Święta, Święta i już po Świętach.
Teraz czas pomyśleć o pożegnaniu 2018 roku.
Jedni spędzą ten dzień na szampańskiej zabawie do samego rana, inni na spokojnych pogaduszkach w wąskim gronie znajomych, a jeszcze inni…
Najchętniej spędzałabym Sylwestra w górach- rano wycieczka lub narty, a wieczorem -zabawa. Jednak w Krakowie też może być ciekawie. Oceńcie sami.
Co roku w samo południe w Sylwestra z Małego Rynku startuje korowód ciekawie przebranych i uśmiechniętych ludzi w różnym wieku. Doskonale bawią się i uczestnicy biegu i widzowie .
Są do wyboru dwie trasy 5 km „Smocza piątka” lub 10 km „Radosna dziesiątka”. Każdy kto ukończy bieg w czasie 90 minut, otrzymuje na mecie pamiątkowy medal, gorący posiłek, napoje, słodycze, a panie witane są różami. Nie czas dobiegnięcia do mety jest najważniejszy, lecz dobra zabawa i pomysłowość przebrania.
W tym roku zawodnicy pobiegną już 15 raz!
Poniżej parę zdjęć z różnych lat. Niektóre w formie składanek, bo miałam kiedyś uszkodzenie dysku w laptopie, niektóre zdjęcia uległy uszkodzeniu
i np. składanka została, a oryginał już nie.








Po obejrzeniu „przebierańców” należy szybko przemieścić się na Kopiec Kraka i wraz z artystami kabaretu „Loch Camelot” przywitać Nowy Rok o godzinie 12:55, czyli wtedy gdy na wyspach Fidżi jest już północ.

Jest gra na rogu, wspólne śpiewanie, picie szampana z plastikowych kubków.




Kopiec Krakusa to mniej znany od Kopca Kościuszki i Piłsudskiego kopiec w Krakowie, ale historycznie chyba najważniejszy. Dlatego wybór miejsca nie jest przypadkowy.
To tu odbywa się tradycyjne Święto Rękawki, ale to temat na osobne pięterko.
W ten sposób witałam Nowy Rok parę razy, więc na dowód trzy zdjęcia
z trzech różnych lat.



W tamtym roku obejrzałam bieg Sylwestrowy, poszłam na Kopiec Krakusa, wieczorem zobaczyć jak bawią się w Rynku Podgórskim i dzięki temu, że nie zarwałam nocy, mogłam rano pójść na spacer noworoczny.
Jak widać, zebrała się spora grupka chętnych, którzy 1 stycznia mieli siły iść na spacer po Bielańsko-Tynieckim Parku Krajobrazowym.


Obrazek wyróżniający to zdjęcie, które zrobiłam w 2014 roku w czasie Sylwestra w Rynku Głównym.
Wtedy Nowy Rok witałam w kameralnym gronie w mieszkaniu blisko Centrum, więc poszliśmy, zobaczyć jak ludzie bawią się w Rynku Głównym, a o północy sztuczne ognie oglądaliśmy już z balkonu na ulicy Basztowej. To były czasy, kiedy jeszcze bywały pokazy sztucznych ogni aż wreszcie ktoś pomyślał, że nie tylko zwierzęta przeżywają wtedy wielki stres i można bawić się bez tego.






Zapraszam, do obejrzenia, jak można spędzić Sylwestra w Krakowie.
Ciekawa jestem, jak to jest w Waszych miastach.
Jak Wy spędzicie Sylwestra? Jak spędzaliście do tej pory?
Ja Sylwestra nie muszę spędzać, sam schodzi.

A przy okazji muszę stwierdzić, że Krakusy mają dobre pomysły i potrafią się bawić
Grunt to kreatywność w zabawie 🙂 A po sutych świętach bieganie w Sylwestra bardzo wskazane.


Tylko dlaczego bombowego???
Tfu, tfu.. na psa urok!
Ja tam życzę szampańskiego 😉

Szampańskiego życzę Sylwestra.
A Nowego Roku -dobrego, ale znalazłam takie nakładki na fb z tymi czerwonymi bombkami, połączyłam razem dwie nakładki i dodałam moje zdjęcie z wycieczki, na którym patrzę do góry.
„Bombowy 2019 ” spodobał mi się jako nietypowe życzenia.
W okresie poświątecznym bombki kojarzą mi się tylko z bombkami (bańkami) na choinkę.
Swego czasu organizowaliśmy prywatki Sylwestrowe w Domu Filatelisty przy Floriańskiej, gdzie kierowniczką byłą matka jednego z kolegów. Około północy wychodziliśmy wtedy na Rynek postrzelać z korków od szampana. Przeszła nam chęć, gdy okazało się iż współświętujący oprócz korków i petard ciskają w górę opróżnione butelki, i jedna z nich ledwo minęła się z głową jednej z koleżanek…
Teraz są barierki, nie wolno wnosić alkoholu. Podobno.
Nigdy nie spędzałam całego Sylwestra w Rynku, ale gdy zabawa była jakoś w pobliżu to szliśmy na wypicie toastu i zobaczyć jak bawią się inni.
Faktycznie z czasem zaczęło się robić coraz bardziej niebezpiecznie, hałaśliwie i mało sympatycznie.
O, a ja właśnie schodzę z szychty.
Chyba żadnego Sylwestra nie dokumentowałem. Ostatnio spędzałem w domu, więc ewentualnie wrażenia z balkonu by mogły być, ale też nie robiłem. A wcześniej też nic wystrzałowego, przebieranego ani w ogóle fajniejszego niż zwykła impreza mi nie przychodzi do głowy. Przynajmniej w ostatnim ćwierćwieczu.
I tego, przerwa.
Idę spać, dobranoc.
Spokojnej!
Dobranocka.
To ja może taką wersję dzisiaj zaproponuję, w latach 80′ popularną wśród młodzieży. „99 czerwonych balonów” bez szaleństw, z mnóstwem fortepianu i przyjemną, łagodną aranżacją. Tak już powoli sylwestrowo?
Snów łagodnych, mimo że w zamyśle dynamicznych.
Już jestem w domu. Prawie zdążyłam na Dobranockę.

Ewa nr 1 składała życzenia Ewie nr 2, a potem Ewa nr 2 składała życzenia Ewie nr 1.
Były prezenty, śledzie, barszczyk, sałatki, ciasta, wino…
Wino się skończyło!
Wino się skończyło?
Ale jest jeszcze piwo! ufff.
Dobrze, że się w numerkach nie pogubiłyście… 😉
Numerkach powiadasz?
Kiedyś robiłyśmy różne numery…na jednym roku na studiach, w OBR MHiR w jednym pokoju bywało.
A te wyjazdy z dziećmi na wakacje do Stróży…
Dobry wieczór !
Oglądałam poznański koncert z okazji setnej rocznicy powstania Wielkopolskiego.Brawo Poznańczycy. I za jedyne wygrane powstanie i za obchody. 
Sylwestry Makówki też fajne. Nic takiego, niestety, mi się nie przydarzy, a szkoda…Jakoś nie mam nastroju do wspomnień i nie wiem dlaczego.
Wiedźminko!
Przeglądając stare zdjęcia, też miewam bardzo „mieszane uczucia”.
Nie dałam tu zdjęć z Sylwestrów w górach. Wtedy łza się w oku kręci, że to „już było i nie wróci więcej”. Przecież nie tak dawno temu w każdą niedzielę w upał i mróz chodziłam z kołem PTTK na wycieczkę.
Dopóki nie przyplątał się ten „gość” w mojej głowie…
Ale nawet z tym „gościem” zawsze mogę popatrzeć na ludzi, którzy nieraz miesiącami przygotowywali zabawne przebranie. Albo pójść na Kopiec Krakusa, gdzie życzenia składają sobie przypadkowi i nieznający się ludzie.
Moją intencją było pokazać, że można sobie sprawić chwilę śmiechu i zabawy. I nie jest do tego potrzebna kreacja ani pieniądze na wstępy na bal Sylwestrowy. Coś widzę, że nie trafiłam w nastrój Wyspiarzy.
Od usmiechu człowiek zdrowszy
Otóż to!
Dobrej nocy
Dzień dobry


Tańce, albo siedzenie za stołem… coś paskudnego. W małym, kameralnym gronie przyjaciół łatwiej jest o świetną zabawę 
Pięterko wspomnieniowe niezwykle udane
Chociaż muszę przyznać, że nie lubię „masówek”. W takim tłumie nie najlepiej się czuję. Całe życie Sylwestra spędzaliśmy na różnego rodzaju prywatkach (kameralnie) i to było najlepsze
Raz tylko wybraliśmy się z mężem na bal karnawałowy… wróciliśmy zaraz po północy, czyli po wszystkich toastach noworocznych. Wcale mi się nie podobało
Dodam tylko, że sam pomysł z bieganiem w przebraniu uważam za świetny
To na pewno dużo śmiechu i zabawy 


Gwar i głośna muzyka by mnie zabiły. W kasynie było znacznie ciszej, a i tak nie wytrzymałam długo i moim marzeniem było wyjść stamtąd… do parku, do ciszy i spokoju 
Tutaj w Sylwestra pokazują w telewizorni bale z różnych miejsc. I jak tak patrzę… łeb przy łbie, gęsto, że trudno się ruszyć… to nie dla mnie. Niby to na świeżym powietrzu, w Downtown Chicago, jest bezpłatne, ale gdyby mi nawet dopłacali, to i tak bym nie poszła. Tylko dlatego, że występują jakieś gwiazdy? I tak wielbicieli takich imprez są setki tysięcy. To stąd ten tłok.
Relacje z różnych lokali też nie wyglądają lepiej. Na parkietach tłok, przy stolikach gęsto… nawet nie chcę wspominać o cenach, które trzeba uiścić.
Podejrzewam, że przy moim nadwrażliwym słuchu, już po 15 minutach chciałabym do domu
I nawet nie mogę zwalić tego na swój wiek, bo nigdy nie lubiłam hałasu. Dyskoteki mnie nie pociągały, bo było za głośno…
Bardzo dobrze Cię rozumiem Mireczko, ja mam tak samo. Nie lubię takich „spędów” i męczy mnie hałas. Miłe, kameralne grono, to jest to
Wbrew temu, co może się wydawać, myślę podobnie jak Miralka i Bożena. Podobnie, ale nie całkiem tak samo.
Też bardzo nie lubię hałasu. Nawet jako nastolatka nie lubiłam i dlatego nigdy nie chodziłam na dyskoteki. Z tego też powodu nigdy nie spędziłam nocy Sylwestrowej w Rynku Głównym. Jedynie bawiąc się, gdzieś w pobliżu szliśmy pójść zobaczyć na chwilę.
W czasie biegu Sylwestrowego w ogóle nie ma tłumów, bo uczestnicy biegną od Małego Rynku pod Wawel i tam gdzieś po drodze należy się ustawić, aby podziwiać pomysłowość „przebierańców”.
Na Kopcu Krakusa jest małe grono, gdyż „czubek ” kopca i tak nie pomieściłby więcej osób. Natomiast ja lubię atmosferę, kiedy obcy, przypadkowi ludzie uśmiechają się do siebie, składają życzenia, częstują słodyczami lub wódeczką itd.
Lubię poznawać nowych ludzi. Lubię sytuacje, gdy rozmawiają ze sobą osoby w różnym wieku. Dlatego odpowiada mi atmosfera w schronisku albo Kontynentach, albo na Kopcu Kraka 31 grudnia o 13.
Ciszę i spokój na łonie przyrody np. w chatce w Stróży uwielbiam, ale i lubię trochę poszaleć.
I to jest fajne, że każdy jest trochę inny.
A tak w ogóle, to odebrałam dziś moje zdjęcia ptaszków z Walgreens’a
Drukowali z promocją i całkiem tanio mi to wyszło
Mam zajęcie na kilka dni
Część to gatunki, które już mam w swojej kolekcji, ale część to zupełnie nowe. Muszę je opisać i dołączyć do albumu. Ale to przyjemna praca, sprawiająca masę przyjemności i satysfakcji 
Dzień dobry
Dzisiejszy dzień będzie już dłuższy o dwie minuty, hurrraaa! 
Wróciłam z zakupami, teraz czas na Gienię z kawą
Dzień dobry. Zaspałem
na szczęście ten okres między świętami i Nowym Rokiem mam zaplanowany jako „na pół gwizdka”, więc nic strasznego się nie dzieje.
Witajcie!
Wraca człowiek do pracy na jeden dzień przed weekendem, a tu sajgon! I tak wczoraj koledzy opanowali większość świątecznych figlików sprzętu
Dla pracujących „ na pół gwizdka”,dla walczących z figlikami, dla wszystkich dziś pracujących :
Zdecydowanie TAK 😉

Dzień dobry!
Pochmurny, (u mnie) bez figlików i sajgonu…teraz, ale co będzie dalej?
Dzień dobry. Lubię czasem pospać do 10tej. Jak tylko mogę…:-). Ach lenistwo nie czasem złe…
Jedenasta nad ranem to dobra pora na otwarcie oczu
A ja dziś „rano” wstawałam z poczuciem winy, że taka niepoprawna jestem!
Na (nie)szczęście jest pies z którym trzeba wyjść na spacer. Bo człowiek by zardzewiał w bezruchu.
Ja nie mam psa, ale wstaję rano. Przyzwyczajenie…
A ja na dzisiaj fajrant, ale nie tak, żeby posiedzieć dłużej na Wyspie, tylko lecę dalej, bo jeszcze spotkanie poniekąd branżowe, więc dam znać, jak już będę z powrotem.
Leć, Quacku, leć, tylko uważaj na zakrętach…
I na przewody…
Za twoiiiim przewoodem…
Czyżby wszyscy już się pospali? No to idę w ślady ogółu.

Jeszcze nie wszyscy, ale śpij dobrze! 🙂
Niektórzy już są w domu i nawet w łóżku!
Ale nie żeby iść już spać!
Dobranoc spać idącym.
Hop, hop są tu jakieś Sowy?
A co Ci się stało Makówko ,że o tej porze już w domciu i w łóżku
Elizo!
Tak się jakoś złożyło…
To nie oznacza jednak, że nic się nie działo!
Działo się, przyjemnie było i
też było…
Spokojnej! (jeszcze pobędę wszakże).
No to jestem, wróciwszy i swoje w realu odrobiwszy.
Z uwagi na porę udaję się po dobranockę.
Dobranocka.
Dzisiaj wspominkowo. I filmowo. Film kryminalny, a muzyka bardzo charakterystyczna, oczywiście „07 zgłoś się”. Porucznik Borewicz na dobranoc, krótko mówiąc, nasz swojski 07 zamiast agenta 007 (który też miał dobre piosenki w tle, nawiasem mówiąc).
Snów klasycznych, nawet jeżeli nie do końca doskonałych.
Dobrych snów, niekoniecznie nostalgicznych… 😉
A możecie coś zrobić, aby udało mi się zasnąć o sensownej godzinie?
Tak mi się chciało spać o 21…a teraz -przestało!

Przenieś może zegar ” szeptaczek” do sypialni…. Ja własnie to zrobiłam i sprawdzę czy niegłośne tykanie mnie uśpi. Do wybijanych godzin jakoś przywykłam; teraz będą ciut głośniejsze
A, właśnie. A u nas chodzi farelka, tyle że nie na ciepło, na zimnym biegu, to tam ledwie parę watów na godzinę, i ten szum pomaga zasnąć.
Miewam tak, coraz częściej 🙁 czasem pomaga ciepłe mleko z miodem, ale nie zawsze.
A koniak, jak zauważyłem, ku własnemu zdziwieniu – przeszkadza.
Koniaczek poprawia krążenie, więc dodaje werwy miast usypiać
Aha. No ale dotychczas jako alkohol raczej mnie usypiał…
Mleko odpada. Brrrrr. Jeszcze ciepłe.Bleeeee.
No to się nie upieram.
To już wolę
.
No dobra, nie nudzę …
Lokata puszcz sobie lekcje angielskiego… Działa bardzo szybko!
dobranoc

Spokojnej!
Zmykam również, papa.
Dzień dobry
Znów sobota…
Deszcz pada, spać się chce, trzeba napić się kawy
Koniecznie! Poproszę.
Mi tu.
Dźndbry
A mi ówdzie! 😉
Dzień dobry. Budzę się dopiero, ale już wiem, że zaraz jadę do sklepu po farbę, a potem do drugiego po coś jeszcze, a jak wrócę, to mam do powieszenia coś tam…
Luu-dzie! Mam najżońszą milusię na świecie.
Mam nadzieję, że masz do powieszenia naprawdę coś tam, a nie kogoś tam…
Coś tam. Konkretnie firankę. Jedną wieszałem (upraną), a drugą zdejmowałem (do prania).
No to mnie uspokoiłeś
„Najżońsza milusia” – bardzo mi się podoba !
Dwa słowa, a zawierają tyle treści…
To jest ze skeczu kabaretu „Dudek” pod tytułem „12 butelek”. Nie żebym znał całość na pamięć, ale obszerne fragmenty idealnie pasują do wielu momentów w życiu.
Skecze z „Kabaretu Dudek” zna się prawie na pamięć, a jednak można zawsze słuchać kolejny raz. Ja mam tak, że za każdym razem się śmieję.

Mistrzu Q uważaj, abyś nie powiesił farby, a firanką nie próbował malować! I odradzam liczenie domów…
A nie, dopiero zaczynam konsumować, i nie łajowcówkę…
Witajcie!
Nie wiem czemu, najbardziej zbiera mnie na spanie podczas śniadania w sobotę.
Wyspane witajcie!
Ciśnienie pewnie spada 🙂 Witajcie.
Tutaj na pewno, bo najpierw było słońce, potem się zachmurzyło, a w końcu zaczęło padać (deszczem).
Jak widać, jestem po przerwie. Prędzej czy później nastąpi kolejna, ponieważ komputer zostanie przejęty przez inne potrzebujące osoby. Ale mam nadzieję, że nie na długo.
Dzień dobry. Plan realizowany dzisiaj:
1. Obowiązkowe porządki
2. Odwiedziny siostry z małolatami przedszkolnymi i drugiej siostry z nastolatkami i rodzinne pieczenie gofrów w jedynie słusznej gofrownicy Dezal (inne są do kitu, przetestowane na własnej skórze)
3. Mecz Liverpool – Arsenal
4. Książka SF chińskiego autora Cixin Liu (Ciemny Las)
5. Pies i jego spacer.
Ps. Nie wiem czy znajdę czas na jakiś alkohol bo mnie boli gardło.
Ps.2. Udanego sobotowania Madagaskarowi. Znikam.
Na bolące gardło grzane piwo z imbirem jest jak znalazł! 🙂
Nie przepadam za grzanym piwem. Ale w sumie czemu nie…
Potraktuj to jako nielubiane, ale skuteczne lekarstwo.
Wróciliśmy z baletu.
Jestem znokautowana.
Do tego stopnia, że zgodziłam się iść do PizzaHut…
Ale pewnie warto było?
Z baletu? Ale nie tańczyłaś???
Nie tańczyłam, bo to był balet, nie balety
Warto. Od 20 lat marzyłam o pójściu do teatru .
Natomiast jestem zdegustowana publicznością.
Do trzydziestki to ja w Teatrze Wielkim bywałam po kilka razy w miesiacu… A potem szlag trafił.
A ja właśnie skończyłem oglądać na Netfliksie najnowszy film z serii „Czarne lustro”, z tym że nie „oglądać” i nie „film”.
Tytuł „Bandersnatch” to po polsku będzie „Banderzwierz” (zwierzak z „Alicji po drugiej stronie lustra” w przekładzie Macieja Słomczyńskiego, bo w innych przekładach nazywa się inaczej.
Po pierwsze, to w ogóle nie jest film, tylko coś w rodzaju powieści wizualnej (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Powieść_wizualna – proszę się nie sugerować ilustracją w Wiki, „Bandersnatch” został zagrany przez aktorów). To znaczy widz jest stawiany przed wyborami: czy bohater w danym momencie ma zrobić to – czy tamto? Dlatego „oglądać” wydaje się kiepskim określeniem, bo się klika po ekranie. Może raczej „oglądać interaktywnie”? Nie „grać”, bo gra ma jakiś cel, a tutaj zakończeń jest kilka. Może również „przechodzić”, bo też „chodzi się” po różnych wariantach fabuły.
No i oczywiście ma to prowokować do refleksji – czy tak jak główny bohater jesteśmy w życiu sterowani przez widza/ gracza, czy też może jednak mamy jakąś tam wolną wolę?
Chwilami bohaterowie burzą „czwartą ścianę”, oddzielającą widza od aktora, chwilami prowadzą metanarrację, chwilami film(?) się robi autotematyczny… Bardzo złożona sprawa i na wielu poziomach naraz.
Ja mam inne pytanie ? Co się dzieje u naszej Zochy ? Ani słowa
. Może ktoś coś wie 
Zadałam to pytanie z czystego niepokoju ? Zocha dzieliła się z nami cudownym pobytem i co -nagle nas porzuciła i przestała lubić
Nie, no słusznie, Zocha, odezwij się!
Może sieć odcięło na Teneryfie?
Odcięło mnie na Gibraltarze, i nad oceanem, i na kultowej Ścieżce Króla, i w bodedze, i… już niedługo wrócę, obiecuję.
Ostatnio (chyba?) pisała o tym, że jedzie w nocy na lotnisko. Zrozumiałam, że po kogoś. Podejrzewam, że jest teraz zbyt zajęta, aby zjawiać się na Wyspie.
Mogę źle pamiętać i źle podejrzewać.
ajn pewnie coś wie…
Zupełnie nie biorę pod uwagę, że Zocha mogłaby przestać nas lubić!
Elizo! Cóż za podejrzenie?! Zniknęłam tylko na chwilkę w realu, aby nazbierać wątków do kolejnych opowieści, ale miło mi, ze pytasz
Skoro wszyscy piszą co robili, robią, albo planują robić w ramach „sobotowania”napiszę i ja.
Otóż dziś byłam u mamy.
Nie byłoby o czym pisać gdyby nie fakt, że u mamy -niespodzianka -odwiedziny pielęgniarki , z którą razem lata całe pracowały w Instytucie Pediatrii.
Starsza już pani (85 lat), z własnymi problemami zdrowotnymi. Wzruszyło mnie, że przyjechała specjalnie do mamy, wzruszyło mnie jak głaskała mamę po ręce ze słowami „moja kochana!”.
Jak się cieszyła, że mama ją poznała.To są gesty, których się nie udaje, bo po co?
Mama była jej szefową, pracowały razem w jednym gabinecie lata całe. Poczułam się wtedy dumna, że jestem córką. To jest pełna szklanka.
Teraz pusta część szklanki. Zapytała mnie „a pani nigdy nie myślała , aby pójść w ślady mamy?”.
No właśnie! Czemu nie poszłam w ślady moich rodziców, dziadka…?Zawodowo, życiowo…
Gdybym żyła drugi raz tyle rzeczy zrobiłabym inaczej…
Ale przecież:
„…Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata…”
Chyba czas poszukać pełnej części szklanki ?

Zanim szklanka …
Ohoho. Moi oboje rodzice są geologami (obecnie emerytowanymi). Co więcej, wuj (brat ojca, w rodzinie nie używamy jednak „stryja”) i jego żona też – więc powiedzmy, że gdybym chciał iść w ich ślady, miałbym na dzień dobry tzw. nazwisko znane w branży.
A jednak nie poszedłem. I żaden z moich 2 braci też nie.
Rodzice nie mają nam za złe.
Ja to bym w życiu nie chciała isć w ślady rodziców.
Pod żadnym względem.
Dobranoc państwu.
Spokojnej.
A pełna część szklanki jest taka, że każdy z nas (braci) robi to, w czym się najlepiej sprawdza, a nie to, co podobałoby się Rodzicom ze względu na ciągłość branżową.
Moi rodzice wcale nie namawiali mnie, abym szła w ich ślady (medycyna, prawo). AGH uważali za dobry pomysł, a pracę w OBR MHiR za interesującą. Ja też tak wtedy uważałam -praca naukowo -badawcza w gronie osób w moim wieku.
Problem w tym, że to ja źle wybrałam (nie tylko studia) i źle pokierowałam własnym życiem.
Koniec roku to moment, kiedy jest zwyczaj podsumowywania mijającego roku, a mnie „naszło” na podsumowanie życia.
Natomiast gdybym miała podsumować rok 2018 (nie chwal dnia przed zachodem słońca) to mogłabym powiedzieć, że był to rok zawarcia nowych znajomości, rozszerzenia życia towarzyskiego o nowe osoby, a nawet zawarcia nowych przyjaźni.
Myślę że niewielu jest ludzi, którzy nic by nie zmienili w swoim życiu gdyby była taka możliwość. Prawie każdy dokonał w jakiejś dziedzinie niewłaściwego wyboru. Jeśli o mnie chodzi, wiele bym zmieniła… Zawsze powtarzałam, że gdybym miała tamte lata i ten rozum, inaczej bym pokierowała swoim życiem.
Ale nic nie można zmienić żeby coś zmienić.
No to dobranoc
Bożenie, Jo i innym spać idącym życzę spokojnej nocy.
Mam nadzieję, że reszta Wyspy nie idzie już w ich ślady?
Aby tak nie było, zamierzam głośno tupać.

Makówko, jestem pełna podziwu dla Twojej energii, dla pasji, którym się oddajesz, także dla dystansu do pewnych spraw, ale nade wszystkopodziwiam Twoją radość życia i humor, którym mnie zarażasz.
Ultra bardzo Ci dziękuję.
Z tą moją radością życia różnie bywa, o czym też tu piszę na Wyspie, ale głównie chodzi mi o to, aby zarażać innych, a w ten sposób …SAMĄ SIEBIE! Taka autoterapia.
To jeszcze przypomnę, coś, co, wszyscy wiedzą, ale moim zdaniem warto przypominać sobie i innym. I stosować!
Powiedziała makówa i poszła przytulić kota…
Szczęściarz z tego kota!
Ja mam pojemne
Starczy i dla kota i dla innych chętnych…
A może być zamiast tupania klaskanie (stukanie, klepanie, bógwico jeszcze)?
Bo ja w takim razie zapodam wyjątkowo dziarską dobranockę sprzed paru lat. „We No Speak Americano” z dodatkami.
Snów, jak się już skończy, dziarskich również!
Dziękuję Mistrzu Q!
Na Ciebie można zawsze liczyć!
Za serduszka dziękuję, i nie żebym się napraszał, ale czy w tej sytuacji odpowiedniejsze nie byłyby raczej oklaski?

Mówisz, masz, dla Ciebie wszystko.


I jeszcze masz
oraz
O tej porze czekoladki?
To już tylko wirtualne!
Q.!To tak tylko dla podniesienia poziomu serotoniny w organizmie.
Hm u boku najżońszej milusi są lepsze sposoby na podnoszenie owego hormonu.
Lepsze, przyjemniejsze i na dodatek tracące kalorie.
Zapomniałam! Oddawaj czekoladki -mnie się przydadzą!
Nie oddam ani piędzi czekoladki (wirtualnej).
A najżońszej milusi to ja sobie używam gwoli facecji na Wyspie, a w realu – nie.
To masz jeszcze ciastko z galaretką.
A czekoladki sobie zostaw. Ja właśnie otwarłam pudło z kasztankami. Prawdziwymi, niewirtualnymi.
Mniam, mniam.
Łooo, teraz żem się poczuł, wedle tego wzoru robią ciasto tzw. wiosenne w cukierni Sowa – ulubione Najjuniora, a i ja łaskawym okiem patrzę.
A jednak można tańczyć, siedząc przy stole!
Oczywiście!
Nieraz tak robiłam!
Można też TAŃCZYĆ NA STOLE!
Panowie pewnie wolą taką wersję tańca na stole?
Nie miałem jeszcze okazji, ale chyba czas spróbować!
Q.! Najwyższy czas spróbować. Ale zwróć uwagę, aby stół był odpowiednio duży i miał solidne nogi!
Z tańcem na stole mam miłe wspomnienie. Obserwowałam kiedyś w kasynie w Las Vegas panienkę w stroju jak na zdjęciu wyżej. Klaskałam, śmiałam się i robiłam zdjęcia. Zauważyła mnie i rzuciła do mnie wisiorek. Oczywiście tandetny, ale mam pamiątkę z LV, która wisi u mnie nad łóżkiem.
Na razie do LV się nie wybieram, więc trzeba będzie poczekać (albo znaleźć odpowiednik gdzieś bliżej).
Tańczenie na stole mam opanowane, zwłaszcza w ramach apres ski, a więc często w butach narciarskich(!).
No, no! Na stole w butach narciarskich!
Do Las Vegas też się nie wybieram. Gdybym miała lecieć do USA, wolałabym zobaczyć mnóstwo innych miejsc.
Jednak raz zobaczyć warto. Kiedyś mogę, opowiedzieć jak spałam w kasynie, zwiedzałam kasyna (straszny kicz), nawet grałam i …wygrałam!
No i proszę, jeszcze nocną porą się wyłonił pomysł na nowe pięterko.
„Mój dziad fortunę w Monte Carlo…!”
O Ameryce to ja mogłabym zawsze!
Może być Las Vegas. Kiedyś Miralce obiecywałam sekwoje i jezioro Michigan.
Wkrótce odnajdzie się pewnie Zocha ze swoimi pięknymi zdjęciami i kolejnymi rozdziałami do nowej książki.
ajw obiecała dalszy ciąg swoich wędrówek po Maderze.
Tetryk -Zakopane.
Miralka -ptaszki.
Tematów do nowych pięterek nie brakuje.
Fajne te giętkie nadgarstki i paluszki
Idioci na zewnątrz strzelają petardami. W takich wypadkach żałuję, że nie mogę odpowiedzieć kalibrem .50.
Umykam do spania, dobranoc.
Zanim zobaczymy dziada opuszczającego Monte Carlo, zapraszam do obejrzenia ponętniejszych jak sądzę widoków na nowym pięterku 🙂
Wpadłam na nowe pięterko i poczułam sie urzeczona .. śniegiem i krasnoludkowymi bałwankami! Przez chwilę miałam zimę
A tu obowiązki wzywają

[…] Jak to kiedyś wyglądało pisałam już tu http://madagaskar08.pl/blog/2018/12/27/sylwester-w-krakowie/. […]