Starzy bywalcy Wyspy wiedzą, że za Oceanem mieszkają moje dwie przyjaciółki z jednej klasy SP — siostry bliźniaczki — Ewa i Danka.
Wielokrotnie o nich wspominałam, opisywałam zarówno moje wędrówki po USA jak i wspólne wakacje na wyspach hiszpańskich — na Majorce, na Gran Canaria oraz spotkania w Krakowie lub Warszawie.
W tym roku spędziłam parę dni z jedną z sióstr — Danką na włoskiej wyspie Ischia.
We wtorek 5 lipca wsiadam w pociąg, z którego mam wysiąść na stacji Warszawa Zachodnia. Tam mamy się spotkać i pojechać razem do stacji Modlin Lotnisko.
Moje pendolino się spóźnia, ucieka mi połączenie. To ratuje mnie przed przemieszczaniem się na peron 9, z którego odjeżdża pociąg do Modlina. Peron jest gdzieś poza placem budowy, czyli około 30 minut marszu. Windy, ruchome schody „póki co” są w planach, więc walizkę trzeba targać w te i wewte po schodach.
Ale o tym nikt nie uprzedza, przy kupowaniu biletu słyszę informację „w Warszawie Zachodniej przejdzie pani z peronu 4 na 9”, co na normalnym dworcu zajmuje około 10 minut.

Wsiadam w inny pociąg, aby dojechać do stacji Modlin Lotnisko i tam spotkać się z Danką, aby pójść do hotelu, który reklamuje się jako „blisko lotniska”. „Hotel blisko lotniska” wzbudza śmiech współpasażerów, jest wesoło, wszyscy wyciągają swoje komórki, uruchamiają mapki i radzą mi, że lepiej nie przesiadać się na komunikację zastępczą, ale ze stacji Modlin Miasto iść do hotelu. Winda zepsuta, znowu schody I potem już tylko spacerek w deszczu do hotelu. Ale to już razem, bo Danka też „zasięgała języka” i spotykamy się na dworcu w Modlinie Miasto. Jak kiedyś ludzie radzili sobie bez komórek?
Hotel Sokołowska mogę polecić, ale odradzam wędrówkę ok. 5 km drogą bez pobocza z walizką.
Jak pomyślę o stacji Warszawa Zachodnia oraz lotnisku Modlin jakoś przypominają mi się słowa piosenki Golców
„Tu na razie jest ściernisko,
ale będzie San Francisco”.
I mam skojarzenia z budową Centralnego Portu Komunikacyjnego.
Ale dość złośliwości.
Lecimy, zerkając przez okno. Lot odbywa się spokojnie I bez dodatkowych atrakcji.
Obok mnie siedzi 16-letnia dziewczyna, która cały czas zabawia nas rozmową o babci we Włoszech, o planach podróżniczych jak skończy 18 lat itd. Zna parę języków i jest w klasie o profilu turystycznym.
O innych miłych współpasażerach w podróży będzie w drugiej części.

Lądujemy w Neapolu, nie ma czasu na zwiedzanie, podążamy szybkim truchtem za Włochem z tabliczką Itaka, który prowadzi nas do zdezelowanego autobusu z kiepsko działającą klimatyzacją. Z maskami na twarzy tym bardziej odczuwamy upał.
Wysiadamy z autobusu „w róże” i czekamy na prom.

Mimo upału warto wyjść na górny pokład i rozkoszować się widokami.


Dopływamy do wyspy Ischia, największej wyspy Zatoki Neapolitańskiej.
Wyspa ma pochodzenie wulkaniczne. Znajduje się na niej wulkaniczny kompleks o tej samej nazwie, ostatnia erupcja w 1302 r.
Wyspa na Morzu Tyrreńskim znana w starożytności jako Pithecusai. Grecy z Chalkis założyli tam około 770 roku p.n.e. pierwszą kolonię na zachodzie, którą zamieszkiwali tak Hellenowie, jak feniccy kupcy
Wsiadamy w minibus, podziwiając widoki za oknem. Objeżdżamy dużą część wyspy — z portu Ischia przez Forio do Sant’Angelo.

Po drodze wysiadają inni turyści Itaki, ale my z Danką jedziemy dalej, a potem bardzo wąskimi i stromymi uliczkami melexem do naszego hotelu. Jesteśmy w miejscu, gdzie nie ma aut, bo jedyny dojazd jest uliczkami na szerokość melexu, gdzie melex z trudem mija pojedynczego pieszego. Na plaży więc też nie ma nigdy tłoku. Nigdzie nie usłyszałyśmy polskiej mowy, przeważają Włosi. Raz trafiła się polska kelnerka i raz ukraińska.
Oto nasz hotel TERME CASA ROSA Sant’Angelo.

Na zdjęciu oznaczyłam:
1 – taras od naszego pokoju
2 – miejsce, gdzie odbywały się tańce
3 – jadalnia
4 – schody, którymi schodziło się wprost na plażę
Na poniższym zdjęciu widać malownicze położenie hotelu — blisko morza, u stóp góry.

Nasz pokój i przylegający do niego taras. Danka kontempluje widok.

A widok jest taki:

Schody, którymi schodziło się na plażę pod baldachimem z kwiatów, tak mnie zauroczyły, że pokażę, aż trzy zdjęcia. No nie mogłam się powstrzymać, jeszcze nigdy w życiu tak nie miałam.
Ten kwietny cień i z pokoju w samym kostiumie i ręczniku wprost do morza!



Teraz jadalnia. Na drugim zdjęciu ośmaczek pije wino na dobry początek pobytu na wyspie Ischia.


Raz po kolacji były tańce, głównie włoskie, ale salsa również.

Wcześniej przy kolacji pan na zachętę grał na gitarze, trąbce, śpiewał głównie włoskie piosenki, sala mu wtórowała.

To była mała dygresja, w której znalazły się zdjęcia z różnych dni, a teraz wracamy do 6 lipca.
Dzień pełen wrażeń — samolot, prom, objazd części wyspy autobusem, kąpiel w morzu jeszcze przed kolacją, ale to jednak nie koniec tego dnia.
Po kolacji idziemy na nocny spacer do miasteczka Sant’Angelo.

Na głównych ulicach otwarte sklepy z pamiątkami, ubraniami, spożywcze, ale w bocznych zaułkach — pusto.

Po drodze minęłyśmy kościół San Michele.
Na ołtarzu Święty Sakrament, w kościele adorujący ludzie, muzyka, wokół kościoła zapalone lampki.
Na przykościelnym cmentarzu święcące się lampki. Księżyc, gwiazdy na niebie, w dole morze.
Wszystko to stwarzało atmosferę zadumy, refleksji. Wyciszenia po męczącym i pełnym wrażeń dniu.






Tak zakończył się dzień 6 lipca, kolejne opiszę w drugiej części.
Na koniec tej części jeszcze tylko wyjaśnienie tytułu dla tych, co nie śledzą na bieżąco wpisów i komentarzy na Wyspie (czyli blogu Madagaskar08).
Śniadania w hotelu były w godzinach 8-9, kolacja 20-21. Między tymi głównymi posiłkami przerywałyśmy na chwilę pływanie w morzu i chodziłyśmy przekąsić malutkie „co nieco”.


Zamówiłam ośmiornicę, która na talerzu wyglądała tak i była bardzo smaczna — miękkie, delikatne mięso. Napisałam o tym w komentarzu w poprzednim wpisie i wtedy wywiązała się zabawna dyskusja, w czasie której Wyspiarze z połączenia słów ośmiornica i maczek nazwali mnie ośmaczek.

Dalszy ciąg wakacji ośmaczka na wyspie Ischia — wkrótce.




Ośmaczek zaprasza na wyspę Ischia.
Przed 17. – po 17. ? Czy na odwrót?
A fuj co za porównanie!
Chciałabym 24 godziny na dobę być ośmaczkiem, czyli dwa w jednym, ale nie umiem zrobić takiej grafiki.
To może tak:

Super!
Dziękuję bardzo Tetryku!
Bardzo ciekawe, ale dokładnie się zapoznam chyba dopiero jutro…
Oczywiście. Nie ma planów likwidacji pięterka. W każdym razie nic mi o tym nie wiadomo.
Na dobranoc dzisiaj morze po francusku „La Mer”…
Wysłuchałam z przyjemnością leżąc na mojej wersalce z kotem na kolanach.
Ale zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie, że jestem tu
To jest to miejsce, gdzie wieczorem sympatyczny Włoch grał na gitarze, trąbce, śpiewał. Krzesła były zsunięte i tu odbywały się tańce, gdyż oprócz koncertu puszczana była muzyka taneczna. Tak na zmianę.
Dobry wieczór, Makówko:)
Nie będę się rozpisywać, bo nie wiem, o czym jeszcze zaplanowałaś opowiedzieć i nie chcę Ci psuć przyjemności.
Napomknę więc tylko, że na Ischi bardzo przyjemnie wędrowało mi się po wąskich uliczkach Zamku Aragońskiego, a sama wyspa urzekła mnie brakiem tłumów, widokami i gorącymi źródłami:)
Ależ właśnie rozpisuj się ile tylko możesz i chcesz.
Cieszę się, że też byłaś na wyspie Ischia.
Na zamku Aragońskim byłam i planowałam o nim napisać w drugiej części.
Podzielam Twoją opinię o wąskich uliczkach zamku, pięknych widokach i braku tłumów szczególnie w tej części wyspy, gdzie byłam.
Z gorących źródeł nie korzystałam, wolałam pływać w morzu licząc na zbawienny wpływ słonej wody na moje stawy i pogryzioną rękę.
Miałam mało czasu -ja tam byłam tylko trzy dni.
Mam na Ischi koleżankę, którą poznałam w dość nieprzyjemnych (dla niej) okolicznościach na lotnisku, więc byłam tam nieco dłużej:)
Szkoda, że kojąca moc źródeł Cię ominęła, ale – co się odwlecze, to – nie uciecze:) One też uważane są za zbawienne niemal przy każdej chorobie:)
Maczku, napiszę o tych źródłach, ale – jutro, bo w trakcie spacerku zachciało mi się popływać w jeziorku i trochę zmarzłam. Planowałam się wymoczyć w domowej termie, ale coś mi przeszkodziło, źródło wystygło, i właśnie znowu mam gorące po wymianie:)
Napisz, napisz. Ja o nich czytałam, ale się nie moczyłam.
Mam nadzieję, że nie popsuję Ci szyków, gdy wspomnę jeszcze, że na Ischi rozgrywa się akcja jednej z opowieści „Dekamerona” P. Boccaccio:
„Ischia jest wyspą w pobliżu Neapolu leżącą. Przed dość dawnym czasem żyła na niej bardzo urodziwa dzieweczka, imieniem Restituta, córka pewnego szlachcica, Marino Bolgaro. Miłowała ona nad życie młodzieńca, imieniem Gianni, pochodzącego z sąsiedniej wysepki Procidy, a on również był w niej rozmiłowany. Młodzieniec ów nie tylko, że w dzień na Ischię przybywał, ale często, nie znalazłszy łódki, nocą drogę z Procidy na Ischię wpław przebywał, aby ujrzeć jeśli nie ją, to przynajmniej mury jej domu(…).”
(„Szczęśliwe spotkanie” w: „Dekameron, Dzień Piąty”)
Nic nie psujesz, wręcz przeciwnie. Im więcej takich informacji tym lepiej.
Dzięki temu wszyscy się uczymy i to powoduje, że robienie takich wpisów ma sens.
I jeszcze robi się romantycznie:)
Jeśli mowa o „Dekameronie”, to raczej – frywolnie:)
Racja. Ale chęć obejrzenia bodaj murów domu ukochanej to już jednak romantyzm.
Ponieważ zbliża się pora spania, zapalmy magiczną lampkę!

Komunikat techniczny:
W nocy z piątku na sobotę możliwa jest przerwa w dostępie do Wyspy (od 02:30 do 03:00) – prace techniczne dostawcy…
To na szczęście godziny kiedy większość Wyspiarzy śpi. Nawet „nocne marki”.
I przypomniałam sobie jeszcze, że był też wiersz J. Brodskiego.
I nawet go znalazłam:):
Dla Fausta Malcovati
„Kiedyś tu wulkan straszył bełkotem,
własną pierś szarpał pelikan, potem
Wergiliusz mieszkał blisko…
Czas minął i W.H. Auden sączył tu wino.
Tynk na pałacach teraz, niestety,
nie ten, i ceny, i koszty nie te.
Ja koniec z końcem wiążąc linijkom
zblakłe litery rozciągam tylko.
Rybak odpływa w ultramarynę,
a na balkonie wietrzy pierzynę.
Jesień zalewa górskie pejzaże
nie takim morzem, jak puste plaże.
Córka i żona z balkonu rano
w dali chcą ujrzeć cień fortepianu,
żaglowca, albo zarys balonu.
Ucichły głosy i bicie dzwonów.
Niewiarygodne jest, w jaki sposób
załatwia wyspę, jak wariant losu
sirocco. Ale, przyznać to trzeba,
nikt nie zabrania nam tutaj strzelać
okiennicami. Przeciągi wszak
zmiatając kartki, stanowią znak
(my szybko głowy wtedy zwracamy),
że nie jesteśmy tu całkiem sami.
Napór miękkiego, słonego młotka
uciska czoło, gdy je napotka.
Broni wzmocniona wapnem skorupka
w zapadającym zmierzchu trzy żółtka.
Chcąc z bugenwilli wić monogramy
i wstyd pokrywać hieroglifami,
swych ograniczeń świadoma ziemia
próbuje zemścić się na przestrzeniach.
Mało tu ludzi. Gdy „ty” się słyszy,
zaraz ostrzejsze stają się rysy,
bo mowa tak jak soczewka zwiększa,
aby od twarzy oddzielić pejzaż.
Z palcem przy słowie „do domu” ręka
o wiele chętniej do lądu sięga
niż w stronę owej kłębiastej waty,
tam gdzie się kruszą i rosną światy.
Jest nas tu troje i niezawodnie
widok dla naszych oczu trzykrotnie
bardziej jest siny i bardziej nie nasz,
niż ten, na który patrzył Eneasz.”
(Ischia w październiku” – J. Brodski;
tł.: K. Krzyżewska)
🙂
Dziękuję Leno i poproszę o więcej.
Leno czy masz zdjęcia z Twojego pobytu na wyspie Ischia?
Miałam.
Popatrzę, poszukam, ale też – jutro:)
Oczywiście. Wszelkie zdjęcia mile widziane. Ewentualnie poproszę wstrzymaj się ze zdjęciami z Zamku Aragońskiego, bo o tym jak pisałam planowałam pisać w drugiej części.
Dobranocka była, lampka była, Lena była…
Krótko mówiąc: dobrej nocki, Wyspo:)
To i ja powiem dobranoc Wyspo, ale jeszcze chwilę poczekam.
Może zjawi się jakiś niespodziewany gość albo Lord wyjrzy z krzaków?
Witam Państwa
Dzisiaj będzie ładny dzień…
Witajcie!
Wyprawiłem już kuzyna, który w drodze u nas nocował – no ale pośnić o włoskich plażach mi się nie udało! 😉
Trzeba tam jechać osobiście, będą się później śnić…
Byłam, w dzień myślami stale wracam, ale w nocy niestety śniły mi się jakieś mało przyjemne głupoty.
Dużo zależy o czym myślisz przed zaśnięciem.
Witam słonecznie!
Cisza na Wyspie.
Dla zapracowanych, zajętych i nieobecnych kelnereczka serwuje włoską kawę.
Osmaczek spał do 10, więc śpiący nie jest.
Wkrótce zniknie na chwilę, wieczorem będzie.
Do popotem…
Chętnie skorzystam, dziękuję.
Ja już wypiłem, a ciągle oczy mi się kleją…
Mi też, idę sobie zaparzyć kawę. Nie ma to jak własna…
Słoneczne i bardzo wietrznie porywające dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry, Makówko:)
Uzupełnię w kilku zdaniach wczorajszy komentarz o gorących źródłach.
Ischia zawdzięcza ich istnienie wulkanowi (a nawet – Wulkanowi;)) Epomeo, który nie wybucha wprawdzie, ale raz na jakiś czas potrafi porządnie zatrząść wyspą.
Włosi wierzą, że te wypływające z ziemi gorące wody są remedium na wszelkie dolegliwości, a tubylczy lekarze od ponad dwóch tysięcy lat przychylają się do tej opinii:) Bez wątpienia woda jest bogata w różnego rodzaju sole mineralne, a sugestia to potężny sprzymierzeniec zdrowienia:)
Termy i parujące błota rozsiane są po całej wyspie, część stanowi główną atrakcję w hotelach, inne są bezpańskie i ogólnodostępne:)
Byłam w Termach Posejdona – przepięknym parku z basenami pośród skał i zieleni, oraz w nieco mniejszym, o wdzięcznej nazwie Afrodyta:)
Miałam też przyjemność zawitać na Baia di Sorgeto – cudną kamienistą plażkę z dzikim gorącym źródłem. Zejście po stromych schodkach nie zawsze jest możliwe, ale przy odrobinie szczęścia (które miałam), mogłam się powygrzewać w wypływającej spod kamieni bardzo gorącej(ok. 70 stopni) wodzie, a szok termiczny łagodziły napływające morskie fale:) Tam też spotkałam turystów gotujących w szczelinach ziemniaki:)
W hotelu miałam także możliwość skorzystania z czegoś w rodzaju naturalnej sauny bezkabinowej i z kąpieli błotnych. Za tymi drugimi nie przepadam, ale czego się nie robi, by być jeszcze młodszą i piękniejszą;)
A poważnie – jedynym, co psuło mi przyjemność, był zapach. Ni to siarki, ni zwęglonego drewna. Ja czułam go bardzo, choć inni mówili, że jest ledwo wyczuwalny, więc to chyba sprawa indywidualna.
Maczku, znalazłam trochę zdjęć, ale jestem niemal na wszystkich, więc wybacz, że ich nie pokażę:)
Wstydzisz się własnego widoku, Leno?
A powinnam?
Obowiązuje mnie klauzula o nieupublicznianiu własnego wizerunku, o czym wspominałam podczas jednego z naszych spotkań na Zoomie, Bożenko.
Mnie na tym Zoomie nie było, a chętnie bym skorzystała…
To był ten Zoom, na którym mówiłaś, jak udało Ci się rzucić palenie. Pamiętam, bo chwilę wcześniej wymieniłam niedogodności mojej pracy czyli nieupowszechnianie wizerunku i niemożność palenia. Stąd wynikła Twoja opowieść. Chyba, że to nie Ty, Bożenko, „porzygałaś się” (przepraszam za trywializm, ale cytuję) po trzykrotnym zapaleniu tego samego papierosa…
A, rzeczywiście. To było nasze jedyne spotkanie. Chyba więcej się nie spotykaliśmy? A może kiedyś to powtórzymy? Oczywiście jak wróci Quackie. Miło by było.
Absolutnie nie masz powodu!!!
Dziękuję, Tetryku:)
Chciałam na osłodę opowiedzieć legendę o Wulkanie Epomeo, ale już mi przeszło…
Miłego dnia.
Oj, rozchmurz się, Leno! Opowiedz, czekamy w napięciu…
Chyba się nie doczekamy, już jej przeszło…
A myślałaś, że będę czyhała na Twoją reakcję, Bożenko?
Ja swoje furiozy rozładowuję w realu, a nie – bombarduję nieudolnymi złośliwostkami wirtualnych rozmówców.
Ok. Tetryku.
Musiałam odreagować. Umycie stu dwudziestu metrów kwadratowych podłogi i wytrzepanie czterech dywanisk trochę mi pomogło:)
Uskutecznię krótki spacerek, dopracuję, co zaczęłam i wstawię:)
Gdybyś kiedyś miała kłopoty z motywacją do sprzątania (ja miewam je często, niestety) – daj tylko znać! Pomożemy!
Za taką motywację to ja bardzo serdecznie dziękuję, Tetryku:)
Ale prawdą jest, że od zawsze pacyfikuję siebie sprzątaniem, a że mam taki a nie inny temperament, mam też czysto;)
Leno dziękuję za informację o ciepłych źródłach. W moim hotelu też był jakiś termalny basen, ale nie widziałam, aby ktoś z niego korzystał, był zbyt duży upał, a do morza (jak pisałam) wystarczyło zejść po „kwietnych schodach”.
Myślę, że na wiosnę, jesienią jest wielu chętnych.
Te kąpiele w mineralnej gorącej wodzie są niewątpliwie bardzo wskazane przy wielu dolegliwościach, szczególnie stawowych. Jednak dla mnie całkowicie zakazane z powodu udarów, guza mózgu i skrzepu w tętnicy domózgowej. Wszyscy lekarze zgodnie mówią, że sauna, okłady borowinowe itd. mogą spowodować u mnie katastrofalne skutki.
Witaj, Makówko:)
Oczywiście, Maczku:)
Ty wiesz najlepiej, co Ci służy, a co – nie i tego się trzymaj.
Obiecałam garść informacji o wodach termalnych, więc obietnicę spełniłam:)
I za to dziękuję. To jest to co lubię – gdy mój wpis jest „współtworzony”, ma jakby więcej autorów.
Dojechałem do domu i padłem spać… Podobno to zdrowsze, niż litry kawy 😉
Dziś na dobranoc utwór może nieco żywy, ale jakże w temacie! The Beatles i „W ogródku ośmiornicy” 🙂
Ładna ta dobranocka, to nic że żywa…
No to teraz mogę iść spać.
Dobranoc
Wróciłam przemoczona i bardzo głodna.
Rozgrzeję się pod prysznicem, zjem coś i pobiegnę po schodkach.
Oto obrazek o powstaniu Ischi.
I obiecana opowieść:
Tak to już bywa, że niższa kulturowo nacja przejmuje kulturę tej wyżej rozwiniętej, jeśli przypadkiem uda się jej tę wyższą kulturowo – podbić.
Podobnie było z Rzymianami i Grekami.
Zanim powstały opowieści o potępionym przez rzymskich bogów Wulkanie Epomeo, u Greków dawno już własnym blaskiem świecił niejaki Gigant Typhon, bardziej swojsko zwany Tajfunem. Według jednych źródeł był synem Gai i Tartara, według innych – demonem zrodzonym przez Herę (bez aktu prokreacji) w odwecie za podobny „występek” Zeusa, z którego głowy nieco wcześniej wyskoczyła Atena.
Tak czy inaczej – Tajfun uważany był za władcę wiatrów i burz. Przedstawiano go bądź jako straszliwego smoka, bądź jako niszczycielski huragan, bądź – potężnych rozmiarów mężczyznę. Miał mnóstwo zalet i tylko jeden maleńki mankament – nie był nieśmiertelny. Niby drobiazg, ale – znaczący.
Nim przejdę do sedna, jeszcze słowo o zaletach: wielokrotnie podejrzewano go o ojcostwo. Miał spłodzić piekielnego psa Cerbera, Chimery, lwa nemejskiego, orła kaukaskiego, Sfinksa, dwugłowego psa Orthosa, a także Gorgony, Ladona i Hydry z Lerny. I wszystko to z jedną, żmiją – nie żmiją, ale jednak biedną bardzo boginią Echidną.
Zaludnienie Ziemi potworami nie byłoby może aż tak wielkim przewinieniem, gdyby nie skomplikowane relacje z Zeusem, którego odwaga nigdy nie była mocną stroną.
Tyfon bowiem urósł w ciągu jednego dnia do tak potężnych rozmiarów, że głową sięgał nieba. Wywołało to strach wśród Olimpijskich Bogów, którzy próbowali umknąć przed Gigantem, biorąc, zresztą, przykład z samego Zeusa. Nim jednak władca Olimpu sromotnie zrejterował, nasłuchał się od Tajfuna, co ten zrobi mu, gdy go dorwie. Ni mniej ni więcej – obiecał, że zwiąże Zeusa, poślubi Herę, uwolni Tytanów i odda im Olimpijskie Boginie na żony lub służki, by zagigancić świat świeżą krwią.
Na takie dictum Bogowie tłumnie udali się na egipską pustynię, ukrywając się pod postacią zwierząt.
Hera zamienia się w krowę, Afrodyta w rybę, Artemida w kota, Leto w ryjówkę, Apollo we wronę Ares w dzika, Dionizos w kozła, Hefajstos w woła, Hermes w ibisa.
Jedynie Zeus i Atena postanowili stawić Tajfunowi czoła.
Uzbrojony w miecz Kronosa (którym ten, nota bene, wykastrował swojego ojca Uranosa) Zeus wyzwał Tajfuna na pojedynek. Niestety, Tajfun rozbroił olimpijskiego watażkę, odrąbując mu rękę, i uwięził w jaskini, powierzając pilnowanie smoczycy Delfinie.
W końcu jeden z sojuszników, po uśpieniu smoczycy, uwolnił Zeusa i ten, wykradłszy odrąbaną, wciąż dzierżącą miecz rękę i przyszywszy ją, podążył za Tajfunem.
Tajfuna zaś zgubiło łakomstwo. Za namową zdradzieckich Mojr najadł się owoców, które zamiast dać mu upragnioną nieśmiertelność – osłabiły go. Wtedy Zeus postanowił dobić leżącego. Piorunem. Średnio się ten plan powiódł, i końcem końców Tajfun został strącony w otchłań góry San Nicola, czyli późniejszego wulkanu Epomeo.
Nie pozostał tam jednak zbyt długo. Gdy nabrał sił, uwolnił się z łańcuchów, a moc, z jaką powstał, wywołała trzęsienie ziemi, w wyniku którego z otchłani wyłoniła się również wyspa Ischia.
Jakimś cudem po pewnym czasie pod wspomnianą górą pojawił się utożsamiany z uwolnionym (póki co) Tajfunem – Wulkan Epomeo. Musiał być cieniasem (jak to z klonami bywa), bo ponoć do tej pory tkwi w tych łańcuchach pod wzniesieniem i tylko od czasu do czasu szarpie się, wywołując wspomniane przeze mnie w poprzednich komentarzach trzęsienia ziemi.
🙂
Muszę przyznać, że wyobraźnia starożytnych zawsze mi imponowała! Płodność Tajfuna, koncepcja ucieczki na pustynię w postaci ryby(!), doszycie sobie przez Zeusa ręki wraz z mieczem — cuda, pani, cuda!
Uwielbiam wszelkie mity, baśnie, przypowieści biblijne. Są skarbnicą motywów i niewyczerpalnym źródłem inspiracji:)
Wyspana przeczytałam dopiero teraz. Nie była to wczoraj męcząca wycieczka, taki spacerek po Podgórkach Tynieckich, ale wróciłam bardzo zmęczona i śpiąca.
Bardzo dziękuję Leno za wzbogacanie mojego wpisu. Szczególnie mity są mi bliskie sercu. Mój dziadziu (co Wyspiarze już wiedzą) był filologiem klasycznym i małej dziewczynce opowiadał takie właśnie historie.
O wulkanie Epomeo nie będę pisać tu w komentarzu, gdyż planowałam o tym pisać w drugiej części
Proszę bardzo, Makówko:)
To właśnie dlatego mam tyle wahań przy komentowaniu wpisów podróżniczych:) Zdarzyło mi się nawet parę razy niechcący „zepsuć” czyjś kolejny wpis, bo wybiegłam swoim komentarzem naprzód, umieszczając w nim informacje mające się znaleźć w następnej notce:)
Nic nie zepsułaś, wręcz przeciwnie. Planowałam o wulkanie Epomeo jedynie wspomnieć i dać jakieś zdjęcie. Twój komentarz jest doskonałym wprowadzeniem do drugiej części.
Jako wnuczce filologa klasycznego sprawił mi dużą przyjemność.
A wpis dopiero będę robić, nawet nie zaczęłam, więc zrobię to tak, aby zainteresowanych skierować do Twojego komentarza.
Moje relacje z wycieczek są dla mnie zabawą, utrwaleniem miłych chwil i tym większy mają sens im więcej jest komentarzy „na temat”, albo im więcej sama się z nich czegoś uczę.
Pewnie jeszcze pogadacie, ale ja już muszę iść spać. Dobranoc SzanPaństwu!

Dziękuję Tetryku za „ośmiorniczkową” Dobranockę.
Leno bardzo dziękuję za Twoje obszerne opisy, ale wybacz będę czytać i komentować jutro.
Zjadłam, wykąpałam się i (zamiast się ożywić) poczułam zmęczenie i chyba zaraz pójdę spać.
Jasne – odpoczywaj:)
Też dopiero uporałam się z wieczornymi obrządkami:)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Witaj Wyspo
Dziś piątek, piąteczek… i środek miesiąca.
Witajcie!
)
Doczekaliśmy się piątku!
(Lena pewnie doda: dopiero teraz!!!
„To piątek, ach, więc taniec, śpiew i wino,
Znowu muzyka spłynie z gwiazd…”
O piątku albo na miłośnie, albo na żałośnie, więc z tych dwóch opcji (Kasia Stankiewicz vs. Sławek Wierzcholski) wybieram „na miłośnie”;):
Dzień dobry, Tetryku:)
Dobry… Choć z tych czterech rzeczy tylko piątek mi się szykuje.
Mnie -też.
Ale na Wyspie możemy sobie pomarzyć i wypić wirtualne wino.
A realu pójdę sobie zrobić jakąś kolację.
A ja w realu pójdę pojechać na spacerek:)
Po powrocie zrobię marcinka, klopsy w sosie śmietanowym albo grzybowym i dopiero potem pozwolę sobie na jakiś trunek;)
Co to jest marcinek?
Ciasto:)
Wypieka się cieniutkie, lekko słonawe wafle (można użyć też krakersów, ja upiekłam wafle) i przekłada się je słodką bitą śmietaną. Wkłada się całość do lodówki na przynajmniej sześć godzin i gdy śmietanowa masa stężeje (podczas ubijania dodaję prawdziwe masło, żeby była sztywniejsza), osypuje się całość mąką z mielonych słodkich wafli (albo herbatników) i marcinek jest gotowy do spożycia:)
A teraz naprawdę muszę już lecieć:)
Ale mi narobiłaś smaka! Z rozpaczy zjem czekoladę.
Miłego spaceru:)
🙂
Dzięki.
Już po spacerku. Było miło choć nieco wietrznie na odkrytym terenie.
Ale wiatr też kiedyś musi pospać, więc cichnął, gdy wracałyśmy;)
Za to właśnie zaczął wygrywać krewkiego marsza deszcz:)
To mnie wczoraj tak wygrywał na samym początku spaceru. W miejscu, gdzie zupełnie nie było się schować.
Tu było intensywnie ale krótko.
I ja sobie słuchałam, będąc z drugiej strony parapetu;)
Czyli lepiej było dać to?:
😉
Najlepiej jest gdy są oba.
Miła iluzja jest jednak przyjemniejsza dla ucha i duszy niż realistyczny blues…
Zamknij oczy i oddaj się iluzji…
Ale za to bluesowe jęki pana Sławka są zabawniejsze:)
Wyspane, odespane dzień dobry!
Zbudziłam się dopiero przed chwilą!
A ja wcześnie wstałam, a teraz chętnie bym pospała…
No i pospałam, pojadłam, a tu ciiiiszaaa…
Skoro tak cicho to zawołam Gienię. Jej krzyk rozniesie się po całej Wyspie.
Gienia wszak ma wszystko. Ja poproszę ośmiorniczki i białe wino pasujące do owoców morza np. zimne sprumante.
Ja tylko filiżankę kawy (skromnie).
Ołowiano-przedburzowe dzień dobry, Wyspo:)
A u nas pięknie, słonecznie. Ale niestety, żeby nie wiem jak się natężać, przed zachodem słońca dotrzeć tu nie zdążycie… 🙁
Pięknie, ale nie „bagrowo”, więc przesiedziałam dzień w domu.
Dziś była idealna pogoda na wycieczkę, ale wczorajsze siedzenie w kucki pod jednym parasolem w czasie ulewy będę za to dłużej pamiętać.
„I choćbyś nie wiem jak się natężał.
to nie ujedziesz – taki… interwał.”
😉
Tu kaprysi – albo chmurzy śniegowo niemal, albo pali pustynnie, albo wietrzy śródmorsko czyli – sztormi;)
Tu też chmury straszyły deszczem, ale nie spadło ani kropli…
Zdam pogodową relację po powrocie, może coś się zmieni;)
Witaj, Bożenko:)
Witam i jednocześnie żegnam. Na mnie już pora, więc życzę wszystkim spokojnej nocki i idę pod kordełkę…
Niedużo się minęłyśmy:)
Pociemniało wieczornie i wiatr nieco ucichł.
Miłej nocki, Bożenko:)
Śpij dobrze!
Aaaby pozostać w morsko-plażowej tonacji: dziś Chris Rea ze wspomnieniem z plaży (On the beach, czyli Na plaży)
Dziękuję Tetryku za „pozostanie w morsko-plażowej ” tonacji.
Pospacerkowe przedubiciośmietankowe dobry wieczór, Wyspo:)
Domowe z kotemnakolanach dobry wieczór Leno!
🙂
Dobra, lecę. Marcinek czeka.
Ech… Piątek wieczór, a na mnie czeka śmietanowy facet…
Ale przynajmniej jest słodki;)
I dobrze ubity…
„dubio” znaczy wątpić, ale „dubicio”???
„Dubitio” też znaczy „wątpić”, ale ja nie wątpię, że jest świetnie ubity:)
Chyba już pora na lampkę… Dobrych snów!

Dobrych snów, Tetryku:)
Już po północy. Chętnych do nocnych rozmów brak.
Spokojnych snów Wyspiarze, dobranoc…
Miłej nocki, Wyspo:)
Witam szan. Państwa
Pochmurna sobota, może wreszcie będzie padać?
Witam Wyspę!
Tu słońce, chmurki…co z tego wyjdzie? Pogoda domowa czy bagrowa?
Witaj Maczku!
Pogodęa będzie raczej bagrowa.https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pogoda.interia.pl/polska
Witaj Bożenko!
W Krakowie wg tej prognozy najwięcej 20 stopni. Noc była chłodna. Teraz są chmurki i lekki wiatr. To jednak raczej pogoda spacerowo- wycieczkowa.
Miałam być dziś w górach na Słowacji. Był zaplanowany dwudniowy wyjazd, ale przewoźnicy tak gwałtownie podnieśli ceny, że organizator odwołał wyjazd. Wszystko drożeje tylko nie nasze emerytury. Ale oby mieć tylko takie problemy. Oby zdrowym być to i komunikacją miejską można gdzieś pojechać. Najważniejsze zdrowie, chęci, dobre towarzystwo i dobry nastrój.
Kiedyś słyszałam takie powiedzenie:” Grunt, to zdrowym być i mieć wszy w katanie, a drapanie samo nastanie”.
Dobre!
A ja takie:
„Oby zdrowym być to i grzechy będą”
Też niezłe
Zdecydowanie spacerowa! 🙂
Witajcie!
Witam tak późno, bo dzień zaczął się z przygodami. Po zakupach na placu, pakując je do samochodu, zauważyłem kapcia na tylnym kole. Musiałem więc, w warunkach polowych, pierwszy raz w tym samochodzie wymienić sflaczałe koło na tzw. dojazdówkę. A więc: znaleźć stosowny sprzęt w podziemiach bagażnika, rozpoznać go, skutecznie użyć… Pozostało jeszcze rozwieźć zakupy, zjeść szybko śniadanie, poszukać czynnego warsztatu i przywrócić stan oczekiwany…
Na szczęście wszystko zakończyło się pomyślnie i nawet niezbyt drogo: winny okazał się wentylek za 6 zł, plus robocizna.
To teraz zasłużyłeś na chwilę odpoczynku, prawda?
Lepiej, że po zakupach na placu niż wtedy gdy zawoziłeś kogoś na lotnisko.
Otóż to! Moje samochody, jeżeli już nawalają, to na ogół bardzo inteligentnie i przyjaźnie. W pierwszym, np. sprzęgło posypało mi się tuż przed skrzyżowaniem, na którym zwykle skręcałem z trasy do pracy, jadąc do warsztatu.
Auta dostosowane do właściciela, czyli inteligentne i przyjazne jak i on?
Nie postawiłbym garści orzechów na tę zależność!
Sugerujesz, że to Ty upodabniasz się do swoich aut?
Raczej brak korelacji 😉
Zgadzam się z Tetrykiem, że pogoda dziś w Krakowie spacerowa.
Pospacerowałam więc chwilę po osiedlu, zrobiłam zakupy i postanowiłam dziś być domowo -porządkowo -wyspowa.
I w związku z tym mam pytania:
-czy ktoś coś buduje?
– czy mogę zrobić drugą część ośmaczka?
Tak na doczekanie relacji Quacka, który wraca (chyba?) w przyszłym tygodniu.
Są 133 komentarze, więc myślę, że możesz budować. Przecież do obecnego pięterka zawsze można się cofnąć…
Mnie chodziło o to czy nie wchodzę komuś w paradę budując dwa pięterka pod rząd, ale akurat dziś jestem domowa, więc stąd ten pomysł.
Jutro o 6.10 wychodzę z domu i wrócę raczej dość padnięta.
Działaj!
„Pod niebem pełnym cudów
nieruchomieję z nudów”;)
Za oknem szarości, więc na osłodę: raz! dwa! trzy!:
Bardzo lubię to wykonanie.
Międzydeszczykowe dzień dobry, Wyspo:)
Wysłuchałem tydzień temu i dziś dwóch rozmów z uczonymi profesorami, których cenię i szanuję (prof. Mikołejko i prof. Leder), dotyczących nudy, pełnych cytatów i odwołań do wielkich filozofów, dowodzących, że nuda jest wprawdzie niszcząca, ale zbawienna i niezbędna dla twórców
„Ze znudzenia, ze znużenia
Pusto, sennie, mdło.
Neurocholia? melanstenia?
Diabli wiedzą co.
Gdybyż w innej być mieścinie,
Bo w Warszawie źle…
W Pajtuliszkach? w Bambierzynie?…
Diabli wiedzą gdzie.
Byłoby też doskonale
Lata puścić wspak.
Chętnie bym to zrobił, ale
Diabli wiedzą jak.
Zająć by się jakąś… pracją…
Mracją… czy ja wiem?
Pempologią? alansacją?
Diabli wiedzą czem.
Siadłbym z jakim byczym chłopem,
Pogawędziłbym.
Z księdzem? Żydem? czartem? popem?
Diabli wiedzą z kim.
Może wylazłby z rozmowy
Jakiś zdrowy sąd?
Może z serca, może z głowy,
Diabli wiedzą skąd.
Ziewam, dumam żałośliwie,
Że… że co? że pstro?
Owszem, może… Lecz właściwie
Diabli wiedzą co.”
(„Spleen” – J. Tuwim)
😉
Dzień dobry, Tetryku:)
Hej!
Tuwim jest dobry na wszystko. Nawet na nudę i spleen.
Kora też 😉
Więc zostawiam Cię chwilowo z jednym z moich ulubionych utworków Kory:
i zmykam na spacerek:)
Ja się nigdy nie nudzę. Nie wiem co to nuda…
Zasłuchanych w piosenki ośmaczek zaprasza na drugą część o wakacjach na Ischii.