« dzień zwycięstwa Lajkonik i listopadowa bajka »

Wyrok major Delfickiej

 
 – Skąd pan ma takie dziwne imię, panie sierżancie? – spytał kapral Modliszka sierżanta Herkulesa Miziaka, gdy obaj po skończonej pracy usiedli wygodnie na ganeczku wiejskiego komisariatu. Był pogodny wieczór, pełen babiego lata i grania świerszczy. Na rozległej łące, rozpościerającej się między wioską i lasem, widniały białe owieczki i łaciate krowy. Po strudze żeglowało stadko kaczek.
 Lekki i ciepły wiatr niósł z oddali głos kościelnej sygnaturki. To ksiądz Chudzielak zwoływał wiernych na nieszpory.
 – To imię mam skutkiem nieporozumienia – odrzekł sierżant, nabijając swą wysłużoną fajeczkę tytoniem wyprutym z dwóch popularnych i jednego carmena, co gwarantowało jej niepowtarzalny aromat. – Trzeba wam wiedzieć, kapralu, że przyszedłem na świat podczas wojny, a moim ojcem chrzestnym był Niemiec, bardzo zacny antyfaszysta…
 – Na pewno ze wschodu! – wykrzyknął kapral.
 – Rzecz jasna! – przytaknął Miziak. – Ot ów Niemiec był pochodzenia, jak się wydaje, słowiańskiego, ponieważ nazywał się
Kulas…
 – U nas w szkole podoficerskiej też był jeden Kulas – wtrącił Modliszka – ale musiał zmienić nazwisko, bo żeśmy mu na liście obecności zawsze przekreślali literę „l”!
 – Nie należy przerywać swemu zwierzchnikowi, kapralu! – ofuknął go sierżant.
 – Bardzo przepraszam, panie sierżancie, ale wspomnienia ze szkoły podoficerskiej są mi niezwykle drogie. Mów pan, już się więcej nie odezwę.
 – No więc ten Niemiec, Kulas, kiedy trzymał mnie do chrztu, był nieźle pijany, i myślał że ksiądz pyta go o nazwisko, a ksiądz pytał jak się ma nazywać dziecko, czyli ja. Na to Niemiec powiada: „Herr Kulas”.
 – Sam o sobie mówił Herr? – nie wytrzymał Modliszka.
 – Sam o sobie, jak to Niemiec, choćby i postępowy. No i zostałem zapisany jako Herkulas Miziak, co potem naturalnym biegiem rzeczy zmieniono na Herkulesa. Co ciekawsze – ciągnął Miziak – moje losy dziwnym trafem zaczęły układać się według życiorysu mego słynnego imiennika…
 – Tego Niemca?
 – Nie, tego Greka, Bo musicie wiedzieć kapralu, że Herkules był to słynny bohater grecki, który ogromnie i bardzo chwalebnie się odznaczył…
 – No właśnie! – wykrzykn Modliszka. – I pan też się odznaczył! Ma pan odznakę za wierną służbę i odznakę strzelca wyborowego…
 – Tamten Herkules odznaczył się swoimi czynami, a czy miał jakieś odznaczenia resortowe, o tym historia milczy. Między innymi dzieckiem w kolebce udusił dwa węże.
 – Jak to? Dzieckiem dusił węże? – przeraził się kapral.
 – Nie dzieckiem, tylko rękoma, ale jako dziecko.
 – A pan też udusił?
 – Udusiłem, ale nie węże, tylko myszy.
 – Dwie?
 – Dwie. Wlazły te cholery do mojej kołyski, żeby się migdalić, jakby już nie miały gdzie, a ja złapałem je w rączki i po myszach.
 – I co on jeszcze narozrabiał, tamten Herkules?
 – Długo by opowiadać, kapralu. Powiem wam tylko, że w końcu w przystępie szału zabił własną żonę i dzieci.
 – Może były niegrzeczne… – zastanowił się kapral. – A czy pan też ukatrupił swoją starą? – spytał z życzliwym zainteresowaniem.
 – Na szczęście nie, ponieważ mój życiorys powtarza dzieje Herkulesa niejako w miniaturze. On zabił swoją rodzinę, a ja tylko ją pobiłem.
 – Miał pan zapewne słuszny powód…
 – Miałem, ponieważ żona moja, gdy wracałem zmęczony po pracy, opowiadała mi zawsze, co mówił w telewizorze pan Kaczyński…
 – Ożeż ty… – zacz Modliszka, ale natychmiast ugryzł się w język.
 – Dzieci natomiast nie chciały się wypisać z organizacji młodzieżowej, chociaż jedno miało już 28, a drugie 34 lata…
 – U nas wolno do trzydziestu pięciu!
 – Być może, kapralu, tym niemniej widok zwłaszcza mego starszego syna, kompletnie łysego, z wielkim brzuchem i w organizacyjnym krawaciku, był dla mnie nie do zniesienia! No i pewnego dnia nie wytrzymałem i pobiłem całą trójkę.
 – Każdy sąd by pana uniewinnił!
 – Sąd być może, ale pamiętajcie, że czyn mój był szczególnie karygodny w świetle wykonywanej przeze mnie funkcji stróża ładu i porządku. I po tej właśnie linii spotkały mnie represje.
 – Ale nie wyrzucili pana ze służby?
 – Na szczęście nie. Za to towarzyszka major Delficka, Pytia jej było bodajże na imię, z Komendy Głównej, kazała mi w charakterze pokuty i resocjalizacji wykonać dwanaście piekielnie trudnych prac, odpowiadających plus minus czynom legendarnego Herkulesa.
 – A jakie to były czyny?
 – Poszperajcie, kapralu, poczytajcie, poszerzcie swoje horyzonty. Obiecuję wam, że jeżeli w ciągu dwóch tygodni dowiecie się jakich dwanaście prac wykonał Herkules, to w nagrodę opowiem wam o swoich dokonaniach.
 – A może…? – dodał Miziak, jakby mając przeczucie, że jego słowa trafią kiedyś na łamy popularnego pisma. – A może i nasi czytelnicy dowiedzą się i przyślą nam wykaz prac Herkulesa? Między autorów trafnych odpowiedzi rozlosuję kilka moich zdjęć z autografami!
 – Do kogo pan mówi, sierżancie? – krzyknął wystraszony kapral.
 – Do społeczeństwa – wyjaśnił skromnie sierżant, zaciągając się dwoma popularnymi z dodatkiem jednego carmena.

157 komentarzy

  1. Bożena pisze:

    Niestety, nie wiem jak powiększać litery, które się kopiuje i dawać im inny kolor. Mam jednak nadzieję, że tekst jest dość czytelny. 🙄

  2. Quackie pisze:

    Tekst jest czytelny, a jakże. Zastanawiam się tylko, o którego pana Kaczyńskiego mogło chodzić Mistrzowi Waligórskiemu, kiedy to pisał. Obecność carmenów i popularnych, jak również (uprzedzam fakty i odcinki) segregator „Zwalczanie CIA na terenie gminy” wskazywałyby, że o Bogusława?

  3. Quackie pisze:

    Dzień dobry już pod nowym wpisem.

  4. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry i tutaj ! Hi

  5. misiekpancerny pisze:

    Dzień dobry :)Dzieckiem dusił węże 🙂 🙂

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Miśku ! Twój protoplasta ” dzieckiem w kolebce, kto łeb urwał hydrze ? „) co prawda hydra to nie Harpia 🙂

      • Bożena pisze:

        Dzień dobry pod nową wycieraczką. 😀 Jak się Wam podoba tekst Waligórskiego? Ja to czytam z przyjemnością. Jeśli przypadnie do gustu ogółowi Wyspiarzy, to czasem mogę wrzucić taką wycieraczkę. Wink

        • Quackie pisze:

          Mnie się bardzo podoba. W ogóle jednym z moich ulubionych fragmentów z wydanej w jednym tomiku z Miziakiem powieści „Docent Basset” jest ten o wizycie ekipy TV, który kończy się tak:

          „Ekipa oddaliła się z ogromną szybkością, aby zdążyć na wieczorną emisję, która trwała w sumie półtorej minuty, kosztowała zaś plus minus osiemset tysięcy złotych, jeśli policzyć koszty benzyny, zużycie sprzętu, delegacje dla pracowników oraz cenę zapomnianej w ubikacji żarówki o mocy półtora tysiąca watów.
          Wieczorem stary Kociorupa udał się do tego pomieszczenia i odruchowo przekręcił kontakt. Oślepiające białe światło wypełniło ubogą sławojkę, rzucając staruszka na kolana.
          – Panie… – zajęczał Kociorupa – nie jestem godzien tej łaski…
          – A może nawet jestem godzien – dodał po chwili namysłu. – Ale czemu akurat tutaj?”

  6. Jasmine pisze:

    Dzień dobry. 🙂

  7. Wiedźma pisze:

    Bożenko… popieram pomysł ! Zabawna i dowcipna wycieraczka to jest to, co lubią młode tygrysy Delicious

    • Incitatus pisze:

      I szefowie młodych tygrysów też!!: )))

    • Bożena pisze:

      Wobec tego jeśli nie będzie innych pomysłów, to jestem do Waszej dyspozycji. Happy

      • Max pisze:

        Witam wszystkich :-)) Osobiście lubię chichy śmichy..Był czas,kiedy celowo opisywano satyryczne zachowania osób w mundurze milicjanta lub żołnierza.Było to pośrednie ośmieszanie władzy,a więc front walki.Na tym froncie walki,ukazała się ksiązka Zbigniewa Załuskiego: Siedem polskich grzechów głównych.W publikacji dostało się Andrzejowi Wajdzie za film:Lotna.Autor wyśmiał scenę w której kawalerzysta łamie szablę na lufie niemieckiego czołgu.Zadne dokumenty niemieckie nie potwierdzały. TAKIEGO PRZYPADKU,a więc dostało się Wajdzie za ośmieszanie wojska.

        • Quackie pisze:

          Nie mam teraz pod ręką źródła, ale kiedyś tę sprawę ktoś badał i wydaje mi się, że przypadek, który dał asumpt do takiego przedstawiania sprawy, polegał na tym, że kolumna polskiej kawalerii przypadkowo natknęła się na niemiecki zagon pancerny, i mając do wyboru odwrót (i najprawdopodobniej wystrzelanie do nogi, w końcu konie nie są takie szybkie) albo atak, wybrała atak. Oczywiście mogę się mylić, w końcu czym jak czym, ale pamięcią nigdy się nie chwaliłem.

        • Wiedźma pisze:

          Maxiu… czytałam „Lotną ” i oglądałam też film… ani przez moment nie uważałam zwłaszcza obrazu…. za dokument! Dla mnie to była wielka metafora,którą oglądałam ze złością i rozżaleniem 🙁

        • Wiedźma pisze:

          A Załuski w swoich ” Siedmiu polskich…” spokojnie opisał stan faktyczny … i chwała mu za to.:)

          • Max pisze:

            Witaj :-)) Załuski wsciekał się,na obiegowe opinie o głupocie polskiego zółnierza i starał się pewne sprawy wyjaśnić racjonalnie.Miał wielu oponentów,ale ksiązkę warto chociaż przekartkować. Amazed

  8. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: )))

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry Mistrzowi! A co Mistrz najbardziej lubi z twórczości Mistrza Waligórskiego?

      • Incitatus pisze:

        Dzień dobry Mistrzowi nad Mistrzami: ) Prawdę powiedziawszy to Dreptakowisko. Przemawia do mej sfiksowanej wyobraźni!: ))
        Choć, swoją drogą, czegóż chcieć od np takiej kury!

        DZIWNA KURA

        Kędyś w Polsce był przysiółek,
        Wokół żyto i pszenica,
        A w przysiółku był zaułek
        Gdzie mieszkała cud-dziewica.
        Piękna była już od dziecka
        (bo przypadkiem miała dziecko)
        I chodziła stale w kieckach
        Z podhalańska-mazowiecko.
        Ojciec kochał swoją córę,
        Wciąż ją pieścił i przystrajał,
        Aż raz kupił dla niej kurę
        Co znosiła barwne jaja.
        Wiele było stąd rwetesu,
        Tłum zgromadził się pod progiem,
        I przyjechał pan profesor
        Co był znanym etnologiem.
        Lat miał osiemdziesiąt z górą,
        Siwa broda mu wyrosła
        I zawołał: Kuro kuro,
        znieś mi jajko! … kura zniosła.
        Długo patrzył naukowiec,
        Wreszcie rzekł do asystentki:
        – No no, sama pani powiedz,
        Jakie kolorowe centki…
        Aż się wokół mieni wszystko,
        Całkiem jak u Renoira…
        Czyżby się impresjonistką
        Okazała kura stara?
        Tu wyciągnął ekstra-mocne,
        W dymu się pogrążył chmurach,
        Myśląc, czemu wielkanocne
        Jajka niesie zwykła kura?
        lecz niedługo siedział solo,
        Bo nadjechał na „Junaku”
        Jeden znany ornitolog
        Co rozumiał mowę ptaków.
        Zaraz kurę zaczął badać
        I przełamał jej opory:
        -Proszę prędko odpowiadać
        Skąd się wzięły te kolory?
        Tak ją spytał w ciemnej sieni
        Gdzie zapędził ją z podwórka,
        A ta kura się rumieni
        I w zmieszaniu skubie piórka,
        Lecz pytana bez litości
        Rzekła: – Serca mi nie rańcie…
        To poniekąd grzech młodości
        I wspomnienie po bażancie…
        Był tu jeden taki bażant,
        Kolorowy niby tęcza….
        Cóż… dziewczętom się to zdarza,
        Niech już pan mnie nie zamęcza…
        I skłoniła się na progu
        I pobiegła skubać kwiaty….
        A na płocie zapiał kogut.
        Bardzo dziwny. Bo rogaty….

  9. Incitatus pisze:

    Nu, bratcy, tego poniżej to ja nie znałem, choć coś jakby się w łepetynie kołatało, ale nie, jednak chyba na pewno nie, jednak dopierom przed chwilą to dopadł! Chyba, że jednak ten Niemiec…: (
    Waligórski był znakomitym satyrykiem, ale żeby był wizjonerem!!??

    Ballada o pierwszej łamigłówce

    Niszczeją miecze, zbroje,
    Rdza żre cenny surowiec,
    Zakończył już swoje boje
    Rycerz Dreptak-krzyżowiec.
    Siadł na pobojowisku,
    Rozdział się do bielizny…
    Chlubne szramy na pysku,
    Wszędy chwalebne blizny.
    Dmą pustynne samumy
    I piaskowe pasaty,
    Nogi ma Dreptak z gumy,
    A głowę ma jak z waty,
    Głos jak u błędnej owcy
    I oczy ma baranie…
    Wyginęli krzyżowcy,
    Wygrali muzułmanie.
    Same zwłoki i gruzy,
    Mało kto ostał cały…
    Oto Jean Pierre z Tuluzy
    Pocięty na kawały,
    Ówdzie Bolko z Katowic,
    Który w boju był szatan,
    I Miećko Kolbuszowic
    Po przekątnej rozpłatan…
    Obejrzał Dreptak trupy,
    Otarł łzę rąbkiem gaci:
    – Trzeba jakoś do kupy
    Poskładać zacnych braci…
    Ujął jeden kadłubek,
    Dołożył nieco szczątków:
    – Nogi jakby za grube,
    Trzeba by od początku…
    Dawaj składać na nowo,
    Praca mu w dłoniach chrzęści,
    Gania z nogą i głową,
    Wymienia różne części,
    Klei, ubija, gniecie,
    Pomaga ciut rapierem,
    Krzyżuje Bolka z Mieciem,
    A znów Miecia z Jean Pierre’em…
    Skończył i padł na piaski,
    By skonać na pustyni,
    Aż tu naraz oklaski
    Biją mu Beduini!
    Zaś sułtan muzułmanów
    Rzekł z grzbietu swego siwka:
    – Cóż, gratuluję panu,
    Bardzo ładna rozrywka!
    Dotychczas były szachy
    Lub polowania w buszu,
    Miałem ich już po pachy,
    A nawet wyżej uszu.
    Ma pan tutaj naszywki,
    Mundur i etat chana,
    Jest pan szefem rozrywki,
    Na dworze u sułtana!
    Tak to owego ranka
    Latami pradawnemi
    Najpierwsza układanka
    Powstała w dziejach ziemi.
    Potem Dreptak natchniony
    Wymyślił szyfrogramy,
    Kwadraty, palindromy,
    Wirówki i anagramy.
    Pomyśl przeto czasami,
    Młody, dziarski rodaku,
    Siedząc nad krzyżówkami –
    O krzyżowcu-Dreptaku!

    • Jasmine pisze:

      Kolejny protetyk, Senatorze?:)

      Dowiedziałam się z onych rymów, że wcześniej niż, moją ulubioną, hetmańską krzyżówkę Dreptak wynalazł puzzle.

      • Incitatus pisze:

        Zapamiętałaś protetyka??: )) Ciekawe czy jeszcze ktoś oprócz Ciebie go zauważył!: ))

        • Jasmine pisze:

          Nie wiem czy ktoś oprócz mnie.:)
          Zauważyłam, że to nie jest Twoja pierwsza, pewna jestem, że nie ostatnia, zabawa słowem.:) Podoba mi się.:):*

          • Jasmine pisze:

            W związku z zauważaniem przypomniał mi się pewien prosty eksperyment.
            Sala wykładowa w piwnicy bez okien. Środek roku akademickiego. Ponad 100 studentów wsłuchanych w słowa ulubionego profesora. Nagle wykładowca, powiązane z tematem wykładu, poleca studentom odwrócić się w lewą stronę i opisać widok za oknem. Nie zareagowało tylko kilka osób.:)

            Osobiście zdarzyło mi się „usiąść” na krześle które ZAWSZE tam stało.:)

            • Incitatus pisze:

              Ja dziś usiadłem na kanapie u syna ( modna taka, twardawa solidnie!) jak na swojej! Poduchy w mojej są co najmniej 20 cm wyżej, tak że te brakujące centymetry przebyłem już na luzie, bo przecież zadek wedle zapamiętanej setkami powtórzeń czynności już powinien siedzieć – no to kolana puściły – i siad ten ozwał mi się w ciemieniu trzaskiem, co przewędrował wzdłuż całego kręgosłupa!
              Coś jak z tym krzesłem!

        • Wiedźma pisze:

          Dało się zauważyć Senatorze… 🙂 Wink

  10. Bożena pisze:

    Faktycznie, wizjoner… Pondering

  11. Incitatus pisze:

    Kiedy czytam te słowa Puszkina:

    „….Ja pomniu czudnoje mgnawienije
    Piereda mnoj jawiłaś ty,
    Kak mimoletnoje widienije,
    Kak gienij czistoj krasaty…”

    co w tłumaczeniu Seweryna Pollaka ma brzmieć:

    „Pamiętam nagłe zachwycenie:
    Niespodziewanie cię ujrzałem
    Jak nieuchwytne przywidzenie,
    Jak piękno bóstwa doskonałe….”

    to nieodparcie słyszę tę piosenkę, (choć za Panem Bogusławem jakoś niezbyt przepadam) …

    Tyle, że od razu mnie się podłącza

    ZACHWYCENIE

    Gdy czasem młoda polonistka
    Taka naiwna, schludna taka,
    Egzaltowana, świeża, czysta,
    Że chciało by się siąść i płakać.

    Więc gdy ta polonistka właśnie
    Małpując młodopolskie pozy
    Wybiegnie o porannym czasie
    Boso na łąkę między brzozy,
    Poigra z pliszką i skowronkiem
    Oraz z pudliszką i z biedronką,
    Przywita ze wschodzącym słonkiem,
    Wołając: – Witaj jasne słonko!

    Z róż i powojów splecie wieńce,
    Pomacha rączką do motyla,
    Kraśnym obleje się rumieńcem
    Widząc jak pszczółka kwiat zapyla.

    Coś z Anny German gdy zanuci,
    Wyrecytuje coś z Asnyka,
    A potem bardzo się zasmuci
    Nad żabką, którą bocian łyka,

    I chcąc zapłakać nad półtrupem
    (bo drugie pół ten bocian urwał)
    Wlizie tą bosą nogą w kupę
    I wyda okrzyk: – Ożesz kurwa!

    To – jeśli byłbym na tej łące
    Naocznym świadkiem tego zgrzytu –
    Jak jestem facet niepijący,
    Pół litra wychlałbym z zachwytu!

  12. Jasmine pisze:

    Utwór zawiera lokowanie produktu!!
    Skasowałam, bo za duże. 😆

    • Quackie pisze:

      O biedronkę nie miałem pretensji. Co do Pudliszka, poddaję się, ale dopiero jak mi pokażecie żeńską wersję. 😉

      • Incitatus pisze:

        A masz żeńską do „spodnie”???

        • Quackie pisze:

          Toć znów – nie ma pojedynczej, to jak może być żeńska? Tak jak wyżej z drzwiami! 😉

          • Incitatus pisze:

            Jak żeńska to musi być w liczbie mnogiej – stadami znaczy, wszystko co żeńskie lata??: )

            • Incitatus pisze:

              PS Masz pudliszki w liczbie mnogiej, proszę!:

              • Incitatus pisze:

                Trochi cienko pisane, ale przeczytać się da!! I na dodatek sztuk trzy, a to już liczba mnoga jak byk!!: ))

                • Quackie pisze:

                  Ale ja właśnie nie chcę mnogiej ani pojedynczej w rodzaju męskim! Ja chcę pojedynczej w rodzaju żeńskim! W dowolnym źródle POZA wierszem Mistrza Andrzeja!

                • Incitatus pisze:

                  To tak trzeba było od razu! Hej, towarzysze pancerni, dawać sam jakowąś młodą polonistkę, taką naiwną, schludną taką, egzaltowaną, świeżą, czystą!! Mistrz Quackie jej pragnie!!
                  Jakby była przybrudzona to migiem wypucować ją w dowolnym źródle do glancu!!
                  Overjoy

                • Quackie pisze:

                  Nie polonistki! Miałem setkę na roku. Jednej pudliszki żądam!

                • Incitatus pisze:

                  Doprawdy, nie rozumiem tych dzisiejszych młodych mężczyzn!! Sto polonistek na rok!! To trochę monotonne…Jakaś chemiczka, fizyczka dla odmiany…a tu nic, jak te ziarnka piasku na pustyni…Wszystkie jednakowe…

            • Quackie pisze:

              Ot! Widać, że ze starym wyjadaczem retorycznym sprawa, z waścią to jak z liszką (rzecze pan Longinus), tu ogonem machniesz, tam się umkniesz, a zawsze się wykręcisz. 😀

              • Quackie pisze:

                Tfu! I tu mi liszka zawędrowała! Nie „liszka” ma być, jeno „PUDliszka”! I nie ma być to liszka puda ważąca!

              • Incitatus pisze:

                : )))
                Podpowiem Ci coś. Analogia nie jest dowodem przed żadnym sądem! Ten argument chroni mnie zwykle przed wręcz jeziuckimi wykrętami wielu moich rozmówców!

      • Jasmine pisze:

        Prawie się poddałam. Dziwnie jakoś przyczepiła się do mnie myśl, że…, albowiem:

        Lecz samoobsługowy sklep –
        To rzecz nad moje siły…
        Kiedy tam wchodzę – wtedy cześć,
        Paciorek mówię w duchu –
        Bo w sklepie – ekspedientek sześć
        W kamiennnym tkwi bezruchu,
        A wszystkie wparły we mnie wzrok
        I spojrzeń sześć mnie goni,
        I sprawdza każdy drżący krok
        I każdy ruch mej dłoni,
        I wiem, że kropka, muszę wpaść,
        Bo tok ich myśli słyszę:
        – O, sukinsynu, chciałbyś skraść
        Wiśniowy dżem z Pudliszek?

        Tak mnie zasugerowało, że dalej ani ani. Idę na spacer. Może po drodze znajdę jakąś pudliszkę? Happy-Grin

        • Incitatus pisze:

          No to Quackie pognębion na amen!!: )))

          • Jasmine pisze:

            Niestety, nie.:(

            Wyżej Quackie napisać raczył:

            Ale ja właśnie nie chcę mnogiej ani pojedynczej w rodzaju męskim! Ja chcę pojedynczej w rodzaju żeńskim! W dowolnym źródle POZA wierszem Mistrza Andrzeja!

            Uparciuch, co nie?:)))

            Idę, wrócę zaniebawem.:))

            • Incitatus pisze:

              Toż dostał!! „Pudliszki” – liczba mnoga, prawda? Boć przecie jak jedna „pudliszka (l.poj. i kończy się na dodatek na „a”!!), to „pudliszki” to mnoga!!
              Uparł się, czy co??: )

        • Quackie pisze:

          No właśnie – dżem jest wiśniowy, czyli z wiśni, nie z pudliszek! Jakby był z pudliszek, to – sądząc z kontekstu – byłby to raczej pasztet!

  13. Quackie pisze:

    Uff, dojść od Herkulesa Miziaka do mleka z biedronki (na szczęście nie „od” biedronki), to tylko na Wyspie. A kwestii, gdzie można spotkać JEDNĄ pudliszkę, poza wierszem cytowanym przez Senatora, nadal nie rozwikłano.

    • Jasmine pisze:

      Za to można o mleczku a nawet o Mleczce, Andrzeju zresztą też. 🙂

      Z rady nie skorzystamy, bo smutniej by było TU. 😆

    • miral59 pisze:

      https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.google.com/search?q=pudliszka&hl=pl&prmd=imvns&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=k6-hUIirL6LzyAGSjIHQBA&sqi=2&ved=0CGMQsAQ&biw=12
      Tu znajdziesz nie jedną pojedynczą „pudliszkę” Happy-Grin

  14. Wiedźma pisze:

    Tu jest jedna pudliszka ROTFL
    http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.kotek.pl/kotek/u,pudliszka..html

    • Wiedźma pisze:

      oooo… tylko w Googlu ją widac ! skasowała się Tears ze strachu ….

      • Bożena pisze:

        A tak chciałam zobaczyć tę pudliszkę 🙁

      • Max pisze:

        No proszę,jaka pożyteczna wymiana doświadczeń,a czy mogę zapytać-skąd się biorą dziurki w serze ???

        • Bożena pisze:

          Pewnie je myszki wygryzają Wink1

        • Jasmine pisze:

          Pytanie nadal bez odpowiedzi pozostaje. 😆

          Wrona i ser

          Niech mi każdy powie szczerze,
          Skąd się wzięły dziury w serze?
          Indyk odrzekł: „Ja właściwie
          Sam się temu bardzo dziwię”.
          Kogut zapiał z galanterią:
          ” Kto by też brał ser na serio?”
          Owca stała zadumana:
          ” Pójdę, spytam się barana”.
          Koń odezwał się najprościej:

          Moja rzecz to dziury w moście”
          Pies obwąchał ser dokładnie:
          „Czuję kota: on tu kradnie!”
          Kot udając, że nie słyszy,

          Miauknął: ” Dziury robią myszy”.
          Przyleciała wreszcie wrona:
          „Sprawa będzie wyjaśniona,
          Próbę dziur natychmiast zrobię,
          Bo mam świetne czucie w dziobie”.
          Bada dziury jak należy,
          Każdą dziurę w serze mierzy,
          Każdą zgłębia i przebiera –
          A gdzie ser jest? Nie ma sera!
          Indyk zsiniał, owca zbladła:
          ” Gwałtu! Wrona ser nam zjadła!”
          Na to wrona na nich z góry:
          „Wam chodziło wszak o dziury.
          Wprawdzie ser zużyłam cały,
          Ale dziury pozostały!
          Bo gdy badam, nic nie gadam
          I co trzeba zjeść, to zjadam.
          Trudno.Nikt dziś nie docenia
          Prawdziwego poświęcenia!”

          Po czym wrona, jak to ona,
          Poszła sobie obrażona.

          Jan Brzechwa

          • Max pisze:

            Dziękuję Jasmine za błyskawiczną lekcję.To moze być naprawdę wrona !! Zauważyłem,że wrony są mądrzejsze od gołębi.Gołąb,jak dostanie okruch bułki,czy chleba,to bierze w dziob i potrzącha tym kawałkiem,który zawsze wypada mu z dzioba.Wrona natomiast przytrzymuje łapą i po kawałku wcina.Stawiam na wronę. Worry

            • Jasmine pisze:

              Drobiazg, Max. 😆 Pracowałam z dziećmi i nie na takie zagadki przyszło mi wtedy odpowiadać. 😆 Ich wieczne DLACZEGO zmusza do gimnastyki jedyną szarą komórkę której jestem szczęśliwą posiadaczką. 😆

          • Jasmine pisze:

            Wydaje mi się, że badanie dziur w serze powinno być łatwiejsze po wyeliminowaniu sera. 😆

            • Quackie pisze:

              Prawda? Bo zasłania, przynajmniej te, co sięgają głębiej.

            • Max pisze:

              Teraz poważnie. W tym roku naprawiałem w garażu dach.Przeciekał przy drzwiach wjazdowych. Okazało się,że ma pełno dziur w papie.Skąd te dziury ? Sprawka wron,którym czasami rzucałem różne przysmaki.Zostałem przywołany przez wrony do porządku,zalepiłem dziury,a wrony dostaną przysmaki na specjalnej „tacce” Happy

              • Quackie pisze:

                No proszę, a ja myślałem dotychczas, że sposób na zrobienie wbrew zmotoryzowanemu sąsiadowi, polegający na wysypaniu okruszków dla gołębi na maskę i dach jego samochodu, to filmowy (reklamowy) wymysł!

                • Max pisze:

                  Dziwiło mnie,że na stropie było pełno mokrych placków.okazało się,ze na dachu jest pełno dziur.Gołebie tego nie robią,bo dziobią tylko małe okruszki,a wrony dziobią jak kowale w kużni Amazed

                • Quackie pisze:

                  Ano tak, różnica jest na korzyść wroniego dzioba, jak młot pneumatyczny do zwykłego.

              • Jasmine pisze:

                Mieszkam w domu ze sporym tarasem. W ogrodzie rosną orzechy, także włoskie. Łomot straszliwy gdy wrony rozłupują orzechy o taras, zrzucając je z dachu. 😆

                Użyć dziadka do orzechów i serwować je wronom na tacce ❓ 🙂

                • Bożena pisze:

                  Dobrze, że w nocy tego nie robią Wink1

                • Jasmine pisze:

                  Dobrze, Bożenko. 🙂 Ale i tak po raz pierwszy, gdy jeszcze nie wiedziałam co to, pomyślało mi się, że ta kanonada to początek co najmniej wojny. 😆

                • Max pisze:

                  Na pewno oglądałaś film :Ptaki.W ubiegłym roku,przez parę miesięcy nie mogłem wyjśc z domu,bo natychmiast atakowały mnie wrony.Waliły z powietrza w głowe,ramiona,gdzie popadlo i prowadziły mnie z domu do garażu,ciągle atakując.A przecież byłem ich dobrodziejem,bo dokarmialem wredoty.Do tej pory nie mogę tego pojąć.W tym roku jest spokój,chociaż wron nie ubyło.Może to były jakieś „dusze” potepione ?? Wink1

                • Bożena pisze:

                  A może Maxiu to były wrony z filmu „Ptaki”?

                • Jasmine pisze:

                  Oglądałam Ptaki i to nie raz. 🙂
                  Ciekawe dlaczego tak Cię traktowały. Dziwne. 🙁 Nigdy nie miałam takich doświadczeń. Mam mnóstwo pozytywnych. Cząstkę opisałam kiedyś w tekście „Sąsiedzi”. CHYBA był na Wyspie nr 1. 🙂

                  Zapytałabym czy próbowałeś je o to zapytać, ale uznałbyś mnie za wariatkę. 😆

                • Max pisze:

                  Nie mogę tego pojąć.Wyszedłem pewnego razu z domu w towarzystwie znajomego.Ostrzegłem go o atakach wron .Szedł parę kroków za mną,kiedy dwa wsciekłe ptaki na zmianę waliły we mnie.Ciekawe,kiedy zatrzymałem się,atak ustał.Ruszyłem parę kroków,wrony znów powtórzyły atak.Musiałem mieć jakieś złe moce,po prostu niepojęte.

                • Jasmine pisze:

                  Wierzę Ci Max, ale żadne wytłumaczenie nie przychodzi mi do głowy. Coś musiało je prowokować do takiego zachowania, nie mam pojęcia co. 🙁

                  Zastanawiające, że atakowały Ciebie a nie na przykład tych, którzy niszczą im gniazda. COŚ zadecydowało, tylko CO ❓

                  O tym nie wiedziałam.
                  http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/tvnmeteo.tvn24.pl/informacje/ciekawostki,49/wrona-wie-czy-jestes-dobry,467,1,0.html

                  Ale Ciebie to przecież nie dotyczy ❗

                • miral59 pisze:

                  Maksiu, a nie miałeś przypadkiem na sobie czapki z daszkiem? Zdarzyło mi się zaobserwować to kilka razy. Rozmawiałam kiedyś z takim starszym panem i to on powiedział mi, że ptak może uznać osobę w takiej czapce za nieznany sobie gatunek drapieżnika. A właściwie drapieżnego ptaka. Kiedyś szłam z mamą do Shedd Aquarium i widziałam jak ptaki atakują ludzi. Ale tylko tych w bejsbolówkach. To samo było w Brookfield Zoo. Mój bratanek – Tomek, miał taką czapkę na głowie. Przechodziliśmy koło fontanny i ogromnego kwietnika. Kawałek chodnika był zagrodzony i była tablica informacyjna, że tu ma gniazdo ptak. Nie pamiętam jego nazwy. I właśnie tam te ptaki zaatakowały Tomka. Gdy jednak zdjął czapkę i ją schował, ptaki przestały się nim interesować. Może u Ciebie był ten sam przypadek. ostatecznie ptaki mają podobne zachowania, bez względu na miejsce zamieszkania.

                • Max pisze:

                  Witaj Miral :-)) Chodzę bez czapki przez całe lato Zakladam tylko póżna jesienią i zimą.Często mialem ze s9bą czarną aktówkę,ale atakowały też kiedy tej teczki nie miałem.Paradoks,bo w tym samym czasie na stawie w parku,miałem zaprzyjażnionego kaczora,ktory jak zobaczył mnie w alejce,to z wody startowal i karmiłem go z ręki.Na starej wyspie zamieściłem fotkę tego ptaka..Pozdrowionka,bo musze juz lecieć do obowiązków.

  15. Incitatus pisze:

    Do roboty gonią!
    Do jutra, dobranoc: )))

  16. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Uwielbiam Waligórskiego – w piśmie, w Elicie, a także w wykonaniu Olka Grotowskiego i Małgosi Zwierzchowskiej:

  17. Bożena pisze:

    To jest piękne… Brawo!

  18. Bożena pisze:

    Posłuchajmy więc samego Mistrza:

  19. Quackie pisze:

    Dobranoc, kochani. Niech Wam się przyśni JEDNA pudliszka. Rodzaju żeńskiego. A potem opowiecie 😀

  20. Tetryk56 pisze:

    Epidemia jak, cy co? Wszyscy tak za pudliszkolubnym Mistrzem?

  21. Tetryk56 pisze:

    A propos wron:

  22. Jasmine pisze:

    Nic to, też się pożegnam na dziś. 🙂
    Do jutra Kochani. Bye

  23. Wiedźma pisze:

    Przychylam się do życzeń Mistrza Kwaka… lepiej śnić o pudliszce niżby miał sie przyśnić Artur Zawisza…… a kysz zła maro, lampko strzeż !

  24. miral59 pisze:

    Chciałam dziś wstawić kolejny odcinek „Majeczki”, ale skoro już się ktoś inny zapowiedział, nie będę mieszać 🙂 Zaczekam 🙂
    Kolorowych snów Wam życzę i miłego dnia Happy-Grin

    • Bożena pisze:

      Dzień dobry 🙂 Ja Was wieczorem wcześnie żegnam, bo przeważnie jako pierwsza witam. Wstaję wcześnie, a kiedyś przecież spać muszę Happy

  25. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Jak tam sny o pudliszce? Czy ktokolwiek ją widział i może opisać?

    Co do pana Lajkonika, pojawi się jednak wcześniej niż fajfoklok, na śmierć zapomniałem, że mam spotkanie mniej więcej w tym czasie.

    • Bożena pisze:

      Witaj Qacku 🙂 Niestety, pudliszki nie widziałam ani we śnie ni na jawie. Pleasure
      Na Pana Lajkonika czekam z utęsknieniem. Miłego dnia życzę i pozdrawiam Happy

  26. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: ))) Mam nowy monitor! Ale fajny, sam się wyłącza co parę sekund, co kilkanaście, co minutę albo co kilka! Wystarczy go wtedy szturchnąć palcem we włącznik i znowu działa jak burza! Vivat osiągnięcia nauki, kultury i techniki! Tyle radości i rozrywki zapewnić może tylko znana na cały świat świetna europejska firma z Holandii, nie żaden tam Tajwan czy Hongkong!!

    • Quackie pisze:

      Dobry!

      Nowy w sensie fabrycznie nowy? I takie cuda się dzieją? Nie wiesz, Senatorze, czy to kwestia ustawień typu „oszczędzanie energii”, czy też schrzaniony włącznik?

      • Incitatus pisze:

        Witam: )
        A pierun jego wi! Funkiel nówka, jak to się na Śląsku mawia. Cieszę się nim już od rana. Zaraz pojedziemy do sprzedawcy, a tam się obu przesłucha – i mercatora i wynalazek!
        Ale będzie dym jak mi wadliwy wcisnęli!! Właściwie to synowi, bo to on mi toto kupił! Starego naturalnie już nie mam, bo ten stary „śmieć elektroniczny” synalek do punktu ich zbiórki zawiózł!!
        Quqckie, aż taki mądry żeby bez polecenia oszczędzał energię to on nie jest! I co to za oszczędzanie, tak na wyrywki?: (

      • Bożena pisze:

        Witaj Senatorze! Nie grozi więc Ci nuda i monotonia przy pisaniu. Masz co rusz niespodziankę Delighted

        • Bożena pisze:

          No to na razie Was pożegnam, wybieram się na miasto. Senatorowi doradzałabym wędkowanie, żeby uspokoić nerwy. Pogoda piękna.

  27. Jasmine pisze:

    Dzień dobry. 🙂 Hi

    Pudliszka, jeśli mi się nawet śniła, to nie pamiętam. 🙂
    Czekam na Pana Lajkonika. 🙂 Dla mnie to niespodzianka, bo przegapiłam, że dziś. 🙂

  28. Quackie pisze:

    W takim razie – zapraszamy piętro wyżej z panem Ignacym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)