Ten wpis bazuje na starej anegdocie, wzbogaconej przeze mnie o kilka elementów: pana Modesta, wzorowanego na właścicielu warzywniaka, który kiedyś stał niedaleko nas (ale już nie stoi, miasto nie przedłużyło właścicielom umowy dzierżawy); poza tym smrodek dydaktyczny dotyczący konsekwencji w wychowaniu małoletnich; i wreszcie chińskich sprzedawców, którzy tymczasem tak się wyżarli, że zamiast sprzedawać na łóżkach polowych czy straganie, wynajmują przyzwoity sklep niedaleko. Ale takich makatek nie mają!
| « Covidowe Święto Zmarłych. | Makówczyne listopadowe spacerki cz.2. » |




Mistrzu Tetryku, coś tu się dziwnego porobiło – zamiast żeby w oknie był odgrzewany oryginalny wpis, jest tylko zajawka i link. Chyba potrzebna będzie interwencja Mistrza
A nie, udało się chyba opanować sytuację. Coś dziwnego stało się z kodem po skopiowaniu, ale jak wszedłem w tryb edycji html, to dało się zrobić tak, jak przedtem.
HTML trzeba wpisywać w trybie HTML, nie ma wyjścia…
Faktycznie cuda się dzieją. Raz się zjawia, a potem znów znika.
Ale udało mi się przeczytać i ubawić makatką i szkaradztwem od Chińczyków.
Smrodek dydaktyczny też jest -będzie o czym jutro rozmawiać.
Coś Wyspa jakieś cuda wyczynia. Korzysta pewnie, że Sz.P. Tetryk smacznie chrapie.
Na wszelki wypadek już powiem Dobranoc, bo dość długo trwało, zanim ukazał się poprzedni komentarz. Kółko się kręciło, a Wyspa wierzgała.
Mam wrażenie, że od osadzenia starego wpisu w osobnym oknie WordPress głupieje. Mnie np. po kliknięciu w link z kolumny po prawej nie odsyła do nowych komentarzy na drabince, tylko do głównego wpisu, do tej osadzonej części. Co ciekawe, tak się dzieje tylko w Operze. Jak wejdę na Wyspę przez Firefoxa, to wszystko gra.
A mnie muli, muli i muli. Nie na moje nerwy!
Dobranoc więc!
Niech nam się przyśni ładna makatka i sympatyczni właściciele warzywniaków oraz Chińczycy.
I bazar pełen tolerancyjnych ludzi.
O tak, koniecznie! Spokojnej Tobie i wszystkim nocnym markom!
Witaj, Quackie:)
Też bym zostawiła.
Zwłaszcza że Chiny wcale tak daleko nie leżą i lepiej (jakby co) mieć na podorędziu bambusowe potwierdzenie, że jest się przyjacielem:)
A „z towarzyszeniem herbaty” jak „z towarzyszeniem orkiestry” – fajne:)
Pozdrawiam:)
Tak, łamanie frazeologii czasem potrafi być… odświeżające
Dzień dobry
Tak jak myślałam, mamy nowe pięterko. Przeczytam gdy się lepiej rozbudzę…
Dzień dobry!
Witajcie!
Witajcie!
Jadę zmieniać opony, poczytam, jak wrócę…
Dzień dobry, opony zmienione już jakiś czas temu, więc teraz spokojnie soczek i Wyspa
Już się robi, idzie Gienia z soczkiem, herbatą, kawą, czy co kto woli…
Co za niezawodna kobieta z tej Gieni!
Gienia jest, słońce świeci, Wyspa już działa -same dobre wiadomości!
Podoba mi się zwłaszcza „z cytryną”
Zmykam popracować.
Myk, myk…
No to już jestem. Nie za bardzo odtwarzam opisywane nocne problemy, ale mam pewne podejrzenie. Winien może być „Upiór w Operze”…
Doskonałe wytłumaczenie!
Ale, ale…
to dobre wytłumaczenie dla Mistrza Q.
Ja też miałam problemy i na laptopie i w komórce, a nie korzystam z Opery.
O, przełożył Daniel Wyszogrodzki, legenda polskiego przekładu musicalowego! (Przetłumaczył np. „Koty”)
A problemy z „odgrzewanymi” pięterkami w Operze są od zawsze, tj. od kiedy zaczęliśmy je tak publikować, Lajkonika i Zenka. Takie jak opisałem, tzn. kiedy chcę zobaczyć komentarz (klikając link z głównej strony Madagaskaru, z kolumny po prawej), to na ułamek sekundy otwiera mi docelową stronę na rzeczonym komentarzu, a zaraz potem przeskakuje na górę, do miejsca, w którym „zagnieżdżona” jest strona archiwalna (czyli oryginalne opowiadanie). Ale trudno, już się przyzwyczaiłem, że na „odgrzewane” pięterka przenoszę się z Wyspą na Firefoxa.
Ja korzystam z Chrome i niestety gdy klikam na komentarz to zanim przeczytam już mnie wyrzuca na początek wpisu. Dotyczy to oczywiście tylko „odgrzewanych pięterek”.
Tetryku jest na to jakaś rada?
Nie ukrywam działa to zniechęcająco na mnie, szczególnie dziś gdy jestem w stanie ogólnego zniechęcenia.
Właśnie zauważyłem to na telefonie… Może kiedyś znajdę.
Wróciłam z zakupami, na dworze (na polu?) mróz…
Dzień dobry





do czasu, gdy w rozmowie z imć Vulpianem (znanym blogerem) dowiedziałem się, że ten znak bywa też malowany do góry nogami jako zachęta, żeby dobre życzenia nie opuszczały danego domu 
Miło przypomnieć stare wyspiarskie teksty, ze smrodkiem dydaktycznym w tle
Kiedyś uczyłem się chińskiego…
Skończyło się oczywiście na nauczeniu kilkunastu podstawowych znaków tego języka (jak zwykle, podczas nauki do niczego niepotrzebnych rzeczy)
Ta znajomość przydała mi się jednak w pewnej chińskiej restauracji.
Wisiał tam w oknie znak, który jako żywo przypominał znaczek opisany przez pana Lajkonika. Znak informował o życzeniu wszystkiego dobrego domowi, w którym się znajdował…
Problem tylko, że był powieszony do góry nogami
Kelnerka, poproszona o wyjaśnienia zrobiła głupią minę i powiedziała, że tak się lepiej komponuje w oknie
Dumny z własnej dociekliwości chodziłem potem przekonany, że złapałem Chińczyków na wyśmiewaniu się z polskich barbarzyńców,
Tak oto JA wyszedłem na ignoranta, który nie zna chińskich zwyczajów!
Dobre!
Kelnerka, o ile nie była właścicielką knajpy, niewiele miała do powiedzenia.
Kiedyś w pewnej knajpie zażyczyłem sobie wybraną karty „zupę staropolską”. Okazała się być z… ryżem. Zapytałem kelnerkę, jak dawne są tradycje uprawy ryżu na tym terenie i czy to one wpłynęły na jej nazwę. Odpowiedź brzmiała: No, jakoś musieliśmy nazwać tę zupę…
Z tego wniosek należy wcześniej wypytać. Ja zazwyczaj jednak wypytuję.
Zazwyczaj.
Dzień dobry
Zupełnie nie pamiętam tego tekstu… pewnie dlatego, że mnie wtedy na Wyspie nie było 
Świetne
Córeczka przyjechała wczoraj wieczorem


Cała i zdrowa – a to najważniejsze
Dziś po pracy – pieczenie, gotowanie… jutro w święto Dziękczynienia przychodzi synek z Sarą i cała rodzina będzie w komplecie
Miłego świętowania!
Dużo przyjemności w gronie rodzinnym
Dziękuję Wam dziewczynki

Miralko Wy będziecie W REALU wszyscy razem, gdy tymczasem dla niektórych może to wyglądać tak:
W Polsce W Święta być może podobnie jak na rysunku powyżej?
Ej, a jak spróbować tego, co na środku?
Przy pomocy wirtualnego widelca i noża.
Łeee
No co łeee?
A nasze toasty na Wyspie to niby jakie są?
To co innego. Do wieczerzy wigilijnej wolałbym usiąść niewirtualnie.
Racja!
Choć ja już miałam taką wirtualną Wigilię. Ojciec już nie żył, starszy syn był w Wlk. Brytanii.
Przy stole usiadły w realu moja mama, mój mąż, młodszy syn, ja.
Starszy syn „uczestniczył”na skype.
No, to też przerabialiśmy, u szwagra, kiedy włączała się siostra jego żony (czyli bratowej mojej żony) z rodziną, z USA. Niemal w każde święta.
Jak to tylko jedna osoba (czy jedna część rodziny), to można jeszcze jakoś przeboleć. Ale jakby tak wszyscy mieli, jak na tym obrazku…
Nie sądzę, Makóweczko, żeby tak wyglądały
Podobno dziś DZIEŃ PLUSZOWEGO MISIA.
Też dobrze, tylko jak sięgnąć po jedzenie???
Trzymać misia w jednej ręce! A w drugiej wirtualny nóż.
Otóż fajrant i właściwie przerwa, ale jeszcze majaczą na horyzoncie jakieś zakupy w pobliżu…
Teraz zamierzam przysłuchiwać się debacie: „prawo stanowione a prawo sumienia”
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/events/403257780802642/405578983903855/
Zachęcam do współuczestnictwa! 🙂
To jest jednak straszne, jak się spolaryzowało społeczeństwo. Skoro odmawia się prawa do dyskusji ludziom ze strony kościelnej, którzy są do tej dyskusji chętni…
Nie zauważyłem tego wyłączania, chyba że mówisz o braku zgody na przemawianie na Strajku Kobiet.
Duch wypowiedzi zakonnika był taki: ja się osobiście zaangażowałem w walkę o zmianę władzy w kościele, a wy poczekajcie na mój sukces i nie wypominajcie grzechów kościoła, bo państwo też ma za uszami!
Jak na razie w ramach tej walki dostał już zakaz wypowiadania się za krytykę biskupów…
Zarówno prowadząca, jak Fryderyk Zoll i współorganizująca debatę Wiara i Społeczeństwo to mocno wierzący katolicy, ale wierzący w Boga a nie w instytucję.
Tak, o to mi chodziło. Wydawało mi się, że on odebrał bardzo niedobrze ten zakaz.
Trochę kukałam na debatę, ale dziś nie mam nastroju na uważne wysłuchanie całości.
Fragmentami jednak słuchałam.
Zakończenie jako podsumowanie „nie wyniszczając się wzajemnie…” hm.
W trakcie przyszło moje dziecko na zupę, więc ominęła mnie okazja usłyszenia „naszego Tetryka”, choć, choć na koniec jednak rozpoznałam głos Ukratka.
Zdradzisz nam jakie pytania zadałeś?
Nie zadawałem pytań, acz przy paru wypowiedziach zakonnika język świerzbił!
Tylko zakonnika? A p. A.N. nie?(ale może akurat jakiś taki fragment wysłuchałam, który mnie trochę rozdrażnił)
I po przerwie. Zaraz zerknę na debatę!
Ja zerkałam, ale już nie wyrabiam dłużej, idę spać.
Dobranoc
Spokojnej!
Całą debatę będzie można zobaczyć po adresem:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/fb.watch/1_o87UnbNw/
Bleee skoro nie było Twoich wypowiedzi?
Dobranocka.
Spokojnie, Katie Melua.
Snów swobodnych.
Spokojnie, a nawet radośnie!
I tak jakoś miło i ładnie:)
Cieszę się, że się podobało!
Dziś się trochę poobijałem, jutro od rana we wirku… Dobrej nocy!

Niech sny będą słodkie jak głos Katie! 😉
Spokojnej!
Oddalam się w objęcia Morfeusza!
Stare, znane, ale zawsze mnie rozśmiesza i rozczula.
Witaj, Makówko:)
Cudne:)
Jakbym widziała naszego bernardynka Motylka, gdy przygarnęliśmy po wakacjach zbłąkanego koteczka, a on okazał się koteczką i już w miejskim domu, tydzień później obdarował nas pięcioma kociątkami:)
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
To stale krąży w sieci, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać tak mi się to podoba. Bo pod żartem widzę tu dużo tolerancji i czułości.
Albo? To moja nadinterpretacja?
Nie. Jest i czułość, i tolerancja. Chyba, że ja też nadinterpretuję:)
Ale także dużo prawdy – bernardyny kochają cały świat. Nasz pozwalał, by kociątka nie tylko właziły mu na głowę (dosłownie), ale spały w jego miskach na wodę i jedzenie:)
Cierpliwie czekał, aż się z tych jego misek posilą (choć miały swoje), nigdy nie warknął, nie opędził się od rozbrykanych maluchów.
Podobnie zachowywał się w lesie – leżał na pomoście i ze stoickim spokojem obserwował drepcące mu tuż przed nosem dzikie kaczki albo szukające przy brzegu planktonu łabędzie:)
Co nie znaczy, że nie umiał realnie ocenić zagrożenia i odpowiednio zareagować.
Kiedyś późną jesienią wyszłam z nim na spacer i spotkaliśmy stado zdziczałych psów. Nigdy nie sądziłam, że taki Motylek może nagle tak się zmienić w ułamku sekundy. Przystanął, ugiął lekko łapy, zjeżyła mu się sierść, przez co zrobił się dwa razy większy (a nie był malutki – ważył ok. stu dziesięciu kilo) i warknął. Nawet nie szczeknął – po prostu warknął, co osadziło tamte psiska. Ich przywódca (zdziczały husky) też się najeżył, oba psy mierzyły się wzrokiem (myślałam, że jakieś tysiąc lat, ale to trwało może pół minuty) i nagle husky odpuścił. Po prostu odbił lekko w lewo i ominął nas. Za nim pobiegła reszta. I nasz Motylek w mgnieniu oka znowu stał się tym samym kochanym safandułą i dał się poprowadzić dalej:)
W zaprzyjaźnionym domu w Czajowicach też jest taki ogromny pies, któremu wszystkie pozostałe psy i koty włażą na głowę (dosłownie i w przenośni).
Chodząca dobroć.
Wyspa coś znów mi wierzga, więc DOBRANOC.
Dzień dobry
Mrozik…
Witajcie!
Napisał i zniknął…
Kawa, herbata, soczek?

Ja już przy kawie
Dzień dobry

Filiżanka kawy w mroźny dzień chętnie widziana
Dzień dobry, dzisiaj zaspałem, w sposób poniekąd kontrolowany.
Słoneczne witajcie!
Spacerek…do popotem
Ale dzisiaj cicho!!! Prawdziwa bezludna Wyspa
Jestem!!!!
Wróciłam ze spacerku.
Zmarznięta, ale zadowolona, bo był i kościółek i fort i park i skałki i stary cmentarz i łabędzie na zamarzniętym zalewie.
Po powrocie sympatyczna rozmowa telefoniczna z miłą osobą, a potem gorący rosołek i teraz już rozgrzana popijam herbatę po obiedzie.
Trochę popstrykałam; jak uznacie, że Quackiemu dość urosło mogę zabrać Was na listopadowe spacerki.
To będzie ciekawe…
Dziękuję Bożenko…
Mroźne dobry wieczór, Wyspo:)
Na tyle zziębnięte, że herbata z rumem, puchowy pledzik i rozgrzewające nutki wydają się bardzo wskazane:):
Pozdrawiam:)
A niektórym się wydaje, że pałki teleskopowe dają im znaczącą przewagę…
Witaj, Tetryku:)
A nie dają;)?
Z drugiej strony, niczego nie ujmując filmowi, bardzo „amerykanckie” jest to gloryfikowanie zwyciężającej wszystko miłości:)
Pozdrawiam:)
Och, zwyciężająca wszystko miłość jest jednym z najstarszych motywów baśni. „Amerykancka” jest tylko koncepcja, że zwycięża ona na pięści…
A ostatnimi czasy z wykorzystaniem C4:)
A nie potrafią wytrzymać gdy mała kobietka 160 cm wzrostu stoi bez ruchu i patrzy im w oczy.
Równocześnie pisałyśmy Leno (18:36) odpowiedź na komentarz Tetryka.
Ty o miłości, a ja…
🙂
Więc ustosunkowałam się i do Twojego „…”:)
O, chciałam ominąć temat, ale widzę, że zrobiło się poważnie.
Przy całym szacunku dla odwagi stusześćdziesięciocentymetrowych kobietek i mniejszych – nie ufałabym do końca, Makówko, odruchom takich panów.
Uważam, że to, jak postąpią, zależy od przypadku, a nie – wychowania czy choćby zdrowego rozsądku. W takich sytuacjach działa presja stada. Chęć popisania się przed innymi członkami hordy prowokuje niedające się przewidzieć zachowania i dlatego jest taka niebezpieczna. A przewaga fizyczna i przekonanie o bezkarności utrwalają mechanizm przemocy.
Nie nawołuję do tchórzliwego kulenia ogona i umykania, mówię, że należy być świadomym konsekwencji, które mogą (choć nie muszą) być efektem tego typu konfrontacji.
Miałam na myśli pewną Zosię, którą w końcu 4 czy 5 osiłków wyniosło do suki. O zaufaniu do zachowania owych panów w ogóle nie ma mowy.
Szczególnie tych z pałkami teleskopowymi i gazem pieprzowym w rękach.
O ich zachowaniu niestety głównie decydują odgórne rozkazy.
A ja inną, nieco wyższą kobietkę, która po przypadkowej konfrontacji z Garda Síochána też jechała na sygnale, tylko nie radiowozem.
Odgórne rozkazy – odgórnymi rozkazami, a sprowokowana chęcią popisania się nadgorliwość – nadgorliwością…
Otóż to Leno!
Nie każdą podłość można tłumaczyć „kazano mi”.
Aby uciec od przykrych tematów przeglądam teraz zdjęcia z moich spacerków.
W pięterku, które właśnie buduję będą Leno obiecane chatki.
Super:)
Czekam z niecierpliwością, a tymczasem:
„Chciałbym mieć domek biały,
biały i mały, i cichy,
gdzie by kwiatów na oknach
błądziły błędne kielichy.
Chciałbym mieć domek biały,
gdzie każda ściana radosna
i drzwi, gdy się otworzą,
otworzą się niby wiosna.
Chciałbym być w takim domku
wesołym gospodarzem,
kwieciem w oknie się bawić
i myśli dziecinnych mirażem.”
(„Myśl o białym domku” – K. Przerwa-Tetmajer)
Buduję, buduję. Czekam aż Q wystarczająco urośnie.
Kapliczki też chcesz?
Bo już mam dwie.
Dziękuję za wierszyk.
Ja już jestem całkowicie wystarczająco urośnięty! Wszerz, bo wzdłuż już nie rosnę!
Panie Q chodziło o pięterko, aby Ci urosło.
A Ty co miałeś na myśli? Wszerz…
Jutro po przywitaniach myślę, że urośnie Ci wystarczająco i wzdłuż…
Makówko, to Twój wpis, więc Ty decydujesz:)
Właściwie lubię niemal wszystkie budowle, wyłączywszy może bloki i pudełkowe koszmarki epoki gierkowskiej:)
A, i jeszcze za gargamelkowami nie przepadam:)
Bierę cały pakiet!
Witaj, Quckie:)
Super:)
W towarzystwie zawsze przyjemniej raczyć się potrojonym ciepełkiem:)
Fajrant i przerwa.
Dla tych, którzy (oprócz Tetryka) słuchali wczorajszej debaty ciekawy głos w dyskusji.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/kodmalopolska.pl/rownosc-felieton-fryderyka-zolla-246/
Dla tych, którzy nie słuchali, a chcieliby, doprecyzowałem link powyżej.
O. No więc jest w tym sporo racji, natomiast nasunęła mi się paralela z ruchami równościowymi w USA, gdzie taka osoba jak ja (biały, heteroseksualny mężczyzna w średnim wieku, w dodatku blondyn z nadwagą) z automatu byłby co najmniej podejrzany albo w ogóle odsądzony od czci i wiary. Tym bardziej że mimo gorącej sympatii wobec równości jako takiej mam sporo wątpliwości wobec np. takiego „digital blackfacing” (w ogólności chodzi o to, że wg części osób czarnych zaangażowanych w owe ruchy osoby nie-czarne nie powinny np. zamieszczać w Internecie memów, zdjęć, obrazków ani animacji z udziałem osób czarnych, w celu wyrażenia własnych emocji/ stanów ducha). No i generalnie jeśli się stosuje zasadę „tobie w ogóle nie wolno się wypowiadać przez to, kim jesteś”, to mi się to nie podoba. Tyle że argument strony przeciwnej (w ew. dyskusji) jest ostateczny – „jesteś uprzywilejowany przez dotychczasową sytuację społeczną, premiującą biały, patriarchalny świat, więc z definicji nie możesz mieć racji”.
Przesadna poprawność równościowa w USA doprowadza czasem do absurdów.
Ale lepsze to niż poglądy głoszone przez niektórych nami rządzących i ich zwolenników.
Tak, w ostatecznym rozrachunku chyba też dochodzę do zbliżonych wniosków.
Oczywiście, zasadą powinna być możliwość wypowiadania się przez wszystkich. Ale… przynajmniej na temat…
Podczas jednego z wieców poparcia białoruskiej rewolucji na krakowskim Rynku pod pomnikiem Mickiewicza prowadząca udostępniała mikrofon każdemu z obecnych, kto chciał się wypowiadać. Po drugiej stronie pomnika agitowała jakaś sekta czy coś w tym rodzaju, usilnie nakierowując słuchaczy na „odnalezienie Chrystusa w sobie”, serwując oczywiście jedyną słuszną drogę do tegoż. W jakimś momencie do Białorusinek podszedł, prosząc o głos młody człowiek. Dostał mikrofon, powiedział ze trzy zdania na temat potrzeby wspierania wolności tam i wszędzie, po czym gładko przeszedł do tłumaczenia, że prawdziwą wolność da nam… (zgadniecie, kto?). To nawiedzony kaznodzieja z drugiej strony zechciał wykorzystać cudze zgromadzenie do swojej propagandy. Na szczęście po kilku minutach dziewczyny mu podziękowały, ale nie zdziwiłbym się gdyby odmówiły mikrofonu przy kolejnej takiej próbie.
Nie wiem nic na temat tamtego wiecu w Eindhoven, ale może to był kolejny ksiądz, po próbach występów nawet mniej otwartych kolegów?
No tak, różnie to mogło być.
Chamstwu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom!
Więc nawiedzonego rozmówcę należało posłać (oczywiście wężykiem) tam gdzie może pana majstra….
Czasami dobrze robi dołożenie do tego odrobiny grzecznej, inteligentnej zjadliwości.
Tylko czy nawiedzony rozmówca zrozumie inteligentną zjadliwość
Uważam, że wypowiedź należy dostosować do poziomu rozmówcy.
Czasem zamiast inteligentnej zjadliwości (której rozmówca nie pojmie) lepiej powiedzieć w JEGO języku „wyp….”
Do prymitywnego chama trzeba czasem niestety TYLKO jego języku.
Ale potem, aby reszta „widzów” tej „wymiany zdań” nie odebrała jej jako kłótnię dwóch chamów można dodać coś zjadliwie inteligentnego.
Coś w stylu napisów na tekturkach w czasie obecnych demonstracji, które niektóre są moim zdaniem popisem inteligentnej kreatywności.
I po przerwie. Dość to był pracowity dzień, nie powiem. Ale wszystko gra.
Dla mnie raczej miły, bo sporo się nałaziłam, a to zawsze poprawia mi nastrój.
Ja też nie narzekam, chociaż nie łaziłam.
Z ciekawości – sprawdź, Quacku, czy na Chrome i Operze nadal występują te kłopoty z przechodzeniem z linku z najnowszych komentarzy do treści komentarza…
Tak jest, niestety. Przez chwilkę, potrzebną do załadowania strony do końca, widzę komentarz, do którego chciałem się doklikać, po czym przeglądarka przeskakuje do góry (ale nie do samej góry strony, tylko do góry/ nagłówka tego pliku osadzonego w wewnętrznym okienku).
Nie pytana jednak odpowiem. Korzystam z Chrome i ZA KAŻDYM RAZEM mnie przerzuca.
Nie będę powtarzać co wtedy mówię…
Uwaga! Uwaga!
Teraz tak się nie stało!
Tetryku to Twoja zasługa?
A u mnie w Operze cały czas tak się dzieje. Chyba że nie wiem, musiałbym się przelogować, albo coś (o ile to ma znaczenie dla tego klikania).
Spróbuj wyczyścić bufory przeglądarki… (zapewne Ctrl+F5)
Niestety nic to nie dało (chyba że to inny skrót).
Myślisz, że ciasteczka coś tu mogą pomóc? (Niechętnie czyszczę, bo potem muszę się od nowa logować do wszystkich mniej ważnych stron, wymagających logowania, ale jak trzeba…)
Mnie też już znowu przerzuciło na początek.
Mnie się to na Chrome w telefonie i na komputerze zdarzyło parę razy, ale nie mogę złapać regularności…
To raczej nie problem ciasteczek; zresztą jest chyba i w Operze możliwość usuwania ich selektywnego?
Chyba tak, ale w takim razie tylko madagaskarskie by można?
To miałem na myśli!
Niestety nadal nic nie działa.
Dobranoc
Spokojnej!
Spokojnych snów!
Spokojnych!
Gramy coś czy idziemy spać?
Gramy, gramy, rzeczywistość robi wszystko, żeby mi znaleźć zajęcie…
Coś tak jak u mnie. W moim przypadku jest to dziecko, które wpadło na zupę i zabrać sprzęt narciarski do siebie, bo naiwnie łudzi się, że jutro uda mu się pojechać na narty. Wiadomo -w delegację weekendową.
Musiałam szukać moich gogli z przyłbicą, bo mogą się przydać.
PS. Dobrze nie skończyłam pisać i już znalazłam się na początku wpisu!
Dobranocka.
Ponieważ wielu osobom świat kręci się za szybko, albo całkiem nie w tę stronę, co by sobie życzyły, dzisiaj Anna Maria Jopek.
Snów o wysiadaniu, a może jednak przesiadaniu. Jak nie na świat, to na pociąg, jadący w dobrym kierunku.
Bardzo trafione!
Oj bardzo, bardzo na obecną sytuację.
Bardzo się cieszę
Życie po to przecież jest, żeby pożyć…, a noc jest po to, żeby pośnić, a lampka by sny były spokojne…

Oddalam się dostojnie w piernaty.
Ja też. Coś mi zaczęło podejrzanie kapać z nosa. I łupać w kolanach.
DOBRANOC!
Dzień dobry
Dziś nie mogłam się dobudzić…
Witajcie!
Zaczęliśmy piąteczek
Na dobry początek dnia, napijmy się czego kto pragnie. Gienia częstuje
W sam raz, jak dla mnie!
Jak częstuje to trzeba się przysiąść

Zawsze lubiłem darmową kawę
Chociaż Milton Friedman twierdzi, że takowa nie istnieje…
Widocznie nie dotarł na naszą wyspę 😉
Dzień dobry, dzisiaj mniej więcej o czasie!
Mgliste witajcie!
Czy o tej porze jeszcze ktoś napije się ze mną herbaty?
Z Tobą zawsze. Wypiłam kawę, to teraz może być herbata…
Dziękuję.
Dzień dobry



Wczoraj było pięknie
Gwarno przy stole jak za dawnych czasów
Co prawda z musu rozmawialiśmy po angliczańsku (Sarah nie zna polskiego), ale i tak było cudnie
A co do poprawności politycznej w USA… nigdy nie byłam rasistką, ale teraz sama nie wiem…


Jestem za równością wszystkich obywateli, bez względu na kolor skóry, przynależność polityczną, czy religię. Nikt nie powinien być wyróżniany, ani nikt poniżany.
Ale to co się tutaj dzieje, czasami doprowadza mnie do szewskiej pasji i zaczynam myśleć pozytywniej o KKK. W niektórych stanach nadal funkcjonuje przepis o konieczności zatrudniania w firmach iluś tam procent Murzynów, w każdym też filmie (nawet jeśli to jest spot reklamowy) musi występować jakiś czarny. I tego już kompletnie nie rozumiem. Bo dlaczego nie ma nakazu dotyczącego innych ras, innych kolorów skóry? Czy rasa żółta, czerwona, czy biała jest jakaś gorsza? Bo jej ten nakaz nie dotyczy?
A co z dzielnicami? Jeśli jakiś Murzyn trafi do „białej dzielnicy”, nikt go nie zaczepia, najwyżej strażnik poprosi go o dokumenty, żeby sprawdzić kto to jest. Białym na teren „czarnych dzielnic” wstęp jest wzbroniony. Można zostać odstrzelonym bez zapytania „co tu robisz” i nikt nie znajdzie sprawcy. To jaka to do pioruna jest równość?
I to ich hasło nowego ruchu „black life matters” (czarne życie ma znaczenie), czy to oznacza, że tylko „czarne życie” ma znaczenie, a każde inne nie? W ramach tego ruchu ograbiają sklepy, palą domy i samochody na parkingach… to tak ma wyglądać wolność w ich mniemaniu? Czy to znaczy, że mogę wejść do sklepu, wziąć co mi pasuje i wyjść nie płacąc? Przecież taki sklep ma właściciela i obsługę – oni też muszą z czegoś żyć…
A spalony dom, czy samochód? Czy jeden z drugim pomyślał, że pali dorobek czyjegoś życia? Ale ich to nie obchodzi. Zemścili się na innej rasie i to jest dla nich najważniejsze
Dodam jeszcze, że większość murzyńskich protestów dotyczy zabicia czarnego przez policję. I nikogo nie obchodzi, że ten czarny był przestępcą, albo zmarł z przedawkowania narkotyków. Jak czasami widziałam w telewizorni matkę takiego zabitego, która płacze i opowiada jakim to dobrym dzieckiem był zabity, a potem dowiaduję się, że dorwali go po napadzie na sklep, to coś mi się w środku przewraca. Może mam dziwne pojęcie o „dobrych dzieciach”, ale moim zdaniem takie dziecko na nic nie napada, niczego nie kradnie, nie terroryzuje pracowników sklepu, czy stacji benzynowej… no, ale ja jestem biała, to co mogę wiedzieć…
Tak, nie mieszkam w środku tego wszystkiego, ale czasem robi mi się dziwnie, jak się dowiaduję różnych rzeczy.
Może to faktycznie ten przywilej, biały kolor skóry etc.
Aczkolwiek akurat Black Lives Matter nie oznacza, że TYLKO czarne życie/ życie czarnych ma znaczenie.
Mam takie poczucie czasami, że zanim dojdzie do rzeczywistego wyrównania (szans, pozycji etc.), to za przeproszeniem pała się przegnie jeszcze nie raz i nie dwa w jedną i drugą stronę.
Było takie ładne słowo „colorblind”, tak ze 20 lat temu, może kilkanaście, oznaczające, że nie powinno się zwracać uwagi na kolor skóry, tylko na to, jakim kto jest człowiekiem i co sobą prezentuje. Przyznam, że to było mi bardzo bliskie, ale znów: obecnie się dowiaduję, że to była historyczna pomyłka, ślepa uliczka i nie powinno się tak myśleć i tego stosować. Dowiaduję się głównie od czarnych osób, rozmaitych aktywistów etc.
Mnie też słowo i jego znaczenie – ten „colorblind” jest najbliższe. I według tego postępuję. Nie obchodzi mnie kolor skóry, czy przynależność polityczna, religijna… ważne jakim się jest człowiekiem.
Mogę jedynie napisać, że mamy teraz kilku czarnych sąsiadów i nie mam im nic do zarzucenia. Są mili i spokojni. Normalnie pracują…
Nie wszyscy Murzyni są źli, tak jak nie wszyscy biali są dobrzy… trzeba po prostu to oddzielić… przyjąć do wiadomości, że nie ma ani rasy, ani społeczności, gdzie wszyscy są jednakowi.
To świetnie Miralko, że udało Wam się Święto.
Na Wyspie znowu cisza, więc Quackiemu mało rośnie.
Jednak zabieram się za budowanie. Zanim zbuduję myślę, że Q urośnie wystarczająco „wzdłuż i wszerz” i sobie trochę pospacerujemy listopadowo, dobrze?
161, to chyba wystarczy, buduj więc, bo temat raczej się wyczerpał, a Q już chyba nie urośnie.
Buduję. Obiecuję tak zbudować, abyś Bożenko zobaczyła, zanim pójdziesz spać.
Największy problem mam z selekcją co wyrzucić.
Maczku zgodę na budowę pięterka od samego mistrza Q dostałaś ale coś się wykręcasz
Już, już, buduję. Odrobina cierpliwości, proszę.
Natrafiłam na nieprzewidziane trudności techniczne. Utknęłam!!!!!
Ratunku!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie mogę pisać dalej tylko uparcie pokazuje się wprowadź listę. Auuuuuuu!
Może Tetryk pomoże?
Mam już przygotowane zdjęcia. Wszystko mam przygotowane, wpis byłby gotowy za chwilkę, ale nie umiem sobie poradzić.
Już część mam w edycji i niestety utknęłam.
Spokojnie, dasz radę. A jeśli nie dasz, to trudno, będzie na jutro.
Dajesz radę!
Nie całkiem. Zrezygnowałam z zaplanowanego zamysłu, aby każda wycieczka zaczynała się od daty w innym kolorze.
W zasadzie to fajrant i przerwa… Może tylko zerknę do kokpitu?
A nie, już Mistrz Tetryk zerka. To do zo ba cze nia po przer wie.
Z kłopotami, z problemami, ale zrobiłam.
Chciałam, aby każda wycieczka była oddzielona i zaczynała się od daty w innym kolorze, ale się nie udało, trudno.
Tetryk doradził, aby nie zaczynała od cyfry, a potem już musiał uciekać.
Skoro obiecałam Bożence, że przed snem jeszcze będzie mogła zerknąć to i jest -zapraszam.