Powróciwszy z cmentarzy, na których wspominamy tych, którzy byli nam najbliżsi w tzw. realu, powróćmy na chwilę na Wyspę aby wspomnieć także i tych, którzy nas opuścili, odchodząc do realu a potem jeszcze dalej…
Trzy i pół roku temu z kręgów komentatorów cichcem zniknął Stan Nadzwyczajny. Rok później pożegnaliśmy Jasmine. Jeszcze pożegnalny wpis dla niej zamieścił też Senator, by wkrótce zamilknąć pozostawiając nas w niepewności i oczekiwaniu i udać się na wiecznie zielone łąki. Pod koniec tego okrutnego roku dołączyła do nich Pani Bo, sympatyczka Wyspy jeszcze z ery onetowej.
Ofiarujmy nieobecnym przyjaciołom naszą magiczną lampkę i ciepłe wspomnienie!






Żal budzi także nieobecność tych, którzy z Wyspy emigrowali jeszcze nie tak daleko, a pozostawiają nas w długim oczekiwaniu. Brak nam was, Przyjaciele!
Żal… Ale te czasy nie wrócą, gdy byliśmy wszyscy razem
Żal…
No nie wiem, chyba nie tak do końca. Tzn. oczywiście nie wszyscy, ale może część?
Miejmy nadzieję, nie tę lichą, marną…
… lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno…
Witajcie!
Śniadanko i wyjazd na objazd…
Więc smacznego życzę…
A w Poznaniu niebo płacze, jakby też wspominało Nieobecnych…
a u mnie się śmieje … może Nieobecnym Tam dobrze ?
Tego się nie dowiemy,
chyba, że do nich pójdziemy…
Dzień dobry. No to jeździmy.
Dzień dobry. Na razie tylko się witam, bo zaraz jedziemy. Odezwę się po powrocie.
No i jestem. Dwie jesienne impresje z deszczowego cmentarza (w tym jedna spod parasola):
Piękne! Ale ta spod parasola lepsza, bo wyraźniejsza. Widzę, że pogodę mamy podobną.
Tak, wyraźniejsza, bo nie pod światło i bez zbliżania.
Dzień dobry.
Czas zadumy i wspomnień…
U mnie święta nie ma i normalnie idę do pracy. I tak się zastanawiam, czy nie wyciągnąć z powrotem sandałów i krótkich spodni… jest ciepło, chociaż ma być chmurno. Zapowiadają 24C to w długich spodniach odparzę sobie zadek. Padać ma dopiero jutro
Ooo, co klimat, to klimat. Chrześnica na południe od Was też tak popyla.
I co kraj, to obyczaj. U nas święto, nawet długi weekend, a za wielką wodą zapylają do roboty…
A tak, to prawda, że tam okazji do świętowania jakby nieco mniej, i długich weekendów tym bardziej.
Polacy lubią świętować
Cmentarze wyglądają pięknie o tej porze, choć w zeszłym roku było więcej słońca – dziś nawet nie próbowałem robić zdjęć.
Jakby tak wziąć statyw, można by próbować po zmierzchu – ilość świeczek i samo światło robi wrażenie.
O tak, dziś cmentarz o zmroku jest piękny…
Ha. Kiedyś, dawno, dawno temu, po wizycie 1 listopada na cmentarzu (nie pamiętam, którym i w jakim mieście) Mama Q. poczuła przypływ natchnienia i walnęła akwarelę na temat. Bardzo żałuję, że to były czasy przedcyfrowe, bo dzisiaj by się zdigitalizowało raz dwa, a tak to zaginęło w pomroce dziejów. A szkoda, bo ładne było.
Wielka szkoda, ale teraz rozumiem po kim masz zdolności artystyczne.
Hoho, za dużo powiedziane…
Ho Ho Ho
Mówiłam, że zaraz Święta? Mówiłam!
O, przepraszam, tam były tylko dwa „Ho”. I żadnego czerwonego nosa.
Był, był.
Tylko w ukryciu. I go nie widziałeś.
szkoda z tą pomroką, chętnie bym zobaczyła,
podziwiam twórców, którzy to potrafią , akwarela to chyba najtrudniejsza technika i talent wyłazi jak na dłoni .. albo pewność pędzla jest albo nie, żadne kamuflaże w grę nie wchodzą
Oj. Chciałbym zaznaczyć, że mama za mojej pamięci nigdy już więcej nic nie malowała (ani przedtem). Ot tak ją wzięło, a że wyszło ładnie… Poza tym jest emerytowaną geolożką ze specjalnością paleobiologii.
No cóż, paleobiologiczne stwory bywały malownicze i mogły być niezłą pożywką dla wyobraźni plastycznej 😉
Trylobity, amonity, łodziki, graptolity, koralowce… Problem w tym, że w większości to monochromatyczne skamieliny, nie epatujące przesadnie kolorami. Ale oczywiście kształt, kontur i faktura też mogą być pożywką dla wyobraźni.
Co Poetka może widzieć, patrząc na chryzantemę?
Ba, żeby tylko widzieć!
Ładne zderzenie bardzo intelektualnych skojarzeń (Daleki Wschód, gdzie chryzantema jest kwiatem herbowym np. cesarzy Japonii) z gołą empirią – kwiat, który niemal nie ma zapachu.
Chryzantema nie ma zapachu???
Poetka: „czerwonozłoty, rozczochrany kwiat,/ ślepy, niemy i w gruncie rzeczy bez zapachu”
A mnie osobiście się on (edit: ten zapach) kojarzy z mokrą ziemią, liśćmi i trawą (być może to wpływ jesiennych okoliczności, w jakich się chryzantemy zwykle spotyka), a co za tym idzie, niezbyt „kwiatowo”.
Ja tam lubię chryzantemy.
Ja też.
Bo czyż nie są piękne?
Są!
Ja je uwielbiam, od dzieciństwa. I zapach, i kształty, i kolory. A złociste w kryształowym wazonie, to ulubiona piosenka mojego Dziadka 🙂
Mnie się zawsze będą kojarzyć z radiowymi chryzantemami, służącymi jako środek komunikacji między naszym Wszechświatem, a światem Gżdaczy:
Tetryku pomóż, wstaw to moje nieszczęsne zdjęcie , bo coś pokićkałam
mnie się kojarzą, nie wiedzieć dlaczego, z jesiennymi mimozami, takimi ulotnymi. Na potwierdzenie też trochę na zdjęciu pomajstrowałam

WIELKIE DZIĘKI
Pożegnam się na dziś.
Jutro na szczęście wszyscy wracają do roboty.
Spokojnej!
Na szczęście, powiadasz?
No to ja też się już pożegnam…

I tu też spokojnej.
Zanim dobranocka – jutro przedpołudnie mam zaplanowane biegająco-jeżdżące.
(Edit: co, u licha? Się mi wcisnęło „opublikuj” za wcześnie?)
A na następny wpis proszę uprzejmie zarezerwować mi miejsce 😉
PS. Oczywiście dobranocka będzie. Za chwilę.
Naszła mnie chęć na whisky. Właściwie piję praktycznie tylko wino. Zajrzałem do barku. No, jest zapomniana butelka chyba z przed trzech lat. Niejaki Willliam Lawson’s w zielonej butelce (jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie), zaglądam do zamrażarki. W samym zakątku chyba równie stary lód (ostatnie trzy kostki). Uff. Mniam. Szkoda, że nie mam więcej lodu..
Ale nie wrzuciłeś do szklanki wszystkich trzech?
No właśnie wrzuciłem i zalałem odpowiednią ilością alkoholu…
Oj. Szkoci zalecają nie więcej niż dwie.
No chyba że nalałeś podwójną. To OK.
No co ty
Na trzy kostki lodu to oczywiście potrójna!! 
Oszczędny naród, wiadomo! 😉
A tak poważnie to nie znam się na prawidłowej proporcji whisky do lodu. Nigdy w to nie wnikałem. U mnie to tak na oko lód 1/4 objętości, alkohol 3/4.
Alkohol 3/4… A wodę też przewidujesz?
Niech ci whiskey gładką będzie…
Znam, znam. Puszcza to pan Mann:-)
To ja na dobranoc.
Trochę z innej beczki, z repertuaru tych, co odeszli. Andrzej Zaucha i „Byłaś serca biciem”. Tak mi dzisiaj pasuje. Rytm może za szybki, a może i piosenka nie za spokojna, ale…
Snów nocami, ulicami, tramwajami.
Zatem spokojnych snów w zgodzie z cieniami najbliższych!

Dzień dobry
Ale jest to jeden ze sportów bardzo popularnych w USA i zawodnicy zarabiają grube pieniądze. Skoro ktoś chce im za to płacić…

Chicago Cubs (drużyna baseballowa)coś tam wygrała i już walą petardy jak w Sylwestra. Jeśli i jutro wygrają, to będzie to mistrzostwo nie zdobyte od 71 lat… pięknie, ale wcale mnie to nie obchodzi. Baseball jest dla mnie zupełnie niezrozumiały. Stoją, plują, a potem się na tym ślizgają… co w tym emocjonującego?
Ja bym chętnie poszła spać bez tej całej kanonady
Miłego środowania życzę
Dzień dobry
To już środa? Połowa tygodnia? Jaki krótki ten tydzień… 
Dzień dobry. Bardzo, bardzo nieładnie na zewnątrz. Pada. Ale za to pojutrze już piątek 🙂
A ja, jak się okazało, przechwaliłem pogodę. Od rana niby przyzwoicie, a jak tylko się ruszyliśmy z domu, zaczęły nadciągać fale deszczu, przetykane przejaśnieniami. Któraś z kolei fala zaczęła już nie bębnić kroplami, a stukać – okazało się, że padają takie zmrożone granulki, zdaje się – krupy lodowe. Na szczęście udało nam się przemknąć z domu do serwisu i z powrotem jak raz podczas przejaśnień. A że z powrotem już na zimowych oponach, to spokojniej.
Nie martw się, za to u nas przejaśniało
Jakbym słyszał nieśmiertelny tekst administratora sieci – „Niemożliwe, u mnie wszystko w porządku!”
Bardzo dobrze, że zmieniłeś opony na zimowe. To już na pewno nie będzie zimy
No, tutaj nie. To znaczy w Polsce. Ale na początku grudnia w Livigno bardzo poproszę.
Pucujesz już sprzęt?
O, widzisz, wiedziałem, że o czymś zapomniałem!
Dzień dobry. Jeżeli chodzi o baseballa, to o dziwo mniej więcej się orientuję w tej grze, ale przyznam, że to trzeba zobaczyć samemu, najlepiej na żywo, żeby zacząć ją rozumieć. Oczywiście osoba objaśniająca u boku jest nieocenioną pomocą.
Poza tym pogoda względnie przyzwoita. A bieganie w perspektywie.
Witajcie!
Tydzień krótszy, a roboty tyle samo…
Heloł.
Sie było przedwcześnie nie cieszyć!
Poszli, ale ZANIM poszli, to człowieka wkurzyli. Znaczy mnie.
Czasem mam wrażenie, jakby tam u Was się rozgrywał jakiś mecz – uda się matkę wkurzyć, czy nie? Jo : Synowie – 0:2.
Nie mów? A już myślałam, że tylko ja mam takie skojarzenie…
Oczywiście Jo niewyspaną (patrz Szkice) dużo łatwiej wkurzyć niż wyspaną, więc punktacja powinna być liczona inaczej.
Jednak… Ja mam przewagę moralną… No i nie waham się stosować przemocy słownej i terroru.
Bardzo przepraszam, ale ktoś tu musi sprawować rządy twardą ręką, bo inaczej wszystko się rozłazi.
A ja przez …naście lat słyszałem, że to są „esesmańskie metody”!!! I jeszcze do dzisiaj czasem słyszę coś w tym guście.
A niech sobie będą. Jestem odporna. Albo będzie tak, jak powiem, albo pierdu.
Oj no przecież wiecie, że nie kieruję się wyłącznie swoją wygodą itd, ale jakoś to trzeba ogarnąć. Bo potem to ja zostaję z całym bałaganem (delikatnie to ujmując). A ja nie jestem masochistką. Chyba…
Ja miałem inny argument – jak sobie pościelemy teraz, tak się (nie) wyśpimy w przyszłości. Nie trafiało. No i częściowo się właśnie (nie) wysypiamy, z tym że głównie metaforycznie jednak.
„Polityka” omawia interesujący podręcznik w temacie…
Hyhy, trzeba by nabyć, tylko czy to podręcznik na gruncie rodziny, czy o szerszym zasięgu?
Ech… To się ma w genach, albo się nie ma… Podobnie jak bycie damą… Albo dziadka miliardera…
Leje, leje, leje… Już musiałam zapalić światło, bo szaro się zrobiło… na klonie przed oknem już opadły wszystkie liście, a na jarzębinie też zostały tylko owoce…
Ech, u nas na dalekiej Północy to samo.
I pomyśleć, że mieszkając w Kielcach, miałem wrażenie, że Poznań to leży „już prawie nad morzem”!
Nie ” już prawie nad morzem ” , a faktycznie nad morzem , bo skąd wzięła się poznańska Malta ? Poza tym , co dzisiaj znaczą kilometry , kiedy wsiadasz w eleganckie autko i walisz autostradą 150 km/godz. ? Jesteś wcześniej nad morzem niż ja przekraczam połączenie z prawobrzeżną Stolicą . Ostatnio odcinek od Górczewskiej, (wiesz przecież gzie to jest ) do Żerania, jechałem godzinę i 20 minut . Pozdrowionka i proszę nie narzekać , wszak jest ( Tfu ! ) dobra zmiana !!
Nie narzekam, tym bardziej, że S5 na brakującym odcinku Gniezno-Nowe Marzy (czyli trasa via Bydgoszcz ku A1) jest już budowana. Chodziło mi raczej o to, że mieszkając z jednej strony kraju ma się, najdelikatniej mówiąc, zaburzoną percepcję tej drugiej strony (przykład przeciwny do mojego: małżonka była przez dłuższy czas przekonana, że z Kielc w Bieszczady to już żabi skok, a to przecież 270 km, tylko troszkę krócej niż z Warszawy do Krakowa).
Co do ruchu miejskiego, to 20 parę lat temu, kiedy sprowadziłem się do Trójmiasta, wydawało mi się, że jest tu gorzej niż w miastach bez ograniczeń takich jak morze z jednej strony a wzgórza moreny czołowej – z drugiej. Innymi słowy, że w miastach takich jak Poznań czy Warszawa jest więcej możliwości znalezienia trasy równoległej do pożądanej i przedostania się do miejsca docelowego. Nie brałem wówczas pod uwagę, że centrum np. Warszawy może wyglądać tak, jak na załączonym obrazku (a poza tym są jeszcze mosty). Dlatego zmieniłem zdanie – jest tak samo źle:
Jest.
Ja mam przećwiczoną najszybszą trasę przez most Gdański , ale po drodze są Powązki , które w ostatnich dniach były zamknięte . Tak z przyzwyczajenia , czasami trzeba trochę ponarzekać , jak nie na pogodę , to chociaż na transport i wtedy lżej się oddycha psiakość !!
Ja uważam, że są powody do narzekania na transport, za dużo ludzi porusza się samochodami SAMOTNIE. W USA wprowadzono pasy ruchu dla „high occupancy vehicles” czyli samochodów, w których siedzi co najmniej jeden pasażer poza kierowcą (oznaczone rombem na jezdni). Kara za nieuprawnioną jazdę takim pasem to nawet 1000 dolarów.
Masz rację . Często dodatkowym pasażerem jest tylko osoba , z którą rozmawia się przez komórkę . I co ciekawe , częściej podczas jazdy prowadzą rozmowy kobiety . Widocznie gadatliwość jest nieodłączną cechą szanownych Pań .
A to małżonka jest chlubnym wyjątkiem, może dlatego, że nigdy nie jeździ sama, więc zawsze ma na pokładzie pilota/ nawigatora/ operatora komórki.
Są wyjątki, ja też jestem tego przykładem.
No Powązki w ostatnich dniach to generalnie…
Ale przez Raszyn da się już przejechać!
Może kiedyś domkną ring i będzie ta obwodnica?
Raszyn to przymiotnik, rzeczownik to Raszszia (pis. Russia).
Nie dziwię się, przy takich korkach?
Odkąd jest tam kawałek obwodnicy, Raszyn jest puściutki. A bywały godzinne korki.
Uprzejmie zawiadamiam, że idę sobie. Ale nie za tory, tylko do łóżka.

Wydałam dyspozycje, reszta rodziny wie co robić, strach im nie pozwala zaprotestować i tak niech zostanie.
A jutro zastanowię się, co dalej.
PA!
Ave, Caesara!
W zasadzie to chyba „Vale”. Ale z dalszym ciągiem się zgadzam.
Ej! Bez takich mi tu! I’ll be back!
Nie wątpię!
Spokojnej, sine qua non
Kto ma sine? co ma sine?
Ryby, siną barwą na piersiach kłute!
[tu pasowałby zaazul tatarski, jeno nie widzę]
Może to?…
O to to! Nie zaazul, ale jak najbardziej na miejscu!
Dobranocka, już teraz, mimo że nie oglądam meczu ani trochę.
Dzisiaj będzie zamerykanizowana wersja „Blacbirda” Paula McCartneya w wykonaniu tercetu Crosby, Stills & Nash. Niby te harmonie bardziej amerykańskie, takie country (& western), a jednak – jest w nich coś godnego posłuchania. No i poza jedną gitarą – tylko trzech panów.
Snów niekoniecznie bardzo zamerykanizowanych. Ot, na tyle, żeby pojawił się w nich kos 😉
To ja się też (już) pożegnam, zapowiadając się na jutro z wpisem, co najśmieszniejsze właśnie zdałem sobie sprawę, że dzisiejsza dobranocka jest W PEWNYM SENSIE jego zapowiedzią. W jakim, to się okaże 🙂
Na mnie też już czas do łóżeczka. Dobrej nocy życzę
Spokojnej!
Wydaje się więc, że to już pora na lampkę…

Dobranoc.
Dzień dobry bardzo
Dzień dobry. Tak, tak. To już jutro jest piątek.
I znów weekend? Wierzyć się nie chce…
Witajcie!
I znów weekend, i kolejny krótszy tydzień 😉
Faktycznie, w piątek święto
Dzień dobry. Szykuje się kolejny dzionek w pogodową kratkę – słońce, za chwilę fala deszczu (ze śniegiem, wedle prognoz). W sam raz na nowy wpis (za chwilę).
Fajnie!
BB chory.
Zaczynamy sezon.
Ech…
Mam nadzieję, że to tylko przeziębienie? Sezon się zaczął.
Wysyłam wam trochę dobrej energii…
Zdrowia!
Zapraszam na nowe, szybkie pięterko.