Tak się ostatnio składa, że perypetie Jo kojarzą mi się z kiedyś napisanymi wierszykami. Wyciszanie na pilota przydaje się powiem nie tylko w kontaktach z synami – są znacznie dramatyczniejsze sytuacje!
Mów do mnie jeszcze… cztery proste słowa –
ale czyś ty na chwilę zamilknąć gotowa?
Tą chwilą ciszy dasz mi szansę małą
powiedzieć wszystko, co w duszy zagrało…
Wszak stale nas rozdziela twych słów potok rwący
przerywany wyrzutem: – Tyś taki milczący!
Nie mam jak ust otworzyć, choć w myślach już wrzeszczę
po każdym napomnieniu – Mów, mów do mnie jeszcze…




Przy okazji: Zamknęliśmy rok Leśmiana, rozważaliśmy poświęcenie obecnego Tuwimowi. Czy ktoś z państwa chciałby zainicjować taki cykl?
Mnie od listopada po głowie chodzi wyłącznie „Śmierć Prezydenta”, do którego to wiersza Jacek Ostaszewski napisał kapitalną muzykę. Nie chciałbym jednak rozpoczynać w tak minorowo-podniosłym tonie.
No dzìęki.

Nie mam pomysłu na nowy cykl, więc każdy zaakceptuję.
Powyższy wierszyk też jest ładny, choć jest to krytyka kobiecego gadania. Ale dlaczego tylko kobiety się o gadulstwo oskarża? Ja kiedyś w domu nie mogłam się skupić np. nad książką… Ale to minęło gdy zostałam sama…
Ej no, dziewczęta, nie obrażajcie się! Nie twierdzę, że słowotok to przypadłość wyłącznie damska, zresztą nawiązałem na początku do przypadku BB, który zdecydowanie damą nie jest. Chciałem właśnie powiedzieć, że słowotoczność jest niezależna ani od płci, ani od relacji z odbiorcą strumienia…
Ja się nie obrażam… może dlatego, że jestem gadułą



Mogę nawijać godzinami, a szczególnie jak mi podpasuje temat
Ale też prawda, że potrafię też słuchać. Mogę być również „odbiorcą strumienia”. Wszystko zależy od okoliczności…
Dobry wieczór. Wreszcie mogłem. Praca. Potem goście. I tak dalej, i tym podobne. Uf.
Dobranocka jeszcze piętro niżej!
Mnie ten żart się wydaje jednak poważny dość.
Przerywanie – lub niedawanie dojść do słowa – to straszne w sumie. Człowiek, od którego oczekuje się dialogu, ale jednocześnie się go uniemożliwia, jest w kropce.
Może milczeć, ale wtedy raz, że to będzie monolog [edit: tzn. monolog rozmówcy], a dwa, że milczenie oznacza brak sprzeciwu, czyli praktycznie zgodę.
Można mówić swoje, ale wtedy ani my, ani rozmówca – też mówiący swoje – niczego nie usłyszymy. Wartość komunikacyjna: zero.
Można starać się przekrzyczeć rozmówcę, ale wtedy to zaproszenie do eskalacji głośności, albo pretekst dla rozmówcy, żeby ocenił nas jako chama ostatniego.
Nie ma dobrego wyjścia. I niestety znam to z praktyki.
Mistrzu Q, z każdej sytuacji są dwa wyjścia (nie tylko jedno), ale nie zawsze są nam wygodne.



Zawsze można powiedzieć „dość, już to mówiłeś/łaś, a nie rozmawiasz z kretynem, który od pierwszego kopa nie zrozumie”
Milczenie nie zawsze oznacza zgodę, a czasami jest sprzeciwem. Dużo zależy od mowy ciała i mimiki. Można pokazać sprzeciw bez słów…
Krzyki niczego nie załatwią. To pewne. Krzycząc pokazujemy niepewność swoich racji i pewnego rodzaju niewydolność. Krzyk ma dodać nam odwagi, pokryć wahanie i zdenerwowanie. I faktycznie, nie pomaga w nawiązaniu konstruktywnej rozmowy. Często w zdenerwowaniu padają słowa, których się potem żałuje. Nie pomaga to w nawiązaniu porozumienia. A cofnąć się tego nie da. Raz wypowiedziane nie może być wymazane… im ich więcej, tym trudniejsze jest porozumienie…
To tak w skrócie…
Błagam, niech ktoś wejdzie z Tuwimem, zanim wszyscy się zasmucą albo na mnie pogniewają!
Żeby nie było, ja się nie gniewam. Ale refleksja faktycznie niewesoła. Ale uważam, że absolutnie potrzebna!
Ależ ja też się nie gniewam. Wierszyk jest ładny i dowcipny. Chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt, że niektóre cechy przypisuje się płci, a to przecież tak nie jest. Np. gadatliwość, obmowa, nieumiejętność prowadzenia samochodu itd., to cechy przypisane kobietom. Natomiast pijaństwo, niewierność… to mężczyźni. Ale znane są przypadki całkiem odwrotne.
Ale się rozgadałam…
A oczywiście, znam gadułów obojga płci, w różnym wieku etc.
Ale przypomniał mi się dowcip, który widziałem niedawno na Joemonsterze:
– Kogo bardziej słuchasz, Jasiu: mamę czy tatę?
– Mamę
– Bardziej ją kochasz?
– Nie, więcej mówi
Oczywiście przypisujący gadulstwo kobietom, ale ileż dowcipów jest opartych na stereotypach…
ha
ha
ha
Pijaństwo specjalność mężczyzn – zgoda , ale niewierność ? A z kim to flirtują panowie , sami z sobą, czy z kobietami ? Tu bilans musi się zerować Bożenko , nie można fałszować faktów
Dzień dobry




Ale ja rozumiem to w inny sposób. Jeśli ktoś chce rozładować emocje krzycząc, to niech krzyczy, ale niech nie żąda wyjaśnień. Ale jeśli chce wyjaśnień, to niech do cholery posłucha co ta druga strona ma do powiedzenia. To chyba logiczne i proste 
Mnie pięterko pasuje i nie mam zamiaru na nikogo się obrażać
Co do słowotoku… faktem jest, że to nie tylko kobieca przypadłość. Ja mam szczęście. Mój małżonek nie jest gadatliwy. Ale jak już coś powie…! Milczący sprzeciw jest trudniejszy do zwalczenia. Bo nie zawsze milczenie oznacza zgodę. Co widać, niekoniecznie słychać i czuć
Przerywanie na pewno zdrowe nie jest, ale od czasu do czasu nie zaszkodzi
Kiedyś dyrektor szpitala zadzwoniła na centralę i trafiła na mnie. Darła się, bo ktoś tam, jej zdaniem, zrobił coś nie tak. Co drugie zdanie krzyczała – „Proszę mi wyjaśnić!”, ale do słowa nie dała dojść. Formalny słowotok. Nie wyrobiłam nerwowo i nie patrząc w którym momencie jej przerwałam, rykłam, że albo chce pokrzyczeć, albo chce wyjaśnień. Niech się zdecyduje. Bo skoro chce wyjaśnień, to niech posłucha. Chyba ją zamurowało, bo wydukała tylko – „słucham” i zamilkła. Wyjaśniłam to co było mi wiadome w sprawie. Nawet nie próbowała przerwać…
Potem mówiła mojej mamie (też pracowała w tym szpitalu), że jej córka to „przecholera”…
Logiczne i proste, jak najbardziej. Mimo to zdarzają się osoby, które mimo to zachowują się tak jak dyrektorka z Twojego przykładu. No i właśnie – żeby się przebić już nie z wyjaśnieniem dyskutowanej kwestii, ale z komunikatem dotyczącym samej rozmowy („albo pani krzyczy, albo ja wyjaśniam”), trzeba ryknąć i dostać etykietkę „przecholery” (albo „chama”, jak wcześniej napisałem). Można się, owszem, nie przejmować etykietką…
A patrząc na to z drugiej strony… to czy ta osoba przejmuje się taką etykietką? Czy chociaż raz się zastanowiła jaką sobie wyrabia opinię? Bo z tego co piszesz, to ma to głęboko w d… dużym poważaniu
No, po jakimś czasie, kiedy widać, że nic nie skutkuje, to owszem, ma już w poważaniu…
Dzień dobry
Dawno nie było żadnego święta…
A i wielkanoc za chwilę!
…bry
BB gada do siebie. Nie potrzebuje audytorium. Cały dzień. Odtwarza ścieżki dialogowe z filmów. To się nazywa echolalia odroczone. Albo wydaje onomatopeiczne dźwięki. I zupełnie tego nie kontroluje. Potrafi na naszą uwagę odpowiedzieć „wcale nie gadam”, i na tym samym wydechu kontynuować wcześniejszy występ.
Kuba z echolaliami ma podobnie. Plus coś w rodzaju śpiewo-pomrukiwania, jak ma dobry humor.
Razem biorąc: wygląda to tak, jakby cały dzień były włączone dwa radia, każde na innej stacji.
A teraz z godnością udam się do Gieni po coś ciepłego do picia.
O, tak! Tego mi było potrzeba

A może ciasteczko?
Z przyjemnością!
Lubię ciszę. Męczy mnie słuchanie słowotoku. Chyba oszalałbym z bezsilności w takiej sytuacji w jakiej Ty jesteś.
Hm. A nie da się przywyknąć? I czy da się spośród tego słowotoku (tych słowotoków) wychwycić ewentualne elementy istotne (tzn. jak któryś z chłopaków ma coś istotnego do powiedzenia w odróżnieniu od odtwarzania ścieżki dźwiękowej)?
Poza tym mam wrażenie że to „wcale nie gadam” może być istotną informacją nt. umysłu BB w ogóle – on tego nie traktuje jako mówienia w sensie komunikacji, albo nie rozróżnia między myśleniem po cichu, w głowie, i na głos.
Nie da się przywyknąć.
Nie – w słowotoku nie występują elementy istotne. Elementy istotne występują niezależnie, artykułowane w sposób świadomy i podlegają ogólnym zasadom konwersacji.
Ależ oczywiście. On tego nie uważa za mówienie. Tylko problem w tym, że nie kontroluje czynności GŁOŚNEGO myślenia. On często nie zauważa, że się produkuje dźwiękowo, dlatego nie ma szans na opanowanie tego. Natomiast, co ciekawe, potrafi się kontrolować, kiedy mu zależy, na przykład kiedy jest w towarzystwie Albo w szkole. Tylko potem musi to odreagować, więc powrót do domu z imprezy rodzinnej to jest masakra totalna.
W sumie – wyprowadzając oczywistą uciążliwość przed nawias – to fascynujące. Aczkolwiek zdanie „potrafi się kontrolować, kiedy mu zależy, na przykład kiedy jest w towarzystwie Albo w szkole” sugeruje, że jednak się da. Ale: jeżeli nie zauważa, że się produkuje dźwiękowo, to może jakiś nienachalny tłumik, w sensie, nie wiem, maseczki na usta (jeżeli założonej nie wprost w celu tłumienia, to może chociaż pod pretekstem walki ze smogiem?) coś by dał?
Przypuszczam, że wątpię.
Ukratek się nie odzywa, czyżby się obraził na nasze uwago? Oj, ta moja niewyparzona gęba… Ale przecież to nie była krytyka dotycząca Jego. Stwierdziłam tylko fakt…
Dzień dobry. Jakże prawdziwy wiersz w niektórych przypadkach.
Dobrze, że dodałeś że w niektórych przypadkach….
Dzień dobry. Ależ laba dzisiaj!
…i słoneczko świeci…
A nie, tu nie. Ale mimo to dość przyjemnie.
Witajcie!
Ależ skąd, wcale się nie pogniewałem, tylko rodzinka od rana pognała mnie na roboty do teściowej, nie miałem nawet czasu komputera włączyć. Ot, życie…
Cieszę się
Dzień dobry
Ma być powyżej zera… ale to dopiero we środę 
A do nas idzie ocieplenie
No jak czytam, co tam się dzieje – w Nowej Anglii, nad Atlantykiem i samą kanadyjską granicą padają jakieś rekordy zimna, ma spaść 30 cm śniegu i w ogóle sceny jak z filmu katastroficznego, to o Was też się zaczynam martwić.
O, tu o tym piszą. Media niby żyją z takich doniesień, ale fakty wyglądają groźnie:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,22857435,stany-zjednoczone-pod-sniegiem-obawy-przed-bombogeneza.html
To że jest pierońsko zimno, to fakt. Byliśmy dziś może z pół godziny w parku i zmarzliśmy na kość.Ale jak się chciało obcykać bieliki… trudno mieć pretensje

Wczoraj w telewizorni mówili o jednej parze. Pokłócili się i on spakował jej manatki i odwiózł do rodziców. Przy okazji zapakował ich psa w klatkę i zostawił na werandzie. Biedna psina zamarzła

Zaaresztowali oboje. Teraz on mówi, że poinformował ją o zostawionym psie, ona mówi, że to nie prawda. Nic nie wiedziała. Obydwojgu grozi więzienie. I bardzo dobrze. Chcą się kłócić – ich sprawa, ale o zwierzaka zadbać trzeba! I tylko psiny szkoda
Z tym psem to już skandal!
Też mnie to oburza, co im ten pies zawinił?!
Też uważam, że to skandal i mnie też to oburza. Jak można zostawić psiaka przyzwyczajonego do ciepła na takim mrozie?!!! Mam nadzieję, że zostaną porządnie ukarani. Chociaż pieskowi to i tak życie nie zwróci…
Wierzyć się nie chce. Dochodzi godzina 16-ta i robi się dopiero szaro. W grudniu było już o tym czasie ciemno, ale dzień jest dłuższy prawie o 15 minut
Czekaj, a to nie ma również związku ze zmianą czasu?
No, od grudnia to zmiany czasu nie było…
Mnie chodziło, że w ogóle po południu. Która to by była, gdyby nie było zmiany czasu – godzinę później?
Dwa tygodnie temu, szarzeć się zaczynało już po godzinie 15.
Wybywam na popołudnie – będziemy nagrywać szopkę 🙂
Już się jej doczekać nie mogę
Ja też. Samo czytanie tekstu nie daje takiego efektu jak oglądanie szopki i słuchanie. Mam nadzieję, że już wkrótce…
Też mam taką nadzieję
Najwyższy czas 🙂
Zaraz wybywamy na imprezę urodzinową do niejakiego Szypra
dam znać, jak wrócę!
A tymczasem idę spać, dobranoc
Zważywszy Ukratku, iż te wierszyki powstały przed perypetiami Jo, ciekawe, któż to Cię tak do głosu nie dopuszczał?
Hihi! A skąd domniemanie, że to wątek autobiograficzny?
Punkt dla Ciebie 😉
Wiersz rewelacyjnie poprawił mi humor, gratuluję Autorowi.
Tuwim mało znany, czemu nie?
„Co się tam dzieje w mej głowie:
Pędy, zapędy, ognie, ogniwa,
Wesoło w czubie i w piętach,
A najweselej na skrętach!”
No popatrz – a wydawałoby się, że stan wesołości na skrętach, to znacznie późniejszy wynalazek…
To przez tę kawę u Was, codziennie pijam, poprawiam własną i też czuję się uzależniona niczym Tuwim od skrętów.
Za zdrowie Szypra! Tymczasem na dobranoc Pat Metheny w interpretacji „Brzmienia ciszy: (chyba już pora na ciszę?)
Dobrej i cichej!

Dzień dobry
Coś mi dziś w nocy nie dawało spać…
Dzień dobry.

Podam dyskretnie śniadanie: kto przychodzi, bierze co chce.
Ja poproszę tylko o kawę
Dziękuję, od razu lepiej 
Witajcie!
Cooo? Już nic nie ma?!? 
Niech żyje dyskrecja!
Ja wszystkiego nie wypiłam
Dzień dobry

Dziś wraca nasz synek po dwutygodniowym pobycie w Portland.
Mam nadzieję, że przed burzą zdąży. Ma padać popołudniu, a jego samolot przylatuje planowo o 12:23…
Przyjemności życzę, a ja się ulatniam na jakieś 3 godziny
Dziękuję
Zawsze się denerwuję, gdy moje dzieci latają samolotami. Bardzo tego nie lubię… ale też rozumiem, że to bezpieczniejszy i szybszy sposób przemieszczania się 
Uspokoję się dopiero, gdy synek będzie w domu…
Przykład rozmowy małżeńskiej : Ha! zdradziłaś mnie ! Wrzasnął mąż widząc żonę w objęciach kochanka … Zdradziłaś mnie z moim podwładnym ! Nie mogłaś tego zrobić z moim przełożonym , żebym i ja z tego coś miał ??? Hę ??

Ktoś tu mówił o piciu?

Jako pijak ewangeliczny nie mogę odmówić siostrze Jo towarzyszenia przy spełnianiu toastu np. za zdrowie – Trzech Króli

Nie uchodzi odmawiać! Absolutnie!
A ja dzisiaj tak… delikatnie. Po wczorajszym.
Ciśnienie spada i głowa mnie ciśnie… może to dobry sposób na wyrównanie?

Także dołączę z chętnością
Dzień dobry. Z imprezy wróciłem b. późno i w stanie dalekim od używalności, a dzisiaj najpierw spałem, a potem musiałem jeszcze pojechać w jedno miejsce w trybie pilnym, dlatego jestem dopiero teraz. W każdym razie dzięki wypraktykowanym sposobom syndrom dnia następnego dotyczy mnie w stopniu ograniczonym. Jeżeli pobędę z przerwami, to dlatego, że komputer być może będzie przechodził z rąk do rąk.
Oj, musiało być ostro…
No właśnie ostro nie, ale dużo. No i w cywilizowany sposób raczej.
Nie posądzałabym Cię o niecywilizowane picie
Powtórzę za Bożenką… musiało być ostro…

Zdrówka życzę
A przyda mu się po takiej nocce
A dziękuję 🙂
Jeśli Quackie po biesiadzie trafił do własnego domu , to nie mogło być ostro . Mój przykład : Po ostrym spotkaniu , miałem jechać z Warszawy do Krakowa , a oprzytomniałem koło Poznania i dopiero wtedy był problem z połączeniem na pilne krakowskie spotkanie.
Och. To znaczy, że żeby było ostro, to musiałbym się ocknąć, dajmy na to, na promie do Karlskrony?
No właśnie … Było by co opowiadać !!!
Jest nawet o tym piosenka!
Brawo ! Z przyjemnością przypomniałem sobie to wykonanie przez pana Gołasa i mam taką refleksję : Co się dzieje w kulturze , że nie widać na rynku następców piosenkarzy, satyryków , których znajdujemy w dawnych nagraniach ?
Niestety, oglądając dzisiejsze kabarety, nie wiadomo w którym miejscu się śmiać 😉
Faktycznie … Nędzne teksty , a niby śmieszne ubiory , budzą raczej politowanie . Bo jak można liczyć na śmiech z przekrzywionej na łbie aktora czapki ?
Otóż każde pokolenie ma swoich idoli, jak sądzę, w kwestii rozrywki również. Dzisiaj są inne kabarety, a że nie tak wyrafinowane jak kiedyś… To kwestia większej podaży i schlebiania gustom większości. Kiedyś również cenzura wymuszała większe ograniczenia, a co za tym często idzie – również artyzm (chociaż niekoniecznie).
A przecież cały czas działają pod innymi szyldami artyści kabaretu „Potem”, jednego z nielicznych wysoko trzymających poprzeczkę. Działa nieco może hermetyczna i nie taka jak kiedyś krakowska Piwnica pod Baranami. Są pojedyncze osoby i nieliczne grupy.
Jutro z rana zaczynam tydzień lekarzem, więc pójdę teraz spać.
Dobranoc.
Spokojnej!
Ja też już się pożegnam, bo ubiegłej nocy niewiele spałam. Dobranoc
Spokojnej również.
Dobranocka.
Dzisiaj spokojna i wyważona. Leonard Cohen i „I’m Your Man”. Ten niski głos niemalże hipnotyzuje. Reszta w tle, ale zacnym. Takie mruczando do snu.
Snów regenerujących przed początkiem tygodnia.
Wróciłem z wycieczki do Cieszyna – trochę ruchu w małym i sennym miasteczku, w zastępstwie protestującej w permanencji pani Gabrieli…
Ale co w zastępstwie? Wycieczka czy trochę ruchu?
Gabrieli dzisiaj nie było na cieszyńskim rynku – w zastępstwie byliśmy my
A, teraz wszystko jasne.
Już po dobranocce. Pora spać 🙂

Dzień dobry
Nareszcie przymroziło 
Witajcie!
Ta Wielkopolska to jest jakaś inna… Tu mamy mieć coś pomiędzy +3 a +4…
A tu ma dojść do +2, podobnie jak np. w Warszawie.
Dybry. U mnie -7. Młody zdegustowany. Starszego mąż odwozi, to im obu rybka. A ja szybką herbę i gnam do lekarza (z wątpliwymi co do jakości wynikami, cholercia).

Dzień dobry względnie. Zobaczymy, jak się rozwinie i w co.
Dzień dobry. Niedobry.
A właśnie, że dobry! Lekki mrozik, wszędzie od niego biało, ale niedługo, bo słońce wszystko roztopi
Tak trzymać, Bożenko! Walczmy o optymizm!
… [to były tak brzydkie słowa, że nie wypada]

O to chodzi. Tu się na razie rozwija powoli, ale w dobrym kierunku. Słów brzydkich na razie nie było potrzeby ani okazji używać.
Dzień dobry
Tak gdzieś koło środy ma nastąpić kulminacja i ma być nawet powyżej zera… trochę odetchniemy od mrozu 
A u mnie małymi kroczkami idzie ocieplenie
Czyjego zera? Bo Fahrenheity są trochę różne od Celsjuszów?;-)
Mirka mieszka w kraju Fahrenheitów, ale, o ile mi wiadomo, używa Celsjuszy. Zresztą chyba większość ludzi wychowanych na Celsjuszach tak ma – w końcu zamarzanie wody jest dość istotnym wydarzeniem z praktycznego punktu widzenia, a znów pamiętać, że to się dzieje poniżej 32 stopni Fahrenheita, jak się już nauczyło, że poniżej zera Celsjusza – nie bardzo.
Chyba nigdy bym się nie przyzwyczaiła do tych Fahrenheitów. To bardzo niepraktyczne.
Właśnie to kwestia przyzwyczajenia. W sumie jedynym charakterystycznym punktem w skali F., jaki mi przychodzi do głowy, jest początek gorączki u człowieka (znaczy już powoli porządnej gorączki, nie stanu podgorączkowego) – 100 stopni F = 37,78 stopni C. Ale już ani topnienie lodu, ani wrzenie wody nie są tak charakterystyczne.
Jeszcze była w Europie skala Reaumura, ale akurat dość prosta – Zero Celsjusza to zero Reaumura, a 100 stopni Celsjusza to 80 stopni Reaumura, więc się przelicza x 0,8.
No ten Reaumur byłby bardziej do przyjęcia.
Do biedy, prawda? Póki co, przyzwyczaiłem się do Celsjuszy i dobrze mi z tym.
A pamiętacie, że Fahrenheit był Gdańszczaninem?
Oczywiście. Ale ze skalą to mu akurat nie wyszło, moim skromnym zdaniem
Za to z termometrami wyszło – żaden elektroniczny się nie umywa do rtęciowego w praktyce domowej 😀
Święta prawda. Niby rtęciowy idzie oszukać, np. kubkiem herbaty, ale za to nie poda 3 różnych wyników w 3 kolejnych próbach, jak się zdarza elektronicznym gadżetom.
A teraz ja się wybieram do lekarza, po powrocie się zamelduję.
Pomyślności!
Wróciłam
Sądząc po uśmiechu – wszystko jest na najlepszej drodze?
Nie narzekam
Sądząc po uśmiechu – lekarz był miły i przystojny… 😉
To była lekarka, ale też miła
Co pani dolega ? Pyta lekarz … Panie doktorze , jak się schylam , to boli mnie w plecach . Proszę pani , to proszę się nie schylać i nie będzie bolało … Proszę następnego pacjenta …
– Panie doktorze, mam potworny katar, kicham co parę minut. A co to mi pan przepisuje, tak bez badania?
– Środek przeczyszczający. Niech no pan tylko spróbuje po nim kichnąć!
Kontrolna wizyta ciężarnej u ginekologa:
– Ojciec będzie przy porodzie?
– Nie sadzę, nie przepada za moim mężem.
Nie znałem i kwikłem
Z konieczności się już pożegnam.

Och. Jak będzie lepiej, daj znać, co i jak. A na razie spokojnej.
Jeszcze nie fajrant, ale przerwa, bo zacznę dziobać nosem w klawiaturę.
A ja też się już pożegnam, dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Dzisiaj powrót do muzyki filmowej. Hanz Zimmer i temat z „Rain Mana”. Spokojny, a mimo to pod spodem mocarny. Charakterystyczny.
Snów spokojnych, a pod spodem…
Ciii! Co pod spodem, tego nie widać.

Nawet w świetle naszej lampki…
…bry
A Rainmana nie jestem w stanie oglądać. Tak od 20 lat. Genialnie zagrany.
Komu kawa? Komu herbata?

Herbatkujemy z rana. Chętnie zapisałbym się dzisiaj do Klubu Okupantów Łóżka.
Ja też. A tu pobudka o 6 i koniec spania.
Jak muszę się zrywać, bo lekarz czy coś tam, to jestem nieprzytomna. A jak mogłabym spać do południa, to o szóstej już jestem na nogach i to wyspana.
Zwariować można.
A ja kaaawę poproszę…
Dzień dobry. Wieje i lekki mrozik. Ciekawe jak to się rozwinie…
Dzień dobry
Ale mi się dziś dobrze spało 
Witajcie!
Klub Okupantów Łóżka Dalekich Realnym Ambarasom – dobra myśl! Byle się tylko Petru nie dowiedział
Ja też się dzisiaj chętnie do tego klubu zapiszę.
Oby się Petru nie dowiedział, bo założy klub „Okupanci Petru”
A niech se zakłada. Dopóki nie ma obowiązku uczestniczenia, to niech sobie każdy zakłada, co tam chce. Oby nie za publiczne pieniądze.
Chciałem tylko nieśmiało zauważyć, że dzieci mówią koudra
…albo kordła 😉
To jest niebezpieczne. My sobie z Piterem różne rzeczy mówimy niegramatycznie, dla jaj, ale złapałam się (nas?) na tym, że za często i publicznie. I o ile my wiemy, że to żart, to przypadkowe otoczenie różnie reaguje, więc teraz bardziej się kontrolujemy.
No i chłopaki nie łapią dowcipu. I potem trzeba im wszystko tłumaczyć i odkręcać, co na ogół kończy się pełnym dezaprobaty pytaniem: „Skoro WIESZ, że to jest nieprawidłowe, to PO CO tak mówisz?”.
Informację, że to zabawne, kwitują prostym: „Głupie, nie zabawne.” I weź tu człowieku miej rozrywkę.
Myślę, że przy chłopcach uważałabym na żarty, bo mogą ich nie zrozumieć i w dobrej wierze je powtarzać przy innych. Mogą się tym ośmieszyć.
Ale w ogóle SĄ rzeczy, które chłopaki uznają za zabawne? Tylko takie przekręcanki do nich nie należą?
jak ONI przekręcają, to przekręcanki są arcyzabawne…
Hmm, jakbym to już kiedyś czytał.
Mają to po dziadku?
Ja tylko myślałem, że również ten skrót jakoś rozwiniesz
Dzień dobry nieco nieprzytomne. Właściwie to dla komfortu psychicznego powinienem zrobić sobie dzisiaj dzień przerwy w pracy, ale nie ma mowy, terminy takie, że trzeba zasuwać.
OK
Czy można pomylić termin wizyty u lekarza, na którym człowiek dowie się, czy mu się uaktywnił toczeń?
OCZYWIŚCIE, że można.
Całe szczęście, że postanowiłam zrobić porządek w ubiegłorocznym kalendarzu.
LECĘ!!!
(bo że nie jutro, tylko za półtorej godziny)
Leć nisko i powoli!
I wracaj z dobrą wiadomością…
No więc uciekłam z karetki z ostrym atakiem astmy oskrzelowej…
I w efekcie nie byłaś u lekarza?
No BYŁAM. Dostałam takiego pięknego ataku w gabinecie, że mnie chciał wpakować do karetki i wysłać do szpitala. Ale uciekłam.
Jedzie!

Kto taki?
Kurier z przesyłką:-)
Naprawdę nie było sensu zamawiać mniej niż 18 butelek w tym sklepie:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.vins-etonnants.com
No naprawdę:-)
ps. Jestem cały w strachu czy przesyłka dojedzie nienaruszona..
Przeniosłeś się do Ennery?
Nie przeniosłem się. Śledzę trasę przesyłki praktycznie online. W tym momencie jest w Ennery a jedzie do Polski.
To jak dojedzie, to robimy u ciebie zlot Wyspiarzy?
Będę musiał zwiększyć ewentualne dostawy..
Co tam, każdy przyjedzie z flachą i wystarczy
Słusznie. Nie ma co się rozdrabniać.
Wiedziałem, że będą słowa poparcia ze strony niezawodnych w tym przypadku przyjaciół
Zastrzeżenie „w tym przypadku” było co najmniej nieuprzejme!
Trafiłem na ciekawy artykuł o neuroróżnorodności – może was zainteresuje.
Ciekawe, ale zbyt długie.
Wspaniała rzecz. Idealne podsumowanie niepokojów, które mnie też trapią. Wydawało mi się, że jestem neurotypowy, ale teraz już nie jestem tego taki pewien. Bożenko, moim zdaniem jeden z najważniejszych fragmentów tego tekstu to: „Rezultatem [stosowania kodeksów „mowy nieobrażającej nikogo” na amerykańskich uczelniach] jest “kultura rozpieszczania”, w której administratorzy dają priorytet domniemanej superwrażliwości słuchających przed prawami do komunikowania się osoby mówiącej.”
Uuuff. Fajrant. Przerwa.
To fajrant czy przerwa?
Zanim dojdziemy do dwustu komentarzy pod błahym wierszykiem, zapraszam na inaugurację Roku Tuwima – piętro wyżej
No to ja jeszcze tu się pożegnam. Dobranoc
Spokojnej. To ja też jeszcze tutaj zaraz wstawię dobranockę. A piętro wyżej, do Tuwima, to już jutro.
Dobranocka o tym, żeby się nie poddawać.
I snów o tym samym.
Zatem z dumnie uniesioną tarczą, nieco tylko rozbrojony, udaję się spać. Ostatecznie Morfeuszowi czasem warto się poddać…
