Dzisiaj ponownie publikuję bardzo ważny odcinek, od którego zaczął się pewien istotny wątek w cyklu opowiadań o panu Ignacym. Właściwie więcej chyba nie trzeba pisać.
__________________________________________________________
Lajkonik i Chandra
Pan Ignacy Lajkonik usiadł w swoim starym, wygodnym, wysiedzianym fotelu, który był wklęsły tam, gdzie pan Lajkonik – wypukły i vice versa. Mimo tego dopasowania oraz faktu, że właśnie poprzedniego dnia włączono ogrzewanie i w mieszkaniu zrobiło się ciepło i przyjemnie, panu Ignacemu jakoś nie było do śmiechu. Za oknem padał deszcz.
Zmokłe gołębie siedziały smętnie na parapetach i balkonach i nie chciało im się nawet gruchać. Dzieci z nosami na kwintę tuptały do szkoły, wchodząc w najgłębsze kałuże z nadzieją, że się przeziębią i będą mogły zostać w domu. Ostatnie odcienie zieleni były w szybkim tempie zmywane z drzew i trawników, ustępując miejsca szaroburościom, które chwilowo nie miały szansy wyschnąć i pokazać swojego prawdziwego, rudobrązowego, jesiennego charakteru.
Pan Lajkonik doskonale wiedział, że takie jesienne i mokre nastroje przychodzą co roku i za każdym razem czuł się jak drogowiec zimą, zaskoczony mimo wszechstronnych przygotowań. Ani herbata z sokiem malinowym, ani ulubiony Piąty Koncert Brandenburski J.S. Bacha w odtwarzaczu, ani sczytany do niemożliwości egzemplarz „Przygód Dobrego Wojaka Szwejka” z ilustracjami Andrzeja Czeczota – nic a nic nie pomagało.
Na domiar złego za oknem pojawiło się dwoje młodych ludzi. Wyglądali, jakby ktoś zaimpregnował ich od deszczu i jesiennego przygnębienia. On, w jaskrawozielonym sztormiaku, jedną ręką obejmował ją – w żółtym nieprzemakalnym płaszczu – a drugą trzymał nad obojgiem wielki, czarny parasol. Szli przez kałuże, nie spiesząc się i nie widząc świata poza sobą. Zazdrość capnęła pana Ignacego za gardło jak podstępny gad.
Odwrócił wzrok od okna i zaczął wspominać panie, z którymi zetknęło go swego czasu samo życie.
Pierwszym poważnym związkiem był ten z Zajączkiem. Zajączek, przepiękna dziewczyna, uczęszczała do tego samego liceum, co pan Ignacy, ale rocznik niżej. Jej kręcone blond włosy otaczały głowę w afro aureoli, a oryginalna, nieco egzotyczna uroda sprawiła, że pan Lajkonik, wtedy jeszcze uczeń klasy maturalnej Lajkonik Ignacy, stracił całkowicie głowę. Jak mu się udało napisać maturę i zdać na studia, to wiedzą tylko bóstwa opiekujące się pijakami i ciężko zakochanymi. Zajączkowi strasznie imponowało, że starszy kolega się nią tak interesuje… po swojej maturze zdecydowała się więc zdawać na suahilistykę na ten sam Uniwersytet, na który dostał się pan Ignacy.
Dostała się tam, a panu Lajkonikowi wszystko śpiewało, kiedy pomagał jej spakować się przed wyjazdem na studia, a potem oprowadzał ją po uczelni i mieście, pokazując najpiękniejsze miejsca. Śpiew zakończył się dość gwałtownie, kiedy Zajączek poznała kolegę z roku, którego tata był konsulem nadzwyczajnym w Balandze. Z punktu widzenia kierunku studiów była to znajomość dużo lepiej rokująca niż ta z panem Ignacym i Zajączek dokonała przyszłościowego wyboru. Tymczasem konsula nadzwyczajnego po 1989 roku odwołano do kraju i już nie wysyłano na żadne placówki. Pan Ignacy swego czasu kilka razy spotkał Zajączka na ulicy – za każdym razem coraz szerszą, z coraz mocniejszym makijażem i w coraz krótszej spódniczce. Przypominała mu się wtedy piosenka Skaldów, a zwłaszcza jej ostatnia zwrotka.
Potem, już po studiach, było szalone sześć miesięcy z Brzozą. Poznali się z panem Ignacym nietypowo, bo przez telefon. On zadzwonił do jej firmy w jakiejś handlowej sprawie, ona odebrała – i w tym momencie pan Lajkonik zakochał się w jej głosie. Brzoza miała głęboki, wibrujący głos, który nawet w suchej rozmowie na temat oferty, logistyki i finansów potrafił przewrócić mężczyznę na wznak swoją niewątpliwą, stuprocentową kobiecością. Na wizji uroda Brzozy nie powalała może – była dyskretna, nie do końca przeciętna, ale też nie olśniewająca. Wystarczyło jednak jedno jej słowo, żeby pan Ignacy czuł, że żyje w zupełnie innym świecie.
Niestety po pół roku bycia razem i coraz poważniejszych rozmów okazało się, że apoplektyczny tatuś Brzozy nie zaakceptuje pana Ignacego jako zięcia, a dla niej zdanie ojca było decydujące. Ostatecznie wyszła za mąż za pewnego polskiego Szweda i od czasu do czasu przysyłała panu Lajkonikowi przez Bałtyk pocztówki z reniferami na Boże Narodzenie, a on – jeżeli pamiętał – kartki z jej ulubionymi krakowskimi szopkami. A pewnego roku oboje zapomnieli i odtąd już nie przysyłali sobie nic.
No i była jeszcze Marta, z którą pan Ignacy znał się od dziecka. Problemem w tym wypadku była zbyt dobra znajomość, rodzice pana Lajkonika i Marty znali się od dawna, a ich dzieci traktowane były jak przyszywane rodzeństwo. Poza tym w wieku, kiedy wzajemne uczucia potrafią płonąć wyjątkowym ogniem, oboje akurat byli w innych związkach, i to na zmianę, jak nie przymierzając żuraw i czapla – pan Ignacy wzdychał do Zajączka, a Marta była wolna, potem, gdy pan Lajkonik akurat mógłby o niej myśleć cieplej, ona zadurzyła się w wysokim brunecie, i tak wciąż. Odwiedzali się czasem, ale właśnie jak kuzynostwo, nigdy jako para.
Pan Lajkonik westchnął. Kobiet w jego życiu było poza tym jeszcze kilka, ale żadna z nich na poważnie. Mijały lata, a on dalej tkwił sam jak palec, odwiedzany czasem tylko przez siostrzeńca, rzadziej przez jego mamę, panią Monikę. Za oknem co roku zaczynała się jesień, padał deszcz i wtedy nadchodził smutek, nostalgia i zupełnie nierozsądne pragnienie, żeby wynaleźć wehikuł czasu, cofnąć się i…
I wtedy zadzwonił telefon. Pan Ignacy podniósł słuchawkę i cały się rozpromienił – to dzwoniła przemiła pani z blogu… przepraszam, z bloku naprzeciwko, którą jakiś czas temu oczarowywał, używając resztek supermocy, pozostałej mu po prezydenturze (patrz: „Lajkonik superkandydatem”). Oczarowanie najwyraźniej przyniosło rezultaty, bo pani dzwoniła z zaproszeniem dla pana Ignacego na jego ulubioną szarlotkę z bezą. Pan Lajkonik przyjął zaproszenie, błyskawicznie jak na swój wiek ogolił się, przebrał i po chwili przekręcał już w zamku klucz. Planował jeszcze skoczyć do kwiaciarni w celu dalszego oczarowywania.
Chwileczkę, a jak uzasadni wręczenie bukietu? O! Powie, że to na imieniny. Przecież miła pani, która – sądząc po urodzie – pochodziła po mieczu, kądzieli lub obojgu z Indii, nie będzie mogła zaprzeczyć. Przejrzał dokładnie kalendarz i był przekonany, że na sto procent, żadnego dnia nie ma w nim imienin Chandry!
______
Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na witrynie www.kontrowersje.net oraz madagaskar08.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.
Dla porządku – wpis oryginalny, choć bez komentarzy – tutaj.




Dobry wieczór, witam na nowym-starym piętrze.
Z przyjemnością przeczytałam.
I trochę się uśmiałam i trochę zadumałam.
Pytanie mi się nasuwa jak się nazywa męski odpowiednik Chandry?
I jeszcze jedno te bóstwa opiekujące się pijakami i ciężko zakochanymi to są te same dla pijaków i zakochanych, czy od pijaków inne, a od zakochanych zupełnie inne?
Nie badałem, ale wydaje mi się, że bóstwa są te same. Bo i ci/te, i ci/te są w równym stopniu oderwani/oderwane od rzeczywistości. Tak jakby.
Hm…jutro jadę na wycieczkę.
Będę piła różne nalewki.
Czy będą potrzebne bóstwa? Raczej nie planuję odrywać się od rzeczywistości:)
Naleweczki na wycieczce nie(koniecznie) czynią z Ciebie pijaczkę
Dobranoc!
Tak myślałam…
Dobranoc Quacku!
Bryyyy….
Dzień dobry
No to mamy święto…
A ja już oglądam góry.I ☀️ słońce!
Dużo przyjemności i dobrej kondycji.
Dzień dobry, pospałem dłużej, ale na tym się kończy święto. To znaczy stety lub niestety czeka mnie dzisiaj normalny dzień pracy.
Witajcie!

Wolny dzień to wymarzona okazja do odespania.
Dzisiaj jest okazja napić się kawy i poczęstować się rogalem świętomarcińskim. Zapraszam…

O! Dzięki!
Poczytałam sobie o tych rogalach w internecie… tak jak myślałam – pogański zwyczaj, przejęty przez kościół…
Och, przepyszne! No trudno, ja na diecie, ale odrobiłem parę tygodni temu…
Dla mnie rogale, to rogale.Lubię je i nie odmawiam sobie…
Tak, ja też, ale po szpitalu jednak lepiej nie
tym razem naprawdę siła wyższa.
Szkoda…
Słońce, wiatr i błoto.
A ja wkrótce wybiwram się na krótką przejażdżkę.
Przyjemności.
Dzień dobry
Niektórych imion nie byłam w stanie sobie przypomnieć 


Czytając tekst Mistrza Q (świetny), przypomniały mi się wszystkie moje „miłości” z czasów młodości
No cóż… skleroza, a może za dużo ich było?
Całe szczęście teraz jest jeden i nie muszę się wysilać…
Słyszałem o jednym spryciarzu, który do każdej stałej mówił per Kotku…
To też nie wchodziło w rachubę, Ukratku. Żadnych czułości z mojej strony…
Ja jestem niestety przypadkiem beznadziejnym, seryjnym monogamistą, więc za dużo tych imion nie ma. Podobnie jak u pana Ignacego.
Seryjnym monogamistą?
Czy dobrze zrozumiałem, że zawsze tylko jedna na raz?
Ano tak. I zwykle dłuższa przerwa pomiędzy.
Prawdopodobnie dziś będzie mnie mało na Wyspie, chociaż mam wolny dzień i w zasadzie mogłabym posiedzieć przy kompie.
Jakiś obiad trzeba przygotować… i w ogóle mogę być potrzebna, chociaż za bardzo nie wiem do czego… 
Święto świętem, ale dziś ma przyjść facet, który nam w końcu wstawi drzwi
Wstawi? No, to masz podwójne święto…
Częściowo wstawił… musimy kupić jakieś tam listwy, bo stare są za krótkie. Jutro przyjdzie i dokończy. Ale raz nareszcie będzie spokój i z tego się cieszę
A ja skończyłem pracę na dzisiaj, udało się przy święcie wcześniej. Przed przerwą jeszcze chwilę posiedzę, chyba że będzie coś pilnego. Ale niczego nie zakładam!
Niczego? Goły będziesz siedzieć?
Jestem w domu.
Piękna wycieczka była.
To świetnie. W sumie b. dobry sposób na spędzanie takiego święta.
W liceum zawsze tak świętowaliśmy 1. Maja…
Kiedyś 1. Maja, obowiązkowy był pochód. Ale to było dawno…
Ja się ugiąłem razem z resztą klasy, w maturalnej, jak dyrektor powiedział, że kto nie chce zdać matury, nie musi przyjść na pochód. No to poszliśmy, machając pustymi butelkami po mleku (nie mój pomysł). Maturę zdali chyba wszyscy.
Moje, wzmiankowane wyżej pierwszomajowe rajdy po Beskidach nie były aktami buntu ani bynajmniej wagarami — to były oficjale imprezy szkolne, organizowane przez niezapomnianą wuefistkę, panią Zdzisię…
No to mieliście w porzo szkołę. Ja w sumie też, tyle że dyrektor był lektorem w KW PZPR i takich okazji jak 1 maja przestrzegał.
Przynajmniej ta babka byłą kapitalna. Mnie nie uczyła, ale dziewczyny bardzo ją chwaliły i pod tym względem.
U nas pochód pierwszomajowy był obowiązkowy. Na miejscu zbiórki zwykle był komplet, ale już pod koniec pochodu zostawały nieliczne osoby. Po kolei zmywaliśmy się pojedynczo lub grupkami
Całe szczęście nikt na koniec pochodu obecności nie sprawdzał…
Hm, na koniec to w ogóle nie kojarzę. Chyba też nikt nie sprawdzał.
Dobranocka.
Prawem przekory – skoro za oknem zimno i (czasem) słota, to dajmy coś słonecznego, z wysp Pacyfiku. A skoro na dobranoc, to dobranockę.
Muzyka Michela Legranda z filmu o białym delfinie.
Snów oceanicznych!
Ładna, znana melodia.
No to teraz, po wysłuchaniu idę spać.
Dobranoc
Spokojnej!
Korzystając ze świątecznego dnia zapalę lampkę wcześnie i spróbuję kontynuować nadrabianie snu…

Spokojnej. Pewnie jeszcze chwilę posiedzę, ale nie za długo, jak sądzę.
Takie reminiscencje Lajkonika nie wróżą nic dobrego, gdyż powodują nie tyle serie westchnień, co katowanie siebie za nieudane wybory, a jakby zmartwień było zbyt mało, nawet Chandra zawiodła…
Jak wytrzymać tyle nieszczęść, pojęcie ludzkie przechodzi. 🙂
Och, Chandra nie zawiodła wcale! Wręcz przeciwnie!
Coś czuję, że trzeba będzie szybciej zrobić reedycję następnej części!
Zaciekawiłeś mnie.
Zrób
No, nie tak od razu…
Dobranoc Wyspo!
Spokojnej!
Dzień dobry
Mgła jak mleko…
Witajcie!
Pół Krakowa wziął dzień wolnego – ruch tak mały, że jechałem do pracy samochodem zaledwie 20 minut i miałem mnóstwo miejsca do zaparkowania!
Tu też nie ma ruchu, chyba też pół miasta wzięło urlop.
Miłego dnia
Dzień dobry, całkiem niczego sobie, w sensie pogody.
Całkiem, całkiem, ale słońca nie ma.
Szare dzień dobry!
No to znikam, choć szarość za oknem nie zachęca…
Podziwiam Cię…
Tylko sobie wyobraź: taki kolorowy, Makówkowy element pośród powszechnej szarości…
Świetnie! Rozjaśni dzień!
Przerzucam się na skrócone informacje . Pytanie i odpowiedz w jednym zdaniu . Co robisz Szczepanie ? Pozdrowionka bez korony 🙂
Jedna spacja i już sens zmieniony?
– Dzień dobry, czy jest druh Boruch?
– Nie ma druha…
Witaj, Quacku:)
Bardzo intrygujące opowiadanie, więc też z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
Skojarzyło mi się z Panem Samochodzikiem i jego opowieścią o co dzień spotykanej, przepięknej blondynce, do której zapałał był afektem boleśnie zakończonym rozczarowaniem, gdy wybranka otworzyła usta i wydała pierwszy (bardzo, ponoć, niesympatycznie brzmiący) dźwięk:)
Pozdrawiam:)
Z poprzedniej pracy znałem taką śliczną blondynkę — bez oczekiwań, to była żona kolegi — której głos przypominał dźwięki zdartego pilnika na twardej powierzchni, w dodatku licznie nasycony był wulgaryzmami. Kontrast absolutnie nieoczekiwany!
Dobry wieczór, Tetryku:)
Szkoda, że nikt Twojej znajomej tego nie uświadomił, bo nad głosem można pracować, by uczynić go milszym dla ucha:)
Znałam tylko jedną osobę, w ustach której wulgaryzmy zupełnie nie raziły – Przyjaciółkę mojej Mamy:)
Och, taka postać była również w „Długim deszczowym tygodniu” Jerzego Broszkiewicza!
Nie pamiętam tej postaci, ale ostatnio czytałam sobie „Wakacje z duchami” i tam też była urodziwa pani o nieprzyjemnym tembrze głosu, więc chyba A. Bahdaj też miał wrażliwe ucho:)
Zupełnie nie listopadowo rozbłękitnione dzień dobry, Wyspo:)
Jest tak pięknie, że żal nie skorzystać z łaskawości pani Aury, więc – jeszcze umknę na troszeczkę:)
Nie wszędzie jest tak pięknie
Wróciłam do domu. Piekliśmy ziemniaki i nie tylko ziemniaki.
W Krakowie aura była bardzo niełaskawa, szare ponure niebo i bardzo zimno.
Choć wg.prognoz miało być słońce. Jak widać całe słońce poszło do Leny…
A Ona się nawet nie podzieliła…
A tak by się przydało…
No, bez przesadyzmu!
Moje słoneczko! Tylko moje! Nikomu nie dam, chytr, chytr, skąp, skąp!
Dobry wieczór Bożenko:)
Dobry wieczór, Makówko:)
No i wylazł z ciebie Gollum!
-Sssschowaj ssssłoneczko, Ssssmeagolu!
-Sssschowam, Ssssskarbie!
😉
Dobry wieczór słoneczkowy chytrusku!
🙂
Dobry wieczór, a ja po pracy i na przerwę, już za momencik.
No to czekamy, czekamy…
Dobranocka.
Elektronicznie, refleksyjnie, w zasadzie po polsku. Marek Biliński to nie tylko „Ucieczka z tropiku”.
Snów kojących.
Na mnie czas, bo moje patrzałki się sklejają…
Dobranoc…
Spokojnej!
Makówczyne m/m zupełnie nie na temat -zdjęcie z dzisiejszego pieczenia ziemniaków (to te kulki w folii, reszta była w popiele)i innych smakołyków.
Och, jakie cudowne zdjęcie!!!

Przepraszam Quacku, zapomniałam o Twojej diecie.
Nie pomyślałam, że może Ci być podwójnie żal.
Kochani, w związku z kuracją będę musiał najprawdopodobniej przestawić na dwa tygodnie swój rytm dobowy o półtorej do dwóch godzin. W związku z tym na dzisiaj się już pożegnam. Mam nadzieję, że potem wszystko wróci do normy
Dobranoc!
Wróci, wróci, musi!
No to jak idziemy spać…

No to jak idziemy, to i ja…dobranoc!
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry
Dziś miałam ciężkie cztery litery…
Pochmurne zamglone dzień dobry!
Podobnie i u nas
Znowu Lena zabrała CAŁE słońce?
Chyba tak, bo u mnie to samo – pełne zachmurzenie.
Dzień dobry mimo to!
Witajcie!
Nawet słońce nie chce nas już oglądać…
E tam słońce. Ważne że mamy siebie…
A i słońce mamy.
Na Wyspie WSZYSTKO jest możliwe!
O, może jakieś słoneczne pejzaże dla poprawy nastroju? Coś bym…
To było zaledwie tydzień temu…

Jak wrócę z zakupów, zrobię i zjem obiad mogłabym jakieś słoneczne pejzaże pokazać hm?
Ale czy nie za wcześnie na budowanie pięterka? Jednak dziś akurat będę domowa.
Niee, myślałem, żeby tak jak Mistrz Tetryk, w komentarzach. Nawet niekoniecznie w tej odnodze!
I to jest myśl!
Idę poszukać
Rozumiem, dostosuję się.
A ja byłem na zakupach, odcelebrowałem krótką niezapowiedzianą wizytę szwagra (bardzo korzystną pod każdym względem), jeszcze jedne małe zakupy i teraz już będę. No chyba że mnie odwołają do rzeczywistości.
Słoneczko dobrze ukryte (także przede mną), więc spokojnie mogę wypić pośniadanną herbatkę.
Dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry, Leno!
I po cóż je było wypuszczać wieczorem?
Witaj, Tetryku:)
Uległam magii Srebrnorogiego Boga:)
Jestem wszak imiennie naznaczona;)
OK, o jedną literkę nie będziemy się spierać
W dowodzie mam tę niekonfliktogenną. Nie chwalę się zbyt często, bo inicjały z tego takie raczej niefajnie się kojarzące:)
Imiennie naznaczona?
Lena=~Luna?
Se to pozostawię niedopowiedziane – lena;)
Dobry wieczór, Makówko:)
Dobry wieczór, Quacku:)
Dobry wieczór niedopowiedziana ta, co kradnie słońce!
Dobry i piękny!
Fragment z wywiadu z Małgorzatą Szejnert w „Polityce”:
Dlaczego wyspy są tak bardzo rajcujące? Miałam, i ciągle mam, obsesję szczegółu, a wyspa z natury rzeczy jest szczegółem, miejscem określonym, wydzielonym, zamkniętym, osobnym. Ma własne obyczaje, własną symbolikę…
To ja w osobnej odnodze – zdjęcia z różnych słonecznych zakątków Polski:
Z Żywca
Z Kaszub
I z Gdyni (nieco zatłoczonej od strony plaży)
(a teraz chwila przerwy)
Skoro ma być w komentarzach i w osobnej odnodze to proszę -Bagry, 7.07.21
Ciepło od pierwszego wejrzenia!
To jeszcze zdjęcie z 4.07.21 -idziemy na Gorc Troszacki.
Och, krótkie spodnie!
I krótkie rękawy
Oj, było wtedy gorąco!
Bagry 30.06.21.
Coś dla tych, co lubią żeglować. Tetryk, wiem, woli po morzach, ale każdy ma takie morze, na jakie zasłużył. Ja mam Bagry.
I żaglówki, i deski. Cacy!
Aha, skoro już ciemno, to jeszcze taka ciekawostka meteorologiczna: przy niedawno pewna dalsza znajoma uświadomiła mnie, że zorze polarne (co prawda głównie w północnej Polsce) można z niewielkim prawdopodobieństwem [EDIT: oczywiście z niewielkim WYPRZEDZENIEM!] przewidzieć. Otóż jest taka strona (mimo końcówki .pl nie wszystko jest na niej po polsku – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.spaceweatherlive.com/pl.html), gdzie można znaleźć dane nt. wiatru słonecznego. W momencie, kiedy „Hemispheric Power” skacze do wysokich wartości (np. 70 gigawatów albo i więcej, ostatnio było nawet ok. 190), a jednocześnie „Indeks kp” idzie w górę (do 7 i wyżej), można wypatrywać na północy zorzy polarnej (z opóźnieniem podanym pod nagłówkiem „Real Time Solar Wind”, obecnie np. 77 minut). Oczywiście oprócz zórz polarnych oznacza to również burzę słoneczną i potencjalne zakłócenia rozmaitych łączy komunikacyjnych. No i z większego miasta raczej się nie zobaczy takiej zorzy, sztuczne oświetlenie przeszkadza, nie wspominając o zachmurzeniach lub zamgleniach nad horyzontem.
Ale już np. z takiej Rewy, do której z Gdyni można dojechać miejskim autobusem, są takie widoki – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/lewinskiphotografia/posts/290079429789976 (powinno dać się zobaczyć nawet bez konieczności logowania/ posiadania konta).
Robi wrażenie, cóż w mieście nie mam szans na zobaczenie czegoś takiego.
No ja też nie bardzo, wtedy jak w Rewie były takie widoki, nad portem unosiła się właśnie mgła (a ja mieszkam niedaleko na południe od portu) i dlatego oglądałem po fakcie, na tym fanpage’u.
A ja na wieczorną przerwę, dzisiaj wyraźnie dłuższą (ale wrócę jeszcze po niej!)
Dobranoc Wyspo
Dobrych snów, Bożenko!
Spokojnej. No to dzisiaj się spóźniłem z dobranocką. Zaraz będzie.
Dobranocka.
Było już. Po polsku, tęczowo.
Snów siedmioramiennych.
Hmmm… Jak tu spać, żeby sobie nie przygniatać żadnego z siedmiu ramion?
No właśnie lepiej ,jak z dwoma ramionami -jedno przygniatasz, reszta odpoczywa!
To zależy, z której strony te ramiona, bo jeżeli ze wszystkich równomiernie, to faktycznie kłopot.
Experimentum est mater studiorum — idę pokombinować doświadczalnie z tymi ramionami…

Siedmioma?
Też zmykam, zgodnie z zapowiedzią.
Nie mam siedmiu ramion, ale też znikam.
Dobranoc!
Spokojnej nocki, Wyspo:)
Bryyyy
Zimno,ciemno…brrr
I już jedziemy i już ciepło.
Dzień dobry
Mgła jak mleko, świata nie widać…
Witajcie!
Obudziłem się ok. 7. i stwierdziłem: – Eee, jeszcze nie!
No i właśnie jestem po śniadaniu
Ja już o obiedzie myślę
Dzień dobry, wprawdzie za oknem raczej mgliście i niezbyt fajnie, ale pospałem do południa i we śnie było dość słonecznie
Piękne dni, już tylko mogą być we śnie…
Tęsknię za wiosną
Już niedługo, jeszcze trochę…
Do maja tylko pół roku…
Ale wiosna się zacznie prędzej!
Ale piękniejszy jest maj.
Piękne… To jest to…
A mnie jest szkoda lata…
Dobranocka.
Stanisław Soyka, jedna z najpiękniejszych jego piosenek.
Snów najlepszych z możliwych.
Jestem w domu.
rosołek
I wrócę na Wyspę.
Z powyższego komentarza wnoszę, że kąpiesz się w rosołku
Wykąpałam się w H2O.
Rosołek zjadłam z makaronem.
Teraz kuknęłam na Wyspę i będę jadła II danie.
Wycieczka była przy mglistej, szarej pogodzie.
Było zimno, ale OCZYWIŚCIE super. Choć wstać musiałam o 5.30 wcale nie żałuję.
Ognisko z kiełbaskami i naleweczkami na trasie.
Oj-joj-joj, jak to brzmi, te kiełbaski i naleweczki zdrobniałe, oblizuję się ja i każdy z moich kubków smakowych z osobna!
Ale żeby na to zasłużyć, trzeba wstać o 5.30, a potem łazić po śliskich liściach we mgle i na zimnie.
[rozważa w myślach wszystkie za i przeciw]

A to nie wiem
Dobrej nocy wszystkim życzę.
Idę spać…
Spokojnej!
Coś z gramatyki . Przykład kiedy Ha , zmienia się w Hę . Mąż do swojej zony : Ha ! Zdradziłaś mnie ! Zdradziłaś mnie z moim podwładnym ! Nie mogłaś tego zrobić z przełożonym ? Abym i ja coś z tego miał , Hę ? Pozdrowionka jesienne 🙂
To nie gramatyka, to pragmatyka!!!
Całe popołudnie była cisza, a jak mi się trafiło zebranie redakcyjne, to wszyscy się ożywili…
Padam na nos, dobranoc!
Spokojnej!
Pora na lampkę. Dobranoc!

Spokojnej, i ja zmykam, lekarstwa wzięte, budziki nastawione…
Dzień dobry

W piątek trochę posypało śniegiem… i tak do niedzieli sypie po trochu. Oczywiście zaraz się ten śnieg topi, bo jest za ciepło, ziemia nie oziębiona, więc wiadomo, że nie poleży. Ale dobija mnie ta zmienność pogody. W ubiegłą niedzielę 24C na plusie, a w kolejną – śnieg
W końcu wyciągnęłam swoje cieplejsze spodenki (zrobiło się za chłodno na krótkie) i cieplejszą bluzę… idzie zima…
Dzień dobry
Połowa miesiąca, a wydaje się, że dopiero się rozpoczął…
Dzień dobry, przez te leki cykl dobowy mi się przesuwa, mam nadzieję, że to wpłynie pozytywnie na pracę!
Odespane i pochmurne dzień dobry!
Jesteś dzisiaj domowa?
Taki mam plan.
Czwartek wycieczka, piątek ognisko, wczoraj -wycieczka.
Muszę odpocząć i coś tam porobić w domu.
Oby tylko pogoda dopisała…
W czwartek było ładnie, w piątek i w niedzielę -paskudnie, ale nie padało.
Nie wymagajmy za dużo od listopada.
Dziś -też paskudnie, ale to akurat pogoda na „domowość”.
To prawda, ładna pogoda wyciąga z domu.
Pogoda na domowość ? No to posłuchaj . Mówi Prezydent Białorusi Łukaszenka : „Dwudziestolecie międzywojenne ,to polska okupacja zachodniej Białorusi . Nie mogliśmy uczyć się w szkołach swojego języka , a białostockie i Wilno z okolicami ,to ziemie białoruskie . Naród ze łzami w oczach witał Armię Czerwoną 17 września 1939 roku kiedy wyzwalała na spod polskiej okupacji .Polska nas gnębiła i nie ma żadnego prawa aby nas pouczać o demokracji . No i co będzie dalej ? Warto w domu o tym pomyśleć . Pozdrowionka 🙂
Bogaty we wrażenia poniedziałek!
Wirek w pracy czy aktywny urlopik?
Wirek, a nawet wirzysko!
Dzień dobry, właśnie skończyłem pracę, a to wszystko dlatego, że też miałem dzień pełen wrażeń, komputer zaczął mi się restartować po jakiejś aktualizacji systemu, a ja nie miałem zapisanego pliku! Na szczęście udało się zatrzymać restart, plik pozostał cały, ale za to po restarcie wysiadł dźwięk. Rzuciłem się odinstalowywać aktualizację i w tym momencie dźwięk wrócił, sam z siebie, bez żadnych moich ingerencji. Uff.
A teraz przerwa.
Brawo! Ja też nie mam dźwięku, jedynie przez słuchawki. Ale mój komp jest stary i ma prawo się psuć…
A mój telewizor ma ciągłą czkawkę!
No, to nieprzyjemne…
To koniecznie musi czymś popić, duszkiem, bez przerywania!
Ja z dziećmi mamy też taki sposób, że się podduszamy, zatykamy nos i usta i ile się da wytrzymujemy, to też działa. Nawet dzieciaki czasem przychodzą, żebym im zlikwidował czkawkę. Ale na TV to może nie podziałać.
Rozmawiałam z nim przed chwilą. Odmówił picia. A tym bardziej duszkiem.
No to nie mam pomysłu. Dławienie zdecydowanie mu zaszkodzi.
Może trzeba go zacegłować, jak wielbłąda?
Ałaaa!
Dobranocka.
Nieco ciężki poniedziałek, więc dobranocka melancholijna. Michał Lorenc z serialu Władysława Pasikowskiego „Glina”.
Snów serialowych, chociaż może niekoniecznie z tego serialu. Stąd weźmy muzykę.
Poniedziałek minął pełen wrażeń i nowych wiadomości… Pierwsza była ta, że w piątek będę żgnięta. Druga ta, że mojej siostrze udało się sprzedać dom na odludziu i kupić mieszkanie bliżej cywilizacji. Ale najważniejsze, że rodzimka nam się powiększy – będę już podwójną prababcią.
Czyli pozytywne wrażenia i wiadomości?
A to żgnięta oznacza szczepienie?
O, gratulacje! Podwójne, z racji szczepienia i prababciowania!
Dziękuję. Żgnięta oznacza szczepienie.
Idę spać pełna wrażeń.
Dobranoc
Spokojnej!
Śpij dobrze i jeszcze raz gratulacje!
Dołączam do gratulacji!
Na moją teściową prawnuki mówią: Prapcia
Dziękuję.
Ślicznie mówią!
Idziemy spać? Spokojnych i miłych!

Jeszcze nie, ale dobranoc już mogę powiedzieć.
A ja powoli tak, niestety, bo mi ziewanie żuchwę urwie.
Oh to ziewanie.Zarazliwe nawet wirtualnie.
Dzień dobry
Ciemno za oknami, mam wrażenie że to jeszcze noc… 
Witajcie!
U nas już świta
Dzień dobry, ponoć gdzieś tam za chmurami wstaje słoneczko
No i wstało, ale czy jest jasno? Niestety, ponuro…
Witam!
Szaro, buro…
…i ponuro.
Niestety, ale i tak wybywam.
Lepiej już chyba nie będzie? Byle do wiosny!
Zostały jeszcze ziemniaki,deszcz nie pada…no to będę jak wrócę.
Paaaa
Jeszcze ziemniaki? Całe? Aj, to do destylowania trochę czasu wam zejdzie…
Ale później jaki efekt…
W uzupełnieniu wczorajszej informacji , jest wiadomość , że od kilku miesięcy w Warszawie jest zainstalowany Białoruski Rząd na Uchodzctwie .. Jedna z z państwowych spółek wykupiła do 2030 roku dom na Mokotowie i przekazała ten obiekt białoruskiej opozycji . Niewykluczone , że w obecne kłopoty na granicy są zamieszani użytkownicy tego obiektu .
Białoruski Rząd na Uchodźstwie, czyli Rada Białoruskiej Republiki Ludowej istnieje nieprzerwanie od marca 1918, od podporządkowania Białorusi ZSRR (1921) działa na emigracji. Obecna Przewodnicząca Rady Iwonka Surwiłła mieszka i działa w Kanadzie.
Willę na Mokotowie Morawiecki przekazał białoruskiej opozycji na ręce Swiatłany Cichanouskiej – ma nią (willą) zarządzać Fundacja Białoruski Dom w Warszawie.
Co rozumiesz przez „zamieszani”?
Trzeba poczekać na dalszy przebieg wydarzeń i jakieś końcowe rozwiązanie , które powinno wykazać komu to się opłaciło .
Chyba czegoś nie rozumiem. Czy ktoś może mi wytłumaczyć to „zamieszani” i „opłaciło”?
Jak mi kiedyś skradziono rower, to okazało się, że byłem jedynym zamieszanym w kradzież tego roweru, bo sprawcy nie odnaleziono…
To co dzieje się na granicy polsko–białoruskiej ,to nie jest przypadek , a zaplanowana akcja . W Hajnówce mam liczną polsko-białoruską rodzinę ,która zaniepokojona jest obecną sytuacją
Rozumiem w pełni niepokój, ale sugestie, że te makabryczne przepychanki mogą być powiązane z białoruską opozycją, nie wydaje mi się zasadne…
Raczej wymierzone w białoruską opozycję. Dlatego bardzo trafny był przykład z rowerem.
No to po pracy. I na przerwę.
Jestem w domu.
Były ziemniaki i całe i w płynie.
I pierogi i jabłka i serki -podgrzewane na ognisku.
A i rurki z kremem.
Deszcz nie padał, ale było zimno, szaro i bez promyka słońca.
Ziemniaki w płynie? Ty to masz szczęście. U mnie także szaro-buro, a rurki z kremem nikt nie przyniósł, by wyzwolić hormony szczęścia… 🙂
Rzeczywistość tak przytłacza, że wyzwalacze hormonów szczęścia są mi niezbędne. Inaczej nie umiem.
Hej, rurki w dłoń! I do Ultry, do Ultry!
Dobranocka.
Dzisiaj przepiękna piosenka z filmu o Jamesie Bondzie, ale bez Bonda i bez piosenki
Snów instrumentalnych!
No to jestem, akurat trafiłam na dobranockę.
Życzę Wam słodkich snów i idę spać
Spokojnej, słodkiej również!
242 komentarze.
Ktoś coś buduje?
Czy czekamy, aż Q urośnie do 300?
Nikt nie zaprotestował, więc zapraszam piętro wyżej.
Już po dobranocce, nowe pięterko jako m-m; lampkę zapalę więc tutaj.
