« 2018 tuż tuż! Mów do mnie jeszcze... »

Lajkonik i zmiana dystansu

Pan Ignacy Lajkonik po raz kolejny zaparkował samochód na podwórzu gospodarstwa pani Moniki. Po raz kolejny, bo tak się złożyło, że przez kilka ostatnich miesięcy często podróżował między swoim blokiem, a domem siostry: a to zawoził większą ilość dietetycznej karmy dla Pciucha, który ostatnimi czasy roztył się był całkiem niezdrowo, a z kolei w sklepie zoologicznym niedaleko mieszkania pana Ignacego ogłoszono promocję na tę karmę, a to przywoził większą ilość słoików z zaprawami – znakomitymi śliwkowymi powidłami, konfiturą z dzikiej róży oraz dżemami z malin i truskawek. Niestety truskawki antygrawitacyjne po kilku latach od odkrycia straciły swoje szczególne właściwości, a szkoda, bo wożenie słoików dżemu z takich owoców było bardzo łatwe, lekkie i przyjemne. Właściwie można je było transportować nawet rowerem.

Na miejscu słoiki były rozdysponowywane między bliższą (pani Chandra, Karol i Paulina), a czasem, przy urodzaju, nawet dalszą (kuzynka Euforia) rodzinę, przy czym pan Lajkonik w miarę możności nie zapominał również o przyjaciołach. Obdarowany słoiczkiem malinowego dżemu pan Modest, owocowo-warzywny fachowiec w każdym calu („Ja już, panie Ignacy, dwadzieścia siedem lat tym towarem handluję!”) po skosztowaniu nie krył zachwytu i zapowiedział, że zrewanżuje się panu Lajkonikowi – i pani Monice – czymś równie dobrym, lecz żeby nie psuć niespodzianki, nie powiedział, czym mianowicie.

Poza słoikami z zawartością lub bez (bo przecież w odwrotną stronę jechały puste) panu Ignacemu zdarzało się tego roku wozić również narzędzia pana Tadeusza – popsute do serwisu w mieście, a kiedy okazywało się, że niektóre z nich nie nadają się do naprawy – nowe ze sklepów w mieście, no i oczywiście parę razy przyjechać do pani Moniki bez ładunku. Dla przyjemności, jak zwykle.

Żeby jednak nie było za różowo, było w tym jeżdżeniu coś, co się panu Lajkonikowi nie podobało. To znaczy efekty były jak najbardziej pozytywne, ale dlaczego tak się działo – tego nikt nie wiedział. Otóż pan Ignacy, człowiek w pewnych sprawach skrupulatny, zapisywał sobie przebiegi na kolejnych trasach, zresztą w jak najbardziej praktycznym celu: dzielił potem liczbę zatankowanych litrów paliwa przez liczbę przejechanych między tankowaniami kilometrów i już wiedział, ile pali jego samochód. W nowszych modelach takie wyliczenia prowadził komputer pokładowy, ale auto pana Lajkonika nie należało do nowszych, a prawdę mówiąc, niewiele brakowało, żeby zostało uznane za zabytek i otrzymało żółte tablice rejestracyjne. Dlatego też właściciel sprawdzał spalanie ręcznie.

Tymczasem z wyliczeń wynikało, że stopniowo ono maleje, a właściwie to inaczej: spalanie utrzymywało się na tym samym poziomie, ale malała… odległość, jaką przejeżdżał za każdym razem pan Ignacy. No, może nie za każdym, ale co pewien czas droga robiła się wyraźnie krótsza. Co w tym dziwnego, zapytacie? Przecież przez cały czas buduje się autostrady, drogi ekspresowe, obwodnice miast i miasteczek – i podróże są coraz krótsze. Otóż nic z tych rzeczy! Pan Lajkonik jeździł przez cały czas, opisywany w tym opowiadaniu, tą samą drogą, na której od lat nie zaszła żadna zmiana, ani na lepsze, ani na gorsze. W zasadzie pan Ignacy nie miał powodów do zmartwienia, wszak za każdym razem tankowanie starczało mu na dłużej… a jednak sytuacja ta gnębiła go nieco, ponieważ jako człowiek dociekliwy lubił rozumieć, co się z nim dzieje i dlaczego.

Pewnego jesiennego dnia pan Lajkonik zabawił jednak u siostry nieco dłużej, bo też i znakomicie mu się siedziało i gadało z Moniką i Tadeuszem, przy aromatyzowanej zielonej herbacie. W związku z tym wyjechał od nich tuż przed północą, czego na ogół nie robił, ponieważ wolał jeździć przy świetle dziennym. Widoczność, bezpieczeństwo i takie tam. Ponieważ jednak pogoda wydawała się sprzyjająca, tym razem nie martwił się zbytnio późną porą. Włączył sobie ulubioną składankę przebojów z lat osiemdziesiątych i ruszył raźno do domu. Ujechał może kilkanaście kilometrów, kiedy drogę zagrodziła mu duża tablica ze znakiem A-14 „Roboty drogowe” i napisem: „Budujemy dla nas. Dziękujemy za cierpliwość.” Pan Ignacy przeszedłby nad tym do porządku dziennego i grzecznie podporządkował się znakom, lecz ponieważ był wyczulony na niuanse językowe, zaintrygował go napis, który – według jego pamięci – zwykle brzmiał „Budujemy dla WAS.” Zatrzymawszy się na poboczu, wysiadł z samochodu i zaczął bacznie obserwować robotników.

Dziwni to byli robotnicy, oj, dziwni. Po pierwsze, poruszali się tak, jakby bardzo się śpieszyli, a nie wolno, z rozwagą i częstymi przerwami, a to na posiłek, a to na papierosa (co pan Lajkonik zaobserwował nie raz i nie dwa podczas swoich podróży remontowanymi drogami krajowymi). Po drugie, przy tej robocie podśpiewywali. Pan Ignacy nadstawił uszu na znajomą melodię, oczekując jakichś bezeceństw, w celach wyłącznie badawczych, ma się rozumieć, ale zamiast tekstu wulgarnego lub choćby sprośnego, usłyszał ze wszech miar kulturalny. A nawet kulturowy! „Czy Nieznośną lekkość bytu/ Adaptował Inarritu/ Ależ owszem, czemu nie, jemu też należy się!” śpiewali robotnicy, a arytmetyczny ciąg dalszy pan Lajkonik już znał. Po trzecie wreszcie, robili coś dziwnego: wycinali wielkimi tarczowymi piłami potężne płaty drogi i odkładali je na pobocze, skąd ładowano je na ciężarówki i wywożono. Po chwili wycinanie się skończyło i zaczęło naciąganie: do dwóch brzegów drogi po obu stronach wyciętego kawałka przyczepiano liny i dwa ciągniki powoli, powolutku, żeby nie urwać, ruszyły ku sobie, aż wycięte brzegi się spotkały.

Pan Ignacy obserwował tę krzątaninę z rosnącym osłupieniem, której jednak przeszło w irytację. Energicznym krokiem ruszył w kierunku starszego pana, który wydawał się nadzorować całość robót.
– Dobry wieczór. Co się tu wyprawia?
Kierownik najpierw bacznie obejrzał pana Lajkonika od stóp do głów, po czym zapytał nieufnie:
– A pan to kto? Inspektor z Głównej Dyrekcji?
– Nie, proszę pana, zatroskany obywatel! Jeżdżę tą drogą dość często i teraz już rozumiem, dlaczego odległość mi się skraca. Ładnie to tak, zabierać drogę innym?
– Ależ! Skoro się panu skraca, to chyba dobrze? – zapytał chytrze kierownik.
– Może i dobrze, ale wolałbym wiedzieć, kto, co i dlaczego! – zagrzmiał pan Ignacy, zdenerwowany, że rozmówca tak go podszedł.
– Panie szanowny, spokojnie – łagodził kierownik. – Już mówię, otóż te kawałki, co pan widzi, nie znikają w siódmym wymiarze (tu pan Lajkonik łypnął na niego podejrzliwie), ani nie są sprzedawane na aukcjach jako kawałki autostrady biegnącej wzdłuż Muru Berlińskiego, tak, wiem, że takiej nie było, ale nie takie rzeczy się sprzedają na aukcjach. Z tych kawałków, proszę pana, układamy drogę do naszej wsi. Niby zaledwie dwadzieścia kilometrów w bok od krajówki, a to, panie kochany, polna droga, dziewiętnasty wiek. Trochę popada albo posypie i najwyżej traktorem pan przejedzie, bo zwykłym osobowym strach!
– Hm – mruknął pan Ignacy, nie dość jeszcze udobruchany. – Ale takimi inwestycjami to się chyba zajmują różne Zarządy Dróg i Inwestycji, o ile mi wiadomo?
– Ha! I tu pana mam! – zawołał triumfalnie jego rozmówca, po czym zniżył głos do konfidencjonalnego szeptu:
– Dwa lata temu drogę do naszej wsi wpisano do planu inwestycji w gminie. Już się cieszyliśmy, że w styczniu, najdalej w marcu zaczną ją kłaść i nareszcie człowiek będzie miał łączność ze światem, a tu… – kierownik zmełł w ustach nieprzystojne słowo, przeżuł i wypluł. – Wie pan, że dwie wsie dalej mieszka ten… Ktoś Ważny?
Pan Lajkonik delikatnie pacnął się dłonią w czoło. – No pewnie! Przecież widziałem w gazecie zdjęcia domu i gospodarstwa tego Kogoś i nawet się dziwiłem, że to tak blisko siostry, a nic wcześniej nie słyszałem.
Kierownik tylko machnął ręką – Niewielu słyszało, przynajmniej dopóki służbowe auto Kogoś Ważnego nie miało stłuczki tu niedaleko. No ale stłuczka stłuczką, a co z naszą drogą, jak pan myśli? Już po minie widzę, że pan domyślny. Tak jest, nasza droga wypadła z planu, za to do Kogoś Ważnego pociągnęli nowiuśką asfaltówkę, z poboczami, słupkami i latarniami. Pan wie, jaka za przeproszeniem cholera nas trzasnęła? No to nie czekaliśmy już dłużej…
– …tylko wzięliście sprawy we własne ręce – dokończył za niego pan Ignacy.
– Otóż to, otóż to – ucieszył się kierownik – Miło mi, że pan rozumie!

Tymczasem ciągniki skończyły ściąganie brzegów drogi i robotnicy pośpiesznie kończyli robotę, zwijali sprzęt oraz słupki. Pan Lajkonik wrócił do samochodu i już po chwili kierownik szarmanckim gestem pokazał, że można jechać. Wyprzedzając kolumnę ciężarówek, ciągników i innych drogowych maszyn, przez uchylone okno dosłyszał, że robotnicy zmienili repertuar. Teraz nie było już mowy o kulturalnych perwersjach, teraz z gardeł płynęła inna, całkiem cenzuralna, a nawet optymistyczna pieśń:
„Róbmy swoje
Bo jeżeli ciut się chce…”
________

Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na madagaskar08.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

189 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Dzień dobry. No to zaczynam nowy rok od powrotu. Po 4 latach i 106 dniach wraca pan Ignacy, może niekoniecznie z hukiem, ale zawsze. Nie obiecuję, że wraca już na stałe, ale kto wie, kto wie – w miarę natchnienia i możliwości autora?

  2. Quackie pisze:

    Aha, teraz oddalam się na pewien czas od komputera, ale oczywiście wrócę jeszcze 🙂

  3. Tetryk56 pisze:

    Z radością witam na Wyspie powróconego pana Ignacego! Świetny początek roku zapowiada przynajmniej na Wyspie rok udany! Pleasure
    Ależ owszem, czemu nie!
    Wyspie też należy się!

  4. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Tekst taki długi, że na spokojnie przeczytam wieczorem. Chyba .

  5. Bożena pisze:

    Witam ponownie Delighted Ja też lekturę zostawię sobie na po obiedzie, bo teraz nie mogę. A ciekawi… Wink

  6. maradag pisze:

    Witam optymistycznie w Nowym Roku!
    Happy-Grin
    Świetny tekst. Nie znałam Pana Ignacego wcześniej, ale już go bardzo lubię i czekam na kolejne opowiastki 🙂

  7. Rena pisze:

    O ja też pana Ignacego nie znałam . Od pierwszego wejrzenia pan Ignacy spodobał mi się okrutnie…Przy bardziej sprzyjających warunkach pozwolę sobie przejrzeć jego życiorys. Musę powiedzieć ,że bez czytania poprzednich odcinków i tak pan Ignacy jest niezwykle interesujący i inspirujący. Happy

  8. Jo. pisze:

    Niestety muszę z lekturą poczekać na kompa. Na telefonie nie cierpię czytać dłuższych tekstów.

  9. Zoe pisze:

    Nie jestem zadowolony z frytek, które robię w frytkownicy. Nie wychodzą takie jak mają być. W poszukiwaniu rozwiązania trafiłem na coś takiego w necie:
    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.kukbuk.com.pl/wiadomosci/czy-wiesz-ze/zrobic-frytki-doskonale/

    Jednym słowem o k..:-)
    Trzeba będzie przetestować następnym razem.

    • Jo. pisze:

      Kocham frytki, ale nie. Są jakieś granice szaleństwa.

    • Quackie pisze:

      O. Nie. No więc obawiam się, że są pewne granice tego, co lubię robić w kuchni.

    • Tetryk56 pisze:

      Zdecydowanie wolę dobrze ugotowane ziemniaki od frytek…

      • Quackie pisze:

        A ja lubię urozmaicenie, a ziemniaki w różnych postaciach oprócz frytek – dobrze ugotowane, ugotowane i odsmażone w talarkach, ugotowane w mundurkach, postne pieczone w piekarniku, pieczone w całości w ognisku, czasem nawet purree…

        • Quackie pisze:

          I jeszcze zapomniałem o bardziej przetworzonych albo kombinowanych potrawach z ziemniaków: plackach ziemniaczanych, kotletach ziemniaczanych (ze zmielonych gotowanych ziemniaków, np. z sosem pieczarkowym – poezja), czy też potrawie, którą jadłem raz na Kielecczyźnie – ziemniakach z grochem i kapustą, omaszczonych grubymi skwarkami z wytopionej tłustej karkówki. Bomba kaloryczno-cholesterolowa, ale pyszna!

      • miral59 pisze:

        Frytki czasami jadam i nawet je lubię, ale jak Ukratek, wolę dobrze ugotowane ziemniaki. Nie jem jedynie tutejszych „mash potato”, czyli puree… jakoś ta mazia mi nie smakuje Crazy

        • Quackie pisze:

          A, bo to też zależy, jak zrobione. Jednolita gładka papka, nie daj Boże z proszku, to faktycznie. Ale dobrze przyprawione, domowe, z odpowiednią omastą…

          • miral59 pisze:

            Próbowałam różne (bo sama nie robię) i jakoś żadne mi nie szło. Distort
            To tak jak z krewetkami. Dla niektórych przysmak, a dla mnie paskudztwo, którego nie jestem w stanie przełknąć Wink Kiedyś moja współpracownica powiedziała, że gdybym częściej jadła i to z dobrymi sosami, to na pewno bym polubiła. Overjoy
            Tylko po co mam się zmuszać? Nie ma obowiązku jedzenia tego, czego się nie lubi…

  10. miral59 pisze:

    Opowiadanie piękne Approve
    Jak miło znowu poczytać o panu Ignacym In Love
    Przeczytałam jednym tchem… o zwijaniu asfaltu na noc słyszałam, ale żeby go naciągać? Overjoy
    Mam nadzieję, że wena Cię nie opuści i pojawią się nowe odcinki Pleasure Czego (z czysto egoistycznych pobudek) Ci życzę Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      A dziękuję 🙂 I owszem, dowcip o podkieleckim Wąchocku, gdzie zwijają asfalt na noc, odgrywał tu jakąś rolę 🙂 Co do weny i nadziei… Zobaczymy.

  11. miral59 pisze:

    U mnie ciągle zimno. Wychodziłam karmić swoje pierzaste i przy okazji spojrzałam na termometr, 23C na minusie. Dobrze, że się wiatr trochę uspokoił, bo odczuwalna byłaby jeszcze niższa Weary
    Muszę też przyznać, że jak pomyślę jaki będzie rachunek za ogrzewanie, to robi mi się gorąco Amazed

  12. Max pisze:

    Ciekawa historia pana Ignacego , który faktycznie odkrył wielką aferę z wycinaniem asfaltu na drodze publicznej do wymoszczenia dojazdu do stodoły jakiemuś sołtysowi .Upraszczam sprawę , ale warto przy okazji wspomnieć , krytykując „słusznie miniony ” Okres ,że w przedwojennej Polsce nie mieliśmy ani ,kilometra dróg asfaltowych . Wszystko zostało wyasfaltowane po wojnie . Mieliśmy ok. dwudziestu kilometrów ” betonki ” z Warszawy do Wyszkowa ,ze względu na obiekty wojskowe wokół Radzymina i to było wszystko . Drogi bite , to tzw. brukowane kocie łby i szuter . Żartuję ,ale cała sprawa z wycinką asfaltu , może zaowocować komisją śledczą … Oj będzie się działo w 2018 roku za sprawką pana Ignacego … Dobry wieczór 🙂 Thinking

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór. Zobaczymy, czy ktoś się zorientuje w tej wycince. I zauważ proszę, że ci robotnicy to lokalni mieszkańcy, wycinający ku wspólnemu pożytkowi, a nie tylko dla korzyści sołtysa Wink1

  13. miral59 pisze:

    Małżonek przed chwilą mnie pytał, kiedy będę latała z tą walizką/plecakiem… jest widno, to mógłby mi zrobić zdjęcia dla upamiętnienia takiego wyczynu… czy on nie jest wredotą? Wink
    Odpowiedziałam, że czas na bieganie z walizką już minął Conceited Overjoy

  14. Ultra pisze:

    Pan Ignacy niech żyje i ze mną się napije z okazji Nowego Roku.
    Nie tak dawno czytałam w prasie, że drogę do domu ważnej osoby poszerzono i zalano asfaltem. Czyżby pan Lajkonik o tym coś wiedział?

  15. Bożena pisze:

    I znów wieczór. Po nieprzespanej nocce, patrzałki moje się kleją… Dobranoc lulu

  16. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Za którą wielkie dzięki się należą Lordowi Wyimaginowanemu, Znalazcy i Dostarczycielowi.

    Jamie Woon, młody zdolny piosenkarz, specjalista od smooth jazzu, nagrał w ramach antologii „dźwięki lat 80′” utwór Petera Gabriela „Sledgehammer”, przy czym nagrał go delikatnie, akustycznie i ograniczając się do gitary i własnego głosu. Czyli na spokojną dobranockę po burzliwym Sylwestrze w sam raz.

    Snów kojących. I wzmacniających.

  17. Tetryk56 pisze:

    Jutro już początek roku roboczego – trzeba iść spać…

  18. Bożena pisze:

    Dzień dobry Hi Pierwszy roboczy dzień… Dosyć świętowania!

  19. Jo. pisze:

    Dzień dobry.
    Giìeniuuuuuuu!
    Koffie

  20. Jo. pisze:

    A gdzie szopka zniknęła?

  21. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ja bym ta jeszcze poświętował, ale już jestem w pracy…

    • Max pisze:

      Definicja „Pracy” : praca , to pokonywanie oporu , na pewnej drodze … Zatem Przyjacielu , wszędzie tam , gdzie mamy pewien opór , na pewnej drodze , który to opór pokonujemy – to wykonujemy pracę . Sprawa jest zagmatwana dla bezrobotnych , którzy codziennie muszą pokonywać drogę do Urzędu Pracy , a według definicji są tylko obibokami . Może w ramach Kodeksu Pracy wliczać do pracy, chociaż czas liczony od momentu zamknięcia drzwi własnego lokum ??. Dzień dobry 🙂 Thinking

  22. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Ja jeszcze nie w pracy, na razie w kolejce do Gieni.

  23. Tetryk56 pisze:

    Po 20-tej zapraszam do Szopki Noworocznej piętro wyżej. Póki nie skończymy filmiku, tekst będzie prywatny i dostępny tylko po zalogowaniu.
    Pozdrawiam współautorkę!

  24. panmodry pisze:

    Uroczy tekst. Styl niepowtarzalny i niemniej uroczy. Bardzom był stęskniony za bohaterem. Cieszę się, że powrócił i mam nadzieję, że zagości tu częściej. Pomysł, wokół którego kręci się opowieść, też uroczy i pełen podtekstów jakże życiowych i dla kraju niemal ponadczasowych, bo ekipy się zmieniają, a prywata nadal króluje.
    Trzymam kciuki za kolejne pomysły.
    Uśmiechy dla sympatycznego Autora i tutejszych bywalców. Tudzież życzenia pomyślności w nowym roku

  25. Quackie pisze:

    To ja jeszcze tutaj – fajrant i przee-erwa.

  26. Bożena pisze:

    Późno się zrobiło, dobranoc kordelka

  27. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj taki madrygalik od harfistki Cecile Corbel. To znaczy dobranocka pod tytułem „Moja dobranocka”. I perełeczka na harfę.

    Snów pełnych nadziei, nawet dla tych, którzy gonią na oparach.

  28. gimi pisze:

    Wspaniały tekst;-) Jak miło, że Pan Ignacy wrócił;)

  29. Zoe pisze:

    Piłem w czasie wigilii wino o rewelacyjnym stosunku ceny do jakości. Ktoś z rodziny przywiózł je z Francji. Znalazłem je tutaj:
    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.vins-etonnants.com/en/ready-to-drink-316/vieille-mule-rouge-2016-6317.html

    CO ROBIĆ??? Jak żyć? Kupować wino za granicą. Trochę się obawiam, że się zniszczy albo jakieś inne kłopoty będą w transporcie. Kupowaliście kiedyś wino za granicą przez internet??

    • Jo. pisze:

      Jeśli sprzedają wysyłkowo, to wiedzą jak to robić bezpiecznie dla wina. Ostatecznie te w naszych sklepach też podróżują.

  30. Tetryk56 pisze:

    W sprawie wina nikogo nie oświecę, ale może lampka…

  31. Jo. pisze:

    Zieeeew
    Śniadanie.
    A, nie. Najpierw wampiry.

  32. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Słońce się pokazało.
    I dobrze.

  33. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Pozdrawiam słonecznie! Happy

  34. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Wyjątkowo parszywa noc, źle spałem, a to przez to, że źle się ułożyłem. Kawa koniecznie.

  35. Zoe pisze:

    Siedzę w pracy i nagle przypomniało mi się, że niedawno w radiu słyszałem, że picie alkoholu po godzinie 22ej ma zabójczy wpływ na nasze neurony. Powiedzcie mi czy moje myślenie jest logiczne: Jeśli picie po 22ej jest szkodliwe, to picie po 21ej jest mniej szkodliwe a po godzinie 20ej jeszcze bardziej mniej szkodliwe. Czyli im wcześniej w ciągu dnia zaczniemy pić tym lepiej. Aż trafi się taka godzina, że picie alkoholu będzie miało zbawienny wpływ na nasz organizm. Czyli należy p….ąć tą pracą i czym szybciej otworzyć przysłowiową flaszkę aby poprawił się stan zdrowia. Powiedzcie, że mam rację Happy-Grin No proszę powiedzcie…

  36. Rena pisze:

    A ja właśnie postanowiłam , że od Nowego roku nie…spożywam. Jesu – już mi smutno. to co mówicę ,że o tej porze mniej szkodliwe??? Wink

  37. Rena pisze:

    Ja się nie zestarzeje moje drogie bo właśnie podjęłam noworczne twarde postanowienie, że od tego roku liczę moje lata wstecz Happy-Grin

  38. Quackie pisze:

    Dobry wieczór. Półtorej godziny finału u dentysty. Bez bólu, ale dość uciążliwie. Z tym że na dłuższy czas spokój – miejmy nadzieję.

  39. Quackie pisze:

    Państwo pozwolą, że jednak przerwa. Muszę dojść do się.

  40. Bożena pisze:

    Dobranoc Państwu Spanko

  41. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj będzie dobranocka pod niebem pełnym cudów, i nie tylko z grupą Raz Dwa Trzy, ale jeszcze z Kingą Preis. Mon Dieu, co za głos. Głęboki, niski, kobiecy w 150%! A repertuar z tych ulubionych, a nagranie – mimo że z koncertu – w sam raz na dobranoc na Wyspę.

    Snów cudownych w takim razie.

  42. Tetryk56 pisze:

    Dobranoc państwu!

  43. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Dzisiaj ma wiać…

  44. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Trochę czystego nieba za oknem. Może to będzie optymistyczny dzień…

  45. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Jest jakoś. Względnie i zależnie od chwili.

    Kawy!

  46. Jo. pisze:

    Późno się witam, bo niechcący na FB zajrzałam i mnie szlag trafił.

    No ale już odtrafił i mogę wstawić ekspresik dla tych, co herbatę. Bo kawa dziś u Bożenki.

    expresso PofCooks

  47. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Tak mnie dzisiaj zajęli, że nie klepnąłem „Opublikuj…”.
    FB należy unikać dla zdrowia 😉

  48. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Czy będzie dobry, to jeszcze nie wiem, ale na wszelki wypadek nastawiam się optymistycznie Delighted
    Od czegoś trzeba zacząć…

  49. Quackie pisze:

    Dobry wieczór. Niestety wcale jeszcze nie fajrant, bo dzień obfitujący w wydarzenia, na szczęście nie taki nerwowy jak wczoraj. Uf. Jeszcze rzut na taśmę, a potem przerwa.

  50. Ultra pisze:

    Żeby było optymistycznie, to oznajmiam, że w zeszłorocznej kurtce znalazłam dwie dychy.Cały dzień myślałam na co je wydać.

  51. Jo. pisze:

    Znowu się duszę, więc pójdę cierpieć w milczeniu.

    Znaczy MOIM, bo BB nadaje, jak radio z uszkodzonym wyłącznikiem.

    Pa.

  52. Bożena pisze:

    Jak zwykle o tej porze idę pod kordełkę. Dobranoc kordelka

  53. Quackie pisze:

    Spokojnej. To ja zaraz po dobranockę…

  54. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dla odmiany coś z lat osiemdziesiątych. Pamiętałem melodię, ale już wykonawcy i tytułu nie. A to kompletnie zapoznany zespół Fiction Factory. W sumie „zespół jednego hitu” – debiutanckiego singla „Fells Like Heaven”. No to ten singiel właśnie. Dość spokojny, mimo że ze zwykłym popowym podkładem.

    Snów nostalgicznych.

  55. Tetryk56 pisze:

    Dobranocka wybrzmiała, to jeszcze lampka i lulu…

  56. Bożena pisze:

    Dzień dobry Hi deszcz…

  57. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Podobno właśnie wzeszło słońce. Cieszy, że dnia przybywa.

  58. Jo. pisze:

    …bry

    Ma ktoś tłumik na zbyciu?

  59. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Deszcz, owszem, a zapowiadali śnieg. Paskudnie.

    Tłumik do układu wydechowego samochodu? Tłumik do broni palnej? Jaki kaliber?

  60. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Czu pamiętacie, jak dziadkowi Jackowi Poszepszyńskiemu wpił się w głowę potencjometr z radioodbiornika? Ech, pomarzyć…

  61. Max pisze:

    Minęły Święta ,minął Nowy Rok , okres znany od wieków o fali dobrych życzeń i uczynków , a tu jakby coś zamarło . Prymas Polski apeluje o sympatie dla uchodzców muzułmańskich , a w Kraju , który zadziwiał Świat hasłem : ” Obejmij mnie Czeczenio ” i przyjął przed laty z otwartymi ramionami kilkadziesiąt tysięcy islamistów , tym razem nie ma zgody nawet na kilka osób . Co się stało ? Czym muzułmanin Czeczeński , jako uchodzca różni się od Syryjskiego ? Kto o tym decyduje ? Jest karnawał , oby obfitował w bale i zabawy bez uciekania się do robienia krzywdy innym … A alergia ? Podobno daje się leczyć .Dobry wieczór 🙂 Thinking

    • Jo. pisze:

      Dobry wieczór. Moja nie. Bo mam ostrą reakcję na leki antyhistaminowe.

      • Max pisze:

        Ja pozbył bym się kota , który jako przedstawiciel drapieżników nie tworzy dobrej atmosfery . Może mały psiaczek ? Amazed

        • Jo. pisze:

          Mam dużego. Weterana. 13letniego goldena, który dożywa swych dni.
          I alergię na psa i na kota.
          I na moich synów (aczkolwiek na nich to tak bardziej metaforycznie).

          • Max pisze:

            Miałem Lunę ,owczarka niemieckiego , która dożyła póznej starości i została uśpiona przez weterynarza w sytuacji ,kiedy już nic nie można było zwierzęciu pomóc Znam to i wiem jakie jest stresujące Współczuję Ci … Podła sytuacja . Disapproval

  62. Tetryk56 pisze:

    Zapraszam na drobny żarcik na nowym pięterku 😉

  63. Quackie pisze:

    To ja jeszcze tu dobranockę.

    Dzisiaj klasyka rocka, więc owszem, sporo rytmu pod spodem, ale na wierzchu śliczna melodia i oczywiście harmonia głosów, zwłaszcza w refrenie. Alan Parsons Project [tu zaszła edycja – żeby tak pomylić nazwę zespołu!!!] – „Eye In the Sky”.

    Snów o tym, że ktoś na nas czasem popatruje, może i z nieba?

  64. Tetryk56 pisze:

    APP jest jednym z moich ulubionych muzycznych wspomnień sprzed lat… Niech popatrują… choćby to był i „Astronom obcy” 😉

  65. Zoe pisze:

    To ja powiem dobranoc.
    Dobranoc.

  66. Daga pisze:

    Przedni pomysł Cheers
    w oczach mam takie asfaltowe (podgrzane farelkami na ropę dla lepszej konsystencji) toffi/krówki ciągutki Delicious

    Dobry wieczór i wszystkiego co interesujące w nowym roku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)