Baronowa Sołowiejczyk postanowiła ufundować nagrodę literacką własnego imienia.
Myśl wydała się nam słuszna.
– Owszem – powiedzieliśmy. – Nie ma żadnego rozsądnego powodu, żeby czegoś dla kultury nie zrobić.
Zaraz opracowaliśmy regulamin.
Nagroda będzie przyznawana rokrocznie za wybitne osiągnięcia twórcze i postawę etyczną.
Potem ukonstytuowaliśmy się jako komisja przyznająca nagrodę.
– Zgoda – powiedziała baronowa Sołowiejczyk. – Z tym, że nagrodę dostanie poeta Koszon.
Dosyć nas to nieprzyjemnie zaskoczyło.
– To się jeszcze okaże – powiedzieliśmy. – W końcu komisja decyduje w myśl regulaminu.
– Decyduje – zgodziła się baronowa Sołowiejczyk. – Ale ja daję pieniądze.
Był to jakiś argument.
– Ile? – spytaliśmy.
Baronowa Sołowiejczyk przeliczyła pieniądze w torebce.
– Trzysta złotych – powiedziała po namyśle.
– Ja się wycofuję z komisji – rzekł Bezpalczyk. – To jest niepoważna sprawa.
– Dlaczego niepoważna? – zdziwiła się baronowa Sołowiejczyk.
– Za mało pieniędzy – powiedział mgr Kąkulczyniański. – Trzysta złotych to jest śmiech, nie nagroda literacka. Koszon się obrazi na całe życie. Koszon jest ambitnym poetą.
– Przecież tu nie chodzi o pieniądze – powiedziała baronowa Sołowiejczyk. – Chodzi o rangę nagrody. Zresztą możecie się dołożyć.
Jednomyślnie odrzuciliśmy ten pomysł. Mówiąc o randze nagrody baronowa Sołowiejczyk miała wiele racji.
Z tym, że należało działać rozważnie.
Tegoroczną nagrodę otrzyma Mickiewicz.
Za rok Tomasz Mann.
Poecie Koszonowi wypadnie poczekać na nagrodę trzy lata.
Pośpiech i rzetelna satysfakcja nie dadzą się pogodzić nawet w sprawach literackich.
MEGAN
(Anatol Potemkowski)
SZPILKI nr 45 1977 r.





Było ostatnio parę nagród (choć nie literackich!) fundowanych na podobnej zasadzie. I znowu okazało się, że Megan opisał to już prawie 40m lat temu…
Prawda. Co nagle, to po diable. Dobranoc Państwu.
Dobranoc Pani!
Dobry wieczór na nowym piętrze. Z moich doświadczeń wynika, że fundatorom na ogół zdarza się dojść do porozumienia z werdyktami jury. A to się jakąś korzystną kategorię dorzuci, a to wnuka fundatora uhonoruje…
(to nie jest dobranocka – dobranocka piętro niżej!)
Oj, Miś! I dalej moja ulubiona scenka: ….”panowie, pozwólcie, że przedstawię….moja żona, ZOFIA..”


Zawsze, lata temu, z moim najpierwszejszym mężem, kulaliśmy się ze śmiechu jak przyszło się gdzieś przedstawiać.
Ach, byli czasy, panie dzieju….
Tak, są takie filmy, w których znajdzie się cytat na (niemal) każdą okazję. A jak nie jeden film, to np. dorobek jednego reżysera.
Ojej ale jestem zmęczony po andrxejkach. Padam o tak wczesnej porze. Dobranoc.
Już miałam budować pięterko, a tu nowe jest
Co się dziwić, że tych nagród co roku rozdaje się kilka tysięcy.
To filmowe, to muzyczne, to aktorskie, że o sportowych, czy społecznych nie wspomnę. I muszę przyznać, że często się zastanawiam na jakich zasadach właściwie się je przyznaje. Przeczytałam pięterko i już wiem dokładnie

Rozdawanie nagród jest przyjemne tak samo jak ich otrzymywanie
Gdybyś zostawiła ślad w szkicach, wstrzymałbym się! 🙂
Ale to dobrze! Mamy jedno pięterko w zapasie, prawda?
Jestem dokładnie tego samego zdania co Ty, Jo. Takie zapasowe zawsze się przyda, żebyśmy nie musieli się wspinać za wysoko, gdy to nam urośnie
A dlaczego miałbyś się wstrzymywać? To niezdrowo
Moje spokojnie może poczekać, nawet kilka tygodni, jeśli ktoś coś ciekawego znajdzie i będzie chciał pokazać. Jestem dość monotematyczna… 
Mamy ciekawe pięterko i nawet aktualne
Dzień dobry
Nareszcie nowe pięterko, a jakie ciekawe! I wciąż aktualne. 
Dzień dobry.
Kota dni są policzone.
Przynajmniej w moim domu.
Długą masz tę taśmę do odcinania dni?
Z każdą nocą coraz krótszą
Miesiąc temu przyznano nagrodę „Patriota Roku 2016″…
Ja bym proponowała dka oszczędności nieco skrócić nazwę. Do „Idiota Roku”.
Daj spokój! Jak segregować takie tłumy pretendentów?
Trzeba by lecieć grupowo, czy co…
Ale jaka emocjonująca by była rywalizacja!
Czy miałaś na myśli – seryjnie? Może wtedy łatwiej by było wyłonić zwycięzcę

Dzień dobry. Za krótko pospać – źle. Za długo – też niedobrze.
A w dodatku przerywany szkodzi…
Sen również!
W nawiązaniu do dyskusji powyżej – Monty Python pokazał, jak wyłaniać Idiotę Roku.
U nas byłby to trudny wybór, ze względu na wielką ilość pretendentów
W tych wyborach najbardziej podobała mi się ta ostatnia konkurencja
Gdyby to tak u nas
O ilu idiotów od razu byłoby mniej…
I jeszcze mogliby zawalczyć o Nagrodę im. Darwina…
To jedna z moich ulubionych, chociaż czasem trudno uwierzyć w historie towarzyszące zwycięzcom.
Niedzielne dzień dobry. Dwie godziny spaceru, na deszczu i wietrze, z potworem (dla tych co nie wiedzą – psem;-) i człowiek jak nowy.
Dzień dobry. Dlaczego aż dwie godziny? Potwór tak daleko Cię/ Was wyciągnął?
Potwory tak mają…
Musiałem spalić toksyny po wczorajszym niespodziewanym posiedzeniu andrzejkowym.
Tak z angielska: Spaca na kaca
Podejrzewam, że Pan jak spec w tej dziedzinie wie najlepiej. Oczywiście spec od angielskiego, żeby nie było niedomówień
Ach, na żadną inną dziedzinę w tym temacie ostatnio zdrowia mi nie starcza…
Dzień dobry
Ale może na wycieczkę jednak pojedziemy?
Może się chociaż trochę rozjaśni?
Miało być słonecznie, a jest pochmurno
Kochani, strasznie mnie dzisiaj morzy (może dlatego, że odstawiłem kawę), więc może dobranockę zawczasu zamieszczę.
Dzisiaj w Teleekspresie występowała pani Monika Borzym, która bardzo pięknie śpiewa, wedle najlepszych jazzowych wzorów. No to dzisiaj zaśpiewa i na Wyspie. Piosenka „My Place”, czyli „Moje miejsce”.
Snów o swoim miejscu w życiu.
Kawę odstawiłeś? Jak można
I to z własnej, nieprzymuszonej woli? Jesteś bohaterem! 
No właśnie nie tak z własnej i nieprzymuszonej woli. Niestety muszę brać lekarstwo, którego efektem ubocznym jest między innymi podwyższanie ciśnienia, więc w połączeniu z kawą bywa po prostu nieciekawie.
No to niestety, zdrowie ważniejsze niż kawa. Współczuję, kuruj się, zdrowia życzę.
Ja chyba mam dość tego czarnego weekendu… Ale wydaliśmy wszystko, co mogliśmy wydać, więc teraz życie wróci do normy 😀
Oby. Ale nie do tej normy, w której budzi Cię łomotanie po schodach, kotek domagający się wypuszczenia itp. rzeczy, co?
No ale u mnie tylko taka
Właściwie to ja bym chętnie dostała jakąś nagrodę. Nawet wyłącznie uznaniową.

A skoro niet, to ja chyba spać pójdę, żeby się do tej czwartej dwadzieścia wyspać.
Miłych snów
Spokojnej
No to i ja powiem dobranoc
A ja na to: Spokojnej!
Poza tym niedługo sam chyba zmykam… Ciekawe, jak jutro będzie bez kawy.
Napij się zielonej herbaty, może pomoże
Ale najlepsza jest aronia, obniża ciśnienie i cholesterol. Same korzyści…
Dzięki. Zacznę chyba od herbaty.
Teina z kofeiną w jednym domu stali…
A może tak Wyspę uhonorować i przyznać Jej nagrodę? Przecież zasługuje. I to jeszcze jak!
Ultro, Wyspie taką nagrodę fundujemy co 2 – 3 lata! 🙂 Dzięki temu funkcjonuje…
Dobranocka była wcześnie, myślę że już czas na lampkę…

Dzień dobry zimowo
Za oknami biało…
Ulepimy dziś bałwaaaanaaa?
Chociaż nie. Za dużo tych bałwanów ostatnio dokoła 😉
Południe Polski również wita zimowo. Dzień dobry.
Witajcie!
Śnieg to pół biedy. Miejmy nadzieję, że sztorm nie wydmucha nadbrzeżnych Wyspiarzy!
Kupią sobie latawce, podepną się i przylecą do nas:-)
Dzień dobry.

Wstawiam ekspresik. Każdy podstawia pod to, co potrzeba.
Komu kawa? Komu herbata?
Witamy. Black Tea.
Ja o kawę poproszę
Assam Dagapur.
Ja piję taką żółtą, bo to zielona 😉
To ja wyjątkowo też herbatę. Zieloną.
Dzień dobry!
Mnie nie wywiało,
Na dachach biało.
Uff. Kamień z serca;-)
Właśnie zrobiłem sobie szybką prasówkę w temacie – obawy mogły być uzasadnione, ale na szczęście aż tak blisko morza nie mieszkam.
To ja może szybki muzyczny załącznik do śniadania?
Bo tam i o tostach, i o kawie, i o herbacie…
Klasyka!
A ja zmykam popracować.
No tak, dziewiąta minęła…
Ech, pracować od 9-tej…
Jeśli ktoś jest „sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem”…
Niby ja też jestem… I od godziny usiłuję się zagonić bacikiem na poddasze, gdzie deska do prasowania czeka…
Na razie Ja:Ja przegrywam/prowadzę 0:2
1 – kurier z paczkami
2 – grochówka
w charakterze wykrętów
Dzień dobry, kawa w biegu, trudny tydzień się zapowiada.
Pozdrowienia od biedronki (wiatrówka).
Jaka ślizgawka!
Jedna biedronka wystarczyła na wiatrówkę? To musiała być BIEDRONA kolos!
wiesz z ilości plamek jaka wysypała to można by kilkanaście biedronek wyprodukować:(
Biedronka na łyżwach. Co Ty na to?
DZień dobry. Ja sobie tak cichutko siedzę ,chociaż śledzę na bieżąco co sie dzieje na blogach i tutaj ,bo ja weny nie mam !!Nie mam nic do powiedzenia. A podobno mnie się doły nie chwytają .
No ok.. powalczę sama z sobą ,dołaczam się do kawy i zobaczę..
To nie dół, tylko refleksyjne poszukiwanie natchnienia.
Teraz ja idę do biedronki, może też znajdę jakąś biedronę…
Uważaj, żeby Cię nie zaraziła ospą!
Ospę już miałam, nic mi nie grozi 🙂
Dzień dobry. Fajrant. Na chwilę idę się odspawać od komputera…
Jest tu kto?
Jestem, tak jakby półgębkiem.
Lepiej półgębkiem, niż półdupkiem
Gdybym zwracał się do monitora wprost przeciwną częścią ciała, to może i mógłbym znaleźć się na Wyspie półdupkiem…
Niebezpieczne dywagacje – a nuż ktoś zacznie się zastanawiać, czy aby nie jest całym gębkiem?
No, pełną gębą!
A wprost przeciwnie – kompletną d.pą
A to wolno jeszcze? To nie zastrzeżone dla tzw głowy państwa?
Wydaje mi się, że to może być przechodnie – jeżeli jest się głową państwa, to można też być kapitalną d.pą (BTW ten automat od wulgaryzmów to jeszcze działa? Bo wygodniej by mi było pisać bez kropek)
antynomią do całego gębka jest kompletny dupek…
A racja. Nie przypilnowałem rodzaju gramatycznego.
Halo!!! Czy tu kto jeee?
Już zjadłem!
Jestem, pardon. Oglądałem serial.
Wspaniałe stulecie?
Nie. Westworld. Przedostatni odcinek.
Ja też, więc się już pożegnam. Dobrej nocy życzę Państwu

Spokojnej!
W temacie organizowania nagród chciałbym Państwa zaprosić do teatru (prawie 2 godziny, ale warto!)
To już jutro.
Ja też już dzisiaj się nie skuszę. Brak kawy daje o sobie znać…
Padłam. Wstałam. Pojechałam. Wróciłam.
Mam dość.
Zwięźle, acz znacząco. Coś więcej?
Mamusia mnie wykończyła psychicznie.
Trzeba było zwlec się i potomstwo na tenisa dostarczyć. To wstałam i pojechałam. I chyba znowu padnę, ale do rana nie dam się nigdzie pogonić.
Na litość, a kto, dokąd i po co miałby Cię poganiać o tej porze?!?
Poza może kotkiem, ale to tylko w ograniczonym zakresie, wewnątrz domu.
PRZESTAŃ
tfu tfu
Już przestaję…
Kiedy ty mu wreszcie pogonisz kota, temu kotu?
Na razie to chyba on mi goni…
Dobranocka.
Dzisiaj jazzu ciąg dalszy. Szkocko-amerykański saksofonista Richard Elliot i „Corner Pocket”, czyli opowieść bez słów z klubu bilardowego. Bo „corner pocket” to po prostu narożna łuza. Klimat w sam raz do zasypiania, chociaż nie nudny. Saksofon, pianino, bas, perkusja – ot, jazzowy ensemble.
Snów przyjemnych ze wszech miar!
A co to jest łuza?
Ta dziura na brzegu stołu, do której wbija się bile (kule) w bilardzie 🙂
Proroczych snów o przyszłych nagrodach wszystkim życzę 😉

Dzień dobry. Znaczy dobranoc
Dzień dobry
Kropi od rana, przez cały dzień… Nie mogłoby tak lunąć porządnie i żeby zaraz słoneczko wyszło? 


Ta pogoda mnie dobije
Ja wiem, że wszędzie sucho, ale przy takiej pogodzie zasypiam na stojąco i czuję się taka strasznie zmęczona… nawet kawa nie jest w stanie postawić mnie na nogi
Może wtorek będzie lepszy
No to znowu dzień dobry
Dzień dobry
Dziś znów miałam ciężką nockę, a rano jak nigdy nie chciało mi się wstawać…
Witajcie!
Wcześnie spać wczoraj poszliśmy (z wyjątkami, rzecz jasna!), to powinniśmy być wyspani. To ważne, bo na chodniku dziś poślizgnąć się łatwo…
Ale o co chodzi?;-) Moje doba ma za mało godzin. Powinna mieć ze 30 abym jako tako się wyrobił ze wszystkim (chodzi mi głównie o część kulturalno rekreacyjną, broń Boże nie piszę o pracy;-)
O tototo! Gdyby doba miała trochę więcej godzin, to i mnie łatwiej by się było wyrobić ze wszystkim… i też broń Boże nie piszę o pracy

Miralko , z gumową dobą , to tylko plemię jerozolimskie sobie dobrze radzi . Zdarzyło się już na naszym podwórku , że z przedstawionego rachunku wynikało , że pan Dawid pracował 26 godzin na dobę . Zdziwiony dyrektor wezwał faceta , aby to wyjaśnił, jak to możliwe …. Możliwe panie dyrektorze – usłyszał : bo ja dwie godziny wcześniej wstawałem ! Proste ? Jak drut !!
Dzień dobry.
Fakt, pogoda wyjątkowej urody. U mnue właśnie coś jakby grad walczy z wichurą. A młodszy potomek ma klasową wycieczkę do zamku. Komunikacją miejską.
Coś mi się widzi, że reszty tygodnia sama w domu nie spędzę…
To co? Ekspresik?

No w sumie ja po wrzątek:-)
I dzień dobry
O, kawusia 🙂 Zostało jeszcze dla mnie?
Jasne!
Dzień dobry, wyjątkowo przelotnie – robota od rana, i wcale jeszcze nie ta regularna.
Na razie!
Coraz gorzej widzę z twoim czasem. Zwolnij bo padniesz i będziemy Cię musieli reanimować..
Ps. Trzymaj się. Pojutrze już czwartek. A po czwartku…
Po czwartku piątek, a w piątek wieczorem wybywam na tydzień, a nawet dłużej, bo do niedzieli 11.12. Teoretycznie na narty, a w praktyce to zobaczymy, bo próbuję się właśnie wyleczyć, żeby móc jeździć, rozpaczliwie wierząc, że zdążę do wyjazdu…
Nic, tylko trzymać kciuki, żebyś wydobrzał


Wyjazd na narty bez możliwości jeżdżenia jest bez sensu. Tym bardziej dla kogoś, kto to lubi
Może pozytywna energia z Wyspy Ci pomoże i chociaż kilka dni będziesz mógł pojeździć… a przynajmniej tego Ci życzę
Wielkie dzięki! Oby się spełniło!
Sąd przysłał nam zaproszenie na rozprawę odnośnie odwołania od Kuby orzeczenia z połowy sierpnia 2015.
Termin: 28 lutego 2017.
Po prostu zaraz się wzruszę.
Ale pośpiech, wprost błyskawica…
Prawda? W tym tempie jakiekolwiek pieniądze dostanę tak w maju. Pieniądze NA ŻYCIE teoretycznie od tego sierpnia 2015.
Ciekawe, czy dadzą Wam te pieniądze z jakimś wyrównaniem, czy tylko od czasu uprawomocnienia wyroku
Bo jeszcze jak z wyrównaniem za przynajmniej pół roku, to ostatecznie mogłoby być… Na wyrównanie od sierpnia 2015 chyba raczej nie ma szans, znając życie 
No właśnie wg prawnika powinni z wyrównaniem.
To jest świadczenie dla rodzica, który zrezygnuje z pracy, żeby zajmować się niepełnosprawnym dzieckiem. Ja mam dwóch takich w domu, ale świadczenie pobiera się jedno – logiczne, przecież RAZ rezygnujesz z pracy, bez względu na to, iloma dziećmi musisz się zająć.
Ponieważ do sierpnia dostawałam świadczenie na Jaśka (potem dostał nowe orzeczenie o niepełnosprawności, wg którego nie przysługuje mu taka opieka), to wyrównanie dostanę (podobno) od września. I fajnie, nie mam zastrzeżeń. Tylko dostanę je w maju, a żyć z czegoś trzeba, do maja, prawda?
No i teraz OK – ja mam męża, który zarabia. Ale jest cała masa rodzin, dla których to świadczenie jest głównym dochodem. I co one mają zrobić? Wbić zęby w drewno na półtora roku?
A czytam dzisiaj, że zabrali babce zasiłek, bo niefortunnie pieniądze zebrane na leczenie znalazły się na jej koncie zanim trafiły z jednej fundacji do drugiej. I nie ma znaczenia, że to pieniądze na leczenie, które powinno być moim zdaniem refundowane przez państwo, a nie kasa na telewizor i smartfona. To może ja nie mam jeszcze tak najgorzej?
Tak się czasami zastanawiam, po groma są te wszystkie komisje i sądy. Całe to orzecznictwo jest bez sensu. Są choroby z których nie da się wyleczyć, nawet jak ktoś bardzo by tego chciał. Powinna być jedna komisja i świadczenia powinny być przyznane raz – dożywotnio. Wiadomo, że jak facet stracił nogę, to mu ona nie odrośnie. Z autyzmu też nie da się wyleczyć. Jeśli kiedyś znajdą na to lek, to można spróbować takiego leczenia i wtedy można stawać na komisji i jeszcze raz rozpatrywać słuszność przyznanych świadczeń.
Swojego czasu, moja ciotka też musiała udowadniać, że nie jest wielbłądem. Chorowała na raka. Miała wyłoniony sztuczny odbyt, bo ten który miała od urodzenia zaszyli jej na okrętkę. Co i rusz wzywali ją na komisję, żeby sprawdzić czy przyznane świadczenia są słuszne… W końcu znajomości w służbie zdrowia i odpowiednia koperta położyły kres temu nękaniu. Po kilku latach spędzonych na różnych komisjach, odwalili się od niej. Dostała I grupę dożywotnio… Tylko po co było to cykliczne ciąganie jej? Bo panowie i panie z komisji muszą mieć zajęcie? I oczywiście odpowiednie dochody? Moim skromnym zdaniem, to paranoja
W tzw.” Słuzbie Zdrowia ” nic się nie poprawia . Miałem ostatnio zabieg usunięcia zaćmy prawego oka . Po zakończeniu wizyt w szpitalu ,dostałem wypis z zaleceniem dostarczenia dokumentu doktorowi okuliście , który skierował mnie na ten zabieg .Niestety , kiedy pojechałem do przychodni w której na stałe pracuje pan doktór , to panienka z okienka powiedziała , że aby dotrzeć z dokumentem ze szpitala do okulisty , muszę mieć skierowanie od internisty .Powariowali czy co ? Załatwiłem sprawę bez internisty , ale była mała awanturka przy okazji …
Jesu – o polskiej służbie zdrowia i tzw. pomocy dla nieepełnosprawnych,chorych, innych i starych to można tomy pisać. I pewnie tylko następna wojna wszystko wyrówna,,,,
No właśnie…
Trzeba mieć zdrowie, żeby chorować. Na cokolwiek. Rena ma rację. O różnych tego typu głupotach można napisać tomy…
I te barany pojechały do przychodni po skierowanie… Ja bym im pojechała!!!
Byłoby mnie słychać w całym szpitalu
I jeszcze potem komentowały, że dziecko było ubrudzone. A jakie miało być, skoro bawiło się na podwórku, a potem to siostra nawet nie pomyślała o ubraniu w „lepsze ciuchy”, czy o umyciu. 
Przypomniało mi się, jak wiele lat temu chłopcy mojej siostry rąbali drzewo (bez wiedzy rodziców). Młodszy trzymał polanko, a starszy ciapnął. Oczywiście po palcach. Siostra była w kuchni i usłyszała niesamowity ryk dziecka. Paluszek wisiał na włosku… Szwagier wskoczył w samochód i powieźli do szpitala. A tam na izbie przyjęć powiedzieli, że nie przyjmą, bo musi być skierowanie z przychodni chirurgicznej
No oczywiście. Ta cała armia urzędników zarabia na swoje pensje i premie. Ja jeszcze rozumiem komisje edukacyjne – no bo może się zmienić funkcjonowanie delikwenta i teoretycznie taka komisja ma pomóc i skierować dziecko do najlepszej dla niego szkoły. Teoretycznie, bo nam komisja wysłała Kubę do… rejonowego gimnazjum. Takiego normalnego.
Teraz też: dwa uosobienia geniuszu uznały, że on jest samodzielny życiowo. Następne dwa to podtrzymały. I kolejne. Między tym wszystkim po trzy-cztery miesiące czekania.
O tym można książkę napisać.
I widzisz, gdyby taka komisja składała się ze specjalistów, ale takich na poziomie (ale nie na poziomie jednokomórkowców), to nie byłoby potrzebne latanie po sądach i te wszystkie odwołania. I gdyby taki pan/pani z komisji odpowiadali za orzeczenia i mogli nawet wylecieć z roboty za brak wiedzy i profesjonalizmu, to na pewno wszystko inaczej by wyglądało. Ale u nas rączka rączkę myje i kolesia się z pracy nie wyrzuca, nawet jeśli jest głąbem…
Czasem mam wrażenie, że to nie polega na braku kompetencji, ale raczej na dyspozycyjności wobec zwierzchnictwa czy też tzw. „organu prowadzącego” (chociaż różne określenia tego organu mi przychodzą do głowy). Tzn. chodzi mi o hipotetyczną sytuację, w której organ dowolnej proweniencji zarządza: „Mamy pieniądze dla 20% potrzebujących. Nie wolno wam wydać orzeczeń pozytywnych dla większej ilości osób, nawet jeżeli będą podstawy.” I teraz tacy dyspozycyjni urzędnicy czy też biegli mają problem, jak dobrać te 20% (czy dowolną inną liczbę). A co dalej, to już sobie możecie dośpiewać. Wiadomo, że jak podaż niewielka, to popyt rośnie, a w miarę wzrostu popytu metody pozwalające na dostęp do pożądanych dóbr wyrodnieją.
A ja mam wrażenie…że masz dużo racji, Mistrzu Q.
Nie znam się na autystach. Wdziałam w swoim życiu jednego i to też (że tak powiem) przelotnie. Miał wtedy ze 4 latka. Także swoją wiedzę czerpię głównie z wypowiedzi Jo. Skierowanie dziecka-autysty do rejonowego gimnazjum nie idzie chyba w parze ze zmniejszeniem kosztów. Także to chyba raczej brak kompetencji, a nie oszczędność finansowa…
Trochę dużo tego „chyba”, ale nie wiem nic na ten temat, więc są to tylko moje przypuszczenia
Dzień dobry

Chociaż nie wiem czy taki dobry… jakby zamulony od rana
Dzień dobry.
Ja sobie właśnie wytłumaczyłam ,że nic nie muszę. I miałam iść do szkoły ale …najpierw zaspałam,póżniej przyszła jedna mama z dwójką maluchów ,żebym coś tam jej pomogla, póżniej zrobiłam przegląd maili i onetu (tfu ,cholerka) pożniej zobaczyłam co ludzie piszą ,pograłam w mahjonga ,postawiłam pasjansa i dalej nic nie muszę…tzn. muszę pojechać do banku odblokować kartę. A tu u nas minus. Skrobali rano autka. I słonće . Mozę jednak skoczę do banku…..
U nas też skwaru nie ma.
Wczoraj kupiłam lampki choinkowe, bo to chyba czas najwyższy
Dzień dobry po południu.
Fajrant po regularnej robocie, a teraz czas na małe bieganie. Nie rekreacyjne jednak.
Pracuś-Bieguś…
Już jestem, pobiegawszy, ile trzeba 🙂
A ja oglądam „Gliniarzy” na Polsacie. Ciekawe odcinki, ale za dużo reklam – jak to na Polsacie
Kiedyś słyszałem, że na Polsacie lecą głównie reklamy, przerywane od czasu do czasu filmami.
To całkiem jak w USA. Półgodzinny film trwa ponad godzinę, bo przecież muszą wyemitować reklamy
Jest reklama biura prawniczego. Proszą wszystkich, którzy przyjmowali lek X i zachorowali poważniej, czy nawet rodziny tych, którzy zmarli przez ten medykament, o kontakt. Biuro ma już kilkunastu klientów i zbiera wszystkich do kupy, by złożyć pozew zbiorowy. Dostaje się wtedy większe odszkodowania od koncernu farmaceutycznego…
Jeśli powikłania związane z przyjmowaniem są poważne, to dlaczego nie wycofają ze sprzedaży? A jeżeli nie są, to skąd ten pozew do sądu? Nic nie rozumiem… 
Ale muszę przyznać, że ostatnio zwróciłam uwagę na niektóre reklamy i doznałam szoku
Dwie jakieś inne reklamy i reklama leku X. Osoby zachwalają jaki ten specyfik jest super i jak uratował życie…
To w sumie zabija, czy ratuje? Bo już sama nie wiem?
Ale o co Ci chodzi, przecież i kancelaria, i producent zapłacili za czas antenowy?!
A tak serio, to obawiam się, że jest to kwestia tej tam poprawki do Konstytucji USA, gwarantującej wolność słowa. Oczywiście wolność nie zwalnia od odpowiedzialności, a tę, jak widać stara się egzekwować kancelaria.
Poza tym nie wiem, czy w USA istnieje coś takiego jak „ważny interes społeczny”, który mógłby uzasadnić odmowę reklamy leku w momencie, kiedy szkodzi. Podejrzewam, że nie.
Natomiast per analogiam, gdyby pojawiły się w bloku reklamowym ogłoszenia werbunkowe dowolnej organizacji terrorystycznej, to zapewne miałaby zastosowanie jakaś ustawa o bezpieczeństwie narodowym i odpowiednie służby zajęłyby się tak nadawcami, jak i reklamodawcami.
Być może w przypadku leku zagrożenie nie jest tak bezpośrednie albo jednoznaczne. Nie mówiąc już o funduszach i wpływach, jakimi dysponują koncerny farmaceutyczne.
Ujęłabym to trochę inaczej… I kancelaria i producent chcą zarobić. Opłaca im się zapłacić za czas antenowy. Ze sprzedaży leku będą mieli na pokrycie odszkodowań i nową reklamę. Adwokaci zarobią też więcej, bo będą mieli więcej klientów. A to, że kilka osób przy okazji zejdzie z tego świata, to już trudno. Tylko kasa się liczy

W USA istnieje (tak jak w Polsce) specjalny urząd dopuszczający żywność i leki do sprzedaży. Chciałabym wiedzieć gdzie oni są, że nie reagują? To znaczy… podejrzewam, że wiem gdzie są… w kieszeniach koncernów.
Robi się trochę długowato… to może nowe pięterko?
Zapraszam pięterko wyżej. Niech trzepot skrzydeł chociaż trochę rozgoni smutki i „wkurzenia”

Dobranocka jeszcze tutaj.
Tak mi się spodobał ten saksofon, że dzisiaj też będzie, ale inny. Argentyński. Słynny saksofonista z Argentyny, Leandro „Gato” Barbieri i „Europa” – kompozycja Carlosa Santany. Brzmi potoczyście, chwilami saksofon wręcz szarżuje, ale nastrój jest jak trzeba. Argentyńczyk i Meksykanin w Europie? Bardzo proszę, tak to właśnie brzmi.
Snów kosmpolitycznych.
Słuchało się świetnie… no to równie dobrych snów!

muszę tu jeszcze wpisać – DZIĘKUJĘ 🙂
Tetryku spotkać tera oko w oko baronową Sołowiejczyk, to frajda , znaczy z jednej strony frajda z drugiej trauma bo jak na dłoni widać, że stare wraca i to nie tylko kroczy, stare wręcz galopuje na złamanie karku z zastrzeżeniem, że kark a waściwie kręgosłup stare próbuje łamać przeciwnikom