Nie bardzo wiedziałam, którą z wycieczek opisać, bo według mnie na każdej zdarzyło się coś ciekawego… opisałam więc wszystkie trzy!
I tak w kolejności chronologicznej pierwsza w czerwcu (06-06) była na Goose Lake Prairie State Natural Area w Morris, Illinois. Potem pojechaliśmy dalej… Chciałam obejrzeć Midewin National Tallgrass Prairie, a to od Goose Lake o rzut beretem. Nie wysiedliśmy nawet z samochodu. Po kilku godzinach łażenia po Goose Lake w pełnym słońcu, jakoś nie pociągała nas nowa preria…
Pojechaliśmy zatem do kolejnego parku, mijanego po drodze. Nawet nie wiem jak się nazywa… z jednej strony jest Kankakee River, z drugiej Milliken Lake, a jakby zamykał trójkąt dopływ Kankakee River – Prairie Creek. Jak na nasz gust, było trochę za dużo ludzi. Przede wszystkim wędkarzy. Chociaż nad Prairie Creek też waliły tłumy. Na parkingu przy „plaży” nie było gdzie, więc ludzie parkowali w bardzo dziwnych miejscach. Jeden taki zaparkował na środku drogi i wszyscy inni musieli go mijać. To znaczy… ci, którzy wyjeżdżali musieli najpierw wpuścić tych, którzy wjeżdżali… a wszystko przez to, że Amerynkańcom tak ciężko przejść na piechotę te kilka metrów. Zaparkowałam na parkingu (były wolne miejsca), ale może z 50 m od „plaży”. Nam nie przeszkadza przejść się kawałek…
Druga nasza wycieczka (którą chciałam opisać) była 20 czerwca, nad Mallard Lake. Trochę o niej pisałam. I o wężu, którego spotkaliśmy na ścieżce i o agresywnej samiczce epoletnika krasnoskrzydłego… ale zdjęć nie pokazywałam!
I trzecia nasza wycieczka, zaledwie jeden dzień po Mallard Lake. Pojechaliśmy do Moraine Hills State Park. Byliśmy tam już wielokrotnie, ale że nie wszystkie ścieżki przeszliśmy…
Na tą z najdłuższych tras małżonek nie chciał się zgodzić. Ma ona ponad 6km długości i jak to on orzekł, nie będzie mnie niósł, bo na pewno jej nie przejdę. Tym bardziej, że temperatura rosła i miała osiągnąć ponad 30C. Szczególnie na otwartym terenie, w pełnym słońcu, faktycznie byłoby mi ciężko…
Podjeżdżaliśmy więc z parkingu na parking i chodzili wokoło. I tak było ciekawie.
Na pewno w ostatni weekend czerwca znowu się gdzieś wybierzemy… ale dokąd? Któż to wie…





Serdecznie zapraszam na wędrówkę po parkach

Mam nadzieję, że będzie to wytchnienie, taka odskocznia od codzienności…
Jak wrócę będę się zachwycać…sorki
Bo już wyjeżdżamy z Krakowa,a Twoje ptaszki wymagają komfortowego oglądania.
Ależ rozpętała się burza!!!
Po godzinie wyszło słońce, a właściwie pokazało się na zachodzie, a na niebie wykwitła piękna tęcza 
Przesiedział trochę czasu w samochodzie na parkingu. Jak mi powiedział, otworzył drzwi od samochodu, momentalnie zmokła mu ręka, więc zatrzasnął drzwiczki i czekał 

I to akurat wtedy, gdy mąż pojechał do sklepu. Wiatr przyginał drzewa, a deszcz taki, że świata nie było widać. Jakby ktoś wiadrem wodę na szyby lał
Mąż wrócił cały i zdrowy, z czego bardzo się ucieszyłam
Z parkingu trzeba przejść cały budynek, wszystkie 7 szeregówek, bo nasza jest na końcu. Byłby przemoczony do ostatniej nitki. A tak wrócił prawie suchy
Jak mi opowiadał mąż, po drodze leżały połamane gałęzie i całe drzewa… będą służby porządkowe miały co robić… muszą to uprzątnąć


Mąż powiedział mi też, że w naszym ogródku wiatr powywalał masę rzeczy… czyli ja też będę miała co robić. Trzeba będzie sprzątnąć ten bałagan
Ale dobrze, że żaden piorun w nic nie trafił i że nie dawało gradem. Po ostatnim i tak w liściach pełno dziur. Znowu by mi „naszatkowało” liści
U nas już po 22, a właściwie bliżej 23, a te wariaty dalej strzelają
Mało im było piorunów? Też strzelały…
Bry ….
Zbudził mnie budzik i grzmoty.Ulewa taka,że zmoklam zanim dotarłam na miejsce zbiórki.
W autokarze witamy się „trzeba być wariatem,aby w taką burzę wychodzić z domu”,ale z takimi jest wesoło.
Dzień dobry
Piękne pięterko, tego się spodziewałam. Wszystkie zdjęcia są ciekawe, ale mnie najbardziej zainteresował epoletnik. Taki mały ptaszek, a taki groźny? Atakuje ludzi? 
Witaj, Bożenko
A o tym, że potrafi zaatakować nawet człowieka pisałam już wcześniej 

Epoletnik jest większy od wróbla, czyli taki bardzo mały nie jest
Tylko do tej pory widziałam samce w ataku. Samiczka najwyżej wołała w niebezpiecznej chwili swego partnera, sama nigdy nie podejmowała walki… i dlatego wydało mi się to dziwne
Większy od wróbla, czyli nie jest duży. Może on broni gniazda lub samiczki, że taki bojowy?
Wróbel dorasta do 18cm, a epoletnik do 24cm. Różnica niby niewielka, ale jak na tak małe rozmiary – duża

Oczywiście, że samczyk broni gniazda, samiczki i młodych. Dlatego taki bojowy. Rzuca się na wszystko co wydaje mu się zagrożeniem dla jego bliskich. Nawet na człowieka…
Ale jak już wspominałam, nigdy wcześniej nie widziałam samiczki w tej roli i dlatego tak mnie to zdziwiło
Jedziemy, więc próbowałam jednak obejrzeć ptaszki,ale nidowidze podpisów no i konkurs się zaczął.
Wygrałam bransoletkę.
Lackowa bywa nazywana Góra Policyjną
.Czemu?
Gratuluję wygranej i życzę dużo przyjemności
Również gratulacje z wygranej, Makóweczko
Dzień dobry, jestem i jak się rozejrzę wśród ptaszków, skomentuję również merytorycznie
a tymczasem miłego dnia!
A tymczasem napijmy się kawy
A tak, to koniecznie!
Zawsze jak widzę dzikie indyki, to się zastanawiam, jak to się stało, że one jeszcze nie wymarły po tych wszystkich Świętach Dziękczynienia
(oczywiście żart, wiem, że na stoły trafiają indyki z chowu na fermach).
Wszystkie te drobne ptaszki, spizele, pasówki etc., nb. podobne do naszych wróbelków, wywołują u mnie pytanie: jak to rozpoznawać? Jeszcze pasówka śpiewna w miarę, ma taki dropiaty brzuszek, ale reszta?
Czy przedrzeźniacz faktycznie kogoś przedrzeźnia (np. inne ptaki?). W ogóle z sylwetki jest podobny do kukawki kalifornijskiej (=Strusia Pędziwiatra), tylko nogi krótsze i nie tak umięśnione. Może jest jakieś pokrewieństwo?
Błotniak wyszedł wspaniale. W ogóle wygląda jak latawiec, a nie ptak, w sensie tych wszystkich gładkich prostych i zagiętych linii. Nic tam nie odstaje, nic nie sterczy.
Próbowałem znaleźć tego ptaka, co nie mogłaś rozpoznać, ale się poddałem. Wyszukiwanie obrazem google z uporem maniaka podpowiada jakieś pszczołojady, co jest bzdurą, ponieważ po pierwsze mają kompletnie inne dzioby, a po drugie występują wszędzie, tylko nie w Amerykach (przynajmniej tak wskazuje mapka w Wiki).
Żurawie i czapla bardzo majestatyczne! Mam nadzieję, że w lipcu albo sierpniu uda mi się również złapać w obiektyw żurawie na Kaszubach (bo jedziemy dwa razy nad „nasze” jezioro).
Dopływ rzeki z kaskadami wygląda bardzo fajnie, sam bym się bawił jak te dzieci
zresztą czasem się bawię, jak jadę do Żywca i uda nam się wybrać na kąpielisko nad Sołę w Węgierskiej Górce (oczywiście z tą różnicą, że Soła to górska rzeka, więcej w niej kamieni i woda zwykle zimna).
Pani epoletnikowa fajna na drugim zdjęciu: rozsiadła się, naburmuszona, prawie słychać ze zdjęcia ten wściekły syk, o którym piszesz. A jakbyście się odwrócili tyłem, to co, faktycznie któreś mogłoby oberwać dziobem? Ptaszek nie wygląda na dużego…
Natomiast ujęcia tych ptaków z jedzeniem w dziobach absolutnie świetne, mnie się udało ostatnio zaledwie jakąś wróblicę, a i to mocno pod światło…
Trzecia wycieczka – żuraw spacerujący po ścieżce, w środku lasu, skąd chyba nie mógłby szybko uciec (duży ptak, szerokie skrzydła, a nad głową gałęzie?), wygląda jak z filmu fantasy
A ten garb u młodego żurawia to może jakiś większy kąsek? Nieduży gryzoń, dopiero co chapnięty? Skojarzenie z pterodaktylami oczywiście jak najsłuszniejsze.
Ważka na słupku wygląda nietypowo, w sensie że taka dwukolorowa, a do tego jeszcze ten cień skrzydeł – w pierwszej chwili myślałem, że to dwie ważki, np. podczas kopulacji.
Nadobniczka w skrzynce skojarzyła mi się z przedostatnim spacerem tu w Gdyni, kiedy próbowałem zrobić zdjęcie sikorce w skrzynce, ale była za szybka, w rezultacie mam sporo ładnych zdjęć… samej skrzynki.
Żółw ma skorupę jak odlaną z kawałka ciemnego spiżu.
Rybołów, ciekawa sprawa, skoro nie zagląda do Waszego stanu. Zgłosiłaś to gdzieś, do jakiegoś ciała naukowego, które się zajmuje takimi sprawami?
No i kolory przepiękne, tu błękity (indygo), tam cytrynki, nawet samiczka kardynała, mimo że nie taka czerwona jak pan kardynał, ma śliczny pomarańczowy dziób. W Polsce rzadziej się spotyka takie zdecydowane kolory.
Ojej! Ale będę miała do odpowiadania!!!
To może w miarę możności i na raty?
Witajcie!
Długo spałem (oszczędzam na niedzielę 😉 ), zakupy, dostawa dla teściowej z krótką wizytą, śniadanie i już mogłem oglądać ptaszki. Pięknie dokumentujesz bogactwo tych byłych dominantów planety!
Przepytałem wujka G o tego niezidentyfikowanego ptaszka, i jak dla mnie jest najbardziej podobny do samiczki (lub małolata) kacyka kasztanowatego Icterus spurius – ten gatunek ma bardzo silny dymorfizm płciowy…
Ważka ośmioskrzydła też mnie zaciekawiła, dopiero po chwili zrozumiałem, że to cienie
Zaskoczyła mnie spizela polna z rozpostartymi w locie skrzydłami, w szczególności szpary między piórami. Zawsze sobie wyobrażałem skrzydło ptasie jako bardziej zwarte.
Dziękuję, Ukratku


Też obejrzałam sobie tę samiczkę kacyka. Chyba masz rację. Na małolaty, szczególnie tak już duże, chyba trochę było za wcześnie, więc musi to być samiczka. Czyli mam nowy „nabytek” do naszej kolekcji, bo tego ptaka jeszcze nie mieliśmy
A skrzydła ptasie są zwarte, tylko ptak może je „rozczapierzać” w dowolny sposób. Jeśli nie zależy im na szybkości… lecą blisko i dość wolno, rozkładają te skrzydełka bardziej. Szpary między piórami dają mniejszy opór i ptak porusza się wolniej…
Dzikie indyki. W niektórych lasach urządza się na nie polowania. Ale jak mówił mi Mark, one są bardzo chytre. Poza sezonem łowieckim, plączą się po polach w pobliżu ludzkich osiedli, ale gdy zaczyna się sezon, znikają nie wiadomo gdzie i trudno je znaleźć… takie spryciule
Nie są to ptaki w żaden sposób spokrewnione z kukawką, chociaż faktycznie mogą ją przypominać (szczególnie przedrzeźniacz rudy) 





Prędzej będzie to jakiś pasożyt, który rozrasta się pod skórą…


Wiem, bo przecież należę do grupy na FB, na której różni pokazują swoje zdjęcia.
Z tymi małymi ptaszkami mam czasami problem, szczególnie tyranki różnią się od siebie takimi szczególikami, że czasami wręcz nie da się ich rozróżnić. Nigdy nie jestem pewna czy właściwie określiłam gatunek. Nawet jeśli zdjęcie jest wyraźne. Tak jak tutaj. Patrzę na zdjęcia różnych ptaków i wyglądają niemal identycznie. Różnica jest w zasadzie tylko w kolorze dziobka. W moim atlasie ptaków są czasami zaznaczone te różnice i to znacznie pomaga…
Rodzina przedrzeźniaczy wzięła swoją nazwę od tego, że te ptaki są w stanie naśladować nie tylko inne ptaki, ale i zwierzęta. Taki przedrzeźniacz ciemny idealnie naśladuje kota. Sama się kiedyś pomyliłam
W Polsce jest kilka gatunków błotniaków. Widziałam na zdjęciach błotniaka stawowego i błotniaka zbożowego. Tym większą radość sprawił mi błotniak amerykański
Mam nadzieję, że w końcu tego nieznanego ptaka znajdę. Jak na razie nie mam tyle czasu, żeby dokładnie przejrzeć swoje atlasy z ptakami…
Też mam nadzieję, że uda Ci się złapać żurawia i czaple. Co prawda w Polsce są trochę inne gatunki, ale to będzie ciekawsze… taka różnorodność
Te kaskady, to skalne płyty… woda wypłukała to co było słabsze i dlatego porobiły się takie „dziury w rzece”. Miałam szczerą ochotę przyłączyć się do dzieci, ale nie miałam stroju kąpielowego
Pani epoletnikowa aż taka mała nie jest. Epoletniki dorastają do 24cm. Niby nie tak dużo, ale zawsze…
Nie wiem czy by nas zaatakowała, gdybyśmy się ustawili tyłem do niej. Z tego co widzieliśmy, szarpała włosy faceta pazurkami i biła skrzydłami po tyle głowy
Wszystkie ptaki z jedzonkiem w dziobku, to sezonowy przebój. Wiele z nich ma młode i karmi je głównie owadami i robalami. Pisałam już o tym, że nawet te, które normalnie są wegetarianami, swoim dzieciom dają białko zwierzęce. Jest kilka wyjątków, ale one tylko potwierdzają regułę
Żuraw, wbrew pozorom wcale nie jest taki bezbronny, jakby się mogło wydawać. Właśnie jego wzrost, wielkie skrzydła i silny dziób są atutami. Ten nie szedł środkiem lasu (chociaż środkiem ścieżki). Za szpalerem drzew była skarpa o dość łagodnym zboczu i morze traw, jak widać, bardzo wysokich.
Nie wiem czy zauważyłeś, ale młody ma ten garb w tylnej nasadzie szyi, a wole ma z przodu. Tak więc nie może to być większy kąsek, tylko co chapnięty
Ważki są ciekawe, ale nawet nie próbuję rozróżniać gatunków. Jest tego za dużo i tak jak ptaki różnią się takimi detalami, że chyba bym zgłupiała, starając się wyodrębnić gatunki. Ta odrobina wiedzy o nich w zupełności mi wystarczy
Z nadobniczką mieliśmy szczęście, bo wystawiła główkę i tkwiła w tej skrzynce dłuższą chwilę. Mieliśmy czas, żeby ją obcykać
Rybołów zagląda do nas czasami w trakcie przelotów z zimowisk na tereny lęgowe i z powrotem. Można go spotkać na lęgach w Wisconsin, a to stan graniczący z Illinois. Widocznie Lake Defiance jest bardzo rybnym jeziorem, skoro rybołowy zdecydowały na pozostanie nad nim i założenie gniazda. Nigdzie tego nie zgłaszałam. Raz, że nie wiem gdzie, a dwa, to gniazdo jest pewnego rodzaju atrakcją turystyczną i wiele osób je podziwia. Na pewno naukowcy wiedzą o nim.
Całe szczęście gniazdo jest daleko od ścieżek i nie za bardzo można do niego podejść bliżej (co widać po jakości zdjęć). Ptaki mogą wychowywać młode nie niepokojone przez nikogo
Mylisz się też co do kolorystyki polskich ptaków. Duża część z nich jest tak samo kolorowa jak tutejsze. Fakt, że te które mieszkają w miastach są ubożej ubarwione, ale wystarczy wyruszyć za miasto i uważnie się rozejrzeć. Pełna gama kolorów, cudne klejnociki
Ja rozumiem, że tutejsze ptaki są dla Was jakby egzotyką, tym bardziej, że wielu gatunków w Polsce nie ma… ale dla mnie te polskie są cudne i nieosiągalne. Zdaję też sobie sprawę, że nie wszyscy Amerykanie wiedzą ile i jakie gatunki posiadają… podejrzewam, że w Polsce jest podobnie. Niektórych ptaków po prostu nie widać i dopiero tacy jak my wyławiają je z tłumu
Ślicznie dziękuję za czas i siły na odpowiedź
Co do błotniaków, to mamy pod Gdynią rezerwat Beka (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Rezerwat_przyrody_Beka), gdzie ponoć można spotkać błotniaki stawowe, ale z tego, co czytałem, trzeba w tym celu być tam bardzo rano, a to na razie poza moim zasięgiem.
Przy żurawiu nie chodziło mi o to, że bezbronny, widocznie źle się wyraziłem, tylko że w lesie jego przewaga (rozmiary) raczej utrudniałyby mu ucieczkę w gąszczu. Ale faktycznie zdjęcie raczej na skraju lasu.
Nie zwróciłem uwagi na garb, to prawda, że raczej z tyłu
smutna sprawa w sumie.
Co do rybołowa – skoro jego obecność świadczy o rybności jeziora, to może mogłaby być również podpowiedzią dla wędkarzy? (O ile w ogóle tam można łowić).
Z polskimi ptakami widocznie jeszcze mam sporo do nadrobienia. Jakbym miał tak z głowy wyliczać, jakie kolorowe widziałem w Polsce, to pewnie sikorki (żółty, zielony, u modraszki niebieskawy), gile, sójki (z niebieskimi paskami), może tego czyżyka (ale też raczej brudnożółtego), a cała reszta dotychczas widzianych to brązy, beże, szarości, ew. różne kombinacje bieli i czerni (sroki).
Ale jak przyjdzie czas na następne piętro z ptaszkami ode mnie, to pewnie coś tam znajdę, nawet jeżeli niekoniecznie bardzo kolorowe
Zajrzałam do tego rezerwatu. Mnóstwo ptaków tam się gnieździ
Błotniaków są aż trzy gatunki! Stawowy, zbożowy i łąkowy… każdy inny i każdy w swoim rodzaju 
Jak kolorowy jest bażant, a różne odmiany czerwonego u krzywodziobów? Jak też wielokolorowy jest szczygieł… mogłabym jeszcze trochę powymieniać 
Chociażby popularne i tutaj jaskółki dymówki
Pięknie niebieskie z wierzchu, a częściowo rude pod spodem…
Żurawie w czasie lęgów i tak praktycznie nie latają. Nie zostawią przecież swoich dzieci na łasce losu. Bronią i ochraniają. Ale na pewno masz rację, że wielkiemu ptakowi w lesie, ciężko byłoby się poruszać w locie… zahaczałby o krzaki i drzewa i mógłby sobie uszkodzić skrzydła.
Nie wiem czy na tym jeziorze można łowić, ale dostęp do niego jest znacznie utrudniony. Dokoła tak zarosło szuwarami, że nie da się podejść na brzeg wody. Widziałam tam kajaki, ale nie mam pojęcia którędy wpłynęły (przez trzciny?)…
Co do kolorów polskich ptaków… już nie mówię o żołnie (wielokolorowej), czy krasce (pięknie niebieskiej), bo często je wspominam. Ale jest też mój ulubieniec – zimorodek, malutki klejnocik o metalicznym połysku. A jak pięknie kolorowe podgardle ma podróżniczek, czy jak cudnie rudy jest rudzik
Mam tylko nadzieję, że uda Ci się spotkać (i obcykać) wiele kolorowych ptaków
Aa, no oczywiście, że bażant! (Tzn. widziałem, ale nie robiłem mu nigdy zdjęć.) A spotkanie z pozostałymi ptakami jeszcze przede mną, mam nadzieję, że będę miał wtedy pod ręką aparat!
I to jest powód, że ze swoim aparatem nigdy się nie rozstaję
Jako uzupełnienie do dzikich ptaków, którymi zachwyca nas Miralka, chciałbym pokazać obrazek z kohabitacji:

Pani karmi gołębie na Placu Matejki.
Jako uzupełnienie o tej kohabitacji napiszę tylko (bo nie mam zdjęć), że przez parę dni zdarzało nam się zostawiać różne resztki na parapecie dla mew. I wystarczyło te parę dni, żeby kolejnego dnia przyleciała mewa (a okno było otwarte, bo upał), siadła na parapecie i zaczęła drzeć dzioba, że żarcia nie ma.
Co i tak jest jeszcze umiarkowanym problemem, bo w Tajlandii, w mieście Lopburi, miejscowe makaki, rozpuszczone przez całe lata odwiedzin turystów, którzy je dokarmiali, obecnie – wobec braku turystów podczas pandemii – zaczęły napadać na ludzi i zabierać im jedzenie (o czym napisała Wyborcza – wyborcza.pl/7,75399,26073224,tajskie-miasto-lopburi-opanowaly-malpy-napadaja-na-ludzi-i.html)
Zwierzaki przyzwyczajają się do żerowiska. Jeszcze takie ptaki, to małe piwo. Pamiętam, jak (bodajże) w ubiegłym roku turyści przyzwyczaili dziki do dokarmiania. Skończył się sezon turystyczny, a dziki zostały. Też domagały się pożywienia. Tylko to było trochę bardziej niebezpieczne, niż wrzask mewy…

Przypomniało mi się też, jak znajomi dokarmiali kaczki i gęsi na stawie pod domem. Gdy pewnego dnia nie dali im jeść, ptaki podeszły pod drzwi i w nie zastukały… jakby chciały powiedzieć – „… a nasze żarełko to gdzie?”
No masz, o dzikach z Mierzei Wiślanej słyszałem przerozmaite podobne historie od tamtejszych bywalców!
U Rodziców, jak są w Żywcu i dokarmiają, też potrafią przylatywać rozmaite ptaki (chociaż zwykle nie większe niż sikory czy gile) i stukać w parapet.
Spora gromadka
W Chicago też jest ich sporo… ludzie dokarmiają.
Na przedmieściach, czyli tu gdzie mieszkam też są, ale sporo jest też gołębi karolińskich – bardzo podobnych do polskich sierpówek
Zaczęłam dokarmiać ptactwo na swoim parapecie okiennym. Zlatywało się mnóstwo gołębi, ale jeszcze więcej mew. Ale gdy przestałam, nie dopominały się. Może dlatego, że nie robiłam tego zbyt długo, a z pobliskich okien i balkonów, co rusz ktoś im rzuca jedzenie.
Mają urozmaicone żerowisko
Zgadza się, a ja mam czysty parapet
Popisałam, poodpowiadałam, a teraz czas się wziąć do pracy. Dziś już nie pada, więc może zerwę te białe porzeczki i agrest i przerobię je, jak powinnam

Do popotem
Pomyślności!
Krzak białych porzeczek obrany, nazbierałam wiaderko
Zostawiłam trochę dla kardynałów… jak się dzielić, to się dzielić
Wiem, że lubią
Zrywając zauważyłam, że bardziej w środku krzaka na kiściach została czasami jedna bubka, czasami kilka, a czasami nic
No to zostawiłam im tak bardziej w środku, niech jedzą 
Jeszcze agrest…
Nie dałam rady
Może później, jak słońce przestanie palić. Gorąc taki, że człowiek gotuje się we własnym sosie 
Och. Wracaj do klimatyzowanych wnętrz!
No to wróciłam
Ciekawe te Twoje czerwcowe wycieczki.W tej trzeciej nie tylko w chmury patrzyłaś…
Pierwszy raz słyszę nazwę ptaka: przedrzeźniacz, poczytam o jego zwyczajach… 🙂
Dziękuję Ultro



Wydaje mi się, że każda wycieczka może być ciekawa, jeśli tylko mamy oczy i uszy szeroko otwarte…
Wiele lat temu spotkałam przedrzeźniacza rudego po raz pierwszy. Buszował po krzakach w poszukiwaniu pokarmu swoim pociechom. Potem natykaliśmy się na niego dość często. Przez ostatnie bodajże dwa lata nie widziałam go wcale… dobrze się kamuflował
A na przedrzeźniacza ciemnego natknęłam się nad jeziorem. Miauczał jak kot. Nawet się rozglądałam za tym kotem, bo pomyślałam, że zgubił drogę w tej leśnej głuszy
Amerykanie mówią na niego „Gray Catbird”, czyli „szary koci ptak” i wydaje mi się, że ta nazwa jest słuszna
Ta gorączka mnie wykończyła, idę spać. Dobranoc
Spokojnej. U nas w międzyczasie popadało, ochłodziło się i jest nawet dość przyjemnie.
Kochani w tej chwili wróciłam. Koleżanka zabłądziła i musieliśmy na nią czekać.
Szybko kuknęłam na ptaszki przecudnej urody, ale na czytanie podpisów pod zdjęciami (próbowałam w autokarze, ale nie udało mi się) i Waszych komentarzy nie mam teraz siły.
Mogę po raz kolejny pogratulować Miralce ciekawego hobby i pięknych zdjęć.
Najpierw wanna, potem muszę cokolwiek zjeść, a potem jak nie zasnę w wannie albo z nosem w zupie zjawię się na Wyspie.
Wszystko w swoim czasie. Odparowuj!
Och! Przecież ptaszki na Wyspie będą, nie odlecą, ani nie uciekną
Wypocznij przed jutrem, bo to najważniejsze…
Za gratulacje dziękuję
Dobranocka.
Dzisiaj może by tak bardziej optymistycznie? I muzyczki tylko troszkę na początku i na końcu.
Snów, że sobie pojedzie.
Mimo zmęczenia fizycznego (ostre podejścia i strome zejścia po mokrym, śliskim błocie)moja dusza fika koziołki z radości.
Z tak uleczoną duszą łatwiej mi uwierzyć, że sobie pojedzie.
Jutro ciężki dzień, bo trza iść głosować, a potem do innej komisji trza iść obserwować.
Takie makówczyne między między na dziś.
A ja przed głosowaniem albo po głosowaniu mam jeszcze walne zebranie lokalnego oddziału stowarzyszenia.
To też pracowita niedziela Cię czeka panie Q.
Byłam parę razy w OKW i zawsze było spokojnie.
Teraz jednak może być różnie z tym jak będziemy traktowani, bo jest duży wzrost agresji.
I determinacji, że to jest walka O WSZYSTKO.
Dlatego dobrze, że mamy takie piękne odreagowujące pięterko!
Wielkie brawa
i podziękowania dla Miralki. 
Przyłączam się. Ale powolutku będę się miał ku końcowi dnia już dzisiaj. Jutro trzeba będzie być na chodzie.
Ja mimo tak wczesnej pory też już wkrótce.
To była bardzo męcząca wycieczka no i jutro też muszę być na chodzie.
Dosłownie na chodzie, bo jakoś muszę dojść do obu Komisji, a moje kolana po stromym schodzeniu zdecydowanie odmawiają posłuszeństwa.
Sama Makóweczko chciałaś takie pięterko, no więc jest

Powodzenia w jutrzejszych wyborach!!! Wszystkim
Teraz przeczytałam i pomyślałam jak to miło „mówię i mam”.
Do braw dla Miralki przyłączam się i ja, nieustająco. A dziś proponuję już lampkę i spokojny sen, aby nabrać sił na jutrzejszy dzień.

Idę więc nabierać sił na jutrzejszy dzień -DOBRANOC!
I ja zmykam, dobranoc!
Witaj, Miralko:)
Zdjęcia obejrzę, gdy zawitam w bardziej cywilizowane rejony.
Bez możliwości kompleksowego przeczytania wpisu czuję się trochę tak, jakbym jadła wisienkę bez tortu:)
Pozdrawiam:)
Ważne, że zajrzałaś, Leno


Powtórzę to co pisałam Makóweczce – te ptaszki nie uciekną, nawet jak do nich zajrzysz za jakiś czas
Również pozdrawiam cieplutko
Miłej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry
Ostatnia niedziela czerwca, pogodna, gorąca…
Wyspiarze pewnie poszli głosować, więc po powrocie przywita ich Gienia
Jeszcze nie, za jakieś pół godziny.
Dzień dobry i oczywiście przysiadam na kawę.
Witajcie na rozśpiewanej ptaszkami pięterku!
Witajcie!
Wyspałem się, dzień jest piękny! Pora na śniadanie 🙂
Patrz Pan!
Też się wyspałam, umyłam głowę i też zjadam szybko śniadanie i szybciutko do Komisji.
Musiałam odespać, dalej czuję zmęczenie po wczorajszej wycieczce.
A u mnie też piękny dzień, cuda Panie, cuda!
Dzień dobry, a ja już po
Dzień dobry

Coś mi wygląda, że dziś będzie, dla wielu z nas, bardzo pracowita niedziela
Dzień dobry 🙂 Jako były mieszkaniec Puszczy Białowieskiej , jestem niejako przez los skażony dzikością i ciągle wracam wspomnieniami do spotkań z dziką przyrodą . Miałem okazję przebywać przez pewien czas w Kazachstanie i nad jeziorem Bajkał i wtedy , w sytuacji totalnego ,słyszalnego tylko azjatyckiego zgiełku , zatęskniłem za normalną polską piosenką np :szumi dokoła las . Dzisiaj , mamy ciszę wyborczą , skończył się podobny do azjatyckiego zgiełk w polityce i może warto posłuchać ładnych polskich piosenek ?
Masz na myśli jakiś konkretny repertuar?
Może coś polskiego na Dobranockę ?
Poszukamy. Aczkolwiek jakoś parę dni temu była Helena Majdaniec i Niebiesko-Czarni? To oczywiście nie znaczy, że dzisiaj nie może być po polsku, tylko że w ogóle bywa.
Ależ oczywiście , że bywa . Można tylko np. uczcić frekwencję wyborczą ?
Po polsku i z nadzieją na dobry wynik?
Bo frekwencja jest duża,to dobrze,że ludzie nie mówią ” co mnie to obchodzi”.Jednak zmobilizowane są obie strony.
Nerwy,jednak nerwy.
Przed chwilą do lokalu wspomagana przez młodego człowieka z wielkim trudem wchodziła starsza pani.
Są kolejki, była adrenalina, jest nerwowo. Komisja w nerwach, bo zrezygnowały dwie osoby.Przew.hm…dość ostro reaguje na moją obecność.
W trakcie zrezygnowały? To grubo
Jedna wczoraj,a druga zadzwoniła dziś rano,że chora.
A ja zdycham z gorąca, nie mam na nic siły
Och, nie dziwię się. Coś tam idzie w Waszym kierunku (w sensie burzy), ale na razie pojedyncze wyładowania, a taka większa komórka dopiero nad Dreznem.
To by tłumaczyło moje samopoczucie. Ale i do Was zbliża się burza.
Na razie wozi się nad Gdańskiem, u nas piękne (powiedzmy) słońce, to może Krzysztof coś wie.
Ale może się i rozwinie w naszym kierunku.
Głos oddany, obiad zjedzony, przygotowania na ukończeniu – jadę obserwować. Zostanę tam do nocy – prosze o zastępstwo lampkowe…
Głos oddany, więc wpadłam na obiad i wracam obserwować.
Powiedziałam w Komisji, że wychodzę, ale wkrótce wrócę.
Przewodnicząca popatrzyła na mnie wzrokiem typu „oby nie!”
Wiceprzewodnicząca z uśmiechem powiedziała „ależ oczywiście, czekamy, zapraszamy”.
Jakie czasy takie wybory!
Życzę krótkiej obserwacji i przychylnej Komisji.
Dobrze!
Obserwujcie Maczku i Ukratku, bo może się ktoś „pomylić” w liczeniu…
Nie tylko w liczeniu można się „pomylić”.
Z mojej dotychczasowej obserwacji dziś takie oto „pomyłki”.
Przychodzą pakiety wyborcze korespondencyjne. Komisja na osobną kupkę odkłada te z danymi wyborcy, a te z zakreślonym głosem (bez sprawdzania na liście wyborczej! )wrzuca do urny. Na moją delikatną sugestię, aby PRZED wrzuceniem sprawdzili, czy dana osoba jest na liście przewodnicząca odburkuje „zrobimy to POTEM!”.
Pytam więc „a jak kogoś nie będzie na liście to jak wyjmiecie ten głos z urny, skąd będzie wiedzieć, KTÓRY to jest głos?”
Przewodnicząca wściekła zieje jadem do mnie, wice przewodnicząca przyznaje mi rację.
Takich sytuacji było parę. Było też i tak, że wyborca, którego sytuacja dotyczyła powiedział o mnie „ta pani ma rację!”,przewodnicząca krzyczała na mnie, abym jej pokazała konkretny paragraf, a wice przewodnicząca uśmiechała się tylko do mnie.
Byłam parę razy OKW, ale do tej pory Komisja dziękowała za jakieś uwagi, wręcz przepraszali i natychmiast się stosowali.
Pierwszy raz spotkałam się z taką reakcją, że pani przewodniczącej moje krzesełko wszędzie przeszkadzało.
Natomiast tam, gdzie głosowałam pan zwrócił uwagę, że brak pieczątek na jego karcie. Odpowiedź z Komisji „no to co?” Przybijemy POTEM przy liczeniu”.Ponoć dużo jest niepieczętowanych kart w kraju. „Się dobije” gdy głos oddany WŁAŚCIWIE, „się uniważni” gdy krzyżyk nie tam gdzie trzeba? Czy przesadnie nieufna jestem?
Sorki, sorki, że nie o ptaszkach, ale ja DZIŚ nie umiem inaczej. Miralko wybaczysz?
Uch. Co za osoba, na bakier z logiką.
Pani przewodnicząca nie wygląda na głupią, ale na taką „odpowiednio przeszkoloną” no i wrogo ustosunkowaną do Stowarzyszenia, które reprezentuję.
Wiesz co, rozumiem, gdybyś kombinowała z głosami, ale skoro zgłaszasz logiczne zastrzeżenia do procedury?
Wiem, widzę tę zaciekłość (czasem niestety z obu stron) również w innych miejscach, ale jakoś za każdym razem w głowie mi się nie mieści, że można tak podporządkowywać logikę – ideologii właśnie.
Ale chyba nie muszę Ci podawać przykładów na zachowanie „nie mamy waszego płaszcza i co nam…”.
W powietrzu wisi nadzieja i strach i wielka determinacja po obu stronach.
Może znów przesadzam, ale 1989 rok mi się przypomina.
Wtedy były czołgi, ale bodaj nie było pandemii.
Jakoś z czołgami łatwiej…
Wolałabym jednak nie.Musiec się dogadywać z czołgami.
Wiesz co, jednak ręczne (i nie tylko) wyrzutnie pocisków ppanc są bardziej dostępne niż szczepionki.
A czołgami kierują zwykle ludzie (z którymi też ew. można się spróbować dogadać. Zależy tylko, po jakiemu).
Miralka nie ma pretensji do nikogo, kto porusza temat wyborów w Polsce, bo rozumiem jak to jest ważne… tym bardziej, że te wybory są dziś… a właściwie już były
Dobranocka.
Jeszcześmy w grze.
Snów o tym, że wybór jest jeszcze bogatszy.
Zgadza się, gra się jeszcze nie skończyła. Teraz czekać dwa tygodnie, ale wierzę, że wszystko jest do wygrania.
I z tym optymistycznym akcentem, mówię dobranoc i idę spać
Spokojnej!
Jeszcze gramy…
Dzięki za taką Dobranockę.
Choć będzie nerwowo.
Potem jeszcze się pojawię, a teraz widzę ciszaaa.
A przecież nie ma już ciszy wyborczej?
Ano nie. Była burza, był deszcz, po czym się okazuje, że powietrze nadal stoi. Tu, nad morzem, gdzie dzień bez wiatru to rzadkość.
Druga tura trochę duszę ratuje, ale ciało mdłe od upału.
Wynik II tury jest bardzo niepewny.
Obecne sondaże wskazują na minimalną przewagę Dudy.
Jednak trochę jestem zmęczona.
Stres był na samym początku, gdy okazało się, że moja koordynatorka napisała mi w mailu Komisja 277, a nie 227.
Poprawiłam, ale…gdyby pani przewodnicząca sprawdzała mi dokumenty ktoś musiałby mi szybko dowieźć nowe zaświadczenie.
Na szczęścia podeszła do mnie wice od razu ze słowami „dzień dobry, pamiętam panią, też pani była obserwatorem kiedyś, podziwiam panią, że w pani WIEKU jest pani taka energiczna i chce się pani być w OKW”.
Yyy, jakby była na Wyspie i widziała, jak zasuwasz po górach i innych takich, to by sobie darowała tę uwagę o wieku.
Ależ to było z sympatią! Wszak widziała mój Pesel.
Z tym zasuwaniem po górach to przesada, na ostatniej wycieczce przywlokłam się jak cała grupa już upiekła kiełbaski i zabierali się za wygaszanie ogniska.
Myślałam, że w ramach między między coś napiszę o wczorajszej wycieczce, ale nie mam siły, choć pstryczki jakieś nawet już przegrałam na komputer.
Tymczasem całe między między tylko o wyborach piszę. Cóż -z moim synem też było śmiesznie, bo ojciec podpisał się w jego miejscu i były problemy. Kolega małżonek zeznał, że nałożono nakładkę, więc to ewidentny błąd Komisji.W końcu porównali podpisy i pozwolili synowi zagłosować.
Uff. To może jak się ochłodzi (zapowiadają, że od wtorku)?
Ja idę po lampkę i odpadam.
Dobranoc, przy optymistycznym płomyczku nadziei.
Ukratek dalej obserwuje liczenie czy już dawno wrócił do domu i smacznie chrapie?
Ja byłam na obserwacji GŁOSOWANIA, więc wprowadziłam wyniki obserwacji do systemu i też już powiem DOBRANOC!
Na Wyspę wpadłam na razie tylko jak po ogień

Zajęta jestem jak nie wiem co i latam jak z piórkiem… chociaż prawdę mówiąc mam dość
Podlewając ogródek zauważyłam takiego motylka (czy może ćmę?). Oczywiście popędziłam po aparat
Takie coś było…
Czy nie dziwne?
A co to jest?Mutant?Forma przejściowa?
Taaa… od karalucha do ptaka!
Taż przecież musiało się skończyć na ptaku!
Na Wyspie inaczej się nie da!
No właśnie sama nie wiem co to takiego

Ćma czy motylek? Ale wydało mi się na tyle dziwne, że obcykałam
Prawdziwy fotoreporter tak robi!
Trudno będzie się doczekać na oficjalne wyniki wyborów… chociaż druga tura jest pewna
Szkoda, bo wolałabym żeby wygrał w pierwszej (obojętne kto) i żeby obecny prezydent poszedł na śmietnik historii. A tak nadal ma szansę na reelekcję 
Gdyby miało nie być II tury (czego dalej się boję) to koniec gry.
Wynik Dudy rośnie tak szybko, że tylko wystarczy mu trochę „pomóc”. A możliwości takiej pomocy niestety są.
Dzień dobry
Nareszcie można trochę odpocząć od upału i nieco deszczyku popadało dla ochłody…
Witajcie!
Czasowo nie było źle, tuż po pierwszej już byłem w łóżku. Natomiast wyniki w peryferyjnej komisji Krakowa… brrr…
Witajcie wszyscy!
Z optymizmem mocno umiarkowanym, jeszcze gramy…Jeszcze próbujemy? Musimy!
Bardzo się jednak boję, że …już nie pogramy.
Tego się obawiałam – wsie są za Dudą, szczególnie na wschodzie kraju. Również Polonia Amerykańska dała mu powyżej 50 %.
Moim zdaniem, głosy powinni oddawać tylko ci, którzy płacą w Polsce podatki, lub wyjechali tylko na określony czas. Z jakiej racji ci, którzy nie chcą wracać do Polski decydują o naszej polityce?
Różnie to bywa. Czasami ktoś wyjeżdża tylko na chwilę i zostaje; są też tacy co nie planowali wracać, a wracają.
Ale są też tacy, którzy się tam zadomowili i tego co się dzieje w kraju dowiadują się z mediów. Jeśli nie znają prawdy, niech lepiej nie zabierają głosu. Czy osoby z innych krajów mogą decydować u nas o swojej ojczyźnie? Tak się tylko zastanawiam
Spojrzenie z tamtej strony:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/studioopinii.pl/archiwa/199042
Bardzo dziękuję za ten link Tetryku.
Mam nadzieję, że na II turę Polonia się TYM BARDZIEJ zorganizuje, gdyż więcej osób uwierzy, że te przeszkody to nie tylko wynik bałaganiarstwa, ale i celowe działanie.
Dziękuję, przeczytałam z ciekawością. Jednak w dalszym ciągu uważam, że nie powinien decydować o naszym losie nikt, kto nie ma zamiaru do Polski powrócić.
Ale żeby sobie poprawić nastrój, napijmy się…
A masz coś mocniejszego? Np. sok z bzu albo brzozy?
Z mocnych soczków, tylko taki…
Z bzu to ja poproszę nalewkę! Nalewka z bzu jest bardzo dobra, z brzozy nie piłam.
Upić się z nerwów, rozpaczy …to chyba jedyny pomysł na dzisiaj?
Nie denerwujmy się na zapas, zobaczymy za dwa tygodnie.
Chcę, bardzo chcę, abyście mnie wyśmiali, abym niepotrzebnie się bała.
Aby mój „zestaw obserwatora” był jeszcze potrzebny.
W komisji żegnaliśmy się „do spotkania w II turze”, nawet z panią przewodniczącą, która pod koniec już nawet odwzajemniała moje uśmiechy do niej.
Jednak PIS nieraz udowodnił, że nie ma dla nich przeszkód, aby działać „bez żadnego trybu”. Mają w rękach wszystkie mechanizmy, a opinię świata mają gdzieś.
Dobra nie bijcie, sama się zbiję.
Obyś nie miała racji…
Obym nie miała. Przez cały czas uważam, że będzie druga tura, ale nie chcę się cieszyć, aby nie zapeszyć.
Dzień dobry. Tu już się ochłodziło. Mży drobny deszczyk i jest upojnie.
Dzisiaj nad ranem w dniu swoich Imienin zmarł Piotr „Kuba ” Kubowicz.
Piosenkarz, kompozytor, aktor.
Pisałam o nim na Wyspie, wracaliśmy kiedyś razem z Niepołomic.
Posłuchajmy pieśni „pietnastu milionom”, którą „Kuba” 8.09.2018 roku tak zaśpiewał w Filharmonii Krakowskiej. To był koncert dla Piotra S i Wieśka Dymnego.
Dziś o 20 pod studzienką Badylaka spotykamy się na Imieninach Piotra Szczęsnego.
„Kuby” nie będzie wśród nas o 20 w Rynku.
Gdyby był może zaśpiewałby tę właśnie pieśń?
O, do licha…
Niestety. Przykro, smutno.
Odeszła kolejna legenda Piwnicy pod Baranami, Krakowa.
Facet, z którym fajnie się gadało bez dystansu, że on ARTYSTA.
W każdym razie ja tak wspominam rozmowę na trasie Niepołomice-Kraków i w restauracji w Niepołomicach.
O „Kubie” pisałam już na Wyspie http://madagaskar08.pl/blog/2019/10/29/o-piwnicy-nie-tylko-w-piwnicy/
Dzień dobry

Poczytałam i pooglądałam zdjęcia z wyborów prezydenckich. I z tego co zauważyłam, wiele osób ma gdzieś wszystkie obostrzenia związane z pandemią…
Jeszcze raz widać, że prawo jest ustalane tylko dla „maluczkich”. „Elyty” nie obowiązuje…
Na ten przykład Prezydent i jego świta nie powinni być na kwarantannie?
Cisza się zrobiła. To ja może, zanim wyjdę pokażę trzy pstryczki z „grzybowego weekendu”?
W sobotę – w drodze na Lackową
To też wokół Lackowej -grzyby bliźniaki.
A w niedzielę wyszłam przed szkołę, gdzie obserwowałam, a tam taki grzyb sobie rośnie.
Żeby była jasność ja grzybów nie zbieram!
Nie zbierasz, ale zebrałaś i to jakie!
Ależ żadnego nie zebrałam osobiście.
Nawet nie zbaczałam ze szlaku, a i tak dowlokłam się ostatnia na ognisko. Lackowa to taka góra niby niepozorna, ale jest tam jedno z najostrzejszych zejść/podejść w Beskidach.
Potwierdzam, pamiętam to zejście z jednego z wiosennych rajdów w liceum…
Podchodzić było trudno, ale schodzenie po błocie też łatwe nie było.
Dlatego jeszcze dziś bolą mnie kolana.
A co to jest to podłużne, co leży za borowikami?
Mój kijek dla podparcia bliźniaków. I żeby było widać ich wielkość.
Z tego też powodu te grzybki z pierwszego pstryczka wzięłam do rąk, gdyż wtedy widać, jakie są duże.
Aż dostałam oskomy na zębach

Uwielbiam grzyby pod każdą postacią. Nazbierać nie za bardzo jest gdzie, bo w parkach nie można nic zrywać…
Inna sprawa, że nie widziałam żadnych. Może dlatego, że w okolicy są głównie lasy liściaste.
Do córki, do Colorado, trochę daleko na grzyby… wiem, że u niej są
Fajrant i przerwa
Po przerwie. W międzyczasie nadeszły przeróżne poprawki do dwóch(!) wcześniejszych zleceń, do zrobienia równolegle(!!) z bieżącym.
Dlatego będę na Wyspie z doskoku, niestety również wieczorami.
Psze Państwa wracam do domu biegusiem,bo chyba znów lunie.
Mam nadzieję, że już dobiegłaś choć do autobusu…
Dobiegłam do autobusu i nawet zdążyłam zrobić zakupy na jutrzejszego grilla i dotrzeć sucha do domu.
A ja się oglądam na moje łóżeczko już pościelone…
Dobranoc
Dama gotowa na wszystko ma łóżeczko stale pościelone…
Spokojnej!
Spokojnej Bożenko!
Nieobecna weekendowo, teraz z zachwytem nadrobiłam ptasie zaległości Miralko. Oglądania, przyglądania moc! I te nazwy: przedrzeźniacz, piwik leśny czy fibik oliwkowy, epoletnik z rodziny kacyków czy tyran północny – fruwajkowy zawrót głowy
Tymczasem wczoraj poznawałam zwyczaje zwyczajnej pliszki górskiej (popraw mnie, jeżeli źle rozszyfrowałam), zadomowionej w kruchych skałkach fliszu karpackiego…
Dziękuję Zocho

Nie mogłam znaleźć co to jest, a on po prostu zapytał wujka Google i mi podpowiedział…

Przyznasz, że świat pierzastych jest niezwykle ciekawy i to nie tylko ze względu na nazewnictwo
Dzięki naszemu Ukratkowi poznałam nowego ptaszka – kacyka kasztanowatego
Pliszka górska jest cudna i na pewno obserwacja była niezmiernie ciekawa
Nie znam się tak dokładnie na ptakach, ale moim zdaniem to jest pliszka górska
Quackie zapracowany, to ja dziś podstawię dobranockę w oczekiwanym, polskim wykonaniu. W dodatku w temacie (a może w opozycji do tematu?)
Czyżby Tetryku bycie opozycją tak Ci weszło w krew, że już nawet Dobranocka jest w opozycji (do tematu)?
Jak się nie będziesz bardzo śpieszył z lampką może jako między między pokażę jakichś pstryczek z dzisiejszych Imienin Piotra Sz.?
Jasne, pokaż!
Ślicznie dziękuję.
To już trzeci raz spotykamy się przy studzience Badylaka na Imieninach Piotra Sz.
Tym razem spotkanie miało podwójnie symboliczny wymiar, gdyż uczciliśmy również pamięć Piotra „Kuby” Kubowicza, który też dziś obchodziłby Imieniny, a którego zabrakło wśród nas.
Oprócz „Nie pytaj o Polskę” wysłuchaliśmy pieśń „Piętnastu milionom”.
Tą, którą zalinkowałam dziś na Wyspie nie wiedząc, że będę jej słuchać przy studzience.
Staliśmy wokół studzienki z kartkami, na których były wypisane poszczególne punkty Listu Szarego Człowieka.
Prowadzący spotkanie Piotr odczytał Manifest Szarego Człowieka. Parę słów od siebie powiedziała też Ewa Szczęsna, żona.
A potem już były…Imieniny, bo taki charakter miało mieć to spotkanie.
Nie padło ani jedno słowo o aktualnej sytuacji, o wyborach. Po wysłuchaniu Listu Piotra Szczęsnego każde słowo byłoby zbyteczne, więc już tylko były uściski z przyjaciółmi z Niepołomic.
Takie dziś refleksyjne makówczyne między między nie na temat.
Szkoda, że się nie zwlokłem i nie poszedłem…
Żałuj, bo było bardzo kameralnie. Bez patosu. Z zaproszeniem do Niepołomic tradycyjnie w październiku.
Ale teraz już do spania! Sio! Dobrych snów!

A kolacja? Tak bez kolacji?
Właśnie skończyłem jedną część pracy, reszta jutro. Dobranoc wszystkim!
Dobranoc Mistrzowie!
Sama zostałam? Czy ktoś tu jest i jeszcze nie śpi?
Dobranoc!
Dzień dobry
Ostatni dzień czerwca, u mnie pogodny, słoneczny…
Witajcie!
Wewnętrzny mechanizm ochronny organizmu zapobiegł wczoraj nastawieniu budzika – obudziłem się 3 kwadranse później, za to znacznie bardziej wyspany! Pogoda piękna, więc spokojnie sobie popedałowałem do pracy, trafiając jeszcze w widełki
A jak byś wypadł z widełek to przychodzi szef/szefowa i robi tak?
Dzień dobry! Piękna pogoda, jeżeli tylko nie będzie zbyt ciepło, to spędzę dzień… przed komputerem, rzecz jasna.
A jeżeli będzie, to też.
Piękna pogoda.
Jak będzie ładnie pojadę na grilla.
Jak brzydko -też.
Dobry wybór
Ważne, żeby mieć wybór!
Albo ognisko albo kominek.
Kominek?
Trudno dzisiaj znalezć płaczących po „słusznie minionym okresie ” , ale pozostałości , dziś już historyczne w dziedzinie kultury , skłaniają do wielkiego szacunku w tym zakresie , a nie totalnego potępienia . Dobrze , że nie zniszczono trwałych zapisów z tego okresu i można powspominać sobie ,jak to bywało za czasów , kiedy byliśmy trochę młodsi . Czy upływający czas po upadku poprzedniego okresu ,zanotował w dziedzinie kultury wydarzenia , które są konkurencyjne do tych z dawnych lat ? Nie wiem , bo oprócz miesięcznic , nie ma co wspominać . Amen
Ale wpierw napijmy się kawy, lub herbaty jak kto woli
Bardzo chętnie. Poproszę kawę, jak zwykle, na rozpęd.
Słoneczne witajcie!
Impreza dawno się zaczęła,a gospodarz dopiero przyszedł.
Wysłaliśmy mu smsa czy przychodzi na ognisko.
Fajrant (ten zasadniczy) i przerwa.
I po przerwie. Czyli podobnie jak wczoraj.
A ja wróciłam wykończona…
Idę spać
Dobranoc.
Spokojnej, odpoczywaj!
Śpij dobrze!
Dobranocka.
Żeby było więcej po polsku – dzisiaj Edmund Fetting w piosence Bułata Okudżawy, przełożonej na polski przez Witolda Dąbrowskiego (zresztą o ile mi wiadomo, tego samego, który wspólnie z Ireną Lewandowską przełożył na polski po raz pierwszy „Mistrza i Małgorzatę”). No ale nie tylko dlatego – również dlatego, że to piękna piosenka, którą sobie czasem z pewnym kolegą wyjemy na dwa głosy.
Snów nostalgicznych z lekka.
Jestem!
Akurat zdążyłam jeszcze przed lampką!
Dobranocka pięknie wybrzmiała, a Makówkę gdzieś tam nadal grillują? Czy już czas się niepokoić?
Wygląda na to, że byłam o ułamek sekundy szybsza skoro mój komentarz jest wyżej, a godzina ta sama 22:36.
Dziękuję za troskę. Makówka cała i zdrowa jest już w domu;było cudownie -ognisko -kiełbaski -ziemniaki z ogniska z MASŁEM CZOSNKOWYM,piękna pogoda, miłe, wesołe towarzystwo.

Trunki oczywiście też -to chyba oczywiste?
Może jakieś zdjątko jako między między? Takie makówczyne i zupełnie nie na temat.
Czy można usunąć podwójny komentarz? _tak się pisze z komórki równocześnie pijąc i gadając.
Najchętniej kawałek ziemniaka z ogniska z masłem czosnkowym i nie na zdjęciu, jeno w 3D, z zapachem i smakiem oryginału!
Cóż zdjęcia ziemniaków nie zrobiłam. Następnym razem zrobię.
A smak i zapach wirtualnie podsyłam.
Proszę ************************************************
Ziemniaki! Z ogniska!! Z masłem czosnkowym!!!
Płaczę.
To żebyś jeszcze bardziej zapłakał panie Q -to wszystko z takim widokiem na klasztor na Bielanach.
A dojazd autobusem MPK.
…który znalazł się w jednej takiej książce, która wyjdzie wszakże dopiero za rok…
Trochę się pogubiłam panie Q (hm te nalewki!)-powyższy komentarz dotyczy tego co pod Dobranocką?
Klasztoru dotyczy
Czyżby akcja książki, którą aktualnie tłumaczysz tam się właśnie toczyła?
Jeden rozdział.
I już skończyłem.
Czy to ta sama, w której była sytuacja, gdy patrzą na ludzi stojących pod Smokiem wawelskim?
Tak właśnie, ta sama!
Czyli już drugi raz jestem tam, gdzie bohaterowie tej książki?
Możesz zdradzić coś więcej na jej temat?
Szpiedzy, mocarstwa, głupi prezydent USA, zamki, jaskinie, kopalnia (nawet parę razy). I kilka retrospekcji do wczesnych lat osiemdziesiątych w Polsce.
Byłaś na pewno nie tylko w tych dwóch miejscach
Jeśli w okolicy Krakowa to faktycznie parę zamków, jaskiń i dwie kopalnie by się znalazły.
Podpowiedź na Messengerze
a ja zmykam, dobranoc!
Dzięki i śpij dobrze Q !
Za piękną Dobranockę, abyś Q już nie płakał masz kwiatki. Też oczywiście z tych samych działek
Pachną!!!
Podsyłałam zapach ziemniaków, ale zapach kwiatków dołożyłam dodatkowo, bo bardzo lubię piosenki Okudżawy.
Z nosem czarnym od liliowego pyłku można już iść spać. A lampka niech strzeże dobrego nastroju przez całą noc 🙂

Mam taką ilość dobrego nastroju, że chętnie się podzielę -podsyłam więc i dla Ciebie Ukratku i dla wszystkich Wyspiarzy!
Razem z takimi makówkami, które na działkach pod Bielanami sobie rosną.
I oby na jak najdłużej starczyło (nastroju)!
Łatwiej potem mierzyć się z rzeczywistością, gdy otrzyma się taką dawkę dobrego nastroju.
Nawet gdy wiadomo, że zawsze coś prędzej czy później dupnie.
Miralka jest gościnną Gospodynią nie krzyczy na mnie za moje byle pstryczki nie na temat, ale czy ktoś zauważył jak pięterko urosło?
213 komentarzy!
Czy ktoś, coś buduje?
Ja nie. Na pewno nie w tym tygodniu
Do 300 jeszcze daleko, tak tylko spytałam.
Mnie ostatnio prawie w ogóle nie ma w domu. Obiecałam Wolsztyn, a to wymaga wyszukania (nie wiadomo gdzie?) starych pstryczków, więc ja też nie.
Może Bożenka, jak wstanie, znajdzie coś Mistrza Waligórskiego?
Dobry pomysł!
Spróbuję…
Dobranoc!
Dzień dobry





Słaba ze mnie gospodyni
Ale nic na to nie poradzę. Dziś po pracy (a wróciłam po 18, mąż jeszcze później) szatkowaliśmy kapustę do kiszenia, a potem musiałam przełożyć gotowy dżem agrestowy do słoików
Dochodzi 21, a ja padam na dziób
I już tylko łóżeczko mi w głowie
Dodam jeszcze, że duchota u nas niesamowita i gorąc…
Mam w samochodzie termometr i wskazywał (gdy wracałam z pracy) 32C, a przecież była już 18… w dzień było cieplej…
Taż przecież parę schodków wyżej Cię chwaliłam.
Jesteś doskonałą gospodynią -odpowiadasz ZAWSZE na wszystkie pytania merytoryczne i nie krzyczysz na mnie, gdy zaśmiecam Twoje pięterko moimi pstryczkami zupełnie nie na temat.
Robię tak, gdyż na Twoim pięterku czuję się JAK U SIEBIE W DOMU.
To miłe co piszesz, Makóweczko



Mam co prawda trochę inne zdanie, ale to nie szkodzi
O zaśmiecaniu pięterka mowy nie ma, przecież każdy ma prawo wtrącić swoje „trzy grosze”. Nie ma obowiązku rozmawiać tylko na temat pięterka i w sumie ile można dyskutować na temat zdjęć ptaszków?
I to dobrze, że czujesz się jak u siebie w domu
Jutro znowu do pracy i to w nowe miejsce… do DeKalb… niecałe 100 km od domu
Co mi szkodzi? I tak siedziałabym w domu…
Mąż jest bardzo niezadowolony, bo mówi, że więcej czasu stracę na dojechanie i powrót, niż na samą pracę, ale tam jeszcze nie byłam i chcę zobaczyć
Dzień dobry
To już lipiec i połowa roku za nami… 
Jejku zapomnieliśmy, że dziś POCZĄTEK MIESIĄCA!!!!
To piętro rzeczywiście wysokie, więc zapraszam na nowe, przerywnikowe. Może w międzyczasie ktoś… coś…
Bożenko jak na Twoim urośnie to chyba inny poeta powinien zagościć skoro mamy już lipiec?
Choć Waligórskiego wszyscy bardzo lubimy.
A potem postaram się wyszukać stare pstryczki z Wolsztyna.
Rzeczywiście… więc może od jutra damy KIGa?
Nie ja o tym decyduję, ale moja propozycja jest taka, aby nacieszyć się trochę Waligórskim, wierszem, który zapewnia nam kontynuację dobrego nastroju.
Ostatecznie nie bądźmy drobiazgowi; KIG nie zając, nie ucieknie.
Cóż wszyscy zapomnieli, że miesiąc się skończył.