No właśnie się nad tym zastanawiam… Bo to nie do końca takie głupie jest. Ja nie mówię, że tak zupełnie nieempatycznie, ale z drugiej strony – ile rzeczy człowieka niepotrzebnie absorbuje? I dlaczego? Czy wyłącznie z bezinteresownej troski o bliźniego? Czy też jako narzędzie do sprawowania nad nim władzy?
Wbrew pozorom – nie takie płytkie zagadnienie, jak by się wydawało na pierwszy rzut oka.
Jeśli o mnie chodzi, to na pewno nie dla sprawowania władzy. Może to niemądre, ale nie potrafię być obojętna na krzywdy innych. Wiadomo, że wszystkim nie da się pomóc, ale jeśli to jest w mojej mocy, to pomagam. Teraz już coraz mniej, bo wiadomo, z racji wieku niewiele mogę zrobić. Jednak obojętna być nie potrafię.
Ja Cię rozumiem, bo cierpię na podobną przypadłość 🙂
Tyle, że różni ludzie mają różne motywy.
WIEM! ODKRYŁAM! Chyba chodzi o to, jak zdefiniujemy „nasz”! Bo jeśli nasz=mój, to inaczej, nasz=rodzina – też inaczej, a nasz=ludzkości – to już w ogóle!
Wycieraczka jest wredna, ale może w ten sposób zmotywuje kogoś do następnej, w miarę szybko?
A póki co, żeby nie było, że ja tylko kij w mrowisko, to zapraszam do rosarium: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/leniwaogrodniczka.blogspot.com/
Byłam, poczytałam, ale nic nie napisałam
Róże cudne, opisy też! Gratulacje
Nie znam żadnych nazw tych pięknych kwiatków. Podziwiam, że zapamiętałaś te wszystkie odmiany Jak dla mnie to są róże białe, czerwone, różowe czy zółte, no i jeszcze herbaciane…
Coś Ty? Ja to wszystko sobie zapisuję! Albo focę tabliczki z nazwami. I potem szpanuję, jaka to ja mądra jestem. Trzeba mieć sposób 😀 Tak samo na gotowanie – moja rodzina do tej pory uważa, że potrafię 😀
Leniwa Ogrodniczko! z największą przyjemnością obejrzałam Twoje kwiaty. Aż żal, że nie mogę powąchać tej cudownej róży. I zachwycił mnie powojnik górski 🙂 (z całą resztą zresztą )
A co do cytatu… W dużym stopniu zgadzam się z nim. Często zajmujemy się sprawami, które nas nie dotyczą, ba, nawet nie mamy na nie wpływu!!! Tylko tracimy nerwy… i czas. Jeden człowiek nie jest w stanie naprawić całej ludzkości…
Jednocześnie zgadzam się z Bożenką, że jeśli możemy w czymś pomóc komuś z naszego otoczenia, to pomagamy
Bo to jednak chyba trzeba jakoś wypośrodkować. Z jednej strony – żeby nie stać się obojętnym na bliźnich egoistą. Z drugiej – żeby zachować trzeźwą ocenę rzeczywistości.
Nie przesadzaj!Urywek z piosenki K.Zachwatowicz z czasów PIWNICZNYCH…bo taka głupia to ja już nie jestem ,może głupia ale taka to już nie…:).Pozdrawiam i całuje
Dobra – już jestem i odpowiadam. Hurtem.
To nie był żaden suspens – musiałam wydać posiłki. I taka refleksja przy okazji: zacznę chyba obchodzić dzień matki, bo inaczej nie można nazwać tego, co dziś miało miejsce. Otóż mianowicie: obaj moi synowie zjedli kolację. Tę samą. Wołałam ich tylko raz. Nie kłócili się przy stole ani słowem. Zjedli wszystko. Smakowało. Powiedzieli dziękuję. Włożyli naczynia do zmywarki bez przypominania. Dzień matki, znaczy się.
A teraz o głupocie.
Wiedziona wczoraj bezsilnością, bezradnością i beznadziejnością życiową, skasowałam blogi. Zostawiłam tylko ten ogrodowy i drugi kulinarny. No i czytelnię, bo czytelnię prowadzę dla siebie. Poszłam za tory (chyba powinnam wreszcie wyjaśnić, co to znaczy…). Udałam się na emigrację, na której cel wybrałam – po błyskotliwej wymianie zdań z Mistrzem T – Wyspę. No i – jak zwykle w moim życiu – z rana się zaczęło.
Chociaż nie – zaczęło się wieczorem.
Dziać. Wydarzać.I na dodatek poprawił mi się humor. Przynajmniej do czasu, keidy uświadomiłam sobie, że… NIE MAM GDZIE PISAĆ O TYCH WSZYSTKICH WYDARZENIACH!!!
Jak już pisałam, każdy czasem jakieś głupstwo popełnia, ale to nie świadczy o głupocie. A czy te usunięte blogi nie możesz przywrócić? Może masz je w historii?
Oj wiem, ale ja strrasznie truję i narzekam – jak na bezrobotną matkę niepełnosprawnych dzieci przystało. I wolałabym truć na stronie. Bo jakby co – to zawsze mogę iść za tory, a bloga zlikwidować.
I gdzie tu logika? No ludzie… Po kobicie się logiki spodziewacie?!
Ja też jestem za Twoim, Jo, pisaniem tutaj tekstów dłuższych niż „Cytaty”
Jakoś do tej pory nikogo nie wywaliliśmy z Wyspy i na pewno Tobie to nie grozi Z tego co pisałaś do tej pory nic nie było nudne i czytałam to z wielkim zainteresowaniem
A chwile trudne przeżywa każdy. Takie małe i większe depresyjki… Nie zawsze mamy w życiu święto…
TAK a kto CI zabroni założyć nowy – odciąć się od tamtych i pisać na nowo bo TWÓRCY tak mają .Zyskałaś nowych przyjaciół na WYSPIE i będziemy do CIĘ zaglądać i wspierać a i czasem słowo prawdy rzec bo tu nie chodzi o spijanie z dziobków tylko byś się PANI spełniała i miała przyjaciół i czytelników -przemyśl i daj znać
Wiesz co ? Masz pełne prawo do zmęczenia i poczucia beznadziejności, więc i do radykalnych posunięć. Powiedz coś o czytelni i podrzuć też link, dobrze ?
Czytelnia to taki blog, który kiedyś sobie założyłam, żeby zapisywać przeczytane książki. Bo zdarzyło mi się kupić po raz drugi jakiś straszny chłam, przy pierwszym czytaniu porzucony po dwóch rozdziałach.
Tylko że to jest klasyczna czytelnia kury domowej – więc żadnych ambitnych lektur. Żeby nie było. No i jestem okropnie bezkompromisowa w ocenach – wszak to z założenia blog na własny użytek, więc nie będę ściemniać, że mi się coś podobało, bo nie daj Bóg kupię następne dzieło danego autora i po co mi to?
Ale jeśli niewystarczająco zniechęciłam, to tu jest linka, czyli sznurek. A po sznurku – wiadomo. Dojść łatwo.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/czytelnia-agape.blogspot.com/
Ooo, Agatka, moja wielka miłość! I dokładnie taka sama ocena późnych książek Joanny Chmielewskiej. A kuchni łódzkiej wcale nie znam.
Będę Cię podglądała ! bo też lubię czytać 🙂
Co do cytatu i jego interpretacji, to pingwinom z pewnością nie chodziło o ludzkość, ale być może o pingwiniość.
A co do meritum sprawy, to nie wszystkie problemy są moje. Np. pan, proszący w mojej okolicy o pieniądze, a powracający co jakiś czas w coraz lepszych ciuchach, a czasem „po godzinach” widywany w sytuacjach nielicujących z wcześniejszymi prośbami (np. spożywający napoje wysokokowe, i wcale nie „mamroty”) – nie jest moim problemem. A starsza pani, niepełnosprawna umysłowo, również prosząca co jakiś czas o pieniądze – jest, a raczej bywa. No chyba że lepiej się maskuje od tego pana i jest wcale pełnosprawna, nie wiem, chociaż nie sądzę.
Ludzi proszących spotykam niezmiernie rzadko, ale jeśli, to pieniędzy nie daję. Mogą być przeznaczone na „przelew”, a tego nie mam zamiary finansować. Jeśli zwróci się do mnie ktoś głodny, wspomagam jedzeniem.
Ja bym tu jeszcze dodała takich, co to lubią absorbować swoimi problemami resztę świata, domagając się skupienia na ich rozwiązywaniu, bez względu na to, czy reszta świata ma jakieś własne. Znaczy – problemy, plany, cokolwiek. Takich, co to ich problem jest najważniejszy na całym świecie, i ten świat powinien wyłącznie nim się zająć.
Hmmm… bardzo ogólna ta uwaga, bo rozróżnienie Jo ” mój, nasz” itd sprawy nie zamyka. Ale na pewno warto pamiętać o innych i o ” odrobinie egoizmu” dla siebie. Także dlatego, że można całkiem mylnie odczytać kiedy pomoc jest potrzebna, a kiedy – nie. Z nadmiaru dobroci można kogoś nieźle udręczyć.
Proszę -przestań się krygować i podaj namiary na te blogi -widziałam tylko piękne róże a chętnie wejdę do kuchni i tytuły książek bo mi jakoś umknęły a szukać tytułu na wyspie to jak igły w stogu siana
Fajnie. Inspirujące te Twoje kulinaria i zabawnie jest spotkać swoje smaki. Ale też sporo nowych, jak dla mnie 🙂 Pracusia jesteś, podziwiam, że tak umiesz i potrafisz !
To wszystko z nudów, wysoki sądzie. Wiesz, jak to jest utknąć na 18 lat w domu? Z dwójką autystycznych dzieci? To jest normalnie MASAKRA INTELEKTUALNA.
Bym nie przesadzała, Jo! Niekoniecznie brak entuzjazmu dla książeczki Umberto Ecco dowodzi tej ” masakry intelektualnej”. A dwójka tak trudnych dzieci może wyczerpać siły i zdrowie, więc pozwól mi na słowa uznania, że Ci się różne rzeczy chce!
A to już kiedyś było, ale dzisiaj mam melodię na tę melodię (i całą resztę). 1987, czyli Quackie w wieku Najjuniora i ten kawałek z animowanym, budzącym podziw teledyskiem.
Wax „Bridge To Your Heart” – druga połowa lat 80′ i brzmienie nie tak już chłodne, ciepły, kołyszący bas, do tego obrazki – przysiągłbym! – rysowane przez tego samego animatora, który zajmował się teledyskiem do „Kind of Magic” grupy Queen. A w każdym razie bardzo zbliżone.
No to niech mi zdradzi, jak w ciągu minuty można palenie rzucić
I w ogóle to muszę zdradzić, że łezka gdzieś mi na dwieście którejś stronie poleciała, a i śmiechem wybuchnęłam czytając dialog matki z synem
Jasiek jest cudny! Po kimś to w końcu ma, co nie
O! I urodzinki tuż tuż… Chyba 15-te, jak się nie mylę
Dżem dobry! Jak w tej (zakazanej ponoć?) reklamie:
A w ogóle gra w niej Katarzyna Galica, jedna z moich ulubionych współczesnych polskich aktorek, stanowczo zbyt rzadko pojawiająca się w produkcjach, które oglądam (być może powinienem zacząć oglądać inne?).
Ze mną było gorzej, miałam przerwę w spaniu ok 2 godziny. Wstałam o szóstej, więc globus nie chce mi pracować nawet po kawie.
Na razie więc odpływam z Wyspy.
Dzień dobry. A próbowałaś zamówić z wyczerpane.pl? http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wyczerpane.pl/2135,codziennik-agi-pe.html co prawda „druk w oprawie miękkiej klejonej z czarno-białymi ilustracjami”…
Wyczerpane to jest wydawca tej książki. Znaczy Sowa. Powinni mieć, bo od nich wychodzi do empików i innych merlinów.
To znaczy: fizyczny wydawca, nie że mi hurra książkę wydawnictwo wydało, i teraz przepijam wypłatę 😀
ekhem… GDZIE ONI TAM ILUSTRACJE CZARNO-BIAŁE WIDZĄ???
No nie, chodzi mi o to, że jest ikonka „druk na życzenie”, jak się na nią najedzie myszką, to się pojawia opis jw., tzn. przy druku na życzenie dostajesz, czytelniku, książkę nie do końca pełnowartościową, więc żebyś potem nie miał pretensji.
Skąd Twoje zdziwienie? a) bo w ogóle nie ma ilustracji? czy b) bo są kolorowe? Opis ikonki na pewno jest jeden do wszystkich książek „drukowanych na życzenie”, więc jeżeli a), to nie masz się czym przejmować.
A, nie – ja się nie martwię. Tak się zdziwiłam. Chociaż właściwie niewiele mnie chyba zdziwi w branży wydawniczej… No chyba, że nagle do mnie zadzwoni jakiś Wydawca i powie: Cara mia – masz tu kasę i jedź na wakacje.
Też się uśmiałam.
Nie, no poważnie – tak żartuję. Bo inaczej mogłabym w jakąś depresję wpaść, czy co… A ja mam jutro osiemnastkę syna pierworodnego i zamierzam mieć wyśmienity humor, aż do niedzieli 🙂
No zara, zara – potomstwo z głodu umiera. Trza iść naleśniki smażyć. Koszule prasowałam wczoraj – jak na prawdziwą kobietę przystało.
patrz: Alicja Majewska, Być kobietą.
OK – tylko proszę nie narzekać, że pusto. Będzie. W swoim czasie.
„Artysty nie wolno poganiać.” Toy Story II
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/szkicewnecie.blogspot.com/
Dzień dobry
Jak na razie miły i chłodny, tylko 18C
Wczoraj mało, że pracowałam od świtu do nocy, to jeszcze z tego gorąca zwoje mózgowe mi się przegrzały… było 34C i niesamowita duchota Jeszcze nie wydychałam wczorajszego, ale jak temperatura utrzyma się na w miarę chłodnym poziomie, to mam szansę
W nocy temperatura spadła, ale już pomału zaczyna rosnąć Zapowiadali w nocy burze, ale jakoś im ta zapowiedź nie wyszła. Nawet kropelka nie spadła, że o wyładowaniach nie wspomnę Ogródek suchy, ale nie miałam wczoraj jak go podlać. Wróciłam do domu po 20 (od 8 rano), a jeszcze musiałam jechać do sklepu, przyszykować jedzonko i chociaż trochę „odgruzować” kuchnię… spać poszłam o północy Nie było miejsca na ogródek, bo przecież nie będę podlewać w środku nocy!!! Może Matka Natura zrobi to dzisiaj za mnie
A takie skoki temperatur, to tu zdarzają się dość często. Albo gwałtownie rośnie, albo gwałtownie spada. Wyjeżdżasz rano do pracy domarzając, a wracasz wieczorem w formie roztopionego masła Czas było się przyzwyczaić
Ja też jestem homeopatką i przy takich skokach ciśnienia i nagłych zmianach pogody czuję się zupełnie wyżuta i wypluta Ale można się jakoś przyzwyczaić
Ha, to jednak na Południu (w Marylandzie) jak jest gorąco, parno i duszno, to już tak jest, skoki, takie jak opisujesz, się nie zdarzają (a przynajmniej nic mi nie wiadomo o tym). Tam jest inne niebezpieczeństwo, mianowicie jak ktoś za bardzo wyletniony wyjdzie na upał, a potem wejdzie raz, drugi, piąty do dowolnego klimatyzowanego wnętrza (biura, muzea, wiele budynków użyteczności publicznej), to angina wielce prawdopodobna. Dlatego miejscowi przestrzegają, żeby zawsze mieć przy sobie cienką, lekką kurtkę przeciwdeszczową (gdyby lunęło) i lekki sweter (np. z cienkiego polaru) na okoliczność wspomnianej klimatyzacji we wnętrzu.
W samochodzie nie używam klimatyzacji (jedynie w wyjątkowych sytuacjach, czyli jak leje), ale w sklepach marznę. To fakt. Kurtki nie chce mi się nosić z lenistwa. Jak praży i masz na sobie tylko tyle ciuchów, żeby nie zamknęli Cię za obrazę moralności, to taka kurteczka też przeszkadza.
Maryland jest od nas nieznacznie na południe, tyle że na wschód i nad Oceanem Atlantyckim. Dlatego mają zupełnie inny klimat. Chicago jest w środku lądu, a to że nad Michigan, wcale nie pomaga.
Wściekłam się Chyba jak tam wpadnę, do tego City Hall, to im mordy obiję. I jak nie używam wulgaryzmów, tak mam ochotę kląć!!! Banda tumanów i kretynów tam siedzi!!!
Opiszę co się stało jak wrócę z pracy, bo to dłuższa historia, a nie mam teraz czasu… ale wściekła jestem na maksa
Jutro (czyli w piątek) powinnam skończyć pracę wcześniej, to skończę opisy zdjęć z wycieczki Postaram się opublikować. Tylko najpierw muszę zadzwonić do adwokata…
A ja znów nie pogadałam sobie na Wyspie, wszystkiemu winni goście.
Ale było miło. Teraz z kolei zbliżyła się godzina pożegnania, tym bardziej że mało spałam ubiegłej nocy.
Do widzenia zatem, do jutra
Jeszcze się nie zbieram, ale w takim razie może dobranocka, bo mnie naszło.
Otóż przypomniałem sobie z wczesnych lat studiów taki utwór, walcowaty w kształcie. Mecano, „Hijo de la luna” czyli „Syn księżyca”. 1991 rok.
Całkiem sobie niczego, orkiestrowe tło, przyjemny głos iii… Gdzieś tam daleko, daleko z tyłu głowy pobrzmiewa „Fantasia para un gentilhombre” Aranjueza? Może za daleki to strzał…
To ja się pożegnam na dziś. Nie wiem, jak będzie jutro, bo jutro jest Ważny Dzień. Postaram się zawyspować, ale wiecie – jutro najważniejszy jest Jakub 🙂
Prowokacyjnie, czy filozoficznie?
To skrajny egoizm, czy słuszna postawa życiowa?
Krótko i dobitnie
Ale tej postawy życiowej nie popieram.
Widzieć tylko czubek własnego nosa? Nie potrafię
No właśnie się nad tym zastanawiam… Bo to nie do końca takie głupie jest. Ja nie mówię, że tak zupełnie nieempatycznie, ale z drugiej strony – ile rzeczy człowieka niepotrzebnie absorbuje? I dlaczego? Czy wyłącznie z bezinteresownej troski o bliźniego? Czy też jako narzędzie do sprawowania nad nim władzy?
Wbrew pozorom – nie takie płytkie zagadnienie, jak by się wydawało na pierwszy rzut oka.
Jeśli o mnie chodzi, to na pewno nie dla sprawowania władzy. Może to niemądre, ale nie potrafię być obojętna na krzywdy innych. Wiadomo, że wszystkim nie da się pomóc, ale jeśli to jest w mojej mocy, to pomagam. Teraz już coraz mniej, bo wiadomo, z racji wieku niewiele mogę zrobić. Jednak obojętna być nie potrafię.
Ja Cię rozumiem, bo cierpię na podobną przypadłość 🙂
Tyle, że różni ludzie mają różne motywy.
WIEM! ODKRYŁAM! Chyba chodzi o to, jak zdefiniujemy „nasz”! Bo jeśli nasz=mój, to inaczej, nasz=rodzina – też inaczej, a nasz=ludzkości – to już w ogóle!
Ciekawe, o co chodziło pingwinom?
Chyba nie chodziło im o ludzkość, obawiam się…
A może? No wiesz – że nie nasze (w sensie – nie pingwinie) problemy, czyli problemy reszty zoo i ludzi…
Hm…
Wycieraczka jest wredna, ale może w ten sposób zmotywuje kogoś do następnej, w miarę szybko?
A póki co, żeby nie było, że ja tylko kij w mrowisko, to zapraszam do rosarium: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/leniwaogrodniczka.blogspot.com/
Byłam, widziałam, napisałam
Byłam, poczytałam, ale nic nie napisałam

Jak dla mnie to są róże białe, czerwone, różowe czy zółte, no i jeszcze herbaciane…

Róże cudne, opisy też! Gratulacje
Nie znam żadnych nazw tych pięknych kwiatków. Podziwiam, że zapamiętałaś te wszystkie odmiany
Coś Ty? Ja to wszystko sobie zapisuję! Albo focę tabliczki z nazwami. I potem szpanuję, jaka to ja mądra jestem. Trzeba mieć sposób 😀 Tak samo na gotowanie – moja rodzina do tej pory uważa, że potrafię 😀

Leniwa Ogrodniczko! z największą przyjemnością obejrzałam Twoje kwiaty. Aż żal, że nie mogę powąchać tej cudownej róży. I zachwycił mnie powojnik górski 🙂 (z całą resztą zresztą )
Dziękuję. Powojniki jeszcze będą. Zbieram zdjęcia, bo kwitną po kolei.
Dzień dobry

Mój komentarz poszedł w kosmos, to witam się jeszcze raz
A co do cytatu… W dużym stopniu zgadzam się z nim. Często zajmujemy się sprawami, które nas nie dotyczą, ba, nawet nie mamy na nie wpływu!!! Tylko tracimy nerwy… i czas. Jeden człowiek nie jest w stanie naprawić całej ludzkości…
Jednocześnie zgadzam się z Bożenką, że jeśli możemy w czymś pomóc komuś z naszego otoczenia, to pomagamy
Bo to jednak chyba trzeba jakoś wypośrodkować. Z jednej strony – żeby nie stać się obojętnym na bliźnich egoistą. Z drugiej – żeby zachować trzeźwą ocenę rzeczywistości.
DzińDybry:)) Ze słonecznego Darłówka pozdrawiam serdecznie, pali jak na Saharze, dobrze że łagodzi wiatr nieco chłodny :)))
Ahoj, Stateczku! Wiatru w żagle! 😉
I nieodmiennie – stopy wody pod kilem
Właśnie odkryłam, że głupia jestem.
Jak możesz tak o sobie mówić?!
Bo to prawda, a ja nie jestem obłudna. No w każdym razie nie aż tak.
Podejrzewam, że to jakiś skrót myślowy. Czy można prosić więcej szczegółów?
Nie – żaden skrót. Dokładnie, jak napisałam. Jestem głupia.
Pozujesz na Sokratesa?
No coś Ty? Zapomniałeś, jak on skończył???
Jo, wytłumacz się, bo ja Ciebie za głupią (a w życiu !) nie mam ! Chciałabym wiedzieć dlaczego się mylę…
I mnie to stwierdzenie zastanawia, bo uważam że Jo nie zasługuje na miano głupiej. Nawet jeśli popełniła jakieś głupstwo…
a komu się to nie zdarza?!
Nie przesadzaj!Urywek z piosenki K.Zachwatowicz z czasów PIWNICZNYCH…bo taka głupia to ja już nie jestem ,może głupia ale taka to już nie…:).Pozdrawiam i całuje
Dobra – już jestem i odpowiadam. Hurtem.
To nie był żaden suspens – musiałam wydać posiłki. I taka refleksja przy okazji: zacznę chyba obchodzić dzień matki, bo inaczej nie można nazwać tego, co dziś miało miejsce. Otóż mianowicie: obaj moi synowie zjedli kolację. Tę samą. Wołałam ich tylko raz. Nie kłócili się przy stole ani słowem. Zjedli wszystko. Smakowało. Powiedzieli dziękuję. Włożyli naczynia do zmywarki bez przypominania. Dzień matki, znaczy się.
A teraz o głupocie.
Wiedziona wczoraj bezsilnością, bezradnością i beznadziejnością życiową, skasowałam blogi. Zostawiłam tylko ten ogrodowy i drugi kulinarny. No i czytelnię, bo czytelnię prowadzę dla siebie. Poszłam za tory (chyba powinnam wreszcie wyjaśnić, co to znaczy…). Udałam się na emigrację, na której cel wybrałam – po błyskotliwej wymianie zdań z Mistrzem T – Wyspę. No i – jak zwykle w moim życiu – z rana się zaczęło.
Chociaż nie – zaczęło się wieczorem.
Dziać. Wydarzać.I na dodatek poprawił mi się humor. Przynajmniej do czasu, keidy uświadomiłam sobie, że… NIE MAM GDZIE PISAĆ O TYCH WSZYSTKICH WYDARZENIACH!!!
No i co? Niby nadal mądra jestem?
Jak już pisałam, każdy czasem jakieś głupstwo popełnia, ale to nie świadczy o głupocie. A czy te usunięte blogi nie możesz przywrócić? Może masz je w historii?
No niby można… Ale tak jakoś niehonor…
Gratulacje z okazji Dnia Matki!
A w punkcie drugim – co stoi na przeszkodzie tekstom nieco dłuższym, niż „Cytaty..” ?
Ależ ja przecież nie będę Was tu zanudzać takimi tam duperelami! Bo mnie eksmitujecie! I gdzie ja się wtedy podzieję? Co?
Bez obawy, Jo. Eksmisja Ci nie grozi
Ej, mogę służyć własnym przykładem – czasem piszę o tym, co mnie spotyka w realu (np. tutaj – http://madagaskar08.pl/blog/2014/04/26/rajd-im-filipa-z-konopii-literatura-faktu/) i jakoś nikt mnie nie eksmitował!
Przecież na Wyspie nie tylko sama poezja i fikcja.
Oj wiem, ale ja strrasznie truję i narzekam – jak na bezrobotną matkę niepełnosprawnych dzieci przystało. I wolałabym truć na stronie. Bo jakby co – to zawsze mogę iść za tory, a bloga zlikwidować.
I gdzie tu logika? No ludzie… Po kobicie się logiki spodziewacie?!

Hm, czy ta książka to właśnie z tego trucia i narzekania? Bo jak tak, to chyba i na Wyspie można potruć i ponarzekać?

No w sumie… Chociaż nie – ta książka to było coś w ogóle absurdalnego. Słowo. Ale w trakcie się okazało, że…
ale o tym, drogi Czytelniku, przeczytasz w Drugiej Książce – bo jak wszystko tu wygadam, to nikt tej Drugiej nie przeczyta 😀
Ja też jestem za Twoim, Jo, pisaniem tutaj tekstów dłuższych niż „Cytaty”
Z tego co pisałaś do tej pory nic nie było nudne i czytałam to z wielkim zainteresowaniem 
Jakoś do tej pory nikogo nie wywaliliśmy z Wyspy i na pewno Tobie to nie grozi
A chwile trudne przeżywa każdy. Takie małe i większe depresyjki… Nie zawsze mamy w życiu święto…
TAK a kto CI zabroni założyć nowy – odciąć się od tamtych i pisać na nowo bo TWÓRCY tak mają
.Zyskałaś nowych przyjaciół na WYSPIE i będziemy do CIĘ zaglądać i wspierać a i czasem słowo prawdy rzec bo tu nie chodzi o spijanie z dziobków tylko byś się PANI spełniała i miała przyjaciół i czytelników -przemyśl i daj znać 

Ty mądra kobieta jesteś!
No właśnie – kto mi zabroni? HA!
Brawo Elizko, znalazłaś właściwe słowa ! Podpisuję sie obiema ” rencyma”
Wiesz co ? Masz pełne prawo do zmęczenia i poczucia beznadziejności, więc i do radykalnych posunięć. Powiedz coś o czytelni i podrzuć też link, dobrze ?
Czytelnia to taki blog, który kiedyś sobie założyłam, żeby zapisywać przeczytane książki. Bo zdarzyło mi się kupić po raz drugi jakiś straszny chłam, przy pierwszym czytaniu porzucony po dwóch rozdziałach.
Tylko że to jest klasyczna czytelnia kury domowej – więc żadnych ambitnych lektur. Żeby nie było. No i jestem okropnie bezkompromisowa w ocenach – wszak to z założenia blog na własny użytek, więc nie będę ściemniać, że mi się coś podobało, bo nie daj Bóg kupię następne dzieło danego autora i po co mi to?
Ale jeśli niewystarczająco zniechęciłam, to tu jest linka, czyli sznurek. A po sznurku – wiadomo. Dojść łatwo.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/czytelnia-agape.blogspot.com/
Fajne, krótkie, zwięzłe i na temat.
Muchas gracias Señor.
Ooo, Agatka, moja wielka miłość! I dokładnie taka sama ocena późnych książek Joanny Chmielewskiej. A kuchni łódzkiej wcale nie znam.
Będę Cię podglądała ! bo też lubię czytać 🙂
Dzień dobry! Już jestem!
Co do cytatu i jego interpretacji, to pingwinom z pewnością nie chodziło o ludzkość, ale być może o pingwiniość.
A co do meritum sprawy, to nie wszystkie problemy są moje. Np. pan, proszący w mojej okolicy o pieniądze, a powracający co jakiś czas w coraz lepszych ciuchach, a czasem „po godzinach” widywany w sytuacjach nielicujących z wcześniejszymi prośbami (np. spożywający napoje wysokokowe, i wcale nie „mamroty”) – nie jest moim problemem. A starsza pani, niepełnosprawna umysłowo, również prosząca co jakiś czas o pieniądze – jest, a raczej bywa. No chyba że lepiej się maskuje od tego pana i jest wcale pełnosprawna, nie wiem, chociaż nie sądzę.
Ludzi proszących spotykam niezmiernie rzadko, ale jeśli, to pieniędzy nie daję. Mogą być przeznaczone na „przelew”, a tego nie mam zamiary finansować. Jeśli zwróci się do mnie ktoś głodny, wspomagam jedzeniem.
Też tak robię, z wyjątkiem wspomnianej pani. I wrzucam ulicznym grajkom, jeżeli na to zasługują (w sensie umiejętności muzycznych).
Takich grajków spotykam przy wejściu na cmentarz komunalny. Im się należy, jeśli ładnie grają.
Ja bym tu jeszcze dodała takich, co to lubią absorbować swoimi problemami resztę świata, domagając się skupienia na ich rozwiązywaniu, bez względu na to, czy reszta świata ma jakieś własne. Znaczy – problemy, plany, cokolwiek. Takich, co to ich problem jest najważniejszy na całym świecie, i ten świat powinien wyłącznie nim się zająć.
Ze wstydem przyznam, że parę razy w życiu udało mi się w ten sposób zachować. Ale jak mi później było wstyd!
Hmmm… bardzo ogólna ta uwaga, bo rozróżnienie Jo ” mój, nasz” itd sprawy nie zamyka. Ale na pewno warto pamiętać o innych i o ” odrobinie egoizmu” dla siebie. Także dlatego, że można całkiem mylnie odczytać kiedy pomoc jest potrzebna, a kiedy – nie. Z nadmiaru dobroci można kogoś nieźle udręczyć.
O to to. I jeszcze dodam, że za tę „odrobinę egoizmu” można uznać asertywność, pozwalającą stawiać wyraźne granice.
O no no! Bo ja się na starość cholernie asertywna zrobiłam…
Bardzo dobrze, tylko od kiedy u Ciebie się liczy starość ? Bo może niektórzy tutaj mogą być za Matuzalemy, droga pani JO?
Eee…
Ale ja mam liczone razy iks. Ze względu na wzgląd.
Ale wiecie co? Znalazłam PLUS na dziś: coraz lepsze zdjęcia jedzenia robię. Telefonem. Do bloga kulinarnego 😀
Da się już na nie patrzeć 😀
Kwiaty zaprezentowałaś w linku, a kulinaria dzie, no dzie ????
Ło matko! No fakt – jakoś przeoczyłam. SORKI! http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/oberzyna.blogspot.com/
Nie, no ja nie ogarniam, po prostu nie ogarniam! Sami widzicie!
Świetne pomysły i przepisy! Włożyłam w zakładki, na pewno się przydadzą.
Proszę -przestań się krygować i podaj namiary na te blogi -widziałam tylko piękne róże a chętnie wejdę do kuchni i tytuły książek bo mi jakoś umknęły a szukać tytułu na wyspie to jak igły w stogu siana
A bo ja na moim blogu – tym, co go w złości na świat i ludzi skasowałam – miałam wszystkie odnośniki. I dlatego jakoś tak no.
To mam propozycję : żeby Ukratek umieścił twoje blogi w części ” tam bywamy”. I nie będzie trzeba pytać, a co nie daj Boże – wyszukiwać w necie.
OK OK – zreaktywuję bloga i zamieszczę w nim wszystkie odsyłacze! Obiecuję! Ale może już jutro?
Fajnie. Inspirujące te Twoje kulinaria i zabawnie jest spotkać swoje smaki. Ale też sporo nowych, jak dla mnie 🙂 Pracusia jesteś, podziwiam, że tak umiesz i potrafisz !
To wszystko z nudów, wysoki sądzie. Wiesz, jak to jest utknąć na 18 lat w domu? Z dwójką autystycznych dzieci? To jest normalnie MASAKRA INTELEKTUALNA.
Bym nie przesadzała, Jo!
Niekoniecznie brak entuzjazmu dla książeczki Umberto Ecco dowodzi tej ” masakry intelektualnej”. A dwójka tak trudnych dzieci może wyczerpać siły i zdrowie, więc pozwól mi na słowa uznania, że Ci się różne rzeczy chce!
Przyklasnę Wiedźmince

Moim skromnym zdaniem ma 100% racji
Brawa dla UKRATKA jak zamieści
Jak zreaktywuje 8.15, to go zalinkuję – a tam będą pozostałe…
Dobrej nocy, Wyspiarze! Do jutra
Spokojnej!
…branoc
Dobranockować czas!
A to już kiedyś było, ale dzisiaj mam melodię na tę melodię (i całą resztę). 1987, czyli Quackie w wieku Najjuniora i ten kawałek z animowanym, budzącym podziw teledyskiem.
Wax „Bridge To Your Heart” – druga połowa lat 80′ i brzmienie nie tak już chłodne, ciepły, kołyszący bas, do tego obrazki – przysiągłbym! – rysowane przez tego samego animatora, który zajmował się teledyskiem do „Kind of Magic” grupy Queen. A w każdym razie bardzo zbliżone.
Snów o mostach do serca.
O rany! Tego mi było trzeba dzisiaj. Teraz mogę iść spać.
Dobrej nocy Wszystkim
Dobranoc
Dzień dobry
Dobry, bo ciepły, słoneczny… Myślę, że Wy też tak macie?
Mam nadzieję, że tak. Zaraz Ci powiem, tylko otworzę oczy.

Dzień doberek!
Słoneczne dzień dobry Szan.Państwu


Co się tu wczoraj działo, o rany
Jolka się domagała coby Jej bez łeb przywalić, no nooo
No to niech mi zdradzi, jak w ciągu minuty można palenie rzucić



I w ogóle to muszę zdradzić, że łezka gdzieś mi na dwieście którejś stronie poleciała, a i śmiechem wybuchnęłam czytając dialog matki z synem
Jasiek jest cudny! Po kimś to w końcu ma, co nie
O! I urodzinki tuż tuż… Chyba 15-te, jak się nie mylę
No przecie, że po Mamusi… Co za pytanie w ogóle

Nie mam wątpliwości 😀
Jak również i to, że trzecie imię Ci dołożyłam
Ogród też zwiedziłam i jak tylko złapię drugi oddech to tam konkretnie pomyszkuję i w pytona się zamienię
Aha, a dlaczego mój ulubiony Maxiu się nie odzywa?? Już chyba po badaniach??!!
Nnnoo, też się zastanawiam.. Witaj Skowronku !
Do popotem
Witajcie!
Kłaniam się ciepło i słonecznie, jak Bożenka.
DzińDybry:))Witam słonecznie i bezchmurnie :))))
Żeby nie było, że ja tylko minorowo.
Pierre Auguste Renoir „Conversazione in un giardino di rose”
Ładny obrazek
Dżem dobry! Jak w tej (zakazanej ponoć?) reklamie:
A w ogóle gra w niej Katarzyna Galica, jedna z moich ulubionych współczesnych polskich aktorek, stanowczo zbyt rzadko pojawiająca się w produkcjach, które oglądam (być może powinienem zacząć oglądać inne?).
Chyba czas na kawę?
Bardzo mi się przyda, bo miałam dziś „białą noc”.
O, bardzo chętnie. Na lekkiego kopa w mózg, delikatnie ujmując.
Dobre określenie
Jak najbardziej mi się też przyda 
Ja też obudziłem się przed 5-tą… ale nie zmusiło mnie to do opuszczenia wyrka
Ze mną było gorzej, miałam przerwę w spaniu ok 2 godziny. Wstałam o szóstej, więc globus nie chce mi pracować nawet po kawie.
Na razie więc odpływam z Wyspy.
Dzień dobry !
A ja zostałam poinformowana, że empik przesunął mi termin wysłania książki Jo… z braku ” towaru” 
Napisz na priv jafp@wp.pl
Dzień dobry. A próbowałaś zamówić z wyczerpane.pl? http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wyczerpane.pl/2135,codziennik-agi-pe.html co prawda „druk w oprawie miękkiej klejonej z czarno-białymi ilustracjami”…
Wyczerpane to jest wydawca tej książki. Znaczy Sowa. Powinni mieć, bo od nich wychodzi do empików i innych merlinów.
To znaczy: fizyczny wydawca, nie że mi hurra książkę wydawnictwo wydało, i teraz przepijam wypłatę 😀
ekhem… GDZIE ONI TAM ILUSTRACJE CZARNO-BIAŁE WIDZĄ???
No nie, chodzi mi o to, że jest ikonka „druk na życzenie”, jak się na nią najedzie myszką, to się pojawia opis jw., tzn. przy druku na życzenie dostajesz, czytelniku, książkę nie do końca pełnowartościową, więc żebyś potem nie miał pretensji.
Skąd Twoje zdziwienie? a) bo w ogóle nie ma ilustracji? czy b) bo są kolorowe? Opis ikonki na pewno jest jeden do wszystkich książek „drukowanych na życzenie”, więc jeżeli a), to nie masz się czym przejmować.
A, nie – ja się nie martwię. Tak się zdziwiłam. Chociaż właściwie niewiele mnie chyba zdziwi w branży wydawniczej… No chyba, że nagle do mnie zadzwoni jakiś Wydawca i powie: Cara mia – masz tu kasę i jedź na wakacje.

Też się uśmiałam.
Nie, no poważnie – tak żartuję. Bo inaczej mogłabym w jakąś depresję wpaść, czy co… A ja mam jutro osiemnastkę syna pierworodnego i zamierzam mieć wyśmienity humor, aż do niedzieli 🙂
Nie, ponieważ musiałabym jeszcze raz zapłacić za książkę, a na to nie mam ochoty 🙂
A nie możesz zrezygnować z tego zamówienia w empiku?
Mnie też dziś tak odpowiedziano
a zamawiałam na adres który Mistrz Q polecił
Jo !
do roboty, niech Ukratek ma co zamieszczać !
No zara, zara – potomstwo z głodu umiera. Trza iść naleśniki smażyć. Koszule prasowałam wczoraj – jak na prawdziwą kobietę przystało.
patrz: Alicja Majewska, Być kobietą.
No i masz te pół kilo biżuterii o której p.Majewska śpiewa
MAM! Kapelusze też. Tylko z tymi wielbicielami kicha.
OK – tylko proszę nie narzekać, że pusto. Będzie. W swoim czasie.
„Artysty nie wolno poganiać.” Toy Story II
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/szkicewnecie.blogspot.com/
Dzień dobry

Jeszcze nie wydychałam wczorajszego, ale jak temperatura utrzyma się na w miarę chłodnym poziomie, to mam szansę

Jak na razie miły i chłodny, tylko 18C
Wczoraj mało, że pracowałam od świtu do nocy, to jeszcze z tego gorąca zwoje mózgowe mi się przegrzały… było 34C i niesamowita duchota
Dzień dobry, no coś podobnego, od 34 do 18, taki spadek? A nie towarzyszyły mu jakieś gwałtowne zjawiska pogodowe, np. burze?
Ale to dobrze, że nie za ciepło 🙂
W nocy temperatura spadła, ale już pomału zaczyna rosnąć
Zapowiadali w nocy burze, ale jakoś im ta zapowiedź nie wyszła. Nawet kropelka nie spadła, że o wyładowaniach nie wspomnę
Ogródek suchy, ale nie miałam wczoraj jak go podlać. Wróciłam do domu po 20 (od 8 rano), a jeszcze musiałam jechać do sklepu, przyszykować jedzonko i chociaż trochę „odgruzować” kuchnię… spać poszłam o północy
Nie było miejsca na ogródek, bo przecież nie będę podlewać w środku nocy!!! Może Matka Natura zrobi to dzisiaj za mnie

A takie skoki temperatur, to tu zdarzają się dość często. Albo gwałtownie rośnie, albo gwałtownie spada. Wyjeżdżasz rano do pracy domarzając, a wracasz wieczorem w formie roztopionego masła
Czas było się przyzwyczaić 
Straszne… Ja jestem okropną meteopatką – wykorkowałabym od razu.
Ja też jestem homeopatką i przy takich skokach ciśnienia i nagłych zmianach pogody czuję się zupełnie wyżuta i wypluta
Ale można się jakoś przyzwyczaić 
Ha, to jednak na Południu (w Marylandzie) jak jest gorąco, parno i duszno, to już tak jest, skoki, takie jak opisujesz, się nie zdarzają (a przynajmniej nic mi nie wiadomo o tym). Tam jest inne niebezpieczeństwo, mianowicie jak ktoś za bardzo wyletniony wyjdzie na upał, a potem wejdzie raz, drugi, piąty do dowolnego klimatyzowanego wnętrza (biura, muzea, wiele budynków użyteczności publicznej), to angina wielce prawdopodobna. Dlatego miejscowi przestrzegają, żeby zawsze mieć przy sobie cienką, lekką kurtkę przeciwdeszczową (gdyby lunęło) i lekki sweter (np. z cienkiego polaru) na okoliczność wspomnianej klimatyzacji we wnętrzu.
To ja wolę Toskanię. Jak gorąco – to gorąco.
A ja moją Pyrlandię, nie zamieniłabym się na żadną Amerykę
W samochodzie nie używam klimatyzacji (jedynie w wyjątkowych sytuacjach, czyli jak leje), ale w sklepach marznę. To fakt. Kurtki nie chce mi się nosić z lenistwa. Jak praży i masz na sobie tylko tyle ciuchów, żeby nie zamknęli Cię za obrazę moralności, to taka kurteczka też przeszkadza.
Maryland jest od nas nieznacznie na południe, tyle że na wschód i nad Oceanem Atlantyckim. Dlatego mają zupełnie inny klimat. Chicago jest w środku lądu, a to że nad Michigan, wcale nie pomaga.
Czas mi się zbierać do pracy… Miłego dnia (właściwie popołudnia) życzę
Wściekłam się
Chyba jak tam wpadnę, do tego City Hall, to im mordy obiję.
I jak nie używam wulgaryzmów, tak mam ochotę kląć!!!
Banda tumanów i kretynów tam siedzi!!!
Opiszę co się stało jak wrócę z pracy, bo to dłuższa historia, a nie mam teraz czasu… ale wściekła jestem na maksa
Czekamy na relację, a póki co – spróbuj nabrać dystansu (tak, wiem, że czasem to graniczy z niemożliwością).
Hmmm. a ja liczyłam na wycieczkę. Trudno, czasem można się wściec 🙂
Jutro (czyli w piątek) powinnam skończyć pracę wcześniej, to skończę opisy zdjęć z wycieczki
Postaram się opublikować. Tylko najpierw muszę zadzwonić do adwokata… 
Wybywam zaraz, będę nieco późniejszym wieczorem. Tak nieco znienacka.
No i jestem. Miłe, towarzyskie spotkanie, faktycznie nieco niespodziewane…
A ja znów nie pogadałam sobie na Wyspie, wszystkiemu winni goście.

Ale było miło. Teraz z kolei zbliżyła się godzina pożegnania, tym bardziej że mało spałam ubiegłej nocy.
Do widzenia zatem, do jutra
Spokojnej!
Jeszcze się nie zbieram, ale w takim razie może dobranocka, bo mnie naszło.
Otóż przypomniałem sobie z wczesnych lat studiów taki utwór, walcowaty w kształcie. Mecano, „Hijo de la luna” czyli „Syn księżyca”. 1991 rok.
Całkiem sobie niczego, orkiestrowe tło, przyjemny głos iii… Gdzieś tam daleko, daleko z tyłu głowy pobrzmiewa „Fantasia para un gentilhombre” Aranjueza? Może za daleki to strzał…
Snów podksiężycowych, mimo że wcale nie pełnia.
Jedna z moich ulubionych 🙂
I od razu skojarzenia z Sarah Brightman 😉 Może kiedyś i ona tu zagości?
Muszę poszperać na YT – niczego nie wykluczam!
To ja się pożegnam na dziś. Nie wiem, jak będzie jutro, bo jutro jest Ważny Dzień. Postaram się zawyspować, ale wiecie – jutro najważniejszy jest Jakub 🙂

Najważniejszy 🙂
Skończyłam. Pokłon dla Jo.
Dobrej nocy.
Ja też się już oddalę, do jutra! (PS. Na weekend ZNÓW wybywam, więc jak się jutro wieczorem pożegnam, to potem jestem dopiero w poniedziałek).
Nooo, prawie zapomniałam, a bardzo to ładne… !
Dobranoc..
Póki co, zapraszam pięterko wyżej

Mam nadzieję, że zrozumiecie dlaczego byłam taka wściekła… nie jesteście amerykańskimi urzędnikami