Dość dawno nie pokazywałam swoich ulubieńców. Lato minęło i duża część z nich odleciała w cieplejsze rejony. Wrócą wiosną…
Ale wróbelki zostają. Introdukowane do Ameryki w 1852 roku do New York City, rozprzestrzeniły się na cały kontynent (według tego co podaje Wiki, potrafi się przemieszczać z lęgami nawet 230km rocznie) i jest teraz bardzo popularnym ptakiem. Niemal wszędzie. A przywieziony był z Anglii, żeby pomógł w walce z linden moth. Nie bardzo wiem co to jest, ale po angielsku „moth”, to ćma albo mól. Czyli jakaś lipna ćma/mól…
Tutaj rozmnaża się i rośnie ich populacja, a w Europie zaczyna zanikać. W Holandii, w 2004 roku wróbel zwyczajny został wpisany do „Czerwonej Księgi”, w Anglii jego populacja spadła o 60%. To dużo… Z tego co czytam w mojej ptasiej grupie, nie tak łatwo jest spotkać wróbla w Polsce. Mazurek, jego krewniak, pojawia się chyba częściej… Czyli… może Amerykanie nie robią nic złego karmiąc ptaki cały rok… chociaż w grupie „Ptaki” ludzie krytykują takie dokarmianie…
A tak w ogóle, to wróble, tak jak i kardynały wyprowadzają lęgi nawet 3 razy do roku. Co się dziwić, że jest ich tutaj aż tyle. Mają co jeść i gdzie się gnieździć. Ludzie stawiają im budki lęgowe (jak my), karmniki, poidełka… Na moje karmniki w okresie jesienno-zimowo-wiosennym przylatuje tych wróbelków około setki. Mąż się śmieje, że chyba z całej dzielnicy, bo jakoś w moim Franklin Park nie widzę u sąsiadów karmników. Więcej jest ich na dalszych peryferiach Chicago.
I jeszcze trochę wspomnień z wczesnej jesieni… kiedy ptaki migrujące dopiero zbierały się do odlotu… To tylko mała cząstka zdjęć… natrzaskaliśmy ich z mężem duuużo więcej 😀
Muszę przyznać, że gdy po raz pierwszy zobaczyłam wypierzającego się kardynała, to myślałam, że jakiś chory. Dopiero później doczytałam, że to u nich normalny proces. Krzyżówki, czy karolinki wypierzają się w inny sposób i znikają w trzcinach na kilka tygodni (samce w okresie lęgowym). Czaple też gubią pióra, ale nie przeszkadza im to w lataniu. Gubią je kolejno… co gatunek, to inne zasady. Ptaki są niezwykle ciekawe! Mogę o nich opowiadać godzinami, ale nie będę Was zanudzać…
To na razie tyle. I oczywiście to jeszcze nie koniec. Ciąg dalszy na pewno kiedyś nastąpi…





Zapraszam do oglądania. Mnie to ciekawi, mam nadzieję, że Wam też sprawi przyjemność
Super!
Bardzo lubię Twoje ilustrowane ptasie opowieści. Nie komentuję, bo kompletnie się nie znam, ale oglądam z przyjemnością.
Nie trzeba się znać

Tematy, które poruszaliśmy są na pewno ważne, ale też i dołujące.
Trzeba się zrelaksować 
Jaki jest ptak, każdy widzi
Tak sobie pomyślałam, że skoro wróciłam wcześniej do domu, to mogę Wam pokazać coś bardziej optymistycznego
Święta racja.
Na Mazurach od ubiegłego roku , kiedy po raz pierwszy pojawiły się na działce , jest już spore stadko . Obserwacje z przed tygodnia są optymistyczne . Ciekawe co będzie na wiosnę . A tak przy okazji , to kiedyś dowiedziałem się od swego szefa , że ja stary wróbel , dałem złapać się na końskie ….itd . Zatem jak widać wróble są mi bardzo bliskie od wielu , wielu lat
U mnie też wróbli nie brakuje, chociaż więcej jest gołębi i rybitw. No i sroki wszędobylskie. Tak więc nie zgadzam się ze zdaniem, że nie tak łatwo jest spotkać wróbla w Polsce.
Tylko pytanie, czy to są wróble, czy mazurki? Są niemal identyczne. Tylko u mazurków nie ma dymorfizmu płciowego i obydwoje wyglądają tak samo (jak samiec wróbla). No i od wróbla różnią się w zasadzie tylko plamką na „policzku”. To znaczy mazurek ją ma, a wróbel nie.

Ja się nie znam i nie wiem jak jest z liczebnością tych ptaków w Polsce. Wiem jedynie, że ten gatunek jest objęty ścisłą ochroną gatunkową. To znaczy tak wyczytałam. No i mam wiadomości od ludzi, którzy mają takiego samego „konika” na punkcie ptaków jak ja. Piszą o zwiększającej się populacji mazurka i powolnym zaniku wróbli…
No to będę musiała baczniej się przyjrzeć
tym ptaszkom…
MAZUREK
Nie wiem czy będzie widać tego mazurka…
Kurcze, wwaliła mi się cała strona
Tak to jest, jak ktoś coś robi, a się nie zna 
A chciałam tylko pokazać jak ten mazurek wygląda
Ps. Nie wiem komu, ale pięknie dziękuję za unormowanie tego bajzlu, który narobiłam. Teraz można obejrzeć mazurka bez problemu. Przepiękne dzięki!!!
Faktycznie widać, że wróble Ci obce nie są
Skoro nawet Twój szef to zauważył 
Dziękuję, już wiem o jakiej plamce pisałaś. Będę się bacznie przyglądać tym ptaszkom i odróżnię wróbelka od mazyrka.
Piękne pięterko
A niedawno wspominałam Twoje ptaszki i tak sobie myślałam, że dawno ich nie pokazywałaś. No i wywołałam wilka z lasu 
Nie mam za dużo czasu
Gdybym miała, to mielibyście dość tych moich pierzastych.


Bądź co bądź mam już 110 gatunków na zdjęciach. Nawet pokazywane pojedynczo, to solidna kolekcja
Wow.

Uchwycona kąpiel wróbli i drapieżnik na płocie. Te mi się najbardziej podobają. Rewelacja!
Wcale się nie obrażę jak jutro będzie kolejne pięterko z ptakami
Na jutro na pewno nowego pięterka nie będzie. A przynajmniej nie moje
Dobry wieczór na nowym pięterku!
Jak zwykle warto poczekać na ptaki od Mireczki 🙂 Nie miałem pojęcia, że wróble sprowadzili do Ameryki ludzie. Co do ćmy, to zdaje się, że chodzi o Erannis tiliaria (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/en.wikipedia.org/wiki/Erannis_tiliaria), zwaną „Linden looper”, w innym miejscu znalazłem informacje o inwazyjności gatunku, ale już polskiej nazwy – nie.
Natomiast same wróble w kąpieli, to wyjątkowo wdzięczny temat, po raz kolejny widać, że Autorka potrafi wydobyć z tak niby pospolitych i znanych ptaków sam złoty kruszec w postaci interpretacji póz, zachowań i stosunków wewnątrz grupy. Wróbel patrzący krytycznie na gwoździe – w pierwszej chwili pomyślałem, że zastanawia się nad tym, czy są jadalne 🙂
Drugi zestaw równie dobry, chociaż dla nas bardziej egzotyczny (kolibry! Kardynały!). Elegancja pani kolibrowej, jak narysowanej od krzywika. Pierzący się kardynał wygląda natomiast jak jakiś ścierwnik w miniaturze 😀 Krogulec też pewnie przyleciał „do karmnika”, a że akurat było pusto… 😉
No zobacz Mistrzu Q. A ja widziałam inną liszkę, pod tym linkiem: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/en.wikipedia.org/wiki/Ellida_caniplaga i tu napisali, że to linden moth, ale też nie ma tłumaczenia nazwy na polski.
Jeśli mam być szczera, to ja też byłam przekonana, że wróble są tutejsze. Nie pomyślałam, że same nie mogłyby tak daleko zalecieć (a pochodzą z Azji). One nie są dobrymi lotnikami. Po kilku, kilkunastu metrach muszą usiąść, inaczej padną.
Bo w inny sposób uciec nie dadzą rady…
Z resztą widać jak uciekają od drapieżników. To jeden furkot, ale momentalnie lądują w krzakach. Szczególnie jeśli mają blisko gęste krzaki. Duży drapol tam nie wleci, ani ich nie dosięgnie. Wspaniała kryjówka
No więc też na nią trafiłem, ale potem znalazłem taką stronę – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.whatsthatbug.com/2014/10/25/flightless-female-invasive-linden-looper-moth/ – na której w wyjaśnieniach, nieco niżej, kursywą, pada określenie „inwazyjny gatunek”, a stamtąd znów link prowadzi do strony poświęconej takowym gatunkom w USA – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.invasive.org/browse/TaxThumb.cfm?fam=210&genus=Erannis
I to by mogło wyjaśniać sprawę, ale nic z tego – ta Ellida Caniplaga TEŻ tam jest! http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.invasive.org/browse/subinfo.cfm?sub=7031
W związku z czym pozostajemy w niewiedzy.
W angielskojęzycznej Wiki napisali na ten temat tylko tyle: „The first of many successful introductions to North America occurred when birds from England were released in New York City, in 1852 to control the ravages of the linden moth.” A z resztą możesz przeczytać całość. Wpiszesz „house sparrow” i w paragrafie „Introductions” to wszystko znajdziesz. Może coś źle sobie przetłumaczyłam? Bo jednak mój angielski (szczególnie taki specjalistyczny) do za dobrych nie należy
…chociaż nie. Jeżeli uznać za miarodajną angielską Wikipedię, to jednak mówimy o tej „twojej” ćmie – „birds from England were released in New York City, in 1852 to control the ravages of the linden moth” („Ptaki z Anglii zostały wypuszczone w 1852 r. w Nowym Jorku, w celu zmniejszenia populacji żarłocznych ciem”), po czym link spod określenia „linden moth” prowadzi właśnie do Caniplagi.
Poradziłam Ci, gdzie możesz tego szukać, a Ty znalazłeś to wcześniej
Och, równolegle 😉
Dzięki! Widać, że dobrze to sobie przetłumaczyłam
Nie wiedziałam tylko jak przetłumaczyć to „moth”, bo równie dobrze może to być mól. Tych moli też jest sporo gatunków… nie tylko wcinają wełnę z szaf, są i inne… 
Teściowa np. za Chiny nie może się pozbyć moli spożywczych z kuchni.
Wiem coś o tym, bo myśmy też mieli i walka z nimi nie była łatwa

W końcu wywaliłam wszystkie nasze zapasy, półki i pojemniki wydezynfekowałam i kupiliśmy wszystko od nowa. Trochę tego było, ale jak na razie (odpukać w niemalowane 😉 ) mamy spokój i nic nam po kuchni nie lata
Och. Teściowa, obawiam się, byłaby raczej przeciwna tak radykalnym zmianom (chociaż moli nie lubi). Nie ten wiek.
No i tu leży główny problem. Samo trucie tych moli nic nie da. Ich jajeczka są mikroskopijne. Nie da się ich zobaczyć. A ja już byłam zmęczona sprawdzaniem, czy nic mi się nie rusza w żarciu
A po ugotowaniu, czy żadne paskudztwo nie pływa po wierzchu. Sama myśl, że mogłabym zjeść jakąś taką larwę wzbudzała odruch wymiotny. Także wolałam stracić trochę kasy i pozbyć się wszystkiego, niż jeść i się zastanawiać… 
Na mnie czas, dobranoc, do juterka
Kolorowych snów, Bożenko
Spokojnej!
A tak w ogóle, to muszę się przyznać, że wiele lat temu, to czy mazurek, czy wróbel, to były wróbelki. Przynajmniej dla mnie
Dopiero od niedawna zaczęłam je odróżniać. To i teraz się mądrzę… 
Dla mnie nadal są to wszystko wróbelki. A w naturze w dodatku za szybko się ruszają, żebym mógł dostrzec jakieś plamki czy inne znaczki. Dopiero na Twoich zdjęciach można się pobawić w rozróżnianie 🙂
Ja do tych mazurków i wróbelków miałam tu jeszcze junki zwyczajne i kilka gatunków pasówek i lasówek
To też wszystko były wróbelki. Dopiero jak zaczęłam robić zdjęcia i porównywać zauważyłam zasadniczą różnicę między nimi. Bo prawdą jest co napisałeś… za szybko się poruszają, żeby tak od razu (szczególnie niewprawne oko) zauważyć takie drobiazgi
Tym bardziej, że część ptaków (w tym wróbelki) zmieniają szatę w zależności czy są młode, czy są w okresie godowym, czy w spoczynkowym. Do tego dochodzi czy mają prawidłową dietę i czy ich kondycja zdrowotna jest OK. Trochę dużo tego i początkowo miałam niezły zgryz który z ptaków należy do jakiego gatunku. Do tej pory niektórych ptaków nie znalazłam i nie wiem co mam na zdjęciach
No cóż. Żaden ze mnie ornitolog, to i trudno wymagać… 
Ależ nikt nie wymaga, co więcej, stwierdzam, że nawet jako nie-ornitolog znakomicie rozpoznajesz ptaki!
Dzięki za uznanie
Na pewno wiem o nich sporo i mówię o tym bez przesadnej skromności. Nie tylko robimy im zdjęcia, ale też i czytam dużo na ich temat. Nie tylko na polskiej Wiki, ale i na tej angielskiej. Często na polskiej jest zaledwie kilka zdań, na angielskiej kilka stron. Chyba dlatego, że głównie dotyczy to tutejszych ptaków. Także trudno nie zapamiętać przynajmniej części informacji. Od jakiegoś czasu doszedł mi FB i „ptasia grupa”. Tam też mam całą masę ptaków z całego świata. Czasami, gdy popełnię błąd w oznaczeniu gatunku, to mnie poprawią… i to jest bardzo dobre, bo mogę się uczyć cały czas. Widzę też ptaki z Polski, których będąc w Polsce nie widziałam… czy to nie zabawne? Trzeba było wyjechać do USA, żeby poznać rodzime gatunki, z własnego kraju 
Jak to było? „Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju”?
Włąśnie dotarłem do domu po spotkaniu z pp. Wujcami. Teraz szybka kolacja, i rzucam się na ptaszki
Mam nadzieję, że to Twoje „knucie” nie pójdzie na marne… Strach się bać, co jeszcze mogą wymyślić…
Dobranocka jeszcze piętro niżej!
Dzisiaj zmykam nieco wcześniej (jednak ten brak kawy daje mi się we znaki…). Dobranoc.
Tobie też kolorowych
Podczas rozmowy z Wami, przyszedł mi do głowy pomysł na nowe ptasie pięterko
Nie wiem kiedy je zrobię, ale myśl zakiełkowała i mam nadzieję nie zdechnie
Muszę tylko trochę przegrzebać swoje archiwum ze zdjęciami. To znaczy nie jest to trudne, bo mam wszystkie gatunki w folderach (oddzielny dla każdego gatunku), ale wymaga to czasu, żeby je odpowiednio dobrać… Zobaczymy…
Na razie muszę się zająć obiadem. Skoro jestem w domu wcześniej, to powinnam swoim chłopcom coś ugotować. To znaczy już się gotuje…
My już dawno po obiedzie….:-)
No cóż… te różnice w czasie. Zwykle gdy wracam z pracy, Wy już dawno śpicie. A gdy Wy pijecie poranną kawę/herbatę, ja sobie w najlepsze chrapię
To się dziwić, że ja dopiero gotuję, a Wy już po… 
Pięknie uchwycone obrazki! Ten basen dla wróbli to misa ze żwirkiem?
Bo to już chyba nie wróbel ani mazurek?
Aha, a dziwuszka na końcu pierwszej serii to nazwa ptaka, czy literówka?
W drugiej serii najbardziej podoba mi się krogulec. Jest w nim dostojność władcy okolicy!
Dzięki Ukratku

Samica dziwonii bardziej przypomina wróbla. Jest tak samo brązowa w paseczki (chociaż zupełnie inne paseczki). Samczyk, jak widać, ma dużo czerwonego. Nie tylko głowa i pierś, ale i trochę na placach…
A władcą okolicy jest myszołów rdzawosterny, nie krogulec. „Rdzawuś”, jak go nazywa małżonek, jest większy i silniejszy. Krogulec musi mu ustąpić pola… nie ma szans. Tylko wiadomo, jak nie ma w pobliżu władcy, to i te mniejsze się mogą pożywić 
Ta misa jest z płytą ze zlepionego żwiru. Ma w środku grzałkę z termostatem. Zimą, nawet w największe mrozy woda nie zamarza i ptaki mogą się zawsze napić. A także wykąpać, bo one i zimą, w mróz, się kąpią. Takie czyścioszki
Dziwuszka nie jest literówką. Ten ptak się tak nazywa, chociaż bardziej jest znana nazwa dziwonii ogrodowej. Tylko jakoś mi nie za bardzo pasowało – „pan dziwonia”
Z krogulcem miałam trochę kłopotu. Na zdjęciach w albumie są tylko dorosłe osobniki i znacznie różnią się od tego „złapanego” przez nas. Początkowo myślałam, że jest to krogulec zmienny. Bardzo podobny do czarnołbistego. Moje wątpliwości rozwiała końcówka ogona. Zmienny nie ma tego białego paseczka i ma bardziej płasko zakończony ogon. Dobrze, że udało nam się obcykać go w całości, bo miałabym wątpliwości co do oznaczenia gatunku
Halo, halo. To ja. Dzień dobry
Halo, to też ja! Dzień dobry
No hej.
Jakie tutaj ranne ptaszki…
Ciężko ranne…:-)
Ale ekspresik wstawić, to już nie ma komu?

Dzień dobry.
Bo my leniwi od urodzenia jesteśmy. Wrzątek na herbatkę poproszę
Prosz…
A ja zdążyłam na kawkę?
Oczywiście! Pilnuję ekspresu niczym westalka ogniska!
Dzień dobry. Dzisiaj mnie czeka bieganie (jeżdżenie) w godzinach pracy, więc żeby nie skończyć o jakiejś kompletnie nieprzyzwoitej porze, przelatuję tylko przez Wyspę, z kubkiem zielonej herbaty w dłoni, nie zatrzymując się niestety.
Aha, zapomniałbym. Najjunior ma dzisiaj urodziny! Siedemnaste.
Więc po południu też będę o tyle, o ile.
Najlepszego Jubilatowi! Poważny wiek!
Sto lat dla Najjuniora
Najlepszego!

Obu mu się wiodło
No witaj w przelocie:-)
Sto lat Najjuniorowi!!! Najlepszego!!!

Moje też sto lat , to Najjunior ma już dwieście , a to już coś znaczy !! Pytanie do Miralki : czym różni się pan wróbel , od pani wróblowej ?
Pięknie dziękuję, właśnie po obchodach, ale przez to – oraz poranne jeżdżenie – jeszcze pracuję. Niemniej zostawię Wyspę na wierzchu, bo już mi się ckni za Wami 😉
No ja myślę!
Witajcie!
Miło się zaczyna poranek pod tyloma skrzydłami
O, i pan Tetryk jest – dzień dobry
Niespodzianka, panie Zoe!
Zima dziś u mnie pokazuje swoje oblicze, coraz większe płatki śniegu lecą z nieba…
Dzień dobry
Jakaś tak zmęczona jestem i to już od rana
Czyżby się jakaś choroba „wrzucała”? Czy tylko aura nieodpowiednia? Mam nadzieję, że to drugie…
Wstałam, chociaż jeszcze bym chyba pospała
Tu też tak jakoś buro. I niebo zaraz spadnie, bo tak nisko…
Się uśmiałam. Dzień taki ponury, więc nie będę sknera i się podzielę, chcecie?
Otóż przeczytałam wykład na temat zdrowego odżywiania, głównie w kontekście wzmocnienia odporności, ale generalnie było o tym co jeść, co kupować, gdzie kupować i dlaczego unikać czegoś innego.
Wykład autorstwa Blogerki Kulinarnej, którą czasem czytuję, bo fajne felietony pisze. No i padłam.
Nie będę Wam tu streszczać, tylko od razu przejdę do tego, co mnie tak ubawiło. Otóż pani Autorka, jadająca głównie w restauracjach, bo restauracje z wdziękiem opisuje (tu nie ma sarkazmu, naprawdę lubię ją czytać!), na zakupy jedzeniowe wydaje miesięcznie cztery tysiące. Na dwie dorosłe osoby. Nie licząc tych restauracji. No i ja umarłam.
CZTERY tysiące. Podobno „można i taniej”, ale na tym się kończy – nie ma przykładów, JAK można taniej. I to nie licząc jedzenia w restauracjach. Czyli ja bym musiała na cztery dorosłe osoby wydawać osiem. Tysięcy.
Muszę o tym powiedzieć mężowi. Niech wie, jak marnie zarabia.
Zastanawiam się, co ta pani wie o życiu? Jak może komuś cokolwiek doradzać?!
To jest chore.
Ona wydaje na jedzenie domowe kwotę, o której większość ludzi w tym kraju może tylko pomarzyć, żeby mieć na wszystko! Ja też gotuję sezonowo. I mam dwóch nieustannie głodnych nastolatków. Ale nie wiem, co musiałabym kupować, żeby wydawać taką kwotę. Plus restauracje…
Pamiętacie z lektur szkolnych?
Gęś to taki niewygodny ptak… Bo widzisz Waść: na jednego za duży. A na dwóch znowu, mocium panie, za mały…
Ależ ofkors! Filozof powtarza to za każdym razem, kiedy gęś jemy!
Tak mi się skojarzyło z Tuwimem, ale on to pisał z przekąsem i w oparach absurdu:
„CO PODAĆ DO STOŁU, GDY PRZYJDĄ GOŚCIE, A W DOMU NIC NIE MA
Świeżo upieczoną indyczkę pokrajać w plasterki, wyłożyć na półmisek, ubrać kaparami i sałatą z pomidorów. Funt łososia, trzy pudełka sardynek, szczupaka na zimno, pasztet ze zwierzyny i kilka śledzi marynowanych, zimne mięsa — rozłożyć na półmiskach i rozstawić na stole. Kilka butelek wódki i wina, trochę owoców, czarna kawa i likiery — i ta zaimprowizowana naprędce kolacyjka zadowoli najwybredniejsze gusta”
Faktycznie, kolacyjka zaimprowizowana z niczego
A jeszcze była „Potrawka na winie” – pichcona z tego, co się akurat nawinie.
I jeszcze było piwo ze sliwek…
Nie znam…?
Bo to zbieracie, panie to piwo co komu w pozostawionych kuflach zostało, sliwacie do swojego i macie piwo ze sliwek…
A pamiętasz przepis „Jak zrobić eskalop?”?
Niee!
Z pamięci cytuję, bo nie mam tekstu pod ręką.
„Wziąć funt wołowiny. Sprawić, wstrząsnąć i zrobić eskalop.”
Bardzo przepraszam. Powlokłam się na górę, bo może ktoś jednak chciał skorzystać, a ja takie enigmatyczne z pamięci wrzucam.
Zatem cytat dokładny:
„Wziąć dwa funty cielęciny, wstrząsnąć, obrać, zaprawić i zrobić eskalop. Dla smaku można dodać szczyptę soli.”
Jeszcze raz przepraszam.
Nooo! To faktycznie nic w domu nie było
Też bym tak chciała, żeby takie nic ciągle było w domu pod ręką, gdy przyjdą niespodziewani goście 

Chociaż może bez indyczki, bo u nas nikt tego nie lubi…
Po Dniu Dziękczynienia zwłaszcza!
Nie znam się na polskich cenach, ale wydaje mi się, że te 4 tysiaki to stanowczo za dużo

Kilka lat temu brat mi mówił, że na jedzenie, na cztery osoby, wydaje ok, tysiaka. Sam gotuje, a przy większej grupce, to wychodzi taniej. Także nie wiem…
Co oni w takim razie jedzą?!!! Kawiory i jakieś inne frykasy?
Ha, to wystarczy się zaopatrywać w sklepach premium w importowane rzeczy, albo ekologiczne, zdrową żywność z certyfikatem…
A niech sobie kupują! Tylko przy takim budżecie to ja bym się nie ośmieliła udzielać innym porad, jak powinni jeść.
Ha! Już wszystko jasne! Ukochany przez stołecznych snobów biobazar i pomidory po 36 zł za kilogram (w sezonie).
Idę sobie otworzyć nieekologiczne martini prosecco.
I otóż teraz tak: właśnie skończyłem pracę i pomijając już nawet to, że chcę chwilę odsapnąć, i tak muszę ustąpić miejsca przy komputerze sami-wiecie-komu.
Ale ponieważ mam już pomysła na dobranockę, to spróbuję ją jeszcze wrzucić. Mam zamiar jeszcze tu potem wrócić, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże.
Dobranocka.
Dalej na jazzowo, dzisiaj dla odmiany z Niemiec (ale dość tradycyjnie). Till Brönner to niemiecki trębacz jazzowy, wokalista, kompozytor, aranżer i producent. Człowiek, jak widać, wszechstronny. W hołdzie dla ikony jazzu, innego trębacza, Cheta Bakera, nagrał w roku 2000 album „Chatting With Chet” („Pogawędki z Chetem”), z którego na uwagę zasługuje utwór „Have You Met Chet?” („Czy poznałeś już Cheta?”). I tego dzisiaj posłuchamy na dobranoc. Dyskretna, jazzowa aranżacja, miękki bas, delikatna trąbka – perełka w dość konserwatywnym stylu, ale łatwa i przyjemna.
Snów równie łatwych i przyjemnych!
Jak już wspomniałem, wracam, jak tylko się będzie dało.
A ja dziś długo nie posiedzę, morzy mnie sen… Ale jeszcze trochę wytrzymam.
Dzisiaj przynajmniej dobranocka była wcześniej…
A ja wcześniej się pożegnam. Po południu nie piłam kawy, więc oczy mi się same zamykają. Dobranoc
Spokojnej!
Wieje, jak diabli. Czas pod kordełkę.

Paaa!
Spokojnej i tu!
To jakby ten, no dobranoc. Trochę wcześnie ale.. trudno.
Spokojnej?!
Wieje tak, że wszystkich powoli wywiewa…
Ja się jeszcze nie wybieram tak zaraz, mimo że dobranocka już wisi.
Dzień dobry, czy właściwie dobry wieczór
I już wiadomo czemu rano byłam taka padnięta…
U mnie nie wieje, ale mży
Na deszcz tak reagujesz?
Tak właśnie reaguję. Ciśnienie atmosferyczne leci w dół i momentalnie zaczynam padać na dziób.

Mam to od dawna i czas było się przyzwyczaić
To ja już zapalę lampkę… spokojnych!

Dobranoc!
Dzień dobry


Co prawda to pięterko jeszcze się za bardzo nie zużyło, ale zapraszam wyżej
Zbudowałam je szybciej niż myślałam i jest już gotowe