Prezes koła PTTK nr 45 ogłosił, że zakończenie sezonu turystycznego będzie 9 grudnia w dolinie Będkowskiej.
Deszcz pada, ale trudno. Taka pogoda podobno jest dobra na cerę?
Wysiadamy z autobusu – leje intensywnie. Wszyscy w pośpiechu zakładają peleryny.

My nie fit-maniacy -zamiast siłowni wolimy spacer po dolince Będkowskiej.
To jedna z ciekawszych dolinek krakowskich, gdyż jest w niej dużo ciekawych form geologicznych np. Dupa Słonia, Czarcie Wrota, Pytajnik, Lajkonik.

Makówka zapomniała spakować pelerynę, ale maszeruje dzielnie, kijkami wymachując.

Jesteśmy na miejscu tzn. w Brandysówce pod Sokolicą.
Każdy wyciąga z plecaka różne pyszności do jedzenia i oczywiście tzw. „rozweselacze” w płynie. Peleryny się suszą.

Nikt kalorii nie liczy, gdyż mamy nadzieję, że w czasie marszu w drodze powrotnej trochę z owych zbędnych kalorii stracimy, zanim osadzą się w tych no… bioderkach (no właśnie czemu nie w cyckach?zastanawia się zawsze Makówka).
Tym bardziej że dolinka Będkowska ma kształt wąwozu o dość stromych ścianach z jednej strony, więc czeka nas w drodze powrotnej wspinaczka pod górę.
Kiełbaski się pieką.

I nagle Makówka na tle Sokolicy wypatrzyła Mikołaja.

Całuje więc Mikołaja w pierścień okazując mu należyty szacunek.

Przez kałuże przeprowadza i do stołu prowadzi.

Mikołaj z wora wyciąga cukierki.
Prezes koła PTTK rozdaje płytki CD z programem wycieczek na 2019 rok.
Makówka cały czas ma wrażenie , że pod brodą Mikołaja kryje się pewien kolega, z którym kiedyś wczasach licealnych jeździła na te same obozy harcerskie. Hm..
Jest to prawdopodobne , gdyż Makówka kiedyś niektórych „swoich” harcerzy przyprowadziła na wycieczkę koła PTTK.
To było, gdy zaczęła mieć dylemat czy spędzić niedzielę z harcerzami, czy turystami , więc połączyła grupy i miała w ten sposób „dwa w jednym”.
Wracamy. Deszcz pada cały czas.
W czasie Andrzejek w Ochotnicy Makówka poznała Małgosię, z którą zamieniła parę zdań i uznałyśmy, że warto się spotkać w Krakowie i jakoś tak wyszło, że jedyny dobry dzień to niedziela.
A więc na pierwszą wizytę i na dodatek do osoby , z którą zamieniłam zaledwie parę zdań, Makówka zjawiła się ubłocona, przemoczona, zmęczona, mocno napita,czyli prosto z wycieczki.

Zrobiło się z tego fantastyczne spotkanie! Starsza pani z plecakiem, kijkami i w butach jak wyżej wzbudziła zainteresowanie syna gospodyni, który przysiadł się „na chwilę” do rozmowy i został już do końca.
Zamiast klasycznych „babskich plotek” wywiązała się międzypokoleniowa wymiana poglądów na bardzo różne tematy.
Dla mnie ciekawe było zapoznanie się z innym punktem widzenia młodego człowieka (dwadzieścia parę lat) na obecną sytuację w Polsce lub rolę wirtualnej rzeczywistości itd. Okazało się, że to ja mam wirtualnych znajomych (np. Wyspa), a student -nie.
Jeden temat wywoływał drugi. Było nawet o prostytutkach (ale z psychologicznego punktu widzenia) albo resocjalizacji w więzieniach i braku takich działań po wyjściu na wolność.
Na koniec zdjęcia w odpowiedzi na pytanie Tetryka „A jak stroją się na Święta wasze miasta?”






On też pokazywał Kraków?
Hm…czyżbyśmy mieszkali w tym samym mieście?
Na deser zdjęcia Maradag z Katowic.










Nie umiem jeszcze ustalić, czy moja choroba się rozwija, czy zwija, na dwoje babka wróżyła – albo umrze, albo będzie żyła…


A przecież Maradag obiecałam, więc póki jeszcze dycham, trzeba się z obietnicy wywiązać.
Zapraszam więc na relację z cyklu Makówki sposoby na walkę z chandrą.
O rany, i to wszystko w jeden weekend? Co ja mówię, jednego dnia??!?
Toć tego by wystarczyło na cały tydzień! Makówko, jak Ty intensywnie działasz! No i że zdążyłaś i do doliny, i po Krakowie, i jeszcze zdjęcia tym dekoracjom porobić.
Nazwy skał mnie zachwyciły 😀
Czuję się absolutnie usatysfakcjonowany relacją.
Cały weekend nie był intensywny, bo w sobotę jeszcze się oszczędzałam jako rekonwalescentka po chorobie.
Ale, ale sobota miała pewien bardzo miły akcent -grzaniec w miłym towarzystwie.
No przecież nie mogłam tak po tygodniu chorowania i abstynencji pójść od razu na wycieczkę, na której było 28 osób i każdy miał inną wódeczkę lub naleweczkę.
Nazwy skał są faktycznie dość zabawne. Dlatego je wymieniłam. Dolinki podkrakowskie są urocze o każdej porze roku. Mogłabym kiedyś po nich oprowadzić nie Krakusów, bo Krakusy zapewne mają je schodzone tak jak ja.
Zdjęcia z krakowskiego Rynku zrobiłam wczoraj, idąc na spotkanie z Wujcami. A to deszczowe z dorożką w drodze na promocję książki o Kępińskim, czyli we wtorek.
I jeszcze promocja książki (to co, że we wtorek!)… I jeszcze spotkanie!
Przy okazji, przeczytałem „krokusy” zamiast „Krakusów” i tak sobie pomyślałem, że jeżeli w tych dolinkach rosną krokusy, to wiosną byłby to przecudny dodatek to tych wspaniałych widoków.
Oj tam, oj tam. Zazwyczaj opowiadam na Wyspie, gdzie byłam i co widziałam, więc o promocji książki o Kępińskim też pisałam.
Natomiast nie pisałam o tym, że w poniedziałek byłam na zamkniętym pokazie filmu „Dobra zmiana”, gdyż nie chciałam wywoływać drażliwego dla niektórych tematu. Choć film właśnie o tym mówi – o podziałach w naszym kraju.
A dziś ?
w domu siedzę, bo mam nadzieję, że mój organizm to doceni i moja choroba się zwinie, a nie rozwinie.
I tego życzę. Obawiam się tylko, że to by trzeba posiedzieć parę dni pod rząd, żeby zwinąć to choróbsko.
Wypluj to Q., bardzo proszę natychmiast i odpukaj w niemalowane.
sobota -zebranie
niedziela -obowiązek obywatelski
poniedziałek -przyjemności obywatelskie
wtorek -spotkanie z T. Piątkiem
Ja tam chcę być!

Och, no to zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Bo do tak napiętego planu trzeba mieć zdrowie.
Skoro tak pokazujemy te dekoracje, to ja pokażę parę zdjęć z Gdyni (niekoniecznie w jednym komentarzu). Zdjęcia z komórki, czyli wieczorową porą ciemność się robi mocno ziarnista…
Cała ulica w dekoracjach, biało-niebieskich, marynarskich, jak to nad morzem:
Ale jak się nieco skręci, to widać wróżki i lilie (wodne?):
I jeszcze wróżka w zbliżeniu:
Ciąg dalszy zaraz nastąpi…
Na Placu Grunwaldzkim, koło (remontowanej) muszli koncertowej i na tle (wyremontowanego) Teatru Muzycznego płyną takie żaglówki:
Z drugiej strony, na tle Gdyńskiego Centrum Filmowego rośnie taki anemon(?) a koło niego – łódka z papieru:
I jeszcze wielka choinka (chociaż trochę niewyraźnie wyszła):
Ciąg dalszy nastąpi…
Gdyńskie ryby, takie jak na pomniku na bulwarze, tylko ze świateł, a w tle te same żaglówki, co wcześniej:
A tutaj łabędź z gdyńskiej plaży i foka (być może z fokarium w Helu?):
I na koniec jeszcze raz gdyńskie ryby, tym razem nie tak prześwietlone:
To tyle. A teraz przerwa.
Mistrzu Q z tych zdjęć mogłeś zrobić osobne pięterko. Skoro już tak komentujemy zdjęciami mam dwa zdjęcia w odpowiedzi na Twoje komentarze.
„Dupa słonia „(nazwę wymyślili ci, co się po tej skale wspinali) – z 10.12.2017
oraz krokusy w Dolinie Chochołowskiej z 3.04.2016.
Takie składanki skopiowałam z fb, bo tak mi było łatwiej znaleźć.
Uwaga! Uprzedzam oburzonych -po krokusach nie chodziłam; delikatnie między nimi.
W Dolinie Chochołowskiej byłam, ale kiedy to było… no i nie było krokusów, bo na przełomie czerwca i lipca już nie kwitną.
Nieee, tarzałaś się w krokusach, przecież to widać!!!
Dziękuję za fotki, cudne, zwłaszcza krokusy, i dają nadzieję, że będzie jakaś wiosna.
Jest co oglądać i podziwiać. Nie wiadomo co piękniejsze – Kraków czy Gdynia…
Przypominam są jeszcze Katowice Maradag.

A rzeczywiście, przepraszam, zapomniałam…
Bożena tak cichutko, skromniutko przypomnę, że jeszcze wcześniej -Mikołaj.

W tajemnicy Ci powiem, że pod mikołajową brodą jest całkiem, całkiem „przystojna menszczyzna”. Ale to takie moje domysły są…ha, ha!
Wiem, Mikołaj też wspaniały, tym bardziej jeśli pod brodą „przystojna menszczyzna” się kryje.
Jednak ja porównywałam przystrojenie miast. Co jedno, to piękniejsze…
Przystojność rzecz względna, ale kreatywność w wymyślaniu dobrej zabawy i fantazję to niewątpliwie ma!
Tym przebraniem za Mikołaja zaskoczył wszystkich;nikt nie wiedział!
Na Rysy wytargał kiedyś w plecaku koszulę, muchę, frak, aby tam na samym szczycie się przebierać do pamiątkowego zdjęcia.
W zimie w plecaku wyniósł żywego storczyka zapakowanego w specjalną tubę, aby na szczycie wręczyć na śniegu z życzeniami urodzinowymi.
Nie pamiętam teraz jaka to była góra, musiałabym sprawdzić w archiwum zdjęć.
To jest człowiek z fantazją ! Bardzo bym polubiła takiego Mikołaja
Uhmu…
Na Górę Ludwiki w plecaku wytachał własnoręcznie zrobiony tort, na którym był napis z rodzynek 60 !
Potem wetknął w ów tort racę i podpalił, wręczając, zaskoczonej tej, co skończyła no hm.. owe 60 lat.
Do tego jeszcze była …kopa siana!
Już nie wspomnę o organizowaniu pożegnania zimy i witania wiosny i takie tam różne…
Ok, chyba już zamilknę…
Koniec dnia czerwonym pachnie winem…
A, tak mi się skojarzyło.
Dobranoc Państwu (chyba).
Spokojnej!
(a wyżej pierwszy wers w stylu „Zachodni wiatr spienione goni fale”
)
Kofta vs. Kasprowy?
(chociaż dla mnie to raczej Santor…)
Otóż ja to kojarzę głównie z Internetu (absolutnie bez obrazy, bo obrazek dla ukazania inwencji ludzkiej i wyłącznie w tym celu)
Jak dobrze, że w Krakowie RACZEJ nie ma mew!
Znad Wisły nie przylatują?
MEWY???
Ktoś powiedział: MEWY???
Może ja jednak pójdę spać? Tak na wypadek…
Spoko, o tej porze roku ich nie słychać. Jak otworzą dziób, to zaczynają zamarzać od środka, więc…
No ale tupać o pokład pusty mogą chyba?
Ooo, to mogą o każdej porze roku.
Niestety.
A u mnie są, zimują tylko ! Bardzo lubię podkarmiać je resztkami mięsa…. ta ostatnia , co się nie załapała ma nadzwyczaj głipią minę.. Sa tez zuchwałe, które krzyczą na mnie,że jestem skąpa
PS.
Dlatego carpe diem.
Jo.!
Ja też się pożegnam…

Spokojnej!
Wróciłem z Walnego Zgromadzenia…
Tetryku cały, żywy i bynajmniej nie walnięty?
To zależy, jakiej organizacji to było Walne Zgromadzenie.
Bo np. z Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia Filatelistów można wrócić z ząbkami na wierzchu.
Z Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia Saperów-weteranów można wrócić podminowanym.
Natomiast z Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia Hydraulików wraca się zwykle będąc zalanym.
A Tetryk wrócił milczący. To oznacza, że jakie to było Walne?


Aż się boję, co będzie jak się w końcu odezwie!
Żeby to nie było tak:
Może to było Walne Zebranie Stowarzyszenia Rejentów im. Aleksandra hr. Fredry?
Ukratek wrócił zmęczony, bo Walne w Spółdzielni Mieszkaniowej może być trudne. Zwłaszcza, gdy się trafi Wszystko-Lepiej-Wiedzący, albo ktoś sfrustrowany.
Mam w tym względzie pewne doświadczenia.
A myśmy z Q. żarty ze zmęczonego bidulka sobie robili!
Na szczęście poczucie humoru to jest cecha, której Tetrykowi nie brakuje!
Jak fajna ekipa to i imprezy fajne. Fit w takim wydaniu kupuję bez targowania się 🙂

To są różne ekipy. Zupełnie inne osoby były na Andrzejkach w Ochotnicy, a zupełnie inne teraz na tym Mikołaju.
Tylko ze zbioru „harcerze” i ze zbioru „turyści” zrobił się zbiór wspólny, który razem robi np. Marzannę w pierwszy dzień wiosny.
Teraz Marzannę robią wszyscy, ale kiedyś samochody się zatrzymywały, jak nas widzieli poprzebieranych niosących Marzannę. No!
Z tego siedzenia w domu zaczęłam przeglądać stare zdjęcia z wycieczek i …przecież to było parę lat temu, a tyle się zmieniło!
To nie był dobry pomysł to przeglądanie zdjęć…
Wszystko się zmienia, ale jak pieknie

ajw już uzyskała twarz!
Otóż nie! Zmienia się, ale niestety na gorsze!
Ooo, a Tobie się Gravatar zmienił!
Rozmarzyłam się, nie dość że aniołów kupa (przypominam, że w Krakowie jest też ulica Kupa, ale nie ekstrementy), widoki takie, że nic tylko wzlecieć, to jeszcze te imprezy i spotkania z ciekawymi ludźmi.
W Dolinie Będkowskiej zawsze byłam latem, więc nic dziwnego, że Mikołaja nie spotkałam.
Ta kupa oznacza podobno „kasa” po hebrajsku, ale faktycznie bywa, że niektórzy się śmieją, jak słyszą pierwszy raz.

Ultra jak ładnie poprosisz, mogę Ci załatwić Mikołaja w lecie w dolince Będkowskiej. Ma się te znajomości (z Mikołajem) A co!
Im dalej na południe, tym gorzej, w takiej Pradze Czeskiej na przykład:
W Bukareszcie (chyba?) widzieliśmy wąski zaułek o poetycznej nazwie „Przy źródełku”, po ichniemu „Dupa ziduri”…
O! Jednak nie było to Stowarzyszenie Rejentów!
Jak mówiłem, im dalej na południe…
Dobranocka.
Ponieważ piąteczek, to nieco bardziej żwawa, z dynamicznym basem i funkująca. The Temptations i „Papa Was a Rolling Stone”. Nagrywana przez innych artystów, w tym przez George’a Michaela.
Snów wibrujących basem (ale nie tak, żeby obudzić).
Po tym przeglądaniu zdjęć to dobrze, że żwawa, bo gdyby była nostalgiczna, to Makówka zaszlochałaby się już całkiem.

To się cieszę, że (nie) trafiłem z nastrojem.
A Tetryk wstaje jutro przed świtem, więc cichutko idzie spać.
Miło Iwonce popatrzyć w oczy!
Spokojnej i relaksującej!
To ja też tego samego co Q. życzę!

Spokojnej i tobie.
Też się będę zbierać.
Samą mnie zostawicie?
Gdzie się wszystkie sowy podziały?
Trudno -zabieram się za porządki na półce. Kiedyś trzeba!
Jeszcze raz dziękuję, Tetryku, że moje gały ujrzały wreszcie Wyspę 🙂
Pobiegałam po drabince, podziwnęłam fotki i Mikołaja a nade wszystko błękitne oczy AJW (czy trzeba z małej litery ?)
Mam zielone
„…Ach ty Iwonko zielone oczy twe,
ach w słodki jasyr zabrałaś serce me.
A ty Iwonko na zmysłach moich grasz,
słodkie zielone oczy masz…”
Photoshop i wszystkich tak nabrałaś?
Nieczęsty kolor !
Makówka robi porządki na półce, a ja zapalam lampkę na dobrą noc.
PS Czy Makówka to kobieta-dynamit ?
No właśnie nie! Leniwa i źle zorganizowana.
Zrobiłam porządek w szafce z garnkami i zamiast kontynuować dalsze sprzątanie kuchni pod pretekstem, że domowi panowie po kuchni się pętają, zaległam na wersalce z laptopem na kolanach.
A teraz sumienie zaczęło mnie podgryzać.
Dobranoc Wszystkim!
Drapieżne to twoje sumienie! 😉
Hmmm. Dobranoc.
Dzień dobry
Jak widać na dobry humor i zabawę nie wpłynie nawet deszcz 


Urocze pięterko
To też pewnego rodzaju atrakcja
Dekoracje cudne tak w Krakowie, w Katowicach, jak i w Gdyni. Podejrzewam, że to niejedyne miasta w Polsce tak wystrojone na święta
Nie, u różnych znajomych na Facebooku z różnych stron Polski widzę piękne zdjęcia. Może to nie tak, żeby było jakieś współzawodnictwo, kto zrobi większą albo bardziej efektowną dekorację, ale trzeba przyznać, że efekty są piękne.
W naszym miasteczku jest co jakiś czas (z okazji różnych świąt) konkurs na najlepiej udekorowany dom. Niektórzy prześcigają się w wymyślaniu oryginalnych dekoracji. Potem w lokalnej gazetce (dostaję ją z rachunkiem za wodę) można obejrzeć zdjęcia zwycięskich domów. Stąd wiem, że takie konkursy bywają…

No tak, w Polsce też coraz więcej prywatnych ludzi robi takie rzeczy, ale budżet miasta/gminy ciężko przebić.
A w USA bywają prawdziwi pasjonaci – w Baltimore jest cała uliczka, gdzie właściciele domów robią niby każdy na własny rachunek, ale efekt wychodzi wspólny – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/baltimore.org/photo-tour/miracle-34th-street (i nawet nie wiem, czy między Świętem Dziękczynienia a styczniem kolejnego roku nie wpuszczają za biletami?).
Obejrzałam z nutką podziwu ale i zazdrości…..
Tak, to godne podziwu. Ciekawe, jakie płacą rachunki za prąd, nawet jeżeli to wszystko LED-y.
Wygląda to bajkowo
Jestem przekonany, że nie tylko w Baltimore są takie miejsca, bliżej Was pewnie też.
Jutro (sobota) jedziemy z samego rana do warsztatu. Mąż dostał wezwanie do dealera na wymianę poduszek bezpieczeństwa w samochodzie. Niby mają jakąś usterkę. Toyota wymienia we wszystkich autach, które mają ten typ poduszek. Nic płacić nie trzeba, więc jedziemy
Muszę się „przewietrzyć” i nabrać nowych sił do pracy… jeszcze tylko tydzień do świąt 
Potem planujemy się gdzieś wybrać. Jeszcze nie wiem gdzie, ale coś się wymyśli
Dzień dobry
Ile tu się wydarzyło w nocy! Sowy się rozgadały… ale najważniejsze, że nareszcie ajw odzyskała twarz 
W nocy nareszcie popadał śnieg, ale już topnieje
…brrr
Idę do wampirów.
Nie zazdroszczę, choć się ich nie boję 🙂
Nie, no bać to nie, ale przyjemne nie jest.
Wiele lat zdawałam krew honorowo (mam nawet srebrną odznakę) i tam dopiero są „wampiry”!!!
Także na igły mówiliśmy „gwoździe”, bo mało że grube, to jeszcze tępe 

Igła nie może być cienka, bo trzeba pobrać 450 mililitrów krwi (ze 30 lat temu było to tylko 400) i taką cieniutką trwałoby to wieki
Stare, dobre czasy…
To teraz śniadanko!

Kawę poproszę jak zwykle, banana mam we własnym zakresie.
Ja też chętnie się napiję kawy
Dzień dobry, pada śnieg, a ja się może nie WYspałem, ale całkiem solidnie sobie POspałem i bardzo dobrze. Dzisiaj będzie mnie często rzeczywistość odrywać od sieci.
Witajcie!
Zawołała obrażona NA SIEBIE Makówka.

No bo wczoraj publicznie Makówka się wychłostała, od leniwych się wyzywając i własne sumienie na siebie nasyłając, więc dziś Ewa powiedziała do Makówki „a właśnie ci pokażę, że NIE JESTEM LENIWA !”i postanowiła nie zalegać z laptopem, ale zabrać się za jakieś głupie czynności domowe.
W tej sprawie Ewa i Makówa są zgodne -obie tego nie lubią!
Ale to z wyrzutów sumienia czy raczej nagłego przypływu energii?
Z wyrzutów sumienia, że przecież nawet na karteczce zapisałam, gdzie mam posprzątać.
No ale jak na siebie ostro nie nakrzyczę to …
Oto Wpływ karteczek na zachowanie Makówek w pierwszej połowie XXI wieku
Czy myślisz, że gdybym przeszła na wpisywanie tych poleceń do samej siebie w telefon, byłoby to bardziej skuteczne?
Bo pisanie do siebie maila przed spaniem celem przypomnienia co mam ważnego zrobić rano to już praktykuję. No ale trudno sprzątanie nazwać czymś ważnym!

Też tak robię z mailem, chociaż na co dzień mam raczej kartkę przypiętą do „deski” z klipsem z listą rzeczy do zrobienia.
Ostatnio, nie dalej jak wczoraj, tak zrobiłem z przepisem na placuszki waniliowe (tzn. na serku homogenizowanym waniliowym), którego nie chciało mi się drukować, żeby z niego w kuchni skorzystać, więc wysłałem go do siebie samego mailem i czytałem z telefonu, stojąc przy kuchence.
Dzień dobry!
moich zdjęć z Katowic.

Upajam się wczorajszą dobranocką…
A wczorajszy dzień zaginął mi gdzieś w przestworzach… Odnalazłam go dopiero gdzieś około pierwszej w nocy. To juz było zbyt późno, żeby życie towarzyskie prowadzić.
Chciałam bardzo serdecznie podziękować Makówce za wykorzystanie (mnie)
Normalnie mam problem z zapakowaniem się do małej, „samolotowej” walizki. Prezenciki takie małe, ale jeden puchaty ciuch to już „vol”. A w ogóle, to nie mam się w co ubrać. Bo mi się sylwetka zmieniła! To tak na zimę… obrastam… Żeby cieplej mi było.
No to ja się pożaliłam i idę dalej przepakowywać.
Cieszę się, że się podoba muzyka.
Z doświadczenia wiem, że puchate i inne ciuchy doskonale się pakują do worków próżniowych, to pewnie raczej na przyszłość niż na tę chwilę, ale genialnie się w ten sposób zmniejsza objętość.
Objętość -tak. A co z wagą? hm…tak głupio zapytam
Waga ciuchów się nie zmienia…
No coś Ty?

Jakieś dziwne te prawa fizyki są! Złośliwe …
Nie złośliwe, a stałe, Makóweczko
Niestety. Sam bym sobie odessał to i owo (chociaż raczej nie powietrze).
oj tak,tak.Z brzucha i d…!
Wcale nie było za późno na życie towarzyskie na Wyspie. Makówka z braku towarzystwa samotnie wtedy walczyła z własnym sumieniem.
Maradag to w Twojej szafie też są te złośliwe stworzonka, co ubranka zwężają nie tam, gdzie trzeba?
A pakowanie to czynność, w której czasie zawsze sobie powtarzam „Nigdzie nie jadę! Nigdy nigdzie nie będę wyjeżdżać skoro wcześniej trzeba się pakować!”
Nie wiem dlaczego, przypomniałam sobie takie powiedzenie: „Wyrzekała się żaba błota”.
Witajcie!
W środku nocy powiozłem siostrę na lotnisko, krótka drzemka, zakupy, śniadanie, wizyta hydraulika – i już jestem! 🙂
A czas tak prędko leci… Też miałam trochę bieganiny
I ja byłem w zewnętrznym świecie, ale już jestem z powrotem. Tu jest o wiele milej
Witam Cię Z ” powrotem ” i w Bibliotece zostawiłem dla Ciebie świąteczny symbol Gdańska , bo do góry nogami . Możesz jednak zrobić z nim co zechcesz . Pozdrowionka .
A ja też w świecie zewnętrznym.W autobusie.W korku.
Max, trochę zmniejszyłem rozmiary. Czy jesteś w Gdańsku?
Hmmm, udało mi się przy okazji odbić zdjęcie jak w lustrze, teraz chyba powinno być dobrze.
Byłem . Jestem w mazurskiej Hacjendzie i wracam do Stolicy .
To bezpiecznego powrotu!
A przy okazji, jak o tej porze roku wygląda na Mazurach? Jakbyś miał jakieś zdjęcie również stamtąd…
Ponieważ propaguję ten tekst, gdzie się tylko da, polecę i Wyspiarzom. Tekst jest długi, ale niekoniecznie skomplikowany, i opowiada historię pewnego przekładu, przy którym spiętrzyło się tylko wątpliwości, że zapowiadają się lokalne podtopienia. Naprawdę polecam, bo to przy okazji świadectwo tego, jak wyglądają ekstrema współczesnego rynku wydawniczego w Polsce.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/11232/nadpisane-w-tlumaczeniu-krotka-historia-basni-braci-grimm-wydawnictwa-waspos#p825653
Aż trudno uwierzyć, że takie przekłady są dopuszczane do druku i sprzedaży
No właśnie nie „są dopuszczane”, bo nie ma nikogo, kto by dopuszczał. W sensie – wolny rynek powinien weryfikować, tylko że kto ma dość sił, czasu i środków, żeby się tym zajmować? Elizę ruszyło, bo to jej naukowa działka, więc jak zobaczyła takie partactwo, to po prostu uznała, że zawodowa uczciwość – raz, że tłumaczki, dwa, ze naukowczyni zajmującej się Grimmami – jej nakazuje. A ileż innych kiepskich przekładów przechodzi bez echa?
Przykład pierwszy z brzegu: ponieważ wydawnictwa nie chcą płacić za prawa do istniejących przekładów klasyki (i lektur!), zamawiają własne, nowe, niekoniecznie z faktycznej potrzeby dostosowania języka do nowych realiów, tylko właśnie z powodów komercyjncych, i efekt jest taki, że – jak ostatnio naliczono – mamy chyba ze 20 przekładów „Małego Księcia” A. de Saint-Exupery’ego, i niekoniecznie są to wszystko arcydzieła.
A do tego dochodzi jeszcze jedna sprawa: postaw się na miejscu nauczycielki, która prowadzi lekcję na temat danej lektury i nagle się okazuje, że dzieci korzystają z kilku, w porywach do kilkunastu RÓŻNYCH tekstów! I np. różne postacie się różnie nazywają!
Oj weź… Fredzia Phi Phi?
A to jest całkiem inna para kaloszy, „Fredzia Phi-Phi” to jest przekład bardzo wierny, po prostu filologiczny, tzn. jest to póki co tekst najbliższy angielskiemu oryginałowi, jaki można napisać po polsku. A że brakuje mu atmosfery, wdzięku, uroku, humoru i wszystkich innych zalet przekładu Ireny Tuwim, i dla przyjemności czytać się tego nie da, to już inna sprawa, ale to raczej wina wydawcy, że próbował promować „Fredzię” jako „nowy przekład”, nie ostrzegając czytelników (no i z punktu widzenia marketingu by sobie strzelił w stopę, ostrzegając), ale z drugiej strony cel osiągnął – wszyscy pamiętają tytuł i całą sprawę.
Boh.
No, ma problem. Szkoła powinna zakupić sama tę lekturę dla uczniów. Tylko szkoły nie mają pieniędzy. Niezły zgryz…
Albo chociaż powinno być dość egzemplarzy TEGO SAMEGO przekładu dla jednej-dwóch klas w szkolnej bibliotece i taka nauczycielka powinna wyraźnie powiedzieć uczniom, z której wersji (z nazwiskiem tłumacza i nazwą wydawnictwa) będą wszyscy korzystać.
Z brakiem pieniędzy masz rację, na szczęście rzecz nie jest tak powszechna w przypadku innych lektur, więc może na tego jednego „Małego Księcia” by się znalazło jakieś jednorazowe dofinansowanie…
Straszne to, bo bez szacunku dla autora i prawdę mówiąc – zwykłej przyzwoitości. Może pani tłumaczka sądziła, że z bajek da się zrobić horror ?
Dla mnie przygnębiający jest fakt, że mało zorientowany czytelnik może zostać wprowadzony w błąd.
To jest w ogóle grubszy szpas, nie wiadomo, czy tłumaczka to rzeczywiście tłumaczka, czy tylko figurantka, a jeżeli rzeczywiście tłumaczka, to wydaje się, że kompletnie bez wcześniejszego doświadczenia.
O matko, a najnowsze tłumaczenie Holmesa? BB sobie zażyczył komplet, kupiłam. Po lekturze Studium w szkarłacie opadły mi ręce.
Józef Kowal… Chryste Panie…
Przeczytałam tekst i faktycznie jestem pod wrażeniem
Zastanawia, czy w innych krajach tłumaczenia z polskich twórców wyglądają podobnie? Czy tłumacze też dopisują swoje fragmenty, albo jakieś pomijają, tworząc zupełnie inny klimat? Czy to tylko polska wada tłumaczy? 
Szanowni Wyspiarze – wymiękłam. Na pysk padam. Nienawidzę zakupów, zwłaszcza zakupów z dwoma walczącymi autystami.
Idę se spać.
Albo co.
Spokojnej!
Przerwa w Wysporysie.
Ja też już idę spać, dobranoc
Spokojnej!
Jestem.
Rano dziecko kusiło wyjazdem na narty.
Włączyłam makówkowy rozsądek, że przecież nie całkiem zdrowa jestem.
Potem zaczęło kusić spacerem -odpowiedziałam, że nie czuję się jeszcze całkiem zdrowa.
I wtedy dziecko zaczęło ” a jak myślisz fotel czy wersalka?”
Na to matka odpowiedziała „nie teraz, bo już muszę wyjść z domu!”
Co innego spacer, a co innego obywatelski obowiązek, prawda?
Zależy, co trwa krócej
Obywatelski obowiązek trwał krótko, ale potem pojechałam wypełnić obowiązek rodzinny tzn. do mamy. Nie będę narzekać, bo to normalna kolej rzeczy jest, ale okropna jest ta bezsilność, kiedy tak niewiele można…
Po drodze w Prokocimiu zrobiłam dwa zdjęcia:
Dobranocka.
Sprzed lat, jeszcze jakoś tak z okresu moich studiów.
Śliczny i melodyjny utwór, tym bardziej, że to niekonwencjonalna, nietypowa i bardzo swoja własna Bjork.
Snów nietypowych w równie śliczny sposób.
Zabawna ta dobranocka … jajko sadzone, a jaszczurka gdzie ?
Ktoś musi te jajka znosić, może właśnie jaszczurka? Bo kur żadnych nie widzę
A ja dzisiaj knułem aż w dwóch miejscach… A już niedługo trzeba będzie poknuć w łóżeczku i to własnym 🙂
Czy we własnym łóżeczku knuje się to samo, co poza nim?
Chyba zaczęłam uruchamiać wyobraźnię…

Zaczynam się bać cokolwiek pisać!
Q.!Też Ci wyobraźnia zaczęła pracować?

Zawsze mi się wydawało, że TO inaczej jakoś się nazywa…
Knucie? Pierwsze słyszę, a już trochę żyję na tym świecie!
Czasem trzeba knuć, żeby kogoś zaciągnąć do łóżka, ale knuć w łóżku, to już musi być wyższa szkoła jazdy!
Uprzejmie proszę o zwrócenie uwagi na godziny wypowiedzi.
Tetryk godz 22:53.
Mistrz Q 23:15.
Tak tylko zwracam uwagę…bo gdy się czyta najpierw Q, potem T. to można hm różnie zrozumieć…
Nie bój się, Makówce to świetnie robi!
Tetryku co mi świetnie robi?

Uruchamianie wyobraźni, na czym polega knucie we WŁASNYM łóżku?
A w CUDZYM to też się nazywa knucie?
Uruchamianie wyobraźni, oczywiście!
Jak się rozpędzisz, to będzie pięterko fabularne 😉
Moje pięterka są tylko i wyłącznie ” z życia wzięte”.
Już kiedyś pisałam, że nie jestem twórcza i nie umiem nic wymyślać ani nawet ubarwiać.
Życie dostarcza wystarczająco dużo różnych sytuacji…
Moja wyobraźnia to jak w tym kawale o koszulce dziecięcej…już milczę, bo mnie cenzura wyspowa wytnie.
Mamy na Wyspie jakąś cenzurę???!?!? (poza autocenzurą i automatem antyspamowym)
A skąd mogę wiedzieć? Ja tu dopiero od lata jestem! Ale na wszelki wypadek tak tylko koszulkę przywołałam…
Pozdrowienia dla sów! Idę spać…
Spokojnej! Ja jutro przed południem też wybywam, na comiesięczne branżowe spotkanie.
Spokojnego knucia życzę Tetrykowi, a Mistrzowi Q -owocnego zebrania!
To ja idę nie knuć, ale inne krótkie słowo, które się kończy na „ć” – spać.
Dobranoc.
No to spracowanym zapalam lampkę…. spracowanymi rączkami
A masz lampkę dla tych nie spracowanych?
aaaa, kotki dwa …
Dzień dobry
Nareszcie w nocy posypało na biało 🙂
Coś mnie rozkłada na łopatki, czyżbym zaraziła się od Makówki?
Dzień dobry, i tutaj sypie (i nie topnieje, a więc zabiela). Teraz pewnie nie pobędę, ale po południu już tak.
Tu już nie sypie, ale biel się utrzymuje. Jest lekki mrozik.
Ale jestem półprzytomna, może kawa mi pomoże? Komu jeszcze?
Ja poproszę, może jeszcze zdążę przed wyjściem?
Uprzejmie proszę
Witajcie!
U mnie pod oknem leży śnieg. Minus dwa stopnie. Słońce.
Może nie należało być rozsądnym i jednak pojechać na narty?
Śniło mi się, że takimi malutkimi motorówkami pływałyśmy z moimi „amerykańskimi przyjaciółkami” po Oceanie. Piękne widoki, ale nie wiem, gdzie to było ani jaki Ocean.
Ja dziś we śnie kota głaskałam.
Ja i kot. Dobrowolnie.
Martwi mnie to.
Dzień dobry
zniknęłam wczoraj w realu, aby poznawać przedświąteczne zwyczaje Hiszpanów. I nie jest to szoping czy gruntowne porządki. Ech, ci to potrafią każdą okazję zmienić w wielką radosną fiestę!
Zocha! Będzie pięterko?
Witajcie!
Dziś nietypowo przywitam się zaproszeniem na nowe pięterko, przypominające o tragicznej rocznicy.
[…] Zupełnie inna pogoda jak w 2018 roku http://madagaskar08.pl/blog/2018/12/14/mikolaj-w-brandysowce/ […]
Mistrzu Tetryku, a co to za dziwny komentarz wyżej?
Quacku piszesz na starym pięterku z 14.12.2018, który zalinkowałam na dzisiejszym wpisie, aby przypomnieć, że już kiedyś pisałam o Mikołaju w Brandysówce.
Wiem, ale ten trackback, o którym pisze Tetryk niżej, pojawił się jako komentarz na starym pięterku, co wyglądało, jakby komentującym użytkownikiem był nowy wpis
Nowy wpis skomentował stary wpis, teraz czas, aby stary wpis skomentował nowy.
Bo tak jest 🙂
To jest informacja dla autora cytowanego wpisu, że gdzieś (może na innym blogu, którego on zupełnie nie kojarzy) jego wpis został przywołany.
I gdyby to był jakichś inny blog Makówka byłaby cała dumna, a tak cóż…cytowanie samego siebie ?
Choć przecież nie ja jedna daję link na jakichś swój stary wpis.
Tak zwany trackback – informacja o tym, że wpis został zacytowany gdzie indziej.
A to się porobiło…