dedykuję Mireczce w uznaniu pasji i relacji, zdawanych nam na Wyspie
a także Lucy i Donaldowi, którzy
a) wcale nie obserwują ptaków,
b) najpewniej tego nie przeczytają 😉
Lucy oparła się na łokciu i jęknęła w duchu. Już ponad trzy godziny leżała w szałasie, który wybudowali z Donaldem jako kryjówkę przed zwierzętami i ptakami. Pod konstrukcją z żerdek, osłoniętą gałęziami przygiętych drzewek, krzaków i – częściowo – siatką maskującą, mieściły się wygodnie dwie karimaty, dwa śpiwory, plecaki, a także to, co najważniejsze – wielka lornetka oraz cyfrowa lustrzanka z teleobiektywem na niewielkim trójnogu. Czaili się tu od dwóch dni, pozostawiwszy samochód na parkingu kilka mil dalej. Pracownik straży parkowej w brązowym kapeluszu i lśniącej od deszczu nieprzemakalnej pelerynie, jak zawsze kojarzący się Lucy ze strażnikiem Smithem z animowanego serialu o misiu Yogim, przywitał ich, pobrał opłatę za wstęp i parkowanie, a potem zaopatrzył w dwie mapki, na koniec ostrzegając przed niedźwiedzicą, która ostatnio była widziana w górzystej części terenu.
Na szczęście dobę później przestało padać, chmury się rozwiały, a na błękitnym niebie błysnęło słońce. Lucy i Donald liczyli na taki właśnie obrót spraw. Obserwowali ptaki od niemal dekady, wkładając w to całe serce i duszę, poświęcając każdą wolną chwilę, żeby wybrać się tam, gdzie mieli szansę dostrzec, a najlepiej – sfotografować nowy okaz do swojej kolekcji. Nie traktowali przy tym pierzastych stworzeń jako kolejnej pozycji do odfajkowania na liście. Wprost przeciwnie, za każdym razem znajdowali coś godnego zachwytu: czasem było to upierzenie, czasem głos, zachowanie, technika lotu, sposób zdobywania pożywienia… Dlatego teraz przyjechali aż tutaj, narażając się na przemoczenie, przeziębienie, komary, a w najlepszym razie niewygody biwaku na łonie natury.
Na internetowych forach, zrzeszających podobnych im pasjonatów, od pewnego czasu pojawiały się doniesienia o niespotykanym dotąd gatunku ptaka. Ci, którzy go obserwowali, nie byli w stanie podać żadnych szczegółów dotyczących wielkości, koloru ani głosu. Pisali tylko o niejasnych wrażeniach z obserwacji, towarzyszącym jej nieziemskim zachwycie i rozmytych wspomnieniach. Wielkości niedużego gołębia, a może sporego kwiczoła? Pióra… chyba różnokolorowe, ale tu zeznania przeczyły sobie, jedni mówili o tęczujących piórach na skrzydłach i raczej szaroburej reszcie upierzenia, inni zarzekali się, że widzieli błękitny grzbiet i jasnoszary brzuch, a do tego krwistopomarańczowe podgardle. Co do głosu zaś, to każdy mówił co innego. Wśród relacji pojawiało się zarówno nieprzyjemne skrzeczenie, jak i prześliczne trele, przypominające koloraturowy sopran. Nikt jednak nie dysponował zdjęciem ani nagraniem, ptak czekał więc na swojego odkrywcę. Właśnie tu Lucy i Donald dostrzegli swoją szansę.
Jeden z bywalców forum, posługujący się pseudonimem „dziwak22”, lekceważony przez większość użytkowników za snucie niewiarygodnych teorii, przeprowadził ciekawą analizę. Zaznaczył na mapie miejsca i daty obserwacji domniemanego nowego gatunku, potem połączył je linią, by wreszcie – jak to on – dojść do wniosku, że pierwsze relacje pochodzą z okolic elektrowni atomowej Mother Goose, a więc ptak musi być popromiennym mutantem. Został oczywiście wyśmiany, dyskutanci wskazywali, że promieniowanie prędzej zabije ptaka, niż zmieni jego genotyp, najwyraźniej nikt jednak nie popatrzył na mapę w taki sposób jak Donald. – Słuchaj, jeżeli widziano go wtedy tu, tu i tu… – wskazał na ekran – to czy za tydzień nie powinien pojawić się gdzieś… o, tu? Lucy aż podskoczyła, kiedy dotarło do niej, co miał na myśli mąż. Błyskawicznie podjęli decyzję: pojadą do parku narodowego Pennacooke, opiszą nowy gatunek i pozostawią swoje nazwisko w historii!
Leżała więc teraz w dość niewygodnej pozycji, ciesząc się, że nie leje, i wspominając inne okazy, które udało jej się dostrzec i uwiecznić: czaplę siwą, dzięcioła kosmatego czy bielika amerykańskiego. Niektóre z nich jakby same wleciały jej przed obiektyw, z innymi musiała się sporo namęczyć. Kolibry łatwo było zwabić, wieszając paśnik z mocno osłodzoną wodą, ale z drugiej strony spróbujcie złapać ładne ujęcie ptaka, który porusza skrzydłami od 10 do 90 razy na sekundę! Uśmiechnęła się sama do siebie i ponownie skupiła uwagę na pobliskich drzewach. Wyglądały na idealne schronienie dla stworzenia, którego szukali. Po kwadransie zerknęła na zegarek: nadszedł czas obudzić Dona. Popatrzyła na męża, głęboko śpiącego na legowisku obok niej, i delikatnie dotknęła jego ramienia. Obudził się natychmiast, jak zwykle czujny i w jednej chwili przytomny. Nauczył się tego przez lata, spędzone w czatowniach całych Stanów.
Wiedział też doskonale, że nie powinien się odzywać. Uniósł tylko brwi i spojrzał pytająco na żonę. Pokręciła przecząco głową, więc opadł na posłanie, przetarł dla porządku oczy i sięgnął po manierkę z wodą. Nie używali plastikowych butelek, które mogły w każdym momencie z trzaskiem wrócić do poprzedniego kształtu i spłoszyć wszystkie dzikie zwierzęta w pobliżu. Minęło kilka minut. Lucy zastanawiała się, czy nie zdrzemnąć się, pozostawiając Donalda na posterunku, kiedy coś w koronie najdalszego drzewa przyciągnęło jej uwagę. Wszystkie inne ptaki ucichły. „Czyżby drapieżnik?” Niewyraźny kształt przeskakiwał z gałęzi na gałąź, kryjąc się za bujnym listowiem. Lucy trąciła męża i gestem wskazała mu aparat. Oboje przywarli do okularów, wstrzymując oddech.
Ptak najwyraźniej wolał pozostawać w cieniu, toteż nie byli w stanie dostrzec go w całej okazałości. Wskoczył w końcu na konar tak, że spośród liści wystawała tylko głowa, i zaczął nią kołysać w lewo i w prawo. Wodzili za nim wzrokiem, poruszając tylko oczyma, oddychając najciszej, jak potrafili… aż poczuł się pewniej. Kilka podskoków i znalazł się wyżej, na prostopadłej, bezlistnej gałęzi, rozwinął skrzydła i nastroszył pióra na głowie. Uniósł wysoko dziób, a potem wydobył z siebie melodyjny tryl, i wreszcie rozpoczął coś, co mogło być tylko godowym tańcem. Rozwinął ogon i zaczął przedreptywać na gałęzi, a jego pióra mieniły się, kiedy promienie słońca padały na nie przez przerwy w listowiu. Zafascynowani obserwatorzy dali się uwieść temu spektaklowi, zachłannie spoglądając na migotliwą, wirującą w miejscu postać. Nie wiedzieli, ile czasu to wszystko trwało, a po wszystkim nie mogli przypomnieć sobie kształtu ani koloru… Byli jednak pewni, że właśnie widzą najcudowniejszą rzecz w życiu.
Kiedy ptak skończył, a oni oprzytomnieli, okazało się, że Donald zdołał nacisnąć spust migawki tylko raz, dopiero pod koniec tańca. Rzucili się do laptopa, na jedynym zdjęciu widniała jednak rozmazana, niewyraźna sylwetka. Nic z tego nie wynikało, a czas ich pobytu w parku dobiegł końca. Przełknęli gorycz porażki, spakowali się, dotarli do auta i ruszyli ku domowi. Nie rozmawiali ze sobą. Oboje zbyt dobrze wiedzieli, czym się to może skończyć: wzajemnym obwinianiem się o fiasko wyprawy i karczemną awanturą. Lucy wyłączyła radio szybciej, niż je włączyła – na samochodowym odbiorniku nie dało się złapać żadnej sensownej stacji. Dojechali do przeprawy, gdzie stanęli, czekając aż prom odbije od przeciwległego brzegu i zacznie leniwie pełznąć w ich kierunku.
Właśnie wtedy Lucy usłyszała ciche stukanie. Najpierw myślała, że to dochodzi z przodu, od strony stygnącego silnika, ale kiedy po chwili się powtórzyło, odwróciła głowę ku tylnej kanapie. Leżała na niej między innymi spora skórzana torba, w której wozili zazwyczaj termos i kanapki. To z jej wnętrza dochodził słabiutki dźwięk. Stuk. Drap-drap. Stuk-stuk. Teraz i Donald zwrócił uwagę na dziwne odgłosy. Jego żona wyszła z samochodu, otworzyła tylne drzwi i uniosła torbę do ucha. Cokolwiek znajdowało się w środku, ucichło. Porozumieli się wzrokiem, Don również wysiadł z auta, stanął obok żony i zabrał jej torbę. Zdecydowanym ruchem otworzył ją, przygotowany, że w środka znajduje się szczur lub jakieś inne, niekoniecznie przyjemne zwierzę, które zaatakuje jedno z nich albo błyskawicznie wyskoczy na zewnątrz, przyprawiając ich o zawał, a potem ucieknie.
Tymczasem nie stało się nic podobnego. Niemal zderzyli się głowami, zaglądając do środka. We wnętrzu torby, przytulone do ciepłego termosu, siedziało w skorupkach jajka świeżo wyklute pisklę. Pisnęło cicho i dziobnęło od środka w torbę, po czym nastroszyło piórka i popatrzyło na ludzi. Puchata, wiercąca się kulka z wielkimi czarnymi paciorkami oczu wzbudzała współczucie. Lucy pierwsza wyciągnęła dłoń i pogłaskała pisklaka po łebku. Przymknął powieki i poddał się pieszczocie, nawet nie próbując się bronić. – Don, zabierzemy go do domu! Umoszczę mu gniazdko na nocnej szafce, a potem sprawdzimy, co mu najbardziej smakuje. Patrz, prom jest już blisko. Mąż z ulgą wziął ją w objęcia. – Wiesz, nie znoszę takiej atmosfery. Nie udało nam się, ale mamy przynajmniej tego malca. Swoją drogą, ciekawe, jak zawędrował do naszej torby. Przez cały czas leżała przecież w szałasie!
Z tylnego siedzenia dobiegło cichutkie „ku-ku”.
_________
Tekst chroniony prawem autorskim, opublikowany na blogu madagaskar08.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.





Dzień dobry na nowym. Dzisiaj opowiadanie bardziej osadzone w realiach niż poprzednie, aczkolwiek powiedzmy, że promieniowanie nadal odgrywa tu pewną rolę (chociaż równie dobrze opisane wydarzenia mogłyby mieć miejsce bez niego, po prostu poszedłem trochę na skróty).
Skoro już piszę ten pierwszy komentatrz, trudno nie wspomnieć również o pozostałych inspiracjach, z których zdałem sobie sprawę nieco po fakcie, a więc o opowiadaniu „Złoty człowiek” Philipa K. Dicka, a także Radkowi Nawrotowi z poznańskiej GW za tekst o zwierzętach, przystosowujących się do życia w mieście i uzależniających od człowieka (na razie nie jestem w stanie znaleźć, ale jeśli mi się uda, podlinkuję).
Edit: No i się znalazł. W sumie jest w nim sporo oczywistości, ale poza tym i sporo ciekawych rzeczy, odnoszących się nie tylko do Poznania. http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,18056069,Pan_pozwoli__ze_sie_przedstawie____synantrop_jestem.html
Nie jest to nic niezwykłego (synantropy).

Pod blok mojej mamy regularnie podchodzą dziki, u mnie na osiedlu jeże spacerują co wieczór, ostatnio zadomowiły się lisy…
Normalni sąsiedzi w wielkim mieście
Dziki są w całym Trójmieście, kilka miesięcy temu opisywałem, jak o mało co nie zderzyliśmy się z dwójką knurów przechodzących przez jezdnię poza pasami. Wieczorem, jadąc Kielecką ku obwodnicy. O losze z warchlakami, widzianej w środku dnia w 2001 (!) za pomnikiem na Skwerze Tajnego Hufca Harcerzy przy Świętojańskiej, też wspominałem. Lisa widziałem raz bardzo w nocy, coś koło drugiej czy trzeciej, jak przechodził przez Świętojańską, kierując się w stronę Kamiennej Góry.
PS. Mam dzisiaj trochę biegania, ale postaram się jak najczęściej wskakiwać na Wyspę.
Witaj Kwaku
! Wielkie brawa, bo tekst jest wdzięczny, lekki i z odpowiednią dozą humorku !


„Kuku”. !
A dedykacja ? w sam raz !
Trochę opisowy, znaczy dialogów niewiele, ale skoro obserwatorzy ptaków, to raczej milczą, niż gadają.
Na pewno obserwatorzy nie gadają
Wiem to z doświadczenia. Nawet taka gaduła jak ja milczy, żeby nie płoszyć
A ptaki, jak i inne zwierzaki mają dużo lepszy słuch niż my, ludzie…
Mnie dialogi nie są w opowiadaniu potrzebne, bo opisy sytuacyjne doskonale je zastępują
Dzień dobry
Bardzo udane opowiadanie
Wprawdzie, z tego co wiem, kukułki nie podrzucają jajek do toreb samochodowych, ale co tam… W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe – nawet kukułki termosowe 😉
Dziękuję
To jest kukułka nowej jakości, kukułka-mutant i my tą kukułką nie mówimy jeszcze ostatniego słowa.
Czyli Darwinizm w czystej postaci. Zamiast szukać, coraz rzadszych, gniazd ptaków lepiej kukułkom podrzucać jajka do, coraz częstszych, kabin samochodów 😉
O – to – to właśnie. Skoro człowieki są takie uprzejme i się zajmą pisklakiem, dlaczego nie skorzystać?
Człowieki się coraz bardziej rozpychają, a z drugiej strony – ” bracia mniejsi”. Samo życie
Świetne opowiadanie
Bardzo mi się podoba, ale najwięcej chyba będzie zachwycona Mireczka. Można powiedzieć, że to tekst o niej wraz z małżonkiem 
No nie mów? Znaleźli po którymś wyjeździe kukułkę w torbie???
A na poważnie, to właśnie tak to widzę. Są tacy, co potrafią wiele zrobić, żeby tylko obserwować, a co dopiero, kiedy mieliby odkryć nowy gatunek! No i na tym pragnieniu – a właściwie na jego zewnętrznych objawach – bazuje superkukułka z opowiadania.
A to dopiero by była sensacja, gdyby im kukułka do torby pisklę podrzuciła
Ale niestety, kukułka podrzuca tylko swoje jajka i nie do torby 
…dopóki nie pojawi się superkukułka – synantrop, w dodatku działająca zespołowo.
I na dokładkę jajka potrzebują trochę więcej czasu, żeby się z nich pisklaki wykluły
Ale to nie jest reportaż z przebiegu… więc się nie czepiam

Noo, a może superkukułka właśnie wykluwa się superszybko po złożeniu jajka?
Znaczy zamysł był oczywiście taki, że samiec mydli oczy obserwatorom od frontu, tańcząc na gałęzi i zaćmiewając umysły, a samica zakrada się od tyłu i dup! znosi jajko, które się potem szybko wykluwa, żeby pisklę mogło z kolei oczarować jajkobiorców i mieć szansę przeżyć. Dlatego w tytule jest „strategia”, nieprawdaż.
Podrzucenie samego jajka mogłoby skończyć się… jajecznicą!
Albo wydmuszką! Kolekcjonerzy jajek zdaje się właśnie tak z nimi postępują.
Dlatego napisałam, że się nie czepiam
Jak dla mnie, superpisklaki mogą się wykluwać nawet podczas składania jajka
Małżonek, który to przeczytał stwierdził, że to na prawdę superkukułka, skoro udało jej się złożyć jajko w zamkniętej torbie
No cóż… zwykłej kukułce na pewno by się to nie udało…

Jak taka cwana, żeby to wszystko zaplanować, to i z otwarciem torby sobie poradziła
Mireczka jest zachwycona
W życiu udało nam się zobaczyć kilka ptaków – mieszanek różnych gatunków (chociaż nie kukułek
) Najczęściej są to krzyżówki krzyżówek. Każda inna i każda w swoim rodzaju. I nie jest im potrzebne do tych zmian żadne promieniowanie 
Och, ale ja potrzebowałem teorii o promieniowaniu nie tylko dla wyjaśnienia, skąd się wziął ten ptaszek, ale także po to, żeby główni bohaterowie domyślili się, gdzie go znaleźć.
Opowiadanko smakowite. Ciekawe, czy Miralka sprawdza dokładnie swoje torby po powrocie z wycieczek…
Swoją drogą, synantrop skojarzył mi się z początku z prachińskim człowiekiem – sinantropem, czyli pithecantropus siniensis…
Tak, to podobne słowo 🙂
Opowiadanko, jak pisałem, trochę zbyt treściwo-opisowe, brakuje dialogów, ale smaczkami starałem się troszeczkę doprawić.
Jestg ok. Kwaku ! W tym opowiadanku wszak nie o dialogi idzie 🙂
Po niektórych wycieczkach sprawdzam co się da, ale nie w poszukiwaniu jajek ptasich, a na ten przykład kleszczy… też są emocje, tylko trochę innego rodzaju

No i kleszcze nie kukają. Może powinienem dodać „niestety”.
Na pewno niestety, Mistrzu Q. Gdyby taki kleszcz kukał, albo wydawał inne dźwięki, łatwiej byłoby zarazę zlokalizować i utłuc
A tak po łażeniu po różnych wertepach i krzakach, trzeba dokładnie przejrzeć wszystko. Bo to malutkie paskudztwo i może się zaczaić byle gdzie…
I w sumie nie tyle sam kleszcz jest groźny, ile te różne choróbska, które przenosi…
Dzień dobry ! A Jo gdzie? przeżyła te kataklizmy ?
Może jeszcze dożyna jakąś wrogą watahę?
Raczej wroga wataha dorżnęła mnie.
A, właśnie wskoczyłem na szkice.
Kochani, wybywam na dłuższy czas – parę godzin zapewne. Dam znać, jak wrócę. No chyba żeby mi się udało z telefonu zerknąć na Wyspę.
Dzień dobry
Muszę co prawda lecieć do pracy, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie przeczytać opowiadanka
Dziękuję Mistrzu Q za piękną dedykację tak cudnej opowieści

A ja właśnie wróciłem. Proszę bardzo, cieszę się, że się podobało opowiadanie, pamiętaj jednak, że pewnie by nie powstało, gdyby nie Twoje relacje
Uważam, że zadziałało to słowo, co zawsze zapominam i Mistrz Tetryk mi musi przypominać – znaczy że wzajemnie na siebie wpłynęliśmy i każdy coś z tego wyniósł nowego i zyskał.
DzińDybry:)) Kochanie, czy cytryna ma nóżki ??? Nie ??? W takim razie wycisnąłem kanarka do herbaty :))
DzińDybry 🙂 Makabryczny dowcip, dobrze że nie prawdziwy
Makabryczny to jest podobny o pingwinach…
To prosimy!
No, gdzie te pingwiny?
Powiedziałbym „na Madagaskarze”, gdybyśmy właśnie nie byli na Madagaskarze!
Uciekły przed wami. Do zoo w NYC.
Wchodzi facet do baru zamawia setkę i pyta barmana. Barman czy pingwin może być taki ? Pokazuje ręką do kolan. Oczywiście odpowiada barman, następna setkę proszę. Barman czy pingwin może być taki pokazuje do pasa, pewnie że może. następną setkę proszę. Barman czy pingwin może być taki, pokazuje do ramion. Raczej nie mówi barman, zatem przejechałem zakonnicę powiada klient. Można opowiadać w drugą stronę, kończy się zgwałceniem pingwina:))
Ała
Przez dwa ł, Pugaczowa :))
Ten ci jest!
Dobrej nocy życzę i idę spać
Spokojnej. Swoją drogą, czas na dobranockę, co też zaraz uskutecznię.
No to dobranocka.
Nie chciałem już szukać kolejnego utworu Vollenweidera, ponieważ najlepszą nawet muzykę staram się sobie (i Wyspiarzom) dawkować. Skoro nie Herr Andreas, to może Herr Friedemann?
Na Friedemanna Witeckę trafiłem przypadkiem, szukając klimatów podobnych do Vollenweidera, a zauroczenie zaczęło się od utworu „My Blue Star” z albumu „Aquamarin” (1990). Dlatego też na dobranoc zaserwuję dzisiaj ten kawałek. Że co? Że zbyt dynamiczny? Ależ proszę bardzo – może sny będą ciekawe?
Snów o gwiazdach – czasem bliższych, niż się zdaje.
Nie wydało mi się to nazbyt dynamiczne 🙂
Dobranoc w upalną noc 🙂
Dzień dobry
Następny upalny się budzi 
U mnie pobudka w postaci 3 ciężarówek budowlanych i kopary 4 metry od okien. A, i panowie budowlańcy mordy drzący.
Mam dość.
Na „drących mordy” budowlańców jest jeden sposób: Wydrzeć się jeszcze głośniej niż oni!

Żadne inne metody nie skutkują
Tak jest, to prawda. Co więcej, nie należy się ograniczać w tym darciu ze słownictwem i barwnością opisów, wtedy jest szansa, że panowie budowlańcy zaklasyfikują osobę drącą się na nich jako „niebezpiecznego wariata/ wariatkę” i jako takiego (lub taką) będą obchodzić z daleka.
Dzień dobry
Moją strategią przetrwania jest dobra kawa z rana.
Potem łatwiej się zmagać z życiem 😉
Zapraszam na kawę
Witajcie!

Sam nie wiem, czy obkładać się masełkiem, czy skwareczkami, czy liczyć na to co się wytopi – byle się nie przypalić!
Jakby się wytapiało, to zacisnęłabym zęby i jakoś wytrzymała. Ale się cholera nie chce wytapiać. Tak przynajmniej twierdzi moja waga łazienkowa – ta, co notorycznie popełnia samobójstwo.
Dzień dobry, dzisiaj mam zamiar zabrać młodych ludzi (Juniora z kolegą) do akwaparku, ale to po południu.
Tymczasem, oczywiście, kawa (gratisss!).
U mnie 29’C i pływam. W dodatku gotuję obiad na 5 osób, więc pływam podwójnie. Będzie mnie tu dzisiaj mało.
Witaj Poranna – ryż z truskawkami to najlepszy obiad na dziś. Ewentualnie chłodnik. Trzymam kciuki byś przetrwała.
Dziękuję, już po obiedzie i jeszcze żyję. Przecież nie dam gościom z Kanady ryżu z truskawkami, chociaż przy takiej gorączce, może by się nie pogniewali…

Dzięki za kciuki, pomogły w przetrwaniu.
Żeby chociaż byli z Japonii albo z Chin… 😉
No właśnie, oni podobnie do nas wolą ziemniaki. To jest małżeństwo i on zachwyca się pyrami. Przecież to były Poznaniak i stęskniony za swoim miastem. Ona Rosjanka i lubi wszystko. Tacy to są goście.
Dzień dobry ! Strategia przetrwania ? Nie wychodzić z domu, zamknąć okna i włączyć klimę, jeśli sie ją ma. Jeśli nie – wanna z zimną wodą.
Właśnie planuję po południu zabrać chłopaków do basenu z zimną wodą. Jedyne, co mnie martwi, to że przy tej pogodzie więcej ludzi na to wpadnie.
Sierpień – cieplutko i coraz bliżej Wielkanoc
Aż się boję myśleć…
Ha, no proszę. Przypadkiem trafiłem w sieci na coś, co pod wieloma względami (pogoda na zewnątrz, temat tego opowiadani) warto pokazać, bo pasuje!
„Obserwowanie ptaków. Wersja dla pomieszczeń zamkniętych.”
Obserwacja ptaków w takim wykonaniu – rewelacyjna
Dzień dobry

Jak widzę macie taką pogodę jak ja, czyli pali i smali
35
Nie wiem, ile w cieniu, bo u mnie nie ma cienia.
Na szczęście podłoga chłodzi.
Haha, akwapark. Służba zdrowia i szpital. Była kardiologia, teraz jest interna. Właśnie wróciłem.
Auu! Kto tym razem? Nadal ciocia?
Onaż sama. W dodatku nic nikomu nie powiedziała, oprócz jednej koleżanki, więc niewiele brakowało, żebym się zaczął do niej włamywać (skoro nikt nie reagował na telefon i dzwonki do drzwi…)
Myślałem, że to będzie o ptaku gatunku quackie, ale się mimo zawodu nie rozczarowałem. Dlaczego tak myślałem? Dobre pytanie. Sam nie wiem.
Ukłony dla Autora i innych Wyspiarzy
Dobry wieczór! Autor się schował kędyś w opowiadaniu, ale wcale nie w koronie drzewa 🙂 co do ptaków o oryginalnych korzeniach, czy pamięta Pan ptaka Dudi???
No i jakoś przeżyłam ten męczący, upalny dzień. W nocy zapowiadają burzę, jutro nieco chłodniej.

Teraz przyszłam powiedzieć Wam dobranoc.
Takie wczesne chodzenie spać to też jest strategia przetrwania!
To wychodzi na jaw zwłaszcza rano…
No właśnie, bo już jestem
Dobranoc jak niżej.
Ponieważ kompletnie nie mam dzisiaj pomysłu na dobranockę, proponuję piosenkę dobranockową, na pewno już przeze mnie przynajmniej raz zamieszczaną na Wyspie. Madonna i „Dear Jessie” z prawdziwą(?) dobranocką na filmie. Poza tym, że to dobranocka, to całkiem fajna muzyka pod względem melodii i harmonii, a końcówka całkiem barokowa. Trochę Haendlowska?
Snów z dzieciństwa, takich najfajniejszych.
Ładne 🙂 Od razu odmłodniałam… nieco.
Hmmm.. a ja poróżowiałem…
Ale trąba Ci nie urosła?
Jak się wyśpię, to się obejrzę!
To spokojnych snów! Odmeldowuję się na dziś.
Efekt uboczny, jednak z tych pożądanych.
Ładniusia ta kolorowanka na dobranoc
No to idę spać, może da się. 
Dzień dobry
Miała być w nocy burza i nie była 
Witajcie!
te 20 oC, jak z rańca, to był bardzo dobry wynik…
Dzień dobry. Czas wstawać i kawać.
A burze, przynajmniej w naszej części Polski, zapowiadają na wczesne popołudnie.
DzięDobry:)) A ku ku :)))
Dzień dobry! Czyżbyś się podrzucił na Wyspę w czyjejś torbie na kanapki?
Podrzuciła mnie Benaczechina :)))
U mnie od rańca 22’C. Chmurzy się też, jest nadzieja jeśli nie na burzę, to na trochę deszczu
Dopiero teraz mogłam usiąść przy kompie, bo goście wybyli załatwiać swoje sprawy. No to na sparzyłam sobie kawkę
i mam trochę relaksu. Może komuś jeszcze kawy?
Bo widzę, że nikt nie częstuje…
Może każdy ma swoją?
Też tak mi się wydaje, trochę późno zaproponowałam.
Jednak wcześniej nie mogłam, bo mam tu nieco zamieszania i muszę też się pakować. Po południu wyjeżdżam.
Dooo… Kanady?
Nie, tylko do siostry na wieś. Nadchodzą podobno najgorętsze dni, tam łatwiej je znieść. Goście wyjeżdżają do Kanady 17 sierpnia a tu będą jak u siebie. Mają do załatwienia mnóstwo spraw. Ja dołączę do nich tutaj za tydzień. Jeszcze pobędziemy trochę razem
Na długo?
Wyjaśniłam wyżej. Ale stamtąd też będę wchodzić na Wyspę.
Ja dzisiaj to kompocik wiśniowy, dobrze schłodzony.
Może być! Ja zaś właśnie czaję się na kawę popołudniową. Gorącą.
Dzień dobry
Niestety, temperatura rośnie i znowu ma być w granicach 30C… czyli jak od ponad tygodnia
I tak ma być nie wiadomo ile jeszcze czasu, bo w prognozach na najbliższe 10 dni zmian nie ma… Codziennie tak ok. „trzydziestki” (28 – 32C). 
U mnie na razie chłodno (tylko 17C) i mogłoby tak zostać na dłużej
U nas ciepło, nawet bardzo ciepło, ale znośnie. Jak patrzyłem na prognozy IMGW, to pomorskie było bodaj jedynym województwem, w którym NIE będzie upałów wyższych niż pierwszy stopień.
Udało się dzisiaj zabrać Juniora z gościem do akwaparku, hura!
Zapytałabym jakie masz znaki szczególne ręcznika na przyszłość, hehe, może nie będę chlapać
Ręczniki zostawiliśmy w szafkach, tak się kamuflujemy, ha!
o inne znaki szczególne nie zapytam
Alei tak pewnie nie szybko powtórzymy wyprawę, jednak nad jeziora bliżej i ciszej
Też wychodzimy z tego założenia, dlatego w sobotę CHYBA wybywamy w jedno miejsce, a potem w niedzielę za tydzień w drugie. Mam nadzieję.
Nad Krakówkiem grzmi, błyska i leje! Opiekanie litościwie zamieniono nam na obgotowywanie…
Front sięga od Płocka do Tatr, u nas nic się nie zapowiada, a w sumie może by się wygrzmiało, wybłyskało i by trochę się oczyściła atmosfera po tym upale?
Aaach, pomokłabym
Melduję, że jestem już na wsi i idę spać

Spokojnej wiejskiej nocy!
No i znów dobranocka.
Mam ostatnio fazę na powtórzenia, ale nie dałbym sobie palca uciąć, czy to już proponowałem na Wyspie? W każdym razie po raz kolejny cielęce lata, pierwsza miłość, film w kinie „Kameralnym” albo kameralnym kinie, co na jedno wychodzi, i ta piosenka. Jevetta Steele i „Calling You”.
Potężny głos i delikatna melodia, spokojne tempo, ale ekspresja… nie całkiem dobranockowa.
Snów wyłącznie spokojnych (mimo temperatury).
PS. Zostało mi jeszcze jakieś 4-5 godzina słomianego wdowieństwa.
Poszalejesz ?
Znaczy żeby wykorzystać do imentu te cirka 4 godziny? Podejrzewam, że nie sądzę. Muszę być w formie na wnoszenie waliz na to nasze IV piętro. Ale może coś się uda jeszcze przez chwilę.
Tęsknisz za kimś 🙂 tak sądzę po Twoich dobranockowych wyborach
..albo za czymś 🙂
Zapalę już lampkę, bo miałam dziś nieco zbyt bliski kontakt
z medycyną, a bardzo nie lubię
Dobranoc.
Dzień dobry
Koguty pieją, kurki gdaczą, ptaszki świergolą… Sielsko, anielsko 
A ku ku :))))
Nie ma kukułki, nawet w koszyku 😉
Coraz cieplej się robi
Dzień dobry. Kawa bardzo wskazana, albowiem długo to ja dzisiaj nie spałem, siłą rzeczy. Za oknem już upał, tak jak u Bożenki, podejrzewam (pokój ma okna od wschodu).
Nie tylko od wschodu, ale i od południa.
Oooo… nie przywitałem się jeszcze? Co za młyn…

Witajcie!
Dzień dobry! Tu też młyn, podróżnicy wstali, rozpakowali się, pranie nastawili…
Dzierń dobry !
Jak młyn, to co mielą ? 
Kurczę, dobre pytanie. Powiedziałbym, że kukurydzę na mąkę, żeby zrobić nachos
Młyny historii mielą głównie ludzi… młyny histerii też, choć na ogół na szczęście na mniejszą skalę
Trafiłeś w samo sedno z tymi drugimi.
Między innymi dlatego zmykam na jakiś czas.
Dzień dobry
Raz że wczoraj miałam ciężki dzień, a dwa, tak przed 4 nad ranem dwa szopy się tłukły. Na noc okna otwarte, to i było je dobrze słychać
Darły się tak, że nawet mnie obudziły…
Ja dzisiaj też przemielona
DzińDybry:))) Zrobiłem sobie gorąca kąpiel, wyszedłem z wanny jakiż miły chłodek :)))
Może to i dobry sposób, ale czy na dłużej wystarczy?
No to mamy nowego Haruna ar Rashida !~Niech nam żyje .Ku chwale Ojczyzny. A może lepiej brzmi ” obwoźny prezydent „?
??? A czemu Harun? Przebiera się za zwykłego człowieka i podgląda życie współobywateli incognito?
Harun a’rebours – przebiera się za męża stanu!
Mógłbyś uprzedzać. Oplułam ekran.
..ja też
Bo obiecał wędrówki po kraju. Powinnam była napisać, że to kieszonkowy Harun ar Rashid
Wędrówki Szyszkowego Dziadka?
Zmykam na grilla, pozwoliłem sobie zostawić pięterko 😉 Miłej wspinaczki!
Supper ! Coś miłego dzisiaj
Dobranocka będzie dzisiaj jeszcze tutaj.
Na dobranockę Marek Grechuta. Mogłem zaproponować różne jego piosenki, ale wybrałem tę – potoczystą, zarazem melancholijną i spokojną. Te skrzypce.
Snów nieco mniej upalnych niż pogoda!
O tak, Marek jest znakomity na każdą pogodę~!
Dobranoc