Pan Ignacy Lajkonik po raz kolejny zaparkował samochód na podwórzu gospodarstwa pani Moniki. Po raz kolejny, bo tak się złożyło, że przez kilka ostatnich miesięcy często podróżował między swoim blokiem, a domem siostry: a to zawoził większą ilość dietetycznej karmy dla Pciucha, który ostatnimi czasy roztył się był całkiem niezdrowo, a z kolei w sklepie zoologicznym niedaleko mieszkania pana Ignacego ogłoszono promocję na tę karmę, a to przywoził większą ilość słoików z zaprawami – znakomitymi śliwkowymi powidłami, konfiturą z dzikiej róży oraz dżemami z malin i truskawek. Niestety truskawki antygrawitacyjne po kilku latach od odkrycia straciły swoje szczególne właściwości, a szkoda, bo wożenie słoików dżemu z takich owoców było bardzo łatwe, lekkie i przyjemne. Właściwie można je było transportować nawet rowerem.
Na miejscu słoiki były rozdysponowywane między bliższą (pani Chandra, Karol i Paulina), a czasem, przy urodzaju, nawet dalszą (kuzynka Euforia) rodzinę, przy czym pan Lajkonik w miarę możności nie zapominał również o przyjaciołach. Obdarowany słoiczkiem malinowego dżemu pan Modest, owocowo-warzywny fachowiec w każdym calu („Ja już, panie Ignacy, dwadzieścia siedem lat tym towarem handluję!”) po skosztowaniu nie krył zachwytu i zapowiedział, że zrewanżuje się panu Lajkonikowi – i pani Monice – czymś równie dobrym, lecz żeby nie psuć niespodzianki, nie powiedział, czym mianowicie.
Poza słoikami z zawartością lub bez (bo przecież w odwrotną stronę jechały puste) panu Ignacemu zdarzało się tego roku wozić również narzędzia pana Tadeusza – popsute do serwisu w mieście, a kiedy okazywało się, że niektóre z nich nie nadają się do naprawy – nowe ze sklepów w mieście, no i oczywiście parę razy przyjechać do pani Moniki bez ładunku. Dla przyjemności, jak zwykle.
Żeby jednak nie było za różowo, było w tym jeżdżeniu coś, co się panu Lajkonikowi nie podobało. To znaczy efekty były jak najbardziej pozytywne, ale dlaczego tak się działo – tego nikt nie wiedział. Otóż pan Ignacy, człowiek w pewnych sprawach skrupulatny, zapisywał sobie przebiegi na kolejnych trasach, zresztą w jak najbardziej praktycznym celu: dzielił potem liczbę zatankowanych litrów paliwa przez liczbę przejechanych między tankowaniami kilometrów i już wiedział, ile pali jego samochód. W nowszych modelach takie wyliczenia prowadził komputer pokładowy, ale auto pana Lajkonika nie należało do nowszych, a prawdę mówiąc, niewiele brakowało, żeby zostało uznane za zabytek i otrzymało żółte tablice rejestracyjne. Dlatego też właściciel sprawdzał spalanie ręcznie.
Tymczasem z wyliczeń wynikało, że stopniowo ono maleje, a właściwie to inaczej: spalanie utrzymywało się na tym samym poziomie, ale malała… odległość, jaką przejeżdżał za każdym razem pan Ignacy. No, może nie za każdym, ale co pewien czas droga robiła się wyraźnie krótsza. Co w tym dziwnego, zapytacie? Przecież przez cały czas buduje się autostrady, drogi ekspresowe, obwodnice miast i miasteczek – i podróże są coraz krótsze. Otóż nic z tych rzeczy! Pan Lajkonik jeździł przez cały czas, opisywany w tym opowiadaniu, tą samą drogą, na której od lat nie zaszła żadna zmiana, ani na lepsze, ani na gorsze. W zasadzie pan Ignacy nie miał powodów do zmartwienia, wszak za każdym razem tankowanie starczało mu na dłużej… a jednak sytuacja ta gnębiła go nieco, ponieważ jako człowiek dociekliwy lubił rozumieć, co się z nim dzieje i dlaczego.
Pewnego jesiennego dnia pan Lajkonik zabawił jednak u siostry nieco dłużej, bo też i znakomicie mu się siedziało i gadało z Moniką i Tadeuszem, przy aromatyzowanej zielonej herbacie. W związku z tym wyjechał od nich tuż przed północą, czego na ogół nie robił, ponieważ wolał jeździć przy świetle dziennym. Widoczność, bezpieczeństwo i takie tam. Ponieważ jednak pogoda wydawała się sprzyjająca, tym razem nie martwił się zbytnio późną porą. Włączył sobie ulubioną składankę przebojów z lat osiemdziesiątych i ruszył raźno do domu. Ujechał może kilkanaście kilometrów, kiedy drogę zagrodziła mu duża tablica ze znakiem A-14 „Roboty drogowe” i napisem: „Budujemy dla nas. Dziękujemy za cierpliwość.” Pan Ignacy przeszedłby nad tym do porządku dziennego i grzecznie podporządkował się znakom, lecz ponieważ był wyczulony na niuanse językowe, zaintrygował go napis, który – według jego pamięci – zwykle brzmiał „Budujemy dla WAS.” Zatrzymawszy się na poboczu, wysiadł z samochodu i zaczął bacznie obserwować robotników.
Dziwni to byli robotnicy, oj, dziwni. Po pierwsze, poruszali się tak, jakby bardzo się śpieszyli, a nie wolno, z rozwagą i częstymi przerwami, a to na posiłek, a to na papierosa (co pan Lajkonik zaobserwował nie raz i nie dwa podczas swoich podróży remontowanymi drogami krajowymi). Po drugie, przy tej robocie podśpiewywali. Pan Ignacy nadstawił uszu na znajomą melodię, oczekując jakichś bezeceństw, w celach wyłącznie badawczych, ma się rozumieć, ale zamiast tekstu wulgarnego lub choćby sprośnego, usłyszał ze wszech miar kulturalny. A nawet kulturowy! „Czy Nieznośną lekkość bytu/ Adaptował Inarritu/ Ależ owszem, czemu nie, jemu też należy się!” śpiewali robotnicy, a arytmetyczny ciąg dalszy pan Lajkonik już znał. Po trzecie wreszcie, robili coś dziwnego: wycinali wielkimi tarczowymi piłami potężne płaty drogi i odkładali je na pobocze, skąd ładowano je na ciężarówki i wywożono. Po chwili wycinanie się skończyło i zaczęło naciąganie: do dwóch brzegów drogi po obu stronach wyciętego kawałka przyczepiano liny i dwa ciągniki powoli, powolutku, żeby nie urwać, ruszyły ku sobie, aż wycięte brzegi się spotkały.
Pan Ignacy obserwował tę krzątaninę z rosnącym osłupieniem, której jednak przeszło w irytację. Energicznym krokiem ruszył w kierunku starszego pana, który wydawał się nadzorować całość robót.
– Dobry wieczór. Co się tu wyprawia?
Kierownik najpierw bacznie obejrzał pana Lajkonika od stóp do głów, po czym zapytał nieufnie:
– A pan to kto? Inspektor z Głównej Dyrekcji?
– Nie, proszę pana, zatroskany obywatel! Jeżdżę tą drogą dość często i teraz już rozumiem, dlaczego odległość mi się skraca. Ładnie to tak, zabierać drogę innym?
– Ależ! Skoro się panu skraca, to chyba dobrze? – zapytał chytrze kierownik.
– Może i dobrze, ale wolałbym wiedzieć, kto, co i dlaczego! – zagrzmiał pan Ignacy, zdenerwowany, że rozmówca tak go podszedł.
– Panie szanowny, spokojnie – łagodził kierownik. – Już mówię, otóż te kawałki, co pan widzi, nie znikają w siódmym wymiarze (tu pan Lajkonik łypnął na niego podejrzliwie), ani nie są sprzedawane na aukcjach jako kawałki autostrady biegnącej wzdłuż Muru Berlińskiego, tak, wiem, że takiej nie było, ale nie takie rzeczy się sprzedają na aukcjach. Z tych kawałków, proszę pana, układamy drogę do naszej wsi. Niby zaledwie dwadzieścia kilometrów w bok od krajówki, a to, panie kochany, polna droga, dziewiętnasty wiek. Trochę popada albo posypie i najwyżej traktorem pan przejedzie, bo zwykłym osobowym strach!
– Hm – mruknął pan Ignacy, nie dość jeszcze udobruchany. – Ale takimi inwestycjami to się chyba zajmują różne Zarządy Dróg i Inwestycji, o ile mi wiadomo?
– Ha! I tu pana mam! – zawołał triumfalnie jego rozmówca, po czym zniżył głos do konfidencjonalnego szeptu:
– Dwa lata temu drogę do naszej wsi wpisano do planu inwestycji w gminie. Już się cieszyliśmy, że w styczniu, najdalej w marcu zaczną ją kłaść i nareszcie człowiek będzie miał łączność ze światem, a tu… – kierownik zmełł w ustach nieprzystojne słowo, przeżuł i wypluł. – Wie pan, że dwie wsie dalej mieszka ten… Ktoś Ważny?
Pan Lajkonik delikatnie pacnął się dłonią w czoło. – No pewnie! Przecież widziałem w gazecie zdjęcia domu i gospodarstwa tego Kogoś i nawet się dziwiłem, że to tak blisko siostry, a nic wcześniej nie słyszałem.
Kierownik tylko machnął ręką – Niewielu słyszało, przynajmniej dopóki służbowe auto Kogoś Ważnego nie miało stłuczki tu niedaleko. No ale stłuczka stłuczką, a co z naszą drogą, jak pan myśli? Już po minie widzę, że pan domyślny. Tak jest, nasza droga wypadła z planu, za to do Kogoś Ważnego pociągnęli nowiuśką asfaltówkę, z poboczami, słupkami i latarniami. Pan wie, jaka za przeproszeniem cholera nas trzasnęła? No to nie czekaliśmy już dłużej…
– …tylko wzięliście sprawy we własne ręce – dokończył za niego pan Ignacy.
– Otóż to, otóż to – ucieszył się kierownik – Miło mi, że pan rozumie!
Tymczasem ciągniki skończyły ściąganie brzegów drogi i robotnicy pośpiesznie kończyli robotę, zwijali sprzęt oraz słupki. Pan Lajkonik wrócił do samochodu i już po chwili kierownik szarmanckim gestem pokazał, że można jechać. Wyprzedzając kolumnę ciężarówek, ciągników i innych drogowych maszyn, przez uchylone okno dosłyszał, że robotnicy zmienili repertuar. Teraz nie było już mowy o kulturalnych perwersjach, teraz z gardeł płynęła inna, całkiem cenzuralna, a nawet optymistyczna pieśń:
„Róbmy swoje
Bo jeżeli ciut się chce…”
________
Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na madagaskar08.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.




Dzień dobry. No to zaczynam nowy rok od powrotu. Po 4 latach i 106 dniach wraca pan Ignacy, może niekoniecznie z hukiem, ale zawsze. Nie obiecuję, że wraca już na stałe, ale kto wie, kto wie – w miarę natchnienia i możliwości autora?
Aha, teraz oddalam się na pewien czas od komputera, ale oczywiście wrócę jeszcze 🙂
Z radością witam na Wyspie powróconego pana Ignacego! Świetny początek roku zapowiada przynajmniej na Wyspie rok udany!
Ależ owszem, czemu nie!
Wyspie też należy się!
Oby! I jeżeli to ma być dobra wróżba, to cieszę się podwójnie
Dzień dobry. Tekst taki długi, że na spokojnie przeczytam wieczorem. Chyba .
Miłej lektury kiedykolwiek
Witam ponownie
Ja też lekturę zostawię sobie na po obiedzie, bo teraz nie mogę. A ciekawi… 
Ha! To smacznego – a potem zaspokojenia ciekawości!
Nie wytrzymałam, zaspokoiłam ciekawość korzystając z tego, że pyry się jeszcze gotowały. Przeczytałam jednym tchem.
Brawo!
Bardzo dziękuję, nie wiedziałem, czy mi nie zardzewiała ta formuła… 😉
Witam optymistycznie w Nowym Roku!

Świetny tekst. Nie znałam Pana Ignacego wcześniej, ale już go bardzo lubię i czekam na kolejne opowiastki 🙂
Dzień dobry i bardzo się cieszę
Natomiast co do pana Ignacego, to zapraszam, do 2013 roku powstały 54 odcinki tego serialu (od najstarszych, od dołu strony – http://madagaskar08.pl/blog/category/cykle/lajkonik/page/3/ – przy najstarszych nie ma komentarzy, ponieważ zostały przeniesione na Wyspę z innych miejsc, gdzie były wcześniej publikowane) . Ten jest pięćdziesiąty piąty, po dłuuuugiej przerwie.
Jeśli ktoś ciekaw komentarzy pod najstarszymi odcinkami, można ich szukać pod adresem:
http://madagaskar08.pl/onet/
poprzez widget z lupką lub wg daty z kalendarza…
O ja też pana Ignacego nie znałam . Od pierwszego wejrzenia pan Ignacy spodobał mi się okrutnie…Przy bardziej sprzyjających warunkach pozwolę sobie przejrzeć jego życiorys. Musę powiedzieć ,że bez czytania poprzednich odcinków i tak pan Ignacy jest niezwykle interesujący i inspirujący.
Dziękuję. Zapraszam do poczytania całości, zapewne na raty, w sprzyjającej chwili.
Niestety muszę z lekturą poczekać na kompa. Na telefonie nie cierpię czytać dłuższych tekstów.
Spoko. Nie ma daty przydatności do spożycia
Nie jestem zadowolony z frytek, które robię w frytkownicy. Nie wychodzą takie jak mają być. W poszukiwaniu rozwiązania trafiłem na coś takiego w necie:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.kukbuk.com.pl/wiadomosci/czy-wiesz-ze/zrobic-frytki-doskonale/
Jednym słowem o k..:-)
Trzeba będzie przetestować następnym razem.
Kocham frytki, ale nie. Są jakieś granice szaleństwa.
Mam to samo zdanie… Czasem sobie na nie pozwalam, ale bardzo rzadko.
O. Nie. No więc obawiam się, że są pewne granice tego, co lubię robić w kuchni.
Właśnie.
Oj tam, oj tam. Sprawdzę pomysł z podgotowaniem. Kiedyś:-)
Napisz, co wyszło.
Zdecydowanie wolę dobrze ugotowane ziemniaki od frytek…
A ja lubię urozmaicenie, a ziemniaki w różnych postaciach oprócz frytek – dobrze ugotowane, ugotowane i odsmażone w talarkach, ugotowane w mundurkach, postne pieczone w piekarniku, pieczone w całości w ognisku, czasem nawet purree…
I jeszcze zapomniałem o bardziej przetworzonych albo kombinowanych potrawach z ziemniaków: plackach ziemniaczanych, kotletach ziemniaczanych (ze zmielonych gotowanych ziemniaków, np. z sosem pieczarkowym – poezja), czy też potrawie, którą jadłem raz na Kielecczyźnie – ziemniakach z grochem i kapustą, omaszczonych grubymi skwarkami z wytopionej tłustej karkówki. Bomba kaloryczno-cholesterolowa, ale pyszna!
Potraw z ziemniaków jest masa. Bo jeszcze różnego rodzaju pyzy, babki ziemniaczane… Czytamy przecież coroczne relacje z „Kartofliska”

A i tak nie wszystkie potrawy są podawane…
Co do przetworów z ziemniaków to wódkę wolę jednak ze zboża
A tak, tutaj zgoda. Zdecydowanie. Wódka z ziemniaków mi szkodzi.
Frytki czasami jadam i nawet je lubię, ale jak Ukratek, wolę dobrze ugotowane ziemniaki. Nie jem jedynie tutejszych „mash potato”, czyli puree… jakoś ta mazia mi nie smakuje
A, bo to też zależy, jak zrobione. Jednolita gładka papka, nie daj Boże z proszku, to faktycznie. Ale dobrze przyprawione, domowe, z odpowiednią omastą…
Próbowałam różne (bo sama nie robię) i jakoś żadne mi nie szło.
Kiedyś moja współpracownica powiedziała, że gdybym częściej jadła i to z dobrymi sosami, to na pewno bym polubiła. 
To tak jak z krewetkami. Dla niektórych przysmak, a dla mnie paskudztwo, którego nie jestem w stanie przełknąć
Tylko po co mam się zmuszać? Nie ma obowiązku jedzenia tego, czego się nie lubi…
Łee, ale że z sosem? Może takim od mięsa, to tak, ale raczej z żadnym innym.
Mnie smak krewetek nie wzrusza, ale zapach odrzuca…
Opowiadanie piękne


Czego (z czysto egoistycznych pobudek) Ci życzę 
Jak miło znowu poczytać o panu Ignacym
Przeczytałam jednym tchem… o zwijaniu asfaltu na noc słyszałam, ale żeby go naciągać?
Mam nadzieję, że wena Cię nie opuści i pojawią się nowe odcinki
A dziękuję 🙂 I owszem, dowcip o podkieleckim Wąchocku, gdzie zwijają asfalt na noc, odgrywał tu jakąś rolę 🙂 Co do weny i nadziei… Zobaczymy.
U mnie ciągle zimno. Wychodziłam karmić swoje pierzaste i przy okazji spojrzałam na termometr, 23C na minusie. Dobrze, że się wiatr trochę uspokoił, bo odczuwalna byłaby jeszcze niższa

Muszę też przyznać, że jak pomyślę jaki będzie rachunek za ogrzewanie, to robi mi się gorąco
Te różnice temperatur u Was są doprawdy szokujące
klimat kontynentalny w pełnej krasie.
No niestety… zima w całej krasie. I jak patrzyłam na prognozy, w ciągu najbliższych 10 dni nie za dużo się zmieni
Od niedzieli ma być cieplej, ale ciągle na minusie… 

Ale za to wiosna coraz bliżej i tego się trzymajmy
Ogrzewanie myślą? To mogłaby być przyszłość!
Najgorzej, że ogrzewanie myślą działa krótko i potem robi się jeszcze chłodniej
A tu wciąż na plusie i to niemało… Chyba wiosna idzie po jesieni
W sumie… to nie narzekam na mrozy. Mam nadzieję, że dużą część robactwa ten mróz wydusi

Zima dopiero się zaczęła… może nie tak jak u mnie, ale jestem pewna, że będzie 
Może jestem wredna… ale tych wszystkich pasożytów jakoś mi nie żal…
A u Was jeszcze będą mrozy i śnieg
Powinnaś dopracować koncepcję. Jest naprawdę rewolucyjna!
Bo jakby była dopracowana, i wszyscy Wyspiarze by pomyśleli o Tobie ciepło, to żaden mróz by nie był straszny!
Mam nadzieję, że i tak Wyspiarze myślą o mnie ciepło
Nawet w upały…

Najgorzej, że to rozgrzewa tylko serducho, ale nogi marzną…
Myślą, myślą.

Oczywiście, myślą o Tobie bardzo ciepło
Trudno to dopracować… jakbym ciągle myślała o rachunkach, to bym zgłupiała…
Chyba wolę już marznąć

Ciekawa historia pana Ignacego , który faktycznie odkrył wielką aferę z wycinaniem asfaltu na drodze publicznej do wymoszczenia dojazdu do stodoły jakiemuś sołtysowi .Upraszczam sprawę , ale warto przy okazji wspomnieć , krytykując „słusznie miniony ” Okres ,że w przedwojennej Polsce nie mieliśmy ani ,kilometra dróg asfaltowych . Wszystko zostało wyasfaltowane po wojnie . Mieliśmy ok. dwudziestu kilometrów ” betonki ” z Warszawy do Wyszkowa ,ze względu na obiekty wojskowe wokół Radzymina i to było wszystko . Drogi bite , to tzw. brukowane kocie łby i szuter . Żartuję ,ale cała sprawa z wycinką asfaltu , może zaowocować komisją śledczą … Oj będzie się działo w 2018 roku za sprawką pana Ignacego … Dobry wieczór 🙂
Dobry wieczór. Zobaczymy, czy ktoś się zorientuje w tej wycince. I zauważ proszę, że ci robotnicy to lokalni mieszkańcy, wycinający ku wspólnemu pożytkowi, a nie tylko dla korzyści sołtysa
Zgoda . Napisałem , że upraszczam sprawę . Jest to już moja fantazja

Małżonek przed chwilą mnie pytał, kiedy będę latała z tą walizką/plecakiem… jest widno, to mógłby mi zrobić zdjęcia dla upamiętnienia takiego wyczynu… czy on nie jest wredotą?

Odpowiedziałam, że czas na bieganie z walizką już minął
Czekaj, to może wrzuć walizkę do bagażnika samochodu i objedź Wasz kwartał parę razy. Może to trochę co innego niż własnonożne bieganie, ale w końcu w samochodzie też jest ogrzewanie…

Trzeba mu było powiedzieć, że dla facetów czas jest wydłużony o 1 dzień!
Tak jest! Dla panów – promocja noworoczna!
Bo jak inaczej zrobi mi zdjęcia?
Kiedyś była moda na wynajdywanie różnych szczytów , w tm szczytu głupoty … Podobał mi się szczyt prędkości : tak biegać wokół własnej chałupy , aby na zakrętach widzieć własne plecy . Trzeba przyznać , że nie jest to szczyt głupoty , może warto w Nowym Roku spróbować ??
Och. Co za prędkość trzeba by rozwinąć w tym celu!
Takich szczytów było wiele, np. szczyt niemożliwości: Nadmuchać baranowi do tyłka tak, żeby mu się rogi wyprostowały
O tak, to ładne.
Szczyt bezczelności takoż: narobić komuś na wycieraczkę, po czym zadzwonić do drzwi po papier toaletowy
Też dobre!
Szczyt szczytów: narobić na Mount Evereście…
Ja słyszałam o kilku szczytach prędkości. Jeden jest podobny do „Twojego”, Maksiu – biegać dookoła słupa, żeby z przodu była d… (powiedzmy że) plecy


skleroza aż tupie…
A drugi szczyt prędkości to: wyskoczyć z pędzącego ekspresu, „przelecieć” córkę dróżnika i zdążyć na ten sam ekspres
Słyszałam też o szczycie lenistwa – położyć się na nagiej kobiecie i czekać na trzęsienie ziemi…
To może jeszcze szczyt precyzji – w rękawicach bokserskich złapać komara za jądra…
Kiedyś znałam więcej „szczytów”, ale cóż… starość nie radość
Znałem inny szczyt lenistwa: przepłakać cały seans komedii, gdy siadając w fotelu przytniesz sobie przyrodzenie, a podnieść ci się nie chce…
Też to znałam
Pan Ignacy niech żyje i ze mną się napije z okazji Nowego Roku.
Nie tak dawno czytałam w prasie, że drogę do domu ważnej osoby poszerzono i zalano asfaltem. Czyżby pan Lajkonik o tym coś wiedział?
Pan Ignacy, mimo że na Wyspie się nie pojawiał, trzyma rękę na pulsie bieżących wydarzeń i na pewno coś o tym wiedział. A ponieważ dom pani Moniki stoi na Śląsku…
Pan Ignacy to świadomy obywatel.
I znów wieczór. Po nieprzespanej nocce, patrzałki moje się kleją… Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Za którą wielkie dzięki się należą Lordowi Wyimaginowanemu, Znalazcy i Dostarczycielowi.
Jamie Woon, młody zdolny piosenkarz, specjalista od smooth jazzu, nagrał w ramach antologii „dźwięki lat 80′” utwór Petera Gabriela „Sledgehammer”, przy czym nagrał go delikatnie, akustycznie i ograniczając się do gitary i własnego głosu. Czyli na spokojną dobranockę po burzliwym Sylwestrze w sam raz.
Snów kojących. I wzmacniających.
Jutro już początek roku roboczego – trzeba iść spać…

Dzień dobry
Pierwszy roboczy dzień… Dosyć świętowania!
Dzień dobry.

Giìeniuuuuuuu!
A gdzie szopka zniknęła?
Pojawi się dopiero dziś wieczorem, aby nie przyćmiewać triumfalnego powrotu p. Ignacego.
A, racja.
Witajcie!
Ja bym ta jeszcze poświętował, ale już jestem w pracy…
Definicja „Pracy” : praca , to pokonywanie oporu , na pewnej drodze … Zatem Przyjacielu , wszędzie tam , gdzie mamy pewien opór , na pewnej drodze , który to opór pokonujemy – to wykonujemy pracę . Sprawa jest zagmatwana dla bezrobotnych , którzy codziennie muszą pokonywać drogę do Urzędu Pracy , a według definicji są tylko obibokami . Może w ramach Kodeksu Pracy wliczać do pracy, chociaż czas liczony od momentu zamknięcia drzwi własnego lokum ??. Dzień dobry 🙂
Dzień dobry. Ja jeszcze nie w pracy, na razie w kolejce do Gieni.
To ja stoję za Tobą.
Po 20-tej zapraszam do Szopki Noworocznej piętro wyżej. Póki nie skończymy filmiku, tekst będzie prywatny i dostępny tylko po zalogowaniu.
Pozdrawiam współautorkę!
Uroczy tekst. Styl niepowtarzalny i niemniej uroczy. Bardzom był stęskniony za bohaterem. Cieszę się, że powrócił i mam nadzieję, że zagości tu częściej. Pomysł, wokół którego kręci się opowieść, też uroczy i pełen podtekstów jakże życiowych i dla kraju niemal ponadczasowych, bo ekipy się zmieniają, a prywata nadal króluje.
Trzymam kciuki za kolejne pomysły.
Uśmiechy dla sympatycznego Autora i tutejszych bywalców. Tudzież życzenia pomyślności w nowym roku
I nawzajem, proszę Pana!
I nawzajem, Modry Panie!
To ja jeszcze tutaj – fajrant i przee-erwa.
Późno się zrobiło, dobranoc
Ja też
Spokojnej…
Dobranocka.
Dzisiaj taki madrygalik od harfistki Cecile Corbel. To znaczy dobranocka pod tytułem „Moja dobranocka”. I perełeczka na harfę.
Snów pełnych nadziei, nawet dla tych, którzy gonią na oparach.
Wspaniały tekst;-) Jak miło, że Pan Ignacy wrócił;)
Niezmiernie mi miło. „Wspaniały” to może nieco za duże słowo, ale też się cieszę z tego powrotu. Tylko się boję, żeby za dużo nadziei Wyspiarzom nie narobić.
Nadzieja jest potrzebna!
No więc – jak w dobranocce.
Piłem w czasie wigilii wino o rewelacyjnym stosunku ceny do jakości. Ktoś z rodziny przywiózł je z Francji. Znalazłem je tutaj:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.vins-etonnants.com/en/ready-to-drink-316/vieille-mule-rouge-2016-6317.html
CO ROBIĆ??? Jak żyć? Kupować wino za granicą. Trochę się obawiam, że się zniszczy albo jakieś inne kłopoty będą w transporcie. Kupowaliście kiedyś wino za granicą przez internet??
Jeśli sprzedają wysyłkowo, to wiedzą jak to robić bezpiecznie dla wina. Ostatecznie te w naszych sklepach też podróżują.
W sprawie wina nikogo nie oświecę, ale może lampka…

Zieeeew
Śniadanie.
A, nie. Najpierw wampiry.
Witam, ale nie ziewam.
Kawę zaparzam 
Dzień dobry. Słońce się pokazało.
I dobrze.
Witajcie!
Pozdrawiam słonecznie!
Dzień dobry. Wyjątkowo parszywa noc, źle spałem, a to przez to, że źle się ułożyłem. Kawa koniecznie.
Pełnia była.
O. A to mi nie przyszło do głowy. Może i tak? Chociaż do tej pory nie miałem z tym najmniejszych problemów.
Muszę przyznać, że też się obawiałam tej nocy z powodu pełni. Okazało się, że słusznie.
Siedzę w pracy i nagle przypomniało mi się, że niedawno w radiu słyszałem, że picie alkoholu po godzinie 22ej ma zabójczy wpływ na nasze neurony. Powiedzcie mi czy moje myślenie jest logiczne: Jeśli picie po 22ej jest szkodliwe, to picie po 21ej jest mniej szkodliwe a po godzinie 20ej jeszcze bardziej mniej szkodliwe. Czyli im wcześniej w ciągu dnia zaczniemy pić tym lepiej. Aż trafi się taka godzina, że picie alkoholu będzie miało zbawienny wpływ na nasz organizm. Czyli należy p….ąć tą pracą i czym szybciej otworzyć przysłowiową flaszkę aby poprawił się stan zdrowia. Powiedzcie, że mam rację
No proszę powiedzcie…
No wiesz, może to idzie w drugą stronę: po 22:00 szkodliwe, po 23:00 – mniej szkodliwe, od północy – jeszcze mniej… Niezależnie od tego, w którą stronę zmniejsza się szkodliwość, bo w gruncie rzeczy chyba wszystko jedno, pozostaje pytanie, na którą godzinę przypada minimum szkodliwości, czy rytm jest dobowy – skoro maximum o 22:00, to minimum o 10:00 rano, czy też zmniejsza się to przez całą dobę (minimum około 21:00), a potem skokowo wzrasta o 22:00?
Trochę to pokręcone co proponujesz. No ale niech będzie..;-)
Nieodparta logika bije z tego wywodu. Pewnie, że masz!!!
No to mnie uspokoiłeś. Bo ten pan powyżej (Mr.Q) zaczął coś kombinować z godzinami. Nie do końca ufam jego wywodom.
Z tego wynika, że dobrze teraz otworzyć flaszeczkę
Im wcześniej tym lepiej.
Masz rację.
No. I to jest konkret;-)
A ja właśnie postanowiłam , że od Nowego roku nie…spożywam. Jesu – już mi smutno. to co mówicę ,że o tej porze mniej szkodliwe???
Od Nowego Roku mówisz?
A do kiedy?
Pewnie do tego czasu aż się zestarzeje 🙂
Nie, no poważnie. Z każdej głupiej sytuacji można wyjść z godnością. Na przykład wystarczy doprecyzować: „Od Nowego Roku nie spożywam przez dwa dni.”.
Znaczy: już możesz! Żeby uczcić dotrzymanie własnego przyrzeczenia, rzecz jasna!
Ja się nie zestarzeje moje drogie bo właśnie podjęłam noworczne twarde postanowienie, że od tego roku liczę moje lata wstecz
Ja tak zamierzam od za rok. Dla równego rachunku.
Miałam na myśli rok, a nie Ciebie 🙂
Dobry wieczór. Półtorej godziny finału u dentysty. Bez bólu, ale dość uciążliwie. Z tym że na dłuższy czas spokój – miejmy nadzieję.
Państwo pozwolą, że jednak przerwa. Muszę dojść do się.
Jasn…
A u kogo jesteś? Czyżby jeszcze u dentysty?
No nie, już w domu. Tylko że nieco wstrząśnięty. Niskoobrotowe wiertło w siódemce, nawet znieczulonej/ zatrutej, to jest lokalne trzęsienie szczęki
Ale wspomnieniem jesteś jeszcze tam…
Już, już powoli wracam do równowagi (względnej).
Dobranoc Państwu
Spokojnej!
Dobranocka.
Dzisiaj będzie dobranocka pod niebem pełnym cudów, i nie tylko z grupą Raz Dwa Trzy, ale jeszcze z Kingą Preis. Mon Dieu, co za głos. Głęboki, niski, kobiecy w 150%! A repertuar z tych ulubionych, a nagranie – mimo że z koncertu – w sam raz na dobranoc na Wyspę.
Snów cudownych w takim razie.
Paaaa
Spokojnej i Tobie 🙂
Dobranoc państwu!

Dzień dobry
Dzisiaj ma wiać…
Dzień dobry. Trochę czystego nieba za oknem. Może to będzie optymistyczny dzień…
Dzień dobry. Jest jakoś. Względnie i zależnie od chwili.
Kawy!
Się robi…
O, widzisz, dzięki Ci. I od razu dzień zrobił się milszy!
Późno się witam, bo niechcący na FB zajrzałam i mnie szlag trafił.
No ale już odtrafił i mogę wstawić ekspresik dla tych, co herbatę. Bo kawa dziś u Bożenki.
Ej, czyli że ciacha tylko do herbaty? No jak to?
Nie, no nie będę taka! Ciacha dla wszystkich, co sobie życzą.
Witajcie!
Tak mnie dzisiaj zajęli, że nie klepnąłem „Opublikuj…”.
FB należy unikać dla zdrowia 😉
Ja wiem, ale to jedno z dwóch moich okien na świat!
Mimo wszystko nie mogę żyć w zupełnej izolacji od ludzi, bo mam potem problem ze złożeniem prostego zdania.
Ale fakt – tam nieźle różnym odpala.
Trzeba tam czytać z przymrużeniem oka 😉
Dzień dobry

Czy będzie dobry, to jeszcze nie wiem, ale na wszelki wypadek nastawiam się optymistycznie
Od czegoś trzeba zacząć…
Dobry wieczór. Niestety wcale jeszcze nie fajrant, bo dzień obfitujący w wydarzenia, na szczęście nie taki nerwowy jak wczoraj. Uf. Jeszcze rzut na taśmę, a potem przerwa.
Żeby było optymistycznie, to oznajmiam, że w zeszłorocznej kurtce znalazłam dwie dychy.Cały dzień myślałam na co je wydać.
…a w jakiej walucie???
Witaj Ultro!
Szopka już jest – posłałem ci maila…
Znowu się duszę, więc pójdę cierpieć w milczeniu.
Znaczy MOIM, bo BB nadaje, jak radio z uszkodzonym wyłącznikiem.
Pa.
Rychłej poprawy życzę
Jak zwykle o tej porze idę pod kordełkę. Dobranoc
Spokojnej. To ja zaraz po dobranockę…
Dobranocka.
Dla odmiany coś z lat osiemdziesiątych. Pamiętałem melodię, ale już wykonawcy i tytułu nie. A to kompletnie zapoznany zespół Fiction Factory. W sumie „zespół jednego hitu” – debiutanckiego singla „Fells Like Heaven”. No to ten singiel właśnie. Dość spokojny, mimo że ze zwykłym popowym podkładem.
Snów nostalgicznych.
Dobranocka wybrzmiała, to jeszcze lampka i lulu…

Dzień dobry
deszcz…
Dzień dobry. Podobno właśnie wzeszło słońce. Cieszy, że dnia przybywa.
Przybyło dnia już ok. 13 minut 🙂
…bry
Ma ktoś tłumik na zbyciu?
Dzień dobry. Deszcz, owszem, a zapowiadali śnieg. Paskudnie.
Tłumik do układu wydechowego samochodu? Tłumik do broni palnej? Jaki kaliber?
Tłumik do założenia na paszczę
Aaa. Knebel!
Może być taki, czy zbyt frywolny?
No nie wiem.
Witajcie!
Czu pamiętacie, jak dziadkowi Jackowi Poszepszyńskiemu wpił się w głowę potencjometr z radioodbiornika? Ech, pomarzyć…
Albo żeby chociaż pilot do hałaśliwej osoby pasował, taki z przyciskiem „wyłącz dźwięk”…
Pilot… O matko… Albo dźwiękoszczelne pomieszczenie. Dla mnie.
A stopery do uszu? Jak mi hałas przeszkadza, to je zakładam i mam spokój.
Mam alergię.
Minęły Święta ,minął Nowy Rok , okres znany od wieków o fali dobrych życzeń i uczynków , a tu jakby coś zamarło . Prymas Polski apeluje o sympatie dla uchodzców muzułmańskich , a w Kraju , który zadziwiał Świat hasłem : ” Obejmij mnie Czeczenio ” i przyjął przed laty z otwartymi ramionami kilkadziesiąt tysięcy islamistów , tym razem nie ma zgody nawet na kilka osób . Co się stało ? Czym muzułmanin Czeczeński , jako uchodzca różni się od Syryjskiego ? Kto o tym decyduje ? Jest karnawał , oby obfitował w bale i zabawy bez uciekania się do robienia krzywdy innym … A alergia ? Podobno daje się leczyć .Dobry wieczór 🙂
Dobry wieczór. Moja nie. Bo mam ostrą reakcję na leki antyhistaminowe.
Ja pozbył bym się kota , który jako przedstawiciel drapieżników nie tworzy dobrej atmosfery . Może mały psiaczek ?
Mam dużego. Weterana. 13letniego goldena, który dożywa swych dni.
I alergię na psa i na kota.
I na moich synów (aczkolwiek na nich to tak bardziej metaforycznie).
Miałem Lunę ,owczarka niemieckiego , która dożyła póznej starości i została uśpiona przez weterynarza w sytuacji ,kiedy już nic nie można było zwierzęciu pomóc Znam to i wiem jakie jest stresujące Współczuję Ci … Podła sytuacja .
Takie życie.
Zapraszam na drobny żarcik na nowym pięterku 😉
Już byłam, a teraz udaję się pod kordełkę. Dobrej nocy życzę…
Spokojnej!
To ja jeszcze tu dobranockę.
Dzisiaj klasyka rocka, więc owszem, sporo rytmu pod spodem, ale na wierzchu śliczna melodia i oczywiście harmonia głosów, zwłaszcza w refrenie. Alan Parsons Project [tu zaszła edycja – żeby tak pomylić nazwę zespołu!!!] – „Eye In the Sky”.
Snów o tym, że ktoś na nas czasem popatruje, może i z nieba?
APP jest jednym z moich ulubionych muzycznych wspomnień sprzed lat… Niech popatrują… choćby to był i „Astronom obcy” 😉

To ja powiem dobranoc.
Dobranoc.
Przedni pomysł
w oczach mam takie asfaltowe (podgrzane farelkami na ropę dla lepszej konsystencji) toffi/krówki ciągutki
Dobry wieczór i wszystkiego co interesujące w nowym roku 🙂