W kwietniu nie połaziliśmy za dużo po parkach. Pogoda nie zachęcała do fotospacerów… chmury nie pozwalają na zrobienie w miarę przyzwoitych zdjęć.
Do Zion wybraliśmy się w Wielką Sobotę, 3 kwietnia. Chcieliśmy trochę połazić i pooddychać świeżym powietrzem. Dojeżdżaliśmy, gdy zobaczyłam sznur samochodów stojących wzdłuż drogi. Znowu jakieś zawody wędkarskie!!! Nad „nasz” Sand Pond nawet nie zajeżdżałam. Wokół pełno było ludzi i dojeżdżali nowi. Nie lubię tłoku!!! Pojechaliśmy więc od razu nad Lake Michigan. Wszędzie pusto… ani ptaszków, ani ludzi (nieobecności tych ostatnich nie żałuję). Pochodziliśmy trochę i zadecydowali jechać do innego parku. Ostatecznie nie po to jechaliśmy prawie godzinę, żeby zaraz wracać do domu!!!
Jechaliśmy parkową drogą, gdy mąż zauważył coś niebieskiego siadającego na drzewie. Stanęłam na poboczu i mąż wysiadł. Stałam na zakręcie i nie mogłam opuścić samochodu – musiałam czekać. W pobliżu nie ma żadnego parkingu…
Mąż chodził w te i nazad, a mnie mało coś nie trafiło. Mijały mnie samochody… mijał czas. W końcu małżonek wrócił. Powiedział mi, że przecież mogłam pojechać i zajechać nad to małe jeziorko od drugiej strony (nawet nie wiedzieliśmy, że tam jest jeziorko). Tę drogę widziałam już nieraz, ale zastawiona jest „koziołkiem” i na pewno nie da się tam wjechać…
Pojechaliśmy do kolejnego parku – Van Patten Woods Forest Preserve. Jest on po drodze do domu, więc nic nie ryzykowaliśmy. W zasadzie też nic nowego, ani nadzwyczajnego… jedynie ta żaglówka. Taka inna niż te do tej pory widziane. Jakby z półprzeźroczystej siatki…
Na następną wycieczkę czekaliśmy aż dwa tygodnie. Po południu miało się zachmurzyć, więc wybraliśmy się na niezbyt daleką wyprawę. Zadecydowałam, że pojedziemy do Crabtree Nature Center… dawno tam nie byliśmy, a to ciekawy park.
Muszę przyznać, że spotkanie z żółwiem jaszczurowaty, wywarło na nas piorunujące wrażenie. Takiego kolosa jeszcze nie widzieliśmy. Wiem, że ten żółw może być niesamowicie niebezpieczny. Powolny chód, powolne pływanie… ale głowę uzbrojoną w potężne szczęki potrafi wysunąć w błyskawicznym tempie… a jednym chapnięciem jest w stanie odgryźć człowiekowi cały nadgarstek (oczywiście te duże osobniki, małe nie są takie groźne). Łapy uzbrojone w potężne pazury, są w stanie rozszarpać każdą ofiarę… ludzkie mięśnie również.
Przy żółwiu, nasz pierwszy puchacz, czy niewidziana od lat sterniczka, jakoś dziwnie zbladły…
W niedzielę, 25 kwietnia, od rana było pochmurno, ale co jakiś czas przebijało się słoneczko. Zadecydowałam, że jedziemy. Mąż nawet aparatu wziąć nie chciał, bo mówił, że co to za zdjęcia robione w pochmurny dzień. Powiedziałam mu, żeby nie marudził. Ma wziąć swój sprzęt i jazda! Zanim dojedziemy, słoneczko wyjdzie… zdjęcia też.
I faktycznie. Gdy dojechaliśmy do DuPage County off Leash dog Park, słońce coraz bardziej przedzierało się przez chmury. Mąż tylko popatrzył na mnie i powiedział, że ze mnie to niezła czarownica…
Mąż się pluszcze w wannie, po nim ja pójdę. W domu złapał na sobie kleszcza… kto wie ile ich jeszcze na nas siedzi. Koniecznie trzeba zmyć wszystko z siebie…




Zapraszam na wędrówkę po parkach
Piękne pięterko, ale to już jutro…
Rzuciłam okiem, ale już nie dam rady obejrzeć, poczytać itd.
Godzina dla mnie wyjątkowo wczesna, ale jednak wczesne wstanie, łażenie, imprezowanie…
Wypluskana już w wannie, w łóżku mówię
DOBRANOC WYSPO!
DOBRANOC PTASZKI!
Dodam jeszcze, że w tym parku, żeby się wybrać z pieskiem, najpierw trzeba wykupić tak zwany permit. Nie mamy psa, więc się nie interesowałam ile to kosztuje.

Mąż nie za bardzo lubi tam chodzić, bo nie wszyscy sprzątają po swoich ulubieńcach i można w co nieco wdepnąć, szczególnie jak się człowiek rozgląda za ptakami i nie patrzy pod nogi
Ale z drugiej strony, można w tym parku spotkać wiele ptaków, co prawda nie chodząc po ścieżkach, a po chaszczach, czyli tam, gdzie psy (a szczególnie właściciele) nie pójdą
Idę do wanny

Ciągle mi się wydaje, że coś po mnie łazi. Wiem, że to psychika, bo czuję coś na ręce, patrzę, a tam nic nie ma… a i tak czuję jak lezie…
Mam nadzieję, że prysznic mi pomoże…
Też tak miewam… 🙂
Pięknie!
Starzyk brunatnogłowy tak przechylił łepek, że na pierwszym zdjęciu nijak nie mogłem go rozpoznać, w sensie interpretacji kształtu 😉
Oczywiście zaintrygowała mnie żaglówka – wydaje się, że była zbudowana ze stelażu obciągniętego półprzeźroczystą folią, zapewne składana. Nie widziałem dotychczas takiej konstrukcji…
Rozmiary żółwia trudno nam ocenić – czy mogłabyś je oszacować? Na zdjęciach brakuje odniesienia (to nie znaczy, że nie wierzę, że był ogromny!).
No i puchacz – fantastyczny efekt fotopolowania. Bardzo dostojna bestia. Gdybym był kobietą, zachwyciłbym się wzorem jego sukienki
Dziękuję Ukratku

Ta żaglówka zaintrygowała mnie również… i też takiej nie widziałam do tej pory.
Co do rozmiarów żółwia… pytałam męża na ile on „ocenia” rozmiar… u cioci Wiki podają, że ten „jaszczurowaty” rośnie do 47 cm długości karapaksu (wierzchniej części skorupy), ale chyba nie do końca piszą prawdę. Ten miał przynajmniej 60 cm (nie licząc ogona i głowy), a z tego co nam mówił spotkany facet, waga tego gada przekraczała 60 funtów (czyli ponad 27 kilo).
Puchacz też był spory. Na pewno miał więcej niż pół metra „wzrostu”. To nocne stworzenie, więc w dzień dosypia i faktycznie zachowuje się dostojnie
Dobry wieczór, zdjęcia jak zwykle znakomite, ale WYJĄTKOWO nie będę ich szczegółowo omawiał.
Wydaje mi się, że bobra od piżmaka tak w wodzie, gdzie niewiele widać ze stwora, odróżnia ogon, o ile go widać, u bobra płaski, u piżmaka wijący się wężowo jak u szczura. O ile tutaj było cokolwiek widać.
A łódka chyba jest jakaś rozkładana? W sensie że poszycie tego półprzeźroczystego kadłuba jest z płótna czy też jakiegoś innego grubego tworzywa?
Dzięcioł przepiękny, ciekawe, że nie mógł rąbać tych ziarenek na miejscu w karmniku, tylko musiał je sobie nosić gdzieś obok na gałąź.
Żółw przerażający.
Puchacz wirginijski to (jak mówi Wikipedia) największa sowa na kontynencie, gratulacje za fototrofeum!
Rozumiem, Mistrzu Q, dlaczego nie będziesz szczegółowo omawiał wszystkich zdjęć…

Puchacz faktycznie był duży, ale tak ukryty na drzewie, że na pewno byśmy go nie zobaczyli, gdyby nie podpowiedź tego faceta 
Oprócz ogona, bóbr kanadyjski (amerykański) różni się od piżmaka także terenem zamieszkania i dietą. Piżmaki mieszkają ogólnie nad wodą, u bobrów, to musi być jakaś rzeka/strumień. Bobry prowadzą nocny tryb życia i w dzień trudno je spotkać. Piżmaki widzieliśmy już w dzień kilka razy. Bobry budują żeremia i tamy, piżmaki mogą żyć w norach wybudowanych (wykopanych) nad brzegami.
Wyczytałam w Wiki o bobrach, że „ich budowle są rekordowe pod względem rozmiarów, np. tama na rzece Jefferson w Montanie miała 700 m. długości i utrzymywała ciężar konia wraz z jeźdźcem.” Piżmaki tego nie potrafią…
Dzięcioł, tak jak wiele innych ptaków, zabiera ziarenka na drzewo, wtyka je w korę i dopiero tam rozłupuje. Tylko łuszczaki (do nich należą wróble) potrafią wyłuskać ziarna w dziobie i nigdzie nie muszą lecieć
Za gratulacje dziękuję
Dzięki! I dobranoc!
Musiałam przerwać odpisywanie na komentarz Mistrza Q, bo przyszedł nasz syn. Nie za często do nas przychodzi…
Dzień dobry
Dopiero wstałam, słoneczko świeci, a ja udaję się na kwietniową wycieczkę oglądać ptaszki 
Warto było. Pięterko piękne, ciekawe i pouczające
Dziękuję Bożenko

Cieszę się, że pięterko Ci się podoba
Witajcie!
Zamiast 8 godzin pracy, mam przed sobą 2-3 godziny posiedzenia w SM. Nie ma to jak urlop!
Co to jest SM?


Kojarzy mi się to bardzo… medycznie
Spółdzielnia mieszkaniowa, tym razem 🙂
Offf
Dla mnie SM to Sclerosis Multiplex
Dzień dobry, pogoda trochę w kratkę. Przeżyłem noc, teraz trzeba dotrwać do tej 13.00.
Już niewiele zostało, dasz radę!
Trzymaj się Mistrzu Q ,pomyśl o czymś miłym
Odespane i nadspane dzień dobry!
Śniadanie
i idę na spacer podziwiać Miralkowe ptaszki.
Dzień dobry

Jak mówi poeta: Bez kawy dzień jest głupawy…
Zapraszam więc na małą czarną
Dla osób o innych preferencjach proponuję herbatę, zioła, yerba mate (też zioło) albo inne napitki
Kawy nigdy nie odmawiam
Właśnie wróciłem i dołączyłem

Witaj Krzysztofie!
O tej porze chętnie skorzystam z herbaty.
„Innych napitków” miałam wystarczająco dużo wczoraj na Imieninowej wycieczce.
Dzień dobry

Poszłam spać późno, to i wstałam później niż zwykle, chociaż pewnie niektórzy by powiedzieli, że i tak za wcześnie
A poszłam spać później, bo wieczorem zadzwonił Mark i koniecznie chciał pogadać… zajęło to trochę (ponad 2 godziny), ale jak mu po tej rozmowie lepiej…
Już niedługo Mistrz Q będzie miał to nieprzyjemne badanie


Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku
I oczywiście trzymam kciuki za pomyślny przebieg…
Ja też mu współczuję. Moja siostra miała te badania i mi o tym opowiadała. Mam nadzieję, że już to jest za nim i wszystko dobrze się skończyło…
Też mam taką nadzieję, Bożenko.
Może się odezwie po badaniu… jak już wróci do domu… oczywiście jak nie będzie za bardzo zmęczony
Ja poddawałem się w pełnym znieczuleniu, stąd nie wspominam ani szczególnych przykrości, ani przyjemności. Pielęgniarka się nade mną pochyliła, coś gadała, a gdy otwarłem oczy, byłem już w innej sali pośród innych niedobudzonych. I tyle było wrażeń.
Tutaj też to robią w znieczuleniu. Z tym, że to znieczulenie każdy inaczej przechodzi. U mnie nie wywołuje żadnych sensacji, ale wiem, że niektórzy wymiotują, inni przez przynajmniej jeden dzień czują się gorzej niż paskudnie… różnie to bywa…
No to czekamy, mam nadzieję, że się wkrótce odezwie.
Ja miałam gastroskopię i kolonoskopię robione na NFZ „na żywca”, za znieczulenie musiałabym dopłacić. Parę razy, ale zawsze niemiło wspominam.
Dopiero ostatnio mój internista napisał wskazanie do znieczulenia i miałam gastroskopię w znieczuleniu przy miłej obsłudze.
Wspominam to z lekkim rozbawieniem gdy sympatyczny anestezjolog kręcił głową „dawno nie miałam pacjenta z takim zestawem chorób trudnych z mojego punktu widzenia”.
„Za karę” dawno dobudzona musiałam dalej czekać „o, nie ta pani ma tu jeszcze czekać!”.
„Ale do domu idą ci, co byli po mnie!”protestowałam bezskutecznie.
Mój syn czekał na korytarzu zdziwiony i zaglądał przez uchylone drzwi, więc mu smsem wytłumaczyłam, że wszystko w porządku tylko jego mama jest tak WYJĄTKOWO TRAKTOWANA.
Ponieważ cisza na Wyspie, to pójdę do ogródka roztrząsać nawóz, który wczoraj kupiliśmy. Wszystko lepiej rośnie na „krowich plackach”

Przy okazji może obejrzę swój krzak bzu. Wydaje mi się, że wdał się tam jakiś pasożyt i może mi zniszczyć cały krzew. Szkoda by mi było, bo wyhodowałam ten bez od gałązki wsadzonej w ziemię. I chociaż moja siostra mówiła mi, że tak się bzu nie rozsadza, wyrósł na piękny krzew
Zamiast zająć się nawozem, wzięłam aparat i pstryknęłam kilka zdjęć
To moje białe porzeczki… jak widać obrodziły w tym roku
A tak wygląda jedna z głównych gałęzi krzaka bzu…
Może ktoś wie co to takiego i jak się tego pozbyć?
A to zabezpieczenie od wiewiórek na moich truskawkach. Oczywiście mam więcej truskawek…
… teraz już wiadomo czemu mam tak pokaleczone ręce
No to teraz zajmę się tym nawozem…
Gdzie ty znajdujesz owe krówki?
W sklepie

Można kupić już „przerobiony” nawóz, tylko dawać pod uprawę. Świeży się do tego nie nadaje, a szczególnie ptasie guano, może „spalić” każdą uprawę. Do warzyw lepszy jest koński nawóz, ale tego w sklepach nie ma… a wiesz jakie jest przysłowie – „Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”
Co prawda mogłabym pojechać do stadniny (a tych jest wkoło Chicago wiele) i zakupić końskie kupki, ale nie mam miejsca do „przetrawienia” się tego nawozu. Musi on postać parę tygodni…
Przerwa w pracy


Jak na razie opieliłam wszystko. Nie będę narzucała nawozu na chwasty, bo tylko będą lepiej rosły
Robi się ciepło, więc wyniosę swoje sadzonki pomidorów na słoneczko…
Mąż bardzo lubi pomidory malinowe, a tych (sadzonek) nie da się kupić w amerykańskich sklepach. Kilka lat temu kupiłam nasiona i teraz co roku suszę ich trochę z pierwszych pomidorów. Wiosną mogę sadzić od nowa
Wreszcie miałam czas zachwycić się zdjęciami Miralki i uśmiać z dowcipnych podpisów.
Zachwyciła mnie malarskość zdjęcia, na którym jest koń i pies.
Wszystko, co piszesz o ptaszkach jest ciekawe, najbardziej jednak zainteresował mnie żółw olbrzym.
Jak zawsze brawa za zdjęcia i opis.
Dziękuję Makóweczko
Ten żółwi kolos i na nas wywarł ogromne wrażenie…
Dobry wieczór. Badanie przebiegło w porządku, pozbyłem się paru drobiazgów z tamtych okolic, zobaczymy, co dalej. Na oko pana doktora nie powinny te drobiazgi sprawić problemów, na 100% będzie wiadomo za parę tygodni.
Poza tym praca i załatwianie jeszcze paru spraw, a teraz przerwa.
Nie żałujesz tych drobiazgów, w końcu wiemy gdzie je miałeś…
Głęboko? Dość? powiadasz…
Nie liczyłem
Jak ja lubię te rozmowy z Tobą!
To znaczy lekarz miał wszystko pomierzone i policzone, on pewnie wie, jak głęboko ciął
W narkozie czy w miejscowym znieczuleniu?
W miejscowym. Ale tam w środku to niewiele czuć. Chyba że wdmuchuje CO2, żeby poszerzyć jelito, to się czułem jak wieloryb trafiony harpunem, z CO2 wdmuchniętym do środka, żeby nie uciekł pod wodę.
Super, że pozbyłeś się tych „drobiazgów”.
A tak się denerwowałeś…
Cieszę się że już po wszystkim
No, owszem. Na razie wygląda, że mieszanka genów poznańsko-żywieckich jakoś sobie radzi
Ja też się cieszę, że już po wszystkim

I że przeszedłeś to w miarę ulgowo
Ano w miarę, dzisiaj jeszcze conieco diety, żeby nie przechodzić tak nagle do innego pożywienia. Poza tym, odpukać.
Super!
Chińskie przysłowie: „Najlepszy moment na posadzenie drzewa był 20 lat temu. Drugi najlepszy moment jest teraz”.
Właśnie wyczytałem.
Mądre przysłowie…
Ale na mnie czas do spania.
Dobranoc
Spokojnej!
Miłych snów!
Śpij dobrze!
Dobranocka.
Duke Ellington. Dawno go nie grałem, o ile w ogóle.
Snów o właściwym towarzystwie.
Właściwe towarzystwo w dzisiejszych czasach bardzo ważne!
Nie wiem czemu, ostatnio coraz wcześniej morzy mnie senność… No, chyba że dziś stary Ellington mnie tak uśpił…

Śpij dobrze i w doborowym towarzystwie Ukratku!
Spokojnej, diukowej!
Dobranoc!
Dzień dobry
Słoneczny, ale mroźny.
Witajcie!
Od dziś do piątku jestem zesłany na zdalną. 🙁
Co się dzieje! Jeszcze nikogo poza nami nie ma?
Potrzebna tu chyba Gienia…
Jestem. Musiałem na dłuższą chwilę odstąpić czas na komputerze małżonce (z powodu poświadczeń tylko z tego komputera można wejść na e-dziennik, a on jest czynny nie 24 h na dobę, tylko w godzinach pracy szkoły, nie pytajcie, jakiś grubszy babol tu się odwalił) i spóźnienie właśnie stąd.
Trudno, bywa i tak.
Zasadniczym plusem jest to, że ramię po szczepionce mnie przestało boleć. Zobaczymy, jak będzie po drugiej dawce.
Podobno po drugiej dawce rosną rogi i długi ogon, ale nie widziałem jeszcze nikogo z takimi atrybutami więc sądzę, że to tylko „urban legend”


A jeśli nie?
Zawsze można spiłować i obciąć, medycyna estetyczna nie takie rzeczy potrafi (patrz Krzysztof Ibisz)
Rogi to nie wiem, ale ogon by się przydał. Zwłaszcza chwytny.
Ja bym wolała skrzydła, aby móc szybko pofrunąć tam, gdzie potrzebuję być.
To oczywiste, przecież nie można zawracać głowy woźnemu po godzinach!
Taa, woźnemu. Notabene przypomniała mi się legenda miejska o banku, do którego regularnie wzywano informatyków, bo w piątki wieczorem padał serwer. Zirytowani serwisanci (piątek wieczór, regularnie, naprawdę?) zostawili w biurze kamerkę i jak się okazało, przychodziła sprzątaczka i wyciągała wtyczkę, żeby podłączyć odkurzacz, bo tak jej było wygodnie.
Dzień dobry

kawy nigdy nie odmówię
Umykam sami-wiecie-dokąd.
Słonecznie witam Państwa!
I tu słonecznie, a mróz już minął i mamy 8 st. ciepła.
Witaj, Miralko.
Żółw i na mnie zrobił ogromne wrażenie – rzeczywiście okaz niepospolity, troszkę szkoda, że taki mało towarzyski i nie dał się Wam obcykać ze wszystkich stron:)
Natomiast największą sympatię zaskarbił sobie rybaczek. Głównie ze względu na wystrzałową fryzurę:)
Jak zawsze – gratuluję udanych łowów i pozdrawiam:)
PS. To rzeczywiście pech z tą pokrzywą.
Może ktoś mógłby przysłać Ci nasiona, skoro – jak piszesz – przydałaby Ci się nie tylko do nawozu. To tylko luźna sugestia, nie wiem, jak u Was jest z przepisami celnymi, dotyczącymi tego typu przesyłek.
Buziak:)
Witaj Leno

Musiałabym się dowiedzieć…
Ja też żałuję, że ten żółw był tak mało towarzyski, ale tak to jest z tymi dzikimi zwierzątkami – nie wiedzą, że chcemy tylko zrobić im zdjęcia i nie zrobimy im krzywdy…
Na rybaczka „polowaliśmy” dość długo. Zawsze był za daleko na „dobry strzał”. I zwykle spotykaliśmy samice – z rdzawym pasem na piersi. Ten to na pewno jest samczyk, bo tego rdzawego nie ma. A fryzurę, to obydwoje mają zabójczą
Co do pokrzywy – nie wiem jakie są przepisy z przesyłaniem nasionek z innego kraju. Wiem, że doniczkowych kwiatów przewozić nie wolno, tych z ziemią… a czy można przesłać nasiona?
Pozdrawiam cieplutko
Dzień dobry, Wyspo:)
Średnio ciepłe, ale, póki co, bez śniegu:)
No to koniec pracy na dzisiaj, i tego, przerwa.
I ja wróciłam ze spotkania na ZOOMie. Teraz kolacyjka i wracam na Wyspę.
Wróciłam.
Po wyrzuceniu śmieci zaczęło dręczyć mnie podejrzenie, że coś zapomniałam.
Aaaa maseczka! Wróciłam po maseczkę.
Poszłam do Przychodni, do apteki; potem postanowiłam pospacerować po osiedlu, więc zsunęłam maseczkę.
Chcę wejść do sklepu…nie ma! Zgubiłam maseczkę. Kupiłam maseczkę, zrobiłam zakupy.
A potem spacerując między blokami zgubiłam…Maseczkę? Nie! SIĘ ZGUBIŁAM! (na moim osiedlu!).
I dobrze, bo wracając od innej strony natknęłam się na otwarty zakład fryzjerski i zapisałam na pierwszy wolny termin tzn. 4 maja (zwykłe strzyżenie).
W skrzynce na listy -niespodzianka -kartka z życzeniami urodzinowymi z USA (szła do mnie ponad miesiąc).
Zgubiłem ostatnio czapkę i maseczkę naraz. Ale w pobliżu domu. I znalazłem!
Widać nowa maseczka inaczej zniekształcała ci rzeczywistość…
No przecież nie miałam jej na oczach.Tej maseczki.
Aaaa na oczach -rozwaliły mi się okulary słoneczne auuu!
A tu coraz więcej słońca auuu!
Kup mazak spirytusowy (różowy, brązowy czy jaki ci pasuje) i pomaluj sobie szklane okulary – całe lub górną część. Pokrycie zawsze można regulować spirytusem
Ty sobie żartujesz, a te okulary były ze mną w Dolomitach i w paru innych miejscach i mam do nich stosunek sentymentalnie emocjonalny.
No i sklepy sportowe zamknięte, a ja potrzebuję okulary na sznurku.
No to już tylko Kropelka…
Dobranocka.
Elektronicznie dzisiaj. Tangerine Dream.
Snów jak w transie.
No to ja, siusiu, paciorek i spać.

Dobranoc…
Spokojnej!
Transowych snów!
A ja umyłam głowę i do pakowania.
Śpij dobrze Bożenko!
Niezmordowana! 🙂
My tu gadu gadu o różnych nie istotnych sprawach , a 18 kwietnia , na błoniach w Częstochowie odbył się gwiazdzisty zlot motocyklistów . Zebrało się miłośników Chrystusa i jazdy na motorze ponad dziesięć tysięcy ! Nie było żadnej interwencji policji ze względu na Covid-19 , a była policja przy aresztowaniu na jednym z placów w Warszawie Babci Kasi . Taki mamy dzisiaj w Polsce porządek , że nawet najmądrzejsi uczeni idiocieją w ocenie tego bajzlu .
Sąd uniewinnił Babcię Kasię, ale i tak skandalem jest to co wyprawia Policja.
Tak jest. I nie tylko w tej sprawie.
Choć trans marzeń Tangeriny nieco już przebrzmiał. trzeba jednak iść spać – może wróci?

Czego sobie i Wam życzę. Howgh!
Spokojnej!
To i ja się pożegnam, dobranoc!
Dzień dobry


Dziś pracowałam, jutro też pracuję… mąż się śmieje, żebym się nie przepracowała – dwa dni w tygodniu!!! Do pracy!!! Niesamowite!!!
Ale z drugiej strony, skoro mi płacą za siedzenie w domu, to czemu mam nie siedzieć? Przynajmniej zrobię masę rzeczy, na które normalnie nie miałabym czasu…
Witajcie!
Dzień dobry. Piękny dzień wstał, będzie ciepło i słonecznie.
Witajcie!
Niech nowy dzień da nam ładunek optymizmu!
Słońce,rzezko…
Dzień dobry! Słoneczko i optymizm w powietrzu wiszą! (Chociaż od rana sporo załatwiania spraw, dobrze, że online).
Z nasłuchu: Znajoma sprawdza nastoletniemu dziecku wypracowanie:
– O, no bardzo dobrze tu napisałeś. To jeszcze wyjaśnij, co to znaczy „jak spadać, to z wysokiego konia”.
– Jak coś robić, to na grubo.
– Egzaminator cię nie zrozumie…
– Jak alkohol, to cały litr.
.
.
Teraz na pewno zrozumie.
To ja też coś o egzaminie…
Profesor egzaminuje blondynkę… Kiedy na kolejne pytanie nie otrzymuje odpowiedzi, zaczyna przeglądać jej indeks.
-Widzę że z innych egzaminów, też ma pani same niedostateczne. Jaki jest właściwie pani ulubiony przedmiot?
-Smartfon.
Nie znałem!
Sama w to nie wierzę, ale – dzień dobry bladym świtem, Wyspo:)
Tak naprawdę jest piękne słoneczko, a mnie zerwało, bo wreszcie (wczoraj późnym wieczorem, jupi ej!) moja tkacka rama została naprawiona:) Idę zatem sznureczkować:)
Witaj, kobieto wszechtalentów!
Witaj, Tetryku:)
…może opowiecie państwo o swoich pasjach, dokonaniach…
– Ja badam wpływ ruchów migracyjnych populacji skrzypłocza (Limulus polyphemus) na specyficzną właściwość reagowania na endotoksyny produkowane przez bakterie Gram-ujemne, przekładający się na jakość kontrolowania jałowości podzespołów szykowanych do ekspedycji sond kosmicznych w razie ich teoretycznego bądź realnego zagrożenia kontaminacyjnego.
– Ja zajmuję się problemem odpowiedniego zaopatrzenia organizmu w filochinon podczas syntezy protrombiny i prokonwertyny w wątrobie w związku z – aktywowanym do proteazy serynowej czynnika IXa, rozkładającego wiązanie między argininą i izoleucyną w cząsteczce czynnika X przez czynnik XIa w obecności jonów wapnia, posiadającym zależne od tejże witaminy K reszty γ-karboksyglutaminianowe zymogenem, czyli – czynnikiem IX.
… a pani, pani Sadowska?
– A ja – sznureczkuję!
😉
Pozdrawiam:)
No cóż, twoim talentom towarzyszy nie mniejsza skromność!
Jakie talenta, takie i ich wysławianie;)
Przynajmniej coś można zrozumieć!
Witaj, Quacku:)
🙂
Witaj Leno ,czy mogę prosić o przepis na gęś pieczoną którą już kiedyś podawałaś na Wyspie ,proszę :). Zawsze zapisuję w kapowniku a to jakoś przegapiłam :(. W maju spotkania z bliskimi a gąska podzielna .Będę wdzięczna :).
Witaj, Elizo:)
Oczywiście. Tylko troszkę później, bo dopiero wróciłam i muszę „coś na kształt kolacji”, że pozwolę sobie zacytować Makówkę (choć bez stosownego obrazka z wanną):)
Elizo,
znalazłam i skopiowałam to, co pisałam Miralce, ponieważ tamto tłumaczenie (z zeszytu jednej z moich ciotecznych Babć) wyszło mi całkiem zgrabnie:):
Piekłam gęś parę razy w życiu:) Najpierw pod czujnym okiem Ciotek, potem – sama i zawsze dawała się zjeść:)
Przede wszystkim wiele zależy od tego, czy masz gęś świeżą czy mrożoną.
Niektórzy preferują mrożoną, bo mięso jest wtedy bardziej kruche i bardziej podatne na obróbkę.
Jeśli Twoja gęś jest zamrożona, nie śpiesz się przy rozmrażaniu, zostaw ją w lodówce albo innym chłodnym miejscu i nie zrażaj się, jeśli będziesz musiała czekać nawet półtorej doby – ostatecznie gęś to duży ptaszek:)
Po rozmrożeniu musisz podjąć decyzję, czy chcesz piec ją w całości czy w kawałkach.
Ja wolę w całości i taki przepis Ci podam, ale jeśli zdecydujesz inaczej, też mogę służyć przepisem.
Przepraszam za żołnierską formę dalszej części, ale chyba opisanie w punktach będzie najbardziej przejrzyste:):
1.Mycie gęsi:
-zdecyduj, czy chcesz odciąć skrzydła, szyję i kuperek (ja zostawiam, ale spokojnie można z odciętych części ugotować potem rosół)
-usuń nadmiar zwisającego tłuszczu (jeśli będzie, niektóre gęsi są już go pozbawione)
-wyskub lub opal ewentualne resztki upierzenia
-pozbądź się wszystkiego, co jest w środku (resztek wnętrzności, podrobów zawiniętych w pergamin:), itd.)
-umyj i zostaw gęś na ok. godzinę w pionowej pozycji, by ociekła
-nadmiaru wilgoci z zewnątrz i ze środka pozbądź się przy pomocy ręczników papierowych lub gazy (wolę gazę, bo dobrze wchłania i nie rwie się, pieczeń z resztkami papieru to danie dla wyrafinowanych podniebień, ja wolę tradycyjne dodatki)
2.Przyprawianie gęsi:
-zrób mieszankę ziołową:
sól (daję na kilogram trochę mniej niż do wieprzowiny – ok.25 gram czyli 1,5 łyżki) + czarny pieprz + majeranek (rozmaryn, siekany czosnek – niektórzy mieszają, ja daję jedną z tych przypraw)
-zdecyduj, czy będziesz rozcinać gęś (do jabłek nie jest to konieczne, można wykorzystać naturalne otwory:), do farszu wygodniej rozciąć, szczególnie przy pierwszych razach)
-dobrze natrzyj gęś solą na zewnątrz i mieszanką wewnątrz (niektórzy nacierają mieszanką na zewnątrz, ja tego nie robię, bo długie pieczenie sprawia, że ziółka się przypalają, czarne piegi nie są wg mnie najbardziej wymarzoną dekoracją:))
-włóż przyprawioną gęś do brytfanki (gęsiarki albo dużego worka foliowego) i szczelnie przykryj
-wstaw do lodówki na 12 godzin
-w dniu pieczenia wyjmij gęś z lodówki, ułóż w brytfance piersią do dołu i zostaw na pół godziny bez przykrycia
3.Pieczenie gęsi:
-wstaw brytfankę z gęsią do nagrzanego do 200 stopni piekarnika (ja używam termoobiegu, ale nie jest konieczny, opcja pieczenia: góra-dół)
-po półgodzinie zmniejsz temperaturę do ok. 160 stopni
-po kolejnej godzinie wyjmij gęś z piekarnika, zlej wytopiony smalec, ułóż gęś piersią do góry i dodaj farsz z jabłek (jeśli rozcinałaś gęś, możesz spiąć brzegi wykałaczkami, ja nie rozcinam, ale rozciętej też nie spinałam:))
-przykryj brytfankę pokrywką i włóż całość do piekarnika o temperaturze 150-160 stopni (niektórzy pieką w 130 stopniach, ale czas pieczenia znacznie się wtedy wydłuża, a na efekty to się nie przekłada, przynajmniej u mnie).
-piecz do miękkości, licząc od 50 minut do 1 godziny na 1kg pieczeni (waga = gęś + farsz:))
-pół godziny przed końcem zdejmij pokrywkę i zwiększ temperaturę do 200 stopni, by przyrumienić skórkę (ja polewam paroma łyżkami wytopionego tłuszczu, ale nie jest to konieczne)
-po upieczeniu wystaw pieczeń na zewnątrz i zostaw odkrytą gęś na ok. kwadrans
-po tym czasie możesz ją rozciąć i wyjąć jabłka (gdy używam farszu, zostawiam całość)
4.Sprawdzanie miękkości:
-nie nakłuwam
-chwytam gęś za skrzydła albo udka, poruszam delikatnie i jeśli są luźne, wiem, że pieczenie dobiega końca:)
-wtedy zwiększam temperaturę do 200 stopni, by podrumienić skórkę
5.Farsz do gęsi:
-możesz użyć po prostu całych jabłek ze skórą i gniazdami nasiennymi, umytych, osuszonych i nakłutych, by nie wybuchły:) w trakcie porcjowania upieczonej gęsi
-możesz też:
obrać jabłka
usunąć gniazda
pokroić w ok. centymetrową kostkę
doprawić farsz do smaku ulubionymi przyprawami (ja daję te piernikowe: cynamon, kardamon, czarny pieprz, gałkę muszkatołową, miód; niektórzy dają też rodzynki, wędzone śliwki, suszone morele, ja poprzestaję na jabłkach)
możesz dodać dołączone do gęsi, zmielone podroby (podgotowane lub surowe – jeśli lubisz, ja podgotowuję, chłodzę, mielę i do podrobów daję pianę z białka jednego jaja ubitą na sztywno) lub inne mielone mięso
Nie szaleję z przyprawami, przygotowując gęsią tuszkę, bo mam później większy wybór przy serwowaniu dodatków:) Lubię gęś z konfiturą z żurawiny, duszoną modrą kapustą, piure z gotowanych buraczków, niektórzy bardzo sobie chwalą konfiturę z jarzębiny, ja – niekoniecznie:)
Nie podaję gramatury składników do farszu, bo jego ilość zależy od wielkości gęsi, ale nigdy nie napycham gęsi do oporu, zostawiam nieco luzu, szczególnie przy farszu z mięsem
Niektórzy leją przed pieczeniem na dno brytfanki szklankę wody lub soku z jabłek w obawie przed przypaleniem, ja tego nie robię, ale nie zmienia to smaku gęsi, więc pozostawiam wybór Tobie:)
Nie smaruję niczym naczynia, w którym ma się piec gęś.
Nie bejcuję też dodatkowo gęsi.
Zamiast brytfanki (gęsiarki) można użyć rękawa do pieczenia, można też piec na blasze bez przykrywania, ale trzeba wtedy ograniczyć do minimum otwieranie piekarnika:)
Oczywiście mogę też podać wspomniany wyżej przepis pieczenia gęsi porcjowanej, jeśli tak zdecydujesz się ją przygotować, ale już nie dziś, bo też musiałabym to przetłumaczyć, co potrwa trochę dłużej:)
W razie jakichś niejasności – pytaj, odpowiem, jeśli będę umiała:)
Smacznego:)
Leno dzięki ,że poświęciłaś mi tyle czasu .Mam wprawę w pieczeniu kaczek z jabłkami ale teraz wyjątkowa okazja Urodziny mojego syna . Będzie gąska z farszem (podroby i kasza ) taki robiła moja Mama .Jutro działam od rana a Tobie ślę serdeczności
Dobry wieczór, Elizo:)
O! To poważna okazja:) Życzę Twojemu Synowi wszystkiego, co najlepsze.
Bez przesady z tym poświęcaniem – lubię pisać o jedzonku:)
Trzymam kciuki za jutrzejszy debiut:)
Pozdrawiam:)
Dzisiaj całkiem przyzwoicie, zrobione, co było do zrobienia. Uwaga, jutro od rana mnie nie ma, pojawię się dopiero po południu/ wieczorkiem.
A w piątek wybywam (ale za to w niedzielę wracam).
A teraz już przerwa.
I co my bez Ciebie tyle czasu zrobimy…
Ponieważ zbliża się nowy miesiąc, pozwolę sobie zapytać: kto z państwa jest chętny wybrać i przedstawić wiersz Patronki?
To ja spróbuję. Miałem koncepcję, ale mi się trochę przestawiła. Co nie znaczy, że nie mogę mieć innej.
Już mam koncepcję. Proponuję, żeby w związku z przedłużającymi się do kwietnia objawami zimy dać ten wiersz – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/poezja.org/wz/Osiecka_Agnieszka/1057/Rozbieliły_się
Wystawisz w niedzielę?
Tak, zaraz sobie zapiszę.
Skończyła się środa (jak dla mnie), idę pod kordełkę.
Dobranoc.
Spokojnej!
Przytulnej! 🙂
Dobranocka.
Dzisiaj jeden z moich ulubionych utworów, „Your Song”, ale nie w wykonaniu oryginalnym (czyli Eltona Johna), ani Ewana McGregora (z „Moulin Rouge!”), tylko w takim oto.
Snów o piosenkach tylko dla tej jednej osoby.
Czyżby Makówka jeszcze nie wróciła z wyprawy?
Cicho i pusto, to i ja idę spać. Dobrych snów, Wyspo! Mogą być nawet skośnookie! 😉

Spokojnej!
Wróciłam!
W tej chwili dopiero.
A ja jeszcze gaszę branżowe pożary, ale cały czas tu zerkam!
A ja muszę coś zjeść i wskoczyć do wanny.
Tam wskakiwanie do wanny, tu gaszenie pożaru. Powiedziałbym, że są pewne cechy wspólne
Ugasiłeś?
Bo ja zjadłam jajecznicę w ramach obiadokolacji i już wykąpana kukam na Wyspę, ale chyba tylko po to, by za chwilę się pożegnać.
Tak. Właśnie ze mnie opada cały dzień, a jutro następny niełatwy.
Spokojnie się żegnaj i ja też umykam.
„Po dniu utrapień, zgiełku, wrzawy,
Kiedy wytchnienia przyjdzie chwila,
Gdy głowa sennie się przychyla
I w ciszy płynie czas łaskawy,
Kiedy się pióro chwieje w dłoni,
Bezwolne nad stronicą czystą,
Gdy srebrna cisza w uszach dzwoni,
Wsłuchaj się w ciszę tę srebrzystą.”
(„Rozmowa z ciszą” – A. Słonimski)
Snów posrebrzonych, Wyspo…
Dobranoc:)
O, piękne!
Dobranoc.
To ja się już o tej porze wsłuchiwałem… 😉
DOBRANOC!
I nawzajem!
Dzień dobry
Wstał ciepły, ale pochmurny dzień… Ciekawe czy będzie padać…
Dzień dobry, zaraz wybywam…
Przyjemności
Witajcie!
Owocnej podróży Quackowi, przyjemności wam wszystkim!
Odespane, pochmurne dzień dobry!
Odespane, ale czy wypoczęte? Po całodziennej wycieczce…
Dziś planuję leniuchować w domu, wczoraj faktycznie cały dzień od rana do wieczora „wycieczkowałam”.
Podziwiam Twoją kondycję.
Kondycji brak, ale jest silna motywacja i ciągła walka z własnym organizmem. Jednak doceniam i cieszę się, że jest jak jest, że jeszcze jakoś daję radę.
Jeszcze w zielone gramy…
„Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera
Gramy w nim swoje role, naturszczycy bez suflera
W najróżniejszych sztukach gramy, lecz w tej, co się skończy źle
Jeszcze nie, długo nie”.
Oby !
Dzień dobry


Za oknem jeszcze ciemno… na dziś zapowiadają przelotne deszcze
W tygodniu może być, byle na weekend była ładna pogoda
Miłego dnia wszystkim życzę

A wyjeżdżającym (jak Mistrz Q) udanego wyjazdu
Już jestem z powrotem, ten wyjazd był lokalny, załatwiłem wszystko, co miałem do załatwienia. Teraz jeszcze popracować trzeba.
A wyjazd weekendowy jutro.
To może jak tak cicho na Wyspie, pokażę kilka zdjątek z wczoraj? Bo z aparatem się niemal nie rozstaję i pstrykam co popadnie
Takie kwiatki – jedne z moich ulubionych
Drozd wędrowny… ustawił mi się jak do zdjęcia, więc grzechem byłoby nie skorzystać
Czyż złotawy – samiczka…
… i para od niej, czyli samczyk czyża złotawego. Już w barwach lęgowych, żółty jak cytrynka
Oczywiście mam więcej zdjęć, ale te wydają mi się najciekawsze
Piękne!!!
Matka Natura jest piękna i różnorodna!
Piękne uzupełnienie wpisu.
Mam tych różnych zdjątek/pstryczków całą masę, ale przecież nie mogę zmienić Madagaskaru w Ptasią Wyspę
Jest tu miejsce i na ptaki i na ludziki – na razie miejsca nie brakuje!
Na pieski i kotki też zawsze się znajduje miejsce.
A… i kwiatki
Dobry wieczór, Miralko:)
Rzeczywiście piękne. Zdjęcia i okazy.
Szczególnie pani czyżowa w tych seledynkach, bieli i granacie – szyk i elegancja:)
Pozdrawiam:)
Dziękuję Leno za miłe słowa

Moja zasługa w robieniu zdjęć niewielka… to te ptaki są takie piękne i ciekawe
Zajrzyj na pocztę . Przesłałem fotografię orła . Pozdrowionka .
Zajrzałam



To Bald Eagle, czyli bielik amerykański. Piękny i wielki ptak
I faktycznie, jest on amerykańskim godłem…
Dziękuję Maksiu
I pozdrawiam cieplutko
Pokazałam małe co nieco i lecę przygotować mięsko do wędzenia, bo już się nam wędlina kończy…
A przy okazji, jak już będę w kuchni, przygotuję mięsko na obiad…
Same smakowite wieści! Dobrze, że już jestem po obiadku!
Trochę się utuptałam, ale obiad tylko wstawiać do piekarnika


U mnie dopiero po 11, więc do obiadu zostało trochę…
Dziś kuchnia serwuje zupę kalafiorową, zrazy zawijane, ryż, sałatkę z pomidorów i kompot z porzeczek
Deser niech sobie mąż sam wymyśla
Mogę to pisać, bo na pewno jesteście już wszyscy po obiedzie
Po czy przed, ale i tak zrazy bym zjadła…
Szkoda, że nie mam jak Ci ich podesłać
Aż żal, że przez internet się nie da…
Tu nawet skype, Zoom, WhatsApp i inne takie są bezradne.
Zraz, albo i nawet ze dwa razy…
Dobry obiadek
Siedzę w domu, to wymyślam, żeby za często się nie powtarzać. Trudno codziennie jeść to samo. Tylko zupy nie umiem ugotować na raz na dwie osoby… jakoś zawsze mi zostaje i dwa dni z rzędu jemy taką samą…
Koniec pracy i przerwa. Dzisiaj tak lakonicznie.
Deszcz pada, ciśnienie idzie w dół, czuję się zmęczona, idę spać.
Dobranoc.
Niech krople deszczu kołyszą Cię do snu…
Spokojnej!
No to jestem, przerwa się wybitnie przedłużyła, ale musieliśmy parę domowych spraw omówić przed wyjazdem jeszcze.
Późne dobry wieczór, Wyspo:)
Nieco obolałe, bo po wczorajszych sznureczkowych szaleństwach mam zakwasy w lewej ręce:)
Dobry wieczór, Sznureczkowa Pani! 🙂
Witaj, Tetryku:)
Tak mi się skojarzyło ze sznureczkami (od 3.17 do 5.33)
🙂
Pozdrawiam:)
Robi wrażenie …
Dobry wieczór, Makówko:)
Zwłaszcza, jeśli się wie, że u tego chłopca w szarych spodniach zdiagnozowano w dzieciństwie autyzm.
Nazywa się Ildar Gajnutdinow i dziś jest wyśmienitym tancerzem:):
Dziękuję. Ta informacja faktycznie wzmacnia wrażenie i daje dużą dawkę optymizmu dla innych dzieci z autyzmem i ich rodziców.
Dobry wieczór!
Dobranocka.
To jest ciekawa sprawa, jakiś czas temu już to zagrałem na dobranoc, ale cały czas miałem problem z tytułem, bo jak go przepuścić przez translatory i słowniki, to wychodzi „księżycowy taniec” („Moon Dance”), szkopuł w tym, że pan Vollenweider nagrał taki utwór na jednej płycie i to jest zupełnie inny utwór! Aliści po dłuższym czasie odezwała się jedna znajoma, mieszkająca w Szwajcarii, i wyjaśniła mi, że to może być specyficznie zapisywana (i wymawiana) przez niemieckojęzycznych obywateli Szwajcarii nazwa miasta we francuskojęzycznej części tego kraju – Montreux! Co tym bardziej prawdopodobne, że tam się odbywa festiwal jazzowy, na którym AV występował.
Snów o znajdowaniu właściwych słów!
Takie historie mogą wpędzić tłumacza w depresję! Ale – dobrze mieć szerokie znajomości!
Nagranie się raptownie urywa, ale – o dziwo! – wszystkie inne wersje, które podsuwał mi usłużny Google miały tę samą długość…
Widocznie z jednego źródła. Aż tak dobry nie jestem, żeby namierzyć, z jakiego to programu i zobaczyć, czy gdzieś nie ma całości.
Może to właśnie z Montreux?
„Czekam i czekam. Jest kwiecień,
ciepła i czuła noc w kwietniu,
więc trawa rośnie i gwiazdy słuchają –
idą tak cicho w nocy po drodze
i żadna nie potyka się i nie upada!”
(„Noc pragnienia” – K. Boye
tł. R. Mierzejewski)
Nie o księżycowym tańcu w Montreux wprawdzie, ale, myślę, słowa dobrane całkiem, całkiem:)
Dobry wieczór, Quacku:)
Och, ten opis to dla mnie nie jest kwiecień, tylko wakacje na Kaszubach i nocny spacer po ciemku polną drogą pod gwiazdami, które tam widać oszałamiająco, włącznie z Drogą Mleczną. Właśnie tak, idą cicho bez potknięć.
A u nas sierpień:)
Bardzo już ciemne noce, zagubiona droga wśród gęstwy, prowadząca nad jezioro, w którym odbijają się gwiazdy:)
Znam piękną baśń o Drodze Mlecznej:)
Bardzo dawno temu Zerah i Zulamith – dwoje archaniołów pokochało się tak, jak wolno było kochać wyłącznie śmiertelnym. Złamali prawo boskie i Wszechmogący musiał obydwoje ukarać. Zostali wygnani i rozłączeni. Zerath miała na zawsze pozostać na gwieździe po jednej stronie bezkresnego nieba, a jej ukochany – Zulamith – po przeciwnej. Bardzo za sobą tęsknili, więc każde z nich, nic nie wiedząc o poczynaniach drugiego, zaczęło budowę świetlnego mostu. Trwało to bardzo długo, ale wreszcie, po wielu tysiącach lat, spotkali się w pół drogi i padli sobie w objęcia.
Gdy inni archaniołowie dowiedzieli się o tym, zjawili się przed obliczem Wszechmogącego, żądając kary dla zuchwalców i zburzenia mostu. Ten jednak odparł, że tego, co we wszechświecie stworzyła prawdziwa miłość, nawet Wszechmogący nie ma prawa zniszczyć.
Most pozostał i nazwano go Drogą Mleczną. Jest to ta sama Droga Mleczna, którą i my możemy podziwiać, patrząc w niebo…
🙂
Piękna baśń o wszechmocy miłości.
🙂
O, przepiękne. Powrót do korzeni czasem jest odświeżający.
Chyba w każdym z nas zachował się okruszek dziecięctwa:)
Tylko im dalej, tym trudniej tę drobinkę wyłuskać:)
Ja wyłuskuję na każdej wycieczce:)
Oj, prawda. Ale czasem się da. A Wyspa w tym pomaga (jeżeli ktoś nie bardzo może na wycieczki z Makówką
)
Dlatego do końca życia należy wyłuskiwać ten okruszek.
Na ile zdrowie i siły pozwolą.
Hmmm… ale tak chodzić cały czas z tym okruszkiem na wierzchu?
Ten okruszek jest w duszy, nie na wierzchu.
Na zewnątrz widać jedynie czasami zachowanie nieadekwatne do wieku.
Kończę pracę zdalną, jutro normalna, więc trzeba się już udać za Bożenką 😉

Spokojnej!
Dobrej nocki, Tetryku:)
Miłej nocy tym, co już śpią. Ja jeszcze chwilkę będę.
To zupełnie jak ja
Snów z odrobiną dzieciństwa, młodości Wam życzę.
DOBRANOC!
Umykam także, dobranoc!
Dzień dobry
Dziś żegnamy kwiecień, na razie słonecznie…
Witajcie!
Dzień zaczął się tak, jak wczorajszy kończył: szarym szlochem. Ale już jest lepiej, już widzę z okna budynek klasztoru na Srebrnej górze.
Taka odrobina optymizmu na dzień dobry!
I niech taki będzie przez cały dzień
Dzień dobry, jeszcze przed wyjazdem. Pakowanie i takie tam…
Przyjemności i wracaj szczęśliwie
Witam pochmurnie, ale bez deszczu.
Przywitałam się pochmurnie, a wkrótce zrobił się piękny, słoneczny, ciepły dzień.
A ja tylko spacerek na plac i kobieta domowa.
A Wyspiarze wszyscy znikli?
E, nie wszyscy. Po prostu musiałem się przespać po pracy
Wyspany? Wypoczęty?
To i może znajdzie się towarzystwo na nocną zmianę?
Bo Q już chyba pojechał, więc na niego liczyć nie można.
No zobaczymy – ostatnio mnie dziwnie rozkłada ok. 23., więc nie wiem jak będzie dzisiaj
Biedna Makówka, zostanie w nocy sama…
Ależ skąd z kotem i laptopem!
No to jakaś pociecha…
Quacka nie ma, to na dobranockę zaproponuję delikatną balladę w wykonaniu norweskiej piosenkarki Sissel Kyrkjebø, na którą niedawno się w otchłaniach YouTuby natknąłem.
„The First Time Ever I Saw Your Face” czyli „Pierwszy raz, gdy cię ujrzałem…”
Faktycznie ładne. Żebym jeszcze znała tekst piosenki…
Śpij dobrze Bożenko!
Zajrzyj tutaj i wciśnij „Pokaż tłumaczenie”…
Dziękuję.
Ładne to… W sam raz do uśpienia…
No to dobranoc
Romantycznych snów! 😉
Dużośmy się nie nagadali, zatem pora zapalić lampkę. Dobrych snów już śpiącym i wkrótce śpiącym! 🙂

Do rozmowy potrzeba minimum dwóch osób.
Pożegnam się więc jako ta wkrótce śpiąca -DOBRANOC!
Dzień dobry
Witaj maj, piękny maj… szkoda że taki pochmurny 
Witajcie!
Pogoda rzeczywiście stara się nam jeszcze dokopać…
To może Gienia nam pomoże?
Dobra myśl!

Witajcie!
Mogę herbatę, kanapkę i ciasteczko?
Bardzo proszę.
Mamy już nowy miesiąc, czas by było na Osiecką. Jednak ja się nie zdobędę na to, bo trudno mi się zdecydować… Myślę, że ktoś inny zrobi to lepiej
Quackie obiecał opublikować Patronkę jutro, jak tylko wróci.
Cieszę się
Zanim Q wróci i będziemy omawiać poezję dodam zdjęcie pasujące trochę do spacerków.
Jak uruchomicie wyobraźnię to gdzieś tam pewnie jakieś ptaszki wypatrzycie.
We mgle się schowały? No cóż, taka pogoda dziś rano w Stróży; dziecko mi wysłało.
Ciekawe zdjęcie, uroczo wygląda w tej mgle…
Też mi się spodobało i dlatego tu umieściłam.
Ale
gdyby syn się dowiedział…, że jego zdjęcie pokazuję publicznie.
Klimatyczny widok, ale ja jednak nie pojechałam, moje stawy i kręgosłup nie tolerują wilgoci i zimna.
Syn pojechał, puścił wodę, ogrzewa chatkę. Mimo palenia w kominku i grzania piecem akumulacyjnym nadal w domku jest 15 stopni i odczuwalna wilgoć.
Ha! To dym z waszego kominka tak zasnuł okolicę?
Przemilczę te insynuacje i tylko przypomnę, że zdjęcie jest zrobione z naszej chatki i widać na nim dwa poniższe domy bliższe mgły.
A ja się już zbieram, wybieram się na spacerek. 17-ta rocznica wstąpienia Polski do UE – warto wziąć na spacer trochę gwiazdek na niebieskim tle 🙂
A ja zjadam obiad i też idę.
A ja pochodziłem pierwszomajowo po sieci i co wyczytałem ? W Kongresie USA trwa dyskusja o broni „skierowanej” wykorzystanej wobec Amerykanów w Syrii przez Rosjan . Dwa lata temu , kiedy z okazji wydarzeń na Krymie Amerykanie skierowali na Morze Czarne jeden ze swoich okrętów wojennych , to nad tym okrętem przeleciał rosyjski helikopter i na okręcie wysiadły wszystkie urządzenia elektroniczne . Okręt dowlókł się do Bułgarii i tam próbowano doprowadzić urządzenia do stanu używalności , ale nie bardzo się udało . Okazuje się , że energia „skierowana” może zakłócać również nasz system pamięciowy i tu pojawia się problem jak temu zapobiec . Okazuje się ,że minęły czasy szabel i bagnetów , oraz czołgów które decydowały o bezpieczeństwie państwa , a otwiera się nowa przestrzeń intelektualna w opanowaniu systemu sterowania naszą wolą i zachowaniem . Idzie nowe . Marsze przechodzą do historii .
Marsze przechodzą do historii -masz rację Maksiu czasy zupełnie inne, ale jednak mimo nowej broni skierowanej nadal są tacy co maszerują.
Taka na ten przykład Makówka właśnie wróciła z Marszu Europejskiego.
No i po spacerku – również dotarłem do domu. Trochę dłużej to trwało, bo właśnie zacząłem sezon rowerowy i wracałem dziwnie powoli…
No i wrócili spacerowicze. Pogoda dopisała? Chyba nie padało?
Dopisała. Było pochmurno, ale nie padało.
Nawet frekwencja (jak na pandemiczne czasy i ryzyko spisania przez Policję) była całkiem niezła.
Nie padało, nawet kałuż nie było. Za to było całkiem ciepło.
Tu nie było ciepło, wiał nieprzyjemny wiatr. Nie zachęcała pogoda do spacerów.
Natomiast w Tatrach mimo prognoz deszczu cały dzień było piękne słońce!
Quacka nie ma nadal, więc proponuję dzisiaj uwaga, niespodzianka! – Sissel Kyrkjebø, tym razem w duecie z Amerykanką Judy Kuhn. Piosenka z musicalu „Chess” nosi tytuł „I know him so well” (Znam go tak dobrze) opowiada o trudnych relacjach między kobietą a mężczyzną (tekst)
Zadumałam się nad tekstem…Eh, czy faceta da się zrozumieć?
A może kobiety robią błąd próbując zrozumieć faceta?
Uważaj na stereotypy!
Taż przecież świadomie się droczę.
Da się zrozumieć, Makóweczko, tylko trzeba uznać, że to ktoś zupełnie inny niż kobieta


Inne spojrzenie na świat, inny sposób myślenia, inne kojarzenie faktów… po prostu ktoś inny
Zrozumienie, to połowa sukcesu…
Dobranocka była, to mogę iść spać.
Dobrej nocy wszystkim życzę
Spokojnej i tobie!
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,27041657,17-lat-polski-w-ue.html?fbclid=IwAR3HkPbl9dGLjCn5w4_fOBgKMc76v2ntaov75vAiSaCeAf0fBtpI_iX_G50
Emocje emocjami, a lampka ma być!

Też racja!
Spokojnych snów tym, co już śpią, ja chyba też wkrótce.
DOBRANOC!
Dobiłam do Wyspy, więc dzień dobry
Wiało niesamowite wietrzysko, ale tutaj to normalne… i znowu zrobiło się ciepło 

Sobota była prawie piękna
W sumie dobrze, że ten wiatr, bo byłoby za gorąco – jutro „powtórka z rozrywki”, czyli ciepło (29C) i wietrznie
Byliśmy dziś w Kenosha (Wisconsin) na zakupach i jak zwykle najpierw zajechaliśmy do Zion, nad Lake Michigan. Coraz więcej zieleni – widać wiosnę!!! I z tego się cieszę

Oczywiście radość będzie zanim nastaną upały, bo tych nie lubię
Trochę kolorów wiosny na moim osiedlu:
Biały:

Różowy:

Żółty:

Jasnozielony:

Piękne!
Dzień dobry
Dziś miałam piękny sen, że spotkaliśmy się na ZOOMie.
A tymczasem wstał chłodny, deszczowy dzień…
Po co śnić? Nie lepiej zaproponować termin? Wydaje się, że niedziela zwyciężyła, ale trzeba ustalić konkretną datę.
Zgadzam się z tym, ale ja tego nie zrobię. Nie jestem w stanie
Wygląda na to, że niedziela zwycięża w rankingu, więc jutro wystawię zapytanie o wybór niedzieli.
Cieszę się, ja z góry się zgadzam, byle to nie było przed południem, a ok. 14-tej
Dziś akurat jestem, ale nie ma Quackiego.
Mogę odpowiedzieć już dziś.
Nie umiem odpowiedzieć na pytanie co do wyboru niedzieli, bo termin wycieczek nie zależy ode mnie.
Dziś np.jedyne co wiem to fakt, że najbliższa wycieczka w Tatry odbędzie się 8 lub 9 maja. Natomiast Koło PTTK (inna „moja” grupa) chodzi tylko w niedzielę.
Dziś poszli na Turbacz, ale mnie zniechęciła pogoda i dlatego siedzę w domu.
To może w przyszłości Cię nasze spotkanie i będziesz w domu?
O!
Dziś jestem, a Q już wrócił.
Miralka też widzę na Wyspie…
Otóż 8 maja jedziemy z małżonką na jej drugą dawkę szczepienia, ponoć raczej rano, jak będę wiedział na 100%, dam znać. 9 maja w niedzielę na razie nie mam planów, może jakiś spacer na miejscu?
Jeszcze raz zapytam – a dziś takie spontaniczne spotkanie tych, co są?
Takie przeddzidzie spotkania właściwego?
Bo 9 maja jak pojadę w Tatry to jednak cały dzień będę poza domem.
Przygotowanie spotkania to m.in. zrobienie prywatnego wpisu, na którym zostaną podane czas i parametry logowania. Trzeba też dać trochę czasu współautorom, aby a) zauważyli wpis; b) przypomnieli sobie, że aby go przeczytać trzeba się zalogować – no i jeszcze dać szansę niewspółautorom na zgłoszenie chęci udziału i poproszenie o dane bezpośrednimi kanałami.
A, przepraszam, czy ktoś ma Zooma z kontem, które pozwala na spotkanie więcej niż 2 osób przez czas dłuższy niż 45 minut? Bo ja już niestety nie (małżonka miała, ale odcięła płatności, kiedy dostała odgórny przykaz, żeby się przesiąść na Google Classroom).
Quacku Tetryk organizuje i myślę, że ma.
Ja korzystam sporadycznie korzystając wtedy z przesłanego mi linka.
Zresztą dobre i 45 minut na początek.
Nie mam. Po 45 minutach odnawiamy sesję i mamy kolejne 45 minut…
Witam!
Witajcie!
Trzeba przyznać, że wczorajsze popołudnie było wyjątkowo uprzejme!
Tak jest! Uprzejmie nie padało.
Dzień dobry.
Dzień dobry Lordzie!
Witaj, miło, że zajrzałeś.
Miralko, twierdzisz, że nic się nie działo, ale wprawne oko dostrzegło wyjątkowe ptaki, smukłość koni, niebieskość piór, kolos żółwia, barwy przyrody, więc oglądanie moje z tym samym zachwytem, co zawsze.
Dziękuję Ultro


Bo w zasadzie, to nic się nie działo takiego…
Przyroda (jak już wspominałam nieraz) jest barwna i często zaskakująca… cudna sama w sobie
My tylko staramy się ukazać jej piękno w naszych pstryczkach
Dzień dobry, jestem z powrotem, dzisiaj droga powrotna w deszczu, b. nieprzyjemna, dobrze, że już koniec.
Czy dobrze mi się wydaje, czy widzę bezpośrednią konieczność nowego pięterka?
Bardzo dobrze spostrzegłeś!
No to zapraszam na nowe, umówione i rocznicowe piętro poetyckie z wierszem Patronki!