« Krótki poradnik o tym jak się robi szczęśliwe zakupy w galerii handlowej Przyrost naturalny »

Zakupy z drugą połową. Taktyka przetrwania.

Swego czasu małżonka uważała, że razem z mężem można robić wszystko. Ten niebezpieczny i szkodliwy przesąd rozciągał się na wszystkie dziedziny życia – w tym również na wspólne chodzenie na zakupy. Jak to wyglądało? Jestem pewien, że podobnie jak w tysiącach innych polskich rodzin. Po wypełnieniu koszyka w supermarkecie według listy i przeładowaniu zawartości do bagażnika samochodu szliśmy do galerii handlowej i odbywaliśmy rundę po sklepach. Podczas tej rundy nudziłem się i męczyłem setnie, małżonka odwiedzała bowiem większość sklepów z modą, przymierzając, przebierając i – co gorsza – wymagając ode mnie udziału w tych rytuałach.

Z czasem jednak udało mi się wypracować model działania, który pozwolił (na pewno w kwestii zakupów) na podział odpowiadający obu stronom. Jeżeli więc jest wśród czytelników płci męskiej ktoś, komu takiego stanu nie udało się osiągnąć – a chciałby – spieszę ze szczegółami.

Początkowo moje reakcje były najbardziej oczywiste – wściekałem się („Kiedy wreszcie, do jasnego i ciężkiego licha, skończysz te przebieranki?!?!!”) lub okazywałem całkowite znudzenie („To już? Jeszcze nie? Korzenie zapuszczam!”) w przesadny i przerysowany sposób. Po znudzeniu pojawiła się gryząca ironia („Czy masz zamiar zakończyć te zakupy w najbliższej pięciolatce? Jak skończysz, wywieszę flagę państwową!”) lub ospała obojętność (ziew). Dlaczego wrzucam te – tak różne – typy reakcji do jednego wora? Ponieważ niezależnie od tego, jak reagowałem, w oczach małżonki i tak zawsze wychodziłem na bezdusznego chama. Nie tędy droga!

A którędy? Proszę bardzo, oto technika dokładnie odwrotna, którą zastosowałem pewnego dnia, tu przytoczona w formie nieco teatralnej:

Quackie: (odstępując na krok od małżonki, prezentującej na sobie rozpatrywaną kieckę i patrząc krytycznie) Wiesz co, ta sukienka coś w sobie ma, no właściwie jest bardzo fajna… Tylko ten wzór jakoś nie tak się układa. Ale kolory są dokładnie takie, jak Ci pasują. I będziesz mogła nosić ją do tych butów, co sobie kupiłaś na wesele Jagnięcinki… Co, pękły po deszczu i wyrzuciłaś? Jaka szkoda, musisz wobec tego kupić sobie następne, takie same, tu po drodze jeszcze będzie obuwniczy. Ale momencik, tu na szwie jest wystrzępione, zobacz, jak ta nitka wystaje, to będziesz musiała przyciąć i obrębić. Albo dać do krawcowej. O, widzisz, tu bardziej obciągnąć, ale lekko, leciutko (robi to) i od razu lepiej! Tylko że ten materiał jakiś taki jest dziwny. Wiesz, w tych sklepach to dają takie lampy, żeby dobrze wyglądał, a potem jak w normalnym oświetleniu oglądasz, to zupełnie nie to. (z niesmakiem, adresowanym do producenta) I powiem ci, że ta różowa bluzka, co sobie kupiłaś w zeszłym roku przed Wielkanocą i potem mówiłaś, że tak beznadziejnie wygląda, byłą z DOKŁADNIE TAKIEJ SAMEJ tkaniny. Ja bym tego nie brał, ale zrobisz, jak uważasz…

Panowie: osiągniecie sukces, stosując przytoczony powyżej model, z wariacjami zależnymi od indywidualnych uwarunkowań, które dla każdego związku są inne. Zapamiętajcie – waszą podstawową bronią w tej walce są dwa zdania-klucze, z których żadnego na razie jeszcze wam nie zdradziłem, ponieważ wymagają kilku uwag wstępnych.
Po pierwsze – nie należy stosować ich razem, bo to się robi podejrzane.
Po drugie – są one bronią ostateczną, która zawsze zadziała, ale jako taka nie powinna być używana zbyt często, panie są inteligentne i w końcu się kapną.
Po trzecie wreszcie – zdania te, z uwagi na siłę rażenia, powinny być używane w formie pytania, osłabiającej je nieco i sugerującej, że osoba je zadająca tak naprawdę nie wierzy, aby były one prawdziwe.
Po czwarte w końcu – powinny one stanowić ostatni akcent recenzji przymierzanego stroju, aby zapadły głęboko w świadomość przymierzającej pani, tak głęboko, że może nawet będzie to podświadomość?

Uwaga, przytaczam zdania w formie pytań, pamiętajcie, powinny one kończyć waszą wypowiedź:

(z akcentem niedowierzania, podejrzliwości i niepewności):

1. Kochanie, czy ta sukienka czasem Cię nieco nie pogrubia?

2. Kochanie, czy ta sukienka aby nie dodaje Ci paru lat?

Po kilku dobrze skomponowanych wg powyższego wzoru recenzjach kobieta jest:
a) wstrząśnięta waszą stylistyczną fachowością,
b) zauroczona waszym zaangażowaniem w zakupy, zwane z angielska shoppingiem,
c) zachwycona waszą dbałością o to, żeby ONA dobrze wyglądała,
d) ale także zmęczona – podobną recenzję należy zaimprowizować do KAŻDEJ przymierzanej sztuki odzieży, przyjmując średnią 3-5 przymierzanych rzeczy na sklep, gwarantuję, że zakupy skończą się po drugim sklepie!
e) poniewczasie zaskoczona, że w waszym towarzystwie nic sobie nie kupiła,
f) i wreszcie – co najważniejsze w całym tym działaniu – podświadomie przeświadczona, że kiedy idzie na zakupy z wami, to w każdym stroju wygląda jakoś nie tak (GRUBIEJ?!? STARZEJ???!!!???).

I o to chodzi. Nie tracąc punktów u swojej pani (patrz podpunkty a-c powyżej), doprowadzacie do tego, że rezygnuje ona z waszego towarzystwa i na shopping umawia się z koleżanką. Wypróbowane w praktyce, skuteczność gwarantowana! A wy w tym czasie możecie robić, co wam tam w duszy gra – dopingować kolejną butelką piwa kolejne okrążenia Kubicy, szaleć na rowerze, uprawiać ogródek lub szlachetną sztukę curlingu, albo rzeźbić żywopłot z V Koncertem Brandenburskim w słuchawkach. I tak dalej – aby Polska w siłę rosła, a ludzie żyli ze sobą w zgodzie.

166 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Dobry wieczór na nowym pięterku.

    Tak jak obiecywałem, czy też: jak się odgrażałem, małe uzupełnienie do poradnika Zoego. Oryginalnie opublikowane 29 sierpnia 2010 gdzie indziej, tutaj nieco przeredagowane.

    Niby skierowane do Panów, ale bądźmy szczerzy – Panie też znajdą tu coś dla siebie.

    Happy-Grin

    • Zoe pisze:

      Kiedyś próbowałem zastosować tę taktykę czyli czynnie uczestniczyć w doradzaniu. Niestety doprowadziło to tylko do wydłużenia zakupów. Mniej bolesne jest zajęcie jakiejś ławeczki pod palmą czy też fontanną w centrum handlowym i spokojne kontemplowanie upływającego czasu.

      • Quackie pisze:

        Trzeba cierpliwości i wytrwałości w doradzaniu, a owoc z pewnością będzie słodki. Chyba że małżonka okaże się bardziej cierpliwa.

        • Zoe pisze:

          Jeden jedyny raz miałem słodką satysfakcję. Małżonka wraz ze swoją siostrą i ciotką pojechały na zakupy do centrum handlowego. W środku tygodnia, już przed południem. Stwierdziły, że same spokojnie, bez pośpiechu pochodzą po wszystkich sklepach po których im się będzie chciało. Każda wysłucha porad i podpowiedzi pozostałych uczestniczek wyprawy. Małżonka wróciła po ośmiu godzinach skrajnie wykończona. Stwierdziła, że to nie dla niej. Tamte chyba też miały dość bo już nigdy się razem nie wybrały… Happy-Grin
          W sumie to szkoda, że razem już nie jeżdżą… Worry

          • Quackie pisze:

            No więc to miało być dokładnie odwrotnie – powinna być wykończona (psychicznie) zakupami z Tobą, i w przyszłości jeździć z siostrą. ciotką/ koleżanką.

            Coś poszło tu bardzo nie tak!

  2. Jo. pisze:

    Ty to naiwny jednak jesteś…

    Albo ja tylko taka… hm… wyspecjalizowana w czytaniu w myślach mężowskich (ku utrapieniu Pitera) Overjoy

  3. Jo. pisze:

    Kochani, podły czas dla mnie. Pożegnam się już. Może jutro jakoś lepiej będzie…
    Zzzzzz

  4. Tetryk56 pisze:

    Obawiam się, że nie ma uniwersalnych metod. Niemniej Sposób na panią Q. warto zapamiętać równie dobrze, jak Sposób na Alcybiadesa.

  5. Bożena pisze:

    No to ja też się pożegnam. Dobranoc lulu

  6. Quackie pisze:

    Dobranocka na razie jeszcze piętro niżej!

  7. Ultra pisze:

    Dzień dobry,
    Ja kupiłam łapcie i szlafrok Zienia w Biedronce, torebkę znanej marki w Lidlu, a wczoraj widziałam rękawiczki, berety, szale i bluzki G. Baczyńskiej w Rossmanie. I przy okazji można zrobić inne zakupy.

  8. Zoe pisze:

    Pierwszy Happy-Grin dzień dobry.

  9. Zoe pisze:

    A tak bardziej ogólnie. Ciekawy jestem czy jest udany (uniwersalny) sposób na zakupy online. To jest dopiero wyzwanie.

    • Bożena pisze:

      Może przez Allegro? Ja jestem zadowolona z tej formy zakupów, ale ciuszka ani butów nie da się tak kupić. Trzeba przymierzyć.

      • Zoe pisze:

        No właśnie, czy da się ominąć w sensowny sposób tę niedogodność.

        • Quackie pisze:

          Bez stosownej przystawki do kompa, włączającej wirtualną rzeczywistość – chyba nie.

          • Tetryk56 pisze:

            Teoretycznie nie jest to żadem problem. Klient się (za niewielkie pieniądze) zeskanuje w najbliższym punkcie usługowym 3D, producent dołączy cyfrowy przestrzenny obraz buta czy garsonki, i stosowne oprogramowanie odzieje wirtualnego klienta, zarówno obrazując widok ogólny jak i wskazując miejsca krytyczne, np. gdzie będzie uciskać.
            Ale wróćmy do realu. Jest dla mnie pewne, że pliki od producenta będą „podrasowywały” zachwalany produkt, a z kolei klientka nie zechce szczerze odpowiedzieć na pytanie, o ile przytyła od ostatniego skanowania… I tak skrzecząca rzeczywistość kładzie w pył pomysł na fantastyczny biznes!

            • Quackie pisze:

              Pomysł rewelacyjny, pod warunkiem, że proste skanery 3D trafią pod strzechy i dana klientka będzie mogła się zeskanować na bieżąco, zamiast latania do punktu i znoszenia ironicznych spojrzeń pracowników („Co, przytyło się od ostatniego razu?!”) Wink .

              Zauważ, Mości Tetryku, że podobnie było z kserokopiarkami, kiedyś ogromnymi machinami tylko w stosownych punktach usługowych. Obecnie większość biurowych „kombajnów” (drukarko-skanero-kopiarek) ma to w standardzie, i nie tylko w biurach, w zwykłych mieszkaniach takoż.

              • Tetryk56 pisze:

                Wystarczy tylko wygenerować popyt – podaż się znajdzie, a cena zależy od skali produkcji. Gorzej z „czynnikiem ludzkim”, o którym wspomniałem wyżej…

  10. Bożena pisze:

    Czy Towarzystwo już wstało? Zapraszam na kawę lub herbatę expresso

  11. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dopiero trzeci? o tej porze?

  12. Quackie pisze:

    Dzień dobry, jak widać, ja tuż poza podium Wink

    Co do zakupów online to staram się zawsze przeprowadzić możliwie szerokie badanie (guglanie) na temat kupowanego produktu.
    Jeżeli widać, że coś jest nie tak (np. w większości sklepów jest wyprzedany), staram się skontaktować przed zakupem ze sklepem, który go oferuje, i potwierdzić dostępność.
    Jeżeli kupuję w danym sklepie po raz pierwszy, staram się wybrać opcję „płatność za pobraniem”, nawet jeżeli tak jest o parę złotych drożej. Wtedy to sklepowi będzie zależało, żeby jak najszybciej dostarczyć mi towar i dostać pieniądze, a ja nie ryzykuję zapłaty od razu, czyli pieniądze ani mi nie przepadną (gdyby sprzedawca okazał się nieuczciwy), ani się nie zamrożą na jakiś czas (gdybym musiał liczyć na zwrot).
    Jeżeli się da, wybieram opcję „odbierz osobiście” (np. w Empiku, który mam względnie niedaleko – jest taniej bo nie liczą kosztu dostawy do drzwi).
    Jeżeli sklep jest duży i znany (również mi osobiście, np. Amazon), to można zaryzykować płatność od razu – z doświadczenia wiem, że w miarę idą klientowi na rękę, informują o każdym ruchu etc.

    To chyba wszystko, czym się kieruję, kupując online.

    • Bożena pisze:

      Jesteś ostrożny, ja mniej. Jednak się nigdy jeszcze nie nacięłam. W ten sposób kupiłam lodówkę, pralkę, tablet… Oczywiście wpierw sobie oglądam towar w internecie, poczytam opinie. Zawsze byłam zadowolona z usługi. Może jestem naiwna i powinnam być ostrożniejsza, ale płacę przelewem przed dostarczeniem towaru.

      • Quackie pisze:

        No wiesz, oczywiście zależy co i gdzie się kupuje. Im sklep większy i z lepszą renomą, tym bardziej uważa, żeby sobie nie strzelić w kolano nieudaną transakcją, bo niezadowolony klient potrafi narozrabiać – zwłaszcza w necie – tak, że tę renomę nadpsuje.

        Generalnie problemy przy zakupach przez sieć (w „nowych”, nieznanych wcześniej sklepach) to ok.5-10% transakcji, a poważne problemy (brak zwrotu zapłaty, przeciąganie, mataczenie) to jeszcze mniej – 1-2%.

        Ale masz rację, jestem ostrożny, bo nawet te 1-2% jest dostatecznie irytujące.

        • Bożena pisze:

          Będę więc też ostrożna. Ale moja wnuczka bardzo często kupuje coś przez internet i jeszcze się nie nacięła. Muszę ją zapytać, czy robi zakupy w tym samym sklepie. Dotąd się tym nie interesowałam, a często jej paczki ja odbieram gdy nikogo u niej nie ma w domu. Kurierzy już mnie znają i gdy tam nie zastaną nikogo, dzwonią do mnie. Mieszkamy przez ścianę.

  13. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    GENIALNE Poklon
    Gdybym 20 lat temu przeczytał w/w instrukcje, to moje życie mogło by się potoczyć zupełnie inaczej Happy-Grin
    Z wrażenia nawet kawy nie zdążyłem zaparzyć… Pondering

    Może więc teraz, uświadomiony w trudnej sztuce robienia zakupów z małżonką zasiądę przy tradycyjnej filiżance?
    Kawa2

    • Quackie pisze:

      Ja też sobie pluję w brodę, iluż (potencjalnie) konfliktowych sytuacji mogłem uniknąć. Ale to tak jest, jak w tym przysłowiu „Gdyby młodość wiedziała! Gdyby starość mogła!” Oczywiście bez przesady z tą starością

      Happy-Grin

      • Max pisze:

        Nie jesteś wyjątkiem , który pluje sobie w brodę . Nie wszystkiego uczą na Uniwersytetach . Czasami dobrą szkoła jest samo życie , ale tu potrzebny jest czas , którego często już na naukę nie staje ….. Kiedyś , podczas badań medycznych pewnej damy , stwierdzono w jej organizmie tyle arszenika , że można było by nim utłuc całe miasto . Po żmudnym śledztwie , okazało się , że sprawcą był małżonek tej damy . Po którejś z kolei kłótni małżeńskiej postanowił pozbyć się partnerki i korzystając z jej słabości do nadziewanych cukierków raczków , faszerował je trucizną . Robił to jednak po amatorsku i miast rozwiązać problem , to uodpornił swoją małżonkę na truciznę do tego stopnia , że najtęższe medyczne umysły nie mogły w to uwierzyć Z tego przypadku można wyciągnąć wniosek , że z kobietami nie ma żartów , trzeba wiedzieć , czego one Happy-Grin potrzebują Happy-Grin

  14. Quackie pisze:

    Mesdames et Monsieurs, dziewiąta minęła – umykam wdzięcznym pląsem do pracki.

  15. Gimi**** pisze:

    He he he;)
    Fajne, a najważniejsze, ze na Szanownych Małżonków Q działa;)
    Czy u nas by zadziałało chyba raczej nie, bo oboje tak samo nie lubimy robić zakupów, zwłaszcza ubraniowych, no dobra przyznaję pewnie gdybym znów mówiła rozmiar 38 to może polubiłabym przebieranki, ale wtedy też we wszystkim czułabym się pewnie dobrze i brałabym to co mi się podoba i już, no ale póki co to rozmiaru 38 mam za dużo o jakieś ohohoho kg…albo i więcej. Obczaiłam za to zakupy przez internet i już chyba drugi rok prawie wszystko tam kupuję, jak nie pasuje to odsyłam. I bez godzinnego przymierzania w galeriach, przed odpowiedniego odcienia lustrami i przy odpowiedniej temperatury oświetleniu;)
    Ale za to nie ma o czym opowiadać;-(

    • Zoe pisze:

      No zawsze się może trafić niespodzianka i wtedy będzie o czym opowiadać.
      Ja np. kiedyś zamówiłem używanego laptopa od prywatnego sprzedawcy na allegro. Stosunkowo tani był. Przesyłka długo nie przychodziła. Monitowałem sprzedawcę w końcu przysłał paczkę, a w paczce… pudełko z filmu pt. „Marzenia się spełniają”. Dowcipny był. Poszedłem na policję. Miałem wszystkie papiery – potwierdzenia przelewów, powierdzenia transakcji, etc. Policja wszczęła śledztwo, trochę to trwało ale po jakimś czasie allegro mi zwróciło pieniądze. I to Allegro się sądziło potem z nieuczciwym sprzedawcą. Żeby było śmieszniej to tego kompa wystawiła dziewczyna grzecznościowo dla swojego chłopaka. Chłopak dał dyla do Anglii.

  16. Rena pisze:

    Dzień dobry. Przyłączam się do kawy. Jeśli chodzi o zakupy to w zasadzie absolutnie mnie to nie kręci. Może dlatego, że nie posiadam Pana z właściwą kartą Who-s-the-man A poważnie- w Roermond jest podobno największy outlet w Europie. Przejście i obejrzenie tego co oferuje jest niezwykle męczące i dla ew.męźöw jak zasobów..Jak wydobrzeje to zrobię Wam reportaż…

    • Bożena pisze:

      Wracaj prędko do zdrowia, Rena Happy

    • miral59 pisze:

      To dobrzej prędko, Reno Pleasure
      Tu gdzie mieszkam też są ogromne molle. Przejście takiego zajmuje bardzo dużo czasu. Chyba że zajdzie się tylko tam, gdzie ma się potrzebę, bo obejście wszystkich w jeden dzień (czyli od 8 rano, gdy otwierają do 22 gdy zamykają) jest absolutnie niemożliwe.
      Wiem coś o tym, bo wiele lat temu syn naszych znajomych się żenił. Oni akurat nie mieli samochodu i poprosili nas o pomoc. Nasza znajoma chciała kupić sobie kieckę na wesele. Szok ze stresem Amazed Dwa dni łaziliśmy z nimi po różnych sklepach… ona przymierzała i przymierzała. Chciała kupić dwie kreacje. Tak w razie czego. Gdyby się na ten przykład jedna zabrudziła, to miałaby awaryjnie drugą. Nawet mój małżonek miał dość, a co dopiero mówić o mnie Tired Byłam wykończona tymi zakupami… W końcu znajoma znalazła co chciała i koszmar się skończył. Od lat mają swój samochód i już nie musimy ich nigdzie wozić i całe szczęście Happy-Grin Takich zakupów bym nie wytrzymała na dłuższą metę Weary

  17. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Poradnik na pewno świetny i na pewno działa, ale na pewno nie u nas Wink Delighted
    Nie znoszę zakupów. Męczą mnie niesamowicie i po odwiedzeniu trzech sklepów padam na dziób Tired Małżonka łażenie po sklepach relaksuje, ale całe szczęście nie zmusza mnie do tego typu relaksu Pleasure Kupujemy co mamy kupić, potem wracamy do domu. Jak małżonek ma potrzebę, to jedzie sam z powrotem i taka wersja mi najbardziej odpowiada Happy-Grin
    A jak czasami muszę sobie kupić jakiś ciuch, to mąż jest najlepszym doradcą. I nie razi mnie, gdy usłyszę, że w tym wyglądam tragicznie Wink Bo wiem, że do mojej zaokrąglonej sylwetki nie wszystko pasuje. Happy-Grin Mąż przynajmniej szczerze powie co myśli, a za szczerość człowiek nie powinien się obrażać… Pleasure

    • Bożena pisze:

      Panowie zbyt tu uogólniają zachowania i zamiłowania kobiet. Ja też nie pasuję do ich problemów. Wink1 A takich jak my, jest więcej.

      • Quackie pisze:

        I chwała Bogu. To znaczy, że istnieją również kobiety, których nie trzeba nakłaniać do rozsądnych rozwiązań podstępem.

        Wink

      • miral59 pisze:

        Na pewno masz rację, Bożenko. Większość moich znajomych pań nie znosi zakupów tak jak ja Pleasure Także sama nie wiem, czy to tylko męskie wydumki, czy faktycznie większość pań jednak tych zakupów nie lubi Wink Happy-Grin Oczywiście musimy na nie chodzić, bo jeść coś trzeba, a i umyć się czymś też dobrze by było. Za stodołę nikt już nie chodzi, także i takie coś jak papier jest w domu potrzebne… Tych różnych rzeczy koniecznych w domu jest cała masa. To jak tu się nie wybrać na zakupy? Zawsze coś się kończy i trzeba dokupić. Sad

  18. Ultra pisze:

    Coś mi zjada komentarze, już drugi. Albo ktoś, bo był głodny…
    Proponuję Paniom zajrzeć do Rossmana, tam kolekcja G. Baczyńskiej (od bluzek po rękawiczki), wcześniej M. Zień królował w Biedronce, a torebki znanych firm były w Lidlu. O połowę tańsze i bez godzinnych wizyt w galeriach. A wtedy zostanie czas na spacer po parku.

    • Bożena pisze:

      Może kiedyś tam zajrzę, na razie się nie wybieram. Torebki nie kupię, bo mam ich pół szafy. Do spaceru po parku pogoda nie zachęca, bo chociaż ciepło, ale mokro…

      • miral59 pisze:

        Ja na pewno się nie wybiorę Wink Raz, że miałabym za daleko, a po drugie, torebka to jest chyba ostatnia rzecz, którą chciałabym kupić. Mam ich chyba ze trzydzieści, a i tak żadnej nie noszę. Leżą sobie poskładane w piwnicy… i tylko miejsce zajmują. Najchętniej bym je gdzieś wywaliła, ale na śmieci szkoda, bo niektóre tylko raz użyte na jakieś wesele czy inną ważną imprezę. Tak na codzień (i od święta również) noszę ze sobą futerał z aparatem. Jest tam również miejsce na portfel i moją maść, bo futerał jest większy niż aparat. I to mi wystarczy. Mam tam wszystko czego potrzebuję Happy-Grin

    • Tetryk56 pisze:

      Twój komentarz z północy trafił (nie wiem czemu) do spamu, ale już jest widoczny. Podobnie jak komentarz po skansenie.
      Jeśli komuś się coś takiego przydarzy, proszę dawać znać – do spamu z automatu trafia ponad 5000 komentarzy-ofert i nie jestem w stanie sprawdzać, czy ktoś się tam nie zaplątał za niewinność 😉

    • Quackie pisze:

      Gdybyż tylko to działało te sześć lat temu z okładem i w moim przypadku!

  19. Quackie pisze:

    Fajrant na dzisiaj i chwila przerwy, bo znów było sporo rzeczy pozapracowych. Np. wyprawić Najjuniora, który razem z Juniorem jedzie do dziadków do Kielc, co wiązało się z pewną operacją logistyczną.

  20. Wachmistrz pisze:

    No cóż… nie wypada mi się na własne powoływać badania i opracowania w tem względzie poczynione, zatem się ograniczę jedynie do stwierdzenia żeście Państwo dopiero na początku tej wielkiej drogi, ale winszuję już trafnych niektórych rozwiązań…:)
    Kłaniam nisko:)

  21. Quackie pisze:

    Dobranocka tutaj.

    Dzisiaj tak, z jednej strony będzie to KOLEJNY wieczór z Johnem Lee Hookerem i Carlosem Santaną. Nie oznacza to, że ich nadużywam, bo ten utwór nie pojawia się na dobranoc chyba częściej niż raz na kwartał… ale dzisiaj będzie – „The Healer”. „Uzdrowiciel”. A będzie, bo jest potrzebny, zwłaszcza nieobecnym.

    Snów przywracających do zdrowia. Dowolnym sposobem.

  22. Tetryk56 pisze:

    Uzdrowiciel potrzebny od zaraz! Wielu z nas indywidualnie, a i wielkim grupom, jak naród czy wręcz ludzkość… ale niestety najczęściej odpowiedzią na ten popyt są zwykli szarlatani, tym pewniej, im większej społeczności uzdrawianie ma dotyczyć.
    Zatem pozwolę sobie na odrobinkę lokalnej szarlatanerii: zapalę lampkę 😉

  23. miral59 pisze:

    No! Chyba i do nas w końcu zawitała jesień. Wieje dziś niesamowicie. I nawet popadało i pogrzmiało. Zaczyna chłodnieć i chyba aż do wiosny skończyły się temperatury w granicach 20C Sad
    Może już jutro w nocy będą przymrozki. Z jednej strony to dobrze, ale dziś było prawie 20C i takie szybkie zmiany pogody nie działają na mnie za dobrze… czuję się taka zmęczona Tired
    Siedzę w domu i słyszę jak wiatr tacza coś tam po podwórku…

  24. Quackie pisze:

    Dzień dobry i… do niedzieli.

    Wybywamy na weekend.

  25. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Miłego wypoczynku dla weekendujących!

  26. panmodry pisze:

    Uroczy poradnik. Niemniej trzeba być bardzo ostrożnym w implementacji. Zatarg z kobietą grozi bolesnymi konsekwencjami.
    Uśmiechy dla Autora i Wyspiarskiej Rodziny

  27. Zoe pisze:

    Weekend nie weekend kawa w południe być musi. Pozdrowienia dla wszystkich, którzy znajdą chwilę wytchnienia i również przysiądą się na kawę o tej czy innej porze.

  28. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    A my się szykujemy na cotygodniowe zakupy Distort
    Potem raczej mnie nie będzie. Małżonek kupił jakieś nowe twarde dyski i będą je wymieniać w moim komputerze. Coś tam muszą zgrać, czy przegrać, żeby zamontować… niby tłumaczyli, ale ja się na tym znam jak świnia na akrobacji Wink Wiem tylko, że po wymianie komp ma chodzić lepiej i szybciej. Ma też mieć większą pamięć. Zobaczymy Pleasure
    Miłego dnia Wyspiarze Delighted

  29. Kneź Okrutnik pisze:

    Nie widzę większych problemów w chodzeniu na zakupy z własną małżonką, ale pójście w takim samym celu z nastoletnią córką, to jest dopiero wyczyn!!! I-see-stars Distort Beer

  30. Tetryk56 pisze:

    Na TVP Historia za moment „Mistrz i Małgorzata” 🙂

    • Ultra pisze:

      Oglądałam Holoubka, Kowalskiego, Zapasiewicza, Benoit, Bończaka, Kociniaka, czyli mistrzów.
      Ciekawe, czy mieszkańcy tego miasta zmienili się wewnętrznie po tych wydarzeniach, nurtuje następne pokolenie.

      • Tetryk56 pisze:

        Obawiam się, że nie odbiło się ono aż tak wielkim echem wśród mieszkańców wielkiej Moskwy, którzy – nieliczni! – poznawali je dopiero wiele lat później z kart książki…

  31. Tetryk56 pisze:

    Z braku nadziei na dobranockę serwowaną przez Quacka proponuję aż 12 młodych Chinek, wyszukanych gdzieś w Azji przez Knezia. Muzyka łagodna, harmonijna, i wcale nam nie przeszkadza, że one są już sporo starsze! 😉

  32. Zoe pisze:

    Dobranoc.

  33. Tetryk56 pisze:

    Zapalę lampkę – choć zastanawiam się, czy Zoe nie powinien przejąć tej funkcji…

  34. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted To znów niedziela Happy

  35. Maltese Falcon pisze:

    Niestety pogubiłem się w liczeniu, który to w kolejności komentarz na Wyspie. Załóżmy zatem, że dziewiąty co i tak różnicy nie czyni. Tym bardziej, że temat zakupów dokonywanych przez płeć piękną wydaje się na tyle wyeksploatowany, że dodanie czegokolwiek odkrywczego na ten temat graniczy z cudem. Jeszcze trudniej byłoby wskazać blog, czy też czat, bo tak postrzegam Wyspę, gdzie wspomniany temat nie byłby obecny. I to właśnie zastanawia, chociaż niekoniecznie co do powszechności występowania samego fenomenu, a bardziej w kontekście powodów opisywania tegoż. Gdyby bowiem założyć, że te wszystkie baby to kompletne kretynki, powstaje problem związany z celem w jakim związaliśmy się z kimś takim. A zatem satyra ma tu ostrze obosieczne 🙂
    Kłaniam zebranym z zaścianka Loch Ness

    • Tetryk56 pisze:

      Sokole, z twojego założenia można jeszcze wysnuć powód do dumy z tego, że nasze żony i znajome jednak nieco powyżej tego poziomu wystają! Wink

      • Maltese Falcon pisze:

        Trafnie rzecz ująłeś ale abyś nie popadł nazbyt w dumę dodam, że dojście do takiego wniosku nie było aż tak bardzo skomplikowane, skoro rzecz jest powszechnie znana, oczywista i niepodważalna. I tego się trzymajmy 🙂
        Kłaniam z zaścianka

  36. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Pogoda napełnia nieuzasadnionym optymizmem. Dobry i taki! Delighted

  37. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Bezpiecznie pojechaliśmy, bezpiecznie wróciliśmy. W najbliższym tygodniu raczej bez dalszych wycieczek.

    Happy-Grin

    Bardzo dziękuję Imć Tetrykowi za zastępstwo dobranockowe, zaiste warte zamieszczenia na Wyspie.

  38. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Komputer mam już unowocześniony, chociaż i tak nie do końca wiem co chłopcy w nim zrobili. Wink Delighted Podłączyli jakieś dwa pudełeczka… na jednym pisze „1.0TB” i jak mi syn wyjaśnił, dzięki temu mam więcej miejsca na swoje foldery. Próbowali mi wytłumaczyć co robią, ale i tak nie jestem w stanie powtórzyć Happy-Grin Czyli od razu widać na ile zrozumiałam. Wink Overjoy Widzę jednak różnicę, bo i komp szybciej chodzi i nic mi się w nim nie miele, czyli pracuje cichutko Happy

    • Quackie pisze:

      1 TB to 1 terabajt, duży dysk. Teoretycznie 1000 gigabajtów, ale może być i 1024 (potęga 2). Fajnie. Ale żeby szybciej chodził, to raczej trzeba RAMu dodać (pamięci). Może to też, w końcu sama piszesz, że niejedno pudełeczko leży. Wink1

      • miral59 pisze:

        Przepisałam te cyferki z większego pudełka (i to te największe literki), na tym mniejszym też coś pisze… Syn jest po informatyce, a mąż informatyk – amator, więc obydwaj się znają i wiedzą co i jak. W zasadzie tylko laptopy są u nas kupione w całości (a i tak syn jednego przerobił na swoją modłę), a resztę kompów zbudowali sami. Mąż mi mówił, że to jest proste, jak układanka z klocków LEGO. Tylko potem coś tam trzeba zrobić, żeby te części współdziałały ze sobą. Nawet nie próbuję zrozumieć ani zapamiętać. Mam dwóch w domu, którzy wiedzą i wystarczy Wink Overjoy

        • Quackie pisze:

          Czasem trzeba kupić odpowiednie części, żeby ze sobą działały – nie zawsze da się coś w tym celu zrobić (np. układy scalone z pamięcią są wysoko- i niskonapięciowe).

          Ale jak obaj informatycy, każdy po swojemu, to na pewno wiedzą, co robią.

          • miral59 pisze:

            Na pewno wiedzą dużo więcej niż ja Wink I wiedzą też, co do tych kompów wkładali i jeśli jest potrzeba wymiany, to doskonale wiedzą co dokupić. Ze mną nie da się długo pogadać na te tematy, bo nie mam o tym zielonego pojęcia Wink Overjoy
            Nie czuję też potrzeby, żeby się nauczyć, skoro oni obydwaj wiedzą i zawsze są pod ręką…

  39. miral59 pisze:

    Mieliśmy jechać na wycieczkę, ale nie wiem co z tego będzie, bo jakoś się chmurzy Sad Przy takiej pogodzie, to nawet żebyśmy najrzadszy okaz ptaka spotkali, to i tak zdjęcia będą do kitu… to po co jechać? Tylko żeby się wnerwić? Weary

  40. miral59 pisze:

    Małżonek sam pojechał do parku, ale on tam dość często jeździ. Wywiózł już chyba ze 40 wiewiórek i ciągle je łapie Happy-Grin
    Ale faktycznie, na naszym podwórku jest ich dużo mniej, a te nowe, które tu przyłażą nie czują się pewnie na nie swoim terenie i nie są aż tak bezczelne Happy-Grin Nie łażą po domu i nie zaglądają nam w okna. Nie włażą też na karmniki dla ptaków, a jedynie wyjadają ziarenka z ziemi…

    • Quackie pisze:

      Aha, czyli odławiacie i wywozicie? Z punktu widzenia ekologii chwalebne, tylko na ile skuteczne?

      • Bożena pisze:

        Nowe wiewiórki przyzwyczają się i będą jak tamte. Jeśli u Ciebie nie brakuje im pożywienia, to zostaną do następnych odłowów.

        • miral59 pisze:

          Pułapka stoi cały czas, więc są odławiane na bieżąco Wink Nawet nie zdążą się zadomowić i już lądują w parku Happy-Grin
          I tak będzie aż do wiosny. Potem mają młode i nie pozwalam małżonkowi ich łapać. Jeśli złapie się matka, która ma w gnieździe małe, to maluchy umrą z głodu. Na to nie mogę pozwolić. To zbyt okrutne… Weary

      • miral59 pisze:

        Mąż był gotów je truć, tak ma ich serdecznie dość, ale kategorycznie zabroniłam. Angry One też mają prawo do życia, chociaż ich nie znoszę. Nie wiem czy to chwalebne, bo zmniejszając populację na jakimś terenie, zagęszcza się ją gdzie indziej Wink Skuteczne jest o tyle, że jest ich dużo mniej. A jednocześnie jest to „neverending story”, bo w miejsce tych wyłapanych przychodzą nowe. I mówiąc krótko, mąż ma zajęcie do końca życia Wink Overjoy

        • Quackie pisze:

          No więc teoretycznie są jeszcze inne sposoby – repelenty zapachowe albo urządzenia emitujące ultradźwięki, tylko że z ich skuteczności to najbardziej zadowoleni są producenci – nie znam ani jednej osoby, która by miała i sobie chwaliła.

          Poza tym zapachowe szybko się zmywają (np. na deszczu), a ultradźwiękowe mogą odstraszać równie dobrze i ptaki, co by było wylewaniem dziecka z kąpielą.

          • miral59 pisze:

            Stosowaliśmy już różne metody. Pryskanie różnymi świństwami daje efekt, ale krótkotrwały i to też od wiosny do wczesnej jesieni. Później jakoś przestają się tego zapachu bać. Może to głód, czy chęć zgromadzenia odpowiednich zapasów na zimę? Nie wiem…
            A te dźwiękowe, czy ultradźwiękowe… mam do nich wybitną awersję Weary Kiedyś, gdy pojawiały się w naszym domu myszy, kupiliśmy taki, bo nie chciałam ich zabijać. Mało mnie coś nie trafiło, gdy zobaczyłam w kuchni myszkę siedzącą może metr od odstraszacza. Jakoś się nie bała… Pondering
            Małżonek kupił też takie odstraszacze do ogródka, tylko trochę inne niż te domowe. Działało tak samo jak te w domu, czyli wcale Conceited Niby teraz pojawiły się inne. Nowe i ulepszone… ale mając poprzednie doświadczenia, nie chcemy wywalać kasy bez potrzeby. Tych podwórkowych, to nie tylko wiewiórki się nie bały, ale i ptaki nic sobie z tego nie robiły. A darło się nam za oknem niemal bez przerwy Disapproval I to na różne tony i głosy. Jednym z nich był krzyk jastrzębia, co rozpoznałam bez trudu Wink Happy-Grin Co do pozostałych głosów, mam wątpliwości Wink1

            • Quackie pisze:

              Też miałem taki odstraszacz dźwiękowy – i też nie działał. Dlatego następny kupię dopiero od producenta, który będzie za darmo wypożyczał na okres próbny i pozwalał przetestować realne możliwości.

              Angry

              • Bożena pisze:

                Znajdziesz takiego producenta? Wink1

                • Quackie pisze:

                  Pewnie nie 🙂 ale to by był dla mnie dowód skuteczności sprzętu i, że tak powiem, przekonania producenta o skuteczności własnego produktu.

                • miral59 pisze:

                  Masz rację. Jakby można było coś takiego „wypożyczyć” na spróbowanie, to może bym się pokusiła. Ale wywalanie kasy na kolejne niedziałające badziewie jest bez sensu. Co prawda mogłam to odnieść do sklepu z powrotem i na pewno by przyjęli, ale nie miałam paragonu, to mogły być z tym kłopoty. To co mieliśmy, poszło na śmietnik Worry

  41. Quackie pisze:

    Dobranocka

    Dzisiaj będzie po polsku i po cichu. Czyli Grzegorz Turnau i „Cichosza”. Popatrzyłem na datę teledysku (1993) i lekko mnie zatkało. Ależ ten czas leci! A muzyka się broni.

    Snów z tamtych lat.

  42. Tetryk56 pisze:

    Dobrych, spokojnych snów!

    • Zoe pisze:

      Dzisiaj nie będę gasił żadnej lampki. Niech wam świeci po oczach. Jutro jest poniedziałek i nie tylko ja będę niewyspany:-)
      Dobranoc.

  43. Dreptak Zenon pisze:

    A ja wstawiam na rano rzecz, którą niedawno sobie odświeżyłem. Hm… ci co za Wielką wodą, mogą jeszcze przed rankiem posłuchać!
    Ja uwielbiam Peta Seegera!!! Happy-Grin

  44. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Po południu wybraliśmy się na wycieczkę. Wysłoneczniło się i można było ruszyć, tym bardziej, że małżonek zaczął jęczeć, że od siedzenia w domu zadek go boli Wink Overjoy No to trzeba było ten zadek ratować…
    Daleko nie pojechaliśmy, bo tylko do Busse Wood. Na parkingu, na którym się zatrzymałam, pasło się stado gęsi kanadyjskich (tak na oko ok. setki). Obejrzeliśmy też most dla pieszych i rowerzystów skończony w ubiegłym roku. Jeszcze go nie przechodziliśmy. Było już późnowato, ale przeszliśmy. Daleko ponad trzcinami przeleciała czapla modra, za nią druga i trzecia… Małżonek zboczył z asfaltowej ścieżki i poszedł w gąszcz. Rad niewola poszłam za nim. Chciał zobaczyć czy da się przejść przez trzciny na brzeg jeziora i obcykać czaple z bliska. Nie dało się. Wróciliśmy na asfaltówkę oblepieni puchem z pałek wodnych i różnego rodzaju rzepami Weary Nie dało się tego wytrzepać…
    Na drzewie zobaczyliśmy dzięcioła kosmatego – samczyka. A w krzakach przydrożnych buszowały czyże złotawe. W sumie nic nadzwyczajnego. Same popularne i często spotykane ptaszki. Wróciliśmy na parking i do domu.
    Wycieczka bliska i krótka… ale najważniejsze, że małżonek się przewietrzył i od razu innego humoru nabrał Happy-Grin Zadek już go nie boli, wiatr wywiał zły humor… Delighted Happy-Grin

  45. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted I znów poniedziałek! Fala

  46. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Mrugniemy parę razy oczami i będzie piątek Delighted

  47. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Cieszmy się złotawą jesienią! Pleasure

  48. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Od rana jasno, w każdym razie za oknem, bo pod czaszką to jeszcze trochę zaćmiewa. I tu paradoks – na rozjaśnienie trzeba wypić czarną kawę (przynajmniej ja pijam czarną). Herbatę też czarną?

    expresso Kawa2

  49. Quackie pisze:

    A czas sobie mija banalnym tik-tak, i jest już po dziewiątej. To ja zmykam do popołudnia.

  50. Gimi**** pisze:

    Dzień dobry;-)
    Kawy kawyyyyy…

  51. Zoe pisze:

    Metallica wydała nową płytę. Zadzwoniłem do nich aby z tej okazji zrobili coś dla naszej wyspy:-)

  52. Bożena pisze:

    Zapraszam piętro wyżej Happy

  53. Quackie pisze:

    Dobranocka jeszcze tutaj.

    Dzisiaj mam ochotę uraczyć Wyspę klimatami celtyckimi, ale w nowoczesnym sosie. Mój ulubiony bretoński zespół „Stone Age” (znany również jako „Stone Edge”, dla odróżnienia od zupełnie innej kapeli „Queens of the Stone Age”) w koncertowym wykonaniu tytułowego utworu z płyty „Promessa”. Konfrontacja syntezatora z niebiańskimi chórkami jest co najmniej ciekawa.

    Snów z dalekich krajów!

  54. Tetryk56 pisze:

    Po tak pięknej obietnicy niech lampka obieca nam spokojną noc…

Skomentuj miral59 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)