Dość intensywny grudzień zakończyłem relaksowo — wizytą w teatrze „Bagatela”, placówce o długiej tradycji rozśmieszania widzów (i wydrwiwania ich przywar). Nie zaskoczy więc zapewne nikogo, że i piątkowa sztuka była farsą: był to „Słownik Ptaszków Polskich” Jakuba Morawskiego, w reżyserii i z udziałem Krzysztofa Materny.

Nie będę ukrywał, że tym, co zdecydowało o tym wyborze, była muzyka do spektaklu, autorstwa naszego przyjaciela i Maestra naszego chórku, Jacka Ostaszewskiego. Jedyne, na co mogę się w tej sprawie skarżyć, to że — jak to w farsie, gatunku raczej dynamicznym i skupionym na słowie — było tej muzyki niezbyt wiele; z drugiej strony pełniła ona funkcję ilustracyjną, a więc celowo trzymała się w cieniu. Jedynie mocne akcenty przy zmianie fragmentów opowieści wyraźnie przypominały o jej istnieniu.
Teraz, aby nie narazić się na zarzut podstępnego spoilowania, powinienem napisać tylko, że było dużo śmiechu i że zachęcam do odwiedzenia teatru. Nie jest to tylko propozycja dla Krakusów — sztuka była wystawiana w Gdyni i w Warszawie, a biorąc pod uwagę talent Krzysztofa Materny do aktualizowania wątków, może jeszcze zaistnieć także na tamtejszych deskach. Zatem…
Uwaga! Spoiler! Jeśli wybierasz się na spektakl, nie czytaj dalej!
Spektakl składał się z kilku luźno lub wcale powiązanych scenek, z których każda przedstawiała w krzywym (choć wielkość krzywizny jest dyskusyjna!) rozmaite aspekty naszego życia społecznego. Na pierwszy ogień poszła moda na psychoterapię grupową, z nawiązaniami do popularnych sieciowych poradników i tzw. coach-ów, pod hasłem „wykrzycz, co cię boli, a potem już bądź szczęśliwy”. Następnym tematem był program telewizyjny, klasyczna improwizowana papka pełna bełkotu o niczym. Dla realizmu była ona komentowana przesuwającymi się paskami informacyjnymi (pasek w formie banera przenosiło przez proscenium trzech facetów). Materna wystąpił w roli działacza, założyciela SPPP — Stowarzyszenia Przyjaciół Ptaszków Polskich. Celem statutowym SPPP jest poprawa bytu ptaszków… polskich, głównie przez eliminację obcych, niepolskich ptaszków (Co zrobić z bocianami? Czy potraktować je jako polskich turystów, korzystających co roku z wczasów w Afryce, czy jako natrętnych imigrantów?). Wreszcie spotkanie towarzyskie — dwie przyjaciółki sprzed lat w towarzystwie swoich mężów usiłują prowadzić pełną współczesnych neologizmów rozmowę, nieprowadzącą do jakiegokolwiek porozumienia, zarazem jednak nieodparcie śmieszną.
Z tego opisu nie wynika w zasadzie nic śmiesznego, całość jest jednak wcale zręcznie utkana z nowomowy, stadnych odruchów, jawnej manipulacji oraz nieporadności bohaterów, i chcąc-nie chcąc, widz co chwilę śmieje się w głos lub przynajmniej uśmiecha. A nad wszystkim góruje Gogolowskie Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!
Mogę szczerze polecić spektakl. 2 godziny śmiechu, podbudowanego, w razie chęci, wcale bogatą refleksją. Choć ta ostatnia nie jest obowiązkowa! ![]()




Obiecałem napisać o wrażeniach… Chyba to już czas, zanim Makówka opowie o „1989”
Dzięki za okołoteatralne pięterko. Dziękuję, gdyż to ja dopominałam się o wrażenia.
Po przeczytaniu czuję się zachęcona. Może kiedyś…?
Jeśli chodzi o „1989” nie czuję się na siłach budować z tego nowego pięterka. Może napiszę parę słów w komentarzu tu?
Poczekam jednak, aby najpierw wywiązała się dyskusja o „Ptaszkach”.
Gdybym miała budować pięterko to myślę lepiej „Cypr część 2” póki jeszcze mam zdjęcia, bo diabli wiedzą w jakim stopniu uda się je skopiować przed oddaniem telefonu do serwisu.
Yyy, a one ci się nie kopiują do chmury w Google, te zdjęcia? (Tzn. jeżeli masz telefon z systemem Android?)
Mam je w Google w laptopie, ale jak jakieś skasuję w komórce to chyba znika, czyli jakbym musiała wyczyścić komórkę to wtedy znikną?
Chyba, nie wiem.
Stresuję się tym, bo chodzi o zdjęcia z Ischii, Cypru, Malty. No i inne -też.
Hmm? Jeżeli skasujesz w komórce, a potem NIE będziesz synchronizować zdjęć (w wersji ostatecznej – nie będziesz jej podłączać do internetu), to nic się nie powinno stać. Zresztą Mistrz Tetryk na pewno się orientuje, jak to jest.
Poza tym można je chyba ściągnąć z konta Google (jeżeli dobrze pamiętam, w jednym większym bloku) i zachować sobie lokalnie na dysku twardym komputera, a jak nie chcesz zajmować miejsca, to na pendrivie, i wtedy już może się wszystko kasować, synchronizować, usuwać, a Ty będziesz miała zapas u siebie. To względnie proste.
Względnie. Proste. Można.
Dla mnie ostatnio wszystko jest trudne. Życie jest za trudne.
Chcesz instrukcję krok po kroku?
Może być mailem.
Poproszę. Mailem.
Poszło na konto na Interii.
Widziałam, dziękuję, odpowiedziałam.
Tu się nie wtrącę, powiem tylko ładnie:
dobry wieczór, Maczku i Quac(z?)ku:)
Maczek i Kwaczek w jednej stali chmurze.
Maczek na dole, a Kwaczek na górze…;)
Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać:)
Leno!
🙂
Uffffff…
Bo już myślałam, żeście się (z)godnie poobrażali za zdrobnienia:)
Nie tak łatwo obrazić Wyspiarzy!
Ooo, układa nam się cykl teatralny, to ja mogę spróbować napisać o spektaklu „Pięknej Lucyndy”, na którym byłem pod koniec listopada(?) w Warszawie.
Nie wiedziałem, że pan Materna jeszcze się udziela zawodowo, ale to b. fajnie, że tak.
Pewnie.
To fajny pomysł.
A czy ewentualnie można by ten cykl rozszerzyć na „wokółkulturalny”? Bo ja częściej na koncertach bywam niż na spektaklach, i też bym od czasu do czasu mogła wrażeniami z jakiegoś wydarzenia się pochwalić.
Pomyślałam sobie, że w sumie można by w to jeszcze włączyć koncerty czy teatry telewizyjne, wciąż coś pokazują, na Kulturze choćby. Wtedy i rozmowa może byłaby bardziej konkretna, gdyby wszyscy od czasu do czasu przypadkiem obejrzeli to samo:)
Hmmm…
Na które z moich pytań udzieliłeś odpowiedzi, Quacku;)?
No, z tym wspólnym oglądaniem. Bo wieczorem w porze teatrów mam czas zwykle reglamentowany. Ale sporo spektakli można(?) odtworzyć po fakcie, mam nadzieję, w każdym razie kablówka oferuje taką możliwość przy niektórych programach. Tylko że u mnie niekoniecznie wspólnie = w tym samym czasie.
Jasne:)
Nie wszyscy też mają identyczne upodobania. Nie myślałam, broń, borze szumiący, o jakichś teatralnych „pracach domowych”:), raczej o sytuacji, w której wszystkim/większości udało się obejrzeć to samo:)
W sensie – koncert, sztukę, film.
Choć może nie od rzeczy byłoby o jakichś ciekawszych wydarzeniach tego typu wzajemnie się informować, pro forma, bez nacisku na „macie to obejrzeć, bo…”:)
No jasne
Można podesłać link na Wyspie. Tetryk tak czasami robi na pewne wydarzenia.
Tak, aby każdy mógł obejrzeć w pasującym dla siebie czasie.
Doskonały pomysł!
Dzięki, Maczku:)
Podesłać i później podjąć decyzję, czy chce się o tym rozmawiać i kto zainicjuje tak zwane zagajenie:)
Chyba nigdy się nie chwaliłam, ale jestem też fanką słuchowisk radiowych, większość z nich to perełki – w obsadzie i reżyserii, o jakich nie śniło się filozofom;)
Siedzę w tym od dawna, więc jeśli ktoś ciekaw, to mogę coś podlinkować od ręki:)
Dodam, że przeciętny czas nie przekracza godziny, przy czym oczy i ręce ma się wolne;)
Ja tak chętnie słucham podcastów. Do ulubionych należą „Radio naukowe” Karoliny Głowackiej i „Sztuka powszechnie nieznana” Magdaleny Łanuszki.
Też zdarza mi się słuchać, głownie literackich, filmowych i komiksowych, choć wolę jednak bezpośredni kontakt z utworem:)
🙂
Na pewno można. Chociażby pod kategoriami „Recenzje”/ „Relacje”, tak jak w tym wpisie.
Taka luźna konstrukcja spektaklu kojarzy się bardziej z kabaretem, oczywiście z tą różnicą, że 3 scenki (akty?) w ciągu 2 godzin to trudno nazwać kabaretem.
Dobry wieczór, Tetryku:)
Na razie tylko się przywitam nowopięterkowo.
Rozgrzeję się odrobinę i z odnowionym zapasem sił pobiegam po schodkach u patronki, kończąc ów maraton w teatralnym fotelu u Ciebie:)
Mżąco-ekspresowo-marznące dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry wieczór! Mżące i marznące naraz to brzmi jak niebezpieczna kombinacja.
Okropnie się wracało ze spacerku. Do trzydziestu na godzinę…
A na dojeździe do garażu i tak zaliczyłam piruet iście baletowy, bo tam jest kostka polbrukowa i spad…
Nawet Psiuła przezornie milczała, słysząc serię zaklęć, która towarzyszyła nam przy wjeżdżaniu:)
Uff, to dobrze, że wróciłaś bezpiecznie mimo piruetu! Te dzisiejsze balety, no wiecie co…
🙂
Właśnie dlatego nie lubię, kiedy zimą nie ma śniegu.
Przydrożna biel zapala lampkę alarmową, a po ciemnym asfalcie jedzie się czasem luzacko, póki człowieka nie miotnie i nie zda sobie sprawy, co się pod kołami dzieje. Wyjeżdżam najczęściej z garażu, do którego przechodzę podziemnie, więc nie mam szans zorientować się, czy jest na zewnątrz ślisko.
W Krakowie tylko wieje, leje (z przerwami). Temperatura plus 5.
Dobry wieczór Leno.
U nas minus pięć:)
Przy wyjeździe nie mogłam otworzyć bramy z blokady, bo popadało na nią i zamroziło, a po przyjeździe z tego samego powodu naszarpałam się z zamknięciem…
Tu też wieje, ale ta marznąca mżawka tym razem bardziej daje się we znaki.
Jeszcze raz dobry wieczór, Maczku:)
Dużo bardziej zrelaksowane dobry wieczór, Tetryku Śpiący:)
Poczytałam i nic się nie zmieniło – wciąż żałuję, że mieszkam tak daleko i nie mogę sobie „Ptaszków…” obejrzeć osobiście.
Z Twojego opisu wnioskuje, że gdzieniegdzie można jeszcze trafić na dobrą rozrywkę i nie każdy śmiech musi krążyć wokół portfela i.. rozporka…
Miło czytać, że dobrze się bawiłeś:)
W Krakowie jednak faktycznie stale się coś dzieje.
U nas też nie jest najgorzej, ale na pewno nie aż na taką skalę jak u Was.
Tego dzieje się tyle, że trudno nieraz „wyłapać” atrakcyjne sprawy, a często jest dylemat co wybrać.
Gdy akurat jest nastrój i czas to wtedy nie zawsze coś jest, a potem kilka imprez w tym samym czasie.
Lubię chodzić na różne spotkania z ciekawymi ludźmi, bo jednak „na żywo” to nie to samo co z ekranu tv.
Z doinformowaniem nie mam akurat problemów, bo zawsze ktoś prywatnie daje cynk, że będzie się działo coś interesującego:)
Witaj, Maczku:)
Witaj!
Ja też informacje otrzymuje od znajomych. Teraz dobrym źródłem informacji jest również fb.
Dobranoc!
Dobrej nocki, Maczku:)
Spokojnej!
Umykam, dobranoc!
Miłych snów, Quacku:)
I ja zmykam:)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry. Rozumiem, że większość Wyspiarzy ma dzisiaj (względnie) wolne? Bo ja akurat nie.
Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zawołać panią ze świątecznej zmiany. Poprosimy!
Dzień dobry!
Świąteczna zmiana, ale oprócz kawy/herbaty śniadanko też można poprosić?
Śniadannie była kaszka manna na mleku z sokiem jeżynowym:)
Na kolację pewnie będzie to samo…
Mleko fuj. Kaszka manna -fuj.
Sok jeżynowy -mniam, mniam
Śniadanko z fujem?
Śniadanko bez fuja. Został tylko sok jeżynowy
Och! Pamiętam, jak przez spontanicznego fuja Tata wyprosił mnie od stołu ze słowami:
„To, że czegoś nie lubisz, nie oznacza, że musisz psuć apetyt innym!”
🙂
Znam dziewczynki, których tej prostej zasady nie miał kto nauczyć…
Witajcie!
Żałuję, że wczoraj tak padłem, bo trochę się tu działo! Oczywiście, wszelkie dzielenie się wrażeniami z dowolnych obszarów kultury jest tu mile widziane.
🙂
No to tak, po kolei:
1. Praca na dzisiaj skończona, więc zasadniczo przerwa.
2. Od, hm, południa? pada śnieg, więc wszędzie biało.
3. Być może jutro będę miał zajęte przez jakieś poranne/ przedpołudniowe zakupy.
A teraz już przerywam.
Ha, u nas ciągle czarno i +5oC. Może i dojdzie śnieg do nas…
Rano też planuję zakupy.
To mamy szesnaście stopni różnicy:)
Witaj, Tetryku:)
Ależ chłodne przywitanie!
Taki mamy klimat…
Latem sugerowałoby cieplutkie;)
Tak. Smarkactwo też donosi, że na tym obszarze sypie:)
Witaj, Quacku:)
Bezśnieżne (chlip!) ale mroźne dobry wieczór, Wyspo:)
Nie płacz, Leno — jeszcze spadną przyszłe śniegi!
🙂
I przyjdą spadłe;)
Ach, gdzież jest niegdysiejszy Snowden?!
Teraz mieszka w Rosji i nazywa się Jedward Dziedmorozowicz Sniegurow;)
A już myślałem, że ucieczka z Pianosy to dobra wiadomość!
Dybra, namonologowałam się, to idę coś jeszcze porobić przedspacerkowo:)
Dobranocka.
Dzisiaj tak, w opozycji do ostatniego razu.
Snów najwłaściwszych!
A ja, jak Państwo wiedzą, na rower. W śniegu. Takie mam samozaparcie. A co!
Dzielny jesteś!
Samozaparcie to coś, czego mi brak. Motywacji również. Systematyczności -też.
Pięknie:)
Jeden z moich ulubionych kobiecych głosów:)
Też lubię jej głos. Ale ileż w tej piosence rezygnacji…
Powiedziałabym, że także żalu i tęsknoty…
Zwłaszcza w tym wykonaniu.
Przeważnie słucham tego:):
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/QvYSckKSL5g
Też pięknie!
🙂
Moich też. Ostatnio stanowczo zbyt rzadko słucham.
Wybacz
wciąż tych słów mi brak
mimo tylu lat
nie wymówię dziś
przepraszam, przepraszam!
Przepraszam
słowa grzęzną mi
nie pomaga czas
nie potrafię rzec
wybacz mi, wybacz mi!
Ty mógłbyś powiedzieć:
Miła, chciałbym tulić cię dziś
znalazłabym właściwe słowa
niespóźnione – byłbyś mój
Kocham cię
i tyle można rzec
mimo tylu lat
nie potrafię dziś
mówić kocham cię, kocham!
Naspacerkowo zmarznięte jeszcze lepsze wieczór:)
Krajobraz w tonacjach rudo-brązowych, a powietrze w odsłonie lutowej, a nawet lutej:)
Do lutego to jeszcze chwilka, ale buty trzeba mieć już
Dobry wieczór absolutnie.
U nas powietrze już srogo mrozi:)
A buty od wczoraj to drażliwy temat.
Ulubione buty, którym się odkleiła podeszwa, buuu!
Pochwaliłam się (z odpowiednim obrazkiem: „Kwa!”) Smarkactwu,
które, gdy te buty nabyłam, ochrzciło je mianem „szkaradków”. W nosie to miałam, bo wygodne, i z nieśliską podeszwą, i do wielu wierzchnich okryć pasujące.
Jak się pewnie łatwo domyślić, ja wczoraj bolałam nad stratą, a Smarkactwo promieniowało szczęściem:) Dziś podzieliłam się chęcią nabycia kleju i próby wskrzeszenia tych butów. Teraz Smarkactwo ma nietęgą minę, a we mnie pełga mikrutka nadzieją, że może nie wszystko jeszcze w tej kwestii (tj.: butów) stracone;)
Też czasem kleimy, ale z miernym skutkiem. Mimo posiadania takich zacisków, niby do tego celu
lepiej do szewca oddać, chociaż niestety coraz mniej takich miejsc we względnym pobliżu.
Do szewca dopiero w poniedziałek, a po klej można już jutro:)
Z tym że to jest zawsze ryzyko, jak się samemu klei, że jak się nie uda, to szewc potem będzie cmokał sceptycznie „Pani, kto to pani tak schrzanił!”
Gorzej, jak powie: – Pani, z tym to ja już nic nie zrobię, po takim partaczu!
Ho, tak źle to chyba nie będzie?
Po pewnym występie u kaletnika nic mi już nie straszne:)
Opisałam to u siebie, ale nie wiem, czy powinnam linkować…
🙂
Zdarzyło mi się raz, że w górach na trasie moje ulubione buty rozstały się z podeszwami i pół trasy szedłem na podeszwach wiązanych sznurówkami! Na szczęście to było w lecie…
Łohoho. Tak nigdy nie miałem. Aczkolwiek w podstawówce zeszliśmy z grupą przyjaciół ze szlaku na Trzy Korony i brnęliśmy w górę korytem potoczku (dopóki się dało). Po tej imprezie buty stały się dwiema bryłami błota i ostatecznie chyba nie dało się ich już odratować (czytaj: odczyścić).
Moje sandały tak się zachowały na Malcie.
Przyszłam z nimi do szewca w listopadzie, że mi PILNIE potrzebne.
Zrobił i znowu podeszła odkleiła się.
Hmm, to teraz z reklamacją?
Jeszcze nie zdążyłam po powrocie z Cypru, bo tam się odkleiła.
Jakoś stale coś się działo, potem byłam chora, potem były Święta…
Skoro mamy rozmawiać o tym co ktoś ostatnio widział itd.
28 grudnia byłam w Muzeum Narodowym.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/mnk.pl/wystawy/lempicka
Nie robiłam zdjęć obrazów, bo te można zobaczyć w Internecie.
Zrobiłam tylko takie jedno zdjęcie, które oddaje symbolicznie jaką osobą była Łempicka.
Przyznam się, że jej obrazy do mnie nie przemawiają. Zafascynowały mnie bardziej fotografie tzn. mistrzowsko zrobione portrety tej pięknej i fascynującej kobiety, choć niewątpliwie z trudnym charakterem.
Ciekawa jestem czy tylko we mnie obrazy Łempickiej nie budzą jakichś głębszych odczuć?
Polecam do przeczytania.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/niezlasztuka.net/o-sztuce/kokietka-tamara-lempicka/?gclid=CjwKCAiAqt-dBhBcEiwATw-ggBGTVI-zRo0xVnBcBaw_5x2aLQdawEHM7_KPnZsFv7FtLpfi5gceLhoCxbgQAvD_BwE
No nie miałem pojęcia o biografii. To malarstwo jakoś nigdy specjalnie do mnie nie przemawiało – chyba ta geometryzacja (kubizacja?) jakoś nadawała dystans postaciom. A z tych reprodukcji prezentowanych w artykule, o dziwo „Niebieska Madonna” wydaje mi się najlepsza, chociaż sztuki religijnej XX wieku raczej nie oglądam. Ale plama, barwa, kompozycja – to wszystko na tym obrazie piękne.
Dziękuję Quacku za komentarz.
Ta wystawa jest bardzo „głośna”, aby wejść trzeba odstać w kolejce do kasy, a potem już z biletem w kolejce do wejścia, bo jednorazowo wpuszczają po 10 osób.
Cóż jak Donald Tusk był ostatnio w Krakowie był m.in. na tej wystawie i na spektaklu „1989”. To i Makówka nie mogła być gorsza -byłam i na wystawie i na spektaklu, ha, ha.
Na konferencji prasowej z Donaldem Tuskiem „Pod Jaszczurami” też byłam, ha, ha. I chyba się nawet chwaliłam?
No dobra z tej depresji dopadł mnie teraz jakichś chochlik.
Czy to się nazywa niestabilność emocjonalna?
Wyspo jesteś jednak dużo lepsza od pani psycholog, u której wczoraj szukałam „oddołowania” i po rozmowie poczułam się dużo, dużo gorzej.Rozbita szklanka to pikuś w porównaniu z tym, co zrobiła ze mnie „fachowa siła psychologiczna”
Myślę (obawiam się), że takie fluktuacje/ wahania są naturalne.
I Ty myślisz, choć nie jesteś psychologiem Quacku, a panienka w Ośrodku Interwencji Kryzysowej …
No dobra po nieudanej wizycie u psychologa przyszłam na Wyspę.
A panienka…
Pamiętam, jak sam się czułem w bardzo kryzysowych (dla mnie) sytuacjach, więc mówię z doświadczenia (jakie by nie było).
Dlatego na koniec „rozmowy” nie wytrzymałam i powiedziałam, że empatii jak widać nie można się nauczyć z książek.
No widzisz, trzeba było pójść na „Ptaszki”, nabrałabyś dystansu do pani psycholog
Chyba już nabrałam. Choć parę godzin temu zapytana, jak było u pani psycholog nie umiałam mówić o tym spokojnie.
Jednak po rozmowie telefonicznej w czasie której jakaś inna pani wykazała pełne zrozumienie liczyłam na to, że znalazłam miejsce, gdzie pomogą mi się pozbierać.
Teraz już wiem, że mogę liczyć na Przyjaciół jedynie. I siebie.
Mnie sztuka Łempickiej jakoś nie przekonuje. Może nie poznałem jej najlepszych obrazów, może się po prostu nie znam, ale odbieram to jako coś na kształt kolekcji lalek (z silną reprezentacją Barbie’s).
A że charakterna była, o tym czytałem 🙂
Dla pocieszenia Łempickiej dodam, że kubistyczne obrazy Picassa też mi się nie podobają… 😉
Uff. Już myślałam, że tylko ja jestem jakaś mało wrażliwa.
Dzięki Tetryku!
Mnie zawsze fascynowały obrazy Tamary Łempickiej. Lubię przyglądać się szczegółom, sposobom, w jakie wydobywa ze swoich modeli piękno. Podoba mi się dobór kolorów, czyni obrazy niepokojącymi, dynamicznymi.
Często myślę, że była prekursorką trudnej, a tak dziś rozpowszechnionej, sztuki wizażu:)
Umm. No właśnie mnie to piękno trochę niknie w bryłach, w geometrii. A przecież realistyczni malarze też te bryły dostrzegali (wystarczy chociażby pooglądać szkice Leonarda da Vinci), ale na nich nie poprzestawali.
W tej geometryczności, lekkim zniekształceniu, zmonumentalizowaniu postaci (zauważ, że ubiory są zwiewne, a przedmioty niezdeformowane) dostrzegam próbę podjęcia „rozmowy”. Rzucam okiem i przystaję, zastanawiam się: co tu jest „nie tak”? czemu jest „nie tak”, skoro reszta harmonijna? Po „gładkich” ciałach w klasycznym wydaniu wzrok się prześlizguje, zatrzymują go inne detale. Ciało na jej obrazach jest tematem, ma zwracać uwagę, budzić niepokój, czynić myśli „niegrzecznymi”. Przecież ciałom (grze mięśni, mimice, zapachowi, itd.) biorącym udział w akcie płciowym daleko do harmonijnego upozowania.
I te twarze, z daleka wyglądające na zastygłe, pokryte warstewką wosku, ale rozpoczynające proces „odgroteskowywania”, bo im bliżej się do nich podchodzi, tym bardziej naturalne, żywe się wydają. Jakby ciepły oddech patrzącego tę warstewkę roztapiał:)
Według mnie ta „kanciastość” nabiera głębi, ożywa dzięki grze światła i cienia dopiero po dłuższej, uważnej obserwacji.
Ta pozorna „siermiężność” ma zwabiać, odrobinę kokietować, odrobinę odpychać – tyle tylko, ile potrzeba do zaciekawienia i rozpoczęcia „flirtu” z odbiorcą. To, moim zdaniem, swoiste preludium do uwiedzenia, propozycja nawiązania niepozbawionej intymności (choć chwilowej) relacji, rodzaj malarskich „feromonów”, które na jednych działają bardziej, na innych mniej:)
Właśnie tego odgroteskowywania nie dostrzegam, nie trafia do mnie. Zastygłe twarze kobiet Łempickiej dla mnie pozostają zastygłe…
Wizaż ma to do siebie, że musi być dostosowany do konkretnego dystansu. Inny makijaż nakładany jest na artystkę, która wystąpi na wielkiej scenie z dala od widzów, inny na aktorkę filmową, gdy spodziewa się ujęć w zbliżeniach, a jeszcze inny na kameralne spotkanie z widzami. Obraz powinien działać na widza na różnych dystansach…
Oczywiście. Ma prawo nie trafiać.
Skoro jednak Ci się nie podoba – to jednak – działa:) Kto powiedział, że dzieło ma wywoływać tylko pozytywne emocje? Ma nie pozostawiać odbiorcy obojętnym:)
A sztuka wizażu (make up) dziś nabrała charakteru Art deco:)
Na twarzy (ciele) można wymalować niemal wszystko. I dobrze.
Zwłaszcza w takich sytuacjach, jak u pierwszych pięciu pań:
🙂
A może, faktycznie, z tą sztuką trzeba obcować na żywo?
Tak jak Lena pisze, zmieniać dystans, przybliżyć się, albo oddalić, porównać widok z daleka i z bliska? Przez internet nie bardzo się da. Trzeba by rzeczywiście odwiedzić wystawę.
Bez wątpienia bezpośrednie obcowanie z dziełem daje więcej możliwości:)
Byłam parę lat temu na jej wystawie (nie w Polsce) i to naprawdę zupełnie co innego niż oglądanie prac w albumach.
Dzięki Leno za komentarz. Popatrzę na te obrazy teraz Twoimi oczami.
Dlatego licząc na jakieś komentarze o wystawie napisałam.
Ciekawa zdania Wyspiarzy o Łempickiej zostawiam Wam ten „temat” i sama umykam do pakowania plecaka, choć deszcz za oknem nie zachęca.
Jestem w strachu o moją kondycję po chorobie, bo po wyzdrowieniu będzie to pierwsza wycieczka w góry. Na rozruch byłam na spacerkach po dolinkach, ale to zupełnie co innego.
Dobranoc Państwu!
Spokojnej!
Dobrej nocki, Maczku:)
Dobrej Leno!
Godzina duchów się zbliża, trzeba je lampką postraszyć i iść spać, a Makówce pozwolić się pakować. Ubierz się ciepło jutro!

W planie jest Mogielica, tam może być śnieg.
Dobranoc!
Spokojnej!
Miłych snów, Tetryku:)
Dzięki! Chyba były miłe!
Dobranoc!
Dobrej nocki, Quacku:)
Też mówię już grzecznie: dobranoc, Wyspo:)
Bryyyy…
Nie pada…
Miłego dnia Wyspiarze!
Bryyy 🙂
A ja zaraz wybywam, będę popotem.
Ale pani kelnereczka zostaje!
Do termosu herbatę poproszę.
I kanapki.
Witajcie!
Makówka już w drodze, Lena odsypia nocną aktywność, a ja już po zakupach i po śniadanku
A bo nie:) Kiedy pisałeś komentarz, Lena już od dziesięciu minut nie spała:)
Witaj, Tetryku:)
No TAK się pomylić???
Errare humanum est, sed in errare perseverare diabolicum;)
Niby skąd mogłeś wiedzieć, że jedenastka jest moją ulubioną liczbą:)
Wróciliśmy, odbywszy rundkę po IKEI, OBI i outlecie (głównie ciuchy, ale i jedna patelnia).
Tradycyjna cisza… a ja właśnie wychodzę nieco poknuć.
Gdyż nic się nie dzieje. Choinka rozebrana.
Wreszcie znowu śnieżyste dobry wieczór, Wyspo:)
Jednak zaokienna biel zdecydowanie jest weselsza od szaroburości:)
Tutaj w ciągu dnia z ziemi większość spełzła. Na dachach jeszcze cokolwiek. Plus oczywiście to, co zwałowano przy odśnieżaniu – na parkingach przy centrach handlowych chwilami było zabawnie z pryzmami śniegu tu i ówdzie.
U nas wciąż sypie. Umiarkowanie, ale – jednak:)
Witaj, Quacku:)
Aż spojrzałem za okno, ale nic.
A tak a propos naszych wcześniejszych rozmów, może ktoś skusi się na posłuchanie:):
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/jedynka.polskieradio.pl/artykul/3096241,Milosc-Ingmara-Villqista-Premierowe-sluchowisko-w-Jedynce-POSLUCHAJ
Nie wiem, czy ten link będzie aktywny, więc dodam też taki:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/jedynka.polskieradio.pl/audycje/5609
Sztuka nosi tytuł „Miłość” (z serii „Beztlenowce”) a autorem jest Ingmar Villqist, jeden z moich ulubionych współczesnych polskich dramaturgów.
Miłej zabawy:)
O, to jest pomysł. Pół godziny to spoko. Może wieczorem?
Podczas rowerkowania;)?
Zachęcam.
Aaa, dzisiaj dzień bez pedałowania!
Więc posłuchać będzie poniekąd łatwiej. Bo na rowerku to raczej muzyka do rytmu.
Pierwszy jest aktywny:)
Nie usunę drugiego, bo może komuś przyjdzie ochota na wysłuchanie czegoś jeszcze. Ogólnie polecam pana Świerszcza czyli wspomnianego I. Villqista, zwłaszcza „Niebo” i „Wernisaż”, choć i „Kompozycje…” są warte posłuchania, choć dużo cięższe.
…pokaż jaszcze, ja po jaszczach cię pogłaszczę… 😉
Artyleryjskie?

Prędzej – ogrodnicze:)
Bo raczej nie jest to nowomowny skrót od „jaszczura”;)
Dziękuję Leno.
Posłucham, ale dziś jestem tak padnięta i niedospana, że pewnie po chwili słuchania natychmiast bym zasnęła.
Nie ma sprawy:)
Ważne, że wycieczka się udała (jak zgaduję po natężeniu zmęczenia).
Dobry wieczór, Maczku:)
Wróciłam do domu.
Zmęczona, ale zadowolona.
Najważniejsze! Że zadowolona!
Zadowolona, bo poruszałam się na powietrzu, pooglądałam widoki.
Było miło i sympatycznie.
Słucham jednak teraz słuchowiska.
Pierwsza jednoaktówka – zabawa słowem, ale jakoś mam poczucie, że Starsi Panowie zrobili to lepiej w piosence „Ach, ten lęk” (patrz i słuchaj niżej)
Druga – bardzo ładne kółeczko tzn. klamra kompozycyjna z gwałownym zakrętem w środku i mniejszym (bo już spodziewanym) na końcu. Ale fabularnie świetna miniaturka (jeżeli można porównać taką jednoaktówkę do miniaturki właśnie, średniowiecznej? 🙂 )
Trzecia podobna trochę do pierwszej, tylko inaczej stylizowana. A słowotwórstwo lemowskie trochę? No i całe założenie fabularne trochę jak sztuka w sztuce 🙂 O, wiem, opisy jak z Mrożka! To brzmi jak etykietkowanie, ale naprawdę nastrój surrealizmu tak mi właśnie się udziela. Z uroczystym walcem na koniec!
🙂
Pierwsza wariacja bardziej kojarzy mi się z Witkacym czy Białoszewskim:)
Podczas słuchania drugiej od razu wypłynęło to:
„Po najzieleńszym wzgórzu,
najkonniejszym orszakiem,
w płaszczach najjedwabniejszych.
Do zamku o siedmiu wieżach,
z których każda najwyższa.
Na przedzie xiążę
najpochlebniej niebrzuchaty,
przy xiążęciu xiężna pani
cudnie młoda, młodziusieńka.
Za nimi kilka dwórek
jak malowanie zaiste
i paź najpacholętszy,
a na ramieniu pazia
coś nad wyraz małpiego
z przenajśmieszniejszym pyszczkiem
i ogonkiem.
Zaraz potem trzej rycerze,
a kazdy się dwoi, troi,
i jak który z miną gęstą
prędko inny z miną tęgą,
a jak pod kim rumak gniady,
to najgniadszy moiściewy,
a wszystkie kopytkami jakoby muskając
stokrotki najprzydrożniejsze.
Kto zasię smutny, strudzony,
z dziurą na łokciu i z zezem,
tego najwyraźniej brak.
Najżadniejszej też kwestii
mieszczańskiej czy kmiecej
pod najlazurowszym niebem.
Szubieniczki nawet tyciej
dla najsokolszego oka
i nic nie rzuca cienia wątpliwości.
Tak sobie przemile jadą
w tym realiźmie najfeudalniejszym.
Onże wszelako dbał o równowagę:
piekło dla nich szykował na drugim obrazku.
Och, to sie rozumiało
arcysamo przez się.”
(„Miniatura średniowieczna” – W. Szymborska)
więc bardzo podobnie jak u Ciebie:)
Trzecia natomiast także surrealistycznie z Mrożkiem, i nieco lucyferycznie, przez te lemury może, oraz – leśmianowsko:)
Ooo, tak! Szymborska! Ale jakże znakomicie skontrowana, hmm, nie wiem, prozą życia? Bo bezpośrednie nawiązanie literackie mi nie przychodzi do głowy.
Według mnie bardzo to Zolowskie. Ta niby obiektywna narracja przy opisywaniu miejsc, postaci…
Dobranocka.
Piosenka R.E.M. w innym wszakże wykonaniu. Takim trochę bardziej dobranocnym.
Snów o trzymaniu się.
Uff, wróciłem! Czas na kolację! 😉
Smacznego!
Tetryku, spojler – „nie czytaj dalej” spełnił swe zadanie, znaczy przeczytałam. Ubawili mnie panowie przechodzący z paskami informacyjnymi, warto stosować ten chwyt, ponieważ niby wszyscy mówimy po polsku, a porozumienia nie ma. Skądś my to znamy… „Strikte mówiąc notabene autentyczne” – może ktoś na tym spektaklu zobaczy siebie w swojej bańce i wcale nie będzie mu do śmiechu? Może wielu potrzebuje jakiejś terapii? I tylko poprawy życia ptaszków polskich nadal nie widać, jakbyśmy wszyscy skrzydła potracili i dziobali w miejscu.
…i nawek kolejność dziobania się poplątała!
Masz na myśli walki buldogów spod dywanu?
Pospacerkowe, innobute dobry wieczór, Wyspo:)
Donoszę, że klej kupiłam i nie zawahałam się go użyć, a minęło od tego faktu (nieważkiego użycia) około dziewięciu godzin.
Nieważkiego? Może niewahliwego?
Dobry wieczór, Leno!
To też;)
Padam na nos.
Poskakałam po pięterkach, ale jakoś nie umiem się włączyć. Jednak Wasze wypowiedzi o Łempickiej przeczytałam z zainteresowaniem.
Przeczytałam teraz objawy zespołu pocovidowego i coraz bardziej pasuje, że to, co przed Świętami byłam chora to jednak był covid.
U syna wygląda, że też. To plus sytuacje stresowe wiele tłumaczą moje osłabienie.
Dlatego umknę chyba wkrótce.
Dobranoc!
Sen uzdrawia. Spokojnej!
Niestety jednym z objawów są problemy ze snem, co również pasuje.
Spokojnej, odcovidowującej!
I znów znienacka wychynęła północ. Dobranoc, Wyspo!

Spokojnej, też zmykam.
Wyłączyłam sobie laptopa przy przenoszeniu i zanim włączył się ponownie, wszyscy poszli spać, więc cóż mi innego pozostało, jak podążyć ich śladem;)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Witam!
Witajcie!
Czyżby Makówka szła w kolejną wędrówkę?
Jak się witam o takiej godzinie to albo wędrówka albo…problemy ze spaniem.
Dziś akurat dobrze mi się spało jak ten okrutnik budzik zadzwonił.
Dzień dobry! Chociaż raz w tygodniu tak sobie pospać bez ograniczeń zewnętrznych (budzik, druga połowa), to czysta przyjemność!
No to poprosimy tę panią, jak nie na pierwsze śniadanie, to chociaż na drugie.
Budzik to rozumiem, ale jak ci się udało wyłączyć drugą połowę?
To jest trochę handel wymienny: skoro w sobotę wstałem wcześniej, żeby pojechać na zakupy w parę miejsc, to w niedzielę dostaję carte blanche na spanie.
No, może gdybym spał jeszcze dłużej, to koło popołudnia bym się doczekał kontroli, czy jeszcze żyję
przed nami gwiezdny szlak
i wokół księżycowy blask
a ziemia jak we mgle
pogrąża się we śnie…
Dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry. Smutne, łezwyciskacz taki trochę.
🙂
Takie trochę baśniowe requiem dla magicznego dziecięcego świata:)
Mam sentyment do „Bałwanka”, ale większy do Nightwisha:)
Witaj, Quacku:)
A mnie ta akurat muzyka ominęła.
Na szczęście przy dzisiejszej dostępności nie ma problemu z nadrobieniem, jeśli coś wpadnie w ucho:)
Dobry wieczór. 🙂
Dobrze się słucha Nightwish-a na Wyspie! 🙂
Dobry wieczór, Lordzie:)
Cieszy mnie to:)
Lubię mocniejsze brzmienia. A zaczynałam chyba dość nietypowo, bo od Sepultury:)
Ledwo zmierzch zapadł, Lena już wzlatuje ku gwiazdom! I to w ramionach jakiegoś bałwana!
…psy się uśpiły
I ktoś tam klaszcze za sianem
A ktoś wzlatuje w górę ku gwiazdom
Wraz z ulubionym bałwanem!
🙂
Bo to jest prawda wszystkim znana:
Nie ma to jak pohulać wśród gwiazd
W objęciach jakiegoś bałwana;)
Takie rodzime Holiday on Ice, tylko bez Ice;)
I w sumie bardzo dobrze, biorąc pod uwagę ostatnie gołoledzi.
Nie fochaj, Tetryku:)
Wracam do domu.
Trochę spacerek, trochę imieniny zaległe dwóch Ew.
Dobranocka.
Anna Maria wysiada. A ja wsiadam na rower za chwilę.
Snów z całego świata.
Wróciłem z małej rodzinnej uroczystości — oblewaliśmy doktorat mojej córy!
Gratuluję:)
Córce i córki:)
Gratulacje!
Gratulacje! A można wiedzieć, jaki temat rozprawy, choćby najogólniej?
„Tworzenie narracji komputerowej gry fabularnej z użyciem transformacji grafowych”
Dzięki piękne wszystkim!
Również przyłączam się do gratulacji! 🙂
Przymrożone pospacerkowo dobry wieczór, Wyspo:)
Biało nad nami, biało pod nami…;)
Dobry wieczór, jestem skręcony.
🙂
Jak loczek trwałej ondulacji;)?
50 minut kręcenia, loczki chyba szybciej powstają?
Podobno od trzydziestu do pięćdziesięciu minut:)
Kurczę, wychodzi, że tak jak loczek!
W dzieciństwie miałem włosy naturalnie kręcone, po pierwszych postrzyżynach mi przeszło.
🙂
Ja miałam naturalnie platynowy blond i pewnie nie uwierzysz, ale po pierwszym farbowaniu też mi przeszło;)
Taa, do dzisiaj nie rozumiem, po co dziewczyny farbują włosy. Zwłaszcza jak patrzę na małżonki zdjęcia, nie tylko z dzieciństwa, ale też i z nastoletniości. Po co taki naturalny blond (również w jej przypadku) poprawiać?
Dziewczyny to też nie rozumiem.
Ale starsze panie, gdy już siwieją to jednak tak.
To trochę skomplikowane…
Mój blond nie wyglądał na naturalny, raczej jak efekt tlenienia, tyle, że w odcieniu takiego błękito-srebrnego (dostał mi się ten kolor po jednej z ciotecznych Babć – Oldze), w starej szkole wszyscy byli przyzwyczajeni, a kiedy ją zmieniłam (wraz z miastem), od razu zaczęły się problemy z nauczycielami. Mama już nie żyła, Dziadek też, Brat się wyprowadził, a Tata wyjechał na kontrakt, więc nie miał kto zaświadczyć, że to mój naturalny kolor. Wtedy podjęłam decyzję o pofarbowaniu ich na jakiś „ludzki” kolor. Może powinnam była się stawiać, ale trochę mi trudno było jako jedenastolatce:) Szczerze mówiąc, najbardziej bałam się, że ktoś ze szkoły dowie się, że mieszkam sama, nie mam stałej opieki, zrobi się afera i oddadzą mnie do jakiegoś domu dziecka:) Kolor włosów wydał mi się małą ofiarą na rzecz świętego spokoju:)
Czyli, jak we wszystkim — powody są indywidualne 😉
Spróbuj zaproponować jakiejś znajomej swój rowerek zamiast lokówki, zobaczymy, co z tego wyjdzie 😉 No i obiecaj korzystny efekt uboczny, takie 2 w 1!
Oo, żona ostatnio jakąś fantastyczną ponoć lokówkę nabyła. A mogłem jej zakręcić rowerkiem!
Dobranoc!
Dwa dni wstawania na wycieczkę „w środku nocy” +dziś trochę imieninowo wypitych trunków swoje robi.
Dobrych snów (bez wysiadania)! 🙂
Spokojnej!
Dobrej nocki, Maczku:)
Dobrej nocy, moi mili! Nie wysiadamy! 😉

Spokojnej wszystkim, umykam również.
Dobrej nocki, Wyspo:)
Witajcie!
No i mamy nowy dzień, i nowy tydzień – dłuuugi…
Dzień dobry, za oknem pochmurno, przed oknem różnie 🙂
Poprosimy panią G., mam nadzieję, że trochę odpoczęła w weekend.
Witam!
Miłego dnia Wyspiarze.
Umykam wkrótce.
A przy okazji, chyba już tu nie będzie komentarzy n/t „Ptaszków…” ani femme fatale polskiego malarstwa? To może jakiś nowy temat?
Jak wrócę do domu mogę pobudować Cypr,ale nie wiem kiedy wrócę.
Teraz jestem w Stróży.
No i jeśli nie ma innych ciekawszych tematów
Wspominałaś coś o „1989”…
Napisałam,że nie podejmuję się zrobić z tego pięterka,że mogę jedynie w komentarzu tak jak zrobiłam z Łempicka.
Ok,to poczekamy na inny temat,ja umiem jedynie opisywać wycieczki,wyjazdy.
Jak nie chcesz Cypru mogę zamiennie ha,ha ostatnie wycieczki,ale rozumiem, że to jeszcze gorzej?
A kto ci powiedział, że nie chcę Cypru?
Lećmy na Cypr!
(Zawsze mam takie wrażenie, że powinno być „Cyper”. Jak „koper”)
Ciekawe, jak to wymawiała Afrodyta, gdy tylko zaczęła mówić? 😉
Tetryku ostatnio jestem nadwrażliwa.
Chyba jak ten pijany co mu wszyscy mówią, że powinien się położyć spać powinnam …no właśnie co? uciec od samej siebie? od życia?
Mogę zrobić jakieś takie półpięterko przeczekajkę.OK?
Makówko, opublikowałaś już prawie 100 wpisów — wszystkie były życzliwie i z zainteresowaniem przez nas przyjęte. Czas więc już porzucić lęki i obawy i poczuć swoją wartość!
Zrób pięterko, jakie uznasz za stosowne, i nie deprecjonuj go sama „na wszelki wypadek”, nie ma to żadnego uzasadnienia!
Spacerujemy po Zarabiu.
Moje nogi…
I po pracy. I na przerwę.
Wróciłam do domu.
Moje nogi powiedziały, że chcą leżeć.
Dobranocka.
Dla wszystkich trafiających do domu. Nawet jeżeli nogi nie chcą czasem chodzić.
Snów o upragnionym domu.
A ja dostojnie udaję się popedałować.
To do mnie bardzo pasuje.
Trafiłam do domu, a moje nogi zaległy na wersalce.
A cała reszta?!
Nogi i d…leżą. Na kolanach laptop. Od pasa w górę prostopadle do nóg.
Na leżąco nie potrafię budować.
Hmmm… usiłuję sobie wyobrazić owo dostojne pedałowanie…
Przy wolniejszym utworze daję większe obciążenie i pedałuję wtedy wolniej. Może i dostojnie.
No to jestem, jakby co.
Naspacerkowo chlapliwe dobry wieczór, Wyspo:)
O, też znalazłaś swą drogę do domu?
„A gdziekolwiek się pójdzie, zawsze
drogą powrotną to będzie.”
(„Dom” – M. Świetlicki)
Dobry wieczór, Tetryku:)
No i zapomniałem, jak mówiła (albo śpiewała???) Fizia Pończoszanka vel Pippi Langstrumpf, kiedy nalało jej się wody do butów! (Zapewne zależy od tego, w jakim przekładzie to było).
Nie kojarzę tego, ale pamiętam (piąte przez dziesiąte) jej wywód o kałużach:):
„Kto powiedział, że dzieci koniecznie muszą być suche? Podobno nacieranie zimną wodą jest bardzo zdrowe i tylko u nas dorośli uważają, że dzieci nie powinny włazić w kałuże. W Ameryce kałuże są tak pełne dzieci, że nie ma w nich miejsca na wodę, i *dzieci siedzą w nich przez okrągły rok. Zimą oczywiście całkiem zamarzają i głowy sterczą im nad lodem. Nie mogą wrócić na obiad do domu i mamusie muszą im przynosić ciepłą zupę i mielone. Ale za to są zdrowe jak ryby!”
🙂
Witaj, Quacku:)
Za chwilę będziecie mieli kałuże, ale trzeba chwilkę poczekać, budują się.
Ooo, piękne to!
🙂
I jakie logiczne – o lodzie z braku wody;)
Kto nie śpi zapraszam piętro wyżej
To zaraz idę, mam tu jeszcze coś do zrobienia…
Coraz wcześniej chodzę spać, ale rano utwierdzam się w przekonaniu, że muszę 😉

Dobrych snów, np. o powrotach do domu…
Jak już jestem w domu wolałabym śnić o miłych wyjazdach z domu gdzieś po słońce i błękity.
Teraz sobie jedynie przypomniałam i z Wami się podzieliłam.
Spokojnej!
Dobrej nocki, Tetryku:)