Przez Roermond płyną trzy rzeki . Dzisiaj będzie o Maas.
Latem w tamto miejsce nie jeżdżę. Bo tłumy plażowiczów i nie za bardzo mi się to podoba.
Ostatniej ciepłej niedzieli października jednak się wybrałam.
Najpierw przejechałam koło ogródka „na przodku” na rogu.

Uliczkami w dzielnicy wjechałam w alejkę starych brzóz i innego drzewostanu.

Dojście do rzeki było zagrodzone siatką a przy furtce tabliczka z napisem, że tu pasą się różne kopytne i rogate i należy utrzymać odległość 25 m, albowiem to są zwierzęta i mogą zareagować rożnie. Podczas naszej wizyty jednak w najbliższej okolicy nie było żadnych, natomiast ślady i placki oraz inne a i owszem….
Weszliśmy na pustą plaże, która normalnie przy większych opadach raczej jest zalana.
Przeszliśmy przez mierzeję

Znalazłyśmy sobie pieniek do spoczęcia i można było podziwiać wyspę na której pasły się konie ale nijak mi nie chciały wejść w obiektyw. Najnormalniej w świecie chowały się w krzakach…

Panowie, którzy moczyli kije jak mnie zobaczyli z tabletem cykającą zdjęcia zmyli się – widocznie nie całkiem legalnie wędkowali więc sobie odpuściłam.
Październik a las zupełnie jeszcze zielony

Siedząc na pieńku zobaczyłyśmy dwa czarne punkty na wodzie.
Punkty się powiększały…
Az podpłynęły do nas dwa piękne czarne łabędzie i ładnie zapozowały…

O rzekach w Roermond jeszcze Wam opowiem. Być może w następnym wpisie…





Tetryku – jesteś święty
I teraz się dowiedziałam,że faktycznie pół Madagaskaru pracowało nad moim tekstem.Matko boska ja się chyba zabije…I w dodatku zazulki mi przestały pracować….
Zwariowałaś?! Ciesz się!

Popieram, Jo
I chwała tym dobrym duszom!!!! 
Przecież to normalne, że jak ktoś z nas ma problemy (jak ja z wielkością zdjęć) to zawsze znajdzie się usłużna dusza, która to poprawi
Bardzo ładna wycieczka. Teraz spokojnie mogę iść spać.

Spokojnej 🙂
Cieszę się ale też troszkę mi głupio….
Głupio nie ma co być, od tego tu między innymi jesteśmy

I prosimy o notkę w poprzednim wpisie z informacją co by się na wyższe pięterko wdrapywać
Łabędzie w sumie wyszły jako ukoronowanie wycieczki, ale że tak podpłynęły – zaryzykowałbym, że liczyły na poczęstunek.
Notkę robiłam jak bozię kocham.Łabędzie na pewno liczyły na poczęstunek – nie ma dwóch zdań…Następnym razem będę mądzrejsza ,myślę ale tylko myślę….I popatrzcie – zazulki mi dalej nie działają .Dlaczego???
A pojęcia nie mam
Jak widać, mnie działają.
Ale jak to się dzieje, że Tobie nie działają? Nie widzisz ich w ogóle pod oknem wpisywania komentarza? Czy widzisz, ale nie możesz wstawić? Czy też możesz wstawić, ale potem w komentarzu się nie pojawiają? Na którym etapie to się dzieje?
Masz najprawdopodobniej zablokowane javascripty…
Nie pojawiają sie i już. Pod komentarzem są. Czekaj ,znowu spróbuję. Nie rozwijają sie i już….
Uu. Fachowca trzeba. Podejrzewam, że będzie chciał wiedzieć, jaka przeglądarka (może zmienić?) i jaki system operacyjny (na komputerze pewnie Windows, ale na tablecie/ telefonie to nie jest takie oczywiste).
Jasna cholerka – czy u mnie nie może być normalnie???
Dobranocka za chwilę piętro niżej – tutaj jeszcze za świeżo…
Dobry wieczór. Chciałbym aby taka pogoda jak na tych fotkach była jutro. I takimi łódkami też bym popływał. Ech.
Że też u mojej Siostry zawsze jakiś wiatr w oczy….
Żeby chociaż w plecy, to by szybciej na swoim rumaku zasuwała ….
Nio, pobawiłam się zazulkami i teraz biorę coś na spanie
I zmykam
Spokojnej i zdaje się, gratulacje?!
Dziękuję serdecznie
Dzień dobry




Cieszy, że nie tylko ja opisuję swoje wycieczki
Twoja jest cudna, a o czarnych łabądkach to już w ogóle…
Bo wiesz… na temat pierzastych… to ja mogę godzinami…
Nawet dostałam przydomek na Wyspie – Ptasia Pani
Uwielbiam takie klimaty! Woda (obojętne czy rzeka, staw, jezioro, morze czy ocean), las, czy jak u niektórych góry… krótko mówiąc natura. To jest piękne!!! I zawsze mnie zachwyca
Byłam ostatnio u „swoich” babć. Najstarsza, Elizabeth w lipcu skończyła 98 lat (urodzona w lipcu 1918 roku), potem jest Florence, jej o 7 lat młodsza siostra i całkiem jeszcze młoda córka Florence – Sarah z 9-letnim synem. Tyle wstępu…


Sarah wróciła do siebie uspokojona, ale w rezultacie rano wstała niewyspana 
Elizabeth jest stara (bo trudno o niej powiedzieć inaczej). Ciekawe jak to będzie, gdy w końcu umrze… Jak długo rodzina będzie się budziła o północy, czekając na jej buszowanie po domu i szukanie ukrytych przed nią łakoci

Elizabeth uroiła sobie, że nie chce umrzeć w nocy, podczas snu. Także od lat śpi prawie cały dzień, a w nocy łazi po domu i wszystkich budzi. I nawet wierzę domownikom, że jest to uciążliwe. Ostatnio Elizabeth się podziębiła. Sarah opowiadała mi, że obudziła się jak zwykle o północy (jest to czas, kiedy Elizabeth wstaje i buszuje). Było cicho. Nie było słychać otwierania lodówki, ani szurania „balkonikiem” po podłodze. Spróbowała zasnąć, ale jakoś nie mogła. Czekała na to szuranie… O trzeciej nad ranem nie wytrzymała i zeszła na dół sprawdzić co się dzieje. Była wystraszona, że może Elizabeth…
Cioteczka spała jak dziecko, lekko posapując
I tak sobie pomyślałam, że jak człowiek przez dłuższy czas musi znosić jakieś niedogodności, a potem ich zabraknie, to też jest problem
Dzień dobry. Przyzwyczajenia faktycznie trudno wykorzenić. Może nie tak dramatycznie, ale ja też tak mam – w tygodniu budzę się po szóstej, żeby zrobić śniadanie Najjuniorowi (a wcześniej obu panom), a potem jeszcze idę dodrzemać. No i w sumie to nie potrzebuję już budzika o tej wcześniejszej porze.
Dzień dobry!
Jakie miłe pięterko 
Dzień dobry.
Dziś trzeba się tym wszystkim zająć i popiec, pogotować, zamrozić gotowe obiady. I jeszcze magiel odebrać na drugim końcu miasta. I chleb kupić. Elektrośmieci wywieźć, karmę dla psa odebrać… To ja może od kawy zacznę? I herbatki.

Zostało mi jeszcze pół dyni do obrobienia, bo wczoraj już nie dałam rady. Wiecie – fryzjer i zakupy…
Bardzo chętnie skorzystam
Dzień dobry, podstawiam filiżankę. Nie po espresso, ale dość mocną kawę.
Dzień dobry. O kawa mi niezwykle potrzebna. Baaaardzo duży kubek. !
Informuje, że dzisiaj mogę się tylko porozumiewać za pomocą tableta (u)? Laptop się wściekł. Tu wszystko działa normalnie a w lapku nic . Ciekawe co ja znowu narobilamm 
Jak tak sam z siebie się wściekł, to może jakieś aktualizacje systemu narobiły bigosu? Bo chyba jako użytkownik nie grzebiesz sama w systemie?
Raczej staram się nie grzebać. W systemie już na pewno nie. Wnerwiające jestem okropnie

Bigos powiadasz? Hm… Taki bigosik… to ja bym zjadła…
Bigos w komputerze jednak. Taki najczęściej bywa mocno niestrawny.
Ze zdjęć wyłania się piękna Moza, a Rotterdam nazywany jest nawet miastem Mozy. Nad brzegami latem czeka mnóstwo atrakcji, a potem zostaje moczenie kija. Wyszukałam:
No proszę, jakoś zupełnie nie skojarzyłem, że to to samo 🙂
PS. Filmik pozwoliłem sobie osadzić.
Dziękuję za filmik.Jestem na baki
er z komputerem.
Zasyłam wiele serddeczności.
Ja też nie pokojarzyłem Maas z Mozą… 🙁
To co wyszukałaś faktycznie ,szczególnie rybki łowione pod mostem To jest Maas w Roermond. Rotterdam być może ma swoje atrakcje ale moje nieduże miasteczko nad tą samą rzeką też liczne. I szczerze – bardzo lubię to moje miejsce na ziemi
Uwielbiam małe miasteczka! W Holandii byłam tylko w Cuijk, ale bardzo mi się podobało.
I bardzo chętnie bym w takim małym miasteczku zamieszkała… Cóż – życie…
Wiesz Jo- ostatnio coś podają, że domy w Holandii stawiamy..
:
Staniały miało być
Tylko jeszcze żeby praca dla Pitera była… Ostatnio mieli ofertę, ale nie do końca kompatybilną…
Witajcie!
Późno wczoraj wróciłem, to i późno wstałem… A dziś popołudnie znowu poza domem…
Ależ na zdrowie. Po to się wstaje później w weekend, żeby mieć tę chwilę komfortu po tygodniu pracy 🙂
A pogoda coraz piękniejsza się robi, słoneczko świeci, ciepło… Wcale nie wygląda, że to koniec października
Może i słoneczko, ale temperatura nie rozpieszcza.
Jak na tę porę roku, to jest cieplutko 🙂
Trochę biegałem za pewnymi zakupami i przyznaję – w świetle słońca jest cieplutko. Ale niech tylko człek wejdzie w cień! Albo powieje mocniej (a tu się zdarza) – natychmiast dreszcz przejmuje.
Nie wiem, czy na pewno ja sobie poradziłam ale właśnie mi zaczęło działać. Ciekawostka. Poważnie to chcę napisać, że bardzo dziękuje za pomoc i zaangażowanie wczroaj wszystkim . Ja już wieczorem nie mogłam uczestniczyć wtych pracach i Quackiemu za pracę nad zdjęciami i wszystkim wszystkim zaangażowanym i czytaczom i komentatorom nadzwyczaj życzliwym jeszcze raz dziękuje.
PRZEDE WSZYSTKIM Lordowi Wyimaginowanemu. Ja tam tylko spróbowałem paru rzeczy i odpuściłem, a Lord pościągał zdjęcia, obrobił, powgrywał z powrotem…
A Lordowi padam do stóp
Dzień dobry. To ja dopiero teraz kawuję. Gonitwa sobotnia..
No proszę. To u mnie zaraz będzie czas na drugą kawę…
Podobnie jak u mnie…
No! Wróciłem do dom. Jeszcze tylko coś sobie upichcę, i będzie cacy!
Zgodnie z zapowiedziami – dynie. Jeszcze nie wszystkie, ale trzy sztuki mogę pokazać.
Pierwszy wzór być może znacie, wieszcz Adam sprzed paru lat. Wyrzeźbiłem go ponownie, bo akurat takie miałem chwilowe zapotrzebowanie.
Drugi to wzór Najjuniora, któremu spodobała się pewna grafika z sieci, więc postanowił przenieść ją na dynię. Proszę nie pytać, co to za postacie, bo nie wiem.
Trzecią dynię wyrzeźbił Junior i również proszę nie pytać, co to za miś – wiem tylko, że w połowie wesoły, w połowie makabryczny.
Jeszcze jutro chyba będę chciał coś samemu wyrzeźbić, ale nie wiem jeszcze, co i skąd.
Piękne jak zwykle! Wieszcza pamiętam, reszty nie rozróżniam, ale też są ekstra!
Dziękuję, przekażę (pozostałym) twórcom.
Dziady bardzo na czasie. Pozostałe – niezwykle artystyczne. Gratuluję.
Prawda, że na czasie? Chyba dlatego wróciło zapotrzebowanie na ten wzór.
Tak myślałam.
Macie talent!
A dziękuję, teraz już grupowy.
Hmm. Na tej drugiej dyni facet jest trochę podobny do Bono z U2 albo De Niro jako jakiś mafioso.
Oj, prawie na pewno jest to postać z japońskiego komiksu/ kreskówki, więc śmiem przypuszczać, że to podobieństwo czysto przypadkowe.
No to teraz mogę się pożegnać. Dobrej nocy życzę

Dobrej nocy.
Spokojnej.
Mieliśmy dzisiaj kupę roboty. W planach.
Pojechaliśmy po rzeczy do magla, zrobiliśmy zakupy, po powrocie machnęlim pizzę i na tym się skończyło…
Ale co tam! Jutro też jest dzień, prawda?
I cały dłuższy weekend w sumie.
Co najmniej o godzinę 🙂
Bardzo mnie pocieszyłeś.
Warto się cieszyć nawet drobiazgami!
Rz.eźby dniowe są fantastyczne.! Też się już pożegnam. Dobranoc
Spokojnej.
To i ja
Spokojnej – przedłużonej.
Dobranocka.
Dzisiaj mnie naszło na taki evergreen. BJ Thomas i „Krople deszczu spadają mi na głowę”. Znany jak nie wiem co. Melodyjny, spokojny – w sam raz na przedłużony o godzinę sen.
Snów lepszych nie tylko ilościowo, ale i jakościowo.
Spokojnej, długiej nocy. Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba wstawać o trzeciej, zegarki można przestawić rano…

Dobrze, że to napisałeś, bo ja już budzik nastawiłam na trzecią… 🙂
Ja też, ja też:-) Dobranoc;-)
I wyjątkowo dodatkowy utwór na dobranoc:
Dzień dobry
Dobrze się spało 
Jeszcze śpią… To ja kawę zaparzę może kogoś przyciągnie zapach?
Kawa koniecznie. Mimo że dzień wolny itd.
Witajcie!
Dziś znowu będę przeważnie offline – jadę odwiedzić prochy rodziców. Odezwę się jak wrócę…
Dobry
Która właściwie jest godzina?
Blog prawdę ci powie…
No właśnie usiłuję ją pojąć
A pytanie wzięło się stąd,że rano po zmianie czasu nigdy nie wiem, czy mi się przestawił automatycznie,czy nie.
Tym razem telefon rozwiał wątpliwości, bo na ekranie startowym wyświetlał nowy czas, a na dodanym przeze mnie zegarze – stary. Dopiero po odświeżeniu ekranu zaktualizował.
Dzień dobry. Jest 9:38 (tak przynajmniej pokazuje mój komputer, ciekawe, jak to się ma do czasu na serwerze). Niby zmiana na korzyść, a czuję się rozregulowany.

Serwer jest krajowy, więc zmienia czas tak samo jak my…
Dzień dobry. Deszczowa niedziela u mnie. Niefajnie.
Och. Niemożliwe. U nas też pada, a przecież miało być na odwyrtkę?!
Tu nie pada, a nawet słoneczko co chwilę wygląda zza chmurek.
To ja idę myśleć nad dynią, a zaraz potem – działać.
Południe. Kawa. Organizm funkcjonuje wg starego czasu.
Chwilę potrwa, zanim się przestawi, co nie?
Tak z pół roku:-)
A później od nowa, ale wówczas przestawienie będzie bardziej przykre
Dzień dobry. Ranek u mnie jest słoneczny i ciepły. No pięknie jest . Az mnie korci.
coś na ząb i na rowerek…
Po kawie, po przeglądzie prasy i blogów niektórych. Hmm jeszcze malutka filiżanka
P.S hmmm moje kłopoty komputerowe się nie zakończyly tak zupełnie… Jestem mistrzem świata w zagmatywowaniu (ale mi się słówko udało) sytuacji w moim kopmuterze..
Dzień dobry.
Yyy… zagmatwywaniu?
Pomyślnego rozwiązania tego zagmatwania życzę!
Cała niedziela na rozgmatwanie:-)
W uzupełnieniu wczorajszych doniesień – dynia by Quackie. Ciekawe, czy ktoś rozpozna postać na zdjęciu, w sensie nazwiska…
Piękna rzeźba, ale nie wiem kto to może być… może Olbrychski…
Niestety nie. Faktycznie, trochę podobny do Kmicica z „Potopu” Hoffmanna, ale nie. Podpowiem – nie polski aktor.
Dzień dobry
Rzeźba świetna, mi powyższy wizerunek pasuje do aktora Roberta Downey Jr -a
Ha, coś w tym jest. Tzn. rzeczywiście można by wziąć go za Downeya.
A jednak nie.
Wygląda więc, że albo aktor za mało znany, albo tym razem ręka mnie zawiodła.
Bo chodziło mi o Madsa Mikkelsena w roli Michaela Kohlhaasa albo, jak kto woli, wiedźmina 😉
Podobieństwo oczywiście jest, niestety nie skojarzyłem 🙂
Nie znam tego filmu, ale podobieństwo z oryginałem znakomite!
Mnie też skojarzył się z Olbrychskim…


A swoją drogą, to pisałam Ci już chyba (ale powtórzę) masz talent i przekazałeś go swoim synom!!!
Ich dynie, bez względu na to co przedstawiają, też są cudne
Dziękuję w imieniu własnym oraz progenitury!
Ja nie znam tego aktora, chyba dlatego, że nie jestem kinomanką.
Dzień dobry
Małżonek skończył nareszcie ten stół do ogródka, a ja wyprzątnęłam wszystko i jak dla mnie zima może się zacząć (chociaż wcale śpieszyć się nie musi 😉 )
Muszę kupić cukierki na Halloween i parę innych rzeczy. Jak ja nie znoszę tych zakupów… 
U mnie też pochmurno, chociaż dość ciepło. Wczoraj pracując w ogródku spociłam się jak szczur, chociaż byłam w krótkich spodenkach, bluzeczce z krótkim rękawkiem i sandałach (oczywiście na gołe nogi)
Dziś już byliśmy na jednych zakupach, ale musimy jechać do jeszcze jednego sklepu
Co do cukierków na Halloween, to paru znajomych zdeklarowało się, że zrobi cukierek ORAZ psikus. Za pomocą brukselki i czekolady.
Świetne, ale tutaj nie można dawać dzieciom wyprodukowanych przez siebie słodyczy. Wszystko musi być fabrycznie zapakowane. To ze względu na bezpieczeństwo. Kilka lat temu zdarzyły się tragiczne w skutkach wypadki i już od dawna wprowadzili pewne restrykcje. Zdarzało się, że jakiś głupek, który albo nie lubi dzieci, albo tego „święta”, zrobił swoje słodycze z tłuczonym szkłem w środku, albo dodał trutki na szczury do ciasta.
Wiele dzieci lądowało w szpitalach, a niektóre przypłaciły to życiem. No i stąd te restrykcje…
do kina, czy na spacer. Dzieci mogą chodzić od 16 do 20. Czyli nie jest to cały dzień i te parę godzin można jakoś przetrzymać… Czy koniecznie trzeba truć?
Dzieci nie mogą też same chodzić po domach (o wejściu do środka nawet mowy nie ma) i zawsze muszą być z dorosłym opiekunem. Nie musi on iść do samych drzwi z dziećmi, ale musi mieć na nie oko. Często sąsiedzi umawiają się ze sobą i idzie jeden z całą gromadką. To wystarczy…
W sumie to nie rozumiem tych ludzi. Jeśli komuś nie podoba się tego typu świętowanie, czy dzieci nie lubi, to przecież wcale nie musi otwierać drzwi. Nikt na siłę nie będzie tam wchodził. Można też sobie pojechać na zakupy
No nie, trucizna czy szkło to już grube przegięcie.
Mam wszakże nadzieję, że brukselka nie jest zaliczana do trucizn.
Przez niektórych tak
Ja ją lubię, więc nie miałabym z tym problemu i zjadłabym z przyjemnością
Chociaż nie wiem na ile taki zestaw smaków by mi odpowiadał. 
Ale surowej byś chyba nie jadła? Bo podejrzewam, że gotowana nie jest. Byłaby zbyt miękka.
A swoją drogą nie rozumiem jak można tak szkodzić komukolwiek, a w szczególności dzieciom. Brak słów…
Nigdy nie próbowałam surowej brukselki, ale myślę, że to podobne do surowej kapusty. Da się zjeść

Na sto procent nie mam też zamiaru niczego zatruwać. Jeszcze ktoś by zmarł i miałabym na sumieniu
Jak z tym potem żyć?
A co do szkodzenia komukolwiek… to mam podobne zdanie.
Kupiłam już cukierki i chociaż nie jest to moje święto, a już na pewno nie ulubione, to jak dzieci przyjdą, poczęstuję tym co mam. Skoro w tym kraju jest taki zwyczaj, to nie mam zamiaru protestować, czy się wygłupiać
Niestety za chwilę znikam z Wyspy, w sumie do wieczora. Nie wiem nawet, czy na dobranockę zdążę. Okazja raczej smutna, coś w rodzaju stypy…
Ja się już pożegnam, dobranoc
Spokojnych snów!
Ja też . Wydaje mię ,że w temacie „dziadów” jestem całkiem nieobyta.Nigdy nie znosiłam tego święta ani pierwszego ani drugiego.
W Polsce ( i pierwszego dnia,i drugiego ta pompa i sztuczność mnie odrzucała). I to mi zostało do dzisiaj.
Moi bliscy są w sercu. Jest mi doskonale obojętne co sobie myślą sąsiedzi grobowi. Oni będą na swoich grobach, gdy wypada – ja,kiedy będę miała potrzebę
A teraz już czas na spoczynek. Zazulki mi znów nie działają ,więc mówię zwyczajnie – dobranoc.
Musimy kiedyś wytresować te twoje zaazulki!
Rozumiem Cię Reniu. Ja mam podobnie. Nie znoszę tego „grobowego spędu”. Wolę odwiedzać swoich bliskich w ciszy i spokoju. Chociaż z drugiej strony… moi bliscy leżą na jednym z białostockich cmentarzy. Kaplica stoi na górce, a u jej stóp jest duża część cmentarza. Wieczorem, gdy jest już ciemno, te podświetlone lampkami groby, zapach palących się świeczek, snujące się dymy…

Widok, który robi wrażenie. Bardziej artystyczne, niż wspomnieniowe… To jednak ma swój urok
Dodam jedynie, że tutaj nie ma tego święta i idę normalnie do pracy. Nie narzekam. O bliskich pamiętam, nie tylko 1 listopada…
Masz rację Mireczko. O bliskich, którzy odeszli, pamiętać trzeba nie tylko pierwszego listopada. To święto jest sztuczne, a ja nie lubię sztuczności.
Na smutny jesienny wieczór, naznaczony perspektywą rozmyślań o naszych zmarłych – na przekór, coś optymistycznego.
Spokojnych snów, znów w normalnym wymiarze czasu!

Dziękuję, Mistrzu Tetryku. Wróciłem i jutro pewnie będę – chociaż trochę biegania przedpierwszolistopadowego się zapowiada.
Dzień dobry
Dospać dziś nie mogłam…
No co jest? Koniec października, czas zmieniono a wy śpicie??? Pobudka
Śpią, bo kawa nie pachnie. Zaraz to załatwię…
Dalej śpią. Ja podstawiam kubeczek i parzę herbatkę.
No widzisz? W moim przypadku poskutkowało, aż miło.
Witajcie!
Oczywiście obudziłem się na godzinę przed budzikiem, mimo iż spać położyłem się nominalnie o normalnej godzinie. Miasto puste, korków brak, a i tak człowiek nieco rozdeptany i nie w sosie…
Miasto przygotowuje się do korków i tłumów w wybranych sektorach w jutrzejszym dniu.
Dzień dobry. Przygotowania do jutra idą całą naprzód, więc pewnie będę w kratkę.
Ale zacznę od kawy, nie ma innej możliwości.
Dzień dobry
Wstałam więc w kiepskim humorze, napsioczyłam w łazience jak to fatalnie, że człowiek musi wstawać o 5:30 i że ciemno, że pada, że za chwilę listopad, którego też nie lubię 


– 3 fotki w galerii 🙂
Nie lubię poniedziałku. No nie lubię okropnie. A taki poniedziałek po zmianie czasu to już w ogóle
Psioczenie niestety nic nie da, do pracy trzeba jechać tak czy siak.
Wychodzę więc z domu i co widzę?
Piękny ten poniedziałek. I zaraz człowiek się inaczej czuje
PS. I jakby koś mi pomógł pokazać, co widziałam to będę wdzięczna 🙂 Chyba się nigdy nie nauczę
[Edytowane: ta fotka wydała mi się najbardziej reprezentatywna (Quack)]
Dziękuję pięknie Quackie
Proszę bardzo. Tęcza piękna, po takich fotografiach się rozumie, dlaczego to symbol nadziei.
O! O! Ooooo!
No pięknie. Nawet druga tęcza jest. Chce się żyć jak widać taką jesień.
Wy macie tęcze, ja od rana Halloween. Albo wilanowską masakrę czym się da.
Kuba pierdolca dostaje bezpowodowego. A, nie – sorry: powód jest. Użyliśmy słowa „śniadanie”. Najwyraźniej właśnie trafiło na listę słów zakazanych. Tuż obok „trochę”.
Czasem, jak czytam takie relacje, przychodzi mi do głowy słowo „chloroform”. Albo inna w miarę nieszkodliwa substancja, dzięki której mogłabyś mieć chwilę spokoju.
A wiesz, że na autystów środki uspokojające często działają pobudzająco?
Ale w drugą stronę już nie? Tzn. pobudzające – uspokajająco?
Nieee…
No dobra. Wyłączam się. Pałeczkę w halołinowym konkursie na Awanturę Roku przejął młodszy syn. A że od wczoraj mam świetne jazdy po leku, to właśnie panowie mi zafundowali szybki kurs do szpitala. Tak że wiecie – bawcie się dobrze, niestety beze mła.
No to szkoda. Ja właśnie wróciłam ze sklepu, gdzie była kolejka jak w mięsnym za słusznie minionego czasu. Niektóre sklepy zrobiły sobie wolny poniedziałek. Chyba świętują Halloween…
Przedłużony weekend. Tutaj to samo.
Zdecydowanie powinno się ustalić, które uspokajacze NIE działają pobudzająco.
Przeżyłam póki co. Dokładniejsza relacja w Szkicach. Idę się położyć.
Dzień dobry

Czy reflektuje ktoś na drugą zmianę przerwy kawowej?
Dziś do południa załatwiałem ważne sprawy i dopiero teraz mam czas na filiżankę „małej czarnej”
A’propos
Wczoraj byliśmy z ukochaną w kawiarni i trafiliśmy na kawy smakowe.
Zapytaliśmy sięsprzedawcy i dowiedzieliśmy się, że podczas palenia kawy dodaje się aromatów, które przechodzą potem do palonych ziaren.
Ja wybrałem „pragnienie miłości” a moja ukochana „Paryż nocą”.
W trakcie dyskusji doszliśmy do wniosku, że równie dobrze będzie zamieniać się cyklicznie filiżankami dzięki czemu każde z nas będzie mogło wypróbować smak obydwu rodzajów kawy.
Doświadczenie ciekawe
Mieszanina pragnienia miłości z nocnym Paryżem może dać ciekawe doświadczenia… 😉
Ja tak za 2 godziny mam porę drugokawową. Pomysł ze smakowymi kawami doskonały, a zestawienie, jak słusznie zauważył Mistrz Tetryk, hmm, znaczące.
Ja drugą kawę pijam po południu. Więcej niż na dwie nie mogę sobie pozwolić, moja wątróbka by się zbuntowała.
Zdecydowanie za dużo jest szaleństwa przed jakimkolwiek świętem.
Potwierdzam, za dużo. Dlatego ja nie lubię świąt.
Przygotowań. Biegania. Nerwów.
Prawda.
I tak skończył się październik, a dopiero przecież się zaczął… Jak ten czas leci…

No to pożegnam się już, zobaczymy się w listopadzie
Spokojnej.
Dobranocka
Współczesna diva polskiego jazzu, Aga Zaryan i standard „Here’s To Life”. Spokojny, tempo w sam raz do snu. Gitara i szemrząca perkusja. I głos…
Snów o równie wysokim standardzie.
Zapalę tutaj lampkę na dzisiejszą noc, a jutro zapraszam na dzielenie się wspomnieniami i refleksjami na temat tych, którzy przeszli na drugą stronę łąki…
To ja chyba tradycyjnie ostatni. Dobranoc.
Dzień dobry
Witam się jeszcze na tym pięterku, żeby nie zaczynać nowego. Poczekam na Autora…
Oj, zagapiłam się. Przecież wpis na nowym pięterku jest… Idę więc tam…