Kwiecień plecień wciąż przeplata, ale proszę mniej zimy a więcej LATA!
Tymczasem na niedzielnej wycieczce 10 kwietnia w ogóle nie było nawet wiosny.
Był deszcz, śnieg, grad i tylko troszeczkę słońca.
Wycieczkę rozpoczęliśmy wspinaczką na Obłazową Skałę.
(Proszę zwrócić uwagę, że jest to taka godzina, o której Makówka zazwyczaj dopiero się budzi).
Podejście krótkie, ale bardzo strome i wcale nie łatwe. Tu na zdjęciu podesłanym przez kolegę widać jak schodzimy, ale to akurat mało stromy odcinek.

Trud nagrodzony widokiem na przełom Białki.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ob%C5%82azowa
Zamiast błękitu nieba -czarne chmury i deszczyk.

Mijamy wejście do jaskini; nikt nie ryzykował wchodzenia, więc ruszamy dalej.
W Dursztynie można poddać się uloterapii.

Uloterapia
To nowy kierunek API-terapii. Polega ona na wdychaniu powietrza z Uli pszczelich, które wydostaje się z nich do wnętrza pomieszczenia, w którym przebywa człowiek. Powietrze pochodzące z ula pozbawione jest bakterii, wirusów i chorobotwórczych grzybów. Dodatkowym atutem jest możliwość przebywania w otoczeniu tak dużej ilości pszczół, gdzie wyzwala się korzystna dla człowieka energia, a powietrze jest zjonizowane. Mikrowibracje i biopole wytwarzane przez pszczoły, powietrze z ula, zapach miodu oraz propolisu, szum tysięcy pszczół działają uzdrawiająco i kojąco.
Wita nas gmina Łapsze Niżne z nowoczesną i ładną wiatą. Tu mamy pierwszy postój połączony z odśpiewaniem „Sto lat” koleżance, która akurat ma urodziny.


Kolejny postój robimy na takiej łące.


Z nieba spadają białe kulki i robi się coraz zimniej.

Idziemy dalej. Warto patrzeć na kałuże.


Albo rozglądać się na boki.


Idziemy po błocie, które oblepia nasze buty — aż nagle wkraczamy w strefę śniegu.

W zimowej scenerii pieczemy kiełbaski, serki itd. i grzejemy się przy ognisku.

Zza chmur wyłaniają się Tatry.

Zbaczamy ze szlaku, aby zobaczyć ciekawą kapliczkę słupową.

Znajduje się ona na Kuraszowskim Wierchu, który jest najwyższym szczytem polskiej części Pogórza Spiskiego.
Dziwi fakt, że nie prowadzi w to miejsce żaden szlak PTTK.
Idziemy dalej, spoglądając na Tatry; świeży biały puch zachęca do robienia „orłów”.


Na koniec wycieczki jeszcze jedna kapliczka. Miejsce tragicznej śmierci młodego mężczyzny, który w kapliczce schronił się przed burzą i zabił go piorun.


Przy kapliczce kot pozuje na tle Tatr i doprasza się głaskania. Pozwalam więc sobie na chwilę zdrady Florka, ale tylko chwilę, bo do głaskania ustawia się kolejka chętnych.


Czas wracać do domu. Florek wybacza zdradę …




Zapraszam do powędrowania ze mną po Spiszu i poczytania o tym ciekawym rejonie.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Spisz
Witaj Makówko . …Odzywam się po czasie ,ale bardzo Ci dziękuje za informację o uloterrapii . Teraz widzę jak bardzo nie jestem na bieżąco z nowinkami z tej dziedziny . Poszukałam gdzieś jeszcze –ale nigdzie nie zamieszczono ostrzeżeń dla uczuleniowców . Możliwe ,że rzadko się zdarzają ( że względu na rozrzedzenie propolisu?
Otóż przepiękne zdjęcia. Ile km przeszliście podczas tej wycieczki?
Ta skała na zdjęciu po przeciwnej stronie Białki to zapewne Kramnica, o której opowiada Wikipedia?
Wdychanie powietrza z uli to nie wiem, ale brzęczenie pszczół może być usypiające – może spróbujemy któregoś dnia na dobranockę?
To Was zima pożegnała, mam nadzieję, że ostatnim macnięciem. Bo przecież ten skrzek w kałuży to już wiosna
Dziękuję Quacku, cieszę się, że Ci się spodobały.
Według planu miało być około 13 kilometrów, ale było trochę więcej, bo dojście na Kuraszowski Wierch nie było w planie. I te 13 km to trasa od Dursztyna do Łapszanki przez Łapsze Niżne, więc do tego trzeba doliczyć wejście na Obłazową.
Nie mam w komórce aplikacji z krokami ani kilometrami, więc nie wiem dokładnie.
Odpowiadam dalej.
Ta skała na którą wchodziliśmy to Obłazowa Skała. Pod tym linkiem co na pięterku są informacje:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Ob%C5%82azowa
Kramnica 688 m n.p.m. – podłużna skała zbudowana z wapieni krynoidowych i bulastych przetykanych marglami, znajdująca się w zachodniej części Pienin Spiskich, po prawej stronie Białki. Naprzeciwko, po drugiej stronie Białki znajduje się mniejsza Obłazowa.
Zaraz, to Wy wchodziliście na Obłazową, a zdjęcie jest robione potem? Przedtem? Z drugiej strony rzeki? Chodzi mi o to zdjęcie z datą, z widocznymi rozlewiskami Białki?
Wchodziliśmy na Obłazową. Zdjęcie z datą zrobiłam na szczycie Obłazowej.
Pierwsze zdjęcie we wpisie -schodzimy z Obłazowej. Wejście do jaskini też na Obłazowej.
Czyli na zdjęciu z Białką (po drugiej stronie rzeki) to Kramnica.
Wszystko na to wskazuje. Tam już nie wchodziliśmy.
A tu zdjęcie na dowód, że byłam na Obłazowej.
To z tego miejsca (może trochę bardziej na prawo) zrobiłam to zdjęcie na przełom Białki o godz.9:11.
Tak, w kałuży to skrzek. Liczyłam na królewicza, ale chyba przestraszył się zimy?
Dziś byłam na cmentarzu, a potem na Kopcu Kraka i też padało trochę białych kulek, ale jednak pod nogami była trawa. „Orła” nie dałoby się zrobić.
Brzęczenie pszczół na Dobranockę? Hm…czemu nie?!
Zastanawiałem się, czy to w kałuży to zamarznięty skrzek…
Owszem tak. Czy będą z tego żabki? A z żabek królewicze?
Zimno, bo zimno, ale widoki i powietrze rekompensują niedogodności 🙂
Powietrze na pewno. Widoki były reglamentowane tzn. chowały się za chmurami i pojawiały, ale to też miało swój urok.
Przy ładnej, bezchmurnej pogodzie trasa godna polecenia (od Dursztyna do Łapszanki przez Łapsze Niżne)
…a oprócz wdychania, wąchania, słuchania i jonizowania w ramach uloterapii można by się jeszcze napić przedniego miodu?
Myślę, że dałoby się dogadać.
Tetryku znalazłam coś dla Ciebie -mała przerwa w mazurskim żeglowaniu
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/mazurskauloterapia.pl/
Spisz to bardzo ciekawy region.
Zaledwie 195,5 km² jest w Polsce, reszta tzn.3,5 tys. km² jest po stronie słowackiej.
Na pięterku http://madagaskar08.pl/blog/2020/10/07/juromania-i-gory-lewockie/
(w drugiej jego części) pisałam o wędrowaniu po Górach Lewockich leżących we wschodniej części Słowacji. W porównaniu z tamtą wycieczką wczorajsza to był spacerek.
Zerknąłem w ten artykuł o Spiszu, tam były linki dalej. Faktycznie ciekawy ten folklor polsko-węgiersko-słowacki. Zdaje się, że nawet w serialu o Janosiku (tym z Perepeczką w tytułowej roli) „Słowak” (w tej roli Marian Łącz) nosił jako jedyny podwinięty, spiszacki kapelusz (zdjęcie tutaj https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.filmweb.pl/person/Marian+Łącz-56621/photos/893762).
A zdjęcie takiego górala ze Spiszu z kolei w Wikipedii
Dziękuję Quacku!
Cieszę się, że mój wpis wywołuje rozmowę, czyli podróże kształcą, nawet i te wirtualne wyspowe.
Tu ciekawe informacje też.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Spiszacy
Och, no i przeczytałem o ziemniakach z kwaśnym mlekiem. Ale to już oczywiście nie o tej porze, nawet przy założeniu, że miałbym pod ręką jedno i drugie.
Ale to powinny być młode ziemniaczki i takie „prawdziwe „kwaśne mleko. Eh!
Późne dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry wieczór, Makówko:)
Piękne zdjęcia, zwłaszcza te widokowe.
Dziś tylko przeleciałam, jutro poczytam dokładnie.
Nie gniewaj się Makówko, ale miałam intensywny dzień i na nic już nie mam dziś siły:)
Nie gniewam się, rozumiem.
Ja wczoraj najpierw obiecałam zrobić wpis, a potem nie miałam siły-padłam.
Mam nadzieję Leno, że jutro poczytasz i znajdziesz coś dla siebie w tym wpisie.
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dobrej. To i ja zmykam 🙂
Jak wszyscy to wszyscy to i ja zmykam.
Dobranoc Wyspo!
Dzień dobry
Wstał ładny dzionek, słoneczko świeci 
Nareszcie nowe pięterko, zaraz się z nim zapoznam…
No i pobieżnie się zapoznałam z Twoją relacją, Makówko. Jest bardzo ciekawa, więc do niej będę wracać. Najbardziej podoba mi się Twój orzeł na śniegu i kotek, którego głaskasz.
Dziękuję Bożenko!

Cieszę się, że znalazłaś coś dla siebie. Staram się „dla każdego coś”.
Panów Q i T zainteresował potencjalny królewicz w kałuży, Lenę -widoczki, a Ciebie miłe akcenty wycieczki -kotek i orzeł.
W tych ponurych czasach potrzebna nam odskocznia, nawet zabawa, prawda?
Masz rację, odskocznia od codzienności jest konieczna dla zdrowia psychicznego.
Witajcie!
W piękny, słoneczny dzień wybrałem się na wycieczkę… autobusem do pracy 😉
Dzień dobry, piękne słońce za oknem!
Witam słonecznie!
Ale cisza…
Odezwę się jak wrócę z zebrania
A gdzie reszta?
No to po pracy i na przerwę!
Nie wiem gdzie reszta, ale Makówka melduje, że wróciła z zebrania i teraz już będzie w domu i na Wyspie.
Właśnie zasiadłem, ale czuję się dzisiaj tak sobie, więc nie chcę przesądzać, na jak długo.
Na razie idę po dobranockę.
Dobranocka.
To może taki przebój sprzed lat od Norwegów, tu w łagodniejszej wersji, przy zachodzącym słońcu…
Snów łagodnych zdecydowanie.
Łagodne zasypianie, łagodne sny, łagodne przebudzenie i potem dzień łagodnie dawkujący emocje…
Przyłączam się!
Rzeczywiście, łagodna dobranocka…
Teraz mogę spać…
Dobranoc
Spokojnej!
Śpij spokojnie i łagodnie Bożenko!
Też dotarłem do domu i wpadłem w naradę na zoomie…
Podstępnie Ci ją podstawili, jak akurat przechodziłeś!
Z knucia lokalnego na knucie ogólne -oto nasz dzielny Tetryk!
Dobry wieczór, Makówko:)
Zgodnie z obietnicą pooglądałam, poczytałam:)
Bardzo podobają mi się te kocie szarości z odrobiną błękitu na zdjęciu przełomu Białki.
Zahibernowane jeszcze-nie-żabki robią wrażenie, chrobotkowa róża też piękna, ale to minimalistyczny kobierczyk pod lodem skradł moje serce:)
U nas też mówi się na śnieżne akrobacje poziome – „orły”, chociaż ten Twój przypomina jednak anioła:)
Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na nazwy i nie sprawdziła, czy trafnie obstawiam pochodzenie.
Dursztyn od niem. „Durst” – „wąski tunel skalny” odgadłam, ale wyjątkowe Łapsze nic mi nie mówiły, a okazały się pochodzić od węgierskiego „lápos” – „mokradło”:)
Czy tę kapliczkę słupową wieńczy krzyż ewangelicki? Dobrze wypatrzyłam? Ciekawe, czy to celowe, czy wynikło wyłącznie z inwencji stawiającego:)
Dobry wieczór Leno!
Dziękuję i już odpowiadam.
Ten „kobierczyk pod lodem” też mi się spodobał i dlatego w biegu pstryknęłam fotkę.
Jeśli chodzi o kapliczkę nic więcej o niej nie wiem. Do tego miejsca nie prowadzi żaden szlak. Kapliczka stoi sobie w lesie i nie ma obok żadnej tabliczki.
Dziękuję i trudno:) Może kiedyś, przypadkiem coś się wyjaśni.
Szukałam w necie, ale nie znalazłam informacji o tej kapliczce.
Podpytałam więc przed chwilą przodownika PTTK i tak odpowiedział:
„Jest około 15 różnorodnych kanonicznych wzorów samego krzyża. Ten jest jednym z nich. To nie jest krzyż ewangelicki”.
Tu masz Leno zdjęcie, na którym lepiej widać samą kapliczkę.
Natomiast ja na krzyżach, kapliczkach itd. kompletnie się nie znam.
Dziękuję.
Tak, tu rzeczywiście widać lepiej.
Czyli jednak inwencja stawiającego:)
Nie byłoby, oczywiście, niczego złego, gdyby krzyż był ewangelicki, ostatecznie protestantyzm to jedna z gałęzi chrześcijaństwa:)
Byłam po prostu ciekawa.
Bardzo się cieszę, że byłaś ciekawa. Wtedy moja pisanina ma sens.
Miałam dobry pretekst, aby zagadnąć kolegę poprzez Messengera, pokazać mu zdjęcie i podpytać.
Może komuś uda się znaleźć jakąś informację o tej kapliczce?
Byłoby fajnie.
Brak informacji może (choć nie musi) świadczyć o tym, że została wystawiona w celu wotywnym przez kogoś, kto z jakiegoś powodu nie chciał rozgłosu:)
Ale i szczyt tzn. Kuraszowski Wierch nie jest oznaczony.
Jak pisałam nie prowadzi do tego miejsca żaden szlak turystyczny.
Aby tam trafić, trzeba wiedzieć i iść poza szlakiem.
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Cały biegany dzień było ciepło (+11) i słonecznie, a noc przyniosła chłodek (+4). Ciekawe, czy znowu koło północy zaminusuje:)
Dobry wieczór Leno!
U nas też duża różnica temperatur. Gdy szłam na zebranie -ciepło, a gdy wracałam zmarzłam.
Teraz 6 stopni.
🙂
Już tylko jeden z plusikiem:)
Jak nie miałam psa, to średnio mnie temperatury za oknem obchodziły.
Odkąd muszę cowieczornie wychodzić, termometr stał się jednym z najczęściej używanych sprzętów w domu:)
Dobry wieczór, ja niestety będę się zaraz zbierał, coś mam dzisiaj kryzys.
Witaj, Quacku:)
Też nie jestem w szczytowej formie po tym całodziennym bieganiu, ale jeszcze posiedzę, skoro wreszcie usiąść mi było dane:)
A ja drugi dzień mam jakieś kryzysy. Ogólne padnięcie.
To może jednak pogoda? No i SKS?
Mnie dobija robienie zakupów.
Nie lubię tego bardziej chyba niż rozmawiania przez telefon:)
Zakupów nie lubię robić. Natomiast gadać hm…lubię, ba, nawet bardzo!
Po prostu lubię widzieć swojego rozmówcę:)
Wszelkie opcje kamerkowe stworzone zostały jakby z myślą o mnie:)
Też lubię widzieć. I jednak na żywo, a nie przez kamerkę, ale jak się nie da…
Odkąd mam kiepski słuch mam dodatkowo problem ze zrozumieniem gdy nie widzę ust osoby mówiącej.
Wybaczcie, kochani, ale padam dzisiaj na dziób. Dobranoc!

Padaj ŁAGODNIE Tetryku!
Miłej nocki, Tetryku:)
Kolejny dzień poza domem dał mi się we znaki, więc też już się pożegnam:
dobrej nocki, Wyspo:)
To i ja powiem dobranoc.
Łagodnych snów Wyspo!
Dzień dobry
Piękny dzień wstaje… słoneczko, ciepełko…
Witajcie!
Prawdziwie wiosenny dzień! Brak tylko zajączków kicających po trawniku 😉
Dzień dobry, pogoda przepiękna, aczkolwiek na zachodzie dziwnie ciemne chmury. Zobaczymy, czy coś z nich się zbierze.
Chyba chmury się rozejdą.
Makówki nie widać, pewnie już gdzieś w drodze…
Na razie przylazły i zasłoniły słońce, ale nic nie pada.
Słonecznie witam !
A jednak jesteś
Tak.Juz w Stróży
Hop,hop.
Ja w Stróży,a reszta ?
A reszta chyba zapomniała o Wyspoe…
A ja skończyłem bieżące zlecenie i odesłałem do klienta, następne zaczynam dopiero po świętach!
Na święta zaś CHYBA wyjeżdżam w piątek. O ile covid sobie pójdzie. Jutro robię test.
A teraz na przerwę.
Test,testem,ale jak się czujesz Ty i Twoja rodzina?
Żona i córka już negatywne, z czego korzystają, ja jeszcze kaszlę, ale już jest LEPIEJ!
Dotarłem do klawiatury 🙂
Tak było daleko?
To jeszcze cała reszta komputera została!
Dobranocka.
Dzisiaj trochę nietypowo, tzn. muzyka typowa, klasyka swingu, ale wykonawczyni nietypowa – Althea Gibson, pierwsza czarnoskóra zwyciężczyni turnieju wielkoszlemowego. A nawet wielu turniejów, bo w singlu wygrywała pięciokrotnie, w deblu pięciokrotnie i raz w mikście.
A poza tym właśnie grała i śpiewała. To nagranie z 1959.
Snów wielkoszlemowych!
Zaganiane dobry wieczór, Wyspo:)
Pół dnia w mieście, a potem już tylko kuchnia i kuchnia…:)
I spacerek. Nie wiem, której z nas był dziś bardziej potrzebny:)
Przywitałam się i wracam do kuchennej sauny.
Nie zaparuj tylko zbytnio…
🙂
Raczej się upiokę. Bo teraz piokę.
Witaj, Quacku:)
Przedświąteczna specjalność pani domu: wypieki?
🙂
A wiesz, że najlepiej wychodzą mi mięsa, ryby i wszystko z ziemniaków, czyli – na słono:)
W słodkościach jestem tak średnio na jeża:) Lepiej z zimnymi deserami niż z pieczeniem:)
Ciastka kokosowe piekę. Następne w kolejce są kruche z jabłkami, potem – z ziarnami, i pewnie coś jeszcze wymyślę, bo do obdzielenia sporo chętnych:)
Brzmi doskonale.
Zazdroszczę tym, których będziesz obdzielać.
Dobry wieczór, Makówko:)
Żebym wiedziała, jak to wysłać, żeby nie doszło w postaci mąki, to i Ciebie bym obdzieliła:)
Ale mogę podać przepis, jest prosty, bo hołduję zasadzie, że im prościej, tym – smaczniej:) Jeszcze mi się nie zdarzyło zepsuć tych kokosanek, więc jeśli chcesz – powiedz tylko słówko:)
Poproszę.
Dwa całe jajka (muszą mieć temp. pokojową) mieszasz ze 120 gramami cukru, szczyptą soli i torebką cukru waniliowego. Do tego dodajesz 200-250 gramów wiórków kokosowych (to zależy od wielkości jajek). Ciasto powinno mieć konsystencję gotowej do lepienia plasteliny.
Blachę wykładasz papierem do pieczenia. Na posmarowany olejem papier wykładasz małą łyżeczką porcje, jeśli kształt Ci się nie podoba, możesz je podokrąglić, albo ulepić kulki wielkości orzecha włoskiego i przypłaszczyć je.
Do nagrzanego do 160 stopni piekarnika wkładasz swoje ciacha na górną półkę i pieczesz z termoobiegiem około 15 minut (do zrumienienia).
Ja robię kulki i zwilżam palce, żeby się ciasto nie przylepiało:)
Smacznego:)
Acha. W tych ciastkach nie ma wspomagaczy (proszku do pieczenia, drożdży), więc prawie nie rosną, taka porcja mieści się na jednej blasze i ciastek wychodzi około trzydziestu.
Dziękuję, ale nie mam piekarnika z termoobiegiem. Mam bardzo starą kuchenkę gazową z piekarnikiem, któremu nie domykają się drzwiczki.
Z termoobiegiem piecze się krócej, więc przedłuż czas o pięć-siedem minut i zwiększ temperaturę do 170 stopni.
Kiedyś w starym, zdezelowanym piekarniku gazowym wypiekałyśmy z koleżanką całe wakacje. Też nie domykały mu się drzwiczki:) Podpierałyśmy je znalezionym w lesie rosochaczem. Nawet form nie miałyśmy i od zwykłych garnków odkręciłyśmy rączki:)
Jeśli jednak ten Twój piekarnik może być niebezpieczny, to nie ryzykuj, proszę.
Z ziarnami – dla ptaszków
Już nie wnikam, co oni z tymi moimi darami robią;)
Owi ptaszkowie?
O! To bez wątpienia nieźli ptaszkowie, Tetryku:)
Dobry wieczór:)
Ptaszkowie niebiescy!
„Nie sieją, nie żną, nie gromadzą w magazynach, a wasz Ojciec (też) niebieski je żywi.”
😉
A ja idę spać…
Dobranoc
Miłej nocki, Bożenko:)
Spokojnej!
Śpij wielkoszlemowo Bożenko!
Jestem w domu. Po kąpieli i zjedzeniu zupy.
Bardzo zmęczona, bo dziś robiliśmy niezbędną po zimie, ale bardzo niemiłą robotę.
No tak, działka po zimie…
We dwoje?
Niestety też musiałam pomagać i dlatego obydwoje zostaliśmy „zainhalowani” na tyle skutecznie, że skutki owej inhalacji czujemy w gardle, nosie i oczach.
Dopadło mnie nagłe i niespodziewane zlecenie i dopiero zakończyłem…
Makówko, przełom Białki przypomina mi naukę chłopców jazdy na nartach (Kotelnica, Kaniówka) i letnie spacery nad Białkę. Spisz urzeka folklorem, tradycją, wiem, bo w Łapszach miałam koleżankę, która wyjechała do Stanów, by wybudować dom dla rodziny. Dom wybudowała, ale nie miała do czego wracać, gdyż mąż znalazł sobie młodszą pocieszycielkę. Samo życie. Gratuluję pięknej wycieczki.
Witaj Ultro!
Miło, że zajrzałaś.
Masz rację Spisz to wyjątkowo atrakcyjny dla turystów region.
Wycieczka była faktycznie bardzo piękna, choć pogoda nie rozpieszczała.
Cóż czasem tak bywa, że w pogoni za dobrami materialnymi tracimy coś ważnego. A może ów pan i tak nie dałby szczęścia Twojej koleżance?
Albo ona jemu skoro szukał „pocieszycielki”? Losy ludzkie bywają skomplikowane i trudne do jednoznacznej oceny.
Kochani, zmykam w uzdrawiające objęcia snu (co rano jest trochę lepiej, liczę, że jutro też tak będzie!).
Trzymam kciuki, aby jutro było całkiem dobrze, a test -negatywny.
Śpij uzdrawiająco Quacku!
Udaję się spać… Dobrej nocy 🙂

Ja teraz już też.
Dobranoc!
Dzień dobry
Zapowiada się piękny dzień…
Witajcie!
Piękny dzień już jest!
Słonecznie witam!
Dzień dobry, dzisiaj nie pracuję, więc wstałem nieco później.
Test pewnie niedługo zrobię.
A jak się czujesz?
Napisz jaki wynik testu.
Mam nadzieję, że wirus wyszedł po ukraińsku! 😉
No więc tak, czuję się już lepiej, ale nadal kaszlę i prycham. Test wyszedł nadal pozytywny, mimo że pasek „covidowy” bledszy niż tydzień temu.
Małżonka upiera się, że jedziemy na święta do jej rodziny, tak jak planowała. Nie wiem, czy to dobry pomysł, tam będą małe dzieci i starsi ludzie (teściowa moja 80+ i teściowa szwagra jeszcze przed 80). Ja się dostosuję, jednak własnym Rodzicom covida już sprzedałem, wolałbym już nikogo więcej nie zarazić.
Pozwól małżonce jechać z dziećmi, a sam zostań w domu. Ubytek łasowania z pewnością zrekompensuje ci kilka dni świętego spokoju…
Gdyby jeszcze jeździła beze mnie samochodem, to byłoby sensowne, a tak musiałaby jechać pociągiem (a jeszcze mieliśmy zabrać teściową z Bydgoszczy do Torunia).
Myślę jednak, że lepsza rezygnacja z niektórych wizyt, niż sprzedawanie choroby dzieciom i starszym ludziom. Każdy powinien to zrozumieć. Ja na przykład nie chciałabym się teraz z Tobą spotykać.
No więc teściowa, szwagier i jego żona to są wszystko lekarze. Mają pełny obraz sytuacji, bo informujemy na bieżąco. Jak nie każą przyjechać, to nie przyjadę…
Dzień dobry
Wybaczcie, ale obejrzałam tylko zdjęcia (piękne)… nie dam rady poczytać komentarzy… jestem bardzo słaba…
Wspieramy cię Miralko! Zdrowiej szybko i skutecznie!
Trzymaj się!
Miralko zdrowiej,nabieraj sił,nie daj się.
Cieszę się, że Cię widzę. Wracaj do zdrowia, nie daj się chorobie!!!
Dzień dobry


Pięknie dziękuję za wsparcie
Wiem, że na Was zawsze można liczyć
Już drugi tydzień przechodzę gehennę. Nie wiem jak teraz jest w polskich szpitalach (nie byłam w żadnym od ok. 25 lat), ale tutaj jest okropnie. Na badania i konsultacje czeka się godzinami, co mnie dodatkowo denerwuje. Dla mnie, wizyta umówiona na 9 powinna się zacząć najpóźniej o 9:30. Tak byłam uczona całe życie. Żadnego spóźniania się!!! A tu bywa różnie… wizyta umówiona na 9, o 11 jeszcze się nie zaczęła. Dopiero jak zaczęłam wymiotować zainteresowali się mną…
W szpitalu też było okropnie. Nie mogłam sama wstać do łazienki, bo ktoś musiał ze mną być. Miałam na ręku opaskę, z napisem „fall risk”, czyli w dowolnym przekładzie -„ryzyko upadku”. Też wolałam nie padać, wystarczyło mi tego co w domu, a poza tym bałam się, że jak upadnę, to mnie zatrzymają na dłużej…
Najważniejsze jak się czujesz? Jakie leczenie?
Nie upadaj już więcej proszę, dbaj o siebie i szybko zdrowiej.
Faktycznie… pociecha marna. Czy są osoby lepiej traktowane – nie wiem… chyba za krótko byłam.

Zaczynam jeść i pić, a to bardzo dobrze, bo i czuję się lepiej. Na razie mam tylko radioterapię, ale na środę mam zamówioną wizytę na onkologię. Zobaczymy co powiedzą…
Jedno co mi się w tutejszych szpitalach podoba to to, że najpierw starają się „doprowadzić cię do porządku”, a dopiero potem gadają o finansach. Mają też różne opcje finansowego wsparcia dla tych, którzy nie są w stanie zapłacić. To pomaga, bo nie muszę się martwić, że wyczyszczą nam konta na zero
Chodzę bardzo wolno (co jest wbrew mej naturze) i ostrożnie. Nie chcę znowu upaść i w coś się huknąć… to nie byłoby dobre
Konsultacje miałam często, przy łóżku. Zbierało się całe konsylium i radzili. Z niektórych badań zrezygnowali, bo okazały się niekonieczne, a bardzo niebezpieczne dla mego życia. Przez te różne badania, często nie mogłam jeść… „zaciągnęłam” się. Schudłam (przez te prawie dwa tygodnie) ponad 10 kg (30 funtów). To trochę za dużo… odwodniłam się… straciłam apetyt i chęci do picia. Teraz muszę to wszystko odpracować. Jak nie będę jadła, nie odzyskam sił, a są mi potrzebne
Weź zrelaksuj twarz, skoro ból nie daje ci żyć. Zadecydowała, że mam przyjść jeszcze raz, ale zrelaksowana…
Muszę zdrowieć, żeby mąż się uspokoił, bo jest ciągle w stresie, a to nie jest dobrze dla niego.
We wtorek byliśmy na radioterapii. Wizyta była umówiona na 9 rano. O 11 jeszcze byliśmy w poczekalni i nikt się nami nie interesował. Dzień wcześniej opuściłam szpital i byłam bardzo słaba… czułam się coraz gorzej. Brzuch mnie nasuwał tak, że ledwo mogłam oddychać. W końcu zaczęłam wymiotować i dopiero to dodało życia „śpiącym królewnom”… w końcu ktoś się nami zajął. Przeprowadzili nas dalej, potem jeszcze dalej. Zaczęli mi robić specjalną maskę do radioterapii. Baba, która to robiła, wkurzyła mnie dodatkowo. Ciągle na mnie pokrzykiwała -„relax your face”
Potem zmierzyli mi ciśnienie – miałam 240/120… no i się zaczęło. Na fotel i na izbę przyjęć… kolejne badania. Okazało się, że ten krwiak, który mam w klacie się przesunął… nie mogli mi zbić ciśnienia. Jedynie trochę zmniejszyli (228/108). No i znowu zaczęłam wymiotować. Kolejne badania – byłam już solidnie wymęczona, a mąż wręcz zielony z tych nerwów. Bałam się, że znowu zechcą mnie zostawić w szpitalu, a tego nie chciałam. Na szczęście wypuścili.
Musiałam odejść od kompa, bo dwa razy na dobę, mam swoje „ulubione” zastrzyki w brzuch (mąż przeszedł krótkie przeszkolenie jak je dawać), a poza tym moja córka dziś wraca do Denver i mąż ją powiózł na lotnisko. Musiałam się pożegnać i podziękować za pomoc jakiej nam udzieliła.


Ja wiem, że to jest (w pewnym sensie) obowiązkiem dzieci – opieka nad rodzicami, jeśli jej potrzebują, ale ona mieszka bardzo daleko, więc nie jest tak dostępna. Syn, który mieszka blisko, jest w depresji i sam potrzebuje pomocy. Nie męczymy go zbytnimi wymaganiami, chociaż też jest gotów pomagać.
W każdym bądź razie, nie poddaję się i będę walczyć
A Makóweczkę przepraszam, że tak brutalnie, ze swoimi sprawami wlazłam na jej pięterko
Odwołaj natychmiast te przeprosiny!
Wszak Wyspa to grupa Przyjaciół, KOTWICA.
Akurat ja bardzo często „się wyżalam” z problemów i podkreślam jak bardzo jest to dla mnie ważne, potrzebne.
Więc jeśli choć trochę Ci to pomaga pisz jak najwięcej.
Dobrze, że zabrano się za Twoje ciśnienie, bo coś mi się wydaje, że do tej pory to lekceważyłaś, a to bardzo groźne jest.
Nie rozumiem zdania:”Okazało się, że ten krwiak, który mam w klacie się przesunął…”. Gdzie jest umiejscowiony krwiak (krwiak czy guz?) i co to znaczy, że się przesunął?
Maskę miałaś robioną na twarz? (jeśli tak to faktycznie mało przyjemne jest to oblepianie twarzy ciepłym „okładem”).
Jakiego typu radioterapia?
Miralko trzymaj się, nie daj się, zdrowiej szybko i zaglądaj na Wyspę jak tylko siły pozwolą.
Nie odwołam przeprosin… przykro mi

Chyba jednak jestem pracoholik
Przez te wszystkie dni pobytu w szpitalu, a potem w domu, męczyło mnie, że tylko leżę i nic nie robię… to zupełnie do mnie niepodobne… dziś już wstałam, trochę posprzątałam (chociaż córka i mąż to robili), jeszcze przejrzę rachunki i już będzie lepiej 
Świąteczny nastrój nie powinien być mącony narzekaniami i jędzoleniem… powinno być radośnie
Do tej pory właściwie nie mierzyłam ciśnienia i nie wiem dokładnie jakie miałam… ale chyba dość wysokie.
Nie wiem też dokładnie jaki to krwiak mam w klacie. Mówili o „blood klag”, a to oznacza, że mam gdzieś jakieś zatrzymanie przepływu krwi. Czy spowodował to guz – też nie wiem.
Samo oblepianie twarzy ciepłym okładem nie jest wcale takie złe, najgorszy był ból brzucha… takie „rżnięcie”, że trudno było wytrzymać. Mało dziwne, że wymiotowałam.
Jakiego typu mam mieć radioterapię też nie wiem dokładnie. Jakieś naświetlania głowy (do tego ta „maseczka” potrzebna), żeby zlikwidować guz w mózgu. Jak wyjdzie – zobaczymy.
Na pewno będę zdrowieć
Miralko, odzywaj się jak najczęściej! Każdy wątek jest dobry by utrzymywać kontakt!
I jakkolwiek wezwanie „relax yourself” może być na pierwszy rzut oka denerwujące, to jest to ważne: stress jest sojusznikiem wszystkich paskudztw, które atakują nasze organizmy.
Dzięki Ukratku


Ja rozumiem, że odezwanie „relax” (wszystko jedno czego) ma działać uspokajająco, ale gdy mówię babie, że nie jestem w stanie się zrelaksować, bo ból mi na to nie pozwala, a ona powtarza setki razy „relax your face”… no to wybacz – nie działa to uspokajająco, a wręcz przeciwnie.
A tak w ogóle, to wcale nie jestem zestresowana… mąż bardziej. Zadecydowałam, że z parteru przenoszę się do naszej sypialni – na górę. W nocy zdawało mu się, że go wołam… sekunda i stał na baczność przy łóżku… nawet nie zapalał światła, pędem do mnie przyleciał… aż się wystraszyłam (bo była 2:30 w nocy). Oczywiście, że go nie wołałam… ma jakieś przesłuchy, ale to jest niepokojące, bo ten stres za długo trwa i może się źle odbić na jego zdrowiu. Nie chciałabym tego… wystarczy, że sama muszę walczyć z chorobą, nie chcę też martwić się o niego.
Na razie pełna jestem optymizmu i mam nadzieję, że tak zostanie
Dobranocka.
Dzisiaj piosenka o wymyślonym słowie „supercalifragilisticexpialidocious”, pochodzącym z muzycznego filmu o Mary Poppins z 1964. W wykonaniu panów a capella. Słowo oznacza coś wspaniałego i nadzwyczajnego ponad wszelkie wyobrażenie, a w piosence pojawia się jeszcze kilka innych, równie absurdalnych i wymyślonych.
Snów o ważnych słowach.
Świetni są!
Są niesamowici, chyba mi się przyśnią

Dobranoc
Bardzo mi miło, spokojnej!
To może być miły sen! Niech się spełni!
Melduję, że jestem w domu.
Dziś był plan „po wczorajszym dniu należy nam się odpoczynek, więc siedzimy na tarasie i robimy nic”.
A potem „tylko to, tylko tamto” i znów jestem zmęczona.
Robota głupiego-robi się, końca nie widać, a ogródek dalej wygląda na opuszczony od lat.
Ba, niektórzy płacą grube pieniądze, żeby ogródek tak wyglądał, bezpretensjonalnie, dziko i zapuszczenie.
No patrz Pan, a on tak się robi sam z siebie!
W czepkuście urodzeni, nie inaczej!
Wycofuję się na z góry upatrzone pozycje. Dobrej nocy!

Spokojnej. Ja też za chwilę umykam…
Dobranoc Drodzy Wyspiarze!
Dzień dobry
Szaro, ponuro i leje deszcz…
Witajcie!
Dziś nietypowo: przed pracą szybka(?) wizyta na placu po świeży chlebek na święta.
Dzień dobry, test nadal pozytywny. Myślimy, co dalej.
Za oknem plucha.
A jak się czujesz?
Przy podjęciu decyzji o ewentualnym wyjeździe warto pomyśleć i o Tobie i o innych, aby ich nie zarazić.
Najbardziej logiczna wydaje się rada Tetryka.
Popieram
Deszczowo witajcie!
A u mnie w kratkę- raz słońce, raz deszcz.
W Krakowie od rana pogoda ZDECYDOWANA – zmienia się tylko intensywność deszczu.
Dzień dobry
Przechodziłem przypadkiem i zobaczyłem mój ukochany Spisz



nie mogłem więc się nie odezwać…
Spisz przedeptałem w czasach studenckich…
Byłem w Łapszach, Trybszu, Bukowinie Tatrzańskiej i kilku innych miejscowościach, których nazwy nie pamiętam
Co mnie urzekło w Spiszu, to wielki spokój. Nie wiem jak teraz, ale w czasach mojej młodości nikt tam nie chadzał, można było zobaczyć autentyczny folklor górski bez komercji (no, noże z wyjątkiem Bukowiny Tatrzańskiej)
Do dzisiaj mam wielki sentyment do tej krainy…
A jeśli uświadomić sobie, że mało brakowało a ta część Spiszu w ogóle nie byłaby w granicach Polski (plebiscyt 1920), to staje się ona jeszcze bliższa
Hej, Krzysztofie! Miło cię widzieć!
Witaj Krzysztofie!
Miło, że zajrzałeś. Cieszę się, że Spisz jest regionem bliskim Twemu sercu. I słusznie, bo to faktycznie wyjątkowo ciekawy folklorystycznie i krajobrazowo rejon.
Jak już wspominałam wcześniej tylko mała część Spiszu należy do Polski, ale dobre i to (195,5 km², a cały Spisz to 3,7 tys. km²).
W Bukowinie Tatrzańskiej byłam wielokrotnie. Moim zdaniem (również moich rodziców i syna) to dużo ciekawsze miejsce na parodniowy pobyt jak Zakopane.
Spisz to nadal rejon mało uczęszczany. Na szlakach beskidzkich (oraz tatrzańskich) spotyka się tłumy ludzi, a tu -w ogóle.
Ten szlak, którym szliśmy został stosunkowo niedawno oznaczony jako PTTK. Zaczęło się od oznaczenia przez miejscową młodzież trasy, którą warto iść. Jak pisałam do kapliczki szliśmy poza szlakiem. Na Kuraszowskim Wierchu brak tabliczki informującej. Może i dobrze, bo urokiem tego miejsca jest spokój i pewna dzikość.
Podobnie całkowicie poza szlakami szliśmy kiedyś w Górach Lewockich.
To nadal całkowicie „dzikie” tereny, o czym pisałam w drugiej części tego pięterka
http://madagaskar08.pl/blog/2020/10/07/juromania-i-gory-lewockie/
Dzień dobry. Jak łatwo się domyślić, pojechaliśmy. A ja się izoluję i kuruję, póki co w pokoiku na piętrze, z którego – cóż za koincydencja – jest znakomity widok na ogródek, w którym modraszki, rudziki, kapturki, wróble, bogatsi, sroki…
Wypoczywaj, kuruj się i pstrykaj.
Czyli po Świętach nowe pięterko?
Niewykluczone!
Mimo wszystko, uważam, że powinniście sobie te święta odpuścić i zostać w domu. Może nie tyle ze względu na małe dzieci, ile na teściową…
Ona jest w starszym wieku i nawet po szczepieniu, zarażenie wirusem może być dla niej bardzo niebezpieczne…
Z tym, że to już „musztarda po obiedzie” – jesteście tam, więc wypoczywaj i zdrowiej. Mam tylko nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.
A czy ktoś ma ochotę wystawić śwąteczne pięterko?
Na mnie raczej nie liczcie
Mogę wstawić jakieś wspomniątko, jeśli nie będzie innych chętnych, ale jutro, bo ledwo pacze na otrzy:)
Jestem za!
Bardzo prosimy!
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/VidKOD/videos/405163734326794/
No, trochę podziałaliśmy dla sprawy…
Jeśli dzięki naszej akcji nawet parę osób zbojkotuje Auchan, póki nie wycofa się z Rosji to już coś.
Jeśli to przełoży się na zauważalny spadek zysków…
Jeśli w czasie wspólnego śpiewania hymnu polskiego i ukraińskiego, a potem „Sokołów” paru Ukraińców poczuło się lepiej -to jest wartość „dodana” naszej akcji.
Brawo Wy! To mi się podobało
Oglądnęłaś filmik Bożenko?
Częściowo. Nie miałam tyle czasu, ale jutro chcę obejrzeć cały.
Quacku, nadasz dobranockę?
Chyba trudno mu dopłynąć do Wyspy. Ale ja idę spać.
Dobranoc
No to podziwiajmy „Księżycową noc’ – to chyba dobre na dobranoc?
Dobre, więc wysłucham trochę później.
Jeszcze nie idę spać…
Ja jednakże idę… Dobrej nocy!

Wytuptane dobranoc, Wyspo:)
Teraz to i ja już idę spać.
Dobranoc!
Dzień dobry
Piękny, słoneczny poranek…
A ja zanim się przywitałam, wysłuchałam dobranocki – jest piękna
Deszczowo witam!
Naszych Panów nie widać, pewnie jajka święcą…
Swoje własne?
Przecież nie cudze
Kiedyś widziałam taki wielkanocny humorek rysunkowy:
Nad urwiskiem siedzą wymalowani od stóp do głów aborygeni tylko w przepaskach na biodrach i patrzą w morze.
I nagle jeden zagaja:
-Nie wiem, czy dasz wiarę, ale za Wielką Wodą jest plemię, które maluje jajka…
Dzień dobry Paniom:)
(Andrzej Mleczko)
O to, to, to:)
Dziękuję, Tetryku.
Witajcie!
Taaa, jak byłem prawie młody, bywało, że stukałem się jajeczkami! Z koleżankami też!
Czyli hm…”cudzymi ” też?
No przecież nie kradłem jajek!
No tak! Tylko się stukałeś!
Nie tłumacz się, bo jest powiedziane że „kto się tłumaczy, ten się oskarża”.
Zdrowia i Spokoju Wam życzę na te Święta!
Koszyczek wykonany przez „mojego podopiecznego”. Ojciec wyraził zgodę na pobranie zdjęcia.
Piękny
Ja również życzę wszystkim spokojnych, radosnych Świąt
Koszyczki są śliczne…
Dzień dobry, Wyspo:)
Właśnie sobie usiadłam:)
I zaraz biorę się za obiecane wspomniątko:)
Cieszę się
Ja też się cieszę, Leno

To w takim razie świąteczne życzenia złożę już na nowym pięterku
Cieszę się, że Cię widzę, Mireczko. Jak się czujesz?
Witaj, Miralko:)
Zapraszam.
Bardzo ucieszyłam się, gdy się odezwałaś dwa dni temu, a choć w ferworze zajęć nie napisałam Ci o tym, to nie wyobrażasz sobie mojej radości i ulgi:)
Po urokliwej Makówczynej wycieczce zapraszam na chwilę odpoczynku na nowym pięterku:)
Dziękuję Leno za takie miłe nazwanie mojej wycieczki.
Wszystkim dziękuję za zaglądanie i komentowanie.
A teraz już pędzę piętro wyżej.