« Panteistycznie Cypr w listopadzie część 2 »

„Słownik Ptaszków Polskich” – czyli przedsylwestrowa wizyta w teatrze

Dość intensywny grudzień zakończyłem relaksowo — wizytą w teatrze „Bagatela”, placówce o długiej tradycji rozśmieszania widzów (i wydrwiwania ich przywar). Nie zaskoczy więc zapewne nikogo, że i piątkowa sztuka była farsą: był to „Słownik Ptaszków Polskich” Jakuba Morawskiego, w reżyserii i z udziałem Krzysztofa Materny.

(z plakatu i witryny Teatru Bagatela)

Nie będę ukrywał, że tym, co zdecydowało o tym wyborze, była muzyka do spektaklu, autorstwa naszego przyjaciela i Maestra naszego chórku, Jacka Ostaszewskiego. Jedyne, na co mogę się w tej sprawie skarżyć, to że — jak to w farsie, gatunku raczej dynamicznym i skupionym na słowie — było tej muzyki niezbyt wiele; z drugiej strony pełniła ona funkcję ilustracyjną, a więc celowo trzymała się w cieniu. Jedynie mocne akcenty przy zmianie fragmentów opowieści wyraźnie przypominały o jej istnieniu.

Teraz, aby nie narazić się na zarzut podstępnego spoilowania, powinienem napisać tylko, że było dużo śmiechu i że zachęcam do odwiedzenia teatru. Nie jest to tylko propozycja dla Krakusów — sztuka była wystawiana w Gdyni i w Warszawie, a biorąc pod uwagę talent Krzysztofa Materny do aktualizowania wątków, może jeszcze zaistnieć także na tamtejszych deskach. Zatem…

Uwaga! Spoiler! Jeśli wybierasz się na spektakl, nie czytaj dalej!

Spektakl składał się z kilku luźno lub wcale powiązanych scenek, z których każda przedstawiała w krzywym (choć wielkość krzywizny jest dyskusyjna!) rozmaite aspekty naszego życia społecznego. Na pierwszy ogień poszła moda na psychoterapię grupową, z nawiązaniami do popularnych sieciowych poradników i tzw. coach-ów, pod hasłem „wykrzycz, co cię boli, a potem już bądź szczęśliwy”. Następnym tematem był program telewizyjny, klasyczna improwizowana papka pełna bełkotu o niczym. Dla realizmu była ona komentowana przesuwającymi się paskami informacyjnymi (pasek w formie banera przenosiło przez proscenium trzech facetów). Materna wystąpił w roli działacza, założyciela SPPP — Stowarzyszenia Przyjaciół Ptaszków Polskich. Celem statutowym SPPP jest poprawa bytu ptaszków… polskich, głównie przez eliminację obcych, niepolskich ptaszków (Co zrobić z bocianami? Czy potraktować je jako polskich turystów, korzystających co roku z wczasów w Afryce, czy jako natrętnych imigrantów?). Wreszcie spotkanie towarzyskie — dwie przyjaciółki sprzed lat w towarzystwie swoich mężów usiłują prowadzić pełną współczesnych neologizmów rozmowę, nieprowadzącą do jakiegokolwiek porozumienia, zarazem jednak nieodparcie śmieszną.

Z tego opisu nie wynika w zasadzie nic śmiesznego, całość jest jednak wcale zręcznie utkana z nowomowy, stadnych odruchów, jawnej manipulacji oraz nieporadności bohaterów, i chcąc-nie chcąc, widz co chwilę śmieje się w głos lub przynajmniej uśmiecha. A nad wszystkim góruje Gogolowskie Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!

Mogę szczerze polecić spektakl. 2 godziny śmiechu, podbudowanego, w razie chęci, wcale bogatą refleksją. Choć ta ostatnia nie jest obowiązkowa! Overjoy

269 komentarzy

  1. Tetryk56 pisze:

    Obiecałem napisać o wrażeniach… Chyba to już czas, zanim Makówka opowie o „1989” Wink

  2. Makówka pisze:

    Dzięki za okołoteatralne pięterko. Dziękuję, gdyż to ja dopominałam się o wrażenia.
    Po przeczytaniu czuję się zachęcona. Może kiedyś…?
    Jeśli chodzi o „1989” nie czuję się na siłach budować z tego nowego pięterka. Może napiszę parę słów w komentarzu tu?
    Poczekam jednak, aby najpierw wywiązała się dyskusja o „Ptaszkach”.
    Gdybym miała budować pięterko to myślę lepiej „Cypr część 2” póki jeszcze mam zdjęcia, bo diabli wiedzą w jakim stopniu uda się je skopiować przed oddaniem telefonu do serwisu.

  3. Quackie pisze:

    Ooo, układa nam się cykl teatralny, to ja mogę spróbować napisać o spektaklu „Pięknej Lucyndy”, na którym byłem pod koniec listopada(?) w Warszawie.

    Nie wiedziałem, że pan Materna jeszcze się udziela zawodowo, ale to b. fajnie, że tak.

    • Lena Sadowska pisze:

      Pewnie.
      To fajny pomysł.
      A czy ewentualnie można by ten cykl rozszerzyć na „wokółkulturalny”? Bo ja częściej na koncertach bywam niż na spektaklach, i też bym od czasu do czasu mogła wrażeniami z jakiegoś wydarzenia się pochwalić.

      • Lena Sadowska pisze:

        Pomyślałam sobie, że w sumie można by w to jeszcze włączyć koncerty czy teatry telewizyjne, wciąż coś pokazują, na Kulturze choćby. Wtedy i rozmowa może byłaby bardziej konkretna, gdyby wszyscy od czasu do czasu przypadkiem obejrzeli to samo:)

        • Quackie pisze:

          Hmmm… Thinking

          • Lena Sadowska pisze:

            Na które z moich pytań udzieliłeś odpowiedzi, Quacku;)?

            • Quackie pisze:

              No, z tym wspólnym oglądaniem. Bo wieczorem w porze teatrów mam czas zwykle reglamentowany. Ale sporo spektakli można(?) odtworzyć po fakcie, mam nadzieję, w każdym razie kablówka oferuje taką możliwość przy niektórych programach. Tylko że u mnie niekoniecznie wspólnie = w tym samym czasie.

              • Lena Sadowska pisze:

                Jasne:)
                Nie wszyscy też mają identyczne upodobania. Nie myślałam, broń, borze szumiący, o jakichś teatralnych „pracach domowych”:), raczej o sytuacji, w której wszystkim/większości udało się obejrzeć to samo:)
                W sensie – koncert, sztukę, film.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Choć może nie od rzeczy byłoby o jakichś ciekawszych wydarzeniach tego typu wzajemnie się informować, pro forma, bez nacisku na „macie to obejrzeć, bo…”:)

                • Quackie pisze:

                  No jasne Pleasure

                • Makówka pisze:

                  Można podesłać link na Wyspie. Tetryk tak czasami robi na pewne wydarzenia.
                  Tak, aby każdy mógł obejrzeć w pasującym dla siebie czasie.
                  Doskonały pomysł!

                • Lena Sadowska pisze:

                  Dzięki, Maczku:)
                  Podesłać i później podjąć decyzję, czy chce się o tym rozmawiać i kto zainicjuje tak zwane zagajenie:)

                • Lena Sadowska pisze:

                  Chyba nigdy się nie chwaliłam, ale jestem też fanką słuchowisk radiowych, większość z nich to perełki – w obsadzie i reżyserii, o jakich nie śniło się filozofom;)
                  Siedzę w tym od dawna, więc jeśli ktoś ciekaw, to mogę coś podlinkować od ręki:)
                  Dodam, że przeciętny czas nie przekracza godziny, przy czym oczy i ręce ma się wolne;)

                • Tetryk56 pisze:

                  Ja tak chętnie słucham podcastów. Do ulubionych należą „Radio naukowe” Karoliny Głowackiej i „Sztuka powszechnie nieznana” Magdaleny Łanuszki.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Też zdarza mi się słuchać, głownie literackich, filmowych i komiksowych, choć wolę jednak bezpośredni kontakt z utworem:)

              • Lena Sadowska pisze:

                🙂

      • Quackie pisze:

        Na pewno można. Chociażby pod kategoriami „Recenzje”/ „Relacje”, tak jak w tym wpisie.

  4. Quackie pisze:

    Taka luźna konstrukcja spektaklu kojarzy się bardziej z kabaretem, oczywiście z tą różnicą, że 3 scenki (akty?) w ciągu 2 godzin to trudno nazwać kabaretem.

  5. Lena Sadowska pisze:

    Dobry wieczór, Tetryku:)

    Na razie tylko się przywitam nowopięterkowo.

    Rozgrzeję się odrobinę i z odnowionym zapasem sił pobiegam po schodkach u patronki, kończąc ów maraton w teatralnym fotelu u Ciebie:)

  6. Lena Sadowska pisze:

    Mżąco-ekspresowo-marznące dobry wieczór, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór! Mżące i marznące naraz to brzmi jak niebezpieczna kombinacja.

      • Lena Sadowska pisze:

        Okropnie się wracało ze spacerku. Do trzydziestu na godzinę…
        A na dojeździe do garażu i tak zaliczyłam piruet iście baletowy, bo tam jest kostka polbrukowa i spad…
        Nawet Psiuła przezornie milczała, słysząc serię zaklęć, która towarzyszyła nam przy wjeżdżaniu:)

        • Quackie pisze:

          Uff, to dobrze, że wróciłaś bezpiecznie mimo piruetu! Te dzisiejsze balety, no wiecie co…

          • Lena Sadowska pisze:

            🙂

            Właśnie dlatego nie lubię, kiedy zimą nie ma śniegu.
            Przydrożna biel zapala lampkę alarmową, a po ciemnym asfalcie jedzie się czasem luzacko, póki człowieka nie miotnie i nie zda sobie sprawy, co się pod kołami dzieje. Wyjeżdżam najczęściej z garażu, do którego przechodzę podziemnie, więc nie mam szans zorientować się, czy jest na zewnątrz ślisko.

    • Makówka pisze:

      W Krakowie tylko wieje, leje (z przerwami). Temperatura plus 5.
      Dobry wieczór Leno.

      • Lena Sadowska pisze:

        U nas minus pięć:)
        Przy wyjeździe nie mogłam otworzyć bramy z blokady, bo popadało na nią i zamroziło, a po przyjeździe z tego samego powodu naszarpałam się z zamknięciem…

        Tu też wieje, ale ta marznąca mżawka tym razem bardziej daje się we znaki.

        Jeszcze raz dobry wieczór, Maczku:)

  7. Lena Sadowska pisze:

    Dużo bardziej zrelaksowane dobry wieczór, Tetryku Śpiący:)

    Poczytałam i nic się nie zmieniło – wciąż żałuję, że mieszkam tak daleko i nie mogę sobie „Ptaszków…” obejrzeć osobiście.
    Z Twojego opisu wnioskuje, że gdzieniegdzie można jeszcze trafić na dobrą rozrywkę i nie każdy śmiech musi krążyć wokół portfela i.. rozporka…

    Miło czytać, że dobrze się bawiłeś:)

    • Makówka pisze:

      W Krakowie jednak faktycznie stale się coś dzieje.

      • Lena Sadowska pisze:

        U nas też nie jest najgorzej, ale na pewno nie aż na taką skalę jak u Was.

        • Makówka pisze:

          Tego dzieje się tyle, że trudno nieraz „wyłapać” atrakcyjne sprawy, a często jest dylemat co wybrać.
          Gdy akurat jest nastrój i czas to wtedy nie zawsze coś jest, a potem kilka imprez w tym samym czasie.
          Lubię chodzić na różne spotkania z ciekawymi ludźmi, bo jednak „na żywo” to nie to samo co z ekranu tv.

          • Lena Sadowska pisze:

            Z doinformowaniem nie mam akurat problemów, bo zawsze ktoś prywatnie daje cynk, że będzie się działo coś interesującego:)

            Witaj, Maczku:)

  8. Makówka pisze:

    Dobranoc!

  9. Quackie pisze:

    Umykam, dobranoc!

  10. Lena Sadowska pisze:

    I ja zmykam:)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  11. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Rozumiem, że większość Wyspiarzy ma dzisiaj (względnie) wolne? Bo ja akurat nie.

    Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zawołać panią ze świątecznej zmiany. Poprosimy!

    Kelnereczka

  12. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Żałuję, że wczoraj tak padłem, bo trochę się tu działo! Oczywiście, wszelkie dzielenie się wrażeniami z dowolnych obszarów kultury jest tu mile widziane.

  13. Quackie pisze:

    No to tak, po kolei:

    1. Praca na dzisiaj skończona, więc zasadniczo przerwa.
    2. Od, hm, południa? pada śnieg, więc wszędzie biało.
    3. Być może jutro będę miał zajęte przez jakieś poranne/ przedpołudniowe zakupy.

    A teraz już przerywam.

  14. Lena Sadowska pisze:

    Bezśnieżne (chlip!) ale mroźne dobry wieczór, Wyspo:)

  15. Lena Sadowska pisze:

    Dybra, namonologowałam się, to idę coś jeszcze porobić przedspacerkowo:)

  16. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj tak, w opozycji do ostatniego razu.

    Snów najwłaściwszych!

    A ja, jak Państwo wiedzą, na rower. W śniegu. Takie mam samozaparcie. A co!

  17. Lena Sadowska pisze:

    Naspacerkowo zmarznięte jeszcze lepsze wieczór:)

    Krajobraz w tonacjach rudo-brązowych, a powietrze w odsłonie lutowej, a nawet lutej:)

    • Quackie pisze:

      Do lutego to jeszcze chwilka, ale buty trzeba mieć już Worry

      Dobry wieczór absolutnie.

      • Lena Sadowska pisze:

        U nas powietrze już srogo mrozi:)

        A buty od wczoraj to drażliwy temat.
        Ulubione buty, którym się odkleiła podeszwa, buuu!
        Pochwaliłam się (z odpowiednim obrazkiem: „Kwa!”) Smarkactwu,
        które, gdy te buty nabyłam, ochrzciło je mianem „szkaradków”. W nosie to miałam, bo wygodne, i z nieśliską podeszwą, i do wielu wierzchnich okryć pasujące.
        Jak się pewnie łatwo domyślić, ja wczoraj bolałam nad stratą, a Smarkactwo promieniowało szczęściem:) Dziś podzieliłam się chęcią nabycia kleju i próby wskrzeszenia tych butów. Teraz Smarkactwo ma nietęgą minę, a we mnie pełga mikrutka nadzieją, że może nie wszystko jeszcze w tej kwestii (tj.: butów) stracone;)

        • Quackie pisze:

          Też czasem kleimy, ale z miernym skutkiem. Mimo posiadania takich zacisków, niby do tego celu Worry lepiej do szewca oddać, chociaż niestety coraz mniej takich miejsc we względnym pobliżu.

        • Tetryk56 pisze:

          Zdarzyło mi się raz, że w górach na trasie moje ulubione buty rozstały się z podeszwami i pół trasy szedłem na podeszwach wiązanych sznurówkami! Na szczęście to było w lecie…

          • Quackie pisze:

            Łohoho. Tak nigdy nie miałem. Aczkolwiek w podstawówce zeszliśmy z grupą przyjaciół ze szlaku na Trzy Korony i brnęliśmy w górę korytem potoczku (dopóki się dało). Po tej imprezie buty stały się dwiema bryłami błota i ostatecznie chyba nie dało się ich już odratować (czytaj: odczyścić).

          • Makówka pisze:

            Moje sandały tak się zachowały na Malcie.
            Przyszłam z nimi do szewca w listopadzie, że mi PILNIE potrzebne.
            Zrobił i znowu podeszła odkleiła się.

  18. Makówka pisze:

    Skoro mamy rozmawiać o tym co ktoś ostatnio widział itd.

    28 grudnia byłam w Muzeum Narodowym.
    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/mnk.pl/wystawy/lempicka

    Nie robiłam zdjęć obrazów, bo te można zobaczyć w Internecie.
    Zrobiłam tylko takie jedno zdjęcie, które oddaje symbolicznie jaką osobą była Łempicka.


    Przyznam się, że jej obrazy do mnie nie przemawiają. Zafascynowały mnie bardziej fotografie tzn. mistrzowsko zrobione portrety tej pięknej i fascynującej kobiety, choć niewątpliwie z trudnym charakterem.
    Ciekawa jestem czy tylko we mnie obrazy Łempickiej nie budzą jakichś głębszych odczuć?

    Polecam do przeczytania.

    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/niezlasztuka.net/o-sztuce/kokietka-tamara-lempicka/?gclid=CjwKCAiAqt-dBhBcEiwATw-ggBGTVI-zRo0xVnBcBaw_5x2aLQdawEHM7_KPnZsFv7FtLpfi5gceLhoCxbgQAvD_BwE

    • Quackie pisze:

      No nie miałem pojęcia o biografii. To malarstwo jakoś nigdy specjalnie do mnie nie przemawiało – chyba ta geometryzacja (kubizacja?) jakoś nadawała dystans postaciom. A z tych reprodukcji prezentowanych w artykule, o dziwo „Niebieska Madonna” wydaje mi się najlepsza, chociaż sztuki religijnej XX wieku raczej nie oglądam. Ale plama, barwa, kompozycja – to wszystko na tym obrazie piękne.

      • Makówka pisze:

        Dziękuję Quacku za komentarz.
        Ta wystawa jest bardzo „głośna”, aby wejść trzeba odstać w kolejce do kasy, a potem już z biletem w kolejce do wejścia, bo jednorazowo wpuszczają po 10 osób.
        Cóż jak Donald Tusk był ostatnio w Krakowie był m.in. na tej wystawie i na spektaklu „1989”. To i Makówka nie mogła być gorsza -byłam i na wystawie i na spektaklu, ha, ha.

        Na konferencji prasowej z Donaldem Tuskiem „Pod Jaszczurami” też byłam, ha, ha. I chyba się nawet chwaliłam?

        No dobra z tej depresji dopadł mnie teraz jakichś chochlik.
        Czy to się nazywa niestabilność emocjonalna?

        Wyspo jesteś jednak dużo lepsza od pani psycholog, u której wczoraj szukałam „oddołowania” i po rozmowie poczułam się dużo, dużo gorzej.Rozbita szklanka to pikuś w porównaniu z tym, co zrobiła ze mnie „fachowa siła psychologiczna”

        • Quackie pisze:

          Myślę (obawiam się), że takie fluktuacje/ wahania są naturalne.

          • Makówka pisze:

            I Ty myślisz, choć nie jesteś psychologiem Quacku, a panienka w Ośrodku Interwencji Kryzysowej …

            No dobra po nieudanej wizycie u psychologa przyszłam na Wyspę.
            A panienka…

            • Quackie pisze:

              Pamiętam, jak sam się czułem w bardzo kryzysowych (dla mnie) sytuacjach, więc mówię z doświadczenia (jakie by nie było).

              • Makówka pisze:

                Dlatego na koniec „rozmowy” nie wytrzymałam i powiedziałam, że empatii jak widać nie można się nauczyć z książek.

        • Tetryk56 pisze:

          No widzisz, trzeba było pójść na „Ptaszki”, nabrałabyś dystansu do pani psycholog Overjoy

          • Makówka pisze:

            Chyba już nabrałam. Choć parę godzin temu zapytana, jak było u pani psycholog nie umiałam mówić o tym spokojnie.
            Jednak po rozmowie telefonicznej w czasie której jakaś inna pani wykazała pełne zrozumienie liczyłam na to, że znalazłam miejsce, gdzie pomogą mi się pozbierać.
            Teraz już wiem, że mogę liczyć na Przyjaciół jedynie. I siebie.

    • Tetryk56 pisze:

      Mnie sztuka Łempickiej jakoś nie przekonuje. Może nie poznałem jej najlepszych obrazów, może się po prostu nie znam, ale odbieram to jako coś na kształt kolekcji lalek (z silną reprezentacją Barbie’s).
      A że charakterna była, o tym czytałem 🙂
      Dla pocieszenia Łempickiej dodam, że kubistyczne obrazy Picassa też mi się nie podobają… 😉

    • Lena Sadowska pisze:

      Mnie zawsze fascynowały obrazy Tamary Łempickiej. Lubię przyglądać się szczegółom, sposobom, w jakie wydobywa ze swoich modeli piękno. Podoba mi się dobór kolorów, czyni obrazy niepokojącymi, dynamicznymi.
      Często myślę, że była prekursorką trudnej, a tak dziś rozpowszechnionej, sztuki wizażu:)

      • Quackie pisze:

        Umm. No właśnie mnie to piękno trochę niknie w bryłach, w geometrii. A przecież realistyczni malarze też te bryły dostrzegali (wystarczy chociażby pooglądać szkice Leonarda da Vinci), ale na nich nie poprzestawali.

        • Lena Sadowska pisze:

          W tej geometryczności, lekkim zniekształceniu, zmonumentalizowaniu postaci (zauważ, że ubiory są zwiewne, a przedmioty niezdeformowane) dostrzegam próbę podjęcia „rozmowy”. Rzucam okiem i przystaję, zastanawiam się: co tu jest „nie tak”? czemu jest „nie tak”, skoro reszta harmonijna? Po „gładkich” ciałach w klasycznym wydaniu wzrok się prześlizguje, zatrzymują go inne detale. Ciało na jej obrazach jest tematem, ma zwracać uwagę, budzić niepokój, czynić myśli „niegrzecznymi”. Przecież ciałom (grze mięśni, mimice, zapachowi, itd.) biorącym udział w akcie płciowym daleko do harmonijnego upozowania.
          I te twarze, z daleka wyglądające na zastygłe, pokryte warstewką wosku, ale rozpoczynające proces „odgroteskowywania”, bo im bliżej się do nich podchodzi, tym bardziej naturalne, żywe się wydają. Jakby ciepły oddech patrzącego tę warstewkę roztapiał:)
          Według mnie ta „kanciastość” nabiera głębi, ożywa dzięki grze światła i cienia dopiero po dłuższej, uważnej obserwacji.
          Ta pozorna „siermiężność” ma zwabiać, odrobinę kokietować, odrobinę odpychać – tyle tylko, ile potrzeba do zaciekawienia i rozpoczęcia „flirtu” z odbiorcą. To, moim zdaniem, swoiste preludium do uwiedzenia, propozycja nawiązania niepozbawionej intymności (choć chwilowej) relacji, rodzaj malarskich „feromonów”, które na jednych działają bardziej, na innych mniej:)

          • Tetryk56 pisze:

            Właśnie tego odgroteskowywania nie dostrzegam, nie trafia do mnie. Zastygłe twarze kobiet Łempickiej dla mnie pozostają zastygłe…
            Wizaż ma to do siebie, że musi być dostosowany do konkretnego dystansu. Inny makijaż nakładany jest na artystkę, która wystąpi na wielkiej scenie z dala od widzów, inny na aktorkę filmową, gdy spodziewa się ujęć w zbliżeniach, a jeszcze inny na kameralne spotkanie z widzami. Obraz powinien działać na widza na różnych dystansach…

            • Lena Sadowska pisze:

              Oczywiście. Ma prawo nie trafiać.
              Skoro jednak Ci się nie podoba – to jednak – działa:) Kto powiedział, że dzieło ma wywoływać tylko pozytywne emocje? Ma nie pozostawiać odbiorcy obojętnym:)

              A sztuka wizażu (make up) dziś nabrała charakteru Art deco:)
              Na twarzy (ciele) można wymalować niemal wszystko. I dobrze.
              Zwłaszcza w takich sytuacjach, jak u pierwszych pięciu pań:

              🙂

          • Quackie pisze:

            A może, faktycznie, z tą sztuką trzeba obcować na żywo? Thinking

            Tak jak Lena pisze, zmieniać dystans, przybliżyć się, albo oddalić, porównać widok z daleka i z bliska? Przez internet nie bardzo się da. Trzeba by rzeczywiście odwiedzić wystawę.

            • Lena Sadowska pisze:

              Bez wątpienia bezpośrednie obcowanie z dziełem daje więcej możliwości:)
              Byłam parę lat temu na jej wystawie (nie w Polsce) i to naprawdę zupełnie co innego niż oglądanie prac w albumach.

      • Makówka pisze:

        Dzięki Leno za komentarz. Popatrzę na te obrazy teraz Twoimi oczami.
        Dlatego licząc na jakieś komentarze o wystawie napisałam.

  19. Makówka pisze:

    Ciekawa zdania Wyspiarzy o Łempickiej zostawiam Wam ten „temat” i sama umykam do pakowania plecaka, choć deszcz za oknem nie zachęca.
    Jestem w strachu o moją kondycję po chorobie, bo po wyzdrowieniu będzie to pierwsza wycieczka w góry. Na rozruch byłam na spacerkach po dolinkach, ale to zupełnie co innego.

    Dobranoc Państwu!

  20. Tetryk56 pisze:

    Godzina duchów się zbliża, trzeba je lampką postraszyć i iść spać, a Makówce pozwolić się pakować. Ubierz się ciepło jutro!

  21. Quackie pisze:

    Dobranoc!

  22. Lena Sadowska pisze:

    Też mówię już grzecznie: dobranoc, Wyspo:)

  23. makowka9 pisze:

    Bryyyy…

  24. Makówka pisze:

    Nie pada…
    Miłego dnia Wyspiarze!

  25. Quackie pisze:

    Bryyy 🙂

    A ja zaraz wybywam, będę popotem.

    Ale pani kelnereczka zostaje!

    Kelnereczka

  26. makowka9 pisze:

    Do termosu herbatę poproszę.
    I kanapki.

  27. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Makówka już w drodze, Lena odsypia nocną aktywność, a ja już po zakupach i po śniadanku Pleasure

  28. Quackie pisze:

    Wróciliśmy, odbywszy rundkę po IKEI, OBI i outlecie (głównie ciuchy, ale i jedna patelnia).

  29. Tetryk56 pisze:

    Tradycyjna cisza… a ja właśnie wychodzę nieco poknuć.

  30. Lena Sadowska pisze:

    Wreszcie znowu śnieżyste dobry wieczór, Wyspo:)

    Jednak zaokienna biel zdecydowanie jest weselsza od szaroburości:)

    • Quackie pisze:

      Tutaj w ciągu dnia z ziemi większość spełzła. Na dachach jeszcze cokolwiek. Plus oczywiście to, co zwałowano przy odśnieżaniu – na parkingach przy centrach handlowych chwilami było zabawnie z pryzmami śniegu tu i ówdzie.

  31. Lena Sadowska pisze:

    A tak a propos naszych wcześniejszych rozmów, może ktoś skusi się na posłuchanie:):

    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/jedynka.polskieradio.pl/artykul/3096241,Milosc-Ingmara-Villqista-Premierowe-sluchowisko-w-Jedynce-POSLUCHAJ

    Nie wiem, czy ten link będzie aktywny, więc dodam też taki:

    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/jedynka.polskieradio.pl/audycje/5609

    Sztuka nosi tytuł „Miłość” (z serii „Beztlenowce”) a autorem jest Ingmar Villqist, jeden z moich ulubionych współczesnych polskich dramaturgów.
    Miłej zabawy:)

  32. makowka9 pisze:

    Wróciłam do domu.
    Zmęczona, ale zadowolona.

  33. Quackie pisze:

    Słucham jednak teraz słuchowiska.

    Pierwsza jednoaktówka – zabawa słowem, ale jakoś mam poczucie, że Starsi Panowie zrobili to lepiej w piosence „Ach, ten lęk” (patrz i słuchaj niżej)

    Druga – bardzo ładne kółeczko tzn. klamra kompozycyjna z gwałownym zakrętem w środku i mniejszym (bo już spodziewanym) na końcu. Ale fabularnie świetna miniaturka (jeżeli można porównać taką jednoaktówkę do miniaturki właśnie, średniowiecznej? 🙂 )

    Trzecia podobna trochę do pierwszej, tylko inaczej stylizowana. A słowotwórstwo lemowskie trochę? No i całe założenie fabularne trochę jak sztuka w sztuce 🙂 O, wiem, opisy jak z Mrożka! To brzmi jak etykietkowanie, ale naprawdę nastrój surrealizmu tak mi właśnie się udziela. Z uroczystym walcem na koniec!

    • Lena Sadowska pisze:

      🙂

      Pierwsza wariacja bardziej kojarzy mi się z Witkacym czy Białoszewskim:)
      Podczas słuchania drugiej od razu wypłynęło to:

      „Po najzieleńszym wzgórzu,
      najkonniejszym orszakiem,
      w płaszczach najjedwabniejszych.

      Do zamku o siedmiu wieżach,
      z których każda najwyższa.

      Na przedzie xiążę
      najpochlebniej niebrzuchaty,
      przy xiążęciu xiężna pani
      cudnie młoda, młodziusieńka.

      Za nimi kilka dwórek
      jak malowanie zaiste
      i paź najpacholętszy,
      a na ramieniu pazia
      coś nad wyraz małpiego
      z przenajśmieszniejszym pyszczkiem
      i ogonkiem.

      Zaraz potem trzej rycerze,
      a kazdy się dwoi, troi,
      i jak który z miną gęstą
      prędko inny z miną tęgą,
      a jak pod kim rumak gniady,
      to najgniadszy moiściewy,
      a wszystkie kopytkami jakoby muskając
      stokrotki najprzydrożniejsze.

      Kto zasię smutny, strudzony,
      z dziurą na łokciu i z zezem,
      tego najwyraźniej brak.

      Najżadniejszej też kwestii
      mieszczańskiej czy kmiecej
      pod najlazurowszym niebem.

      Szubieniczki nawet tyciej
      dla najsokolszego oka
      i nic nie rzuca cienia wątpliwości.

      Tak sobie przemile jadą
      w tym realiźmie najfeudalniejszym.
      Onże wszelako dbał o równowagę:
      piekło dla nich szykował na drugim obrazku.
      Och, to sie rozumiało
      arcysamo przez się.”
      („Miniatura średniowieczna” – W. Szymborska)
      więc bardzo podobnie jak u Ciebie:)

      Trzecia natomiast także surrealistycznie z Mrożkiem, i nieco lucyferycznie, przez te lemury może, oraz – leśmianowsko:)

      • Quackie pisze:

        Ooo, tak! Szymborska! Ale jakże znakomicie skontrowana, hmm, nie wiem, prozą życia? Bo bezpośrednie nawiązanie literackie mi nie przychodzi do głowy.

  34. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Piosenka R.E.M. w innym wszakże wykonaniu. Takim trochę bardziej dobranocnym.

    Snów o trzymaniu się.

  35. Tetryk56 pisze:

    Uff, wróciłem! Czas na kolację! 😉

  36. Ultra pisze:

    Tetryku, spojler – „nie czytaj dalej” spełnił swe zadanie, znaczy przeczytałam. Ubawili mnie panowie przechodzący z paskami informacyjnymi, warto stosować ten chwyt, ponieważ niby wszyscy mówimy po polsku, a porozumienia nie ma. Skądś my to znamy… „Strikte mówiąc notabene autentyczne” – może ktoś na tym spektaklu zobaczy siebie w swojej bańce i wcale nie będzie mu do śmiechu? Może wielu potrzebuje jakiejś terapii? I tylko poprawy życia ptaszków polskich nadal nie widać, jakbyśmy wszyscy skrzydła potracili i dziobali w miejscu.

  37. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe, innobute dobry wieczór, Wyspo:)

    Donoszę, że klej kupiłam i nie zawahałam się go użyć, a minęło od tego faktu (nieważkiego użycia) około dziewięciu godzin.

  38. Makówka pisze:

    Padam na nos.

    Poskakałam po pięterkach, ale jakoś nie umiem się włączyć. Jednak Wasze wypowiedzi o Łempickiej przeczytałam z zainteresowaniem.

    Przeczytałam teraz objawy zespołu pocovidowego i coraz bardziej pasuje, że to, co przed Świętami byłam chora to jednak był covid.
    U syna wygląda, że też. To plus sytuacje stresowe wiele tłumaczą moje osłabienie.

    Dlatego umknę chyba wkrótce.

    Dobranoc!

  39. Tetryk56 pisze:

    I znów znienacka wychynęła północ. Dobranoc, Wyspo!

  40. Lena Sadowska pisze:

    Wyłączyłam sobie laptopa przy przenoszeniu i zanim włączył się ponownie, wszyscy poszli spać, więc cóż mi innego pozostało, jak podążyć ich śladem;)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  41. Makówka pisze:

    Witam!

  42. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Czyżby Makówka szła w kolejną wędrówkę?

    • Makówka pisze:

      Jak się witam o takiej godzinie to albo wędrówka albo…problemy ze spaniem.
      Dziś akurat dobrze mi się spało jak ten okrutnik budzik zadzwonił.

  43. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Chociaż raz w tygodniu tak sobie pospać bez ograniczeń zewnętrznych (budzik, druga połowa), to czysta przyjemność!

    No to poprosimy tę panią, jak nie na pierwsze śniadanie, to chociaż na drugie.

    Kelnereczka

    • Tetryk56 pisze:

      Budzik to rozumiem, ale jak ci się udało wyłączyć drugą połowę? Wink

      • Quackie pisze:

        To jest trochę handel wymienny: skoro w sobotę wstałem wcześniej, żeby pojechać na zakupy w parę miejsc, to w niedzielę dostaję carte blanche na spanie.

        No, może gdybym spał jeszcze dłużej, to koło popołudnia bym się doczekał kontroli, czy jeszcze żyję Wink

  44. Lena Sadowska pisze:

    przed nami gwiezdny szlak
    i wokół księżycowy blask
    a ziemia jak we mgle
    pogrąża się we śnie…

    Dzień dobry, Wyspo:)

  45. Tetryk56 pisze:

    Ledwo zmierzch zapadł, Lena już wzlatuje ku gwiazdom! I to w ramionach jakiegoś bałwana! Conceited

  46. makowka9 pisze:

    Wracam do domu.
    Trochę spacerek, trochę imieniny zaległe dwóch Ew.

  47. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Anna Maria wysiada. A ja wsiadam na rower za chwilę.

    Snów z całego świata.

  48. Tetryk56 pisze:

    Wróciłem z małej rodzinnej uroczystości — oblewaliśmy doktorat mojej córy! Happy

  49. Lena Sadowska pisze:

    Przymrożone pospacerkowo dobry wieczór, Wyspo:)

    Biało nad nami, biało pod nami…;)

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór, jestem skręcony.

      • Lena Sadowska pisze:

        🙂
        Jak loczek trwałej ondulacji;)?

        • Quackie pisze:

          50 minut kręcenia, loczki chyba szybciej powstają? Worry

          • Lena Sadowska pisze:

            Podobno od trzydziestu do pięćdziesięciu minut:)

            • Quackie pisze:

              Kurczę, wychodzi, że tak jak loczek! Happy-Grin

              W dzieciństwie miałem włosy naturalnie kręcone, po pierwszych postrzyżynach mi przeszło.

              • Lena Sadowska pisze:

                🙂

                Ja miałam naturalnie platynowy blond i pewnie nie uwierzysz, ale po pierwszym farbowaniu też mi przeszło;)

                • Quackie pisze:

                  Taa, do dzisiaj nie rozumiem, po co dziewczyny farbują włosy. Zwłaszcza jak patrzę na małżonki zdjęcia, nie tylko z dzieciństwa, ale też i z nastoletniości. Po co taki naturalny blond (również w jej przypadku) poprawiać?

                • Makówka pisze:

                  Dziewczyny to też nie rozumiem.
                  Ale starsze panie, gdy już siwieją to jednak tak.

                • Lena Sadowska pisze:

                  To trochę skomplikowane…
                  Mój blond nie wyglądał na naturalny, raczej jak efekt tlenienia, tyle, że w odcieniu takiego błękito-srebrnego (dostał mi się ten kolor po jednej z ciotecznych Babć – Oldze), w starej szkole wszyscy byli przyzwyczajeni, a kiedy ją zmieniłam (wraz z miastem), od razu zaczęły się problemy z nauczycielami. Mama już nie żyła, Dziadek też, Brat się wyprowadził, a Tata wyjechał na kontrakt, więc nie miał kto zaświadczyć, że to mój naturalny kolor. Wtedy podjęłam decyzję o pofarbowaniu ich na jakiś „ludzki” kolor. Może powinnam była się stawiać, ale trochę mi trudno było jako jedenastolatce:) Szczerze mówiąc, najbardziej bałam się, że ktoś ze szkoły dowie się, że mieszkam sama, nie mam stałej opieki, zrobi się afera i oddadzą mnie do jakiegoś domu dziecka:) Kolor włosów wydał mi się małą ofiarą na rzecz świętego spokoju:)

                • Tetryk56 pisze:

                  Czyli, jak we wszystkim — powody są indywidualne 😉

          • Tetryk56 pisze:

            Spróbuj zaproponować jakiejś znajomej swój rowerek zamiast lokówki, zobaczymy, co z tego wyjdzie 😉 No i obiecaj korzystny efekt uboczny, takie 2 w 1!

  50. Makówka pisze:

    Dobranoc!

    kordelka

    Dwa dni wstawania na wycieczkę „w środku nocy” +dziś trochę imieninowo wypitych trunków swoje robi.

  51. Tetryk56 pisze:

    Dobrej nocy, moi mili! Nie wysiadamy! 😉

  52. Lena Sadowska pisze:

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  53. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    No i mamy nowy dzień, i nowy tydzień – dłuuugi… Wink

  54. Quackie pisze:

    Dzień dobry, za oknem pochmurno, przed oknem różnie 🙂

    Poprosimy panią G., mam nadzieję, że trochę odpoczęła w weekend.

    Koffie

  55. makowka9 pisze:

    Witam!

  56. Makówka pisze:

    Miłego dnia Wyspiarze.
    Umykam wkrótce.

  57. Tetryk56 pisze:

    A przy okazji, chyba już tu nie będzie komentarzy n/t „Ptaszków…” ani femme fatale polskiego malarstwa? To może jakiś nowy temat?

    • makowka9 pisze:

      Jak wrócę do domu mogę pobudować Cypr,ale nie wiem kiedy wrócę.
      Teraz jestem w Stróży.

      • Makówka pisze:

        No i jeśli nie ma innych ciekawszych tematów

      • Tetryk56 pisze:

        Wspominałaś coś o „1989”…

        • Makówka pisze:

          Napisałam,że nie podejmuję się zrobić z tego pięterka,że mogę jedynie w komentarzu tak jak zrobiłam z Łempicka.
          Ok,to poczekamy na inny temat,ja umiem jedynie opisywać wycieczki,wyjazdy.
          Jak nie chcesz Cypru mogę zamiennie ha,ha ostatnie wycieczki,ale rozumiem, że to jeszcze gorzej?

          • Tetryk56 pisze:

            A kto ci powiedział, że nie chcę Cypru? Pondering

            • Quackie pisze:

              Lećmy na Cypr!
              (Zawsze mam takie wrażenie, że powinno być „Cyper”. Jak „koper”)

            • makowka9 pisze:

              Tetryku ostatnio jestem nadwrażliwa.
              Chyba jak ten pijany co mu wszyscy mówią, że powinien się położyć spać powinnam …no właśnie co? uciec od samej siebie? od życia?

              Mogę zrobić jakieś takie półpięterko przeczekajkę.OK?

              • Tetryk56 pisze:

                Makówko, opublikowałaś już prawie 100 wpisów — wszystkie były życzliwie i z zainteresowaniem przez nas przyjęte. Czas więc już porzucić lęki i obawy i poczuć swoją wartość!
                Zrób pięterko, jakie uznasz za stosowne, i nie deprecjonuj go sama „na wszelki wypadek”, nie ma to żadnego uzasadnienia!

  58. Makówka pisze:

    Spacerujemy po Zarabiu.
    Moje nogi…

  59. Quackie pisze:

    I po pracy. I na przerwę.

  60. makowka9 pisze:

    Wróciłam do domu.
    Moje nogi powiedziały, że chcą leżeć.

  61. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dla wszystkich trafiających do domu. Nawet jeżeli nogi nie chcą czasem chodzić.

    Snów o upragnionym domu.

    A ja dostojnie udaję się popedałować.

  62. Quackie pisze:

    No to jestem, jakby co.

  63. Lena Sadowska pisze:

    Naspacerkowo chlapliwe dobry wieczór, Wyspo:)

    • Tetryk56 pisze:

      O, też znalazłaś swą drogę do domu? Delighted

      • Lena Sadowska pisze:

        „A gdziekolwiek się pójdzie, zawsze
        drogą powrotną to będzie.”
        („Dom” – M. Świetlicki)

        Dobry wieczór, Tetryku:)

    • Quackie pisze:

      No i zapomniałem, jak mówiła (albo śpiewała???) Fizia Pończoszanka vel Pippi Langstrumpf, kiedy nalało jej się wody do butów! (Zapewne zależy od tego, w jakim przekładzie to było).

      • Lena Sadowska pisze:

        Nie kojarzę tego, ale pamiętam (piąte przez dziesiąte) jej wywód o kałużach:):
        „Kto powiedział, że dzieci koniecznie muszą być suche? Podobno nacieranie zimną wodą jest bardzo zdrowe i tylko u nas dorośli uważają, że dzieci nie powinny włazić w kałuże. W Ameryce kałuże są tak pełne dzieci, że nie ma w nich miejsca na wodę, i *dzieci siedzą w nich przez okrągły rok. Zimą oczywiście całkiem zamarzają i głowy sterczą im nad lodem. Nie mogą wrócić na obiad do domu i mamusie muszą im przynosić ciepłą zupę i mielone. Ale za to są zdrowe jak ryby!”
        🙂

        Witaj, Quacku:)

  64. Makówka pisze:

    Kto nie śpi zapraszam piętro wyżej

  65. Tetryk56 pisze:

    Coraz wcześniej chodzę spać, ale rano utwierdzam się w przekonaniu, że muszę 😉
    Dobrych snów, np. o powrotach do domu…

Skomentuj Lena Sadowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)