Jeszcze mi dzisiaj gwiazdą po nocach
zza chmur snu błyska
dłoń twoja wąska, twarz twoja złota
i bizantyjska.
Głos twój? Wodotrysk orzeźwiający,
dzwonki i dzwony;
to woda mówi; to śmieszny koncert
ptaków zielonych.
Warkocze? Księżyc wstrzymają w biegu;
z rąk leci lira.
Za jeden warkocz setkę sonetów –
i to Szekspira.





Witam:)
Zaprezentowany wiersz troszkę frywolny… nieco prześmiewczy…
Jak to u Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.
Pozornie. Także – jak to u tego poety.
Tamara Chanum istniała bowiem naprawdę.
Być może panu Konstantemu trudno było oprzeć się pięknej buźce i apetycznym krągłościom:)
Urok bohaterki wiersza schodzi jednak na plan dalszy wobec czynu, którego Tamara Chanum „dopuściła się” jako pierwsza kobieta w Uzbekistanie.
Mianowicie – nie tylko kształciła się na tancerkę i tańczyła publicznie, ale robiła to bez welonu.
Dziś może się to wydawać niewielkim sukcesem…
Wszystko działo się jednak w kraju o islamskich tradycjach, w latach trzydziestych ubiegłego stulecia…
By uzmysłowić sobie, co to naprawdę oznaczało, warto wiedzieć, że inna uzbecka tancerka – Nurkhon Yuldashkhojayeva – za publiczne występy bez paranji została zadźgana przez rodzonego brata. Za namową ich ojca, zresztą…
Poniżej maleńka próbka tańca Tamary Chanum.
Śpiewu również:)
Alikwotowego, o czym uprzedzam, by co wrażliwszych uszu nie narazić na zbyt wielki szok:)
Zapraszam:)
Dzień dobry
Takiego pięterka się nie spodziewałam 
Ciekawe i pouczający komentarz…
Dzień dobry, Bożenko:)
Dziękuję i mam nadzieję, że niespodziewanka należała do tych miłych.
Pozdrawiam:)
Oczywiście, jakże by mogło być inaczej.
Pozdrawiam również.
Witajcie!Witaj Leno!
Nie wiem czy mam się zachwycać wierszem czy Twoim komentarzem?
Bez wiersza nie byłoby tego komentarza,ale dopiero z TYM komentarzem wiersz nabiera uroku dla laika takiego jak ja.
Bardzo trafnie to ujęłaś
A teraz napijmy się…
Tak,tak herbatę poproszę.
Wirtualna,bo tą w realu już wypiłam.
Po śniadaniu patrzymy w niebo i prognozy pogody i zastanawiamy się co robić z tak miło rozpoczętym dniem.
Bardzo chętnie, może dzisiaj dla odmiany herbata. Czarna, aromatyzowana jakimiś cytrusami?
Łomatko!
Z wrażenia przegapiłam zaproszenie i wypiłam samotnie:(
Idę po drugą filiżankę:)
Nie jesteś samotna – i ja teraz piję!
Super:) W towarzystwie wszystko lepiej smakuje.
Mogę jeszcze teraz dołączyć?
Zawsze:)
No pewnie! 🙂
Chciałam podać jakieś owoce,ale brak odpowiedniej Zaazulki.
Czekoladki są ok:)
Dzień dobry, Makówko:)
Miło mi to czytać, dziękuję.
Jest to chyba jeden z piękniejszych wierszy pana Konstantego.
Można go traktować jak wyraz męskiej admiracji dla pięknej kobiety:)
Jednocześnie dodatkowe informacje dodają całości głębi.
Pozdrawiam:)
Otóż to.Bez dodatkowych informacji jest to „tylko” piękny wiersz faceta oczarowanego kobietą.Twoj komentarz+filmik pozwala zobaczyć coś więcej i zachęca do zainteresowania się kobietą, której wiersz jest poświęcony.Jeszcze raz wielkie brawa.
Takie brawa z kwiatkiem.
🙂
Dzień dobry! Podpisuję się pod tym, co napisały Bożenka i Makówka – kontekst jest tu bardzo ważny. A film tylko go wzbogaca.
Zastanawiam się jeszcze nad jedną rzeczą: z tego, co widzę, wiersz jest z 1948, więc trochę wcześnie, żeby była to pochwała emancypacji zgodna z ideałami komunizmu.
Ależ w tym wierszu nie dostrzegam zafascynowania emancypacją ni ideałami komunizmu – wyłacznie zafascynowanie tancerką i jej śpiewem…
W 1948 odbył się we Wrocławiu Światowy Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju, na którym zapewne poeta zetknął się z p. Tamarą.
Słusznie.
Dzień dobry, Quackie:)
Też uważam, że kontekst poszerza odbiór:)
Trudno mi deliberować w kwestii ciągotek emancypacyjnych KIG-a, ale Uzbekistan od, bodajże, 1924r. był jedną z republik radzieckich, a tam ruch emancypacyjny rozwijał się dość prężnie po rewolucji. Była nawet jakaś organizacja (Żenotdzieł, albo coś w podobie:)), która propagowała kształcenie kobiet i namawiała je do robienia kariery zawodowej. Potem została oficjalnie rozwiązana, choć odnogi, mniej lub bardziej legalnie działały do lat pięćdziesiątych w różnych republikach. Być może echa tych działań dotarły również do Polski, jako kraju należącego do bloku wschodniego:)
Pozdrawiam:)
Zastanawiam się tylko, czy tańczenie bez zasłony mogło być częścią tej emancypacji w rozumieniu koncepcji tej organizacji.
Ale coraz bardziej mi się wydaje, że od rana udało mi się przeinterpretować.
Myślę, że ze strony Tamary Chanum nie tylko mogło, ale – było.
(Opowiadała mi pewna starsza pani mieszkająca we Francji, jak jako młoda dziewczyna przez wiele miesięcy przygotowywała się psychicznie, by wyjść na ulicę w spodniach. Też pochodziła z muzułmańskiej rodziny.)
I sądzę, że ta ostatnia metafora o warkoczu wartym setkę sonetów samego Szekspira sugeruje podziw dla czegoś więcej niż ładna buzia.
Przeca to Szekspir – bożyszcze poetów i Poetów, sonetowy – nomen-omen – skandalista:)
A propos spodni pamiętacie zdziwienie Q,że moja koleżanka we wspomnieniach o mojej mamie podkreśliła, że była w spodniach?I wtedy dopiero uświadomił sobie, różnice Peselow.
Tak, też uważam, że ten wiersz wyraża podziw dla czegoś więcej jak uroda.I w tym jest jego dodatkowa wartość.
Witajcie!
Dzięki piękne Leno za wybór wiersza, na który zapewne bym nie trafił albo go nie zauważył; a także za pięknie wprowadzone tło!
Dla zainteresowanych postacią Tamary Chanum rozumiejących rosyjski dostępny jest poświęcony jej film dokumentalny z 1982 roku.
Dzień dobry, Tetryku:)
Miło mi, że Ci się spodobał:)
Dziękuję za link, też z zainteresowaniem obejrzę.
Pozdrawiam:)
To tło jest jakby nawet ważniejsze na tym pięterku i dlatego już wczoraj się ucieszyłam,że to właśnie Lena będzie budować KIG-owe pięterko.Oczywiscie nie ujmując nic innym budowniczym takich pięterek.Ale TAKIEJ znajomości poezji Lenie każdy może pozazdrościć.
Dziękuję, Makówko.
Bardzo miło czyta się takie rzeczy o sobie, choć większa w tym wszystkim zasługa dobrych wykładowców niż moja:)
Poza tym – sama sobie branżę wybrałam i trochę wstyd byłoby jej ani trochę nie znać:)
Jednak wiedzę tę umiesz doskonale przekazać.Nawet takiemu laikowi jak ja.

Dziękuję, Makówko.
Pewnego razu Lena naczytała się o sobie i…:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=8UNx7dHgBgg
🙂
Lubię Twoje poczucie humoru Leno!
KIG zafascynowany artystką napisał wiersz, a Tomasz Kaznowski, zafascynowany wierszem, napisał muzykę:
Ale kapitalnie się rozwija pięterkowa rozmowa!
Też bym chętnie coś wyszukała,ale jednak z komórki niechętnie.
Zamiast iść do chwastów na Wyspie siedzę,bo tu tak ciekawie.
Byłem w 1968 roku przez parę miesięcy w Kazachstanie , po sąsiedzku z Ubekistanem i nie widziałem w tych republikach nawet odrobiny socjalizmu , a powszechny był islam , Co innego władza , a co innego pozostała część społeczeństwa . A u nas ? Ostatnio w Łagiewnikach , świętym miejscy świętego Karola Wojtyły dokonano barbarzyństwa w unieważnieniu małżeństwa rodziny Jacka Kurskiego . Małżeństwo Jacka Kurskiego , żony i dwójki ich dzieci pobłogosławił Wojtyła jako JPII . Dzisiaj , to błogosławieństwo wyrzucono na śmieci , a starszy Brat w wierze otrzymał ślub z nową wybranką , też po rozwodzie i oczywiście już nie panną . Jest to przykład co można zrobić za pieniądze i jak to się ma do poszanowania uznanych przez Naród Autorytetów . Wstyd nie do opisania , bo w orszaku weselnym z bukietem biao-czerwonych róż wziął udział osobiście Jarosław Kaczyński ze swoją świtą .Amen
Największy wstyd dla KK.Kiedy zrozumieją go katolicy w Polsce?Czarno widzę większość z nich,tych miłośników „Jarosława i jego świty”
Witaj, Maxie:)
Trudno mi się wypowiadać w kwestii ustroju i wyznania Uzbekistanu z roku 1968 – nie było mnie wtedy jeszcze nawet w planach:)
Pozdrawiam:)
Leno domyślałam się, że jesteś młodsza,ale nie przypuszczałam, że AŻ tak!
Też żadna w tym moja zasługa, Makówko;)
W tym, że nie byłaś w planach,gdy ja już chodziłam do szkoły to faktycznie żadna.
Ale to jak umiesz interpretować wiersze to już Twoja.Bo jednak czuję w tym Twoją duszę,a nie jedynie przekopiowanie wprost informacji z Internetu.
Bo ja nie do końca wierzę w internet, Makówko:)
Raczej posiłkuję się trącącymi myszką (czasami dosłownie) papierowymi źródłami, jeśli już muszę.
Szacun,szacun jak mawiają młodzi!
Ale ja jestem stara… 🙁
Też uważam, że humor A. Poniedzielskiego jest jedyny w swoim rodzaju i niepodrabialny, Bożenko:)
O, tak. 🙂 Zgadzam się z tym całkowicie.
Roszczeniowy stosunek do marzeń…z wiekiem można się z niego wyleczyć,a zostawić marzenia…
Witaj 🙂 Miałem na myśli walczącą o emancypacje kobiet Tamarę Chanum .Wiele spraw wtedy tez robione były na pokaz , ale dzisiaj pokaz jest często głównym motywem wydarzenia . Pozdrawiam bukiecikiem .
Na pewno wiele rzeczy robiono na pokaz, nie chce mi się jednak wierzyć, by ktokolwiek narażał się na „honorowe zabójstwo” z ręki niewtajemniczonych krewnych dla farsy:)
Pozdrawiam:)
I dziękuję, Maksiu, za bukiecik.
Taka trochę niewyspana dziś jestem i zdarza mi się przegapiać sprawy ważniejsze:)
Bardzo mi się podoba ta korekta planów!
Ale mi bardziej:)
Dla wyjaśnienia , w Kazachstanie nabierałem doświadczenia w systemach sterowania rakiet , ale mam to już za sobą i nie ma za czym tęsknić .
Och! Czy przypadkiem na Bajkonurze albo w okolicy? Bo to przecież tam głównie rakiety!
Niezręczny temat na dzisiaj .Sorry .
Okej, nie drążę.
Wszak dziś 1 sierpnia,data dla wielu jednak bardzo ważna.Niezaleznie od tego czy ktoś uważa Powstanie za niepotrzebne czy za jednak ważne.Co by było gdyby…trudno osądzać.Ja wychowana w kulcie AK jednak jestem.Rodzice byli,ale szczęśliwie nikt nie ucierpiał.
O godzinie W nawet tu w Stróży zawyły syreny.
Przed chwilą obejrzałam na komórce jak niektórzy profanują biało-czerwona opaskę i kotwicę PW i płakać mi się chce.
Ok, już milczę.
Pamiętałam, oczywiście, o Rocznicy, ale świadomie wybrałam tekst neutralny.
Przede wszystkim temat z tych wciąż bolesnych, wzbudza wiele kontrowersji i jeszcze więcej emocji.
Emocje są dobre, bo świadczą o zaangażowaniu, zaprzeczają obojętności, a ona jest najgorsza.
Niestety, emocje nie zawsze są najlepszym doradcą.
To także jeden z tych tematów, które zamiast łączyć społeczeństwo w szacunku dla odwagi (choćby i straceńczej, jak chcą niektórzy) i miłości Walczących o Ojczyznę – dzielą. Stają się pretekstem do niegodnych przepychanek słownych.
KIG przebywał w tym czasie w stalagu.
Poezja tamtego czasu jest znamienna.
Jednym z najbardziej przejmujących utworów jest „Pieśń o fladze” z listopada 1944 roku:
„Jedna była – gdzie? Pod Tobrukiem.
Druga była – gdzie? Pod Narwikiem.
Trzecia była pod Monte Cassino.
A każda jak zorza szalona,
biało-czerwona, biało-czerwona,
czerwona jak puchar wina,
biała jak śnieżna lawina,
biało-czerwona.
Zebrały się nocą flagi.
Flaga fladze dodaje odwagi:
– No, no, nie bądź taka zmartwiona.
Nie pomogą i moce piekła:
jam ciebie, tyś mnie urzekła,
nie zmogą cię bombą ni złotem
i na zawsze zachowasz swą cnotę.
I nigdy nie będziesz biała,
i nigdy nie będziesz czerwona,
zostaniesz biało-czerwona,
jak wielka zorza szalona,
czerwona jak puchar wina,
biała jak śnieżna lawina,
najukochańsza, najmilsza,
biało-czerwona.
Tak mówiły do siebie flagi
i raz po raz strzelił karabin,
zrobił dziurę w czerwieni i w bieli.
Lecz wołały flagi: – Nie płaczcie!
Choćby jeden strzępek na maszcie,
nikt się zmienić barw nie ośmieli.
Zostaniemy biało-czerwone,
flagi święte, flagi szalone.
Spod Tobruku czy spod Murmańska,
niech nas pędzi dola cygańska,
zostaniemy biało-czerwone,
nie spoczniemy biało-czerwone,
czerwone jak puchar wina,
białe jak śnieżna lawina,
biało-czerwone.
O północy przy zielonych stolikach
modliły się diabły do cyfr.
Były szarfy i ordery, i muzyka,
i stukał tajny szyfr.
Diabły w sercu swoim głupim,
bo niedobrym,
rozwiązywały biało-czerwony problem.
Łkała flaga: – Czym powinna
zginąć, bo jestem inna?
Bo nie taka dyplomatyczna,
bo tragiczna, bo nostalgiczna,
ta od mgieł i od tkliwej rozpaczy,
i od serca, które nic nie znaczy,
flaga, jak ballada Szopenowska,
co ją tkała sama Matka Boska.
Ale wtedy przyszła dziewczyna
i uniosła flagę wysoko,
hej, wysoko, ku samym obłokom!
Jeszcze wyżej, gdzie się wszystko zapomina,
jeszcze wyżej, gdzie jest tylko sława
i Warszawa, moja Warszawa,
Warszawa jak piosnka natchniona,
Warszawa biało-czerwona,
biała jak śnieżna lawina,
czerwona jak puchar wina,
biało-czerwona, biało-czerwona,
hej, biało-czerwona.”
Zamieszczam ją, bo ma z tematem Powstania więcej wspólnego, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.
Bardzo dobrze, że wybrałaś taki wiersz na nasze wyspowe swietowanie.Tym bardziej , że nie jest on tylko męskim zachwytem kobietą.Daje do myślenia,pobudza do dyskusji.
Bardzo, bardzo dziękuję Ci Leno za ten piękny wiersz KIGa o fladze.Mam nadal łzy w oczach,bo jestem emocjonalna i czuła na punkcie symboli.Bialo -czerwona,hymn, godło to dla mnie świętości.Znak PW również.Boli gdy widzę go wytatuowany na łydce mięśniaka, który nawet nie wie co to honor zapewne.
O to to. Niestety.
Nie ma za co, Makówko
Dobre wzruszenia są potrzebne. Wiedzieli o tym już starożytni Grecy, określając je pięknie jako „katharsis”.
Nie generalizowałabym, Makówko.
Czasem ten o wyglądzie troglodyty ma większe pojęcie o honorze niż goguś z wieńcem siwizny na skroniach i dobrotliwym uśmiechem. A czasem jest tak, jak napisałaś.
A może być i tak, że takiemu mięśniakowi nie miał kto powiedzieć, że niektóre symbole nosi się w sercu, a nie na łydce, karku czy przedramieniu:)
Nie oceniam po wyglądzie Leno,zgadzam się z Tobą.Ale świętości nie należy szargać,a taki tatuaż na łydce jest takim szarpaniem w moich oczach.
Tego nauczyłam się w domu i w harcerstwie.W moim Szczepie kultywowalo się tradycję Szarych Szeregów.
Oczywiście, Makówko, że nie należy ich szargać.
Wiele symboli za sprawą niegodnych postępków się zdewaluowało.
Nawet tatuaże, które kiedyś w wielu kulturach pełniły funkcję magiczną, ochronną, miały swoją tajemną wymowę…
Na zrobienie wielu takich symboli na skórze trzeba było sobie zasłużyć, więc również były (jak bardzo obrazoburczo by to nie zabrzmiało:)) odznaczeniami, podobnymi do tych, którymi my się chlubimy:)
Ich zdobycie również wymagało poświęcenia, często ogromnego.
Rozumiem jednak, że nie o sposób eksponowania Ci chodzi, ale o to, kto nagle rości sobie prawo do tych Godności.
Dziś (na szczęście, mimo wszystko – na szczęście) „przelewanie krwi”, „za wolność waszą i naszą”, „umrzeć za Ojczyznę” nie mają odniesienia do rzeczywistości. Dlatego ja daję prawo legitymowania się nimi wyłącznie tym, dla których te i podobne hasła były tożsame z czynami.
Słowem – każde pokolenie powinno sobie zapracować na własne symbole, (okupione adekwatnymi do warunków wyrzeczeniami) które będzie mogło z dumą eksponować:)
Pełna zgoda.Nawet potomkowie powstańców nie powinni tatuować sobie na łydce symbolu za który niektórzy oddawali życie.Dobrze odczytałas co mam na myśli.
Słynna scena z filmu „Dzień Świra” mi się przypomniała.Tak a propos flagi…
Makówko, czyż mama nie nauczała cię, abyś nie oglądała się za mięśniakami?
Tetryku!Toteż nigdy się nie oglądałam.A w facetach interesuje mnie intelekt,dowcip itd.,nigdy mięśnie.
Mądry KIG , filozoficznie mądry zapis wiersza . Brakuje mi jednak w towarzystwie Tobruku , Narwiku i Monte Casino – Berlina . Wszak tam w końcu biiało-czerwoną zatknął polski żołnierz , o którym dzisiaj nie chce się pamiętać . I wtedy ta piękna poezja , niestety traci sens .
Maksiu Lena napisała,że to wiersz z 1944 roku
Bitwa pod Lenino z flagą biało-czerwoną była w 1943 roku . Pod tą flagą dotarło do Berlina ponad 600 tysięcy żołnierzy i była to na ówczesne czasy trzecia siła w Europie po ZSRR i Niemcach . Nie potrafimy nawzajem uszanować swoich poglądów na fakty historyczne .
Dziękuję, Makówko:)
Maksiu, KIG miał prawo nie pałać sympatią do wschodnich sojuszników, którzy przehandlowali go Niemcom.
W końcu też był tylko człowiekiem:)
Cóż. Mnie nikt nie przehandlował, ale też
nie pałam i nigdy nie pałałam. Sympatią do wschodnich sojuszników.
Natomiast do Maksia -tak. Sympatia. Maksiu
Miał być ogonek,ale z komórki czasem mi się udaje,ale nie zawsze.
Byłem na Zewnątrz. To znaczy na Plenerze Literackim, czyli w sumie kiermaszu książek na Bulwarze Nadmorskim w Gdyni. Na szczęście większość ludzi w maseczkach i nawet czasem w rękawiczkach, ale tuż obok, na plaży – zero dystansu, zero maseczek. Dzień po rekordzie zachorowań.
Nie wiem, co ci ludzie.
Biorą przykład z góry. Często widać było na wiecach przedwyborczych tłumy, gdzie mało kto miał maseczkę…
Tu jednak trzeba oddać sprawiedliwość,że było tak na wiecach wszystkich kandydatów.No ale rząd dawał przykład.
Zgadza się, Ci przy korycie nawet w wypowiedziach często lekceważyli niebezpieczeństwo. Chodziło im pewnie o to, żeby ludzie szli głosować na Dudę.
No i właśnie się dowiedziałem, że senator Libicki ma koronawirusa. Śmiem podjerzewać, że właśnie z wiecu.
Ciekawe, czy dużo rąk ściskał…
Na pewno dużo. Teraz leży w poznańskim szpitalu, ale pisze, że czuje się dobrze.
No ja mu źle nie życzę, absolutnie, chodzi mi tylko o to, że tak się to właśnie roznosi.
Zresztą nie, muszę odszczekać, bzdury gadam, toć wybory były 12 lipca, 2,5 tygodnia temu, to raczej nie na wiecu.
A czy tylko na wiecach ściskają ręce?
No nie. Ale na początku sugerowałem wiec. I wybory.
Polityk ściska ręce oczywiście i poza tym.
Były też wiece powyborcze. A wirus się jakiś czas rozwija – nie bez powodu kwarantanna trwa dwa tygodnie.
No i wybory.I ci co głosy liczyli,przewozili,dotykali,a podobno na papierze wirus żyje jakichś czas.Ale i wesela, śluby itd.
A lekarze na NFZ tylko zdalnie leczą,ale ci sami prywatnie już tradycyjnie.A dzieci dalej nie wiedzą czy będą się uczyć w szkołach czy w domu.
No, czas na mnie do łóżeczka. Dobranoc.
Spokojnej.
Śpij dobrze!
Dobrej nocki, Bożenko:)
Dobranocka.
Tak mi się przypomniało, że jest piosenka o znajdowaniu drogi do domu. Jon i Vangelis, niezła kooperatywa z lat 80′.
Snów o drodze do domu. Tego właściwego.
Dziś jakoś tak mam,że pojęcie dom traktuję dość szeroko.
Zalinkowalabym piwniczną piosenkę(tzn.Moja Litanię Wójtowicza),ale z komórki nie potrafię.
I to będzie moje m-m.
Dziękuję Ci dobry duszku za zalinkowanie.
Tak jakoś mi się skojarzyła na hasło dom ta pieśń.Chyba te wzruszenia wynikajace z
dzisiejszej daty,wiersza o fladze,rozmowy o szarganiu symboli to spowodowały.
Przebywanie samemu cały dzień w lesie pewnie też…
Sama pośród drzew – to nie do wiary,

cieszy ptaków śpiew, lecz brak mi pary –
więc warunkom wbrew, refleksje w głowie kłębią się…
Bohaterom cześć – myśl to niebrzydka,
dobrze w świat ją nieść – ale ta łydka!
Trudno mi to znieść! Niech sen ukoi szybko mnie!
Brawo Tetryku!
Czyżby i Tobie udzielił się nastrój TEGO dnia i czar TEGO pięterka?

Bez dwóch zdań, Tetryku:
„liryka, liryka
tkliwa dynamika
angelologia i dal”:)
(„Liryka, liryka…”)
Ależ podnosicie poziom !
Coraz więcej tych Mistrzów na Wyspie!
Pięknie Ci się skojarzyło, Makówko:)
A mi – nie wiedzieć czemu – jeszcze tak:
„Była już prawie zima, lecz wiatr południowy dmuchał
i pachniał wstążkami dziewcząt. A był bliski drutom
bukowy las, a buki były podobne nutom.
Stamtąd wyszła do jeńca i powiedziała: – Posłuchaj!
Kładę ci dłonie na włosach, by miłosierdzie z odwagą
spleść w sercu twoim, ażebyś – czuły i mocny wytrwał.
Ja jestem spokój twych nocy i walka dnia, i modlitwa,
i długi obłok złocisty – Matka Boska Stalagów.
Znam wasze troski wszystkie i wszystko, co was zasmuca,
listy i noce samotne, i dni beznadziejnie długie,
ja troski wasze jak kwiatki splatam w szumiący bukiet
i składam na stopniach tronu mojego Pana – Jezusa.
Wtedy Pan Jezus powstaje, odkłada na chwilę berło
i każdej trosce najmniejszej nadaje tak śpiewne imię,
że jedna się staje rubinem, szmaragdem inna lub perłą,
a ta najcięższa, najkrwawsza wyrasta w drzewo olbrzymie.
Ja wiem, jak to wszystko boli, więc jestem do końca z wami
blaskiem nad waszą rozpaczą i śladem na śnieżnej bieli,
a jeszcze palmą i wieńcem dla tych, co zęby zacięli
jak deszczem słodkim na kwiaty, spadam na włosy rękami.
Do widzenia. Już idę. Do uwięzionych kobiet.
Ześlę im sny szeleszczące o dzieciach w różowych sukienkach,
o mężach dobrych, o życiu, co dźwięczy jak piękna piosenka.
A tym, co od ran pomarli, jarzębiną zakwitnę na grobie.”
(„Matka Boska Stalagów”, Stalag Altengrabow, listopad 1944)
Pewnie trochę w związku z „…Litanią”, a trochę z klimatem symboli:)
Dziękuję Leno !
Była we mnie dziś jakaś potrzeba uczczenia w jakiś sposób tego dnia tak ważnego w naszej historii i wyrażenia smutku jak teraz wszystko dzieli miast łączyć.
Kochani, odpadam niestety. Jutro rano gdzieś jedziemy (niedaleczko, na pół dnia), więc tak na dobre, to pewnie będę od połowy dnia czynny.
Śpij spokojnie panie Q!
Dobrej nocki, Quackie:)
Dziś dużo pisze,bo tak ciekawe są te rozmowy,że nie mogę się powstrzymać.Prosze o wybaczenie ,że gubię ogonki interpunkcję itd,ale jak wiecie z komórki kiepsko mi idzie pisanie.Leno wybacz,że draznie Twoje polonistyczne wyczucie.
Nie ma czego wybaczać:)
Przecież to jasne, że nie mogłaś nagle zapomnieć o istnieniu ortografii:)
A ja nie chodzę „po blogach”, żeby się rozdrażniać:)
Nie. Zdecydowanie nie po to:)
Zapalę zatem lampkę, której magia nie została zdewaluowana i czuwa nad spokojnym snem śpiących i spaćidących. Nie odbiera to oczywiście głosu naszym nocnym duszkom…

Dobranoc!
Wyspowa lampka jest unikalna.
Osobiście udusilabym każdego,kto by próbował ją zszargać!
Mimo że jestem młodym Wyspiarzem.
To może, dla ukojenia odrobina liryki:
To także pan Gałczyński.
I również tekst z drugim dnem, bo w oryginale nosi tytuł „List jeńca” i napisał go nasz poeta 19 marca !942 roku, również w Stalagu Altengrabow:)
Liryka na marzenia senne?
Ale już bez „drugiego dna” tzn.bez Stalagu,wojny i tych tragicznych rzeczy.
Oczywiście.
Szeptem nadszedł dzisiejszy dzień, i to, co smuciło, pozostaje we wczorajszym:)
Niech tak będzie, choć jednak ta łydka to symbol czegoś co tak bardzo i nadal smuci.
Dobrych snów, Tetryku:)
Czy sen szybko mnie ukoi i zapomnę o łydce?
Bez wątpienia:)
Dobrej nocki, Makówko:)
Dobrych snów, Wyspo:)
Dzień dobry
piękny, słoneczny, ale ma być gorący…
Dzień dobry, Bożenko:)
Kiedy czytam Twoje wczesne powitanie, myślę sobie zawsze, że jesteś takim Wyspowym Świergotkiem:) On też wstaje o tej porze:):
Pozdrawiam:)
Witam słonecznie!

Noce takie są upalne i słowiki spać nie dają…
Taaaaa..Słowiki!Dziecko zbierające się na wycieczkę ze znajomymi i te wzajemne telefony.
Pisałam na Wyspie o zgubieniu samej siebie i…karty KKM.O sercu nie wspominałam panie T.!
Dzień dobry, Makówko i Tetryku:)
To chyba u Was, bo tutaj…
„Ech, hałasuje deszcz!
Trawa deszczowi rada.
Szczęśliwy, szczęśliwy deszcz,
bo się może wypadać.”
(„Kronika Olsztyńska”, XVI)
Pozdrawiam:)
Tu upał cały dzień.Jak ja już siedzę w cieniu znaczy,że jest bardzo gorąco.

albo w wannie z lodem? 
Tetryk nie zdradził gdzie siedzi…
Może?
„Gdy masz nerwy stargane, życie masz nieudane
Gdy bezbronny się czujesz i miękki
Nie na korty i bieżnie i do dusznych knajp też nie
Tylko udaj się wprost do łazienki
Bo w łazience lśnią kurki, błyszczą krany i rurki
Ci wygrali co właśnie tu uszli
Tutaj możesz jak kotek igrać wśród mydeł, szczotek,
Z umywalki korzystać i z muszli
I raz i dwa i raz i dwa
Z umywalki korzystać i z muszli
Spuść w łazience firanki, drzwi zatrzaśnij na zamki
Swych kompleksów się pozbądź i masek
Zrzuć czym prędzej ubranie i spójrz w lustro kochanie
Jaki z ciebie ładniutki golasek!
Ot, już w wodę cieplutką wsuwasz łydkę i udko
Grzęźniesz, więźniesz w rozkosznej kąpieli
Lecz pohamuj oskomę, przedłuż miły ten moment
Słodką chwilę siadania w kąpieli!
I raz i dwa, i raz i dwa
Słodką chwilę siadania w kąpieli!
Już objęła cię woda, mydło marki „Uroda”
Efektownie się pieni w twych lokach
Teraz mógłbyś w swej wannie trwać już tak nieustannie
A za drzwiami niech mija epoka!
Niech tam burze i wojny, ty w łazience spokojny
I pogodny jak wietrzyk poranny…
O Panie! Mnie nie trzeba raju ani też nieba,
Ty po śmierci mnie wpakuj do wanny!
I raz i dwa i raz i dwa
Ty po śmierci mnie wpakuj do wanny.”
To wprawdzie ciepłowodowy „Walczyk łazienkowy” A. Waligorskiego, ale kto bogatemu (czytaj: gospodyni pięterka) zabroni…
🙂
Auuu.W Stróży jest tylko prysznic!
Skorzystam z rady Waligórskiego dopiero jak wrócę do domu.
No bo Waligorski jest dobry na wszystko!
A któż by się ośmielił! AW też wszyscy niezmiernie cenimy 🙂
Bo Wyspa składa się z miłośników poezji i ptaszków i ewentualnie jakiejś reszty.
Wśród ulubionych poetów jest niewątpliwie AW.
Z miłośników poezji, ptaszków i reszty?
Da się to połączyć;):
„W powietrzu roziskrzonym
siedzą na drzewie wrony,
trzyma je gałąź gruba;
śnieg właśnie zaczął padać,
wronom się nie chce latać,
śnieżek wrony zasnuwa.
Tuż pole z krętą rzeczką,
w dali widać miasteczko
uprzemysłowione –
a wrony, jak to wrony,
patrzą okiem szalonym,
wrona na wronę.
Gdyby je zmienić w nuty,
dźwięczałyby dopóty,
dopóki strun choć czworo –
a tak, na wronią chwałę,
siedzą czarne, zdrętwiałe
in saecula saeculorum.
Nocne niebo już kwitnie,
Wszystko świeci błękitnie:
Noc, wiatr, wronie ogony;
Zaśnij, strumieniu wąski –
dobrej nocy gałązki,
dobranoc, wrony.”
(„Wierszyk o wronach”)
Ty potrafisz wszystko połączyć i zapodac tematyczny wiersz.Ja akurat jestem tą „resztą” na Wyspie,bo nie znam się ani na poezji ani na ptaszkach.Ptaszki lubię oglądać, poezję czytać, słuchać poezję śpiewana…ale tak po laicku jedynie makowczyna duszą.
Nie da się znać na wszystkim, bo to tak, jakby się nie znało na niczym:)
I dzięki tej teorii mogę z dumą mówić, że nie znam się na ptaszkach:)
Ani na robieniu fotoreportaży z podroży wszelakich, bo Specjalistką od tychże jesteś właśnie Ty, Makówko:)
Widzę, że Wyspa się budzi, potrzebna więc jest Gienia z napojami
Jak zawsze podstawiam moją ulubioną filiżankę

Kto dołączy?
Witajcie!
Ja dopiero zasiadam do śniadanka, więc od Gieni poproszę herbatkę 🙂
Chyba podobnie zasiadales jak ja Tetryku.
,czyli „sama pośród drzew…”
Teraz już leżaczek,gdyż za gorąco,aby jakieś chwasty wyrywać.
I znowu sama w lesie…
A tu się chmurzy. Czyżby miało padać? Wcale by mnie to nie zmartwiło…
Tu błękit nieba,idealna pogoda na kąpiel,ale dziecko poszło na Strzebel,a teraz to już nie te czasy,abym szła na piechotę na Zarabie.Wole siedzieć w cieniu w lesie.Kiedys szłam na nogach z dwójką małych dzieci,psem,jedzeniem w plecaku.Kiedys…
A pan Konstanty chyba to lubił:):
„Kiedym przez las sosnowy szedł,
pojąłem, że w nim jest coś z męskiej tragedii.
A kiedym w las liściasty wszedł,
to jakbym słyszał śmiech i flet,
jakbym wstąpił do pokoju kobiety.”
(„Kronika Olsztyńska”, XII)
Dzień dobry, jestem z powrotem, po plażowaniu w Rewie, z zachowaniem dystansu od innych plażowiczów!
Witaj na Wyspie Q!
Plażowaniu?A kąpaniu też?
Ja nie. Małżonka miała szczerą chęć, ale temperatura wody ostudziła jej zapał, w przenośni i dosłownie.
Kiedyś nawet do najzimniejszej wody wchodziłam gdy byłam nad morzem. Teraz wolę prysznic we własnej łazience… Czasy się zmieniają…
Mnie ostatnio coraz częściej wystarczy wleźć po kostki, no, ewentualnie do kolan, i jestem całkowicie usatysfakcjonowany.
Ja wchodzę do zimnej wody,gdy po wyjściu mogę się zagrzać na słońcu.Tydzien temu w Rabie marzły mi zęby.
No to swoją drogą (to słońce, znaczy). Dzisiaj jest jakieś takie niemrawe, za cienkimi chmurami, niby świeci, a niby nie świeci, no i wiatr do tego. Dlatego nic dziwnego, że małżonka zrezygnowała.
Jako dzieciak oprotestowywałem polecenie wyjścia z wody, nawet jak byłem już całkiem fioletowy…
Ba! Jako dzieciak…
No właśnie!Kiedy to było?Lat temu…
Zjadłam obiad i wtedy sobie „przypomniałam”,że Tetryk jest młodszy ode mnie,a ja mu lata wypominam.

Pewno jest to tak trudne do pojęcia, jak brak internetu w PRL-u – ale ja naprawdę byłem kiedyś dzieckiem…
Ciekawostka -ja KIEDYŚ też!
Jako dzieciak, to mogłam kąpać się tylko w potoku. Mieszkałam w Szklarskiej Porębie 🙂
Dzień dobry, Quackie:)
Rozrywki bliskie panu Konstantemu:):
„Rano słońce, rano pogoda,
idziemy do kąpieli.
Sama radość! Sama uroda!
Jak tu się nie weselić?
Z sosny słychać dzięcioła stuk.
A tutaj ryby bryzg! spod nóg.
Ech, bracia, wpław! I płynąć, pływać,
aż tam, gdzie z drugiej strony
wiatr, roześmiany wiatr przygrywa
na sitowia strunach zielonych.”
(„Kronika Olsztyńska”, III)
Tak, no więc też bym mógł, tak jak Mistrz KIG, stanąć na brzegu i wzywać braci do płynięcia. Ale z brzegu
Świadomość tego, co robi się najlepiej to gwarancja sukcesu. Zwłaszcza w działaniach kolektywnych:)
Czasami również warto samokrytycznie zrozumieć, że hm… czegoś lepiej nie próbować.
Próbować zawsze warto!
Czasem tak, czasem lepiej -nie!
A czasem skacze się przez poprzeczkę zbyt wysoko ustawioną i kosztuje to trochę stresu, ale jednak próbuje się skakać dalej.
Bardzo Ci dziękuję, Makówko:)
A żeby nie było tak sielsko, to wierszyk pozaokazyjny, ale jeden z moich ulubionych:):
„Szło ich prawie czterdziestu.
Normalnie. Przy niedzieli.
I nagle jeden westchnął
I wszyscy przystanęli.
Bo ograniał ich zachwyt,
że księżyc świecił niebu.
Więc patrzyli nań, jakby
sroka patrzyła w rebus.
Księżyc ma ten styl pracy,
no – że wschodzi i świeci.
Lecz poeci są tacy.
Eech, poeci, poeci.”
(„Dziwny wypadek na rogu Nowowiejskiej”)
Jeszcze chwila,a słońce zajdzie.Ksiezyc wyjdzie,ale ja już wtedy będę w Krakowie niestety.
W Krakowie też można zostać poetą…
Zapytajcie Artura,
daję słowo: nie kłamię…
Wszędzie można zostać poetą.W Krakowie szczególnie.Ale nie każdy może nim zostać.
Ee, Makówko:)
A pan Różewicz mówił coś przeciwnego:
„poetą jest ten który pisze wiersze
i ten który wierszy nie pisze
poetą jest ten który zrzuca więzy
i ten który więzy sobie nakłada
poetą jest ten który wierzy
i ten który uwierzyć nie może
poetą jest ten który kłamał
i ten którego okłamano
poetą jest ten co ma usta
i ten który połyka prawdę
ten który upadał
i ten który się podnosi
poetą jest ten który odchodzi
i ten który odejść nie może”
(„Kto jest poetą”)
🙂
Jejku!
Czyżbym była poetą?
Na Wyspie można się różnych rzeczy dowiedzieć !
Na przykład tego Artura:)?
Kolejny super facet!
Uwielbiam tego typu poczucie humoru.
Tak, ja też.
Szczególnie to lubię:
Świetne to jest!
I do śmiechu i z przesłaniem.
No to się pochwalę, Leno wybaczysz?
To było 7 lutego tego roku w Wieliczce.
Wow!
A nawet łał:)
Tak, masz rację Leno -spotkanie było kapitalne. Lubię chodzić na takie spotkania „na żywo” z pytaniami publiczności, bo wtedy widać jak dana osoba potrafi ripostować, a nie klepać wcześniej wyuczony tekst.
Andrus był doskonały.Na sali było trochę moich znajomych, więc wiem, że to nie byli „podstawieni pytacze”.
Brakuje, bardzo brakuje mi takich spotkań, bo on-line to jednak nie to samo.
Wyobraźcie sobie, że mnie zmorzyło i jak się zdrzemnąłem, to na dwie i pół godziny.
Czyli w nocy będziesz pracował i kukał na Wyspę panie Q?
Dzisiaj? Nie, dzisiaj już nie będę pracował. Ale przerwa będzie.
Przerwa w niepracowaniu?
Przerwa od komputera na rzecz, ee, rzeczywistości, tak to nazwijmy.
I po przerwie!
A mnie na trochę smażenie placków z cukinii wyłączyło z wyspiarskiego życia:)
Mmm!
Takich jak ziemniaczane, tylko delikatniejszych?
Tak,tak są duże lepsze jak ziemniaczane!
Tak:)
Cukinia pokrojona w cieniutkie plasterki, odsączona, przemieszana z łyżką mąki i przyprawami i ułożona na posmarowanej olejem, rozgrzanej patelni grillowej.
Wymagają skupienia i całej uwagi, bo lubią się przypalać:)
Lubię kucharzyć:) A pisać o kucharzeniu jeszcze bardziej:)
Dzięki nazwom przypraw chyba najłatwiej chwycić nić porozumienia z Czytającym…
Sprawdźmy:):
„Ze wszystkich kobiet świata najpiękniejsza jest noc…
Ona idzie, ona płynie, ona sunie
pod niebios ogromną bramą;
a wszystko jest piękne u niej,
a pachnie u niej wanilia i cynamon.”
(„Kronika Olsztyńska”, VII, VIII)
Och. Sam nie wiem, co bardziej pociągające, placki czy poezja!
Och!
I masz, babo, placek! Ale poetyczny:)
:Brawo!
Poetyczny placek z dodatkiem nostalgii zamiast bakalii?
Nostalgia? Nostalgia…
Nie wiem… chyba jadłam;)
I jak smakowała? Ta nostalgia ma się rozumieć!
Skoro nie pamiętam, to pewnie nieszczególnie:)
Powtórzę po raz kolejny, że tak jak poezja wg poznańskiej szkoły strukturalistycznej polega na nadorganizacji tekstu, w sensie że tekst jako całość znaczy więcej niż suma składników.
Zupełnie jak danie umiejętnego kuchmistrza lub kuchmistrzyni
„- Wymyśliłem ostatnio zupę filozoficzną. Dwie główki czosnku, kilo jabłek, baranie żeberka, łyżka miodu, ostrobok wędzony, buraczek, nieco konfitur truskawkowych i sok z kiszonej kapusty. Gotować dwie godziny na małym ogniu, doprawić cukrem, solą i śmietanką z cynamonem… Wspaniałość!
– C-co? – wyjąkałem, czując lekkie mdłości.
– Jedność przeciwieństw – wyjaśnił Kucharz. – Dobre są jeszcze do tego kluseczki z mączki rybnej nadziewane czekoladą. Wbrew banalnym sądom taka zupa może być rozkoszą dla podniebienia i zastrzykiem energii dla organizmu…”
(„Dolina światła” – A. Minkowski)
🙂
A tak w ogóle – ja taka bardziej fenomenologiczna jestem. Husserl, Ingarden, te klimaty:)
Czy to się jakoś przekłada na gotowanie?
Dzień dobry, Quackie:)
Tego konkretnego przepisu nie sprawdzałam, więc nie wiem, czy danie zjadliwe, czy może autora poniosła wyobraźnia:)
Aleksander Minkowski spędził dzieciństwo w Komi, przeżył wielki głód i niemal w każdej jego książce można odnaleźć to zamiłowanie do niezwykłej, często egzotycznej kuchni.
A ja idę spać…

Spokojnej nocki, Bożenko:)
Spokojnej!
Śpij dobrze!
Dobranocka.
Właśnie do mnie dotarło, że mój ulubiony zespół wokalny Banana Boat wydał 5 lat temu(!) nową(!!) płytę. I na tej płycie wreszcie pojawiła się przyzwoita wersja piosenki „Stavanger”, z poniekąd połamanym rytmem, ale poza tym bez problemów.
Snów żeglarskich i/lub norweskich.
Płynęli, płynęli i… dopłynęli! 😉

Po fladze wnoszę, że Norwegia?
Port w Stavanger…
O, dziękuję pięknie!
Przywołałeś miłe wspomnienie z bardzo nieodległej przeszłości, Quackie:)
Dziękuję.
Choć tam głownie „Keja” i Hiszpańskie dziewczyny” królowały:)
Makówka się pakuje.Makowczynego m-m nie będzie.
Jedynie se westchne eh! wieki całe nie siedziałam na żaglowce,eh!
Wyjazd!
Przyjemności – i wracaj cało i zdrowo!
Już jestem!
U, co to za wyjazd?
Wyjazd z chatki. No i powrót do domu.
Taki jak często weekendowy od piątku do niedzieli.
Przez pakowanie „się rozumie” -kraty na okno założyć, bezpieczniki wyłączyć, kłódki pozakładać, śmieci zabrać, jedzenie zabrać, proszek do szamba wsypać i takie tym podobne.
Pięterko ma dwa dni i już ponad 200 komentarzy!
Jutro coś napiszę… (Edit: dziś po południu 😉 )
Super!
(bo już 210 komentarzy!)
Już poniedziałek? No to trzeba iść spać… Dobrej nocy!

Spokojnej. I ja zmykam.
Śpijcie dobrze Panowie Mistrzowie!
Ja jeszcze chwilkę posiedzę:)
Wszyscy dawno śpią, więc i ja pójdę!
DOBRANOC!
Nie wszyscy, Makówko:)
Tylko niektórzy musieli z Psiunią na dłużej wyjść, bo dostała przeciw-kleszczowe perfumy i zareagowała jak zwykle – mdłościami:(
Ale skoro Sandmann rozsypał już swój piasek nad Wyspą, to i ja się pożegnam: dobrej nocki:)
Dzień dobry

W końcu i ja dobiłam do Wyspy
Trochę dużo tego do czytania…
Dzień dobry, Miralko:)
Dzień dobry
Dzisiaj wreszcie odpocznę od upału. W nocy popadało i jest czym oddychać 
Witajcie!
Nowy tydzień, nowy słoneczny dzień – zobaczymy, co nam przyniosą 🙂
Dzień dobry. Jak w nocy zaczęło padać, tak nada pomżywa. Znaczy pochmurnie i mokro. Ale przynajmniej nie ma upału.
Tu też jeszcze pada, nawet coraz więcej. Ale niech pada, deszcz jest potrzebny.
A tymczasem napijmy się…
Gienia ma dzisiaj wolne…
To ja jak zwykle kawkę poproszę.
Witajcie!
Herbatę Kelnereczka ma?
Ma.
Dzień dobry, Wyspo:)
Witaj Leno!
I do popotem Wyspiarze…
Zachęcam do przeczytania pięknego wspomnienia o p. Marii Wasowskiej.
Dobry wieczór, Tetryku:)
Rzeczywiście bardzo interesujący artykuł.
Tak ciepło Aleksandra Domańska opowiada o Marii Wachowskiej, z wielką kulturą.
Chętnie przeczytałam i dziękuję, że dałeś mi taką możliwość:)
Pozdrawiam:)
Czytałam tak około południa (notka z FB ). Wszystko co związane ze Starszymi Panami zawsze budzi zainteresowanie i ciepełko w sercu :).Pozdrawiam Wyspę
Witaj, Elizo! Zaglądaj częściej!
Przeczytałem z przyjemnością .Wszak to historia o moich sąsiadach ,wspaniałych aktorach , o których z sympatią wspomina się czasy ich aktywności zawodowej . Dla porównania : Dziś , europosłanka PIS Krupa oświadczyła , że utrata dziewictwa przez kobietę zmniejsza jej odporność na różnego rodzaju zakażenia . Jest nad czym myśleć , zwłaszcza dla Pań które przeczytają o tym genialnym pomyśle cnotliwej (?) posłanki PIS-u .
Czy aby nie pokasływała przy tej enuncjacji?
Fajrant i przerwa.
Na marginesie pewnej łydki zapraszam na trochę mniej żartobliwe pięterko. Żarty wszakże i tam nie są zabronione 🙂
Byłam, czytałam, ale pożegnam się jeszcze tu.
Dobranoc
Spokojnej i tu.
Dobrej nocki, Bożenko:)
Dobrych snów!
Dziękuję za wspólnie spędzony czas. Za wszystkie uwagi, refleksje i miłe rozmowy.
Ostatni raz na tym pięterku oddaję głos jego bohaterowi:
„Gdy pada z deszczem zmrok, gdy męczy mnie nuda i trwoga,
gdy strach pospołu z psalmistą tak spijam, jak ciemne wino,
splatam za wierszem wiersz jak wianek z rozmarynu
na głowę słodkiego kobolda, na głowę małego boga.”
(„Długom błądził i szukał”)
Pozdrawiam i lecę poczytać „O szarganiu…”
Dziękujemy, Leno, za dobór wiersza i wspaniale prowadzoną dyskusję!
Czy muszę pisać, że byłam pod wrażeniem cały czas? Czy już PRZYPADKIEM o tym nie pisałam?
Dziękuję:)
Dobranocka też jeszcze tu.
Roger Hodgson i „Kochankowie na wietrze”. Śliczne.
Rozwija się, jak to w rocku progresywnym bywa, do dość monumentalnego środka, ale może ujdzie na dobranoc?
Snów z najlepszych lat.
To prawda:)
Urocze i z lekka sonatowe, rzekłabym.
A kto powiedział, że sny mają być płaskie albo monotonne:)