Na początku myślałem, żeby napisać po bożemu, chronologicznie, „a pierwszego dnia tośmy…” (jedli placki, jak w monologu Krzysztofa Litwina z Piwnicy pod Baranami), ale zaraz mi przeszło. No bo w sumie fajniej zorganizować wpis wokół zdjęć, miejsc czy wydarzeń. Dlatego zacznę od najbliższego otoczenia i spaceru nad Sołą, a częściowo nawet w Sole – stan wody był taki niski, że można ją było przebrodzić, co też i zrobiliśmy, jeszcze tego samego dnia, kiedy przyjechaliśmy.

Soła tuż koło ujścia Koszarawy rozlewa się szeroko. Od zachodu dołącza do niej „papierówka” – boczny kanał, biegnący od nieczynnej już papierni. Zamknięcie papierni ma oczywiście minusy, zwłaszcza jeżeli chodzi o lokalny rynek pracy, ale i plusy: wąskim, rwącym strumieniem nie płyną już śmierdzące, choć nadspodziewanie kolorowe ścieki. W połączeniu ze znaczną poprawą podejścia lokalsów do ekologii sprawiło to, że w Sole pojawiły się bobry albo piżmaki. Niestety nie mam zdjęcia, akurat tym razem nie zaszczyciły, ale parę lat temu widziałem jednego na własne oczy. Natomiast tym razem udało mi się sfotografować z daleka drozda (jak sądzę) – wielkość i ubarwienie na to by wskazywały.

Następnego dnia podczas powrotu z zakupów dostrzegłem zaś na samym brzegu rzeki innego ptaka, a jakiego, to nie mam pojęcia. Grzbiet, ogon i głowę miał ciemnografitowe (nie czarne), natomiast brzuch – jasnobeżowy (nie biały). Sylwetka trochę jakby zimorodkowa, ale przecież nie przy takich kolorach? Siedział na kamieniach tuż nad wodą i podfruwał tylko, uciekając przed ludźmi, którzy zanadto się zbliżyli. Na oko raczej nie łowił ryb, najwyżej jakieś nadwodne owady.

Ta sama Soła nieco wyżej, może z dziesięć kilometrów przed Żywcem, płynie przez Węgierską Górkę, gdzie mamy ulubione kąpielisko. Nie inaczej było i tym razem – wybraliśmy się tam, trafiając idealnie z pogodą, po porannych opadach, a przed popołudniową burzą, mieszcząc się z plażowaniem (na kamieniach, ale cóż z tego), zakupami i obiadem w karczmie „Pod Niedźwiedziem.” Poza nami i rybkami w Sole z żywych istot były jeszcze węże, najprawdopodobniej żmije, po drugiej stronie rzeki, wygrzewające się na kamieniach. Zdjęcia niestety brak, mam tylko ogólny widok w dół Soły.

Odwiedziliśmy również moją Kuzynkę, zamieszkałą kilkanaście kilometrów od Żywca. Kuzynka sprowadziła się tam po ładnych paru latach mieszkania za granicą, i poza mężem i synem ma dom pełen zwierzaków. Do pilnującej obejścia pani Bernenki Pasterskiej vel Lotty (na zdjęciu poniżej) i dwóch bardzo urodziwych kotek dołączyły niedawno dwie kaczki gatunku biegus indyjski (drugie zdjęcie jeszcze niżej), sprowadzone w trybie pilnym jako broń biologiczna na bezskorupowe ślimaki, których nic się nie imało, a żarły owoce i warzywa na potęgę. Nie wiem, czy broń działa, bo kaczki się dopiero aklimatyzują.


W Żywcu można odwiedzić również przyrodę z grubsza oswojoną – w parku jest coś w rodzaju minizoo, a w nim liczne ptactwo domowe, mniej lub bardziej ozdobne, a także konie, kozy, daniele, świnki, osły… Są kuce walijskie, którym miłe dziewczyny z obsługi zaplatają grzywy w warkocze:

Za ogrodzeniem można zaś podziwiać oprócz danieli (podarowanych Żywcowi przez Annę Komorowską, żonę byłego prezydenta RP) również indyki, kozy, owce i strusie – na moje oko chyba australijskie emu. Oczywiście łapczywe i wszystkożerne, jak to strusie.

Okazało się również, że od dziewczyn z obsługi można nabyć ozdobne pióra mieszkających tu pawi (dochód przeznaczony jest na utrzymanie zoo). Nie omieszkaliśmy z tego skorzystać i już po chwili trzymaliśmy w dłoniach piękne pióra – gdyby nabyć ich więcej, można by ułożyć z nich bukiet całkiem jak z kwiatów.

Na koniec zaś fauna zupełnie nietypowa – ogrodowy krokodyl z jednej z willi w Węgierskiej Górce, co prawda kontuzjowany, ale… wart pokazania. W końcu nie zawsze ma się okazję zobaczyć takiego gada w sercu Beskidów! 🙂





Jak to mawia Tata Quackie: wszystko zwirze, co ma pirze – i nie tylko. Tak to wyglądało w ubiegłym tygodniu (tzn. wówczas, gdy nie padało).
Te zwierzątka w minizoo nie były podpisane? np. jakie strusie?
W czasach mojego dzieciństwa w Mościcach też było minizoo, pod nazwą „Małpi Gaj”, utrzymywane przez dominanta dzielnicy, Zakłady Azotowe. Doszło tam swego czasu do jedynego chyba w Polsce przypadku, że pracownica zakładu przemysłowego dostała zwolnienie lekarskie z powodem „pogryziona przez małpę”…
Otóż właśnie co do podpisów, to nie wszystkie były. W stajni każdy koń, kuc, osioł i lama mają swoje boksy i te boksy są podpisane, natomiast już na wybiegach danielowo-kozich czy też w wolierach – nie. I trudno znaleźć szczegółowy opis w sieci.
Ale że bobrów nie ma? No też coś.
No chyba są, tylko się kamuflują. Ten, co go widziałem parę lat temu, wypłynął wczesnym, jeszcze dość jasnym wieczorem.
A z kaczkami to trzeba uważać…
O rany, na co?!?
Bo kaczka sra.

A kto lub co nie sra?
Jak pani sobie życzy (na prośbę, bo Jo z telefonu nie wklei):
Dziękuję.
Dobre to jest!
No przecie mówiłam!
Mogą Cię porwać dla okupu:-)
Taa, okup jest w kontekście srania odpowiednim słowem
Strusie piękne i pawie pióra, ale najbardziej spodobał mi się kuc z warkoczami. 🙂
Ma w sobie coś celtyckiego, jak z filmów o królu Arturze albo Robin Hoodzie!
Ja wolę rozwiane grzywy. Warkoczyki naturalne nie są, bo dzikim zwierzakom nie miałby kto ich zaplatać

Prawda to, ale tak jak staram się stać mocno na ziemi, tak w przypadku tego kuca robię wyjątek – klimaty baśniowe rządzą
Abstrahując na chwilę od przyrody, Żywca etc. – właśnie pomagam Najjuniorowi wieszać półki w jego pokoju, na ścianie z rigipsu. Ilość komplikacji, jakie się przy tym pojawiają, wynikających głównie z potwornego bałaganu, jaki N. ma w swoim pokoju, świadczy o tym, że młody człowiek ma niewątpliwie sporą część moich genów. Gdybym kiedykolwiek w to wątpił.
Do pokoju mojego syna, to wolę nie zaglądać… też ma bajzel
Kiedyś czasami wpadałam tam i sprzątałam, bo coś mi się w środku przewracało, nie mogłam zrozumieć jak można w takim bałaganie żyć. Teraz już tego nie robię. Syn jest dorosły (we wrześniu skończy 32 lata) i nie będę się wtrącała w jego życie. Niech żyje jak chce. Jego pokój, jego bałagan… 
To na pewno moje dziecko, tylko nie wiem czemu takie bałaganiarskie


A co do mojego macierzyństwa, to nigdy nie miałam wątpliwości
Tylko czasami sobie myślę, że to moja wina… powinnam więcej wymagać, a mniej samej sprzątać… nie wyrobiłam w synku tego nawyku
No cóż, moje właśnie dlatego „moje”, że bałaganiarskie. A co do wyrabiania (lub nie-) nawyków, to temat na osobny wpis i rozmowę.
Oo, pięknie, – dobry wieczór. Az mi się chce gdzieś wypaść na łono przyrody…
Ja bym to chętnie mieszkała na wsi, w lesie i a niech tam – nawet srające kaczki by mnie nie wystraszyły. Chyba tylko zima i śnieg kopny..
Jak kuzynka z mężem podjęli decyzję o kupnie domku, to wszyscy im podsyłali link do tej historyjki (z różnicą Beskidy-Karkonosze). A oni jakoś dają radę, co mnie napełnia podziwem!
Słyszałam to, jest świetne
Też to słyszałam, ale zawsze chętnie obejrzę jeszcze raz
Komentarze są cudne, chociaż z letka wulgarne

Też lubię wieś, ale jestem mieszczuchem i nic na to nie poradzę…
Jedynie mogę czasem wyskoczyć do siostry i nacieszyć się przyrodą
My wyskakujemy na Kaszuby, czasem do teściowej, która ma domek z ogródkiem (chociaż to raczej dzielnica domków jednorodzinnych, trochę jak na poznańskim Grunwaldzie, niż wieś sensu stricto), rzadko do Żywca (bo daleko, poza tym tam ogród wielki, ale położenie też dość śródmiejskie). I tyle mi wystarczy, jeżeli chodzi o klimaty wiejskie
Moja siostra mieszka na głębokiej wsi. Wyszła drugi raz za mąż za człowieka, który kupił sobie tam dom z
ogrodem i sadem. Klimaty wiejskie są tam więc widoczne.Ale ze zwierząt mają tylko kilka kurek i koguta.
Te kurki, co je wstajesz doić?
Tak, to te kurki. Koguta się nie doi
A teraz już powiem dobranoc, do juterka…
Dobranoc.
Spokojnej – tak ogólnie.
Też już powiem dobranoc. Na temat wsi w Karkonoszach jutro…

Czy wy się przypadkiem nie dziwice czemu mnie się chce na ABC??Tam śnieg kopny nie pada. Czasem wieje al do tego jestem przyzwyczajona
Spokojnej!
Dobranocka.
Dzisiaj mam klimat, żeby sobie uronić łezkę na wieczór. A zazwyczaj cieknie mi ona przy tym utworze, więc będzie, mimo że się powtarza po raz kolejny.
Snów optymistycznych.
Niech ci łezka słodką będzie…
Dobrej nocy wszystkim 🙂

Dobrej i spokojnej…
Dzień dobry na nowym pięterku
Uwielbiam takie klimaty… las i woda 





Relacja i zdjęcia cudne
Zdjęcia ptaszków trochę niewyraźne, ale ten, którego nie rozpoznajesz, to może być pluszcz. Dorosłe osobniki mają białą pierś, ale młodociane już nie. Na zdjęciu tego nie widać… czy ten ptak miał cały brzuch taki jasny, czy tylko pierś i część brzucha? Jeśli cały, to nie mam pomysłu co to może być
Bo ja się aż tak dobrze na ptakach nie znam…
Wiem jedynie, że pluszcze żerują nad wodą. Świetnie nurkują wyjadając wodne owady, tak z powierzchni, jak i spod wody…
Kaczki cudne!!! Jeszcze takich nie widziałam
Poczytałam i obejrzałam z przyjemnością
Oczywiście szczególnie te pierzaste
Ależ oczywiście, że to pluszcz! Bardzo dziękuję za identyfikację. A zdjęcia są jakie są, bo z komórki, mimo że właśnie niedawno wymieniłem, to nadal zoom nie daje rady.
Kaczki są, jak zeznała kuzynka, wyjątkowo szczupłe (może to dobroczynny wpływ biegania, które mają w nazwie gatunkowej? 😉 ), więc przeciskają się swobodnie przez otwory, w których normalna kaczka by utknęła. Usłyszałem m.in. opowieść, jak to zaraz po przyjeździe entuzjastycznie nastawiony pies ruszył się zapoznać z kaczkami, które sprintem pobiegły do odgrodzonej, warzywnej części ogródka i – ku zdumieniu widzów –
szczupakiem przeleciały przez oka szerokiej siatki.
No to się cieszę, że trafiłam
Nie mam zastrzeżeń do jakości zdjęć, bo rozumiem, że nie jest łatwo „ustrzelić” ptaka, szczególnie jak nie chce „przypozować”
i kręci się jak bąk w kobylim zadku.

Opowieść o kaczkach rewelacyjna
Te kaczki kuzynki wyglądają inaczej niż przeciętne kaczki. Nie wiem, czy gdy robiłeś im zdjęcie, to były wystraszone, czy ich sylwetka zawsze jest taka „wyprostowana”?
Zawsze tak się trzymają. Tu jeszcze jedno zdjęcie, nieco nowsze, samej Kuzynki, w ramach bonusu – kocica na pierwszym planie. W tle widać plastikowy ogrodowy domek dla dzieci zaadaptowany na kacznik.
No to już wiadomo skąd kaczki mają taką nazwę
One nie tyle są szczupłe, ile mają taki kształt. Wszystkie kaczkowate trzymają balans ciała mniej więcej w połowie tułowia. Chodzą w specyficzny, „kaczy” sposób. Te dzięki takiemu wyprofilowaniu, mogą biegać szybciej, niż inne. A porównując to do ludzi… kobieta na wysokim obcasie też ma inną sylwetkę, niż ta na płaskim. Wydaje się wyższa (i w istocie jest) i dużo szczuplejsza 
Lubię takie wyraziste pręgi 
Kot jest cudny
Idę spać
Może to, że było gorąco, a ja sporo czasu spędziłam w ogródku? Wędziliśmy boczek
A przy okazji wyprałam chodniczki z łazienki na dole
Przy okazji… znowu się nam zepsuł „power wash”, czyli maszyna, która pięknie ściąga brud i nie muszę szczotkować… samo się pierze
No i musiałam szorować szczotką i płukać kilka razy
Jak to się człowiek do wygód przyzwyczaja… 
Trochę mnie ten dzień zmęczył
Dzień dobry
Fatalną nockę miałam, spałam może 4 godziny 
Dzień dobry poniedziałkowo. Poszedłbym sobie uciąć drzemkę…
Ja też…
Ta reporterska relacja z zielonych klimatów Żywiecczyzny wprawiła mnie w dobry humor. Kaczki rewelacyjne!
Melisę poproszę. Podwójną. Bo bezmyślnie spojrzałam w wiadomości z rana.
Ale jakby kto potrzebował kawy, herbaty, czy śniadania, to proszę uprzejmie:
Dzień dobry! Kawa na rozruch od Jo i zaraz jestem (przytomniejszy).
Ja też chętnie się napiję kawy, może mnie rozbudzi
Witajcie!
Gienia jeszcze śpi czy może się urlopuje? Ja na urlop wyjeżdżam w sobotę i już mam urwanie głowy 😉
Ha. Mazury?
Się wie!
Ej, no ja dzisiaj podałam śniadanie!

Ale proszę bardzo – niemiła księdzu ofiara, to jutro będzie Gienia.
Toć przecie skorzystałem, z podaniem źródła (kawy)!
Toć ja w trosce o ciebie, a ty – foch! W samo południe!
Dzień dobry. Cale szczęście, że nidelandzkie wiadomości nie są takie denerwujące. W takim razie kawkę poproszę..
Łoo, już się robi…

o, dziękuje dobry człowieku. Nic to , jednak będe musiała wybyć na czas dluższy, przedtem gimnastykę umysłową wielce zrobić ,bo muszę wypełnić formularz do banku po niderlandzku i jeszcze tak sprytnie ,żeby było na moje..a ja sprytna nie jestem .. O matko i córko !!! Odezwę się chyba wieczorem
Jaka przyjemna wycieczka, nie byłam nigdy w Żywcu, to znaczy teraz już jakby tak.
Kaczki jak kaczki, ale kaczory to dopiero potrafią namieszać.
Przyjemnego tygodnia:)
Dlatego wolę kaczki od Kaczorów…
najlepiej z jabłkami i żurawiną;-P
…też.
A wiesz, że kaczki jeszcze nie piekłam?
Kiedyś trzeba zacząć 😉
Ooo! Teściowa robiła niezłą, ale ostatnio strasznie sucha jej wychodzi.
Dużo zależy od kaczki. Zawsze robię je tak samo, ale czasami jest mięciutka i rozpływa się w ustach, a czasami piekę i piekę, a ona ciągle za twarda
Próbowałam różne warianty, ale jednak nadziewana jabłkami i suszonymi śliwkami jest najlepsza
To ulubione jedzonko mego małżonka
Także nie ma święta bez pieczonej kaczki. Tak na codzień jest troszkę za droga…
Indyk jest za duży i za suchy. Nawet namoczony w winie…
Indyk miał siny kolor, ale smakował znośnie
Nie był aż tak bardzo suchy…
Amerykanie jedzą indyka, a my kaczkę
I od razu przypomniało mi się, jak nasi byli przyjaciele przyrządzali indyka na Święto Dziękczynienia. Tłumaczyłam Dorocie, że indyka (żeby „skruszał”) powinno się moczyć w winie. No to namoczyła… w czerwonym
A dziękuję. Żywiec ma jeszcze parę innych ciekawych miejsc, to tylko mój wybór, żeby skoncentrować się na przyrodzie, ptakach i zwierzętach.
to ja poproszę więcej;-)
Hmm, to ja muszę pogrzebać w folderze ze zdjęciami… I chwilkę znaleźć na wgranie i dodanie, choćby pod kreską.
Pogrzeb w tym folderze
Też chętnie zobaczę, chociaż moje ulubione to (jak pisałam) las i woda 
Dzień dobry
Zaczęło lać przed świtem i leje, błyska i grzmi
Nareszcie nie będę musiała podlewać ogródka 
Jak to dobrze, że wczoraj zabrałam do domu wyprane chodniki, chociaż jeden jeszcze był wilgotny
Oho, ładna burza u Was, widzę ją w internecie. Ale i tu nie gorsza. Tyle, że Poznań omija. Duża chmura burzowa idzie na Trójmiasto.
Właśnie się zastanawiam, czy dotrze, czy skręci na południe albo na północ od 3miasta…
Chyba jednak Was nie minie…
No nie, już zaczyna padać, jeszcze się nie błyska…
U mnie już mruczy i się ściemnia. Zaczyna też padać.
Leje na całego. Wciąż jeszcze bez błyskawic, ale z mapy wynika, że już za momencik…
U nas już przestało, ale było ostro. Takiej ulewy jeszcze tu nie widziałam.
No i walło.
Ale z mapy wygląda, że największa koncentracja błyskawic i tak zmierza nad Pruszcz Gdański i mierzeję.
Tfu, nie mierzeję, tylko ujście Wisły.
„Burzyło” się cały dzień. Trochę popadało, pogrzmiało i przeleciało
A u nos, wicie, dusno i porno…
To cisza przed burzą…
Prorok jaki, cy co?
Dzisiaj mało gdzie NIE było burzy.
A teraz idzie ZNÓW na Warszawę. My jesteśmy w środku umiarkowanie intensywnej burzy.
No i zapeszyłem tę umiarkowaną intensywność. Wyłączam się, pardon

Może do Warszawy nie dotrze…
Obawiam się, że właśnie jest nad…

U mnie na Błoniach był spokój. Wystarczyła ta popołudniowa.
Coś podobnego. A na mapie w necie wyglądało, jakby cała Wawa jeszcze raz wieczorem była przykryta komórką burzową, i to solidną.
Dobry wieczór:)

Piękna relacja QMistrzu.Bardzo chętnie, tak jak Gimi, obejrzę inne fotki 🙂 Niestety w Żywcu nigdy nie byłam 🙁 Nazwa kojarzy mi się jedynie z piwem 😉
Berneńska Lotta jest przecudowna 🙂 Sama planowałem zakup psiaka tej rasy. Jednak odpuściłem sobie, gdy doczytałem, że żyją dość krótko 🙁 Serce by mi z żalu pękło 🙁 Kucyk też jest piękniusi:)
PS. Nawet nie wiecie, jak ja Wam tego deszczu zazdroszczę
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie
Ha. No to muszę się poważnie, poważnie zastanowić nad tymi zdjęciami.
Ja już zmykam spać.

Pod kordełkę, bo chłodzenie włączone i trochę zmarzłam.
Spokojnej!
Niebo czarne, ale deszcz pada jakby od niechcenia. Myślę jednak, że jeszcze w nocy przyjdzie następna burza.

Spokojnej!
Jak widać po moich komentarzach, burzę mamy chwilowo za sobą, zaraz dostanie ją Krynica Morska z przyległościami… Zaraz idę myśleć nad dobranocką.
No i znikł mi jeden komentarz…. Nie wiem gdzie jest ale się już powtarzać nie będe. Tez chyba pod kordełkę pójdę Przede mną bardzo intensywne dwa dni..Trzeba nabrać sił…
Spokojnej…
Dobranocka.
Dzisiaj będzie trochę w stylu granego czasami na dobranoc Richarda Cheese’a – jazzowy, a może nawet smoothjazzowy cover dużo ostrzejszego kawałka, który bardzo lubię, ale na dobranoc na Wyspie go nie zagram. Jako jazz natomiast całkiem się to broni. Zwłaszcza wibrafony.
Snów w wersji mocno złagodzonej.
To ja też dobry wieczór burzowo i dobranoc burzowo.
Powinieneś z grzmotem, a przynajmniej z błyskiem.
To może jeszcze lampkę…
Spokojnej! 🙂
To i ja idę spać
Ale żeby nie było za dobrze, to powiedział mi, żebym poczekała na rachunek za prąd… te urządzenia ciągnął trochę więcej, niż poprzednie… Zaczekam
Na razie nie biorę do głowy 
Niby przestało padać, ale na podwórku sauna. Duszno i porno…
Dobrze, że małżonek zdążył wymienić naszą klimatyzację na nowszą. W domu chłodno i przyjemnie
Dzień dobry
Piękny poranek wstaje… Ciepło, ani kropli burzy 
Dzień dobry. Naokoło chmury. Lekko kropi. No cóż, czasem musi popadać (póki nie mam urlopu).
Tu podobnie. Chmury zdecydowanie deszczowe od zachodu.
Dawno tu nie było Gieni, niech już wreszcie się nie leni!

Klasycznie, herbatujemy porannie.
Uprzejmie proszę
Dzień dobry, ja jak zwykle – kawa i banan. Poproszę chwilkę na przebudzenie.
A gdzie bułka (jak u Małysza)?

Ps. Banan u mnie wchodzi do gry po kawie w południe:-) Poniżej dowód, że to nie ściema. W puszce mam mieloną, zwykłą kawę (ale jeśli ktoś pija rozpuszczalne to tę polecam)
Widzisz, coś w tym połączeniu jest – jak kawa, to i banan, jednemu rano, drugiemu w południe.
To jest oczywista oczywistość. Żyjemy w różnych strefach czasowych. Ja np. jestem bardzo śpiący bo ewidentnie jestem jeszcze na nocnej aktywności mózgu. Trochę to poplątanie brzmi ale powinienem żyć w jakiejś Ameryce – tam jest moja naturalna strefa czasowa. Hmmmm taka Brazylia. To byłoby to. I dużo kawy mają:-)
A banany u nich rosną?
O! Właśnie. Masz rację. Banany i kawa. Brazylia to mój naturalny kraj. Ależ pada u mnie za oknem teraz (prawie jak w Brazylii:-))
…bry
Od rana mnie dręczą rzezią wołyńską.
Od niektórych rzeczy trudno się uwolnić, wracają same. Albo coś im pomaga. Tu akurat duchy przodków obudził ubiegłoroczny film i znowu mamy małe piekło.
Ale herbatkę, taką na nerwy, to chętnie wezmę.
Więc polecam melisę.
Witajcie!
Chłodniej i chmurno – miła odmiana po wczorajszej saunie!
Ale od południowego zachodu zbliża się do Was burza.
Podobno ma skręcić na Warszawę
No to jeszcze parę zdjęć dodatkowych, niekoniecznie przyrodniczych.
Zaczynamy od przyrodniczego wszakże – lama z zoo:
Po prawie trzech latach remontu w Żywcu wymieniono most przez Sołę na podwieszany. Całkiem ciekawy widok jednego z elementów konstrukcyjnych w perspektywicznym skrócie:
A to widok mniej więcej na północ, w kierunku Bielska. Edit: Gdybym przeszedł na drugą stronę, zdjęcie byłoby ładniejsze (a może nawet wyszłaby ładna panorama?), ale byłem z ciężkimi zakupami, a teraz przejście na drugą stronę jest trochę skomplikowane i okrężne.
I jeszcze widok na południe, na most kolejowy, przez który właśnie jedzie pociąg do Suchej Beskidzkiej. Ta linia jest obecnie rewitalizowana, tzn. był czas, że w ogóle jej nie używano, a teraz zaczynają na nowo. Zaraz za mostem widać ujście Koszarawy (z lewej), a ta górka w środku i na prawo to zaczynający się tu masyw Grojca.
Fajny ten pociąg.
Aha. Co do Żywca to oprócz piwa polecam koncert Męskie Granie. Wybieramy się (nie wiem czy pies też się wybierze)
W sensie połączenia? Bo skład całkiem normalny, w rodzinie mówi się na taki „żółtek”, bo większość jeździ pomalowana na żółto-granatowo.
No właśnie kolor pociągu fajny.
– Panie, co to za pociąg zaraz odjeżdża?
– Niebieski, proszę pana.
– Ale DOKĄD?!?
– Do połowy…
A koncert odbywa się w amfiteatrze pod Grojcem, którego tu nie widać, ale to jest generalnie ten kierunek, kilkaset metrów w górę, nad brzegiem Koszarawy. Od razu powiem, że Rodzice Q. nie lubią tych koncertów, bo basy się niosą daleczko i do bardzo późna.
Raz do roku przeżyją. U mnie co tydzień słychać nędznych szansonistów z pobliskiego ośrodka rekreacyjnego. A mieszkam k….. na wsi (tej spokojnej i wesołej)
Nie tylko raz do roku, jest jeszcze Festiwal Ziem Górskich czy jakoś tak i inne imprezy, ale najgorsze basy i hałas przy Męskim Graniu. Plus zawsze jak coś się dzieje w amfiteatrze to snują się mało kulturalni ludzie, którzy widocznie nadużyli alku.
Jak dobrze, że mieszkam z dala od takich miejsc „rozrywki”.
Człowiek, im ma więcej lat tym więcej potrzebuje cichej przestrzeni wokół siebie. U mnie za płotem kuzyn rozpoczął budowę domku jednorodzinnego. Myślę sobie czasem dlaczego nie wyemigrował gdzieś w cholerę do jakiegoś miasta albo dlaczego nie wżenił się w rodzinę milionerów na jakiejś Florydzie czy Kalifornii.
Bardzo nietaktownie z jego strony. Z tą Florydą czy Kalifornią.
Nie tylko pociąg fajny, wszystkie zdjęcia ciekawe
Prawda, wszystkie ciekawe. To ładne miejsce.
Dzień dobry.
Mnie też te zdjęcia się podobają
Bardzo ciekawie. Fajnie.
No cóz – nie da się uniknąc odgłosow tzw. cywilizacji. Nie da się – obojętnie czy to ogródek piwny, czy „Męskie granie” czy gril u sąsiada…Pies szczeka, kot miauczy ptaki dzioby drą itd itp…Zawsze będzie coś , co przeszkadza innym. Acha – słyszałam ,że w Tyrolu jednemu sąsiadowi przeszkadzają krowy z dzwonkami na szyi…Bo nie dośc ,że muczą to jeszcze dzwonią. Sprawa była w sądzie
U mnie tylko szum samochodów i czasem szczekanie jakiegoś psa…
U mnie słychać głównie ptaki, ale to mi jakoś nie przeszkadza
Dzień dobry:)

Piękne te fotki. Zdjęcie z pociągiem suuper. Moją uwagę przyciągnęło również niebo na fot.3 (dodatkowej). Chmurki jak malowane… Super
Dzień dobry
No i ta pierońska wilgotność, która w znacznym stopniu podnosi temperaturę odczuwalną 

Na razie u mnie pochmurno, ale ciepło. A ma być jeszcze cieplej (31C)
Czyli znowu będzie sauna
ja z innej beczki: czy tylko mnie tak wolno się zdjęcia wgrywają? a może są za duże? tylko jak je zmniejszyć w łatwy sposób i najlepiej kilka jednocześnie?
I zapraszam pięterko wyżej w wolnej chwili
Dobranocka jeszcze tutaj.
Dzisiaj mi się nasunęła niesłyszana od jakiegoś czasu Enya, ale ponieważ gościła na Wyspie już wiele razy, to w jakiejś innej wersji. No i jest – „Caribbean Blue”, ale na flet poprzeczny. I całkiem niczego sobie, zwłaszcza pod koniec, tam, gdzie jest miejsce na improwizację.
Snów dobrze znanych, ale w innej wersji, tak dla odmiany.
No to i lampkę tutaj wystawimy… Spokojnych snów!
