« Lajkonik: reedycja. Odc.1 mistyka tureckiego hammamu »

Ananas i H. L. Hunley, czyli Charleston część pierwsza.

Nawiązując do wiersza o ananasie, opowiem teraz o moim parodniowym pobycie w Charleston w Południowej Karolinie.

Moje odwiedziny u Basi to przykład jak życie pisze nieraz zaskakujące scenariusze. Planując pobyt w USA od kwietnia do grudnia, przygotowałyśmy z Ewą (jedną z sióstr bliźniaczek, o których już pisałam) tabelkę do pokazania na granicy. Tabelkę, która miała uwiarygodnić mój tak długi pobyt, skoro w Ameryce nie mam żadnej rodziny. W planie miałam cały ten czas pracować tzn. zajmować się dwójką małych dzieci, gotować, sprzątać itd. Pracować, a wizę miałam przecież turystyczną.

Zrobiłyśmy więc rozpiskę z dokładnymi datami, adresami, numerami telefonów osób, u których fikcyjnie mam być. Również z miejscami, które planuję zwiedzić, że taka niby turystka ze mnie. Każdą z tych osób informowałam o tym, gdyby przypadkiem ktoś chciał sprawdzić.

Potem z różnych powodów pracowałam tylko 3 miesiące, a kolejne 3 zwiedzałam.

Wizę z łaski dali mi na 6 miesięcy.

W ten sposób „zrealizowałam” z tabelki pobyt w St. Louis, a potem w Charleston co pierwotnie nie było w planie.

Baśka zadzwoniła „skoro już nie jesteś w Kalifornii, skoro nie pracujesz, a jesteś tak blisko, to zapraszam do mnie”.

Danka wsadziła mnie więc w samolot i przekazała Basi wraz z instrukcją „pamiętaj, ona w ogóle nie zna angielskiego i zupełnie nie ma orientacji w przestrzeni — wszędzie się gubi!”

Mam za sobą tylko bagaż podręczny, ale ponieważ miałam bilet jako jedna z ostatnich wsiadających osób (pierwsze numery są droższe), więc moja walizeczka poszła do luku bagażowego mimo moich protestów. Taki bagaż może być do odebrania albo tam, gdzie tzw. bagaż nadawany albo przy samolocie. O to dopytać się „przy pomocy rąk” nie takie proste. Wysiadam więc cała zestresowana, gdy przede mną wyłania się jakiś przystojny facet z karteczką EWA MAKOWSKA. Rzucam się na niego, ale zamiast się witać plotę tylko „my baggage” z obawy, że facet od razu „porwie mnie” do samochodu i zawiezie do Basi. Pan z kamienną miną i stoickim spokojem kiwa głową. Wtedy wybiega ukryta za filarkiem Basia- „Zamiast się ładnie przywitać, ty tylko gadasz o bagażu, gdzie twoje dobre wychowanie, ha, ha” Obserwowała całą scenę z ukrycia i pękała ze śmiechu. Wręcza mi ananasa -symbol gościnności w Charleston.

Na lotnisku z Basią i jej mężem -to ten pan co był z polską flagą na 3 majowym pięterku.

W Charleston jest taka fontanna, która ma symbolizować gościnność tego miasta.

Jak już jesteśmy przy fontannie dwa zdjęcia zrobione w jej pobliżu, czyli w Waterfront Park. Wybrałam te dwa, bo spodobała mi się ta pani i zauroczyło Murzyniątko.

Teraz przeniesiemy się w inne miejsce — przed Muzeum, gdzie znajduje się replika okrętu podwodnego, o którym kiedyś obiecałam napisać.

H.L. Hunley – to okręt podwodny użyty przez siły Skonfederowanych Stanów Ameryki podczas wojny secesyjnej. Został zbudowany w lipcu  1863 w Alabamie, a następnie koleją wysłany do Charleston.  Był pierwszym w historii okrętem podwodnym, który przeprowadził zakończoną powodzeniem akcję zatopienia okrętu przeciwnika. Potem jednak nie wiadomo dlaczego zatonął wraz z całą załogą. Istnieje wiele hipotez na temat przyczyn zatonięcia Hunley.

Przez ponad sto lat  leżał zagrzebany w mule. W 2000 roku udało się wrak wydobyć. 17 kwietnia 2004 roku szczątki załogi pochowane zostały  na cmentarzu w Magnolia Charleston w Południowej Karolinie.  W tym symbolicznym pogrzebie wzięło udział parę tysięcy ludzi. Obecnie wrak przechowywany   jest  w specjalnie zaprojektowanym zbiorniku słodkiej wody w Warren Lasch Conservation Center.

Poniżej dwa zdjęcia z gablot, które znajdują się w fort Sumter, czyli tam, gdzie rozpoczęła się wojna secesyjna.

Fort Sumter, fort Moultrie, fort Johnson, o każdym z tych miejsc warto napisać parę słów. Zrobię to w 2 części, jeśli temat Wyspiarzy zainteresuje.

Zakończę więc mapką, którą dostałam w folderze reklamowym w jednym z fortów.

185 komentarzy

  1. Makówka pisze:

    Makówka i ananas zapraszają do Charleston. Roses-are-red

    Jesteśmy w tym samym mieszkaniu o biało-czerwonych ścianach, o którym pisałam na 3 majowym pięterku.

  2. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Podziwu godna jest inwencja, jaką człowiek rozwija, aby zabić innego człowieka… To taka druga strona gościnności 😉
    System napędu H.L.Hunley został przedstawiony, ciekaw jestem, jak sterowali zanurzeniem?

    • Bożena pisze:

      To rzeczywiście ciekawe…

    • Makówka pisze:

      W czasie wojny secesyjnej zginęło 620 tysięcy ludzi. To była okropna, bo bratobójcza wojna. Każda wojna jest zła i okrutna.

      Zabijanie, agresja, nienawiść jest czymś strasznym i tak przecież niepotrzebnym.

      Dobrze napisałeś Tetryku-druga strona, dwie twarze człowieka -miły, gościnny lub okrutny.

      To zestawienie -ananas i łódź jako wprowadzenie do tematu wojny secesyjnej nie jest przypadkowe.
      Sympatyczne Murzyniątko w pobliżu fontanny też potraktowałam symbolicznie.

  3. Makówka pisze:

    Witajcie!

    Koffie

    Gienia serwuje kawę, herbatę, zimne napoje.

  4. Tetryk56 pisze:

    Wybywam, do zobaczenia wieczorem!

  5. Alla pisze:

    Dzień dobry… Delighted
    Północ – Południe? Piękny film, pamiętacie?
    Maczek wędrowniczek z truskawką i..! Gdzie wino musujące zwane szumnie szampanem ? Wink1

    • Wiedźma pisze:

      Owszem film był ciekawy. Jedni bronili status quo, inni głosząc hasła postępu dbali o własne interesy. Kto na tym zyskał ? Na pewno nie czarnoskórzy…

    • Makówka pisze:

      ” Północ-Południe”,”Przeminęło z wiatrem” -książki i film -znamy, pamiętamy.
      Zacytuję tu Wiedźminkę z 4.05.19 (godz. 14:02):
      Do pewnego stopnia patrzę na Wojnę Secesyjną przez obrazy z ” Przeminęło z wiatrem”. I pamiętam scenę entuzjazmu południowców, gdy Fort Sumter się obronił… a to była pierwsza bitwa tej wojny. Bratobójczej….

      Większość z nas chyba tak ma. Dlatego, jeśli temat Was zainteresuje w drugiej części chętnie oprowadzę Was po fortach, ale i też mogę zaprowadzić na plantację bawełny.

      Alla! W tym kieliszku jest chyba wino. Jednak masz rację jako afrodyzjak powinien być szampan z truskawkami.Będąc w Charleston jadłam dużo owoców morza, a one są też podobno afrodyzjakami. Może dlatego ten tydzień tak miło wspominam? Zakochałam się w Charleston i ludziach, których tam spotkałam.

      • Alla pisze:

        Jeśli się zakochałaś, to koniecznie musisz tam lecieć, żeby sprawdzić czy jest to miłość prawdziwa, czy tylko zauroczenie! I tej podróży Ci życzę Cmok

        • ajw pisze:

          Uwielbiałam ten film 🙂

        • Makówka pisze:

          Z tym lataniem może już teraz być u mnie różnie. Z Basią od tamtego czasu widziałam się wiele razy w Krakowie. I z jedną z jej koleżanek, która również z Krakowa też już miałam okazję się widzieć dwa razy
          w KRK.
          Czy ja jeszcze kiedyś będę w Charleston? W USA raczej wątpliwe, a już tym bardziej Charleston.

          Za życzenia dziękuję, może, może…wszak jak pisałam życie pisze różne scenariusze.

  6. Alla pisze:

    Wszystkie dzieciaczki są urocze, bez względu na kolor skóry, aż by się je chciało zjeść!! A jak dorosną, to się żałuje, że się to to nie pożarło!!
    Taki ludożerca ze mnie wyłazi z samego rana Delicious Happy-Grin

  7. Wiedźma pisze:

    I ja oddalam się w plener, wrócę wieczorowa porą, jak ten brunet Wink

    • Makówka pisze:

      Pogoda przecudna, ale ja dziś niestety nie w plener.
      Takie różne obowiązki spowodowały, że w ten weekend nie mogłam wyjechać. Ani nawet teraz wyjść na spacer.

      • Bożena pisze:

        A u mnie burza znów pokazała mi środkowy palec i minęła mnie blisko od zachodu Worry

        • Quackie pisze:

          Coś podobnego, w Skórzewie lunęło zdrowo, bratankostwo ugania w kaloszach po otoczeniu!

          • Bożena pisze:

            A tu ani kropelki. Widziałam ciemną chmurę, ale minęła od zachodu, a teraz świeci słońce.https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/burze.dzis.net/?page=mapa&x=0.296996861047700&y=0.914261639836360

            • Makówka pisze:

              W Krakowie grzmiało, błyskało i potem było dosłownie oberwanie chmury.

              Teraz już spokój, wychodzi słońce, ale trochę pochłodniało.

  8. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Wstępnie też miałem wybyć, ale nici z tego wyszły, więc pewnie pobędę.

    Bardzo fajny wpis, łódź podwodna w sumie bardzo nowoczesna w kształcie i zamyśle. Spory artykuł na ten temat jest w polskiej Wikipedii – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/H.L._Hunley Miał normalne zbiorniki balastowe, napełniane i opróżniane ręcznymi pompami.

    A ananasy lubię, ale nie mogę za dużo naraz zjeść, bo mają dla mnie nieco zbyt intensywny smak.

    • Makówka pisze:

      Dziękuję Panie Q za miłe słowo i zalinkowanie informacji o łodzi podwodnej.

      Zainteresowani tematem mogą sobie doczytać.

      To właśnie o tych uroczystościach pogrzebowych 17.04.2004 opowiadała mi ze wzruszeniem Basia. Brała w nich udział.
      Dlatego napisałam wtedy, że jest osobą , która utożsamia się jednakowo z bycia Polką, jak i Amerykanką.

  9. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Piękne i ciekawe pięterko Approve
    O wojnie secesyjnej trochę czytałam. Wiem jedno, nienawidzę wojen, tego zabijania, ran i nienawiści między stronami. Coś potwornego… Disapproval
    Łódź podwodna wydała mi się jakoś dziwnie mała… takie jakieś złudzenie optyczne Wink
    Jak się czuje człowiek, który nie mówi językiem tubylców, wiem doskonale Worry Myśmy przylatując tutaj nie znali angielskiego. Człowiek słuchał jak świnia grzmotu, nie rozumiejąc ani słowa. To było okropne… Sad Całe szczęście to już za nami… Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      „Jak świnia grzmotu” In Love nie znałem Delighted

      • Bożena pisze:

        Ciekawe, to popularne powiedzenie… ale skąd się wzięło, nie wiem Wink

        • Makówka pisze:

          Też nie znałam.

          Może to jednak regionalne?
          Zastanawiam się skąd się wzięło to powiedzenie tzn.jakie jest jego uzasadnienie?

          Thinking

          • Quackie pisze:

            Kojarzy mi się (burzowo) z fryzurą „jakby pieron w mietłę strzelił”. Happy-Grin

            • Makówka pisze:

              A ja słyszałam „w kalafior”!
              Swoją drogą drogi skojarzeń na Wyspie bywają bardzo śmieszne.
              Ananas, łódź podwodna a rozmawiamy o pieronie w mietle

              • Quackie pisze:

                W tym cały urok Pleasure

                • Makówka pisze:

                  Otóż to!

                  Kiedyś równolegle w dwóch różnych miejscach dawałam w tym samym dniu to samo zdjęcie z takim samym podpisem.
                  Bardzo zabawne było śledzić, w jakim kierunku szły czasem dyskusje.
                  Zazwyczaj drogi skojarzeń były zupełnie inne w obu internetowych miejscach.

                • ajw pisze:

                  Moja mama mawiała, że mam fryzurę, jakby piorun strzelił w rabarbar ;)) A co do świni, to u nas się mówi „Zobaczysz jak świnia niebo”, czyli g. zobaczysz ;))
                  Aaa i moja teściowa na myszy mówiła, że latają jej po kuchni te „świńskie ryje”, co mnie bawiło do łez, bo wyobrażałam sobie małe myszki w maskach świń Happy-Grin

              • Alla pisze:

                W rabarbar. Jak pieron strzelił w rabarbar, tak się mówiło u nas Delighted

          • miral59 pisze:

            Chyba raczej to powiedzenie o „świni słuchającej grzmotu”, nie może być regionalne. Bożenka mieszka w Poznaniu, a ja całe 40 lat mieszkałam w Białymstoku… to trochę odległe regiony Thinking

    • Makówka pisze:

      Nie powinnam się przyznawać, że taki tuman jestem, ale cóż mój podziurawiony udarami mózg nie przyjmuje wiedzy, a brakuje mi pilności, aby mimo to jakoś walczyć z tą moją ułomnością.

      W szkole, na studiach uczyłam się niemieckiego i rosyjskiego.
      Jak można być 6 miesięcy w jakimś kraju i w ogóle nie nauczyć się języka?

      Można, choć bardzo nad tym boleję. Obśmiać własne kalectwo umysłowe to jedyne co pozwala mi się do tego dystansować.A z drugiej strony pozwala innym zrozumieć na czym polegała moja przygoda z Ameryką.

      • Quackie pisze:

        I tam, są ludzie, co pół życia mieszkają w polskich dzielnicach w dużych miastach USA i prawie nie mówią po angielsku.

        • Makówka pisze:

          Ja wiedziałam, że będę parę miesięcy z Polakami i u Polaków, ale i tak ciężki wstyd.

          Przy okazji przyznam się Wam do jeszcze jednej rzeczy. Autentycznie zupełnie nie znam angielskiego w związku z tym dodaję często Zaazulki, bo mi pasuje obrazek. Oczywiście, że mogłabym dane słówko przetłumaczyć sobie zerkając do słownika lub tłumacza Google, ale cóż…pilna i cierpliwa to ja też nie jestem.

          Więc jeśli moje Zaazulki bywają bez sensu to proszę o wybaczenie.

          • Alla pisze:

            Ja też nigdy nie patrzę na opis tylko na gębule. Te wyszukuję, które lubię i mi pasują do tekstu o! Conceited np. Wink

          • miral59 pisze:

            Pod tym względem, Makóweczko, to Mistrz Q ma rację. Są tu Polacy (i nie tylko Polacy), którzy mieszkają w USA po dwadzieścia i więcej lat i praktycznie nie znają języka. Także Twój półroczny pobyt, to jest nic w porównaniu z nimi. Nie masz się czego wstydzić. Nie każdy musi mówić kilkoma językami Wink
            Ja zadecydowałam, że pójdę do szkoły, żeby się nauczyć angielskiego. Skoro mieliśmy tu zostać na stałe, uważałam, że konieczna jest znajomość języka tubylców Happy-Grin Przynajmniej w takim stopniu, żeby móc zrozumieć co się do mnie mówi i żeby móc wyartykułować swoje potrzeby…
            Pamiętam jak „gadałam” z Kathryn (niedługo po moim przyjeździe) Overjoy Ona pochodziła z Niemiec, ale sporo zapomniała ze swego rodzimego języka. Kiedyś uczyłam się niemieckiego, ale nie używając, też prawie zapomniałam. Ona mówiła biegle po angielsku, a ja ani w ząb. Tak więc „gadałyśmy” trochę po niemiecku, ale po rozmowie ręce nas bolały Wink Overjoy
            Teraz nie muszę nawet patrzeć na rozmówcę i nie jest problemem rozmowa przez telefon…

      • ajw pisze:

        Ja tam jestem tuman językowy i matematyczny 🙂

    • Makówka pisze:

      Miralko!

      Dziękuję za miłe słowa.A co do wojen wszyscy mamy zapewne takie samo zdanie.

      Faktycznie ta łódź duża nie jest co lepiej widać na tym zdjęciu.

      Wiki podaje takie wymiary:
      Długość – 12 metrów
      Szerokość – 1,2 metra

      • Quackie pisze:

        Doadajmy, że ten drąg na pierwszym planie służył do podkładania miny wytykowej (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Mina_wytykowa – zresztą Hunley jest wymieniony w artykule pod linkiem).

        • Makówka pisze:

          Widzę Panie Q, że łódź podwodna Cię zainteresowała skoro podsyłasz nam różne dodatkowe informacje. Bardzo Ci za to dziękuję i cieszę się.

          Zresztą kiedyś zapytałam co wolicie młyn ( à propos młynarzy na Wyspie) czy łódź podwodną, o której opowiadała Basia. Ultra powiedziała młyn, Ty -łódź podwodna. Kobiety mają pierwszeństwo, ale i łódź się doczekała.

          • Quackie pisze:

            Trochę się interesowałem techniką, zwłaszcza w dzieciństwie, czytałem o różnych takich wynalazkach, i jakoś zostało w pamięci.

      • ajw pisze:

        Makówko, masz piękne nogi Happy

      • miral59 pisze:

        Czyli w takiej łodzi podwodnej załoga nie mogła za bardzo się poruszać. Dobrze oceniłam jej wielkość… szczególnie biorąc pod uwagę dzisiejsze łodzie podwodne…

        • Makówka pisze:

          Dobrze ocenilas Miralko.Widac to z na tym zdjęciu co to był rysunek w gablocie w fort Sumpter.Dokladny opis jest pod linkami od Q.

  10. Bożena pisze:

    Nareszcie doczekałam się burzy. Wprawdzie błysków jest jeszcze mało, ale grzmi dość często. Jak pierwszy piorun uderzył głośno, to mnie zaraz wyniosło na balkon i czekam kiedy dobrze się zacznie błyskać.

    • Bożena pisze:

      Dodam jeszcze, że pierwszy grzmot był taki potężny, że w niektórych samochodach włączyły się alarmy.

      • Makówka pisze:

        Po burzy wyszło słońce, więc wyszłam na chwilę. Dopadła mnie następna burza. Zmokłam, ale widziałam tęczę i nawet zrobiłam jej zdjęcia.

        Hm…nie wiem, czy dobrze zrobiłam, zamiast odwrócić oczy…

        Dobra, już cicho siedzę… Zamilkne

        • Bożena pisze:

          Tęcza? Lepiej uważaj bo to zakazane! Pondering

          • Makówka pisze:

            No właśnie! I to na Kurdwanowie, czyli tzw. sypialni Krakowa.
            Tam tyle dzieci mieszka!
            Co to się wyprawia?
            Pójdę zjeść banana, a co ? Jak już to iść na całość!

        • Alla pisze:

          Dzie zdjęcie, Maczku?? Na dowód Shout Pleasure

          • Makówka pisze:

            Alla!

            Mam problem techniczny. Zapomniałam z domu „adaptera”, aby przegrać zdjęcie z karty do laptopa. W moim laptopie nie ma wejścia bezpośrednio na kartę. Jestem teraz w domu, ale nie własnym. Do czwartku mam dyżur przy dzieciach, których rodzice polecieli do Lizbony i poprosili mnie o popilnowanie chłopaczków.

            Spróbuję jakoś z komórki przerzucić jak dam podopiecznym kolację.

            • Makówka pisze:

              Z komórki wyszło kiepsko, ale jeszcze jakoś było widać przed pomniejszeniem, a po pomniejszeniu zupełnie do kitu.

              Ta tęcza w ogóle taka blada była, nieśmiała widać.

            • Tetryk56 pisze:

              Też widziałem dziś solidną tęczę między jednym deszczem a drugim, ale zajęty kierownicą nie mogłem niestety robić zdjęć.

  11. Alla pisze:

    Wyjeżdżałam w pełnym słońcu, a wróciła z ciężkimi chmurami. Nie narzekam, że pada bo jest ciepło, a to najważniejsze Happy
    Tylko strasznie jestem obżarta.. uff, chyba przejdę na marchewkę Wink

    • Alla pisze:

      Pytanie za tysiaka: czy ta fontanna z ananasem (fajna) po zmierzchu jest podświetlana??

      • Makówka pisze:

        Zdziwiłabym się, gdyby nie była podświetlana, ale nie byłam tam w nocy.

        Nie mieszkałam w Charleston, ale w Fort Johnson. Widać to na poniższej mapce, na której dopisałam tu w miejscu, gdzie jest dom Basi. Abyście nie musieli męczyć oczu małymi literkami dopisałam Charleston.

        • ajw pisze:

          Super. Sporo zwiedziłaś w tych Stanach Złajdaczonych Happy-Grin

          • Makówka pisze:

            ajw

            Faktycznie to taki cudowny splot okoliczności spowodował, że udało mi się przeżyć przygodę z Ameryką.
            Taki dar od losu w moim życiu wcale nie usłanym różami.

            Dlatego tak lubię o tym opowiadać. Wolę mówić jak pisać, ale pisanie też jest dla mnie samej utrwaleniem czegoś, co mi się chlapło jak ślepej kurze ziarnko. Tak jak Ty mam coś takiego, że samo przeglądanie zdjęć poprawia humor.

        • Quackie pisze:

          Ha, w tych okolicach lubili grasować na przełomie XVII i XVIII w. piraci!

  12. Tetryk56 pisze:

    Po pięknym dniu wróciłem do domu! Dziękuję gospodarzom i towarzyszkom! In Love

  13. Alla pisze:

    Idę se w pościółkę, życząc SzanPaństwu – spokojnej I-m-in-love

  14. Quackie pisze:

    Dobranocka, może chociaż niech w niedzielę będzie o czasie.

    Dzisiaj nietypowo. Lou Reed i „Walk On The Wild Side”. Spokojne, ale z drugim dnem.

    Snów nowojorskich.

  15. Bożena pisze:

    Już ta godzina? Ale zleciało. Trzeba się udać do Łóżkowa pod Kołdrowem… Dobranoc lulu

  16. Makówka pisze:

    Dobranocki wysłuchałam w domu, ale nie swoim. Czy to się zalicza do grzecznego prowadzenia się?

    Chyba tak skoro tu będę czekać na lampkę i mieszkać do czwartku, prawda?

  17. Ultra pisze:

    Makówko, tyle wiadomości przybyło mi dzięki Tobie o kraju za Wielką Wodą. O łodzi taże doczytałam, ale muszę obiektywnie stwierdzić, że Ty wyglądasz dużo lepiej niż ta sławna łódź. All-I-See-is-Love

    • Makówka pisze:

      Witaj Ultra!

      Cieszę się, że coś się dowiedziałaś dzięki mnie i Mistrzowi Q, który poszerzył naszą wiedzę o H.L. Hunley.

      Hm co do mojego wyglądu …cóż nie przeleżałam wszak ponad sto lat w szlamie na dnie Oceanu. ROTFL

      • Quackie pisze:

        Hm, ciekawe po co w takim razie tak reklamują te tam różne zabiegi. lecznicze błotka itp. Skoro lepiej się wygląda NIE leżąc w szlamie?

        Thinking

        • Makówka pisze:

          Ponad 100 lat ? Tak czytałeś w tych reklamach?

          Thinking

          • Quackie pisze:

            Ponoć im dłużej, tym lepiej?

            Overjoy

            • Makówka pisze:

              Panowie Q i T coś dla Was!

              Też bym sobie tak poleżała…

              Zdjęcie pobrane z Internetu od razu zaznaczam. Zresztą nigdy nie byłam w żadnym takim błotnym miejscu niestety.

              • ajw pisze:

                A ja się dałam ubłocić w Turcji. Był październik, wiatr piź..ł, zmarzłam jak sto diabłów, a do tego trzeba było się zmyć lodowatą wodą ze szlaucha. Hardcore! Ale nie rozchorowałam się 🙂

                • Makówka pisze:

                  To ja jednak wybieram wersję ciepłego błotka!
                  A zmywanie też ciepłą wodą.
                  Zmarzluch jestem…

                • ajw pisze:

                  No ja też zmarzluch, dlatego niefajnie wspominam . Za to zabieg w hammamie.. boski. Czułam się jakby mi ktoś wyczyścił nie tylko ciało, ale i duszę.. Polecam każdemu Pleasure

                • Makówka pisze:

                  Duszę? hm…niech pomyślę…

        • Tetryk56 pisze:

          Może Hunley leżał w niewłaściwym (dla jego cery) szlamie? Thinking

  18. Tetryk56 pisze:

    Miralko, zajrzyj do Dasi

  19. Quackie pisze:

    A, to już wiem, co mi jeszcze cały czas chodziło po głowie a propos tego wpisu: łódź podwodna w kształcie ananasa, chociaż współczesnym skojarzyła się bardziej z żółwiem. I z tego samego okresu…

    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Turtle

    I tym ananasowo-podwodnym akcentem się na dzisiaj żegnam Pleasure

    Dobranoc.

  20. Wiedźma pisze:

    Śliczne rozmówki, lekkie i kolorowe jak tęcza/ z przyjemnością poczytałam, posłuchałam dobranockowego drugiego dna i zaraz zapalę lampkę. Delighted

    • Wiedźma pisze:

      Twórczo spędziłam niedzielę, przerabiając rozczochrane bukszpany na kuliste twory Wink Burza szwendała się w okolicy, ale mojej okolicy nie zaszczyciła. Deszcz też nie Cry A Migotka się obraziła, bo cały dzień była sama ….

    • Makówka pisze:

      Witaj Wiedźminko!

      Napisałam pytanie, czy burze Cię omijały, dałam publikuj, a tu widzę jest odpowiedź.
      Pytanie wykasowałam, schodek zostawiam, aby się nic nie zawaliło, bo to i ananasa i łodzi byłoby mi szkoda.

  21. Wiedźma pisze:

    a teraz już dobranoc Ananaski

  22. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted zaczyna się słonecznie, a co nam przyniesie? Thinking

    • miral59 pisze:

      Dzień dobry, Bożenko Delighted
      U mnie w niedzielę było na przemian… momentami nie tylko padało, ale i lało, a momentami wyłaziło słoneczko i świeciło całym niebem Pleasure Co jakiś czas grzmiało i błyskało (czy może odwrotnie?). A do kompletu wiał silny wiatr…
      I tak mamy lepiej niż w Minnesocie, bo tam spadł śnieg Amazed
      A moim skromnym zdaniem, śnieg w maju, to drobna przesada Conceited
      Dla tych, którym nie chce się sprawdzać na mapie dodam, że tylko Wisconsin oddziela nas od Minnesoty… parę godzin jazdy samochodem…

  23. Alla pisze:

    Chmurzaste dzieńdobry bardzo Delighted

  24. Makówka pisze:

    Witam!

    Kawka

  25. Quackie pisze:

    Dzień dobry, na razie plaża, ale ma być burzowo.

  26. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Mało casu, kruca fuks! Mało casu…

  27. Makówka pisze:

    Kochani!

    Dziękuję Wszystkim za tak fajną dyskusję na ananasowym pięterku.
    Wczorajsze żarty bardzo mi pomogły oderwać myśli, zapomnieć o stresie.
    W tym czasie gdy ja już musiałam pójść do chłopaków, aby rodzice nie spóźnili się na samolot był poważny problem zdrowotny z moim własnym synem. Ja do chłopaczków, syn -na SOR.

    Dzieciaki w szkole, ja pędzę do mojej mamy, a potem do swojego domu.
    Laptop zostawiam tu, więc zaglądać będę tyle, co z komórki.

    Wczorajsza dyskusja była super, bo taka różnorodna -i żarty i Q dołożył nam trochę wiedzy, a na koniec wynalazł kapitalny łącznik między łodzią a ananasem. Wielkie dzięki!

    buziaki, pa.

  28. Makówka pisze:

    Tetryku, na pociechę napiszę, że lepszy młynek niż bezczynność, choć Tobie to nie grozi. Mam na myśli bezczynność. Mnie dziś też nie grozi, choć nie w pracy.

  29. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Hi Dzień znowu młynkowy i znowu obiecują burzę i deszcz. Się Wink zobaczy

  30. Makówka pisze:

    Cisza,nikogo nie ma?
    Wszyscy poprawiają cerę w błocie?

  31. Quackie pisze:

    No ja właśnie mam fajrant i przerwę, tym bardziej, że burza zahuczy wkoło nas za momencik… o, już. Ciao.

  32. Wiedźma pisze:

    Burza pokazała pazur, ale przez chwilę, tyle, że przemokłam na odcinku 20 metrów. I znowu spokój. Delighted

  33. Quackie pisze:

    No i po przerwie.

  34. Makówka pisze:

    Wczoraj były dwie burze z solidnym deszczem, a dziś tylko takie chmury straszą, ale na straszeniu się kończy.

  35. Ultra pisze:

    Makówko, daj znać, co z Synem. Trzymam kciuki, oby wszystko skończyło się pomyślnie.

    • Makówka pisze:

      Dziękuję Ultra, dziękuję Wszystkim, ale od soboty bardzo się denerwowałam, więc w końcu dałam temu wyraz na Wyspie.

      Jest lepiej. Dostał jakieś leki przeciwbólowe, na ciśnienie (było 170/110)itd. I dalej nic nie wiadomo. Nie chcę się tu rozpisywać na temat jego chorób, z którymi się urodził. Z tego, co mówili lekarze gdy miał cztery lata to i tak wyszedł z tego PRAWIE dobrze.

  36. Bożena pisze:

    Czas na mnie, dobranoc Spanko

  37. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj coś z kuchni francuskiej, a mianowicie piosenka „La Complainte de la Butte” (Lament na wzgórzu – chodzi o Montmartre), oryginalnie z roku 1955, z filmu „French Cancan” (Francuski kankan). A ja ją kojarzę z filmu „Moulin Rouge!” Baza Luhrmanna z 2001.

    Snów dobrze się kojarzących.

  38. Tetryk56 pisze:

    Dobrych snów! lulu

  39. ajw pisze:

    Jeśli nie macie nic przeciwko temu to po północy zaproszę na wiersz z tureckiego hammamu Pleasure

  40. Wiedźma pisze:

    Snów po francusku lub turecku – do wyboru.

  41. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Zaczyna się słonecznie, a co przyniesie, kto wie…

Skomentuj Wiedźma Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)