
Kiedyś swojego tatkę spytał mały Witek:
– Powiedz mi, proszę, tatku, co to jest zabytek?
– Zabytek – odparł tato – to rzecz z dawnych czasów,
Z okresu Jagiellonów, Piastów, względnie Sasów,
Co trochę się rozpada, a trochę się kruszy,
Ale jest pod ochroną, więc jej nikt nie ruszy.
Choćby miała tamtędy przejść nowa arteria –
On stoi cały w blaskach, basztach, boazeriach,
Rozparty w poprzek drogi, bliski – a daleki,
Bo za nim stoją dawne zwyczaje i wieki
Ze swymi przesądami, brakiem tolerancji,
Cielęcym zapatrzeniem się we wzorzec Francji
Albo Anglii lub Austrii, względnie w przepych Wschodu,
Z pogardą dla prostego, ciemnego narodu,
Z odrabianiem pańszczyzny, topieniem czarownic,
Pancerzem zapinanym z pomocą lutownic,
Przyłbicą opuszczoną w momentach poruty
(bo lepiej w takich razach miewać łeb zakuty),
Z supremacją łaciny, ubóstwem polszczyzny,
Ciągłym nadużywaniem imienia ojczyzny
Oraz odwoływaniem się do sądów nieba…
To jest właśnie zabytek, więc go chronić trzeba!!!
Synek słuchał uważnie, słówka nie uronił,
Wreszcie rzekł: – dobrze, tato… Ja cię będę chronił…
Andrzej Waligórski




I znów Waligórski! Mam nadzieję, że się Wam nie znudził, ale Nowe pięterko już było potrzebne
Ten wiersz według mnie jest bardzo dowcipny i wciąż aktualny.
Aż za bardzo!
Czasem dokładnie tak się czuję podczas rozmów z Juniorami, ale czekaj tatka latka.
No chyba nie jak zabytek?!
To nastawienie Juniorów, a nie ojca – jak sądzę! 😉
TRAKTOWANY jak zabytek, to tak.
To ja o sobie już nic nie powiem…
To Ty nie mów, a ja nie będę przyjeżdżał z Juniorami i jakoś damy radę.
Zapraszam!
Z wizytą
– Puk, puk!
– Witam pana profesora..,
– Pozwoliłem sobie przyjść, zgodnie z zaproszeniem, wszak obiecał mi pan pokazać swoje zabytki.
– Ależ oczywiście, proszę wejść, Już spełniam swoje obietnice. Pan pozwoli, oto moja żona Helena, a tam jej siostra Genowefa…
Okrutnik!
Złośliwiec!
Czy to nie jest przypadkiem ten sam profesor, który chwalił się rewelacyjnymi tabletkami na pamięć?*
*staary dowcip, ale jak ktoś nie zna to mogę zacytować
Poproszę, bo mimo najszczerszych chęci nie potrafię sobie przypomnieć.
Kawał z dłuuugą brodą jak zabytek 😉
Pewien profesor zaprosił gości do domu i chwalił się, że ma świetny lek na pamięć.

– A jak nazywa się ten lek? zapytał jeden z gości.
– Eeee, on się nazywa, tak jakoś… Aaa już wiem: Dawno temu była taka wojna między Grekami a Trojanami…
– Wojna Trojańska? To lek się nazywa „Trojan”?
– Niekoniecznie, ta wojna się wzięła z powodu takiego księcia, który dał jabłko jednej bogini…
– Parys? Lek się nazywa „Paryzja”?
– Niekoniecznie, ten Parys za swój wybór mógł dostać najpiękniejszą kobietę świata…
– Helena? Lek się nazywa „Helenos”?
– Właśnie! Przypomniałem sobie! Helenaaa!!! Jak nazywało się to lekarstwo?
Świetny lek
I tak dobrze, że nie zaczął wygrażać temu Niemcowi, co mu gdzieś ten lek zapodział.
A dowcipu, chociaż może i z brodą, autentycznie nie znałem.
Pamiętacie opowiadanie Czechowa, „Końskie nazwisko” ???
Och, kiedyś przeżyłem coś podobnego na żywo, zresztą jestem pewien, że opowiadałem już o tym na Wyspie. Mama koleżanki z liceum przez parę dni chodziła jak struta, usiłując przypomnieć sobie „takie ptasie nazwisko” jednego dalszego znajomego. Nie Sikora. Nie Dudkowski. Nie Gilewicz… No, ptaszek, ptaszek… Maam! NIEDŹWIEDZKI!
Świetne.
Dzień dobry
Bożenko moje gratulacje
Waligórski jak zwykle rewelacyjny i na czasie!
Bardzo miła niespodzianka
Dziękuję
DobryWieczór:)) W związku z kolejnym poetą przesyłam pieśń:)))
Waligórski jest dobry na wszystko
Świetny wiersz!!!
Ps. Wasze wypowiedzi też są rewelacyjne!!!
Pośmiałam się i wracam do pracy…
Dobrego humoru na cały dzień
A gdzie jest Jo? Jak mam się spać położyć?
Ale może jeszcze się pokaże jak ja się położę. Dobranoc
Już lecę z kordełką! Miałam dziś pracowity dzień poza domem i chyba czas na sen.

Spokojnej!
Dobry wieczór ! Co się naśmiałam, to moje. ! Dwoje wnucząt posłałam do spanka i mam wolne. Jak miło.
Wyobrażam sobie, że niektórych ten cięty wierszyk mocno by oburzył. No, ale Mistrz Andrzej przytomnie zmilczał o przedmurzu.
Witaj Czarodziejko:)) Coraz bardziej to „przedmurze” wydaje mi się ochronką dla idiotów. Zwłaszcza tych najpatriotyczniejszych :)))
Zadziwiająca zgodność poglądów, Stateczku. ” Demokracja w Polsce ma się dobrze, bo niky nie zamyka KOD-erów.Mogą demon
strować”.
Przypomina to opowieść o Leninie który poczęstował dropsem dziecko. Wszyscy go chwalili za dobroć, a przecież mógł zabić:))
bo to dobre było panisko !
To i ja się odmeldowuję. Liczę na spokojniejszą noc…
Liczysz barany ??? W naszej rzeczywistości to około 6 000 000 osobników :)))
Wystarczyło!
W sam raz na dobranockę.
Dzisiaj klasyka… rocka? Chyba nie. Może ballady? Simon i Garfunkel i pani Robinson do kompletu. Gitary i dwa głosy. Harmonia. Dobranoc.
Snów takich, że hej, hej, hej!
Ech, „Absolwent”… Do dziś pamiętam genialne przedstawienie pierwszego uwodzenia młodego Beniamina – te króciutkie, prawie podprogowe przebitki na nagą Anne Bancroft, idealnie oddające panikę Bena…
No właśnie. I wystarczy subtelność, żeby przekazać pewne wrażenia, a nie trzeba od razu kawy na ławę w sensie tej nagości.
Dobranoc
Dzień dobry!
A więc niedzielmy się 
Dzień dobry! Słońce, proszę Państwa, pełną gębą. oraz ociupinkę cieplej niż wczoraj. To znaczy szronu się nie uświadczy. Wedle prognoz tak powinien zacząć się dzień na północ od linii – mniej więcej – Częstochowa – Kielce, bo na południe raczej deszczowo.
Witajcie!
Raczej deszczowo, fakt. Wczoraj było ładnie, można powspominać 😉
A w Hiszpanii zima, śniegu nasypało, pługi go usuwają. Widziałam!
Dzisiaj też trochę popracuję, ale oczywiście będę zerkał. Kaszelek w pełnym, tfu, rozkwicie.
Witojcie!
Słoneczka i radości na ten dzionek:)
Dzień dobry! Czy to „witojcie” to z akcentem górali zachodniopomorskich? Czy się przesłyszałem?
Ech, ci górale zach.pom.! Te paszteciki z oscypkiem! Te wodoszczelne kierpce! Te pamiątkowe ciupagi z portretem Katarzyny Wielkiej!
Dodam jeszcze, że wyprodukowane w Chinach 😉
A to to oczywista, przecież to wyrób regionalny, a Chiny są ważnym regionem!
I przesłane kontenerami do najbliższego portu!
Bywały z ciebie człek, Quacku!
W trakcie studiów przez ładnych parę lat śledziłem stoiska górali wielkopolskich naprzeciwko Okrąglaka (Bożenka zaświadczy), w Gdyni zdarzały się stragany górali pomorskich. Nie może być więc tak, żeby w Zachodniopomorskiem ich zabrakło!
Zaświadczam 😉
Mam dowody , że pamiątki z Wysp Kanaryjskich produkują w Chinach . Nie są to jakieś dzieła , a zwykła tandeta , a jednak …..
Ja mam ładną serwetkę kupioną w Kanadzie, też zrobioną w Chinach.
Chiny zasypują nas pamiątkami z Zakopanego czy znad morza.
Dzień dobry
Na prawdę trudno zachować zdrowie, szczególnie to psychiczne 
U mnie pogoda wariuje jak zwykle. Wczoraj słoneczko i prawie 20C (oczywiście na plusie), na dziś zapowiadają 16C (ale ma padać deszcz), a we wtorek znowu na minusie i śnieg
Samochód wczoraj odebraliśmy i jestem zadowolona
Już nie chodzi jak traktor, znowu nabrał odpowiedniego przyśpieszenia i prowadzi się lekko, łatwo i przyjemnie
Przy okazji wymienili jakieś cóś, bo jak odkręcali silnik, to im się dwie śruby złamały. Facet nam pokazywał jak to wygląda. Jedna z nich była jak podpiłowana i przeżarta rdzą. Za wymianę tego nie musieliśmy płacić, bo jak facet nam wytłumaczył, to oni połamali i wymiana jest na ich koszt
Dobrze, że te śruby nie popękały w czasie jazdy!!! Bo jakbym jadąc po autostradzie zgubiła silnik, to nie byłoby zabawnie… 
Dzień dobry 🙂 Myślałem , że w USA są same Fordy , które nigdy się nie psują . Jak widać , tandeta japońska jest również za Wielką Wodą i mogła być przyczyną Twojego nieszczęścia . Dwie złamane śruby od mocowania silnika , to dowód , że nie można ufać Azjatom . Jeżdziłem przez wiele lat Fordem-Sierra , nigdy nie miałem kłopotów , z wyjątkiem dwóch przypadków , kiedy oberwało się przednie koło , zawsze przy skręcie w prawo . Szczęście , że przy małej prędkości , a fakt , że miało to miejsce przy skręcie w prawo , może świadczyć o lewicowości pojazdu . Dziwne, amerykański Ford i lewicowy ??. Jeszcze uwaga : w rozrządzie jest raczej łańcuch , a nie pasek …..
Obecnie częściej jest to pasek zębaty…

Zgoda , miałem na myśli starsze auta , które maja na liczniku ,jak pisze Miralka ponad 200 tys.km .
To jest ponad 200 tys. mil, a nie kilometrów
Nie chciało mi się liczyć, chociaż obliczenie jest proste. Mówiąc po naszemu, mam ponad 320tys. kilometrów na liczniku 
Ja chyba taki zębaty pasek mam. Z tego co mówili nam w Toyocie, paski są wycofane i używa się łańcuchów. W tych nowszych modelach. Prawdopodobnie są na całe samochodowe życie i wymieniać ich nie trzeba
Mój następny samochód na pewno będzie miał już łańcuch

No cóż, ja akurat mam jak najlepsze zdanie na temat japońskich samochodów, przez 7 lat do Hondy właściwie tylko laliśmy olej oraz paliwo i jeździliśmy. Gdyby nie polscy mechanicy, którzy dali ciała przy wymianie filtra oleju, to byśmy nie wiedzieli, co to warsztat (poza przeglądami i wymianą opon). Z kolei Kum w USA miał kiedyś roadstera, Toyotę MR2, z którego ledwie uszedł z życiem, jak mu się silnik na środku autostrady zapalił, a znajomym z Poznania zdarzyła się podobna awaria w VW Passacie – we Włoszech, w podróży powrotnej do Polski. Chociaż tyle, że ten Passat był z wypożyczalni, więc przynajmniej o wrak się nie musieli martwić.
Witaj Maksiu
A psują się one bardziej niż „japońce” i są mniej bezpieczne. Mój samochód, kiedyś nowy, ma już 11 lat, czyli nie należy do samochodowej młodzieży
I chyba mało dziwne, że czas zacząć go reperować.

USA nie samymi Fordami żyje
Z rozrządem masz rację. Samochód mojego małżonka (rocznik 2010) i syna (rocznik 2015) mają już łańcuchy. U mnie, to znaczy w moim samochodzie (rocznik 2005), jest jeszcze pasek. Także zasadniczo masz rację
A tak w ogóle, to śmieję się, że kiedyś w telewizji (w zamierzchłych czasach) był program dla dzieci i młodzieży „5-10-15” i roczniki naszych samochodów nam o tym przypominają
Forda sprzedałem za ” tyle ile kto da ” i jeżdżę Nissanem . Aktualnie jeżdżę Nissanem , nie narzekam , ale Ford był wygodniejszy na dłuższe trasy …
Mam Micrę, nie narzekam. Lecz wspominam z sentymentem Suzuki Swifta, którego bezproblemowo używałem przez piętnaście lat. Poszedł za grosze w dobre ręce :)))
Moja szwagierka uznaje tylko Fordy, ale ja jakoś nie mam do nich przekonania. Córka miała Forda „Escort” i wiecznie go naprawiała. W końcu sprzedała swojej pracownicy za grosze i kupiła „japońca”. Moja Toyota Sienna jest bardzo wygodna i duża. Na długie trasy nadaje się w 100%. Mało, że ma wielki bagażnik, to jeszcze tylne fotele można złożyć (chowają się w podłogę) i taka rzecz jak wersalka mieści się bez problemu. Jak jeździmy we czwórkę pod namiot, to wszyscy mamy wygodne siedziska i zabieramy ze sobą pół domu
Ale też prawda, że to minivan…
Na razie słońce świeci całym niebem, więc jedziemy nad Lake Michigan
Ciekawość mnie pali, bo może chociaż część ptaków już wraca z zimowisk i chciałabym się rozejrzeć w sytuacji
Nie ma to jak zboczenie


Do popotem
Przyjemności i udanych łowów
Dobranoc
Dobranoc. Tym razem nie o północy.
Spokojnej razy dwa. Zaraz trzeba będzie dobranockę wytaczać.
Dobranocka zatem z czasów nie tak znów odległych.
Massive Attack „Teardrop”. Jeżeli jest bardziej chwytający za serce i melancholijny utwór z tego gatunku, to ja go nie znam. Linia rytmiczna potężna, nieprzypadkowo jak bijące serce, na tym tle melodyjny głos (właściwie bez wokalnej harmonii, a wrażenie piorunujące!), i jeszcze akordy na fortepianie. Pojedyncze.
Snów z tamtych czasów, nie tak znowu odległych.
Wróciliśmy z wycieczki przed 13. Była świetna i udana
Co prawda nie spotkałam żadnych nowych ptaszków, ale było cieplutko i słonecznie. Fakt, że wiał silny wiatr, tylko po raz pierwszy w tym roku też był ciepły. Jak sprawdziłam termometr przy drzwiach do ogródka (to od północnej strony, cały czas w cieniu), było 22C!!! Prawie jak lato!!!
I co się dziwić, że w bluzie było mi za gorąco!!!
Aż trudno uwierzyć, że we wtorek ma padać śnieg!!! 
Coś jeść trzeba…
Z ptaszków spotkaliśmy tylko dzięciura czerwonobrzuchego, dzięcioła kosmatego, parkę kowalików karolińskich i stadko drozdów wędrownych, które wróciły z zimowisk. Słyszałam też epoletnika krasnoskrzydłego, a to znaczy, że też już wróciły. Nie udało się nam zrobić mu zdjęcia, ale jeszcze zdążymy, bo to bardzo popularne ptaki. Są wszędzie!!! Do jeziora nie doszliśmy, bo przejście zostało zagrodzone i powiesili tabliczkę, że trwają prace remontowe i wejście może być niebezpieczne. Mam problemy z zatokami i jak wiatr mi nawieje w twarz, zaczyna mnie boleć głowa. Także po powrocie małżonek poleciał oglądać mecz hokejowy, który już się zaczął, a ja się położyłam. Po meczu mnie obudził i pojechaliśmy na zakupy
Wracając ze sklepu przypomniałam sobie, że mieliśmy jechać obejrzeć namiot. Powinniśmy kupić nowy, bo nasz ma już chyba z 10 lat i zaczyna przeciekać. Impregnowanie go metodami chałupniczymi niewiele daje, a dać do jakiejś firmy, by to zrobiła, się nie opłaca. U znajomych widziałam reklamówkę sklepu Cabela’s z różniastymi namiotami. Postanowiliśmy tam się wybrać. Sklep nas zachwycił. Jeszcze w takim nie byliśmy. W zasadzie jest to sklep dla myśliwych i rybaków. Czyli coś typowo nie dla mnie. Ale mają sporo różnych urządzeń campingowych, no i między innymi namioty. Wypatrzyłam jeden, który mi się podoba. Obejrzeliśmy go na wszystkie strony i boki. Trochę za wielki…
Dwupokojowy z werandą… ma też specjalny wtyk do prądu i własne oświetlenie. Nie kupiliśmy go jeszcze, bo małżonek stwierdził, że jest za drogi. Ten sklep jest drogi… Poszperaliśmy po internecie i taki sam namiot (nowiutki) kosztuje ponad stówę mniej, a używany jest o połowę tańszy. Używanego nie chcę. Jeden używany mam i wystarczy…
I tak myślę, że kupimy przez internet 
Nie wiem jakie gatunki ryb tam były, ale podobały mi się. Postanowiliśmy z małżonkiem, że wybierzemy się tam kiedyś jeszcze, ale z aparatami i obcykamy to wszystko 
A sklep mnie zachwycił czymś, czego w żadnym innym nie spotkałam. Na środku są ogromne sztuczne skały i cały zwierzyniec z wypchanymi zwierzakami. Może niekoniecznie jestem miłośnikiem takiego wypychania zwierząt… ale wrażenie było niesamowite. Kaskady spadającej wody… drzewka… zwierzaki prawie jak żywe, a w środku pieczara. Oczywiście zajrzałam (małżonek też). W środku pieczary ogromne akwaria z żywymi rybami. Niektóre tak wielkie, że byłoby się czym podzielić na obiad
Dzień dobry. Fotorelacji ze sklepu jeszcze nie było!
Zbieram się do spania

a Wam życzę miłego poniedziałku
Dzień dobry. Zabieram kaszelek na spacer do lekarza. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Dzień dobry!
Zabierz go do lekarza i tam go zostaw. Nie wracaj z nim!!!
Na razie sukces połowiczny – udało mi się zarejestrować na 12:30. Biorąc pod uwagę długość kolejki o godzinie 6:55, to i tak dobrze.
Ale 12:30 dzisiaj a nie np. w czwartek?
Dzisiaj, dzisiaj. Do tej pani dr, do której przez Internet mógłbym się zapisać na 9 marca.
O! Poniedziałek. No to dzień dobry.
Dobry, ale coraz bardziej kaszlący.
Oj tam. Nie będziemy zwracać uwagi na nieznaczące drobiazgi.
Oczywiście życzę zdrowia.
Specjalnie dla Mireczki – może kiedyś uda się wypłynąć na jezioro?
(źródło – jak widać, faktopedia.pl)
Witajcie!
Niech ci słońce pomoże pozbyć się kaszli, Quacku!
Tu mamy inhalacje z mgły (co najmniej)…
Bardzo dziękuję, od piątku próbuję różnych metod.
A próbowałeś mojej metody? Albo soku z cebuli?
Sok z cebuli piję od soboty, domowe metody też wypróbowałem. Czas na cięższą artylerię.
Witaj Kwaku.
.. poproś lekarkę o skierowanie na rtg. Coś długo i ciężko z tym kaszlem chodzisz.
Też tak myślę. To zaczyna być niepokojące.
Ja zaledwie tydzień, małżonka natomiast jakiś miesiąc (i osłuchowe badanie nie wykazuje, żeby to było coś niżej niż gardło). Zaś kuzyn małżonki, znany na Wyspie jako Szyper, w zeszłym roku męczył się 2,5 miesiąca, zanim się pozbył. Sam kaszel, zero gorączki, zero bólu głowy, mięśnie nie rwą, ba, nawet kataru nie ma.
Zobaczymy, co powie pani doktor po osłuchaniu.
Coś dziwnego się dzieje. Moja siostra, wprawdzie mieszkająca nieco dalej, od dwóch tygodni nie może się pozbyć zapalenia oskrzeli, swojego i dzieci, z gorączką prawie 40 stopni. Antybiotyki, cuda wianki, teraz jakieś zastrzyki dostaje – i nic.
Dwójka dzieciaków Brata Q. (okolice Poznania, rok i cztery lata) od świąt w Częstochowie przez miesiąc chorowała. No, może to akurat żaden ewenement, bo co jedno wyzdrowiało, to drugie zaczynało, i tak się nawzajem zarażały… ale miesiąc?
Jo, antybiotyki wymagają posiewu, a tego sie nie robi, tylko ordynuje metodą prób i błędów.
Obawiam się, że w całym moim życiu nikt mi nigdy nie robił posiewu na antybiotyki.
No więc ja też nie kojarzę. Może w szpitalu, jak byłem dziecięciem, ale ze zrozumiałych powodów nie wiem.
Dzień dobry
tęcza na pociechę, bo za oknem buro !
U mnie też ponuro i tylko 1 w plusie. Zapowiadają nawet opady śniegu.
No coś podobnego! A w Gdyni słońce, ciekawe, jak długo.
Zdaję się, że ładna pogoda przeniosła się na północ Polski. Ale i u nas zaczyna się rozjaśniać, choć temperatura nie rośnie.
W życiu trzeba umieć się cieszyć . Na peronie dworca kolejowego dwóch panów żegnało się w objęciach , kiedy nadjechał oczekiwany pociąg … Były jeszcze całuski , pa pa ,jeden z panów w ostatniej chwili wskoczył do wagonu , a drugi nie wiedzieć czemu zanosił się od śmiechu …. Zaintrygowany zdarzeniem policjant ,zagadnął chichotka : musiał panu niezle dopiec ten gość ,skoro jego odjazd wywołał tyle radości … Nie , proszę pana , to ja miałem jechać , a on mnie odprowadzał i coś mu się pokićkało !!
Podobno było to zbawienne działanie kaca , kiedy biesiadnikowi świat wywraca się na lewą stronę i wszystko jest inne niż to , co pijana jeszcze łepetyna pamięta ….
Dzień dobry! Gdyby obaj panowie mieli żony, zapewne należałoby jeszcze zapytać żon, czy im leży taka zamiana!
Dzień dobry.
W ten, jakże ponury dzień, troszeczkę wiosny a raczej jej nieśmiałych początków.
Już tak wyrośnięte?
Pozdrów autorkę
Dokładnie,takie oto wyrosły.
Nie omieszkam pozdrowić autorkę
Coś podobnego, w LUTYM???
Takie to o to cuda Mistrzu Q. i to w lutym
Świat staje na głowie, proszę Lorda!
Piękne te kwiaty, Lordzie W. Patrząc na nie, jeszcze bardziej tęsknię za wiosną…
A tymczasem pada śnieg
Pewnie dlatego małżonka z juniorami stoją na Ławicy i nie mogą ruszyć
No. Wreszcie ruszyli. Będzie półtorej godziny opóźnienia jak nic.
Przecież aż tak mocno nie padało, ale jeszcze pada ale pomalutku.
Ech, może i nie przez śnieg.
W przychodni wszystko poszło zadziwiająco gładko, bo piętnastominutowy poślizg w naszych realiach to tak, jakby go nie było. Gardło czerwone, antybiotyk zaordynowany (bez posiewu wszakże, Wiedźminko 🙁 ), „pańskie migdały mi się nie podobają, zwłaszcza prawy”. Zaczynam leczenie.
Nie straszę Quackie , ale ja przez migdały, byłem leczony szpitalnie niemal na wszystko znane medycynie przez trzy miesiące .Dopiero usunięcie wredoty pozwoliło po paru dniach na wypis i mam z tym spokój . Zyczę zdrówka i podjęcie dobrej decyzji…
Migdały też miałam wycięte jeszcze w dzieciństwie, jak również moje potomstwo.
Dziękuję za ostrzeżenie. Na razie spróbuję antybiotyku i zobaczymy, tym razem to chyba jednak „tylko” infekcja, bo nigdy nie miałem problemu z migdałami jako takimi.
Też nie mam migdałków, bo w dzieciństwie chorowałam nieustająco, tak raz w miesiącu. Angin już nie miewam, za to różne dziwne infekcje – i owszem
Migdały to są dobre w galarecie z karpia i w niektórych ciastach… Z samej uprzejmości powinieneś je był wypluć w garść, podsunąć pani doktor pod oczy i zapytać niewinnie:
– A co też się pani w nich nie podoba?
Ała. Nie mówilibyście tak, gdyby to były WASZE migdały!
Swoje wyplułem w dzieciństwie… z niewielką pomocą chirurga…
Również i ja. 😉
No więc nawet sobie tego nie wyobrażam. I chyba nie chcę.
Uch… nie, dziękuję.
Wybacz, proszę, zgryźliwemu!
A to gdzie z tą ławicą płyną?
To do mnie? Małżonka z potworami wracała z ferii, samolot miał międzylądowanie w Poznaniu, które się przeciągnęło do półtorej godziny, ale już dolecieli, dojechali, są.
A Ławica kochana Jo, to nie ryby, tylko dzielnica Poznania z portem lotniczym.
Tak się domyślałam, ale na logikę ławica to nie samoloty 😀

Najważniejsze, że już w domu i bezpiecznie.
A ja to chyba pod kordełkę. Normę wykonałam. Padam na pysk. Chyba czas najwyższy.
To i ja za Tobą

Spokojnej razy dwa!
Jutro jak się obudzę, pewnie będzie całkiem biało. Sypie coraz mocniej
Zapowiadają się białe święta… wielkanocne?
Taka tradycja…
Tradycja… Piękne imię!
I otóż dobranocka nadciąga.
Sting dzisiaj będzie, bo coś dawno nie było. I „Księżyc nad Bourbon Street”, ponoć inspirowany przez „Wywiad z wampirem”.
Bas, syntezator, saksik i głos. I wystarczy.
Snów pod księżycem, nawet jeśli go nie widać.
dobranoc
Dzień dobry
Jak przewidywałam, wróciła zima. Padało chyba całą noc i jeszcze pada. Posypało na biało…
Deszcz zgubi ten świat. Dzień dobry. Pada. Nie, nie pada – leje, na……a deszczem. Błeeee.
Jeszcze raz dzień dobry.
Wcale mi się nie podoba.


Nic a nic.
Zupełnie nie.
Idę po kawę.
Albo herbatę.
No właśnie, czas na kawę. Tym bardziej, że spada ciśnienie.
DzińDybry:))W marcu jak w garncu, trochę kaszy, nieco boczku, czasem nawet śnieg się trafi:))
Witajcie!
Dwa przykłady wnioskowania, prowadzącego do tych samych wskazań choć na podstawie przeciwstawnych przesłanek:
Uśmiechnij się! Jutro będzie lepiej!
Uśmiechnij się! Jutro możesz nie mieć zębów…
U nas było jeszcze jedno powiedzenie do tego…
„Uśmiechnij się! Jutro będzie za późno…”
Dzień dobry, otóż ktoś kiedyś na to powyższe hasło odpowiedział: „Lepsze jutro było wczoraj”. I nie był ci to optymista, oj nie był.
Witaj ! To nasza Jaśminka chętnie pisała Uśmiechnij się!Jutro możesz nie mieć zębów…
Dzień dobry. Tak czy inaczej wypada się uśmiechnąć
Ponoć najłatwiej się uśmiechać do sera, a rozbierać do rosołu :))
Słyszałem, że o tym drugim wiedzą coś kury!
Więc uśmiechajmy się, dopóki mamy zęby
Liczę… czy jeszcze je mam, i ewentualnie – ile.
Człowiek jest pod tym względem źle urządzony. Na przykład taki pies, gryzie kości i zęby mu się nie łamią… Może i my powinniśmy
Ha, a rekin? Nie dość, że wydaje się idealnie przystosowany do swojego miejsca w ekosystemie (tzn. od bardzo dawna nie zmienił się znacznie w sensie ewolucyjnym), to jeszcze nowe zęby mu rosną przez całe życie i zastępują stare!
Takie ???
Ta pani ma ładne ząbki, ale nietrwałe. Nie to co rekin. Dlaczego nam nie odrastają?
Nie wiem, nie widziałem rekina, który by tak umiał
Ale w wieku 12 lat sam tak robiłem. Głupota boli, chociaż czasem z opóźnieniem.
Nieraz tak sobie myślę, że dobrze by było mieć tamte lata, ale ten rozum…
Tak, to jest wieczny problem ludzkości.
To byłoby straszne, Bożenko ! Wprawdzie uniknęlibyśmy paru głupot, ale ile radości mogłoby nas ominąć ? Zawsze w takich okolicznościach pytam :” wyszłabyś za mąż mając dzisiejszy rozum? ” Panów to tez dotyczy
Nie, Wiedźminko. Mając dzisiejszy rozum, wyszłabym za mąż, ale raczej za kogoś innego.
I jak tu potępiać pradawną instytucję swatki…
O właśnie, Bożenko. Tu leży sedno problemu.
Że panowie za mąż? No coś takiego! Gender na Wyspie???

Czasem to zależy od tego, kto w domu nosi portki…
Co prawda nie zrobiłabym może kilku głupot, gdyby czas się cofnął, ale za mąż bym wyszła i to za tego samego faceta.
Po tych prawie 35 latach od ślubu nabieram coraz większej pewności, że wybór małżonka był właściwy i tego akurat bym nie zmieniała

Dzień dobry
A już było czuć wiosnę 
U mnie śnieg ma padać dzisiaj i nawet temperatura spadnie do -1C
No to w prezencie to, co u mnie
Takie wesołę !
Czarodziejko, czasem nie pamiętam co jadłem na śniadanie. Czyżby pamięć o popełnionych głupstwach, mogła kogoś powstrzymać przed ich popełnieniem na nowo, zwłaszcza gdy dały dużo radości ??? Czy poranny kac powstrzymuje kogokolwiek przed powtórzeniem tej jakże niezdrowej czynności wielokrotnie później ??? Recydywa to niezwykle ważny czynnik w naszym życiu:)))
Zapraszam piętro wyżej na spotkanie z poezją mniej radosną…
Dobranocka tutaj, bo piętro wyżej jeszcze świeże.
Dawno nie było, a bardzo dobranockowe – Enya, „Storms in Africa” czyli burze w Afryce. Nic dziwnego, że burze, skoro ciepło.
A u nas może padać, ale przynajmniej chwilowo nie grzmi.
Snów pogodnych całkiem!
Dobranoc z Enyą, która jest zawsze na czasie….