« Jak wiersze czytać

Święta nad Morzem Czerwonym

Wbrew pozorom o świętach nie będzie dużo, bo były wcale nieświąteczne. Owszem, w rozległym hotelowym foyer stały choinki, pod nimi „prezenty”, a z boku, w barze, stoisko z pierniczkami, natomiast zamiast kolacji wigilijnej (już nie mówię „wieczerzy”, bo trudno oczekiwać czegoś takiego 3,5 tysiąca km od domu) było Christmas Party, przypominające bardziej imprezę sylwestrową: w wielkim namiocie obok hotelu, przy okrągłych, ośmioosobowych stołach, ze sceną, na której odbywały się występy (włącznie z tańcem brzucha) i grali didżeje. Głośna muzyka, łomot, zero atmosfery świąt – szybko stamtąd wyszliśmy. Nawet nie zrobiłem zdjęć.

Zamiast dalszych wynurzeń na ten temat chciałbym natomiast poczynić kilka obserwacji nt. ruchu drogowego i organizacji pracy w Egipcie, bez większych ambicji dokonania przełomu.

Zasadniczo ruch drogowy w Egipcie jest prawostronny, czyli jak wyjeżdżamy na drogę, taką najprostszą, po jednym pasie ruchu w każdym kierunku, to jedziemy prawą stroną.

Ale nie zawsze.

Jeżeli na przykład nawierzchnia (czyli najczęściej asfalt) po lewej stronie drogi jest lepsza niż po prawej, zjeżdżamy na lewą.

No chyba że z przeciwka jedzie inny pojazd, to wtedy wracamy na swój pas.

No chyba że nasz pojazd jest większy i cięższy, to wtedy zjeżdża tamten z przeciwka.

Na swoje lewo. Albo na prawo (tzn. na swoje pobocze, bo i tak bywa).

Przedtem jednak obowiązkowo miga długimi światłami, wszystko jedno, który z nas musi zjechać. Do ostrzegania używa się właśnie świateł.

Nie, nie klaksonu. Klakson służy do pozdrawiania się znajomych i nie jest nadużywany.

Jeszcze co do zjeżdżania, wyprzedzaia i wymijania: zdarza się, że prawidłowy pas ruchu po prawej stronie jezdni jest zajęty przez wolno jadącą ciężarówkę. Z przyczepą. Solidnie wypakowaną. Przez dwie ciężarówki albo pięć.

Wtedy należy je wyprzedzić. Na przykład lewym, w zasadzie przeciwbieżnym pasem ruchu.

Ale ten wyprzedzający też może jechać za wolno dla kierowcy kolejnego pojazdu. Wtedy ten kolejny wyprzedza albo lewym (ze swojego punktu widzenia) albo prawym poboczem. Dobre pobocze to skarb!

Wewnątrz pojazdu, np. mikrobusu z pięcioma rzędami siedzeń, też panują pewne zasady. To, że kierowca siedzi z przodu, to całkiem normalne. Równie słuszne wydaje się, że obok niego siada pilot. No a turyści, których przewozi mikrobus? Siadają na trzech ostatnich rzędach foteli, zajmując wszystkie miejsca i z plecaczkami na kolanach, ponieważ w rzędzie drugim siedzą, hmm, no właśnie, kto?

Trudno powiedzieć.

Młody człowiek, przedstawiony jako instruktor nurkowania, który na statku wycieczkowym robi głównie dobre wrażenie, owszem, nalewa gościom colę i kawę, i na koniec obchodzi wszystkich, zbierając napiwki. Może to szef finansów?

A obok niego drugi młody człowiek, który nie robi potem na pokładzie nic.

Ale obaj siedzą sobie w drugim rzędzie, a między nimi na siedzeniu jadą ich plecaczki.

Podobnie niejasna jest dla mnie organizacja pracy na lotnisku. Najpierw (jeszcze na pokładzie samolotu, ale można i na lotnisku) turyści wypełniają niewielkie kartoniki – wnioski wizowe. Potem jeden pan w okienku bankowym (przed którym hej, kolejka kolejka) sprzedaje (wkleja do paszportu) znaczek będący wizą turystyczną. Potem drugi pan przy okienku kontroli paszportowej te znaczki podstemplowuje i zabiera kartoniki (co trochę dziwne – czy nie powinno się najpierw oddać deklaracji, żeby dostać wizę?). A następnie trzeci pan, siedzący wygodnie na krzesełku przy jedynym wyjściu jeszcze raz sprawdza paszporty z wizami. Tak jakby kontrolował tego drugiego, prawda? Bo przecież nie turystę, który w tym układzie po prostu nie da rady się przemknąć bez wizy.

Co więcej, podobny układ następuje przy podróży powrotnej: turysta wypełnia podobny druczek, który oddaje w okienku przy kontroli paszportowej, wtedy też zostaje mu podpieczętowana „wyjazdowo” wiza – i znów kolejny pan kilkanaście metrów dalej sprawdza paszport, czy aby na pewno pierwszy pan od kontroli dobrze podpieczętował.

Podobnie w kwestii kontroli bezpieczeństwa: w Polsce i krajach UE są one dużo krótsze i prostsze, w Egipcie przy wylocie prześwietla się bagaż główny oraz podręczny przy wejściu na lotnisko, po czym jeszcze raz sam podręczny po kontroli paszportowej i wizowej, przed bramkami. Podobnie przy przylocie – spodziewałbym się, że skoro mój bagaż wjechał na „karuzelę”, to został prześwietlony, ale i tak muszę go jeszcze raz samodzielnie władować na taśmę maszyny do prześwietlania (razem z podręcznym), żeby móc wyjść z lotniska.

Poza tym Egipt ma niewątpliwie piękną przyrodę, nawodną i podwodną, która nie sprawdza człowiekowi bagażu ani wiz i wydaje się kierować dużo prostszymi regułami. Ale to już na zdjęciach.

Ze względu na to, że robiłem zdjęcia dwoma aparatami, siłą rzeczy lądowym i podwodnym, i każdy z nich stosuje swoje nazewnictwo i numerację, podzieliłem fotki na dwie galerie. Jeżeli pamiętacie moje wcześniejsze wpisy z Egiptu, nad wodą zapewne nie znajdziecie żadnych oszałamiająco nowych widoków, bo hotel był ten sam i wycieczka na wyspy Qula’am również.

Natomiast w galerii podwodnej, owszem, jest parę nowych rybek, jedne widoczne lepiej, inne (zwykle nieco głębiej, gdzie dociera mniej światła) gorzej. I jeden gad na koniec 🙂 ponieważ codziennie byliśmy na rafie, i to w dwóch miejscach (z plaży, na płytkiej wodzie, gdzie lepsze światło, i z pomostu, na głębokiej wodzie, gdzie z kolei większy wybór ryb), to było z czego wybierać 🙂

26 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Oj, chyba trzeba coś poprawić z drugą galerią? Edit: nie, ale ciekawa sprawa: jak jak się przejdzie na drugą stronę pierwszej galerii, to zamiast drugiej galerii pojawia się komunikat „brak obrazków”. Nieodgadnione tajemnice WordPressa.

  2. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    W wolnej chwili przy kawie przyjemnie zanurkować na moment w Morzu Czerwonym 🙂

    • Quackie pisze:

      Nie (s)nurkowałem z kawą, ale i bez niej jest przyjemnie 😉

      Nb. po raz pierwszy spróbowałem wstrzymać oddech i zejść pod powierzchnię, głębiej, niż pozwala rurka. I teraz tak: w masce całotwarzowej, jakiej ostatnio używam, jest to kłopotliwe, ponieważ zostaje pod nią tyle powietrza, że po pierwsze utrudnia nurkowanie głową w dół (zmienia pozycję całego człowieka), a po drugie w ogóle wypycha. Jeszcze pół biedy, jeżeli dam radę zanurzyć w wodzie płetwy, bo wtedy energicznie machając mogę wepchnąć całego Quacka głębiej. Być może w tradycyjnej masce byłoby lepiej, miałem ją w pokoju, ale nie na sobie, a muszę kiedyś spróbować.

      W każdym razie zdjęcie płaszczki vel patelnicy zrobiłem właśnie tak, dawszy nieco głębszego nurka. Mimo to światła było tyle, ile było, czyli nieprzesadnie dużo, a z fleszem nie robię, bo po pierwsze, nie chcę płoszyć ani oślepiać ryb (tym bardziej, że spłoszona płaszczka może zrobić krzywdę – na ogonie ma kolce z nieprzyjemnym dość jadem), a po drugie jak w wodzie unosi się plankton, to i tak by wziął na siebie większość flesza i na zdjęciu byłby efekt padającego śniegu.

  3. Ewa Łukasik pisze:

    Wróciłam przez zaśnieżony Kraków. Ogrzałam się ciepłym żurkiem, potem herbatą z goździkami i imbirem, a na koniec pod kocykiem egipskim słońcem.
    Jak zazwyczaj nie zrobię merytorycznego komentarza, ale wymienię te zdjęcia, które mi się najbardziej podobały:
    -choinkowe palmy
    -koty (przypomniał mi się Cypr)
    -samolot z półksiężycem
    -kraby
    -zachód słońca.
    A ptaszki nie wymieniam, bo to oczywista oczywistość.

    Tyle część pierwsza. Zaraz zajrzę na drugą.

    • Quackie pisze:

      O, to ja też idę po herbatę (no właśnie widziałem w różnych miejscach, że i do Was dotarł śnieg).

      Samolot to zupełny przypadek. A kraby fotografowałem trochę z rozpaczy (że nie było lepszych rzeczy do fotografowania, może poza tym brodźcem, który polował całkiem blisko ludzi, zupełnie się nimi nie przejmując). Ale fajnie wyszły.

      Zachód słońca, hm, dość kiczowaty, ale ma coś w sobie… pocztówkowego.

      • Makówka pisze:

        Dotarł, dotarł (śnieg). Nawet przed moim blokiem jest biało.
        Kiczowata pocztówka tak?

        • Quackie pisze:

          No tak jakby 🙂 żeby było śmieszniej, na tym zdjęciu po lewej stronie zachodzącego słońca widać kontury billboardu stojącego przy drodze za palmami, który już w ogóle psuje tę kompozycję (dla wiedzących, bo poza tym niekoniecznie rzuca się w oczy). A na tym billboardzie też zwykle jest jakaś kiczowata zachęta do wakacji nad Morzem Czerwonym.

  4. Makówka pisze:

    Chwilę się na tej drugiej części zatrzymałam, bo…eh. Doskonale rozumiem czemu jeździcie do Egiptu, czemu snurkujecie.
    Nigdy nie byłam w Egipcie, nigdy nie byłam na rafie, ale wiem, że bardzo by mi się to podobało.
    Nie snurkowałam, nie mam takiego sprzętu, ale jako dziecko robilam „coś w tym stylu”. Miałam taką maskę z rurką i płynąc krytą żabką, a raczej tzw „strzałką” w pewnej odległości od brzegu obserwowałam rybki i inne stworzonka pod wodą. To było w Jugosławii. Na rurce było coś w rodzaju piłeczki pinpongowej co umozliwiało (na wdechu) zanurzenie się głębiej na chwilę.

    Nie ten sprzęt, nie takie wrażenia, ale jednak tym bardziej mogę być pewna, że oglądanie podwodnego świata jest fascynujące

    • Quackie pisze:

      No to właśnie snurkowałaś. Snurkowanie to jest właśnie pływanie z maską i rurką 🙂 (od angielskiego słowa „snorkel” oznaczającego właśnie tę rurkę).

      Teraz mnóstwo ludzi włącznie ze mną używa tych masek na całą twarz, (takich jak tu https://www.decathlon.pl/p/maska-do-snorkelingu-decathlon-easybreath-powierzchniowa-bez-torby/_/R-p-148873?mc=8854047&c=Szary_Zielony) wygodniejszych, bo je się po prostu zakłada i oddycha (zakładając, że koniec rurki jest nad wodą), a w tych tradycyjnych trzeba pamiętać, że zębami trzymamy końcówkę rurki, a ustami ją doszczelniamy, oddychamy też ustami, ale z zaciśniętymi wargami.

      Teraz już muszę na przerwę, potem jeszcze dopiszę.

      • Makówka pisze:

        Dziękuję za linka. Niestety nie zanosi się na to, abym pojechała do Egiptu. Ale gdyby mnie jakimś cudem było na to stać to wtedy kupię sobie taką maskę.
        Teraz moje szaleństwa finansowe to karnet na narty, ale i tak się cieszę, że jeszcze mogę. Odpuściłam wyjścia do teatru, bo i tak prawie nic nie słyszałam ostatnio to „za to ” mam narty.

        • Quackie pisze:

          No wiesz, nie musi być Egipt, jeżeli kupowałabyś pod kątem rafy, to może być dowolne miejsce, gdzie taka rafa występuje. Ale Egipt jest bodaj najbliżej.

          Poza tym jeżeli chodzi o ten mechanizm zapobiegający zachłyśnięciu, to te maski całotwarzowe też go mają wbudowanego, co ma między innymi ten efekt, że jak za bardzo (nieplanowo) przechylisz albo zanurzysz głowę, włącznie z rurką, to ze zdumieniem odkrywasz, że nie możesz oddychać, wtedy trzeba wiedzieć, że nie można spanikować, tylko trzeba z powrotem unieść (lub wyprostować) głowę i to się odblokuje. A jeżeli chodzi o nurkowanie głębsze, no to po prostu wstrzymać oddech (i zaczerpnąć go powtórnie po wynurzeniu).

          Natomiast rurka, którą mam do tej tradycyjnej maski, obejmującej tylko oczy i nos, nie ma takiego mechanizmu, więc też muszę uważać, ale nie żeby mi zablokowało dopływ powietrza, tylko żeby mi się nie nalała woda do rurki. A gdybym nurkował głębiej, musiałbym tę rurkę wypuścić z ust i ściśle je zamknąć, po czym po wypłynięciu z powrotem na powierzchnię wynurzyć całą głowę, nabrać powietrza i przedmuchać rurkę.

          W tym sensie ta całotwarzowa jest wygodniejsza (pomijając okoliczność, o której napisałem wcześniej, tzn. że trudniej w niej zanurkować głębiej).

          • Makówka pisze:

            Dzięki za instrukcję, ale przy moich aktualnych problemach z oddychaniem na lądzie (ta struna glosowa w niedowładzie) raczej już bym nie próbowała. Ale hm…gdybym przypadkiem palnowała jakiś taki wyjazd będę wiedzieć u kogo zasięgnąć porady.

  5. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj ta pani (nb. prywatnie córka Umy Thurman).

    Dobrych snów!

  6. Tetryk56 pisze:

    Dobrych snów, Wyspo!

  7. Makówka pisze:

    Dobrej nocy!

  8. Quackie pisze:

    Spokojnej wszystkim 🙂

  9. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Po dobrej nocy niech dzień będzie niegorszy 🙂

  10. Quackie pisze:

    Witajcie, po wczorajszym wczesnym wstawaniu dzisiaj miałem kłopoty z normalnym wstaniem 🙂 niewielkie, na szczęście.

    Pani Gieniu, poprosimy z kawowym dopingiem!

    Koffie

  11. Ewa Łukasik pisze:

    Słnecznie, mroźnie, zimowo witam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)