        O.: Po muchach na zębach…

        • Quackie pisze:

          Na osy uważam szczególnie, od kiedy małżonka w plenerze zauważyła, że lubią włazić do szklanek i puszek z radlerem.

          • Makówka pisze:

            Mnie kiedyś osa ugryzła w język. Cała spuchłam i do końca dnia nie mogłam ani jeść, ani mówić.
            Nie zauważyłam, że usiadła na kromce chleba z dżemem.

            • Quackie pisze:

              No tak, a pani Ewa Sałacka, aktorka, to nawet się przeniosła na tamten świat po takim użądleniu Pondering

              • Makówka pisze:

                To było nad jeziorem gdzieś na Mazurach.
                W pierwszym momencie czułam, że zaczynam się dusić.
                Koleżanka złapała jakąś wodę, którą miała pod ręką i natychmiast zaczęła mi ten język polewać.

  41. Makówka pisze:

    Tu pochmurno,szaro,buro,zimno.Panowie pracują,ja robię herbatę i… Ozorek dobre wrażenie.

  42. Quackie pisze:

    Dzień dobry, fajrant, a przerwa jeszcze za chwilkę.

  43. Quackie pisze:

    I po przerwie, nieprawdaż.

  44. Bożena pisze:

    Dobry wieczór, wróciłam zmęczona. Idę więc pod kordełkę kordelka Dobranoc.

  45. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Tak mi się zebrało na Marka Grechutę. I „Ocalić od zapomnienia”, z tekstem Mistrza Konstantego, rzecz jasna.

    Snów zapamiętałych i zapamiętanych.

    • Makówka pisze:

      Dziękuję za Dobranockę tak bardzo tematyczną.

      Marna dziś ze mnie była Gospodyni; dopiero wróciłam do domu.

      Zmęczona tym „robieniem dobrego wrażenia” przez cały dzień.
      (jak się wyprysznicuję i zjem kolację coś tam opowiem, na czym to polegało).

  46. Makówka pisze:

    Żebyście nie myśleli, że żartowałam z tym robieniem herbaty dla pracujących panów.

    Drzewo musiało zostać wycięte, bo było ryzyko, że przy silnym wietrze może zwalić się na furtkę.

    • Tetryk56 pisze:

      Taka piękna brzoza!!!

      • Makówka pisze:

        Niestety, ale działkowicze obawiali się, że spadnie na furtkę, albo na samochód za furtką lub co gorsze na kogoś.

    • Makówka pisze:

      Oczywiście były kiełbaski z ogniska (pst!-nalewki też) i na koniec nocny spacer pod klasztor Ojców Kamedułów na Bielanach.

      Dla przypomnienia -klasztor za dnia wyglądał dziś tak.

      W nocy zdjęcia nie robiłam. Spacer się udał jeszcze przed deszczem, bo teraz leje, pada i leje.

  47. Makówka pisze:

    Dziś ukazał się taki wpis na fb. Skopiowałam w całości wraz ze zdjęciem. Jest to trochę odpowiedź na to o czym wczoraj rozmawialiśmy z Q nad przyczynami zamknięcia „Kontynentów”.

    Tak wyglądała pierwsza impreza w Kontynentach – maj 2012 r.
    Niestety projekt rozpoczęty ponad 8 lat temu wczoraj się zakończył. Dziękuję za pomysły, nadzieje i zapał wielu ludzi, którzy brali udział w tworzeniu i utrzymaniu tego miejsca. Codzienna praca lokalu, imprezy i zabawy, koncerty, prywatne przyjęcia, spotkania brydżowe no i to co mi było najbliższe czyli spotkania podróżnicze – to wszystko było wizytówką tego miejsca. Ciągle uważam, że takie lokale powinny działać nie tylko w centrum Krakowa, ale również niedaleko mieszkańców tego miasta, bo są tworzone przede wszystkim dla nich, a nie dla chwilowo pojawiających się turystów.
    Trudno teraz powiedzieć co będzie dalej, czy będzie funkcjonował lokal o podobnym profilu, czy może będzie tu zupełnie inna działalność. Osobiście chciał bym wrócić do realizacji spotkań podróżniczych, które miały być niedługo wznowione w formie hybrydowej (modne ostatnio słowo). Zamknięcie lokalu nieco utrudniło sytuację, ale ciągle myślę nad kontynuacją – może w tym miejscu, a może gdzieś w pobliżu. Mieliśmy zaplanowane wiele ciekawych spotkań, a niezaplanowanych było jeszcze więcej Chwilowo – ze względów osobistych – mam trochę mniej czasu, ale postaram się wskrzesić nasze spotkania. Myślę, że nie skończymy na 156 prezentacjach – pierwsza była w październiku 2012, a ostatnia (jak na razie) w marcu br.
    W każdym razie do zobaczenia.

    PS W komentarzu pojawi się zdjęcie, które pokazuje jak wyglądało miejsce, gdzie znajdują się Kontynenty przed modernizacją budynku.

    • Quackie pisze:

      Piękne wspomnienie!

      • Makówka pisze:

        Smutne, dla mnie smutne.
        Było 156 slajdowisk. W marcu-ostatnie z oczywistych powodów.

        Wybierałam się na slajdowisko, które zostało odwołane z powodu koronowirusa.

        Były już rozplanowane tematy prezentacji na każdą środę do końca roku.

        To nie jedyne miejsce, niejedyna inicjatywa, która padła z powodu ograniczeń epidemiologicznych.

        A ile osób z tego powodu za późno zgłosiło się do lekarza z różnymi innymi chorobami?
        A ile osób, młodzieży szczególnie nie wytrzymała psychicznie braku kontaktów z innymi ludźmi?

        Gdy wracałam pod moim blokiem stała karetka. Panowie w białych kombinezonach wynosili kogoś na noszach -przygnębiający widok.

        W smutnych czasach przyszło nam żyć…

        Ludzie zawsze chorowali, umierali, ale teraz ta epidemia jakoś nas przerasta. Nie tylko u nas. Na całym świecie.

  48. Tetryk56 pisze:

    Pora spać! Niech nas koi magiczna lampka!

  49. Makówka pisze:

    DOBRANOC!

    lulu

  50. Lena Sadowska pisze:

    Dobry wieczór, Makówko:)

    Wczoraj nie miałam już siły na żadne wygibasy. Również te intelektualne:)

    „… to odludna wyspa na której las kołysze
    nieznaną na kontynentach nad naturalną ciszę
    na codzień tylko słowiki i mrówek długie szeregi
    wyspę tę niepokoju wypełniona po brzegi
    ciszą oddechu trawy, ciszą odległych żagli…
    („Cisza oddechu trawy” – M. Grechuta)

    Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, to interesująca kolorystyka. Nie do końca przepadam za pełnymi kolorami w malarstwie, wolę pastele, ewentualnie pół-pastele, ale domyślam się, że tutaj miały wzbudzić niepokój, i to się Autorce świetnie udało. Szczególnie przy zestawieniu kobaltu z, jak mogę tylko zgadywać, amarantem (obraz II i III). Ta sepia z ugierem i refleksami, bodajże, tycjanu daje natomiast wrażenie większej harmonii (obraz I).
    Trochę mi się ten dramatyzm kolorystyczny kłóci z ideą starożytnych Lotofagów i ich eliksirem zapomnienia, który miał, bądź co bądź, dawać ukojenie:) I, podobnie jak miłość, uszczęśliwiać:)
    Podoba mi się metafora miłości – enklawy, bo tym, jak sądzę, miała być Wyspa Zapomnienia.
    Nie chcę się rozwodzić nad symboliką barw, lotosu i meduz, wspomnę więc tylko, że sam kwiat ładnie mi współgra z miłością: lotosy uważa się przecież za jedne z najstarszych roślin, a miłość – uczuć:)
    Jestem natomiast troszeczkę rozczarowana nieco „seksistowskim” podejściem do materii, z której „stworzono” meduzy (obraz IV). Ostatecznie w czym męska bielizna jest gorsza, by ją w tak ważnym akcie kreacji pominąć. Zwłaszcza, że do miłości ukazanej przez Autorką trzeba jednak dwojga:)

    „Na początku było ciało.
    Świetlista, krągła rzeczywistość.
    Właśnie się rozpalało
    płomykiem śniadym i bladym
    życie w kobiecie
    pod farbą przezroczystą.
    W oczach malarza wybuchł ogień.
    Zgasił go na palecie,
    ochrą zdusił miejsce, skąd się pierś wypiętrza,
    obnażył ciało raz jeszcze do wnętrza,
    światłem rozjaśnił cienie
    i nakrył zimnym kolorem cielistość,
    którą rozpruwał spojrzeniem.”
    („Akt” – J. Kurek)

    Pozdrawiam:)

    • Makówka pisze:

      Witaj Leno!

      Bardzo dziękuję za merytoryczny i ciekawy komentarz. Tym bardziej doceniam, że zrobiłaś go mimo bycia w niedoczasie i niedospaniu.
      Dodatkowo wzbogaciłaś mój wpis wierszami. Jeszcze raz wielkie dzięki.

      Buziaczki

  51. Lena Sadowska pisze:

    Dzień dobry i dobranoc, Wyspo:)

    Jestem tak wypruta, że muszę przespać się choć parę godzin:)

  52. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Dziś żegnamy wrzesień, mamy jesień w pełni, ale ciepłą, złotą…

  53. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Wczoraj byłem po pracy na spotkaniu, dziś posiedzenie Rady… no i kiedy żyć? Thinking

  54. Bożena pisze:

    Wyspa się budzi, potrzebna Gienia Koffie
    Komu kawy, komu herbaty?

  55. Quackie pisze:

    Dobry, dzisiaj na Wyspę jak po ogień…

  56. Dzień dobry

    Witam wszystkich i dosiadam się do kawy expresso

  57. Makówka pisze:

    Dziś MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ TŁUMACZA
    oraz DZIEŃ CHŁOPAKA.

    Wszystkim tłumaczom życzę dobrych przekładów, a chłopakom śle całusy.

    Szczególnie temu jednemu, który podwójnie zasługuje na

    Cmok

    Bukiet

    Praliny

    Wasze (Twoje Q!) zdrowie

    Cheers

  58. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Do toastów tłumaczom i chłopcom z całego serca dołączę
    Cheers
    Twoje zdrowie, Mistrzu Q Cheers
    A także zdrowie wszystkich naszych chłopców Cheers

  59. Quackie pisze:

    Fajrant oraz przerwa.

  60. Makówka pisze:

    Dziś dzień upłynął mi na załatwianiu spraw zaległych, odkładanych, bo „szkoda pogody” dlatego dopiero teraz odniosę się do komentarza Leny.

    Jestem natomiast troszeczkę rozczarowana nieco “seksistowskim” podejściem do materii, z której “stworzono” meduzy (obraz IV). Ostatecznie w czym męska bielizna jest gorsza, by ją w tak ważnym akcie kreacji pominąć. Zwłaszcza, że do miłości ukazanej przez Autorką trzeba jednak dwojga:)

    Uświadomiłam sobie, że zapomniałam zaznaczyć, że podpisy pod zdjęciami w galerii nie są podpisami, które były pod obrazami na wystawie, lecz są napisane przeze mnie i są moją interpretacją. Być może to ja wykazałam się „seksistowskim” podejściem, gdyż to ja zobaczyłam tam bieliznę damską i tylko damską. Faktycznie jedna z meduz przypominała kształtem stanik, ale reszta…trzeba by spytać artystkę.

    To ja popatrzyłam na wystawę „z kobiecego punktu widzenia”, czyli subiektywnego i mojego, a więc dokonałam (być może) błędnej interpretacji.

    Dziękuję Leno, że zwróciłaś na to uwagę.

    Tego obrazu nie pokazywałam w galerii -to też meduzy, oceńcie sami, raczej jednak to Lena ma rację, że jest tu kłębowisko bielizny nie tylko damskiej.

    • Makówka pisze:

      Do fruwającej bielizny pasuje mi ta piosenka:

      Chodź połóż się obok mnie
      chcę w Księżycu, w Księżycu tulić Cię
      Kochać, kochać, kochać tak bez pojęcia
      ale odrzuć siebie, którą nosisz
      którą nosisz w dzień
      i pomóż bym i ja tak uczynić mógł
      pozostańmy tak

      Tylko Ty, Tylko Ja
      Tylko Ty, Tylko Ja

      Nie bójmy się swych ciał
      niech się nasycą głodne oczy
      rękom swobodę węży daj
      we dwoje pokonamy strach

    • Quackie pisze:

      Mnie by się meduzy skojarzyły dość prosto, z miseczkami biustonosza. Męska bielizna nie jest tak, hm, wyrafinowana.

  61. Quackie pisze:

    To ja po przerwie.

  62. Makówka pisze:

    Mistrzu Q!

    Czy póki jeszcze jesteśmy na tym pięterku i jeśli tu będziesz dziś zapodawał Dobranockę mogę prosić coś tematycznego?

    Please

  63. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Miała być a propos, no i jest. Czy każdemu dziełu sztuki nie towarzyszy taka niepewność? Ile w nim prawdy, a ile zmyślenia? Czy te postacie na obrazie to rzeczywiście kochankowie, czy tylko artystyczna wizja? „Czy było komu kochać kogo?”.

    Grzegorz Turnau z tekstem Wisławy Szymborskiej.

    Snów pełnych słodkiej niepewności.

  64. Bożena pisze:

    Przy takiej dobranocce, przyjemnie jest zasypiać.
    Dobranoc Spanko

  65. Tetryk56 pisze:

    I znowu północ! Dobrych, kojących snów!

  66. Makówka pisze:

    I znowu nowy miesiąc!
    I dalej deszcz pada…

    Spokojnej nocy tym, co już śpią albo spać idą:)

  67. Makówka pisze:

    DOBRANOC WYSPO!

    kordelka

    (jak to się stało, że już taka godzina?)

  68. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted To już październik? Jak ten czas leci…
    A „tak niedawno był maj…”

  69. Quackie pisze:

    Dzień dobry, październik, ale za oknem jeszcze wrzesień. Się natura zapomniała, tak jakby.

  70. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Gdzie złota, tam złota, w Krakowie Jeszce słotna 🙁

  71. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    U mnie zrobiło się zimno, ale jeszcze nie słotnie Pleasure
    Chociaż, tak prawdę mówiąc, deszcz by się przydał…

  72. Makówka pisze:

    Pochmurne, jesienne witajcie!

  73. Makówka pisze:

    Cisza na Wyspie, deszcz pada, jadę za chwilę do „Sokoła”…
    paaaaa….

  74. Makówka pisze:

    Nie było korka,cuda,panie cuda.No nie żeby wcale,ale spodziewałam się,że będzie gorzej.

  75. miral59 pisze:

    Uff! Wróciłam Weary Niech to jasny gwint! Wyszłam z domu około 6 rano i dopiero teraz wróciłam. Ale mam już nowe prawo jazdy i wykupiony sticker na samochód męża Happy-Grin
    Dzięki temu, że wyszłam wcześniej (otwierają to biuro o 7:30), to załapałam się na pierwszą dwudziestkę… o 7 była już koleja przynajmniej 100-osobowa i stale dochodzili nowi Amazed
    Co prawda nie załapałam się na „pierwszy rzut”, ale już byłam blisko drzwi Happy-Grin
    Matkojodyna!!! Ileż to czasu trwało!!! Nogi mi wrosły, nie powiem gdzie… Wink
    Najśmieszniejsze było, gdy po odejściu od kasy czekałam aż mi wydrukują nowe zastępcze prawo jazdy. Ta przy kasie powiedziała, że wyczytają moje nazwisko i mam się zgłosić. Ale ta co drukowała nie umiała mego nazwiska przeczytać… machnęła tylko do mnie papierem i powiedziała, że to moje Overjoy A przecież nie mam trudnego nazwiska…

  76. Makówka pisze:

    Miralka prawo jazdy, a ja:
    Kamieniarz
    Sokół
    Księgarnia
    Wracam do domu chyba na chwilę tylko.

  77. Tetryk56 pisze:

    WAŻNA INFORMACJA:
    Dziś jest ponoć Międzynarodowy Dzień Ptaków!

  78. Tetryk56 pisze:

    Ponieważ nikt nie sygnalizował swojego wyboru, proponuję drugi w rankingu najbardziej ptasich wierszy KIGa, jakie znalazłem (pierwszy był w kwietniu 😉 )
    Zapraszam piętro wyżej Pleasure

  79. Quackie pisze:

    To ja jeszcze tutaj – fajrant i przerwa.

  80. Bożena pisze:

    Ja też jeszcze tutaj powiem – dobranoc kordelka

Skomentuj Bożena Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)