Kilka dni temu minęły Mikołajki – tradycyjna okazja do okładania się prezentami. Coraz mniejszy jest w tym aspekt charytatywny, nawiązujący do legendarnego biskupa Miry, coraz więcej cocacolowego konsumpcjonizmu…
Jak to było u Zenka 7 lat temu?
| « Makówczyne listopadowe spacerki cz.4 | Listopadowe spacerki cz.5 » |
Kilka dni temu minęły Mikołajki – tradycyjna okazja do okładania się prezentami. Coraz mniejszy jest w tym aspekt charytatywny, nawiązujący do legendarnego biskupa Miry, coraz więcej cocacolowego konsumpcjonizmu…
Jak to było u Zenka 7 lat temu?
Aby Makówki i jej czytelników nóżki od biegania po schodach nie bolały…
Dziękuję Tetryku, bo faktycznie tam już była wspinaczka po schodkach, a ślisko jest i to mogłoby się źle skończyć.
Zabrałam się za czytanie i niestety utknęłam tzn. miałam problem z przesuwaniem.
W końcu doczytałam do końca i się ubawiłam.
Cóż okazuje się, że przy dzisiejszych sprytnych dzieciakach nawet Mikołajowi łatwo nie jest.
Jeszcze jedno zdanie szczególnie mnie ubawiło krótkie chwile wytchnienia między wymaganiami szefa i wymaganiami żony. Ależ ci mężowie bidusie są, ha, ha!
Mikołaj, zrobiło się świątecznie…
Dziś MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ HERBATY.
Taką staroć zaproponuję, bo choinka w tle i o herbacie.
A jak uruchomimy wyobraźnię możemy się umówić, że ten pan ma na imię Mikołaj/Zenek.
Tetryk wprowadził nas w nastrój przedświąteczny, to samo zrobiła Ultra linkując u siebie :
„Ukradłam”, więc od Ultry na Wyspę. Piosenka spowodowała, że zadumałam się nie tylko nad Świętami, ale i nad Trójką, ale i nad czasami dziwnymi, trudnymi…
Dobra, już nie gadam sama ze sobą, umykam do …sprzątania; podobno przed Świętami należy sprzątać, bleeee.
A tu wersja na TE Święta 2020.
Bardzo udana! Właśnie tak trzeba – nie palić karpi, tylko zakładać własne „pewne ryby”, że tak strawestuję znane powiedzenie (chyba Jacka Kuronia).
Cisza na Wyspie? Czyżby Wyspiarze zostali oblani colą i dokonali szybkiej ewakuacji ?
Fajrant i przerwa! (Nie, wcale się nie oblałem kolą. Ale owszem, ostatnio robiłem za Mikołaja u szwagrostwa w gościnie
)
I też zostałeś rozpoznany?
Jakieś studium porównawcze?
Ho ho ho…
Znaczy zdjęcie? GDZIEŚ jest, musiałbym poszukać…
Proszę. Ta dziewczynka to córka bratanicy żony. Albo krócej: wnuczka szwagra.
Prawdziwy Mikołaj!
Jestem pod wrażeniem!
Brawo ten Mikołaj
Dziękuję za uznanie. Było trudno, okulary zaparowywały…
E no, fachura!
I tak dziecko robią w konia…
Pamiętam (bo tego nie zapomnę) jak byłam dzieckiem, przyszedł Gwiazdor- bo w Poznaniu chodzą Gwiazdory, a nie jakieś Mikołaje- i pyta „są tu niegrzeczne dzieci?” To mu odpowiedziałam – są, są, ale grzeczne.
Wtedy jeszcze wierzyłam w Gwiazdorki…
Bardzom ciekaw, czy ta dziewczynka ze zdjęcia rok później jeszcze wierzy, ale się nie dowiem (za prędko), bo w tym roku spędzamy święta we własnym towarzystwie.
Czy ktoś wie, gdzie jest Bożenka?
Jestem! Wróciłam! Ale jeszcze muszę zjeść kolację, bo mi kiszki marsza grają.
A to włóczykij jeden! A ja się martwię!
Dziękuję za troskę
No, czas na mnie. Dobranoc
Spokojnych snów, Bożenko! Może ci się Gwiazdor przyśni?
Śpij dobrze Bożenko!
Spokojnej!
Dobranocka.
Dawno muzyki filmowej nie było. A skoro dobranoc, to dobra+noc, to w takim razie niech będą noce. I dnie.
Snów o lecie i nenufarach.
Ukołysałeś mnie, Quacku…
Dobrze, że nie rozwalcowałem
Quacku ostatnio bywasz bardzo romantyczny w swych Dobranockach…
I znów prowokujesz, aby namarzać marzenia.
Coś podobnego. To chyba podświadomie
To tym bardziej o czymś świadczy!
Hm. Hmmmmm.
Najwyraźniej czas kłaść się spać.
Dobranoc!
Hm…spać…hm…
Popieram wniosek Quacka 🙂

Ja jeszcze nie.
Ale teraz już tak.
DOBRANOC!
Dzień dobry
. Pada…
Dzień dobry, słońce!
A ja muszę skorzystać z Gieni,
nie wyspałam się i ta pogoda…
Kto jeszcze chętny?
Dzień dobry
Czy znajdzie się kawa dla spóźnionego wędrowca

Dzień dobry pośpieszne, za chwilę jadę załatwiać sprawy. Rozmaite. Przedświąteczne. A potem normalnie, pracka.
A już w autobusie.Jade…skoro słońce to wiadomo -spacer.

Witajcie!
W Krakowie alarm smogowy oświetlany z góry słoneczkiem. Już wolałbym deszcz…
Dzień dobry
Rewelacja
Obśmiałem się do łez

Wprawdzie tekst nie jest nowy ale niesie ponadczasowe przesłanie
A tak całkiem poważnie, to drażni mnie niemożebnie przerośnięty krasnal z przyklejoną brodą robiący hou, hou, hou, bo ze świętym nie ma nic wspólnego

Prawdziwy święty powinien mieć szaty BIAŁE (mogą być z krzyżykami jak na prawosławnych ikonach) oraz mitrę biskupią a nie kubraczek krasnoludka i czapkę z Disneylandu
To jest właśnie przejaw cocacolizacji Świąt…
Święci bywali różni, ale najmniej wspólnego widzę między nimi a biskupami.
Ja też podobieństwa nie widzę, Bożenko, tylko same różnice… i to niekoniecznie w dobrą stronę…
Mnie w ogóle drażni cała ta wrzawa przedświąteczna, która zaczyna się zaraz po 1 listopada, a ma na celu nakręcić spiralę zakupów, a nie budowanie rodzinnego nastroju.
Albo podkręcanie atmosfery ciepłych, rodzinnych Świąt często trudne dla osób w różnych sytuacjach życiowych, rodzinnych.
Również składanie życzeń (łamanie opłatkiem) w sytuacji wymuszonej.
NIE LUBIĘ ŚWIĄT!-wiem, wiem tak NIE WYPADA mówić.
Faceci mają jednak lepiej… Jak facetowi nie wypada, to sobie ręką może wyjąć…
Faceci w ogóle mają lepiej ZE WSZYSTKIM!
A zwłaszcza z kobietami…
Też nie lubię świąt i jestem podobnego zdania, co Ty, Makówko.Oby ten grudzień prędko minął…
Dzień dobry


Rodzice wyganiali nas do wypatrywania pierwszej gwiazdki, a gdy wracaliśmy – prezenty pod choinką były 

Tekst jest świetny
Co wcale nie dziwi u tego Autora
Jak pamiętam z dziecięcych lat u nas nigdy takiego Mikołaja nie było
Nie takie jak teraz… a o coli to nikt nawet nie słyszał
Wczoraj pracowałam bardzo długo, a dziś „powtórka z rozrywki”
Tym bardziej, że do pracy jadę prawie 100 km w jedną stronę, a to ok. godziny jazdy… 


Także na wczesny powrót nie ma co liczyć. Muszę wyjechać wcześniej i wrócę później
Miłego dnia Wam życzę
Współczuję Miralko , nie ma lekko . Jedna z moich wnuczek , codziennie dojeżdża do pracy w Warszawie z Serocka . Prawie 50 km . Ale młodość ma swoje prawa ,ale i swoje możliwości . Póki co , nie narzeka . Pracuje w Ministerstwie Finansów i bardzo sobie chwali . A Mikołajem , byłem przez parę lat do momentu , aż doświadczony już wnuczek , zerwał mi brodę i powiedział , że poznał mnie po głosie , bo w szkole Mikołaj miał inny głos . Nie ma rzeczy wiecznych . Wszystko ma swój początek i koniec . Pozdrowionka przedświąteczne 🙂
To Twoja wnuczka ma podobnie jak ja, Maksiu. Też zwykle jadę do pracy ok. 50 km (w jedną stronę) i chociaż młoda już nie jestem, to też nie narzekam
Wróciłam do domu pełna krakowskiego smogu.
Smog, nie smog, ja i tak wolę się poruszać.
Ale maseczka chyba ten smog powstrzymuje?
Ale ja nie mam takiej antysmogowej maseczki z filtrem.
Wiem, że są takie i używają ich sportowcy.
A te kawałki szmatek wymagane teraz jako zabezpieczenie przed covidem nie powodują, że oddycham czystym powietrzem.
Chronią jedynie moje otoczenie przed ewentualnym zarażeniem gdybym była zakażona covidem.
Fajrant i przerwa.
Witaj, Tetryku:)
Tak to bywa, gdy młodociany wyznawca nie jest w stanie udźwignąć objawionej nagle, brutalnej prawdy…
Z drugiej strony – używanie francuskiej wersji jego imienia wydaje się jednak zbyt okrutną karą za emanowanie niepotrzebną agresją i podejmowanie nieudolnych prób demaskacji;)
Pozdrawiam:)
Dobry wieczór, Wyspo:)
Bardzo urwany tydzień i nic nie zapowiada, żeby miało być lepiej, więc – póki co – będę pojawiać się i znikać:)
Pojawiaj się jak najczęściej, a znikaj na krótko!
Ja dziś trochę jak Lena.
Dziecko przyszło na obiad, a za chwilę umykam na lokalne knucie.
Będę jakoś tak po 22.
Knuj Makówko, powodzenia
Dzisiaj , pan Premier Morawiecki złożył kwiaty i oddał hołd ofiarom Stanu Wojennego w Kopalni Wujek w Katowicach . W grudniu 1981 roku pracowałem w kopalni Julian w Bytomiu . Dzięki mądrości Dyrektora pana Mariana Filipka ,grupa rewolucjonistów została przekonana o niepodejmowaniu zbrojnej walki , otrzymali gwarancję bezpieczeństwa i autokarem zawiezieni do Domu Wypoczynkowego w Wiśle .Tam spędzili Święta . Po Świętach wrócili do pracy i dziękowali za taką decyzje Dyrektorowi Filipkowi . Wspominam o tym wydarzeniu , bo dzisiaj mamy również skomplikowaną sytuację w Polsce i oby obyło się bez krwawej rewolucji
Ale znaczy co robili w tej Wiśle? Strajkowali zdalnie? Byli internowani? (chyba nie, skoro wrócili do pracy) Bo nie wiem, na jakiej zasadzie?
Odpoczywali na bezpłatnym urlopie . Był to Ośrodek Wypoczynkowy Kopalni Julian .
Dobry wieczór po przerwie.
Dobrej nocy wszystkim życzę i do jutra
Spokojnej!
Dobranocka.
Muzyczny żarcik, ale w gruncie rzeczy fascynujący – kanon-rak Mistrza Jana Sebastiana, który można grać do przodu, do tyłu, równocześnie naprzód i w tył (wtedy powstaje harmonia, a rytmy się przenikają), a jakby tego było mało, można grać go tak, jakby nuty leżały na stoliku, a klawesyniści siedzieli z obu jego stron i każdy wykonywał go od swojej strony (czyli jeden z nich – do góry nogami!). Znawcy twierdzą (co zilustrowano na tym filmiku), że w ten sposób Bach wynalazł wstęgę Moebiusa (przed Moebiusem).
Snów zakręconych!
Już po knuciu. Dzisiejszy dzień był miło intensywny.
Muszę „wyprać” zabłocone buty, przegrać zdjęcia i spakować się na jutro.
Na moje nocne gadulstwo nie ma co liczyć…
Ja się rano trochę zlazłem i jeszcze teraz staram się odrestaurować…
Pst…ja dziś i łaziłam i świętowałam…mam zdjęcia -kiedyś o tym napiszę na pięterku.
Zlezione dobranoc…
Zlezione i niedopakowane dobranoc…
Okrutnie się z lampką zapóźniłem… nadrabiam! Śpijcie dobrze i wydajnie!

Dzień dobry
Zapewniał mnie, że nie czuje się tak źle, tylko trochę kaszle. W lutym (gdy o wirusie mało kto wiedział) czuł się znacznie gorzej. Nawet do łazienki nie dał rady dojść…
Wróciłam z pracy utuptana w czarnoziem. Miałam zamiar iść wcześnie spać. Ale na Skype przeczytałam wiadomość od syna i spać mi się odechciało.
Nie czuł się za dobrze i zrobił sobie test… jest pozytywny… znowu
Inna sprawa, że nie ma jeszcze dwóch tygodni jak u nas był. Przyszedł, żeby pożegnać siostrę przed jej wyjazdem. Jeszcze się dobrze czuł i nie wiedział, że jest chory. A może „załapał” wirusa po wizycie u nas?
Sarah nie poszła do pracy, chociaż czuje się dobrze. Musi być na kwarantannie. Mam nadzieję, że nie „złapie” tego wirusa. Jak mi powiedział syn, nawet w domu maseczki nie zdejmuje i ma nadzieję, że swojej dziewczyny nie zarazi. Jak będzie – zobaczymy…
Dzień dobry
Dziś DZIEŃ BEZ PRZEKLEŃSTW.
Witaj, Bożenko
Z zasady nie przeklinam w ogóle…
Jak dla mnie, to nie tylko ten jeden dzień jest bez przekleństw
To tak jak ja. Są jednak tacy, którzy nie potrafią inaczej mówić. Ale czy dziś się powstrzymają? Wątpię…
Takim nic już nie pomoże. Znam jedną taką, która wyrazu „k**” używa jak przecinka w zdaniu. Próbowałam ją od tego odzwyczaić, ale to próżny trud… ona nawet nie zdaje sobie sprawy jak często klnie. Po prostu się przyzwyczaiła i tego nie słyszy. Jej synowie tak samo, co nie dziwi… skoro od najmłodszych lat słyszeli, też używają jak przecinka.
Nie wyobrażam sobie, żeby któreś z moich dzieci tak do mnie powiedziało… a ona nawet tego nie zauważyła…
Pamiętam jak kiedyś u nich pod domem słyszałam krótką dyskusję między matką a synem. Syn powiedział: „Matka, k***, tyle lat jeździłaś samochodem na biegi, a k*** nie wiesz teraz jak odpalić k*** samochód?”… Mało mi gały nie wypadły z wrażenia
Cóż… bywa i tak…
Kiedyś na Mazurach w kanale mijaliśmy przycumowany do brzegu jacht, na którym jakaś kobieta darła się na chłopaczka: – Ty sk….synu!!! Mały patrzył na nią szeroko rozwartymi oczami, wreszcie wystękał:
– Mamo! Co ty mówisz!?!
Dobry wieczór, Bożenko:)
Pierwotnie przekleństwo niosło sobą „złe życzenia” i wcale nie musiało zawierać wulgaryzmów, teraz oznacza także mówienie „brzydkich” wyrazów:)
Przekleństwom w tym pierwotnym znaczeniu mówię stanowcze „Nie!”.
Za godne potępiania uważam też używanie wyzwisk. Tu jednak w grę zaczynają wchodzić nie tylko słowa powszechnie uważane za wulgaryzmy, ale także takie, które w innym kontekście są neutralne (myślę tu o wszelkiego rodzaju „taboretach”, „krowach”, „szmatach”, „burakach”).
Wulgaryzm bywa też jednak środkiem ekspresji.
Czytałam o badaniach, w których podzielono ludzi na dwie grupy i poddano ich próbie bólu. Ci, którym pozwolono „się wyrażać”, znosili ból o, średnio, trzy-cztery stopnie wyższy (w dziesięciostopniowej skali) niż ci, którym „wyrażania się” zakazano:)
Chyba rzecz sprowadza się do tego, że wulgaryzmy używane zasadnie, jako środek wyrażania ekstremalnych emocji w sytuacjach niecodziennych aż tak mnie nie rażą. Wolę taki sposób rozładowywania emocji niż wyrwanie bogu ducha winnego znaku drogowego albo obicie komuś facjaty:)
Pozdrawiam:)
Dziękuję Leno, za tak wyczerpującą wypowiedź. Jeśli chodzi o mnie, to jestem niespotykanie spokojnym człowiekiem więc nie używam wulgaryzmów, ani znaków drogowych nie wyrywam. Facjaty też nikomu nie obijam.
Może kiedyś miałabym na to ochotę, ale to już za mną. Z wiekiem człowiek pokornieje
Pozdrawiam również. 😉
🙂
Wiesz, że też zauważam tę zależność wiekową:)
Ja jestem choleryczką – ale – cywilizowaną;)
Bardzo rzadko klnę, nie obrażam, nie bijam.
Kiedyś byłam jak propan-butan – wystarczyła iskierka i wybuchałam.
Na szczęście miałam mądrych rodziców, którzy tę moją żywiołowość potrafili przekuć na różnego rodzaju zajęcia fizyczne – balet (bardzo nieudany pomysł), gimnastykę artystyczną, tańce, pływanie, narty…
Nauczyli mnie pożytkować tę energię twórczo, i mam to do dziś.
Z wiekiem coraz częściej sięgam po bardziej „siedzące” sposoby, choć wciąż lubię spontaniczne wybycia o różnych porach dnia i nocy:)
*Pół-okienko jest męczące…
Ctrl+F7 nie działa:(
Bo to miał być Ctrl+F5…
Dobry wieczór, Tetryku:)
Dziękuję.
W necie znalazłam to pierwsze.
Spróbowałam, efektów z Ctrl+F5 też niet:(
Pozdrawiam:)
Efekt jest. Nieoczekiwany. Po odświeżeniu ramki nadal pół, ale za to czcionkę mi zmieniło. Na brzydszą. Buu…
🙂
Musimy się zgadać „na żywo”…
Nie ma sprawy:)
Daj znać, jak znajdziesz chwilę, a ja postaram się dostosować:)
Na pewno masz rację, Leno. W niektórych przypadkach wulgaryzmy tak nie rażą jak w normalnej rozmowie. Gdy się ktoś przywali młotkiem w palec, bardzo często możemy usłyszeć jak klnie
I to osoby, które na ogół nie używają „brzydkich wyrazów” 
I w sumie nie wiem… to jest przekleństwo, czy nie… 
Na takie coś patrzę z przymrużeniem oka…
Przekleństw typu: „A niech cię szlag trafi”, czy „Żebyś po wodzie chodził i pić prosił”, też nie używam, nie tylko wulgaryzmów. Nawet w chwili zdenerwowania. Od bardzo dawna myślę sobie, że jakby się jakieś przekleństwo spełniło (przez przypadek), to nie darowałabym sobie tego do końca życia.
Pamiętam jak mój dziadek mówił – „Ja mu źle nie życzę, niech mu ziemia lekką będzie” – a przecież mówił o osobach, które jeszcze żyły…
Dobry wieczór, Miralko:)
Chyba wszystko zależy od intencji. Jeśli dziadek lubił czarny humor, to chyba można uznać takie słowa za błogosławieństwo raczej:)
Pozdrawiam:)
Witaj Leno
Wtedy przestawał być taki miły. Kiedyś pogonił z domu swego byłego lokatora siekierą w łapie. Karateka (tak go nazywaliśmy, bo trenował ten sport) zapomniał o swoim karate i wiał, tylko się za nim kurzyło 

Dziadek był typowym „jajcarzem”, zabawnym i miłym… do czasu aż ktoś go nie wnerwił
Nie będę opisywała całej sytuacji, bo to za długo by trwało, ale w skrócie… Karateka chciał oszukać na sporą sumę kolejnego lokatora, a dziadek to wykrył i bardzo się zdenerwował. Nie tolerował oszustw, a tym bardziej oszustów, czemu się nie dziwię. W każdym bądź razie nigdy więcej nie widzieliśmy Karateki. Bał się pokazać w naszym domu i dobrze
Przypomniało mi się coś jeszcze…
Mieliśmy na podwórku psa na łańcuchu. Do znajomych był przyjacielski, jedynie na Karatekę szczekał, wręcz ujadał. Nie mogliśmy zrozumieć dlaczego?!!! Aż kiedyś przyuważyliśmy. Karateka wracając z pracy wziął kij do ręki i próbował uderzyć nim psa. Pies dostawał szału nie mogąc dosięgnąć gościa. Nasza reakcja była natychmiastowa. Lokator dziadka dostał ochrzan (i to solidny), pies został przytulony i uspokojony. Kilka dni później pies ujadając na Karatekę zerwał łańcuch i poszedł do ataku. Celował w gardło i gdyby lokator nie miał ze sobą aktówki, którą się bronił, nie wiem jak by się to skończyło. Całe szczęście byliśmy w domu i wylecieliśmy na ratunek… niedługo po tym zdarzeniu Karateka wyniósł się od dziadka, co przyjęliśmy z dużą ulgą. Nikt nigdy nie bił naszego psa (uważam to za barbarzyństwo), tylko ten jeden gość próbował to zrobić. Wcale nie jestem zdziwiona, że pies go nie znosił… za takie traktowanie?!!!
Także tylko ten jeden lokator zostawił za sobą niemiłe wspomnienia, szczególnie jeśli dołożyć do tego próbę oszustwa…
I dlatego jestem przekonana, że jeśli ktoś nie ma szacunku dla zwierząt, nie znajdzie też w sobie szacunku dla ludzi…
Witaj, Miralko:)
Podleców nie brakuje.
Każdemu czasem puszczają nerwy na jawne draństwo.
Pamiętam taką sytuację:
Jako mała dziewczynka część wakacji spędzałam u wujostwa i Babci (Mama mojej Mamy). Wujek należał do tych konsumentów, co to bardziej ich było przy jedzeniu słychać niż widać.
Kiedyś spytałam Babcię, czemu wujek tak dziwnie je. Nie wiedziałam, że jest w pobliżu, więc kiedy przyłożył mi łyżką w głowę – rozpłakałam się. Nie tylko dlatego, że bardzo mnie zabolało, ale też dlatego, że nikt nigdy mnie nie uderzył.
I wtedy babcia wstała od stołu, wzięła wujka za klapy marynarki i wyniosła go z kuchni. Do dziś nie wiem, jak jej się to udało, bo była bardzo drobną kobietką, a wujek – ponad stukilowym mężczyzną. Kiedy wróciła, miała bardzo bladą twarz, a ja tak się o Babcię wystraszyłam, że przestałam płakać.
Na co dzień była oazą spokoju, zawsze uśmiechniętą i nucącą pod nosem operowe motywy:)
Zwierzęta potrafią wziąć odwet za doznaną krzywdę.
Kotka przyjaciółki, potraktowana kopniakiem przez sąsiada-zwyrodnialca, zaczęła mu siusiać do butów, które zostawiał na klatce.
On przestał wystawiać buty, gdy się zorientował, ale ona – nie przestała siusiać. Przeniosła się z podlewaniem na jego wycieraczkę…
Jedno jest pewne – święta szlag nam trafił. Będziemy z mężem we dwoje, bo oczywiście syn z dziewczyną nie przyjdzie… córka nie przyjedzie…

Święta zapowiadają się smutnie…
Nie lubię świąt, a o nich trąbią już od listopada
Ja też nie jestem ich miłośniczką, ale zawsze to okazja, żeby się spotkać z najbliższymi…
Idę spać… u mnie zaraz północ… już nie pamiętam kiedy szłam o tej porze spać

Mam tylko nadzieję, że zaraz zasnę…
Miłego dnia Wam życzę
Witam!
Witajcie!
Miralce i rodzinie przesyłam wyrazy współczucia i otuchy. Jeśli to rzeczywiście ponowna infekcja (testy nie są 100% wiarygodne), to organizm powinien dać sobie z nią łatwiej, niż z poprzednią. Trzymamy kciuki!
Witajcie
Dziękuję Wam za trzymanie kciuków. Mam nadzieję, że będą pomocne…
Syn poszedł na testy, bo nie czuł się za dobrze. Przede wszystkim stracił węch i smak, zaczął go męczyć kaszel. Także te testy to tylko potwierdzenie podejrzeń…
Jestem matką, nic więc dziwnego, że się martwię. I to nie tylko o syna. Był u nas 5 grudnia (córka wyjeżdżała 7). 11 poczuł się nie za dobrze. Testy zrobił 15, wynik był 16 grudnia (wczoraj). Mało czasu upłynęło od chwili kiedy widział się ze swoją siostrą… ją też mógł zarazić…
Wczoraj było za późno, a dziś jeszcze za wcześnie, żeby dzwonić do córki i pytać jak się czuje… siedzę jak na szpilkach…
28 pazdziernika odwiedził mnie z małżonką wnuczek z partnerką po uroczystości ślubnej . Spędziliśmy przy kawce i ciasteczkach ponad dwie godziny . Zachowaliśmy dystans osobisty . Po paru dniach okazało się , że partnerka wnuczka ma wynik pozytywny . Oboje są już po kwarantannie i wrócili do pracy w jednej ze stacji telewizyjnych . A ja z małżonką już ochłonęliśmy po strachu . Miralko , będzie dobrze . Przesyłamy Tobie pozytywną energię . Trzymaj się w zdrowiu bez korony . Po cholerę Ci korona ?
Dzięki Maksiu za pociechę
Jak na razie nie mam 
Korona jest mi do niczego niepotrzebna… co jakiś czas macam się po głowie, czy mi nie wyrosła
Jak już wspominałam, o siebie się nie martwię… będę się martwić jak zachoruję. Nie mam charakteru do zmartwień na zapas. Dość mi tego co czasami się zdarza. Martwię się o swoje dzieci, żeby im się coś nie stało i uważam, że to normalne.
Według zapewnień, syn nie czuje się aż tak źle i jest nadzieja, że jakoś to przetrzyma. Jeszcze gdybym mogła zdobyć pewność, że córka też jest bezpieczna… to by mnie znacznie uspokoiło…
Dzień dobry. Dołączam się do komentarza Mistrza Tetryka!
Oczywiście i ja się dołączam. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Witam:)
I ja dołączam.
Trzymam kciuki, Miralko, żeby wszystko przebiegło jak najłagodniej.
Pozdrawiam:)
Dziękuję Leno


Rozmawiałam z córką przez telefon. Uspokoiła mnie. U niej wszystko w porządku. Żadnych objawów nie ma…
Jeszcze tylko niech syn wyzdrowieje (a jego dziewczyna się nie zarazi) i będzie dobrze
Bo dziewczynie syna też źle nie życzę. Jeśli już musi od niego się zarazić, mam nadzieję, że przejdzie przez ten koszmar możliwie bezboleśnie
Trzymam za nich kciuki
Miralko trzymam kciuki, doskonale rozumiem Twoje zdenerwowanie.
Parę tygodni temu widziałam się z kolegą w piątek wieczorem, w sobotę rano zadzwonił do mnie z pytaniem jak ja się czuję, bo on ma wysoką temperaturę.
Potem okazało się, że obydwoje z żoną przez parę tygodni czuli się tak źle, że wydawało się, że bez szpitala się nie obejdzie.
Ja wtedy co poczułam się gorzej od razu łapałam za termometr,pisałam o tym na Wyspie, bo faktycznie byłam w strachu.
Dlatego jest duża szansa, że nikt z Was nie złapie, bo zupełnie nie wiadomo od czego zależy, że jeden „łapie”, a drugi nie.
Masz misie, abyście Wszyscy dobrze się czuli.
Ja mam takie kompletnie irracjonalne podejście, że korona przyjdzie niespodziewanie.
W związku z tym staram się jej cały czas spodziewać. I działać stosownie do tego spodziewania się.
Muszę przyznać, że nie tak często myślę o wirusie (w stosunku do mojej osoby). Jedynie staram się pamiętać o maseczce, gdy wchodzę do sklepu. Bez tej maseczki mogliby mnie wyprosić

Ręce zawsze myłam często, także ten wirus niczego nie zmienił. Nigdy też nie lubiłam tłoku – lubię luz i przestrzeń wokół siebie. Także to też się nie zmieniło…
Nie wierzę w działanie tych „odkażaczy” do rąk… uważam, że tylko woda z mydłem na prawdę są w stanie usunąć wszystko… każdy wirus i większość bakterii.
Temperaturę mierzą mi czasami w sklepach (termometrem bezdotykowym) przy wejściu (nie możesz wejść bez tego mierzenia), a także zawsze u dentysty (taką samą metodą jak w sklepach)… i uważam, że to wystarczy.
Co prawda trochę trwało zanim przyzwyczaiłam się, że 97F z kreskami, to normalna temperatura…
Dziękuję Makóweczko za kciuki i misie




Wiadomo od czego zależy to „złapanie wirusa” – od siły systemu immunologicznego. I wcale nie jest to związane z siłą fizyczną, ani z siłą charakteru
Znam przypadki, gdzie w jednym domu były osoby chore i zdrowe.
I tak mąż, który opiekował się chorą żoną (nawet nie mogła podnieść się o własnych siłach z łóżka), nigdy nie „załapał” tego wirusa. A przecież przebywał z żoną non stop. Tak samo siostrzenica mojej koleżanki. Jej rodzice byli chorzy, a ona (chociaż mieszka z nimi) cały czas była „negatywna”.
Widocznie systemy immunologiczne były wystarczająco silne, by zwalczyć wirusa w zarodku i nie pozwolić na jego rozprzestrzenienie się w organizmie
Mogę tylko życzyć wszystkim silnych systemów immunologicznych…
Nikomu nie życzę zarażenia się, a tym bardziej śmierci z tego powodu. Obyśmy wszyscy zdrowi byli
OBY!
Fajrant i przerwa.
Lampkowo rozświetlone dobry wieczór, Wyspo:)
Wróciłam do domu.
Zmarznięta, głodna (mimo kiełbasek z ogniska)i trochę zmęczona.
Najpierw wpakowałam się do wanny, potem coś zjadłam no i bodaj pobieżnie zapoznałam się z nowymi decyzjami rządu. Po paru godzinach odłączenia się od rzeczywistości łatwiej stawiać czoła temu co wokół nas.
Przyszedł syn, panowie rozpoczęli dyskusję o obostrzeniach, amantadynie itd. , dlatego dopiero teraz zaglądam na Wyspę.
I po przerwie!
Dobranocka, za pamięci.
No więc dzisiaj jestem zdecydowanie w nastroju na cieplejszą porę roku. I kwiatki.
Było już, ale chyba dawno.
Snów o kwiatkach, mogą być dla Zoe.
Jak dobranoc, to dobranoc mówię i idę spać
Spokojnej!
Dobrej nocki, Bożenko:)
DOBRANOC WYSPO!
Spokojnej!
Właśnie wróciłyśmy z bardzo miłego, choć nieco błotnie podmarzniętego spacerku:)
Zmęczona-m, więc dobrej nocki, Wyspo:)
Dobrej i Tobie!
Dobrej nocki, uśpiona Wyspo!

Dzień dobry Wyspo
Witajcie!
Ciągle szaro…
Dzień dobry, ale zaspany. Potrzebuję chwili, żeby się otrząsnąć.
Wyspane, nadspane, odespane i szare dzień dobry!
No to by się przydało coś na orzeźwienie?
Koniecznie. Dobrą, mocną herbatę z cytryną poproszę.
I do tego kanapeczka, bo jeszcze nie jadłam śniadania.
Kanapki? Bardzo proszę…
Pyszne! Dziękuję.
Szybko zjadłam, bo pędzę do kafejki. Mam nadzieję, że się uda.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/events/1690104374502514?acontext=%7B%22source%22%3A%2229%22%2C%22ref_notif_type%22%3A%22plan_reminder%22%2C%22action_history%22%3A%22null%22%7D¬if_id=1608285584202809¬if_t=plan_reminder&ref=notif
No i po spotkaniu. Makówko, to dla ciebie był ten całus od sędziego?
Hm….
Mnie niestety co jakiś czas uciekał głos, ale to pewnie „sprawka” mojego domowego Internetu?
Skoro „uciekało” mi połączenie z kafejką to teraz ja „ucieknę” za chwilę z domu.
Odezwę się jak wrócę, do popotem…
Poczta, spacer, zakupy.
Wróciłam z zakupami zmarznięta i głodna.
Teraz muszę szybko zrobić coś na kształt obiadu.
Jak zrobię i zjem wrócę na Wyspę.
Może wtedy Wyspa nie będzie tak bezludna?
Fajrant i ____________________________________ przerwa
A ja od 30 minut „oczekuję na połączenie z konsultantem poczty polskiej”.
Na stronie poczty jest taka informacja, dodzwonić na infolinię się nie da.
Nadejście 2020-11-09 16:58 Terminal Przeładunkowy
Wysłano z Polski 2020-11-10 20:21 WER Warszawa
Tak, to jest uciążliwe. Przerabialiśmy to ostatnio na liniach szpitalnych, Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego i jeszcze jakiejś (a teraz już naprawdę przerwa).
Mały
…
Oczekiwanie na rozmowę z konsultantem trwało 59 min i 4 sekundy, ale w końcu się udało.
Reklamacja zgłoszona.
Informujemy, że termin rozpatrzenia reklamacji wynosi:
30 dni kalendarzowych – w przypadku przesyłek w obrocie krajowym,
3 miesiące – w przypadku przesyłek w obrocie zagranicznym.
Bieg ww. terminów liczony jest od dnia następnego po dniu zgłoszenia reklamacji.
I po przerwie.
I po piątku, dobranoc Wyspo
Dobrej, spokojnej nocy!
I po kolacji 😉 Dobrych snów, Bożenko!
Dobranocka, żeby potem nie było za późno.
Taki temacik z serialu „Gambit królowej” (polecam – na Netfliksie). Spokojny, lekko nawet melancholijny.
Snów jak z dobrego serialu!
Króciutkie, ale smaczne 🙂
A dziękuję, też tak uważam. Jest też całe półtorej godziny pełnej ścieżki dźwiękowej, można w tle posłuchać.
http://www.youtube.com/watch?v=GandEyA65EA
A to już kiedy indziej…
Usiłowałam zjeść obiad.
„Mamaaaaa dowiedziałem się na poczcie, że przesyłka nie dotarła do Wlk. Brytanii i ty musisz jako nadawca się dowiedzieć”-starszy syn.
„Dobrze załatwię”.
„Co znowu nie masz czasu pogadać?”.Hm…mam, mam.
„Mamaaa co mi radzisz?” dzwoni drugie dziecko, czyli młodszy.
Radzę więc, obiad stygnie.
„Tak się nie da jak mówisz!” marudzi dziecko.
Już zirytowana mówię „spróbuj!”.
„Ale….”marudzi dalej, więc ostentacyjnie mlaskam i mówię „jem obiad”.
Po chwili dzwoni cały szczęśliwy „miałaś rację, ale mi dobrze poradziłaś, dziękuję”.
Kończę obiad -dzwoni komórka. Myślę „który ZNOWU coś chce?”. Tym razem kolega z LO nieśmiało pyta, czy TYM RAZEM mam czas pogadać. Jak mu powiedzieć, że ZNOWU AKURAT dzwoni w złym momencie? Tym bardziej że go lubię.
Obiad zjadłam, reklamację załatwiłam i myk na Wyspę.
Dzwoni WhatsApp -Danka z USA (ta, o której często pisałam) „Jestem w Denver, czekam na samolot, mam chwilkę czasu”.
I w ten sposób dopiero przed chwilą myłam naczynia po obiedzie…
W tzw. „międzyczasie” parę osób pyta „będziesz w niedzielę na wycieczce?”
Ale… W gruncie rzeczy to miłe jest, przynajmniej wiem, że żyję, że coś się dzieje…
A bałagan? Phi …są rzeczy ważniejsze jak sprzątanie.
Dobrze, że jednak udało się zjeść…
Obiad -tak.
Ale kolacji JESZCZE nie!
Miewam takie dni, niestety zwykle podczas pracy… Ale na szczęście niezbyt często.
To zupełnie co innego, bo jednak w czasie pracy to mało przyjemne jest, a dla mnie w gruncie rzeczy było miłe POTEM po chwili zastanowienia.
Bardzo zmęczone dobry wieczór, Wyspo, które jest jednocześnie dzisiejszym – dobranoc:)
Dwa w jednym! Mistrzyni zwięzłości!
Spij wydajnie, aby wypocząć!
Spokojnej!
Spokojnej nocy tym, co już śpią, a ja może sobie grzaneczkę zrobię?
Och, kusisz!
Poświecę wam przy tych grzaneczkach…

Przy magicznej lampce będą lepiej smakować, dziękuję.
Ja niestety się nie skuszę. Raczej zmywarka, prysznic i spać.
Dobranoc!
Byłam św. Mikołajem, moje wnuki grzecznie odpowiadały na pytania, ale same także miały uwagi: Mikołaju, czemu masz oczy i buty podobne do naszej babci. Zaniemówiłam,przecież byłam doskonale ubrana, tylko buty miałam swoje, bo do głowy mi nie przyszło, że w tym strachu o prezenty, przecież nie zawsze były grzeczne, jeszcze będą w stanie przyglądać się uważnie Mikołajowi.
Dzieci są bardzo spostrzegawcze. Dorosłym do głowy nie przyjdzie to co są w stanie zauważyć


Dlatego nie dziwi mnie zachowanie Twoich wnuków, Ultro
Niby zajęte, niby nie widzą, nie słyszą, a notują w swoich głowach bardzo dokładnie… nigdy nie wiadomo kiedy to wykorzystają
A ja niedawno odrzuciłem szansę… We wrześniu ub. r. podczas Kartofliska na uliczce małego miasteczka spotkałem księdza, który zapytał mnie, czy jestem z jego parafii – bo bardzo przydałbym mu się w grudniu jako św. Mikołaj
Bo Ty faktycznie masz wizerunek w sam raz na Mikołaja!
No i głos przede wszystkim! I gadkę!
Dzień dobry



Gotowania, ciapania, doprawiania od metra. A jeszcze wymyśliłam sobie, że dodatkowo zrobię jej takie nadziewane babeczki z kruchego ciasta, bo na pewno o deserze nie pomyślała. A jeśli nawet, to te amerykańskie słodkości są obrzydliwe
Niech popróbują polskich smaków 


Prawdę mówi przysłowie, że robota głupiego lubi…
I doszłam do wniosku, że ten głupi to ja
Nie znoszę gotowania, a ostatnio całe dnie spędzam w kuchni… to jak to zrozumieć?
Margaret mnie prosiła, żeby na sobotę zrobić jej dwie sałatki (jarzynową i z tuńczyka), bo takiej dobrej jak moja, to oni nie jedli. W sobotę ma gości, więc chciałaby mieć coś dobrego na przegryzkę. Potem jeszcze dodała, że te moje krokieciki z mięsem i pieczarkami są wyśmienite i gdybym mogła zrobić i to…
No to dziś prawie cały dzień spędziłam w kuchni
No i oczywiście trzeba było zrobić obiad, co też dotyczy kuchni… myślałam, że z niej już nie wyjdę
Powinnam jeszcze umyć foremki, których używałam i naczynie w którym piekły się żeberka, ale postanowiłam wyjść i na razie nie myśleć o tym
Pracuś Miralka, ach jaka szkoda, że nie jestem Twoją sąsiadką!
Jaki tam ze mnie pracuś… na mózg mi padło i tyle

A gdybym była Twoją sąsiadką, Makóweczko, to też byś mnie wykorzystywała
Hm…oj, pewnie tak?
Tylko jak długo byś to wytrzymała?
Człowiek, to wybitnie odporne bydlę, więc pewnie bardzo długo…
Miralko, ty po prostu za dobra jesteś, jak na dzisiejsze czasy!
O tak, jestem dobra… tak dobra, że tylko do rany przyłóż… a jak ktoś przyłoży, to może się wściec

DOBRANOC!

Dzień dobry,
ale zamglony.
Z Krakowa też dzień dobry zamglone.
Witajcie!
Krakowska mgła tradycyjnie szara. Pandemia zniweczyła myśli o pożytkach z komunikacji zbiorowej, podobnie jak te o eliminowaniu plastiku…
Za oknem i u Bożenki i w Krakowie szaro.
Przed chwilą dziecko przysłało mi zdjęcie -widok z okna.
Pojechał wczoraj do Bukowiny i hm…dzięki mamusi, bo „nie ma noclegów, w ciemno w takiej sytuacji nie da się jechać”.
I kto mu poradził jak ma rozmawiać? No kto? Bo moje dziecko to jest takie -„jak w Internecie nie ma wolnych pokoi, to nie ma, jak jest tylko pokój 4-osobowy za 300zł to, co tu gadać i pytać?”
Takie gadki „a dla stałego klienta się jednak coś nie znajdzie?” to mu przez gardło nie przejdą. Jednak się przemógł, zapytał i teraz cieszy się górami, a ja tak się cieszę jakbym to ja też tam była. Jestem szczęśliwa jego radością.
Piękne zdjęcie! I te Tatry na horyzoncie…
Ech…
Pięknie
Dzień dobry, dali pospać, ale teraz cisną do roboty. Idę oprawiać choinkę
Bukowina jest piękna i niezwykła . Przyjechaliśmy do Bukowiny wieczorem , a rano obudził mnie krzyk bratanka : Wujek ! jaki tu jest kot ! Rozłożył ręce określając rozmiar kota . Zmiarkował się i po chwili dodał :ale z ogonem ! Dzień dobry 🙂
Dalej szaro, buro, nie idę dziś na spacer, jedynie na zakupy (ale pewnie ze dwa kursy).
Będę więc kobietą domową. Trochę takich przedświątecznych nudnych czynności, trochę przygotowania na jutro, ale w tzw. międzyczasie mogłabym zbudować pięterko (jak Tetrykowi wystarczająco urośnie, a nikt nie będzie miał lepszego pomysłu no i jak są chętni pospacerować ze mną listopadowo).
Jeżeli o mnie chodzi, już możesz!
Dziękuję. Jednak najpierw muszę zrobić parę innych rzeczy, zakupy, sprzątanie itd., a teraz planuję oglądać „II śniadanie Mistrzów”.
Ale dziś postaram się zbudować.
Jeśli o mnie chodzi, jak najbardziej
Tetrykowi już urosło…
Cieszę się, bo bardzo lubię spacerować z Wami.
A my z Tobą
Jesteś Makóweczko jak szwajcarski zegarek .Zawsze na „chodzie” . Bierz przykład z Wyspiarza z Gdyni . Jest praca , jest przerwa i jest fajrant . Mnie zawsze , kiedy się spieszę ,to coś się przytrafia . W środę , tak się spieszyłem do serwisu samochodowego , że wyjeżdżając z garażu zaczepiłem zderzakiem o niezablokowane drzwi . Wizytę odwołałem i trochę popukałem się w czoło na swoje zachowanie . Życzę Ci spokojnych i pomyślnych zakupów i odpoczynku po zakupach przy dobrej aromatycznej kawce
Dziękuję Maksiu!
Skorzystam z Twojej rady i teraz rozwalona na wersalce będę oglądać TVN popijając herbatę.
Chętnych do pospacerowania z Tobą na pewno znajdziesz na Wyspie, Makóweczko

A Ukratkowi co miało urosnąć, to urosło. Jest w takim wieku, że teraz może rosnąć najwyżej wszerz, a na pewno nie ma na to ochoty
Miralko!
W TAKIM WIEKU? Tetryk? Tylko wszerz?
No a co, Makóweczko? Wzdłuż?
Intryguje mnie co masz na myśli Miralko?
To co napisałam, nic więcej

W czyjeś intymne sprawy nie wchodzę, bo nie chcę, żeby ktoś wchodził w moje
Dzień dobry
Jeszcze trochę i powiozę przygotowane dania do Elgin. Na razie jest za wcześnie – Amerykanie nie wstają o tej porze (jest 5:30 rano)…
A co do sprzątania przed świętami… nie mam zamiaru się wysilać. W domu brudno nie jest, porządki robię systematycznie, nie widzę powodu dla którego miałabym czyścić czyste kąty. Tylko dlatego, że taka jest tradycja? To ludzie ją tworzą, ludzie też mogą ją zmienić
Choinka oprawiona, stoi. W robocie były 3 różne piły, kliny, młotek, stojak i parę soczystych wyrażeń powszechnie uznawanych za obelżywe.
Jeszcze światełka, reszta już bez mojego udziału.
Mam od kilku lat choinkę, taką może ze 20 cm wysoką i uważam, że jak z nas to wystarczy


W domu jest tyle doniczek z kwiatami, że na dużą choinkę nie za bardzo znalazłabym miejsce.
A atmosferę świąteczną tworzymy sami, bez udziału rekwizytów…
Ale oczywiście nie mam za złe komuś, kto ustawił w swoim domu nawet największą choinkę (dobrze, że nie w moim)
Światełka powieszone, z użyciem dalszych wyrażeń.
Dalszych? Znaczy, bogaty masz repertuar…
Sam się sobie dziwię.
Dodam jeszcze, że te niepozmywane naczynia męczyły mnie niezmiernie, więc zeszłam na dół i dokończyłam swoją pracę. Tak żeby mieć to już z głowy


Potem ze spokojnym sumieniem mogłam pogadać na Skype z synem. Czuje się coraz lepiej i momentami odzyskuje węch i smak, a to znaczy, że wraca do zdrowia
Sarah cały czas czuje się dobrze, więc jest nadzieja, że się nie zaraziła i to jest bardzo dobra wiadomość
Noo, to trzymamy kciuki!
Dzięki, Mistrzu Q
To jest doskonała wiadomość Miralko!
Cieszę się bardzo!
Ja też się cieszę, Makóweczko
Jasne, że
Ukratku 
Ciekawa rozmowa Marcina Mellera z nagrodzonymi dziennikarzami (Justyna Suchecka, Wojtek Bojanowski, Dariusz Rosiek, Szymon Jadczak).
Dziś tematem II śniadania było „Dziennikarstwo w dobie pandemii”.
Makówko! Do roboty! Na zakupy!
A jeśli chodzi o sprzątanie przedświąteczne wymyśliłam, że póki można wychodzić z domu szkoda na to czasu. Jak nas zamkną w domach nadrobię zaległości!
Sprzątanie świąteczne jest jak dzida -może być przedświąteczne, świąteczne i zaświąteczne! Jak urodziny lub Imieniny! O!
Masz rację, Makóweczko! Póki można, trzeba używać życia ile i jak się da
Jeśli nie przewracasz się od progu o bałagan, znaczy – sprzątanie może zaczekać 


U mnie jest trochę inaczej (co wcale nie znaczy, że lepiej). Dużo siedzę w domu, a że nie usiedzę w miejscu, więc sprzątam, piorę, gotuję… samej nie chce mi się jechać do parku na jakiekolwiek wycieczki. Z mężem jest znacznie przyjemniej, a że on w tygodniu pracuje, nie za bardzo mamy kiedy
Pewnie też bym latała, nawet codziennie, na różne wycieczki, gdybym tylko miała taką możliwość i o porządkach w domu bym nie myślała. Ostatecznie dom to nie muzeum i nie musi tam być idealnie czysto
Masz rację Mireczko, sprzątanie to syzyfowa praca.
Dokładnie tak, Bożenko
Można sprzątać do upadłego, a i tak coś tam gdzieś kapnie, coś się zabrudzi…
Na dowód powyższych słów: właśnie skończyłem odkurzać mieszkanie, włącznie z miejscem pod świeżpo postawioną choinką. Jeżeli komuś się wydaje, że tam nie ma już igliwia…
P.: – ile jest igieł na choince?
O.: – Dwa wiadra…
Kochani!
Zakupy zrobiłam, obiad zrobiłam i zjadłam i zabrałam się za budowanie, ale…co chwilę ktoś telefonuje i to nie na chwilkę, ale aby „sobie pogadać”.
Pamiętam co obiecałam, fundamenty już są.
Wyłączyć komórkę?
To by pomogło
A ja z kolei idę na spotkanie branżowe. Na Zoomie oczywiście…
Pomogło Bożenko. Tzn. komórki nie wyłączyłam, ale odłożyłam daleko i ignorowałam sygnały Messengera, WhatsAppa, fb.
Śpieszyłam się, aby zdążyć zanim pójdziesz spać.
Zapraszam Wszystkich piętro wyżej.
Baaardzo dziękuję Makówko, właśnie wróciłam z Twojego spaceru.
Teraz mogę pójść spać. Pożegnam się jeszcze na tym pięterku…
Dobranoc
Śpij spokojnie!
Spokojnej! Tymczasem spotkanie się skończyło… A tu nowe pięterko. Idę tam, tylko dobranockę zamieszczę tutaj.
Spokojnych snów, Bożenko!
Dobranocka.
Jak zwykle o tej porze roku – średniowieczna kolęda w nowoczesnej aranżacji, i to a capella, czyli szantowi śpiewacy z Banana Boat w nieszantowym wyjątkowo repertuarze.
Snów przedświątecznych!
Świetnie śpiewa ta załoga Bananowej Łodzi…
Powoli nadchodzi czas na lampkę, zapalę ją jeszcze tutaj, aby Bożence się dobrze spało 😉
