Święta, Święta i po Świętach. Żegnamy Stary Rok, witamy Nowy Rok.
Choinka, karp, mak, uszka…w tym roku jednak dla wielu rodzin inaczej niż dotychczas, bo w mniejszym gronie.
Huczne zabawy Sylwestrowe lub imprezki w małym gronie albo wyjazdy w egzotyczne kraje lub polskie góry -Sylwester też był inny tak jak i cały 2020 rok.
Póki jeszcze jesteśmy w tych nastrojach postanowiłam ominąć tym razem chronologię i zaprosić Was na makówczyne spacerki świąteczno- noworoczne.
Boże Narodzenie -1 dzień, czyli spacerek świąteczny, a jeśli świąteczny to do Kalwarii Zebrzydowskiej.

W środku -ruchoma szopka. Przed szopką widać mojego syna, ale pst, bo już bym nie żyła gdyby się dowiedział, że bez jego zgody, jego wizerunek…

Na zewnątrz już nie ruchoma, taka zwykła szopka.


Krótki spacer po okolicy i odwiedzamy jeszcze Mogilany.




Boże Narodzenie -2 dzień, czyli jazda na nartach, zanim zostaną zamknięte wyciągi.
Zaczynamy za dnia.


Potem jeździmy już „przy księżycu” (no dobra, stok jest doświetlony).

Aby jednak był jakichś „akcent świąteczny” prosto z nart jedziemy do Łagiewnik.

Między Świętami i Sylwestrem nie próżnowałam, ale te spacerki opiszę na innym pięterku.
Stary Rok żegnałam o godzinie 12.55 na Kopcu Kraka.

Jak to kiedyś wyglądało pisałam już tu https://madagaskar08.pl/blog/2018/12/27/sylwester-w-krakowie/.
Znalazłam w sieci taki filmik, który oddaje atmosferę jak to było z artystami kabaretu „Loch Camelot”.
W tym roku (dziwnym, covidowym) artystów po raz pierwszy nie było, ale oprócz naszej harcersko-turystycznej grupki było też parę innych osób, nastąpiła integracja i wspólna zabawa m.in.z tymi, co widać na poniższym zdjęciu po prawej stronie.

Zdjęcie zrobiłam zanim zaczęliśmy z nimi rozmawiać i wspominać , że też bywaliśmy wtedy gdy byli tu artyści. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że po chwili (już pod Kopcem) będziemy się wzajemnie „integrować” i wspólnie bawić. (Z zachowaniem bezpiecznych odległości i jednak nie w zamkniętym pomieszczeniu).
Od godziny 19 już grzecznie pidżamowe party ze „Szkłem kontaktowym” i nocną rozmową na WhatsApp z siostrami Ewą i Danką znanymi Wyspiarzom z moich relacji.
Takie pidżamowe spędzanie Sylwestra ma swą dobrą stronę -w Nowy Rok nie bolą nogi i można iść na spacer.
Oto miejsce noworocznego mglistego spacerku.

Krótkiego, bo było przenikliwe, wilgotne zimno, ale wędrowanie przez mglisty las też ma swój urok. I nie tylko las.


Droga donikąd, schody donikąd…


Herbata z termosu pita na ławce.

Mglisty spacerek zakończyliśmy na Zarabiu.


Wszystkim Wyspiarzom życzę dużo zdrowia w 2021 roku i aby Wasze drogi nigdy nie prowadziły donikąd.
Obrazek wyróżniający -Makówka z pustą butelką po szampanie na Kopcu Krakusa (gdzieś tak po godzinie 13 ) 31 grudnia 2020.




Zapraszam do powłóczenia się ze mną i wspólnego spędzenia czasu Świąt, Sylwestra, Nowego Roku.
Tak mało przy stole, bardziej tak „po makówczynemu”, czyli tak jak robią to włóczykije.
…Odkrywacie tajemnicę,
Która się nazywa życie!
Dni są piękne i niczyje,
Kiedy jesteś włóczykijem.…
Piękne wycieczki, będziesz miała co wspominać. Rzuciło mi się jednak w oczy, że w tym tłumie na górze w Sylwestra,nikt nie miał maseczki… Nie boicie się wirusa?
Cieszę się, że zaglądnęłaś Bożenko w tak trudnym dla Ciebie dniu.
To dobrze, że Twoje myśli zajmujesz czymś innym niż tym, co dziś nieuchronnie siedzi jednak u Ciebie gdzieś w tyle głowy.
Ten filmik, który zalinkowałam znalazłam w sieci i dotyczył Sylwestra sprzed lat (2017 lub 2018?) W tym roku nie było artystów, nie było tłumu.
Nie było (niestety!) składania życzeń „na misia”, uścisków, przytulania itd. Niestety, bo bardzo mi tego brak. Były życzenia jednak z pewnym oddaleniem, nie tak jak do tej pory bywało.
Boimy się wirusa, ja bardzo się boję, rozumiem Twoje pytanie.
Nie lekceważę covida, ale i też nie lekceważę depresji i stanu, w którym siadłaby moja odporność fizyczna i PSYCHICZNA.
Psychiczna, tak, to nie żart. To moje „włóczykijstwo” to obrona przed depresją, same leki to za mało.
Faktycznie, nie zwróciłam uwagi na link. Przecież to 2018 rok. Ale rzeczywiście, nie myślę trzeźwo, wciąż mam w głowie poranną uroczystość…
Ależ to oczywiste Bożenko, że dalej myślisz „podwójnie”, tak równolegle.
Sama nie wiem, który rok, bo w jednym miejscu na końcu filmu jest data 2017 a w innym, że Sylwester 2018. Na filmiku widzę wyraźnie kolegę, z którym bywaliśmy nieraz w Sylwestra na Kraku, mnie nie wypatrzyłam, ale bywało, że na Sylwestra wyjeżdżałam z Krakowa.
Skoro „wywołał” się temat depresji zalinkuję wywiad, który jest moim zdaniem wart przeczytania dla każdego, kto wie, na czym polega depresja z autopsji albo z obserwacji kogoś bliskiego.
Ja wiem, od wielu lat zażywam leki antydepresyjne. Wiem też to o czym mówi Fedorow, że depresja to choroba przewlekła, której nie należy lekceważyć. Z obserwacji też znam, ale o sobie mogę pisać, o innych mi nie wolno.
Wbrew pozorom to nie jest „nie na temat” wpisu, bo (oprócz leków) moją autoterapią są przyjaciele, wycieczki, spacerki i wszystko to o czym piszę na Wyspie, na tym pięterku -również.
Sama Wyspa jako KOTWICA również.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/plus.gazetakrakowska.pl/jerzy-fedorowicz-wrocilem-ze-szpitala-psychiatrycznego-odmieniony-ludzie-nie-bojcie-sie-leczyc/ar/c15-15360723?utm_medium=push&utm_source=pushpushgo&utm_campaign=CampaignName
Mój znajomy ma dom nad jeziorem Dobczyckim. Gdy powstawało jezioro, okazało się, że wygodna i szeroka droga, którą dojeżdżał, zniknęła pod wodą kilkadziesiąt metrów przed miejscem, w którym skręcał do swojego domu. Musiał się potem przepychać jakimiś polnymi dróżkami od góry…
Czyli została droga do …jeziora?
Ma za to blisko do jeziora, choć i tak dostęp oficjalnie jest zablokowany, bo to zbiornik wody pitnej, więc nie wiem, czy ma z tego jakichś pożytek?
Dobry wieczór, Makówko:)
Jak zawsze – miło się z Tobą wędruje:)
„Zaufałem drodze
wąskiej
takiej na łeb na szyję
z dziurami po kolana
takiej nie w porę
jak w listopadzie spóźnione buraki
i wyszedłem na łąkę stała święta Agnieszka
– Nareszcie – powiedziała
– Martwiłam się już
że poszedłeś inaczej
prościej
po asfalcie
autostradą do nieba – z nagrodą od ministra
i że cię diabli wzięli”
(„Zaufałem drodze” – J. Twardowski)
Pozdrawiam:)
Dobry wieczór „sąsiadko z pięterka niżej”!
Dziękuję za wiersz i też Cię pozdrawiam.
Fajrant i przerwa.
Źle ze mną.
Przeczytałam: śmigłowca rabunkowego.
Nawet tego nie skomentuję…
Szlag by trafił ten serial o Osieckiej…
Jo z Tobą jest BARDZO DOBRZE!
Takie pustkowie to doskonałe miejsce do lądowania śmigłowca RABUNKOWEGO.
Tuż obok tego znaku o śmigłowcu jest coś takiego.
Może należałoby sprawdzić, czy tam nie kryją się jakieś zrabowane skarby?
Dobrze, że mi przypomniałaś – dziś mam cały dzień smuteczki, może serial o Osieckiej będzie dobrym zajęciem ?
To już wolę ten rabunkowy helikopter.
PS.
Żebyś wiedziała jakiego szału dostaje Piter (chłopak ze Świdnika) jak powiem na śmigłowiec „samolot”…
Jo! To mów ogólnie „takie coś, co lata”.
Idea rabunkowego helikoptera całkiem mi się podoba.
Jednak proponuję jednak nie rabować banków, bo nigdy nie wiadomo kiedy nas uprzedzą ci, co to są prawi i sprawiedliwi.
Al to jak siebie znam wyjdzie mi LATAWIEC
Maczku ale dziś nie ma serialu o Osieckiej ,też czekałam :(.Dzięki za to pięterko na czasie ale takie trochę Świąteczne bo w mojej Rodzinie ten czas trwał od Wigilii do Trzech Króli
Elizo, popatrz tutaj…
Albo tu… https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/vod.tvp.pl/website/osiecka,50853393
Tetryku drogi ,to tutaj w ogóle mi nie wskakuje .Mam ten adres pełny który podałeś 01 01 21 o godz .21,30 a ja odpisałam – dzięki i pozdrawiam serdecznie
Ech, literówka…
Zdarza się nawet Mistrzom
serdeczności ślę.
Tetryk podawał linka na oglądanie tego serialu w Internecie, ale teraz nie umiem go odszukać.
Tak, wiem, że do Trzech Króli i dlatego pisałam, że wolałabym dziś zrobić pięterko, bo po 6 stycznia to już jakoś bez sensu byłoby.
Cieszę się Elizo, że ostatnio częściej zaglądasz.
Zaglądam zawsze tylko nie zawsze się odzywam .A ostatnie 5 tygodni to był dla mnie okres trudny .Ale już się pozbierałam i idzie ku lepszemu
To dobrze Elizo, że idzie ku lepszemu.
Miś pomaga w drodze ku lepszemu…
Dobry wieczór!
Otóż syn chyba nie powinien mieć za złe, bo skąd mielibyśmy wiedzieć, czy pod tą maseczką to naprawdę on? A może jednak jakiś inny młodzieniec, tylko trochę do niego podobny z sylwetki?
Chyba bardziej mi się podoba szopka na zewnątrz, bo raz że figury rozmiarów naturalnych, a dwa, że jest wielbłąd, czyli że twórcy zadbali o realizm. Chociaż w sumie byłoby najbliżej tradycji biblijnej, gdyby tego wielbłąda (albo trzy) dostawili na Trzech Króli!
Na Mogilanach zaś szopka, hm, naturalizowana, polska, z juhasem, i w sumie nie miałbym nic przeciwko, tylko później zaczynają krążyć takie nie-wiadomo-skąd brane opinie (znaczy właśnie wiadomo, z takich szopek), że Matka Boska była Polką albo coś…
Zdjęcia z nart oglądam ze wzruszeniem niemalże… Czy ja już pytałem, jakie masz narty? Bo wyglądają na względnie nowe?
A stok jeszcze niebieski, czy już czerwony? Bo na zdjęciu „pod księżycem” wygląda na taki, że niezbyt trudny, a dość nachylony, żeby była przyjemność z jeżdżenia. I komu to przeszkadza, no naprawdę… (no, powiedzmy, że w kolejce do wyciągu faktycznie się dmucha i chucha. I w knajpach, w trakcie i po nartach…)
O mglistym spacerku trudno mi coś powiedzieć, poza tym, że faktycznie niewiele widać. Ale podczas takiej mgły to chyba helikopter nie ląduje? I jeszcze co do zdjęć w komentarzach – to lądowisko nie znajduje się chyba na platformie NAD tymi górami czegoś?
A Ty co? Rancza nie oglądałeś?
Czekaj, to w którym kontekście?
No Matki Polki Boskiej!
A, to już wiem, dlaczego nie oglądałem
Łoj to ja też nie oglądałam i do tej pory nie wiedziałam dlaczego!
Dziękuję Q za pytania.
Już zabieram się za odpowiadanie.
Synowi nie daję namiarów na Wyspę, choć, choć nieraz się dopytywał, po co robię takie różne zdjęcia. Odpowiadałam, że na bloga, ale nie mogę pokazać, bo to nie mój (no bo nie mój!)
On w tym wpisie jeszcze jest na jednym zdjęciu.
Teraz o nartach.
Narty mam bardzo, bardzo stare. Chyba jakieś 10 lat temu odkupiłam od kolegi z pracy, którego żona snobistycznie wymieniała na nowszy model (narty, nie męża).
Kijki są jeszcze po mojej mamie, to dopiero staroć. A buty po którymś z moich synów. Jedynie spodnie i kurtka narciarska jest nowa.
Stok jest jednak „dość” nachylony szczególnie na samej górze. No i był twardy, zlodzony śnieg, przed ratrakowaniem.
Knajpka na górze była otwarta, sprzedawano tylko na wynos, krzesełka i stoliki były „zataśmowane”.
Musiałbym policzyć, kiedy swoje kupiłem
chyba około 2013? Ale ostatnie lata nie jeżdżone…
Lądowisko wygląda tak.
Te „góry czegoś ” są w niewielkiej odległości od napisu o lądowisku.
Te schody donikąd i parę takich miejsc sugerują, że tu kiedyś coś było, ale nie wiem.
Dużo płaskiego, no tak. A pod daszkiem… chyba piasek? Do posypywania czegoś (lądowiska chyba nie?) jak sypnie i przylodzi?
Wydaje mi się, że składowisko soli i żwiru do posypywania. Nie znalazłam informacji o lądowisku dla helikopterów w pobliżu zapory w Dobczycach.
W niewielkiej odległości (sądząc po czasie zrobionych zdjęć) od tabliczki o lądowisku była taka mapa, gdzie jest „tu jesteś”. Na mapie nie widzę informacji o lądowisku. Sama jestem ciekawa, trzeba by popytać miejscowych, albo lepiej poszukać w Internecie.
A to w takim razie skąd tam lądowisko helikoptera i po co? Ze względu na zaporę? Bo myślałem, że jakiś szpital w pobliżu, tam zwykle dowożą śmigłowcem.
Aha, no dobrze, dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ale jako punkt startowy, czy docelowy? Może żeby stamtąd dowozić do Krakowa (zawsze bliżej niż np. jechać karetką z Tatr)? (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/miasto-info.pl/myslenice/10494,dobczyce-gdzie-wyladuje-lpr.html)
Dziękuję panie śledczy. To trochę wyjaśnia sprawę. Choć nie było tam żadnych znaków, że nie można spacerować itd.
Z drugiej strony jak ktoś słyszy i widzi lądujący helikopter to pewnie zdąży odejść?
Miejmy nadzieję…
Na wszelki wypadek dobranocka.
Może Stinga, powolutku grającego, żeby wyhamować ten wir zabawy, który kręci się od Sylwestra
Snów powoli tanecznych.
Oj to, to!
Sylwester w południe był bardzo wesoły i sympatyczny. Potem to już pidżamowe party. Ale eh…tańców brak.
I chyba nie zanosi się w tym Karnawale!
Cieszę się że ten dzień minął i idę spać.
Dobranoc
Śpij spokojnie Bożenko!
Spokojnej bardzo!
Odpoczywaj! Wkrótce pójdę w twoje ślady 🙂
Przy okazji mapki pokazanej parę schodków wyżej chciałam przypomnieć Szanownym Wyspiarzom, że byliśmy już kiedyś razem na drugim końcu zapory, czyli tam, gdzie zamek i skansen.
http://madagaskar08.pl/blog/2019/10/10/dobczyce-zamek-i-skansen/
Te moje spacerki w większości ograniczają się do małego obszaru, taki ze mnie lokalny włóczykij, choć chciałoby się i dalej…
No proszę, za to jak odmiennie potrafisz pokazać to samo miejsce…!
Dziękuję.
I o to chodzi, aby zrobić coś z niczego i wszędzie dostrzec coś ciekawego.
Na tym pięterku są wszystko miejsca kiedyś już opisywane przeze mnie na Wyspie -Kalwaria, Mogilany, Chełm, Zarabie, Dobczyce, Łagiewniki, Kopiec Krakusa…
Widać jestem w gorszej formie niż Makówka, bo po wędrówkach poczułem się zmęczony i idę spać. Powolnym, acz tanecznym krokiem, oczywiście 😉

Łagodnych snów!
Ja dziś jestem w kiepskiej formie, a przecież nie musiałam wstawać do pracy jak Ty.
Kolejne wapno zażywam i puchnie mi nadal cała twarz -nos, usta, gardło.
Uczulenie, smog? Dziś w Krakowie normy smogowe przekroczone wielokrotnie.
Śpij dobrze, tanecznie Tetryku!
To ja polonezowym krokiem również poruszam się w kierunku piernatów
Takim krokiem panie Q?
Tak jest, z ugiętą nóżką. Oraz sto par za niemi
(chociaż to akurat nie polonez, choć poranek świta).
WhatsApp to jednak dobry wynalazek.
Te różnice czasowe to trochę głupszy wynalazek.
Ale co tam, teraz już idę spać!
DOBRANOC!
Dzień dobry
Nowy dzień, ma padać śnieg… ale czy będzie?
Pada, pada, ale deszcz. Zaczął już w nocy.
Witajcie!
Ciemno, zimno i plucha – jedyne wolne miejsce do zaparkowania w ogromnej kałuży – to ma być zima?!?
Hm, pomyśl, że gdyby była prawdziwa zima, to ta ogromna kałuża byłaby ZAMARZNIĘTA
Gdyby była prawdziwa zima to byłoby nie kałuża, tylko kupka śniegu!
Dzień dobry, od rana pełne ręce roboty. Ale nie narzekam, bo się wyspałem i nawet coś mi się śniło, nie pamiętam, co, ale coś na pewno.
Deszczowe i niewyspane witajcie!
Dzień dobry
Bardzo ładne pięterko


Na Kopcu Kraka i Kopcu Wandy byłem w zamierzchłych czasach, gdy miałem jeszcze czas na podróżowanie.
Pamiętam, że niezaprzeczalnym plusem tych kopców był brak tłumu turystów, którzy tam po prostu nie docierali
Witaj Krzysztofie!
Dziękuję za miłe słowo. Oczywiście jako krakuska byłam na wszystkich krakowskich kopcach i o wszystkich wspominałam już na Wyspie.
Jako dziecko najczęściej na Kopcu Kościuszki i Kopcu Piłsudskiego (wtedy oficjalnie mówiło się SOWINIEC).
Kopiec Kraka i Wandy dawniej faktycznie były mało popularne.
Kraka mam blisko, bywam często, do Wandy dużo dalej, ale i o nim wspomniałam (bez zdjęć) na Wyspie.
http://madagaskar08.pl/blog/2020/07/27/o-wandzie-co-nie-chciala-niemca-czyli-krakowskie-mosty/
A ja po śniadaniu usnęłam na fotelu. Teraz muszę poprosić Gienię o kawę.
A co dla Was?
Cichcem dołączyłem do tej kawy.
Herbatę poproszę.
Taką, w której będzie coś pobudzającego dla niewyspanej Makówki i uspokajającego dla smutnej Makówki. Są takie herbaty?
Są, to takie herbaty z płynem rozweselającym
Proponuję matero z yerba mate (ale najpierw sugeruję szkolenie jak przyrządzić liście ostrokrzewu paragwajskiego, bo bez odpowiedniego przygotowania smakuje jak siano)
Ja używam z cytryną i z cukrem 🙂
Wybieram herbatę z płynem rozweselającym!
Puszysto-śnieżne prawie dobry wieczór, Wyspo:)
Chałupki za oknem wyglądają jak zakopiańskie dacze po całonocnej zawierusze ze starych widokówek.
A tu deszcz ze śniegiem i coraz większa chlapa.
Witaj, Bożenko:)
Może nutki trochę rozchmurzą zaokienną pluchę:):
Pozdrawiam:)
Jakie to stare, a wciąż aktualne. Dziękuję i też pozdrawiam.
Też posłuchałam tych nutek, bo cóż…ciągle pada co sprzyja „kobietodomowości”…
Dziś wyszłam tylko tyle, co do sklepu, a tam kobieta wulgarnymi okrzykami pod moim adresem wyraziła swój sprzeciw, że równocześnie z nią próbuję nabierać sobie ziemniaki z takiej dużej skrzyni stojącej na środku sklepu. Potem zaczęła rzucać tymi ziemniakami i wybiegła ze sklepu.
Cały sklep patrzył na mnie, a ja podałam ziemniaki do zważenia, spakowałam do plecaka i spokojnie usiłowałam wyjść tak jeszcze byłam zszokowana tym dziwnym zachowaniem tej pani.
Na szczęście sprzedawczyni mnie zna, więc na moje „no ładnie najpierw walczy o ziemniaki, a potem wychodzi bez płacenia!” zaczęła się tylko śmiać i skwitowała „wołałabym za panią, natomiast zachowanie tamtej pani było zaskakujące”.
A jednak miłe to nie było, źle znoszę agresję, wolę uśmiech i życzliwość. Dzień o 7.31 zaczął się niefajnie i widać już taki będzie.
Ale jutro też jest dzień!jak mawiała Scarlett O’Hara.
Witaj, Makówko:)
Nie wiem, czy takiej odpowiedzi się spodziewasz, ale ja wolę poczekać niż narażać się na niezadowolone pomruki. Sama też nie lubię zbyt bliskiego kontaktu z obcymi, nie tylko w tym czasie, w ogóle nie lubię. Nałażący na plecy kolejkowicze, albo ci przepychający się do półek przy taśmie – to zmora, zwłaszcza, gdy nie masz miejsca, by się cofnąć:(
Oczywiście – pani nie powinna była się tak zachować, wystarczyło, by grzecznie poprosiła: „Proszę poczekać aż skończę.”, nie każdy jednak potrafi egzystować w społeczeństwie.
Nie mam też pojęcia, jak duża była skrzynia z ziemniakami, może zachowałaś wymaganą odległość, a pani to zwykła histeryczka.
Przykro mi, że zostałaś tak potraktowana i rozumiem, że mogło Ci to zepsuć humor.
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
Otóż to była taka duża skrzynia na środku sklepiku, pani była z jednego końca, ja podeszłam z drugiego. Nikt nikomu na plecy nie wchodził, bo to nie była kolejka. Obie byłyśmy w maskach.
Byłam przy kasie, kasjerka kroiła dla mnie wędlinę, a ja wtedy sobie przypomniałam, że jeszcze szybko wezmę parę ziemniaków.
To malutki osiedlowy sklepik, gdzie nie ma miejsca na jakieś duże odległości. Między regałami jest tak mało miejsca, że i tak trzeba się przeciskać. Jedynie jest limit osób wpuszczanych naraz do sklepu.
Ten sklepik ma powierzchnię średniej wielkości mieszkania dwu/trzypokojowego w bloku.
Natomiast wszystkich zaskoczyła jej reakcja, nie tylko mnie.
Mniejsza o to. Zarówno sprzedawczyni jak i klienci patrzyli na panią z pełnym politowania uśmieszkiem.
Też Cię pozdrawiam, a co do odpowiedzi to nie ma takich, których należy się spodziewać, jest wymiana poglądów, nie zawsze identycznych i o to chodzi!
Nałażący na plecy byli przykładem.
Ostatnio (w kolejce właśnie) pan nakrzyczał na dwie dziewczynki, że za blisko stoją i kazał się im odsunąć „na przepisowe dwa metry”, a potem stanął tuż za mną.
Nie wytrzymałam, bo był do tych dziewczątek wyjątkowo chamski, odwróciłam się i powiedziałam: „Proszę odsunąć się ode mnie na przepisowe dwa metry. Dzieci to pan umie strofować, a samemu się stosować nie łaska?”
Wyraźnie miał ochotę się ze mną pokłócić, ale inni świadkowie incydentu mnie poparli, więc zrejterował.
Zakupy to w tej chwili „zło konieczne”, niestety:)
Otóż to!
Wszystko jest kwestią formy i słownictwa. Krzyk i wyzwiska i …rzucanie ziemniakami po sklepie, a spokojne powiedzenie to jest ta różnica.
Chamskie strofowanie dziewczyn z pozycji starszego to tylko zły przykład dla młodzieży. I do tego „mnie wolno, a innych pouczam!”
Dziś byłem świadkiem, jak kobieta wdarła się do urzędu prawie przewracając portierkę, odmówiwszy dezynfekcji rąk. Jeszcze ze schodów wrzeszczała, że ona nie wierzy w te bzdury z telewizji o jakiejś pandemii…
Napisałam o tym, bo martwi mnie narastająca agresja w społeczeństwie, te wybuchy złości to chyba jednak reakcja na długotrwały stres, izolację i niepewność co przyniesie jutro.
No i przekaz płynący z…
Gdzie jest Miralka?
Miralko hop, hop!
Fajrant i przerwa!
Zachęcony przez Krzysztofa kupiłem sobie yerba mate – jak na profana przystało, w torebkach, z cytryną i miętą. Całkiem dobra!
Łoj, chyba sobie też kupię…kiedyś.
Kiedyś, bo musiałabym pójść gdzieś dalej niż moje osiedlowe sklepiki.
Ja to kupiłem w osiedlowej „Zachęcie”…
Otóż i jestem z powrotem po przerwie. Dzisiaj był pracowo bardzo dobry dzień.
Zajrzyjcie do Leny – napisała piękną piosenkę, której nie powstydziłaby się nasza patronka!

Cudna! I zresztą troszeczkę taka „osiecka”
chyba że za dużo ostatnio czytam/ słucham tych piosenek.
Też się z tym zgadzam, piosenka piękna. Szkoda że nie mogę jej zaśpiewać, bo nie znam melodii.
Ale teraz bez śpiewania, idę spać.
DOBRANOC
Śpij spokojnie Bożenko!
Dziękuję, Bożenko.
Cieszę się, że Ci się spodobała i życzę jazzowych snów, bo takie klimaty mi się snują:)
Faktycznie cudna. Dzięki Tetryku za zachętę do zajrzenia.
Eh te głupstwa, od dwóch dni robię same głupstwa.
Leno! Jestem pod ogromnym wrażeniem. Powinnam częściej zaglądać do Ciebie, ale zazwyczaj nie mam odwagi skomentować, bo to poziom powyżej moich możliwości. Dziś jakoś się odważyłam.
Dziękuję jeszcze raz, Makówko:)
Nigdy nie zdarzyło mi się pożreć żadnego z moich gości, więc – zapraszam:)
Dziękuję.
Jakoś pożarcia się nie boję. Ale ośmieszenia już tak.
No nie wyśmiania, lecz ośmieszenia brakiem kompetencji.
Wiesz, Makówko, moi Goście to osoby na poziomie. Nie zdarzyło się, by kogoś wyśmiali, nazwali śmiesznym/niekompetentnym, czy obrazili z powodu rozbieżnych poglądów.
A ja jestem ciekawa każdego zdania, każde jednakowo cenię.
Powiem Ci więcej – fakt, że to, co piszę, wzbudza różne odczucia i komentarze – bardzo mnie cieszy, bo to znaczy, że teksty nie są jednowymiarowe:)
Mam też nadzieję, że nikt nigdy nie poczuł się zlekceważony moją odpowiedzią.
Oczywiście – nie naciskam na Ciebie, Twój komfort psychiczny jest najważniejszy, ale jeśli nie komentujesz wyłącznie z takiego powodu, to – to nie jest żaden powód:)
Źle mnie zrozumiałaś Leno.
) trochę trwało, zanim się przełamałam, aby komentować na Wyspie, a już zrobić wpis…
Nie boję się, że ktoś mnie wyśmieje, lecz, że JA SAMA będę widzieć, że jestem niekompetentna.
W tajemnicy Ci powiem (pst
Dobry wieczór, Makówko:)
Zrozumiałam doskonale, ale przekonywanie Makówki, żeby nie przejmowała się tym, co ta-że Makówka o sobie pomyśli, nie leży w mojej gestii:)
Napisałam Ci więc, że innymi przejmować się nie powinnaś, bo są życzliwi.
Myślę, że trema jest zawsze, nie tylko przy pierwszym komentarzu, ale ten pierwszy jest najtrudniejszy. Wiem coś o tym, bo jestem introwertyczką i zainicjowanie kontaktu także wiele mnie kosztuje:)
Pozdrawiam:)
Witaj, Quacku:)
Dziękuję.
Bardzo miło mi czytać, że Ci się podoba.
Nie umiem ocenić, czy jest podobna do utworów pani Agnieszki:)
Pozdrawiam:)
Zobacz, rytm, powtórzenia… metaforyka troszkę inna, bo Twoja. Ale to wszystko nie są zarzuty, to jest po prostu b. dobry tekst, brakuje mu tylko równie dobrego opracowania muzycznego, o które aż się prosi.
Co więcej, to jest tekst, który jest dobrą poezją, a zarazem jest „śpiewalny” (bodajże Anna Barańczak dowodziła w swoim doktoracie, że to rzadkość, zdaje się używając określenia „imperatyw wykonawczy”).
Dziękuję jeszcze raz.
Nie uznałam Twoich słów za zarzut:)
Po prostu nie jestem w stanie pod takim kątem w obiektywny sposób spojrzeć na coś, co sama napisałam.
Trudno natomiast uniknąć inspiracji, nawet nieświadomych, jeśli się cokolwiek czyta, a ja czytam sporo:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Dziękuję za polecenie.
Pozdrawiam:)
Dobranocka.
Przypomniał mi się z zamierzchłych czasów taki blues Grażyny Świtały z tekstem Wojciecha Młynarskiego. Bo tego właśnie brakuje, żeby się razem zebrać i zagrać albo chociaż pogadać. Nie pamiętam, kiedy słyszałem tę piosenkę po raz pierwszy, ale internet twierdzi, że to mogło być w 1987. Możliwe!
Snów z morelowym dżemem!
…Jeśli masz serce skaleczone
Powszednich smutków szkłem…
Tylko skąd ja teraz wezmę morelowy dżem?
Może jest całodobowy gdzieś w pobliżu?
Edit: a jak nie, to chociaż wyśnij!
Niech kto smutny przychodzi tu
Na naleweczki łyk na morelowy dżem
Bez nalewki to nie działa, a nalewkę trzeba pić z kimś.
No i to ma być u ciotki M, a nie u Makówki.
Hm…wyśnij…jak sobie wyśnić to co by się chciało?
A nie masz żadnych siostrzeńców albo bratanków, którym byś była ciotką?
No, słyszałem, że da się wyśnić (zaprogramować) sny, ale nie mam pojęcia, czy to prawda.
Przyszywaną ciotką Makówką (tak do mnie mówią) dla dzieci moich znajomych tak.
Nie mam rodzeństwa, natomiast mój mąż ma 3 braci i wszyscy mają dzieci; dla nich (chyba?) jestem ciotką.
Stryjenką.
E, u nas się takich rozróżnień nie czyniło. Żadnych stryjów, sami wujowie (faktyczni i przyszywani), a jeżeli któryś żonaty czy z partnerką, to ciotki. I wice wersa.
Czyli pozostaje tylko ciotka Makówka dla dzieci moich przyjaciół, albo ciotka Mak dla dzieci „amerykańskich sióstr”.
No i nie mam ani nalewki, ani dżemu morelowego…
Ani z kim się TERAZ napić. No, chyba że wirtualnie?
No ale to chyba możesz sobie przyśnić?
W związku ze znaną decyzją dotycząca wypowiedzenia umowy najmu „Tygodnika Powszechnego”(po 76 latach!) natrafiłam na fb na takie wspomnienia Magdaleny Smoczyńskiej, którą bardzo lubię czytać, ten wpis podwójnie mnie zauroczył, wzruszył i trochę ubawił, że aż go tu wklejam.
WIŚLNA 12. Pierwszy adres redakcji to była Franciszkańska 3. Mój ojciec, Jerzy Turowicz opowiadał to tak: „Cała redakcja mieściła się wówczas w jednym pokoju sąsiadującym z gabinetem kanclerza kurii, który był naszym wydawcą, administratorem i który trzymał kasę w kieszeni swojej sutanny (…) Ksiądz Piwowarczyk kierował pismem, a ja robiłem korektę, łamałem numery w drukarni, chodziłem do cenzury. (…) Jednocześnie próbowałem gromadzić współpracowników, nawiązywać kontakty z autorami, tworzyć jakiś zespół ludzi, którzy mogliby to pismo kształtować”.
Nie wiem, kiedy redakcja dostała od kurii lokal przy Wiślnej 12.
W każdym razie ks. kanclerz pozostaje postacią istotną.
W lipcu 1947 Tatuś pisze w liście do Mamy, która jest ze mną, trzymiesięczną w Tyńcu, o kwestiach finansowych, w szczególności: o kanclerzu i jego kieszeni, o (wirtualnej) maszynie do pisania i o (realnym) gramofonie .”Sytuacja finansowa [w TP] troszkę się poprawiła. Mianowicie kanclerz myśli o podwyżce pensji, ale gdzieś od jesieni… A ponadto maszyna: primo jakoś się rozwiewa, bo jej na razie nie ma, a po drugie doszedłem do wniosku, że to by była rozpusta, ostatecznie piszę wszystko piórem lub ołówkiem i robię to prędzej niż na maszynie, wiec może to nie ma wielkiego sensu? W każdym razie, na razie można się obejść. Bardzo mnie wzruszyła twoja propozycja sprzedania gramofonu. Ale może go jednak szkoda? Ja bez tej maszyny świetnie mogę się obejść.”
Ale do jesieni daleko – miesiąc później (mam już 4 miesiące) Tatuś pisze do Mamy: „Z forsą zaczyna być krucho. Co by sprzedać? Zdecyduj. Poza tym zaczynam dojrzewać do rozmowy z kanclerzem”. Pisze też, że przyszła paczka z USA, w której kakao, cukier, rodzynki, fasola i ryż się rozsypały i wymieszały i zostały „połączone w jedną substancję przenikającą wszystkie przedmioty i szczeliny. Ponadto 3 kawałki mydła toaletowego jodłowego – którego zapach połączył się chemicznie z tą mieszaniną. 3 paczki Chesterfieldów kakaowców z zapachem jodłowym… Walczyłem wczoraj z tą paczką 5 godzin jak Kopciuszek – metodą przedmuchiwania, wytrząsania, skrobania, pędzelkowania – z grubsza oddzieliłem kakao – ocaliłem go sporą ilość (większą niż pierwotna, bo z cukrem i trochą mąki + zapach mydła). Musiałem się potem niemal kąpać, mam katar i kicham kakaem…”.
Nie wiadomo, czy kanclerz kurii zrealizował swoje plany, ale chyba niekoniecznie, bo na początku października (mam już pół roku) Tatuś pisze do Mamy: „a sukni myślę, że nie sprzedawaj, 4 wełnianych sukien nie musisz mieć, ale to nie powód, żeby się wyzbywać najlepszej”. Domyślać się można, że Mama jedną sprzedała, ale nie tę najlepszą.
PS. I jeszcze smakowity fragment wcześniejszego listu Ojca dotyczący maszyny do pisania jego teściowej Zofii Zawiszy-Kernowej, pisarki, z początku lutego 1945, zaraz po wyzwoleniu i wypędzeniu jej z majątku w Goszycach: „Trzeba, by Mamusia zapisała się do Zw. Literatów, także w tym celu, by uzyskać zwolnienie maszyny do pisania od rekwizycji. Bez takiej bumagi bardzo łatwo maszynę można stracić, a byłaby to wielka strata i długo bardzo trudna do naprawienia.”
W dzisiejszych czasach jakieś wypowiedzenie umowy jakiejś gazecie to mało ważna sprawa?
Dla mnie jednak symboliczna, w jakim kierunku zmierza nasz kraj, w jakim kierunku zmierza KK.
Dziś ważne dla katolików święto, więc wkleję tekst, z którym można się zgadzać albo nie, który znalazłam na fb.
W dniu wczorajszym znany od pokoleń i ceniony w wielu kręgach polskiej inteligencji „Tygodnik Powszechny” poinformował, że jest zmuszony w najbliższym czasie opuścić swoją siedzibę przy ulicy Wiślnej 12 w Krakowie, gdyż właściciel budynku, krakowska kuria metropolitarna, wypowiedział wynajem tego lokalu redakcji.
Być może nie wszyscy rozumieją znaczenie tego wydarzenia, dlatego pozwolę sobie na przypomnienie pewnych faktów dotyczących samego Tygodnika jak i jego siedziby.
„Tygodnik Powszechny” powstał wiosną 1945 roku w historycznym Krakowie, gdy jeszcze armie alianckie zmagały się z wojskami hitlerowskimi w Trzeciej Rzeszy. Powstał niemal natychmiast po wkroczeniu Armii Czerwonej do Krakowa w styczniu 1945 roku, początkowo w głowach bohaterskiego metropolity krakowskiego, arcybiskupa księcia Adama Sapiehy (jeszcze nie kardynała) i Jerzego Turowicza, pierwszego redaktora naczelnego Tygodnika, a w marcu tegoż roku już w wersji papierowej. I od samego początku jego siedzibą był lokal przy Wiślnej 12 w Krakowie, z tyłu budynku kurii krakowskiego metropolity.
O „Tygodniku Powszechnym” można napisać wiele książek, można napisać nawet doktorat, więc trudno podsumować w kilku zdaniach to, czym było to czasopismo dla Polski i Kościoła w tym kraju przez te wszystkie lata. I czym jest Tygodnik do tej pory.
Wielkość, mądrość i długowzroczność jego twórców jest dzisiaj nie do przecenienia, tak jak nie do przecenienia są liczne pióra i talent tych wszystkich, którzy przez te 76 lat pisali na łamach Tygodnika, dzieląc się z czytelnikami swoją wiedzą i dojrzałością życiową.
„Tygodnik Powszechny” powstał jako głos katolickiej inteligencji w tym kraju, ale wielkość tego Tygodnika wyrażała się między innymi tym, że nikogo nie wykluczał. Mogli w nim wypowiadać się zarówno wierzący katolicy, jak i ludzie poszukujący, którzy w drodze do Kościoła często miewali pod górkę. Redakcja nie zamykała się także na tych, których dzisiaj określilibyśmy jako antyklerykałów.
Krakowski Tygodnik w swojej mądrości był platformą swobodnej dyskusji i dialogu ze wszystkimi. Tu nikogo nie wykluczano z powodu ilości wyklepanych przez jakiegoś autora Zdrowasiek, czy z powodu tego, że ktoś do kościoła nigdy nie trafił. W redakcji na Wiślnej 12 w Krakowie, obowiązywała wiara i miłość bliźniego powiązana z ideą uszanowania inności każdego. Jak pięknie określił to kiedyś Krzysztof Kozłowski, w Tygodniku pisali także „chrześcijanie tacy może nie za bardzo”. I to był atut redakcji przy Wiślnej 12 w Krakowie.
„Tygodnik Powszechny” będąc czasopismem katolickim dla polskiej inteligencji, miał jednak swój specyficzny i niepowtarzalny charakter, który powodował, że zawsze był solą w oku zarówno powojennej komunistycznej władzy w tym kraju, ale i tradycjonalistom w samym Kościele. Zwalczał bowiem Tygodnik katolicki zabobon, a także ten polski katolicyzm ludowy, chcąc go zastąpić wiarą z pogłębioną refleksją intelektualną. Ale z jeszcze większym zaangażowaniem zwalczał ten katolicyzm endecki i ten najgroźniejszy z narodowym zadęciem i z zaciśniętą pięścią na różańcu. Więc redakcja przy Wiślnej 12 w Krakowie ciągle była atakowana z dwóch stron, obrywała ostre cięgi zarówno od władz komunistycznych, urzędowej cenzury, jak i ataki od endecko i narodowo zadętych plebanów.
Wiele numerów Tygodnika się nie ukazało, bo zablokowała je cenzura, a w okresie stalinowskim redakcja na Wiślnej 12 w Krakowie, została zamknięta na blisko trzy lata, bo nie dość głośno rozpaczała po śmierci Stalina, który umarł w marcu 1953 roku. I to był jedyny okres w historii „Tygodnika Powszechnego”, kiedy do jego legendarnej siedziby nie przychodzili jego legendarni twórcy.
Tygodnik w swojej siedzibie na zapleczu krakowskiej kurii przetrwał niemal 76 lat. Przetrwał tam wielu krakowskich metropolitów: kard. Adama księcia Sapiehę, administratora apostolskiego abp Eugeniusza Baziaka, kard. Karola Wojtyłę (który sam w nim pisywał jako młody kapłan), kard. Franciszka Macharskiego i kard. Stanisława Dziwisza. Ale obecnego metropolitę abp Marka Jędraszewskiego Tygodnik już nie przetrwa pod swoim legendarnym adresem.
Długo by można pisać o powodach tej decyzji. Jest ich zapewne wiele, ale nie ulega wątpliwości, że otwartość na ludzi redakcji przy Wiślnej 12 w Krakowie, mądra krytyka patologii w Kościele instytucjonalnym, pogłębiona wiara w Boga, która nie wyklucza nikogo, przegrała z ludzką małością i oraz narodowym nadęciem obecnego rządcy tej archidiecezji. Redakcja Tygodnika i jej obecna linia działania od dawna kłuła w oczy wielbiciela złotych szat, „złotych, a skromnych”, specjalisty od „tęczowej zarazy” i innych publicznie wygłaszanych bredni, które wykluczają, dzielą ludzi i nie przysparzają Katedrze Św. Stanisława na Wawelu chwały.
Kończy się pewien 76-letni okres w historii „Tygodnika Powszechnego”, jego redakcja opuści legendarną siedzibę w której pozostanie duch ludzi, którzy z tym miejscem pozostaną związani duchowo na zawsze, ale nie skończy się sam „Tygodnik Powszechny”. On z nami pozostanie nadal, choć już pod zupełnie innym adresem. I nadal będzie służył prawdzie, łączył ludzi i ich różne wizje dotarcia do Prawdy Ewangelii. I nie przeszkodzi temu nawet mały człowiek w złotych szatach…
Pójdźmy spać – i spróbujmy posyłać ku Makówce wibracje niosące smak morelowego dżemu 😉

Oraz nalewki!!!
To mi się podoba!
Te wibracje z morelowym dżemem i nalewką.
Tylko kota mi proszę nie upić! Śpi na moich nogach:)
A Miralki dalej nie ma…
Zaczynam się martwić:)
DOBRANOC WYSPO!
Miralki nie ma, ale za to ja przyszłam, by podziwiać Twoje świąteczne wyczyny i bardzo ciekawe zdjęcia, które wydobywają te krakowskie perełki.
Dobranoc Makówko, dobranoc Wyspo, może sen przyniesie lepsze jutro, może…
Cieszę się, że przyszłaś Ultro, bardzo dziękuję za miłe słowo.
Obie kochamy Kraków i jego okolice, prawda?
Prawda, a nawet święa prawda. Z rodzinnego Chrzanowa potrafiłam już jako nastolatka jechać do Krakowa, aby przejść się uliczkami, czy Plantami i ładować baterie na przyszłość.
I to się czuje na Twoim blogu. Potrafisz tak pięknie pisać o Krakowie.
Czuję tak samo, ale TAK pisać nie potrafię.
Widzę, że Wyspa wpadła już w objęcia Morfeusza i lekko nocką kołysana – odpływa:)
Zaliczyłam dziś piękny, nocny spacerek po lesie, choć najprzyjemniejszą chwilą powrotu okazało się zgaszenie silnika w garażu:)
Dobrych snów, zatem, Wyspo:)
Dzień dobry
Znów mamy święto! I dzień coraz dłuższy… już przybyło 13 minut.
Bry, za oknem mokro, ciemnawo… w głębi lądu biało, ale jak zwykle zima zaskoczyła drogowców.
Witajcie!
W Krakowie buro,ale bodaj nie pada.
Witajcie!
Znów dało się dłużej pospać… Aż przykro pomyśleć, że kolejny krótszy niż 5 dni tydzień pracy przyniesie dopiero Wielkanoc…
Do Wielkanocy zostały 3 miesiące. Trochę więc sobie popracujecie…
W Poznaniu też pochmurno ale śnieg wczorajszy został tylko na samochodach i trawnikach. z reszty zrobiła się chlapa.
Pochmurno, w Krakowie wczoraj padał deszcz, ale w górach może był to śnieg?
Dusza (cała Makówka) rwie się gdzieś, ale teoretycznie, bo samej to mi się nawet na spacer nie chce iść.
Usiłuję więc znaleźć dobre strony „domowokobiecości” przypominając o licznych zaległościach do zrobienia w domu, na które ostatnio stale nie było czasu.
Z atrakcji dzisiejszego dnia jedynie spotkanie na Zoom o godzinie 20.
Pieniądze szczęścia nie dają, wszyscy to wiemy. Szczęście musimy budować w sobie i od nas ono zależy jak tylko jesteśmy zdrowi my i bliskie naszemu sercu osoby.
Ale, ale hm…nie zaszkodzi gdy są, więc takie oto życzenia na dzisiejsze Święto.
To jeszcze lepsze.
Już zaczęłam się zastanawiać co bym kupiła…jak sklepy otworzą.
Ba! Mieć taki aparat…
Może się pobawimy co byśmy kupili/ły gdybyśmy mieli/ły TAKI aparat?
Tak się kiedyś bawiłam z dzieciakami, którymi się opiekowałam.
Wzruszająca była odpowiedź chłopca z SP, który oprócz gier i jakichś innych rzeczy, o których marzą nastolatki wymienił, że spłaciłby kredyt mieszkaniowy rodziców i dałby coś dla biednych dzieci.
Ciekawa propozycja, ale z niej nie skorzystam.
Uwielbiam ten film, jeden z tych, co zapada w pamięć na całe życie.
Wysłuchałam z przyjemnością, a potem skojarzyłam z tym co na pięterku (ależ ja wybiórczo nieskromna jestem!).
…A schodów by bez liku było w domu tym
Okropnie dużo w górę w dół ciut-ciut
I donikąd schody też bym miał…
A skoro o pieniądzach mowa skojarzyła mi się piosenka. Ten film też jest jednym z moich ulubionych.
Many many… Niestety w tym roku dostaniemy po kieszeni. Wszystko drożeje.
Leśno-spacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Posypało u nas i wciąż sypie.
Mojemu rudemu szataniątku tylko nos i czubek ogona wystawały spod śniegu. Sama też wyglądałam jak śnieżny kopczyk po paru godzinach wędrówki.
Ale już jesteśmy w domu wytarte/wykąpane, przebrane (niektóre), nakarmione i napojone. Połowa z nas śpi, a druga (ta większa – i w tym wypadku to nie jest błąd) zerknęła na Wyspę i zabiera się za koralikowanie, nieco zaniedbane ostatnio na rzecz kucharzenia i sweterkowania:)
Pozdrawiam:)
Uważaj, Leno, by od koralikowania nie ugrzęznąć w jakiejś wielkiej rafie!
Witaj, Tetryku:)
Rafafafa:) Już tam jestem. Od dawna. I jedyny mój problem, to ten, że obawiam się, by nie skończyły się koraliki:)
W mojej części Krakowa od rana było pochmurno, potem zaczęło padać.
Ale niestety deszcz, nie śnieg.
Cały dzień siedzę w domu, ale rodzinny bilans spaceru i śniegu jest wyrównany.Syn poszedł ze znajomymi na Śnieżnicę.
W południe przysłał takie zdjęcie:
Pięknie:)
U nas było mniej ołowiano, jeśli nie liczyć Jeziora, które wciąż jeszcze chodzi:)
Śliczny widok, chciałoby się tam być…
Chciałoby, chciałoby też bym chciała, ale oglądanie oczami własnego dziecka to już prawie jakbym była i ja.
Jeszcze na temat serialu o Patronce: na Studio Opinii Zbigniew Szczypiński zamieścił swoje uwagi o serialu. Są tam linki do koncertu pamięci Agnieszki z Opola z 1997 roku…
Dzięki Tetryku. Serialu nie zaczęłam oglądać. Zniechęcił mnie skutecznie Tomasz Raczek, który oglądanie w TVP porównał do jedzenia szarlotki na zarzyganym talerzu. Choć z drugiej strony może w Internecie warto jednak obejrzeć mimo krytycznych uwag Z. Szczypińskiego?
Koncert z 1997 roku do dziś mam w oczach, pamiętam, ale chętnie obejrzę, choć w kolejce do obejrzenia jest koncert Sikorowskich.
Mimo że cały dzień jestem w domu to jakoś stale nie starczyło czasu.
Skończyłam gadać na WhatsApp, dziecko ma przyjść na obiad, trzeba zjeść kolację i Zoom.
I tak mija zgniły dzień, a porządki dalej nieskończone.
A tu fajrant i przerwa.
A tu awaria wody, pójdę dzisiaj spać bez mycia…

Żeby chociaż rano była…
Spróbuję zasnąć. Dobranoc
Spokojnej.
Śpij spokojnie.
Dobranocka.
Ewa Bem i kolęda z „Misia”. Z kawałkiem filmu.
Snów tradycyjnych.
Bareja…eh.
Dzisiejsza rzeczywistość (nie tylko w Polsce, choćby to, co teraz dzieje się na Kapitolu) przerasta wszystkie fikcje filmowe.
Skończyłam spotkanie na Zoomie, bodaj się trochę pośmialiśmy.
Bo raczej było to bardziej spotkanie towarzyskie jak knucie; ale aby wspólnie knuć trzeba czasem wspólnie pożartować.
Choć sytuacja w USA przeraża.
W jakim kierunku zmierza świat?
Też śledzę i włosy mi stają dęba.
Ano, zobaczymy, czy jak wstaniemy rano, będą jeszcze Stany Zjednoczone AP, czy już Republika Gilead…
Hm, tak źle to chyba jednak nie. Musieliby jeszcze przeprowadzić skoordynowane zamachy na wszystkie osoby z linii sukcesji, a jestem przekonany, że teraz służby stoją na rzęsach, żeby już nie dać plamy.
Przypominam, że przez dwa tygodnie to jeszcze Trump wydaje rozkazy.
Słucham komentatorów, słuchałam Kraśki i jestem przerażona, ale jednak wierzę w zwycięstwo amerykańskiej demokracji.
Quo vadis, człowieku? Na to pytanie od dawna szukamy odpowiedzi.
To nie człowiek, Ultro. To planeta walczy z infekcją…
To może inaczej -Quo vadis Planeto?
Zanim jednak sytuacja się wyjaśni, trzeba także spać – to zwiększa nasze szanse na przetrwanie. 😉 Niech dziś nasza lampka wysyła kojące wibracje również za ocean!

Dziękuję, też zmykam.
Jeszcze słucham komentarzy, ale za chwilę też umknę.
Co się stanie w ciągu najbliższych dwóch tygodni w USA?
25 poprawka mało prawdopodobna, ale…
Żyjemy w ciekawych czasach, ale nie o taką ciekawość mi chodzi.
Zamiast skupić się na walce z epidemią, jest walka o nieoddanie władzy.
W Polsce rozumiem, ale wydawać by się mogło, że w USA jest jednak silna demokracja.
DOBRANOC!
Nie wiem co się dzieje w USA, bo nie oglądam telewizji, ani nie słucham radia. Zawsze to mniej nerwów

Demokracja w USA mocno kuleje i to jest wiadome od dawna. Z tego co widzę, hasła mają piękne, ale tak się one mają do rzeczywistości, jak te polskie… prawo i sprawiedliwość…
Silne grupy finansowe dobrze pilnują, żeby im się krzywda nie stała, a reszta niech sobie sama radzi…
Dzień dobry


Pięknie spędziłaś święta i Sylwestra, Makóweczko
Cieszę się, że miałaś co opisać
Bry…
Cieszę się,że jesteś.
Dziękuję za miłe słowo,faktycznie całkiem miłe były te Święta.
Dzień dobry
Pada śnieg, ale nie mam złudzeń, on nie poleży. Najważniejsze, że w ciągu nocy usunęli awarię i już mam wodę 
Witajcie!
Wydaje się, że Trump przeszarżował i poległ…
Pożyjemy, zobaczymy…
Ale emocje, które wzbudził w grupie radykalnych swoich zwolenników, (wielbicieli wręcz) pozostały.
Ci ludzie wierzą w to, że zostały im skradzione wybory.
Co gorsze uwierzyli, że można próbować siłowo zmieniać wynik wyborów, czyli w ich odczuciu odebrać coś, co im ukradziono.
Dziennikarze tacy jak Marcin Wrona, Piotr Kraśko, Bartosz Węglarczyk i inni tłumaczyli wczoraj w nocy motywy działania tych ludzi, dla których Trump jest idolem, bo obiecuje im lepsze życie oraz mówi, że ich kocha i że są wspaniali.
Mnie bardzo to martwi, bo Trump przeszarżował i poległ, ale ta sytuacja będzie złym wzorcem dla innych.
„Trumpizm”, „kaczyzm” -urosły w siłę.
Ale Senat zatwierdził wybory i już nie ma żadnych wątpliwości, że Trump się skończył.
To dwie różne rzeczy.
Trump wygłupił się w oczach świata, może nawet niektórych Republikanów, ale nie w oczach jego zwolenników, sfrustrowanych i gotowych na wszystko, tych co demolowali i fotografowali się w gabinetach i uwierzyli, że są bohaterami, bo ICH PREZYDENT im to powiedział.
Ale chyba już skończyły się demonstracje?
Patrzę na to bardziej długofalowo, ale co ja się tu będę mądrzyć?
Wszystko to prawda, ale ten nieudany pucz – na razie – zdecydowanie ograniczył liczbę wahających się co do potępienia DT. Podobnie jak pucz monachijski… Nie sądzę jednak, aby DT był zdolny do utworzenia i rozwinięcia struktur, niezbędnych do przyszłego tryumfu.
Pocieszające jest to, że nawet niektórzy Republikanie odcięli się publicznie od tego co zrobił DT. Może w ślad za nimi pójdą niektórzy zwykli ludzie, którzy do tej pory głosowali na Partię Republikańską?
Jednak DT ma dużą umiejętność manipulowania emocjami sfrustrowanych ludzi i to zawsze bywa niebezpieczne.
Może niektórzy faktycznie zrozumieli, co to za facet i że im z nim nie po drodze… ale część na pewno odcięła się od niego koniunkturalnie (przegrał wybory, awanturuje się, a teraz to – lepiej trzymać się z daleka od niego).
Bry. Kroi się wyjazd na weekend, ale jeżeli w ogóle, to w sobotę bladym świtem. A na razie wiadomoco. Chmury u góry jak okiem sięgnąć.
(A teraz pada śnieg, drobniutki, ale jednak)
Tu też, a ja wróciłam z zakupami.
A ja wróciłam z malutkiego spacerku (w powietrzu fruwały czasami malutkie płatki śniegu, które natychmiast znikały)i z zakupów.
Zjadłam obiad, ciasteczko, wypiłam herbatę i myk na Wyspę, a tu ciszaaaa.
Byłam w tym samym osiedlowym sklepiku co to była ta „ziemniaczana akcja”.
Sprzedawczyni (ta sama) powiedziała do mnie, że to nie miało ze mną nic wspólnego, że u tej pani wynika to z jakichś problemów zdrowotnych, że czasami zachowuje się spokojnie, a czasami ma takie niekontrolowane wybuchy.
Cisza na Wyspie i nareszcie Ty ją przerwałaś. Może za nami pójdą inni?
To zazwyczaj taka martwa godzina.
Rano wybiegłam natychmiast po śniadaniu, po powrocie trochę oglądałam (choć już widziałam w nocy)relacje z wczorajszych wydarzeń na Kapitolu.
Dalej mi się to w głowie nie mieści i dalej napawa strachem na przyszłość już nie Ameryki (ta sobie poradzi), ale tego co czeka nasz kraj, gdy suweren zobaczył takie wzorce.
Do domu dojechałem niemrawo posypywany drobnym śniegiem. Ponoć w sobotę ma być zimno i śnieżnie…
U nas cały dzień pada drobny śnieg i zaraz się topi.
Tak samo tu, przez cały dzień.
Grr. Dlaczego jak ogłaszałem fajrant, zaraz po komentarzu z 19:03, to mi strona powiedziała, że wykryto duplikat (co się zdarza, jak kliknę przypadkiem dwa razy w „Opublikuj”), a teraz w ogóle go nie ma?
Wyspa lubi czasem płatać figle
Miewa humorki?
Taka jakaś narowista ona jest!
No, czasem wierzgnie.
Czy użyłeś słów fajrant i przerwa?
Tak, ale myślałem, że jeżeli użyję tego o innym czasie, innego dnia, to nie zostanie potraktowane jako duplikat.
Sugerujesz, żeby urozmaicać te komunikaty?
…ale w tym samym wpisie…
Dobrze, teraz rozumiem. Dzięki.
I tak oto Tetryk wystąpił w obronie czci Wyspy pokazując, że to owa kobieta ma rację i niesłusznie jest podejrzewana o humorki i wierzganie.
Zauważyłam, że gdy piszę DOBRANOC wystarczy zmieniać Zaazulki.
Dobranocka.
Szopen, polonez i gitara. Bardzo lubię takie nietypowe aranżacje!
Snów nietypowych, a ładnych.
Snów nietypowych ?
A życie niechby też czasem bywało nietypowe a ładne…tak jak ta Dobranocka.
No ja na razie życzę snów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby życie też.
Rewelacyjne opanowanie gitary…
No. Mam przyjaciela, który kiedyś potrafił robić… porównywalne rzeczy. Teraz trochę to zarzucił.
W rytm tego poloneza, maszeruję do łazienki, (dziś już wodę mam) i pod kordełkę…
Dobranoc!
Spokojnej (dobrze, że woda wróciła).
Śpij spokojnie.
nie wiem, czy się już dziś witałam, czy nie






Ale na wszelki wypadek powiem: dzień dobry
Dziś pracowity dzień, chociaż wolny od pracy
Trochę zajęć obowiązkowych i już prawie wieczór… jak ten czas leci
Zaczęłam przeglądać zdjęcia z grudniowych wycieczek (czy może jak u Makóweczki – spacerków)
Aż mnie dziw wziął, że było ich aż 6
Jak przegram do galerii i opiszę, to pokażę je Wam. To pięterko, chociaż ciekawe, trochę urosło i czas na zmianę
Bardzo się cieszymy!
Zdecydowanie urosło i zdecydowanie czas na zmianę.
Zajęci wydarzeniami na Kapitolu i tak dawno zapomnieliśmy o Świętach i Nowym Roku.
Ptaszki są całkowicie z dala od polityki, chyba nawet nie wiedzą co to demokracja.
Jeszcze à propos Kapitolu, polecam paśtwu felieton Joanny Hańderek.
Dzięki, jeszcze nie czytałam, a jest wart przeczytania jak i inne jej felietony.
Lubią Hańderek i słuchać i czytać.
Okej, całkiem rozsądny punkt widzenia.
Jestem jednak pesymistą i obawiam się, że to nie tylko ludyczny tłum, a w każdym razie, że stała (stoi) za nim jakaś organizacja. Równolegle z wydarzeniami na Kapitolu policja dostała sporo alarmów bombowych (z których dwa ponoć były autentyczne, po jednym ładunku w siedzibie każdej partii), a dwa dni wcześniej (4 stycznia) kontrolerzy lotów dostali nagranie (z syntezatora głosu) grożące, że samolot wleci w Kapitol w ramach zemsty za śmierć Ghasema Solejmaniego. To wygląda na planową akcję dezinformacyjną, a więc niestety coś więcej niż tłum przebierańców-chuliganów.
To tym bardziej jest się czym martwić, bo chyba tylko PAD uważa, że to wewnętrzna sprawa Ameryki, która nas (świata) nie dotyczy.
Dobrej nocy wszystkim!

I Tobie!
Jak wszyscy to wszyscy to i Makówka mówi
DOBRANOC!
Zapraszam na nowe pięterko

Mam nadzieję, że chociaż na chwilę pomyślicie o czymś przyjemnym i oderwiecie się od szarej rzeczywistości