Marian, ochroniarz z branży wielowymiarowej powolnym krokiem schodził do dyżurki. Miał już dość tej roboty! Apartamentowiec niby nie był duży – ledwie 200 różnej wielkości mieszkań – ale zmienność i różnorodność klientów była doprawdy nieznośna! Nawet nie chciał myśleć, co by było gdyby miał do dyspozycji tylko możliwości zwykłego, ziemskiego portiera. Miał na zmianie jednego takiego i nie mógł się nadziwić jego tępocie. Oczywiście gość się uważał za orła intelektu – boki można było zrywać, słuchając jak zgromadzonym wokół niego podobnym mu prostym Ziemianom oferuje prostackie rozwiązania najbardziej skomplikowanych problemów, zauważalnych na jego poziomie. Zdobywał w ten sposób niemały posłuch, nawet podobno miał niezłą pozycję w lokalnych oddziałach jakiejś partii… Marian nie śledził tego – przez moment zabawne, na dłuższą metę teksty kolegi nudziły go niemożebnie.
Rzecz jasna, tacy jak ów „polityk” nie mieli pojęcia, co się na obiekcie naprawdę dzieje, kim są nawet stali bywalcy – jeden ze strażników stracił trzy palce, usiłując wślizgnąć się w portal za Denebianinem, przytrzymać drzwi chciał, idiota! – oczywiście wyleciał z roboty za „nieprzestrzeganie przepisów BHP przy korzystaniu z windy”. Zaś jego palce do dziś czekają w Centralnym Biurze Rzeczy Znalezionych na Denebie.
Ale nie to było problemem, uprzykrzającym życie Mariana. Wściekał się na siebie – na własną głupotę, która doprowadziła go tutaj, do nudy w dyżurce, urozmaiconej jedynie koniecznością obsługiwania nadętych bufonów przybywających z innych światów, którym się wydawało iż z samego tytułu przybycia są uprawnieni do traktowania go z góry, zwracania się po imieniu bez pytania o zgodę, wreszcie do wymyślania najdziwniejszych zachciewajek. I, niezależnie od świata z którego przybywali, najczęściej chętni do naciągania systemu – co na ogół wychodziło na koszt strażnika…
A tak było dobrze kiedyś… Wtedy, kiedy jeszcze nie używał tutejszego imienia (Marian – fuj, co za pomysł!), tylko nadanego mu przez stwórcę imienia właściwego: Stupido, i jako początkujący anioł stróż pierwszego stopnia opiekował się jednym, głupowatym ale dobrodusznym ziemianinem. I co go, cholera, wtedy podkusiło! Fakt, też bywało nudno, ale przynajmniej nikt nim nie pomiatał jak teraz. Jeden głupi, młodzieńczy wybryk – a skończyło się długotrwałą kuracją (obitych skrzydeł nie udało się uratować!), a potem surowym wyrokiem 256 lat służby zastępczej w tej cholernej dyżurce. Że niewiele? Tylko 256? Dajcie spokój! To są tutejsze lata…




Splecione są różne światy, splecione są też losy naszych bohaterów!
Witaj Ukratku 1 Dobrze jest zerknąć w inne światy
A Stupidyn miał rzeczywiście pecha, tak wpaść na przystojną brunetkę 
Odświeżyłam sobie wcześniejsze opowiadanka 🙂
A swoją drogą szkoda, że Izis już do nas nie zagląda…
To prawda ! Ma swój udział w dziejach Wyspy i bardzo dobrze pamiętam Jej „Ćmę „…
A mnie tam wtedy jeszcze nie było… Wyspa Dnia poprzedniego nie prezentuje się teraz zbyt dobrze, z uwagi na pogubione odstępy – ale może ktoś chciałby zajrzeć:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/madagaskar08.blog.onet.pl/2010/11/19/cma/
[Edit] BTW – szkoda, że tylko część Lajkoników jest tu dostępna…
Paskudnie się czyta, ale tekst sprzed 5 lat przypomniany w sam raz… w sam raz… włącznie z moimi własnymi komentarzami.
I Senatora!!!
Znaczy paskudnie przez to formatowanie strony.
Jakże się sympatycznie czyta po latach 🙂
Chciałem nieśmiało zauważyć, że w tych 256 latach 64 lata były przestępne:-). Nieźle, Marian – Stupido nadaje się do tej roboty. Najgorzej jest z tą moją akcją dla zakapturzonych. Czekają i się nudzą. Jakieś głupoty zaczynają im chodzić po głowie:-)
No właśnie! Tym gorzej dla skazańca!
No to mamy na cały weekend ciekawą lekturę. Dobrze jest zerknąć w przeszłość 🙂
Fajrant i piątek. Nader miła sprawa.
Opowiadanko pyszne, od razu mi się skojarzył szatniarz z opowiadania Lema o profesorze Dońdzie, który pracował w ministerstwie i w odróżnieniu od mianowanych i odwoływanych urzędników był nieusuwalny. Z tym że Marian to już nie szatniarz, to już – nie bójmy się tego słowa – konsjerż!
A ja wychodzę i będę po 20-tej. Opowiadanie też mi się podoba, a następne przeczytam jutro.
Baw się dobrze! 🙂
Dziękuję, było miło
Dzień dobry
Gratulacje dla autora
Zwłaszcza wątek ze „zwykłym ziemskim portierem” ubawił mnie niemożebnie. Może ze względu na obecną sytuację polityczną. 😉
Powtórzę za Böllem: wszelkie podobieństwo (…) jest niezamierzone, ale nieuniknione…
Inny świat…Tamten świat … Drugi i trzeci świat …. i wreszcie Wszechświat – przeogromny , a istota ludzka , ze swoją współczesną inteligencją, odkrywającą tajemnice swojej osobowości niemalże do pojedynczego atomu ,nie jest cudownym światem ? ….. Mamy różne nośniki zapisujące upływający czas : papirus, papier , taśma magnetyczna , twardy dysk i ludzką pamięć . Zapisane na trwałe , w kolorze , często kilkadziesiąt lat własnego życia , jest wspaniałym darem , który pozwala nam na wracanie do lat młodości , do przeżyć emocjonalnych i wreszcie do wspomnień o bliskich nam koleżankach i kolegach . Nasza pamięć , na jakich nośnikach jest zapisana ? Powoli dowiadujemy się , ale to jeszcze nie ostatnie słowo….
Ważne słowa, Maksiu. Bo mimo wszystko pamięć bez wspomagania techniką jest ulotna. ” Co nam zostało z tych lat”… tak mi się pomyslało po obejrzeniu filmu o Wałęsie.
Jest ulotna , ale to nasze , szare komórki wymyśliły różne sposoby utrwalania pamięci i można tylko podziwiać , że w naszej głowie , czysta chemia dokonuje rejestracji wszystkiego co dzieje się wokół nas . To jest po prostu wspaniały świat ….
Zadziwiający jak dobrze sie zastanowić ! Witaj Maksiu
Wróciłam! Ale na krótko
Mówiłam że na krótko? Mówiłam. Więc do jutra

Spokojnej!
Mówisz?
Byłem, przeczytałem. Może nie będzie tak źle? Przecież wynika, że jasno wyartykułowałaś, co Kuba umie, a czego nie przeskoczy. To myślisz, że nic to nie da?
Przez jedną, maluteńką, maciupeńką chwileczkę pomyślałem, że może powinniście się stawić na tę komisję w łachmanach i labidzeniem, ale przecież z Kubą by to nie przeszło.
Spoko Jo, to przecież musi dotrzeć do tych uczonych głów! Ja nie tracę wiary ! I będę trzymała kciuki przez te dwa tygodnie.
Kuba powinien iść SAM.
I zasadniczo idzie. Oni z nim się nie mogą dogadać. To przepytują rodzica. I nadal wystawiają papier, że nie wymaga stałej opieki.
My się odwołujemy. Oni odrzucają.
To jest standard proszę państwa.
Procedurę wyczerpuje odwołanie do sądu i to będziemy robić za 2 tygodnie.
Sąd na ogół uznaje odwołanie bo ma obowiązek powołać biegłego psychiatrę zajmującego się AUTYZMEM a nie np lekarza ogólnego czy ortopedę.
To znaczy wiadomo, że nie sam w ogóle. Skoro nie jest samodzielny. Ale sam wchodzi na komisję. Komisja guzik może się z nim dogadać, więc prosi opiekuna. Itd
Nie rozumiem tego, co się dzieje między „przepytują rodzica” a „I nadal wystawiają papier, że nie wymaga stałej opieki”. Jeżeli z przepytywania wynika, że WYMAGA?
Pocieszę Cię mówiąc że nikt tego nie rozumie?
Madre twierdzi że chodzi o przeciwdziałanie bezrobociu urzędników.
Uu, to biurokracja już tak się rozrosła, że jest znaczącym elektoratem?
Witaj Jo ! To jest coś, co się im nie mieści w szablonie – taki inteligentny i taki niesamodzielny ?
Uczyć im się nie chce i myśleć tez nie.
Dobranocka.
Wiem, że piątek, wiem, że zwykle daję coś skocznego, ale dzisiaj nastrój jakoś się zrobił całkiem inny.
Dlatego będzie piosenka z Piwnicy pod Baranami, która (piosenka, chociaż może też i piwnica) zawiera, mimo melancholijnego nastroju całości, również element nadziei.
Snów pełnych nadziei więc!
Wyjątkowo muzyczny komentarz do dobranocki 🙂
W sumie – wymowa dość podobna, mimo że punkt wyjścia jakby nieco inny.
Oczywiście, Kwaku 🙂
Aha – dobranoc raz jeszcze!
Dobranoc
Dzień dobry
Opowiadanie świetne
Przeczytałam jednym tchem
Przy okazji, z rozpędu, przejrzałam odnośniki…
Czytając przypominałam je sobie… cudne!!! 
Po pracy zajrzałam na Wyspę, a tu takie rarytasy
Dzień dobry
Dzień dobry. Sobota zrobiła się nieco biegająca, ale może do wczesnego popołudnia zdążę zrobić wszystko, co na liście, a wtedy już pobędę na Wyspie.
Witajcie!
Szara sobota rozpoczęta… zakupy zrobione, śniadanie zjedzone, może nie zasnę do kawy?
Śniadanie zjedzone, śmieci wyrzucone, zakupy później, czas na kawę.

Ha, zakupy zrobione (jedne), zaraz ciąg dalszy biegania.
Już tak bardzo nie pada, ruszam po zakupy.
No to wygląda, że biegania dosyć na dziś. Teraz już tylko stacjonarnie.
Witam ogólnie !
Zakupy zrobione, spacer zaliczony, potrawka gotowa i zaraz spadną na mnie moje ulubione dziecięta.

Senator powiadał, że król Herod wielkim królem był.
A kto inny mówi, że dwa razy sie cieszy, gdy przychodzą wnuki : raz – bo przyszły, drugi – bo już idą do domu
To chyba jeszcze przede mną. Chociaż bratanków mam w sam akurat w tym wieku, i dzieci nieco dalszych krewnych też.
A to już za mną. Teraz tylko czekać na prawnuki, ale wnuczce się nie śpieszy.
Dzień dobry
Zima!!! Tylko śnieg raczej nie poleży, bo za ciepło
Ale chyba wolę śnieg niż deszcz. Jakoś taki przyjemniejszy 
Pada od wczoraj… biało wszędzie
Paradoksalnie wydaje się cieplejszy od mokrych chodników czy błota 😉
Też wolę śnieg, bo w deszczu chodzić nie przychodzi ochota 🙁
Na pewno lepiej chodzić gdy pada śnieg, niż deszcz. I to nie tylko ze względu na mokre chodniki
Jak śnieg się topi, to też robi się błocko… Śnieg osiada mięciutko na ubraniu i człowiek nie robi się tak od razu mokry, można go strzepnąć. Deszcz wsiąka momentalnie u ciuchy…
Latem to tak nie przeszkadza, bo i tak jest ciepło. O tej porze roku nieprzyjemnie nawet pomyśleć o namoczeniu, a co dopiero mówić zmoknąć

Zalało wszystkich czy co?

Czy tylko nie widzę nowych komentarzy?
Ale mam zawieję za oknem!!! Nie tylko gęsta ściana padającego śniegu, ale jeszcze wiatr nim kręci na wszystkie strony i boki!!! Aż strach wychodzić z domu
Nie daj się!
Nie tylko się nie dam, ale jeszcze wybieram się na zakupy
Mąż wrócił już z pracy, to będzie można jechać. I dziś nawet z chęcią, bo muszę kupić ziarno ptaszkom

Witaj Mirelko
zanim dotarłam do ziarna dla ptaszków – zdążyłam się zdumieć, że wybierasz się z chęcią na zakupy !
Szybko się dziwisz, Wiedźminko

Oj, dzisiaj rzeczywiście zaniedbałam Wyspę, ale to nie tylko ja, jak widzę…
Miałem jednak sporo pracy, więc jakoś niesporo mi szło zaglądanie na Wyspę.
A ja oglądałam m.in. skoki narciarskie.
A ja zaglądałem jednym okiem – i widziałem cisze… 😉
To ciszę widać?
Na Wyspie – tak. To magiczne miejsce…
O,tak. Że magiczne to wiem, ma jakiś magnes…
Ja to zmierzam w kierunku użeczka 😉 bom strrasznie zmęczona.
Spokojnej.
Chyba?
Ja też się pożegnam, bo jest coś nie halo u mnie z łącznością z netem. Bardzo trudno otwierają się strony, a zwłaszcza ta.

Dobrej nocy zatem życzę
Spokojnej zatem i lepszego odbioru od rana.
Wygodnego oża!
Ostatnio dobranocka była krótka, a dzisiaj będzie długa.
Dawno nie słuchany Pat M., z utworem „Minuano” z płyty „Still Life Talking”. Prawie 10 minut, spokojne, dojrzałe, w sam raz do snu.
A chwilami i żywsze, jakby ktoś chciał jeszcze się poruszać żwawiej przed snem.
Dobrych snów, od których lżej na sercu.
Dzień dobry wieczór. Sobota przy końcowi, zabiegana. Zakupy nie zrobione ale zrobione (przez internet).
Anegdotka z dzisiaj. Autentyczna.
Miejsce akcji: sklep z dywanami i wykładzinami
Uczestnicy akcji: klientka (K) lat 50 z chyba córką, ekspedientka (E) lat 50, pomocnik ekspedientki Krzyś lat 25.
K – ..to my bierzemy ten dywan, tylko jest sprawa transportu, bo my tu przyjechaliśmy własnym samochodem i chcemy wzią(ś)ć ten dywan do auta. Zmieści się???
E – a jaki to samochód??
K – Chevrolet
E – To taki jeep?
K – Nie.
E – Krzysiu!!! (Krzyś po drugiej stronie sklepu ok 20m). Krzysiu bo panie chcą dywan zabrać do swojego auta!!! Zmieści im się??
Krzyś – A jaki samochód??!!
E – Chevrolet ale nie Jeep.
Krzyś – A to się zmieści!!!
E – Zapraszam Panie do kasy…
Och. A jak to jest Chevrolet Spark? (bywszy Matiz).
Z tego typu rozmówek, kiedyś w OBI słyszałem też przednią (i chyba cytowaną na Wyspie):
Chłopak w kasie (na oko może 25+): Adres do faktury poproszę.
Pani klientka: Władysława IV 25…
C: Zaraz, zaraz, to cztery czy dwadzieścia pięć?
P: Władysława CZWARTEGO, rzymskimi cyframi.
C: Noo, proszę pani, rzymskich cyfr na tej klawiaturze to ja nie mam!
P: Ależ ma pan, ma. [po czym wyciąga dłoń i naciska I oraz V]
Teraz jakby powiedział, że reszta arabskimi to antyterroryści by przyjechali:-)
Taa, a jakby zapytała, czy na pewno jest homo sapiens, toby się obraził, albo i się odwinął…
No właśnie, dokładnie o to mnię chodziło.
Coś podobnego już widziałam
Można boki zrywać… chociaż, z drugiej strony… czy to nie tragiczne?!!!
Fachowa obsługa w sklepie to był jeden z celów zmiany ustroju!
Obsługa była bardzo fachowa – sprzedała dywan!
Swoją drogą pamiętacie może skecz Jacka Fedorowicza o smutnej doli sklepowych po zmianie ustroju? Leciało to jakoś tak:
…dawniej, jak wchodził klient, to ona tylko oczy znad książki podnosiła, rzucała krótkie: „Nie ma!” – i mogła wracać do lektury. A teraz? Nawet śniadania nie ma kiedy zjeść, o książce to nie ma co mówić. I gupia rośnie!
A nie pamiętam, ale dzieła Mistrza Jacka „W zasadzie tak” i „W zasadzie ciąg dalszy” swego czasu pochłaniałem od deski do deski. Tam też sporo było o właściwym postępowaniu z wadzą i obsugą.
Ponieważ sobota była bardzo, bardzo pracowita, odmeldowuję się, proszę Państwa.
Dobranoc.
Też się odmeldowuję. Chyba już pora iść spać, jak śpiewa A.P.

Jak pisałam wcześniej, śnieg walił u nas pół dnia i zrobiło się na dobre biało. Zima przyszła niespodziewanie. W nocy ma być -12C, czyli na prawdę zimno. Jutro już tylko -3C, a do czwartku (czyli do Thanksgiving Day) ma urosnąć do +14C. Czyli jak w marcu, według przysłowia
Zwariować można z taką pogodą.
Na zakupach nie byliśmy. Co prawda wyjechaliśmy z mężem do banku, ale samochód tak tańczył, że nie dało się jechać. Wróciliśmy do domu i na zakupy wybierzemy się jutro. Do tego czasu na pewno doczyszczą drogi i parkingi…




A tak wyglądał parking przed bankiem
Tak drzewa na naszym parkingu… ten biały samochód to małżonka i nim właśnie jeździliśmy.
I jeszcze chodnik do naszego domu (a właściwie szeregówki)
Czyż nie prawdziwa zima?
Nooo i za chwil kilka będę mieć widok jak w Hameryce
A zdjęcia śliczności.
I będzie na odwrót, jak zwykle
Czyli w Polsce spadnie śnieg, a u mnie zlezie 
Znowu mi te obrazki wyszły ogromne, ale mam nadzieję, że jakaś dobra dusza je zmniejszy

Dziękuję Dobremu Duszkowi za pomoc

Dzień dobry!
Dobrze się ten dzień zaczyna, od anegdot i pięknych zimowych widoczków
A za oknami słońce 🙂
A skoro Fedorowicz został wywołany wczoraj, to może coś jeszcze z tego tematu:
Och, tak właśnie. Takoż wszystko z serii „Moje życie z kolegą Kierownikiem”, włącznie z delicjami z okresu słusznie minionego.
Poprawność wg kolegi kierownika trwa w najlepsze. Zarówno w kwestii” osoby” jak i nieszczęsnego półtora/półtorej
Dzień dobry

Odrobiłam wszelkie zaległości w czytaniu i oglądaniu. Mam nadzieję, że już będę na bieżąco 😀
PS A tera idę suszyć głowę
Ja zara będę myć moją
To chyba i ja pójdę umyć swoją głowę, a potem też będę suszyć

Suszyć głowę ? Wszak to synonim namolności w jakiejś sprawie , mający kiepskie konotacje . Wyczytałem w wiarygodnym , katolickim kalendarzu , że 22 listopada jest świętem Cecylii i myślę , że ta zacna Dama była naprawdę święta . Z dostępnych informacji wynika , że Skowronek z Madagaskaru , to też Cecylia . Nie widzę zatem żadnych powodów , aby Szanownej Pani Cecylii , nie złożyć okazjonalnych życzeń .Wszelkiej pomyślności zatem (każda okazja jest dobra )i dużo humoru ( bez suszenia głowy ) + kwiatek
Maxiu,jesteś wspaniały, że zajrzałeś do kalendarza. Ja mam też takowy przed nosem i nawet nie zwróciłam uwagi na to, że dziś jest Cecylii…
Ale lepiej późno niż wcale, a więc…
Skowroneczku nasz kochany, przyjmij te życzenia ode mnie. Niech się spełnią wszystkie Twoje marzenia, bądź zdrowa i szczęśliwa!

Stooooolaaaaat stooooolaaaat i spełnienia marzeń!

Dołączam się do życzeń 🙂 Skowroneczku kochany dużo zdrówka i samych słonecznych dni w sercu i za oknem

Suszy głowę już ponad siedem godzin . Może udało by się sprawdzić , czy suszarkę nie trafił szlag i trzeba interweniować !!!
A trza było wsiąść w chyże autko i sprawdzić!!

Dzień dobry
A więc i ja się dołączę z życzeniami.
Wszelakiej pomyślności życzę oraz zdrowia co by nigdy go nie zbrakło . niech się darzy Szanownej Solenizantce.
A i toast należny wzniosę, STO LAT po trzykroć

Toast bez Solenizantki? Poczekam.
I doczekała
Twoje nieustające, Solenizantko miła

Skowroneczku kochany!!! Sto lat w jak najlepszej kondycji!!! Tak zdrowotnej jak i finansowej

!!!!!!
Dzień dobry. Przede mną ostatnia część dobrego uczynku, czyli idziemy z chłopakami do kina. Oboma! I nic więcej nie powiem, żebt nie zapeszyć.
Przyjemności
Dzień dobry. Niedziela już miejmy nadzieję na względnym luzie.
Witaj! Przecież kiedyś odpocząć musisz, Pracusiu
Może na nartach w grudniu. Tak planuję.
Witajcie!
Widzę, że zapanowała epidemia umywania głów w chłodny niedzielny poranek…
O, może też bym? Tym bardziej, że w moim przypadku to trwa ledwie chwilkę?
Wieczorem muszę być ładna
Bądź zawsze piękną! – jak powiedziała jedna z wróżek nad kolebką księżniczki…
Taka wróżka też by mi się przydała
Skąd Ty takie cudne cytaty bierzesz?
Z Andersena!
Smutna wiadomość ze Szczecina: zmarła Monika Szwaja, pisarka, autorka tekstów piosenek, związana z telewizją i Radiem Szczecin…
– Ja nie mogę patrzeć na ludzi, którzy lubią jęczeć, mówią: „znowu w życiu mi nie wyszło”, życie jest beznadziejne i tak dalej. Jakoś, nie wiem jakim cudem, ja od urodzenia wiem, że życie jest piękne i świat jest piękny. Mamy go tylko na raz i powinniśmy to doceniać. Powinniśmy zwalczać trudności, żebyśmy jęcząc na swój okropny los, zobaczyli ludzi, którzy nie jęczą, którzy kochają ten świat – mówiła pisarka.
…tak szybko odchodzą…

http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Monika-Szwaja-nie-zyje,wid,17991261,wiadomosc.html?ticaid=115fcc
Niech Jej ziemia lekką będzie

Przykre… smutna wiadomość.
Smutne.
Ale z tymi ocenami, to ja bym nie szarżowała. Jednemu się układa, drugiemu tak jakoś na odwrót. Nie można żądać, żeby wszyscy wąchali kwiatki i zachwycali się motylkami. Różnie jest.
Witaj Jo. Ano, jest różnie i Ty jesteś przykładem osoby dzielnej i walecznej….a o tym pani Monika pisała.
Święte słowa, Wiedźminko !!
Zaraz tam dzielnej. Mnie po prostu wkurza bezczynne patrzenie na własne życiowe problemy. No nie daję rady.
Dzień dobry

Zima!!!
W Gdyni raczej plucha, ale wieczorem/ w nocy ma już być minusowa temperatura, więc pewnie zaraz też będzie. Inna sprawa, czy ze śniegiem, czy tylko z mrozem.
A, no i dzień dobry of course.
Ponoć nie wiadomo, czy Simon pisał ten utwór z myślą o ukochanej Cecylii, czy właśnie o świętej…
Ojtam ojtam. Pasuje? Pasuje! No to sto lat!
A co do tego, nie ma dwóch zdań!
Tylko z drogi nie zbaczaj
Dobry wieczór ! Stosując się do życzeń Solenizantki nie zrobiłam odpowiednio wystrzałoweego wejścia/wycieraczki i, jak widać, kochani Wyspiarze zadbali o kwiaty i życzenia ! No i słuchaj tu Solenizantki.
Nie słuchać! Następną razą trzasnąć wycieraczkę!
Popieram!
Abo wycieraczką
To później

Bardzo lubiłam pani Moniki dowcipne teksty o poprawnej polszczyźnie, które zamieszczała w naszym Kurierze. Książki mieściły się w kategorii czytadełek dla pań, ale nie miały nic wspólnego z Harlequinami.
Anielskich skrzydeł pani Moniko w tych zaświatach.
Solenizantka, świętując z dala od komputera, upoważniła mnie do serdecznego podziękowania wszystkim winszującym i spełniania toastów, jako i ona czyni!

No to zdrowie Solenizantki po raz pierwszy!!!

W takim razie, nie czekając dłużej, wznoszę toast, a nawet toasty cztery

Dołączam!

Jak zwykle niechaj Ci zagrzmią Chóry Cecyliańskie i rozgrzeją serce i duszę w chłodny listopadowy dzionek :)))
A ja wracam, a tu impreza. Najlepszego solenizantce!
Dziękuję baardzo za wszystkie szczere życzenia, Kochani
zdrowie wypijam 
Niech się spełnią!!
Ściskam wszystkich radośnie i za Sz.Państwa
Miszczu Q – znowu coś tam dopisałam na priv. Ale MAŁO.

Zara lecę paczeć.
D o b r e j n o c y!!
I do poniedziałku
Uroczych snów
Pa, pa!
Tak i ja udaję się w objęcia Morfeusza.
Ssspokojnej!
Szczęściarz z niego…
No to dobranocka.
Chyba ta z piątku, bo taka – rozrywkowa.
Phil Collins i „True Colors”, to cover, ale dzisiaj mi pasuje.
Snów kolorowych – zwłaszcza solenizantce 🙂
I dobranoc Państwu.
Aaa najmocniej dziękuję 😀
I dzień dobry Panu
Dobranoc
Dzieńdoberek!
Dzieńdoberek, Pani Jo
Noc spokojnie minęła??
Spoko spoko!

A za chwilę wszyscy sobie pójdą do pracy i do szkoły i na pięć godzin zapanuje cisza…
Dzień dobry!! Wstawać szkoda dnia!!

Ooo coś jeszcze zostało na śniadanko!
A ja nawet na kawę się dzisiaj spóźniłam
Dzień dobry. I śliski o poranku. Witam poniedziałkowo.
Dzień dobry!
Zaspałam 
Witajcie!
Niby poniedziałek, a dzień jak co dzień…
DzińDybry:)) Witam słonecznie i błękitnym niebem, po Cecyliańsku :))
Dzień dobry, też zaspałem, ale dzisiaj mogę sobie na to pozwolić.
Witaj! Tydzień zaczyna się pechowo. Nie dość, że zaspałam, to jeszcze zawiesił mi się komputer i w żaden sposób nie chciał się odwiesić, ani nawet wyłączyć. Walczyłam z nim ok. 1,5 godziny. Mam nadzieję, że reszta dnia nie przyniesie już żadnych przykrych niespodzianek, bo ich limit się wyczerpał.
Nie martw się Bożenko! Wystarczy tylko napisać podanie i limit ci zwiększą bez dodatkowych opłat!
No, wyłączyć nawet? Przyciskiem od włączania? Jak go przytrzymać – chyba 5 sekund – to komputer powinien się wyłączyć bezwarunkowo?
O ile przycisk działa poprawnie…
Myślisz, że może nie działać? A on nie jest bezpośrednio podpięty do zasilania? System może go „odłączyć” z jakiegokolwiek poziomu?
Bożenka ma laptopa, to mogłaby jeszcze odpiąć go od gniazdka i wyjąć baterie (aczkolwiek nie wiem, jaki tam jest dostęp do nich).
O wyjęciu baterii też myślałam, to nie jest trudne. Ale w końcu się udało, może za krótko dusiłam przycisk wyłączenia… Ale na szczęście wszystko wróciło do normy, a podwyższać limitu niespodzianek nie mam ochoty. Dziękuję za dobre rady
Najważniejsze, że się udało
To nie jest dobry dzień na pracę. Należy go przeczekać aż do środy. W środę będzie połowa tygodnia czyli już z górki.
Mam bardzo podobne odczucia.
Dzień dobry 🙂 Często zdarza się , że nasz sprzęt AGD staje okoniem i nie chce z właścicielem współpracować . Wróciłem kiedyś do domu wieczorem , zmachany robotą jak nasz sympatyczny Kolega , a tu małżonka , prawie z wałkiem , bo nie działa lodówka …. Obejrzałem gadzinę , zajrzałem do środka , faktyczne już kapało z zamrażalnika .Co robić ? Problem leninowski ….Sytuacja dramatyczna i ze złości na pózną porę , w desperacji wyciągnąłem z szuflady młotek i przywaliłem w silnik sprężarki .I co ? Lodówka ruszyła z kopyta i mimo upływu lat ,do dzisiaj mrozi na Mazurach ,tak jak by obawiała się , że dostanie jeszcze raz . Szkoda takiego ” gada ” oddać na złom
No, były takie maszyny, produkcji radzieckiej albo polskiej, które reagowały tylko na zdecydowane działania. Przypomina mi to pierwsze opowiadanie z cyklu o kosmicznym lekarzu, kiedy to główny bohater musiał opiekować się dzieckiem obcych o pancernej skórze, dla którego pieszczotą było właśnie opukiwanie młotkiem, czy innym ciężkim narzędziem.
W desperacji i ja zaczęłam opukiwać mojego lapcia, szczęście że tylko ręką…
Obawiam się, że akurat na tego rodzaju sprzęt to niewiele pomoże. Chyba że Mistrz T. słyszał inaczej?
Rozmawiałem z osobą , aktualnie zajmującą się sprzętem AGD , która twierdzi , że większość produkowanego sprzętu , ma świadomie wprowadzony limit czasowy , po którym sprzęt nie nadaje się do naprawy , ze względu na koszty . Warto o tym wiedzieć …
Jak to się nazywało? Planowane starzenie, zdaje się.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Planowane_starzenie
Przeczytałam pobieżnie, ale nic nie widziałam o Samsungu. Mam nadzieję, że nie muszę się zacząć rozglądać za nowym laptopem… Zawieszanie się zdarza się również nowym komputerom. To chyba zależy od czegoś innego.
No wiesz, po pierwsze artykuł w Wikipedii jest bardzo ogólny, ponieważ (po drugie) gdyby przytoczyli przykłady, zapewne producenci w nich wymienieni zażądaliby dowodów – a o to już trudniej. Po trzecie zaś – w przypadku komputerów postęp technologiczny i planowane starzenie dzieje się „samo”: nowe systemy i aplikacje projektowane są tak, żeby wykorzystywać maksymalne możliwości sprzętu i po chwili okazuje się, że na starszych/ słabszych/ wolniejszych komputerach COŚ przestaje działać, więc producenci sprzętu wypuszczają coraz nowsze. mocniejsze/ szybsze modele, żeby użytkownicy mieli pewien zapas mocy/ szybkości, do czego z kolei dostosowują się programiści, projektujący coraz bardziej wymagające oprogramowanie… i kółko się zamyka.
Dziękuję za tak obszerne wyjaśnienie. Mam nadzieję, że mój lapcio jeszcze mi trochę posłuży, ma dopiero niecałe 5 lat. Nie chciałabym innego oprogramowania, bo bym się musiała na nowo uczyć, co w moim wieku nie jest zbyt łatwe.
Obawiam się, że w kwestii odpowiedzi na pytanie „co jaki czas wymieniać sprzęt”, jestem jednak niekompetentny.
Zdaję się na szczęście. Moja pralka chodzi już 15 lat, a moja poprzednia lodówka miała około 30 lat gdy ją wyrzuciłam, ale jeszcze była na chodzie. Podobnie telewizor wymieniłam, choć tamten był jeszcze sprawny.Mam więc chyba szczęście do takich sprzętów.
To ,o czym mówił mój rozmówca, dotyczy założeń do produkcji aktualnie wytwarzanego sprzętu
A skoro o komputerach… Jakie macie zdanie, ci co się znają, bo ja to tak nie za bardzo… – na temat laptopo-tabletu? Bo szukam czegoś małego gabarytowo i widziałam takie cuś w sklepach. Że niby laptop, ale ma odczepiany ekran i po odczepieniu służy to za tablet. I się zastanawiam, czy to w ogóle ma sens, czy to tylko kolejna nowość, która nie działa dobrze (tak naprawdę) ani jako laptop, ani jako tablet…
Jest na rynku parę rozwiązań, Asus Eee Pad Transformer na przykład. W domu mamy Lenovo Yoga 2 z doczepianą na magnes klawiaturą (zdjęcie poniżej), ale akurat to nie jest dobry pomysł, klawiatura ma osobne zasilanie, komunikuje się z resztą tableta bezprzewodowo via Bluetooth i działa ledwie parę godzin na jednym ładowaniu, więc funkcjonalność ma taką sobie.
Natomiast w przypadku wspomnianego Asusa (widziałem u znajomych) jest zgoła inaczej, część z klawiaturą ma własną, większą baterię, więc po połączeniu (fizycznym – tam są stosowne porty łączące ekran z klawiszami) podziała dłużej jako „laptop”.
Do najbardziej znanych tabletów, takich jak Applowy iPad czy Samsung Galaxy, też są klawiatury, ale OIMW bezprzewodowe/ Bluetooth, więc pewnie też o ograniczonym czasie działania (ale nie próbowałem, więc nie wiem na 100%).
Natomiast większość tego sprzętu (Asus, Samsung, Lenovo) działa pod Androidem, więc musisz się zdecydować, czy Ci odpowiada taki „przerośnięty telefon” (wiele funkcji działa bardziej jak na smartfonie, niż jak na komputerze).
No i z używalnością różnych aplikacji bywa różnie. Ja np. mam na czym teksty obrabiać, ale bardzo symbolicznie, bez pełnej funkcjonalności Worda na przykład. Przeglądarki stron www też nie wyświetlą KAŻDEJ strony tak jak na komputerze z Windows (np. jakieś gry we Flashu nie bardzo).
Może ktoś jeszcze coś dorzuci.
Ja mam tablet samsunga. Fajna rzecz, ale w zasadzie korzysta BB, bo ja jednak potrzebuję laptopa. Do pisania. Do składania albumów ze zdjęciami (co to się je potem do druku wysyła).
Bo tak myślę, że chyba od użytkowania trzeba wyjść… Dotychczas potrzebowałam kompa do gier, ale już nie gram, więc ten cały napęd mi nie potrzebny – filmy i tak przerzuca się na kartę i ogląda na tablecie, bo laptop z tą klawiaturą mało poręczny. Czyli muszę mieć office…
No i tak gadać z babą o komputerach.
– Jaki chcesz ten laptop?
– Fioletowy…
A, i do tego samsungowego tabletu mam klawiaturkę, ale ona mnie strasznie irytuje, bo działa nieco inaczej niż komputerowa…
Zacząć trzeba od zdefiniowania własnych potrzeb. Czy potrzebujesz komputera, do jakich funkcji wystarczy ci tablet itd. Znam osoby, które na zasadzie mody zakupiły laptop, po czym okazało się że obok musi stanąć duży monitor, normalna klawiatura i mysz – co w efekcie sprawiło, że zamiast oczekiwanej oszczędności miejsca mają więcej splątanych kabli na biurku… Oczywiście można dokupić masę akcesoriów bezprzewodowych, ale zakładając to trzeba niestety od razu liczyć ich koszty, no i problem ładowania akumulatorów w każdym z gadżetów z osobna…
Klawiatura ekranowa jest świetnym rozwiązaniem dla napisania SMS-a, ale redagowanie tekstu na niej to masochizm. Małe ekrany są wygodne niestety tylko do noszenia.
Ciekawym wyjściem oszczędzającym przestrzeń są komputery All-in-one, tzn. mieszczące się w całości w jednej obudowie za ekranem, widziałem takie rozwiązania Lenovo i HP. Zaletą jest minimum kabli przy normalnych rozmiarach urządzeń we-wy; mogą mieć też aktywne ekrany jak tablet; wymagają jednak zasilania z sieci i są trudne do rozbudowy (tylko kto teraz rozbudowuje swój komputer?).
Dopiero po określeniu potrzeb należy określić możliwy pułap ceny, a potem z bólem dopasowywać jedno do drugiego.
Smartfon i dobry komputer na biurku może się okazać lepszym wyjściem od laptopo-tableto-netbooka…
Ooo Mistrzu, no właśnie teraz przeczytałam. Muszę mieć coś niewielkiego, lekkiego, mobilnego, z klawiaturą, do pisania (no wiesz, nadzieja umiera ostatnia – ale nawet wpisy blogowe łatwiej mi na klawiaturze), z tymi całymi bebechami komputerowymi, ale małe, nie musi mieć napędu, ale własny modem już tak, bo zakładam korzystanie naawsi albo i zagranicą. Ale żebym se mogła do torby wrzucić (z szacunkiem, rzecz jasna) i żeby mi ręka z tą torbą nie odpadła…
I mysza – tak, absolutnie mysza.
Właściwie to tablet mogłabym synu oddać… Bo ja z niego prawie nie korzystam. Ot – w szpitalu, albo podczas podróży, no ale teraz wszędzie terroryści, to nie będę nosa z ojczyzny wychylać…
Co do kasy – well, w sierpniu kończy mi się szczodrość państwa dla matki autyzmu, więc postanowiłam zaszaleć i ile trzeba będzie, to zapłacę…
W granicach rozsądku, bo ja nie potrzebuję jakiegoś specjalistycznego oprogramowania.
To co? Da radę z tym fiolecikiem?
Ależ Ty masz wymagania.
Małżonka korzysta z małego lapka HP Pavillon dm1, ekran 11,5 cala, ale za lekki to on nie jest. Bardzo wygodny, z Windowsem, nie ma napędu CD/DVD-ROM, więc prąd zużywa oszczędnie. Jest jeden problem – już takich nie robią.
Natomiast HP ma teraz w ofercie podobny do Transformera komputer – tablet+klawiatura odłączana/dołączana, HP Pavillon x2. Niestety tylko czerwony, srebrny albo grafitowy. http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www8.hp.com/pl/pl/products/laptops/product-detail.html?oid=8641014#!tab=features
Mistrzu T., co Mistrz na to?
No a gustowny fiolecik????
Ja naprawdę nie rozumiem tych projektantów
Może być czy za granatowy?
Może być granatowy. Wszak każda faszjonistka wie, że granat to nowy czarny.
Czy jakoś tak.
A poza kolorem, jak oceniasz resztę?
A do środka tym razem nie zaglądałem, chciałem cię tylko kolorem zadowolić…
A może …

Trochę przypomina puderniczkę, nie sądzisz?
Puderniczka z funkcją komputera… Prawie jak 007…
Ładna zabawka! jednak do normalnej pracy wybrałbym nieco mniej przenośny AiO Asusa za tę samą cenę…
Ha ha ha.
No przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać. W ogóle nie wiedziałem, czy istnieje na rynku coś takiego, jak laptop w kolorze fioletowym – i okazuje się, że jest. Trochę większy od tego dm1 (bo ma 13 cali, ale tyż od HP). Zerknij tutaj, pierwszy wynik powinien być w kolorze, który Ci odpowiada, pozostają jeszcze dane techniczne, ale czy przyzwoite, to już Mistrz Tetryk się może wypowiedzieć.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www8.hp.com/pl/pl/search/search-results.html?ajaxpage=1#/page=1&/cc=pl&/lang=pl&/qt=HP%20Stream%2013
Edit – pomyłka, to nie ten link
„Poszukujesz komputera przenośnego, który nadąży za Twoim intensywnym trybem życia?”
UMARŁAM
Bohater Pratchetta, Rincewind, miał kuferek który nadążał za jego intensywnym trybem życia – na dwóch rzędach nóżek…
To przy mnie umarłby z nudów chyba.
O ile pamiętam, kufer (zwany Bagażem) miał również funkcje obronną – kto weń wpadł, to już nie wyszedł, a jeżeli już, to rzadko.
Dobrej nocy
To ja też
Spokojnej x 2!
Dobranoc.
Whitney Houston w pełni sił i możliwości.
Snów takich na zawsze.
Bardzo było technicznie. Laptopa zastąpili mi komputerem Dell z dużym ekranem Philipsa i już przywykłam.
Romantycznie ukołysana idę sp
ać 🙂
Dzień dobry
Na komputerach znam się jak świnia na akrobacji i w zasadzie, gdyby nie moi chłopcy, to pewnie nawet włączyć bym nie umiała 

Poczytałam Was i tylko połowę zrozumiałam z tych technicznych cudeniek
Przez wiele lat używałam laptopa, ale miał za małą pamięć do tych moich zdjęć (a szczególnie do zdjęć małżonka, bo są ogromne). Żeby mi zrobić przyjemność, małżonek zbudował mi komputer z jakąś wielką pojemnością. Syn to jakoś połączył programowo (chociaż nie wiem jak się to nazywa fachowo) i teraz mam koło biurka wielkie pudło. Mam też monitor, bezprzewodową klawiaturę i bezprzewodową myszkę… Monitor jest normalnie na prund, ale klawiaturę muszę co jakiś czas podłączyć do ładowania. W myszce po prostu wymieniam baterie… Laptopa już nie używam i leży na półce…
A co do sprzętu AGD… Wiele lat temu, gdy miałam tylko córkę (czyli ponad 30 lat temu), miałam maszynę dziewiarską. Robótki na drutach zawsze przyprawiały mnie o chorobę nerwową. To mozolne dzióbanie…
Maszyna była prosta. Jedna szyna z ząbkami i metalowymi drucikami. Najgorzej było założyć pierwszy rządek, a potem wystarczyło przekładać nitkę i specjalnym suwakiem przejeżdżać. Kombinezonik dla córki zrobiłam w jeden dzień (kilka godzin), łącznie z wszyciem zamka. Wzory wyrabiało się łatwo, prosto i przyjemnie… Ale kiedyś coś się zacięło i suwak nie chciał iść. Coś mi się „odpięło” i zamiast spokojnie wrócić suwakiem do początku, odplątując wszystko po drodze, starałam się na siłę go przepchać
Nie dałam rady, to postawiłam maszynę w pion i potraktowałam nogą. Wyłamałam kilka ząbków… rzuciłam to w pierony wkurzona na maksa
Po kilku dniach, gdy emocje opadły, ząbek po ząbku jakoś odplątałam to wszystko i zdjęłam robótkę. Kilku wyłamanych ząbków nie byłam w stanie naprawić… Pojechaliśmy do punktu napraw. Facet, który obejrzał maszynę popatrzył na nas dziwnie. Zapytał, czy ktoś to siekierą rąbał?!!! Małżonek stwierdził z uśmiechem, że nie, to tylko jego żona użyła swojej nogi. Mechanik popatrzył na niego współczująco… Toż małżonka nie kopię!!!!

W niedzielę, tak jak pisałam byliśmy na zakupach
Straciłam rachubę ile tych sklepów było… dopiero na końcu pojechaliśmy po ziarenka dla ptaszków. Zwykle jeździłam dalej, ale byłam już zmęczona tym łażeniem między półkami i chciałam do domu
No i przeżyłam szok. Nad workami z ziarnem latały całe tabuny moli!!! Jeszcze tylu na raz nie widziałam
To nie są te mole, które wcinają ubranka, ale te „spożywcze”. Gdy małżonek ruszył jeden z worków, otoczyła nas chmura z tych szkodników
Mimo wszystko kupiliśmy to ziarno. Nie trzymam go w domu, tylko w składziku, na podwórku. Także nie mają szans na rozpanoszenie się w naszym domu, a doszłam do wniosku, że ptaszki będą miały bardziej urozmaiconą dietę
Nawet jak te owady popadają z zimna, to i tak posłużą jako pokarm. A poza tym, nie chciało mi się jechać dalej, do innego sklepu. Chyba jednak za leniwa jestem
Małżonek nie chciał nawet przejść przez dom z tymi workami. Poszedł od tyłu. Bał się, że jakieś paskudztwo w domu uroni i będziemy musieli powywalać wszystkie nasze zapasy żywnościowe
I tak sobie myślę, że jeśli ktoś trzyma ziarno w domu, to będzie miał problem… Wszelakie kasze, płatki, chrupki śniadaniowe, czy makarony będą do wyrzucenia… to paskudztwo rozprzestrzenia się bardzo szybko i potrafi przegryźć się nawet przez foliowe opakowanie. Może komuś to nie przeszkadza, ale ja nie wyobrażam sobie, żeby jeść cokolwiek z jakimiś zwierzakami. I co z tego, że będą ugotowane?!!! 
O matko… Koszmar!
Uważaj Mireczko, bo taki mól może na Tobie usiąść gdy wejdziesz do składziku i przyniesiesz go do domu!
Nie sądzę, bo przecież mamy minusowe temperatury. Żaden mol nie przeżyje w takich warunkach
Tak się zastanawiam, czy jakby zdążyły jajeczka złożyć, to czy by one przetrwały poniżej zera?
Może by i przetrwały, ale ptaki je zjedzą, zanim te jajeczka się przeobrażą w dorosłe owady.
Strasznie długi ten wątek… nogi bolą od biegania. Czy ktoś byłby łaskaw zmienić wycieraczkę?
Miłego wtorkowania życzę
Ale się wybyczę!!! 
U mnie jeszcze tylko wtorek i środa i aż cztery dni wolne!!!
Co to – nikogo jeszcze nie ma? Nie dotarli z powodu zimy? No to dzień dobry zimowo:-)
Coraz trudniej wstawać, ciepłego łóżeczka nie chce się opuszczać…
Dzień dobry
No właśnie, powtórzę powyższe pytanie: Czy ktoś byłby łaskaw zmienić wycieraczkę? Bo jak nie, to ja to zrobię.
Zapraszam na nowe pięterko