W kolejce czekają grudniowe, styczniowe i lutowe spacerki, ale przy takim opóźnieniu jakie znaczenie ma chronologia?
O tym, że urodziny/Imieniny są jak dzida bojowa to wszyscy wiedzą, prawda?

PRZEDDZIDZIE – 6.03.21
Wcześnie rano wyjeżdżamy z Krakowa, aby przed obiadem pójść jeszcze na wycieczkę.

Niech Was nie zmyli drogowskaz. Choć? Przecież mogłabym napisać, że poszłam na Turbacz, prawda?
Otóż nie! – szłam tylko „w kierunku”, a i tak ledwo wlokłam się na końcu, a potem już całkiem sama.
Planowany był powrót tą samą drogą tam, gdzie stoją samochody, więc mogłam zawrócić w dowolnym momencie.
Brak mojej kondycji został mi wynagrodzony zawieraniem na szlaku miłych znajomości.
Z takim milutkim psem i jego właścicielami.

Albo z sympatycznym Austryjakiem mieszkającym w Warszawie.
Po pretekstem odpoczynku pstrykałam fotki.





Dopiero teraz jedziemy do Ochotnicy, czyli tam, gdzie mamy nocleg.
Ochotnica Górna wraz z Ochotnicą Dolną – do czasu podziału administracyjnego w 1910 roku – tworzyły najdłuższą wieś w Polsce (Ochotnicę), która liczyła niespełna 25 kilometrów. Od 2018 roku tytuł ten należy do wsi Zawoja położonej w powiecie suskim.
Miejscowość Ochotnica położona jest na bardzo zróżnicowanej wysokości. Zabudowania Ochotnicy Górnej sięgają od 550 m n.p.m (na granicy z Ochotnicą Dolną) do nawet 1030 m n.p.m (osiedle Skałka, jedno z najwyżej położonych w Polsce).
Początkowo Ochotnica Dolna i Ochotnica Górna stanowiły jedną wieś, której dokument lokacyjny w 1416 r. wydał Władysław Jagiełło. Jej pierwszym sołtysem był Dawid Wołoch. Wieś nosiła wtedy nazwę Ochodnicza i składała się z dwóch osad, polskiej i wołoskiej i ruskiej. Pierwsza nazwa Ochotnicy (Ochodnicza) wywodzi się z tego, że stanowiła ścieżkę umożliwiającą obejście dla kupców z Nowego Targu wędrujących na Sądecczyznę. Nazwa wsi w obecnej postaci występuje od połowy XVI w., kiedy w dolinie Ochotnicy powstała wieś Babieniec (obecnie Ochotnica Górna). Nazwa ta w języku serbskim oznacza halę wypasową, co sugeruje, że było to wcześniej miejsce wypasu używane przez pasterzy wołoskich. W XVIII w. z powodu napływu osadników polskich Wołosi i Rusini stanowili już w Ochotnicy mniejszość. W 1910 r. powstała druga parafia i Ochotnica została formalnie podzielona na Górną i Dolną.
O wydarzeniach z okresu II wojny światowej porozmawiamy w komentarzach.
Mamy 30 minut na wniesienie bagażu do pokoi, zjedzenie obiadu i biegiem na kulig.

I gdzie te niedowiarki, które sugerowały kulig na kółkach?
W połowie kuligu – ognisko.

A przy ognisku smakołyki (i oczywiście trunki).


Placki przekrawało się wzdłuż, nadziewało mięsem i podgrzewało na ognisku. Oscypki po pogrzaniu jadło się z żurawiną.

Wracamy, już czeka następna grupa „kuligowiczów”.Schodzimy z sań, a z grupy młodych ludzi młody, przystojny pan woła do mnie „znowu się spotykamy?”
Moje towarzystwo zaintrygowane „twój znajomy?”. Skromnie spuszczam oczy i mówię od niechcenia „a to taki Austryjak z Warszawy, spotkałam go na trasie”.
„No tak kondycji nie miała, wlokła się z tyłu…” – coś tam szepczą między sobą zazdrośnicy.

Wracamy do domu, krótki odpoczynek, rozpakowanie się i idziemy do „chatki”, gdzie na ognisku podgrzewamy czego nie dojedliśmy w czasie kuligu.

Dojadamy, dopijamy i słuchamy Gospodarza (to ten w tych wełnianych skarpetkach).
Jest właścicielem wielu hektarów lasu, o każdym drzewie potrafi coś ciekawego powiedzieć -które, z którym najlepiej rośnie itd. Potem opowiada o walkach, które tu się toczyły, ale na tematy aktualne -też ma dużo do powiedzenia. Można by go słuchać do rana, ale jesteśmy zmęczeni, a i on od 4 rano na nogach.
ŚRÓDDZIDZIE -7.03.21.
Po pysznym śniadaniu zwiedzamy gospodarstwo. Gospodarz znów się rozgadał, bo każdy królik, kogut, kura ma inny charakter, o każdym zwierzaku mógłby opowiadać. Widać, że kocha to swoje gospodarstwo, te swoje zwierzęta.
Jest koń, krowa, świnia, gęsi, koguty, kury, króliki i oczywiście koty, psy.


To tu paliliśmy w sobotę wieczorem ognisko, aby powyjadać resztki z kuligu.

Moglibyśmy tak słuchać i słuchać, ale czas się żegnać i iść na wycieczkę.
Niestety z moją kondycją jest jeszcze gorzej jak poprzedniego dnia. Wszyscy idą więc dalej, a ja zostaję w gorczańskiej chatce.
Zanim jednak do niej dotarłam moją uwagę zwrócił taki oto napis.

Chatka wygląda tak:


Gorczańska Chata – „GoCha” (dawniej Hawiarska Koliba)oraz przez krótki czas Gorczańsko-Ochotnicka Chatka Akademicka „Gocha”– chatka studencka w Gorcach, będąca własnością Oddziału Akademickiego PTTK w Krakowie obecnie prowadzona przez Stowarzyszenie Turystyczno – Krajoznawcze GUG.
Znajduje się na południowych stokach Pasma Gorca, w zaszytej wśród gór i lasów Ochotnicy Górnej.
Położona jest z dala od centrum wsi, w bocznej dolinie potoku Jamne, Do schroniska nie jest możliwy dojazd samochodem, dojście wyłącznie pieszo, stromą drogą przez świerkowy las.
Dawna nazwa schroniska pochodzi od nazwy Studenckiego Klubu Organizatorów i Sympatyków Turystyki „Hawiarska Koliba” przy AGH w Krakowie. Koliba w gwarze góralskiej oznacza po prostu szałas, bacówkę, zaś hawiarzami dawniej nazywano górniko–hutników, zajmujących się poszukiwaniem, wydobywaniem i wytapianiem rud .
Wita mnie kot – ociera się o moje nogi, mruczy albo tarza się w śniegu.

Wchodzę do środka – nikogo. Są tabliczki informujące, co wtedy należy zrobić.


Świadczą o poczuciu humoru, bo w schronisku i najbliższej okolicy chatki nie ma zasięgu (tam gdzie nocowaliśmy również).
W końcu na schodach pojawia się młody mężczyzna w krótkich spodenkach i klapkach. Pytam go o herbatę (choć mam w termosie) i ciasteczko.
„Przynieść tu na ławkę , czy w środku?”
Chwila wahania i jednak decyduję , aby zaspokoić ciekawość i wejść do środka.
To był dobra decyzja ! Spędziłam miło czas, gawędząc z młodymi ludźmi. W schronisku, do którego nie ma dojazdu autem, mogą być tylko sympatyczni ludzie!
Opowiadam o gospodarzu gawędziarzu, u którego nocowaliśmy.
„A, Janusz!”. W Ochotnicy wszyscy go znają.
Na drugim planie pan, który podawał mi herbatę, na pierwszym „jego kobieta” (tak ją przedstawił) przy pracy.

Za herbatę i ciasteczka nic się nie płaci, jedynie „co łaska” do skarbonki.
Opuszczam gościnną chatkę z jej niepowtarzalną atmosferą i schodzę na dół.
Sama, gdyż moi znajomi „robią pętelkę” i do samochodów idą innym szlakiem.
Mogę więc nacieszyć się baziami i błękitnym niebem.

Przyjrzeć się domowym pierzastym.

Wysuszyć raczki przed chatką (wiszą na kijkach; słabo widać)

Ucieszyć oczy unijnymi gwiazdkami.

Po dwóch dniach pełnych wrażeń wracam do domu.
DZIDA -8.03.21
Jak obchodzić urodziny, gdy knajpy zamknięte, a zaproszenie do domu nie wchodzi w grę?
Można pospacerować razem po Parku Jordana, a potem zajrzeć na ulicę Rajską 12.
Dlaczego Rajska 12?
To tu, w nieistniejącej już Ujeżdżalni, wiece organizowały emancypantki, które domagały się prawa do edukacji, głosowania, prawa do godnego życia.
Stąd również ruszały demonstracje na rzecz praw kobiet, m.in. w marcu 1911 roku – podczas pierwszych obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet w Krakowie.

Po spełnieniu obywatelskiego obowiązku idziemy zobaczyć Dom Turecki.

Dom ten został zbudowany w 1884 r. i był wtedy dwupiętrową kamienicą. W 1910 r. przebudowano go dla Artura Teodora Rayskiego (wcześniejszego ziemianina wyznania ewangelicko − reformowanego), uczestnika powstania styczniowego, który po upadku powstania emigrował do Imperium Osmańskiego. Szczyt zdobi nadwieszona wieżyczka − minaret, otoczona galeryjką, i nakryta hełmem stożkowym z półksiężycem. W narożnikach znajdują się dwa skromniejsze minarety.
Według legendy minarety zostały zbudowane dla żony Rayskiego, muzułmanki, aby przypominały jej ojczysty Egipt, a okoliczna ludność dla przeciwwagi dla rzekomego meczetu postawiła opodal na skwerku przed jej domem kapliczkę z figurą Matki Bożej.
W rzeczywistości żoną Rayskiego była Józefa z Seroczyńskich, katoliczka, której podpis widnieje na planach kamienicy. To właśnie ona pozwoliła na budowę minaretu.
Dom przy ul. Długiej 31 w Krakowie jest budynkiem narożnym z ul. Pędzichów.
Nazwa ta pochodzi najprawdopodobniej od wsi Pędzichów, być może od pędzenia tędy bydła do miasta lub prowadzenia skazańców na szubienice miejskie, które od XV w. znajdowały się na końcu ulicy, w okolicach dzisiejszego biurowca ZUS.
U wylotu ul. Pędzichów jest zachowany do dziś kamień graniczny, pomiędzy wsią Pędzichów a wsią Kleparz.

Robi się zimno, więc gdzie można pójść, skoro do ostatnich autobusów zostało jeszcze trochę czasu? Nie chcieliście zgadywać, więc odpowiem.
Otóż zaprosiłam towarzystwo do piekarnio-cukierni na… Dworcu Głównym. Tam przy ciasteczkach „czekaliśmy na pociąg do Katowic” (no jakby kto pytał).
Wszak urodziny ma się tylko raz w roku!
ZADZIDZIE -9.03.21.
Dziecko zaprosiło mnie na narty. Warunki były bardzo dobre, armatki w pełnym ruchu.

W knajpie na górze Chełm można zjeść bigos, żurek, zapiekanki. Niestety jeść trzeba na stojąco – stoły zataśmowane, krzesła wyniesione, takie czasy… ale póki zdrowi jesteśmy korzystać należy z tego co się da.

Obrazek wyróżniający – Makówka w górach, Makówka w dolinkach, Makówka na nartach, Makówka z telefonem .
A co? – to przecież „urodzinowe makówczyne pięterko”! To zdjęcia sprzed paru lat, więc trochę przybyło kilogramów i zmarszczek, a ubyło – kondycji.




Kochani Wyspiarze zapraszam Was na moją urodzinową dzidę.
Skoro urodziny to musi być poczęstunek!
Proszę bardzo -dogadałam się z Makłowiczem i zapraszam Was na kwaśnicę na Górze Chełm
Makłowicz to nudziarz, ale kwaśnica bywa warta uwagi…
Dla mnie to było ciekawe, bo dotyczyło terenów bliskich memu sercu, miejsc, w których byłam wiele, wiele razy.
No i pełnił rolę gospodarza, gdy ja zbudowałam i znikłam.
A ja wysłuchałam Makłowicza z zainteresowaniem, może dlatego, że i mnie temat i okolica sa bliskie, a może dlatego, ze już rzadko kto opowiada w ten sposób, jak prawdziwy gawędziarz 😉
Uświadomiłam sobie, że gawędziarstwo Makłowicza jest dla nas ciekawe, bo dotyczy miejsc, do których mamy sentyment.
„Jazz na Rabie to najważniejszy jazz w moim życiu” -mówi Makłowicz, a ja myślę”Raba to dzieciństwo, czasy szkolne (wagary nad Rabą), młodość, dorosłe życie i teraz też jestem tam w lecie bardzo często”.
W Restauracji „7 smaków” jadłam w miłym towarzystwie w lecie tamtego roku.
Stara zakopianka przemierzana wielokrotnie już od najmłodszego dzieciństwa.
Zarabie, galicyjskie Myślenice…
Oranżadę to chyba wszyscy pamiętają? Ja najbardziej tą w proszku wyjadaną paluchem.
Pamiętam również, widocznie jeszcze się załapałem na tę w proszku. A potem również w woreczkach, które się chytrze przebijało słomką, żeby się nie upaprać, z tym że niektóre kolory potwornie jechały chemią (niebieski i zielony?), ale i tak się je piło.
To zamiłowanie do wyjadania oranżady w proszku tak mi zostało, że potem wyjadałam galaretki paluchem z torebki.
No widzicie! -też macie sentymenty, choć nie do jazzu na Zarabiu (pisałam zresztą o tym jazzie już kiedyś na Wyspie).
Jejku te moje pięterka spacerki, wycieczki to wszystko takie sentymenty…tak sobie pomyślalam ciekawe tylko dla mnie?
A skąd!
Galaretki ani kiślu nie próbowałem wyżerać w proszku, nie wiem, czemu. Może mi to nie przyszło do głowy.
Kisiel, budyń -nie, bo to mąka!
Ale galaretka -dalej lubię i czasem (pst)…
A Płynny owoc pamiętasz?
Ja nie pamiętam, albo znam pod inną nazwą, albo za stara jestem!
To był klarowny, niskosłodzony sok jabłkowy. Smak do dziś pamiętam!
Wtedy jeszcze nie było zatrzęsienia kartonów z sokami…
Czegoś takiego nie pamiętam. Natomiast jabole -tak.
Wtedy jeszcze jaboli nie pijałem, byłem grzecznym dzieckiem
Też byłam bardzo grzecznym, posłusznym dzieckiem trzymanym przez rodziców na krótkiej smyczy.
Jabole pamiętam z czasów studenckich i też w bardzo umiarkowanych ilościach.
Teraz w jedną wycieczkę wypijam więcej niż dawniej za cały miesiąc.
Ciszaaaa na Wyspie, a ja znikam.
Przepraszam Szanownych Gości, ale dziecko złożyło mi propozycję.
Zanim wrócę Makłowicz będzie Was częstował kwaśnicą i opowiadał o Myślenicach, Beskidzie Wyspowym itd.
Na wszelkie pytania odpowiem chętnie jak wrócę.
Cisza, bo pewnie każdy zapoznaje się z Twoim wpisem… a jest co czytać i oglądać. Makłowicz mnie nie interesuje
Dziękuję.
Wyjeżdżam z Krakowa, będę wieczorem.
Pusto,z nieba pada mokre paskudztwo.
Przeczytałem i z początku nie co się przestraszyłem. Po spotkani miłego psa miłych ludzi było zdjęcie Makówki i psa, natomiast po spotkaniu miłego Austryjaka – samotny leśny grób. Nie chciał być miły? – przeszło mi przez głowę. Na szczęście na końcu dzidy okazało się, że miły Austriak przeżył…
To prawda, mnie też to zaskoczyło, ale odetchnęłam…
Jem bigos i mało się nie zakrztusilam tak mnie ubawił komentarz T.
Dzień dobry, ogłaszam sobie przerwę. Po przerwie wrócę i przeczytam!
A ja „się odniose” jak wrócę.
Karnet mamy do 22.
Przestało padać, ale mocno wieje. Mimo tego wiatru jest cudnie.
A wiać może jeszcze silniej, dostałam ostrzeżenie.
Cisza? No to idę spać.
Dobranoc
Tak przed dobranocką? Śpij dobrze!
Spokojnej!
Grubo się zasiedziałem na przerwie, ale już jestem z powrotem, czytam i się odniosę.
No to jedziemy.
Pierwszy set, poza naprawdę świetnym psem, który – jak widać – cieszy się ze spotkania z Makówką przynajmniej tak, jak Makówka ze spotkania z nim – wzbudził we mnie pewne obawy, a mianowicie takie, że Turbacz czy nie Turbacz, szliście przez kopny śnieg. Przecież na żadnym zdjęciu nie widać przetartego szlaku!
Bardzo interesujące te fakty na temat wsi Ochotnicy, w pierwszej chwili jak przeczytałem o Jagielle i ufundowaniu wsi, pomyślałem, że może nazwa wzięła się od jakichś ochotników, co służyli w królewskiej drużynie, a król w podzięce nadał prawa ich osadzie, ale to z wołoską nazwą jest jeszcze ciekawsze.
Co do kuligu na płozach czy nie na płozach, to widzę wszystkie elementy obowiązkowe – sanie, konie, posiłek i wypiteczności! A tutaj tymczasem po niejakich opadach śniegu przyszedł deszcz i właśnie zmył całe białe, co jeszcze gdzieniegdzie leżało, więc nam zostają tylko kółka. Na kuligu i przy innych okazjach.
Och, skoro gospodarz taki elokwentny na temat lasu, to pewnie i o ptaszkach w tym lesie by potrafił opowiedzieć?
I bardzo miło się ogląda domowe zwierzęta, które sobie nie wchodzą w drogę nawzajem (myślę o kocie i psach).
Napis mnie zaintrygował – i co, rzeczywiście karmiłaś kota? Bo spodziewałbym się raczej, że to sam kot powiesił ten napis
Skojarzył mi się ten mem z napisem na lodówce: „Nie karmić kota, dostał dzisiaj już 3 obiady, sk…syn!”
Aaa, więc ta chatka to jest ta słynna Hawiarska Koliba z piosenki?! Ależ niespodzianka!
I wracamy do Krakowa.
Niebywałe, w Krakowie nawet protesty mają tradycję!
Czy minaret w Domu Tureckim rzeczywiście służył jako minaret? Ktokolwiek wzywał z wieżyczki na modlitwę?
I jeszcze narty na koniec. No, ja Wam jeszcze pokażę… Oby w przyszłym sezonie!
Tak na szybko przed wanną odpowiem.
-Jak tam będę kiedyś podpytam gospodarza o ptaszki.
-Kota nie karmiłam, jedynie głaskałam, nie miałam ze sobą myszy.
-Tak Hawiarska Koliba, ta właśnie! Czy mógłbyś jutro zrobić z tego Dobranockę, proszę
-W Krakowie wszystko ma tradycję!
Nie mogę teraz znaleźć zdjęcia samochodu z reklamą serwisu komputerowego i hasłem „Działamy od 200 lat!”. To pewnie też było w Krakowie?
A firma nie nazywała się „Morawiecki & Co.”?
No właśnie, żebym to ja znalazł!
I dobranocka ode razu, bo już późno.
Taką piosenkę znalazłem, Andrzeja Poniedzielskiego, więc poezja z muzyką i niepodrabialnym głosem.
Snów mglistych i sen ty mentalnych!
Jako m/m melduję, że wróciłam!
Tylko wyjmę buty narciarskie z plecaka, szybko coś zjem, wskoczę do wanny i już biegam po schodkach.
Och, niemal załkałem na wzmiankę o butach narciarskich!
Ale dziś się super jeździło !
Ratrakowanie 15-17. Nocne jeżdżenie do 22 -mało ludzi, dwie trasy czynne!
Zazdraszczam!
Zmykam, nim się gospodyni wykąpie! 😉

Spokojnej!
A kuku!
Gospodyni już wykąpana, leży sobie w łóżeczku z laptopem na kolanach i nadrabia zaległości w byciu gospodynią.
Śpij dobrze panie Ukratku!
Odpowiadam dalej na komentarz Quacka z 22:18.
Napisałeś-Przecież na żadnym zdjęciu nie widać przetartego szlaku!
Ależ widać, widać -na zdjęciu następnym za leśnym krzyżem oraz tuż obok drabiny w lesie (po co komu ta drabina w lesie, gdzie tylko świerki i żadnych domów w pobliżu?).
Ale Panie Q ja dla Ciebie wszystko -tu masz zdjęcie, gdzie widać ścieżkę. Wydeptaną, nie jakieś tam zapadanie się po kolana (bo i tak chodziłam nieraz).
To zdjęcie zrobiłam w sobotę 6 marca w czasie schodzenia;jak widać padał wtedy śnieg.
Dziękuję, teraz lepiej
No to ulga, że nie szliście po pas w zaspach!
„Się zdarzało”, ale nie tym razem.
Czy minaret w Domu Tureckim rzeczywiście służył jako minaret? Ktokolwiek wzywał z wieżyczki na modlitwę? -nie wiem, trzeba by poszukać informacji, może Tobie się uda?
Ha. Wnioskuję, że to raczej plotki. No i gdyby wyśpiewywano to wezwanie, to chyba ktoś by słyszał i zapamiętał i zostałoby gdzieś świadectwo (w prasie chociażby). http://www.krakow.pl/_krakowheritage/244173,2135,komunikat,dom_turecki.html
Bardzo dziękuję, na Ciebie zawsze można liczyć.
Robiąc wpis śpieszyłam się, aby zdążyć przed wyjazdem na narty, więc skopiowałam wprost tekst z fb (mam nadzieję, że gdy daję ukośne literki wiadomo, że to skopiowane od kogoś lub z Wiki? Powinnam podawać źródło, wiem).
Spoko, Wyspa to nie dzieło naukowe, nie trzeba aż tak się przejmować oznaczaniem cytatów. Chociaż oczywiście zawsze dobrze, kiedy się to zrobi.
Zasięg Wyspy jest tak elitarny, że myślę, że nic wielkiego się nie dzieje.
Gdy kopiuję z Wiki robię ukośne literki i chyba każdy się domyśla? Często skracam, coś zmieniam.
Natomiast ten wpis z fb, który też był robiony z Wiki skopiowałam wprost, ale zapytałam o zgodę tego co go zrobił.
Inaczej gdy robiłam slajdowiska, bo to wtedy było bardziej publiczne jak nasza Wyspa.
ZADZIDZIE ZADZIDZIA 11.03.21.
Quacku tylko nie płacz!
Auuu!
A serio: jakie masz buty? Bo wyglądają na proste, tylnowejściowe, najwyżej jedno- albo dwuklamrowe?
Buty bardzo, bardzo stare, jakieś przechodnie po moich dzieciach.
W Dolomitach wszyscy mi mówili, że jeżdżę na tyle szybko, że kategorycznie powinnam mieć lepsze buty.
Te są tylnowejściowe, jednoklamrowe, niewygodne i w ogóle do kitu.
-Narty odkupione od kolegi z pracy po jego żonie.Są ok.
-Natomiast kijki mają chyba ze 30 lat, bo są po mojej mamie.
-Jedynie spodnie i kurtka są kupowane w tamtym roku i to (Uwaga! Uwaga!)nowe w sklepie.
-Kask dostałam od kolegi z LO. Jest ok.(Kiedyś dałam zdjęcie na fb z nart i wtedy kolega z LO napisał „czemu jeździsz bez kasku? Odpowiedziałam „Bo nie mam!”I wtedy inny kolega z tej samej klasy LO napisał, że ma w domu niepotrzebny kask chyba po jakimś swoim dziecku).
-Gogle są porządne -to prezent Imieninowy od syna, więc nowe kupowane parę lat temu.
Ze mną wszystko to są prowizorki. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o…kasę, kasę, wiadomo.
No to się przyłączę do tych wszystkich, co mówili, koniecznie lepsze buty, skoro narty OK, cała reszta może być, ale buty jednak podstawa. Nie wiem, czy teraz jeszcze bywają dla dorosłych takie jednoklamrowe, ja mam cztery klamry. Jeżeli chcesz mieć kompromis między wygodą a sztywnością, polecam buty Nordica z różnego rodzaju przełącznikami ski-walk, te moje to już drugi model z takim czymś, odpinam drugą klamrę od góry i zyskuję swobodę chodzenia w kostce. Poprzedni model miał osobny zatrzask od tyłu i widzę, że Nordica teraz do tego wraca. Działa to jak na obrazku, akurat ze strony Lange – ale samą zasadę gorąco polecam, mimo że znajomi lepiej jeżdżący kręcą nosem, że przy takich butach nigdy nie osiągnie się takiej sztywności, jak w skorupie bez tej opcji.
A teraz już dobranoc…
Dzięki, wiem, może jednak warto WRESZCIE pomyśleć?
Kochani
Jutro (a właściwie już dziś) planuję być kobietą domową, a więc pełnić honory gospodyni pięterka.
Dzień dobry
Ponury, deszczowy dzień wstaje 
Witajcie!
A to się sportowo-zimowo zrobiło na pięterku! A za oknem zasmarkana wiosna…
Witajcie!
Zasmarkana? W tej chwili niebo różnorodne -na jednym kawału ciemna chmura, na innym czysto.
Żeby nie była zasmarkana, prosimy Gienię…
Podstawiam filiżankę.
Żeby było lżej pracującym, dzisiaj jest ŚWIATOWY DZIEŃ DRZEMKI W PRACY.
To ja dlatego spać nie mogę?
Dzień dobry, „zasmarkana” to bdb słowo na to, co za oknem. Mokro, śnieg spływa…
Tetryk to Mistrz używania właściwych słów. Na równi z Tobą Mistrzu Q!
Byłam po zakupy, wiatr chce łeb z płucami urwać…
A tu na zmianę -słońce i deszcz. Wieje bardzo, wieje troszeczkę, nie wieje i taka przeplatanka.
Tu teraz jest podobnie. W tej chwili niebo się rozpogodziło.
Ochotnica kojarzy mi się z młodością; prowadziłam wtedy obóz wędrowny i 'udało’ mi sie na nim zgubic jednego uczestnika i to wcale nie takiego wlokącego sie za grupa, a wyrywnego, który w transie pokonywania szczytów gorczańskich pomylił szlaki i zorientował sie dopiero, kiedy doszedł do wsi, ale innej 🙂 Szczęśliwie, chłopak miał kondycję i zdążył dogonic grupe, zanim wszczęlismy alarm. Mozna sie domyślac, że było to w czasach przedkomórkowych…
A Hawiarską Kolibę kojarzę, ale chyba bardziej z piosenki, niż z zycia 🙂 Dom Turecki przeciwnie, znam, bo mieszkałam blisko, a nawet w nim bywałam, mieszkała tam szkolna koleżanka, ale że to było dawno bardzo, to niewiele pamietam…
Pozdrawiam z Wrocławia, w którym snieg był, ale nie na tyle, żeby po nim saniami jeżdzic…
Miło, że zajrzałaś ikroopko!
No właśnie „w czasach przedkomórkowych” -jak my się kiedyś umawialiśmy, gdy nawet w domu mało kto miał telefon?
A ja w Domu Tureckim nigdy nie byłam, to jednak nie całkiem moje okolice.
W Krakowie też śniegu nie ma, dopiero w górach -jest.
Posłuchajmy więc, powspominajmy…
Piosenka ta kojarzy mi się z obozami harcerskimi w czasach licealnych oraz ze studenckimi ogniskami.
To wykonanie pasuje mi do stylu zapamiętanego z czasów młodości, ale gdyby Q udało się znaleźć jakieś profesjonalne wykonanie…ja zawsze chętnie, bo piosenka ta uderza w sentymentalne turystyczno krakowskie nutki tak bliskie memu sercu.
Kto by przypuszczał, że kiedyś znajdę się w tym schronisku i jako stara baba poczuję znowu zapach młodości rozmawiając z ludźmi młodszymi od moich dzieci.
Teraz myślę, że dobrze się stało, że zabrakło mi kondycji, bo dzięki temu przeżyłam kapitalne sentymentalne chwile w gorczańskiej chatce.
Wróciłam i już będę.
Weterynarz, bank, zakupy.
Przeplatanka pogodowa mnie dopadła od wiatru, że myślałam, że mnie wywieje z chodnika, po deszcz, ale i słońce.
A i całkiem niezła porcja gradu przeleciała koło południa – mam nadzieję, że cię nie obstukał…
Tylko deszcz.
A tu deszcz na zmianę ze słońcem. Alosuszył co be już jest sucho i wietrznie. Wiatr było mokre.
No to koniec pracy na dzisiaj i na ten tydzień… to znaczy tej pracy…
I przerwa.
Na pięterku dominuje temat pogody.
Postanowiłam więc trochę go zmienić i dotrzymać tego co obiecałam we wpisie.
Gorce mają swoją kartę w czasie II wojny światowej.
Podczas okupacji hitlerowskiej, w październiku 1944 r. doszło do bitwy ochotnickiej pomiędzy oddziałami niemieckimi a IV batalionem 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK oraz partyzantami radzieckimi. Starcia toczyły się w rejonie Gorca, nad potokami Jamne i Jaszcze, oraz koło przysiółka Skała. W grudniu 1944 r. w odwecie za zabicie przez partyzantów sowieckich oficera SS, Niemcy przeprowadzili pacyfikację Ochotnicy Dolnej, znaną jako Krwawa Wigilia. Spalono ok. 50 gospodarstw, zginęło 56 osób. Męczeństwo wsi upamiętnia pomnik projektu Henryka Burzca, wzniesiony w 1964 r. w centrum Ochotnicy Dolnej.
Również w czasie I wojny światowej miejsca te zapisały się w historii, co upamiętnia ta tablica.
Jak wspominałam nasz gospodarz gawędziarz o wydarzeniach z obu wojen też opowiadał.
Nie pisałam o tym na pięterku, bo i tak za duże urosło.
Patrz, nawet nie wiedziałem, że w AK był Pułk Strzelców Podhalańskich.
Straszne czasy, ale dobrze że nie idą w zapomnienie…
Otóż to!
Nie chodzi o to, aby rozpamiętywać i psuć nastrój, ale warto wiedzieć i pamiętać.
Ku przestrodze!
No, na mnie czas… Dobrej nocy wszystkim życzę i idę spać.
Spokojnej!
Śpij dobrze.
Ja teraz nie zasnę, mimo że jutro muszę wstać o 4.30!
Dobrej nocy, Bożenko! Może przyśnią ci się młodzieńcy z Podhalańskich Strzelców? Przez sen nie strzelają…
Którego wybierasz Bożenko?
Jak już, to wszystkich 😉
Takaś zachłanna?
Dobranocka.
Dawno temu była. Procol Harum i taki spokojny utwór.
Snów przytulnych.
Bardzo zmęczone dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry wieczór, Makówko:)
Dziś tylko się przywitam i pożegnam, bo ledwo widzę na oczy.
Pozdrawiam:)
Też pozdrawiam.
Odpocznij, jutro zapraszam na kulig, do chatki, do Domu Tureckiego, na kwaśnicę na Górze Chełm i na ciastka na Dworcu.
Miłej nocki, Wyspo:)
Dobrych, spokojnych snów!
Spokojnej i relaksującej!
Statecznie udam się w ślad za Bożenką i Leną. Udanej wycieczki, Makówko!

Spokojnej!
Makówko, szacunek wielki za trud i bojowość. I nie pisz więcej, że nie masz kondycji. Gdybyś biegła jak wszyscy za pędzącym przewodnikiem, nie zobaczylibyśmy ciekawych smaczków na Twoich zdjęciach, choćby z koliby.
Raz tylko byłam na takiej zorganizowanej wycieczce w Berlinie, niewiele zapamiętałam z tysiąca zabytków i dopiero, gdy się „zgubiłam”, zwiedziłam miasto. Na szczęście nie było jeszcze komórek, dlatego miałam kilka godzin spokojnego wpatrywania się w wybrane uliczki oraz podziwiania panoramy z wieży telewizyjnej.
Dziękuję Ultro za szacunek, choć hm trochę mnie zawstydzasz.
Masz rację. Teraz nie żałuję, że nie poszłam z wszystkimi, bo dzięki temu posiedziałam w gorczańskiej chatce.
Ale tak w ogóle to jednak nie jest przyjemnie iść samemu w górach. Ani bezpiecznie. Co innego zwiedzać miasto.
Cały tydzień wtedy się bardzo źle czułam, ale łudziłam się, że w górach, w towarzystwie jakoś nastąpi „cudowne ozdrowienie”.
Mała przerwa na pakowanie.
Choć? Czy mi się w ogóle opłaca iść spać?
Skoro muszę wstać o 4.30?
Ja bym jednak chociaż trochę snu złapał.
To spakuj mnie szybciutko, a ja się położę…
Nie sięgam
Odległość większa od…?
…od możliwości chyba. No nie ma siły, z Gdyni do Krakowa nie sięgnę
Trudno, muszę sama.
Pożegnam się więc (setnym komentarzem)
DOBRANOC!
Witajcie!
Dzień dobry
Widzę że Makówka frunie już na wycieczkę
Pięknej pogody życzę 
Makówka już jechała autobusem, tramwajem i teraz już w pociągu w Jasieniu.
Muszę powiedzieć, że Cię podziwiam… Ja jestem zbyt leniwa na takie podróże. Ale życzę Ci dużo przyjemności
Reszta jeszcze śpi? Może Gienia dopomoże…

A dla naszej Podróżniczki, termos z herbatą…
Dziękuję.
Witajcie! Już
po zakupach i śniadaniu, chętnie dołączam się do kawy

Wygląda na to, że Majeczka w USA znalazła się na celowniku trollowskich botów. Nie otwierajcie tych komentarzy, znajdziecie tam linki, których uruchomienie może sprowadzić kłopoty. Najczęściej sugerują okazje zarobku np. na bitcoinach, lub „tanim” zakupie jakichś towarów. Linki i adresy często wskazują na rosyjskie pochodzenie – domena .ru
Jak tylko widzę, edytuję i zaznaczam jako spam. Nie da się Akismetowi powiedzieć, żeby na takie komentarze (pod tym postem) zwracał uwagę bardziej?
Trochę trudno sformułować proste kryterium dla Akismeta – zablokowałem komentarze dla tego wpisu.
Zobaczymy, który będzie następny…
O widzisz. Tak, zachowujemy czujność.
Ja nie otwieram żadnych wiadomości, niewiadomego pochodzenia. Natychmiast je likwiduję.
I bardzo słusznie!
Ja też nie otwieram żadnych podejrzanych wiadomości. Część wywalam od razu, a część zachowuję do wizyty syna. On potrafi sprawdzić, która wiadomość jest ok., a która nie
Nie chcę wpuścić do swego komputera jakiegoś wirusa… potem tylko problem z pozbyciem się go…
Dzień dobry, najpierw pospałem do oporu, opór wszedł do pokoju przed dziewiątą i pojechaliśmy na zakupy, a teraz już jestem.
Na zakupach byłam wczoraj. Dziś zajmuję się domem.
A ja jeszcze pracuję nad dodatkowym zleceniem, które usiłuję pogodzić z normalną pracą…
Dzień dobry



Podziwiam kondycję Makóweczki (pomimo pisania o jej braku)
A na kulig sama chętnie bym się wybrała
Pamiętam atmosferę takich wyjazdów – bywało cudnie
Och, prawda. Wyrypy licealne, a choćby tylko spotkania na ogniskach gdzieś pod miastem (co w Kielcach oznaczało Góry Świętokrzyskie, niskie bo niskie, ale zawsze)…
Witaj Miralko!
Przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam, wczoraj przeczytałam, ale już nie miałam siły odpowiadać.
Pół wieku temu, byłam zakochana w Tatrach. Biegałam po nich jak kozica, nie wiedziałam co to ból nóg, czy zmęczenie. Niestety, zostały tylko wspomnienia i kilka zdjęć…
Ależ dlaczego „niestety”? To właśnie piękne
I po to też się chodzi, żeby chłonąć i przeżywać pozytywnie, również po latach.
„Niestety”, bo to już nie wróci
„Dusza boli , serce płacze ” w piosence , a realu ? Pozaklejali usta na całym świecie i nawet zakląć po męsku nie ma jak ,bo wychodzi jakiś bełkot tylko . I każdy orze jak może . Kiedyś , w okresie słusznie minionym był taki wierszyk : Minęły czasy śliczna panienko gitar , klarnetów , mandolin , kiedy to facet przychodził pod twe okienko i smętnie dyndolił . Dziś jest panienko inaczej , niech się panienka nie gniewa ,bo jeśli przychodzę pod twe okienko , to nie gram i nie śpiewam . Staję w ogonku ,idę powoli i zamiast pięknego gestu , mówię : Pani pozwoli dwa znaczki na polecony ! Wiersz jest trochę dłuższy , ale chodzi mi sens zmian na świecie , które zamieszały wszystkim w głowach . Oprócz słusznych i racjonalnych komentarzy jest wiele zaprzeczeń i podejrzeń o totalny światowy spisek . Smutne to , ale trzeba z tym dać sobie radę .
No to chociaż na Wyspie się możemy pocieszyć. Wykroić sobie kawałek normalności w wirtualu.
To prawda . W różnych internetowych portalach można tracić czas , ale nie wiele jest tam ciekawych obrazów dla naszej psychiki . Globalna polityka i sprzedaż za pieniądze wszystkiego co tylko się da . Czy mamy jeszcze szansę posłuchać takich zespołów jak Mazowsze , Śląsk , czy Zespołu Artystycznego Polskiego Wojska , oraz innych wcześniej znanych zespołów artystycznych . Są oczywiście nagrania , ale obecność na koncercie różni się od emocji emocji ze słuchawkami na uszach . Powtórzę , cierpimy ,ale uszlachetnia się nasza dusza ,tylko czy mamy dusze ? Oto jest pytanie …
Odpowiem cytatem z wieszcza
Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.
Jeśli tak – to mijają lata , a obiekt dyskusji nie zmienia się . Coś w tym bezruchu jest . Wszak w Dekalogu sprzed paru tysięcy lat , jest mowa o : Nie kradnij , nie zabijaj , nie cudzołóż , nie mów fałszywego świadectwa itd . a na co dzień mamy tego od cholery mimo spowiedzi , przyrzekania , że się poprawię . Jesteśmy stabilni w swoich zachowaniach od wieków . Rewolucję coś twm próbowały zmienić , ale po latach prawie wszystko wracało do poprzednich norm . Nie mam pojęcia jak okreslić taką sytuację .
Mam wrażenie, że rozwój technologii jest o wiele, wiele szybszy od rozwoju mózgu ludzkiego. I jeżeli cokolwiek nas zabije jako cywilizację, to nie nasza technologia ani jej następstwa (dajmy na to klimatyczne), tylko właśnie niedojrzałe, zwierzęce instynkty, które powodują te paskudne, stabilne zachowania.
Czytam właśnie „Homo deus” Harariego, gdzie sporo miejsca jest poświęcone przyczynom ewolucyjnego sukcesu homo sapiens (wg niego nie hipotetyczna „dusza”, tylko umiejętność masowej współpracy z obcymi przedstawicielami gatunku) oraz perspektywom rozwoju sytuacji.
Sukces homo sapiens jest poza dyskusją , ale natura , która nie kończyła żadnych technicznych studiów zaprojektowała sposób łączenia fragmentów ptasich piór na zamek błyskawiczny . To człowiek podejrzał to rozwiązanie i wprowadził do praktyki użytkowej . Jakie doświadczenie miała natura projektując ptasie pióra ? Jest nad czym myśleć obserwując otaczający nas świat .
Człowiek większość wynalazków wziął wzorując się na naturze.
Teraz dopiero poczytałam Waszą ciekawą dyskusję zapoczątkowaną przez Maksia (Maksiu! dziękuję).
Cóż człowiek ze swoją techniką stale jeszcze może się dużo uczyć od MATKI NATURY.
Filipinki… kiedy to było
Wyspane, pospacerkowane i przedkoralikowe dobry wieczór, Wyspo:)
O, to dobrze przewietrzona!
Witaj, Quacku:)
A nawet – przewietrzone:)
Dziś już spokojniej, ale wcześniej była taka zawiejucha, że mało głów nam nie pourywało:)
O, to nawet przewiane! Tu tak było w nocy, na szczęście nie musieliśmy wychodzić.
Szczęściarze:)
Nawet jeśli nie mam fuchy w terenie, to z Psiułką muszę wyjść.
Mogłabym ją wypuścić do ogródka, ale tak się cieszy, gdy widzi, że biorę smycz, że nie mam sumienia puszczać jej samej:)
Trochę zazdroszczę, a trochę nie (właśnie w związku z pogodą). Gdyby nie alergia…
Jeśli chodzi o zwierzątka, to jesteśmy rodzinnie uczuleni tylko na sierść króliczą. Za to nadrabiamy pokarmowo, detergentowo, pyłkowo i błonkoskrzydłowo.
Uciążliwe, ale pocieszamy się, że bywają gorsze przypadłości:)
Witaj, Makówko:)
Atrakcje na urodzinowym wybyciu sypały się jak z rogu obfitości:)
Piękne widoczki, smakowite dania i urocze chałupki. A do tego miłe spotkania z niebanalnymi ludźmi – czego chcieć więcej:)
Bazie podpowiadają, że wiosna coraz bliżej, a oparta o drzewo drabina bez śladów wspinania sugeruje, że są wygodniejsze drogi do nieba:)
Czytając o działaniach wojennych, pomyślałam sobie, że niewiele u nas miejsc wolnych od zmagań z wrogiem. Właściwie co krok można się natknąć na miejsce potyczki, rzezi, kaźni…
A – by dłużej nie smęcić – pospacerkowałam sobie z Tobą z przyjemnością, jak zawsze:)
Witaj Leno!
Bardzo ładne podsumowanie -dziękuję.
Zauroczyło mnie to zdanie o drabinie.
Cieszę się, że Ci się miło spacerowało.
Wróciłam.
Zmęczona, niewyspana, zmarznięta, ale bardzo, bardzo szczęśliwa i wyśmiana.
…i to w dodatku wyśmiana przez siebie 😉
Nie przez siebie tylko wyśmiana z innymi śmiejącymi się osobami.
Najważniejsze że się dobrze bawiłaś. Teraz się rozgrzej i odpocznij.
Ja też idę spać.
Dobranoc
Już się rozgrzałam zupą, a potem w wannie.
Śpij dobrze, ja jeszcze przebiegnę po schodkach.
Spokojnej!
Kochani, zobaczyłam, że przybyło komentarzy, dziękuję, cieszę się, ale wybaczcie musiałam wstać o 4.30, padam, jutro odpowiem.
DOBRANOC!
Zdecydowanie spokojnej!
Śpijcie dobrze, dziewczyny! 🙂
Dobranocka.
Glenn Miller, był już kiedyś, to i dzisiaj będzie.
Snów księżycowych!
Pobiegałam sobie teraz (wczoraj nawet na to nie miałam siły) po schodkach (na takie bieganie moje strudzone nogi nie zaprotestowały) i dopiero teraz z przyjemnością wysłuchałam Dobranocki zajadając się kisielem z owocami, które w lecie nazbierałam na zaprzyjaźnionej działce.
W ramach przygotowań do Świąt postanowiłam zrobić więcej miejsca w zamrażalniku.
Ukołysany serenadą idę spać i ja. Do jutra, kochani!

Do jutra!
Po ostatnim spacerku i integracji rodzinnej nieco się zakoralikowałam…
A czas płynął, płynął, płynął…
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry
Słoneczko świeci, ptaszki latają i gdyby nie ten wicher, mógłby być piękny dzień… 
W Krakowie dziś lokalnie był grad.
Bry…
Tak wcześnie? Czyżby nowa wycieczka?
Wygniatanie w łóżku planuję na dziś, regenerację sił.
Witajcie!
Bożenka na nogach, Makówka na nogach(!?!). Lena zakoralikowana, a u mnie niedziela jak co niedziela…
Słusznie dałeś znak zapytania Tetryku.
Makówka w łóżku z laptopem na kolanach.
O 6:57 wstałam, zasadniczo wyspana (wcześnie poszłam spać), poszłam
, „na chwilę” jeszcze się położyłam i teraz zbudziłam.
Wczorajsze jak mawia Q „przebodźcowanie” dało znać.
Dzień dobry, pospane!
Dzień dobry, Mospanie!
A może nawet Wyspanie?
U mnie ODESPANE i NADSPANE !
No, nareszcie wszyscy się obudzili, więc zapraszam do wspólnej kawki, lub herbatki
Z ogromną przyjemnością!
A może ciasteczko do tego?
lub czekoladkę? 
Wyłącznie wirtualnie!
Ja bardzo chętnie.
Proszę Państwa wychodzę z łóżka teraz!
No co ? Moim nogom się to należało!
Ach, w sumie, gdybym nie chciał tracić dnia, może też bym sobie pozwolił tak do oporu?
Spałam „tylko” do 10, a potem czytałam, pisałam, rozmawiałam przez telefon.
Tyle że w łóżku, pod kołderką. Moje nogi mnie o to poprosiły.
Wczoraj to było tylko spacerowanie po Pogórzu Ciężkowickim, ale jednak „na nogach” od 4.30 do 20.
Trochę przesiadek -rano:autobus, tramwaj, autobus zastępczy za pociąg, normalny pociąg i przesiadka na inny pociąg.
W drodze powrotnej już tylko pociąg, tramwaj, autobus.
Miłość wymaga poświęceń!
To prawda! Nie cenimy tego co łatwo przychodzi.
I dotyczy to zarówno wycieczek jak i miłości, przyjaźni.
Na wczorajszej wycieczce „dzięki temu” byli sami zapaleńcy, którym błota nie przeszkadzało, wiatr nie przeszkadzał i cały czas żartowali i cieszyli się przyrodą i sobą nawzajem.
A w przyjaźni, miłości? -dajemy, bierzemy, z czegoś rezygnujemy dla drugiej osoby i dopiero wtedy to ma sens.
Dzień dobry



Dziś mają być chmury, więc pewnie będę „domowa”… może to i dobrze
Dzisiejszej nocy zmienialiśmy czas na letni
Znowu będziemy musieli przestawiać zegary biologiczne, żeby wstawać bez budzika wcześnie rano…
A my dopiero w ostatnią niedzielę marca!
Zmiana czasu jest, nie tylko moim zdaniem szkodliwa i niepotrzebna. Na ten temat trwają dyskusje, ale bez skutku.
Podobno były szanse, że to będzie ostatnia – ala przez pandemię rozmowy zostały zawieszone…
Nie widzę związku… chcieć, to móc…
Ja też dziś „domowa”.
Podobnie jak Wy uważam zmiany czasu za niepotrzebne koszty, zamieszanie i zaburzanie cyklu biologicznego.
To miało sens, gdy ludzie wstawali gdy świtało, a szli spać wcześnie, czyli mało „palili światło”.
Teraz przy wszystkich domowych urządzeniach elektrycznych ta jedna żarówka nie ma aż takiego znaczenia.
A przemysł, komunikacja -wątpię, aby to miało sens.
Od lat powtarzam, że te zmiany czasu tylko przynoszą szkody, a pożytku nie widzę żadnego. Co najśmieszniejsze, nawet w samym USA nie wszystkie stany zmieniają czas. W niektórych jest jeden i tak, moim skromnym zdaniem, powinno być

Tym bardziej, że nie wszędzie ten czas zmienia się w jednym czasie. Robi się się niesamowity galimatias… jedne kraje zmieniają, inne nie, zmiany są w różnym czasie… w dobie globalizacji trudno to wszystko połączyć w jedną całość. Bo np. taki samolot lecący z Arizony (nie zmieniają czasu na letni) przez Chicago (zmiana z 13 na 14 marca) do Polski (zmiana z 27 na 28 marca) ma trzy różne czasy do zmiany. Jak to pogodzić z rozkładem lotów?
Jeżeli dobrze pamiętam, załogi samolotów chyba się posługują UTC (uniwersalnym czasem koordynowanym). Ale pasażerowie, masz rację, muszą się nieźle napocić z tym zmienianiem.
A pociągi?
Dodatkowo rozkłady jazdy zmieniają się teraz co chwilę. 13 marca stary rozkład, od dziś już nowy.
No nie, pociągi już nie. Przynajmniej w Polsce, nie wiem jak w USA.
Co najśmieszniejsze, ja też nie wiem jak pociągi w USA. Nigdy nie jeździłam tutaj pociągami, a tym bardziej podczas zmiany czasu. Więc trudno mi coś konkretnego powiedzieć.
Co do pilotów, to na pewno jest im obojętne. Mają dolecieć od – do i mają w nosie jaki „czas” obowiązuje na trasie ich przelotu.
Ale pasażerowie, szczególnie ci lecący z przesiadkami, mogą mieć poważne problemy z ustalaniem trasy.
Pociągi, autobusy… ogólnie cała komunikacja, na pewno kuleje po takiej zmianie. Szczególnie te dalekobieżne, gdzie się długo jedzie…
Wiem, Mistrzu Q
Wiosną w USA wcześniej jest zmiana czasu o dwa tygodnie, a jesienią w Polsce o dwa tygodnie wcześniej. Czyli, według tego, w USA „letni czas” jest dłuższy…
Chyba tak, jak o tym myślę, to mi mózg odmawia posłuszeństwa. Nie jestem dobry w te klocki z czasem.
Bo to rzeczywiście trudno zrozumieć. I komu to potrzebne?
Nasuwa mi się myśl, że światem rządzą kretyni
Nie wiem, czy całym światem, ale niektórymi regionami na pewno…
Chyba już w niewielu miejscach zostało w miarę normalnych ludzi przy władzy. Co kraj, to większe świry
Trudno nawet orzec, gdzie największe…
Po obiedzie, po herbatce.
Tym razem herbatce bez niespodzianek. Wczoraj całą wycieczkę zastanawiałam się czemu herbata ma taki dziwny smak.
Na wycieczki do herbaty dodaję sok malinowy i trochę imbiru w proszku, aby rano nie bawić się z krojeniem plasterków z korzenia.
Zaspana okazało się wsypałam curry zamiast imbiru.
Mieszkańcy Indii klaszczą!
Całkiem dobra była. I tak dobrze, że nie wsypałam pieprzu, bo był w tym samym pudełku.
A ja idę poodkurzać. A potem przerwa? Zobaczymy.
W ŚWIĘTĄ NIEDZIELĘ? Taż to grzech!
Adyć!
Cisza na Wyspie.
Przebiegłam po schodkach, aby zrekompensować fakt bycia gospodynią dużo nieobecną.
Pięterko zbliża się do 200 komentarzy, pewnie już ktoś buduje nowe:)
To ja jeszcze zaproponuję wysłuchanie piosenki, jednej z moich bardziej ukochanej z czasów harcerskich, studenckich.
Tym razem inne wykonanie niż to, co proponowałam wyżej. Wyspiarze o wysublimowanych gustach pokręcą nosem na amatorskie wykonanie, ale przy ogniskach raczej nie było zawodowych piosenkarzy, więc takie wykonanie pasuje mi do moich wspomnień.
Ten pobyt w gorczańskiej chatce tydzień temu tak mi sentymentalnie zapadł w pamięć, wybaczcie prywatę.
Wczoraj z polskiego sklepu wzięliśmy polską gazetę („Monitor”, wydawany tutaj). Doczytałam, że Chicago jest jednym z najbardziej „zakorkowanych” miast na świecie (ma 8 miejsce), co wcale nie jest chlubą…


W USA jest na 3 miejscu…
Ładne miejsce wybraliśmy do zamieszkania
Mało że „zakorkowane”, to jeszcze jedno z najbardziej „zaszczurzonych” miast na świecie… i co się dziwić, że po podwórku szczury biegają jak konie na wybiegu
A trutka nie pomaga?
Gdyby ktoś opatentował trutkę na korki, byłby szybko milionerem!
A trutkę na głupotę, zawiść, pazerność, mściwość itd.?
Dobranocka tymczasem.
Dzisiaj Basia Trzetrzelewska i jej wielki przebój.
Snów basinych!
Jako makówczyne między między NA TEMAT takie zdjęcie z kuligu.
Koń się posila, my się posilamy (po prawej stronie widać zadaszenie miejsca, gdzie paliliśmy ognisko jedli, pili i słuchali gospodarza -gawędziarza).
A właściwie w ile sań byliście na tym kuligu?
Koń nie sprawia wrażenia szczególnie rozweselonego…
Przyjechaliśmy do Ochotnicy w 2 samochody, 8 osób.
Sanie małe, czyli po 4 osoby na saniach, łatwo policzyć ile było sań.
Grupa po nas (tam, gdzie miły Austryjak) była liczniejsza, pięć sań chyba.
Nas miało być 19 osób, ale porezygnowali jak zrobiło się ciepło, nie wierzyli, że będzie śnieg.
To fajnie. Kameralnie.
Dobranocka już była, moje oczy się kleją…
Dobranoc
Śpij dobrze i spokojnie Bożenko!
Spokojnej!
Dobrych snów!
Dobrych snów wszystkim, u mnie jutro od rana wirek! Pa!

Śpij bardzo szybko i WYDAJNIE, abyś miał dużo sił na to, aby się nie dać wirkowi.
Spokojnej! Ja pewnie też nie za długo pobędę.
Temat się wyczerpał, 226 komentarzy.
Jak wiecie lubię być gospodynią (jak tylko jestem w domu), ale chętnie pokomentowałabym coś nowego.
Nie mam nic ciekawego w temacie ptaszków. Tyle co z okna na podwórko – wróble, bogatki, modraszki, ale w ogromnej większości dość paskudnej jakości zdjęcia (bo oświetlenie nie rozpieszczało).
A dlaczego może być TYLKO w temacie ptaszków?
A jakaś fajna powtórka (tylko proszę zrób tak jak ostatnio, żeby nie cofało na początek)?
A, faktycznie. Zafiksowałem się conieco na ptaszkach…
Lubię ptaszki, zdjęcia Twoje i Miralki są piękne, Wasze merytoryczne rozmowy pouczające, ale to przecież nie tylko blog ornitologiczny.
Choć? Sama nie wiem? Tetryk też ptaszki, czyli tylko ja się wyłamałam pisząc o kuligu i chatce?
No to zapraszam na nowe, konserwowe pięterko.
Dziękuję, już pędzę.