« Promienie O zgubnych skutkach synergii »

Strategia przetrwania

dedykuję Mireczce w uznaniu pasji i relacji, zdawanych nam na Wyspie
a także Lucy i Donaldowi, którzy
a) wcale nie obserwują ptaków,
b) najpewniej tego nie przeczytają 😉

Lucy oparła się na łokciu i jęknęła w duchu. Już ponad trzy godziny leżała w szałasie, który wybudowali z Donaldem jako kryjówkę przed zwierzętami i ptakami. Pod konstrukcją z żerdek, osłoniętą gałęziami przygiętych drzewek, krzaków i – częściowo – siatką maskującą, mieściły się wygodnie dwie karimaty, dwa śpiwory, plecaki, a także to, co najważniejsze – wielka lornetka oraz cyfrowa lustrzanka z teleobiektywem na niewielkim trójnogu. Czaili się tu od dwóch dni, pozostawiwszy samochód na parkingu kilka mil dalej. Pracownik straży parkowej w brązowym kapeluszu i lśniącej od deszczu nieprzemakalnej pelerynie, jak zawsze kojarzący się Lucy ze strażnikiem Smithem z animowanego serialu o misiu Yogim, przywitał ich, pobrał opłatę za wstęp i parkowanie, a potem zaopatrzył w dwie mapki, na koniec ostrzegając przed niedźwiedzicą, która ostatnio była widziana w górzystej części terenu.

Na szczęście dobę później przestało padać, chmury się rozwiały, a na błękitnym niebie błysnęło słońce. Lucy i Donald liczyli na taki właśnie obrót spraw. Obserwowali ptaki od niemal dekady, wkładając w to całe serce i duszę, poświęcając każdą wolną chwilę, żeby wybrać się tam, gdzie mieli szansę dostrzec, a najlepiej – sfotografować nowy okaz do swojej kolekcji. Nie traktowali przy tym pierzastych stworzeń jako kolejnej pozycji do odfajkowania na liście. Wprost przeciwnie, za każdym razem znajdowali coś godnego zachwytu: czasem było to upierzenie, czasem głos, zachowanie, technika lotu, sposób zdobywania pożywienia… Dlatego teraz przyjechali aż tutaj, narażając się na przemoczenie, przeziębienie, komary, a w najlepszym razie niewygody biwaku na łonie natury.

Na internetowych forach, zrzeszających podobnych im pasjonatów, od pewnego czasu pojawiały się doniesienia o niespotykanym dotąd gatunku ptaka. Ci, którzy go obserwowali, nie byli w stanie podać żadnych szczegółów dotyczących wielkości, koloru ani głosu. Pisali tylko o niejasnych wrażeniach z obserwacji, towarzyszącym jej nieziemskim zachwycie i rozmytych wspomnieniach. Wielkości niedużego gołębia, a może sporego kwiczoła? Pióra… chyba różnokolorowe, ale tu zeznania przeczyły sobie, jedni mówili o tęczujących piórach na skrzydłach i raczej szaroburej reszcie upierzenia, inni zarzekali się, że widzieli błękitny grzbiet i jasnoszary brzuch, a do tego krwistopomarańczowe podgardle. Co do głosu zaś, to każdy mówił co innego. Wśród relacji pojawiało się zarówno nieprzyjemne skrzeczenie, jak i prześliczne trele, przypominające koloraturowy sopran. Nikt jednak nie dysponował zdjęciem ani nagraniem, ptak czekał więc na swojego odkrywcę. Właśnie tu Lucy i Donald dostrzegli swoją szansę.

Jeden z bywalców forum, posługujący się pseudonimem „dziwak22”, lekceważony przez większość użytkowników za snucie niewiarygodnych teorii, przeprowadził ciekawą analizę. Zaznaczył na mapie miejsca i daty obserwacji domniemanego nowego gatunku, potem połączył je linią, by wreszcie – jak to on – dojść do wniosku, że pierwsze relacje pochodzą z okolic elektrowni atomowej Mother Goose, a więc ptak musi być popromiennym mutantem. Został oczywiście wyśmiany, dyskutanci wskazywali, że promieniowanie prędzej zabije ptaka, niż zmieni jego genotyp, najwyraźniej nikt jednak nie popatrzył na mapę w taki sposób jak Donald. – Słuchaj, jeżeli widziano go wtedy tu, tu i tu… – wskazał na ekran – to czy za tydzień nie powinien pojawić się gdzieś… o, tu? Lucy aż podskoczyła, kiedy dotarło do niej, co miał na myśli mąż. Błyskawicznie podjęli decyzję: pojadą do parku narodowego Pennacooke, opiszą nowy gatunek i pozostawią swoje nazwisko w historii!

Leżała więc teraz w dość niewygodnej pozycji, ciesząc się, że nie leje, i wspominając inne okazy, które udało jej się dostrzec i uwiecznić: czaplę siwą, dzięcioła kosmatego czy bielika amerykańskiego. Niektóre z nich jakby same wleciały jej przed obiektyw, z innymi musiała się sporo namęczyć. Kolibry łatwo było zwabić, wieszając paśnik z mocno osłodzoną wodą, ale z drugiej strony spróbujcie złapać ładne ujęcie ptaka, który porusza skrzydłami od 10 do 90 razy na sekundę! Uśmiechnęła się sama do siebie i ponownie skupiła uwagę na pobliskich drzewach. Wyglądały na idealne schronienie dla stworzenia, którego szukali. Po kwadransie zerknęła na zegarek: nadszedł czas obudzić Dona. Popatrzyła na męża, głęboko śpiącego na legowisku obok niej, i delikatnie dotknęła jego ramienia. Obudził się natychmiast, jak zwykle czujny i w jednej chwili przytomny. Nauczył się tego przez lata, spędzone w czatowniach całych Stanów.

Wiedział też doskonale, że nie powinien się odzywać. Uniósł tylko brwi i spojrzał pytająco na żonę. Pokręciła przecząco głową, więc opadł na posłanie, przetarł dla porządku oczy i sięgnął po manierkę z wodą. Nie używali plastikowych butelek, które mogły w każdym momencie z trzaskiem wrócić do poprzedniego kształtu i spłoszyć wszystkie dzikie zwierzęta w pobliżu. Minęło kilka minut. Lucy zastanawiała się, czy nie zdrzemnąć się, pozostawiając Donalda na posterunku, kiedy coś w koronie najdalszego drzewa przyciągnęło jej uwagę. Wszystkie inne ptaki ucichły. „Czyżby drapieżnik?” Niewyraźny kształt przeskakiwał z gałęzi na gałąź, kryjąc się za bujnym listowiem. Lucy trąciła męża i gestem wskazała mu aparat. Oboje przywarli do okularów, wstrzymując oddech.

Ptak najwyraźniej wolał pozostawać w cieniu, toteż nie byli w stanie dostrzec go w całej okazałości. Wskoczył w końcu na konar tak, że spośród liści wystawała tylko głowa, i zaczął nią kołysać w lewo i w prawo. Wodzili za nim wzrokiem, poruszając tylko oczyma, oddychając najciszej, jak potrafili… aż poczuł się pewniej. Kilka podskoków i znalazł się wyżej, na prostopadłej, bezlistnej gałęzi, rozwinął skrzydła i nastroszył pióra na głowie. Uniósł wysoko dziób, a potem wydobył z siebie melodyjny tryl, i wreszcie rozpoczął coś, co mogło być tylko godowym tańcem. Rozwinął ogon i zaczął przedreptywać na gałęzi, a jego pióra mieniły się, kiedy promienie słońca padały na nie przez przerwy w listowiu. Zafascynowani obserwatorzy dali się uwieść temu spektaklowi, zachłannie spoglądając na migotliwą, wirującą w miejscu postać. Nie wiedzieli, ile czasu to wszystko trwało, a po wszystkim nie mogli przypomnieć sobie kształtu ani koloru… Byli jednak pewni, że właśnie widzą najcudowniejszą rzecz w życiu.

Kiedy ptak skończył, a oni oprzytomnieli, okazało się, że Donald zdołał nacisnąć spust migawki tylko raz, dopiero pod koniec tańca. Rzucili się do laptopa, na jedynym zdjęciu widniała jednak rozmazana, niewyraźna sylwetka. Nic z tego nie wynikało, a czas ich pobytu w parku dobiegł końca. Przełknęli gorycz porażki, spakowali się, dotarli do auta i ruszyli ku domowi. Nie rozmawiali ze sobą. Oboje zbyt dobrze wiedzieli, czym się to może skończyć: wzajemnym obwinianiem się o fiasko wyprawy i karczemną awanturą. Lucy wyłączyła radio szybciej, niż je włączyła – na samochodowym odbiorniku nie dało się złapać żadnej sensownej stacji. Dojechali do przeprawy, gdzie stanęli, czekając aż prom odbije od przeciwległego brzegu i zacznie leniwie pełznąć w ich kierunku.

Właśnie wtedy Lucy usłyszała ciche stukanie. Najpierw myślała, że to dochodzi z przodu, od strony stygnącego silnika, ale kiedy po chwili się powtórzyło, odwróciła głowę ku tylnej kanapie. Leżała na niej między innymi spora skórzana torba, w której wozili zazwyczaj termos i kanapki. To z jej wnętrza dochodził słabiutki dźwięk. Stuk. Drap-drap. Stuk-stuk. Teraz i Donald zwrócił uwagę na dziwne odgłosy. Jego żona wyszła z samochodu, otworzyła tylne drzwi i uniosła torbę do ucha. Cokolwiek znajdowało się w środku, ucichło. Porozumieli się wzrokiem, Don również wysiadł z auta, stanął obok żony i zabrał jej torbę. Zdecydowanym ruchem otworzył ją, przygotowany, że w środka znajduje się szczur lub jakieś inne, niekoniecznie przyjemne zwierzę, które zaatakuje jedno z nich albo błyskawicznie wyskoczy na zewnątrz, przyprawiając ich o zawał, a potem ucieknie.

Tymczasem nie stało się nic podobnego. Niemal zderzyli się głowami, zaglądając do środka. We wnętrzu torby, przytulone do ciepłego termosu, siedziało w skorupkach jajka świeżo wyklute pisklę. Pisnęło cicho i dziobnęło od środka w torbę, po czym nastroszyło piórka i popatrzyło na ludzi. Puchata, wiercąca się kulka z wielkimi czarnymi paciorkami oczu wzbudzała współczucie. Lucy pierwsza wyciągnęła dłoń i pogłaskała pisklaka po łebku. Przymknął powieki i poddał się pieszczocie, nawet nie próbując się bronić. – Don, zabierzemy go do domu! Umoszczę mu gniazdko na nocnej szafce, a potem sprawdzimy, co mu najbardziej smakuje. Patrz, prom jest już blisko. Mąż z ulgą wziął ją w objęcia. – Wiesz, nie znoszę takiej atmosfery. Nie udało nam się, ale mamy przynajmniej tego malca. Swoją drogą, ciekawe, jak zawędrował do naszej torby. Przez cały czas leżała przecież w szałasie!

Z tylnego siedzenia dobiegło cichutkie „ku-ku”.

_________
Tekst chroniony prawem autorskim, opublikowany na blogu madagaskar08.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

153 komentarze

  1. Quackie pisze:

    Dzień dobry na nowym. Dzisiaj opowiadanie bardziej osadzone w realiach niż poprzednie, aczkolwiek powiedzmy, że promieniowanie nadal odgrywa tu pewną rolę (chociaż równie dobrze opisane wydarzenia mogłyby mieć miejsce bez niego, po prostu poszedłem trochę na skróty).

    Skoro już piszę ten pierwszy komentatrz, trudno nie wspomnieć również o pozostałych inspiracjach, z których zdałem sobie sprawę nieco po fakcie, a więc o opowiadaniu „Złoty człowiek” Philipa K. Dicka, a także Radkowi Nawrotowi z poznańskiej GW za tekst o zwierzętach, przystosowujących się do życia w mieście i uzależniających od człowieka (na razie nie jestem w stanie znaleźć, ale jeśli mi się uda, podlinkuję).

    Edit: No i się znalazł. W sumie jest w nim sporo oczywistości, ale poza tym i sporo ciekawych rzeczy, odnoszących się nie tylko do Poznania. http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,18056069,Pan_pozwoli__ze_sie_przedstawie____synantrop_jestem.html

    • Krzysztof z Gdańska pisze:

      Nie jest to nic niezwykłego (synantropy). Kocur
      Pod blok mojej mamy regularnie podchodzą dziki, u mnie na osiedlu jeże spacerują co wieczór, ostatnio zadomowiły się lisy…
      Normalni sąsiedzi w wielkim mieście Wink

      • Quackie pisze:

        Dziki są w całym Trójmieście, kilka miesięcy temu opisywałem, jak o mało co nie zderzyliśmy się z dwójką knurów przechodzących przez jezdnię poza pasami. Wieczorem, jadąc Kielecką ku obwodnicy. O losze z warchlakami, widzianej w środku dnia w 2001 (!) za pomnikiem na Skwerze Tajnego Hufca Harcerzy przy Świętojańskiej, też wspominałem. Lisa widziałem raz bardzo w nocy, coś koło drugiej czy trzeciej, jak przechodził przez Świętojańską, kierując się w stronę Kamiennej Góry.

  2. Quackie pisze:

    PS. Mam dzisiaj trochę biegania, ale postaram się jak najczęściej wskakiwać na Wyspę.

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Kwaku Hi3 ! Wielkie brawa, bo tekst jest wdzięczny, lekki i z odpowiednią dozą humorku ! Brawo! Brawo! Brawo!
      „Kuku”. !
      A dedykacja ? w sam raz ! Overjoy

      • Quackie pisze:

        Trochę opisowy, znaczy dialogów niewiele, ale skoro obserwatorzy ptaków, to raczej milczą, niż gadają.

        Wink1

        • miral59 pisze:

          Na pewno obserwatorzy nie gadają Wink Wiem to z doświadczenia. Nawet taka gaduła jak ja milczy, żeby nie płoszyć Happy-Grin A ptaki, jak i inne zwierzaki mają dużo lepszy słuch niż my, ludzie…
          Mnie dialogi nie są w opowiadaniu potrzebne, bo opisy sytuacyjne doskonale je zastępują Delighted

  3. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    Bardzo udane opowiadanie Brawo!

    Wprawdzie, z tego co wiem, kukułki nie podrzucają jajek do toreb samochodowych, ale co tam… W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe – nawet kukułki termosowe 😉

    • Quackie pisze:

      Dziękuję Pleasure

      To jest kukułka nowej jakości, kukułka-mutant i my tą kukułką nie mówimy jeszcze ostatniego słowa.

      Wink1

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        Happy-Grin
        Czyli Darwinizm w czystej postaci. Zamiast szukać, coraz rzadszych, gniazd ptaków lepiej kukułkom podrzucać jajka do, coraz częstszych, kabin samochodów 😉

  4. Bożena pisze:

    Świetne opowiadanie Brawo! Bardzo mi się podoba, ale najwięcej chyba będzie zachwycona Mireczka. Można powiedzieć, że to tekst o niej wraz z małżonkiem Happy

    • Quackie pisze:

      No nie mów? Znaleźli po którymś wyjeździe kukułkę w torbie???

      Wink1

      A na poważnie, to właśnie tak to widzę. Są tacy, co potrafią wiele zrobić, żeby tylko obserwować, a co dopiero, kiedy mieliby odkryć nowy gatunek! No i na tym pragnieniu – a właściwie na jego zewnętrznych objawach – bazuje superkukułka z opowiadania.

      • Bożena pisze:

        A to dopiero by była sensacja, gdyby im kukułka do torby pisklę podrzuciła Hihihi! Ale niestety, kukułka podrzuca tylko swoje jajka i nie do torby Wink

        • Quackie pisze:

          …dopóki nie pojawi się superkukułka – synantrop, w dodatku działająca zespołowo.

        • miral59 pisze:

          I na dokładkę jajka potrzebują trochę więcej czasu, żeby się z nich pisklaki wykluły Wink Ale to nie jest reportaż z przebiegu… więc się nie czepiam Wink Overjoy

          • Quackie pisze:

            Noo, a może superkukułka właśnie wykluwa się superszybko po złożeniu jajka? Wink1 Znaczy zamysł był oczywiście taki, że samiec mydli oczy obserwatorom od frontu, tańcząc na gałęzi i zaćmiewając umysły, a samica zakrada się od tyłu i dup! znosi jajko, które się potem szybko wykluwa, żeby pisklę mogło z kolei oczarować jajkobiorców i mieć szansę przeżyć. Dlatego w tytule jest „strategia”, nieprawdaż.

            • Tetryk56 pisze:

              Podrzucenie samego jajka mogłoby skończyć się… jajecznicą!

            • miral59 pisze:

              Dlatego napisałam, że się nie czepiam Happy-Grin Jak dla mnie, superpisklaki mogą się wykluwać nawet podczas składania jajka Wink Małżonek, który to przeczytał stwierdził, że to na prawdę superkukułka, skoro udało jej się złożyć jajko w zamkniętej torbie Wink No cóż… zwykłej kukułce na pewno by się to nie udało… Wink Overjoy

    • miral59 pisze:

      Mireczka jest zachwycona In Love W życiu udało nam się zobaczyć kilka ptaków – mieszanek różnych gatunków (chociaż nie kukułek Wink ) Najczęściej są to krzyżówki krzyżówek. Każda inna i każda w swoim rodzaju. I nie jest im potrzebne do tych zmian żadne promieniowanie Overjoy

      • Quackie pisze:

        Och, ale ja potrzebowałem teorii o promieniowaniu nie tylko dla wyjaśnienia, skąd się wziął ten ptaszek, ale także po to, żeby główni bohaterowie domyślili się, gdzie go znaleźć.

  5. Tetryk56 pisze:

    Opowiadanko smakowite. Ciekawe, czy Miralka sprawdza dokładnie swoje torby po powrocie z wycieczek…
    Swoją drogą, synantrop skojarzył mi się z początku z prachińskim człowiekiem – sinantropem, czyli pithecantropus siniensis…

    • Quackie pisze:

      Tak, to podobne słowo 🙂

      Opowiadanko, jak pisałem, trochę zbyt treściwo-opisowe, brakuje dialogów, ale smaczkami starałem się troszeczkę doprawić.

    • miral59 pisze:

      Po niektórych wycieczkach sprawdzam co się da, ale nie w poszukiwaniu jajek ptasich, a na ten przykład kleszczy… też są emocje, tylko trochę innego rodzaju Wink Overjoy

      • Quackie pisze:

        No i kleszcze nie kukają. Może powinienem dodać „niestety”.

        Worry

        • miral59 pisze:

          Na pewno niestety, Mistrzu Q. Gdyby taki kleszcz kukał, albo wydawał inne dźwięki, łatwiej byłoby zarazę zlokalizować i utłuc Angry A tak po łażeniu po różnych wertepach i krzakach, trzeba dokładnie przejrzeć wszystko. Bo to malutkie paskudztwo i może się zaczaić byle gdzie… Angry I w sumie nie tyle sam kleszcz jest groźny, ile te różne choróbska, które przenosi…

  6. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! A Jo gdzie? przeżyła te kataklizmy ?

  7. Quackie pisze:

    Kochani, wybywam na dłuższy czas – parę godzin zapewne. Dam znać, jak wrócę. No chyba żeby mi się udało z telefonu zerknąć na Wyspę.

  8. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

  9. miral59 pisze:

    Muszę co prawda lecieć do pracy, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie przeczytać opowiadanka Delighted Dziękuję Mistrzu Q za piękną dedykację tak cudnej opowieści Buziak1 zkwiatkiem

    • Quackie pisze:

      A ja właśnie wróciłem. Proszę bardzo, cieszę się, że się podobało opowiadanie, pamiętaj jednak, że pewnie by nie powstało, gdyby nie Twoje relacje Happy

      Uważam, że zadziałało to słowo, co zawsze zapominam i Mistrz Tetryk mi musi przypominać – znaczy że wzajemnie na siebie wpłynęliśmy i każdy coś z tego wyniósł nowego i zyskał.

  10. korab1 pisze:

    DzińDybry:)) Kochanie, czy cytryna ma nóżki ??? Nie ??? W takim razie wycisnąłem kanarka do herbaty :))

  11. Bożena pisze:

    Dobrej nocy życzę i idę spać Spanko

  12. Quackie pisze:

    No to dobranocka.

    Nie chciałem już szukać kolejnego utworu Vollenweidera, ponieważ najlepszą nawet muzykę staram się sobie (i Wyspiarzom) dawkować. Skoro nie Herr Andreas, to może Herr Friedemann?

    Na Friedemanna Witeckę trafiłem przypadkiem, szukając klimatów podobnych do Vollenweidera, a zauroczenie zaczęło się od utworu „My Blue Star” z albumu „Aquamarin” (1990). Dlatego też na dobranoc zaserwuję dzisiaj ten kawałek. Że co? Że zbyt dynamiczny? Ależ proszę bardzo – może sny będą ciekawe?

    Snów o gwiazdach – czasem bliższych, niż się zdaje.

  13. Wiedźma pisze:

    Dobranoc w upalną noc 🙂

  14. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Następny upalny się budzi Happy

    • Jo. pisze:

      U mnie pobudka w postaci 3 ciężarówek budowlanych i kopary 4 metry od okien. A, i panowie budowlańcy mordy drzący.
      Mam dość.

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        Na „drących mordy” budowlańców jest jeden sposób: Wydrzeć się jeszcze głośniej niż oni! Shout
        Żadne inne metody nie skutkują Angry

        • Quackie pisze:

          Tak jest, to prawda. Co więcej, nie należy się ograniczać w tym darciu ze słownictwem i barwnością opisów, wtedy jest szansa, że panowie budowlańcy zaklasyfikują osobę drącą się na nich jako „niebezpiecznego wariata/ wariatkę” i jako takiego (lub taką) będą obchodzić z daleka.

  15. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    Moją strategią przetrwania jest dobra kawa z rana.
    Potem łatwiej się zmagać z życiem 😉
    Zapraszam na kawę expresso

  16. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Sam nie wiem, czy obkładać się masełkiem, czy skwareczkami, czy liczyć na to co się wytopi – byle się nie przypalić!
    TooHot!

    • Jo. pisze:

      Jakby się wytapiało, to zacisnęłabym zęby i jakoś wytrzymała. Ale się cholera nie chce wytapiać. Tak przynajmniej twierdzi moja waga łazienkowa – ta, co notorycznie popełnia samobójstwo.

  17. Quackie pisze:

    Dzień dobry, dzisiaj mam zamiar zabrać młodych ludzi (Juniora z kolegą) do akwaparku, ale to po południu.

    Tymczasem, oczywiście, kawa (gratisss!).

  18. Bożena pisze:

    U mnie 29’C i pływam. W dodatku gotuję obiad na 5 osób, więc pływam podwójnie. Będzie mnie tu dzisiaj mało. sad-bye

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Poranna – ryż z truskawkami to najlepszy obiad na dziś. Ewentualnie chłodnik. Trzymam kciuki byś przetrwała. In Love

      • Bożena pisze:

        Dziękuję, już po obiedzie i jeszcze żyję. Przecież nie dam gościom z Kanady ryżu z truskawkami, chociaż przy takiej gorączce, może by się nie pogniewali… Wink
        Dzięki za kciuki, pomogły w przetrwaniu. Happy

  19. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Strategia przetrwania ? Nie wychodzić z domu, zamknąć okna i włączyć klimę, jeśli sie ją ma. Jeśli nie – wanna z zimną wodą. Kawa1

    • Quackie pisze:

      Właśnie planuję po południu zabrać chłopaków do basenu z zimną wodą. Jedyne, co mnie martwi, to że przy tej pogodzie więcej ludzi na to wpadnie.

  20. Wiedźma pisze:

    Sierpień – cieplutko i coraz bliżej Wielkanoc Happy-Grin

  21. Quackie pisze:

    Ha, no proszę. Przypadkiem trafiłem w sieci na coś, co pod wieloma względami (pogoda na zewnątrz, temat tego opowiadani) warto pokazać, bo pasuje!

    „Obserwowanie ptaków. Wersja dla pomieszczeń zamkniętych.”

  22. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Jak widzę macie taką pogodę jak ja, czyli pali i smali TooHot!

  23. Jo. pisze:

    35
    Nie wiem, ile w cieniu, bo u mnie nie ma cienia.
    Na szczęście podłoga chłodzi.

  24. Quackie pisze:

    Haha, akwapark. Służba zdrowia i szpital. Była kardiologia, teraz jest interna. Właśnie wróciłem.

    Weary

    • Tetryk56 pisze:

      Auu! Kto tym razem? Nadal ciocia?

      • Quackie pisze:

        Onaż sama. W dodatku nic nikomu nie powiedziała, oprócz jednej koleżanki, więc niewiele brakowało, żebym się zaczął do niej włamywać (skoro nikt nie reagował na telefon i dzwonki do drzwi…)

  25. pan pisze:

    Myślałem, że to będzie o ptaku gatunku quackie, ale się mimo zawodu nie rozczarowałem. Dlaczego tak myślałem? Dobre pytanie. Sam nie wiem.
    Ukłony dla Autora i innych Wyspiarzy

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór! Autor się schował kędyś w opowiadaniu, ale wcale nie w koronie drzewa 🙂 co do ptaków o oryginalnych korzeniach, czy pamięta Pan ptaka Dudi???

  26. Bożena pisze:

    No i jakoś przeżyłam ten męczący, upalny dzień. W nocy zapowiadają burzę, jutro nieco chłodniej.
    Teraz przyszłam powiedzieć Wam dobranoc. Bye lulu

  27. Quackie pisze:

    Dobranoc jak niżej.

    Ponieważ kompletnie nie mam dzisiaj pomysłu na dobranockę, proponuję piosenkę dobranockową, na pewno już przeze mnie przynajmniej raz zamieszczaną na Wyspie. Madonna i „Dear Jessie” z prawdziwą(?) dobranocką na filmie. Poza tym, że to dobranocka, to całkiem fajna muzyka pod względem melodii i harmonii, a końcówka całkiem barokowa. Trochę Haendlowska?

    Snów z dzieciństwa, takich najfajniejszych.

  28. Wiedźma pisze:

    Ładniusia ta kolorowanka na dobranoc Delighted No to idę spać, może da się. lulu

  29. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Miała być w nocy burza i nie była Conceited

  30. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    te 20 oC, jak z rańca, to był bardzo dobry wynik…

  31. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Czas wstawać i kawać.

    A burze, przynajmniej w naszej części Polski, zapowiadają na wczesne popołudnie.

  32. korab1 pisze:

    DzięDobry:)) A ku ku :)))

  33. Bożena pisze:

    U mnie od rańca 22’C. Chmurzy się też, jest nadzieja jeśli nie na burzę, to na trochę deszczu Wink

  34. Bożena pisze:

    Dopiero teraz mogłam usiąść przy kompie, bo goście wybyli załatwiać swoje sprawy. No to na sparzyłam sobie kawkę expresso i mam trochę relaksu. Może komuś jeszcze kawy? Kawa1 Bo widzę, że nikt nie częstuje…

  35. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    U mnie na razie chłodno (tylko 17C) i mogłoby tak zostać na dłużej Happy-Grin Niestety, temperatura rośnie i znowu ma być w granicach 30C… czyli jak od ponad tygodnia Weary I tak ma być nie wiadomo ile jeszcze czasu, bo w prognozach na najbliższe 10 dni zmian nie ma… Codziennie tak ok. „trzydziestki” (28 – 32C). TooHot!

  36. Quackie pisze:

    U nas ciepło, nawet bardzo ciepło, ale znośnie. Jak patrzyłem na prognozy IMGW, to pomorskie było bodaj jedynym województwem, w którym NIE będzie upałów wyższych niż pierwszy stopień.

    Udało się dzisiaj zabrać Juniora z gościem do akwaparku, hura!

  37. Tetryk56 pisze:

    Nad Krakówkiem grzmi, błyska i leje! Opiekanie litościwie zamieniono nam na obgotowywanie…

  38. Bożena pisze:

    Melduję, że jestem już na wsi i idę spać GoodNight Spanko

  39. Quackie pisze:

    No i znów dobranocka.

    Mam ostatnio fazę na powtórzenia, ale nie dałbym sobie palca uciąć, czy to już proponowałem na Wyspie? W każdym razie po raz kolejny cielęce lata, pierwsza miłość, film w kinie „Kameralnym” albo kameralnym kinie, co na jedno wychodzi, i ta piosenka. Jevetta Steele i „Calling You”.

    Potężny głos i delikatna melodia, spokojne tempo, ale ekspresja… nie całkiem dobranockowa.

    Snów wyłącznie spokojnych (mimo temperatury).

    PS. Zostało mi jeszcze jakieś 4-5 godzina słomianego wdowieństwa.

  40. Wiedźma pisze:

    Zapalę już lampkę, bo miałam dziś nieco zbyt bliski kontakt Sad z medycyną, a bardzo nie lubię

  41. Wiedźma pisze:

    Dobranoc.

  42. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Koguty pieją, kurki gdaczą, ptaszki świergolą… Sielsko, anielsko Pleasure

  43. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Kawa bardzo wskazana, albowiem długo to ja dzisiaj nie spałem, siłą rzeczy. Za oknem już upał, tak jak u Bożenki, podejrzewam (pokój ma okna od wschodu).

  44. Tetryk56 pisze:

    Oooo… nie przywitałem się jeszcze? Co za młyn… Weary
    Witajcie! PukPuk

  45. Wiedźma pisze:

    Dzierń dobry ! PukPuk Jak młyn, to co mielą ? Wink

  46. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Ja dzisiaj też przemielona Tired Raz że wczoraj miałam ciężki dzień, a dwa, tak przed 4 nad ranem dwa szopy się tłukły. Na noc okna otwarte, to i było je dobrze słychać Amazed Darły się tak, że nawet mnie obudziły…

  47. korab1 pisze:

    DzińDybry:))) Zrobiłem sobie gorąca kąpiel, wyszedłem z wanny jakiż miły chłodek :)))

  48. Wiedźma pisze:

    No to mamy nowego Haruna ar Rashida !~Niech nam żyje .Ku chwale Ojczyzny. A może lepiej brzmi ” obwoźny prezydent „?

  49. Tetryk56 pisze:

    Zmykam na grilla, pozwoliłem sobie zostawić pięterko 😉 Miłej wspinaczki!

  50. Quackie pisze:

    Dobranocka będzie dzisiaj jeszcze tutaj.

    Na dobranockę Marek Grechuta. Mogłem zaproponować różne jego piosenki, ale wybrałem tę – potoczystą, zarazem melancholijną i spokojną. Te skrzypce.

    Snów nieco mniej upalnych niż pogoda!

  51. Wiedźma pisze:

    O tak, Marek jest znakomity na każdą pogodę~!

    Dobranoc

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)