Oprócz pływania i wszelkich atrakcji życia jachtowego zwiedziliśmy przy okazji kilka miejscowości. Bądź co bądź pierwszy raz oglądałem miasta południowej Europy…
La Valetta
Stolica Malty to dziwne miasto. Kolejne wieki historii odkładały się na nim warstwami, niekiedy przedziwnie zmieszanych. Na jednej ścianie uliczki fragmenty rodzimej skały, starodawnego muru z bloków kamiennych, obok całkiem niedawnych, wręcz współczesnych konstrukcji. Parędziesiąt metrów dalej spotykamy ogromną, betonową konstrukcję Fontanny Trytona, by zaraz potem betonowym mostem przekroczyć fragment fosy, chroniącej historyczną Valettę. W odróżnieniu od Krakowa fosa nie została splantowana, za to jej do wykorzystano jako miejsce dla spacerowych alejek. Nieco dalej przez miejsce po nieistniejącej już Bramie Królewskiej wchodzimy w wąskie uliczki starej Valetty, przetykane starymi i naprawdę starymi domami.
Poza starą Valettą stolicę tworzą otaczające ją dzielnice — ongiś sąsiednie miasta, jak krakowski Kazimierz czy Podgórze — Floriana, Msida i dalsze. Wszystkie pokrywają dość strome wzgórza, poza nadbrzeżną ulicą oraz fragmentem parkowej alei przed fontanną nie widziałem tam nienachylonej jezdni.
Mimo bardzo suchego klimatu Malty w mieście jest sporo zieleni, niekiedy dość egzotycznej. Co najmniej te mniej egzotyczne są wyposażone w system nawadniania, dzięki czemu miasto jest bardziej zielone niż jego okolice.
Wieczorem wyszliśmy z portu spróbować lokalnych potraw. Niestety, nic sensownego nie znaleźliśmy (błąd poszukiwań, jak sądzę), udało nam się jedynie przy kiepskim piwie wysłuchać przez płot koncertu „pod chmurką”, w którym wystąpił m.in. Andrea Bocelli, obok wykonawców z zupełnie innej bajki…
Marsala
Niewielkie miasto portowe na zachodnim wybrzeżu Sycylii. Okolica zdecydowanie mniej afrykańska, niż Malta, znacznie więcej bujnie kwitnącej zieleni na ulicach (też na ogół wspieranych instalacją nawadniającą). Wąskie uliczki nie pachną tu średniowieczem, choć również mają swój urok. A przecież miasto założyli już Kartagińczycy…
Nie dotarliśmy do nielicznych zabytków miasta. Poprzestaliśmy na chłonięciu atmosfery współczesnego włoskiego miasteczka oraz prawdziwej włoskiej pizzy 😉
Pochwalić jednak muszę tamtejszą marinę: elegancka, czysta, wyposażona nie tylko w sanitariaty i segregowane śmietniki (nie wspominając o wodzie i prądzie dla jachtu, bo to oczywiste), ale także w wygodne zadaszone miejsca wypoczynkowe na brzegu dla żeglarzy, którym pokład wciąż jeszcze wydawałby się zbyt mało stabilny…
Favignana
Jak już wspominałem, z Marsali popłynęliśmy na pobliskie Wyspy Egadzkie. Na największej z nich znajduje się miasteczko o identycznej z wyspą nazwie Favignana. Wyspę przedziela na pół pasmo wzgórz, na którego najwyższym szczycie Monte Santa Catarina widnieje zamek pamiętający czasy średniowiecza. Mimo konieczności długiego podejścia (314 m n.p.m.) pokwapiliśmy się tam wejść. Warto było: rozległe widoki na morze, pozostałe wyspy archipelagu, odległą Sycylię a bliżej miasteczko i port obsługujący komunikację z Sycylią.
Na zamku znaleźliśmy, oprócz kamiennych wież i murów, także elementy przewróconej stacji radarowej i — jak mi się wydawało — zdemolowany system oświetlenia ruin. Gdy zeszliśmy już na dół i zrobiło się ciemno, zamek zapłonął jednak blaskiem ledowych lamp. Cóż, turystyka stanowi niebagatelną część gospodarki wysepki…
Zapraszam do obejrzenia kilku ilustracji do powyższych wspomnień.
Nie wspomniałem tu miasta, w którym zakończyliśmy rejs. Nie martwcie się, jeżeli się nie znudziliście, to o Cagliari będzie w następnym odcinku…




Oprócz żeglowania i pływania dobrze jest czasem pochodzić po stałym lądzie…
Otóż tak, twierdza na Malcie jest olbrzymia i niesamowita, podobne ruiny są na Rodos, w mieście Rodos, ale nie tak monumentalne bastiony jednak (chociaż i tam fosę zostawiono, udostępniając do spacerów).
A zabudowa na uliczkach w innych dzielnicach La Valetty kojarzy mi się z taką okolicą w Poznaniu, gdzie się budowali bodajże Romowie – bardzo fantazyjnie i nietypowo, jak wille – zamki z bajki. Właśnie tak mi się skojarzyły te domki w Msidzie. A znów kościół na następnym zdjęciu – jak z Meksyku (nie żebym był, znam tylko ze zdjęć). Wiele krajów, wiele stylów na jednej wyspie.
Bo to jest wyspa na styku… kresowa, można by rzec.
Tak, no i do tego sobie przypomniałem, że przecież wypędzeni przez Turków z Rodos zakonnicy, którzy zbudowali ten zamek (niejeden), udali się właśnie na Maltę – więc nic dziwnego, że budowle podobne!
Przed chwilą wróciłam do domu. Naładowana emocjami, informacjami, wzruszeniami, rozmowami. Po konferencji w PAU rejs statkiem.
Niestety nie płynęliśmy między Maltą a Sardynią, a jedynie od Wawelu do Tyńca.
Natomiast płynąc słuchaliśmy bardzo ciekawych wspomnień i refleksji związanych z 30 rocznicą zaprzysiężenia rządu Tadeusza Mazowieckiego.
Wracam do domu wchodzę na Wyspę, a tu czeka na mnie wspaniała odskocznia. Ciekawa opowieść ilustrowana pięknymi zdjęciami.
Wiadomo -pięterko stawia sam Mistrz T.!
Wykłady na barkach, wspomnienia od Wawelu do Tyńca… pozostaje mieć nadzieje, że prelegenci nie leją wody?
Byli bardzo zacni i zasłużeni prelegenci. To była dla mnie wielka przyjemność móc takich osób posłuchać lub zamienić z nimi parę słów.
Cóż mam ogromny sentyment do Solidarności lat osiemdziesiątych, do ludzi, którzy dokonywali przeprowadzenia naszego kraju z gospodarki socjalistycznej do wolnorynkowej.
Jednak nie wszyscy muszą podzielać moje sentymenty no i jest to zupełne odbiegnięcie od tematu nowego ślicznego pięterka.
Przepraszam więc, ale jestem pod wrażeniem dzisiejszego pełnego emocji dnia.
Ech, ja też mam sentyment. Z pewnymi zastrzeżeniami, ale mam.
I nie masz za co przepraszać, podróże jachtem, wykłady na barkach, rejs po Wiśle, nic dziwnego, że wszystko mnie kieruje w stronę wodnych skojarzeń
O tych zastrzeżeniach i trudnościach też była mowa w czasie konferencji w PAU. Dla mnie to jest bardzo interesujące, ale nie wiem, czy powinnam się rozpisywać.
Te wydarzenia sprzed 30 lat to historia czy już polityka, o której na Wyspie nie rozmawiamy?
Wodne skojarzenia na pięterku będącym relacją z tetrykowego rejsu to całkiem oczywiste skojarzenia.
A pytanie, czy prelegenci lali wodę też jest dość logiczne. W PAU był bardzo przestrzegany reżim czasu wypowiedzi. Prelegenci mieli przed nosem duży zegar.
Bardzo rozsądnie! Ale o polityce przechodzącej do historii może porozmawiamy, jak wpis nieco dojrzeje?
A na razie zmykam…
Ja chętnie. Mam nawet parę zdjęć. Też zmykam, bo to był męczący dzień.
Robi się wysoko, a nikt się nie kwapi z nowym wpisem, więc pozwoliłem sobie zamieścić kontynuację -tak Waść Ukratek napisał na poprzednim pięterku.
Ten Tetryk lubi sobie żartować!
A kto byłby na tyle odważny, aby wepchać się między wódkę a zakaskę tzn. między morską a lądową relację pana Mistrza?
A jak pytałam co będzie w trzeciej części toś Pan robił sobie żarty z maczka !
Witaj, Tetryku.
Ostatnio nie udało mi się zawitać w tamte rejony, więc z tym większą przyjemnością poczytałam i pooglądałam Twoją relację:)
Na mnie Malta robi podobne wrażenie – skrawka Afryki przeszczepionego na bardziej cywilizowany:) grunt.
Z La Valetty najmilej wspominam Ogrody Barrakka i nocne, bezdennie czarne niebo.
Pozdrawiam:)
O! Lena na nocnej zmianie! Jak miło!
Witaj, nocna Leno!
Nie bardzo sobie wyobrażam klarowną czerń nocnego nieba w rozświetlonej nocą Valetcie, a poza miastem nie byłem. Spędziliśmy jednak kilka nocy na pełnym morzu, i te bezchmurne pozwalały nam zaglądać daleko w kosmos! 🙂
Dzień dobry, Makówko i Tetryku.
Kiedy przesiadywaliśmy w Górnych Ogrodach, światła migotały w dole, a nad nami było tylko to czarne niebo:)
Bywam nocna, gdy wracam po paru dniach do domu i żeby się odstresować, zaglądam na blogi:) Skutkiem ubocznym zmęczenia jest wtedy, niestety, niekontrolowane zasypianie:)
Pozdrawiam:)
Witaj,witaj Leno!
Nie odpowiem Dzień dobry,bo pora raczej na Dobry wieczór.
U mnie skutkiem ubocznym przemęczenia są niestety problemy z zaśnięciem.
Dobranoc!
Może mi się jakichś skrawek Afryki przyśni? Albo? Spacer elegancką mariną?
No i co się przyśniło?
Nie pamiętam.
Piękne pięterko



Jesteś prawdziwym mistrzem, Ukratku
I do snucia opowieści i do zdjęć
Aż same nogi ruszały do zwiedzania i oglądania
Witajcie!
Cieszę się, ze wam się moje relacje podobają, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby były rozdzielone dowolnym innym wpisem.
Nie lękajcie się!
Się nie lękajcie, się łatwo pisze, gdy się jest Mistrzuniem, a nie tylko zwykłym na ten przykład maczkiem.
Wiem, wiem zdania nie zaczyna się od się!
Bry…
Dzień dobry, zaraz się obudzę, jeszcze chwila, jeszcze chwi…
To ja może tylko dla porównania z La Valettą pokażę dosłownie 3 zdjątka poprzedniego zamku tychże kawalerów (później zwanych maltańskimi!) z Rodos.
Panie Q te zdjęcia zamku toś Pan dawał już wybudzony czy jeszcze w stanie lunatycznego snu?
Z okienka baszty wyglądała piękna księżniczka, a Pan na ognistym rumaku śpieszyłeś jej na ratunek.
I …żyli długo i szczęśliwie — wtedy obudziłeś się z twarzą na klawiaturze?
Ha! Wybudzony! Inaczej nie dałbym rady ściągnąć ich z chmury, zapisać na dysku, zmniejszyć, wgrać na Wyspę i napisać komentarza – za długa sekwencja i zbyt skomplikowana.
No i księżniczek to tam nie było, pani pamięta, że to był zamek KAWALERÓW (nieco później maltańskich)?
A czy ja wiem co owi kawalerowie robili za zamkniętymi drzwiami?
Czytałam,że Favignana to raj na ziemi. Sama nazwa może pochodzić od motyla, którego przypomina. Niezwykłe zachody słońca, krystaliczna woda, urokliwe zatoczki, śródziemnomorska przyroda muszą zapadać w pamięć, ale temperatura… piekielna, a przynajmniej mniej podobna do rajskich klimatów. Kiedy przyjaciółce na łódce podmuch zdmuchnął kapelusz, ledwo żywa dopłynęła do brzegu.
Witaj Ultra!
Miło Cię widzieć. Cóż mogła założyć na głowę jakąś część swojej garderoby. Mnie się już tak zdarzało, gdy zapomniałam chusteczki na głowę.
Raczej raj na wodzie. Krystaliczna, ciepła (jak na wodę) i gęsta (sól!) woda, ciekawe brzegi zachęcające do zwiedzania wpław lub na jak najmniejszych łódkach. Na brzegu, mimo ewidentnych starań, niewiele jest do oglądania…
A teraz fajrant i przerwa, bo mi wybudzenie od rana minęło…
Też się długo rano wybudzić nie mogłam i potem jakoś zbyt szybko dzień mi mijał i wyrobić się nie mogłam.
W końcu jednak zdążyłam odwiedzić mamę,po dziecko do Wieliczki przyjechać i teraz już po pierwszej kolacji siedzę na tarasie w Stróży.
Co taka cisza na Wyspie?

Pogadalam se z myszką,a teraz sama ze sobą na Wyspie mam gadać?
Ja do myszki „idź sobie,bo chcę tu usiąść,a ona patrzy na mnie i ani myśli sobie pójść”.
Nie będę gadać sama ze sobą!
Ide oglądać Księżyc Żniwiarzy.
I z nim sobie porozmawiam i zanuce mu piosenkę śpiewana przy harcerskich ogniskach „zakochany księżyc błąka się po niebie…”
Aaa, piąteczek! Za dużo danych naraz! Przeładowanie!!!
Czas kończyć tę jakże intensywną przerwę i hajda na Wyspę.
Piątek, i to w dodatku 13. !!!
Ale na razie niezbyt pechowy, z tym że jeszcze półtorej godziny zostało (niecałe).
Po północy napiszę czy był czy nie był pechowy.
I słusznie. Zaczekam chyba też, bo jakbym się położył, a tu by coś bęcło…
Dobranocka.
Eric Serra i temat przewodni z filmu – a jakże! – „Wielki błękit”. Mimo że wpis Mistrza Tetryka nie o nurkowaniu, wody tu jednak tyle, że muzyka całkiem się nada. Polecam również całość ścieżki dźwiękowej, do pracy i po pracy, dla relaksu i wzmocnienia.
Snów błękitnych i wielkich.
Miło się słucha.Dla mnie jest coś uspokajającego, kojącego w tej muzyce. Natomiast nie zachęca mnie ona do spania,raczej do…a nie powiem…
Że niby pościelówa?
Raczej „popływałoby się…”
Noo… Jedne z piękniejszych wspomnień to wejście w ślizg na windsurfingu
Ale teraz wolę spokojniejsze pływanie i w ogóle niekoniecznie na desce z żaglem.
Zależy co Pan masz na myśli.Mnie to raczej skłoniło do bardzo niewinnych wspomnień z czasów jeszcze licealnych…Te nocne warty przegadane.I te spadające gwiazdy i księżyc.
Szczególnie z takim jednym druhem przegadane.
Wow, no proszę. Byłem na dwóch obozach harcerskich jako niezrzeszony sympatyk i nie przyszłoby mi do głowy, żeby kojarzyć taką muzykę z nocami na obozie. Może w nieodpowiednim wieku byłem, i to, że niezrzeszony, i że z tą druhną już jako zupełnie nie-druhną później bardzo nam nie wyszło…
Z tamtym druhem zakończyło się na paru wartach.Nie było kontynuacji.Juz dawno nie żyje,mam natomiast kontakt z jego żoną i wiem,że był kobieciarz straszliwy.Dobry na wspólne warty i tyle.Ale inteligentny,błyskotliwy,oczytany.
To tak jak ja, z tą różnicą, że jestem raczej monogamiczny…
Raczej monogamiczny?Raczej?
A tak serio dodatkowo jesteś bardzo empatyczny.
Skoro po dobranocce to ja wystawiam lampkę i idę spać, do czego i Szanowną frekwencję zachęcam! 😉

Dziękuję, aczkolwiek dzisiaj potowarzyszę Makówce, żeby się upewnić, że piątek 13 niczego nam nie wywinie.
A ja i tak będę najbardziej uważał w najbliższą środę, ponieważ dla mnie najbardziej pechowa jest pierwsza środa PO piątku, 13.
Dziękuję za towarzyszenie mi w nocnej zmianie.

Ależ całkiem spora część przyjemności po mojej stronie.
Ależ dziękuję.To zaszczyt dla mnie.


Może czekoladkę?
Albo kieliszeczek?
Kieliszeczek już mam, to może czekoladka? Dziękuję pięknie.
Wirtualnie może być jeszcze coś takiego

Z z laptopa znalazlabym jakieś smakołyki,ale z komórki nie umiem.
Wygląda, że chyba doczekamy 13, piątek bez pecha?
JESZCZE 9 MINUT
Już 3 po!
Uff. Wygląda, że się udało.
Mogę więc powiedzieć,że piątek i 13 nie był dla mnie pechowy.Bez większych wydarzeń ,ale i bez pecha.
Mogę powiedzieć DOBRANOC!

Spokojnej.
Dzień dobry

Policaj (w niedzielę) przebiegł się po naszym parkingu i wlepił nam mandaty (po pięć dych każdy). Gapowe trzeba zapłacić… 


U mnie, 13 w piątek, jest zawsze dniem szczęśliwym
Jak mi się to często zdarza, nie pracowałam, ale miałam masę spraw do załatwienia. Najważniejszy był mandat (a właściwie dwa) za brak stickerów na naszych szybach samochodowych. Kupiłam je jeszcze w czerwcu, położyłam na półkę i zapomniałam o nich na śmierć
Pojechałam na posterunek. Kobitka w okienku zapytała mnie, czy już kupiliśmy i przylepili. Odparłam, że kupiłam już w czerwcu, ale zapomniałam przykleić… a ona mi na to, że jak mam rachunki, to mi anuluje mandaty. Nie byłam pewna, bo małżonek coś mówił, że swój wyrzuci, bo mu niepotrzebny…
Miałam w samochodzie obydwa!!! Zaniosłam. Kobitka coś tam przepisała do tych mandatów (chyba numery rachunków) i zabrała
Krótko mówiąc, zaoszczędziłam dziś stówkę
Witam!
Sobota jest i 14. Pecha nie było tylko gapostwo – skończyły mi się lekarstwa i to takie, których w żadnej aptece nie chcą dać nawet za obietnicę doniesienia recepty.
Nie udało mi się wczoraj znaleźć „dobrej policjantki”w aptece.
To faktycznie „przykrość w ta pora”…

Tutaj jest o tyle lepiej, że to apteka dzwoni do lekarza i pyta czy przedłużyć leki, czy nie. I jeśli są to leki, które trzeba przyjmować stale, to nie ma z tym problemu. Nawet jak nie ma akurat lekarza, to jest inny personel medyczny i może potwierdzić na podstawie dokumentów…
A wiem coś o tym, bo brałam sporo czasu leki na tarczycę, a teraz małżonek bierze coś tam na obniżenie ciśnienia. Nie trzeba za każdym razem latać do lekarza, żeby przedłużyć receptę. Niektórzy korzystają nawet z opcji przywiezienia leków do domu. I to w wielu przypadkach jest darmowe. Dla ludzi starszych i schorowanych. Wystarczy telefon do apteki…
Kelnereczko dla mączka gorąca herbata,bo zmarzła a teraz proszę zebrać zamówienie od reszty Wyspiarzy.
Śpiących zostawiamy w spokoju!
Witajcie!
Dzisiaj mam dzień biegany, przynajmniej z początku.
Miłego biegania panie T!
A po bieganiu
Imć Tetryk już wybiegany czy dalej gdzieś biegnie?
Już siedzi.
W kinie.
Recenzja z filmu będzie?
To był „Ból i blask” Almodovara. Recenzji jest mnóstwo, w prasie i w sieci. Ja powiem tylko: warto pójść, jak na wszystkie chyba jego filmy…
Zgadzam się.Almodovar gwarantuje, że będzie to dobry film.
Dziś pozazdrościłam Mistrzowi Q zamku i poszłam na zamek.Moze najwyższy czas zrobić coś wzorem Mistrza T. i pójść do kina? Dawniej bywałam często,a teraz rzadko.
A gdzie zniknął Zoe ze swoimi recenzjami?
Dzień dobry, a tutaj dzień zaspany. Mam nadzieję, że kelnereczka jeszcze serwuje poranną kawę…
Serwuje,serwuje.Maczek nie pijący kawy właśnie pije kawę,bo po nieprzespanej nocy innego wyjścia nie było.
Jak mnie szlag trafi to…nie zapominajcie o mnie od razu
E, po jednej kawie może nie będzie od razu tak źle.
Dziś miał być dzień nicnierobienia i leżenia bykiem.Mial być,a wyszło jak wyszło, tzn.że jakoś tak jesteśmy głodni i zmęczeni tym wypoczywaniem.

A to wszystko panie Q przez te marzenia o zamku, któreś Pan we mnie rozbudził.

Znowu gadam sama ze sobą,a na Wyspie cisza?
Yy, bo mnie małżonka zaciągnęła do robienia tabelek, zgód dla rodziców na początek roku i innych takich fintifluszków, więc mnie nie było. A, i jeszcze wyszedłem z psami sąsiadki, bo pomagamy w związku z jej niespodziewanym wyjazdem.
Swoją droga praca z małżonką przed komputerem rozbudza lepiej niż jakakolwiek kawa, a to przez to, że małżonce wydaje się, ze czytam w jej myślach, a w każdym razie rozumiem bez problemu wszystkie zaimki, których ona nadużywa (tabelka na całą stronę, a małżonka: „No to teraz weź to i przysuń do tamtego, ale nad tamto”).
Taki dialog mi się przypomniał:
-Gdzie jesteś?
-Tu.
-Ale gdzie?
– No tu,na polanie.
-Ale gdzie?…itd
Zawsze mam przy takiej okazji ochotę wygłosić (przypomniawszy sobie najpierw) wykład nt. „Zaimek jako znak ramowo-kluczowy”, który mówi z grubsza rzecz biorąc o tym, że zaimki niezdefiniowane najpierw są bezwartościowe.
Ty zawsze potrafisz ubawic!
Dzień dobry
Nareszcie mogłam wejść na Wyspę, za którą już zatęskniłam. Jak już pisałam, wczoraj byłam na weselu wnuczki i chociaż to był piątek trzynastego, uroczystość i później wesele było bardzo udane. Wyszalałam się do syta i roztańczyłam. Wróciłam dziś po południu zmęczona, ale syta miłych wrażeń. Jeszcze tylko poprawiny, ale to już drobiazg. 
Ależ Ty masz zdrowie! No to pięknie, że się udały główne uroczystości, w takim razie życzę (wszystkim) równie miłych poprawin.
Brawo, tanecznico!

Te tańce Bozenki uświadomiły mi,że ja w tym roku ani razu nie tańczyłam!
Bo nawet Nowy Rok witałam bardzo,bardzo miło,ale bez tańców.
Cieszy, Bożenko, że tak dobrze się bawiłaś


W sumie… na weselu wnuczki… to chyba mało dziwne
Niech im się żyje szczęśliwie
Dziękuję Wam, trzeba używać świata, puki służą lata…
Brawo Bożenko!
Gratulacje dla Twojej kondycji.
Mlodej parze wszystkiego dobrego na nowej drodze życia…tak jakoś to się mówi,prawda?
Tak jakoś to się mówi, a ja sama nie mogłam wyjść z podziwu, że wytrzymałam to przez całą noc
Szczęście wnuczki dodało Ci energii Bożenko!
Chyba masz rację
Muszę dziś odrobić zaległości w spaniu, więc się już pożegnam…

Żeby Ci się Bożenko przyśniło jak tańczysz na weselu…Dobranoc!
Spokojnej poweselnej!
Dobranocka.
Plumkanie na dobranoc z Islandii. Olafur Arnalds i „Happines Does Not Wait”. Szczęście nie czeka. Święta prawda.
Snów o szczęściu, cokolwiek nim dla kogo jest.
Szczęście nie czeka,trzeba je łapać i nie pozwalać mu uciec. I nosić w sobie na przekór i mimo wszystko.Każda jego ulotną chwilę.Bo i tak wiadomo, że życie to nie bajka i co chwilę dostarczać będzie różnych mało miłych sytuacji i wydarzeń.
Jeżeli przez szczęście rozumiemy poczucie głębokiej zgody na siebie samego (lub samą), albo inaczej – zgody z własnym systemem wartości i otaczającą nas rzeczywistością – to to jest bardzo piękne, co napisałaś.
Szkoda, że nie wszyscy tak je rozumieją…
Pora na lampkę. Niezakłóconych snów o szczęściu!

Snów o szczęściu czy snów,w których czuliśmy się szczęśliwi?
Zemknę już…
Znowu jestem sama na nocnej zmianie?
I znowu jest ponad 100 komentarzy!
I znowu plączą mi się paluszki jak biegam po schodkach korzystając z komórki.
I znowu będę gadać sama ze sobą?
Dobranoc wszystkim już chrapiącym i tym co jeszcze nie śpią.
Dzień dobry
Jeszcze chłodna niedziela, ale będzie piękna prawie w całym kraju. 
Witam!

Za oknem 10 stopni, ciepła kawa,herbata się przyda.
Gienia niech odpocznie jeszcze, należy się kobiecie.
Sniadanie kontynentalne,kawa,herbata raz!
Witajcie!
Śniadanko kontynentalne i herbatkę poproszę!
A dla mnie jak zwykle kawa, mile widziana. Bez cukru, z mleczkiem
Dzień dobry, zaczynam dzień. Od kawy i banana.
Ja zaczęłam od misztygajłesu.Probowalam zamówić u kelnereczki,ale ona nie wie co to jest. Ach ta młodzież! Śniadanie kontynentalne to owszem wiedziała,wszak kobietą światową jest.
Niebo błękitne bez jednej chmurki.
A teraz to ja sobie
A ja na chwilę wybywam. Z psami sąsiadki.
Ja też tu nie pobędę, trzeba się przygotować na poprawiny
Mistrzu Q.! Schodzisz na psy???
Uważasz, że lepiej aby schodził na koty?Albo wyprowadzał kanarka na spacer?
Kotów bym nie wyprowadzał. A kanarka bym się bał, że ucieknie. No chyba że w klatce, ale dla kanarka to chyba żadna różnica – drzewka nie obsika, trawki nie obwącha, gałązek nie pogryzie.
Tylko na chwilę, dzisiaj sąsiadka wraca do domu.
Jak dobrze mieć sąsiada…
Dzień dobry


Wczoraj było pięknie, a dziś od rana leje
Ale co tam! Przynajmniej podleje mi ogródek
W Polsce zapowiadają zdecydowane ochłodzenie od wtorku (a niezdecydowane już od jutra), więc pewnie też będzie lało.
Nie zgadzam się choć też tak czytałam.Mam wspołpilnowac psów, kotów,domu itd
Będziesz pilnować w ciepłej kurtce.
I barchanowych majtkach i grubych skarpetkach siedząc przy kominku?
No, jeżeli przy kominku – rozpalonym – to niekoniecznie, można i bez majtek, skarpet etc.
U nas też niby chłodniej, ale trudno to nazwać „chłodem”. Temperatury co prawda poniżej 30C, ale znacznie powyżej 20… to gdzie ten chłód?
Za rogiem, czeka na sprzyjający układ ośrodków ciśnienia..
To może dam coś jako „poczekajkę” na prawdziwie ciekawe i pouczające wpisy

Zapraszam na nowe pięterko
Twój wpis jest też pouczający i ciekawy,bo przyroda jest fascynująca.Bylam już na nowym pięterku.
